<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<FictionBook xmlns="http://www.gribuser.ru/xml/fictionbook/2.0" xmlns:l="http://www.w3.org/1999/xlink">
 <description>
  <title-info>
   <genre>sf_social</genre>
   <author>
    <first-name>Hugh</first-name>
    <middle-name>C.</middle-name>
    <last-name>Howey</last-name>
   </author>
   <book-title>Pył</book-title>
   <annotation>
    <p>Pył to znakomite zwieńczenie „Trylogii Silos”, która stała się jednym z największych bestsellerów książkowych ostatnich lat na rynku amerykańskim.</p>
    <p>„Trylogia Silos” to niezwykły sukces wydawniczy, który zamienił nieznanego autora, publikującego na własny rachunek w światową gwiazdę literatury science-fiction ze szczytów list bestsellerów New York Timesa.</p>
    <p>Po wielkim sukcesie „Silosu” prawa do sfilmowania tej niezwykłej powieści zakupił Ridley Scott, reżyser takich klasyków jak „Obcy” czy „Łowca androidów”.</p>
    <p>Pył to fascynujące zakończenie opowieści o świecie silosów i walce ludzkości o swoją przyszłość.</p>
   </annotation>
   <date>2013</date>
   <coverpage>
    <image l:href="#cover.jpg"/></coverpage>
   <lang>pl</lang>
   <src-lang>en</src-lang>
   <sequence name="Silos" number="3"/>
  </title-info>
  <src-title-info>
   <genre>sf_social</genre>
   <author>
    <first-name>Hugh</first-name>
    <middle-name>C.</middle-name>
    <last-name>Howey</last-name>
   </author>
   <book-title>Dust</book-title>
   <date>2013</date>
   <lang>en</lang>
   <sequence name="Silo" number="3"/>
  </src-title-info>
  <document-info>
   <author>
    <first-name></first-name>
    <last-name></last-name>
   </author>
   <program-used>FictionBook Editor Release 2.6.7</program-used>
   <date value="2023-08-12">12 sierpień 2023</date>
   <id>D271799A-2C22-4EDC-9962-96F73F528192</id>
   <version>1.0</version>
  </document-info>
 </description>
 <body>
  <title>
   <p>Hugh C. Howey</p>
   <p>Pył</p>
  </title>
  <epigraph>
   <p><emphasis>Dla ocalałych</emphasis></p>
  </epigraph>
  <section>
   <title>
    <p>Prolog</p>
   </title>
   <p>— Jest tam kto?</p>
   <p>— Halo? Tak. Jestem.</p>
   <p>— A, Lukas. Nie odzywałeś się. Przez chwilę myślałem… że to ktoś inny.</p>
   <p>— Nie, to ja. Tylko poprawiałem słuchawki. Miałem pracowity poranek.</p>
   <p>— Tak?</p>
   <p>— Aha. Nic ciekawego. Spotkania komitetu. Chwilowo brakuje nam tu ludzi. Wielu musieliśmy oddelegować gdzie indziej.</p>
   <p>— Ale sytuacja się uspokaja? Żadnych powstań?</p>
   <p>— Nie, nie. Wszystko wraca do normy. Ludzie wstają rano i idą do pracy. Wieczorem padają do łóżek jak kłody. W tym tygodniu mieliśmy loterię, do niektórych uśmiechnęło się szczęście.</p>
   <p>— To dobrze. Bardzo dobrze. Jak posuwają się prace nad serwerem szóstym?</p>
   <p>— Dzięki, nieźle. Wszystkie twoje hasła działają. Na razie natrafiliśmy na więcej takich samych danych. Tylko nie bardzo rozumiem, czemu są takie ważne.</p>
   <p>— Szukajcie dalej. Wszystko jest istotne. Dane na pewno nie znalazły się tam bez przyczyny.</p>
   <p>— To samo mówiłeś o wpisach w tych książkach. A jednak wiele z nich wydaje mi się nonsensem. Zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle prawda.</p>
   <p>— Czemu? O czym czytałeś?</p>
   <p>— Dotarłem do tomu C. Dziś rano czytałem o takim… grzybie. Moment. Zaraz znajdę. O, jest. Cordyceps, maczużnik.</p>
   <p>— To rodzaj grzyba? Nigdy o nim nie słyszałem.</p>
   <p>— Tu jest napisane, że robi coś z mózgiem mrówki, przeprogramowuje go jak maszynę i zmusza mrówkę, żeby przed śmiercią wspięła się na czubek rośliny…</p>
   <p>— Niewidzialna maszyna przeprogramowująca mózg? Szczerze wątpię, by to był przypadkowy wpis.</p>
   <p>— Tak? W takim razie co on oznacza?</p>
   <p>— Oznacza… oznacza, że nie jesteśmy wolni. Nikt z nas.</p>
   <p>— Jakże budujące. Już rozumiem, dlaczego wolała, żebym to ja z tobą rozmawiał.</p>
   <p>— Wasza pani burmistrz? Czy to dlatego…? Nie zgłaszała się od dłuższego czasu.</p>
   <p>— Nie. Nie ma jej. Pracuje nad czymś.</p>
   <p>— Nad czym?</p>
   <p>— Wolałbym nie mówić. Nie spodobałoby ci się to.</p>
   <p>— Czemu tak sądzisz?</p>
   <p>— Bo mi też się to nie podoba. Próbowałem wybić jej to z głowy. Ale ona bywa dość… zawzięta.</p>
   <p>— Jeśli to co robi ma spowodować kłopoty, powinienem o tym wiedzieć. Jestem tu, żeby wam pomóc. Mogę odwrócić ich uwagę…</p>
   <p>— Chodzi o to… że ona ci nie ufa. Nie wierzy nawet, że za każdym razem rozmawia z tą samą osobą.</p>
   <p>— Ależ tak. To ja. Maszyny robią coś z moim głosem.</p>
   <p>— Mówię tylko, co ona uważa.</p>
   <p>— Bardzo bym chciał, żeby przyszła porozmawiać. Naprawdę chcę wam pomóc.</p>
   <p>— Wierzę ci. Chyba najlepsze, co możesz dla nas zrobić to trzymać za nas kciuki.</p>
   <p>— A to czemu?</p>
   <p>— Bo mam przeczucie, że nic dobrego z tego nie wyniknie.</p>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>Część I</p>
    <p>Podkop</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>1</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Z sufitów maszynowni sypał się pył wzbity przez towarzyszące kopaniu wibracje. Przewody kołysały się łagodnie. Ruchy grzechotały. A dobiegające z sali generatora hałaśliwe staccato wypełniało powietrze, odbijając się od ścian i przywodząc na myśl czasy, gdy wymagające regulacji maszyny chybotały się niebezpiecznie.</p>
    <p>W sercu tego przeraźliwego jazgotu stała Juliette Nichols. Roboczy kombinezon miała rozpięty do pasa, z rękawami związanymi na biodrach, a mieszanka kurzu i potu plamiła jej podkoszulek jak błoto. Juliette opierała się całym ciężarem ciała o koparkę, a jej muskularne ręce drżały, gdy ciężki, metalowy tłok młota pneumatycznego raz po raz uderzał w betonową ścianę silosu osiemnastego.</p>
    <p>Czuła wibracje nawet w zębach. Każda kość i każdy staw jej ciała drżał, a stare rany odzywały się bólem. Stojący z boku górnicy, którzy na co dzień obsługiwali maszynę, przyglądali się z niezadowolonymi minami. Juliette odwróciła głowę od kruszonego betonu i dostrzegła, że stoją z rękami skrzyżowanymi na szerokich piersiach, rzucając jej surowe spojrzenia, być może wściekli za to, że przywłaszczyła sobie ich sprzęt. A może za złamanie tabu, za kopanie tam, gdzie kopać nie wolno.</p>
    <p>Juliette przełknęła ślinę zmieszaną z piachem i kredą, po czym skupiła uwagę na pękającej ścianie. Istniała również inna możliwość, której nie mogła zignorować. Zginęło przez nią wielu dobrych mechaników i górników. Brutalne walki rozpętały się, kiedy odmówiła czyszczenia. Jak wiele obserwujących ją przy pracy kobiet i mężczyzn straciło najbliższą osobę, najlepszego przyjaciela, członka rodziny? Jak wielu ją obwiniało? Z pewnością nie była w tym odosobniona.</p>
    <p>Młot szarpnął się jak żywy; dał się słyszeć brzęk metalu uderzającego o metal. Juliette skierowała szczęki urządzenia na bok, odsłaniając pręty zbrojenia niczym kości zatopione w białej tkance betonu. Wykuła już istny krater w zewnętrznej ścianie silosu. Nad jej głową zwieszał się pierwszy rząd poprzecinanych prętów o końcach wygładzonych palnikiem jak roztopione świeczki. Dwie stopy głębiej tkwiła kolejna warstwa żelaznego zbrojenia — ściany silosu okazały się grubsze niż podejrzewała. Ze zdrętwiałymi kończynami i zszarganymi nerwami pchnęła maszynę na gąsienicach i nakierowała klinowato zakończony tłok na skałę pomiędzy prętami. Gdyby na własne oczy nie widziała schematów — gdyby nie wiedziała, gdzie że istnieją inne silosy — dawno by się już poddała. Miała wrażenie, że przedziera się przez trzewia ziemi. Jej ramiona drżały, jej dłonie się rozmazywały. Atakowała ścianę silosu, pragnąc tylko przebić się przez ten cholerny beton na drugą stronę, na zewnątrz.</p>
    <p>Górnicy niespokojnie przestępowali z nogi na nogę. Młot znów zadzwonił o stal, więc Juliette oderwała od nich wzrok, żeby patrzeć gdzie kuje. Skupiła się na białej skale pomiędzy prętami. Ciężkim butem wdusiła dźwignię napędu i z całej siły naparła na maszynę, która z mozołem potoczyła się na zardzewiałych gąsienicach o kolejny cal. Już dawno powinna była zrobić sobie przerwę. Krztusiła się zalegającym w gardle pyłem, umierała z pragnienia, ręce domagały się odpoczynku, a gruz piętrzył się u podstawy koparki i obsypywał jej stopy. Kopniakiem roztrąciła co większe kawałki i kopała dalej.</p>
    <p>Obawiała się, że jeśli znów się zatrzyma, nie zdoła przekonać górników, by pozwolili jej kontynuować. Nie miało znaczenia, czy była burmistrzem albo kierowniczką zmiany — ludzie, których miała za nieustraszonych opuścili już salę generatora ze zmarszczonymi czołami. Najwyraźniej przerażała ich myśl, że Juliette mogłaby naruszyć jakąś hermetyczną pieczęć i wpuścić do środka plugawe, zabójcze powietrze. Dostrzegała spojrzenia, jakimi ją obrzucali, wiedząc, że stąpała na zewnątrz — tak jakby była jakimś duchem. Wielu trzymało się od niej z daleka jak od nosicielki zarazy.</p>
    <p>Zacisnęła szczęki, a ohydny w smaku żwir zachrzęścił jej w zębach. Znów kopnęła dźwignię napędu i gąsienice koparki przetoczyły się o kolejny cal naprzód. Jeszcze jeden. Juliette przeklęła maszynę i ból w nadgarstkach. Chrzanić walki i poległych przyjaciół. Chrzanić myśl o Solo i dzieciach, całkiem samych, oddzielonych niekończącą się warstwą skał. I chrzanić ten nonsens z byciem burmistrzem i to jak na nią spoglądali — jakby nagle była kierowniczką każdej zmiany na każdym piętrze, jakby miała pojęcie co robi, jakby musieli jej słuchać, choć się jej bali…</p>
    <p>Koparka szarpnęła się naprzód o więcej niż cal, a tłukący o beton młot wydał przeszywający jęk. Maszyna wyrwała się Juliette z ręki i zawyła na wysokich obrotach, jakby miała zaraz eksplodować. Górnicy rozpierzchli się jak spłoszone pchły. Kilku z nich pobiegło ku Juliette, która wcisnęła czerwony przycisk wyłącznika awaryjnego, ledwo widoczny w chmurach białego pyłu. Koparka drżała i podskakiwała, powoli zmniejszając obroty.</p>
    <p>— Przebiłaś się! Przebiłaś się!</p>
    <p>Raph odciągnął Juliette do tyłu i ścisnął jej zdrętwiałe kończyny swoimi bladymi rękami, muskularnymi po latach pracy w kopalni. Pozostali krzyczeli na nią za to, co zrobiła. Skończyła. Koparka wydała dźwięk, jakby pękł korbowód; wciąż rozlegało się wycie potężnego silnika pracującego bez tarcia, bez najmniejszego oporu. Juliette puściła przyrządy sterownicze i zwiotczała w uścisku Rapha. Powróciła znajoma desperacja, myśl o przyjaciołach pogrzebanych żywcem w grobowcu pustego silosu, do którego nie potrafiła się dostać.</p>
    <p>— Przebiłaś się, wracaj!</p>
    <p>Cuchnąca smarem i potem dłoń zacisnęła jej się na ustach, by chronić ją przed powietrzem z zewnątrz. Juliette nie mogła oddychać. Chmura betonowego pyłu rozwiewała się, odsłaniając czarną pustkę.</p>
    <p>A w niej, pomiędzy dwoma żelaznymi prętami, ziała ciemna otchłań. Otchłań między kratami więzienia, których dwie warstwy otaczały ich z każdej strony, biegnąc od Maszynowni aż po samą górę.</p>
    <p>Przebiła się. <emphasis>Na drugą stronę</emphasis>. Oto patrzyła na coś innego, obcego, na <emphasis>zewnętrze</emphasis>.</p>
    <p>— Palnik — wymamrotała Juliette, kiedy już z trudem ściągnęła z twarzy pokrytą odciskami dłoń Rapha i odważyła się zaczerpnąć tchu. — Dajcie mi palnik. I latarkę.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>2</p>
    </title>
    <p>— Cholerstwo zardzewiało na amen.</p>
    <p>— To mi wygląda na przewody hydrauliczne.</p>
    <p>— Musi mieć z tysiąc lat.</p>
    <p>To ostatnie wymamrotał nafciarz Fitz, pogwizdując przez luki w uzębieniu. Górnicy i mechanicy, którzy w trakcie kopania trzymali się z daleka, teraz tłoczyli się za plecami Juliette, gdy ta snopem światła z latarki przebijała woale snującego się w powietrzu pyłu i spoglądała w głąb otworu. Raph, równie blady co chmury kurzu, stał u jej boku; wspólnie wciskali się w stożkowaty krater wygryziony w grubej na pięć albo i sześć stóp betonowej ścianie. Oczy albinosa były szeroko otwarte, białe policzki wydęte, wargi zaciśnięte i jeszcze bledsze niż zwykle.</p>
    <p>— Możesz oddychać, Raph — poradziła mu Juliette. — To po prostu kolejne pomieszczenie.</p>
    <p>Blady górnik z ulgą wypuścił powietrze i rozkazał ludziom z tyłu, żeby się nie przepychali. Juliette oddała latarkę Fitzowi i odwróciła się od otworu. Zaczęła przeciskać się przez tłum; serce nadal tłukło jej się w piersi na myśl o maszynie, której zarysy dostrzegli po drugiej stronie. Szepty stłoczonych górników szybko potwierdziły to, co widziała: wsporniki, śruby, gumowy wąż, stalowa płyta z odpryskami farby i rdzawymi zaciekami — cielsko mechanicznej bestii, która ciągnęła się w górę i na boki tak daleko, jak tylko sięgał nikły blask latarki.</p>
    <p>Ktoś wcisnął w drżącą dłoń Juliette kubek wody. Piła łapczywie. Była wyczerpana, lecz jej umysł pracował na najwyższych obrotach. Nie mogła się doczekać, aż opowie o tym Solo przez radio. Nie mogła się doczekać, aż powie Lukasowi. Oto odrobina pogrzebanej nadziei.</p>
    <p>— Co teraz? — zapytał Dawson.</p>
    <p>Nowy kierownik trzeciej zmiany, który podał jej wodę, przyglądał jej się nieufnie. Dawson nie skończył jeszcze czterdziestki, ale praca po nocach dodała mu kilka lat. Miał duże, sękate dłonie, efekt kaleczonych kłykci i łamanych palców, czasem przy pracy, czasem w bójkach. Juliette oddała mu kubek. Dawson zajrzał na dno i wypił ostatni łyk.</p>
    <p>— Teraz powiększymy otwór — powiedziała mu. — Dostaniemy się tam i sprawdzimy, czy ten złom nam się do czegoś przyda.</p>
    <p>Ruch na szczycie buczącego generatora głównego przykuł uwagę Juliette. Podniosła wzrok w samą porę, by pochwycić chmurne spojrzenie Shirly. Kobieta odwróciła się.</p>
    <p>Juliette ścisnęła Dawsona za ramię.</p>
    <p>— Poszerzenie tego otworu zajmie wieki — powiedziała. — Potrzebujemy dziesiątek mniejszych otworów, które potem połączymy. Trzeba wyrwać cały kawał betonu naraz. Przyprowadźcie drugą koparkę. I łapcie za kilofy, ale postarajcie się ograniczyć ilość kurzu do minimum.</p>
    <p>Kierownik trzeciej zmiany kiwnął głową i stuknął palcami o pusty kubek.</p>
    <p>— Bez wysadzania? — zapytał.</p>
    <p>— Bez wysadzania — odparła. — Nie chcę tego uszkodzić, cokolwiek to jest.</p>
    <p>Skinął głową, a Juliette zostawiła go z robotnikami. Podeszła do generatora. Shirly również miała kombinezon rozpięty do pasa, a rękawy związane. Ciemny trójkąt wilgoci znaczył jej podkoszulek. Pracowała na szczycie generatora ze ścierką w każdej dłoni, czyszcząc urządzenie zarówno ze starego smaru jak i świeżej warstewki pyłu wzbitego całodziennym kuciem.</p>
    <p>Juliette rozwiązała rękawy kombinezonu i wsunęła w nie ręce, ukrywając blizny. Wspięła się po bocznej ścianie generatora, doskonale wiedząc gdzie chwycić, które części były gorące, a które zaledwie ciepłe.</p>
    <p>— Potrzebujesz pomocy? — zapytała dotarłszy na szczyt. Hucząca maszyna przyjemnie grzała jej obolałe mięśnie.</p>
    <p>Shirly otarła twarz rąbkiem podkoszulka. Pokręciła głową.</p>
    <p>— Nie trzeba — powiedziała.</p>
    <p>— Przepraszam za to rumowisko — Juliette podniosła głos, by przekrzyczeć hałas masywnych tłoków, które wystrzeliwały w górę i opadały. Jeszcze nie tak dawno maszyna trzęsła się i domagała naprawy tak rozpaczliwie, że człowiekowi, który stanął na jej szczycie aż dzwoniły zęby.</p>
    <p>Shirly odwróciła się i zrzuciła zabłocone, białe ścierki na dół, do swojego cienia, Kali, która zamoczyła je w wiadrze pełnym brudnej wody. Dziwnie było oglądać nową szefową Maszynowni przy pracy nad czymś tak przyziemnym jak czyszczenie generatora. Juliette spróbowała wyobrazić sobie Knoxa robiącego to samo. A wtedy dotarło do niej po raz setny, że sama jest <emphasis>burmistrzem</emphasis>, a przecież spędza czas drążąc w ścianach i tnąc pręty zbrojenia. Kali odrzuciła szmaty z powrotem, a Shirly złapała je przy akompaniamencie mokrych plaśnięć, rozbryzgując kropelki piany. Milczenie starej przyjaciółki Juliette było nadzwyczaj wymowne.</p>
    <p>Juliette odwróciła się i przyjrzała ekipie, która oczyszczała gruzy i usiłowała powiększyć otwór. Shirly nie była zadowolona z faktu, że Juliette podbierała jej siłę roboczą, a jeszcze mniej z naruszenia stanowiącej tabu granicy silosu. Prośba o robotników nadeszła w momencie, gdy ich szeregi i tak już były przerzedzone niedawnym wybuchem przemocy. I nie miało znaczenia, czy Shirly obwiniała Juliette za śmierć swojego męża. Juliette czuła się winna, więc napięcie zalegało między nimi jak warstwa smaru.</p>
    <p>Nie minęła dłuższa chwila, a odgłosy kucia powróciły. Juliette dostrzegła Bobby’ego przy przyrządach sterowniczych koparki. Jego ogromne, umięśnione ręce rozmazywały się, gdy kierował młotem pneumatycznym na gąsienicy. Widok jakiejś dziwnej maszyny — artefaktu pogrzebanego za ścianami silosu — tchnął nowe siły w opornych dotąd górników. Strach i powątpiewanie przerodziły się w determinację. Zjawił się tragarz z jedzeniem, a Juliette obserwowała młodego człowieka z odsłoniętymi rękami i nogami wpatrzonego w pracujących mężczyzn. Tragarz zostawił ładunek owoców i posiłków, zabierając ze sobą najświeższą nowinę.</p>
    <p>Juliette stała na szumiącym generatorze, a jej wątpliwości rozwiewały się. Postępujemy właściwie, powiedziała sobie w myślach. Na własne oczy widziała przecież ogrom świata, ze szczytu spoglądała na krajobraz. Teraz musiała tylko pokazać innym, co jest na zewnątrz. A wówczas sami zaczną garnąć się do pracy zamiast się jej obawiać.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>3</p>
    </title>
    <p>Otwór był już dość duży, by dało się przez niego przecisnąć, a jako pierwsza zrobiła to Juliette. Z latarką w dłoni przebrnęła nad stertą gruzu i pomiędzy powyginanymi żelaznymi prętami. Powietrze wewnątrz było chłodne niczym głęboko w kopalni. Juliette kaszlnęła w pięść; pył drapał w gardle i kręcił w nosie. Przeskoczyła na drugą stronę otworu.</p>
    <p>— Ostrożnie — ostrzegła pozostałych. — Ziemia jest tu nierówna.</p>
    <p>Część nierówności pochodziła z odłamków betonu, które wpadły do środka — ale nie wszystkie. Podłoże wyglądało jakby olbrzym wydrążył swoimi szponami dziurę w ziemi.</p>
    <p>Uniosła snop światła sprzed własnych butów ku sufitowi i przyjrzała się bacznie potężnej ścianie maszynerii, jaka się przed nią piętrzyła. Swoimi rozmiarami przyćmiewała główny generator. Przyćmiewała pompy naftowe. Juliette nie podejrzewała, że talu kolos mógłby w ogóle powstać — ani że dadzą radę go naprawić. Poczuła ucisk w żołądku. Nadzieja na odzyskanie zakopanej maszyny zmalała.</p>
    <p>Raph dołączył do Juliette w chłodnym mroku, roztrącając butami gruzy. Przypadłość albinosa nie była niczym nowym w jego rodzinie. Brwi i rzęsy miał delikatne jak babie lato, niemal niewidoczne. Jego ciało było białe jak mleko świni. Lecz gdy przebywał w kopalniach, cienie, które innych pokrywały jak sadza, jego cerze nadawały zdrowy odcień. Juliette rozumiała, czemu jako młody chłopak porzucił farmy na rzecz pracy w ciemności.</p>
    <p>Raph gwizdnął, omiatając maszynę światłem latarki. Chwilę później rozbrzmiało echo jego gwizdu, niczym przedrzeźniający go ptak.</p>
    <p>— Coś takiego musieli stworzyć bogowie — pomyślał na głos.</p>
    <p>Juliette milczała. Nie sądziła, że Raph daje wiarę opowieściom księży. Mimo wszystko, nie potrafiłaby zaprzeczyć, że ich znalezisko budziło respekt. Widziała książki Solo i podejrzewała, że ci sami starożytni ludzie, którzy stworzyli tę maszynę, wznieśli również zrujnowane, choć nadal sięgające nieba wieże za wzgórzami. Fakt, że zbudowali sam silos sprawiał, że czuła się mała. Wyciągnęła rękę i przesunęła dłonią po metalu, którego nikt nie oglądał i nie dotykał od stuleci. Nie mogła wyjść z podziwu dla potęgi starożytnych. Może księża nie byli aż tak dalecy od prawdy…</p>
    <p>— Bogowie — sarknął Dawson, przeciskając się z rumorem za ich plecami. — Co my z tym zrobimy?</p>
    <p>— Właśnie, Jules — szepnął Raph, okazując szacunek głębokim cieniom i jeszcze głębszemu czasowi. — Jak my to stąd wykopiemy?</p>
    <p>— Nie wykopiemy — odparła. Szybkim krokiem ruszyła pomiędzy betonową ścianą, a piętrzącą się maszynerią. — To coś zaprojektowano tak, żeby samo się wykopało.</p>
    <p>— Zakładasz, że zdołamy to uruchomić — powiedział Dawson.</p>
    <p>Robotnicy, którzy zostali w sali generatora stłoczyli się przy otworze, zasłaniając wpadające do groty światło. Juliette skierowała latarkę ku wąskiej szczelinie między zewnętrzną ścianą silosu a wysoką maszyną w poszukiwaniu przejścia naokoło. Odeszła na bok, zniknęła w mroku i zaczęła wspinać się po łagodnej krzywiźnie podłoża.</p>
    <p>— Damy radę — zapewniła Dawsona. — Musimy tylko rozgryźć, jak to działa.</p>
    <p>— Ostrożnie — ostrzegł ją Raph, gdy strącony butem Juliette kamyk poturlał się w ich stronę. Znalazła się już ponad ich głowami. Grota, jak zauważyła, była łagodnie zakrzywiona i zdawała się nie mieć końca, wznosząc się i lekko zakręcając.</p>
    <p>— Zatacza wielkie koło — zawołała, a jej głos odbił się echem od kamieni i metalu. — Chyba interesuje nas drugi koniec maszyny.</p>
    <p>— Tu są jakieś drzwi — oznajmił Dawson.</p>
    <p>Juliette ześliznęła się w dół zbocza i dołączyła do niego i Rapha. Pstryknęła latarka któregoś z gapiów w sali generatora. Snop światła połączył się z blaskiem latarki Juliette, oświetlając drzwi na zawiasach kołkowych. Dawson przez chwilę mocował się z klamką na tyłach maszyny. Stęknął z wysiłku, a potem metal jęknął, ospale ustępując sile mięśni.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Gdy tylko przekroczyli próg, zaskoczył ich ogrom maszyny. Nic nie mogło przygotować Juliette na coś takiego. Wracając myślami do schematów, jakie widziała w podziemnej norze Solo, uświadomiła sobie, że kopacze narysowano z zachowaniem skali. Maleńkie robaczki przyklejone do dolnych kondygnacji Maszynowni okazały się wysokie na jedno piętro i długie na dwa. Masywny stalowy walec tkwił ciasno w jaskini o okrągłym przekroju, całkiem jakby sam się tam zakopał. Juliette poleciła swoim ludziom, by zachowali ostrożność, przemierzając wnętrze maszyny. Dołączyło do nich kilkunastu robotników, których głosy mieszały się ze sobą i odbijały się echem w przypominających labirynt trzewiach maszyny. Ciekawość i zdumienie kazały im chwilowo zapomnieć o złamaniu tabu.</p>
    <p>— To tutaj chyba służy do przenoszenia urobku — powiedział ktoś. Snopy światła omiotły przenośnik z nakładających się na siebie płyt metalu. Pod nimi znajdowały się koła i przekładnie, a pod spodem było jeszcze więcej płyt, które nachodziły jedna na drugą jak łuski węża. Juliette od razu wyobraziła sobie, jak porusza się cały mechanizm, a płyty obracają się na końcach przenośnika, by powrócić z drugiej strony, przemieszczając kamienie i gruz. Niskie, grube na cal ścianki biegnące w poprzek taśmy przenośnika miały powstrzymywać kamienie przed zsuwaniem się. Wygryzione przez kopacza skały przechodziłyby tędy i wypadały z tyłu, skąd ludzie zabieraliby je taczkami.</p>
    <p>— Wszystko zardzewiało na amen — wymamrotał ktoś.</p>
    <p>— Nie jest tak źle jak powinno — powiedziała Juliette. Maszyna tkwiła tu co najmniej od stuleci. Juliette nie zdziwiłaby się napotkawszy stertę rdzy, lecz ta stal wciąż jeszcze gdzieniegdzie błyszczała.</p>
    <p>— Podejrzewam, że pomieszczenie było hermetycznie zamknięte — pomyślała na głos, przypominając sobie powiew wiatru na karku i zasysający pył przeciąg w chwili, gdy przebiła się przez ścianę.</p>
    <p>— Sama hydraulika — powiedział Bobby. W jego głosie pobrzmiewało rozczarowanie, tak jakby właśnie odkrył, że nawet bogowie myli sobie tyłki wodą. Juliette powitała to odkrycie z nadzieją. Oznaczało ono, że maszynę da się naprawić, o ile źródło zasilania pozostało nienaruszone. Dadzą radę odpalić tę maszynę. Zaprojektowano ją z myślą o prostocie, tak jakby bogowie wiedzieli, że ktokolwiek ją odkryje, będzie mniej wyrafinowany, mniej uzdolniony. Poruszały nią gąsienice takie jak w koparce, choć biegnące wzdłuż całej długości potężnej maszyny. Dodatkowe gąsienice po bokach i na dachu najwyraźniej pomagały w przepychaniu molocha przez tunele. Juliette nie rozumiała tylko, w jaki sposób przebiegało kopanie. Minąwszy przekaźnik i wszystkie ustrojstwa do przesuwania pokruszonych skał na tył maszyny dotarli do stalowej ściany, która wznosiła się w mrok.</p>
    <p>— Całkiem bez sensu — powiedział Raph, dotarłszy do najdalszej ściany. — Spójrzcie na te koła. W którą stronę to ma jechać?</p>
    <p>— To nie koła — powiedziała Juliette. Wskazała element snopem światła. — Cała ta przednia część się obraca. Tu jest oś. — Wskazała na centralny trzpień wielki jak dwóch dorosłych mężczyzn. — A tamte okrągłe dyski pewnie wychodzą na drugą stronę i tną.</p>
    <p>Bobby z niedowierzaniem wypuścił powietrze.</p>
    <p>— Tną litą skałę?</p>
    <p>Juliette spróbowała obrócić jeden z dysków. Ledwo drgnął. Będą potrzebowali beczki smaru.</p>
    <p>— Ona chyba ma rację — powiedział Raph, podnosząc wieko pudła wielkości piętrowego łóżka i kierując do środka światło latarki. — Skrzynia biegów. To mi wygląda na przekładnię.</p>
    <p>Juliette dołączyła do niego. Spiralne przekładnie o szerokości ludzkiego biodra tkwiły pod warstwą zaschniętego smaru, sczepione z zębami, które poruszały ścianą. Skrzynia biegów była równie wielka i masywna co ta od głównego generatora. Nawet większa.</p>
    <p>— Złe wieści — powiedział Bobby. — Zobaczcie dokąd prowadzi wał napędowy.</p>
    <p>Trzy wiązki światła zlały się w jedną i przebiegły wzdłuż wału, który urywał się w powietrzu. Pusta przestrzeń we wnętrzu potężnej maszyny była tam, gdzie powinno znajdować się serce metalowej bestii.</p>
    <p>— Nigdzie się stąd nie ruszy — mruknął pod nosem Raph.</p>
    <p>Juliette przemaszerowała na tyły maszyny. Masywne zastrzały unieruchamiające jednostkę napędową sterczały samotnie. Juliette wraz z pozostałymi mechanikami kręcili się w miejscu, gdzie powinien znajdować się silnik. A teraz, gdy wiedziała już na co zwracać uwagę, dostrzegła elementy mocowania. Było ich sześć: gwintowane słupki rozmieszczone w ośmiocalowych odstępach i pokryte warstwą prastarego, stwardniałego smaru. Pasujące do nich nakrętki zwisały z haczyków pod zastrzałami. Bogowie przemawiali do niej. Komunikowali się z nią. Starożytni zostawili jej wiadomość spisaną w języku zrozumiałym dla ludzi, którzy znali się na maszynach. Mówili do niej poprzez wieki: <emphasis>To przykręć tutaj. Postępuj tak i tak.</emphasis></p>
    <p>Nafciarz Fitz ukląkł przy Juliette i położył jej rękę na ramieniu.</p>
    <p>— Przykro mi z powodu twoich przyjaciół — powiedział, mając na myśli Solo i dzieciaki, choć Juliette odniosła wrażenie, że w głębi duszy był zadowolony. Zerknęła w głąb metalowej jaskini i dostrzegła kolejnych górników i mechaników zaglądających niepewnie do środka. Wszyscy by się ucieszyli, gdyby jej przedsięwzięcie zakończyło się tu i teraz, gdyby zrezygnowała z dalszego kopania. Lecz Juliette czuła coś więcej niż przymus; zaczynało się w niej budzić poczucie celu. Ta maszyna nie została przed nimi schowana. Była bezpiecznie przechowana. Chroniona. Zapakowana. Oblepiona smarem i zabezpieczona przed działaniem powietrza z przyczyn, które wykraczały poza jej wiedzę.</p>
    <p>— Zamykamy to szczelnie z powrotem? — zapytał Dawson. Nawet stary, siwy górnik z chęcią darowałby sobie kopanie.</p>
    <p>— Ta maszyna na coś czeka — powiedziała Juliette. Zdjęła jedną z wielkich nakrętek z haczyka i położyła ją na szczycie pokrytego smarem słupka, którego rozmiary wydały jej się znajome. Pomyślała o pracy, jaką wykonywała całe życie temu, o osiowaniu głównego generatora.</p>
    <p>— Zaprojektowano ją tak, żeby się otwierała — powiedziała. — Jej brzuch się otwiera. Sprawdźcie koniec maszyny, przez który weszliśmy. Tył powinien się otwierać, żeby dało się zabrać urobek, ale i żeby coś włożyć. Wcale nie brakuje silnika.</p>
    <p>Raph został przy niej i skierował światło latarki na jej pierś, by lepiej widzieć jej twarz.</p>
    <p>— Wiem, dlaczego umieścili ją tutaj — powiedziała mu, kiedy pozostali ruszyli obejrzeć tył maszyny. — Wiem, dlaczego umieścili ją obok sali generatora.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>4</p>
    </title>
    <p>Shirly i Kali wciąż czyściły generator główny, gdy Juliette wyłoniła się z trzewi kopacza. Bobby pokazał pozostałym jak otworzyć tył maszyny, które śruby należy odkręcić i jak zdjąć metalowe płyty. Juliette kazała im zmierzyć odległość między rzędami słupków, a potem między elementami mocującymi generator zapasowy, by potwierdzić to, co już i tak wiedziała. Maszyna, którą odkryli była jak żywy schemat. To naprawdę wiadomość z przeszłości. Jedno odkrycie wywoływało lawinę innych.</p>
    <p>Przyglądając się jak Kali wyżyma ubłoconą ścierkę, a potem moczy ją w drugim wiadrze z odrobinę mniej brudną wodą, Juliette uświadomiła coś sobie: pozostawiony sam sobie na tysiąc lat silnik zardzewiałby. Miał szanse przetrwać tylko jeśli był używany, jeśli grupa ludzi poświęcała całe swoje życie opiece nad nim. Para unosiła się z rozgrzanej, pokrytej mydłem rury rozgałęźnej, podczas gdy Shirly szorowała generator główny. Juliette zdała sobie sprawę, że całymi latami dążyli do tej chwili. Choć jej stara przyjaciółka — a obecnie szefowa Maszynowni — szczerze nienawidziła projektu Juliette, Shirly przez cały czas pracowała na rzecz jego realizacji. Ustawiony obok głównej siłowni mniejszy generator miał inny, wyższy cel.</p>
    <p>— Powinno pasować — powiedział Raph z taśmą mierniczą w dłoni. — Myślisz, że użyli tej maszyny, żeby sprowadzić tu generator?</p>
    <p>Shirly zrzuciła z góry ubłoconą ścierkę, a jej cień, Kali, odrzuciła jej czystszą. Pracowały w zgranym rytmie jak posykujące tłoki silnika.</p>
    <p>— Myślę, że zapasowy generator jest po to, żeby kopacz mógł <emphasis>odjechać</emphasis> — powiedziała Raphowi. Jednego tylko nie rozumiała: po co ktoś miałby pozbywać się zapasowego źródła zasilania, choćby nawet na krótko. Cały silos znalazłby się wówczas na łasce i niełasce awarii. Równie dobrze po drugiej stronie ściany mogliby znaleźć całkowicie przerdzewiały silnik. Trudno, żeby ktokolwiek przyklasnął planom, jakie powoli rodziły jej się w głowie.</p>
    <p>Ścierka pomknęła łukiem przez powietrze i chlupotem wpadła do wiadra pełnego brązowej wody. Kali nie rzuciła kolejnej. Wpatrywała się w wejście do sali generatora. Juliette podążyła za wzrokiem cienia i poczuła uderzenie gorąca. Oto wśród ubłoconych, czarnych od smaru mężczyzn i kobiet Maszynowni stał nieskazitelnie czysty młody mężczyzna w błyszczącym srebrnym kombinezonie, pytając kogoś o drogę. Jakiś mężczyzna wskazał palcem kierunek, a wówczas Lukas Ryle, szef IT, jej ukochany, ruszył ku Juliette.</p>
    <p>— Zróbcie przegląd zapasowego generatora — powiedziała Raphowi, który zesztywniał, podejrzewając, co zaraz usłyszy. — Musimy podłączyć go na tak długo, żeby przekonać się, jak działa kopacz. I tak mieliśmy zdjąć i przeczyścić rury odprowadzające spaliny.</p>
    <p>Raph skinął głową, na przemian zaciskając i rozluźniając szczęki. Juliette klepnęła go w plecy i, nie śmiąc podnosić wzroku na Shirly, wyszła Lukasowi naprzeciw.</p>
    <p>— Co ty tu robisz? — zapytała. Rozmawiała z nim wczoraj, ale jakoś nie wspomniał o dzisiejszej wizycie. Najwyraźniej chciał, żeby nie miała możliwości go uniknąć.</p>
    <p>Lukas zatrzymał się parę kroków przed nią i zmarszczył brwi — a Juliette poczuła wyrzut sumienia za swój oschły ton. Obyło się bez przytulenia, bez przyjaznego uścisku dłoni. Była na to zbyt spięta i podekscytowana dzisiejszym odkryciem.</p>
    <p>— Powinienem zapytać cię o to samo — odparł. Jego spojrzenie powędrowało ku kraterowi wydrążonemu w przeciwległej ścianie. — Podczas gdy ty ryjesz dziury w ziemi, szef IT wykonuje obowiązki burmistrza.</p>
    <p>— A więc nic się nie zmieniło — powiedziała ze śmiechem Juliette, próbując rozluźnić atmosferę. Lecz Lukas się nie uśmiechnął. Położyła mu rękę na ramieniu i wyprowadziła go z sali generatora na korytarz.</p>
    <p>— Przepraszam — powiedziała. — Nie spodziewałam się ciebie. Trzeba było mnie uprzedzić, że przyjdziesz. I posłuchaj… cieszę się, że cię widzę. Jeśli mam iść na górę i podpisać jakieś papiery, z chęcią to zrobię. Jeśli trzeba wygłosić przemówienie albo pocałować niemowlę, żaden problem. Ale mówiłam ci już w zeszłym tygodniu, że zamierzam znaleźć sposób na wydostanie stamtąd przyjaciół. A skoro zawetowałeś mój pomysł, żeby pójść górą…</p>
    <p>Lukas zrobił wielkie oczy, słysząc tak nonszalancko wypowiadane herezje. Rozejrzał się po korytarzu, żeby upewnić się, że są sami.</p>
    <p>— Jules, martwisz się o garstkę ludzi, podczas gdy cały silos robi się niespokojny. Na górnych piętrach aż huczy od głosów sprzeciwu. To echa powstania, które wznieciłaś, z tym że teraz są skierowane przeciwko nam.</p>
    <p>Juliette poczuła, że robi jej się gorąco. Jej dłoń opadła z ramienia Lukasa.</p>
    <p>— Nie chciałam powstania. Nawet mnie tu wtedy nie było.</p>
    <p>— Ale teraz jesteś i możesz załapać się na kolejne. — Jego oczy były pełne smutku, nie gniewu, a Juliette uświadomiła sobie, że dni na górnych piętrach dłużyły mu się równie mocno co jej w Maszynowni. W ubiegłym tygodniu rozmawiali mniej niż wówczas, gdy była w silosie siedemnastym. Choć fizycznie znaleźli się blisko, istniało ryzyko, że zaczną się od siebie oddalać.</p>
    <p>— Co powinnam zrobić? — zapytała.</p>
    <p>— Zacznijmy od tego, żebyś przestała kopać. Proszę. Billings odebrał już z tuzin skarg od sąsiadów gdybających, jak to się skończy. Niektórzy mówią, że zewnętrze się o nas upomni. Pewien ksiądz z środkowych pięter odprawia dwie niedziele tygodniowo, żeby ostrzec wiernych przed niebezpieczeństwem; opowiada o swoich wizjach, w których pył wypełnia silos po brzegi i giną tysiące…</p>
    <p>— Księża… — syknęła Juliette.</p>
    <p>— Tak, księża, a ludzie schodzą się na te niedziele z góry i z głębin. Jeśli klecha stwierdzi, że dwie to za mało i trzeba odprawiać trzy nabożeństwa tygodniowo, będziemy tu mieli wściekły motłoch.</p>
    <p>Juliette przeczesała palcami włosy, spomiędzy których posypały się kamyki i odłamki. Ze skruchą popatrzyła na chmurkę drobnego pyłu.</p>
    <p>— Co ludzie myślą o moim wyjściu poza silos? Co ich zdaniem stało się w trakcie czyszczenia? Co mówią?</p>
    <p>— Niektórzy nie dowierzają — powiedział Lukas. — Podejrzewają, że to legenda. Oczywiście, my w IT doskonale wiemy, co zaszło, ale inni zastanawiają się, czy w ogóle wysłano cię na czyszczenie. Dotarła do mnie plotka, że to tylko element kampanii wyborczej.</p>
    <p>Juliette zaklęła pod nosem.</p>
    <p>— A co z odkryciem innych silosów?</p>
    <p>— Sam od lat powtarzam ludziom, że gwiazdy to słońca takie jak nasze. Niektóre rzeczy są zbyt przytłaczające, by je pojąć. I nie sądzę, by uratowanie twoich przyjaciół coś tu zmieniło. Równie dobrze mogłabyś przeprowadzić swojego kolegę-radiowca środkiem bazaru, wykrzykując, że przybył z innego silosu. Szanse, że uwierzą byłyby takie same.</p>
    <p>— Chodzi ci o Walkera? — Juliette pokręciła głową, ale wiedziała, że Lukas ma rację. — Nie robię tego, żeby udowodnić, co mi się przytrafiło, Luke. Tu nie chodzi o mnie. Oni żyją tam ze zmarłymi. Z duchami.</p>
    <p>— A my nie? Nie żywimy się własnymi zmarłymi? Błagam cię, Jules. Zginą setki, żeby uratować garstkę. Może lepiej im będzie tam gdzie są.</p>
    <p>Wzięła głęboki oddech i wstrzymała go na moment, ze wszystkich sił próbując się nie rozzłościć.</p>
    <p>— Nieprawda, Lukas. Człowiek, którego staram się uratować jest na wpół szalony od trwającej długie lata samotności. Tamtejsze dzieci mają już własne dzieci. Potrzebują naszych lekarzy i naszej pomocy. Poza tym… obiecałam im.</p>
    <p>Nagrodził jej błagania smutnym spojrzeniem. To bez sensu, stwierdziła. Jak można skłonić człowieka, by przejmował się losem kogoś, kogo nigdy nie spotkał? Juliette oczekiwała od niego niemożliwego, a sama przecież też była temu winna. Czy naprawdę troszczyła się o ludzi, którym księża sączyli jad do uszu? Albo o któregoś z nieznajomych, którym miała jako burmistrz przewodzić, ale których nigdy nie spotkała?</p>
    <p>— Nie chciałam tej pracy — powiedziała Lukasowi. Nie zdołała zataić pobrzmiewającego w jej tonie oskarżenia. To inni chcieli, by została burmistrzem, nie ona. Choć najwyraźniej liczba takich osób się zmniejszała.</p>
    <p>— Ja też nie wiedziałem, na co się piszę, kiedy zostawałem cieniem — odparował Lukas. Zaczął mówić coś jeszcze, ale urwał na widok grupki wychodzących z sali generatora górników, za którymi ciągnęła się chmurka pyłu.</p>
    <p>— Chciałeś coś powiedzieć? — zapytała.</p>
    <p>— Zamierzałem cię prosić, żebyś kopała w tajemnicy, jeśli już musisz. Albo żebyś zostawiła kopanie tym ludziom i wróciła…</p>
    <p>Urwał.</p>
    <p>— Jeśli chciałeś powiedzieć „do domu”, to właśnie jest mój dom. I czy naprawdę nie jesteśmy lepsi od naszych poprzedników? Mamy okłamywać ludzi? Knuć coś za ich plecami?</p>
    <p>— Obawiam się, że my jesteśmy gorsi — powiedział. — Oni tylko próbowali utrzymać nas przy życiu.</p>
    <p>Juliette roześmiała się na te słowa.</p>
    <p>— Nas? Skazali ciebie i mnie na śmierć.</p>
    <p>Lukas wypuścił powietrze.</p>
    <p>— Miałem na myśli wszystkich innych. Nasi poprzednicy robili co mogli, żeby utrzymać pozostałych przy życiu.</p>
    <p>— Mimo wszystko, nie potrafił powstrzymać uśmiechu, gdy Juliette nie przestawała się śmiać. Otarła z policzka łzy, które zmieniły się w błoto.</p>
    <p>— Daj mi jeszcze parę dni — powiedziała. To nie było pytanie, raczej ustępstwo. — Niech sprawdzę, czy w ogóle będziemy mieli czym kopać. A wtedy pójdę całować niemowlaki i grzebać zmarłych… choć oczywiście nie w tej kolejności.</p>
    <p>Lukas zmarszczył brwi, słysząc jej ponury żart.</p>
    <p>— I przystopujesz trochę z tą herezją?</p>
    <p>Przytaknęła.</p>
    <p>— Jeśli będziemy kopać, będziemy to robić cicho — powiedziała, zastanawiając się przy tym, czy maszyna, jaką odkryli jest w stanie pracować bez ogłuszającego hałasu. — I tak myślałam o lekkiej redukcji zużycia energii. Nie chcę, żeby główny generator pracował na pełnych obrotach. Tak na wszelki wypadek.</p>
    <p>Lukas skinął głową, a Juliette uderzyła łatwość, z jaką przychodziły jej kłamstwa, które uważała za konieczne. Przez moment rozważała, czy nie powiedzieć mu o innym pomyśle, który chodził jej po głowie od tygodni, odkąd leżała jeszcze u lekarza, zdrowiejąc po poparzeniach. Miała coś do zrobienia na górze. Widząc jednak, że Lukas jest już i tak wystarczająco rozgniewany, wyjawiła mu tylko tę część swojego planu, która na pewno mu się spodoba.</p>
    <p>— Kiedy już ruszymy z robotą, planuję pójść na górę i zostać tam przez jakiś czas — powiedziała, biorąc go za rękę. — Wrócić do domu na jakiś czas.</p>
    <p>Lukas uśmiechnął się.</p>
    <p>— Ale posłuchaj — dodała, czując, że musi go ostrzec. — Widziałam świat na zewnątrz, Luke. Nie śpię po nocach i słucham radia Walkera. Tam żyją ludzie tacy jak my. Żyją osobno, w strachu, trzymani w niewiedzy. Zamierzam zrobić więcej niż tylko uratować przyjaciół. Mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę. Zamierzam dokopać się do sedna tajemnicy, jaka kryje się za tymi murami.</p>
    <p>Jabłko Adama na szyi Lukasa podskoczyło. Jego uśmiech zniknął bez śladu.</p>
    <p>— Mierzysz za wysoko — powiedział łagodnie.</p>
    <p>Juliette uśmiechnęła się i ścisnęła dłoń ukochanego.</p>
    <p>— I mówi to człowiek, który wpatruje się w gwiazdy.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>5</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>— Solo! Panie Solo!</p>
    <p>Nikły dziecięcy głosik docierał do najdalszych zakątków farm, aż do chłodnych poletek, gdzie już nie paliły się światła, a rośliny nie rosły. Właśnie tutaj Jimmy Parker siedział samotnie na jałowej ziemi, w miejscu, które przypominało mu o starym przyjacielu.</p>
    <p>Jego dłonie machinalnie podnosiły grudki ziemi i miażdżyły je na proch. Kiedy wysilał wyobraźnię, był w stanie poczuć delikatne ukłucia wbijających się w jego kombinezon pazurków. Słyszał przywodzące na myśl grzechot rur mruczenie dobiegające z brzuszka Cienia. Trudno jednak było sobie to wyobrażać, kiedy wołający go głos się zbliżał. Blask latarki rozcinał plątaninę roślin, którą młodzi nazywali Dziczą.</p>
    <p>— Tu pan jest!</p>
    <p>Mała Elise robiła mnóstwo hałasu jak na taką małą osóbkę. Przyczłapała do niego w swoich za dużych butach. Jimmy patrzył na nią, wspominając, że dawno temu żałował, iż Cień nie potrafi mówić. W niezliczonych snach Cień zmieniał się w czarnowłosego chłopca o dudniącym głosie. Lecz Jimmy już o tym nie śnił. Obecnie był wdzięczny za lata, jakie spędzili ze starym przyjacielem w milczeniu.</p>
    <p>Elise przecisnęła się przez barierkę i przytuliła się do ręki Jimmy’ego. Omal nie oślepiła go latarką, którą przycisnęła do piersi soczewką do góry.</p>
    <p>— Pora iść — powiedziała Elise i pociągnęła go za rękę. — Już czas, panie Solo.</p>
    <p>Zamrugał w ostrym świetle, wiedząc, że mała ma rację. Choć była najmłodsza, rozwiązywała więcej sporów niż wywoływała. Jimmy rozgniótł w palcach kolejną grudkę gliny, rozsypał ziemię i otarł dłoń o udo. Nie chciał odchodzić, ale wiedział, że nie może tu zostać. Przypomniał sobie, że byli tu tymczasowo. Tak powiedziała Juliette. Powiedziała, że jeszcze wróci, by zamieszkać tu z innymi, których ze sobą przyprowadzi. Przez pewien czas nie będzie loterii. Będzie mnóstwo ludzi. Dzięki nim jego stary silos odżyje.</p>
    <p>Jimmy zadrżał na myśl o tak wielkiej liczbie ludzi. Elise pociągnęła go za rękę.</p>
    <p>— Chodźmy. Chodźmy — powtarzała.</p>
    <p>Do Jimmy’ego dotarło nagle, czego się obawiał. Nie chodziło o opuszczenie domu, bo do tego zostało jeszcze trochę czasu. Nie chodziło o mieszkanie w głębinach, które niemal zupełnie osuszyli i które już go nie przerażały. Bał się tego, do czego miał powrócić. Jak dotąd jego dom był tym bezpieczniejszy, im bardziej stawał się pusty; zaatakowano go, kiedy zaczął się znów zapełniać. Jakaś część niego pragnęła, by zostawiono go w spokoju, by mógł być Solo.</p>
    <p>Podniósłszy się na nogi, pozwolił, by Elise poprowadziła go w kierunku schodów. Z werwą holowała go za poznaczoną odciskami dłoń. Gdy znaleźli się na schodach, pozbierała swoje rzeczy. Z dołu dobiegały głosy Ricksona i pozostałych, niosące się echem w górę cichego betonowego szybu. Jedno ze świateł awaryjnych wysiadło, tworząc czarną wyrwę w linii bladego zielonego blasku. Elise poprawiła torbę na ramię, w której trzymała swój album i zapięła plecak. Jedzenie i woda, ubrania na zmianę, baterie, wyblakła lalka, szczotka do włosów — praktycznie cały jej dobytek. Jimmy przytrzymał pasek plecaka, by pomóc jej go włożyć, a potem dźwignął własny ładunek. Głosy pozostałych zamilkły. Klatka schodowa zadrżała i zadzwoniła lekko pod ich krokami. Szli w dół, co zdawało się dziwnym kierunkiem, jeśli zamierzało się <emphasis>wyjść</emphasis>.</p>
    <p>— Kiedy Jewel po nas przyjdzie? — zapytała Elise. Wzięła Jimmy’ego za rękę i ruszyli spiralą w dół.</p>
    <p>— Niedługo — powiedział Jimmy, choć tak naprawdę nie wiedział. — Cały czas próbuje. To daleka droga. Pamiętasz jak długo potrwało, zanim woda opadła i zniknęła?</p>
    <p>Elise kiwnęła głową.</p>
    <p>— Liczyłam stopnie — powiedziała.</p>
    <p>— Tak, zgadza się. Więc widzisz, oni muszą wykopać tunel przez litą skałę, żeby się do nas dostać. Niełatwa sprawa.</p>
    <p>— Hannah mówi, że jak Jewel przyjdzie, przyprowadzi całe tuziny ludzi.</p>
    <p>Jimmy przełknął ślinę.</p>
    <p>— Setki — powiedział chrapliwie. — Nawet tysiące.</p>
    <p>Elise ścisnęła go mocniej za rękę. Kolejnych kilkanaście stopni przeszli w milczeniu, licząc kroki. Liczenie do tak dużych liczb przychodziło obojgu z trudem.</p>
    <p>— Rickson mówi, że oni nie idą, żeby nas uratować, tylko chcą naszego silosu.</p>
    <p>— Tak, no cóż, on dostrzega w ludziach to co złe — powiedział Jimmy. — Tak samo jak ty widzisz w nich to co dobre.</p>
    <p>Elise podniosła wzrok na Jimmy’ego. Oboje stracili rachubę. Zastanawiał się, czy mała w ogóle potrafiłaby sobie wyobrazić, jak wygląda tysięczny tłum. Sam ledwo pamiętał.</p>
    <p>— Chciałabym, żeby widział w ludziach dobro, tak jak ja — powiedziała.</p>
    <p>Jimmy przystanął przed kolejnym podestem schodów. Wczepiona w jego dłoń Elise przystanęła wraz z nim. Uklęknął, by spojrzeć na nią z bliska. Zrobiła nadąsaną minę, odsłaniając lukę w miejscu, gdzie wypadł jej ząb.</p>
    <p>— W każdym jest trochę dobra — powiedział Jimmy. Ścisnął Elise za ramiona, czując twardniejącą mu w gardle gulę. — Ale i trochę zła. Rickson pewnie częściej ma rację niż się myli.</p>
    <p>Mówił to z wielkim żalem. Nie mógł znieść faktu, że napełnia główkę Elise takimi myślami. Lecz kochał ją jak własne dziecko. Chciałby ofiarować jej wielkie, stalowe drzwi, których będzie potrzebowała, jeśli silos się zapełni. To dlatego pozwalał jej ciąć schowane w metalowych puszkach książki i zabierać strony, które lubiła. To dlatego pomagał jej wybierać te najważniejsze. Wybierał te, które mogły pomóc jej przetrwać.</p>
    <p>— Będziesz musiała zacząć patrzeć na świat oczami Ricksona — powiedział Jimmy, nienawidząc siebie za to. Wstał i pociągnął dziewczynkę w dalszą drogę w dół schodów, nie licząc ich stopni. Otarł oczy, zanim Elise dostrzegła jego łzy i zadała jedno ze swoich łatwych pytań, na które wcale niełatwo odpowiedzieć.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>6</p>
    </title>
    <p>Decyzja o opuszczeniu jaskrawych świateł i wygód swojego starego domu nie przyszła łatwo, lecz w końcu Jimmy zgodził się przenieść na dolne farmy. Dzieciaki czuły się tu dobrze. Szybko wznowiły uprawę grządek. Poza tym, stamtąd było bliżej do ostatnich podtopionych kondygnacji.</p>
    <p>Jimmy schodził po śliskich stopniach poznaczonych plamami świeżej rdzy, wsłuchany w melodię kropel wody pluszczących o kałuże i stal. Wiele z zielonych świateł awaryjnych zalała woda. Nawet te, które wciąż działały wypełnione były bąblami uwięzionej w środku, błotnistej cieczy. Jimmy pomyślał o rybach, które jeszcze nie tak dawno pływały w miejscu, które teraz zajmowało powietrze. Kilka z nich znaleźli na podłodze, gdy woda się cofnęła, chociaż sądził, że już dawno wszystkie wyłapał. Uwięzione w coraz płytszej wodzie stworzenia okazały się nazbyt łatwą zdobyczą. Jimmy nauczył Elise jak je łapać, ale dziewczynka miała kłopoty ze zdejmowaniem ich z haczyka — wciąż jej się wyślizgiwały i wpadały z powrotem do wody. Któregoś razu Jimmy żartobliwie stwierdził, że pewnie robi to specjalnie, a ona przyznała, że bardziej lubi je łapać niż jeść. Pozwolił jej łowić ostatnich kilka ryb raz po raz, aż wreszcie zrobiło mu się ich żal. Rickson, Hannah i bliźniaki z radością zakończyli cierpienia zdesperowanych, ocalałych ryb, wypełniając sobie nimi żołądki.</p>
    <p>Jimmy zerknął w górę, za barierkę, wyobrażając obie swój spławik zawieszony w powietrzu i Cienia, który spoglądał na niego i uderzał łapą o powierzchnię wody, tak jakby Jimmy był rybą. Spróbował wypuścić ustami bąbelki, lecz bezskutecznie. Poczuł tylko jak wąsy łaskoczą mu nos.</p>
    <p>Nieco niżej, u podstawy schodów, zebrała się spora kałuża. Podłoga była tu płaska, niewyprofilowana dla łatwiejszego odpływu. Ewentualne powodzie nigdy nie miały dotrzeć tak wysoko. Jimmy włączył latarkę, a snop światła rozciął posępne ciemności spowijające głębiny Maszynowni. Przewód elektryczny wił się korytarzem, przewieszony przez bramkę ochrony. Splątany wąż ciągnął się wzdłuż niego, a potem zawracał. Kabel i wąż znały drogę do pomp; zostawiła je tu Juliette.</p>
    <p>Jimmy podążył ich szlakiem. Gdy pierwszy raz zszedł na koniec schodów, znalazł plastikową kopułkę jej hełmu. Leżała w stercie śmieci, odpadków i szlamu, ohydnych pozostałości po wodzie. Robił co mógł, żeby tu posprzątać. Znalazł nawet swoje małe, metalowe podkładki — te, które przytwierdzał do papierowych spadochroników, lśniące jak srebrne motety w zwałach kompostu. Większość śmieci po powodzi została. Jedyne co uratował to plastikowa kopuła hełmu Juliette.</p>
    <p>Przewód i wąż spełzały po kwadratowych schodkach. Jimmy podążył za nimi, uważając, by się nie pośliznąć. Woda skapywała tu i ówdzie z rur i przewodów pod sufitem, spadając mu na barki i głowę. Kropelki lśniły w blasku latarki. Wszystko inne było ciemne. Jimmy spróbował wyobrazić sobie, że pomieszczenie wypełnia woda — i nie potrafił. Przyprawiało o dreszcze nawet wtedy, gdy było suche.</p>
    <p>Kolejnych parę kropel skapnęło mu na sam środek głowy, a potem spłynęło strumyczkiem po twarzy, by wsiąknąć w brodę.</p>
    <p>— To znaczy, w większości suche — poprawił się na głos, kierując swoje słowa w stronę sufitu. Dotarł do podstawy schodów. Teraz prowadził go już tylko przewód, który ciężko było dojrzeć. Jimmy szedł dalej, chlupiąc w cieniutkiej warstewce wody pokrywającej podłogę korytarza. Juliette podkreślała, że kiedy pompa skończy osuszanie, ktoś powinien tu być, aby ją włączać i wyłączać. Woda nadal będzie się przesączać, a więc pompa nadał będzie potrzebna, ale praca na sucho mogłaby jej zaszkodzić. Juliette powiedziała, że rzecz zwana „wirnikiem” by się spaliła.</p>
    <p>Jimmy znalazł pompę, która grzechotała z niezadowoleniem. Wielka rura była przewieszona przez brzeg studni — Juliette przestrzegła go, by uważał i nie wpadł do środka — z której dobiegał gulgoczący odgłos ssania. Jimmy skierował latarkę w głąb studni i zauważył, że jest niemal zupełnie pusta. Na dnia kłębiła się najwyżej stopa wody nieustannie mąconej bezowocnymi wysiłkami pompy.</p>
    <p>Wyjął z kieszeni na piersi nożyce do drutu i wyłowił przewód z cienkiej warstwy wody. Pompa warczała wściekle, metal łomotał o metal, w powietrzu unosił się zapach rozgrzanej elektryki, a znad cylindrycznej obudowy zasilacza unosiła się para. Jimmy rozdzielił żyły przewodu i przeciął nożycami jedną z nich. Pompa kontynuowała pracę jeszcze przez moment, ale szybko zaczęła zwalniać. Juliette wyjaśniła mu, co powinien zrobić. Odarł przecięty przewód z izolacji i skręcił końce. Kiedy szyb znów się napełni, Jimmy zetknie ze sobą kable i ręcznie odpali maszynę, tak jak zrobiła to Jules. On i dzieciaki będą tu schodzić na zmianę. Zamieszkają nad piętrami zniszczonymi przez powódź, zajmą się uprawą Dziczy i zadbają o suchość silosu do powrotu Juliette.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>7</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Kłótnia z Shirly nie poszła najlepiej. Juliette wprawdzie postawiła na swoim, ale była daleka od poczucia triumfu. Patrzyła, jak jej przyjaciółka odchodzi gniewnie i próbowała postawić się na jej miejscu. Minęło zaledwie parę miesięcy odkąd zginął jej mąż, Marck. Po stracie George’a Juliette była wrakiem człowieka przez okrągły rok. A teraz jeszcze jakaś pani burmistrz żądała od szefowej Maszynowni, by ta oddała zapasowy generator. To zakrawało na kradzież. I pozostawiało silos na łasce i niełasce byle usterki. Niechby jeden ząb odłamał się z jednej przekładni, a wszystkie piętra pogrążą się w ciemnościach i wszystkie pompy zamilkną do czasu usunięcia awarii.</p>
    <p>Juliette nie potrzebowała słuchać argumentów Shirly. Sama potrafiłaby je wymienić jednym tchem. A teraz stała w półmroku korytarza, wsłuchana w cichnące kroki przyjaciółki, zastanawiając się, co u diabła wyprawia. Nawet najbliżsi przestawali jej ufać. I po co to wszystko? Żeby dotrzymać słowa? A może po prostu była uparta?</p>
    <p>Podrapała swędzące ramię — jedna z blizn dawała o sobie znać. Juliette wspomniała pierwszą rozmowę z ojcem po niemal dwudziestu latach zawziętego milczenia. Żadne z nich nie przyznało, jak głupio się zachowali, ale niewypowiedziane słowa wisiały w powietrzu jak rodzinna makatka. Oto ich śmiertelny grzech, źródło ogromnej ambicji, ale i przyczyna wielkiego cierpienia — ich chorobliwa duma.</p>
    <p>Juliette odwróciła się i poszła z powrotem do sali generatora. Metaliczny hałas przywiódł jej na myśl bardziej… niezrównoważony okres w jej życiu. Dźwięk kopania przypominał odgłosy domagającego się napraw generatora: młodego, rozgrzanego, niebezpiecznego.</p>
    <p>Prace nad generatorem zapasowym już trwały. Dawson i jego ekipa zdążyli pozdejmować złączki rur odprowadzających spaliny. Raph odkręcał wielkim kluczem nakrętkę z pręta mocującego, oddzielając generator od jego starożytnej podstawy. Do Juliette dotarło, że naprawdę to robiła. Shirly miała prawo się wściec.</p>
    <p>Przemierzyła pomieszczenie i przeszła przez jeden z otworów w ścianie, schylona, by nie uderzyć głową o pręty. Wewnątrz, na tyłach potężnego kopacza, zastała Bobby’ego, który właśnie skrobał się po brodzie. Bobby był postawnym mężczyzną. Długie włosy nosił ciasno upięte w warkocze, jak to zwykli robić górnicy. Na jego ciemnej jak węgiel cerze trudno było dostrzec pył i błoto, przez co stanowił całkowite przeciwieństwo Rapha. Hyla, jego córka i jednocześnie cień, stała u jego boku.</p>
    <p>— Jak idzie? — zapytała Juliette.</p>
    <p>— Praca? Czy to ustrojstwo? — Bobby odwrócił się, by zmierzyć ją wzrokiem. — Powiem ci jak ono idzie, ta wielka kupa rdzy. Na wprost i ani myśli skręcać. Jest wycelowana w jednym kierunku jak metalowy pręt. Żadnego sterowania nie przewidziano.</p>
    <p>Juliette przywitała się z Hylą i podeszła, by ocenić postęp prac. Maszyna dawała się łatwo oczyścić, była w zadziwiająco dobrym stanie. Juliette położyła Bobby’emu rękę na ramieniu.</p>
    <p>— Damy sobie radę ze sterowaniem — zapewniła. — Wetkniemy żelazne kliny między nią a prawą ścianę. — Wskazała miejsce ręką. Górnicze reflektory rzęsiście oświetlały ciemne skały. — Kiedy tylna część oprze się o te kliny, popchnie przód w tę stronę. — Uniosła dłoń w powietrze udając, że to kopacz, a potem nacisnęła na nadgarstek i przekrzywiła ją w przeciwną stronę, demonstrując działanie swojego patentu.</p>
    <p>Bobby przytaknął z ociąganiem.</p>
    <p>— Trochę to potrwa, ale powinno zadziałać. — Rozwinął płachtę cienkiego papieru, mapę obrazującą położenie wszystkich silosów, i prześledził wyrysowaną przez Juliette linię. Jules wykradła ten schemat z ukrytego biura Lukasa, a zaproponowana przez nią trasa podkopu biegła łagodnym łukiem z silosu osiemnastego do siedemnastego, z jednej sali generatora do drugiej. — Będziemy też musieli pokierować maszynę w dół — powiedział Bobby. — Jest ustawiona pod kątem, jakby korciło ją, żeby iść w górę.</p>
    <p>— Nie szkodzi. Co ze wspornikami?</p>
    <p>Hyla przyglądała się obojgu dorosłych, ściskając w jednej ręce kawałeczek węgla, a w drugiej tabliczkę. Bobby podniósł oczy ku sklepieniu i spochmurniał.</p>
    <p>— Erikowi nie uśmiecha się dzielić tym, co ma. Mówi, że może nam odstąpić dźwigary na tysiąc jardów chodnika. Powiedziałem mu, że będziesz chciała pięć albo i dziesięć razy tyle.</p>
    <p>— W takim razie trzeba powyciągać trochę dźwigarów z kopalni. — Juliette dała znak Hyli, by zapisała to na tabliczce.</p>
    <p>— Ty chyba chcesz rozpętać kolejną wojnę, co? — Bobby przeczesał brodę, wyraźnie poirytowany. Hyla przestała skrobać litery na tabliczce i zaczęła przeskakiwać wzrokiem z jednego przełożonego na drugiego, niepewna co ma robić.</p>
    <p>— Porozmawiam z Erikiem — powiedziała Juliette. — Kiedy obiecam mu stertę stalowych dźwigarów, które znajdziemy w drugim silosie, na sto procent się ugnie.</p>
    <p>Bobby uniósł brew.</p>
    <p>— Kiepski dobór słów.</p>
    <p>Zaśmiał się nerwowo, a Juliette znów skinęła na jego córkę.</p>
    <p>— Będziemy potrzebować trzydziestu sześciu stropnic i siedemdziesięciu dwóch podpór — powiedziała.</p>
    <p>Hyla zerknęła ze skruchą na Bobby’ego, po czym zanotowała liczby.</p>
    <p>— Jeśli to ustrojstwo się ruszy, będzie mnóstwo ziemi do usunięcia — powiedział Bobby. — Transport urobku stąd do kruszarki w głębi kopalń narobi niezłego bałaganu i zaangażuje tylu robotników, co samo kopanie.</p>
    <p>Myśl o kruszarce mielącej skały na pył, który odprowadzano później przewodami wentylacyjnymi przywołała bolesne wspomnienia. Juliette wycelowała latarkę w stopy Bobby’ego, starając się nie myśleć o przeszłości.</p>
    <p>— Nie będziemy pozbywać się urobku — odparła. — Szyb szósty jest prawie dokładnie pod nami. Żeby się do niego dostać, wystarczy kopać prosto w dół.</p>
    <p>— Chcesz zasypać szóstkę? — zapytał z niedowierzaniem Bobby.</p>
    <p>— Złoża w szóstce i tak już są na wyczerpaniu. A gdy tylko dotrzemy do drugiego silosu, podwoimy nasze zapasy rudy.</p>
    <p>— Erika krew zaleje. Chyba o nikim nie zapominasz, co?</p>
    <p>Juliette zlustrowała starego przyjaciela.</p>
    <p>— Nie zapominam?</p>
    <p>— O nikim, kogo mogłabyś jeszcze wkurzyć.</p>
    <p>Juliette zignorowała przytyk i zwróciła się do Hyli:</p>
    <p>— Napisz wiadomość do Courtnee. Niech zrobi pełny przegląd generatora rezerwowego zanim go tu przytaszczą. Kiedy go już zamontujemy, nie będzie miejsca na wyciąganie głowic i sprawdzanie uszczelek. Sufit jest na to za niski.</p>
    <p>Bobby podążył za Juliette, gdy ta kontynuowała inspekcję kopacza.</p>
    <p>— Ale zostaniesz, żeby nadzorować, prawda? — zapytał.</p>
    <p>Będziesz przy montażu generatora w tej bestii, co?</p>
    <p>Pokręciła głową.</p>
    <p>— Obawiam się, że nie. Dawson się tym zajmie. Lukas ma rację, muszę iść na górę i zrobić obchód…</p>
    <p>— To jakieś brednie — rzucił Bobby. — O co chodzi, Jules? Nigdy nie widziałem, żebyś rzucała robotę ot, tak, w połowie. Nawet jeśli musiałaś wyrobić trzy zmiany pod rząd.</p>
    <p>Juliette odwróciła się i rzuciła Hyli spojrzenie dobrze znane wszystkim dzieciom i cieniom. Oznaczało ono, że padną słowa nieprzeznaczone dla jej uszu. Hyla przystanęła, a dwójka starych przyjaciół ruszyła dalej.</p>
    <p>— Mój pobyt w Maszynowni powoduje niepokoje — powiedziała Juliette, a ogrom otaczającej ich maszyny pochłaniał jej słowa. — Lukas dobrze zrobił przychodząc po mnie. — Obrzuciła starego górnika lodowatym spojrzeniem. — I złoję ci skórę, jeśli to do niego dotrze.</p>
    <p>Zaśmiał się i uniósł otwarte dłonie.</p>
    <p>— Nie musisz mi tego mówić. Jestem żonaty.</p>
    <p>Juliette skinęła głową.</p>
    <p>— Kopcie pod moją nieobecność. Jeżeli mam odwracać uwagę od waszych prac, niech tak będzie.</p>
    <p>Dotarli do pustki, którą miał wkrótce wypełnić generator zapasowy. Juliette znów pomyślała, jakim sprytnym pomysłem było przechowanie delikatnego silnika tam, gdzie będzie pracował i podlegał konserwacji. Reszta kopacza to tylko stal i trące o siebie zęby, koła zębate pokryte smarem.</p>
    <p>— Czy ci twoi przyjaciele — odezwał się Bobby — są warci tego wszystkiego?</p>
    <p>— Są. — Juliette przyjrzała się staremu przyjacielowi. — Ale nie robimy tego tylko dla nich. Kopiemy również dla siebie.</p>
    <p>Bobby przygryzł brodę.</p>
    <p>— Nie nadążam — odparł po chwili.</p>
    <p>— Musimy udowodnić, że to działa — wyjaśniła. — To dopiero początek.</p>
    <p>Oczy Bobby’ego zwęziły się.</p>
    <p>— No cóż, jeśli to nie jest początek czegoś — powiedział — to chyba oznacza koniec czegoś innego.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>8</p>
    </title>
    <p>Juliette przystanęła pod drzwiami warsztatu Walkera i zapukała zanim weszła. Słyszała opowieści o tym, że opuścił swoją pieczarę w trakcie powstania, lecz był to trybik, który nie pasował do pozostałych kół zębatych w głowie Juliette. Dla niej te rewelacje pozostawały w sferze legend, w które się nie wierzy, dopóki nie przekona się na własne oczy — podobnie, przeszło jej przez myśl, jak to miało miejsce z jej przechadzką między silosami, która wielu osobom nie mieściła się w głowie. Pogłoska. Mit. Kim jest ta kobieta-mechanik, która twierdzi, że widziała inny świat? Takie historie odrzucano jako nieprawdziwe — chyba że ziarno legendy trafiło na podatny grunt i wykiełkowała z niego religia.</p>
    <p>— Jules! — Walker podniósł wzrok znad biurka. Szkło powiększające sprawiało, że jedno oko miał wielkie jak pomidor. Ściągnął soczewkę, a oko skurczyło się do normalnych rozmiarów. — Świetnie, świetnie. Miło cię widzieć. — Zaprosił ją gestem do środka. W powietrzu unosił się zapach spalonych włosów, jakby starzec znów pochylał się przy lutowaniu nie dbając o swoje długie, siwe kosmyki.</p>
    <p>— Przyszłam nadać coś do Solo — powiedziała. — I dać ci znać, że nie będzie mnie przez kilka dni.</p>
    <p>— Tak? — Walker zmarszczył brwi. Wsunął parę drobnych narzędzi do odpowiednich kieszonek swojego skórzanego fartucha i położył lutownicę na wilgotnej gąbce. Syk pary przypomniał Juliette o zadziornym kocie, który kiedyś mieszkał w pompowni i prychał na nią z ciemności. — Ten twój Lukas zabiera cię do siebie? — zapytał.</p>
    <p>Juliette przypomniała sobie, że Walker wprawdzie nie lubił otwartych przestrzeni, ale przyjaźnił się z tragarzami. Oni z kolei przyjaźnili się z jego pieniędzmi.</p>
    <p>— To też — przyznała. Wzięła sobie stołek i opadła na niego, przyglądając się swoim podrapanym, poplamionym smarem dłoniom. — Poza tym, to całe kopanie zajmie trochę czasu, a wiesz jak nie lubię siedzieć bezczynnie na tyłku. Po głowie chodzi mi inny projekt. Będzie chyba jeszcze mniej popularny niż obecny.</p>
    <p>Walker przyglądał jej się przez chwilę, a potem podniósł wzrok na sufit, szeroko otwierając oczy. Jakimś sposobem momentalnie domyślił się, co planowała.</p>
    <p>— Jesteś jak to chili, które gotuje Courtnee — szepnął. — Sprawiasz kłopoty na obu końcach.</p>
    <p>Juliette roześmiała się, ale i poczuła ukłucie rozczarowania, że tak łatwo ją rozgryźć. Że jest tak przewidywalna.</p>
    <p>— Nie mówiłam jeszcze Lukasowi — ostrzegła go. — Ani Peterowi.</p>
    <p>Walker zmarszczył brwi na to drugie imię.</p>
    <p>— Billings — podpowiedziała. — Nowy szeryf.</p>
    <p>— A, racja. — Odłączył lutownicę od prądu i znów dotknął nią wilgotnej gąbki. — Zapominam, że to już nie twoja posada.</p>
    <p><emphasis>Praktycznie nigdy nie była moja</emphasis>, miała ochotę odpowiedzieć.</p>
    <p>— Przyszłam powiedzieć Solo, że już niedługo zaczynamy kopać. Muszę się upewnić, że kontrolują poziom wody. — Wskazała radio, które, jak wiedziała, potrafiło o wiele więcej niż nadawać w obrębie jednego silosu. Podobnie jak radiostacja pod serwerami w IT, skonstruowane przez Walka urządzenie mogło nadawać do innych silosów.</p>
    <p>— Jasna sprawa. Szkoda tylko, że nie możesz zaczekać jeszcze dzień albo dwa. Przenośne radio jest prawie gotowe. — Wskazał na plastikowe pudełko nieco większe od tych, które ona i zastępcy szeryfa nosili u biodra. Ze środka wciąż sterczały luźne kable połączone z wielką, zewnętrzną baterią. — Kiedy skończę, będzie można pokrętłem zmieniać kanały. Łapie sygnał powtarzaczy w obu silosach.</p>
    <p>Ostrożnie podniosła urządzenie; nie miała pojęcia, o czym mowa. Walker pokazał jej pokrętło, na którym widniały trzydzieści dwie ponumerowane pozycje. To akurat rozumiała doskonale.</p>
    <p>— Muszę jeszcze tylko zmusić te stare akumulatorki, żeby współgrały z resztą. Potem wyreguluję napięcie.</p>
    <p>— Jesteś niesamowity — szepnęła Juliette.</p>
    <p>Walker rozpromienił się.</p>
    <p>— Niesamowici byli ludzie, którzy stworzyli je jako pierwsi. Nie mieści mi się w głowie, do czego byli zdolni setki lat temu. Ludzie w tamtych czasach nie byli tacy głupi jak mogłoby się wydawać.</p>
    <p>Juliette miała ochotę opowiedzieć mu o książkach, które widziała i które sprawiały, że ludzie z przeszłości jawili jej się raczej jako istoty z przyszłości.</p>
    <p>Walker wytarł dłonie w starą ścierkę.</p>
    <p>— Ostrzegłem Bobby’ego i pozostałych, więc i ty powinnaś wiedzieć. Radia będą pracować tym gorzej, im głębiej się wkopią. Przynajmniej dopóki nie dotrą na drugą stronę.</p>
    <p>Juliette skinęła głową.</p>
    <p>— Tak słyszałam. Courtnee powiedziała, że będą korzystać z gońców, jak w kopalniach. To w jej rękach zostawiłam nadzór nad podkopem. Pomyślała chyba o wszystkim.</p>
    <p>Walker spochmurniał.</p>
    <p>— Słyszałem, że chciała założyć ładunki również od naszej strony, w razie gdyby trafili na trujące powietrze.</p>
    <p>— To akurat pomysł Shirly. Ona po prostu szuka pretekstu, żeby nie kopać. Ale przecież znasz Courtnee, kiedy coś postanowi, zawsze postawi na swoim.</p>
    <p>Walker poskrobał się po brodzie.</p>
    <p>— Dopóki nie zapomni mnie nakarmić, będzie dobrze.</p>
    <p>Juliette zaśmiała się.</p>
    <p>— Na pewno nie zapomni.</p>
    <p>— No cóż, życzę powodzenia z obowiązkami burmistrza.</p>
    <p>— Dzięki — powiedziała i wskazała duże radio ustawione na stole roboczym. — Możesz mnie połączyć z Solo?</p>
    <p>— Jasne, jasne. Siedemnastka. Zapomniałem, że nie przyszłaś, żeby tu ze mną pogawędzić. Zadzwońmy do twojego przyjaciela. — Pokręcił głową. — Muszę ci powiedzieć, że jak tak z nim rozmawiam, odnoszę wrażenie, że to straszny dziwak.</p>
    <p>Juliette z uśmiechem przyjrzała się swojemu staremu przyjacielowi. Chciała się przekonać, czy żartował — stwierdziła, że mówił całkiem serio — i roześmiała się.</p>
    <p>— No co? — zapytał Walker. Uruchomił radio i wręczył jej mikrofon. — Co takiego powiedziałem?</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Meldunek Solo był mieszanką dobrych i kiepskich wieści. Maszynownia została osuszona, co było świetną wiadomością, ale wypompowywanie wody nie potrwało tak długo jak przewidywała. Mogą minąć tygodnie albo i miesiące zanim tam dotrą, natomiast rdza nie będzie przez ten czas próżnować. Juliette zepchnęła te odległe problemy poza obręb umysłu i skupiła się na rzeczach, na które miała wpływ.</p>
    <p>Wszystko, czego potrzebowała mieściło się w niedużej torbie na ramię: czysty, srebrny kombinezon, prawie nienoszony; skarpetki i bielizna, wciąż wilgotne po praniu w umywalce; jej robocza manierka, poznaczona wgięciami i smarem; do tego zestaw kluczy nasadowych i komplet śrubokrętów. W kieszeniach miała jeszcze narzędzie uniwersalne i dwadzieścia bonów, chociaż odkąd została burmistrzem prawie nikt nie chciał od niej pieniędzy. Jedyne, czego jej brakowało to porządne radio, ale Walker rozebrał na części dwa działające urządzenia, żeby zbudować nowe, które jeszcze nie było gotowe.</p>
    <p>Ze swoim skromnym dobytkiem na plecach opuściła Maszynownię. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że porzuca przyjaciół. Odległy hałas kopania towarzyszył jej jeszcze na korytarzach i odprowadził ją na klatkę schodową. Przekroczyła bramkę ochrony niczym jakiś mentalny próg, wspominając chwilę, gdy opuszczała śluzę. Tak jak w zaworze, czasem ruch jest możliwy tylko w jedną stronę. Z obawą zastanawiała się, ile czasu minie, zanim tu wróci. Na tę myśl oddech grzęzł jej w piersi.</p>
    <p>Powoli nabierała wysokości i zaczynała mijać innych ludzi, czując na sobie ich wzrok. Nieprzychylne spojrzenia przypominały wiatr, który siekł pyłem na wzgórzach. Ich nieufne zerknięcia były jak nagłe zrywy wichury — tak szybko się urywały, kiedy odwracali wzrok.</p>
    <p>Wkrótce przekonała się na własnej skórze, co miał na myśli Lukas. Wszelka życzliwość wywołana jej powrotem — podziw dla osoby, która odmówiła czyszczenia i zdołała wrócić z przepastnego zewnętrza — kruszyła się jak uderzany młotem pneumatycznym beton. Nadzieję wywołaną jej powrotem z zewnątrz przekreśliły jej niebezpieczne plany kopania tunelu poza silos. Dostrzegała to w uciekających spojrzeniach sklepikarzy, w opiekuńczym geście matki tulącej swoje dziecko, w szeptach, które rozbrzmiewały i szybko się urywały. Juliette dawała ludziom przeciwieństwo nadziei. Szerzyła strach.</p>
    <p>Garstka ludzi witała ją ukłonem i „dzień dobry, pani burmistrz”, kiedy mijali ją na schodach. Młody, znany jej z widzenia tragarz zatrzymał się i uścisnął jej dłoń, autentycznie podekscytowany tym spotkaniem. Lecz gdy wpadła na dolne farmy na sto dwudziestym szóstym po jedzenie albo gdy chciała skorzystać z ubikacji trzy piętra wyżej, czuła się równie niemile widziana co brudas na górnych piętrach. A przecież nadal była wśród swoich. Była ich burmistrzem, choć niekochanym.</p>
    <p>Tego typu reakcje kazały jej wątpić, czy odwiedzenie Hanka, zastępcy z głębin, było dobrym pomysłem. Hank brał udział w powstaniu i widział, jak wielu walczących po obu stronach dobrych ludzi straciło w nim życie. Przekraczając próg komisariatu na sto dwudziestym piętrze zastanowiła się, czy nie popełnia błędu, czy nie powinna po prostu iść dalej. Wiedziała jednak, że to podszepty jej młodszego „ja”, które obawiało się spotkania z ojcem, młodszego „ja”, które pogrążało się w projektach, żeby uciec przed światem. Nie mogła sobie dłużej pozwolić być tą osobą. Miała obowiązki wobec silosu i jego mieszkańców. Postępowała słusznie odwiedzając Hanka. Podrapała się po bliźnie na wierzchu dłoni i odważnie ruszyła przez komisariat, napominając się, że jest burmistrzem, a nie więźniem skazanym na czyszczenie.</p>
    <p>Hank podniósł wzrok znad biurka i na jej widok szeroko otworzył oczy — nie rozmawiali ze sobą ani nawet nie widzieli się odkąd wróciła do silosu. Podniósł się z krzesła i zrobił dwa kroki w jej kierunku, a potem przystanął. Juliette dostrzegła w nim taką samą mieszankę nerwów i podekscytowania, jaką sama odczuwała. Dotarło do niej, że nie powinna była się obawiać tego spotkania, że nie powinna była go tak długo unikać. Hank nieśmiało wyciągnął ku niej rękę, jak gdyby w obawie, że Juliette jej nie uściśnie. Był gotów cofnąć dłoń, jeśli burmistrz poczuje się urażona. Wyglądało na to, że wciąż nie mógł sobie wybaczyć, że wykonał rozkaz i posłał ją na czyszczenie.</p>
    <p>Juliette uścisnęła mu dłoń i objęła go.</p>
    <p>— Przepraszam — szepnął łamiącym się głosem.</p>
    <p>— Przestań — powiedziała Juliette. Wypuściła go z uścisku i cofnęła się o krok, spoglądając na jego bark. — To ja powinnam przeprosić. Jak ręka?</p>
    <p>Poruszył swobodnie ramieniem.</p>
    <p>— Na swoim miejscu — powiedział. — A jeśli zaczniesz mnie przepraszać, natychmiast cię aresztuję.</p>
    <p>— A więc rozejm — zaoferowała.</p>
    <p>Hank uśmiechnął się.</p>
    <p>— Rozejm — potwierdził. — Mimo wszystko, chciałem powiedzieć, że…</p>
    <p>— Wykonywałeś swoje zadanie. Ja też robiłam, co mogłam. Na tym poprzestańmy.</p>
    <p>Skinął głową i wbił wzrok w czubki swoich butów.</p>
    <p>— Jak wygląda sytuacja? Lukas mówił, że ludzie skarżą się na kopanie.</p>
    <p>— Trafiło się parę osób, które sprawiały kłopoty. Nic poważnego. Większość mieszkańców chyba jest zbyt zajęta naprawami. Ale faktycznie, słyszałem trochę biadolenia. Wiesz pewnie, jak wiele dostajemy podań o przeniesienie na środkowe albo górne piętra. No to teraz mamy ich dziesięć razy więcej. Ludzie nie chcą żyć w pobliżu tego, co się tam na dole wyprawia.</p>
    <p>Juliette przygryzła wargę.</p>
    <p>— Część problemu wynika z braku kontroli — dodał Hank. — Nie chciałbym się wtrącać w twój styl rządzenia, ale my tu z chłopakami nie za bardzo wiemy co i jak. Nie dostajemy wiadomości z Ochrony tak jak kiedyś. A twoje biuro…</p>
    <p>— …milczy — podpowiedziała Juliette.</p>
    <p>Hank podrapał się w potylicę.</p>
    <p>— Zgadza się. Chociaż trudno powiedzieć, żebyś ty sama była całkiem cicho. Wasz rumor słychać czasem aż tutaj na podeście.</p>
    <p>— I właśnie dlatego tu wpadłam — powiedziała. — Musicie mieć świadomość, że wasze zmartwienia są moimi zmartwieniami. Idę do swojego biura na tydzień albo dwa. Po drodze wpadnę też do pozostałych komisariatów. Wiele rzeczy zmieni się tu wkrótce na lepsze.</p>
    <p>Hank zmarszczył brwi.</p>
    <p>— Wiesz, że ci ufam i w ogóle, ale kiedy mówi się ludziom o zmianach na lepsze, jedyne co słyszą to „zmiany”. A dla ludzi, dla których już sam fakt, że oddychają jest błogosławieństwem, oznacza to tylko jedno.</p>
    <p>Juliette pomyślała o wszystkim, co sobie zaplanowała, zarówno na górnych piętrach jak i w głębinach.</p>
    <p>— Dopóki ufają mi dobrzy ludzie tacy jak ty, wszystko będzie w porządku — powiedziała. — A teraz muszę cię o coś poprosić.</p>
    <p>— Potrzebujesz miejsca na nocleg — domyślił się Hank. Wskazał ruchem ręki celę. — Zaklepałem ci twój stary apartament. Mogę rozłożyć pryczę…</p>
    <p>Juliette roześmiała się. Cieszyła się, że zastępca szeryfa jest w stanie żartować z rzeczy, która jeszcze chwilę temu była tak niezręczną kwestią.</p>
    <p>— Nie — odparła. — Ale dzięki. Muszę dotrzeć na środkowe farmy zanim zgasną światła. Mam uczestniczyć w symbolicznym zasadzeniu pierwszych roślin na nowym poletku. — Zamachała rękami w powietrzu. — To jedna z tych rzeczy.</p>
    <p>Hank uśmiechnął się i kiwnął głową.</p>
    <p>— Tak naprawdę chciałam cię prosić, żebyś miał oko na klatkę schodową. Lukas wspominał, że ludzie na górze zaczynają narzekać. Idę ich uspokoić, ale chcę, żebyś był czujny w razie, gdyby sprawy potoczyły się źle. Mamy tu na dole braki kadrowe, a ludzie są podminowani.</p>
    <p>— Spodziewasz się kłopotów? — zapytał Hank.</p>
    <p>Rozważyła jego pytanie.</p>
    <p>— Tak — przyznała. — Jeśli potrzebujesz wziąć cienia albo dwóch, pokryję wszystkie koszty.</p>
    <p>Spochmurniał.</p>
    <p>— Zwykle lubię, gdy ktoś sypnie bonami — powiedział. — Więc dlaczego mnie to nie cieszy?</p>
    <p>— Z tego samego powodu, dla którego ja chętnie zapłacę — odparła Juliette. — Oboje wiemy, że to ty jesteś na naszej transakcji stratny.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>9</p>
    </title>
    <p>Opuściwszy komisariat, Juliette zaczęła wspinać się przez piętra, na których miały miejsce walki i na nowo odkrywać wojenne rany silosu. Mijała coraz dobitniejsze pamiątki stoczonych pod jej nieobecność bitew: postrzępione, jaskrawosrebrzyste smugi przecinające starą farbę, beton poznaczony plamami sadzy i bliznami jak po ospie, pręty zbrojenia wystające ze ścian niczym złamane kości przebijające skórę.</p>
    <p>Poświęciła większość życia dbaniu o ten silos, utrzymywaniu go na chodzie. Ten zaś odwdzięczał się za jej troskę napełniając jej płuca powietrzem, pozwalając rosnąć plonom i przyjmując zmarłych. Byli za siebie nawzajem odpowiedzialni. Bez ludzi, jej świat stałby się taki sam jak silos Solo — przerdzewiały i podtopiony. Bez silosu, ona byłaby czaszką leżącą na wzgórzu, wbijającą spojrzenie pustych oczodołów w zasnute chmurami niebo. Potrzebowali siebie nawzajem.</p>
    <p>Jej dłoń prześlizgiwała się po poręczy chropowatej od świeżych spawów, tak samo jak jej skóra pełna była blizn. Przez większość jej życia ona i silos utrzymywali się nawzajem w zdrowiu. Aż w końcu omal się nie pozabijali. A teraz wszystkie drobne bolączki w Maszynowni, które miała nadzieję kiedyś naprawić — skrzypiące pompy, plujące rury, ulatniające się spaliny — wszystko to bladło w porównaniu z o wiele gorszą dewastacją wywołaną przez jej odejście. Podobnie było z jej nielicznymi bliznami — pamiątkami po drobnych potknięciach z młodości — które teraz zagubiły się pod warstwą oszpeconego ciała. Jeden wielki błąd potrafił zmazać ślad po wszystkich drobnych pomyłkach.</p>
    <p>Pokonując stopień za stopniem, dotarła do miejsca, w którym bomba oderwała fragment schodów. Teraz rozciągał się tu połatany zlepek metalu, pajęcza sieć prętów i poręczy pożyczonych z innych, obecnie węższych podestów. Nazwiska ofiar wybuchu wypisano tu i ówdzie węglem. Juliette ostrożnie stąpała po pogiętym metalu. Podnosząc wzrok zauważyła, że drzwi do Zaopatrzenia zostały wymienione. Tutaj doszło do najkrwawszych walk. Ludzie w żółci zapłacili wysoką cenę za sprzymierzenie się z jej ludźmi w błękicie.</p>
    <p>Kiedy zbliżała się do kościoła na dziewięćdziesiątym dziewiątym, niedzielne nabożeństwo właśnie dobiegło końca. Potok ludzi schodził spiralą ku cichemu bazarowi, który właśnie minęła. Usta mieli zaciśnięte po godzinie poważnych rozmów, a stawy równie sztywne co wyprasowane w kant kombinezony. Ich wrogie spojrzenia nie umknęły uwadze Juliette.</p>
    <p>Nim dotarła na podest, tłumy zdążyły się już przerzedzić. Niewielka świątynia była wciśnięta między stare farmy hydroponiczne i mieszkania robotnicze niegdyś należące do głębinowców. Było to jeszcze zanim się urodziła, ale Knox opowiadał jej o pojawieniu się świątyni na dziewięćdziesiątym dziewiątym. Jego ojciec sam był wówczas jeszcze dzieckiem, gdy wszczęto protesty przeciw muzyce i sztukom teatralnym, które odbywały się w niedzielę. Ochrona stała z założonymi rękami, a protestujący rozbili swój obóz pod bazarem. Ludzie spali na stopniach i blokowali schody, aż w końcu nikt nie mógł przejść. Farmy piętro wyżej zostały splądrowane, żeby wyżywić zgromadzone tłumy. W końcu zajęli większość poziomu hydroponicznego. Świątynia na dwudziestym ósmym założyła tu filię, a teraz filia na dziewięćdziesiątym dziewiątym była większa niż jej rodzic.</p>
    <p>Pokonawszy ostatni łuk schodów, Juliette zastała na podeście ojca Wendela, który stał przy schodach, wymieniając uściski rąk i zagadując do wychodzących z nabożeństwa członków zgromadzenia. Można było odnieść wrażenie, że od jego białych szat bije światło. Świeciły one równie jasno, co lśniąca od potu łysina kaznodziei. Mężczyzna wyróżniał się z tłumu, zdawał się wręcz skrzyć bielą. Zwłaszcza w oczach Juliette, która właśnie opuściła krainę błota i smaru. Czuła się brudna patrząc na tak nieskalaną tkaninę.</p>
    <p>— Dziękuję, ojcze — powiedziała kobieta i ukłoniła się lekko.</p>
    <p>Balansując opartym o biodro dzieckiem, uścisnęła księdzu dłoń. Główka śpiącego spokojnie maleństwa kołysała się bezwładnie. Wendel położył dziecku rękę na głowie i powiedział kilka słów. Kobieta znów podziękowała i odsunęła się, by zrobić miejsce mężczyźnie, który też chciał uścisnąć dłoń kaznodziei.</p>
    <p>Juliette oparła się o barierkę w nadziei, że nie zostanie zauważona. Odchodziła ostatnia garstka wiernych. Jeden z mężczyzn przystanął, by wcisnąć w otwartą dłoń ojca Wendela parę brzęczących bonów. Powtórzył „dziękuję, ojcze” niczym słowa kościelnej pieśni. Juliette zdawało się, że poczuła od niego zapach kóz, gdy mężczyzna minął ją i ruszył w górę, pewnie z powrotem do zagród. To był już ostatni z wiernych. Ojciec Wendel odwrócił się i uśmiechnął do Juliette na znak, że zdawał sobie sprawę z jej obecności.</p>
    <p>— Pani burmistrz — odezwał się, rozkładając ramiona. — To dla nas zaszczyt. Czyżby przyszła pani na niedzielę o jedenastej?</p>
    <p>Juliette zerknęła na zegarek, który nosiła na nadgarstku.</p>
    <p>— A ta nie była o jedenastej? — zapytała. Najwyraźniej miała lepszy czas niż sądziła.</p>
    <p>— Ta była o dziesiątej, teraz odprawiamy dodatkowe nabożeństwo. Przychodzą na nie mieszkańcy górnych pięter.</p>
    <p>Juliette zastanowiła się, po co ktoś miałby tu iść taki kawał drogi. Swoją wspinaczkę zaplanowała tak, by całkiem ominęły ją nabożeństwa, co pewnie było błędem. Mądrze byłoby posłuchać słów, które trafiały do serc tak wielu.</p>
    <p>— Obawiam się, że mogę wpaść tylko na chwilę — powiedziała. — Może w drodze powrotnej?</p>
    <p>Wendel zmarszczył brwi.</p>
    <p>— A kiedy by to było? Słyszałem, że wraca pani na górę wykonywać zadanie powierzone pani przez Boga i ludzi.</p>
    <p>— Zostanę pewnie kilka tygodni. Tyle ile trzeba, żeby nadrobić zaległości.</p>
    <p>Na podest wyszedł akolita z ozdobną drewnianą misą. Pokazał Wendelowi jej zawartość, a uszy Juliette wychwyciły dźwięk przesypujących się bonów. Chłopak był ubrany w brązowy płaszcz, a kiedy kłaniał się Wendelowi, zauważyła, że środek głowy ma wygolony. Już się odwracał, gdy Wendel chwycił akolitę za ramię.</p>
    <p>— Okaż szacunek pani burmistrz.</p>
    <p>— Dzień dobry, psze pani. — Akolita ukłonił się. Jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Ciemne oczy tkwiły nieruchomo pod gęstymi, ciemnymi brwiami; wargi miał pozbawione koloru. Coś mówiło Juliette, że młody mężczyzna spędza niewiele czasu poza kościołem.</p>
    <p>— Nie musisz mi mówić „pani” — odparła uprzejmie. — Juliette. — Wyciągnęła ku niemu rękę.</p>
    <p>— Remmy — powiedział chłopak. Spod płaszcza wyłoniła się dłoń. Juliette uścisnęła ją.</p>
    <p>— Zajmij się ławkami — powiedział Wendel. — Czeka nas jeszcze jedno nabożeństwo.</p>
    <p>Remmy pokłonił się im obojgu i poczłapał do świątyni. Juliette zrobiło się żal chłopaka, choć nie umiałaby wytłumaczyć dlaczego. Wendel spojrzał na schody, najwyraźniej nasłuchując zbliżających się kroków. Przytrzymał drzwi i gestem zaprosił Juliette do środka.</p>
    <p>— Proszę — powiedział. — Niech pani napełni manierkę. Udzielę pani błogosławieństwa na dalszą podróż.</p>
    <p>Juliette potrząsnęła manierką, w której zachlupała resztka wody.</p>
    <p>— Dziękuję — odparła i podążyła za księdzem do środka.</p>
    <p>Wendel poprowadził ja przez hol i dalej, do dolnej kaplicy, gdzie przed laty wzięła udział w kilku nabożeństwach. Remmy krzątał się wśród ławek i krzeseł, poprawiając poduszki i rozkładając ogłoszenia spisane odręcznie na wąskich paskach taniego papieru. Zauważyła, że jej się przygląda, nie przerywając pracy.</p>
    <p>— Bogowie tęsknią za panią — zagaił ojciec Wendel, dając jej do zrozumienia, że wie, jak dawno tu była. Kaplica rozrosła się przez ten czas. W powietrzu unosił się odurzający i drogi zapach trocin, świeżo ciętego drewna z drzwi i innych wiekowych desek. Położyła rękę na ławce, która musiała kosztować fortunę.</p>
    <p>— No cóż, bogowie wiedzą, gdzie mnie znaleźć — odpowiedziała, zabierając dłoń z mebla. Jednocześnie uśmiechnęła się, chcąc nadać wypowiedzi lekkiego tonu, lecz i tak po twarzy księdza przemknął cień rozczarowania.</p>
    <p>— Czasem zastanawiam się, czy nie chowa się pani przed nimi ze wszystkich sił — powiedział ojciec Wendel i ruchem głowy wskazał na witraż za ołtarzem. Podświetlające go od tyłu jaskrawe światło rzucało na podłogę i sufit barwne rozbłyski. — Ze swojej ambony odczytuję pani obwieszczenia z okazji każdych narodzin i każdej śmierci. Dostrzegam w nich szacunek dla bóstw.</p>
    <p>Juliette miała ochotę wyznać, że wcale nie pisała tych obwieszczeń. Robiono to za nią.</p>
    <p>— A jednak widząc jak lekko traktuje pani boskie prawa, czasem zadaję sobie pytanie, czy w ogóle w wierzy pani w bogów.</p>
    <p>— Wierzę w bogów — powiedziała Juliette, poirytowana jego oskarżycielskim tonem. — Wierzę w bogów, którzy stworzyli ten silos. I wszystkie pozostałe silosy…</p>
    <p>Wendel skrzywił się.</p>
    <p>— Bluźnierstwo — szepnął z szeroko otwartymi oczami, tak jakby jej słowa potrafiły zabijać. Rzucił ukradkowe spojrzenie na Remmy’ego, który ukłonił się i ruszył w kierunku holu.</p>
    <p>— Owszem, bluźnierstwo — powiedziała Juliette. — Mimo to wierzę, że bogowie stworzyli wieże, które widzimy za wzgórzami i że obmyślili sposób, w jaki możemy się stąd wydostać. Ojcze, odkryliśmy w głębinach naszego silosu pewne narzędzie. Maszynę kopiącą, która może zabrać nas do nowym miejsc. Wiem, że ojciec tego nie pochwala, ale ja wierzę, że to bogowie ofiarowali nam owo narzędzie i zamierzam z niego skorzystać.</p>
    <p>— Ten wasz kopacz to dzieło Szatana, skryte w diabelskich czeluściach — powiedział Wendel. Cała dotychczasowa uprzejmość uleciała z jego twarzy. Otarł czoło chustką. — Istoty, które opisujesz to nie bogowie, tylko demony.</p>
    <p>Oto jego kazanie — zrozumiała Juliette. Choć nie uczestniczyła w nabożeństwie, nic jej nie ominęło. Ludzie przybywali, żeby słuchać takich rzeczy.</p>
    <p>Zrobiła krok do przodu. Ze wściekłości zrobiło jej się gorąco.</p>
    <p>— Może i wśród moich bogów są demony — zgodziła się, używając jego języka. — Bogowie, w których wierzę… bogowie, których czczę to kobiety i mężczyźni, którzy zbudowali to miejsce i jemu podobne. Stworzyli silos, żeby nas chronić przed światem, który sami zniszczyli. Byli zarówno bogami jak i demonami. Ale zostawili nam możliwość odkupienia. Chcieli, żebyśmy byli wolni, ojcze, i zapewnili nam ku temu środki. — Wskazała na własną skroń. — Dali mi wiedzę, która to umożliwi. I zostali nam kopacz. Naprawdę, w korzystaniu z niego nie ma nic bluźnierczego. A ja widziałam inne silosy, w które wy wciąż uparcie wątpicie. Byłam tam.</p>
    <p>Wendel cofnął się o krok. Potarł dyndający mu się na szyi krzyżyk, a Juliette pochwyciła spojrzenie Remmy’ego. Chłopak zaglądał do środka zza skrzydła drzwi, a jego ciemne brwi pokrywały mu oczy głębokim cieniem.</p>
    <p>— Powinniśmy korzystać ze wszystkich narzędzi, jakie dali nam bogowie — powiedziała Juliette — z wyjątkiem tego, z którego ojciec korzysta: zdolności napełniania ludzi strachem.</p>
    <p>— Ja? — Ojciec Wendel przyłożył jedną dłoń do piersi, a drugą wycelował w Juliette. — To <emphasis>ty</emphasis> szerzysz strach. — Omiótł gestem ławki oraz poustawiane na tyłach kaplicy skrzynie i wiadra. — Wierni zbierają się tu trzy razy dziennie, załamując ręce nad twoją diabelską robotą. Dzieci nie śpią po nocach ze strachu, że zabijesz nas wszystkich.</p>
    <p>Juliette otworzyła usta, ale słowa nie nadeszły. Wspomniała spojrzenia, jakimi obrzucano ją na klatce schodowej, widok matek przyciągających bliżej swoje dzieci, znajomych, którzy już nie mówili jej dzień dobry.</p>
    <p>— Mogłabym ojcu pokazać książki — powiedziała cicho, myśląc o pólkach uginających się pod ciężarem Dziedzictwa. — Mogłabym je pokazać, żebyście sami się przekonali.</p>
    <p>— Istnieje tylko jedna księga, którą warto znać — odparł Wendel. Strzelił oczami w kierunku opasłego, bogato zdobionego tomu z pozłacanymi stronami, który spoczywał na podwyższeniu obok mównicy, zabezpieczony klatką z giętej stali. Juliette pamiętała lekcje płynące z tej książki. Widziała jej stronice z tajemniczymi zdaniami wyglądającymi spomiędzy pasków cenzorskiej czerni. Jej uwadze nie uszedł też sposób, w jaki podwyższenie przyspawano do stalowej podłogi i bynajmniej nie była to robota eksperta. Tłuste fałdy paranoidalnych spawów. Ci sami bogowie, którzy mieli czuwać nad ludźmi nie potrafiliby upilnować jednej książki.</p>
    <p>— Powinnam już iść, żeby nie przeszkadzać w przygotowaniach do nabożeństwa — powiedziała, czując skruchę za swój wybuch.</p>
    <p>Wendel rozplótł skrzyżowane na piersi ręce. Zrozumiała, że oboje zapędzili się za daleko i oboje o tym wiedzieli. Miała nadzieję ukoić obawy, a tylko je pogorszyła.</p>
    <p>— Szkoda, że pani burmistrz nie może zostać — odparł Wendel. — Niech pani przynajmniej napełni manierkę.</p>
    <p>Sięgnęła za plecy i odpięła manierkę. Remmy wrócił do świątyni szeleszcząc ciężką, brązową szatą i pobłyskując wygolonym czubkiem głowy.</p>
    <p>— Tak zrobię, ojcze — powiedziała Juliette. — Dziękuję.</p>
    <p>Wendel kiwnął głową i skinął na Remmy’ego. Nie odezwał się już do niej, gdy akolita czerpał wodę z kaplicznej fontanny. Ani słowem. Jego wcześniejsza obietnica, że pobłogosławi jej podróż została zapomniana.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>10</p>
    </title>
    <p>Juliette wzięła udział w uroczystym zasadzeniu pierwszej rośliny na środkowych farmach, zjadła późny lunch i ruszyła w dalszą podróż w górę silosu. Nim dotarła na trzydzieste piętra, światła zaczęły przygasać, a ona zatęskniła za znajomym łóżkiem.</p>
    <p>Lukas czekał na nią na podeście. Uśmiechnął się na powitanie i uparł się, że poniesie jej torbę, choć ta prawie nic ważyła.</p>
    <p>— Nie musiałeś na mnie czekać — powiedziała, ale w głębi duszy uznała, że to urocze.</p>
    <p>— Dopiero co przyszedłem — odparł z naciskiem. — Tragarz powiedział mi, że się zbliżasz.</p>
    <p>Juliette przypomniała sobie młodą dziewczynę w jasnoniebieskim kombinezonie, która wyprzedziła ją na czterdziestych. Łatwo było zapomnieć, że Lukas miał wszędzie swoje oczy i uszy. Przytrzymał jej drzwi, a Juliette weszła na piętro pełna sprzecznych emocji i wspomnień. To tutaj zginął Knox. Tutaj została otruta burmistrz Jahns. Tutaj skazano Juliette na czyszczenie, a potem tutaj opatrywali ją lekarze.</p>
    <p>Spojrzała na salę konferencyjną i wspomniała chwilę, gdy usłyszała, że wybrano ją na burmistrza. Tam właśnie zasugerowała Peterowi i Lukasowi, żeby powiedzieć wszystkim prawdę: że nie są sami na tym świecie. Wciąż uważała to za dobry pomysł, pomimo ich protestów. Ale może lepiej byłoby <emphasis>pokazać</emphasis> ludziom prawdę zamiast o niej mówić. Wyobraziła sobie rodziny, które zamiast wspinaczki do ekranu w stołówce wyruszyłyby w wielką podróż w głębiny. Dotarliby do jej świata — tysiące ludzi, którzy nigdy tam nie byli i którzy nie mieli pojęcia, jak wyglądają utrzymujące ich przy życiu maszyny. Zawędrowaliby do Maszynowni, by przejść przez tunel i zobaczyć inny silos. Po drodze mogliby zachwycić się generatorem głównym, który teraz szumiał zamiast ogłuszająco huczeć, idealnie wyregulowany. Mogliby zachwycić się dziurą w ziemi, którą zrobili jej przyjaciele. A potem mogliby oddać się kontemplacji ekscytującej myśli o zapełnieniu pustego świata tak podobnego do ich własnego i o odtworzeniu go w sposób, jaki sobie zamarzą.</p>
    <p>Bramka ochrony pisnęła, gdy Lukas zeskanował swoją przepustkę, a Juliette ocknęła się ze snu na jawie. Strażnik za bramką pomachał do niej, a ona odwzajemniła gest. Za plecami mężczyzny ciągnęły się puste i ciche korytarze IT. Większość pracowników poszła na noc do domów. Pustawe piętro przypomniało Juliette o silosie siedemnastym. Wyobraziła sobie, że zza rogu wychodzi Solo z połówką chleba w ręce, okruszkami w brodzie i szerokim uśmiechem zadowolenia, że ją widzi. Tamten korytarz wyglądał zupełnie jak ten, jeśli nie liczyć zniszczonej lampy, która w silosie siedemnastym zwisała smętnie na kablach.</p>
    <p>Takie właśnie bliźniacze wspomnienia kołatały jej się w głowie, kiedy Lukas prowadził ją do swojej prywatnej rezydencji. Dwa światy o identycznym układzie i dwa różne życia, tu i tam. Miała wrażenie, że spędziła u Solo całe życie, choć minęło zaledwie parę tygodni — tak wielka więź wytwarza się między dwójką ludzi w kryzysowej sytuacji. Juliette na wpół spodziewała się, że z biura, gdzie zamieszkały dzieciaki zaraz wypadnie Elise i przylgnie jej do nogi. Bliźniaki kłóciłyby się o znalezione za rogiem łupy. Rickson i Hannah całowaliby się w ciemnym kącie i szeptali sobie o kolejnym dziecku.</p>
    <p>— …ale tylko jeśli wyrazisz zgodę.</p>
    <p>Juliette odwróciła się do Lukasa.</p>
    <p>— Co? A, tak. W porządku.</p>
    <p>— Nie słyszałaś ani słowa, mam rację? — Wyciągnął rękę ku drzwiom i zeskanował swój identyfikator. — Czasem mam wrażenie, że przebywasz w innym świecie.</p>
    <p>W jego głosie pobrzmiewało zaniepokojenie, nie gniew. Wzięła od niego torbę i weszła do środka. Lukas włączył światło i rzucił identyfikator na komodę przy łóżku.</p>
    <p>— Dobrze się czujesz? — zapytał.</p>
    <p>— Jestem tylko zmęczona wspinaczką. — Juliette przysiadła na skraju łóżka i rozwiązała sznurówki. Zdjęła buty i postawiła je tam, gdzie zwykle. Mieszkanie Lukasa było dla niej jak drugi dom, znajome i przytulne. Jej własny apartament na szóstym piętrze wydawał jej się obcy. Widziała go dwukrotnie, ale nigdy nie spędziła tam nocy. Oznaczałoby to pełną akceptację roli burmistrza.</p>
    <p>— Tak sobie myślałem, że może zamówimy kolację. — Lukas wygrzebał z szafy miękki szlafrok, który Juliette uwielbiała zakładać po gorącym prysznicu. Powiesił go na haczyku na drzwiach łazienki.</p>
    <p>— Mam napuścić wodę na kąpiel?</p>
    <p>Juliette odetchnęła ciężko.</p>
    <p>— Cuchnę, prawda? — Powąchała grzbiet swojej dłoni, spodziewając się woni smaru. Wyczuła kwaskowatą nutkę palnika i spalin kopacza — perfumy, które wżarły się w jej skórę jak tatuaże na rękach nafciarzy. I to pomimo faktu, że wzięła prysznic tuż przez opuszczeniem Maszynowni.</p>
    <p>— Nie… — Lukas wydawał się urażony. — Po prostu pomyślałem, że mogłabyś mieć ochotę się wykąpać.</p>
    <p>— Może rano. I chyba daruję sobie kolację. Podjadałam przez cały dzień. — Wygładziła ręką pościel. Lukas uśmiechnął się i przysiadł się obok. Na twarzy malował mu się uśmiech oczekiwania, a w oczach miał ten błysk, który zawsze się w nich tlił, kiedy już skończyli się kochać — ale przyjemne uczucia rozwiały się, gdy powiedziała:</p>
    <p>— Musimy porozmawiać.</p>
    <p>Kąciki jego ust opadły. Skulił ramiona.</p>
    <p>— Nie zarejestrujemy związku, o to chodzi?</p>
    <p>Juliette wzięła go za rękę.</p>
    <p>— To nie to. Oczywiście, że zarejestrujemy. Oczywiście. Przycisnęła sobie jego dłoń do piersi, wspominając miłość, którą kiedyś ukrywała przed Paktem i która koniec końców sprawiła jej tak wiele bólu. Nigdy nie powtórzyłaby tego błędu. — Chodzi o kopanie — powiedziała.</p>
    <p>Lukas odetchnął głęboko i roześmiał się.</p>
    <p>— Tylko o to — odparł z uśmiechem. — Niesamowite, że twoje kopanie może być mniejszym złem.</p>
    <p>— Zamierzam zrobić coś jeszcze i założę się, że ci się to nie spodoba.</p>
    <p>Uniósł brew.</p>
    <p>— Jeśli chodzi o opowiadanie ludziom o innych silosach, doskonale wiesz co ja i Peter sądzimy na ten temat. Uważam, że te słowa są niebezpieczne. Większość ci nie uwierzy, a pozostali będą sprawiać kłopoty.</p>
    <p>Juliette pomyślała o ojcu Wendelu i o tym, że ludzie zdolni byli uwierzyć w niesamowitości wysnute z samych słów, z jednej książki. Ale może najpierw musieli <emphasis>chcieć</emphasis> w nie uwierzyć. I może Lukas miał rację — nie wszyscy mieliby ochotę uwierzyć w prawdę.</p>
    <p>— Niczego im nie powiem — wyjaśniła. — Chcę im to <emphasis>pokazać</emphasis>. Mam coś do zrobienia na górze, ale wymagałoby to pomocy twojej i twojego działu. Będę potrzebowała paru twoich ludzi.</p>
    <p>Lukas zmarszczył czoło.</p>
    <p>— Nie podoba mi się to. — Pogładził ją po ramieniu. — Może omówimy to jutro? Chciałbym się po prostu tobą nacieszyć. Na jedną noc zapomnieć o pracy. Ja udawałbym że jestem tylko technikiem z serwerowni, a ty możesz być… nie-burmistrzem.</p>
    <p>Juliette ścisnęła go za rękę.</p>
    <p>— Masz rację. Oczywiście. I może powinnam szybko skoczyć pod prysznic…</p>
    <p>— Nie, zostań. — Pocałował ją w szyję. — Pachniesz sobą. Wykąpiesz się rano.</p>
    <p>Uległa mu. Lukas znów ucałował jej szyję, lecz kiedy wyciągnął rękę, by rozpiąć jej kombinezon, poprosiła, żeby zgasił światło. Choć raz nie protestował, jak to miał w zwyczaju, niezadowolony, że nie może się jej przyjrzeć. Zostawił włączone światło w łazience i przymknął drzwi tak, że przez szparę przesączała się tylko nikła poświata. Chociaż uwielbiała przebywać nago w jego towarzystwie, nie chciała, żeby ją widział. Mozaika blizn upodabniała jej skórę do ścian wydrążonych w granicie: pajęcza sieć białawych, rzucających się w oczy plam.</p>
    <p>Jednak choć nie prezentowały się zbyt atrakcyjnie, blizny były bardzo wrażliwe na dotyk. Każda z nich była jak zakończenie nerwowe biegnące do jej własnych głębin. Kiedy Lukas przebiegał po nich palcami — niczym elektryk śledzący diagram przewodów — miała wrażenie, że po jej skórze przeskakują iskry. Leżeli w ciemności wtuleni w siebie, a on dotykał ją badawczo. Juliette poczuła, że jej skóra robi się cieplejsza. Zanosiło się na noc, w którą długo nie zasną. Jej zamiary i niebezpieczne plany rozwiewały się pod jego delikatnym dotykiem. Zapowiadała się noc powrotu do młodości, do <emphasis>czucia</emphasis> zamiast myślenia, do czasów, gdy wszystko było prostsze…</p>
    <p>— Hm, dziwne — powiedział Lukas i znieruchomiał.</p>
    <p>Juliette nie zapytała, co takiego — w nadziei, że zaraz zapomni. Była zbyt dumna, żeby prosić, by nie przestawał jej dotykać.</p>
    <p>— Moja ulubiona blizna zniknęła — powiedział, gładząc punkt na jej ramieniu.</p>
    <p>Juliette momentalnie zrobiło się gorąco. Znowu była w śluzie, otoczona nieznośnym żarem. Dotykać jej ran w milczeniu to jedno. Całkiem inną sprawą było nazywanie ich po imieniu. Zabrała rękę i obróciła się do niego plecami. Najwyraźniej czekała ich jednak przespana noc.</p>
    <p>— Nie, pozwól mi zobaczyć — błagał.</p>
    <p>— Robisz to, żeby mi dokuczyć — odburknęła Juliette.</p>
    <p>Lukas delikatnie dotknął jej pleców.</p>
    <p>— Nie, przysięgam, że nie. Proszę, mogę obejrzeć twoją rękę?</p>
    <p>Juliette usiadła na łóżku, zakryła kołdrą kolana i skrzyżowała ręce na piersi.</p>
    <p>— Nie lubię, kiedy o nich mówisz — powiedziała. — I nie powinieneś mieć ulubionej. — Skinęła na łazienkę, z której przez szparę sączyła się poświata. — Możesz zamknąć te drzwi albo zgasić światło?</p>
    <p>— Jules, przysięgam, kocham cię taką, jaka jesteś. Nigdy nie widziałem cię inaczej.</p>
    <p>Zrozumiała, że miał na myśli, że nigdy nie widział jej nago bez blizn, a nie że zawsze była dla niego piękna. Wyszła z łóżka, żeby zgasić światło w łazience, ciągnąc za sobą kołdrę i zostawiając Lukasa samego i nagiego.</p>
    <p>— Była w zgięciu łokcia na prawej ręce — powiedział. — Trzy linie krzyżowały się i układały w gwiazdkę. Całowałem ją ze sto razy.</p>
    <p>Juliette wyłączyła światło i teraz stała samotnie w ciemności. Wciąż czuła na sobie widok Lukasa. Czuła, że ludzie gapią się na jej blizny nawet wówczas, gdy zakrywało je ubranie. Zastanowiła się, co pomyślałby George, gdyby ją tak zobaczył — i w gardle poczuła twardą gulę.</p>
    <p>Lukas zmaterializował się tuż przy niej w smolistej ciemności, otaczając ją ramieniem i całując delikatnie w bark.</p>
    <p>— Wracaj do łóżka — poprosił. — Przepraszam. Możemy zostawić wyłączone światło.</p>
    <p>Juliette zawahała się.</p>
    <p>— Nie podoba mi się, że tak dobrze je znasz — powiedziała. — Nie chcę, żebyś mnie traktował jak jakiś atlas gwiazd.</p>
    <p>— Wiem — odparł. — Nic na to nie poradzę. One są częścią ciebie. Takiej, jaką cię poznałem. Może poprosimy twojego tatę, żeby rzucił okiem…?</p>
    <p>Odsunęła się od niego, ale tylko po to, by z powrotem zapalić światło. Przyjrzała się miejscu, o którym mówił — najpierw na prawej ręce, potem na lewej. Pomyślała, że musiał się pomylić.</p>
    <p>— Jesteś pewien, że tu była? — zapytała, śledząc wzrokiem siateczkę blizn w poszukiwaniu pustej przestrzeni, skrawka czystego nieba.</p>
    <p>Lukas wziął ją delikatnie za nadgarstek i łokieć, uniósł rękę do ust i pocałował.</p>
    <p>— O, tutaj — powiedział. — Całowałem ją ze sto razy.</p>
    <p>Juliette otarła łzę i roześmiała się nerwowo, dając upust kłębiącym się w jej piersi emocjom. Odnalazła szczególnie paskudne zgrubienie, które jak spaw przecinało jej przedramię i pokazała je Lukasowi. Nawet jeśli mu nie dowierzała, zdążyła mu już wybaczyć.</p>
    <p>— Teraz zajmij się tą — powiedziała.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>11</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Zasilające drony baterie krzemowo-węglowe były wielkości tosterów. Charlotte oceniła, że ważą jakieś trzydzieści-czterdzieści funtów. Wyjęła je z dwóch maszyn i owinęła parcianymi pasami z jednej ze skrzyń. Teraz zaś trzymała po jednej baterii w każdej ręce i robiła przysiady w wykroku w trakcie niespiesznej rundki po magazynie. Jej uda drżały i wrzeszczały z bólu. Rąk już prawie nie czuła.</p>
    <p>Jej postępy znaczył ślad z potu, ale do pokonania miała jeszcze kawał drogi. Kiedy się tak zapuściła? Tyle ćwiczyli i biegali w trakcie szkolenia podstawowego, tylko po to, żeby później siedzieć nad konsoletą i sterować dronem, siedzieć na tyłku i grać w gry wojenne, siedzieć w stołówce i jeść pomyje, siedzieć i czytać.</p>
    <p>Miała nadwagę, ot co. I nawet jej to nie przeszkadzało, dopóki nie obudziła się w tym koszmarze. Nie czuła potrzeby, żeby wstać i się poruszać, dopóki nie zamrożono jej na sztywno na kilkaset lat. A teraz chciała odzyskać ciało, jakie pamiętała. Nogi, które funkcjonowały. Ręce, które nie bolały od tak trywialnych czynności jak mycie zębów. Może to głupie z jej strony, oczekiwać, że powróci do tego, kim kiedyś była i do świata, który pamiętała. A może zwyczajnie nie miała cierpliwości do rekonwalescencji. Takie rzeczy nie następują z dnia na dzień.</p>
    <p>Skończyła okrążenie wokół dronów. Fakt, że zatoczyła pełne koło oznaczał, że robiła postępy. Minęło kilka tygodni, odkąd obudził ją jej brat, a codzienna rutyna — jedzenie, ćwiczenia i praca nad dronami — zaczynała wydawać jej się normą. Obłąkany świat, w którym ją przebudzono zaczynał nabierać realnych kształtów. A to było przerażające.</p>
    <p>Odłożyła baterie i wzięła parę głębokich oddechów. Przytrzymała w płucach powietrze. Rutyna wojskowego życia była podobna. To ona przygotowała Charlotte do takiego życia i tylko dzięki niej jeszcze nie oszalała. Poczucie uwięzienia nie było dla Charlotte niczym nowym. Życie w sercu pustynnego pustkowia, gdzie niebezpiecznie jest wychodzić na zewnątrz nie było niczym nowym. Bycie otoczoną przez ludzi, których należy się obawiać nie było niczym nowym. Stacjonując w Iraku w trakcie drugiej wojny irańskiej Charlotte przywykła do tych rzeczy: do niewychodzenia z bazy, do tego, że nie miała ochoty wychodzić z łóżka albo kabiny w ubikacji. Przywykła też do walki o to, by nie oszaleć. To wszystko, oprócz ćwiczeń fizycznych, wymagało również psychicznych przygotowań.</p>
    <p>Wzięła prysznic w łazience obok sali sterowania dronami, wytarła się i, powąchawszy każdy ze swoich trzech kombinezonów, stwierdziła, że najwyższa pora powiedzieć Donny’emu, by znów zrobił pranie. Wzięła kombinezon, który najmniej zalatywał, odwiesiła ręcznik do wyschnięcia na wezgłowiu górnego łóżka, a swoje pościeliła na gładko, po wojskowemu. Donald mieszkał kiedyś w sali konferencyjnej na drugim końcu magazynu, ale Charlotte czuła się niemal komfortowo w koszarach, z duchami nieobecnych pilotów. Czuła się tu jak w domu.</p>
    <p>W głębi korytarza mieściło się pomieszczenie pełne stacji sterowania dronami. Większość pokrywały płachty folii. Znajdowało się tam również biurko z mozaiką wielkich monitorów. To na nim usiłowała złożyć radio. Donny przynosił jej garściami części zapasowe z dolnych magazynów. Mogły minąć dekady albo i wieki, zanim ktoś się zorientuje, że zniknęły.</p>
    <p>Charlotte włączyła lampkę nad blatem i odpaliła urządzenie. Odbierało już całkiem sporo stacji. Manipulowała pokrętłem, aż z głośnika popłynął szum. Czekając na pojawienie się głosów, wyobrażała sobie, że słyszy fale uderzające o brzeg. Kiedy indziej był to deszcz bębniący o listowie. Albo tłum ludzi szepczących cichutko w ciemnym teatrze. Grzebała od niechcenia w koszu przyniesionych przez brata części w poszukiwaniu lepszych głośników. Potrzebowała jeszcze mikrofonu, jakiegoś sposobu, żeby nadawać w eter. Żałowała, że nie jest bardziej uzdolniona technicznie. Jedyne, co potrafiła to podłączyć jeden element do drugiego. Przypominało to składanie karabinu albo komputera — po prostu łączyła pasujące do siebie części i włączała zasilanie. Tylko raz skończyło się to smużką dymu. Do tej roboty trzeba mnóstwo cierpliwości, a tej Charlotte brakowało. Albo czasu, którego miała w nadmiarze.</p>
    <p>Kroki na korytarzu zwiastowały śniadanie. Charlotte ściszyła radio i właśnie robiła miejsce na biurku, kiedy do sali wszedł Donny z tacą w rękach.</p>
    <p>— Dzień dobry — powiedziała i wstała, by wziąć od niego tacę. Po treningu nogi miała jak z waty. Kiedy jej brat wszedł w krąg światła żarówki, dostrzegła jego pochmurną minę.</p>
    <p>— Wszystko gra? — zapytała.</p>
    <p>Pokręcił głową.</p>
    <p>— Możliwe, że mamy problem.</p>
    <p>Charlotte odłożyła tacę z jedzeniem.</p>
    <p>— Co się stało?</p>
    <p>— Wpadłem na faceta, którego pamiętam ze swojej pierwszej zmiany. Jechałem z nim windą. To mechanik.</p>
    <p>— Niedobrze. — Uniosła powyginaną metalową pokrywkę znad jednego z talerzy. Pod spodem leżała płytka obwodu drukowanego i zwój kabli oraz nieduży śrubokręt, o który prosiła.</p>
    <p>— Jajka są pod drugą pokrywką.</p>
    <p>Odsłoniła talerz i sięgnęła po widelec.</p>
    <p>— Rozpoznał cię?</p>
    <p>— Nie wiem. Nie podnosiłem wzroku dopóki nie wysiadł. Ale znałem go tak dobrze jak tylko można tu kogoś poznać. Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj pożyczałem od niego narzędzia i prosiłem, żeby wymienił świetlówkę. Kto wie, jak on to odczuwa. Może dla niego minął jeden dzień albo kilkanaście lat. Tutaj pamięć lubi płatać figle.</p>
    <p>Charlotte wzięła kęs jajecznicy. Donny przesadził z solą. Wyobraziła go sobie jak ściska solniczkę w drżącej dłoni.</p>
    <p>— Nawet jeśli cię poznał — powiedziała w przerwie między kęsami — może pomyślał, że odbywasz kolejną zmianę jako Troy. Jak wielu ludzi zna cię tu jako Thurmana?</p>
    <p>Donald pokręcił głową.</p>
    <p>— Niewielu. Tak czy inaczej, spotkanie z nim może mieć dla nas katastrofalne skutki i to w każdej chwili. Przyniosę ze spiżarni więcej jedzenia, więcej suszonych produktów. Aha, zmieniłem też uprawnienia twojej przepustki, więc od teraz masz dostęp do wind. I upewniłem się, że nikt poza nami nie może tu wejść. Bardzo bym nie chciał, żebyś została tu uwięziona, gdyby coś mi się stało.</p>
    <p>Charlotte przesuwała jajka po talerzu.</p>
    <p>— Nieswojo mi się robi, kiedy o tym mówisz — powiedziała.</p>
    <p>— Kolejny problem. Szef naszego silosu za tydzień kończy zmianę, co trochę skomplikuje sprawy. Mam nadzieję, że odpowiednio wyjaśni swojemu następcy, kim jestem. Ostatnio sprawy idą aż zbyt gładko…</p>
    <p>Charlotte zaśmiała się i wzięła kolejny kęs jajecznicy.</p>
    <p>— Zbyt gładko — powtórzyła, kręcąc głową. — No to nie chcę wiedzieć jak wyglądają kłopoty. Co tam słychać w twoim ulubionym silosie?</p>
    <p>— Dzisiaj odebrał szef IT. Lukas.</p>
    <p>Charlotte odniosła wrażenie, że słyszy w głosie brata rozczarowanie.</p>
    <p>— I co? — zapytała. — Dowiedziałeś się czegoś nowego?</p>
    <p>— Udało mu się rozpracować kolejny serwer. Znalazł więcej takich samych danych: wszystko na temat mieszkańców silosu, każda praca, jakiej się podjęli, z kim są spokrewnieni, od kołyski aż po grób. Nie rozumiem, jak komputery układają ranking na podstawie takich informacji. Dla mnie to czysty szum, zupełnie jakby kryło się za tym coś jeszcze.</p>
    <p>Wyjął z kieszeni złożoną kartkę, nowy wydruk rankingu silosów. Charlotte zrobiła miejsce na blacie i rozprostowała raport.</p>
    <p>— Widzisz? Kolejność znowu się zmieniła. Ale na podstawie czego?</p>
    <p>Wczytała się w raport nie przerywając posiłku, a Donald sięgnął po folder pełen własnych notatek. Sporo czasu spędzał pracując w sali konferencyjnej, gdzie rozkładał kartki na ogromnym stole i krążył nerwowo po pomieszczeniu, ale Charlotte wolała, kiedy zostawał w pomieszczeniu sterowania. Przesiadywał tu czasem godzinami i studiował notatki, podczas gdy Charlotte pracowała nad radiem. Oboje słuchali wówczas przebijających się przez szum głosów.</p>
    <p>— Silos szósty znowu trafił na szczyt — wymamrotała. Czuła się, jakby czytała skład na pudełku płatków śniadaniowych, cyferki pozbawione sensu. Pierwszą z kolumn podpisano <emphasis>Ośrodek</emphasis>. Donald wyjaśnił jej kiedyś, że tak określano silosy. Obok każdego z silosów widniały procenty, niczym potężna dzienna dawka witamin: <emphasis>99,992 %, 99,989 %, 99,987 %, 99,984 %</emphasis>. Ostatni silos miał przypisaną wartość <emphasis>99,974 %</emphasis>. Wszystkie poniżej były przekreślone albo oznaczone skrótem n/d. Silosy 40, 12, 17 i parę innych znalazło się w tej ostatniej kategorii.</p>
    <p>— Nadal myślisz, że tylko silos na szczycie listy przetrwa? — zapytała.</p>
    <p>— Owszem.</p>
    <p>— Mówiłeś już tym ludziom, z którymi rozmawiasz? Bo są prawie na szarym końcu.</p>
    <p>Spojrzał na nią i zmarszczył brwi.</p>
    <p>— Nie mówiłeś. Po prostu wysługujesz się nimi, żeby pomogli ci to rozgryźć.</p>
    <p>— Nie wysługuję się. Do cholery, przecież uratowałem tamten silos. Ratuję go każdego dnia, kiedy nie zgłaszam, co się tam wyprawia.</p>
    <p>— No dobrze — powiedziała Charlotte i zajęła się jajecznicą.</p>
    <p>— Poza tym, pewnie sądzą, że to oni wykorzystują mnie. I myślę, że oni więcej zyskują na tych naszych rozmowach. Lukas, szef tamtejszego IT, zasypuje mnie pytaniami o to, jak świat kiedyś…</p>
    <p>— A pani burmistrz? — Charlotte odwróciła się i bacznie przyjrzała bratu. — Co ona z tego ma?</p>
    <p>— Juliette? — Donald machinalnie przerzucił kartki w folderze. — Ona uwielbia mi grozić.</p>
    <p>Charlotte zaśmiała się.</p>
    <p>— Chciałabym to usłyszeć.</p>
    <p>— Może i usłyszysz, jeśli zdołasz naprawić radio.</p>
    <p>— A wtedy będziesz tu spędzał więcej czasu? Dobrze by było, wiesz. Mniejsze ryzyko, że cię rozpoznają. — Skrobnęła widelcem o talerz, nie chcąc przyznać, że tak naprawdę chodziło o coś innego. Magazyn pod jego nieobecność robił się nieznośnie opustoszały.</p>
    <p>— Jak najbardziej. — Potarł twarz, a Charlotte zdała sobie sprawę, jaki był zmęczony. Opuściła wzrok z powrotem na liczby i kontynuowała posiłek.</p>
    <p>— Wygląda to dość arbitralnie, nie sądzisz? — zastanowiła się na głos. — Jeśli te liczby znaczą to co myślisz. Są praktycznie identyczne.</p>
    <p>— Wątpię, żeby pomysłodawcy całego projektu patrzyli na to w ten sposób. Potrzebują tylko jednego silosu. Wszystko jedno, który to będzie. To jak ze skrzynią pełną zapasowych części. Bierzesz jedną i nie obchodzi cię nic poza tym, żeby działała. I tyle. Oni też chcą, żeby wszystko na sto procent zagrało.</p>
    <p>Charlotte nie mieściło się to w głowie. A jednak Donny pokazał jej Pakt i wystarczająco wiele własnych notatek, by ją przekonać. Wszystkie silosy z wyjątkiem jednego miały zostać uśmiercone. Włącznie z ich własnym.</p>
    <p>— Kiedy będzie gotowy następny dron? — zapytał.</p>
    <p>Charlotte upiła łyk soku.</p>
    <p>— Za dzień albo dwa. Może trzy. Redukuję obciążenie do minimum. Nawet nie jestem pewna, czy poleci. — Ostatnie dwa nie dotarły tak daleko jak pierwszy. Charlotte zaczynała chwytać się desperackich metod.</p>
    <p>— Okay. — Znów potarł twarz; głos dobiegający spod jego dłoni był przytłumiony. — Będziemy musieli niedługo zdecydować, co robimy. Jeśli nie zrobimy nic, ten koszmar potrwa kolejnych dwieście lat, a my nie mamy tak wiele czasu. — Próbował się roześmiać, ale zamiast tego złapał go atak kaszlu. Sięgnął do kieszeni po chustkę do nosa, Charlotte odwróciła wzrok. Wbijała spojrzenie w ciemne monitory, dopóki nie przestał kaszleć.</p>
    <p>Wolała mu tego mówić, ale skłaniała się raczej ku temu, by poczekać i pozwolić, by wydarzenia potoczyły się same. Szereg wyrafinowanych maszyn liczących najwyraźniej kontrolował losy ludzkości, a ona zwykle ufała komputerom bardziej niż jej brat. Spędziła lata kierując dronami, które potrafiły samodzielnie latać, wybierać cel ataku i naprowadzać pociski z niezwykłą precyzją. Często odnosiła wrażenie, że jest nie tyle pilotem co dżokejem, że dosiada zwierzęcia, które potrafi radzić sobie samo i potrzebuje tylko, by ktoś od czasu do czasu pociągnął za wodze albo krzyknął słowo zachęty.</p>
    <p>Znów spojrzała na raport. Setne części procenta miały zadecydować, kto przeżyje, a kto zginie. I większość zginie. Do tego czasu ona i jej brat będą albo uśpieni, albo od dawna martwi. Liczby sprawiały, że widmo czekającego ich holocaustu zdawało się tak cholernie… arbitralne.</p>
    <p>Donald wskazał na raport trzymanym w ręku folderem.</p>
    <p>— Zauważyłaś, że osiemnastka skoczyła o dwa miejsca w górę?</p>
    <p>Zauważyła.</p>
    <p>— Nie sądzisz, że trochę za bardzo się… przywiązałeś, co?</p>
    <p>Odwrócił wzrok.</p>
    <p>— Mam z tym silosem do czynienia od dawna. To wszystko.</p>
    <p>Charlotte zawahała się. Nie chciała na niego naciskać, ale nie potrafiła się powstrzymać.</p>
    <p>— Nie chodziło mi o silos — powiedziała. — Jesteś jakby… odmieniony po każdej rozmowie z nią.</p>
    <p>Wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze.</p>
    <p>— Wysłano ją na czyszczenie — powiedział. — Była na zewnątrz.</p>
    <p>Przez moment Charlotte myślała, że to wszystko, co ma do powiedzenia na ten temat. Jakby to wyjaśniało sprawę. Milczał przez krótką chwilę, niespokojnie strzelając oczami.</p>
    <p>— Nie przewidziano, że ktoś stamtąd wróci — powiedział wreszcie. — Sądzę, że komputery nie biorą tego pod uwagę. Nie tylko, że ona przetrwała, ale że osiemnastka wciąż się trzyma. Według wszelkich kalkulacji nie powinna. Jeśli to przetrwają… kto wie, może właśnie z nimi należy wiązać największe nadzieje.</p>
    <p>— <emphasis>Ty</emphasis> tak sądzisz — skwitowała Charlotte i pomachała w powietrzu wydrukiem. — Nie ma siły, żebyśmy byli mądrzejsi od tych komputerów, braciszku.</p>
    <p>Donald spojrzał na nią smutno.</p>
    <p>— Może za to mamy więcej współczucia niż one — powiedział.</p>
    <p>Charlotte z trudem powstrzymała się od riposty. Miała ochotę wytknąć Donny’emu, że troszczy się o silos osiemnasty z powodu osobistych kontaktów z jego mieszkańcami. Gdyby znał ludzi z innych ośrodków — i znał ich historie — czy nie leżałby mu na sercu ich los? Miała świadomość, że mówiąc tak postąpiłaby okrutnie — mimo że to prawda.</p>
    <p>Donald kaszlnął w chustkę. Pochwycił spojrzenie przyglądającej mu się Charlotte, zerknął na upstrzony plamkami krwi materiał i schował szmatkę do kieszeni.</p>
    <p>— Boję się — wyznała.</p>
    <p>Donald pokręcił głową.</p>
    <p>— A ja nie. Nie boję się tego. Nie boję się śmierci.</p>
    <p>— Wiem. To oczywiste, w przeciwnym razie poszedłbyś do lekarza. Ale czegoś musisz się bać.</p>
    <p>— Owszem. Wielu rzeczy. Boję się bycia pogrzebanym żywcem. Boję się, że zrobię nie to, co trzeba.</p>
    <p>— Więc nie rób nic — powiedziała z naciskiem. Niewiele brakowało, a zaczęłaby błagać, by zakończył to szaleństwo, ich izolację. Mogliby znów zasnąć, zostawiając wszystko maszynom i potwornym knowaniom innych. — Nie róbmy nic — poprosiła.</p>
    <p>Jej brat podniósł się z krzesła, uścisnął jej ramię i odwrócił się w kierunku drzwi.</p>
    <p>— To mogłoby okazać się najgorsze — powiedział cicho.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>12</p>
    </title>
    <p>Tej nocy C z koszmaru o lataniu. Usiadła na łóżku, a sprężyny pisnęły pod nią jak gniazdo pełne ptaków. Wciąż czuła, że spada przez chmury, a wiatr owiewa jej twarz.</p>
    <p>Zawsze sny o lataniu. Sny o spadaniu. Bezskrzydłe sny, w których nie mogła kierować, nie mogła wzbić się w górę. Była jak pędząca ku ziemi bomba zbliżająca się do człowieka otoczonego rodziną. Mężczyzna odwracał się w ostatniej chwili, osłaniając oczy przed słońcem w zenicie — ostatnie mignięcie twarzy ojca i matki Charlotte, jej brata i jej samej, a potem uderzenie i utrata sygnału…</p>
    <p>Ptasie gniazdo w materacu ucichło. Charlotte wyplątała zaciśnięte pięści z kołdry nasiąkniętej wilgocią, którą koszmary wycisnęły z przerażonego ciała. Pokój wisiał nad nią, ciężki i ponury. Wyczuwała otaczające ją puste łóżka piętrowe; miała wrażenie, że jej koledzy i koleżanki piloci zostali wezwani na nocny lot, zostawiając ją samą. Wstała i po omacku poczłapała do ubikacji, przesuwając włączniki światła tylko odrobinę tak, aby pomieszczenia nadal tonęły w mroku. Czasem rozumiała, czemu jej brat mieszkał w sali konferencyjnej na drugim końcu magazynu. Koszary zamieszkiwały cienie ludzi, których nie było. Czasem czuła, jak rozmija się z duchami uśpionych.</p>
    <p>Spuściła wodę i umyła ręce. Nie było mowy o powrocie do łóżka ani tym bardziej o zaśnięciu, nie po takim śnie. Charlotte włożyła na siebie czerwony uniform, który przyniósł dla niej Donny — jeden z trzech kolorów, odrobina urozmaicenia w jej pustelniczym życiu. Nie pamiętała, co oznaczał błękit i złoto, ale pamiętała, że czerwień to reaktor. Czerwony kombinezon miał kieszenie i zaczepy na narzędzia. Nosiła go, kiedy pracowała, więc zwykle nie był najczystszy. Obładowawszy się narzędziami, ważyła prawie dziesięć kilo więcej i hałasowała przy każdym kroku. Zapięła przód uniformu i ruszyła w głąb korytarza.</p>
    <p>Co ciekawe, światła w magazynie już się świeciły. Był środek nocy. Charlotte była przekonana, że je zgasiła, a przecież nikt inny nie miał dostępu do tego poziomu. Czując nagłą suchość w ustach, zakradła się do najbliższych dronów, kryjąc się za płachtami brezentu. Z ciemności sączył się cichy jak szept dźwięk.</p>
    <p>Dalej, za dronami — w pobliżu wysokich regałów z pudłami pełnymi zapasowych części, narzędzi i racji żywnościowych — jakiś człowiek klęczał nad drugim, nieruchomym. Postać odwróciła się, słysząc podzwanianie jej narzędzi.</p>
    <p>— Donny?</p>
    <p>— Tak?</p>
    <p>Ogarnęła ją ulga. Rozciągnięte pod jej bratem ciało to wcale nie człowiek, tylko gruby kombinezon do czyszczenia leżący na podłodze z rozłożonymi na boki rękawami i nogawkami, pusty i pozbawiony życia.</p>
    <p>— Która godzina? — zapytała, trąc oczy.</p>
    <p>— Późna — powiedział. Otarł czoło rękawem. — Albo wczesna, zależy jak patrzeć. Obudziłem cię?</p>
    <p>Zauważyła, że przesunął się tak, aby zasłonić ciałem kombinezon. Zaczął go składać, zaczynając od nogawek. Obok leżały na podłodze nożyce i rolka srebrnej taśmy, hełm, rękawice i coś w rodzaju butli do nurkowania. I para butów. Poruszany ludzką ręką materiał szeptał cicho — to jego szelest wzięła za ludzkie głosy.</p>
    <p>— Hm? Nie, nie obudziłeś mnie. Wstałam do łazienki. Wydawało mi się, że coś słyszałam.</p>
    <p>Kłamała. Przyszła popracować nad dronem w środku nocy, żeby zapomnieć o koszmarze. Donald skinął głową i wysupłał z kieszonki na piersi chustkę. Kaszlnął w nią i schował szmatkę z powrotem.</p>
    <p>— A ty czemu nie śpisz? — zapytała.</p>
    <p>— Szperam w zapasach. — Donny ułożył elementy kombinezonu w stosik. — Ci z góry potrzebowali paru rzeczy. Nie chciałem ryzykować, więc zamiast kogoś wysyłać, sam po nie przyszedłem. — Podniósł wzrok na siostrę. — Przynieść ci coś ciepłego na śniadanie?</p>
    <p>Charlotte otuliła się rękami i pokręciła głową. Nie znosiła, kiedy jej przypominał, że jest tu uwięziona i zdana na brata.</p>
    <p>— Przyzwyczajam się do wojskowych racji ze skrzyń — odparła. — Te batoniki kokosowe zaczynają mi smakować. — Zaśmiała się. — Pamiętam, że nie znosiłam ich w trakcie szkolenia podstawowego.</p>
    <p>— Gdybyś się na coś namyśliła, nie ma problemu — powiedział Donny, ewidentnie szukając wymówki, by sobie pójść albo zmienić temat. — I chyba niedługo zdobędę ostatnie części do radia. Złożyłem rekwizycję o mikrofon, bo nigdzie nie mogę żadnego znaleźć. W pomieszczeniu łączności mają jeden, który szwankuje, więc w razie czego mogę go po cichu wynieść.</p>
    <p>Charlotte skinęła głową i patrzyła jak jej brat wpycha kombinezon z powrotem do dużego, plastikowego pojemnika. Było coś, czego jej nie mówił. Potrafiła poznać, że coś ukrywa. Tak to już było ze starszymi braćmi.</p>
    <p>Podeszła do najbliższego drona, zerwała z maszyny brezentową płachtę i położyła klucz na skrzydle. Jeśli chodziło o majsterkowanie, zawsze miała dwie lewe ręce, ale po tygodniach pracy nad dronami — bardziej uporczywej niż cierpliwej — zaczynała nabierać wprawy.</p>
    <p>— A do czego im potrzebny taki kombinezon? — zapytała, siląc się na nonszalancki ton.</p>
    <p>— Chyba wspominali coś o reaktorze. — Poskrobał się po potylicy i zmarszczył czoło. Charlotte pozwoliła, by kłamstwo zawisło w powietrzu. Chciała, by jej brat to zauważył.</p>
    <p>Otworzyła pokrywę skrzydła, wspominając powrót ze służby przygotowawczej. Zjawiła się w domu z nową tkanką mięśniową i zaciekłością, którą wyrobiła sobie w trakcie treningów z facetami. To było jeszcze zanim wysłano ją do Iraku, zanim się zapuściła. Wówczas była muskularną, wysportowaną nastolatką, a jej brat jeszcze studiował. Wystarczyła jedna kąśliwa uwaga na temat jej nowej sylwetki, by wylądował na kanapie z ręką wykręconą na plecach, wciąż śmiejąc się i drwiąc z siostry.</p>
    <p>To znaczy, śmiejąc się dopóki nie przycisnęła mu do twarzy poduszki, a wtedy Donny zakwiczał jak zarzynane prosię. Niewinna zabawa przerodziła się w coś poważnego i przerażającego. Strach jej brata przed byciem pogrzebanym żywcem budził w nim coś pierwotnego — coś, z czego nigdy nie zadrwiła i czego już nigdy więcej nie chciała oglądać.</p>
    <p>Teraz zaś przyglądała się, jak szczelnie zamyka pojemnik z kombinezonem w środku i wsuwa go z powrotem pod półkę. Wiedziała, że próżniowy strój ochronny nie był nigdzie potrzebny. Donny w pośpiechu wymacał chustkę i znowu się rozkaszlał. Przeczekała atak, udając, że całą jej uwagę pochłania dron. Donny nie miał ochoty rozmawiać o kombinezonie ani o problemie z płucami, a Charlotte nie mogła go winić. Jej brat umierał. Charlotte wiedziała, że jej brat umiera, widziała go tak jak ludzi w swoich snach: obracającego się w ostatniej chwili, by osłonić oczy przed słońcem w zenicie. Widziała go tak, jak każdego człowieka, którego ostatnie chwile oglądała. Na jej ekranie widniała piękna twarz Donny’ego wpatrzona w nieuniknioną, pikującą z nieba śmierć.</p>
    <p>Umierał i to dlatego chciał zmagazynować dla niej jedzenie i upewnić się, że będzie miała jak wyjść. To dlatego starał się o radio dla niej — aby miała do kogo otworzyć usta. Jej brat umierał i nie chciał być pogrzebany, nie chciał umrzeć tu na dole, w wydrążonej w ziemi dziurze, w której brakowało mu tchu.</p>
    <p>Charlotte cholernie dobrze wiedziała, po co mu kombinezon.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>13</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Na blacie roboczym leżał pusty kombinezon do czyszczenia. Jeden z rękawów zwisał z krawędzi stołu niczym ramię zgięte w łokciu pod nienaturalnym kątem, a osłona leżącego obok hełmu wpatrywała się w sufit jak wielkie, niemrugające oko. Wyświetlacz w jego wnętrzu zdemontowano, zostawiając nieduże, plastikowe okienko na prawdziwy świat. Juliette nachylała się nad kombinezonem, a z jej skóry skapywały raz po raz krople potu, gdy dociskała sześciokątne śruby łączące dolny kołnierz z materiałem. Pamiętała, kiedy ostatnim razem konstruowała taki kombinezon.</p>
    <p>Nelson, młody technik IT odpowiedzialny za laboratorium czyszczenia, pracował przy identycznym stole po drugiej stronie warsztatu. Juliette wybrała go na swojego asystenta na czas trwania projektu. Był młody i obeznany z kombinezonami, a do tego najwyraźniej nie żywił wobec niej wrogich uczuć. Nie żeby pierwsze dwa kryteria miały znaczenie.</p>
    <p>— Następna kwestia to raport na temat populacji — powiedziała Marsha. Młoda asystentka — o którą Juliette nigdy nie prosiła — przerzuciła z tuzin teczek, zanim znalazła tę właściwą. Sąsiedni stół roboczy pokrywały kartki papieru z recyclingu, zmieniając miejsce pracy w skromne biurko. Juliette podniosła wzrok znad blatu, by popatrzeć, jak Marsha szpera w folderze. Jej asystentka była drobną dziewczyną, która dopiero niedawno przestała być nastolatką. Miała rumiane policzki i ciemne, mocno kręcone włosy. Marsha pełniła też rolę asystentki poprzednich dwóch burmistrzów na przestrzeni ostatnich burzliwych miesięcy. Wraz ze złotym identyfikatorem i mieszkaniem na poziomie szóstym stanowiła część pakietu.</p>
    <p>— Oto i on — powiedziała Marsha. Przygryzła wargę, przeglądając sprawozdanie, a Juliette zauważyła, że kartka jest zadrukowana jednostronnie. Ilość papieru, jaka przewijała się przez jej biuro, by zaraz z powrotem trafić do kadzi z pulpą mogłaby zaspokoić potrzeby całego piętra mieszkalnego przez rok. Lukas zażartował kiedyś, że to wszystko po to, żeby dział recyclingu nie zbankrutował. Nie zaśmiała się; podejrzewała, że mógł mieć rację.</p>
    <p>— Podasz mi te uszczelki? — zapytała Juliette, wskazując na drugi koniec blatu.</p>
    <p>Dziewczyna wskazała na pudełko pełne podkładek zamkowych. A potem na pojemnik pełen zawleczek. Wreszcie jej dłoń powędrowała nad uszczelki. Juliette skinęła głową.</p>
    <p>— Dzięki.</p>
    <p>— No więc po raz pierwszy od trzydziestu lat spadliśmy poniżej pięciu tysięcy mieszkańców — powiedziała Marsha, wracając do raportu. — Wiele osób… odeszło. — Mimo że Juliette skupiała się na mocowaniu uszczelki, poczuła, że Marsha uniosła wzrok. — Komitet loterii prosi o oficjalny spis ludności, żeby uzyskać pewne wyobrażenie o…</p>
    <p>— Ci z komitetu najchętniej liczyliby ludzi co tydzień, gdyby tylko mogli. — Juliette wtarła trochę oleju w uszczelkę, a potem zajęła się dopasowywaniem kołnierza.</p>
    <p>Marsha zaśmiała się uprzejmie.</p>
    <p>— Tak, no cóż, chcą zorganizować wkrótce kolejną loterię. Poprosili o kolejnych dwieście numerów.</p>
    <p>— Numerów — mruknęła Juliette. Czasem myślała, że jedyny pożytek z komputerów Lukasa był taki, że z ich warczących tyłków dało się wyciągnąć zadrukowane liczbami paski papieru. — Mówiłaś im o moim pomyśle na amnestię? Chyba wiedzą, że niedługo podwoi nam się przestrzeń życiowa, co?</p>
    <p>Marsha niespokojnie przestąpiła z nogi na nogę.</p>
    <p>— Mówiłam im — powiedziała. — O przestrzeni życiowej również. Mam wrażenie, że nie przyjęli tego najlepiej.</p>
    <p>Pracujący po drugiej stronie warsztatu Nelson podniósł wzrok znad kombinezonu. Byli tu tylko we trójkę, w starym laboratorium, gdzie kiedyś ubierano ludzi skazanych na śmierć. Teraz pracowali nad czymś innym, nad innym powodem, by wysyłać ludzi na zewnątrz.</p>
    <p>— Więc jaka była odpowiedź komitetu? — zapytała Juliette. — Przecież wiedzą, że kiedy dokopiemy się do drugiego silosu, pójdzie ze mną sporo ludzi, żeby doprowadzić go do stanu używalności. Tutejsza populacja spadnie.</p>
    <p>Nelson z powrotem nachylił się nad robotą. Marsha zamknęła teczkę z raportem o ludności i wbiła wzrok we własne stopy.</p>
    <p>— Co powiedzieli na moją propozycję zawieszenia loterii?</p>
    <p>— Nic nie powiedzieli — przyznała Marsha. Uniosła spojrzenie; w blasku lamp zalśniła wilgoć w jej oczach. — Sądzę, że wielu z nich nie wierzy w istnienie drugiego silosu.</p>
    <p>Juliette zaśmiała się i pokręciła głową. Jej dłoń zadrżała przy wkręcaniu ostatniej śruby w kołnierz kombinezonu.</p>
    <p>— Nie ma znaczenia, w co wierzą członkowie komitetu, prawda? — Wiedziała jednocześnie, że to samo odnosi się do niej. I do każdej innej osoby. Świat był jaki był niezależnie od ludzkiego zwątpienia, nadziei czy nienawiści. — Podkop już trwa i posuwa się w tempie trzystu stóp dziennie. Wygląda na to, że ci od loterii będą musieli przespacerować się na dół i przekonać się na własne oczy. Możesz im to powiedzieć. Powiedz, żeby sami zobaczyli.</p>
    <p>Marsha zmarszczyła brwi i zapisała coś sobie.</p>
    <p>— Kolejny punkt programu… — Sięgnęła po rejestr. — Wzmogły się skargi na…</p>
    <p>Rozległo się pukanie do drzwi. Juliette odwróciła się, a do laboratorium wszedł Lukas z uśmiechem na twarzy. Pomachał Nelsonowi, który zasalutował mu kluczem płaskim. Lukas nie wydawał się zaskoczony obecnością Marshy. Klepnął ją w ramię.</p>
    <p>— Na twoim miejscu kazałbym przenieść jej biurko tutaj — zażartował. — Opłaty na usługi tragarskie macie uwzględnione w budżecie.</p>
    <p>Marsha uśmiechnęła się i pociągnęła za jeden ze swoich sprężystych loków. Rozejrzała się po laboratorium.</p>
    <p>— Naprawdę powinnam tak zrobić — powiedziała.</p>
    <p>Juliette zauważyła, że jej młoda asystentka rumieni się w obecności Lukasa i zaśmiała się w duchu. Hełm wpasował się w kołnierz z przyjemnym kliknięciem. Juliette przetestowała mechanizm zwalniający.</p>
    <p>— Mogę na chwilę pożyczyć panią burmistrz? — zapytał Lukas.</p>
    <p>— Nie mam nic przeciwko — odparła Marsha.</p>
    <p>— Ja mam. — Juliette przyjrzała się jednemu z rękawów kombinezonu. — Jesteśmy w tyle z harmonogramem.</p>
    <p>Lukas zmarszczył brwi.</p>
    <p>— Nie ma żadnego harmonogramu. Sama go sobie wyznaczasz. A poza tym, dostałaś pozwolenie na to, co robisz? — Stanął obok Marshy i skrzyżował ręce na piersi. — W ogóle powiedziałaś swojej asystentce, co zamierzasz zrobić?</p>
    <p>Juliette ze skruchą podniosła wzrok.</p>
    <p>— Jeszcze nie.</p>
    <p>— Dlaczego? A co pani robi? — Marsha opuściła rejestr i po raz pierwszy badawczo spojrzała na kombinezony.</p>
    <p>Juliette zignorowała ją, rzucając Lukasowi wściekłe spojrzenie.</p>
    <p>— Mam opóźnienie, bo chcę to skończyć zanim oni skończą kopanie tunelu. Szybko im idzie. Trafili na miękką ziemię. Naprawdę chciałabym tam być, kiedy się przebiją.</p>
    <p>— A ja chciałbym, żebyś była dzisiaj na spotkaniu, które cię ominie, jeśli się nie ruszysz.</p>
    <p>— Nie idę — powiedziała Juliette.</p>
    <p>Wystarczyło jedno spojrzenie Lukasa, by Nelson odłożył klucz i wraz z Marshą wyśliznął się na zewnątrz. Juliette patrzyła na ich pospieszny odwrót i zdała sobie sprawę, że Lukas cieszy się większym autorytetem niż sądziła.</p>
    <p>— To comiesięczne spotkanie rady miasta — powiedział Lukas. — Pierwsze odkąd cię wybrano. Obiecałem sędziemu Pickenowi, że przyjdziesz. Jules, musisz się zachowywać jak burmistrz albo niedługo przestaniesz nim być…</p>
    <p>– Świetnie. — Podniosła ręce. — Nie jestem burmistrzem. Zrzekam się urzędu. — Pomachała w powietrzu śrubokrętem, udając, że to pióro. — Podpisano i podbito.</p>
    <p>— Wcale nie świetnie. Jak myślisz, co twój następca o tym pomyśli? — Gestem omiótł blaty robocze. — Myślisz, że pozwoli ci kontynuować te twoje gierki? To pomieszczenie wróci do swojego pierwotnego przeznaczenia.</p>
    <p>Juliette z trudem pohamowała chęć wykrzyczenia mu w twarz, że to żadne gierki, że to coś znacznie gorszego.</p>
    <p>Lukas odwrócił wzrok. Jego spojrzenie spoczęło na stosie książek piętrzących się przy leżance, którą tu przyniosła. Spała tu czasem, kiedy się pokłócili albo kiedy po prostu potrzebowała trochę czasu dla siebie. Nie żeby ostatnio wiele sypiała. Potarła oczy, nie potrafiąc sobie przypomnieć, kiedy ostatnio przespała cztery godziny pod rząd. Noce zlatywały jej na spawaniu w śluzie. Dnie spędzała w laboratorium czyszczenia albo na dole, za węzłem łączności. Właściwie już w ogóle nie sypiała — po prostu traciła przytomność to tu, to tam.</p>
    <p>— Powinniśmy trzymać je pod kluczem — powiedział Lukas, wskazując na książki. — Nie można ich zostawiać na widoku.</p>
    <p>— Nikt by nie uwierzył, gdyby je otworzył — odparła Juliette.</p>
    <p>— Chodzi o papier.</p>
    <p>Skinęła głową. Miał rację. Gdzie ona dostrzegała informację, inni widzieli pieniądze.</p>
    <p>— Zabiorę je z powrotem na dół — obiecała, czując jak gniew odpływa z niej niczym olej cieknący z pękniętej obudowy. Pomyślała o Elise, która przez radio pochwaliła się, że kompletuje książeczkę ze swoich ulubionych stron. Juliette też przydałaby się taka książka. Z tym że o ile album dziewczynki był zapewne pełen ślicznych rybek i kolorowych ptaszków, Juliette skatalogowałaby mroczniejsze rzeczy. Rzeczy, które kryją się w ludzkich sercach.</p>
    <p>Lukas podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu.</p>
    <p>— To spotkanie…</p>
    <p>— Słyszałam, że rozważają powtórne wybory — przerwała mu Juliette. Zgarnęła z twarzy luźny kosmyk i wsunęła go za ucho. — Tak czy inaczej długo się nie nacieszę fotelem burmistrza. I właśnie dlatego muszę to skończyć. Zanim ludzie ponownie zagłosują, to już nie będzie miało znaczenia.</p>
    <p>— Dlaczego? Bo do tego czasu będziesz burmistrzem innego silosu? Taki masz plan?</p>
    <p>Juliette oparła rękę o kopułę hełmu.</p>
    <p>— Nie. Bo do tego czasu uzyskam odpowiedzi, których szukam. Bo ludzie sami się przekonają. Uwierzą mi.</p>
    <p>Lukas skrzyżował ręce na piersi. Wziął głęboki oddech.</p>
    <p>— Muszę wracać do serwerowni — powiedział. — Gdy przez dłuższy czas nikt nie odpowiada, światła zaczynają migać w biurach, a ludzie pytają, o co do diabła chodzi.</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową. Sama widziała. Wiedziała również, że Lukas, tak jak ona, uwielbia długie rozmowy za serwerem. Z tym że jemu wychodziły one zacznie lepiej. Kiedy ona wkładała zestaw słuchawkowy, zawsze kończyło się to kłótnią. Lukas potrafił łagodzić konflikty i dochodzić do prawdy.</p>
    <p>— Proszę, powiedz, że pójdziesz na spotkanie, Jules. Obiecaj mi, że pójdziesz.</p>
    <p>Zlustrowała uważnie kombinezon na drugim stole, żeby przekonać się, jak szło Nelsonowi. Będą potrzebowali jeszcze jednego kombinezonu dla dodatkowej osoby w drugiej śluzie. Jeśli przepracują całą noc i cały następny dzień…</p>
    <p>— Dla mnie… — poprosił.</p>
    <p>— Pójdę.</p>
    <p>— Dziękuję. — Lukas zerknął na zawieszony na ścianie stary zegar z czerwonymi wskazówkami kryjącymi się za warstwą zmatowiałego plastiku. — Widzimy się na obiedzie?</p>
    <p>— Jasne.</p>
    <p>Nachylił się i pocałował ją w policzek. Gdy się odwrócił, Juliette zaczęła układać narzędzia na skórzanej wykładzinie blatu. Wzięła czystą szmatkę, by wytrzeć ręce.</p>
    <p>— Aha, i jeszcze coś.</p>
    <p>— Tak? — Lukas przystanął przy drzwiach.</p>
    <p>— Powiedz temu skurwielowi, że go pozdrawiam.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>14</p>
    </title>
    <p>Lukas opuścił laboratorium czyszczenia i ruszył ku serwerowni leżącej po drugiej stronie trzydziestego czwartego. Minął pusty warsztat. Mężczyźni i kobiety, którzy tu pracowali teraz przebywali w głębinach i Zaopatrzeniu, gdzie życie straciło wielu mechaników i robotników. Ludzie z IT zastępowali tych, których sami zabili.</p>
    <p>Shirly, przyjaciółka Juliette, została szefową Maszynowni. Bezustannie składała do jego biura zażalenia o brakach kadrowych, a potem znowu narzekała, gdy Lukas przydzielał jej kogoś do pomocy. Czego od niego oczekiwała? Ludzi, jak podejrzewał. Po prostu nie jego ludzi.</p>
    <p>Garstka techników i funkcjonariuszy ochrony stojących pod pomieszczeniem socjalnym zamilkła, kiedy przechodził. Pomachał do nich, a ręce posłusznie mu odmachały. „Dzień dobry, sir”, rzucił ktoś, a Lukas skrzywił się na te słowa. Wznowili pogawędkę, gdy tylko zniknął za rogiem, a Lukas przypomniał sobie, że sam też uczestniczył w takich przerywanych rozmowach, gdy korytarzem pędził jego dawny szef.</p>
    <p>Bernard. Lukas kiedyś myślał, że rozumie, co oznacza władza. Można robić, co się chce. Decyzje są arbitralne. Można być okrutnym dla samego okrucieństwa. A teraz łapał się na tym, że godził się na rzeczy gorsze niż mógłby to sobie wyobrazić. Uświadomił sobie najokropniejsze aspekty tego świata i zaczynał podejrzewać, że ludzie jego pokroju nie nadają się do rządzenia. Nigdy nie przyznałby tego głośno, ale reelekcja być może stanowiła najlepsze rozwiązanie. Juliette byłaby świetnym technikiem w IT. W końcu lutowanie i spawanie nie różnią się aż tak bardzo, to tylko kwestia skali. Lecz potem próbował wyobrazić ją sobie, jak konstruuje kombinezon dla skazańca albo siedzi bezczynnie, słuchając jak człowiek z innego silosu dyktuje im, na ile narodzin mogą sobie pozwolić w tym tygodniu.</p>
    <p>Jednak wybór nowego burmistrza oznaczałby prawdopodobnie dłuższe okresy rozłąki. Być może musiałby złożyć wniosek o przeniesienie do Maszynowni i nauczyć się posługiwać kluczem francuskim. Od szefa IT do pracującego na nocnej zmianie brudasa. Zaśmiał się. Wstukał kod otwierający drzwi do serwerowni, myśląc, że byłoby coś romantycznego w poświęceniu stanowiska, by z nią być. Może nawet bardziej romantycznego niż jego nocne polowanie na gwiazdy. Musiałby tylko przywyknąć do ciągłego rządzenia się Juliette, ale nie powinien mieć z tym problemu. A przy odpowiedniej ilości detergentu pewnie dałby radę doprowadzić jej stare mieszkanie do stanu używalności. Kiedy stąpał pomiędzy serwerami, przeszło mu przez myśl, że żył już w znacznie gorszych warunkach, w pomieszczeniu pod jego stopami. Najważniejsze, że mógłby być z nią.</p>
    <p>Światła na suficie jeszcze nie migały. Albo to on przyszedł za wcześnie albo człowiek imieniem Donald się spóźniał. Lukas dotarł do najdalszej ściany, mijając kilka serwerów ze zdemontowanymi pokrywami bocznymi, z których wypełzały grube zwoje kabli. Z pomocą Donalda odkrywał, jak uzyskać pełny dostęp do maszyn i przeglądać ich zawartość. Na razie nie natrafili na nic ekscytującego, ale robili postępy.</p>
    <p>Przystanął przy serwerze komunikacyjnym, który w poprzednim życiu stanowił dla niego swoisty dom w domu. Teraz prowadził tu całkiem odmienne rozmowy. Na drugim końcu linii była zupełnie inna osoba.</p>
    <p>Obok stało przyniesione z dołu chybotliwe, drewniane krzesło. Lukas pamiętał, jak wspinał się po drabinie, pchając je nad głową, a Juliette wrzeszczała na niego, że powinni byli opuścić linę — kłócili się jak parka młodych tragarzy. Przy krześle leżał stosik puszek po książkach tworzący coś w rodzaju stolika. Na wierzchu spoczywała jedna z ksiąg Dziedzictwa. Lukas usiadł wygodnie i podniósł ją. Zaznaczał strony, zaginając rogi. Na marginesach stawiał kropki, jeśli miał jakieś pytania odnośnie treści. Zaczął wertować książkę w oczekiwaniu na telefon.</p>
    <p>To, co kiedyś nużyło go w Dziedzictwie, teraz stało się najciekawsze. Kiedy był tu uwięziony — w trakcie rytuału inicjacji — zmuszano go do czytania fragmentów Nakazów poświęconych ludzkim zachowaniom. Teraz godzinami ślęczał nad tymi rozdziałami. A Donald, głos na drugim końcu linii, zdołał go przekonać, że opowiastki o Milgramach, Skinnerach i chłopcach z Robbers Cave to coś więcej niż fikcja. Niektóre z tych rzeczy zdarzyły się naprawdę.</p>
    <p>Zakończył lekturę tych opowieści, by w Dziedzictwie odnaleźć jeszcze więcej lekcji. Teraz całą jego uwagę przykuwała historia starego świata. Powstania powtarzały się regularnie na przestrzeni tysięcy lat. Nieraz sprzeczał się z Jules o to, czy można położyć kres takiemu cyklicznemu rozlewowi krwi. Książki sugerowały, że takie nadzieje są płonne. A potem Lukas odkrył cały rozdział poświęcony niebezpieczeństwom, na jakie narażone były społeczeństwa na krótko po powstaniach — czyli w sytuacji, w jakiej właśnie się znaleźli. Czytał o ludziach noszących dziwaczne nazwiska — Cromwell, Napoleon, Castro, Lenin — którzy wywalczyli wolność dla swoich ludzi, a potem zniewolili ich jeszcze bardziej.</p>
    <p>To tylko legendy, upierała się Juliette. Mity. Tak jak ghule, którymi rodzice straszą niesforne dzieci. Ona rozumiała te rozdziały inaczej — to żaden problem zburzyć stary porządek świata, gdyż natura ludzka sprzyjała jego upadkowi. Najtrudniej było odbudować go na nowo. Ludzie poświęcali zbyt mało uwagi temu, czym zastąpić starą niesprawiedliwość. Obchodziło ich tylko obalanie, mówiła, tak jakby okruchy i popiół dało się potem zlepić w całość.</p>
    <p>Lukas się nie zgadzał. Sądził, a Donald potwierdzał jego przypuszczenia, że te historie były prawdziwe. Owszem, rewolucje były bolesne. Po każdej z nich następował gorszy okres. Ale wcześniej czy później nadchodzi poprawa. Ludzie uczą się na swoich błędach. To właśnie próbował jej powiedzieć pewnej nocy, kiedy rozmowa z Donaldem przedłużyła się do późna. Jules, rzecz jasna, musiała mieć ostatnie słowo. Zaprowadziła go do stołówki i wskazała na wiszącą nad horyzontem poświatę, na jałowe wzgórza, na nieśmiałe odblaski słońca prześlizgujące się po ruinach wież.</p>
    <p>— Oto jak poprawił się świat — powiedziała mu wtedy. — Oto jak człowiek nauczył się na własnych błędach.</p>
    <p>Lukas nie zamierzał pozwolić, by ostatnie słowo należało do niej.</p>
    <p>— Może to, co widzimy to właśnie złe czasy <emphasis>przed</emphasis> lepszymi — szepnął znad kubka z kawą, a Juliette udała, że tego nie słyszała.</p>
    <p>Stronice pod palcami Lukasa zamigały na czerwono. Podniósł wzrok; światła na suficie zapalały się i gasły, informując o oczekującej rozmowie. Z wnętrza serwera dobiegało brzęczenie, a kontrolka nad gniazdem numer jeden mrugała. Lukas podniósł zestaw słuchawkowy i, rozplątawszy przewód, podłączył wtyczkę.</p>
    <p>— Halo? — odezwał się.</p>
    <p>— Lukas. — Maszyna pozbawiała głos intonacji i sprawiała, że był wyprany z wszelkich emocji. Z wyjątkiem rozczarowania. Fakt, że to nie Juliette się zgłosiła, wywołał u rozmówcy zawód, który był jeśli nie słyszalny, to przynajmniej wyczuwalny. A może tylko mu się zdawało?</p>
    <p>— To tylko ja — powiedział.</p>
    <p>— Dobrze. Musisz wiedzieć, że mam niecierpiące zwłoki sprawy do załatwienia. Nie mamy wiele czasu.</p>
    <p>— W porządku. — Lukas odszukał zaznaczone miejsce w książce i znalazł fragment, na którym skończyli. Te rozmowy przypominały mu szkolenie pod okiem Bernarda, tyle tylko, że teraz uczył się Dziedzictwa. A Donald był bystrzejszy od Bernarda i bardziej otwarcie odpowiadał na pytania. — Więc… chciałem cię zapytać o faceta nazwiskiem Rousseau…</p>
    <p>— Zanim zaczniemy — przerwał Donald — muszę jeszcze raz poprosić, żebyście przestali kopać.</p>
    <p>Lukas przymknął książkę, zaznaczając stronę palcem. Cieszył się, że Juliette zgodziła się pójść na spotkanie rady miasta. Ożywiała się, kiedy rozmowa schodziła na ten temat. Donald, z powodu starej groźby ze strony Juliette, najwyraźniej sądził, że próbują dokopać się do niego, a Jules wymusiła na Lukasie obietnicę, że nie wyprowadzi go z błędu. Nie chciała, żeby ludzie z silosu pierwszego dowiedzieli się o ich przyjaciołach w siedemnastce ani o jej planach ich uratowania. Lukas czuł się z tym kłamstwem niezręcznie. Podczas gdy Juliette nie ufała temu człowiekowi — który ostrzegł, że ich dom może zostać w każdej chwili jakimś tajemniczym sposobem „zamknięty” — Lukas dostrzegał w nim kogoś, kto z poświęceniem usiłuje im pomóc. Jules uważała, że Donald boi się o własne życie. Lukas podejrzewał, że Donald boi się o <emphasis>nich</emphasis>.</p>
    <p>— Obawiam się, że to niemożliwe. Kopiemy dalej — powiedział Lukas. Omal nie wymsknęło mu się „ona nie odpuści”, ale uznał, że lepiej zachować pozory solidarności.</p>
    <p>— Cóż, moi ludzie wykryli wibracje. Wiedzą, że coś się dzieje.</p>
    <p>— Możesz im powiedzieć, że mamy problem z generatorem? Że znowu wymaga osiowania?</p>
    <p>W odpowiedzi usłyszał westchnięcie pełne rozczarowania, którego komputery nie zdołały zatuszować.</p>
    <p>— Nie są tacy głupi. Rozkazałem im, żeby nie marnowali czasu na zajmowanie się tą sprawą. To wszystko, co mogę zrobić. Mówię ci, nic dobrego z tego nie wyniknie.</p>
    <p>— W takim razie czemu nam pomagasz? Czemu nadstawiasz karku? Bo najwyraźniej to właśnie robisz.</p>
    <p>— Moim zadaniem jest dopilnować, żebyście nie zginęli.</p>
    <p>Lukas rozejrzał się po wnętrzu obudowy serwera, po migających lampkach, kablach, obwodach drukowanych.</p>
    <p>— No tak, ale co z tymi rozmowami? Dzwonisz codziennie, punktualnie jak w zegarku, omawiasz ze mną Dziedzictwo… dlaczego to robisz? To znaczy… co ci dają te rozmowy?</p>
    <p>Milczenie na drugim końcu linii przedłużyło się — w spokojnym głosie ich domniemanego dobroczyńcy nagle zabrakło pewności.</p>
    <p>— To dlatego, że… pomagam wam pamiętać.</p>
    <p>— A to ważne?</p>
    <p>— Tak. To ważne. Dla mnie. Wiem, co znaczy zapomnieć.</p>
    <p>— To po to są tutaj te książki?</p>
    <p>Kolejna przerwa. Lukas poczuł, że przypadkiem natrafił na prawdę. Będzie musiał zapamiętać tę rozmowę, by potem powtórzyć ją Juliette.</p>
    <p>— Te książki są po to, żeby ci, którzy odziedziczą świat — ci, którzy zostaną wybrani — wiedzieli…</p>
    <p>— Co wiedzieli? — Dopytywał desperacko Lukas. Obawiał się, że Donald zaraz zakończy rozmowę. Zdarzało się już, że zahaczali o tego rodzaju tematy, ale Donald zawsze się wtedy wycofywał.</p>
    <p>– Żeby wiedzieli, jak przywrócić właściwy bieg rzeczy — odparł Donald. — Słuchaj, nasz czas dobiegł końca. Muszę iść.</p>
    <p>— Co miałeś na myśli mówiąc o „odziedziczeniu świata”?</p>
    <p>— Następnym razem. Muszę iść. Trzymajcie się.</p>
    <p>— Dobra — powiedział Lukas. — Ty też…</p>
    <p>Ale w słuchawkach rozległo się już kliknięcie. Człowiek, który jakimś sposobem wiedział tak wiele o starym świecie rozłączył się.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>15</p>
    </title>
    <p>Juliette nigdy dotąd nie brała udziału w obradach. Ze spotkaniami rady miejskiej było jak z proszącymi się maciorami — zdawała sobie sprawę, że takie rzeczy mają miejsce, ale jakoś nigdy nie pragnęła być ich świadkiem. Po raz pierwszy miała obserwować ten spektakl będąc burmistrzem i miała nadzieję, że zarazem ostatni.</p>
    <p>Dołączyła do sędziego Pickena i szeryfa Billingsa na podwyższeniu, podczas gdy mieszkańcy silosu wylewali się z korytarza i zajmowali miejsca. Platforma, na której się znajdowała przywodziła jej na myśl scenę na bazarze, a Juliette wspomniała słowa ojca, który porównywał obrady do sztuk teatralnych. Sądziła, że nie mówił tego w charakterze komplementu.</p>
    <p>— Nie znam swoich kwestii — szepnęła tajemniczo do Petera Billingsa.</p>
    <p>Siedzieli tak blisko siebie, że stykali się ramionami.</p>
    <p>— Dasz sobie radę — powiedział Peter. Uśmiechnął się do młodej kobiety w pierwszym rzędzie, która pomachała do niego palcami. Młody szeryf kogoś poznał. Życie toczyło się swoim tempem.</p>
    <p>Spróbowała się rozluźnić, spoglądając na tłum. Mnóstwo nieznajomych twarzy, ale rozpoznawała parę osób. Z korytarza do sali prowadziło troje drzwi — dwoje wychodziło na alejki rozdzielające rzędy starych ławek, trzecie były przyciśnięte do ściany. Przejścia dzieliły pomieszczenie na trzy części, całkiem jak mgliste, umowne granice dzielące silos. Juliette nie potrzebowała, by ktoś jej tłumaczył znaczenie takiego ustawienia ławek. Wystarczyło popatrzeć na wchodzących ludzi.</p>
    <p>Ławki dla górnych pięter stały pośrodku i pękały już w szwach, a za nimi stało jeszcze sporo ludzi — niektórych poznawała z IT albo ze stołówki. Ławki środkowych pięter były w połowie zapełnione. Juliette zauważyła, że ci mieszkańcy siedzą blisko przejścia, tak blisko środka sali jak tylko mogli. Farmerzy w zieleni. Hydraulicy z farm hydroponicznych. Marzyciele. Przeciwna strona sali świeciła pustkami. Było to miejsce zarezerwowane dla głębin. W pierwszym rzędzie siedziała starsza para, trzymając się za ręce. Juliette rozpoznała mężczyznę, szewca. Przeszli kawał drogi. Juliette wyczekiwała przyjścia kolejnych mieszkańców głębin, ale to dla nich za długa wyprawa. Pamiętała zresztą, jak odległe wydawały im się obrady rady miejskiej, kiedy jeszcze pracowała w głębinach silosu. Często dowiadywali się o poruszanych tematach i wprowadzanych ustawach dopiero po fakcie. Nie tylko odległość zniechęcała do zainteresowania polityką — większość mieszkańców głębin była zbyt zajęta, próbując przetrwać bieżący dzień, by z mozołem wspinać się na górę i dyskutować o jutrze.</p>
    <p>Gdy potok ludzi przerodził się w strużkę, sędzia Picken wstał, by rozpocząć posiedzenie. Juliette podejrzewała, że zanudzi ją ono na śmierć. Szybka rozmowa, wprowadzenie, a potem wysłuchiwanie bolączek mieszkańców. Obietnica poprawy. A potem powrót do robienia tego samego.</p>
    <p>Musiała wracać do pracy. Miała tyle do zrobienia w śluzie i laboratorium czyszczenia. Ostatnie czego potrzebowała to wysłuchiwać małostkowych roszczeń, wezwań do reelekcji czy biadolenia na podkop. Spodziewała się, że rzeczy, które innym wydadzą się poważne, dla niej będą mało istotne. W byciu wysłanym na śmierć i przetrwaniu chrztu ognia jest coś, co sprawia, że większość sprzeczek i sporów traci na znaczeniu.</p>
    <p>Picken zastukał młotkiem i poprosił o spokój. Powitał zgromadzonych i szybko odczytał porządek obrad. Juliette wierciła się na swojej ławce. Spoglądając na tłum stwierdziła, że zdecydowana większość ludzi patrzy na nią zamiast na sędziego. Wychwyciła ostatnie zdanie Pickena tylko dlatego, że wspomniał jej imię:</p>
    <p>— …co ma do powiedzenia nasza pani burmistrz, Juliette Nichols.</p>
    <p>Odwrócił się i gestem zaprosił ją do pulpitu. Peter poklepał ją po kolanie, by dodać jej otuchy. Kiedy szła, niedokręcone metalowe płyty skrzypiały pod jej butami — poza tym panowała zupełna cisza. A potem ktoś na widowni kaszlnął. Zaszeleściły ubrania znieruchomiałych dotąd ludzi. Juliette chwyciła blat pulpitu i rozejrzała się, oniemiała na widok mieszanki kolorów przed jej oczami: błękitu, bieli, czerwieni, brązu i zieleni. Zaś nad kombinezonami wisiały nieprzychylne twarze. Rozzłoszczeni ludzie ze wszystkich środowisk. Odchrząknęła i zdała sobie sprawę, że jest kompletnie nieprzygotowana. Miała nadzieję, że powie parę słów, podziękuje ludziom za uwagi, zapewni ich, że bez wytchnienia pracuje nad świetlaną przyszłością dla nich wszystkich. Miała ochotę powiedzieć: „po prostu dajcie mi szansę”.</p>
    <p>— Dziękuję… — zaczęła, a wtedy sędzia Picken pociągnął ją za rękę i wskazał wystający z pulpitu mikrofon. Ktoś z tylnych rzędów krzyknął, że nic nie słychać. Juliette przysunęła mikrofon do ust i pomyślała, że twarze tłumu przypominają te z klatki schodowej. Obawiali się jej. Podziw przerodził się w podejrzliwość.</p>
    <p>— Jestem tu dziś z wami, żeby wysłuchać waszych pytań. Waszych zmartwień — powiedziała i aż się wzdrygnęła, tak głośno rozbrzmiewał jej głos. — Zanim zacznę, chciałabym powiedzieć kilka słów o tym, co mamy nadzieję osiągnąć w tym roku…</p>
    <p>— Wpuściła tu pani truciznę? — krzyknął ktoś z tylnych rzędów.</p>
    <p>— Słucham? — zapytała Juliette. Odchrząknęła.</p>
    <p>Z ławki podniosła się kobieta z niemowlęciem na rękach.</p>
    <p>— Moje dziecko ma gorączkę, odkąd pani wróciła!</p>
    <p>— Czy inne silosy naprawdę istnieją? — zawołał ktoś inny.</p>
    <p>— Jak tam jest?</p>
    <p>Z ławek przeznaczonych dla środkowych pięter zerwał się mężczyzna z czerwoną ze złości twarzą.</p>
    <p>— Co wy tam na dole wyprawiacie, że robicie tyle hałasu…?</p>
    <p>Wstało jeszcze kilkanaście osób i zaczęło przekrzykiwać się nawzajem. Ich pytania i skargi zlały się w jeden szum, dźwięk warczącego wściekle silnika. Z pękającego w szwach środkowego rzędu zaczęli wylewać się ludzie, wskazując ją palcami i wymachując rękami. Juliette dostrzegła swojego ojca, który stał na tyłach sali. Ze swoją zmartwioną, lecz spokojną miną wyróżniał się na tle oburzonych mieszkańców.</p>
    <p>— Proszę po kolei… — powiedziała Juliette. Uniosła otwarte dłonie do góry. Tłum ruszył naprzód, a wówczas rozbrzmiał wystrzał.</p>
    <p>Juliette skrzywiła się.</p>
    <p>Rozległ się kolejny huk tuż obok niej — i wtedy zauważyła młotek w dłoni sędziego Pickena. Drewniany krążek na pulpicie podskakiwał i kręcił się, gdy sędzia łomotał w niego raz po raz. Stojący przy drzwiach zastępca Hoyle otrząsnął się z transu i zaczął przeciskać się między ludźmi, uciszając ich i nawołując, by wrócili na swoje miejsca. Również Peter Billings zerwał się z miejsca, wykrzykując, żeby się uspokoili. Wreszcie w sali zapadła pełna napięcia cisza — ale energia wciąż rozsadzała zebranych. To było jak silnik, który jeszcze nie pracuje, ale już rwie się do pracy, elektryczne bzyczenie tuż pod powierzchnią, pomruk powściągniętych emocji. Juliette ostrożnie dobierała słowa.</p>
    <p>— Nie potrafię opowiedzieć wam, jak jest na zewnątrz…</p>
    <p>— Nie potrafi pani czy nie chce? — zapytał ktoś, momentalnie uciszony karcącym spojrzeniem zastępcy Hoyle’a, który krążył między ławkami. Juliette wzięła głęboki oddech.</p>
    <p>— Nie potrafię wam tego powiedzieć, bo nie wiemy, jak tam jest. — Uniosła ręce, by powstrzymać burzliwą reakcję tłumu. — Wszystko, co nam mówiono o świecie za tymi murami okazało się kłamstwem, sfabrykowanym…</p>
    <p>— Skąd mamy wiedzieć, że <emphasis>pani</emphasis> nie kłamie?</p>
    <p>Wyszukała w tłumie osobę, która zadała pytanie.</p>
    <p>— Bo ja przyznaję, że nic nie wiemy. Bo ja staję tu dziś przed wami i mówię, że powinniśmy wyjść i sami się przekonać. Na własne oczy. Kierowani szczerą ciekawością. Proponuję zrobić coś, czego nie robiono jeszcze nigdy: wyjść na zewnątrz i pobrać próbkę, wnieść do środka odrobinę powietrza z zewnątrz i przekonać się, co jest nie tak ze światem…</p>
    <p>Okrzyki tłumu zagłuszyły resztę zdania. Ludzie znów pozrywali się z miejsc, niepomni na tych, którzy próbowali ich powstrzymać. Niektórzy byli zaciekawieni. Inni jeszcze bardziej oburzeni. Huknął młotek, a Hoyle pogroził pałką ludziom z pierwszych rzędów — lecz tłum był daleki od spokoju. Peter zrobił krok do przodu z dłonią na rękojeści pistoletu.</p>
    <p>Juliette cofnęła się. Z głośników rozległ się pisk, gdy sędzia Picken potrącił ręką mikrofon. Drewniany krążek spadł gdzieś i zniknął, a mężczyzna tłukł teraz w blat pulpitu, zostawiając półksiężycowate ślady.</p>
    <p>Zastępca Hoyle zagrodził drogę tłumowi, który ruszył w stronę podwyższenia. Wielu z nich miało jeszcze pytania, choć większość parła naprzód ogarnięta czystą furią, z pianą na drżących ustach. Juliette słyszała kolejne oskarżenia, widziała kobietę z dzieckiem, która obwiniała ją o wywołanie choroby. Marsha pobiegła na tył podwyższenia i z rozmachem otworzyła metalowe drzwi pomalowane tak, by wyglądały jak drewniane, a Peter machnął ręką na znak, żeby schowała się do pokoju sędziowskiego. Nie chciała iść. Chciała uspokoić tych ludzi, powiedzieć im, że ma dobre intencje, że zdoła to naprawić, jeśli dadzą jej szansę… Lecz już ciągnięto ją do tyłu, przez szatnię z ciemnymi togami wiszącymi na ścianach jak cienie, prowadzono ją w głąb korytarza, gdzie wisiały poprzekrzywiane portrety byłych sędziów i dalej, do starego, metalowego biurka imitującego drewniane.</p>
    <p>Trzasnęły drzwi, a krzyki urwały się. Jeszcze przez chwilę słyszała łomot pięści o blachę i przekleństwa Petera. Juliette opadła na stare, obite skórą krzesło i ukryła twarz w dłoniach. Ich gniew był jej gniewem. Była wściekła — wbrew samej sobie — na Petera i Lukasa, którzy uczynili ją burmistrzem. Złościła się na Lukasa za to, że błagał, by przestała kopać i przyszła na górę, że wymógł na niej, by przyszła na obrady. Tak jakby ten motłoch dało się w jakiś sposób ugłaskać.</p>
    <p>Znów dał się słyszeć zgiełk z sali obrad, kiedy uchylono na moment drzwi. Juliette spodziewała się, że dołączy do nich sędzia Picken. Zamiast niego, ku zdziwieniu Juliette, ukazał się jej ojciec.</p>
    <p>— Tato.</p>
    <p>Wstała ze starego krzesła i wyszła mu na spotkanie. Ojciec przytulił ją, a Juliette przylgnęła do jego piersi tak, jak to robiła szukając pocieszenia jako mała dziewczynka.</p>
    <p>— Słyszałem, że tu cię zastanę — szepnął ojciec.</p>
    <p>Juliette nie odezwała się. Choć była dorosła, wiek przestawał mieć znaczenie, kiedy trzymał ją w ramionach.</p>
    <p>— Słyszałem też, co planujesz i nie chcę, żebyś tam szła.</p>
    <p>Juliette cofnęła się i zmierzyła ojca wzrokiem. Peter wybąknął wymówkę i zostawił ich samych. Gdy uchylił drzwi, hałas z zewnątrz nie był tak głośny jak poprzednio. Juliette zauważyła, że sędzia Picken również zniknął, by uciszać tłum. Ojciec widział reakcję ludzi, słyszał co mówili. Poczuła napływającą do oczu wilgoć.</p>
    <p>— Nie pozwolili mi wyjaśnić… — zaczęła, ocierając łzy. — Tato, tam są inne światy takie jak nasz. To szaleństwo siedzieć tutaj i walczyć ze sobą nawzajem, podczas gdy istnieją inne światy…</p>
    <p>— Nie mówiłem o tunelu — powiedział ojciec. — Słyszałem też o twoich planach na powierzchni.</p>
    <p>— Słyszałeś… — Znów potarła oczy. — Lukas… — wymamrotała.</p>
    <p>— To nie Lukas. Tamten technik, Nelson, przyszedł na badanie okresowe i przy okazji zapytał, czy będę w pogotowiu, w razie gdyby coś poszło nie tak. Musiałem udawać, że wiem, o czym on w ogóle gada. Zakładam, że zamierzałaś dzisiaj obwieścić swoje zamiary? — Zerknął w stronę szatni.</p>
    <p>— Musimy wiedzieć, co tam jest — powiedziała Juliette. — Tato, oni nie próbowali niczego naprawić. Nie wiemy absolutnie nic…</p>
    <p>— Więc niech następny czyściciel to sprawdzi. Niech weźmie próbkę, kiedy go wyślesz. Nie ty.</p>
    <p>Potrząsnęła głową.</p>
    <p>— Nie będzie już więcej czyszczenia, tato. Nie dopóki ja jestem burmistrzem. Nikogo nie wyślę.</p>
    <p>Położył jej rękę na ramieniu.</p>
    <p>— A ja nie pozwolę, by moja córka tam poszła.</p>
    <p>Odsunęła się od niego.</p>
    <p>— Przykro mi — powiedziała. — Muszę to zrobić. Podejmę wszystkie możliwe środki bezpieczeństwa, obiecuję.</p>
    <p>Twarz ojca stężała. Odwrócił dłoń wnętrzem do góry i spojrzał na nią.</p>
    <p>Przydałaby nam się twoja pomoc — powiedziała Juliette w nadziei, że zdoła postawić most nad kolejną przepaścią, którą stworzyła. — Nelson ma rację. Byłoby miło mieć w ekipie lekarza.</p>
    <p>— Nie chcę brać w tym udziału — powiedział. — Spójrz, co przytrafiło ci się ostatnim razem. — Zerknął na jej szyję, gdzie metalowy kołnierz kombinezonu czyścicielki zostawił łukowatą bliznę.</p>
    <p>— To przez ogień — odparła Juliette, poprawiając ubranie.</p>
    <p>— A następnym razem będzie przez coś innego.</p>
    <p>Przez chwilę stali bez słowa w pomieszczeniu, gdzie osądzano ludzi i spoglądali na siebie. Juliette poczuła znajomą pokusę, by uciec od konfliktu — i jednocześnie gorąco zapragnęła ukryć twarz w piersi ojca łkając tak, jak kobietom w jej wieku nie wypadało, a już na pewno nie mechanikom.</p>
    <p>— Nie chcę cię znowu stracić — powiedziała ojcu. — Jesteś jedyną rodziną, jaką mam. Proszę, wspieraj mnie w tym.</p>
    <p>Słowa przychodziły jej z trudem — szczere i odsłaniające słabość. Jakaś cząstka Lukasa żyła teraz w niej i właśnie dała o sobie znać.</p>
    <p>Juliette czekała na reakcję ojca i dostrzegła, że jego rysy się rozluźniają. Może to tylko jej wyobraźnia, ale odniosła wrażenie, że zbliżył się o krok, odsłonił się.</p>
    <p>— Przebadam cię przed i po wyjściu — obiecał.</p>
    <p>— Dziękuję. Aha, skoro mowa o badaniach, chciałam cię zapytać o coś jeszcze. — Podwinęła rękaw kombinezonu i wbiła wzrok w białe ślady biegnące wzdłuż nadgarstka. — Słyszałeś kiedyś, żeby blizny z czasem znikały? Lukas myśli… — Podniosła spojrzenie na ojca. — Czy one znikają?</p>
    <p>Ojciec wziął głęboki oddech i przez chwilę trzymał powietrze w płucach. Jego wzrok powędrował nad jej ramieniem gdzieś w dal.</p>
    <p>— Nie — powiedział. — Nie blizny. Ich nie uleczy nawet czas.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>16</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Siódma zmiana kapitana Brevarda dobiegała końca. Zostały jeszcze trzy. Trzy zmiany siedzenia za bramką ochrony i czytania w kółko tych samych paru powieści, aż wreszcie pożółkłe kartki poddadzą się i powypadają. Trzy zmiany wygrywania ze swoimi zastępcami w tenisa stołowego — na każdej zmianie miał nowego zastępcę — i mówienia im, że od wieków nie grał. Jeszcze trzy zmiany ciągle tego samego jedzenia i ciągle tych samych filmów, i ciągle tego samego <emphasis>wszystkiego</emphasis>, które witało go po przebudzeniu. Jeszcze trzy. Da radę.</p>
    <p>Szef ochrony silosu pierwszego odliczał zmiany tak jak kiedyś liczył lata do emerytury. <emphasis>Niech będą nudne</emphasis> — brzmiała jego mantra. Nijakość była czymś dobrym. Mijający bez ekscesów czas był jak smak lodów waniliowych — łagodny i zawsze taki sam. Takie właśnie myśli przechodziły Brevardowi przez głowę, kiedy stał nad otwartą kriokomorą zbryzganą kropelkami zaschniętej krwi, a w jego ustach zbierał się paskudny, całkiem nieprzypominający wanilii posmak.</p>
    <p>Oślepiająco błysnął flesz aparatu zastępcy Stevensa, gdy młody mężczyzna zrobił kolejne zdjęcie wnętrza kapsuły. Ciało wyjęto ze środka parę godzin temu. Młody technik medyczny dokonywał przeglądu sąsiedniej komory, gdy spostrzegł smugę rozmazanej krwi na wieku tej tutaj. Wytarł ją do połowy, zanim zorientował się, z czym ma do czynienia. Teraz Brevard wpatrywał się w ślady po ścierce technika. Upił kolejny gorzki łyk kawy.</p>
    <p>Kubek już dawno przestał parować. W otaczającym ich składowisku ciał było zimno. Brevard nienawidził tego miejsca. Nie znosił budzić się tu nago, nie znosił, kiedy kładziono go tu do snu, nienawidził też tutejszego chłodu, który studził mu kawę. Upił kolejny łyk. Jeszcze trzy zmiany, a potem emerytura, cokolwiek to oznaczało. Nikt nie wybiegał myślami tak daleko. Oby do następnej zmiany.</p>
    <p>Stevens opuścił aparat i skinął w kierunku wyjścia.</p>
    <p>— Darcy wrócił, sir.</p>
    <p>Dwaj funkcjonariusze patrzyli jak Darcy, stróż nocny, przemierza salę pełną kriokomór. Darcy jako pierwszy pojawił się dziś rano na miejscu zbrodni. To on obudził zastępcę Stevensa, który z kolei obudził przełożonego. Darcy wbrew poleceniom nie poszedł się przespać i towarzyszył ciału w drodze do Medycznego, po czym zaofiarował się, że zaczeka na wyniki testów, podczas gdy pozostali poszli na miejsce zdarzenia. Teraz zaś Darcy szedł w ich stronę, odrobinę zbyt optymistycznie wymachując kartką papieru.</p>
    <p>— Nie cierpię tego gościa — szepnął Stevens do szefa.</p>
    <p>Brevard dyplomatycznie pociągnął łyk kawy, patrząc na zbliżającego się strażnika. Darcy był młody, koło trzydziestki, miał blond włosy i głupkowaty uśmiech na stałe przyklejony do twarzy. Właśnie tego rodzaju niedoświadczonym ludziom policja uwielbiała przydzielać nocne zmiany, kiedy miały miejsce najpaskudniejsze zbrodnie. Trudno doszukiwać się tu logiki, ale taka była tradycja. Doświadczeni mogli spać, podczas gdy narwańcy czuwali.</p>
    <p>— Nie uwierzy pan co mam — zawołał podekscytowanym tonem Darcy z odległości dwudziestu kroków.</p>
    <p>— Masz trafienie — rzucił sucho Brevard. — Krew na pokrywie pasuje do osoby w kapsule. — Omal nie dodał, że rzeczą, której Darcy z pewnością <emphasis>nie miał</emphasis> była gorąca kawa dla niego i Stevensa.</p>
    <p>— Między innymi to chciałem powiedzieć — odparł Darcy, wyraźnie zbity z tropu. — Skąd pan wiedział? — Wziął parę głębszych oddechów i podał przełożonemu raport.</p>
    <p>— Bo trafienia są ekscytujące — powiedział Brevard, biorąc od niego kartkę. — Wymachiwałeś tym w powietrzu, jakbyś miał coś ciekawego do powiedzenia. Prawnicy i ławnicy zawsze się podniecają zgodnością próbek. — <emphasis>I żółtodzioby</emphasis>, miał ochotę dodać. Nie był pewien, czym Darcy zajmował się przed przeszkoleniem, ale na pewno nie była to praca w policji. Brevard zerknął na raport: standardowe zestawienie próbek DNA, dwie serie pasków jedna pod drugą z podkreślonymi miejscami, gdzie się pokrywały. A te tutaj były identyczne, DNA z bazy danych i próbka krwi z wieka kriokomory.</p>
    <p>— Ale to nie wszystko — dodał Darcy. Wziął kolejny głęboki oddech. To jasne, że biegł korytarzem od samej windy. — Jest tego znacznie więcej.</p>
    <p>— Sądzę, że mamy już zarys zdarzenia — powiedział Stevens pewnym siebie tonem. Ruchem głowy wskazał na otwartą kapsułę. — To chyba oczywiste, że mamy do czynienia z morderstwem. Zaczęło się od…</p>
    <p>— To nie morderstwo… — przerwał Darcy.</p>
    <p>— Daj zastępcy szansę — powiedział Brevard, unosząc kubek. — Sterczy tu już od paru godzin.</p>
    <p>Darcy chciał dodać coś jeszcze, ale się powstrzymał. Potarł oczy, ewidentnie wykończony, ale kiwnął głową.</p>
    <p>— Racja — podjął Stevens i wycelował aparat w kapsułę. — Krew na wieku sugeruje, że walka zaczęła się tutaj. W jej trakcie mężczyzna, którego znaleźliśmy w środku musiał zostać obezwładniony przez naszego zabójcę i stąd krew na pokrywie. Potem został wrzucony do własnej kriokomory. Związano mu ręce; nie widać śladów dalszej walki ani otarć na nadgarstkach, więc pewnie był zastraszony, mierzono do niego z broni. Potem otrzymał jeden postrzał w klatkę piersiową. — Stevens wskazał na krwawe zacieki i plamki na wewnętrznej stronie wieka. — Rozbryzgi wskazują, że ofiara siedziała w momencie postrzału. Ale ślady zostawione przez ściekającą krew sugerują, że wieko zamknięto natychmiast. A jej odcień mówi mi, że to najprawdopodobniej stało się na naszej zmianie, nie dalej niż miesiąc temu.</p>
    <p>Brevard patrzył na twarz Darcy’ego, która wykrzywiała się w wyrazie dezaprobaty. Dzieciak myślał, że lepiej wie, co zaszło.</p>
    <p>— Co jeszcze? — zapytał Brevard, próbując wyciągnąć ze swojego zastępcy więcej informacji.</p>
    <p>— A, tak. Po zamordowaniu ofiary nasz sprawca podłączył mu kroplówkę i cewnik, żeby powstrzymać rozkład ciała, a więc szukamy kogoś z medycznym przeszkoleniem. Rzecz jasna niewykluczone, że jego zmiana wciąż trwa. Właśnie dlatego woleliśmy omówić sprawę tutaj, a nie w zasięgu uszu ekipy medycznej. Przesłuchamy ich pojedynczo.</p>
    <p>Brevard przytaknął i upił nieco kawy. Czekał na reakcję stróża nocnego.</p>
    <p>— To nie było morderstwo — powtórzył Darcy, wyraźnie zirytowany. — Nie chcecie usłyszeć, co jeszcze mam do powiedzenia? Zacznijmy od tego, że krew na wieku pokrywa się z zapisem DNA dla <emphasis>kapsuły</emphasis>, tak jak pan mówił, ale nie dla ofiary. Facet w środku to ktoś inny.</p>
    <p>Brevard omal nie wypluł kawy. Otarł wąsy wierzchem dłoni.</p>
    <p>— Co? — zapytał, podejrzewając, że może się przesłyszał.</p>
    <p>— Krew po zewnętrznej stronie pokrywy była zmieszana ze śliną. Pochodziła od innej osoby. Lekarz powiedział, że ten ktoś kaszlał, może miał ranę klatki piersiowej. Najwyraźniej nasz podejrzany jest ranny.</p>
    <p>— Czekaj. Więc kim jest facet, którego znaleźliśmy w kapsule? — zapytał Stevens.</p>
    <p>— Nie są pewni. Pobrali od niego krew, ale wygląda na to, że ktoś manipulował przy kartotekach. Facet, na którego kapsuła jest zarejestrowana w ogóle nie powinien się znajdować na skrzydle kierowniczym. Powinien być w sekcji głębokiego zamrożenia. A krew z <emphasis>wnętrza</emphasis> pokrywy pasuje do częściowych zapisów z plików kierownictwa, a więc powinien gdzieś tutaj leżeć…</p>
    <p>— Częściowych zapisów? — zapytał Brevard.</p>
    <p>Darcy wzruszył ramionami.</p>
    <p>— Kartoteki są w fatalnym stanie. Tak powiedział doktor Whitmore.</p>
    <p>— Aaa — powiedział zastępca Stevens, pstrykając palcami. — Już rozumiem. Wiem, co tu zaszło. — Wskazał na kapsułę. — Wywiązała się tu walka, no nie? Facet nie chce dać się uśpić. Udaje mu się uwolnić, umie zhakować…</p>
    <p>— Czekaj — przerwał mu Brevard, unosząc dłoń. Sądząc po wyrazie twarzy Darcy’ego, było więcej rewelacji. — Dlaczego upierasz się, że to nie morderstwo? Mamy ranę postrzałową, rozbryzg krwi, zamknięte wieko, człowieka ze związanymi rękami i krew na wieku tej cholernej komory, do kogokolwiek by nie należała. Podręcznikowe morderstwo, bez dwóch zdań.</p>
    <p>— To właśnie usiłuję wam powiedzieć — odparł Darcy. — To nie było morderstwo, bo facet był podłączony. Był podłączony przez cały czas, jeszcze zanim dostał kulkę. A komora bez przerwy działała. Ten Troy, jeśli tak ma na imię gość, którego znaleźliśmy, nadal żyje.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>17</p>
    </title>
    <p>Trzej mężczyźni zostawili kriokomorę za sobą i ruszyli na skrzydło medyczne, do sali operacyjnej. Brevardowi przechodziły przez głowę setki myśli. Nie potrzebował tego gówna na swojej zmianie. W niczym nie przypominało smaku wanilii. Wyobraził sobie raporty, które będzie musiał potem spisać i ile zabawy będzie miał przy wprowadzaniu swojego następcy w tajniki sprawy.</p>
    <p>— Myśli pan, że powinniśmy w to zaangażować Pasterza? — zapytał Stevens, mając na myśli szefa kierownictwa na skrzydle administracyjnym, człowieka, który trzymał się zwykle na uboczu.</p>
    <p>Brevard wstukał kod otwierający drzwi do sekcji głębokiego zamrażania i wyprowadził mężczyzn na korytarz.</p>
    <p>— Nie sądzisz, że to trochę jakby poniżej jego kwalifikacji? — zakpił. — Pasterz ma do upilnowania całe silosy. Nietrudno zauważyć, jak to się na nim odbija, jak ciągle siedzi gdzieś zamknięty na klucz. Do nas należy radzenie sobie z takimi sprawami. Nawet z morderstwem.</p>
    <p>— Ma pan rację — powiedział Stevens.</p>
    <p>Darcy, nadal zdyszany, z trudem nadążał.</p>
    <p>Pojechali windą dwa piętra w górę. Brevard przypomniał sobie oględziny ciała z raną postrzałową w piersi. Mężczyzna był zimny jak sztywniak z kostnicy, ale czy wszyscy tacy nie byli zaraz po przebudzeniu? Myślał o szkodach, jakie wyrządzał bezustanny cykl zamrażania i odmarzania, i jak maszyny w ich krwi naprawiały ich tkanki komórka po komórce. Co jeśli te maleńkie urządzonka potrafiły tak samo załatać ranę postrzałową?</p>
    <p>Drzwi windy otworzyły się na sześćdziesiątym ósmym. Brevard słyszał głosy dobiegające z sali operacyjnej. Ciężko było porzucić teorie, które snuli ze Stevensem przez ostatnią godzinę. Ciężko było o nich zapomnieć i objąć umysłem doniesienia Darcy’ego. Fakt, że ktoś manipulował przy kartotekach bardzo komplikował sprawę. Jeszcze tylko trzy zmiany, a tu nagle coś takiego. Ale jeśli ofiara rzeczywiście żyła, dorwanie sprawcy wydawało się pewne. Jeśli mężczyzna będzie w stanie mówić, zidentyfikuje człowieka, który do niego strzelił.</p>
    <p>W poczekalni przy rzadko używanej sali operacyjnej był lekarz i jeden z jego asystentów. Zdążyli już zdjąć rękawiczki. Szare włosy lekarza były w nieładzie, jakby raz po raz rozczesywał je palcami. Obaj wyglądali na wycieńczonych. Brevard zajrzał przez szybę do sali operacyjnej, gdzie zobaczył mężczyznę, którego wyciągnęli z kapsuły. Leżał jak gdyby pogrążony we śnie, otoczony z rurkami i przewodami, które wiły się wokół niego i znikały pod bladoniebieską szpitalną koszulą. Jego skóra nabrała kolorytu.</p>
    <p>— Słyszałem, że mieliśmy tu cudowne uzdrowienie — powiedział Brevard. Podszedł do zlewu i wylał wystygłą lurę. Rozejrzał się za dzbankiem świeżego naparu, ale bezskutecznie. W tej chwili wziąłby dodatkową zmianę w zamian za kubek gorącej kawy, paczkę fajek i przyzwolenie, by je wypalić.</p>
    <p>Lekarz poklepał asystenta po ramieniu i wydał mu kilka poleceń. Młody mężczyzna przytaknął, wyłowił z kieszeni parę rękawiczek, a potem wrócił na salę operacyjną. Brevard widział przez szybę, jak sprawdza urządzenia, do których podpięto mężczyznę.</p>
    <p>— Da radę mówić? — zapytał Brevard.</p>
    <p>— O, tak — odparł doktor Whitmore i poskrobał się po szarej brodzie. — Mieliśmy tu niezłą szopkę, kiedy się ocknął. Pacjent jest znacznie silniejszy niż można by sądzić.</p>
    <p>— I znacznie mniej martwy — powiedział Stevens.</p>
    <p>Nikt się nie zaśmiał.</p>
    <p>— Był bardzo pobudzony — dodał doktor Whitmore. — Upierał się, że nie nazywa się Troy. To było jeszcze zanim przeprowadziliśmy testy. — Ruchem głowy wskazał na kartkę w ręku Brevarda.</p>
    <p>Brevard spojrzał na Darcy’ego, szukając potwierdzenia słów lekarza.</p>
    <p>— Byłem wtedy w kiblu — przyznał potulnie Darcy. — Nie było mnie, kiedy się obudził.</p>
    <p>— Podaliśmy mu środek nasenny. I pobrałem próbkę krwi, żeby go zidentyfikować.</p>
    <p>— Co wykazały testy? — zapytał Brevard.</p>
    <p>Doktor Whitmore pokręcił głową.</p>
    <p>— Ktoś wymazał jego kartotekę. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie. — Wziął z szafki plastikowy kubeczek, nalał sobie trochę wody z kranu i upił łyk. — Komputer wyświetlał strzępy informacji, bo nie miałem do nich dostępu. Nic tylko ranga i piętro kriosekcji. Przypomniałem sobie, że widziałem już coś takiego na swojej pierwszej zmianie, u innego faceta ze skrzydła kierowniczego. A potem przypomniałem sobie, gdzie go znaleźliście.</p>
    <p>— Skrzydło kierownicze — powiedział Brevard. — Ale to nie jego kapsuła, prawda? — Odtworzył w pamięci słowa Darcy’ego. — Krew na wieku pasuje do właściciela komory, ale mężczyzna w środku to ktoś inny. Czy to nie sugerowałoby, że ktoś użył własnej kapsuły do ukrycia ciała?</p>
    <p>— Jeśli przeczucie mnie nie myli, jest jeszcze gorzej. — Doktor Whitmore upił kolejny łyk wody i przeczesał palcami włosy. — Imię właściciela komory, Troy, pasuje do próbki z wieka, ale tamten człowiek powinien teraz przebywać w sekcji głębokiego zamrażania. Śpi od ponad stu lat i nikt go od tego czasu nie budził.</p>
    <p>— Ale jego krew była na pokrywie kapsuły — powiedział Stevens.</p>
    <p>— Co oznacza, że jednak <emphasis>został</emphasis> wybudzony — zauważył Darcy.</p>
    <p>Brevard zerknął na funkcjonariusza i zdał sobie sprawę, że źle ocenił tego młodego mężczyznę. Tak to już było z pracą na zmiany, za każdym razem z innymi ludźmi. Nie sposób ich porządnie poznać i stwierdzić, ile są naprawdę warci.</p>
    <p>— Tak więc na początek zajrzałem do kartotek medycznych w poszukiwaniu śladów jakiejkolwiek nietypowej aktywności w sekcji głębokiego zamrożenia. Chciałem sprawdzić, czy naprawdę nigdy nikogo stamtąd nie wybudzano.</p>
    <p>Brevard poczuł się nieswojo. Lekarz odwalał całą robotę za niego.</p>
    <p>— Znalazł pan coś? — zapytał.</p>
    <p>Doktor Whitmore kiwnął głową. Zamaszystym gestem wskazał terminal na biurku w poczekalni.</p>
    <p>— Dwukrotnie doszło do aktywności w głębokim zamrożeniu, w obu przypadkach zainicjowanej z tego gabinetu. Dodam, że nie na mojej zmianie. Co więcej, według podanych przez komputer koordynatów jedna z tych osób przebywała w starej części sekcji, w przechowalni sprzed przeszkolenia.</p>
    <p>Lekarz zamilkł, aby dotarło do nich prawdziwe znaczenie jego słów.</p>
    <p>Brevard zrozumiał dopiero po chwili. Niewyspany stróż nocny okazał się o włos szybszy.</p>
    <p>— Kobieta? — zapytał Darcy.</p>
    <p>Doktor Whitmore zmarszczył czoło.</p>
    <p>— Ciężko powiedzieć, ale takie jest moje podejrzenie. Z jakiegoś powodu nie mam dostępu do akt tej osoby. Wysłałem Michaela, żeby zajrzał do środka i sprawdził, kto tam leży.</p>
    <p>— Możemy tu mieć do czynienia z morderstwem z miłości — powiedział Stevens.</p>
    <p>Brevard przytaknął. Również rozważał taką opcję.</p>
    <p>— Załóżmy, że jest facet, który nie potrafi dać sobie rady z samotnością. Potajemnie wybudza swoją żonę, więc pewnie jest administratorem, skoro ma dostęp do głęboko zamrożonych. Ktoś odkrywa jego tajemnicę, ktoś spoza kierownictwa, więc nasz facet musi go zabić. Ale… zamiast lego sam ginie… — Brevard pokręcił głową. Zbyt zagmatwane. Miał we krwi za niski poziom kofeiny na tego typu sprawy.</p>
    <p>— To jeszcze nie wszystko — powiedział doktor Whitmore.</p>
    <p>Brevard jęknął wyczekująco. Żałował, że wylał swoją zimną kawę. Ponaglił lekarza nerwowym gestem.</p>
    <p>— Był też drugi przypadek wyciągnięcia kogoś z głębokiego zamrożenia, a do akt tego faceta <emphasis>mam</emphasis> dostęp. — Doktor Whitmore zlustrował trójkę funkcjonariuszy ochrony. — Ktoś zgadnie, jak się nazywa?</p>
    <p>— Ma na imię Troy — powiedział Darcy.</p>
    <p>Lekarz pstryknął palcami z oczami szeroko otwartymi ze zdumienia.</p>
    <p>— Bingo.</p>
    <p>Brevard odwrócił się do strażnika.</p>
    <p>— A ty skąd, do cholery, wiedziałeś?</p>
    <p>Darcy wzruszył ramionami.</p>
    <p>— Każdy lubi trafienia.</p>
    <p>— Chcę pana dobrze zrozumieć — powiedział Brevard. — Mamy na wolności mordercę z sekcji głębokiego zamrożenia, który kropnął administratora, przywłaszczył sobie jego tożsamość i najwyraźniej kody autoryzacyjne, i zaczął budzić kobiety. — Szef Ochrony zwrócił się do Stevensa. — Dobra, chyba masz rację. Najwyższa pora powiadomić Pasterza. Sprawa właśnie zrobiła się wystarczająco poważna.</p>
    <p>Stevens skinął głową i odwrócił się do drzwi. Zanim jednak zdążył wyjść, z korytarza dobiegł ich stukot pospiesznych kroków. Michael, jeden z asystentów medycznych, którzy pomogli funkcjonariuszom wynieść ciało z kriokomory, wypadł zdyszany zza rogu. Oparł ręce na kolanach, z trudem chwytając oddech, i spojrzał na swojego szefa.</p>
    <p>— Mówiłem, żebyś się pospieszył — powiedział Whitmore. — Nie kazałem ci biec.</p>
    <p>— Taksir… — Michael łapczywie chwytał powietrze. — Mamy problem. — Asystent rozejrzał się po twarzach mężczyzn z Ochrony i skrzywił się.</p>
    <p>— O co chodzi? — zapytał Brevard.</p>
    <p>— To była kobieta — powiedział Michael, kiwając głową. — Bez dwóch zdań. Ale odczyt na jej komorze migał, więc podbiegłem, żeby to sprawdzić. — Wbijał oszalałe, uporczywe spojrzenie w ich twarze i Brevard już wiedział. Wiedział, ale ktoś go uprzedził.</p>
    <p>— Nie żyła — powiedział Darcy.</p>
    <p>Asystent przytaknął gorliwie, wciąż opierając ręce o kolana.</p>
    <p>— Anna — wymamrotał. — Na kapsule było imię Anna.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Skrępowany pasami bezimienny mężczyzna szarpał się. Pod starczą skórą jego rąk prężyły się mięśnie. Doktor Whitmore błagał, żeby się nie ruszał. Kapitan Brevard stał po drugiej stronie noszy na kółkach. Czuł zapach świeżo wybudzonego mężczyzny — człowieka porzuconego na pastwę losu. Niespokojne oczy starca namierzyły go wśród zebranych. Ranny mężczyzna najwyraźniej rozpoznał, że to Brevard tu dowodzi.</p>
    <p>— Rozwiążcie mnie — zażądał.</p>
    <p>— Najpierw musimy się dowiedzieć, co zaszło — odparł Brevard. — I musi pan wydobrzeć.</p>
    <p>Skórzane pasy opinające nadgarstki starca zaskrzypiały, gdy je napiął.</p>
    <p>— Wydobrzeję, kiedy zejdę z tego cholernego stołu.</p>
    <p>— Został pan postrzelony — powiedział doktor Whitmore. Położył pacjentowi rękę na ramieniu, aby go uspokoić.</p>
    <p>Starszy mężczyzna opadł na poduszkę, przeskakując spojrzeniem z lekarza na szefa Ochrony i z powrotem.</p>
    <p>— Wiem — powiedział.</p>
    <p>— Pamięta pan, kto to zrobił? — zapytał Brevard.</p>
    <p>Mężczyzna przytaknął.</p>
    <p>— Ma na imię Donald. — Zacisnął i rozluźnił szczęki.</p>
    <p>— Nie Troy? — dopytywał Brevard.</p>
    <p>— To właśnie miałem na myśli. To ten sam facet. — Brevard zauważył, że starzec zacisnął, a potem rozluźnił pięści. — Słuchajcie, jestem jednym z szefów tego silosu. Żądam, abyście mnie wypuścili. Sprawdźcie kartoteki…</p>
    <p>— Zajmiemy się tym… — zaczął Brevard.</p>
    <p>Pasy skrzypnęły.</p>
    <p>— Sprawdźcie te cholerne kartoteki — powtórzył starzec.</p>
    <p>— Ktoś przy nich majstrował — odparł Brevard. — Może nam pan podać swoje imię?</p>
    <p>Mężczyzna leżał przez chwilę nieruchomo, z rozluźnionymi mięśniami. Wpatrywał się w sufit.</p>
    <p>— Które? — zapytał. — Mam na imię Paul. Większość osób zwraca się do mnie po nazwisku, czyli Thurman. Kiedyś mówiono o mnie „Senator”…</p>
    <p>— Pasterz — przerwał kapitan Brevard. — Paul Thurman to nazwisko człowieka zwanego Pasterzem.</p>
    <p>Oczy starca zwęziły się.</p>
    <p>— Nie, nie wydaje mi się — syknął. — Różnie mnie swego czasu nazywano, ale nigdy tak.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>18</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Ziemia warczała. Ziemia za ścianami silosu dudniła, a hałas narastał bezustannie.</p>
    <p>Zaczęło się od odległego pomruku parę dni temu; brzmiało to jak pompa włączająca się na farmie hydroponicznej, jak niosące się rurami wibracje, które dało się wyczuć pod stopami na mokrej, metalowej podłodze. A wczoraj warczenie wzmogło się i przerodziło w nieustające drżenie, od którego Jimmy’emu aż dzwoniło w zębach. Z biegnących pod sufitem rur spadały kropelki strząśniętej przez wibracje wody i chlupały o kałuże, które nie zdążyły jeszcze wyschnąć po podtopieniu.</p>
    <p>Elise pisnęła, gdy coś zimnego spadło jej na czubek głowy. Spojrzała w górę i w szerokim uśmiechu wyeksponowała luki po mleczakach, czekając na kolejne krople.</p>
    <p>— Okropny zgiełk — odezwał się Rickson. Snopem światła z latarki omiatał przeciwległą ścianę dawnej sali generatora, skąd zdawał się dobiegać dźwięk.</p>
    <p>Hannah klasnęła w dłonie i powiedziała bliźniakom, żeby odsunęli się od ściany. Miles — a przynajmniej Jimmy sądził, że to Miles; z trudem ich rozróżniał — przyciskał ucho do betonu. Oczy miał zamknięte, a usta rozchylone w wyrazie najwyższego skupienia. Jego brat Marcus pociągnął go do tyłu, ku pozostałym. Jego twarz jaśniała z podekscytowania.</p>
    <p>— Schowajcie się za mnie — powiedział Jimmy. Wibracje łaskotały go w stopy. Czuł w piersi hałas jakiejś niewidocznej maszyny, która przegryzała się przez litą skałę.</p>
    <p>— Ile to jeszcze potrwa? — zapytała Elise.</p>
    <p>Jimmy musnął jej włosy, gdy z zaniepokojeniem objęła go w pasie.</p>
    <p>— Już niedługo — odparł. Prawda była taka, że nie miał pojęcia. Ostatnie dwa tygodnie spędzili pilnując, żeby znów nie zalało Maszynowni. Tego ranka obudzili się i stwierdzili, że hałas towarzyszący kopaniu stał się nieznośny. Zgiełk wzmagał się jeszcze bardziej przez cały dzień, lecz ściana przed nimi wciąż stała nienaruszona, a mżawka skapujących z rur kropelek nie ustawała. Bliźniaki niecierpliwiły się i dla zabicia czasu skakały po kałużach. Niemowlę jakimś niewyjaśnionym sposobem spało w najlepsze w ramionach Hanny. Sterczeli tu od wielu godzin, słuchając narastającego huku i czekając, aż coś się wydarzy.</p>
    <p>Długie oczekiwanie miało dobiec końca. Rozległy się dźwięki pracującej maszyny i trzask kruszonej skały. Skrzypnęły metalowe przeguby, zadźwięczały budzące grozę zęby. Jazgot był ogłuszający i dochodził ze wszystkich stron jednocześnie, odbijając się od podłogi, ścian i sufitu. Kałuże ogarnął chaos, jakby woda nagle próbowała z nich wyskoczyć. Jimmy omal się nie przewrócił</p>
    <p>— Cofnijcie się! — zawołał, przekrzykując rumor. Chwiejnym krokiem odszedł od ściany, holując uczepioną jego biodra Elise. Pozostali usłuchali; oczy mieli szeroko otwarte, a ręce wyciągnięte na boki, aby nie stracić równowagi.</p>
    <p>Od ściany odłamał się kawał betonu, płaski fragment wielkości człowieka. Przechylił się, upadł i roztrzaskał się o podłogę na drobny gruz. Powietrze wypełnił pył, który zdawał się emanować z samej ściany, niczym wydmuchiwany z potężnych płuc dym.</p>
    <p>Jimmy zrobił jeszcze kilka kroków do tyłu, a dzieciaki podążyły za nim, teraz bardziej wystraszone niż podekscytowane. To nie brzmiało już jak zbliżająca się maszyna, a raczej jak setki maszyn. Były wszędzie. Czuli je w swoich piersiach.</p>
    <p>Ryk osiągnął wściekłe apogeum. Runęło jeszcze więcej betonu, metal zawył, zadźwięczał i buchnął snopem iskier, aż wreszcie potężny kopacz się przebił. Najpierw zobaczyli pęknięcie, a potem głębokie rozcięcie, w którym pojawił się zaokrąglony łuk jak przymykający po ścianie cień.</p>
    <p>Rozmiar otworu pozwalał zrozumieć przyczynę tak potężnego hałasu. Tnące zęby maszyny mknęły od sufitu w dół, obracały się pod podłogą, a potem wznosiły się z drugiej strony. Po bokach sterczały przecięte żelazne pręty. W powietrzu unosił się zapach kredy i przypalonego metalu. Kopacz sunął na nich przez ścianę poziomu sto czterdziestego drugiego i wgryzał się w sporą część betonu nad nim i pod nim. Drążył otwór większy niż wynosiła wysokość pojedynczego piętra silosu.</p>
    <p>Bliźniaki wrzasnęły. Elise ścisnęła Jimmy’ego za żebra tak mocno, że z trudem oddychał. Dziecko w ramionach Hanny się obudziło, ale jego płacz niknął w ogólnym jazgocie. Zęby zatoczyły kolejne koło od sufitu po podłogę i przebiły się jeszcze bardziej, ujawniając, czym naprawdę były: dziesiątkami dysków kręcących się wewnątrz większego dysku. Z sufitu runęła ciężka bryła i potoczyła się po podłodze ku większemu z dwóch generatorów. Jimmy spodziewał, że silos zaraz zacznie walić im się na głowy.</p>
    <p>Jedna z żarówek nie wytrzymała wibracji i rozprysła się, sypiąc deszczem szklanych odłamków, który zniknął w mżawce strząsanych z sufitu kropel.</p>
    <p>— Do tyłu! — krzyknął Jimmy. Znajdowali się już po przeciwnej stronie przestronnej sali generatora, ale i tak mieli wrażenie, że to za blisko. Podłoga trzęsła się, ciężko było ustać na nogach. Jimmy poczuł strach. To monstrum się nie zatrzyma, będzie sunąć przez silos, aż przewierci go na wylot; maszyna wymknęła się spod kontroli…</p>
    <p>Drążący w skale dysk znalazł się już w środku; ostre krążki obracały się z jazgotem, z jednej strony podrzucając odłamki w górę, a z drugiej sypiąc nimi na podłogę. Wstrząsy zmalały. Pisk metalowych przegubów stał się mniej ogłuszający. Hannah kołysała niemowlę, próbując je uspokoić, choć sama nie spuszczała szeroko otwartych oczu z intruza.</p>
    <p>Nie wiadomo skąd dobiegły jakieś krzyki. Dały się słyszeć pomimo huku sypiącego się gruzu. Obracający się dysk zwolnił i zatrzymał się, a mniejsze kółka kręciły się jeszcze przez chwilę. Ich ostre krawędzie były błyszczące i nowe, jakby wypolerowane w trakcie kopania. Długi pręt zbrojeniowy owinął się wokół jednego z dysków jak splątaną sznurówka.</p>
    <p>Cisza przedłużała się. Dziecko przestało płakać. Słyszeli tylko jakiś odległy pomruk — być może warkot z trzewi kopacza.</p>
    <p>— Halo?</p>
    <p>Ktoś wołał zza maszyny.</p>
    <p>— No, przekopaliśmy się — krzyknął inny głos. Kobieta.</p>
    <p>Jimmy wziął na ręce Elise, która objęła go za szyję i oplotła go nogami w pasie. Podbiegł do piętrzącej się przed nim stalowej ściany.</p>
    <p>— Hej! — zawołał Rickson i puścił się pędem za nim.</p>
    <p>Bliźniaki ruszyły ich śladem.</p>
    <p>Jimmy nie mógł oddychać. Tym razem nie chodziło o uścisk Elise — tylko o świadomość, że mają <emphasis>gości</emphasis>. O obecność ludzi, których nie należy się obawiać. W kierunku których się biegnie, zamiast przed nimi uciekać.</p>
    <p>Wszyscy czuli to samo. Pędzili z szerokimi uśmiechami na ustach ku paszczy kopacza.</p>
    <p>Ze szczeliny między ścianą a milczącym dyskiem wyłoniła się ręka, potem bark, aż wreszcie cała kobieta wyczołgała się z tunelu, którego dno znajdowało się poniżej poziomu podłogi. Podniosła się z kolan i odgarnęła włosy z twarzy.</p>
    <p>Jimmy zatrzymał się. Pozostali zatrzymali się tuzin kroków z tyłu. Kobieta. Nieznajoma. Stała w ich silosie, uśmiechnięta, pokryta kurzem i błotem.</p>
    <p>— Solo? — zapytała.</p>
    <p>Błysnęła zębami. Była ładna, nawet pod warstwą brudu. Podeszła do nich i ściągnęła grube rękawice, podczas gdy za jej plecami zza zębów kopacza wyczołgał się ktoś inny. Wyciągnęła rękę. Dziecko płakało. Jimmy uścisnął dłoń kobiety, oczarowany jej uśmiechem.</p>
    <p>— Jestem Courtnee — powiedziała kobieta. Omiotła spojrzeniem dzieci i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. — Ty musisz być Elise. — Ścisnęła ramię dziewczynki. Elise w odpowiedzi mocniej ścisnęła Jimmy’ego za szyję.</p>
    <p>Zza maszyny wyłonił się mężczyzna, blady jak świeży papier i z równie białymi włosami. Odwrócił się, by obejrzeć najeżoną ostrymi zębami ścianę metalu.</p>
    <p>— Gdzie Juliette? — zapytał Jimmy, unosząc wyżej Elise. Courtnee spochmurniała.</p>
    <p>— Nie mówiła wam? Wyszła na zewnątrz.</p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>Część II</p>
    <p>Na zewnątrz</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>19</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Juliette stała pośrodku śluzy, do której wpompowywano gaz. Kombinezon do czyszczenia marszczył się na jej skórze. Nie odczuwała ani odrobiny strachu, jaki trawił ją, gdy wysłano ją na śmierć, ale i nie tliła się w niej złudna nadzieja, która wielu popychała do tułaczki poza silos. Gdzieś między rojeniami marzycieli a czarną rozpaczą skazańców odnalazła w sobie pragnienie, aby poznać świat. I, jeśli to możliwe, sprawić, by stać się lepszy.</p>
    <p>Ciśnienie w śluzie rosło, a fałdy kombinezonu muskały i opinały wypalone w jej skórze blizny. Odczuwała to jak milion ukłuć miliona delikatnych igiełek dotykających każdej wrażliwej powierzchni jej ciała, tak jakby śluza pamiętała, jakby ją znała. Przeprosiny kochanka.</p>
    <p>Płachty przezroczystej folii zwieszały się ze ścian, marszcząc się i otulając ciasno rury i ławkę, na której ubrano Juliette w kombinezon. Nie na długo. Nie bała się, czuła podekscytowanie. I ulgę. Długi projekt dobiegał końca.</p>
    <p>Zdjęła jeden z zawieszonych na piersi pojemników i uchyliła pokrywkę, by zebrać nieco obojętnego chemicznie argonu w roli próbki kontrolnej. Kiedy zakręcała pokrywkę, dobiegł ją głuchy, znajomy dźwięk docierający z wnętrza wielkich zewnętrznych wrót. Silos otworzył się; uniosły się smużki mgły — sprężony gaz uciekał, nie pozwalając, by powietrze z zewnątrz wcisnęło się do środka.</p>
    <p>Mgła gęstniała i kłębiła się wokół niej. Popychała ją w plecy, ponaglała do wyjścia. Juliette uniosła ciężki but, zrobiła krok przez grube zewnętrze wrota silosu osiemnastego i oto znów znalazła się na zewnątrz.</p>
    <p>Rampa była taka, jaką ją zapamiętała: betonowa płaszczyzna, która wznosiła się ponad ostatnie piętro jej podziemnego domu i sięgała powierzchni. Obsypująca się ziemia tworzyła łagodne stoki, a ściany plamiły smugi i rozpryski błota. Ciężkie drzwi zatrzasnęły się za Juliette, a mgła rozproszyła się, ulatując ku chmurom. Juliette rozpoczęła marsz po łagodnym wzniesieniu.</p>
    <p>— Wszystko gra?</p>
    <p>Hełm wypełnił się łagodnym głosem Lukasa. Juliette uśmiechnęła się. Miło, że jej towarzyszył. Ścisnęła kciuk i palec wskazujący, włączając mikrofon w hełmie.</p>
    <p>— Nikt nigdy nie zginął na rampie, Lukas. Nic mi nie jest.</p>
    <p>Wyszeptał przeprosiny, a Juliette uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Z takim wsparciem wyprawa na zewnątrz to zupełnie inna sprawa. Nie to co wygnanie, gdy wszyscy z zażenowaniem odwracali się od człowieka plecami.</p>
    <p>Gdy dotarła na szczyt rampy, ogarnęło ją uczucie, że postępuje słusznie. Bez strachu i cyfrowych łgarstw elektronicznego wyświetlacza czuła to, co jej zdaniem <emphasis>powinni</emphasis> czuć ludzie w takiej chwili: odurzający zawrót głowy, gdy zniknęły więżące ją ściany, odsłaniając surowy krajobraz, który ciągnął się milami, w każdym kierunku — a w górze nic tylko pusta przestrzeń i przewalające się chmury. Przeszedł ją dreszcz podniecenia wywołany pragnieniem eksploracji. Była tu już dwukrotnie, ale teraz było inaczej. Teraz istniał jakiś cel.</p>
    <p>— Pobieram pierwszą próbkę — obwieściła przez mikrofon.</p>
    <p>Wyjęła kolejny pojemniczek. Wszystko było ponumerowane jak przy czyszczeniu, ale kroki uległy zmianie. Oto zwieńczenie tygodni planowania i konstruowania, gorączkowych przygotowań na górnych piętrach, podczas gdy jej przyjaciele drążyli tunel w ziemi. Uchyliła pokrywkę pojemnika, uniosła go w górę, policzyła do dziesięciu i znów zakręciła. Wieczko było przezroczyste. Wewnątrz zagrzechotały dwie uszczelki, a do dna przylepione były dwa kawałki taśmy grzewczej. Juliette okleiła brzegi pokrywki masą uszczelniającą o konsystencji wosku. Oznaczona numerem próbka trafiła do torby na udzie, gdzie dołączyła do tej ze śluzy.</p>
    <p>Głos Lukasa zatrzeszczał przez radio:</p>
    <p>— Wypalamy wnętrze śluzy. Nelson pozwoli jej ostygnąć, zanim tam wejdzie.</p>
    <p>Juliette odwróciła się; teraz spoglądała na najeżoną czujnikami wieżę. Miała ochotę unieść rękę i dać znać dziesiątkom stłoczonych w stołówce ludzi, że o nich pamięta. Opuściła wzrok, by zebrać myśli i przypomnieć sobie następny krok.</p>
    <p>Próbka gleby. Oddaliła się od rampy i wieży ku spłachetkowi ziemi nietkniętej, być może, ludzką stopą od wieków. Uklękła — ocieplacz pod kombinezonem szczypał ją w zgięciu kolana — i zgarnęła trochę ziemi do płytkiego pojemnika. Gleba była zbita i ciężko się w niej kopało, więc Juliette wzięła jeszcze trochę, zapełniając naczynie.</p>
    <p>— Próbka powierzchni pobrana — zakomunikowała, ściskając palec wskazujący i kciuk. Ostrożnie zakręciła wieczko i uszczelniła woskiem, a potem wsunęła pojemnik do torby na drugim udzie.</p>
    <p>— Dobrze ci idzie — powiedział Lukas. Pewnie próbował dodać jej otuchy, choć Juliette słyszała w jego głosie tylko głęboką troskę.</p>
    <p>— Pora na próbkę głębszych warstw ziemi.</p>
    <p>Chwyciła narzędzie w obie ręce. Trzonek w kształcie litery T skonstruowała w grubych rękawicach, aby zapewnić sobie dobry chwyt na rękojeści. Drugi, przypominający korkociąg koniec narzędzia przycisnęła do ziemi i zaczęła obracać, napierając na trzonek ciężarem ciała, by ostrza łatwiej zagłębiły się w gęstej ziemi.</p>
    <p>Pot wystąpił jej na czoło. Kropla skapnęła jej z czoła na szybkę hełmu i zatrzęsła się jak maleńka kałuża, gdy ramiona Juliette zadrżały z wysiłku. Silny powiew żrącego powietrza wydął jej kombinezon, jakby chciał ją przewrócić. Gdy trzonek zagłębił się w glebie aż po zaznaczone taśmą miejsce, Juliette wstała i, zapierając się nogami, wyrwała narzędzie z podłoża.</p>
    <p>Zostawiło po sobie okrągły otwór w suchej ziemi, która zaraz zaczęła kruszyć się i obsypywać miniaturową lawiną. Juliette zdjęła końcówkę narzędzia, wsunęła ją do pojemnika i zatrzasnęła. Cały sprzęt był doskonale dopasowany i wręcz lśnił — oto najlepsze, co Zaopatrzenie miało do zaoferowania. Schowała narzędzie z powrotem do torby, którą zarzuciła sobie na plecy. Odetchnęła głęboko.</p>
    <p>— W porządku? — zapytał Lukas.</p>
    <p>Pomachała w kierunku wieży.</p>
    <p>— Wszystko dobrze. Jeszcze dwie próbki. Śluza już prawie gotowa?</p>
    <p>— Niech no sprawdzę.</p>
    <p>Podczas gdy Lukas sprawdzał, jak przebiegają przygotowania do jej powrotu, Juliette ruszyła z mozołem ku najbliższemu wzgórzu. Jej dawne odciski butów zatarł lekki deszcz, lecz ona doskonale znała drogę. Fałda na zboczu przywodziła na myśl wygodne schody, rampę, na której wciąż leżały dwa ludzkie kształty.</p>
    <p>Przystanęła u podnóża i wyjęła kolejny pojemnik z uszczelkami i taśmą grzewczą. Pokrywka odskoczyła z łatwością. Juliette uniosła pojemnik w górę, pozwalając, aby wiatr nawiał do środka pyłu i… cokolwiek jeszcze niósł ze sobą. O ile wiedzieli, były to pierwsze testy powietrza spoza silosu. Piętrzące się sterty bzdurnych raportów z poprzednich czyszczeń miały tylko jeden cel: utrwalić i uzasadnić strach przez zewnętrzem. To była kpina z postępu i prób naprawy świata. Jedyne, co próbowali osiągnąć to przekonać ludzi, że jest zepsuty.</p>
    <p>Jeszcze bardziej niż ta plątanina kłamstw zaskoczyła Juliette szybkość i ulga, z jaką mechanizmy konspiracji runęły w IT. Ludzie z trzydziestego czwartego przypominali jej dzieci z silosu siedemnastego — przerażone i desperacko potrzebujące dorosłego, któremu mogłyby zaufać. Jej wyprawa w celu zbadania powietrza z zewnątrz spotykała się z obawą i nieufnością w pozostałych częściach silosu, ale w IT, gdzie od pokoleń <emphasis>udawano</emphasis>, że się tym zajmowano, wielu powitało szansę przeprowadzenia takich testów naprawdę z nieposkromionym entuzjazmem.</p>
    <p><emphasis>Niech to szlag!</emphasis></p>
    <p>Juliette zatrzasnęła pokrywkę pojemnika. Pozwoliła myślom błądzić i zapomniała policzyć do dziesięciu. Minęło pewnie dwa razy więcej czasu.</p>
    <p>— Hej, Jules?</p>
    <p>Ścisnęła palec wskazujący i kciuk.</p>
    <p>— Tak? — Zwolniła przycisk mikrofonu i docisnęła pokrywkę, a potem, upewniwszy się, że na wieku widnieje „2”, uszczelniła krawędzie. Schowała pojemnik do torby, przeklinając się za swoją nieuwagę.</p>
    <p>— Już skończyli wypalanie śluzy. Nelson wszedł do środka, żeby wszystko przygotować, ale mówią, że minie dłuższa chwila, zanim argon będzie gotowy. Na pewno czujesz się dobrze?</p>
    <p>Postanowiła zrobić krótki test, żeby dać Lukasowi szczerą odpowiedź. Wzięła parę głębokich oddechów. Poruszyła stawami. Uniosła wzrok na ciemne chmury, aby upewnić się, że wszystko w porządku z jej wzrokiem i poczuciem równowagi.</p>
    <p>— Tak. Czuję się świetnie.</p>
    <p>— Okay. Aha, zamierzają dać płomienie, kiedy wrócisz. Możliwe, że ten krok faktycznie był potrzebny. Po twoim wyjściu mieliśmy jakieś dziwne odczyty w śluzie. Nelson na wszelki wypadek szoruje właśnie wewnętrzną śluzę. Przygotujemy wszystko tak szybko, jak damy radę.</p>
    <p>Juliette ani trochę nie podobało się to, co słyszała. Jej wędrówka przez śluzę silosu siedemnastego przyprawiała o ciarki, ale obyło się bez trwałych konsekwencji. Oblanie się zupą okazało się wystarczające do przeżycia. Działali w oparciu o teorię, że warunki na zewnątrz nie są takie złe, jak im wmawiano, a płomienie miały nie tyle oczyszczać powietrze, co motywować czyścicieli do szybkiego opuszczenia śluzy. Wyzwanie jej misji polegało na tym, by wrócić nie wystawiając się znowu na płomienie i unikając kolejnego pobytu w szpitalu. Z drugiej strony, nie mogła też narażać silosu.</p>
    <p>Ścisnęła palce; nagle uświadomiła sobie, jak wysoka jest stawka.</p>
    <p>— Nadal obserwuje mnie tłum? — zapytała Lukasa.</p>
    <p>— Tak. Wszyscy są podekscytowani. Ludzie nie mogą uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.</p>
    <p>— Każ im się rozejść — powiedziała.</p>
    <p>Rozluźniła palce. Odpowiedź nie nadeszła.</p>
    <p>— Lukas? Słyszysz mnie? Chcę, żebyś zabrał stamtąd tych ludzi, oczyść górne trzy piętra. Niech zostaną tylko ci, którzy muszą, dobrze?</p>
    <p>Czekała.</p>
    <p>— Taa — odezwał się Lukas. W tle słychać było jakiś hałas. — Zajmujemy się tym. Powtarzamy im, żeby zachowali spokój.</p>
    <p>— Powiedz, że to tylko na wszelki wypadek. Z powodu odczytów ze śluzy.</p>
    <p>— Tak zrobię.</p>
    <p>Brzmiał na zdyszanego, Juliette miała nadzieję, że nie wzbudziła niepotrzebnej paniki.</p>
    <p>— Zaraz wezmę ostatnią próbkę — powiedziała, skupiając się na czekającym ją zadaniu. Przygotowali się na każdą, nawet najgorszą ewentualność. Wszystko będzie dobrze. Była wdzięczna za nieskomplikowane czujniki, które zainstalowali w śluzie. Przy następnym wyjściu zamierzała zamontować na wieży cały zestaw sensorów i detektorów. Ale nie mogła wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość. Podeszła do jednego z czyścicieli u podnóża wzgórza.</p>
    <p>Ciało, które wybrali należało do Jacka Brenta. Minęło dziewięć lat, odkąd wysłano go na czyszczenie po tym, jak oszalał, gdy jego żona drugi raz poroniła. Juliette wiedziała o nim niewiele więcej. I to stanowiło główne kryterium wyboru ostatniej próbki.</p>
    <p>Zbliżyła się do szczątków. Stary kombinezon przybrał matowoszary odcień gleby. Niegdyś metalicznie pobłyskująca warstwa zewnętrzna łuszczyła się teraz jak stara farba. Buty były pozdzierane, wizjer hełmu poznaczony odpryskami. Jack leżał z rękami na piersi; nogi miał wyprostowane i równoległe, całkiem jakby uciął sobie drzemkę, z której nigdy się nie obudził. Czy raczej jakby położył się, by podziwiać błękit nieba w swoim wizjerze.</p>
    <p>Juliette wyjęła ostatnie pudełko oznaczone cyfrą „3” i uklękła przy martwym czyścicielu. Przeszedł ją zimny dreszcz na myśl, że i ją spotkałby taki los, gdyby nie Scottie, Walker i ludzie z Zaopatrzenia, którzy tak wiele dla niej zaryzykowali. Wyjęła ostrze z pojemnika na próbki i wycięła w kombinezonie czyściciela kwadratowy otwór. Położywszy ostrze na jego piersi, podniosła próbkę i wrzuciła ją do pudełka. Wstrzymała oddech i ostrożnie podniosła nóż, by nie naciąć własnego kombinezonu, a potem zagłębiła ostrze w przegniły ocieplacz na brzuchu czyściciela.</p>
    <p>Żeby wyjąć ostatnią próbkę, musiała podważyć ją nożem. Nie potrafiłaby powiedzieć, czy zgarnęła przy okazji strzęp ciała. Na szczęście pod zrujnowanym kombinezonem było ciemno. Odniosła jednak wrażenie, że nie ma tam nic poza ziemią, którą wiatr naniósł między suche kości.</p>
    <p>Włożyła próbkę do pojemnika i zostawiła niepotrzebne już ostrze obok czyściciela. Rękawice były grube i utrudniały ruch, a ona nie chciała ryzykować, że rozszczelni sobie kombinezon. Wstała i pomachała w kierunku wieży.</p>
    <p>— W porządku?</p>
    <p>Głos Lukasa brzmiał zmieniony, jakby przytłumiony. Juliette wypuściła powietrze; trochę kręciło jej się w głowie, zbyt długo wstrzymywała oddech.</p>
    <p>— Nic mi nie jest.</p>
    <p>— Jesteśmy już prawie gotowi. Możesz wracać.</p>
    <p>Skinęła głową, choć z tej odległości pewnie nie mógł tego zobaczyć, nawet na powiększających świat ogromnych ekranach.</p>
    <p>— Hej, wiesz o czym zapomnieliśmy?</p>
    <p>Zamarła wpatrzona w wieżę.</p>
    <p>— Co takiego? — zapytała. — O czym zapomnieliśmy? — Po policzku spłynęła jej strużka potu. Czuła siateczkę blizn na karku, w miejscu, gdzie stopiony kombinezon przylgnął do skóry.</p>
    <p>— Zapomnieliśmy dać ci szmatkę albo dwie — powiedział Lukas. — Na kamerze zebrało się już trochę osadu. No wiesz, skoro już tam jesteś…</p>
    <p>Juliette posłała wściekłe spojrzenie w kierunku wieży.</p>
    <p>— Tak tylko mówię — dodał Lukas. — Mogłaś przy okazji, no wiesz, trochę ją przetrzeć…</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>20</p>
    </title>
    <p>Juliette czekała u podstawy rampy. Pamiętała, kiedy robiła to ostatnio — stała w tym samym miejscu otulona kocem z taśmy grzewczej, zastanawiając się, czy skończy jej się powietrze zanim drzwi się otworzą i czy przetrwa to, co czekało ją w środku. Była wówczas przekonana, że w środku jest Lukas, choć tak naprawdę siłowała się z Bernardem.</p>
    <p>Spróbowała otrząsnąć się z tych wspomnień. Spojrzała na kieszenie, sprawdziła, czy klapy toreb są szczelnie zamknięte. Powtarzała w myślach poszczególne kroki czekającej ją dekontaminacji. Ufała, że wszystko przygotowano.</p>
    <p>— Zaczynamy — nadał Lukas. I znowu jego głos wydał jej się głuchy i odległy.</p>
    <p>Na umówiony sygnał tryby w śluzie pisnęły, a przez szczelinę buchnął pióropusz sprężonego argonu. Juliette ruszyła przez mgłę. Wypełniało ją poczucie ulgi, że znów znalazła się w środku.</p>
    <p>— Weszłam. Już jestem — powiedziała.</p>
    <p>Wrota zatrzasnęły się za jej plecami. Juliette spojrzała na wewnętrzne drzwi śluzy i zobaczyła hełm po drugiej stronie szklanego iluminatora — ktoś zaglądał do środka, obserwował ją. Podeszła do naszykowanej zawczasu ławki i otworzyła hermetyczną skrzynię, którą Nelson zainstalował pod jej nieobecność. Musiała się spieszyć. Pompowanie gazu i aktywacja płomieni były zautomatyzowane.</p>
    <p>Oderwała przymocowane do ud szczelne torby i umieściła je w skrzyni. Zdjęła z pleców narzędzie do odwiertów razem z próbką gleby i je również schowała do środka, a potem zamknęła pokrywę i zatrzasnęła zamki. Trening w kombinezonie owocował — poruszała się w nim ze względną łatwością. Nocami zaś leżała w łóżku i powtarzała wszystkie kroki, aż stały się jej drugą naturą.</p>
    <p>Przemierzyła śluzę i chwyciła krawędź wielkiej, metalowej wanny, którą własnoręcznie zespawała. Była wciąż ciepła po ostatnim wypalaniu, ale woda, którą Nelson ją wypełnił wchłonęła większość gorąca. Wzięła głęboki oddech — zupełnie bez sensu — i zanurzyła się.</p>
    <p>Woda zalała jej hełm, a Juliette po raz pierwszy poczuła strach. Jej oddech przyspieszył. Przebywanie na zewnątrz nie mogło równać się z zanurzeniem pod wodą. Ciecz zalewała jej usta; znów chwytała maleńkie bąble powietrza, czując posmak stali i rdzy pod stopniami; wyleciało jej z głowy, co powinna robić.</p>
    <p>Kątem oka spostrzegła jeden z uchwytów na dnie wanny. Złapała go i zanurzyła się głębiej. Wymacała stopami poprzeczkę przyspawaną do drugiego końca wanny i wsunęła pod nią buty. Docisnęła ciało do dna w nadziei, że plecy nie wystają jej nad powierzchnię. Ręce odezwały się bólem, gdy zmagała się z wypornością kombinezonu. Nawet przez hełm i warstwę wody słyszała, jak woda wychlapuje się zza krawędzi zbiornika i wylewa się na podłogę śluzy. Słyszała huk płomieni liżących wannę.</p>
    <p>— Trzy, cztery, pięć… — odliczał Lukas, a bolesne wspomnienie mignęło jej przed oczami, zielone światła awaryjne, panika narastająca w piersi…</p>
    <p>— Sześć, siedem, osiem…</p>
    <p>Niemal czuła posmak oleju i paliwa — tak jak wtedy, gdy wyłoniła się z zalanych głębin.</p>
    <p>— Dziewięć, dziesięć. Wypalanie zakończone — powiedział Lukas.</p>
    <p>Juliette puściła uchwyty i uwolniła stopy, a potem pozwoliła kombinezonowi unieść się na wrzącą powierzchnię cieczy, czując przez materiał ciepło wody. Nie bez trudu podniosła się na nogi. Woda chlupała wokoło; para była wszędzie. Juliette obawiała się, że im bardziej przedłuży następny krok, tym więcej powietrza do niej przylgnie i tym bardziej zanieczyści drugą śluzę.</p>
    <p>Ruszyła do drzwi po niebezpiecznie śliskiej podłodze. Koło zamka już się obracało.</p>
    <p><emphasis>Szybko, szybko</emphasis>, popędzała je w myślach.</p>
    <p>Drzwi uchyliły się. Juliette spróbowała się przez nie przecisnąć, ale pośliznęła się i boleśnie upadła na framugę. Chwyciło ją kilka urękawiczonych dłoni. Dwoje techników w kombinezonach wciągnęło ją do środka i zatrzasnęło drzwi.</p>
    <p>Nelson i Sophia — technicy z laboratorium czyszczenia — mieli już pod ręką szczotki. Zanurzyli je w pojemniku z niebieskim środkiem odkażającym i zaczęli szorować Juliette, potem zaś mieli umyć siebie nawzajem.</p>
    <p>Juliette odwróciła się do nich plecami, żeby porządnie je wyczyścili. Gdy skończyli, podeszła do pojemnika, wyłowiła trzecią szczotkę, po czym zabrała się za szorowanie kombinezonu Sophii. I odkryła, że to wcale nie Sophia.</p>
    <p>Ścisnęła przełącznik mikrofonu.</p>
    <p>— Co to ma być, Luke?</p>
    <p>Lukas wzruszył ramionami, a po twarzy przemknął mu wyraz skruchy. Pewnie nie potrafił znieść myśli o tym, że ktoś inny się naraża. Albo po prostu chciał tu być i czekać przy drzwiach śluzy w razie, gdyby coś poszło nie tak. Juliette nie mogła go winić; sama postąpiłaby identycznie.</p>
    <p>Szorowali drugą śluzę, a Peter Billings i kilka innych osób obserwowało ich z biura szeryfa. Bąbelki płynu do dezynfekcji unosiły się w powietrze, by zaraz podryfować ku otworom wentylacyjnym, przez które wypompowywano powietrze z nowej śluzy do śluzy zewnętrznej. Nelson zajął się sufitem, który nie bez powodu umieścili nisko. Mniej powietrza. Mniejsza objętość. Łatwiej dosięgnąć. Juliette przyjrzała się twarzy Nelsona, szukając jakichkolwiek oznak kłopotów. Nie dopatrzyła się niczego z wyjątkiem potu i rumieńców, ale to akurat wina energicznego szorowania.</p>
    <p>— Macie tam całkowitą próżnię — powiedział Peter, korzystając z radia w swoim biurze. Juliette przekazała wiadomość pozostałym: przejechała dłonią po swojej szyi i zacisnęła pięść. Pokiwali głowami i wrócili do szorowania. Gdy zaczęto wpompowywać powietrze ze stołówki, a oni jeszcze raz wyczyścili się wzajemnie, Juliette mogła wreszcie docenić fakt, że wróciła. Była znowu w środku. Udało się. Bez poparzeń, bez szpitala, bez skażenia. I wreszcie mieli szansę czegoś się dowiedzieć.</p>
    <p>Głos Petera znowu wypełnił jej hełm:</p>
    <p>— Nie chcieliśmy cię rozpraszać w trakcie zakładania kombinezonu, ale jakieś pół godziny temu nasi górnicy przebili się na drugą stronę,</p>
    <p>Juliette ogarnęła euforia zmieszana z poczuciem winy. Powinna tam być. Zgranie w czasie było fatalne, ale nie mogła przecież pozwolić, by szansa na wyprawę wymknęła jej się z rąk. Postanowiła po prostu cieszyć się szczęściem Solo i dzieci. Ich droga przez mękę dobiegła końca.</p>
    <p>Druga śluza — wyposażona w przeszklone drzwi, które pożyczyła z kabiny prysznicowej — zaczęła się otwierać. Z tyłu, wewnątrz starej śluzy rozbłysło jaskrawe światło, malując iluminator na czerwono. Kolejna seria płomieni trysnęła ze ścian i ogarnęła pomieszczenie, obmywała skażone ściany, rozpalała powietrze i doprowadzała wodę do wrzenia, zmieniając wannę w kocioł buchającej wściekle pary.</p>
    <p>Juliette dała znak pozostałym, żeby wyszli z nowej śluzy, a sama przez chwilę spoglądała jeszcze nieufnie na tę starą. Pamiętała. Wspomnienia z wnętrza wracały. Lukas podszedł do niej i pociągnął ją za sobą przez drzwi, do byłej celi aresztu, gdzie rozebrali się do bielizny i wzięli prysznic, by kolejny raz się obmyć. Kiedy zrzucała z siebie ociekający niebieskim płynem kombinezon, myśli Juliette krążyły wokół hermetycznie zamkniętej ognioodpornej skrzyni na ławce w śluzie. Miała nadzieja, że jej zawartość wynagrodzi im ryzyko i da odpowiedzi na dręczące ich pytania.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>21</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Wielka machina kopiąca była cicha i nieruchoma. Kurz opadał z miejsc, gdzie wgryzła się w sufit, a wielkie stalowe zębiska i wirujące dyski lśniły jak wypolerowane wędrówką przez litą skałę. Pomiędzy nimi powierzchnia kopacza obsypana była ziemią, gruzem, fragmentami zbrojenia i głazami. Przy krawędzi maszyny znajdowała się zaś czarna szczelina łącząca dwa zupełnie odmienne światy.</p>
    <p>Jimmy obserwował obcych, którzy wlewali się przez wyrwę do jego świata. Barczyści mężczyźni z ciemnymi brodami, żółtymi uśmiechami i dłońmi czarnymi od smaru wychodzili z tunelu i przez zmrużone oczy lustrowali zardzewiałe rury pod sufitem, kałuże na podłodze, nieruchome i spokojne organy silosu, które dawno temu huczały, lecz teraz były ciche jak śmierć.</p>
    <p>Ściskali Jimmy’emu dłoń i nazywali go Solo, przytulali przerażone dzieci. Powiedzieli, że Jules ich pozdrawia. A potem włączyli latarki na hełmach i oświetlając sobie drogę ich złotymi stożkami, rozpełzli się po domu Jimmy’ego.</p>
    <p>Elise wtuliła się w nogę Jimmy’ego, gdy kolejna grupa górników i mechaników przecisnęła się przez szczelinę. Podążyły za nimi dwa psy, które przystanęły na moment, by obwąchać kałuże i dygoczącą Elise, a potem podążyły za swoimi właścicielami. Courtnee — przyjaciółka Juliette — skończyła wydawać polecenia swoim ludziom i wróciła do Jimmy’ego oraz dzieci. Przyjrzał się jej. Jej włosy były jaśniejsze niż u Juliette, a rysy ostrzejsze; była też nieco niższa, ale miała w sobie tę samą zaciętość. Jimmy zastanowił się, czy wszyscy mieszkańcy innego świata okażą się tacy: mężczyźni brodaci i unurzani w sadzy, kobiety nieokiełznane i obrotne.</p>
    <p>Rickson zajął się bliźniakami, podczas gdy Hannah próbowała ukołysać niemowlę do snu. Courtnee wręczyła Jimmy’emu latarkę.</p>
    <p>— Nie wystarczy dla wszystkich — powiedziała — więc musicie trzymać się blisko siebie. — Uniosła dłoń nad głowę. — Tunel jest dość wysoki, tylko uważajcie na kolumny podpierające strop. No i podłoże jest nierówne, więc idźcie powoli i trzymajcie się środka.</p>
    <p>— Dlaczego nie możemy zostać tutaj i poczekać aż lekarz przyjdzie do nas? — zapytał Rickson.</p>
    <p>Hannah rzuciła mu karcące spojrzenie, nie przestając kołysać dziecka.</p>
    <p>— Tam, gdzie was zabieramy jest znacznie bezpieczniej — wyjaśniła Courtnee, a jej wzrok prześliznął się po śliskich, skorodowanych ścianach. Jimmy’emu nie podobało się to spojrzenie. Świetnie sobie radzili już od dłuższego czasu.</p>
    <p>Sądząc po minie Ricksona, on też miał wątpliwości, czy po drugiej stronie faktycznie będzie bezpieczniej. Jimmy rozumiał jego obawy. Słyszał rozmowy bliźniaków, które z kolei musiały podsłuchać szepty starszych dzieci. Hannie wszczepią implant w biodro tak jak ich matkom. Ricksonowi przydzielą kolor i pracę inną niż dbanie o własną rodzinę. Niepokój młodej parki były równie silny co Jimmy’ego.</p>
    <p>Pomimo obaw włożyli pożyczone od górników hełmy i, trzymając się blisko siebie, przecisnęli się przez szparę. W głębi, za zębiskami kopacza, ciągnął się tunel ciemny jak Dzicz, kiedy pogasły już wszystkie światła. Tutaj jednak panował chłód, a echo niosło się inaczej niż w Dziczy. Jimmy próbował nadążyć za Courtnee, a dzieciaki próbowały nadążyć za nim. Mieli wrażenie, że połyka ich ziemia.</p>
    <p>Przeszli przez metalowe drzwi i wkroczyli do wnętrza długiej maszyny kopiącej, która była ciepła w środku. W wąskim korytarzyku minęli ludzi przeciskających się w przeciwnym kierunku, aż w końcu dotarli do kolejnych drzwi i znów znaleźli się w chłodnym, ciemnym tunelu. Mężczyźni i kobiety pokrzykiwali coś do siebie; świetlne punkciki latarek na ich hełmach tańczyły w mroku, gdy mocowali się ze stertami gruzu, które pięły się aż pod sufit. Kamienie osuwały się z grzechotem. Po obu stronach były ich całe hałdy, środkiem zaś biegła wąska ścieżynka, a po niej kursowali robotnicy pachnący błotem i potem. W jednym miejscu stał głaz wyższy od Jimmy’ego, który musieli ominąć.</p>
    <p>Dziwnie było tak iść w jednym kierunku. Szli i szli, nie natrafiając na ściany ani nie zawracając. To było nienaturalne. Biegnąca na przestrzał otchłań przerażała ich bardziej niż ciemność z migającymi tu i ówdzie światełkami. Była straszniejsza od kłębów pyłu opadających z sufitu czy kamieni osuwających się z potężnych stert. Była gorsza niż obijający się o nich w ciemności nieznajomi i niespodziewanie wyskakujące z mroku stalowe filary, które musieli omijać. Świadomość, że nic ich nie zatrzyma sprawiała, że cierpła im skóra. Mogliby tak iść i iść, i iść, bez końca.</p>
    <p>Jimmy przywykł do osi góra-dół na spiralnej klatce schodowej. To było normalne. To tutaj — nie. Mimo wszystko szedł dalej, potykając się na nierównej powierzchni wygryzionego w skale tunelu, otoczony z dwóch stron przez zwały ziemi, wsłuchany w nawoływania mężczyzn i kobiet w ciemności upstrzonej plamkami światła z latarek na hełmach. Wyprzedzali ludzi, którzy dźwigali części maszyn i fragmenty stalowych prętów zabranych z silosu Jimmy’ego, a on miał ochotę coś im powiedzieć. Elise pociągnęła nosem i powiedziała, że się boi. Jimmy wziął ją na ręce i pozwolił, by owinęła mu rączki wokół szyi.</p>
    <p>Wędrówka ciągnęła się w nieskończoność. Nawet gdy na końcu tunelu pokazało się światełko — nierówny kwadrat blasku — uszli szmat drogi, nim otwór się powiększył. Jimmy pomyślał o Juliette, która przemierzyła ten odcinek, idąc po powierzchni. Wydawało się niemożliwe, by mogła przeżyć coś takiego — ale przecież od tamtego czasu słyszał jej głos kilkadziesiąt razy, a więc naprawdę tego dokonała, naprawdę poszła po pomoc i dotrzymała danego słowa. Ich odrębne światy stały się jednym.</p>
    <p>Uchylił się przed kolejną stalową kolumną pośrodku tunelu. Podniósłszy latarkę, dostrzegł podtrzymywane przez filary belki. Zobaczył też luźne kamyki, które kruszyły się ze stropu. Złapał się na tym, że z coraz mniejszym zapałem podąża za Courtnee. Przyspieszył kroku, brnąc ku majaczącej z przodu obietnicy światła, zapominając o tym, co zostawiał za sobą i o tym, dokąd szedł. Teraz myślał wyłącznie o tym, by wydostać się spod wiszącej nad jego głową ziemi.</p>
    <p>Gdzieś daleko z tyłu rozległ się głośny trzask, a potem łoskot osuwających się kamieni i krzyki robotników, którzy wołali do kogoś, żeby zszedł im z drogi. Hannah wyprzedziła Jimmy’ego, a ten postawił Elise i pozwolił, by razem z bliźniakami ruszyła przodem, balansując na skraju blasku z latarki Courtnee. Mijało ich mnóstwo ludzi w hełmach górniczych; zmierzali w kierunku domu Jimmy’ego. Odruchowo poklepał się po piersi i wymacał stary klucz, który założył na szyję przed wyjściem z serwerowni. Jego silos był pozbawiony opieki. A jednak strach dzieci dodawał mu sił. Nie był tak przerażony jak one. Miał obowiązek być silnym.</p>
    <p>Wreszcie dotarli do upragnionego końca tunelu. Bliźniaki wyskoczyły jako pierwsze, strasząc przy tym mrukliwych robotników w ciemnoniebieskich, poplamionych smarem strojach i skórzanych fartuchach z kieszeniami pełnymi narzędzi. Ludzie o twarzach białych od kredy i czarnych od sadzy otwierali oczy ze zdumienia. Jimmy przystanął u wylotu tunelu, puszczając Ricksona i Hannę przodem. Na widok zawiniątka w jej rękach wszelkie prace ustały. Jedna z kobiet podeszła i uniosła dłoń, jakby chciała dotknąć dziecka, ale Courtnee gestem kazała jej się cofnąć, a pozostałym powiedziała, żeby wracali do pracy. Jimmy rozglądał się w tłumie za Juliette, choć przecież słyszał, że Jules jest na górnych piętrach. Elise wyciągnęła rączki do góry i błagała, żeby ją podnieść. Jimmy poprawił plecak i posłusznie wziął ją na ręce, ignorując ból w biodrze. Zawieszona na szyi Elise torba grzmotnęła go w żebra ciężarem książki.</p>
    <p>Dołączył do procesji. Szli wężykiem przez tłum znieruchomiałych robotników, którzy skubali brody, drapali się po głowach i patrzyli na niego jak na postać z jakiejś fikcyjnej krainy. A Jimmy w głębi duszy czuł, że popełnili poważny błąd. Dwa światy stały się jednym, lecz były zupełnie niepodobne. To miejsce aż buzowało od energii. Światła paliły się tu nie mrugając, pełno było dorosłych mężczyzn i kobiet. Nawet powietrze miało inny zapach. Maszyny warczały zamiast siedzieć cicho. A długie dekady starzenia się przestały mieć znaczenie, gdy przyspieszył kroku, aby dogonić pozostałych. W jednej strasznej chwili stał się tylko kolejnym przerażonym dzieciakiem, który z cieni i ciszy wkroczył do krainy światła, tłumu i hałasu.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>22</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Dla dzieci przygotowano pokój z łóżkami piętrowymi, a dla Jimmy’ego osobną sypialnię w głębi korytarza. Elise nie spodobała się taka konfiguracja, więc obiema rączkami ścisnęła Jimmy’ego za dłoń i ani myślała puścić. Courtnee oznajmiła, że niedługo ktoś przyniesie dla nich jedzenie, a potem będą mogli wziąć prysznic. Na jednym z łóżek czekał stosik czystych ubrań, kostka mydła i parę spłowiałych książeczek dla dzieci. Najpierw jednak przedstawiła ich wysokiemu mężczyźnie w najczystszym bladoczerwonym kombinezonie, jaki Jimmy kiedykolwiek widział.</p>
    <p>— Jestem doktor Nichols — powiedział mężczyzna i uścisnął Jimmy’emu dłoń. — Jak rozumiem, zna pan moją córkę.</p>
    <p>W pierwszej chwili Jimmy nie zrozumiał. A potem przypomniał sobie, że Juliette ma na nazwisko Nichols. Z udawaną odwagą poddał się badaniu. Wysoki, gładko ogolony mężczyzna zajrzał mu w oczy i do ust, a potem, przyciskając zimny kawałek metalu do jego piersi, nasłuchiwał uważnie przez słuchawki. To wszystko wyglądało znajomo — jak wspomnienia z odległej przeszłości.</p>
    <p>Jimmy oddychał głęboko, jak mu kazano. Dzieci spoglądały na niego z niepokojem; uświadomił sobie, że stanowi dla nich przykład normalności i odwagi. Omal się nie roześmiał — ale przecież miał głęboko oddychać.</p>
    <p>Elise zgłosiła się na ochotnika jako następna. Doktor Nichols przyklęknął i przyjrzał się luce po mleczaku. Zapytał o zębową wróżkę, a kiedy Elise pokręciła głową i odparła, że nigdy o czymś takim nie słyszała, wręczył jej dziesięciocentówkę. Bliźniaki zaczęły prosić, by teraz lekarz zbadał ich.</p>
    <p>— Czy wróżki naprawdę istnieją? — zapytał Miles. — Na farmach, gdzie dorastaliśmy było czasem słychać dziwne dźwięki.</p>
    <p>Marcus wyrwał się przed brata.</p>
    <p>— Raz na serio widziałem wróżkę — pochwalił się. — A kiedy byłem mały, straciłem dwadzieścia zębów.</p>
    <p>— Naprawdę? — zapytał doktor Nichols. — Uśmiechniesz się dla mnie? Świetnie. A teraz otwórz buzię. Dwadzieścia zębów, powiadasz.</p>
    <p>— Aha — powiedział Marcus, ocierając usta. — I każdy z nich odrósł, oprócz tego, który wybił mi Miles.</p>
    <p>— To był wypadek — zaoponował Miles. Uniósł koszulkę i poprosił, żeby lekarz teraz posłuchał jego oddechu. Jimmy spoglądał na Ricksona i Hannę, którzy wspólnie tulili niemowlę i patrzyli lekarzowi na ręce. Zauważył też, że doktor Nichols, choć zajęty badaniem chłopców, raz po raz zerkał na dziecko na rękach Hanny.</p>
    <p>Bliźniaki dostały po dziesięciocentówce.</p>
    <p>— Monety przynoszą bliźniakom szczęście — powiedział doktor Nichols. — Rodzice wkładali je sobie pod poduszki w nadziei, że urodzą im się tacy zdrowi chłopcy jak wy.</p>
    <p>Bliźniaki rozpromieniły się, oglądając monety z każdej strony w poszukiwaniu zatartej twarzy albo śladu liter, co oznaczałoby, że są prawdziwe.</p>
    <p>— Rickson też kiedyś był bliźniakiem — powiedział Miles.</p>
    <p>— Tak? — Doktor Nichols podniósł wzrok na starsze dzieci, które siedziały obok siebie na dolnym łóżku.</p>
    <p>— Nie chcę mieć implantu — powiedziała chłodno Hannah. — Moja mama miała taki implant, ale jej go wycięli. Ja nie chcę, żeby ktoś mi coś wycinał.</p>
    <p>Rickson objął ją ramieniem i przytulił. Posłał wysokiemu lekarzowi spojrzenie zmrużonych oczu, a Jimmy poczuł się nieswojo.</p>
    <p>— Nie musisz mieć implantu — szepnął doktor Nichols, ale Jimmy pochwycił ukradkowe spojrzenie, jakie lekarz posłał Courtnee. — Mogę posłuchać serduszka waszego dziecka? Chcę się tylko upewnić, że jest silne i zdrowe…</p>
    <p>— A czemu miałoby nie być? — zapytał Rickson, wypinając pierś.</p>
    <p>Doktor Nichols przez chwilę tylko patrzył na chłopaka.</p>
    <p>— Spotkałeś moją córkę, prawda? Juliette.</p>
    <p>Rickson przytaknął.</p>
    <p>— Przelotnie — odparł. — Zaraz potem odeszła.</p>
    <p>— No cóż, przysłała mnie tutaj, bo leży jej na sercu wasze zdrowie. Jestem lekarzem. Moją specjalnością są dzieci, te najmłodsze. Sądzę, że wasze dziecko wygląda na silne i zdrowe. Chcę się tylko upewnić. — Doktor Nichols uniósł metalowy krążek na końcu aparatu do nasłuchiwania i przycisnął go do dłoni. — No i proszę. Będzie ciepły i przyjemny. Wasz chłopczyk nawet nie zauważy, ze go osłuchałem.</p>
    <p>Jimmy potarł pierś w miejscu, gdzie lekarz przyłożył zimny krążek i zastanowił się, czemu nie zrobił tego samego dla niego.</p>
    <p>— Za dziesięciocentówkę? — zapytał Rickson.</p>
    <p>Doktor Nichols uśmiechnął się.</p>
    <p>— Co powiesz na parę bonów?</p>
    <p>— Co to są bony? — zapytał Rickson, ale Hannah już się obracała, żeby lekarz mógł obejrzeć dziecko.</p>
    <p>Badania trwały dalej. Courtnee położyła Jimmy’emu rękę na ramieniu. Spojrzał na nią, żeby zobaczyć, o co chodzi.</p>
    <p>— Juliette prosiła, żebym do niej zadzwoniła jak tylko będziecie na miejscu. Za jakiś czas wpadnę sprawdzić co u was…</p>
    <p>— Czekaj — powiedział Jimmy. — Ja też chcę iść. Chciałbym z nią porozmawiać.</p>
    <p>— Ja też — powiedziała wtulona w jego nogę Elise.</p>
    <p>Courtnee zmarszczyła brwi.</p>
    <p>— W porządku — powiedziała. — Tylko szybko, bo musicie jeszcze coś zjeść i się odświeżyć.</p>
    <p>— Odświeżyć? — zapytała Elise.</p>
    <p>— No tak, jeśli macie potem pójść na górę i zobaczyć swój nowy dom.</p>
    <p>— Nowy dom? — zapytał Jimmy.</p>
    <p>Ale Courtnee już odwróciła się do wyjścia.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Jimmy pospieszył za Courtnee. Wyszli z pokoiku i ruszyli korytarzem. Elise chwyciła swoją torbę na ramię, tę, w której trzymała ciężki album, i podreptała za nimi.</p>
    <p>— O co chodziło z tym nowym domem? — zapytała. — Kiedy wrócimy do naszego prawdziwego domu?</p>
    <p>Jimmy podrapał się po brodzie, obracając w myślach przeróżne kłamstwa i prawdy. <emphasis>Możliwe, że nigdy nie wrócimy do domu, miał ochotę powiedzieć. Gdziekolwiek się znajdziemy, możliwe, że już nigdy nie poczujemy się jak w domu.</emphasis></p>
    <p>— To chyba będzie nasz nowy dom — powiedział, uważając, aby głos mu się nie załamał. Położył swoją pomarszczoną dłoń na jej szczupłym ramieniu. Była tak krucha, że nawet słowa mogły wyrządzić jej krzywdę. — No, przynajmniej na razie. Dopóki nie naprawią naszego starego domu. — Zerknął na idącą przodem Courtnee, ale nie obejrzała się.</p>
    <p>Elise zatrzymała się na środku korytarza i spojrzała przez ramię. Kiedy znów się odwróciła, w nikłym blasku Maszynowni błysnęła wilgoć w jej oczach. Jimmy już miał jej powiedzieć, żeby nie płakała, gdy Courtnee przyklękła i poprosiła Elise, żeby do niej podeszła. Dziewczynka ani drgnęła.</p>
    <p>— Chcesz pójść z nami zadzwonić do Juliette i porozmawiać z nią przez radio? — zapytała Courtnee.</p>
    <p>Elise przygryzła palec i kiwnęła głową. Po jej policzku spłynęła łza. Dziewczynka kurczowo tuliła torbę z książką, a Jimmy przypomniały się dzieci z poprzedniego życia, które w podobny sposób ściskały lalki.</p>
    <p>— Kiedy już zadzwonimy, a wy się trochę odświeżycie, przyniosę ci ze spiżarni trochę kukurydzy cukrowej. Chcesz?</p>
    <p>Elise wzruszyła ramionami. Jimmy chciał powiedzieć, że żadne z dzieci nigdy nie jadło kukurydzy cukrowej. Sam nigdy o czymś takim nie słyszał. Ale teraz też chciał spróbować.</p>
    <p>— Chodźmy zadzwonić do Juliette — powiedziała Courtnee.</p>
    <p>Elise pociągnęła nosem i kiwnęła głową. Wzięła Jimmy’ego za rękę i uniosła wzrok.</p>
    <p>— Co to jest kukurydza cukrowa? — zapytała.</p>
    <p>— To niespodzianka — odparł Jimmy i była to najświętsza prawda.</p>
    <p>Courtnee poprowadziła ich za zakręt korytarza. Minęła chwila, zanim Jimmy skojarzył układ korytarzy z ciemnym i wilgotnym miejscem, które zostawili za sobą. Gdzieś pod warstwą świeżej farby i brzęczących lamp, pod pokrywą schludnego okablowania i zapachu świeżego smaru krył się labirynt identyczny z pordzewiałą puszką, którą zwiedzał przez ostatnie dwa tygodnie. Niemalże słyszał chlupiące pod stopami kałuże i wycie pompy zasysającej powietrze z dna osuszonego szybu — ale to ostatnie słyszał naprawdę. Głośny skowyt.</p>
    <p>Elise krzyknęła, a Jimmy z początku pomyślał, że na nią nadepnął. Lecz u swoich stóp zobaczył wielkiego, brązowego szczura ze strasznym ogonem, który wył i kręcił się w kółko.</p>
    <p>Jego serce zamarło. Elise krzyczała i krzyczała, ale zaraz dotarło do niego, że słyszy własny głos. Ręce Elise wpijały mu się w nogę, uniemożliwiając szybką ucieczkę. A tymczasem Courtnee, zgięta w pół, zanosiła się ze śmiechu. Jimmy o mało nie zemdlał, gdy podniosła ogromnego szczura z podłogi. A kiedy stworzenie polizało ją w podbródek, uświadomił sobie, że to wcale nie szczur, tylko pies. Szczeniak. Jako młody chłopak widywał czasem dorosłe psy na środkowych piętrach, ale nigdy nie widział szczenięcia. Widząc, że zwierzę jest niegroźne, Elise rozluźniła chwyt.</p>
    <p>— Kotek! — zawołała.</p>
    <p>— To nie kot — powiedział Jimmy. Znał się na kotach.</p>
    <p>Courtnee wciąż się śmiała, kiedy zza rogu wypadł młody, zasapany mężczyzna, z pewnością zwabiony piskiem wystraszonego Jimmy’ego.</p>
    <p>— Tu jesteś — powiedział i wziął zwierzę od Courtnee. Szczeniak drapał mężczyznę w bark, próbując jednocześnie ugryźć go w ucho. — Mały drań. — Mechanik pacnął szczeniaka w pyszczek, po czym chwycił zwierzę za fałd skóry na grzbiecie; małe nóżki zadyndały bezradnie w powietrzu.</p>
    <p>— Jest ich więcej? — zapytała Courtnee.</p>
    <p>— Cały miot — odparł mężczyzna.</p>
    <p>— Conner miał je uśpić parę tygodni temu.</p>
    <p>— Conner kopał ten cholerny tunel. Ale przypomnę mu o szczeniakach. — Skinął na Courtnee i pomaszerował tam, skąd przyszedł. Zwierzę kołysało się na fałdzie skóry.</p>
    <p>— Napędził ci stracha — powiedziała Courtnee, uśmiechając się do Jimmy’ego.</p>
    <p>— Myślałem, że to szczur — mruknął Jimmy, wspominając hordy gryzoni, które osiedliły się na dolnych farmach.</p>
    <p>— Zmagamy się z plagą psów, odkąd zabarykadowali się tu ludzie z Zaopatrzenia — wyjaśniła Courtnee. Poprowadziła ich w głąb korytarza, w którym zniknął mężczyzna. Elise wysforowała się naprzód. — Od tamtej pory zajmują się głównie robieniem szczeniaków. Sama natknęłam się na miot w pompowni, pod wymiennikami ciepła. Parę tygodni temu odkryto kolejny w magazynie z narzędziami. Jak tak dalej pójdzie, będziemy te dranie znajdować we własnych łóżkach. Nic tylko jedzą i paskudzą.</p>
    <p>Jimmy wspomniał własną młodość w serwerowni, kiedy to jadł surową fasolę z puszki i srał przez kraty w podłodze. Nie można chyba winić żyjącej istoty za to, że… żyje, prawda?</p>
    <p>Biegnący na wprost korytarz kończył się ślepym zaułkiem. Elise już badała jego boczną odnogę, całkiem jakby czegoś szukała.</p>
    <p>— Do warsztatu Walkera idzie się tamtędy — powiedziała Courtnee.</p>
    <p>Elise obejrzała się. Skądś dobiegało ujadanie, więc ruszyła dalej.</p>
    <p>— Elise! — zawołał Jimmy.</p>
    <p>Zajrzała przez otwarte drzwi, po czym zniknęła w środku. Courtnee i Jimmy ruszyli za nią.</p>
    <p>Zastali ją nad skrzynią po częściach. Spotkany na korytarzu mężczyzna właśnie coś do niej odkładał. Elise chwyciła się krawędzi skrzyni i zajrzała do środka. Odgłos szczekania i drapania pazurków dobiegał z plastikowego pojemnika.</p>
    <p>— Ostrożnie, mała. — Courtnee podbiegła do niej. — Potrafią dziabnąć.</p>
    <p>Elise odwróciła się do Jimmy’ego. W rękach trzymała jedno z wijących się zwierzątek. Z małego pyszczka wystawał różowy ozorek.</p>
    <p>— Odłóż go — poprosił Jimmy.</p>
    <p>Courtnee wyciągnęła rękę po zwierzę, ale zajmujący się szczeniakami mężczyzna już trzymał psiaka za kark. Wrzucił go do pozostałych i z hukiem zatrzasnął wieko.</p>
    <p>— Przepraszam, szefowo. — Pomimo protestów Elise odsunął skrzynię na bok.</p>
    <p>— Karmicie je? — zapytała Courtnee. Wskazała na stertę resztek na starym talerzu.</p>
    <p>— Conner to robi. Przysięgam. Te resztki są dla psa, którego przygarnął. Wie pani, jaki on jest. Przekazałem mu, co ma zrobić, ale on to ciągle odkłada.</p>
    <p>— Wrócimy do tego później — powiedziała Courtney, strzelając oczami na małą Elise. Jimmy zrozumiał, że nie chciała o tym rozmawiać przy dziecku. — Chodźmy. — Wyprowadziła Jimmy’ego za drzwi, na korytarz. On z kolei pociągnął za sobą naburmuszoną dziewczynkę.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>23</p>
    </title>
    <p>Na miejscu powitał ich znajomy i nieprzyjemny zapach. Była to woń rozgrzanej elektryki jak w serwerowni i odór niemytych ciał. Jimmy’emu pachniało to jak jego młode „ja” i dawny dom. Zresztą i brzmiało podobnie. Skądś rozlegał się szum, znajomy szept duchów, jaki sączył się z jego radiostacji. Podążył za Courtnee do pomieszczenia zastawionego stołami roboczymi, na których piętrzyły niezliczone projekty — czy jeszcze niedokończone czy już porzucone, nie sposób stwierdzić.</p>
    <p>Na blacie przy drzwiach leżały w nieładzie części komputera, a Jimmy wyobraził sobie, jakie kazanie wygłosiłby jego ojciec na widok takiego niedbalstwa. Za jednym ze stołów w głębi pomieszczenia stał mężczyzna w skórzanym fartuchu. Obrócił się ku drzwiom z metalową, dymiącą różdżką w dłoni i mrowiem narzędzi sterczących z kieszeni. Brodę miał przetykaną siwizną, a spojrzenie dzikie. Jimmy w życiu nie widział takiego człowieka.</p>
    <p>— Courtnee — wymamrotał mężczyzna. Wyjął spomiędzy warg kawałek srebrzystego drutu, odłożył różdżkę i machnięciem dłoni rozgonił kłęby dymu. — Czas na kolację?</p>
    <p>— Nie ma nawet pory lunchu — powiedziała Courtnee. — Chcę ci przedstawić dwójkę przyjaciół Juliette. Przyszli z innego silosu.</p>
    <p>— Innego silosu. — Walker nasunął na jedno oko soczewkę i zlustrował przybyszów zza przymrużonych powiek. Powoli podniósł się ze stołka. — Rozmawiałem z tobą — powiedział. Otarł dłoń o nogawkę kombinezonu i wyciągnął rękę. — Solo, mam rację?</p>
    <p>Jimmy podszedł do Walkera i uścisnął mu dłoń. Obaj mężczyźni przygryzali przez chwilę swoje brody i spoglądali na siebie nawzajem.</p>
    <p>— Wolę „Jimmy” — odparł w końcu.</p>
    <p>Walker kiwnął głową.</p>
    <p>— A, tak. Prawda.</p>
    <p>— A ja jestem Elise. — Pomachała Walkerowi. — Hannah nazywa mnie Lily, ale ja nie lubię, jak się na mnie mówi Lily. Podoba mi się Elise.</p>
    <p>— To dobre imię — zgodził się Walker. Przyjrzał jej się uważnie, skubiąc brodę i kołysząc się na piętach.</p>
    <p>— Bardzo chcieli skontaktować się z Jules — powiedziała Courtnee. — A ja miałam do niej zadzwonić, żeby dać znać, że już tu są. Czy ona… czy wszystko poszło jak trzeba?</p>
    <p>Walker otrząsnął się z odrętwienia.</p>
    <p>— Co? A, tak. — Klasnął w dłonie. — Wygląda na to, że poszło świetnie. Wróciła.</p>
    <p>— Po co wychodziła? — zapytał Jimmy. Wiedział, że nad czymś pracowała, ale nie miał pojęcia, co to takiego. Ot, jakiś Projekt, o którym nigdy nie chciała rozmawiać przez radio, gdyż nie miała pewności, czy ktoś nie podsłuchuje.</p>
    <p>— Chyba żeby sprawdzić, co tam jest — powiedział Walker i burkliwie dodał coś jeszcze, ze zmarszczonym nosem spoglądając nieufnie na otwarte drzwi warsztatu. Najwyraźniej nie uważał tego za wystarczający powód, by gdziekolwiek iść. Minęła chwila niezręcznej ciszy, a potem opuścił wzrok na blat. Jego starcze dłonie zręcznie podniosły osobliwe z wyglądu radio najeżone mnóstwem gałek i pokręteł.</p>
    <p>— Sprawdźmy, czy się zgłosi — powiedział.</p>
    <p>Wezwał Juliette, ale zgłosił się ktoś inny i poprosił, żeby chwilę zaczekali. Walker podał radio Jimmy’emu, który przyjął od niego urządzenie. Pamiętał, jak się czymś takim posługiwać.</p>
    <p>Rozległ się trzeszczący głos:</p>
    <p>— Tak? Halo…?</p>
    <p>Głos Juliette. Jimmy wcisnął przycisk.</p>
    <p>— Jules? — Spojrzał na sufit; dotarło do niego, że po raz pierwszy od nie wiadomo jak dawna była gdzieś nad nim. Oboje znajdowali się pod szczytem tego samego silosu. — Jesteś tam?</p>
    <p>— Solo! — Nie poprawił jej. — Jesteś z Walkerem. Jest z wami Courtnee?</p>
    <p>— Tak.</p>
    <p>— To świetnie. Naprawdę. Przepraszam, że mnie tam nie było. Zejdę jak tylko będę mogła. Niedługo będzie gotowe mieszkanie dla dzieci. W pobliżu farm, żeby poczuły się jak w domu. Został mi tylko… taki jeden projekt do ukończenia. Nie zajmie mi więcej niż kilka dni.</p>
    <p>— Nie szkodzi — powiedział Jimmy. Uśmiechnął się nerwowo do Courtnee; nagle poczuł się bardzo młody. W głębi duszy czuł, że kilka dni to szmat czasu. Chciał zobaczyć się z Jules albo wrócić do domu. Albo i jedno, i drugie. — Chciałbym cię jak najszybciej zobaczyć — dodał, zmieniwszy zdanie. — Niech to nie potrwa za długo.</p>
    <p>Trzask zakłóceń. Dźwięk namyślających się fal radiowych.</p>
    <p>— Nie potrwa. Obiecuję. Spotkaliście mojego tatę? Jest lekarzem. Posłałam go, żeby przebadał ciebie i dzieci.</p>
    <p>— Widzieliśmy się z nim. Jest tutaj. — Jimmy zerknął na Elise, która już ciągnęła go w stronę drzwi, zapewne myśląc o kukurydzy.</p>
    <p>— To dobrze. Mówiłeś, że Courtnee jest z wami. Możesz mi ją dać?</p>
    <p>Jimmy wręczył kobiecie radyjko i zauważył, że ręka mu drży. Courtnee wzięła urządzenie. Juliette powiedziała jej coś o klatce schodowej, a Courtnee zrelacjonowała jej przebieg kopania tunelu. Przez chwilę rozmawiały o wysłaniu radia na górę, żeby Jules je miała, a potem pokłóciły się o to, czemu jej ojciec nie był na górze, żeby sprawdzić, czy jej i komuś o imieniu Nelson nic się nie stało. Jimmy nie wszystko rozumiał. Próbował nadążyć za rozmową, ale jego myśli krążyły gdzieś indziej. A potem zdał sobie sprawę, że nigdzie nie widać Elise.</p>
    <p>— Gdzie to dziecko się podziało? — zapytał. Kucnął i zajrzał pod stół roboczy, ale nie znalazł tam niczego z wyjątkiem sterty części i popsutych maszyn. Wstał i sprawdził za jednym z wysokich regałów. Dziewczynka wybrała sobie kiepską porę na grę w chowanego. Sprawdził za rogiem, czując w gardle chłodny posmak paniki. W ich starym silosie Elise znikała błyskawicznie; łatwo się rozpraszała i kiedy zobaczyła coś błyszczącego albo poczuła zapach owoców, po prostu szła w tym kierunku. Ale tutaj… z nieznajomymi ludźmi i miejscami… Jimmy niezgrabnie lawirował pomiędzy zagraconymi stołami i regałami, a tętno coraz głośniej łomotało mu w uszach.</p>
    <p>— Dopiero co ją… — zaczął Walker.</p>
    <p>— Tutaj jestem — zawołała Elise. Pomachała im z korytarza, była tuż za drzwiami. — Wracamy już do Ricksona? Jestem głodna.</p>
    <p>— A ja obiecałam ci kukurydzę — powiedziała z uśmiechem Courtnee. Właśnie skończyła rozmawiać z Juliette; przegapiła chwilę paniki Jimmy’ego. Ruszyła do drzwi i po drodze wręczyła mu dziwne radio. — Jules chciała, żebyś je ze sobą zabrał.</p>
    <p>Jimmy ostrożnie wziął od niej urządzenie.</p>
    <p>— Powiedziała, że za jakiś dzień albo dwa spotka się z wami w waszym nowym mieszkaniu przy dolnych farmach.</p>
    <p>— Jestem naprawdę głodna — poskarżyła się z niecierpliwością Elise. Jimmy roześmiał się i powiedział, żeby zachowywała się uprzejmie, ale i jego żołądek głośno domagał się jedzenia. Wyszedłszy na korytarz zauważył, że dziewczynka wyjęła z torby album. Przyciskała go kurczowo do piersi. Luźne kolorowe strony, których jeszcze nie przyszyła wystawały spomiędzy kartek pod dziwnymi kątami.</p>
    <p>— Chodźcie ze mną — powiedziała Courtnee, prowadząc ich korytarzem. — Zakochacie się w słodkiej kukurydzy Mamy Jean.</p>
    <p>Jimmy nie wątpił w to ani trochę. Pospieszył za Courtnee, nie mogąc doczekać się posiłku i spotkania z Jules. Elise dreptała z tyłu własnym tempem. Ciężki album trzymała w obu rękach. Mruczała sobie pod nosem melodię — nie nauczyła się jeszcze gwizdać — a torba na jej ramieniu podrygiwała i wydawała własne dźwięki.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>24</p>
    </title>
    <p>Juliette weszła do śluzy po próbki. Wciąż czuła gorąco unoszące się po wypalaniu — a może tylko je sobie wyobrażała. Możliwe, że po prostu zrobiło jej się gorąco w dusznym kombinezonie. Albo na widok hermetycznie zamkniętej skrzyni o wieku osmalonym przez liżące je przed chwilą płomienie.</p>
    <p>Sprawdziła pojemnik wierzchem urękawiczonej dłoni. Materiał nie przylepił się do metalu jak smoła, wydawał się chłodny w dotyku. Po godzinie szorowania, przebierania się w nowe kombinezony i czyszczenia obu śluz oto miała przed sobą skrzynię pełną wskazówek. Skrzynię z powietrzem z zewnątrz, z glebą i innymi próbkami. Niewykluczone, że mieściła wskazówki wiele mówiące o tym, co było nie tak ze światem.</p>
    <p>Przeniosła skrzynię do drugiej śluzy, gdzie pozostali już na nią czekali, a wraz z nimi wielki, okuty ołowiem kufer, szczelny i miękko wyściełany. Zaspawaną skrzynię z próbkami włożyli do środka. Po zamknięciu wieka Nelson okleił krawędzie pierścieniem uszczelniacza, a Lukas pomógł Juliette zdjąć hełm. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo była zdyszana. Noszenie kombinezonu było męczące.</p>
    <p>Wyśliznęła się z niego, a Peter Billings pozamykał śluzy. Jego przyległe do stołówki biuro kilka tygodni temu zmieniło się w plac budowy, a Juliette dostrzegała, że nie mógł się doczekać, aż wszyscy sobie pójdą. Juliette obiecała mu, że usunie wewnętrzną śluzę tak szybko jak to tylko możliwe, ale ostrzegła, że nim to nastąpi, prawdopodobnie dojdzie do jeszcze paru wypraw poza silos. Najpierw jednak chciała zbadać próbki powietrza, które przyniosła. Czekała ich więc długa wędrówka do laboratorium czyszczenia na trzydziestym czwartym.</p>
    <p>Nelson i Sophia torowali im drogę na schodach. Juliette i Lukas szli z tyłu, dźwigając skrzynię niczym rasowi tragarze w tandemie. Kolejne pogwałcenie Paktu, pomyślała Juliette. Ludzie w srebrnych uniformach robiący za tragarzy. Jak wiele zasad była skłonna złamać teraz, gdy mianowano ją strażniczką praw? Czy okaże się dość sprytna, by uzasadnić swoje działania?</p>
    <p>Jej myśli powędrowały z własnej hipokryzji ku tunelowi, wieściom o tym, że Courtnee się przekopała i że Solo z dziećmi byli bezpieczni. Nie dawało jej spokoju, że nie było jej tam z nimi, ale przynajmniej jej ojciec był. Początkowo nie chciał mieć nic wspólnego z jej eskapadą, potem zaś opierał się przed opuszczeniem córki, żeby zająć się dziećmi. Juliette zapewniła go, że przy takiej ilości środków bezpieczeństwa badanie po powrocie jest niepotrzebne.</p>
    <p>Kufer zakołysał się i uderzył o barierkę z ostrym brzękiem. Juliette z powrotem skupiła się na czekającym ją zadaniu.</p>
    <p>— Wszystko gra tam z tyłu? — zapytał Lukas.</p>
    <p>— Jak ci tragarze to robią? — zapytała i przełożyła uchwyt do drugiej ręki. Ciężar okutego ołowiem kufra ciągnął ją w dół, a sama skrzynia plątała się pod nogami. Lukas był niżej i mógł iść środkiem schodów z ręką opuszczoną wzdłuż ciała — co wyglądało znacznie wygodniej. Idąca wyżej Juliette nie mogła sobie na taką pozycję pozwolić. Na następnym podeście kazała Lukasowi poczekać. Zdjęła opinający ją w talii pasek, przywiązała go do uchwytu i zarzuciła sobie jego pętlę na ramię; podpatrzyła to u tragarzy. Dzięki temu mogła iść bokiem, a ciężar kufra opierał jej się o biodro. Tak samo noszono czarne torby z ciałami. Piętro niżej przywykła na tyle, że pozycja wydała jej się niemal wygodna, a Juliette zaczynała dostrzegać plusy bycia tragarzem. Człowiek miał czas pomyśleć. Umysł wyhamowywał, podczas gdy ciało się poruszało. Potem jednak wspomnienie o czarnych torbach i o tym, co sami nieśli rzuciło cień na jej myśli.</p>
    <p>— Jak sobie radzisz? — zapytała Lukasa po dwóch przebytych w milczeniu obrotach spirali.</p>
    <p>— Dobrze — odparł. — Tak się tylko zastanawiam, co tu niesiemy, wiesz? Co jest w skrzyni.</p>
    <p>Jego umysł spowiły podobne cienie.</p>
    <p>— Myślisz, że to był zły pomysł? — zapytała.</p>
    <p>Nie odpowiedział. Ciężko poznać, czy wzruszył ramionami, czy tylko poprawiał chwyt.</p>
    <p>Minęli kolejny podest schodów. Nelson i Sophia zalepili taśmą drzwi, ale zza brudnego szkła obserwowały ich twarze. Juliette dostrzegła starszą kobietę, która przytknęła do szyby jaskrawy krzyż. Odwróciła się, potarła krzyż i ucałowała go, a Juliette przypomniał się ojciec Wendel i jego przekonanie, że napełniała silos strachem, nie nadzieją. Nadzieję oferował on i jego kościół, obiecywał miejsce, w którym można żyć po śmierci. Strach pochodził zaś stąd, że próba zmiany świata na lepsze mogłaby go jeszcze pogorszyć.</p>
    <p>Zaczekała, aż znajdą się pod podestem.</p>
    <p>— Hej, Luke?</p>
    <p>— No?</p>
    <p>— Zastanawiałeś się kiedyś, co się z nami dzieje, kiedy umrzemy?</p>
    <p>— Wiem, co się z nami dzieje — powiedział. — Smaruje się nas masełkiem i wygryza z kolby.</p>
    <p>Zaśmiał się z własnego żartu.</p>
    <p>— Mówię poważnie. Myślisz, że nasze dusze wzlatują do chmur i trafiają do jakiegoś lepszego miejsca?</p>
    <p>Przestał się śmiać.</p>
    <p>— Nie — odparł po dłuższej chwili. — Myślę, że po prostu przestajemy istnieć.</p>
    <p>Zrobili kolejny obrót wokół centralnego słupa, minęli kolejne piętro i drzwi na wszelki wypadek zalepione taśmą. Juliette zdała sobie sprawę, że ich głosy niosą się w górę i w dół cichej, pustej klatki schodowej.</p>
    <p>— Nie martwi mnie, że pewnego dnia mnie zabraknie — podjął po chwili Lukas. — Nie przeszkadza mi fakt, że nie istniałem sto lat temu. Myślę, że śmierć będzie podobna. Za sto lat moje życie będzie takie samo, co sto lat temu.</p>
    <p>I znowu albo poprawił chwyt, albo wzruszył ramionami. Nie sposób stwierdzić.</p>
    <p>— Powiem ci, co trwa wiecznie. — Odwrócił głowę, żeby na pewno usłyszała, a Juliette przygotowała się na ckliwy frazes typu „miłość” albo nieśmieszny żart w stylu „twoja zapiekanka”.</p>
    <p>— Co takiego trwa wiecznie? — zapytała posłusznie. Podejrzewała, że zaraz tego pożałuje, ale najwyraźniej oczekiwał, że zapyta.</p>
    <p>— Nasze decyzje — powiedział.</p>
    <p>— Możemy się na chwilę zatrzymać? — zapytała Juliette. Pasek boleśnie obcierał jej szyję. Postawiła swój koniec skrzyni na stopniu, a Lukas przytrzymał swoją połowę w powietrzu, żeby kufer wisiał poziomo. Juliette sprawdziła węzeł i obróciła się, by zmienić ramię.</p>
    <p>— Przepraszam, powiedziałeś „nasze decyzje”? — Nie rozumiała.</p>
    <p>Lukas odwrócił się i spojrzał na nią.</p>
    <p>— Tak. Nasze czyny, wiesz? One trwają wiecznie. Cokolwiek robimy, staje się to faktem już na zawsze. Czynów za nic nie cofniesz.</p>
    <p>Nie tego rodzaju odpowiedzi się spodziewała. W jego głosie pobrzmiewał smutek, a Juliette była poruszona niesamowitą prostotą jego odpowiedzi. Coś w tym było, ale nie miała pewności co.</p>
    <p>— Powiedz więcej — poprosiła. Zarzuciła sobie pętlę na drugi bark, gotowa znów dźwignąć kufer, ale Lukas przytrzymał się barierki i najwyraźniej nie przeszkadzała mu dodatkowa chwila zwłoki.</p>
    <p>— Jakby to… Świat krąży wokół słońca, prawda?</p>
    <p>— Ty tak twierdzisz. — Zaśmiała się.</p>
    <p>— No cóż, uwierz mi, że tak jest. Potwierdza to Dziedzictwo i człowiek z silosu pierwszego.</p>
    <p>Juliette prychnęła na znak, że ani jednemu, ani drugiemu nie można ufać. Lukas zignorował to i mówił dalej.</p>
    <p>— To oznacza, że nie istniejemy w jednym miejscu. Przeciwnie, wszystko co robimy zostawia… tak jakby ślad w przestrzeni, wielki pierścień decyzji. Każde nasze działanie…</p>
    <p>— I każdy błąd.</p>
    <p>Przytaknął i otarł czoło rękawem.</p>
    <p>— I każdy błąd. Ale i każdy dobry uczynek. Są nieśmiertelne, każdy najmniejszy ślad, jaki po sobie zostawiamy. Nawet jeśli nikt ich nie widzi ani nie pamięta, to nie ma znaczenia. Zawsze zostawiamy za sobą ślad tego, co się stało, co zrobiliśmy, każdej decyzji. Przeszłość żyje wiecznie. Nie sposób jej zmienić.</p>
    <p>— Aż strach coś spieprzyć — powiedziała Juliette. Przez cały czas nie mogła wyzbyć się myśli, że być może skrzynia, którą nieśli była jednym wielkim błędem. Oczyma wyobraźni widziała pętlę, jaką zostawiła w kosmosie: kłótnie z ojcem, utrata kochanka, wyjście na czyszczenie. Potężna spirala bólu — niczym wędrówka w dół schodów z krwawiącą stopą.</p>
    <p>A plamy krwi nigdy się nie zmyją. To właśnie próbował powiedzieć jej Lukas. Już zawsze zraniła swojego ojca. Czy tak się w ogóle mówi? Już zawsze tak było. To nie czas przeszły, to czas nieśmiertelny. Nowa zasada gramatyczna. <emphasis>Już zawsze</emphasis> zginęli jej przyjaciele. <emphasis>Już zawsze</emphasis> umarł jej brat, a mama odebrała sobie życie. <emphasis>Już zawsze</emphasis> wzięła tę cholerną posadę szeryfa.</p>
    <p>Nie było powrotu. Przeprosiny to nie spawy, stanowiły tylko przyznanie się, że coś pękło, coś się zepsuło. Często pomiędzy dwójką ludzi.</p>
    <p>— W porządku? — zapytał Lukas. — Możemy iść?</p>
    <p>Lecz ona wiedziała, że nie miał na myśli tylko zmęczonej ręki. Potrafił dostrzec jej sekretne zmartwienia. Jego uważny wzrok pozwalał mu dostrzec w niej najmniejsze ukłucia bólu.</p>
    <p>— Jasne, wszystko gra — skłamała. Wysiliła pamięć w poszukiwaniu jakiegoś szlachetnego czynu w swojej przeszłości nieokrwawionego stopnia, najmniejszego gestu, który uczyniłby świat odrobinę lepszym miejscem. Lecz kiedy wysłano ją na czyszczenie, odmówiła. <emphasis>Już zawsze</emphasis> odmówiła. Odwróciła się plecami i odeszła, i nie istniał sposób, by wrócić i postąpić inaczej.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Nelson czekał na nich w laboratorium czyszczenia. Miał już na sobie drugi kombinezon — choć bez hełmu — i wszystko było naszykowane. Kombinezon, który Juliette miała na sobie oraz te, których użyli do szorowania, zostały w śluzie. Wyjęli tylko zainstalowane w kołnierzach radia. Były równie bezcenne co ludzie, zażartowała wówczas Juliette. Nelson i Sophia zdążyli już zainstalować je w nowej parze kombinezonów; Lukas miał dostać trzecie radio na korytarzu.</p>
    <p>Postawili kufer na podłodze przy oczyszczonym blacie roboczym i przez chwilę potrząsali rękami, żeby wróciło im czucie i obieg krwi.</p>
    <p>— Zabezpieczysz drzwi? — zapytała Lukasa.</p>
    <p>Kiwnął głową i rzucił ostatnie spojrzenie na skrzynię. Juliette widziała w jego oczach, że wolałby zostać i pomagać. Uścisnął jej ramię i pocałował ją w policzek, a potem wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Juliette przysiadła na swoim posłaniu i wcisnęła się w kolejny kombinezon, podczas Lukas i Sophia zalepiali taśmą drzwi. Otwory wentylacyjne pod sufitem zakrywały dwie warstwy folii. Juliette wiedziała, że w pojemniku było znacznie mniej powietrza niż sama wpuściła do silosu siedemnastego — a przecież przeżyła — ale i tak nie zaniechali żadnych możliwych środków bezpieczeństwa. Juliette nalegała, by postępowali tak, jakby każdy z tych pojemników zawierał dość trucizny, by zabić wszystkich mieszkańców silosu.</p>
    <p>Nelson zasunął suwak na plecach jej kombinezonu i przykrył go zapinaną na rzepy klapką. Juliette włożyła rękawice. Hełmy z kliknięciem wpasowały się kołnierze. Żeby zapewnić sobie i Nelsonowi mnóstwo powietrza i czasu, Juliette pożyczyła butlę z tlenem z zestawu acetylenowego. Przepływ powietrza regulowało się niedużym pokrętłem, a nadmiar uciekał przez układ podwójnych zaworów. Po krótkim teście sprzętu do oddychania Juliette stwierdziła, że powietrza we wspólnej butli starczyłoby im na parę dni.</p>
    <p>— W porządku? — zapytała Nelsona, regulując głośność radia.</p>
    <p>— Tak — powiedział. — Jestem gotowy.</p>
    <p>Juliette z zadowoleniem stwierdziła, że stali się zgranym zespołem — dwójka mechaników noc w noc pracująca w zgodnym rytmie nad wspólnym projektem. Większość ich rozmów kręciła się wokół projektu, potencjalnych wyzwań, podawanych sobie narzędzi. Dowiedziała się jednak również, że matka Nelsona pracowała z jej ojcem, była pielęgniarką, która potem przeprowadziła się w głębiny, żeby zostać lekarzem. Dowiedziała się też, że Nelson skonstruował dwa ostatnie kombinezony do czyszczenia, ubierał Holstona przed wyjściem i niewiele brakowało, a przydzielono by go jej. Juliette doszła do wniosku, że ten projekt to dla nich obojga forma rozgrzeszenia. Nelson poświęcał mu długie godziny, których nie oczekiwałaby od nikogo innego. Oboje chcieli uczynić świat lepszym miejscem.</p>
    <p>Wzięła płaski śrubokręt z wieszaka na narzędzia i zaczęła zdrapywać uszczelniacz z krawędzi wieka. Nelson wybrał inny śrubokręt i zaczął skrobać z drugiej strony. Kiedy ich narzędzia się spotkały, podważyli i unieśli wieko, odsłaniając metalowy pojemnik ze śluzy. Unieśli mniejszą skrzynię i położyli na uprzednio przygotowanym blacie. Juliette zawahała się. Dziesiątki zawieszonych na ścianach kombinezonów przyglądały im się z milczącą dezaprobatą.</p>
    <p>Ale przecież podjęli wszystkie możliwe środki bezpieczeństwa. Nawet te niedorzeczne. Kombinezony, które mieli na sobie pozbawiono zbędnego podbicia, żeby nie krępowały ruchów. Rękawice też. Juliette przystała na każde ustępstwo, o jakie prosił Lukas. Tak samo było z Shirly i jej podejściem do kopania przy użyciu zapasowej prądnicy — przecież kazała zmniejszyć zużycie prądu z głównego generatora, a nawet umieścić ładunki wybuchowe w tunelu na wypadek skażenia. Godziła się na wszystko, co pozwalało pchnąć projekt do przodu.</p>
    <p>Juliette wróciła do tu i teraz, gdy zauważyła, że Nelson na nią czeka. Podniosła pokrywę metalowej skrzyni i wyjęła próbki. Dwie z powietrzem, jedną kontrolną z argonem ze śluzy, po jednej z powierzchni i z głębi gruntu, i jeszcze jedną z rozpadających się szczątków ludzkich. Wszystkie powędrowały na blat roboczy; skrzynię odstawili na bok.</p>
    <p>— Od czego chce pani zacząć? — zapytał Nelson. Wziął fragment stalowej rurki z kawałkiem kredy na końcu, zaimprowizowane narzędzie do pisania w rękawicach. Obok na blacie stała tabliczka gotowa do zapisania.</p>
    <p>— Zacznijmy od próbek powietrza — powiedziała. Minęło już kilka godzin od pobrania próbek. W skrytości ducha obawiała się, że z uszczelek już nic nie zostało i niczego nie zaobserwują. Sprawdziła oznaczenia na pojemniczkach i znalazła ten z numerem „2”. Próbka pobrana przy wzgórzach.</p>
    <p>— Wie pani, jest w tym pewna ironia — odezwał się Nelson.</p>
    <p>Juliette wzięła od niego pojemnik z próbką i zajrzała przez plastikowe wieczko.</p>
    <p>— Co masz na myśli?</p>
    <p>— Po prostu… — Odwrócił się, spojrzał na zegar na ścianie i naskrobał na tabliczce godzinę, po czym ze skruchą zerknął na Juliette. — To dziwne, że to robimy, że sprawdzamy jak jest na zewnątrz, że w ogóle wolno nam o tym mówić. To znaczy, przecież zrobiłem dla pani kombinezon. Byłem głównym technikiem odpowiedzialnym za kombinezon szeryfa Holstona. — Zza wizjera hełmu dostrzegła jego pochmurną minę i lśniące od potu czoło. — Pamiętam, jak pomagałem mu się ubrać.</p>
    <p>Już trzeci albo i czwarty raz próbował zabrać się do niezręcznych przeprosin, a Juliette doceniała jego gest.</p>
    <p>— Ty tylko wykonywałeś swoje zadanie — zapewniła go. A potem przeszło jej przez myśl, że takie podejście potrafi czasem poprowadzić człowieka naprawdę paskudną drogą.</p>
    <p>— Ale ironia tkwi w tym, że to pomieszczenie… — Machnął urękawiczoną ręką na zwisające ze ścian kombinezony. — Nawet moja mama wierzyła, że to pomieszczenie istnieje po to, żeby pomagać ludziom, pomagać czyścicielom przetrwać jak dłużej, żeby pomóc im zbadać zewnętrzny świat, o którym nikomu nie wolno było mówić. Aż w końcu my się tu znaleźliśmy. 1 robimy coś więcej niż gadanie.</p>
    <p>Juliette nie odpowiedziała, ale Nelson miał rację. Te ściany pełne były zarówno nadziei jak i strachu.</p>
    <p>— To, co pragniemy odkryć oraz to, co jest na zewnątrz to dwie różne rzeczy — powiedziała w końcu. — Skupmy się na zadaniu.</p>
    <p>Nelson kiwnął głową i uniósł kredę. Juliette potrząsnęła pierwszym pojemnikiem, żeby oddzielić od siebie uszczelki. Ta wytrzymała z Zaopatrzenia była nienaruszona. Na krawędziach wciąż widniały żółte oznaczenia. Druga uszczelka była w znacznie gorszym stanie. Czerwone oznaczenia zniknęły; powietrze w pojemniku wytrawiło brzegi. Tak samo było z dwoma kawałkami taśmy grzewczej na dnie. Kwadratowy fragment z Zaopatrzenia wyszedł z eksperymentu bez szwanku. Drugi, z IT — Juliette dla odróżnienia wycięła go w kształt trójkąta — miał na środku wygryzioną dziurkę.</p>
    <p>— Powiedziałabym, że poszła jedna ósma uszczelki — powiedziała. — Jeden otwór w taśmie grzewczej, trzy milimetry średnicy. Obie próbki z Zaopatrzenia wyglądają na nienaruszone.</p>
    <p>Nelson zapisał jej obserwacje. Oto jak postanowiła zmierzyć toksyczność powietrza — używając uszczelek i taśmy, które zaprojektowano, by zgniły w atmosferze i porównując je z tymi, o których wiedziała, że wytrzymają. Podała mu pojemnik, by mógł zweryfikować wynik i w tym momencie dotarło do niej, że oto trzymają w rękach pierwsze dane, dowód na miarę jej powrotu z czyszczenia. Sprzęt z magazynów laboratorium miał zawieść. Juliette przeszedł dreszcz. W jej umyśle już rodziły się dziesiątki pomysłów na nowe eksperymenty. A przecież jeszcze nie otworzyli pojemników z powietrzem ze środka.</p>
    <p>— Potwierdzam zniszczenie jednej ósmej uszczelki — powiedział Nelson, zaglądając do pojemnika. — Ubytek w taśmie oceniłbym na dwa i pół milimetra.</p>
    <p>— Pisz dwa i pół — powiedziała. W przyszłości powinni używać osobnych tabliczek. W przeciwnym razie jej obserwacje mogą wpływać na jego i vice versa. Musiała się tylu rzeczy nauczyć. Chwyciła kolejną próbkę, podczas gdy Nelson notował kredą liczby.</p>
    <p>— Próbka pierwsza — powiedziała. — Pobrana na rampie. — Zajrzała do środka; jedna uszczelka była cała, z pewnością ta z Zaopatrzenia. Z drugiej zostało tylko pół. W jednym miejscu przeżarło ją niemal na wylot. Juliette obróciła pojemnik do góry nogami tak, by uszczelka oparła się o przejrzystą pokrywkę. — Coś jest nie tak — mruknęła. — Poświeć mi tu.</p>
    <p>Nelson wygiął w jej kierunku elastyczne ramię lampki. Juliette wymierzyła snop światła w górę, pochyliła się nad blatem, odwracając głowę i w tej niezręcznej pozycji spojrzała na zrujnowaną uszczelkę oraz błyszczącą taśmę na denku pojemnika.</p>
    <p>— Powiedziałabym, że… znikła połowa uszczelki. Otwory w taśmie szerokie na pięć… nie, sześć milimetrów. Musisz sam to zobaczyć.</p>
    <p>Nelson zanotował liczby i wziął od niej pudełko, wygiął lampkę w swoją stronę. Juliette nie spodziewała się wielkiej różnicy między próbkami, ale jeśli już to podejrzewała, że gorsza okaże się ta ze wzgórz, nie z rampy. Nie z miejsca, skąd wypompowywali dobre powietrze.</p>
    <p>— Może pomyliłam kolejność — rozważyła na głos. Sięgnęła po kolejny pojemnik, próbkę kontrolną. Poza silosem była bardzo ostrożna, ale w głowie miała mętlik. W pewnym momencie straciła poczucie czasu i otworzyła jeden z pojemników na dłużej niż powinna. To pewnie przez to.</p>
    <p>— Potwierdzam — powiedział Nelson. — O wiele bardziej zniszczona. To na pewno próbka z rampy?</p>
    <p>— Chyba schrzaniłam sprawę. Zostawiłam pojemnik otwarty na zbyt długo. Cholera. Możliwe, że nasze pomiary i porównania okażą się nic niewarte.</p>
    <p>— Właśnie dlatego mamy więcej niż jedną próbkę — powiedział Nelson. Kaszlnął, aż zaparowała mu szybka hełmu. Odchrząknął. — Proszę się nie obwiniać.</p>
    <p>Dobrze ją znał. Juliette wzięła próbkę kontrolną. Klęła pod nosem na samą siebie; zastanawiała się, co stojący na korytarzu Lukas o tym wszystkim myślał, kiedy słuchał ich przez radio.</p>
    <p>— To już ostatni — powiedziała, potrząsając pojemnikiem.</p>
    <p>Nelson czekał z kredą nad powierzchnią tabliczki.</p>
    <p>Słucham</p>
    <p>— Nie… rozumiem… — Wygięła ramię lampki, by oświetlić wnętrze pudełka. Potrząsnęła. Pot ściekał jej po szczęce i skapywał z podbródka. — Myślałam, że to jest próbka kontrolna — powiedziała. Odłożyła pojemnik i sięgnęła po inny, lecz ten był pełen ziemi. Serce tłukło jej się w piersi, kręciło jej się w głowie. To nie miało żadnego sensu. Chyba, że pomyliła kolejność próbek. Czyżby wszystko schrzaniła?</p>
    <p>— No tak, to próbka kontrolka — stwierdził Nelson. Postukał pojemnik trzymaną w dłoni rurką. — Tu jest oznaczenie.</p>
    <p>— Zaczekaj — powiedziała Juliette. Wzięła parę głębszych oddechów. Znów zajrzała do środka. To była próbka powietrza ze śluzy. W pojemniku nie powinno znaleźć się nic oprócz argonu. Wręczyła pudełko Nelsonowi.</p>
    <p>— Faktycznie, coś jest nie tak — przytaknął i potrząsnął pojemnikiem. — Coś tu nie gra.</p>
    <p>Juliette prawie go nie słyszała. W jej głowie kłębiły się dziesiątki myśli. Nelson zajrzał do pudełka.</p>
    <p>— Myślę… — zawahał się — że uszczelka mogła wypaść przy otwieraniu pojemnika. Jeśli tak, to nic się nie stało. Zdarza się. A może…</p>
    <p>— Niemożliwe — zaprotestowała. Była bardzo ostrożna. Pamiętała, że widziała uszczelki w środku. Nelson odchrząknął, położył próbkę na stole roboczym i wycelował lampę tak, aby świeciła prosto na pojemnik. Pochylili się nad pudełkiem. Nic nie wypadło, była przekonana. Choć z drugiej strony, popełniała błędy. Każdemu się zdarzały…</p>
    <p>— W środku jest tylko jedna uszczelka — powiedział Nelson. — Myślę, że mogła naprawdę wypaść…</p>
    <p>— Taśma grzewcza — przerwała mu Juliette. Poprawiła lampę. Błysnął kawałek taśmy uczepionej dna. Drugi fragment zniknął. — Chcesz mi powiedzieć, że kawałek przylepionej taśmy też wypadł?</p>
    <p>— W takim razie pojemniki są pomieszane — powiedział. — Odwróciliśmy kolejność. W odwrotnej kolejności wszystko nabiera sensu. Bo próbka ze wzgórza nie jest tak zniszczona jak ta z rampy. Ot, i wszystko.</p>
    <p>Juliette również przemknęło to przez myśl — była to próba dostosowania własnych wyobrażeń do tego, co widziała. Wyszła poza silos głównie po to, by potwierdzić swoje przypuszczenia. Co jednak miała myśleć, widząc coś kompletnie odmiennego?</p>
    <p>I wtedy do niej dotarło. To było jak cios kluczem francuskim w potylicę. Jak zdrada maszyny, która zawsze była dla niej dobra — niczym zaufana pompa, która nagle i bez ostrzeżenia zaczynała tłoczyć zamiast zasysać. Olśnienie uderzyło ją jak ukochana osoba, która odwracała się plecami w chwili jej upadku. Jak wspaniała więź, która nie tyle zniknęła, co nigdy tak naprawdę nie istniała.</p>
    <p>— Luke — powiedziała w nadziei, że miał włączone radio i nasłuchiwał. Czekała. Nelson kaszlnął.</p>
    <p>— Jestem — zgłosił się; jego głos brzmiał cicho i odlegle. — Słyszałem was.</p>
    <p>— Argon — powiedziała Juliette, spoglądając na Nelsona przez krzywizny hełmów. — Co o nim wiemy?</p>
    <p>Nelson zamrugał, żeby pozbyć się potu z oczu.</p>
    <p>— Co mamy wiedzieć? — zapytał Lukas. — Gdzieś mam schowany układ okresowy. Chyba w jednej z szafek.</p>
    <p>— Nie — odparła Juliette, podnosząc głos tak, by na pewno ją usłyszał. — Chodzi mi o to, skąd pochodzi. Czy w ogóle mamy pewność, co to jest?</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>25</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>W klatce piersiowej Donalda coś grzechotało jak jakaś luźna część — wewnętrzny alarm informujący, że jego stan się pogarszał. Zmusił się do kaszlu, choć przepona i inne mięśnie bolały go już z wysiłku, a w gardle paliło. Nachylił się na krześle i wykasływał płuca, aż wreszcie coś w głębi jego piersi się oderwało i wylądowało na języku, by mógł to wypluć na cuchnącą szmatkę.</p>
    <p>Złożył chustkę, woląc w nią nie zaglądać i opadł ciężko na krzesło, spocony i wyczerpany. Wziął głęboki, mniej grzechoczący oddech. I kolejny. Parę haustów chłodnego powietrza, które nie były dla niego torturą. Czy jest coś wspanialszego od bezbolesnego oddychania?</p>
    <p>Wciąż oszołomiony rozejrzał się po pokoju, chłonąc rzeczy, które kiedyś uważał za oczywiste: resztki posiłku, talia kart, powieść z pożółkłymi kartkami rozłożona jak motyl — ślady zmian wytrzymanych, lecz niewycierpianych. Teraz zaś cierpiał. Cierpiał czekając, aż zgłosi się silos osiemnasty. Badawczo przyglądał się schematom wszystkich innych silosów, których los go smucił. Martwe światy, oto co widział. Zginą wszystkie z wyjątkiem jednego. Coś łaskotało go w gardle; był pewien, że umrze zanim cokolwiek postanowi, zanim znajdzie sposób, by pomóc, wybrać albo pokierować projekt na inne, mniej samobójcze tory Tylko on wiedział i tylko jego to obchodziło — a jego wiedza i współczucie zostaną pogrzebane wraz z nim.</p>
    <p>Co on sobie w ogóle myślał? Że zdoła coś naprawić? Że jest w stanie uzdrowić świat, który sam pomógł zniszczyć? Świat był już dawno nie do naprawienia. Świat był już dawno nieuleczalny. Wystarczyło, że kamera drona raz mignęła mu zielenią trawy i błękitem nieba, a on już tracił rozum. Teraz jednak, po tak długim czasie, zaczynał wątpić w to, co zobaczył. Wiedział, jak przebiegało czyszczenie. Był świadomy, że nie należy ufać widokowi z maszyny.</p>
    <p>A jednak ogarniała go jakaś idiotyczna nadzieja, kiedy zasiadał tutaj, w pomieszczeniu łączności, by znów się z nimi skontaktować. Owa nadzieja kazała mu marzyć, że to wszystko kiedyś się skończy, że mieszkańcy silosów jakimś sposobem staną się wolni, że będą mogli żyć własnym życiem i nikt nie będzie się wtrącał. Kierowała nim również ciekawość; chciał wiedzieć, jaka ostatnia wielka tajemnica kryła się w tych serwerach — a nie mógł jej rozwikłać bez pomocy szefa IT, którego sam inicjował. Donald chciał po prostu poznać prawdę. Marzył o odpowiedziach i o bezbolesnej śmierci dla siebie i Charlotte. Pragnął położyć kres zmianom i snom. Spocząć gdzieś już na zawsze, może na wzgórzu z widokiem na grób Helen. Chyba nie prosił o zbyt wiele.</p>
    <p>Zerknął na zegar na ścianie. Spóźniali się. Już piętnaście minut. Coś się działo. Spojrzał na przeskakującą wskazówkę i uświadomił sobie, że cała Operacja Pięćdziesiąt, wszystkie silosy, są jak gigantyczny zegar. Wszystko zostało zautomatyzowane. Puszczona w ruch sprężyna rozwijała się.</p>
    <p>Niewidzialne, gnane wiatrem maszyny okrążały planetę, niszcząc wszystko co ludzkie i oddając świat przyrodzie. Pochowani pod ziemią ludzie byli jak uśpione nasionka, które musiały odczekać jeszcze dwieście lat, nim pozwoli się im wykiełkować. Dwa stulecia. Donald znów poczuł drapanie w gardle i zastanowił się, czy zostały mu choćby dwa <emphasis>dni</emphasis>.</p>
    <p>W tym momencie zostało piętnaście minut. Tylko kwadrans zanim operatorzy wrócą do pracy. Te jego sesje szybko stały się normą. Nie było niczym niezwykłym, gdy przełożeni wypraszali wszystkich, aby przeprowadzić poufną rozmowę, ale to wzbudzało podejrzenia, jeśli zdarzało się codziennie o tej samej porze. Uwadze Donalda nie uszły spojrzenia, jakie czasem wymieniali technicy, zabierając swoje kubki i wychodząc. Pewnie myśleli, że chodzi o romans. Donald często miał wrażenie, że to <emphasis>był</emphasis> swego rodzaju romans. Romans z przeszłością i prawdą.</p>
    <p>A teraz go wystawili. Połowę sesji zmarnował na słuchanie sygnału nieodebranej rozmowy. Coś tam się działo. Coś złego. A może to Donald był rozdrażniony po najnowszych doniesieniach. W jego własnym silosie znaleziono zwłoki, a Ochrona próbowała rozgryźć tę sprawę. Dziwne, że prawie go to nie obeszło. Bardziej troszczył się o inne silosy; dla swoich ludzi utracił niemal całą empatię.</p>
    <p>Coś kliknęło w słuchawkach.</p>
    <p>— Halo? — zapytał słabym, zmęczonym głosem. Ufał, że maszyny to ukryją.</p>
    <p>Jedyną odpowiedzią był odgłos czyjegoś oddechu. Lecz to wystarczyło, już wiedział. Lukas do tego czasu by się przywitał.</p>
    <p>— Pani burmistrz — powiedział.</p>
    <p>— Wiesz, że nie lubię, gdy się mnie tak nazywa — odparła. Brzmiała na zdyszaną, jakby dopiero co biegła.</p>
    <p>— Wolisz Juliette?</p>
    <p>Cisza. Donald zastanowił się, dlaczego wolał, kiedy zgłaszała się ona. Lukasa lubił. Był obecny przy jego inicjacji i podziwiał ciekawość tego człowieka oraz to, jak uważnie wczytywał się w Dziedzictwo. Rozmowy z Lukasem o dawnym świecie napełniały go nostalgią i stanowiły swego rodzaju terapię. I to właśnie dzięki Lukasowi miał wgląd w zawartość serwerów.</p>
    <p>W przypadku Juliette wabiło go coś innego. Chodziło o oskarżenia i obelgi, na które — jak doskonale wiedział — w pełni zasłużył. Rozmowy z Juliette to groźby i wroga cisza. Jakaś część Donalda pragnęła, by Juliette przyszła po niego i wykończyła go zanim zdąży to zrobić kaszel. Upokorzenie i egzekucja — oto jego droga do odkupienia win.</p>
    <p>— Wiem, jak to robicie — powiedziała wreszcie Juliette. W jej głosie był ogień. Jad. — Wreszcie zrozumiałam. Rozgryzłam was.</p>
    <p>Donald zsunął słuchawkę z jednego ucha i otarł strużkę potu.</p>
    <p>— Co takiego zrozumiałaś? — zapytał. Zastanawiał się, czy może Lukas znalazł coś w jednym z serwerów, coś co rozjuszyło Juliette.</p>
    <p>— Czyszczenie — syknęła.</p>
    <p>Donald sprawdził godzinę. Piętnaście minut minie w mgnieniu oka, trzeba będzie się spieszyć. Człowiek, który czytał tamtą powieść wkrótce wróci, tak samo jak technicy, którzy wyszli w środku partyjki pokera.</p>
    <p>— Cieszę się, że chcesz porozmawiać o czyszczeniu…</p>
    <p>— Właśnie byłam na zewnątrz — przerwała.</p>
    <p>Donald zakrył mikrofon i kaszlnął.</p>
    <p>— Gdzie na zewnątrz? — zapytał. Przyszedł mu na myśl tunel, który rzekomo kopała i hałas, który niedawno ustał. Stwierdził, że może miała na myśli dotarcie poza obręb silosu.</p>
    <p>— Całkiem na zewnątrz. Na wzgórzach. W świecie, który zostawili starożytni. Wzięłam próbki.</p>
    <p>Donald pochylił się na krześle. Próbowała go zastraszyć, ale jedyne co słyszał to obietnica. Chciała, by cierpiał, ale jedyne co czuł to podekscytowanie. <emphasis>Na zewnątrz</emphasis>. W dodatku po próbki. Marzył o takiej wyprawie. Marzył, by przekonać się, czego się tam nawdychał, co uczyniono ze światem i czy zmieniał się on na lepsze czy na gorsze. Juliette musiała sądzić, że to <emphasis>on</emphasis> zna wszystkie odpowiedzi. A przecież jedyne co miał to pytania.</p>
    <p>— Co takiego znalazłaś? — szepnął. A te cholerne maszyny sprawią, że wyda się jej niezainteresowany. Zabrzmi tak, jakby doskonale znał odpowiedź. Czemu nie potrafił po prostu powiedzieć, że nie ma pojęcia, co jest nie tak ze światem i proszę, proszę, czy mogłaby mu pomóc? Pomóc sobie nawzajem.</p>
    <p>— Nie wysyłacie nas, żebyśmy czyścili. Wysyłacie coś innego. Powiem ci, co odkryłam…</p>
    <p>Dla Donalda jej głos był całym wszechświatem. Ciężar zawieszonej w górze ziemi zniknął tak jak beton pod jego stopami. Istniał tylko on, zamknięty w maleńkim bąbelku — i ten głos.</p>
    <p>— …pobraliśmy dwie próbki i kolejną ze śluzy, gdzie powinien być obojętny chemicznie gaz. Wzięliśmy próbkę z rampy i ze wzgórz.</p>
    <p>Nagle to on był tym, który milczy. Ubranie lepiło mu się do ciała. Czekał i czekał, ale ona wciąż się nie odzywała. Chciała, żeby ją błagał. Może wiedziała, jaki jest zagubiony.</p>
    <p>— Co odkryłaś? — powtórzył.</p>
    <p>– Że jesteście bandą zawszonych kłamców. Że za każdym razem, gdy wam wierzyliśmy i ufaliśmy, byliśmy głupi. Bierzemy za pewnik wszystko, co nam pokazujecie i mówicie, a nic z tego nie jest prawdą. Może nie było żadnych starożytnych. A te wszystkie książki? Spalić je wszystkie. I ty pozwalasz, żeby Lukas wierzył w te brednie…</p>
    <p>— Książki nie kłamią — powiedział Donald.</p>
    <p>— Gówno prawda. Tak jak argon? Argon jest prawdziwy? Co wy do cholery pompujecie do śluzy, kiedy wychodzimy na czyszczenie?</p>
    <p>Donald powtórzył w myślach jej pytanie.</p>
    <p>— Co masz na myśli? — zapytał.</p>
    <p>— Skończ te gierki. Teraz wiem, co jest grane. Kiedy wysyłacie nas na zewnątrz, napełniacie śluzę czymś żrącym. Najpierw niszczy uszczelki, potem nasze ciała. Zrobiliście z tego gałąź nauki, co? No to ci powiem, że znalazłam kable przesyłające sygnał z ukrytych kamer. Przecięłam je parę tygodni temu. Tak, to byłam ja. Widziałam też wasze kable zasilające. I rury. Gaz jest w tych rurach, mam rację?</p>
    <p>— Juliette, posłuchaj…</p>
    <p>— Nie wymawiaj mojego imienia jakbyś mnie znał. Nie znasz mnie. Te wszystkie rozmowy, wciskanie kitu, że zaprojektowałeś mój silos, bajki jakie opowiadasz Lukasowi o świecie, który niby to widziałeś. Chciałeś, żebyśmy cię polubili? Żebyśmy pomyśleli, że jesteś naszym przyjacielem? Że chcesz nam pomóc?</p>
    <p>Donald zerknął na bezlitośnie tykający zegar. Technicy niedługo wrócą. Będzie musiał na nich wrzasnąć, żeby sobie poszli. Nie mógł przerwać rozmowy w takim momencie.</p>
    <p>— Przestań do nas wydzwaniać — powiedziała Juliette. — Od tego brzęczenia i migających świateł aż głowa pęka. Jeśli dalej będziesz nas codziennie napastować, rozpieprzę to wszystko w drobny mak, a i bez tego mam dość roboty.</p>
    <p>— Posłuchaj… Proszę…</p>
    <p>— Nie, to ty posłuchaj. Odcinamy się od was. Nie chcemy waszych kamer, waszego prądu, waszego gazu. Każę to wszystko odciąć. I nikt z nas już nigdy nie pójdzie na czyszczenie. Koniec z tym niby-argonem. Przy moim następnym wyjściu w śluzie będzie czyste powietrze. A teraz odpierdol się i zostaw nas w spokoju.</p>
    <p>— Juliette…</p>
    <p>Ale już się rozłączyła.</p>
    <p>Donald zerwał z głowy słuchawki i rzucił je na biurko. Karty rozpierzchły się, a przycupnięta na blacie książka spadła i się zamknęła.</p>
    <p>Argon? Co ją, do cholery, naszło? Ostatnio była tak wściekła, kiedy znalazła jakąś maszynę i groziła, że się do niego dokopie. Ale teraz chodziło o coś innego. Argon. Wypompowywany przy czyszczeniu. Nie miał pojęcia, o czym mówiła. Wypompowywany przy czyszczeniu…</p>
    <p>Zakręciło mu się w głowie, a Donald znowu opadł na krzesło. Jego kombinezon lepił się od potu. Chwycił zakrwawioną chustkę i przypomniał sobie mgłę wypełniającą śluzę. Pamiętał, jak szedł chwiejnym krokiem, dając się ponieść tłumowi; pamiętał, jak wołał Helen, a powidok wypalonych na siatkówce eksplozji nie chciał zniknąć sprzed oczu, Anna i Charlotte ciągnęły go za sobą, wszystko zaś spowijały białe obłoki.</p>
    <p>Gaz. Wiedział, jak przebiegało czyszczenie. Śluza napełniała się gazem o podwyższonym ciśnieniu. Gaz wypychał zewnętrzne powietrze. Gaz, który <emphasis>wychodził</emphasis>.</p>
    <p>— W powietrzu jest pył — powiedział Donald. Oparł się o blat, kolana miał jak z waty. Nanomaszyny pożerały ludzkość, a wychodziły na świat przy każdym czyszczeniu, małymi obłoczkami uwalnianymi równo jak w zegarku, tik-tak, tik-tak, przy każdym wygnaniu.</p>
    <p>Słuchawki milczały.</p>
    <p>— Jestem starożytnym — powiedział, naśladując jej słowa. Chwycił leżące na biurku słuchawki i głośno powtórzył do mikrofonu. — Jestem starożytnym. Ja to zrobiłem!</p>
    <p>Znów osunął się na biurko, omal nie upadł.</p>
    <p>— Przepraszam — wymamrotał. — Przepraszam, przepraszam.</p>
    <p>I krzyknął:</p>
    <p>— Przepraszam!</p>
    <p>Ale nikt nie słuchał.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>26</p>
    </title>
    <p>Charlotte na próbę poruszyła lotką w lewym skrzydle drona. Wyczuła luzy na linkach sterujących. Wzięła zawieszoną na ogonie szmatkę i otarła spocony kark. Sięgnęła do torby z narzędziami po średni śrubokręt. Pod dronem leżały porozrzucane części, wszystko co nie było absolutnie niezbędne. Komputer sterujący zrzucaniem bomb, zaczepy na broń, serwomechanizmy zwalniające. Wyjęła z drona wszystkie kamery z wyjątkiem jednej, odarła go nawet z części wsporników wzmacniających konstrukcję, dzięki którym maszyna mogła wytrzymać kilkanaście g. Zamierzała lecieć prosto jak strzelił, obędzie się bez naprężeń na skrzydłach. Tym razem pomknie nisko i szybko, nie dbając już o to, czy ktoś zobaczy drona. Liczyło się to, by zajrzeć dalej, by przekonać się, by potwierdzić. Charlotte od tygodnia pracowała nad tym cholerstwem i jedyne o czym myślała to ostatnie dwa drony, które błyskawicznie odmówiły posłuszeństwa. Za pierwszym razem mieli mnóstwo szczęścia.</p>
    <p>Wyczołgała się spod ogona drona. Panel dostępu był już otwarty, z kablami na wierzchu. Zamierzała posmarować każdy z paneli odrobiną uszczelniacza, by ochronić maszynę przed pyłem. Na pewno zadziała, powiedziała sobie, regulując ramię serwomechanizmu trzymającego kabel. Musiało zadziałać. Kiedy patrzyła na stan swojego brata, zaczynała podejrzewać, że kolejnego lotu nie będzie. To będzie ostatnia szansa, wszystko albo nic. Nie chodziło tu tylko o kaszel — Donald najwyraźniej odchodził od zmysłów.</p>
    <p>Wrócił z ostatniej rozmowy i zapomniał przynieść jej obiad. Zapomniał też o ostatniej części do radia, którą jej obiecał. Teraz zaś krążył wokół drona, podczas gdy ona pracowała, i mamrotał do siebie. Pomaszerował do sali konferencyjnej i przez chwilę buszował w swoich notatkach. Wrócił do drona, kaszlnął i podjął rozmowę, choć Charlotte nie czuła się jej uczestniczką.</p>
    <p>— …ich strachem, nie rozumiesz? Robimy to za pomocą ich strachu.</p>
    <p>Wyjrzała spod maszyny — wymachiwał rękami, był blady jak ściana. Kombinezon plamiły mu kropelki krwi. Przeszło jej przez myśl, że niedługo będą musieli się poddać, wejść razem do winy, oddać się w ich ręce. Żeby tylko poszedł do lekarza.</p>
    <p>Pochwycił jej spojrzenie.</p>
    <p>— Ich strach nie tylko odbarwia świat, który widzą — powiedział z dzikim błyskiem w oku. — Oni zatruwają nim świat. Ten strach to toksyna. Wysyłają swoich ludzi na czyszczenie, a to zatruwa świat!</p>
    <p>Charlotte nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Podczołgała się z powrotem do lotki i pomyślała, że o wiele szybciej uporaliby się z tym wspólnie. Przez chwilę rozważała, czy nie poprosić o pomoc, ale jej brat ledwo był mógł ustać na nogach, co dopiero trzymać klucz francuski.</p>
    <p>— To dało mi do myślenia, ten gaz. To znaczy, powinienem był się domyślić, co nie? Napełniamy nim ich domy, kiedy mamy ich dość. Oto jak kończymy ich egzystencję. To ten sam gaz. Sam tak robiłem. — Donald krążył po ciasnym okręgu, dźgając się palcem w pierś. Kaszlnął w zgięcie łokcia. — Bóg mi świadkiem, że tak robiłem. Ale to nie wszystko!</p>
    <p>Charlotte westchnęła i sięgnęła po śrubokręt. Lotka wciąż trochę za luźno chodziła.</p>
    <p>— Może potrafią to zakręcić, wiesz? — Zaczął iść z powrotem do sali konferencyjnej. — Wyłączyli kamery. A inny silos dezaktywował własne ładunki burzące. Może zdołają zakręcić gaz…</p>
    <p>Głos oddalił się wraz z nim. Chartlotte wyjrzała na korytarz na tyłach magazynu. Światła i cienie wylewające się z sali konferencyjnej tańczyły do rytmu kroków Donny’ego, gdy ten chodził po pokoju wśród notatek i schematów, zataczając kręgi. Oboje wciąż kręcili się w kółko. Usłyszała jak klnie. Jego chaotyczne zachowanie przywodziło jej na myśl ich babcię, której nie dane było godnie umrzeć. Oto jak miała go zapamiętać, kiedy odejdzie: kaszlącego krwią i bredzącego od rzeczy. Już nigdy nie będzie dla niej kongresmenem Keenem w wyprasowanym w kant garniturze, nie będzie mądrym starszym bratem — już nigdy.</p>
    <p>Podczas gdy on gorączkowo rozważał, co powinni zrobić, Charlotte miała własne pomysły. A gdyby tak obudzili wszystkich tak jak Donald zbudził ją? W każdej chwili swoją zmianę odbywało może ze stu mężczyzn. Uśpionych były tysiące kobiet. Wiele tysięcy. Charlotte pomyślała o armii, jaką mogłaby uzbierać. Ale może Donny miał rację — może faktycznie odmówiłyby walki przeciw swoim ojcom, mężom i braciom. Do tego potrzeba dziwnego rodzaju odwagi.</p>
    <p>Światło na korytarzu znów przesłonił cień. Krążył w tę i z powrotem, w tę i z powrotem. Charlotte wzięła głęboki oddech i poruszyła lotką na skrzydle. Myślała o jego innym pomyśle na naprawę świata — oczyścić powietrze i wypuścić więźniów. A przynajmniej dać im wszystkim szansę. Równe szanse. Porównywał to do zniesienia granic w starym świecie. Powtarzał jakieś stare powiedzenie o ludziach, którzy mieli przewagę i chcieli ją zatrzymać, więc zaraz po dotarciu na szczyt wciągali za sobą drabinę. Opuśćmy drabiny, powtarzał jej Donny. Nie pozwólmy komputerom wybierać. Niech wybiorą ludzie.</p>
    <p>Charlotte nie miała pojęcia, jak mogliby tego dokonać. Jej brat, rzecz jasna, również. Wygramoliła się spod drona i spróbowała wyobrazić sobie życie w czasach, gdy ludzie nie wybierali sobie pracy, tylko się z nią rodzili. Pierwsi synowie zajmowali się tym, co robił ojciec. Drudzy szli na wojnę, płynęli w morze albo przygarniał ich Kościół. Kolejni chłopcy byli pozostawieni sami sobie. Córki odchodziły, by żyć z cudzymi synami.</p>
    <p>Klucz ześliznął się z rozporki — a ona wyrżnęła kłykciami o kadłub. Charlotte zaklęła i spojrzała na dłoń, zobaczyła krople zbierającej się krwi. Włożyła kłykcie do ust i przypomniała sobie inną niesprawiedliwość, której kiedyś nie mogła się nadziwić. Będąc na misji czuła wdzięczność, że urodziła się w Stanach, a nie w Iraku. Rzut kośćmi. Niewidzialne wyrysowane na mapach granice, równie realne co ściany silosu. Była, jak wszyscy, więźniem okoliczności. Życie jakie prowadziła stanowiło równanie różniczkowe, w którym zmiennymi byli jej rodacy i przywódcy — na tej samej zasadzie co obliczenia komputerów kreowały los ludzi w silosach.</p>
    <p>Znowu wyczołgała się spod maszyny, by sprawdzić skrzydło. Wreszcie pozbyła się luzów. Dron był w najlepszym stanie, do jakiego potrafiła doprowadzić go Charlotte. Pozbierała niepotrzebne już klucze i zaczęła chować je do odpowiednich przegródek w torbie na narzędzia, kiedy nagłe spomiędzy regałów dobiegło ją piśnięcie windy.</p>
    <p>Charlotte zamarła. W pierwszej chwili pomyślała o jedzeniu. Odgłos windy oznaczał, że Donny przyniósł jej jedzenie. Lecz cień jej brata nadal snuł się po korytarzu.</p>
    <p>Usłyszała jak drzwi windy się rozsuwają. Ktoś biegł. Kilka osób. Buty łomotały jak gromy, a Charlotte odważyła się zawołać Donalda po imieniu. Krzyknęła raz, a potem w pośpiechu okrążyła drona i chwyciła brezentowe nakrycie. Niczym sieć rybacką zarzuciła płachtę na szerokie skrzydła i zasłoniła porozrzucane części i narzędzia. Musiała się ukryć. Ukryć swoją pracę, a potem siebie samą. Donny usłyszał ostrzeżenie. Też się schowa.</p>
    <p>Brezent opadł powoli na podłogę, unosząc się na poduszce uwięzionego powietrza, zafalował i znieruchomiał. Charlotte odwróciła się do korytarza, żeby pobiec do brata, kiedy nagle spomiędzy regałów wyłonili się mężczyźni. Znów padła na podłogę, pewna, że ją dostrzegli. Buciory zastukały i pobiegły dalej. Powoli uniosła brzeg płachty i z podkurczonymi nogami wczołgała się pod spód, gdzie dołączyła do drona. Donny słyszał jej krzyk. Usłyszy kroki i ukryje się w łazience przyległej do sali konferencyjnej, schowa się pod prysznicem. Gdziekolwiek. Ci ludzie nie mogli wiedzieć o ich obecności. Jak tu się w ogóle dostali? Jej brat mówił, że ma najwyższe uprawnienia.</p>
    <p>Odgłosy oddalały się. Zmierzali prosto na tyły magazynu, tak jakby wiedzieli. Jakieś głosy. Rozmawiali. Obok drona zaszurały wolniejsze kroki. Charlotte wydawało się, że usłyszała krzyk Donny’ego, kiedy go znaleźli. Na brzuchu podczołgała się pod dronem do przeciwległego brzegu płachty. Głosy cichły, powolne kroki minęły ją. Jej brat miał kłopoty. Pamiętała rozmowę sprzed paru dni; może został rozpoznany wtedy w windzie? Widział go mechanik. Ciemność pod dronem zdawała się gęstnieć na myśl, że zostanie sama, że go zabiorą. Potrzebowała go. I tak już traciła zmysły zamknięta w tym magazynie, gdzie tylko brat dotrzymywał jej towarzystwa. Jeśli go zabraknie — wolała nie myśleć.</p>
    <p>Oparłszy brodę o zimną stalową płytę, wyciągnęła ręce przed siebie i uniosła brzeg plandeki. Ukazał jej się wąski skrawek świata. Widziała buty, niebezpiecznie blisko. Czuła unoszący się znad podłogi zapach oleju. Z przodu dostrzegła mężczyznę, który najwyraźniej z trudem chodził. Podtrzymywał go ktoś w srebrnym uniformie; ich stopy poruszały się jak sterowane jednym umysłem.</p>
    <p>Korytarz był skąpany w świetle; zapalono wszystkie lampy, które Donny wolał zostawiać wyłączone. Charlotte syknęła, kiedy wywlekli jej brata z sali konferencyjnej. Jeden z mężczyzn w jaskrawosrebrnym kombinezonie uderzył go w żebra. Donald stęknął, a ona aż poczuła cios we własnym boku. Jedną ręką zakryła usta w przerażeniu. Drugą, drżącą, uniosła brezent wyżej — nie chciała patrzeć, ale musiała. Jej brat znów dostał, ale powłóczący nogami mężczyzna machnął ręką. Słyszała jak słabym głosem kazał im przestać.</p>
    <p>Mężczyźni w srebrnych uniformach opuścili jej brata na ziemię, posłuchali. Charlotte aż zapomniała na chwilę o oddychaniu, wpatrzona w słabego mężczyznę, który powłóczył nogami, przemierzając rzęsiście oświetlony korytarz. Włosy miał białe, równie jasne co żarówki na suficie. Szedł z trudem, wspierając się na młodym mężczyźnie, aż wreszcie przystanął nad jej bratem.</p>
    <p>Charlotte widziała oczy Donny’ego. Nawet z dzielących ich pięćdziesięciu metrów dobrze widziała jego szeroko otwarte oczy. Wbijał zdumione spojrzenie w starego, słabego człowieka i nie odwrócił wzroku nawet wtedy, gdy rozkaszlał się po ciosie w żebra. Atak kaszlu zagłuszył słowa mężczyzny, który ledwo trzymał się na nogach.</p>
    <p>Jej brat próbował coś powiedzieć. Powtarzał coś w kółko, ale nie słyszała go. A szczupły, białowłosy mężczyzna, który ledwo mógł stać — wciąż był w stanie machnąć nogą. Wsparł się na podtrzymującym go człowieku, a Charlotte patrzyła z przerażeniem jak ciężki but raz po raz cofa się i rozpędza, uderzając z zawziętością i siłą w jej brata, i jak Donny próbuje podkurczyć nogi, by osłonić pierś goleniami, ale nie może, bo dwóch innych mężczyzn przygniata go do ziemi, nie pozwalając schronić się przed brutalnymi, wściekłymi kopnięciami.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>27</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>— Jesteś pewna, że powinnaś tu grzebać? — zapytał Lukas.</p>
    <p>— Nie trzęś tą latarką — powiedziała Juliette. — Został mi jeszcze jeden do sprawdzenia.</p>
    <p>— Ale czy nie powinniśmy najpierw o tym porozmawiać?</p>
    <p>— Tylko patrzę, Luke. Tyle że na razie gówno widzę.</p>
    <p>Lukas wycelował latarkę, a Juliette poczołgała się głębiej. Już drugi raz eksplorowała przestrzenie pod kratą podłogową serwerowni. To tutaj miesiąc temu, krótko po wyborze na burmistrza, widziała kable transmitujące sygnał z kamer. Lukas zademonstrował jak dzięki nim są w stanie zobaczyć, co się dzieje w dowolnej części silosu, a Juliette zapytała, czy ktoś jeszcze może ich podglądać. Lukas upierał się, że nie — dopóki nie znalazła kabli znikających w zapieczętowanym gnieździe tam, gdzie powinna znajdować się zewnętrzna krawędź silosu. Pamiętała, że w tej samej wiązce biegły też inne przewody. Teraz musiała się upewnić.</p>
    <p>Odkręciła ostatnią śrubę z pokrywy i zdjęła ją, odsłaniając dziesiątki kabli, które przecięła. Z każdego opadały setki drobnych włókienek lśniących jak srebrne kosmyki. Równolegle do pęków kabli biegły grube przewody podobne do głównych linii energetycznych biegnących z generatorów w Maszynowni. Były tam również dwie miedziane rury.</p>
    <p>— Dość się już napatrzyłaś? — zapytał Lukas. Przykucnął za jej plecami i poświecił jej przez ramię.</p>
    <p>— W tamtym silosie na trzydziestym czwartym jest zasilanie. Całe piętro ma pełno prądu, chociaż generator nie chodzi. — Postukała śrubokrętem w grube przewody. — Tamtejsze serwery też ciągle szumią. A niektórzy z ocalałych podpięli się pod te przewody, żeby zasilić pompy i takie tam na różnych piętrach. Myślę, że cała energia idzie właśnie stąd.</p>
    <p>— Po co? — zapytał Lukas. Przebiegł wiązką światła po kablach; nagle wydał jej się bardziej zainteresowany.</p>
    <p>— Bo potrzebowali prądu, żeby zasilić pompy i lampy grzewcze — odparła Juliette, zdziwiona, że musiała mu to tłumaczyć.</p>
    <p>— Nie, po co tamci w ogóle dają silosom prąd?</p>
    <p>— Może nam nie ufają i myślą, że sami byśmy sobie nie poradzili. A może serwery zżerają więcej energii niż potrafimy wytworzyć. Pojęcia nie mam. — Obejrzała się na Lukasa. — Chciałabym wiedzieć, dlaczego zostawili im prąd nawet po tym, gdy spróbowali wszystkich zabić. Czemu nie odcięli zasilania?</p>
    <p>— Może tak zrobili. Może twój przyjaciel włamał się tu i włączył je z powrotem.</p>
    <p>Juliette zaśmiała się.</p>
    <p>— Nie. Nie Solo…</p>
    <p>Z korytarza dobiegł ich jakiś głos. Ciasną przestrzeń techniczną zalała ciemność, kiedy Lukas odwrócił snop światła w tamtym kierunku. Nie powinno tu nikogo być.</p>
    <p>— To radio — powiedział. — Zobaczmy, kto to.</p>
    <p>— Latarka! — zawołała Juliette, ale jego już nie było. Jego kroki zadzwoniły o kratę i ucichły w korytarzu.</p>
    <p>Juliette wyciągnęła rękę i po ciemku wymacała miedziane rury. Rozmiar się zgadzał. Nelson pokazał jej, gdzie trzymano zbiorniki z argonem. Była tam pompa i filtry mechaniczne, które rzekomo pobierały świeży argon z głębin ziemi i działały podobnie jak układy wentylacyjne. Teraz jednak Juliette wiedziała — w nic nie można było wierzyć na słowo. Zdjąwszy płyty podłogowe i naścienne za zbiornikami, odkryła rury napełniające zbiorniki gazem z jakiegoś innego źródła. Jak podejrzewała, pompy i filtry nie robiły absolutnie nic. Tak było z uszczelkami i taśmą grzewczą, z drugim źródłem zasilania i kłamliwą osłoną hełmu — wszystko miało drugie dno. Prawda leżała głębiej.</p>
    <p>Kroki Lukasa załomotały nad jej głową. Przyklęknął, światło znów oblało przestrzeń techniczną.</p>
    <p>— Jules, będziesz musiała stamtąd wyjść.</p>
    <p>— Podaj mi latarkę, proszę — powiedziała. — Gówno tu widać. — Zapowiadało się na kolejną kłótnię, jak wtedy, gdy przecięła przewody od kamer. Tak jakby zamierzała przeciąć rury nie wiedząc, co w nich jest…</p>
    <p>— Musisz stamtąd wyjść…. Proszę.</p>
    <p>Usłyszała to w jego głosie. Coś było nie tak. Obejrzała się, latarka błysnęła jej po oczach.</p>
    <p>— Sekundka — powiedziała. Podczołgała się do niego tyłem, na czworakach, aż dotarła do otworu w podłodze. Zostawiła swoje narzędzie wielofunkcyjne.</p>
    <p>— O co chodzi? — Usiadła i rozprostowała plecy, rozpuściła włosy, zebrała luźne kosmyki, po czym związała je ponownie. — Kto to był?</p>
    <p>— Twój ojciec… — zaczął Lukas.</p>
    <p>— Coś mu się stało?</p>
    <p>Pokręcił głową.</p>
    <p>— Nie, to on dzwonił. Stracili… jedno z dzieci.</p>
    <p>— Zaginęło? — Ale wiedziała, co miał na myśli. — Lukas, co się stało? — Wstała, otrzepując kurz z piersi i kolan, a potem ruszyła do radia.</p>
    <p>— Szli na górę, na farmy. Natknęli się na schodzący tłum. Jedno z dzieci przeleciało nad barierką…</p>
    <p>— Spadło?</p>
    <p>— Dwadzieścia pięter — powiedział Lukas.</p>
    <p>Juliette nie mogła w to uwierzyć. Chwyciła radio i oparła się o ścianę, oszołomiona nagłym zawrotem głowy.</p>
    <p>— Kto to był?</p>
    <p>— Nie powiedział.</p>
    <p>Zanim wcisnęła przycisk mikrofonu, zauważyła, że pokrętło nadal tkwiło w pozycji „17” po ostatniej rozmowie z Jimmym. Jej ojciec musiał korzystać z przenośnego radia Walkera.</p>
    <p>— Tato? Słyszysz mnie?</p>
    <p>Czekała. Lukas wyciągnął w jej kierunku manierkę, ale ona tylko machnęła ręką.</p>
    <p>— Jules? Możemy porozmawiać za chwilę? Stało się coś jeszcze.</p>
    <p>Był wstrząśnięty, słyszała to. Radio trzeszczało, sporo zakłóceń.</p>
    <p>— Muszę wiedzieć, co się dzieje — powiedziała.</p>
    <p>— Poczekaj. Elise…</p>
    <p>Juliette zakryła ręką usta.</p>
    <p>— …straciliśmy Elise. Jimmy poszedł jej szukać. Kochanie, mieliśmy problem. Na dół szedł tłum. Wściekły tłum. Wiedzieli, kto ze mną idzie. A Marcus wypadł przez barierkę. Przykro mi…</p>
    <p>Juliette poczuła dłoń Lukasa na ramieniu. Otarła łzy.</p>
    <p>— Czy on…?</p>
    <p>— Jeszcze nie byłem na dole, żeby sprawdzić. Rickson został poturbowany w trakcie przepychanki. Właśnie go opatruję. Hannah, Miles i niemowlę są cali i zdrowi. Jesteśmy teraz w Zaopatrzeniu. Słuchaj, naprawdę muszę kończyć. Nie możemy nigdzie znaleźć Elise, a Jimmy poszedł za nią. Ktoś powiedział, że widział jak szła na górę. Nie musisz nic robić, ale chciałem, żebyś wiedziała o chłopcu.</p>
    <p>Drżącą ręką wcisnęła przycisk mikrofonu.</p>
    <p>— Idę na dół. Jesteście w Zaopatrzeniu na sto dziesiątym?</p>
    <p>Długa przerwa. Domyślała się, że ojciec dyskutował z kimś, czy nie powinien wybić jej z głowy tego pomysłu. Radio trzasnęło, gdy poddał się bez walki:</p>
    <p>— Tak, jestem na sto dziesiątym. Idę na dół obejrzeć chłopca. Zostawiam tutaj Ricksona i pozostałych. Mówiłem Jimmy’emu, żeby przyprowadził tu Elise, kiedy ją znajdzie.</p>
    <p>— Nie zostawiaj ich tam — powiedziała Juliette. Nie wiedziała już, komu mogła zaufać, gdzie byliby bezpieczni. — Weź ich ze sobą, tato. Zabierz ich do Maszynowni. Zabierz ich do domu. — Juliette otarła czoło. Całe przedsięwzięcie okazało się błędem. Niepotrzebnie ich tu w ogóle przyprowadziła.</p>
    <p>— Jesteś pewna? — zapytał ojciec. — Zdaje mi się, że tłum, na który się natknęliśmy właśnie tam zmierzał.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>28</p>
    </title>
    <p>Elise zgubiła się na bazarze. A przynajmniej słyszała, że ktoś nazwał „bazarem” to tętniące niewyobrażalnymi tłumami miejsce, tę krainę niesamowitości.</p>
    <p>Sama nie do końca rozumiała, jak to się stało. Jej szczeniaczek zniknął w trakcie spotkania z nieznajomymi — Elise nie miała pojęcia, że może istnieć tylu ludzi naraz — a ona popędziła za nim. Kolejno pytani ludzie uprzejmie wskazywali, że pobiegł na górę. Kobieta w żółci powiedziała, że widziała mężczyznę, który niósł psa w kierunku bazaru. Elise uszła dziesięć pięter, aż wreszcie dotarła na setne.</p>
    <p>Na podeście stało dwóch mężczyzn, który wydmuchiwali nosem dym. Powiedzieli, że właśnie przeszedł tamtędy ktoś z psem. Wskazali kierunek — do środka.</p>
    <p>W jej domu setne piętro przyprawiało o ciarki swoimi wąskimi korytarzami i opustoszałymi salami, gdzie walały się śmieci, gruz i szczury. Tutaj było pełne ludzi i zwierząt, wszyscy krzyczeli i śpiewali. Było to miejsce jaskrawych kolorów i okropnych zapachów, ludzi wciągających i wydmuchujących dym, który trzymali w palcach i który karmili iskierkami. Byli tam mężczyźni z pomalowanymi twarzami. Rogata, ogoniasta kobieta w czerwieni ruchem ręki zaprosiła Elise, by ta weszła do namiotu, ale dziewczynka odwróciła się i uciekła.</p>
    <p>Biegała tak od jednego straszydła do drugiego, aż w kocu zupełnie straciła orientację. Wkoło widziała tylko kolana, o które wciąż się obijała. Już nie szukała Pieska, teraz chciała się stąd tylko wydostać. Wczołgała się pod stół i zapłakała, ale żaden z tego pożytek. Przynajmniej miała okazję przyjrzeć się z przerażająco bliskiej odległości tłustemu, bezwłosemu zwierzęciu, które wydawało odgłosy jak Rickson, kiedy chrapał. Ktoś przeprowadził uwiązanego za kark stwora tuż obok niej. Elise otarła łzy i wyciągnęła swoją książkę. Przerzucała kartki i po chwili mogła już nazwać zwierzę. Świnia. Nazywanie rzeczy zawsze pomagało. Nie były już wtedy takie straszne.</p>
    <p>To właśnie Rickson zmobilizował ją do działania — mimo że go tam nie było. Elise słyszała jego głośny krzyk odbijający się echem w Dziczy. Wołał do niej, że nie ma się czego bać. Gdy tylko nauczyła się chodzić, on i bliźniaki zaczęli wysyłać ją na posyłki przez pogrążone w ciemności farmy. Wysyłali ją po jagody i śliwki, i inne przysmaki rosnące przy schodach, kiedy jeszcze byli w silosie ludzie, których należało się obawiać. Najmniejsi są najbezpieczniejsi, powtarzał Rickson. To było wiele lat temu. Już nie była taka mała.</p>
    <p>Odłożyła książkę i stwierdziła, że ciemna Dzicz z muskającymi ją po karku paluchami liści, z pstrykaniem pomp i szczękaniem zębami była gorsza niż ludzie o wymalowanych twarzach wypuszczający dym nosem. Z zaczerwienionymi od płaczu oczami wypełzła spod blatu i wmieszała się w tłum kolan. Skręcała w prawo, zawsze w prawo — dobry sposób na poruszanie się w mrokach Dziczy — aż wreszcie znalazła się w zadymionym korytarzu. Zewsząd słychać było głośny syk, a w powietrzu unosił się zapach podobny do gotowanego szczura.</p>
    <p>— Hej, mała, zgubiłaś się?</p>
    <p>Z pobliskiej budki wyjrzał i zlustrował ją chłopak o krótko ostrzyżonych włosach i jasnozielonych oczach. Był od niej starszy, choć niewiele. W wieku bliźniaków. Elise pokręciła głową, a potem zmieniła zdanie i przytaknęła.</p>
    <p>Chłopak roześmiał się.</p>
    <p>— Jak się nazywasz?</p>
    <p>— Elise — odparła.</p>
    <p>— Nie słyszałem takiego imienia.</p>
    <p>Wzruszyła ramionami, niepewna, co odpowiedzieć. Zerknęła ukradkiem na stojącego w głębi mężczyznę, który wielkim widelcem obracał paski skwierczącego na ruszcie mięsa. Chłopak pochwycił jej spojrzenie.</p>
    <p>— Jesteś głodna? — zapytał chłopak.</p>
    <p>Elise kiwnęła głową. Zawsze była głodna. Zwłaszcza wtedy, gdy się bała. Ale może to dlatego, że bała się, gdy szła szukać jedzenia, a szła szukać jedzenia, kiedy była głodna. Ciężko stwierdzić, co było pierwsze. Chłopak zniknął za ladą. Wrócił z grubym kawałkiem mięsa.</p>
    <p>— Czy to szczur? — zapytała Elise.</p>
    <p>Chłopak zaśmiał się.</p>
    <p>— To świnia.</p>
    <p>Elise zmarszczyła brwi, przypominając sobie pochrząkujące zwierzę, które widziała wcześniej.</p>
    <p>— Smakuje jak szczur? — zapytała z nadzieją w głosie.</p>
    <p>— Powiedz to głośniej, a mój tato złoi ci skórę. Chcesz czy nie? — Wręczył jej mięso. — Podejrzewam, że nie masz przy sobie dwóch bonów.</p>
    <p>Elise przyjęła jedzenie i nic nie powiedziała. Wzięła nieduży kęs, a wtedy przyjemność wręcz eksplodowała jej w buzi. Smakowało dużo lepiej niż szczur. Chłopiec przyglądał jej się uważnie.</p>
    <p>— Jesteś z środkowych pięter, prawda?</p>
    <p>Elise pokręciła głową i ugryzła kolejny kęs.</p>
    <p>— Jestem z silosu siedemnastego — powiedziała z pełną buzią. Raz po raz zerkała na mężczyznę, który grillował paski mięsa. Marcus i Miles też powinni spróbować.</p>
    <p>— Chodzi ci o piętro siedemnaste? — Chłopak zmarszczył brwi. — Nie wyglądasz mi na kogoś z góry. Nie, jesteś zbyt umorusana.</p>
    <p>— Jestem z innego silosu — powiedziała Elise. — Na zachód stąd.</p>
    <p>— Co to jest zachódstont?</p>
    <p>— Zachód. Tam, gdzie słońce zachodzi.</p>
    <p>Chłopiec posłał jej zdziwione spojrzenie.</p>
    <p>— Słońce. Wstaje na wschodzie i zachodzi na zachodzie. To dlatego na mapach północ jest na górze. — Przeszło jej przez myśl, żeby wyciągnąć książkę, pokazać mu mapy świata i wytłumaczyć jak słońce porusza się po niebie, ale miała tłuste ręce, a poza tym chłopiec i tak nie wyglądał na zainteresowanego. — Przekopali się i nas uratowali — wyjaśniła.</p>
    <p>Na te słowa chłopak otworzył szeroko oczy.</p>
    <p>— Podkop! Ty jesteś z innego silosu. On naprawdę istnieje?</p>
    <p>Elise skończyła kawałek wieprzowiny i oblizała palce. Przytaknęła.</p>
    <p>Chłopak wyciągnął do niej rękę. Elise wytarła palce o biodro i podała mu dłoń.</p>
    <p>— Mam na imię Shaw — powiedział. — Chcesz jeszcze kawałek świni? Przejdź pod ladą. Przedstawię cię ojcu. Hej, tato, chcę, żebyś kogoś poznał.</p>
    <p>— Nie mogę. Szukam Pieska.</p>
    <p>Shaw skrzywił się.</p>
    <p>— Piesek? W następnym korytarzu. — Wskazał kierunek. — Ale daj spokój, świnia jest lepsza. Pies jest żylasty jak szczur. Do tego szczeniaki są droższe od dorosłych psów, a smakują tak samo.</p>
    <p>Elise zamarła. Widziała wcześniej świnię ze sznurem wokół szyi; może to był czyjś pupilek? Może ci ludzie jedli swoich pupili, tak jak Marcus i Miles zawsze chcieli hodować szczura dla zabawy, nawet gdy wszyscy głodowali.</p>
    <p>— Oni jedzą szczeniaki? — zapytała chłopca.</p>
    <p>— Jeśli masz bony, nie ma problemu. — Shaw wziął ją za rękę. — Chodź ze mną. Chcę, żebyś spotkała mojego tatę. On twierdzi, że wy nie istniejecie.</p>
    <p>Elise wyrwała mu się.</p>
    <p>— Muszę znaleźć mojego Pieska. — Odwróciła się i potruchtała przez tłum w kierunku, który wskazał jej Shaw.</p>
    <p>— Jak to, <emphasis>twojego</emphasis> pieska…? — zawołał za nią.</p>
    <p>Minęła szereg stoisk i dotarła do kolejnego zadymionego korytarza. Otwarte płomienie, zapach szczura na patyku. Stara kobieta szamotała się z ptakiem, który wściekle trzepotał skrzydłami. Elise wdepnęła w kupę i omal się nie pośliznęła. Dziwaczność tego miejsca gdzieś się rozwiała, liczył się tylko jej szczeniaczek. Usłyszała, że ktoś krzyknął coś o psie; rozejrzała się. Starszy chłopak, pewnie w wieku Ricksona, trzymał w rękach kawał czerwonego mięsa, wielki kawał z białymi paskami, które wyglądały jak kości. Był tam też kojec i wywieszki z liczbami. Ludzie zatrzymywali się, by zajrzeć do środka. Niektórzy pokazywali palcami coś we wnętrzu kojca i zadawali pytania.</p>
    <p>Elise przepchnęła się przez tłum i usłyszała ujadanie. W kojcu były żywe psy. Widziała je pomiędzy listwami. Wielkie zwierzę rozmiarów świni rzuciło się na ogrodzenie i warknęło na nią; ogrodzenie aż się zatrzęsło. To był pies, tylko z pyskiem obwiązanym sznurkiem tak, żeby nie mógł rozewrzeć szczęk. Elise czuła jego gorący oddech. Zeszła ludziom z drogi i odsunęła się na bok.</p>
    <p>Na tyłach stoiska był mniejszy kojec. Elise ominęła ladę, gdzie dwóch młodych mężczyzn pilnowało dymiącego rusztu. Byli odwróceni plecami. Wzięli coś od jakiejś kobiety i wręczyli jej pakunek. Elise chwyciła się krawędzi ogrodzenia i zajrzała do kojca. Zobaczyła leżącego na boku psa, a u jego boku pięć — nie, sześć małych zwierzątek, które wyjadały coś z jego brzucha. Z początku pomyślała, że to szczury, ale zaraz poznała, że to maleńkie szczeniaczki. Przy nich Piesek zdawał się niemal dorosły. Okazało się też, że szczeniaki nie jadły psa — tylko ssały, tak jak dziecko Hanny ssało jej pierś.</p>
    <p>Elise była tak skupiona na maleńkich stworzonkach, że nie zauważyła zwierzęcia przy samych ogrodzeniu, dopóki nie było za późno. Czarny nos i różowy język podskoczyły i trafiły ją w szczękę. Spojrzała prosto w dół i zobaczyła Pieska, który znowu szykował się do skoku.</p>
    <p>Elise wykrzyknęła radośnie. Nachyliła się i już obejmowała zwierzątko obiema rękami, kiedy ktoś chwycił ją od tyłu.</p>
    <p>— Nie sądzę, żeby było cię na niego stać — powiedział jeden z mężczyzn zza lady.</p>
    <p>Elise wierciła się w jego uścisku, próbując jednocześnie nie wypuścić Pieska.</p>
    <p>— Spokojnie — powiedział mężczyzna. — Zostaw go.</p>
    <p>— To <emphasis>pan</emphasis> niech mnie zostawi! — krzyknęła Elise.</p>
    <p>Piesek wyśliznął jej się z rąk. Elise uwolniła się i upadła u stóp mężczyzny; pasek torby zsunął jej się z ramienia. Wstała i znów sięgnęła po Pieska.</p>
    <p>— No już, spokój — powiedział mężczyzna.</p>
    <p>Elise nachyliła się nad ogrodzeniem i znowu złapała swoje zwierzątko. Piesek drapał łapkami o listewki jakby chciał jej pomóc. Wdrapał się na jej ramię i polizał dziewczynkę w ucho. Elise odwróciła się. Mężczyzna w okrwawionym fartuchu górował nad nią; w rękach trzymał jej album.</p>
    <p>— Co to takiego? — zapytał, kartkując książkę. Ze środka wypadło parę luźnych kartek, które gorączkowo złapał wlocie.</p>
    <p>— To moja książka — powiedziała Elise. — Niech pan odda.</p>
    <p>Mężczyzna spojrzał na nią z góry. Piesek lizał ją w twarz.</p>
    <p>— Mogę ci go dać w zamian za książkę — zaproponował, wskazując na Pieska.</p>
    <p>— I jedno, i drugie należy do mnie — powiedziała z uporem.</p>
    <p>— Gdzie tam, zapłaciłem za tego pokurcza. Ale może być twój w zamian za to. — Zważył w rękach książkę, a potem wyprowadził Elise z budki, w kierunku zatłoczonego korytarza.</p>
    <p>Elise wyciągnęła ręce po książkę. Torba wciąż leżała na ziemi. Piesek podgryzał jej palce i wiercił się tak, że ciężko go było utrzymać. Elise zaczęła płakać. Skamlącym głosem żądała, żeby mężczyzna oddał jej rzeczy, ten z kolei był już wściekły. Wyszczerzył zęby i chwycił ją za włosy.</p>
    <p>— Roy! Zabierz stąd tę smarkulę.</p>
    <p>Elise pisnęła. Chłopak sprzed straganu — ten, który wołał do przechodniów „pies!” — ruszył w jej stronę. Piesek nie przestawał się wiercić. Czuła, że dłużej go nie utrzyma, a mężczyzna chyba zaraz wyrwie jej włosy.</p>
    <p>Piesek wyśliznął jej się z rąk. Pisnęła, gdy mężczyzna podniósł ją w powietrze. A potem coś błysnęło, jakby szarżujący pies — ale nie, to był brązowy kombinezon, nie brązowa sierść. Wielki mężczyzna stęknął i upadł na ziemię, ciągnąc Elise za sobą.</p>
    <p>Puścił jej włosy. Elise zobaczyła swoją leżącą na ziemi torbę. I książkę. Chwyciła i jedno, i drugie, zebrała parę luźnych kartek. Obok stanął Shaw, chłopak, który poczęstował ją wieprzowiną. Podniósł Pieska i wyszczerzył się do Elise.</p>
    <p>— Uciekaj — powiedział, błyskając zębami.</p>
    <p>Usłuchała. Podniosła się z klęczek i ruszyła naprzód, odbijając się od ludzi. Kiedy zerknęła przez ramię, zobaczyła Shawa, który biegł za nią z Pieskiem przyciśniętym do piersi, łebkiem w dół, łapkami do góry. Tłum zaszemrał i usunął się z drogi, gdy mężczyźni ze stoiska popędzili za nimi.</p>
    <p>— Tędy! — krzyknął ze śmiechem Shaw, wyprzedzając Elise, po czym skręcił za róg. Łzy płynęły jej z oczu, ale ona też się śmiała. Była rozbawiona i przerażona, i szczęśliwa, że ma swoją książkę i swojego pupilka, i że ucieka, i że ten chłopiec był dla niej milszy niż bliźniaki. Przemknęli pod kolejną ladą — ta pachniała świeżymi owocami — i ktoś na nich krzyknął. Biegli przez ciemny pokój pełen niepościelonych łóżek, przez kuchnię, gdzie jakaś kobieta pichciła posiłek, a potem znów na zewnątrz, wprost na kolejne stoisko. Wysoki mężczyzna o ciemnej skórze wygrażał im chochlą, ale oni już wmieszali się w tłum, biegli i śmiali się, lawirując między…</p>
    <p>I nagle ktoś z tłumu złapał Shawa. Wielkie, silne dłoni uniosły go w powietrze. Elise potknęła się. Shaw kopał i krzyczał na mężczyznę; Elise uniosła wzrok i zobaczyła, że to Solo. Uśmiechnął się do Elise zza gęstej brody.</p>
    <p>— Solo! — pisnęła Elise. Przytuliła się do jego nogi.</p>
    <p>— Ten chłopak ci coś zabrał? — zapytał.</p>
    <p>— Nie, to przyjaciel. Niech go pan postawi. — Rozejrzała się po tłumie w poszukiwaniu mężczyzn, którzy ich gonili. — Powinniśmy iść — powiedziała i jeszcze raz uścisnęła nogę Solo. — Chcę iść do domu.</p>
    <p>Solo pogłaskał ją po głowie.</p>
    <p>— I właśnie tam się wybieramy.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>29</p>
    </title>
    <p>Elise pozwoliła, by Solo poniósł jej torbę i książkę, podczas gdy ona tuliła Pieska. Przebrnąwszy przez tłum, wydostali się z bazaru i wrócili na klatkę schodową. Shaw snuł się za nimi jak cień, nawet gdy Solo powiedział chłopcu, by wracał do rodziny. A kiedy Elise i Solo schodzili po schodach, ona raz po raz zerkała przez ramię i widziała brązowy kombinezon Shawa, gdy ten wyglądał zza centralnego słupa albo obserwował ich z góry przez barierkę. Zastanawiała się, czy nie wspomnieć o tym Solo, ale nie zrobiła tego.</p>
    <p>Kilka pięter pod bazarem dogonił ich tragarz i przekazał wiadomość. Jewel też szła na dół i ich szukała. Co drugi tragarz w silosie szukał Elise. A Elise nawet nie wiedziała, że zaginęła.</p>
    <p>Gdy przystanęli na następnym podeście, Solo dał jej się napić ze swojej manierki. Potem nalała trochę wody w jego starą, pomarszczoną dłoń jak do maleńkiej miseczki, a Piesek z wdzięcznością ugasił pragnienie. Mieli wrażenie, że minęła wieczność zanim Jewel do nich dotarła, lecz gdy się zjawiła, towarzyszył jej huk pospiesznych kroków. Cały podest się zatrząsł. Jewel była spocona i zdyszana, ale Solo to nie przeszkadzało. Przytulił swoją przyjaciółkę, a Elise przez chwilę myślała, że nigdy jej nie puści. Na podest przyszło więcej ludzi, którzy mijali ich i posyłali im dziwne spojrzenia. Kiedy wreszcie wypuścili się nawzajem z objęć, Jewel uśmiechała się i płakała jednocześnie. Powiedziała coś do Solo i teraz z kolei on się rozpłakał. Spoglądali na Elise, a ona wiedziała, że chodzi o jakieś tajemnice albo o coś złego. Jewel podniosła ją i ucałowała w oba policzki, i przytuliła ją tak, że omal jej nie udusiła.</p>
    <p>— Wszystko będzie dobrze — powiedziała dziewczynce. Ale Elise nie wiedziała, co jest nie tak.</p>
    <p>— Odzyskałam Pieska — pochwaliła się. A potem przypomniała sobie, że Jewel nie miała pojęcia o jej nowym zwierzaku. Spojrzała na Pieska, który właśnie sikał Jewel na but, pewnie na powitanie.</p>
    <p>— Pies — powiedziała Jewel. Ścisnęła Elise za ramię. — Nie możesz go zatrzymać. Psy są niebezpieczne.</p>
    <p>— On nie jest niebezpieczny.</p>
    <p>Piesek kąsał dziewczynkę w dłoń. Elise zabrała rękę i pogładziła Pieska po łebku.</p>
    <p>— Zabrałaś go z bazaru? To tam poszłaś? — Jewel spojrzała na Solo, a ten przytaknął. — Nie możesz brać rzeczy, które nie należą do ciebie. Jeśli zabrałaś go ze straganu, będziesz musiała go oddać.</p>
    <p>— Piesek przyszedł z głębin — powiedziała Elise. Nachyliła się i objęła zwierzę rękami. — Przyszedł z Maszynowni. Możemy go tam zabrać. Ale nie na bazar. Przepraszam, że go wzięłam. — Przytuliła Pieska i pomyślała o mężczyźnie, który trzymał w ręku sztukę mięsa z bielejącymi żebrami. Jewel znów spojrzała na Solo.</p>
    <p>— To nie pies z bazaru — potwierdził. — Wzięła go ze skrzyni w Maszynowni.</p>
    <p>— Dobra. Później to naprostujemy. Musimy dogonić pozostałych.</p>
    <p>Choć wszyscy byli zmęczeni, nawet Elise i Piesek, ruszyli natychmiast. Dorosłym najwyraźniej pilno było na dół, a po perypetiach na bazarze Elise podzielała ich pośpiech. Powiedziała Jewel, że chciałaby wrócić do domu, a Jewel powiedziała, że tam właśnie ich zabiera.</p>
    <p>— Musimy zrobić tak, żeby było jak dawniej — stwierdziła Elise, co z jakiegoś powodu rozbawiło Jewel.</p>
    <p>— Jesteś za młoda na nostalgię — powiedziała.</p>
    <p>Elise zapytała, co to znaczy „nostalgia”, a Jewel wyjaśniła:</p>
    <p>— Nostalgia jest wtedy, kiedy myślisz, że przeszłość była lepsza niż w rzeczywistości, bo teraźniejszość jest okropna.</p>
    <p>— Często czuję nostalgię — obwieściła Elise.</p>
    <p>Jewel i Solo roześmiali się. Ale zaraz potem wyglądali na smutnych. Elise zauważyła, że często wymieniali takie niewesołe spojrzenia, a Jewel raz po raz ocierała oczy. Wreszcie dziewczynka zapytała, co się stało.</p>
    <p>Zatrzymali się na środku schodów i przytulili ją. Powiedzieli jej o Marcusie, o tym jak wypadł za barierkę, gdy tamten szalony tłum przewrócił Elise i spłoszył Pieska. Marcus spadł i zginął. Elise spojrzała na barierkę, nie rozumiejąc, jak Marcus mógł się prześliznąć nad tak wysoką poręczą. Nie rozumiała, jak to się stało, ale wiedziała, że będzie tak, jak z ich rodzicami, którzy zniknęli gdzieś i nigdy nie wrócili. Dokładnie tak samo. Marcus już nigdy nie przebiegnie się ze śmiechem po Dziczy. Otarła twarz; żal jej się zrobiło Milesa, który już nie był bliźniakiem.</p>
    <p>— To dlatego wracamy do domu? — zapytała.</p>
    <p>— Między innymi — odparła Jewel. — Nie powinnam była was tu w ogóle przyprowadzać.</p>
    <p>Elise przytaknęła. Nie sposób się nie zgodzić. Tyle że teraz miała Pieska, a Piesek pochodził stąd. Niech sobie Jewel mówi co chce, Elise go nikomu nie odda.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Juliette pozwoliła Elise iść przodem. Spieszyła się, by ich dogonić i teraz bolały ją nogi, parę razy omal się nie potknęła. Oczywiście, nie mogła się doczekać, aż dzieci znów będą razem i znajdą się w domu. Wciąż obwiniała się za to, co stało się z Marcusem. Pełna skruchy mijała kolejne piętra. Nagle z radia dobiegł czyjś głos:</p>
    <p>— Jules, jesteś tam?</p>
    <p>To była Shirly, brzmiała na poirytowaną. Juliette odpięła urządzenie od paska. Shirly musiała być z Walkerem, pewnie korzystała z jego radia.</p>
    <p>— Słucham — powiedziała. Trzymała dłoń na poręczy schodów, idąc za Elise i Solo. Obok przecisnął się tragarz i młoda para zmierzająca w przeciwnym kierunku.</p>
    <p>— Co się, do cholery, dzieje? — zapytała Shirly. — Dopiero co przeszedł tędy tłum. Stratowali Frankiego przy bramce. Jest w ambulatorium. A teraz przez ten twój pieprzony tunel przeszli kolejni, może z trzydzieści osób. Nie pisałam się na to.</p>
    <p>Juliette doszła do wniosku, że to pewnie ta sama grupa, przez którą zginął Marcus. Jimmy odwrócił się i zerknął na radio. Juliette zmniejszyła głośność, żeby Elise nic nie słyszała.</p>
    <p>— Jak to <emphasis>kolejni</emphasis>, jakie trzydzieści osób? To kto tam jeszcze jest? — zapytała Juliette.</p>
    <p>— Zacznijmy od tego, że twoja ekipa. Część mechaników z trzeciej zmiany, którzy powinni spać, ale chcieli zobaczyć, co jest po drugiej stronie. I twój komitet do spraw planowania.</p>
    <p>— Komitet do spraw planowania? — Juliette zwolniła kroku.</p>
    <p>— No. Mówili, że ich przysłałaś. Mówili, że mają pozwolenie na zbadanie tunelu. Pokazali dokument z twojego biura.</p>
    <p>Juliette przypomniało się, że Marsha wspominała o czymś takim przed obradami rady miasta. Ale ona była zajęta kombinezonami.</p>
    <p>— Nie przysłałaś ich? — zapytała Shirly.</p>
    <p>— Możliwe, że przysłałam — przyznała Juliette. — Ale jeśli chodzi o drugą grupę, ten tłum, wpadli na nich z tatą po drodze na dół. Ktoś spadł i się zabił.</p>
    <p>Po drugiej stronie linii zaległa cisza. A potem:</p>
    <p>— Słyszeliśmy o upadku. Nie sądziłam, że jedno ma związek z drugim. Mówię ci, niewiele brakuje, żebym kazała się wszystkim wynosić i zamknęła tunel. Sprawy wymknęły się spod kontroli, Jules.</p>
    <p><emphasis>Wiem</emphasis>, pomyślała Juliette. Ale nie nadała tego, nie powiedziała na głos.</p>
    <p>— Niedługo tam będę. Już do was idę.</p>
    <p>Shirly nie odpowiedziała. Juliette przypięła radio do paska i w myślach przeklęła samą siebie. Jimmy trochę zwolnił, żeby zamienić z nią słowo, a Elise maszerowała przodem.</p>
    <p>— Przepraszam za to wszystko — powiedziała mu Juliette.</p>
    <p>Uszli w milczeniu kolejny obrót schodów.</p>
    <p>— Widziałem jak ludzie w tunelu brali rzeczy, które nie należały do nich — odezwał się Jimmy. — Było ciemno, ale widziałem ludzi, którzy wynosili z mojego silosu rury i sprzęt. Jakby taki był plan od samego początku. A przecież mówiłaś, że mieli odbudować mój dom. Nie użyć go jako części zamiennych.</p>
    <p>— Tak mówiłam. I zamierzam go odbudować. Pogadam z nimi jak tylko będziemy na miejscu. Oni nie biorą części zamiennych.</p>
    <p>— Więc nie pozwoliłaś im tego robić?</p>
    <p>— Nie. To znaczy… może i zasugerowałam im, że przyjście po ciebie i dzieci jest sensownym posunięciem, bo dodatkowy silos może posiadać pewne… nadmiarowe elementy…</p>
    <p>— To właśnie są części zamienne.</p>
    <p>— Porozmawiam z nimi. Obiecuję. Wszystko się ułoży.</p>
    <p>Przez chwilę szli w milczeniu.</p>
    <p>— Taaa — powiedział w końcu Solo. — Ciągle to powtarzasz.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>30</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Charlotte obudziła się w ciemności, zlana potem. Drżała z zimna. Metalowa podłoga była chłodna. Twarz miała obolałą, za długo opierała policzek o stal. Z trudem wyciągnęła spod siebie rękę — już niemal straciła w niej czucie — i przetarła twarz. Pod palcami poczuła wgniecenia od wzoru płyty antypoślizgowej.</p>
    <p>Atak na Donny’ego pamiętała mgliście, jak sen. Pamiętała, że zwinęła się w kłębek i czekała. Jakimś cudem zdołała powstrzymać łzy. A potem — czy to z wyczerpania, czy z wymuszonego przerażeniem bezruchu — zapadła w sen.</p>
    <p>Przez chwilę nasłuchiwała kroków, po czym uchyliła plandekę. Ciemność na zewnątrz była czarna jak atrament, równie gęsta co pod brezentową plandeką drona. Niczym wychodzące z gniazda pisklę wyczołgała się spod metalowego ptaka. Stawy miała zesztywniałe, w piersi coś ją gniotło, a wokół nic tylko potworna samotność.</p>
    <p>Gdzieś tu musiała leżeć jej robocza latarka. Odkryła drona i zaczęła szukać jej szukać na ślepo, wymacała jakieś narzędzia, z donośnym brzękiem rozsypała komplet kluczy nasadowych. Przypomniała sobie o reflektorze drona. Odszukała panel dostępowy, pstryknęła przełącznikiem. Z dziobu ptaka wydobyła się wiązka złotego światła. To wystarczyło, żeby znaleźć latarkę.</p>
    <p>Wzięła ją i jeszcze duży klucz francuski. Nie była już bezpieczna. Pocisk z moździerza wpadł do obozu i zrównał namiot z ziemią, zabrał jej towarzysza. Kolejny mógł nadlecieć ze świstem w każdej chwili.</p>
    <p>Nakierowała latarkę na windy, które mogły bez ostrzeżenia wypluć z siebie intruzów. W panującej wokół ciszy słyszała bicie własnego serca. Odwróciła się i ruszyła do sali konferencyjnej, ostatniego miejsca, gdzie go widziała.</p>
    <p>Na podłodze nie dostrzegła śladów walki. Na stole wciąż walały się notatki, choć może trochę ich ubyło. Zniknęło też kilka pojemników stojących między krzesłami. Ktoś słabo się postarał przy sprzątaniu. Ktoś tu jeszcze wróci.</p>
    <p>Charlotte zgasiła światła i odwróciła się do wyjścia. Krocząc przez miejsce, w którym go zaatakowano, dostrzegła na ścianach rozbryzgi krwi. Poczuła jak wzbiera w niej wstrzymywany dotąd szloch i jak ściska jej gardło na myśl, że jej brat może już nie żyć. Wciąż widziała oczyma wyobraźni białowłosego mężczyznę, który kopał i kopał, ogarnięty nieświętym gniewem. Teraz nie miała nikogo. Ruszyła pospiesznie przez ciemny magazyn w kierunku świecącego drona. Wyrwano ją ze snu, pokazano przerażający świat, a teraz zostawiono ją samą.</p>
    <p>Światło na dziobie drona rozlewało się po podłodze i padało na drzwi.</p>
    <p>Niezupełnie samą.</p>
    <p>Charlotte spróbowała wziąć się w garść. Sięgnęła do panelu dostępowego i wyłączyła lampę drona. Starannie nakryła maszynę plandeką. Nie wolno jej już było zostawiać rzeczy w nieładzie — musiała odtąd żyć w założeniu, że może mieć gości. Podeszła do drzwi, przystanęła, wróciła się po torbę z narzędziami. Dron zszedł teraz na dalszy plan. Z latarką i narzędziami pod pachą minęła koszary i dotarła na koniec korytarza, do pomieszczenia sterowania dronami. Na blacie roboczym w głębi sali spoczywało radio, nad którym pracowała przez ostatnie tygodnie. Działało. Nieraz nasłuchiwała z bratem urywków rozmów z odległych światów. Może znajdzie sposób, by nadawać w eter. Zaczęła grzebać w pojemniku z częściami, które jej zostawił. Jeśli nic nie znajdzie, będzie mogła przynajmniej słuchać. Może dowie się, co z nim zrobili. Może usłyszy jego głos — albo skontaktuje się z kimś innym.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>31</p>
    </title>
    <p>Przy każdym kaszlnięciu żebra Donalda eksplodowały na tysiąc drzazg. Odłamki przebijały jego płuca i serce, śląc wzdłuż kręgosłupa falę bólu. A przynajmniej tak to odczuwał — jakby jego kości i nerwy wybuchały niczym bomby. Zdążył już zatęsknić za zwyczajną torturą pieczenia w płucach i obolałym od kaszlu gardle. Przy jego poobijanych, popękanych żebrach dawna udręka wydawała się kpiną. Wczorajszą niedolę wspominał czule, z nostalgią.</p>
    <p>Leżał na posłaniu, zakrwawiony i posiniaczony; o ucieczce dawno zapomniał. Drzwi były solidne, a przestrzeń nad panelami sufitowymi prowadziła donikąd. Chyba nie trzymali go na poziomach administracyjnych. Może to piętro Ochrony. Albo mieszkalne. W każdym razie nie znał tego miejsca. Korytarz na zewnątrz był upiornie cichy. Możliwe, że był środek nocy. Od łomotania w drzwi bolały go żebra, od krzyków — gardło. Ale najgorszy ból sprawiała mu myśl o tym, w co wplątał własną siostrę i co się z nią teraz stanie. Kiedy zjawią się strażnicy albo Thurman, będzie musiał powiedzieć im o Charlotte i błagać, żeby okazali jej litość. Dla Thurmana była jak córka, a przecież to Donald odpowiadał za jej wybudzenie, nikt inny. Thurman to zrozumie. Każe położyć ją z powrotem do kriokomory, a koniec wszystkiego zastanie ją we śnie. Tak byłoby najlepiej.</p>
    <p>Godziny mijały. Godziny odmierzane narastającą opuchlizną i tętnem pulsującym w kilkunastu miejscach na ciele. Donald wiercił się w łóżku, rzucał się na boki; dzień i noc stały się nie do odróżnienia, jak w krypcie. Cały pokrył się potem jak w gorączce, ale to nie infekcja go dręczyła, tylko strach i żal. Śnił o zamarzniętych komorach, które stawały w ogniu, koszmary o ogniu, lodzie i pyle, o rozpływających się tkankach i kościach spalanych na proch.</p>
    <p>Budził się i zasypiał raz po raz. Miał jeszcze inny sen. Sen o lodowatej nocy na przepastnym oceanie i statku, który tonął. Pokład pod stopami Donalda drżał pod brutalnym naporem oceanu. Dłonie miał przymarznięte do koła sterowego, z ust unosiła się mgiełka kłamstw. Fale rozbryzgiwały się nad relingami. Sterówka Donalda zanurzała się coraz głębiej. A wszędzie wokół dryfowały po wodzie łodzie ratunkowe i co do jednej płonęły. Tkwiące w nich kobiety i dzieci krzyczały, płonąc, uwięzione w szalupach o kształcie kriokomór, które nigdy nie miały dotrzeć do brzegu.</p>
    <p>Donald zrozumiał. Dostrzegał to zarówno na jawie — dysząc, kaszląc i pocąc się — jak i w snach. Pamiętał, że kiedyś sądził, że kobiety uśpiono, aby mężczyźni nie mieli o co walczyć. Prawda była zupełnie inna. Tkwiły w kapsułach, żeby pozostali mieli <emphasis>dla kogo</emphasis> walczyć. By mieli kogoś do uratowania. To dla nich mężczyźni przepracowywali swoje ponure zmiany i przesypiali ponure noce, śniąc o rzeczach, które nigdy nie nastąpią.</p>
    <p>Zakrył usta, obrócił się na bok i zaczął kaszleć krwią. Ktoś do uratowania. Ludzkością — nawet Donaldem, który pomógł zbudować to przeklęte miejsce — kierowało błędne przekonanie, że trzeba coś lub kogoś ratować. Powinni byli zostawić zarówno ludzi jak i świat samym sobie. Ludzkość miała prawo wyginąć. Tak właśnie postępowało życie: wymierało. Dzięki temu powstawało miejsce dla kolejnych gatunków. Lecz jednostki często starały się odwrócić naturalny bieg rzeczy. Mieli swoje nielegalnie sklonowane dzieci, nanokuracje, narządy zastępcze i wreszcie kriokapsuły. Jednostki takie jak ludzie, którzy to zrobili.</p>
    <p>Zbliżały się kroki, sygnalizując posiłek i koniec ciągnącego się w nieskończoność cyklu oszalałych snów i bolesnej jawy. Musiała być pora śniadania, bo umierał z głodu. Oznaczałoby to, że nie spał przez większość nocy. Spodziewał się zobaczyć tego samego strażnika, który przyniósł mu poprzedni posiłek, ale w drzwiach ukazał się Thurman. Za jego plecami stał ponury mężczyzna w srebrze Ochrony. Thurman wszedł sam i zamknął za sobą drzwi. Nie miał wątpliwości: Donald nie stanowił dla niego zagrożenia. Wyglądał lepiej i zdrowiej niż wczoraj. Miał czas dojść do siebie po wybudzeniu. A może w krwioobiegu starca krążyły mrowie nowych lekarzy.</p>
    <p>— Jak długo mnie tu trzymacie? — zapytał Donald i usiadł na posłaniu. Głos miał chrapliwy i odległy; brzmiał jak szelest jesiennych liści.</p>
    <p>— Niedługo — odparł Thurman. Starzec przysunął sobie stojący przy łóżku kufer i usiadł na nim. Przez chwilę mierzył Donalda wzrokiem. — Zostało ci zaledwie parę dni życia.</p>
    <p>— To diagnoza lekarska? Czy wyrok?</p>
    <p>Thurman uniósł brew.</p>
    <p>— I jedno, i drugie. Jeśli tu zostaniesz bez opieki medycznej, zabije cię powietrze, którego się nawdychałeś. Zamiast tego cię uśpimy.</p>
    <p>– Żeby broń Boże nie skrócić moich cierpień.</p>
    <p>Thurman rozważył jego słowa.</p>
    <p>— Zastanawiałem się, czy nie pozwolić ci tu umrzeć. Wiem, jak bardzo cierpisz. Mógłbym cię naprawić albo zniszczyć, ale nie mam serca zrobić żadnej z tych rzeczy.</p>
    <p>Donald spróbował się zaśmiać, ale ból był zbyt silny. Sięgnął po szklankę wody na tacy i upił trochę. Gdy ją odstawił, po powierzchni zatańczyła różowa spirala krwi.</p>
    <p>— Nie próżnowałeś na tej ostatniej zmianie — powiedział Thurman. — Brakuje dronów i bomb. Wybudziliśmy kilku zamrożonych niedawno ludzi, żeby uzyskać pełny obraz twoich działań. Masz pojęcie, czym ryzykowałeś?</p>
    <p>W głosie Thurmana dało się słyszeć coś gorszego od gniewu. Donald z początku nie potrafił tego nazwać. Nie rozczarowanie. Nie wściekłość — jej Thurman dał upust kopniakami. Chodziło o jakieś głęboko skrywane uczucie. Coś w rodzaju strachu.</p>
    <p>— Czym ryzykowałem? — powtórzył Donald. — Czyściłem twój bałagan. — Uniósł szklankę w prześmiewczym toaście na cześć swojego dawnego mentora. — Silosy, które uszkodziłeś. Tamten silos, który zgasł wiele lat temu. On ciągle istniał…</p>
    <p>— Silos czterdziesty. Wiem.</p>
    <p>— I siedemnasty. — Donald odchrząknął. Wziął z tacy suchą piętkę chleba i ugryzł kęs, żuł aż rozbolała go szczęka, a potem popił różowawą od krwi wodą. Wiedział tak wiele rzeczy, o których Thurman nie miał pojęcia. Właśnie to sobie uświadomił. Dziesiątki rozmów z mieszkańcami osiemnastki, długie godziny spędzone nad rysunkami i notatkami, tygodnie mozolnego łączenia elementów układanki, bycia u władzy. Wiedział, że w obecnym stanie nie miałby szans w walce Thurmanem, a jednak czuł się od niego silniejszy. Wiedza dawała mu poczucie siły.</p>
    <p>— Siedemnasty nie był martwy — powiedział i odgryzł kolejny kęs chleba.</p>
    <p>— Niedawno się dowiedziałem.</p>
    <p>Donald przeżuwał chleb.</p>
    <p>— Dzisiaj zamykam osiemnasty — powiedział cicho Thurman. — Ileż kosztował nas ten ośrodek… — Pokręcił głową, a Donald zastanowił się, czy starzec miał na myśli Victora, szefa szefów, który strzelił sobie w głowę z powodu tamtejszego powstania. A w następnej sekundzie dotarło do niego, że ludzie, w których pokładał tak wielką nadzieję również zginą. Tyle zamieszania z przemycaniem części dla Charlotte, tyle marzeń o końcu silosów, tyle nadziei na przyszłość spędzoną pod błękitnym niebem — wszystko na marne. Przełknął chleb, który nagle wydał mu się pozbawiony smaku.</p>
    <p>— Dlaczego? — zapytał.</p>
    <p>— Wiesz dlaczego. Rozmawiałeś z nimi, czyż nie? Co twoim zdaniem miałoby się z nimi stać? Co ty sobie myślałeś? — Do tonu Thurmana wkradały się pierwsze oznaki gniewu. — Myślałeś, że oni cię uratują? Że kogokolwiek z nas można uratować? Co ty sobie, do cholery, myślałeś?</p>
    <p>Donald nie zamierzał odpowiadać, ale odpowiedź nadeszła sama, odruchowo jak kaszel:</p>
    <p>— Myślałem, że zasługują na więcej. Myślałem, że zasługują na szansę…</p>
    <p>— Szansę na co? — Thurman potrząsnął głową. — To nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia. Nasze plany przewidują chyba każdą ewentualność. — To ostatnie wymamrotał pod nosem. — Szkoda tylko, że muszę w ogóle spać. Że nie mogę tu być, żeby zarządzać wszystkim. To tak jak z wysyłaniem dronów w powietrze, kiedy musisz być tutaj i trzymać rękę na wolancie. — Thurman zacisnął uniesioną dłoń w pięść. Przez chwilę przyglądał się Donaldowi. — Usypiamy cię jutro z samego rana. Zapewniam, że to nadzwyczaj łagodny wyrok. Ale zanim się ciebie pozbędę, chcę, abyś mi coś powiedział: jak to zrobiłeś? Jak znalazłeś się na moim miejscu? Nie mogę pozwolić, żeby to się powtórzyło…</p>
    <p>— Więc teraz jestem zagrożeniem. — Donald upił kolejny łyk wody, żeby pozbyć się drapania w gardle. Spróbował wziąć głęboki oddech, ale ból był tak silny, że Donald zgiął się w pół.</p>
    <p>— Ty nie, ale może nim być kolejna osoba, która zrobi to samo. Staraliśmy się pomyśleć o wszystkim, ale zawsze mieliśmy świadomość, że największą słabością każdego systemu jest możliwość rewolty u szczytu.</p>
    <p>— Jak w silosie dwunastym — powiedział Donald. Pamiętał upadek ośrodka i mrok sączący się z serwerowni. Był tego świadkiem, osobiście położył kres temu silosowi, napisał raport. — Jak mogliście się nie spodziewać, że to samo stanie się tutaj? — zapytał.</p>
    <p>— Spodziewaliśmy się. Nasze plany obejmowały każdą ewentualność. To dlatego mamy rezerwy. To dlatego mamy rytuał inicjacji, szansę na sprawdzenie duszy człowieka, pudełko, w którym zamykamy nasze tykające bomby. Jesteś za młody, by to rozumieć, ale najtrudniejszym zadaniem, jakie ludzkość kiedykolwiek próbowała opanować… w dużej mierze bezskutecznie… było przekazywanie najwyższej władzy z rąk do rąk. — Thurman rozłożył szeroko ramiona. W jego oczach pojawił się błysk, znów budził się w nim polityk. — Aż do teraz. Rozwiązaliśmy ten problem naszymi kriokapsułami i zmianami. Władza jest tymczasowa i nigdy nie wychodzi poza wciąż ten sam wąski krąg. Tutaj nikt nikomu nie oddaje władzy.</p>
    <p>— Gratulacje. — Donald splunął. Przypomniało mu się, jak kiedyś zasugerował Thurmanowi, że ten mógłby zostać prezydentem, a Senator odparł, że byłaby to degradacja, nie awans. Teraz Donald rozumiał dlaczego.</p>
    <p>— Tak. To był dobry system. Do momentu, gdy zdołałeś go oszukać.</p>
    <p>— Powiem, jak to zrobiłem, ale w zamian ty też mi coś wyjawisz. — Donald zakrył usta i kaszlnął.</p>
    <p>Thurman spochmurniał i zaczekał, aż kaszel ustanie.</p>
    <p>— Umierasz — stwierdził. — Zamkniemy cię w pudle, żebyś mógł śnić aż do samego końca. Cóż takiego ważnego miałbym ci powiedzieć?</p>
    <p>— Prawdę. Poznałem jej ogromną część, ale wciąż zostało kilka luk. Sprawiają mi większy ból niż dziury w moich płucach.</p>
    <p>— Wątpię — powiedział Thurman. Lecz mimo to rozważył ofertę. — Co chcesz wiedzieć?</p>
    <p>— Serwery. Wiem, co na nich jest. Wszystkie szczegóły z życia mieszkańców silosów, gdzie pracują, czym się zajmują, jak długo żyją, ile mają dzieci, co jedzą, gdzie chadzają, wszystko. Chcę wiedzieć, po co.</p>
    <p>Thurman przyjrzał mu się. Nie odezwał się ani słowem.</p>
    <p>— Znalazłem wskaźniki procentowe. Zmieniające się rankingi. Oznaczają szanse tych ludzi na przeżycie, jeśli zostaną wypuszczeni, mam rację? Ale skąd system to wie?</p>
    <p>— Po prostu wie — powiedział Thurman. — I myślisz, że właśnie po to są silosy?</p>
    <p>— Tak, myślę, że między nimi rozgrywa się wojna. Wojna, w której tylko jeden zwycięży.</p>
    <p>— Więc czego ode mnie chcesz?</p>
    <p>— Myślę, że jest w tym jakieś drugie dno. Powiedz mi, a ja wyjaśnię, jak zająłem twoje miejsce. — Donald usiadł na posłaniu i owinął ręce wokół łydek, podczas gdy kaszel maltretował jego gardło i żebra. Thurman czekał, aż atak ustąpi.</p>
    <p>— Serwery robią dokładnie to, co powiedziałeś. Śledzą wszystkie te życia i oceniają je. Decydują również o wynikach loterii, dzięki czemu możemy w bardzo namacalny sposób kształtować tych ludzi. Zwiększamy szanse przetrwania. Pozwalamy wzrastać najlepszym. To dlatego szanse zwiększają się wraz z upływem czasu.</p>
    <p>— Oczywiście. — Donald poczuł się głupi. Powinien był się domyślić. Nieraz słyszał słowa Thurmana: niczego nie zostawiamy przypadkowi. A czymże innym była loteria?</p>
    <p>Pochwycił spojrzenie Thurmana.</p>
    <p>— Twoja kolej — powiedział starzec. — Jak to zrobiłeś?</p>
    <p>Donald oparł się o ścianę. Kaszlnął w pięść, a Thurman przyglądał mu się w milczeniu i z szeroko otwartymi oczami.</p>
    <p>— To była Anna — powiedział Donald. — Odkryła twoje plany. Zamierzałeś ją uśpić, kiedy skończy ci pomagać, a ona obawiała się, że już nigdy się nie obudzi. Dałeś jej dostęp do systemów, żeby mogła uporać się z czterdziestym. To ona wszystko tak poustawiała, żebym zajął twoje miejsce. Zostawiła mi też w twojej skrzynce odbiorczej wiadomość, w której prosiła mnie o pomoc. Sądzę, że chciała pokrzyżować ci plany. Zakończyć to wszystko.</p>
    <p>— Nie — powiedział Thurman.</p>
    <p>— O, tak. I obudziłem się, ale nie rozumiałem, o co mnie prosiła. Za późno się zorientowałem. A w międzyczasie ciągle były problemy z silosem czterdziestym. Kiedy się obudziłem i zacząłem tę zmianę, czterdziesty…</p>
    <p>— Zajęto się nim — powiedział Thurman.</p>
    <p>Donald odchylił głowę do tyłu i spojrzał na sufit.</p>
    <p>— Chcieli, żebyś tak myślał. Oto co ja myślę. Sądzę, że ci z silosu czterdziestego przejęli kontrolę nad sygnałem z kamer, żebyśmy nie wiedzieli, co się tam dzieje. Tak jak mówiłeś, zbuntowany szef IT, rewolta na górze. Silos zgasł, kiedy odcięli nas od kamer. Ale wcześniej zajęli się rurami z gazem, żebyśmy nie mogli ich zabić. A jeszcze wcześniej zhakowali ładunki, które detonowalibyśmy, gdyby wszystko inne zawiodło. Działali w odwrotnej kolejności. Kiedy silos zgasł, oni już dawno przejęli kontrolę. Tak jak ja. Tak jak zrobiła to Anna.</p>
    <p>— Jak mogliby…?</p>
    <p>— Może ona im pomagała, nie wiem. Mi pomogła. I jakimś sposobem wieści rozniosły się do innych silosów. A może zanim skończyła ratować ci tyłek, zdała sobie sprawę, że to oni mają rację, a my się mylimy. Może zostawiła silos czterdziesty w spokoju i niech sobie robią co chcą. Myślę, że jej zdaniem oni mogliby ocalić nas wszystkich.</p>
    <p>Donald kaszlnął. Przez głowę przemknęły mu stare sagi o herosach, opowieści o mężczyznach i kobietach walczących o dobro i sprawiedliwość — zawsze z happy endem, zawsze przeciwko przeważającym siłom wroga, zawsze gówno prawda. Bohaterowie nie wygrywali. Bohaterami zostawali ci, którzy akurat zwyciężyli. To o nich opowiadała historia — polegli zaś milczeli. Wszystko to brednie.</p>
    <p>— Zbombardowałem silos czterdziesty zanim zrozumiałem, o co tu chodzi — powiedział Donald. Spojrzał na sufit, czując nad sobą ciężar pięter, ziemi i ołowianego nieba. — Zbombardowałem ich, bo chciałem odwrócić od siebie uwagę, bo mnie to nie obchodziło. Zabiłem Annę, bo mnie tu sprowadziła, bo uratowała mi życie. W obu przypadkach odwaliłem za ciebie kawał roboty, prawda? Zdławiłem dwie rebelie, których nawet się nie spodziewałeś…</p>
    <p>— Nie. — Thurman wstał. Górował teraz nad Donaldem.</p>
    <p>— Tak — powiedział Donald. Zamrugał, by przepędzić napływające do oczu łzy. W jego sercu, w miejscu dawnej wściekłości na Annę, teraz ziała dziura. Pozostał mu tylko żal i poczucie winy. Zabił osobę, która kochała go najmocniej ze wszystkich, która walczyła o to, co słuszne. Nigdy nie zatrzymał się, by zapytać, pomyśleć, porozmawiać.</p>
    <p>— Zapoczątkowałeś to powstanie, łamiąc własne zasady — powiedział Thurmanowi. — Sam je zacząłeś, gdy ją obudziłeś. Byłeś słaby. Stworzyłeś zagrożenie, a ja się go pozbyłem. I niech cię szlag trafi za to, że jej posłuchałeś. Że sprowadziłeś mnie tutaj. Że zmieniłeś mnie w to!</p>
    <p>Donald zamknął oczy. Poczuł łaskotanie spływających po skroniach łez, a przez zamknięte powieki dostrzegł padający na niego cień Thurmana. Przygotował się na cios. Odchylił głowę do tyłu, uniósł brodę i czekał. Myślał o Helen. Myślał o Annie. Myślał o Charlotte. Gdy sobie o niej przypomniał, otworzył usta, żeby powiedzieć Thurmanowi o kryjówce siostry — zanim spadnie na niego cios, zanim oberwie tak, jak na to zasługiwał za pomaganie tym potworom, za bycie ich nieświadomym narzędziem. Już zaczynał mówić Thurmanowi o Charlotte, gdy przez powieki błysnęło mu światło, mignął usuwający się na korytarz cień, huknęły zatrzaśnięte z wściekłością drzwi.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>32</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 18</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Lukas przeczuwał, że coś jest nie tak jeszcze zanim wpiął słuchawki do gniazda. Czerwone światła jak zawsze pulsowały nad serwerami, ale pora się nie zgadzała. Dotąd na rozmowach z silosem pierwszym można było polegać jak na zegarku. Tym razem telefon zastał go w środku obiadu. Brzęczenie i miganie niosło się z biura Lukasa na korytarz. Sims, stary szef Ochrony, odnalazł go w pomieszczeniu socjalnym i powiedział, że ktoś próbuje się z nim skontaktować. W pierwszej chwili Lukas pomyślał, że ich tajemniczy dobroczyńca chce ich ostrzec. A może dzwonił, żeby podziękować za to, że wreszcie przestali kopać.</p>
    <p>Usłyszał w słuchawkach kliknięcie; nastąpiło połączenie. Piekielne lampy pod sufitem przestały migać.</p>
    <p>— Halo? — odezwał się, łapiąc oddech.</p>
    <p>— Kto mówi?</p>
    <p>Ktoś inny. Głos był ten sam, ale słowa się nie zgadzały. Czemu miałby nie wiedzieć, do kogo się dodzwonił?</p>
    <p>— Tu Lukas. Lukas Kyle. Kto mówi?</p>
    <p>— Daj mi szefa silosu.</p>
    <p>Lukas wyprostował się.</p>
    <p>— Ja jestem szefem tego silosu. Silosu osiemnastego Operacji Pięćdziesiąt Ładu Światowego. Z kim rozmawiam?</p>
    <p>— Rozmawiasz z człowiekiem, który opracował Ład Światowy. A teraz dawaj szefa. Mam tu na liście niejakiego… Bernarda Hollanda.</p>
    <p>Lukasowi omal się nie wymsknęło, że Bernard nie żyje. Wszyscy wiedzieli, że nie żyje. To fakt, z którym należało się pogodzić. Sam widział, jak Bernard płonął zamiast wyjść na czyszczenie, płonął nie pozwalając się uratować. Lecz ten człowiek tego nie wiedział. Na myśl o złożoności życia po drugiej stronie linii, tej nieomylnej linii, Lukasowi zakręciło się w głowie. Bogowie nie byli wszechmocni. Albo nie jadali przy tym samym stole. Albo ten, który nazywał siebie Donaldem był bardziej nieposłuszny niż Lukas podejrzewał. Albo — jak stwierdziłaby Juliette, gdyby tu była — robili go w chuja.</p>
    <p>— Bernard… yyy, jest w tej chwili niedysponowany.</p>
    <p>Krótka pauza. Lukas czuł zbierające mu się na czole i karku kropelki potu. Temperatura serwerów i rozmowy dawała mu się we znaki.</p>
    <p>— Kiedy wróci?</p>
    <p>— Nie jestem pewien. Mogę… go zawołać? — Bezwiednie zawiesił głos na końcu zdania, które wcale nie miało być pytaniem.</p>
    <p>— Piętnaście minut — obwieścił głos. — Potem sprawy potoczą się bardzo źle dla ciebie i dla was wszystkich. Bardzo źle. Piętnaście minut.</p>
    <p>Połączenie zostało przerwane zanim Lukas zdążył zaprotestować albo poprosić o więcej czasu. Piętnaście minut. Pomieszczenie zdawało się kołysać. Potrzebował Jules. Przyda się ktoś, kto mógłby udawać Bernarda — może Nelson. I co miał na myśli tamten mężczyzna mówiąc, że opracował Ład Światowy? To przecież niemożliwe.</p>
    <p>Lukas podbiegł do drabiny i ruszył na dół. Chwycił podpięte do ładowarki przenośne radio i z powrotem popędził na górę. Zadzwoni do Juliette szukając jednocześnie Nelsona. Głos technika kupi mu nieco czasu, żeby to wszystko ogarnąć. W sumie zawsze spodziewał się, że ktoś zadzwoni i zażąda odpowiedzi na pytanie, co się tam do cholery dzieje — jednak aż do teraz nic takiego się nie stało. Spodziewał się tego, a teraz i tak dał się zaskoczyć.</p>
    <p>— Jules? — Dotarł do szczytu drabiny i odpalił radio. Co jeśli się nie zgłosi? Piętnaście minut. A co potem? Jak mocno tamci byli w stanie im zagrozić? Drugi głos — Donald — od czasu do czasu częstował ich groźnie brzmiącymi, choć pustymi ostrzeżeniami. Ten był inny. Lukas znów spróbował wywołać Juliette. Jego serce nie powinno tak łomotać. Otworzył drzwi serwerowni i wypadł na korytarz.</p>
    <p>— Mogę oddzwonić za chwilę? — zapytała Jules wśród trzasków ściskanego w dłoni radia. — Mam tu na dole niezły koszmar. Pięć minut?</p>
    <p>Lukas dyszał ciężko. Wyminął Simsa, który odprowadził go wzrokiem. Nelson powinien być w laboratorium czyszczenia. Wcisnął przycisk nadawania.</p>
    <p>— Właściwie pomoc przydałaby mi się już teraz. Schodzisz na dół?</p>
    <p>— Nie, jestem na miejscu. Właśnie zostawiłam dzieci z moim tatą. Idę do Walkera po baterię. Ty biegniesz? Chyba nie do nas, co?</p>
    <p>Oddychał z trudem.</p>
    <p>— Nie, szukam Nelsona. Ktoś dzwonił. Chciał rozmawiać z Bernardem, zagroził, że będziemy mieć kłopoty. Jules… mam złe przeczucia.</p>
    <p>Wybiegł zza rogu i dostrzegł, że drzwi laboratorium czyszczenia są otwarte. Z framugi zwisały poruszane przeciągiem paski taśmy.</p>
    <p>— Uspokój się — powiedziała Juliette. — Spokojnie. Kto dzwonił? I po co ci Nelson?</p>
    <p>— Chciałem, żeby podszył się pod Bernarda i pogadał z tym facetem, może chociaż kupiłby nam trochę czasu. Nie wiem, kto dzwonił. Brzmiał jak ten sam facet, ale to nie on.</p>
    <p>— Co powiedział?</p>
    <p>— Powiedział, żeby zawołać Bernarda i że to on obmyślił Operację Pięćdziesiąt. Cholera, Nelsona tu nie ma. — Lukas omiótł wzrokiem blaty robocze i szafki z narzędziami. Przypomniał sobie, że po drodze mijał Simsa. Stary szef Ochrony miał dostęp do serwerowni. Lukas opuścił laboratorium i popędził z powrotem.</p>
    <p>— Lukas, to nie ma najmniejszego sensu.</p>
    <p>— Wiem, wiem. Poczekaj, oddzwonię. Muszę złapać Simsa…</p>
    <p>Biegł korytarzem, biura przemykały po bokach, w większości puste — pracownicy zostali oddelegowani z IT albo właśnie jedli obiad. Dostrzegł Simsa, który właśnie miał zniknąć za rogiem.</p>
    <p>— Sims!</p>
    <p>Szef Ochrony obejrzał się, przystanął i zlustrował biegnącego ku niemu Lukasa. Lukas zastanawiał się, ile minut upłynęło i jak rygorystyczny okaże się człowiek z silosu pierwszego.</p>
    <p>— Potrzebuję twojej pomocy — powiedział. Wskazał drzwi do serwerowni na skrzyżowaniu korytarzy. Sims odwrócił się i również spojrzał na drzwi.</p>
    <p>— Tak?</p>
    <p>Lukas wprowadził swój kod i otworzył drzwi. Światła w środku migały. Niemożliwe, żeby już minęło piętnaście minut.</p>
    <p>— Mam wielką prośbę — powiedział Simsowi. — Posłuchaj, to… skomplikowane, ale musisz z kimś porozmawiać. Chcę, żebyś udawał Bernarda. Znałeś go dosyć dobrze, prawda?</p>
    <p>Sims zatrzymał się.</p>
    <p>— <emphasis>Kogo</emphasis> mam udawać?</p>
    <p>Lukas odwrócił się i chwycił wysokiego mężczyznę za ramię, popędzając go.</p>
    <p>— Nie ma czasu na wyjaśnienia. Po prostu musisz odpowiadać na pytania tego faceta. To takie jakby ćwiczenia. Bądź Bernardem. Wmów sobie, że jesteś Bernardem. Bądź wkurzony albo coś w tym stylu. Rozłącz się tak szybko, jak tylko dasz radę. I w ogóle mów tylko tyle, ile będziesz musiał.</p>
    <p>— Z kim mam rozmawiać?</p>
    <p>— Później ci to wyjaśnię. Dasz radę. Zamydl mu oczy. — Pokierował Simsa do otwartego serwera i podał mu słuchawki. Sims przyjrzał się im jakby nigdy czegoś takiego nie widział. — Po prostu włóż je na uszy — polecił Lukas. — Podłączę cię. To działa jak radio. Pamiętaj, jesteś Bernardem. Postaraj się brzmieć jak on, okay? Stań się nim.</p>
    <p>Sims kiwnął głową. Policzki miał czerwone, po czole spływały mu strużki potu. Wyglądał na młodszego o dziesięć lat i zestresowanego jak diabli.</p>
    <p>— Zaczynamy. — Lukas wcisnął wtyczkę przewodu w gniazdo; przeszło mu przez myśl, że Sims pewnie nawet bardziej niż Nelson nadaje się do tej roli. W ten sposób zyskają trochę czasu, zanim Lukas zdoła się zorientować, o co chodzi. Zauważył, że Sims się wzdrygnął, musiał usłyszeć słowa powitania.</p>
    <p>— Halo? — odezwał się.</p>
    <p>— Stanowczo — syknął Lukas. Radio w jego dłoni zatrzeszczało głosem Juliette, ale je wyciszył. Nie chciał, żeby ich podsłuchano. Oddzwoni później.</p>
    <p>— Tak, tu Bernard. — Sims mówił przez nos, wysokim, ściśniętym głosem. Brzmiało to bardziej jakby wcielał się w kobietę niż w poprzedniego szefa silosu. — Owszem, mówi <emphasis>Bernard</emphasis> — powtórzył z naciskiem. Błagalnym wzrokiem spojrzał na Lukasa; wyglądał na kompletnie bezradnego. Lukas zakręcił palcem kółko. Sims kiwał głową, słuchając głosu mężczyzny, a potem ściągnął zestaw słuchawkowy.</p>
    <p>— W porządku? — syknął Lukas.</p>
    <p>Sims podał mu słuchawki.</p>
    <p>— Chce rozmawiać z tobą. Przykro mi. Wie, że to nie on.</p>
    <p>Lukas jęknął. Wziął pod pachę radio, z którego wciąż sączył się cichy i odległy głosik Juliette, po czym wsunął na głowę śliski od potu zestaw słuchawkowy.</p>
    <p>— Halo?</p>
    <p>— Nie powinieneś był tego robić.</p>
    <p>— Bernard jest… nie mogłem go znaleźć.</p>
    <p>— Nie żyje. To wypadek czy morderstwo? Co się tam dzieje? Kto dowodzi? Nie mamy sygnału z kamer.</p>
    <p>— Ja tu dowodzę — powiedział Lukas, boleśnie świadomy, że Sims mu się przygląda. — Wszystko u nas w porządku. Każę Bernardowi zadzwonić do pana jak tylko…</p>
    <p>— Rozmawiałeś z kimś innym z tego silosu.</p>
    <p>Lukas milczał.</p>
    <p>— Co ci powiedział?</p>
    <p>Lukas obejrzał się na drewniane krzesło i stertę książek. Sims podążył za jego wzrokiem i szeroko otworzył oczy na widok takiej masy papieru.</p>
    <p>— Omawialiśmy raporty o ludności — powiedział Lukas. — Stłumiliśmy powstanie. Tak, Bernard został ranny w trakcie walk…</p>
    <p>— Mam tutaj maszynę, która mówi mi, kiedy kłamiesz.</p>
    <p>Lukasowi zrobiło się słabo. Choć wydawało się to niemożliwe, wierzył temu człowiekowi. Padł ciężko na krzesło. Sims przyglądał mu się niespokojnie. Szef Ochrony wyczuwał, że coś jest nie tak.</p>
    <p>— Robimy co w naszej mocy — zapewnił Lukas. — Wszystko pod kontrolą. Jestem cieniem Bernarda. Przeszedłem inicjację…</p>
    <p>— Wiem. Uważam jednak, że zostałeś zatruty. Przykro mi, synu, ale powinienem był to zrobić już dawno temu. To dla dobra nas wszystkich. Naprawdę mi przykro.</p>
    <p>A potem dodał enigmatycznie i cicho, jakby do kogoś innego:</p>
    <p>— Zamknijcie ich.</p>
    <p>— Proszę zaczekać… — powiedział Lukas. Odwrócił się do Simsa, wymienili bezradne spojrzenia. — Niech mi pan pozwoli…</p>
    <p>Nim zdążył dokończyć, gdzieś w górze rozległ się syk. Lukas podniósł wzrok na otwory wentylacyjne, z których opadały kłęby białych oparów. Narastająca mgła. Przypomniały mu się spaliny, którymi ludzie z Maszynowni próbowali napełnić serwerownię, żeby go z niej wykurzyć. Pamiętał uczucie, że zaraz się tu udusi. Lecz ta mgła była inna, gęsta i złowroga.</p>
    <p>Lukas zakrył usta podkoszulkiem i krzyknął do Simsa, żeby szedł za nim. Przemknęli przez serwerownię pomiędzy czarnymi maszynami, omijając białe kłęby, gdy tylko mogli. Dotarli do prowadzących do IT drzwi, które — jak sądził — były hermetyczne. Panel mignął radośnie czerwoną diodą, choć Lukas nie przypominał sobie, żeby zamykał drzwi. Wstrzymując oddech, wstukał swój kod i czekał na błysk zielonej kontrolki. Bez skutku. Ponownie wklepał kod. Z braku powietrza robiło mu się już słabo. Panel zabrzęczał i mrugnął czerwonym okiem.</p>
    <p>Lukas odwrócił się, żeby poskarżyć się Simsowi i zastał go wpatrzonego we własne dłonie. Ręce miał pokryte krwią. Krew lała się Simsowi z nosa.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>33</p>
    </title>
    <p>Juliette rzuciła parę przekleństw pod adresem radia i wreszcie wręczyła je Walkerowi, żeby on spróbował. Courtnee przyglądała im się z zaniepokojeniem. Parę razy słyszeli głos Lukasa, ale zagłuszał go łomot butów i syk jego oddechu albo zakłóceń.</p>
    <p>Walker przyjrzał się przenośnemu urządzeniu. Radio tak obrosło w pokrętła i gałki, że stało się nadmiernie skomplikowane. Chwilę przy nim pomajstrował, po czym wzruszył ramionami.</p>
    <p>— Wygląda mi na sprawne — powiedział, skubiąc brodę. — Problem leży po drugiej stronie.</p>
    <p>Jedno z pozostałych urządzeń na stole warknęło. Było to duże radio z kablem zwisającym z sufitu. Spomiędzy eksplozji trzasków dobiegł ich znajomy głos:</p>
    <p>— Halo? Jest tam kto? Mamy tu na dole problem.</p>
    <p>Juliette podbiegła do stołu roboczego i chwyciła mikrofon zanim Walker czy Courtnee zdążyli zareagować. Rozpoznała ten głos.</p>
    <p>— Hank, mówi Juliette. Co się dzieje?</p>
    <p>— Mamy… doniesienia z środkowych pięter o wycieku jakichś oparów. Nadal tam jesteś?</p>
    <p>— Nie, jestem w Maszynowni. O jaki wyciek chodzi? I skąd?</p>
    <p>— Wyciek jest chyba na klatce schodowej. Stoję właśnie na platformie podestu i nic stąd nie widzę, ale słyszę w górze jakiś hałas. Brzmi jak wielki tłum. Ciężko rozpoznać, czy idą w górę czy w dół. Ale nie ma alarmu pożarowego.</p>
    <p>— Przerwa. Przerwa.</p>
    <p>Jakiś inny głos wciął się w ich rozmowę. Juliette rozpoznała w nim Petera. Domagał się pauzy, żeby móc coś powiedzieć.</p>
    <p>— Mów, Peter.</p>
    <p>— Jules, ja tu na górze też mam jakiś przeciek. W śluzie.</p>
    <p>Juliette obejrzała się na Courtnee, która wzruszyła ramionami.</p>
    <p>— Potwierdź, że masz w śluzie dym — powiedziała.</p>
    <p>— Nie wydaje mi się, żeby to był dym. I to jest w śluzie, którą dodałaś, tej nowej. Czekaj. Nie… to dziwne.</p>
    <p>Juliette zaczęła chodzić nerwowo pomiędzy stołami w warsztacie.</p>
    <p>— Co jest dziwne? Opisz, co widzisz. — Wyobraziła sobie wyciek spalin, może z głównego generatora. Będą musieli go wyłączyć, a zapasowego nie było. Kurwa. Jej najgorszy koszmar. Courtnee obrzuciła ją chmurnym spojrzeniem, najwyraźniej chodziły jej po głowie podobne myśli. Kurwa, kurwa.</p>
    <p>— Jules, żółte drzwi są otwarte. Powtarzam, wewnętrzne drzwi śluzy są otwarte. I ja ich nie otworzyłem. Jeszcze przed chwilą były zamknięte.</p>
    <p>— A co z dymem? — zapytała Juliette. — Robi się coraz gęstszy? Trzymaj się nisko i zakryj twarz. Przyda się jakaś wilgotna szmatka…</p>
    <p>— To nie dym. I jest go pełno za drzwiami twojej nowej śluzy. Te są ciągle zamknięte. Zaglądam właśnie przez szybę. Wszędzie ten dym. I… mogę wyjrzeć za żółte drzwi. Są szeroko otwarte. To… o, cholera…</p>
    <p>Serce Juliette przyspieszyło. Ton jego głosu. Nie pamiętała, żeby Peter kiedykolwiek przeklinał odkąd go poznała, a przeżyli przecież wspólnie niejedno.</p>
    <p>— Peter?</p>
    <p>— Jules, zewnętrzne drzwi są otwarte. Powtarzam, zewnętrzne drzwi śluzy są szeroko otwarte. Patrzę na przestrzał przez śluzę i… chyba widzę rampę. Chyba patrzę na zewnątrz. Bogowie, Juliette, ja patrzę na zewnątrz…</p>
    <p>— Musisz uciekać — powiedziała Juliette. — Zostaw wszystko tak jak jest i wynoś się stamtąd. Zamknij za sobą drzwi do stołówki. Uszczelnij je czymś. Taśmą albo lakiem, cokolwiek ci się nawinie. Zrozumiałeś?</p>
    <p>— Tak. Tak. — Brzmiał na zdyszanego. Juliette wspomniała słowa Lukasa, który ostrzegał, że stanie się coś złego. Spojrzała na Walkera, który wciąż ściskał w garści nowe radio. Potrzebowała starego, przenośnego radia. Nie powinna była pozwalać mu na modyfikacje.</p>
    <p>— Wywołaj Luke’a — poprosiła.</p>
    <p>Walker bezradnie wzruszył ramionami.</p>
    <p>— Próbuję.</p>
    <p>— Jules, tu znowu Peter. W moją stronę wchodzi po schodach masa ludzi. Słyszę ich. To brzmi, jakby biegło pół silosu. Nie wiem, dlaczego idą w tę stronę.</p>
    <p>Juliette pomyślała o tym, co mówił Hank — tłum na schodach. W razie pożaru wszyscy powinni chwytać za węże gaśnicze albo schronić się na jakimś bezpiecznym piętrze i czekać na pomoc. Po co mieliby pędzić <emphasis>na górę</emphasis>?</p>
    <p>— Peter, nie dopuszczaj ich w okolice biura. Trzymaj ich z dala od śluzy. Nie wolno ci ich przepuścić.</p>
    <p>Jej umysł pracował na najwyższych obrotach. Co zrobiłaby na jego miejscu? Trzeba tam wejść w kombinezonie i pozamykać drzwi. Ale to oznaczałoby otwarcie drzwi nowej śluzy. Drzwi nowej śluzy! Nie miało ich tam być. Pal licho dym, zewnętrzne powietrze miało teraz styczność z silosem. Powietrze z zewnątrz…</p>
    <p>— Peter?</p>
    <p>— Jules… Ja… nie mogę tu zostać. Wszystkim odbiło. Są w biurze, Jules. Nie… nie chcę do nikogo strzelać… nie mogę.</p>
    <p>— Posłuchaj. Te opary to argon, prawda?</p>
    <p>— No… może. Tak. Na to wygląda. Tylko raz widziałem napełnianie śluzy, przed twoim czyszczeniem. Ale tak…</p>
    <p>Juliette aż pociemniało w oczach, zakręciło jej się w głowie. Butami nie dotykała już podłogi — unosiła się w powietrzu, pusta w środku, otępiała i na wpół głucha. Gaz. Trucizna. Uszczelka, która zniknęła z pojemnika na próbki. Tamten skurwiel z silosu pierwszego i jego groźby. Zrobił to. Zabijał ich wszystkich. Przez głowę przemykały jej tysiące bezużytecznych planów i pomysłów, beznadziejnych i spóźnionych. O wiele spóźnionych.</p>
    <p>— Jules?</p>
    <p>Nacisnęła przycisk mikrofonu, żeby odpowiedzieć Peterowi, ale po chwili dotarło do niej, że głos dochodził z urządzenia w rękach w Walkera. Z przenośnego radia.</p>
    <p>— Lukas — szepnęła. Mgiełka wilgoci zakryła jej oczy, gdy sięgała po drugie radio.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>34</p>
    </title>
    <p>— Jules? Cholera jasna. Miałem ściszone radio. Słyszysz mnie?</p>
    <p>— Słyszę cię, Lukas. Co się tam, u diabła, wyprawia?</p>
    <p>— O kurwa. O kurwa.</p>
    <p>Juliette usłyszała jakiś brzęk i łoskot.</p>
    <p>— Nic mi nie jest. Nic mi nie jest. Cholera. Czy to krew? Dobra, muszę dotrzeć do spiżarni. Jesteś tam jeszcze?</p>
    <p>Juliette zdała sobie sprawę, że przestała oddychać.</p>
    <p>— Mówisz do mnie? Jaka krew?</p>
    <p>— Tak, do ciebie. Spadłem z drabiny. Sims nie żyje. To ich wina. Zamykają nas. Mój durny nos. Idę do spiżarni… — Głos Lukasa zagłuszyły zakłócenia.</p>
    <p>— Lukas? Lukas! — Spojrzała na Walkera i Courtnee; oboje wpatrywali się w nią z wilgotnymi, szeroko otwartymi oczami.</p>
    <p>— …nie da rady. Za fłaby tam zasięg. — Głos Lukasa był przytłumiony jakby zatykał sobie nos albo wstrzymywał kichnięcie. — Kochanie, mufisz fię odgrodzić. Mój nof ciągle…</p>
    <p>Juliette ogarnęła panika. Zamykają ich. Ziściły się groźby zabicia ich jednym przyciśnięciem guzika. Zabicia całego silosu, jak u Solo. Minęła może sekunda, może dwie, a Juliette w krótkim przebłysku przypomniała sobie opowieści Jimmy’ego o upadku jego silosu — gonitwa na górę, tłum wylewających się na zewnątrz ludzi, sterty ciał, w których zmuszona była wręcz brodzić wiele lat później. To była przeszłość silosu siedemnastego, a Juliette była świadkiem tego upadku, który rozgrywał się w jej własnym domu. Widziała również jego ponurą przyszłość, widziała, co się stanie z jej światem. Miała świadomość, jak to się skończy. Wiedziała, że już po Lukasie.</p>
    <p>— Zapomnij o radiu — poleciła. — Lukas, zapomnij o radiu i zamknij się szczelnie w tej spiżarni. Zamierzam uratować, ilu tylko zdołam.</p>
    <p>Chwyciła drugie radio, które było nastawione na jej silos.</p>
    <p>— Hank, słyszysz mnie?</p>
    <p>— Tak…? — Był zdyszany. — Halo?</p>
    <p>— Zabierz wszystkich na dół, do Maszynowni. Kogo tylko możesz, tak szybko jak zdołasz. Już.</p>
    <p>— Coś mi mówi, że powinienem iść na górę — odparł Hank. — Wszyscy gnają na górę.</p>
    <p>— Nie! — Juliette wrzasnęła do radia. Walker aż się wzdrygnął i upuścił mikrofon. — Posłuchaj mnie, Hank. Tylu, ilu dasz radę. Na dół. Natychmiast!</p>
    <p>Ścisnęła radio obiema rękami i rozejrzała się po warsztacie w poszukiwaniu czegoś jeszcze, co mogłaby chwycić.</p>
    <p>— Odcinamy Maszynownię? — zapytała Courtnee. — Jak poprzednim razem?</p>
    <p>Courtnee z pewnością myślała o stalowych płytach, którymi się zabarykadowali w trakcie powstania. Blizny po spawach wciąż były widoczne na ścianach, choć same płyty dawno zniknęły.</p>
    <p>— Nie ma na to czasu — stwierdziła Juliette. Nie dodała, że to pewnie nie miałoby sensu. Możliwe, że powietrze już było zatrute. Nie sposób stwierdzić, ile to trwa. Część jej umysłu pragnęła skupić się na wszystkim, co znajdowało się na górze i czego nie mogła ocalić, na ludziach i sprzęcie. Wszystkim, co dobre i potrzebne w świecie, który teraz był poza ich zasięgiem.</p>
    <p>— Bierzcie to, co absolutnie niezbędne i chodźcie. — Spojrzała na dwójkę przyjaciół. — Musimy wyruszyć natychmiast. Courtnee, leć po dzieci i zabierz je z powrotem do ich silosu…</p>
    <p>— Ale mówiłaś… Tamten motłoch…</p>
    <p>— Mam ich gdzieś. Idź. I weź ze sobą Walka. Dopilnuj, żeby dotarł do tunelu. Tam się spotkamy.</p>
    <p>— A ty dokąd się wybierasz? — zapytała Courtnee.</p>
    <p>— Po pozostałych. Zebrać tylu, ilu dam radę.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Korytarze Maszynowni były dziwnie spokojne. Juliette ujrzała obraz normalności — ludzie kończyli i rozpoczynali zmiany, pchali na wózkach części zapasowe i ciężkie pompy, spawacz tryskał snopem iskier, przechodzień stukał pięścią w migającą latarkę. Dzięki radiu wieści dotarły do Juliette przed czasem. Nikt inny jeszcze nie wiedział.</p>
    <p>— Do tunelu — pokrzykiwała do każdego, kogo mijała. — To rozkaz. Już. Już. Dalej.</p>
    <p>Reagowali z opóźnieniem. Pytania. Wymówki. Tłumaczyli, dokąd idą i że są zajęci, że nie mają w tej chwili czasu.</p>
    <p>Juliette dostrzegła żonę Dawsona, Rainę, która pewnie właśnie schodziła ze zmiany. Juliette chwyciła ją za ramiona. Raina zesztywniała i szeroko otworzyła oczy, zdziwiona takim traktowaniem.</p>
    <p>— Leć do klasy — powiedziała jej Juliette. — Weź swoje dzieci i wszystkie pozostałe, zabierz je na drugą stronę tunelu. Natychmiast.</p>
    <p>— Co się, kurna, dzieje? — zapytał ktoś. Parę osób zaczęło się rozpychać w wąskim przejściu. Juliette zauważyła jednego ze swoich pomocników z pierwszej zmiany. Zebrał się tłumek.</p>
    <p>— Marsz do tunelu, do ciężkiej cholery! — krzyknęła Juliette. — Musimy się stąd wynosić. Bierzcie kogo możecie, łapcie dzieci i najpotrzebniejsze rzeczy. To nie są ćwiczenia. Ruszać się!</p>
    <p>Klasnęła w dłonie. Raina pobiegła jako pierwsza, przeciskając się przez zatłoczony korytarz. Ci, którzy znali ją najlepiej ruszyli za nią, popędzając pozostałych. Juliette popędziła w kierunku klatki schodowej, ciągle wołając, żeby wszyscy uciekali do drugiego silosu. Przeskoczyła nad bramką ochrony; strażnik ocknął się i krzyknął coś do niej. Gdzieś z tyłu słyszała nawoływania: za mną, szybko. Natomiast z przodu cała klatka schodowa dygotała. Śpiew spawów i grzechot luźnych wsporników łączył się z łomotem zmierzających w jej stronę butów.</p>
    <p>Juliette przystanęła u stóp schodów i uniosła wzrok ku górze, ku szparze między schodami a betonową ścianą. Tu i ówdzie widok przesłaniały platformy, szerokie paski stali, które wysoko w górze zmieniały się w wąskie wstążeczki. Szyb tonął w mroku. Nagle zauważyła białawe, przypominające dym obłoki. Chyba wysnuwały z środkowych pięter.</p>
    <p>Ścisnęła radio.</p>
    <p>— Hank?</p>
    <p>Brak odpowiedzi.</p>
    <p>— Hank, wracajcie.</p>
    <p>Klatka schodowa szumiała od pogłosu licznych, choć odległych kroków. Juliette podeszła i położyła dłoń na poręczy. Metal wibrował, aż drętwiała ręka. Stukot podeszew narastał. Podniosła wzrok. Już dostrzegała dłonie prześlizgujące się po poręczy wysoko w górze, słyszała głosy zdezorientowanych ludzi, którzy popędzali jeden drugiego.</p>
    <p>Garstka ludzi ze sto trzydziestych wyłoniła się zza zakrętu schodów i przystanęła, nie wiedząc którędy dalej iść. Mieli skonsternowane miny, jakby nie spodziewali się, że schody w którymś miejscu się kończą. Juliette krzyknęła, żeby weszli do środka. Zawołała kogoś z Maszynowni, żeby pokazał przybyszom drogę i przepuścił ich przez bramkę. Poszli, gdzie im kazano, wiele osób z pustymi rękami, tuląc albo ciągnąc za sobą dziecko lub dwoje, albo ściskając kurczowo jakiś tobołek. Mówili o ogniu i dymie. Jeden z mężczyzn trzymał się za krwawiący nos i szedł, powłócząc nogami. Upierał się, że powinni iść w górę, że wszyscy powinni iść w górę.</p>
    <p>— Ty — powiedziała Juliette i chwyciła mężczyznę za ramię. Badawczo przyjrzała się jego twarzy i karminowym kroplom skapującym mu z kłykci. — Skąd przyszedłeś? Co się stało? — Wskazała na jego nos.</p>
    <p>— Przewróciłem się — odkrył twarz i odpowiedział. — Byłem w pracy…</p>
    <p>— Dobra. Nie szkodzi. Idź za pozostałymi. — Wskazała kierunek. Jej radio szczeknęło bezcielesnym głosem. Krzyk. Niewyobrażalny zgiełk. Juliette odsunęła się od schodów i zakryła jedno ucho, a do drugiego przycisnęła radio. Głos brzmiał mniej więcej jak Peter. Zaczekała aż skończy.</p>
    <p>— Ledwo cię słyszę! — zawołała. — Co się dzieje?</p>
    <p>Znowu zakryła jedno ucho i wytężyła słuch.</p>
    <p>— …przedostali się. Na zewnątrz. Wybiegają…</p>
    <p>Napotkała plecami betonową ścianę. Osunęła się do klęczek. Po schodach zbiegało kilkudziesięciu ludzi. Za nimi wlokła się garstka maruderów w żółtych uniformach Zaopatrzenia, niosąc jakieś rzeczy. Wreszcie zjawił się Hank, kierując ruchem i wrzeszcząc na tych, którzy chcieli zawrócić i popędzić w przeciwną stronę. Parę osób z Maszynowni ruszyło mu z pomocą. Juliette skupiła się na głosie Petera.</p>
    <p>— …nie mogę oddychać — mówił. — Chmura się tu wciska. Jestem w kuchni. Masy ludzi pędzą na górę. Wszyscy. Jakby oszaleli. Przewracają się. Wszyscy nie żyją. Na zewnątrz…</p>
    <p>Po każdym słowie z trudem chwytał świszczący oddech. Radio kliknęło; połączenie się urwało. Juliette kilka razy krzyknęła do mikrofonu, ale się nie zgłaszał. Spojrzała w górę, na mgłę. Dym, który wylewał się na klatkę schodową zdawał się gęstnieć. Było go coraz więcej, a Juliette mogła tylko patrzeć w przerażeniu.</p>
    <p>I wtedy z obłoków wystrzeliło coś ciemnego — cień na tle bieli. Rósł w oczach. Rozległ się przeraźliwy wrzask, kiedy kształt mknął w dół, mijając kolejne platformy podestów, a potem spadający człowiek huknął o beton. Siła uderzenia była tak wielka, że Juliette poczuła wibracje przez podeszwy butów.</p>
    <p>Kolejne krzyki. Tym razem krzyczeli ci w pobliżu, tych kilkudziesięciu zbiegających po schodach ludzi, nieliczni ocalali. Brnęli w pośpiechu ku Maszynowni, pełznąc jeden po drugim. A biały dym wciąż opadał w dół klatki schodowej niczym młot.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>35</p>
    </title>
    <p>Juliette podążyła za pozostałymi do wnętrza Maszynowni — weszła jako ostatnia. Pręty jednej z bramek ochrony były wgięte do środka. Tłum przeskakiwał nad bramkami, niektórzy przeciskali się przez szczelinę. Strażnik, którego zadaniem było temu zapobiegać, teraz sam pomagał ludziom przejść i wskazywał im kierunek.</p>
    <p>Juliette przeskoczyła nad bramką i popędziła przez tłum w kierunku sali sypialnej, gdzie przebywały dzieci. Po drodze usłyszała zgiełk, ktoś buszował w pokoju socjalnym. Juliette miała nadzieję, że plądrował pomieszczenie w poszukiwaniu przydatnych rzeczy. <emphasis>Miała nadzieję, że plądrował</emphasis>. Świat w jednej chwili stanął na głowie.</p>
    <p>Sala sypialna była pusta. Courtnee musiała ich już zabrać. W każdym razie nikt nie wychodził z Maszynowni. I tak już było na to za późno. Juliette wróciła na korytarz i ruszyła ku krętym schodom, które łączyły poziomy Maszynowni. Dogoniła tłum i wraz z nimi pognała w kierunku sali generatora i wejścia do tunelu.</p>
    <p>Wokół szybu naftowego walał się urobek i najeżone zbrojeniem bryły betonu. Pompa wciąż kiwała głowicą w górę i w dół, tak jakby znała smutne zasady rządzące światem, jakby w przygnębieniu akceptowała rozgrywające się wydarzenia, jakby mówiła: „Oczywiście. Oczywiście.”</p>
    <p>Jeszcze więcej skał i gruzu piętrzyło się w sali generatora; nie wszystko uprzątnięto i zsypano do kopalni numer sześć. Tu i ówdzie stało trochę ludzi, lecz nie były to tłumy, na jakie liczyła Juliette. Wielkie tłumy pewnie już nie żyły. A potem, przez jedną ulotną chwilę, naszła ją ochota, żeby się roześmiać z własnej głupoty oraz myśl, że ten dym był pewnie niegroźny, że śluza na górze wytrzymała, że wszystko było dobrze i że przyjaciele będą jej wkrótce dawać kuksańce za niepotrzebne sianie paniki.</p>
    <p>Lecz ta nadzieja rozwiała się równie szybko, co się pojawiła. Nic nie mogło zagłuszyć metalicznego posmaku strachu na języku, drżenia w głosie Petera, kiedy mówił o szeroko otwartej śluzie i upadających ludziach ani słów Lukasa, że Sims nie żyje.</p>
    <p>Przeciskała się przez wlewający się do tunelu tłum i nawoływała do dzieci. Zauważyła Courtnee i Walkera. Walker miał oczy jak spodki i rozdziawione usta. Juliette spojrzała na tłumy jego oczami i zdała sobie sprawę jakim ciężarem obarczyła Courtnee — znowu musiała wyciągnąć tego odludka z jego pieczary.</p>
    <p>— Widzieliście dzieci? — zawołała nad głowami tłumu.</p>
    <p>— Są po drugiej stronie! — odkrzyknęła Courtnee. — Z twoim ojcem.</p>
    <p>Juliette ścisnęła ją za ramię i ruszyła w mrok. Tu i ówdzie błyskały światła — latarki na górniczych kaskach — ale pomiędzy snopami blasku zalegały szerokie połacie nieprzeniknionej ciemności. Juliette brnęła w ścisku, wśród niewidocznych ludzi, którzy materializowali się z cienia. Po obu stronach kamienie z grzechotem zsuwały się ze stert urobku, a pył i odłamki sypały się z sufitu, wywołując krzyki i przekleństwa. Przejście między zwałami gruzów było wąskie. Tunel miał w zamierzeniu pomieścić garstkę ludzi naraz, nie więcej. Większą część potężnego otworu wywierconego w trzewiach ziemi zagradzało rumowisko powstałe przy kopaniu.</p>
    <p>Gdzieniegdzie tunel się korkował, a wtedy niektórzy próbowali wspiąć się na zwały urobku i wyminąć zator górą. Skutkowało to jedynie obsypywaniem się stert ziemi i kamieni na tych na dole, wypełniając tunel wrzaskami i klątwami. Juliette pomogła odkopać jakiegoś nieszczęśnika i zaczęła nawoływać, żeby ludzie trzymali się środka i przestali się przepychać — nawet wtedy, gdy ktoś dosłownie wspinał jej się po plecach.</p>
    <p>Inni z kolei próbowali zawrócić, wystraszeni i zdezorientowani, nieufni wobec ciemnego tunelu, który biegł ciągle na wprost. Juliette wraz z pozostałymi krzyczała do nich, żeby szli dalej — choć ich wędrówka zmieniła się w koszmar. Ludzie wpadali na belki podtrzymujące strop; czasem musieli pełznąć na czworakach w miejscach, gdzie obsunęła się ziemia; jakieś dziecko płakało ile sił w płucach. Dorośli skuteczniej tłumili szloch, choć Juliette minęła kilkanaście płaczących osób. Podróż zdawała się nie mieć końca, tak jakby mieli już do śmierci pełznąć i potykać się w ciemności, dopóki nie dogoni ich trujące powietrze.</p>
    <p>Gdzieś z przodu uformował się zator. Ludzie napierali na plecy tych z przodu, a blask latarek prześlizgiwał się po stalowej ścianie kopacza. Koniec tunelu. Drzwi na tyłach maszyny były otwarte. Obok nich stał Raph z jedną z nielicznych latarek. W panującej tu ciemności jego blada twarz sama zdawała się świecić.</p>
    <p>Jules</p>
    <p>Ledwo go słyszała ponad głosami, które odbijały się echem od ścian tunelu. Dobrnęła do niego i zapytała, kto zdążył już przejść.</p>
    <p>— Jest za ciemno — powiedział. — Można przechodzić tylko pojedynczo. Co się, do cholery, dzieje? Skąd ci wszyscy ludzie? Chyba mówiłaś, że…</p>
    <p>— Potem — ucięła w nadziei, że będzie jakieś „potem”. Wątpiła w to. Bardziej prawdopodobne, że na obu końcach silosu zostanie tylko sterta ciał. To odróżniałoby silos osiemnasty od siedemnastego. Zwłoki na obu końcach.</p>
    <p>— Co z dziećmi? — zapytała. Wydało jej się dziwne, że wśród tylu zmarłych i umierających skupiała się na garstce ludzi. Może odzywały się w niej niespełnione matczyne instynkty. Pierwotny przymus, by troszczyć się o potomstwo nawet wtedy, gdy zagrożenie sięgało znacznie dalej.</p>
    <p>— No, przeszło tędy sporo dzieci. — Urwał, żeby wskazać kierunek parze, która ociągała się z przejściem przez metalowe wrota kopacza. Nie mogła ich winić. Nie byli nawet z Maszynowni. Czy ci ludzie mieli jakieś pojęcie, co się dzieje? Oni tylko słuchali wykrzykiwanych spanikowanym głosem poleceń. Pewnie myśleli, że zgubili się w kopalniach. Nawet Juliette była oszołomiona, a przecież ona wspinała się po wzgórzach i widziała zewnętrze.</p>
    <p>— Co z Shirly? — zapytała.</p>
    <p>Wycelował latarkę do środka.</p>
    <p>— Widziałem ją, jestem pewien. Chyba jest w kopaczu. Kieruje ruchem.</p>
    <p>Juliette ścisnęła Rapha za ramię i zerknęła za siebie, na wijące się w ciemności kształty.</p>
    <p>— Tylko tutaj nie zostań — powiedziała, a jego blada twarz kiwnęła na zgodę.</p>
    <p>Juliette wcisnęła się w kolejkę i wkroczyła na tyły maszyny. Zawodzenia i wrzaski dzwoniły o metal jak głosy dzieci, które krzyczały do pustej puszki po zupie. Shirly była przy generatorze, kierując potok powłóczących nogami ludzi przez szczelinę tak wąską, że trzeba było iść bokiem, żeby się przecisnąć. Światła, które zamontowali we wnętrzu maszyny były zgaszone, a generator zapasowy nie pracował, ale Juliette czuła emanujące z niego ciepło. Jeszcze niedawno chodził, słyszała trzaski stygnącego metalu. Czyżby Shirly włączyła generator, żeby przemieścić maszynę wraz ze źródłem zasilania z powrotem do ich silosu? Ona i Juliette sprzeczały się kilkukrotnie o to, gdzie powinien spocząć kopacz.</p>
    <p>— Co to ma być, do cholery? — zapytała Shirly na widok Juliette.</p>
    <p>Juliette czuła, że zaraz wybuchnie płaczem. Jak mogła wyjaśnić swoje obawy, że oto nastał koniec wszystkiego, co znali? Pokręciła głową i przygryzła wargę.</p>
    <p>— Tracimy silos — zdołała wreszcie wykrztusić. — Zewnętrze wchodzi do środka.</p>
    <p>— Więc po co ich tamtędy prowadzimy? — Shirly musiała przekrzykiwać szum głosów. Odciągnęła Juliette za generator, z dala od wrzeszczących ludzi.</p>
    <p>— Powietrze opada klatką schodową — powiedziała Juliette. — Nie damy rady go zatrzymać. Zamierzam odciąć tunel.</p>
    <p>Shirly zastanowiła się.</p>
    <p>— Pozabierać dźwigary?</p>
    <p>— Niezupełnie. Ładunki, które chciałaś umieścić…</p>
    <p>Twarz Shirly stężała.</p>
    <p>– Ładunki da się zdetonować z drugiego końca tunelu. Umieściłam je, żeby odciąć <emphasis>tę</emphasis> stronę, żeby odciąć <emphasis>ten</emphasis> silos, żeby uchronić nas od <emphasis>tutejszego</emphasis> powietrza.</p>
    <p>— No cóż, teraz tutejsze powietrze to jedyne, co mamy. — Juliette podała Shirly radio, jedyną rzecz, jaką zabrała z domu. Shirly wzięła je i położyła na latarce, której blask padał na klatkę piersiową Juliette. W rozproszonym świetle Juliette dostrzegła wyraz niezrozumienia na twarzy jej biednej przyjaciółki.</p>
    <p>— Troszcz się o wszystkich — poprosiła Juliette. — O Solo i dzieciaki… — Zerknęła na generator. — Na farmach znajdziecie masę przydatnego złomu. A powietrze…</p>
    <p>— Chyba nie zamierzasz… — zaczęła Shirly.</p>
    <p>— Upewnię się, że wszyscy przeszli. Za mną było jeszcze kilkadziesiąt osób. Może setka. — Juliette chwyciła starą przyjaciółkę za ramiona. Zastanawiała się, czy nadal się przyjaźniły. Czy wciąż istniała między nimi ta dawna więź. Odwróciła się, żeby odejść.</p>
    <p>— Nie.</p>
    <p>Shirly złapała Juliette za rękę; radio spadło z brzękiem na podłogę. Juliette próbowała się wyrwać.</p>
    <p>— Niech mnie diabli — krzyknęła Shirly i siłą odwróciła Juliette. — Niech mnie wszyscy diabli, jeśli pozwolę, żebyś mnie z tym wszystkim zostawiła. Niech mnie diabli…</p>
    <p>Skądś dobiegały krzyki, dziecka czy dorosłego — nie sposób stwierdzić. Po prostu kakofonia przerażonych, zdezorientowanych głosów, które odbijały się echem w brzuchu wielkiej, stalowej machiny. W panującej tu ciemności Juliette nie dostrzegła nadchodzącego ciosu, nie zauważyła pięści Shirly. Poczuła ją tylko na szczęce, zdziwiona nagłym błyskiem światła wśród atramentowej czerni, a potem nie pamiętała już nic.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Odzyskała przytomność parę chwil — albo minut — później. Nie miała pojęcia. Leżała zwinięta w kłębek na stalowej podłodze kopacza, czując pulsowanie obolałej twarzy. Głosy wokół wydawały się przytłumione i odległe.</p>
    <p>Przerzedziło się. Ostatni spośród tych, którym się udało, przeciskali się przez trzewia kopacza. Była nieprzytomna minutę albo dwie. Może dłużej. Znacznie dłużej. Ktoś wołał ją po imieniu, szukając jej w ciemności, ale ona była niewidoczna, skulona za generatorem, w najgęstszym cieniu. Ktoś ją wołał.</p>
    <p>A potem w oddali rozległ się potężny huk. Brzmiało to tak, jakby tuż obok zadudniła o podłogę gruba na trzy cale stalowa płyta. Rumor przetoczył się przez ziemię, wibracje wstrząsnęły maszyną. Juliette już wiedziała. Shirly dotarła do pomieszczenia kontrolnego i — wyręczyła Juliette. Zdetonowała ładunki, które miały chronić jej stary dom przed tym nowym. Skazała samą siebie na śmierć.</p>
    <p>Juliette szlochała. Ktoś raz po raz powtarzał jej imię, aż w końcu dotarło do niej, że głos dobiega z radia, które leżało obok jej głowy. Sięgnęła po nie zdrętwiałą ręką. To Lukas.</p>
    <p>— Luke — szepnęła, wciskając przycisk nadawania. Słyszała jego głos, a więc musiał przebywać poza spiżarnią, niechroniony jej hermetycznymi, stalowymi drzwiami. Pomyślała o Solo, który przetrwał całe dekady, żywiąc się jedzeniem z puszek. Lukas też by tak potrafił.</p>
    <p>— Wracaj do środka — powiedziała, szlochając. — Schowaj się. — Tuliła radyjko obiema rękami, wciąż skulona na podłodze.</p>
    <p>— Nie mogę — powiedział Lukas. Okropnie kaszlał i rzęził przy każdym oddechu. — Musiałem… musiałem usłyszeć twój głos. Ostatni raz. — Kolejny atak kaszlu, który Juliette aż poczuła w piersi. — Już po mnie, Jules… Już po mnie…</p>
    <p>— Nie — jęknęła do siebie, a potem wdusiła przycisk. — Lukas, natychmiast wracaj do tej spiżarni. Zamknij się w niej i trzymaj się. Wytrzymaj…</p>
    <p>Słuchała jego pokasływania i świszczącego oddechu. Wreszcie wydusił z siebie chrapliwe słowa:</p>
    <p>— Nie mogę. To koniec. Koniec. Kocham cię, Jules. Kocham cię…</p>
    <p>To ostatnie było zaledwie szeptem, ledwo słyszalnym przez trzaski radia. Juliette zaszlochała, tłukąc dłonią o podłogę. Krzyczała na niego. Przeklinała go. Przeklinała samą siebie. A przez otwarte tylne wrota kopacza pełzł gnany chłodnym przeciągiem obłok. Juliette czuła jego smak na języku i na wargach. Był to suchy pył kruszonych kamieni, pozostałość wywołanej przez Shirly eksplozji w głębi tunelu. Gorzkawe świadectwo, że wszystko, co kiedykolwiek znała… umarło.</p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>Część III</p>
    <p>Dom</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>36</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Charlotte w osłupieniu odsunęła się od radia. Wbijała spojrzenie w trzeszczący głośnik, słuchała syku zakłóceń i raz po raz odgrywała tę scenę w swojej głowie. Otwarte drzwi, toksyczne powietrze wdziera się do środka, ludzie umierają, gnają w popłochu, silos upada. Silos, który jej brat tak mocno starał się uratować teraz przestał istnieć.</p>
    <p>Drżącą ręką dotknęła pokrętła. Przełączała się z kanału na kanał i słyszała inne głosy z innych silosów, wyrwane z kontekstu urywki rozmów i ciszy — dowód na to, że gdzie indziej życie toczyło się dalej.</p>
    <p>— …stało się już drugi raz w tym miesiącu. Daj Carol do zrozumienia…</p>
    <p>— …bardzo wdzięczny, gdybyś mi go zaklepała do czasu…</p>
    <p>— …</p>
    <p>— …przyjąłem. Przetrzymujemy ją w areszcie…</p>
    <p>Eksplozje szumu pomiędzy rozmowami napełniały silos martwym powietrzem. Silos pełen zmarłych.</p>
    <p>Charlotte z powrotem nastawiła radio na osiemnastkę. Tamtejsze powtarzacze wciąż działały, dało się to poznać po syku. Nasłuchiwała w nadziei, że powróci głos tamtej kobiety, która nawoływała wszystkich, żeby biegli na dolne piętra. Charlotte usłyszała nawet, jak ktoś wołał ją po imieniu. Dziwnie było słyszeć głos kobiety, na punkcie której jej brat miał obsesję, tej zbuntowanej pani burmistrz, jak lubił ją nazywać, tej czyścicielki, która wróciła.</p>
    <p>Być może słyszała kogoś innego, ale Charlotte w to wątpiła. Komendy padały z ust osoby u władzy. Wyobraziła sobie kobietę skuloną w głębinach odległego silosu, w jakimś ciemnym i pustym miejscu, i nagle ogarnęło ją poczucie pokrewieństwa. Wiele by teraz oddała, by móc nadawać, odezwać się… zamiast biernego słuchania.</p>
    <p>Nachyliła się nad radiem i dotknęła miejsca na podłączenie mikrofonu. Wydało jej się podejrzane, że Donny zostawił tę część na koniec. Tak jakby nie ufał jej na tyle, by pozwolić jej z kimś rozmawiać. Jakby wolał, żeby tylko słuchała. A może raczej martwił się o siebie. Być może nie ufał samemu sobie, nie wiedział, jak by się zachował, mogąc posyłać własne myśli w eter. Słyszeliby go nie tylko szefowie silosów. Wystarczyło mieć radio.</p>
    <p>Charlotte poklepała się po piersi i wymacała identyfikator od Donny’ego. Wróciły wspomnienia buta, który wznosił się i opadał, wspomnienia ściany i podłogi upstrzonej plamkami krwi. Nie dali mu żadnych szans. Ale ona musiała coś zrobić. Nie mogła tu siedzieć wiecznie, słuchając szumu, słuchając jak giną ludzie. Donny powiedział, że jej identyfikator zadziała w windzie. Pokusa, by działać była nieodparta.</p>
    <p>Zgasiła radio i zakryła je płachtą folii. Ustawiła krzesło tak, aby wyglądało na nieruszane i rozejrzała się po pomieszczeniu sterowania dronami, wypatrując śladów własnej bytności. Wróciła do sali sypialnej, otworzyła swoją skrzynkę z rzeczami i przejrzała ubrania. Wybrała czerwień reaktora. Kombinezon nie przylegał do ciała tak ściśle jak pozostałe. Wyciągnęła uniform i przeczytała imię na plakietce. <emphasis>Stan</emphasis>. Niech będzie Stan.</p>
    <p>Przebrała się i wyszła do magazynu. W rozebranym dronie było mnóstwo smaru. Wzięła trochę na dłoń, wyszukała w pojemniku czapkę z daszkiem i poszła do łazienki. Męskiej. Kiedyś uwielbiała robić sobie makijaż. Było to w innym życiu, a ona sama była wtedy inną osobą. Nagle przestały ją interesować gry wideo i zaczęła dbać o wygląd; cieniowała policzki, żeby nie były takie pyzate. Było to zanim szkolenie podstawowe zrobiło z niej — na krótko — szczupłą i zahartowaną dziewczynę. Dwie tury służby pomogły jej odzyskać dawne ciało, przyzwyczaić się do niego, zaakceptować je, nawet pokochać.</p>
    <p>Za pomocą smaru zamaskowała kości policzkowe. Nałożyła odrobinę na brwi, żeby wydały się pełniejsze. Paskudnym w smaku maźnięciem ukryła intensywną czerwień ust. Było to przeciwieństwo każdego wizażu, jaki wykonywała. Wepchnęła włosy pod czapkę i opuściła nisko daszek, a potem ułożyła kombinezon tak, żeby piersi wyglądały jak fałdy tkaniny.</p>
    <p>Przebranie było żałosne. W jej oczach — kompletnie nieprzekonujące. Ale z drugiej strony, ona wiedziała. Czy w świecie niedostępnym dla kobiet ktoś będzie miał podejrzenia? Nie była pewna. Nie wiedziała. Żałowała, że nie ma tu Donny’ego, którego mogłaby zapytać. Wyobraziła sobie śmiech brata na jej widok i omal się nie popłakała.</p>
    <p>— Tylko mi tu nie rycz — powiedziała swojemu odbiciu i delikatnie osuszyła oczy. Bała się, że łzy zrujnują makijaż. Ale one i tak popłynęły. Popłynęły i niczego nie popsuły. Były tylko kroplami wody, które prześlizgiwały się po tłustym smarze.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Gdzieś tu był schemat silosu. Charlotte przeszukała teczkę, którą Donny zostawił obok radia, ale tam go nie znalazła. Sprawdziła w sali konferencyjnej, gdzie jej brat godzinami ślęczał nad pudłami pełnymi dokumentów. W pomieszczeniu panował chaos. Większość jego notatek zabrano. Z pewnością zamierzali wrócić po resztę, pewnie rano. A może wejdą właśnie w tej chwili i Charlotte będzie musiała się wytłumaczyć ze swojej obecności:</p>
    <p>— Przysłali mnie tu po… yyy… — Próbowała mówić grubym głosem, ale brzmiało to niedorzecznie. Przerzuciła jeszcze parę folderów i luźnych kartek. Spróbowała znowu, tym razem swoim zwykłym głosem, matowo, bez emocji. — Kazali mi zabrać to do recyclingu — wyjaśniła nieistniejącemu rozmówcy. — Tak? A na którym piętrze jest recycling? — zapytała samą siebie. — Nie mam, kurwa, pojęcia — przyznała. — I dlatego szukam mapy.</p>
    <p>Znalazła mapę. Tyle że nie taką, co trzeba. Był to schemat pełen okręgów, z których wychodziły czerwone linie spotykające się w jednym punkcie. Poznała, że to mapa tylko po oznaczeniach: pionowo, wzdłuż lewej krawędzi biegł rząd liter, a u góry, poziomo, widniały liczby. Siły Powietrze przydzielały pilotom dzienne cele na tego rodzaju siatkach. Zjadała w stołówce bajgla, popijała kawą, a potem jakiś człowiek w D-4 ginął wraz z rodziną w nawałnicy ognia. Przerwa na lunch. Ser i szynka na bułce żytniej.</p>
    <p>Charlotte rozpoznała te okręgi na siatce. To silosy. Leciała trzema dronami ponad takimi wgłębieniami. Za to czerwone linie były dziwne. Odbiegały od każdego silosu z wyjątkiem jednego w pobliżu środka; podejrzewała, że właśnie w nim przebywała. Donald pokazał jej kiedyś ten schemat, rozłożył go na wielkim stole, który teraz tonął pod warstwą luźnych kartek. Złożyła mapę i wetknęła do kieszeni na piersi. Szukała dalej.</p>
    <p>Schemat silosu pierwszego gdzieś przepadł, ale znalazła coś niemal równie przydatnego. Wykaz personelu. Byli pogrupowani według rangi, przydzielonej zmiany, zawodu, poziomu mieszkalnego i poziomu, na którym pracowali. Wykaz miał rozmiary książki telefonicznej niedużego miasta i stanowił przypomnienie, jak wielu ludzi na zmiany obsługiwało silos. Nie ludzi — <emphasis>mężczyzn</emphasis>. Przemykając po imionach, Charlotte uświadomiła sobie, że to sami mężczyźni. Pomyślała o Sashy, jedynej kobiecie, która oprócz niej przebywała na obozie treningowym. Dziwnie było myśleć, że Sasha nie żyła — tak samo jak wszyscy mężczyźni z jej regimentu i wszyscy ze szkoły lotniczej.</p>
    <p>Odszukała imię mechanika z sekcji reaktora i piętro, na którym pracował. Rozejrzała się w ogólnym rozgardiaszu za długopisem. Znalazła, zanotowała numer poziomu. Administracja, jak odkryła, znajdowała się na trzydziestym czwartym. Niestety, tam również pracował oficer łączności. Ciarki przeszły ją na myśl, że pomieszczenie komunikacji tkwiło tuż pod nosem ludzi, którzy tym wszystkim rządzili. Oficer ochrony pracował na dwunastym. Jeśli więzili Donny’ego, możliwe, że właśnie tam. Chyba że go z powrotem uśpili. Chyba że przebywał w miejscu, które tutaj robiło za szpital. Kriokomory były na dole, pomyślała. Pamiętała, że po przebudzeniu jechała windą w górę. Znalazła piętro, gdzie mieściło się główne biuro kriosekcji — wystarczyło namierzyć człowieka, który w nim pracował — ale ciała pewnie trzymano gdzie indziej. A może jednak?</p>
    <p>Jej notatki szybko przerodziły się w chaotyczne gryzmoły, zgrubny zarys tego, co znajdowało się nad nią i pod nią. Gdzie jednak powinna rozpocząć poszukiwania? Nigdzie nie wspominano o magazynach z częściami zapasowymi, które plądrował jej brat, pewnie dlatego, że nikt na tych piętrach nie pracował. Zaczęła od nowa. Na czystej kartce narysowała walec i sporządziła najlepszy schemat jaki mogła, zaznaczając piętra, o których wiedziała od Donny’ego i z wykazu personelu. Plan zaczynał się od stołówki na samym szczycie i kończył na biurze kriosekcji; niżej jej notatki nie sięgały. Największe nadzieje pokładała w pustych poziomach. Część z nich musiała mieścić przechowalnie i magazyny. Lecz równie dobrze po otwarciu drzwi windy mogła zobaczyć salę pełną facetów rżnących w karty — czy co tam robili, żeby zabić czas, zabijając jednocześnie świat. Nie mogła sobie pozwolić na rzut kośćmi; potrzebowała planu.</p>
    <p>Wpatrywała się w mapę i rozważała różne opcje. W jednym miejscu bez wątpienia znalazłaby mikrofon, a było to pomieszczenie łączności. Spojrzała na zegar na ścianie. Szósta dwadzieścia pięć. Pora kolacji i koniec zmiany, spory ruch. Charlotte dotknęła twarzy w miejscu, gdzie smarem zatuszowała kości policzkowe. Pewnie nie powinna się stąd ruszać przed jedenastą. A może lepiej byłoby zniknąć w tłumie? Jak wyglądało życie poza magazynem? Przechadzała się nerwowo, gryząc się z myślami.</p>
    <p>— Nie wiem, nie wiem — powiedziała, testując swój nowy głos. Brzmiała na przeziębioną. To był najlepszy sposób: udawać przeziębienie.</p>
    <p>Wróciła do magazynu i zmierzyła wzrokiem windy. W każdej chwili ktoś mógł z nich wyjść, a wtedy decyzja zostałaby podjęta za nią. Powinna poczekać. Wróciła do dronów, ściągnęła plandekę z maszyny, nad którą pracowała i obrzuciła wzrokiem pozdejmowane płyty i porozrzucane narzędzia. Obejrzała się na salę konferencyjną — znów widziała Donny’ego, który zwijał się na podłodze i próbował zasłonić się goleniami; przytrzymywało go dwóch ludzi, a mężczyzna, który ledwo trzymał się na nogach kopał bez litości.</p>
    <p>Podniosła śrubokręt i wsunęła go w kieszonkę kombinezonu. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, postanowiła popracować nad dronem, żeby zabić czas. Wyjdzie później, nocą, kiedy nie będzie się już kręciło tylu ludzi i zmaleją szanse, że ktoś ją zdemaskuje. Najpierw jednak zajmie się maszyną, którą należało poderwać w powietrze. Donny’ego nie było — jego zadanie pozostawało niedokończone — lecz ona wciąż mogła walczyć. Mogła poskładać wszystko w całość, śrubka za śrubką. A tej nocy wyjdzie z magazynu i znajdzie potrzebne części. Odzyska głos i skontaktuje się z ludźmi w dotkniętym nieszczęściem silosie, o ile ktokolwiek przeżył.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>37</p>
    </title>
    <p>Nadjeżdżająca winda wybiła dwunastą. No pięć po dwunastej. Wtedy właśnie Charlotte zebrała się na odwagę, by wyruszyć poza magazyn, a piśnięcie windy rozbrzmiało echem po całej zbrojowni.</p>
    <p>Drzwi otworzyły się z grzechotem, a ona wkroczyła we wspomnienia odległych miejsc i minionych czasów, normalnego świata, w którym windy zabierały ludzi do i z pracy. Ścisnęła mocniej identyfikator od Donny’ego; naszła ją kolejna fala wątpliwości. Drzwi zaczęły się zamykać. Zablokowała je butem i pozwoliła, by drzwi uderzyły w jej stopę i cofnęły się. Czekała, nasłuchując alarmu, a tymczasem drzwi spróbowały zamknąć się po raz drugi. Może powinna wyjść z tej cholernej windy, niech sobie jedzie, a Charlotte wezwie sobie inną za godzinę albo dwie. Drzwi z wahaniem skubnęły jej buta, po czym znów się cofnęły, niczym potwór, który wahał się, czy ją pożreć. Charlotte doszła do wniosku, że dość się już naczekała.</p>
    <p>Przyłożyła identyfikator do czytnika, który mrugnął zielonym okiem. Wcisnęła przycisk z numerem trzydzieści cztery. Administracja i łączność. Jaskinia lwa. Miała wrażenie, że drzwi westchnęły z wdzięcznością, mogąc wreszcie się zamknąć. Zaczęły migać numery pięter.</p>
    <p>Charlotte dotknęła swojego karku i wyczuła parę luźnych kosmyków. Upchnęła je pod czapkę. Administracja to ryzyko — będzie rzucała się w oczy w swoim czerwonym uniformie mechanika reaktora — ale jeszcze bardziej niezręcznie byłoby pokazać się w miejscu, gdzie rzekomo była u siebie, choć nie znała terenu i nie miała pojęcia, jak się zachować. Poklepała się po kieszeniach, żeby sprawdzić, czy nie zapomniała narzędzi i czy są na widoku. Stanowiły element przebrania. Przepastną kieszeń na biodrze wypychał jej pistolet, który znalazła w jednym z pojemników na sprzęt. Serce tłukło się w piersi Charlotte na widok przemykających pięter. Spróbowała wyobrazić sobie zewnętrzny świat, o którym opowiadał jej Donald, suche i pozbawione życia pustkowie. Wyobraziła sobie, że winda wjeżdża na samą górę i otwiera się na te jałowe wzgórza, a wicher wciska się ze świstem do środka. Możliwe, że poczułaby wtedy ulgę.</p>
    <p>Nikt więcej nie wsiadł do jadącej na górę windy. Zaczekanie do nocy okazało się dobrym pomysłem. Trzydzieści sześć, trzydzieści pięć, a potem winda zwolniła. Drzwi otworzyły się, ukazując korytarz skąpany w ostrym, jaskrawym świetle. Natychmiast zwątpiła w swoje przebranie. Jakiś mężczyzna podniósł wzrok znad odległej o kilkanaście kroków bramki. W tym świecie nie było niczego znajomego, w niczym nie przypominał on miejsca, które przez ostatnie tygodnie zastępowało jej dom. Zsunęła daszek czapki na twarz; wiedziała, że bejsbolówka nie pasuje kolorem do kombinezonu. Najważniejsze to pewność siebie — której jej brakowało. Bądź zuchwała. Bezpośrednia. Dni były tu pełne wciąż tego samego. Ludzie widzieli to, co spodziewali się zobaczyć. Podeszła do mężczyzny przy bramce i podała mu identyfikator.</p>
    <p>— Wezwanie? — zapytał strażnik. Wskazał na skaner po jej stronie bramki, a Charlotte przeciągnęła przez niego kartę. Nie wiedziała, co się stanie i była gotowa uciekać, wyciągnąć pistolet, poddać się albo spróbować nieporadnie zrobić wszystko naraz.</p>
    <p>— Zauważyliśmy, yy… spadek mocy na tym piętrze. — Imitacja głosu podziębionego mężczyzny wydała jej się absurdalna. Choć z drugiej trony, znała swój głos lepiej niż ktokolwiek inny i pewnie dlatego brzmiało to dla niej dziwnie. Dla innych mogło to zabrzmieć normalnie. Miała też nadzieję, że spadek mocy jest dla strażnika równie abstrakcyjnym pojęciem co dla niej. — Kazali mi sprawdzić pomieszczenie łączności. Wie pan, gdzie to jest?</p>
    <p>Pytanie do niego. Trzeba połechtać jego męskie ego. Charlotte poczuła strużkę potu, który spływał jej po karku. Z trudem powstrzymała się od sprawdzenia, czy spod czapki nie wystają luźne kosmyki. Gdyby podniosła rękę, mogłaby napiąć kombinezon na piersi. Spoglądała na postawnego mężczyznę i wyobraziła go sobie, jak chwyta ją, rzuca na ziemię i zaczyna okładać wielkimi jak bochny dłońmi.</p>
    <p>– Łączność? Jasne. Tak. Idziesz pan korytarzem do samego końca i potem w lewo. Drugie drzwi po prawej.</p>
    <p>— Dzięki. — Uprzejmie dotknęła daszka i pochyliła twarz. Przecisnęła się przez pręty kołowrotu, cyknął niewidoczny licznik.</p>
    <p>— Nie zapomnieliśmy o czymś?</p>
    <p>Odwróciła się. Jej dłoń opadła ku kieszeni na udzie.</p>
    <p>— Trzeba się wpisać do dziennika pracy. — Strażnik podał jej porysowany tablet z mnóstwem gryzmołów na ekranie.</p>
    <p>— Racja. — Charlotte wzięła plastikowy rysik, który trzymał się na druciku wzmocnionym taśmą. Przyjrzała się ramce pośrodku ekranu. Było tam miejsce na godzinę i imię. Wpisała godzinę i zerknęła na plakietkę na piersi, bo zdążyła już zapomnieć. Stan. Miała na imię Stan. Skrobnęła niedbały podpis, oddała tablet i rysik.</p>
    <p>— Do zobaczenia w drodze powrotnej — powiedział strażnik.</p>
    <p>Charlotte kiwnęła głową. Miała nadzieja, że droga powrotna przebiegnie równie spokojnie.</p>
    <p>Podążyła zgodnie ze wskazówkami strażnika. Nie było tak cicho i spokojnie jak się spodziewała, biorąc pod uwagę późną porę. W paru biurach świeciło się światło, dały się słyszeć poskrzypywania krzeseł i szafek na dokumenty, i stukanie w klawisze. W głębi korytarza otworzyły się drzwi, zza których wyłonił się mężczyzna. Kiedy Charlotte zobaczyła jego twarz, nogi się pod nią ugięły. Szła chwiejnie jak na szczudłach z mięsa i kości. Zakręciło jej się w głowie. Prawie upadła.</p>
    <p>Pochyliła głowę i podrapała się po karku. Nie mogła uwierzyć — ale to był Thurman. Szczuplejszy i jakby starszy. Powróciły wspomnienia: Donny zwinięty w kłębek, omal nie zmaltretowany na śmierć. Korytarz rozmazał się za zasłoną łez. Białe włosy, wysoka postura. Jak mogła go wtedy nie rozpoznać?</p>
    <p>— Ktoś tu się zapuścił daleko od domu, co? — zapytał Thurman.</p>
    <p>Jego głos był jak papier ścierny. Szorstki i znajomy. Równie znajomy, co głosy rodziców.</p>
    <p>— Sprawdzam spadek mocy — powiedziała Charlotte, nie zatrzymując się ani nie odwracając; miała nadzieję, że mówił o jej kombinezonie, nie płci. Jak mógł nie rozpoznać jej pogłosie? Jak to możliwe, że nie zdradził jej chód, postura, odsłonięta skóra na karku, cokolwiek?</p>
    <p>— Zajmij się tym — powiedział.</p>
    <p>Odeszła na dziesięć kroków. Dwadzieścia. Pociła się. Czuła się jak pijana. Obejrzała się dopiero na końcu korytarza, zerknęła na bramkę ochrony. Stał przy niej Thurman i rozmawiał ze strażnikiem, błyskając białymi włosami jaskrawymi jak słońce. Drugie drzwi po prawej — przypomniała sobie. Niewiele brakowało, a przez gonitwę myśli i łomot serca zapomniałaby wskazówki strażnika. Wzięła głęboki oddech i napomniała się, po co tu przyszła. Widok Thurmana i olśnienie, że to on pobił Donny’ego oszołomiło ją. Lecz nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Stała pod drzwiami. Przekręciła gałkę klamki i weszła do środka.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>W pomieszczeniu łączności siedział samotny mężczyzna wpatrzony w monitory i migające kontrolki. Kiedy weszła, obrócił się na krześle z kubkiem w dłoni i wielkim brzuchem wciśniętym między podłokietniki. W poprzek łysawej czaszki miał zaczesanych parę rzadkich kosmyków. Zsunął słuchawki z jednego ucha i pytająco uniósł brwi.</p>
    <p>Na ustawionych w podkowę blatach leżało może sześć zestawów radiowych. Onieśmielające bogactwo. Charlotte potrzebowała tylko jednej części.</p>
    <p>— No? — zapytał operator.</p>
    <p>Charlotte poczuła suchość w ustach. Jedno kłamstwo pomogło jej oszukać strażnika; miała w zanadrzu jeszcze jedną sztuczkę. Oczyściła umysł z myśli o spotkaniu z Thurmanem i wspomnień, w których kopał jej brata.</p>
    <p>— Mam naprawić jeden z waszych odbiorników — powiedziała. Wyciągnęła z kieszeni śrubokręt; wyobraziła sobie walkę z tym człowiekiem i od razu poczuła przypływ adrenaliny. Musiała przestać myśleć jak żołnierz. Była elektrykiem. Potrzebowała zmusić go do gadania, żeby sama nie musiała za wiele mówić. — W którym szwankuje mikrofon? — Machnęła śrubokrętem od jednego radia do drugiego. Lata pilotowania dronów i obsługiwania komputerów nauczyły ją jednej rzeczy: zawsze była maszyna, która sprawiała problemy. Zawsze.</p>
    <p>Operator zmrużył oczy. Przyglądał jej się przez chwilę, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu.</p>
    <p>— Musi chodzić o dwójkę — powiedział. — Tak. Przycisk się zacina. Myślałem, że już nikt się tym nie zainteresuje. — Krzesło skrzypnęło, gdy odchylił się do tyłu i splótł palce za głową. Pod pachami miał ciemne plamy. — Poprzedni facet powiedział, że to drobnostka. Nie opłaca się wymieniać. Mówił, żeby go używać, aż się całkiem zepsuje.</p>
    <p>Charlotte skinęła głową i podeszła do wskazanego przez operatora urządzenia. To było zbyt proste. Zaatakowała boczny panel śrubokrętem, odwrócona plecami do mężczyzny.</p>
    <p>— Pracujesz na dole, w sekcji reaktora, prawda?</p>
    <p>Przytaknęła.</p>
    <p>— No. Widziałem cię jakiś czas temu w stołówce, siedziałem naprzeciwko.</p>
    <p>Charlotte czekała, aż zapyta ją o imię albo wznowi przerwaną rozmowę z innym technikiem. Śrubokręt wyśliznął jej się ze spoconej dłoni i brzęknął o blat. Szybko go podniosła. Czuła na sobie wzrok operatora.</p>
    <p>— Dasz radę to naprawić?</p>
    <p>Wzruszyła ramionami.</p>
    <p>— Zabiorę mikrofon ze sobą. Pewnie jutro wam go oddam.</p>
    <p>Zdjęła boczny panel i odkręciła śruby mocujące przewód mikrofonu do obudowy. Wtyczka dała się wyjąć z płytki wewnątrz urządzenia. Charlotte zastanowiła się, po czym na wszelki wypadek wymontowała również samą płytkę. Nie była pewna, czy już taką miała. Poza tym, w ten sposób podtrzymała iluzję, że ma jakieś pojęcie o tym, co robi.</p>
    <p>— Będzie gotowy jutro? To świetnie. Wielkie dzięki.</p>
    <p>Charlotte pozbierała części i wyprostowała się. W ramach pożegnania uchyliła daszek czapki, a potem odwróciła się i wyszła — pewnie zbyt pospiesznie, jak podejrzewała. Na blacie zostały śrubki i panel boczny. Prawdziwy technik chyba by go zamontował z powrotem? Nie była pewna. W poprzednim życiu znała paru pilotów, którzy wyśmialiby jej próby podszycia się pod kogoś uzdolnionego technicznie, jej modyfikacje dronów i konstruowanie radia, nakładanie smaru zamiast różu.</p>
    <p>Operator powiedział coś jeszcze, ale trzaśnięcie drzwi zagłuszyło jego słowa. Pospieszyła bocznym korytarzem w kierunku głównego holu, spodziewając się, że za zakrętem zobaczy Thurmana z kilkoma strażnikami zagradzającymi jej drogę. Schowała śrubokręt do kieszeni i zwinęła przewód mikrofonu; przycisnęła go do piersi wraz z płytką obwodu drukowanego. Za zakrętem powitał ją pusty korytarz, jeśli nie liczyć strażnika. Dotarcie do bramki zajęło jej długie godziny. Całe dnie. Ściany zbliżały się i pulsowały do rytmu jej tętna. Kombinezon lepił się do wilgotnej skóry. Narzędzia grzechotały, a pistolet na biodrze ciążył. Przy każdym jej kroku winda jakimś sposobem oddalała się o dwa kroki.</p>
    <p>Przystanęła przy bramce, tym razem pamiętając o wpisie do dziennika pracy. Ostentacyjnie spojrzała na zegar przed wstawieniem godziny.</p>
    <p>— Szybko poszło — zagaił strażnik.</p>
    <p>Zmusiła się do uśmiechu, ale nie podniosła wzroku.</p>
    <p>— To była drobnostka.</p>
    <p>Oddała mu tablet i przeszła przez bramkę. Z głębi korytarza dobiegł ją odgłos zamykanych drzwi i skrzypienie butów o płytki. Charlotte pomaszerowała ku windom i wcisnęła przycisk raz i drugi, popędzając tę przeklętą maszynę. Winda pisnęła, drzwi zaczęły się otwierać. Za plecami Charlotte zastukały podeszwy.</p>
    <p>— Hej! — zawołał ktoś.</p>
    <p>Charlotte nie odwróciła się. W pośpiechu wkroczyła do środka, podczas gdy ten ktoś ze szczękiem przeciskał się przez bramkę.</p>
    <p>— Przytrzymaj mi windę.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>38</p>
    </title>
    <p>Ciało z impetem uderzyło o drzwi windy, do środka wsunęła się dłoń. Charlotte omal nie krzyknęła i nie uderzyła ręki. Drzwi otworzyły się i do środka wcisnął się zdyszany mężczyzna.</p>
    <p>— Jedziesz na dół, prawda?</p>
    <p>Na plakietce jego szarego kombinezonu widniało imię <emphasis>Eren</emphasis>. Mężczyzna odsapnął, a drzwi się zamknęły. Charlotte trzęsły się ręce, dopiero za drugim razem udało jej się zeskanować identyfikator. Wyciągnęła dłoń ku przyciskom i zamarła z palcem nad numerem „54”. Nie miała powodu, aby tam jechać. Nikt nie miał. Mężczyzna przyglądał jej się z własną kartą w dłoni, czekając aż się zdecyduje.</p>
    <p>Na którym piętrze znajdował się reaktor? Zapisała to sobie na kartce, która teraz tkwiła złożona w kieszonce na piersi, ale przecież nie mogła po nią sięgnąć. Nagle poczuła zapach smaru na twarzy i zdała sobie sprawę, że jest mokra od potu. Jedną ręką przycisnęła części radia do piersi, a drugą wybrała jedno z najniższych pięter podejrzewając, że mężczyzna wysiądzie jako pierwszy i będzie miała windę tylko dla siebie.</p>
    <p>— Przepraszam — powiedział, wciskając się między nią a czytnik. Charlotte poczuła w jego oddechu zapach kawy. Wcisnął przycisk, piętro czterdzieste drugie. Winda zatrzęsła się i ruszyła.</p>
    <p>— Późna zmiana? — zapytał Eren.</p>
    <p>— Taaak — odparła Charlotte, nie podnosząc głowy ani głosu.</p>
    <p>— Niedługo po przebudzeniu?</p>
    <p>Pokręciła głową.</p>
    <p>— Nocna zmiana.</p>
    <p>— Nie, miałem na myśli, czy dopiero cię odmrozili. Nie przypominam sobie, żebym cię kiedyś widział. Jestem szefem silosu. — Zaśmiał się. — No, jeszcze przez tydzień.</p>
    <p>Charlotte wzruszyła ramionami. W windzie było gorąco jak w łaźni, a liczby rosły tak cholernie powoli. Powinna była wybrać jakieś pobliskie piętro, wysiąść i zaczekać na inną windę. Za późno.</p>
    <p>— Hej, spójrz na mnie — powiedział mężczyzna.</p>
    <p>On wiedział. Stał tak blisko. Za blisko na przeoczenie czegokolwiek. Charlotte podniosła głowę; czuła jak kombinezon opina jej piersi, czuła włosy wystające spod czapki, czuła swoje kości policzkowe i pozbawiony zarostu podbródek — oraz odrazę na myśl, że ten obcy mężczyzna lustruje ją wzrokiem, człowiek, z którym była tu uwięziona i bezsilna w ciasnej kabinie windy. Spojrzała mu w oczy, czując to wszystko i jeszcze więcej. Bezradna i wystraszona.</p>
    <p>— Co to ma, kurwa, być? — powiedział.</p>
    <p>Charlotte zadała cios kolanem między nogi w nadziei, że go unieruchomi, ale on obrobił się i odskoczył. Trafiła w biodro. Gorączkowo sięgnęła po pistolet — ale kieszeń była zamknięta na zatrzaski. Nie spodziewała się, że będzie musiała szybko dobyć broni. Zdążyła rozpiąć kieszeń i wyjąć pistolet, ale on staranował ją, wyciskając jej powietrze z płuc i wytrącając broń. Pistolet i części radia zagrzechotały o podłogę. Buty skrzypnęły, gdy zaczęli się siłować, ale on był znacznie silniejszy. Boleśnie zacisnął palce na jej nadgarstkach. Krzyknęła wysokim głosem — to było jak przyznanie się do winy. Winda zwolniła, zatrzymała się i pisnęła, drzwi się rozwarły.</p>
    <p>— Hej! — zawołał Eren. Próbował wywlec Charlotte na zewnątrz, ale ona zaparła się nogą o panel, ze wszystkich sił próbując wyrwać się z uścisku.</p>
    <p>— Pomocy! — krzyknął przez ramię ku ciemnemu, pustemu korytarzowi. — Ludzie! Pomóżcie!</p>
    <p>Charlotte ugryzła go w dłoń u podstawy kciuka. Zęby przebiły skórę, poczuła gorzkawy smak krwi. Eren zaklął i zwolnił chwyt. Kopniakiem posłała go przez drzwi. Spadła jej czapka. Sięgając po broń, czuła zsuwające się na kark włosy.</p>
    <p>Drzwi zaczęły się zamykać, odgradzając pozostałego na korytarzu mężczyznę. Rzucił się naprzód, na czworakach, przeskoczył przez drzwi zanim się zamknęły. Z impetem wpadł na Charlotte i uderzył nią o tylną ścianę windy, która najspokojniej w świecie ruszyła w dalej w dół szybu.</p>
    <p>Charlotte dostała w szczękę, zobaczyła przed oczami rozbłysk światła. Odchyliła głowę w tył, zanim spadł następny cios. Mężczyzna docisnął ją do ściany windy. Pochrząkiwał jak oszalałe zwierzę ogarnięte furią, przerażeniem i zaskoczeniem. Próbował ją zabić — zabić to, czego nie rozumiał. Zaatakowała go, a teraz starał się ją zabić. Uderzył ją w żebra; Charlotte krzyknęła i chwyciła się za bok. Poczuła zaciskające się na jej na szyi dłonie. Unosiły ją w górę. Natrafiła dłonią na śrubokręt w kieszeni kombinezonu.</p>
    <p>— Nie… ruszaj się — stęknął mężczyzna przez zaciśnięte zęby.</p>
    <p>Charlotte zakrztusiła się. Nie mogła oddychać. Nie mogła mówić. Miażdżył jej tchawicę. Wzniosła w górę pięść ze śrubokrętem i dźgnęła, mierząc w twarz. Miała nadzieję, że go zadrapie, wystraszy, zmusi do zwolnienia uścisku. Uderzyła resztkami sił, w ostatnim przebłysku gasnącej świadomości — jej pole widzenia już się zwężało, pochłaniane przez ciemny tunel.</p>
    <p>Mężczyzna w porę dostrzegł jej atak i odwrócił głowę. Nie trafiła w twarz. Śrubokręt zagłębił się w szyi mężczyzny. Eren puścił ją, a Charlotte chwyciła się rękojeści, żeby nie upaść. Czuła jak śrubokręt obraca się i rozrywa tkanki w jego szyi.</p>
    <p>Coś ciepłego trysnęło jej na twarz. Nagle winda zatrzymała się i oboje upadli na podłogę. Rozległ się gulgoczący dźwięk, ciepło na twarzy Charlotte okazało się krwią mężczyzny, która tryskała karminowymi strugami. Oboje z trudem chwytali powietrze. Za otwartymi drzwiami dały się słyszeć śmiechy, donośne głosy niosły się po korytarzu, podłoga lśniła przywodząc na myśl skrzydło medyczne, na którym przebudziła się Charlotte.</p>
    <p>Podźwignęła się do pionu. Mężczyzna w szarym kombinezonie kopał i wił się na podłodze, a życie wysączało mu się z szyi. Spojrzeniem szeroko otwartych oczu błagał ją — kogokolwiek — o pomoc. Próbował coś powiedzieć, zawołać ludzi, których słyszeli, ale z jego ust wydobył się tylko bulgot. Charlotte chwyciła go za kołnierz. Drzwi się zamykały. Wcisnęła w nie buta, więc otworzyły się z powrotem. Pociągnęła mężczyznę — który ślizgał się we własnej krwi, bijąc piętami w podłogę windy — i wywlekła go na korytarz. Sprawdziła, czy jego buty nie blokują drzwi. Winda znów zaczęła się zamykać, jakby grożąc, że ją tu z nim zostawi. Z pobliskiego pomieszczenia znów dobiegł śmiech, grupa mężczyzn rechotała z czyjegoś żartu. Charlotte rzuciła się do drzwi i zablokowała je ręką. Otworzyły się. Chwiejnym krokiem weszła do środka, zdrętwiała i wyczerpana.</p>
    <p>Wszędzie było pełno krwi. Zrobiło się od niej ślisko. Patrząc na ślady jatki na podłodze, Charlotte zdała sobie sprawę, że czegoś brakowało. Pistoletu. Spanikowana podniosła wzrok na drzwi windy, które zamykały się po raz ostatni. Rozległ się ogłuszający huk broni, błysnęła nienawiść i strach w oczach umierającego mężczyzny, a potem szarpnęło nią w tył. Bark eksplodował palącym bólem.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>— Kurwa.</p>
    <p>Charlotte zatoczyła się. Jej pierwszą myśl była ucieczka. Wyczuwała mężczyznę po drugiej stronie drzwi, wyobrażała go sobie, jak jedną ręką ściska szyję, a w drugiej trzyma pistolet, wyobrażała sobie jak próbuje wymacać przycisk wzywający windę, zostawiając na ścianie smugi krwi. Wcisnęła kilka przycisków, plamiąc je krwią, ale numery się nie zaświeciły. Zaklęła i zaczęła gorączkowo szukać identyfikatora. Jedna ręka odmawiała posłuszeństwa. Niezdarne sięgnęła drugą, wyłowiła identyfikator, który omal jej nie wypadł i wreszcie go zeskanowała.</p>
    <p>— Kurwa. Kurwa — szeptała. Jej ramię płonęło. Wdusiła przycisk z numerem pięćdziesiąt cztery. Dom. Dawne więzienie stało się domem, bezpiecznym schronieniem. Na podłodze walały się części radia. Płytka obwodu drukowanego pękła w pół pod czyimś butem. Charlotte kucnęła, starając się nie zemdleć i podniosła mikrofon. Przerzuciła sobie kabel przez kark, resztę części zostawiła. Krew była wszędzie. Część z pewnością należała do niej. Czerwień reaktora. Krew idealnie wpasowywała się w odcień kombinezonu. Winda wznosiła się przez chwilę, a potem zatrzymała się i otworzyła na ciemny magazyn poziomu pięćdziesiąt cztery.</p>
    <p>Charlotte wyszła chwiejnie na zewnątrz, przypomniała coś sobie, wróciła się. Kopnęła drzwi, które próbowały się zamknąć; teraz była na nie wściekła. Spróbowała łokciem wytrzeć do sucha przyciski windy. Krwawy odcisk palca na przycisku z numerem pięćdziesiąt cztery wskazywał, dokąd poszła. To na nic. Drzwi znowu spróbowały się zamknąć i znowu dostały kopniaka. Zdesperowana Charlotte pochyliła się, przejechała dłonią po kałuży krwi, a potem obficie pokryła nią wszystkie przyciski. Następnie zeskanowała identyfikator i wybrała najwyższe piętro, odsyłając tę cholerną windę tak daleko, jak tylko mogła. Wyszła chwiejnym krokiem i osunęła się na podłogę. Drzwi zaczęły się zamykać, a ona z chęcią im na to pozwoliła.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>39</p>
    </title>
    <p>Będą jej szukać. Stała się zbiegiem zamkniętym w klatce, w jednym ogromnym budynku. Będą ją ścigać.</p>
    <p>Przez głowę przelatywały jej setki myśli. Jeśli mężczyzna, którego zaatakowała zmarł na tamtym korytarzu, możliwe, że znajdą go i zaczną jej szukać dopiero po zakończeniu bieżącej zmiany. Jeśli ktoś mu pomógł, niewykluczone, że zostało jej tylko parę godzin. Ale przecież musieli usłyszeć wystrzał, prawda? Uratują go. Miała nadzieję, że go uratują.</p>
    <p>Otworzyła skrzynię, w której widziała apteczkę. Nie ta skrzynia. Tamta obok. Wygrzebała apteczkę i rozpięła kombinezon, szarpiąc za napy. Uwolniła ręce z rękawów i obejrzała paskudną ranę. Krople ciemnej krwi zbierały się wokół dziury w ramieniu i spływały do łokcia. Dotknęła z drugiej strony i skrzywiła się, gdy palce natrafiły na otwór wylotowy. Ręka była zdrętwiała od rany w dół i tętniła bólem od rany w górę.</p>
    <p>Charlotte zębami zdarła opakowanie z rolki bandażu i owinęła go sobie wokół ramienia, jeszcze raz i jeszcze, a potem objechała się rolką za szyją i pod drugim ramieniem, żeby bandaż się nie zsunął. Na koniec znów parę razy owinęła ranę. Zapomniała o wacie i opatrunku, ale nie miała ochoty zaczynać od nowa. Jeśli chodzi o opatrunki, to była żenada. Wszystko, czego się nauczyła na szkoleniu podstawowym przepadło w momencie, gdy nawiązała się walka. Zostały tylko odruchy i impulsy. Charlotte zamknęła skrzynię, zauważyła krew na wieku i zdała sobie sprawę, że jeśli ma wyjść z tego cało, musi zacząć trzeźwo myśleć. Uniosła pokrywę, wydobyła ze środka kolejną rolkę gazy i posprzątała po sobie, a potem poszła spojrzeć na zewnętrzne drzwi windy.</p>
    <p>Były całe we krwi. Wróciła po buteleczkę spirytusu i wielki pojemnik przemysłowego detergentu, wzięła jeszcze trochę gazy, wszystko pościerała. Nie spieszyła się. Nie mogła sobie pozwolić na fuszerkę.</p>
    <p>Zwitek poplamionych tkanin powędrował z powrotem do pojemnika. Zatrzasnęła pokrywę. Zadowolona ze stanu czystości podłogi, popędziła do koszarów. Jej posłanie stanowiło oczywisty znak czyjejś obecności. Pozostałe materace były nagie. Musiała to naprawić, ale najpierw rozebrała się, wzięła sobie drugi kombinezon i poszła do łazienki. Opłukawszy ręce i twarz oraz krwawe plamy na szyi i między piersiami, wyczyściła umywalkę i się przebrała. Czerwony uniform powędrował do szafki przy łóżku. Jeśli tam zajrzą, będzie po niej.</p>
    <p>Zdjęła z łóżka pościel i poduszkę, wygładziła materac. Wróciła do magazynu, gdzie otworzyła niskie drzwi windy dla dronów i tam wrzuciła swoje rzeczy. Przeszła się między półkami, gromadząc wodę i racje żywnościowe, które również schowała do windy. I jeszcze małą apteczkę. W pojemniku z akcesoriami do pierwszej pomocy znalazła mikrofon, który musiał jej wypaść, kiedy sięgała po bandaż. Wzięła go i dwie latarki, i zapasowe baterie, które też zabrała do windy. To było ostatnie miejsce, gdzie ktokolwiek by zajrzał. Drzwi były praktycznie niewidoczne, chyba że człowiek wiedział, czego szuka. Sięgały zaledwie do kolan i miały ten sam kolor co ściana.</p>
    <p>Zastanowiła się, czy nie wpełznąć tam od razu. Musiała tylko przeczekać pierwsze staranne przeszukanie piętra. Z pewnością skupią się na regałach i stertach zapasów, a gdy niczego nie znajdą, odejdą w inne odludne miejsca, gdzie mogłaby się ukrywać. Ale przecież miała radio i mikrofon, który z tak wielkim trudem zdobyła. Zostało jeszcze parę godzin, mówiła sobie. To nie jest pierwsze miejsce, do którego zajrzą. Z pewnością miała kilka godzin.</p>
    <p>Choć kręciło jej się w głowie z niewyspania i utraty krwi, pomaszerowała do sali sterowania i ściągnęła folię z radia. Poklepała się po piersi, ale przecież zmieniła kombinezon. Zresztą, śrubokręt został na dole. Znalazła na stole inny i odkręciła boczny panel urządzenia. Płytka, co do której nie miała pewności na szczęście była zamontowana. Wystarczyło podpiąć wtyczkę. Nie zawracała sobie głowy przykręcaniem mikrofonu ani zamykaniem obudowy.</p>
    <p>Przemknęła wzrokiem po gniazdach płytki sterującej. Przypominała ona płytę główną komputera, elementy wkładało się podobnie, ale Charlotte nie była elektrykiem. Nie miała pojęcia, czy czegoś nie brakowało. A za nic na świecie nie poszłaby po kolejne części. Odpaliła urządzenie i wybrała kanał oznaczony numerem osiemnaście.</p>
    <p>Czekała.</p>
    <p>Regulowała blokadę szumów, aż z głośnika popłynęły zakłócenia, a więc radio działało. Po prostu nikt na tym kanale nie nadawał. Gdy wcisnęła przycisk mikrofonu, trzaski ustały, co dobrze wróżyło. Pomimo zmęczenia, bólu i obaw o siebie i brata, Charlotte zdobyła się na uśmiech. Słyszane przez głośniki kliknięcie mikrofonu stanowiło jej małe zwycięstwo.</p>
    <p>— Czy ktoś mnie słyszy? — zapytała. Oparła łokieć o biurko, a drugą, bezużyteczną rękę zwiesiła bezwładnie wzdłuż ciała. Spróbowała znowu. — Czy ktoś nadaje na tym kanale? Proszę, niech ktoś odpowie.</p>
    <p>Szum. To jeszcze o niczym nie przesądzało. Charlotte z łatwością wyobraziła sobie radiostacje w odległym silosie, przy których garbili się martwi operatorzy. Donny opowiadał jej o tym, jak kiedyś zamknął silos naciśnięciem guzika. Przyszedł do niej w środku nocy z blaskiem w oczach i opowiedział jej o tym. A teraz ten drugi silos był martwy. Albo jej radio nie nadawało.</p>
    <p>Nie myślała trzeźwo. Należało przeprowadzić test zanim zacznie się przeskakiwać do konkluzji. Sięgnęła do pokrętła; na myśl od razu przyszedł jej inny silos, który wraz z bratem nieraz podsłuchiwała, sąsiedni silos z garstką ocalałych, którzy lubili gawędzić o niczym i bawić się w chowanego z użyciem radia. Jeśli jej pamięć nie myliła, pani burmistrz osiemnastki już wcześniej jakimś sposobem nadawała na tej częstotliwości. Zapominając o późnej godzinie, Charlotte nastawiła pokrętło na numer 17, żeby przetestować mikrofon i sprawdzić, czy ktoś odpowie. Z przyzwyczajenia użyła swojego starego znaku wywoławczego z Sił Powietrznych:</p>
    <p>— Halo. Halo. Tu charlie dwa-cztery. Czy ktoś mnie słyszy?</p>
    <p>Przez chwilę słuchała zakłóceń, a potem, kiedy już miała przełączyć się na inny kanał, z trzasków wybił się czyjś głos, drżący i odległy:</p>
    <p>— Tak. Halo? Słyszysz nas?</p>
    <p>Charlotte znów ścisnęła mikrofon. Ból w barku momentalnie zniknął — obcy głos zadziałał jak zastrzyk adrenaliny.</p>
    <p>— Słyszę was. Tak. Dobrze mnie słychać?</p>
    <p>— Co się tam, do cholery, dzieje? Nie możemy przejść. Tunel… rumowisko go blokuje. Nikt nie odpowiada. Jesteśmy tu uwięzieni.</p>
    <p>Charlotte próbowała się w tym połapać. Upewniła się, że nie pomyliła częstotliwości.</p>
    <p>— Zwolnij — powiedziała i zgodnie z własną radą wzięła głęboki oddech. — Gdzie jesteście? Co się dzieje?</p>
    <p>— To ty, Shirly? Utknęliśmy tutaj, w tym… drugim miejscu. Wszystko jest zardzewiałe. Ludzie panikują. Musicie nas stąd wydostać.</p>
    <p>Charlotte nie wiedziała, czy powinna odpowiedzieć, a może po prostu wyłączyć radio i spróbować później. Miała wrażenie, że wcięła się w środek rozmowy i wprowadziła w błąd jedną ze stron. Pojawił się kolejny głos, który potwierdził jej teorię:</p>
    <p>— To nie Shirly — powiedział kobiecy głos. — Shirly nie żyje.</p>
    <p>Charlotte zwiększyła głośność. Nasłuchiwała uważnie. Na chwilę zapomniała o dźgniętym przez nią mężczyźnie, który umierał na korytarzu na dole i o ranie w ręce. Zapomniała o tych, którzy z pewnością szli po nią, szukali jej. Przysłuchiwała się z uwagą tej rozmowie na kanale siedemnastym i temu głosowi, który wydał jej się znajomy.</p>
    <p>— Kto mówi? — zapytał pierwszy głos, mężczyzna.</p>
    <p>Zaległa cisza. Charlotte nie wiedziała, do kogo skierowane było pytanie i kto powinien odpowiedzieć. Odsunęła usta od mikrofonu. Odpowiedział ktoś inny.</p>
    <p>— Mówi Juliette.</p>
    <p>Głos miała znużony, oddychała z trudem.</p>
    <p>— Jules? Gdzie jesteś? Co to znaczy, że Shirly nie żyje?</p>
    <p>Kolejna seria trzasków. Kolejna straszliwa pauza.</p>
    <p>— To znaczy, że oni wszyscy nie żyją — powiedziała. — I my też.</p>
    <p>Zakłócenia</p>
    <p>— Zabiłam nas wszystkich.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>40</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Juliette otworzyła oczy i zobaczyła swojego ojca. Jaskrawe światło błysnęło jej najpierw w jedno, potem w drugie oko. Za jego plecami wisiało kilka wpatrzonych w nią twarzy. Jasnoniebieskie, białe i żółte kombinezony. To, co z początku brała za sen stopniowo zlało się w rzeczywistość. A to, co wcześniej brała za koszmar, teraz stężało we wspomnienie: jej silos został zamknięty. Wrota się otworzyły. Wszyscy nie żyli. Ostatnie, co pamiętała to radio — słyszała głosy i obwieszczała, że wszyscy nie żyją. I że to ona ich zabiła.</p>
    <p>Machnięciem odpędziła światło i obróciła się na bok. Leżała na wilgotnej stalowej płycie z czyimś podkoszulkiem pod głową, nie na łóżku. Szarpnął nią odruch wymiotny, ale nic nie poleciało. Żołądek miała pusty, ściśnięty i niespokojny. Odkrztusiła i splunęła na ziemię. Ojciec powtarzał, żeby oddychała. Raph też tam był i pytał, czy nic jej nie będzie. Juliette stłumiła impuls, by na nich wrzasnąć, by wrzasnąć na cały świat, żeby zostawił ją w spokoju, stłumiła pragnienie, by podkulić kolana pod brodę i zaszlochać nad tym, co zrobiła. Ale Raph ciągle pytał, czy wszystko z nią w porządku.</p>
    <p>Juliette otarła usta rękawem i spróbowała usiąść. W pomieszczeniu panował mrok. Nie była już we wnętrzu kopacza. Skądś biła mdława, drżąca poświata, jakby otwarty płomień, zapach płonącego biodiesla, pochodnia domowej roboty. W półmroku dostrzegła rozkołysane, tańczące latarki w bezcielesnych dłoniach i na hełmach górników. Ludzie opiekowali się jedni drugimi, stłoczeni to tu, to tam w małych grupkach. Pełna oszołomienia cisza zalegała pomiędzy szlochającymi.</p>
    <p>— Gdzie ja jestem? — zapytała.</p>
    <p>Odpowiedział Raph.</p>
    <p>— Jeden z chłopaków znalazł cię na tyłach tamtej maszyny. Powiedział, że byłaś zwinięta w kłębek. Z początku pomyśleli, że nie żyjesz…</p>
    <p>Przerwał mu ojciec Juliette.</p>
    <p>— Chcę posłuchać twojego serca. Przez chwilę pooddychaj głęboko.</p>
    <p>Nie protestowała. Znów czuła się młoda, młoda i nieszczęśliwa, bo coś zepsuła, rozczarowała go. Broda ojca pobłyskiwała srebrzyście w blasku latarki Rapha. Włożył słuchawki stetoskopu na uszy, a ona wiedziała, co robić. Rozpięła kombinezon. Ojciec słuchał, jak jego córka bierze wielkie hausty powietrza i wypuszcza je powoli. Spoglądając na sufit, rozpoznała układ rur, kabli i przewodów wentylacyjnych na tyle, by odgadnąć, gdzie się znalazła. Byli w wielkiej pompowni przyległej do sali generatora. Podłoga była wilgotna, bo pomieszczenie zostało zalane. Gdzieś w górze musiała uwięznąć woda, która teraz przesączała się powoli. Juliette pamiętała jeszcze czasy, gdy pomieszczenie było całe pod wodą. Płynęła tędy w kombinezonie do czyszczenia w dawno minionym życiu.</p>
    <p>— Gdzie dzieci? — zapytała.</p>
    <p>— Poszły z twoim przyjacielem, Solo — odparł ojciec. — Mówił, że zabiera je do domu.</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową.</p>
    <p>— Ilu jeszcze zdążyło?</p>
    <p>Wzięła głęboki oddech, próbując odgadnąć, kto przeżył. Pamiętała, że popędziła przez tunel, kogo tylko mogła. Widziała Courtnee i Walkera. Erika i Dawsona. Fitza. Widziała rodziny, niektóre z dzieci wyrwane z lekcji i tamtego chłopaka z bazaru w brązowym kombinezonie sprzedawcy. Ale Shirly… Juliette delikatnie dotknęła obolałej szczęki. Znów słyszała eksplozję i czuła wibracje osuwającego się gruzu. Shirly nie żyła. Lukas nie żył. Nelson i Peter. Jej serce nie miało prawa tego wytrzymać. Spodziewała się, że nagle przestanie bić, podczas gdy jej ojciec wciąż ją osłuchiwał.</p>
    <p>— Ciężko powiedzieć, ile osób się uratowało — powiedział Raph. — Wszyscy są… Mamy tu niezły chaos. — Dotknął ramienia Juliette. — Trochę wcześniej weszła tu jakaś grupa, jeszcze zanim się zaczęło. Ksiądz i jego wierni. A potem przyszła masa ludzi. A potem ty.</p>
    <p>Ojciec Juliette uważnie słuchaj jej serca, które uparcie biło. Przesuwał metalowy krążek po jej plecach, a ona posłusznie brała głębokie oddechy.</p>
    <p>— Niektórzy z twoich przyjaciół próbują uruchomić tę machinę i nas stąd wykopać — powiedział ojciec.</p>
    <p>— Niektórzy już kopią — dodał Raph. — Rękami. I łopatami.</p>
    <p>Juliette spróbowała usiąść. Ból po stracie bliskich ustąpił obawie o tych, którzy jej pozostali.</p>
    <p>— Nie mogą kopać — zaprotestowała. — Tato, tam nie jest bezpiecznie. Musimy ich powstrzymać. — Chwyciła kombinezon.</p>
    <p>— Leż spokojnie — powiedział. — Posłałem kogoś po wodę dla ciebie…</p>
    <p>— Tato, jeśli oni się przekopią, zginiemy. Wszyscy tutaj zginą.</p>
    <p>Zapadła cisza przerywana tylko czyimiś krokami. Światło przecięło ciemność i zjawił się Bobby z powyginaną manierką, w której chlupała woda.</p>
    <p>— Zginiemy, jeśli nas odkopią — powtórzyła Juliette. Nie dodała, że tak czy inaczej byli martwi. Byli jak żywe trupy snujące się po pustej skorupie silosu, po tej krainie szaleństwa i rdzy. Wiedziała jednocześnie, że teraz sama brzmi na równie szaloną, co wcześniej ludzie przestrzegający przed kopaniem tunelu, mówiący, że tutejsze powietrze jest zatrute. Teraz to oni pragnęli kopać pomimo śmiertelnego niebezpieczeństwa.</p>
    <p>Napiła się z manierki, aż woda pociekła jej po brodzie. Przeszło jej przez myśl, że to wszystko obłęd. A potem przypomniała sobie o zgromadzeniu wiernych, którzy przyszli egzorcyzmować nękające zatruty silos demony, a może po to, by na własne oczy zobaczyć dzieło diabła. Odjęła manierkę od ust i zwróciła się do swojego ojca, którego wysoka sylwetka odcinała się na tle światła z latarki Rapha.</p>
    <p>— Ojciec Wendel i jego ludzie — powiedziała Juliette. — Czy to… To oni przyszli tu wcześniej?</p>
    <p>— Widziano ich, jak wychodzili z Maszynowni i szli na górę — powiedział Bobby. — Słyszałem, że szukali miejsca do modlitwy. Wielu innych poszło też na farmy. Słyszeli, że coś tam jeszcze rośnie. Ludzie martwią się, co będziemy jeść do czasu, aż się stąd wydostaniemy.</p>
    <p>— Co będziemy jeść — wymamrotała Juliette. Miała ochotę powiedzieć Bobby’emu, że się nie wydostaną. Nigdy. Przepadło. Wszystko, co znali. Ona o tym wiedziała, a oni nie — bo to ona potykała się o sterty kości i trupów, kiedy wchodziła do tego silosu. Ona widziała, co się dzieje z upadającym światem, słyszała opowieści Solo o mrocznych dniach, słuchała przez radio jak te wydarzenia rozgrywały się na nowo. Znała groźby, które teraz stały się rzeczywistością, a wszystko z powodu rzuconego przez nią wyzwania.</p>
    <p>Raph zachęcił ją, by wypiła jeszcze trochę. Juliette spojrzała na oblane blaskiem latarki twarze i zrozumiała. Ocaleni sądzili, że po prostu mają kłopoty, że to coś tymczasowego. Prawda była taka, że najprawdopodobniej zostali tylko oni, tych kilkaset osób, które zdążyły przejść przez tunel, szczęśliwcy mieszkający w głębinach, wystraszony tłum z niższych pięter środkowych, grupa fanatyków, którzy powątpiewali w istnienie tego miejsca. Teraz rozchodzili się po silosie usiłując przetrwać coś, co w ich mniemaniu miało się skończyć za kilka dni, góra tydzień. Martwili się po prostu o to, żeby mieć co jeść do czasu, aż zostaną ocaleni.</p>
    <p>Jeszcze do nich nie dotarło, że <emphasis>zostali</emphasis> ocaleni. Wszyscy inni zginęli.</p>
    <p>Oddała Raphowi manierkę i zaczęła się podnosić. Ojciec nalegał, żeby się nie ruszała, ale Juliette zbyła go machnięciem ręki.</p>
    <p>— Musimy ich powstrzymać od kopania — powiedziała, stając na nogach. Siedzenie kombinezonu miała nasiąknięte wodą, podłoga była wilgotna. Gdzieś musiał być przeciek, uwięziona w sufitach ciecz przesączała się powoli. Pomyślała, że będą musieli to naprawić. A potem uświadomiła sobie, że to bez sensu. Czasy martwienia się o przyszłość minęły. Teraz chodziło o to, by przetrwać najbliższą minutę, najbliższą godzinę.</p>
    <p>— Którędy do tunelu? — zapytała.</p>
    <p>Raph z ociąganiem wskazał kierunek ruchem latarki. Pociągnęła go ze sobą. Przystanęła na widok Jomesona, starego mechanika od pomp. Siedział skulony, wsparty plecami o ciche, zardzewiałe pompy, a dłonie trzymał na kolanach, zwinięte w miseczkę. Wstrząsał nim suchy szloch, ramiona podskakiwały mu w górę i w dół jak tłoki, a on wpatrywał się nieobecnym wzrokiem we własne dłonie.</p>
    <p>Juliette wskazała ojcu mężczyznę i podeszła bliżej.</p>
    <p>— Jomes, jesteś ranny?</p>
    <p>— Uratowałem to — zajęczał. — Uratowałem to. Uratowałem to.</p>
    <p>Raph skierował latarkę na kolana mechanika. W jego dłoniach błysnęła kupka bonów. Kilkumiesięczne wynagrodzenie. Monety szczękały, kiedy drżał, wiły się jak owady.</p>
    <p>— W kantynie — mówił, pociągając nosem. — W kantynie, kiedy wszyscy uciekali. Otworzyłem kasę. Pełno puszek i słoików w spiżarni. I to. Uratowałem to.</p>
    <p>– Ćśś — powiedziała Juliette i położyła dłoń na jego drżącym ramieniu. Spojrzała na ojca, ten zaś pokręcił głową. Nie mogli dla niego nic zrobić.</p>
    <p>Raph odwrócił latarkę. W głębi korytarza matka kołysała się w przód i w tył, pogrążona w płaczu. Do piersi przyciskała niemowlę. Dziecku najwyraźniej nic nie dolegało — wyciągało rączkę do mamy, zaciskało i rozluźniało paluszki, ale nie wydawało żadnego dźwięku. Tak wiele przepadło. Każdy miał tylko to, co był w stanie unieść, co chwycił w trakcie ucieczki. Jomeson łkał nad tym, co chwycił, a woda skapywała z sufitu — płakał on, płakał i silos, ale dzieci nie.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>41</p>
    </title>
    <p>Jullette podążyła za raphem przez wnętrze kopacza, do tunelu. Szli, przestępując nad stertami kamieni i umykając przed osypującymi się z obu stron skalami. Widzieli upuszczone przez ludzi ubrania, pojedynczego buta, czyjś na wpół zasypany gruzem koc. Znaleźli porzuconą manierkę. Raph podniósł ją i uśmiechnął się, gdy w środku zachlupała woda.</p>
    <p>W głębi tunelu płomienie oblewały skały pomarańczem i czerwienią, odsłaniając surowe mięso ziemi. Przejście zagradzało świeże rumowisko powstałe po zawaleniu się stropu, rezultat poświęcenia Shirly. Juliette wyobraziła sobie przyjaciółkę po drugiej stronie osuwiska. Widziała Shirly leżącą bezwładnie w pomieszczeniu sterowania — uduszoną, zatrutą lub zwyczajnie zdezintegrowaną przez powietrze z zewnątrz. Obraz zmarłej przyjaciółki dołączył do wizerunku Lukasa w jego mieszkanku pod serwerami, gdzie spoczął z martwą, bezwładną dłonią na milczącej radiostacji.</p>
    <p>Radio Juliette również zamilkło. W środku nocy ktoś z góry nadawał przez chwilę, budząc ją. Ucięła rozmowę słowami, że wszyscy nie żyją. Następnie postanowiła skontaktować się z Lukasem. Próbowała raz po raz, ale słuchanie radiowego szumu sprawiało jej zbyt wiele bólu. Wyczerpywało zarówno ją, jak i baterię, więc w końcu wyłączyła urządzenie. Przez krótką chwilę rozważała pomysł, aby przejść na kanał pierwszy i wydrzeć się na tego skurwiela, który ją zdradził, ale nie chciała, żeby wiedzieli, że ktokolwiek z jej ludzi przetrwał, że został im ktoś jeszcze do zabicia.</p>
    <p>Juliette wahała się między gniewem za wyrządzone zło i żałobą po tych, których wśród nich zabrakło. Wsparta o ojca, podążała za Raphem i Bobbym w kierunku odgłosów kopania: szczęknięć, trzasków i pokrzykiwań. Musiała kupić sobie trochę czasu i ocalić to, co jej zostało. Jej mózg pracował jakby w trybie rezerwowym, a ciało było odrętwiałe, potykała się. Wiedziała jedno — ponowne połączenie dwóch silosów w jeden oznaczało śmierć. Widziała opadającą w dół klatki schodowej białą mgłę i wiedziała, że to nie jakiś nieszkodliwy gaz, widziała przecież, co zostało z uszczelki i taśmy grzewczej. Oto jak zatruwano zewnętrzne powietrze. Oto jak zabijano światy.</p>
    <p>— Uwaga na stopy! — burknął ktoś. Minął ich górnik, który toczył przed sobą taczkę pełną kamieni. Podłoże się wznosiło, sufit wisiał coraz niżej. Juliette rozpoznała dobiegający z przodu głos Courtnee. I Dawsona. Z miejsca zawału odwożono sterty urobku; postępy były widoczne. Juliette poczuła się rozdarta pomiędzy potrzebą ostrzeżenia Courtnee oraz pragnieniem, by rzucić się do pracy i kopać rękami, łamiąc sobie paznokcie, żeby drążyć w kierunku tego, co tam się stało — i pal licho śmierć.</p>
    <p>— Dobra, oczyśćmy górę zanim zaczniemy dalej kopać. I czemu to tak długo trwa, gdzie ten młot pneumatyczny? Może weźmy hydraulikę z tamtego generatora? To, że jest ciemno nie znaczy, że nie widzę jak się opieprzacie, szumowiny jedne…</p>
    <p>Courtnee zamilkła na widok Juliette. Jej twarz stężała, zacisnęły się wargi. Juliette czuła, że przyjaciółka waha się między spoliczkowaniem a przytuleniem jej. Zabolało ją, że nie zrobiła żadnej z tych rzeczy.</p>
    <p>— Już wstałaś — powiedziała Courtnee.</p>
    <p>Juliette odwróciła wzrok i przyjrzała się stercie kamieni. Sadza wirowała w powietrzu, wznosząc się znad dieslowych palników. Sprawiały one, że chłodne powietrze głębin ziemi wydawało się suche i rzadkie, a Juliette zaczęła martwić się o spalane przez nie tlen. Nie wiedziała, czy nieliczne farmy silosu siedemnastego podołają wyzwaniu. A co ze wszystkimi nowymi płucami — setkami par — które również wysysały stąd tlen?</p>
    <p>— Musimy o tym pogadać — powiedziała Juliette, wskazując na rumowisko.</p>
    <p>— Możemy pogadać o tym, co się do cholery stało, kiedy już przekopiemy się do domu. Gdybyś zechciała chwycić za łopatę…</p>
    <p>— Te skały to jedyne, co nas trzyma przy życiu — powiedziała Juliette.</p>
    <p>Kilku spośród kopiących zamarło na widok Juliette. Courtnee warknęła, żeby wracali do pracy, posłuchali. Juliette nie wiedziała, jak jej to delikatnie przekazać. W ogóle nie wiedziała, jak to przekazać.</p>
    <p>— Nie mam pojęcia, do czego zmierzasz… — zaczęła Courtnee.</p>
    <p>— Shirly zawaliła strop i uratowała nas. Jeśli się przekopiecie, zginiemy. Jestem tego pewna.</p>
    <p>— Shirly…?</p>
    <p>— Nasz dom był zatruty, Court. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale to prawda. Ludzie na górnych piętrach umierali. Słyszałam Petera i… — Złapała oddech. — I Luke’a. Peter widział zewnętrze. <emphasis>Zewnętrze</emphasis>. Drzwi były otwarte, a ludzie umierali. A Luke… — Juliette przygryzła wargę, aż od bólu rozjaśniło jej się w głowie. — Od razu pomyślałam, że trzeba tu wszystkich zabrać, bo wiedziałam, że tutaj jest bezpiecznie…</p>
    <p>Courtnee zaśmiała jej się w twarz.</p>
    <p>— Bezpiecznie? Myślisz, że tutaj…? — Zrobiła krok w kierunku Juliette. Teraz już nikt nie kopał. Ojciec Juliette położył córce dłoń na ramieniu i spróbował ją odciągnąć, ale ona się nie cofnęła.</p>
    <p>— Myślisz, że tutaj jest bezpiecznie? — syknęła Courtnee. — Gdzie my, psiakrew, jesteśmy? Tam dalej jest pomieszczenie, które kurewsko przypomina naszą salę generatora, tyle że to zardzewiała kupa złomu. Myślisz, że te maszyny jeszcze kiedyś pójdą w ruch? Jak myślisz, ile zostało nam tu powietrza? Ile paliwa? A co z jedzeniem i wodą? Daję nam góra parę dni, jeśli nie wrócimy do domu. Parę dni kopania bez wytchnienia, głównie rękami. Masz w ogóle pojęcie co zrobiłaś, sprowadzając nas tutaj?</p>
    <p>Juliette wytrzymała atak. Przyjęła go z otwartymi ramionami. Najchętniej sama dorzuciłaby jeszcze coś od siebie.</p>
    <p>— Ja to zrobiłam — powiedziała. Odsunęła się od ojca i zwróciła twarzą do kopiących, których doskonale znała. Odwróciła się i krzyknęła w ciemną otchłań, z której przyszła. — <emphasis>Ja to zrobiłam!</emphasis> — krzyknęła na całe gardło, posyłając swoje słowa ku skazanym na zagładę ludziom. I znowu zawołała. — <emphasis>Ja to zrobiłam!</emphasis> — Gardło paliło ją od sadzy i bolesnego wyznania, jej pierś zdawała się pękać z rozpaczy, odsłaniając surowe mięso. Znowu poczuła na ramieniu dłoń ojca. Kiedy echo jej wybuchu ucichło, dały się słyszeć tylko trzaski i szepty otwartych płomieni.</p>
    <p>— To moja wina — powiedziała, kiwając głową. — W ogóle nie powinniśmy byli tu przychodzić. Nie powinniśmy. Może to przez mój podkop nas zatruli albo przez moje wyjście poza silos, ale tutejsze powietrze jest czyste. Obiecałam wam wszystkim, że to miejsce istnieje i że powietrze nie jest trujące. A teraz mówię wam, z taką samą pewnością, że nasz dom przepadł. Jest zatruty. Otwarty na zewnętrze. Wszyscy, którzy zostali… — Spróbowała nabrać tchu. W sercu czuła pustkę, w żołądku supeł. Znowu podtrzymał ją ojciec. — Tak, to moja wina. To ja ich sprowokowałam. To dlatego człowiek, który to zrobił…</p>
    <p>— Człowiek? — zapytała Courtnee.</p>
    <p>Juliette zlustrowała swoich dawnych przyjaciół, mężczyzn i kobiety, z którymi przez lata pracowała ramię w ramię.</p>
    <p>— Tak, człowiek. Z jednego z silosów. Istnieje pięćdziesiąt silosów takich jak nasz…</p>
    <p>— Tak nam mówiłaś — przerwał burkliwie jeden z kopiących. — Tak mówią mapy.</p>
    <p>Juliette odszukała go wzrokiem. Był to Fitz, nafciarz i były mechanik.</p>
    <p>— A nie wierzysz mi, Fitz? Teraz jesteś przekonany, że w całym wszechświecie istnieją tylko dwa silosy i akurat znalazły się tak blisko siebie? Że pozostała część mapy to kłamstwo? Mówię wam, stałam na wzgórzu i widziałam je na własne oczy. Podczas gdy my tkwimy tutaj dusząc się spalinami, dziesiątki tysięcy ludzi żyją sobie jakby nigdy nic, tak jak my kiedyś…</p>
    <p>— I myślisz, że powinniśmy się do nich przekopać?</p>
    <p>Juliette nie brała tej możliwości pod uwagę.</p>
    <p>— Może — odparła. — Możliwe, że to okazałoby się dla nas jedynym ratunkiem. Ale najpierw musimy się dowiedzieć, kto tam mieszka i czy tam jest bezpiecznie. Możemy natknąć się na silos zrujnowany tak jak nasz. Albo pusty jak ten. Albo pełen ludzi, którzy nie ucieszą się na nasz widok. Tamtejsze powietrze może okazać się toksyczne. Ale mogę wam powiedzieć jedno: istnieją inni.</p>
    <p>Jeden z kopiących zsunął się z rumowiska, żeby dołączyć do rozmowy.</p>
    <p>— A co jeśli po drugiej stronie tej sterty głazów wszystko jest w porządku? Czy to nie ty zawsze paliłaś się, żeby zajrzeć i sprawdzić?</p>
    <p>Juliette przyjęła ten cios.</p>
    <p>— Jeśli wszystko jest u nich w porządku, wtedy przyjdą po nas. Usłyszymy ich. Gorąco pragnę, żeby tak się stało. Bardzo chciałabym się mylić. Ale się nie mylę. — Zlustrowała ich ciemne twarze. — Mówię wam, że za tymi skałami czeka nas tylko śmierć. Myślicie, że nie chcę mieć nadziei? Straciłam… wszyscy straciliśmy bliskich. Słyszałam jak ludzie, których kochałam wydawali ostatnie tchnienie, a wy sądzicie, że nie chcę tam pójść i się przekonać? I pogrzebać ich jak należy? — Otarła łzy. — Ani mi się ważcie myśleć, że nie kusi mnie, żeby chwycić łopatę i pracować przez trzy zmiany, aż się przekopiemy. Ale ja wiem, że w ten sposób urządziłabym pogrzeb ocalałym. Przerzucalibyśmy ziemię i kamienie do własnego grobu.</p>
    <p>Nikt się nie odezwał. Gdzieś w półmroku grawitacja wygrała zmagania z materią i parę luźnych kamyków z grzechotem osunęło im się pod stopy.</p>
    <p>— Więc co mamy robić? — zapytał Fitz. Courtnee głośno wciągnęła powietrze, wyraźnie poirytowana na myśl, że ktokolwiek mógłby jeszcze słuchać rad Juliette.</p>
    <p>— Potrzebujemy dnia albo dwóch, żeby ustalić, co się stało. Jak mówiłam, istnieje wiele światów takich jak nasz. Nie wiem, co się w nich znajduje, ale wiem, że mieszkańcy jednego z nich uważają się za szefów. Grozili nam już wcześniej, mówili, że mogą nas zabić jednym wciśnięciem guzika i podejrzewam, że to właśnie zrobili. Jestem przekonana, że to samo zrobili również z tym światem. — Wskazała na tunel prowadzący do silosu siedemnastego. — Tak, przyznaję, możliwe, że to z powodu moich gróźb albo dlatego, że wyszłam na zewnątrz w poszukiwaniu odpowiedzi. Możecie mnie za te grzechy wysłać na czyszczenie. Z chęcią pójdę. Wyjdę na czyszczenie i umrę na waszych oczach. Ale najpierw pozwólcie, że powiem to, co wiem. Silos, w którym przebywamy zaleje woda. Nawet w tej chwili powoli się nią napełnia. Musimy uruchomić pompy, żeby go osuszały. Nie możemy dopuścić do tego, żeby wyschły farmy i zgasły lampy, musimy zadbać o to, żeby mieć czym oddychać. — Wskazała na zamocowany w ścianie palnik. — Marnujemy mnóstwo powietrza.</p>
    <p>— A skąd niby weźmiemy prąd? Ja jako pierwsza wyszłam z tunelu. To sterta rdzy!</p>
    <p>— Na trzydziestych jest zasilanie — powiedziała. — Czysta energia. Zasila pompy i lampy na farmach. Ale nie powinniśmy na niej polegać. Przywieźliśmy ze sobą własne źródło zasilania…</p>
    <p>— Generator zapasowy — odezwał się ktoś.</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową, zadowolona, że słuchali. Przynajmniej przestali kopać.</p>
    <p>— Wezmę na swoje barki ciężar tego, co zrobiłam — powiedziała Juliette, a płomienie rozmyły się za warstewką łez. — Ale to ktoś inny sprowadził na nas zagładę. Wiem, kto to był. Rozmawiałam z nim. Musimy przetrwać na tyle długo, by on i jego ludzie zapłacili…</p>
    <p>— Zemsta — przerwała Courtnee ostrym szeptem. — Po tym, jak wielu zginęło, próbując się zemścić po twoim czyszczeniu…</p>
    <p>— Nie, nie zemsta. Przeciwdziałanie. — Juliette patrzyła przez chwilę w ciemny tunel. — Mój przyjaciel Solo pamięta, jak ten świat… jego świat… został zniszczony. Nie sprawili tego bogowie, tylko ludzie. Ludzie na tyle nieodlegli, że da się z nimi rozmawiać przez radio. Istnieją inne światy, a tamci trzymają palce nad ich przyciskami. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby ktoś przed nami wziął sprawy w swoje ręce. Żylibyśmy sobie spokojnie bez świadomości, że zagrożenie w ogóle istniało. Nasi bliscy wciąż by żyli. — Odwróciła się z powrotem do Courtnee i pozostałych. — Nie powinniśmy się mścić za to, co zrobili. Nie. Powinniśmy dorwać ich za to, do czego są zdolni. Zanim zrobią to ponownie.</p>
    <p>Spojrzała starej przyjaciółce w oczy w poszukiwaniu zrozumienia i akceptacji. Courtnee jednak odwróciła się do niej plecami. Odwróciła się od Juliette i zmierzyła wzrokiem stertę skał, których próbowali się pozbyć. Minęła długa chwila, dym wypełniał powietrze, pomarańczowe płomienie szeptały.</p>
    <p>— Fitz, weź ten palnik — rozkazała Courtnee. Stary nafciarz wahał się przez moment, ale usłuchał. — Zgaś to draństwo — poleciła; brzmiała jakby brzydziła się sobą. — Marnujemy powietrze.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>42</p>
    </title>
    <p>Elise słyszała w dole głosy, które niosły się po klatce schodowej. W jej domu byli nieznajomi. Obcy. Kiedy ona i bliźniaki byli niegrzeczni, Rickson straszył ich opowieściami o nieznajomych, od których odechciewało się opuszczać ich dom za farmami. Dawno temu, mówił Rickson, każdy obcy próbował cię zabić i zabrać twoje rzeczy. Nawet tym, którzy cię znali nie wolno było ufać. Tak opowiadał Rickson późno w nocy, kiedy klikające czasomierze sprawiały, że światła nagle gasły.</p>
    <p>Rickson wiele razy opowiadał im historię o tym, że urodził się, bo dwoje ludzi było zakochanych — cokolwiek to znaczyło — a jego ojciec wyciął zatrutą pigułkę z biodra jego mamy, i że to stąd biorą się dzieci. Ale nie zawsze było tak, że rodzice się zakochali. Czasem bywali to obcy ludzie — mówił — którzy przychodzili i brali, co chcieli. W tych zamierzchłych czasach byli to mężczyźni i często chcieli, żeby kobiety rodziły im dzieci, tak więc wycinali im z ciała zatrute pigułki i kobiety rodziły dzieci.</p>
    <p>Elise nie miała w biodrze zatrutej pigułki. Jeszcze nie. Hannah mówiła, że one wyrastają późno, jak zęby mądrości, i dlatego ważne jest, żeby mieć dzieci jak najwcześniej. Rickson mówił, że to nieprawda, że jeśli ktoś się urodził bez pigułki to nigdy nie będzie jej mieć, a Elise nie wiedziała już, w co ma wierzyć. Przystanęła na schodach i pomacała się po boku, sprawdziła, czy nie czuć guzka. Ze skupieniem dotknęła językiem luki po mleczaku i wyczuła coś twardego pod dziąsłem. Chciało jej się płakać na myśl, że jej ciało potrafiło bez pytania zrobić coś głupiego, na przykład wyhodować sobie zęby albo pigułki. Zawołała Pieska, który znowu jej się wyrwał i pomknął na górę, znikając jej z oczu. Piesek był taki niesforny. Elise zaczęła się zastanawiać, czy da się w ogóle trzymać szczeniaczka, a może one zawsze uciekały. Mimo to się nie rozpłakała. Chwyciła za poręcz i zrobiła krok w górę, a potem kolejny. Nie chciała mieć dzieci. Chciała tylko, żeby Piesek z nią został, a wtedy jej ciało niech sobie robi co chce.</p>
    <p>Wyprzedził ją mężczyzna — to nie był Solo. Solo kazał jej trzymać się blisko. „Powiedz to Pieskowi” — odparła, gdy ją dogonił. Opłacało się mieć w zanadrzu takie wymówki. Jak pestki dyni w kieszeni. Mężczyzna, który ją wyprzedził obejrzał się przez ramię. Był nieznajomy, ale chyba nie chciał zabrać jej rzeczy. Już jakieś miał, trzymał zwój czarno-żółtych przewodów, które dyndały się z sufitu na farmach. Rickson mówił, żeby ich nigdy nie dotykać. Może ten człowiek nie znał zasad. Dziwacznie było widzieć w swoim domu ludzi, których nie znała, ale Rickson czasami kłamał albo się mylił, więc może kłamał albo się mylił opowiadając swoje straszne opowieści i może to Solo miał rację. Może ci obcy to nic złego. Więcej osób do pomocy, więcej rąk do napraw i kopania w ziemi rowków nawadniających, żeby wszystkie rośliny mogły się porządnie napić. Więcej ludzi takich jak Juliette, którzy przychodzili i ulepszali ich dom, zabierali ich do miejsca, gdzie światła paliły się cały czas i gdzie dało się zagrzać wodę na kąpiel. Dobrzy nieznajomi.</p>
    <p>Na spirali schodów pojawił się kolejny mężczyzna, tupiąc głośno. Dźwigał worek, z którego wystawały zielone liście i za którym ciągnął się zapach dojrzałych pomidorów i jagód. Elise przystanęła i odprowadziła go wzrokiem. Słyszała w głowie głos Hanny: <emphasis>To za dużo, nie wolno tyle zrywać na raz</emphasis>. Za dużo. Kolejne zasady, których nikt nie znał. Możliwe, że Elise będzie musiała ich nauczyć. Miała książkę, która mogła nauczyć ludzi jak łowić ryby i tropić zwierzynę. Jednak zaraz potem przypomniała sobie, że ryb już nie było. I nie potrafiła wytropić nawet jednego szczeniaczka.</p>
    <p>Na myśl o rybach zrobiła się głodna. Miała wielką ochotę natychmiast coś zjeść i to jak najwięcej. Zanim jedzenie się skończy. Tego rodzaju głód czuła czasem, kiedy bliźniaki jadły. Nawet jeśli nie była głodna, też chciała trochę. Chciała mnóstwo. Zanim zabraknie.</p>
    <p>Dreptała w górę, stopień za stopniem, a obciążona albumem torba obijała jej się o udo. Elise żałowała, że nie została z pozostałymi i że Piesek nie mógł usiedzieć w miejscu.</p>
    <p>— Hej, ty.</p>
    <p>Mężczyzna na najbliższym podeście spoglądał na nią zza barierki. Miał czarną brodę, ale bardziej zadbaną niż u Solo. Elise przystanęła na moment, a potem ruszyła dalej. Mężczyzna i platforma zniknęli jej na chwilę z oczu. Gdy dotarła do podestu schodów, czekał na nią.</p>
    <p>— Oddzieliłaś się od stada? — zapytał mężczyzna.</p>
    <p>Elise przechyliła głowę w bok.</p>
    <p>— Nie mogłabym być w stadzie — powiedziała.</p>
    <p>Mężczyzna o ciemnej brodzie i jasnych oczach zmierzył ją wzrokiem. Miał na sobie brązowy kombinezon. Rickson też taki miał i czasem go nosił. Chłopak z bazaru był podobnie ubrany.</p>
    <p>— A to czemu? — zapytał.</p>
    <p>— Nie jestem owcą — odparła Elise. — To owce zbierają się w stada, a ich już nie ma.</p>
    <p>— Co to jest owca? — zapytał mężczyzna. A jego jasne oczy błysnęły jeszcze jaśniej. — Widziałem cię. Należysz do dzieciaków, które tu mieszkały, prawda?</p>
    <p>Elise kiwnęła głową.</p>
    <p>— Możesz przyłączyć się do naszego stada. Stado to zgromadzenie ludzi. Członków kościoła. Chodzisz do kościoła?</p>
    <p>Elise pokręciła głową. Położyła rękę na swoim albumie, w którym była strona o owcach, o tym, jak je hodować i o nie dbać. Książka mówiła co innego niż ten człowiek. W żołądku poczuła pustkę. Zastanawiała się, komu zaufać. Przychylała się raczej ku książce, która w wielu sprawach okazała się prawdziwa.</p>
    <p>— Chcesz wejść do środka? — Mężczyzna zamaszystym gestem wskazał na drzwi. Elise zajrzała do ciemnego wnętrza. — Jesteś głodna?</p>
    <p>Elise pokiwała głową.</p>
    <p>— Zbieramy jedzenie. Znaleźliśmy kościół. Pozostali wkrótce wrócą z farm. Masz ochotę wejść i coś zjeść albo się napić? Zebrałem tyle, ile dałem radę unieść. Podzielę się z tobą. — Położył jej dłoń na ramieniu, a Elise przyjrzała się jego przedramieniu, które pokrywały gęste, ciemne włoski jak u Solo, ale nie u Ricksona. Zaburczało jej w brzuchu, a farmy wydały się nagle strasznie odległe.</p>
    <p>— Muszę znaleźć Pieska — powiedziała, a jej głos zabrzmiał nikle w przepastnej klatce schodowej, niczym maleńki obłoczek pary w chłodnym powietrzu.</p>
    <p>— Znajdziemy twojego pieska — obiecał mężczyzna. — Wejdź do środka. Bardzo bym chciał, żebyś mi opowiedziała o swoim świecie. To prawdziwy cud. A czy wiesz, że i ty jesteś cudem? Bo jesteś.</p>
    <p>Elise wcale nie wiedziała. Nie czytała o tym w żadnej z książek, z których poskładała swój album. Z drugiej strony, ominęła wiele stron. Zaburczało jej w brzuchu. Jej brzuch do niej mówił, więc ruszyła za tym mężczyzną z ciemną brodą przez ciemny korytarz. Z przodu dobiegały głosy, kojąca i cicha mieszanka nucenia i szeptów, a Elise zastanowiła się, czy tak właśnie brzmi stado.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>43</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Charlotte znów żyła w pudełku. W skrzyni, ale bez chłodu, oszronionej szybki i jasnobłękitnej kroplówki wkłutej w żyłę. Jej pudełko pozbawione było tych rzeczy, pozbawione obietnicy słodkich snów i koszmaru przebudzenia. Było to zwyczajne metalowe pudło, które uginało się i śpiewało, gdy zmieniała pozycję.</p>
    <p>Umościła sobie schludne mieszkanko w windzie dla dronów, metalowym pojemniku zbyt niskim, by w nim usiąść, zbyt ciemnym, by zobaczyć wyciągniętą przed twarz dłoń i zbyt cichym, by słyszeć własne myśli. Dwukrotnie leżała tam, nasłuchując stukotu butów po drugiej stronie drzwi. Została w windzie na noc. Czekała aż polujący na nią mężczyźni wrócą, ale widocznie mieli jeszcze mnóstwo pięter do przeczesania.</p>
    <p>Co kilka chwil poruszała się, bezskutecznie próbując znaleźć wygodną pozycję. Raz wyszła, żeby skorzystać z ubikacji, kiedy już nie mogła wytrzymać i bała się, że zaraz zmoczy spodnie kombinezonu. Spuszczać wodę czy nie? Zaryzykować hałas czy zostawić dowód w sedesie? Spuściła, wyobrażając sobie, jak rury grzechoczą w jakimś odległym miejscu, a komuś udaje się wyśledzić źródło dźwięku.</p>
    <p>Upewniła się, czy nie znaleźli radia w pomieszczeniu na końcu korytarza. Spodziewała się, że je zabrali i notatki Donalda też, ale nie, wciąż tkwiły pod foliową pokrywą. Po krótkim wahaniu pozbierała foldery. Były zbyt cenne, by je stracić. W pośpiechu wróciła do kryjówki i upchnęła swoje rzeczy w kąt. Gdy zwijała się w kłębek, przed oczami stanęły jej buty kopiące jej brata.</p>
    <p>Myślała o Iraku. Tam również zdarzały się takie ciemne noce, gdy leżała na łóżku, mężczyźni kończyli i zaczynali zmiany przy akompaniamencie szeptów i skrzypienia sprężyn. Ciemne noce, w które czuła się bardziej narażona na atak niż jej dron w trakcie lotu bojowego. Roiło jej się wówczas, że koszary to pusty garaż, w oddali słychać kroki, a ona nie może znaleźć kluczyków do auta. Tak samo czuła się teraz w windzie dla dronów. Jakby spała w ciemnym garażu, w koszarach pełnych mężczyzn, nie wiedząc, co ją czeka po przebudzeniu.</p>
    <p>Spała niewiele. Z latarką wciśniętą między policzek a ramię przeglądała teczki Donalda w nadziei, że nużące zapiski pomogą jej zasnąć. W panującej wokół ciszy powracały słowa i urywki rozmów zasłyszanych przez radio. Kolejny silos został zniszczony. Słuchała spanikowanych głosów, doniesień o otwartych zewnętrznych wrotach i zabójczym gazie, o którym opowiadał jej kiedyś brat. Słyszała głos Juliette, słyszała jej słowa, że wszyscy zginęli.</p>
    <p>W jednej z teczek znalazła nieduży wykres, mapkę z ponumerowanymi okręgami, z których wiele było przekreślonych. W tych kółkach żyli ludzie, pomyślała Charlotte. A teraz kolejny silos opustoszał. Kolejny „X” na mapie. Tyle że Charlotte, podobnie jak jej brata, łączyła teraz z tymi ludźmi pewna więź. Wspólnie słuchali ich głosów przez radio, a Donald relacjonował jej rozmowy z tym jednym silosem, który go słuchał, który pomagał mu włamywać się do komputerów i dociekać prawdy. Któregoś razu zapytała, dlaczego nie kontaktował się z innymi silosami, a on powiedział, że ich szefom nie można ufać. Wydaliby go. Jej brat i ludzie z silosu osiemnastego byli buntownikami, a teraz ich zabrakło. Oto co spotykało buntowników. Teraz Charlotte została sama, w ciemności i ciszy.</p>
    <p>Wertowała więc notatki brata, aż rozbolała ją szyja od trzymania latarki. Temperatura w windzie rosła, a Charlotte zaczęła się pocić. Nie mogła spać. To miejsce w niczym nie przypominało tej drugiej skrzyni, do której ją kładziono. A im więcej czytała, tym bardziej rozumiała jego niespokojne chodzenie w kółko, pragnienie, by coś zrobić, by położyć kres systemowi, w którym byli uwięzieni.</p>
    <p>Ograniczając jedzenie i picie, biorąc maleńkie łyczki i małe kęsy, przeczekała w windzie — jak sądziła — kilka dni, choć w rzeczywistości mogło minąć parę godzin. Gdy znów musiała wyjść do łazienki, postanowiła przekraść się na koniec korytarza i znów uruchomić radio. Jej ciekawość była równie silna co potrzeba opróżnienia pęcherza. Niektórzy ocaleli. Ludzie z osiemnastki zdołali wspiąć się na wzgórza i dotrzeć do innego silosu. Garstka ludzi przetrwała — ale jak długo wytrzymają?</p>
    <p>Spuściła wodę, słuchając gulgotu wody w rurach. Zaryzykowała i poszła do sali sterowania dronami. Zgasiła światła na korytarzu i zdjęła folię z radia. Na kanale osiemnastym nie usłyszała niczego oprócz szumu. Tak samo na siedemnastym. Przeskakiwała z kanału na kanał, aż wreszcie usłyszała głosy, uzyskując pewność, że radio działa. Wróciła na siedemnasty. Czekała. Wiedziała, że mogłaby tak czekać całą wieczność. Mogłaby czekać, aż wreszcie przyjdą i ją znajdą. Zegar na ścianie pokazywał, że było ledwo po trzeciej w nocy, a Charlotte wzięła to za dobry znak. Nie powinni jej szukać o tej porze. Z drugiej strony — możliwe, że nikt nie będzie prowadził nasłuchu. Tak czy inaczej, wcisnęła przycisk nadawania.</p>
    <p>— Halo? — powiedziała. — Czy ktoś mnie słyszy?</p>
    <p>Omal się nie zidentyfikowała i nie wyjawiła, gdzie się znajduje, ale nagle pomyślała: a co jeśli ludzie w tym silosie również nasłuchują? Nie wiedzieliby wprawdzie skąd nadawała — chyba że potrafiliby namierzyć ją przez powtarzacze. Może i potrafili. Ale czy nie skreślili siedemnastki ze swojej listy? Nie powinni prowadzić nasłuchu na tej częstotliwości. Charlotte odsunęła narzędzia i rozejrzała się za kartką papieru, którą Donny jej przyniósł. Ranking silosów. Na dole listy znajdowały się wszystkie zniszczone silosy…</p>
    <p>— Kto mówi?</p>
    <p>Z radia popłynął męski głos. Charlotte chwyciła mikrofon, zachodząc w głowę, czy to może być ktoś z jej silosu.</p>
    <p>— Jestem… Kto mówi? — zapytała, niepewna, co odpowiedzieć.</p>
    <p>— Jesteś na dole w Maszynowni? Wiesz, która godzina? Jest środek nocy.</p>
    <p><emphasis>Na dole</emphasis> w Maszynowni. Tak wyglądał układ ich silosów, nie jej. Charlotte założyła, że to jeden z ocalałych. Założyła również, że inni mogą przysłuchiwać się tej rozmowie, więc postanowiła nie ryzykować.</p>
    <p>— Tak, jestem w Maszynowni — skłamała. — Co się tam u was… to znaczy, na górze dzieje?</p>
    <p>— Próbuję spać, oto co się dzieje, ale Court kazała nam zostawić włączone radio w razie jakby dzwoniła. Mieliśmy niezłą przeprawę z rurami wodociągu. Ludzie rozdzielają ziemię na farmach. Kto mówi?</p>
    <p>Charlotte odchrząknęła.</p>
    <p>— Szukam… Miałam nadzieję, że złapię waszą panią burmistrz, Juliette.</p>
    <p>— Nie ma jej tu. Myślałem, że jest tam na dole, z wami. Spróbuj rano, jeśli to nic pilnego. I powiedz Court, że przydałoby się jeszcze kilka par rąk do pracy. Jakiś przyzwoity farmer, o ile takiego mamy. I tragarz.</p>
    <p>— Yy… jasne. — Charlotte znów zerknęła na zegar, żeby zobaczyć, ile będzie musiała odczekać. — Dzięki — powiedziała. — Jeszcze się odezwę.</p>
    <p>Odpowiedź nie nadeszła. Charlotte zastanowiła się, skąd się wzięła ta potrzeba kontaktu. Nie mogła w żaden sposób pomóc tym ludziom. A może łudziła się, że oni mogliby pomóc jej? Przyjrzała się radiu, które skonstruowała, luźnym śrubkom i zwojowi kabli, porozrzucanym narzędziom. Wiele ryzykowała przebywając poza kryjówką, ale tutaj bała się mniej niż wtedy, gdy chowała się samotnie w windzie dla dronów. Szansa na kontakt przeważała nad ryzykiem, że ją odkryją. Spróbuje ponownie za kilka godzin. Do tego czasu spróbuje się przespać. Przykryła radio. Przez chwilę myślała o swoim starym łóżku w koszarach, ale w końcu z powrotem zniknęła w pozbawionej okien metalowej skrzyni.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>44</p>
    </title>
    <p>Wraz ze śniadaniem zjawiło się towarzystwo. Poprzedniego dnia zostawili Donalda samego sobie i nie podali mu posiłku. Podejrzewał, że to jakaś technika przesłuchań. Tak samo jak hałaśliwy stukot butów za drzwiami w samym środku nocy. Nie dawali mu spać. Robili wszystko, żeby rozregulować jego zegar biologiczny, wytrącić go z równowagi i doprowadzić do obłędu. A może wtedy był dzień, a teraz była noc i wcale go nie głodzili. Ciężko powiedzieć. Stracił poczucie czasu. Jasny krąg na ścianie i wystający z tynku haczyk znaczyły miejsce, gdzie kiedyś wisiał zegar.</p>
    <p>Razem z Thurmanem i śniadaniem przyszło dwóch mężczyzn w kombinezonach Ochrony. Donald spał w ubraniu. Wciągnął nogi na łóżko, gdy trzej mężczyźni wepchnęli się do jego ciasnej celi. Dwóch funkcjonariuszy Ochrony przyglądało mu się podejrzliwie. Thurman wręczył mu tacę — talerz jajecznicy, herbatnik, woda i sok. Donald niemal zwijał się z bólu, ale i konał z głodu. Nie dali mu sztućców, więc zaczął jeść jajka rękami. Gorące jedzenie dobrze robiło na obolałe żebra.</p>
    <p>— Sprawdź panele sufitowe — powiedział jeden z nich. Donald go poznał. Brevard. Był szefem Ochrony prawie tak długo, jak trwała zmiana Donalda. Zdawał sobie sprawę, że Brevard nie jest jego przyjacielem.</p>
    <p>Drugi mężczyzna był młodszy. Donald go nie pamiętał. Zwykle przesiadywał do późna i stronił od ludzi, więc stróża nocnego znał lepiej niż tych tutaj. Młody funkcjonariusz wdrapał się na przyspawaną do ściany komódkę i uniósł panel sufitowy. Wziął przypiętą do paska latarkę i poświecił we wszystkie strony. Donald dobrze wiedział, co mężczyzna tam widział. Sam już dawno tam zajrzał.</p>
    <p>— Zablokowane — powiedział młody funkcjonariusz.</p>
    <p>— Na pewno?</p>
    <p>— To nie on — stwierdził Thurman. Przez cały czas nie spuszczał Donalda z oczu. Zamaszystym gestem omiótł pokój. — Tam było pełno krwi. Byłby nią schlapany.</p>
    <p>— Chyba że gdzieś się umył i przebrał.</p>
    <p>Thurman zmarszczył brwi na ten pomysł. Stanął parę kroków od Donalda, który nagle przestał być głodny.</p>
    <p>— Kto to był? — zapytał Thurman.</p>
    <p>— Ale gdzie?</p>
    <p>— Nie udawaj kretyna. Zaatakowano jednego z moich ludzi, a tej samej nocy ktoś w stroju technika z sekcji reaktora przeszedł przez bramkę ochrony na tym piętrze. Szedł tym korytarzem. Zgaduję, że szukał ciebie. Poszedł do łączności, a przecież wiem, że tam przesiadywałeś. Nie ma mowy, żebyś działał sam. Masz wspólnika, może kogoś ze swojej ostatniej zmiany. Kogo?</p>
    <p>Donald odłamał kawałek herbatnika i włożył go do ust, żeby zająć czymś wargi. Charlotte. Co ona wyprawiała? Łaziła po silosie i go szukała? Poszła do łączności? Jeśli to ona, chyba postradała zmysły.</p>
    <p>— On coś wie — powiedział Brevard.</p>
    <p>— Nie mam pojęcia, o czym mówicie — zaprzeczył Donald. Upił łyk wody i zauważył, że trzęsie mu się dłoń. — Kto został napadnięty? Nic mu nie jest? — Przeszło mu przez myśl, że może znaleziono krew jego siostry. Co on najlepszego zrobił, budząc ją? Znów pomyślał, że może lepiej się przyznać i powiedzieć im o kryjówce Charlotte, żeby oszczędzić jej samotności.</p>
    <p>— To był Eren — powiedział Thurman. — Zszedł z późnej zmiany, pobiegł do windy, a potem znaleziono go trzydzieści pięter niżej w kałuży krwi.</p>
    <p>— Eren jest ranny?</p>
    <p>— Eren jest martwy — odparł Brevard. — Śrubokręt w szyi. Jedna z wind jest ubabrana jego krwią. Chcę wiedzieć, gdzie ukrywa się człowiek, który to…</p>
    <p>Thurman uniósł dłoń, a Brevard zamilkł w pół słowa.</p>
    <p>— Dajcie nam chwilę — powiedział Thurman.</p>
    <p>Młody funkcjonariusz stojący na komodzie na powrót zamocował panel sufitowy. Zeskoczył i otarł dłonie o uda, zostawiając na meblu warstewkę kłaczków i styropianowego śniegu. Mężczyźni z Ochrony wyszli. Zanim zamknęły się za nimi drzwi, Donald rozpoznał na korytarzu jednego z pracowników biurowych i omal nie zawołał do niego. Zastanawiał się, co wszyscy musieli sobie pomyśleć, kiedy dowiedzieli się, że nie był tym, za kogo się podawał.</p>
    <p>Thurman sięgnął do kieszeni na piersi i wydobył złożoną, kwadratową szmatkę, świeżą chustkę. Wręczył ją Donaldowi, który przyjął ją z wdzięcznością. Dziwne, co uchodziło teraz za podarunek. Zaczekał na atak kaszlu, ale akurat trwała jedna z tych rzadkich chwil ulgi. Thurman wyjął plastikową torebkę i przytrzymał ją otwartą. Donald zorientował się, do czego miała służyć, więc wyjął z kieszeni swoją chustkę i wrzucił poplamioną krwią szmatkę do woreczka.</p>
    <p>— Do analizy, tak?</p>
    <p>Thurman pokręcił głową.</p>
    <p>— Nie ma takiej potrzeby, wszystko już wiemy. To tylko… taki gest. No wiesz, w końcu próbowałem cię zabić. To był przejaw słabości z mojej strony i tylko dzięki fizycznej słabości mi się to nie udało. Okazuje się, że miałeś rację co do Anny.</p>
    <p>— Eren naprawdę nie żyje?</p>
    <p>Thurman kiwnął głową. Donald rozłożył chustkę i z powrotem ją złożył.</p>
    <p>— Lubiłem go.</p>
    <p>— Był dobrym człowiekiem. Jednym z moich rekrutów. Wiesz, kto go zabił?</p>
    <p>Donald wreszcie zrozumiał, po co ta chustka. Zły glina stał się dobrym gliną. Potrząsnął głową. Próbował wyobrazić sobie, jak Charlotte dokonuje takiego czynu — i nie potrafił. Ale z drugiej strony, nie umiał też wyobrazić jej sobie zrzucającej bomby czy robiącej pięćdziesiąt pompek. Była enigmą zamkniętą w jego dzieciństwie. Bezustannie zaskakiwała.</p>
    <p>— Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek kogo znam zabił w ten sposób człowieka. Oprócz ciebie.</p>
    <p>Thurman nie zareagował.</p>
    <p>— Kiedy mnie usypiacie?</p>
    <p>— Dzisiaj. Mam jeszcze inne pytanie.</p>
    <p>Donald wziął z tacy wodę i pociągnął solidny łyk. Była zimna. To niesamowite, jak wspaniale mogła smakować woda. Powinien od razu powiedzieć Thurmanowi o Charlotte. Albo zaczekać do momentu, gdy będą mieli go uśpić. W każdym razie nie mógł zostawić jej samej sobie. Zauważył, że Thurman czeka na jego reakcję.</p>
    <p>— No, słucham — powiedział.</p>
    <p>— Pamiętasz może, czy Anna opuszczała zbrojownię, kiedy byłeś na chodzie? Rozumiem, że byłeś z nią przez krótki czas.</p>
    <p>— Nie — odparł Donald. I wcale nie odnosił wrażenia, że byli ze sobą krótko. Dla niego trwało to całe życie. — A co? Co ona zrobiła?</p>
    <p>— Pamiętasz, żeby wspominała coś o dopływie gazu?</p>
    <p>— Dopływ gazu? Nie. Nawet nie wiem, co to znaczy. Czemu pytasz?</p>
    <p>— Odkryliśmy ślady sabotażu. Ktoś manipulował przy systemach doprowadzających gaz z Medycznego do Kontroli Populacji. — Thurman machnął ręką, jakby chciał powiedzieć „zresztą nieważne”. — Jak już mówiłem, myślę, że miałeś rację co do Anny. — Odwrócił się do wyjścia.</p>
    <p>— Zaczekaj — powiedział Donald. — Mam pytanie.</p>
    <p>Thurman zawahał się z dłonią na klamce.</p>
    <p>— Co mi dolega? — zapytał Donald.</p>
    <p>Thuran opuścił wzrok na czerwoną szmatkę w plastikowej torebce.</p>
    <p>— Widziałeś kiedyś, jak wygląda krajobraz po bitwie? — Jego głos stał się cichy. Przytłumiony. — Teraz twoje ciało jest polem bitwy. Oto co dzieje się teraz w twoim organizmie. Miliardowe armie ścierają się ze sobą. Maszyny, które chcą rozerwać cię na strzępy oraz te, które mają nadzieję utrzymać cię w jednym kawałku. Pod ich butami twoje ciało zmieni się w szrapnele i błoto.</p>
    <p>Thurman kaszlnął w pięść. Zaczął otwierać drzwi.</p>
    <p>— Tamtego dnia wcale nie zamierzałem zejść ze stoku — odezwał się Donald. — Nie wyszedłem, żeby mnie zobaczyli. Chciałem tylko umrzeć.</p>
    <p>Thurman kiwnął głową.</p>
    <p>— Domyśliłem się później. I powinienem był ci na to pozwolić. Ale oni wszczęli już alarm. Wpadłem i zobaczyłem, jak moi ludzie mocują się z kombinezonami, a ty uszedłeś już połowę drogi. To tak, jakby do mojego okopu wpadł granat. Zadziałały instynkty, rzuciłem się na niego.</p>
    <p>— Niepotrzebnie — powiedział Donald.</p>
    <p>Thurman otworzył drzwi. Po drugiej stronie czekał Brevard.</p>
    <p>— Wiem — odparł. I zniknął.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>45</p>
    </title>
    <p>Darcy pracował na kolanach. Zanurzał karmazynową szmatę w wiadrze pełnym czerwonej wody i wyciskał, aż stawała się różowa, a potem wracał do szorowania podłogi windy. Ściany były już czyste, a próbki wysłano do analizy. Pracował i mamrotał do siebie, przedrzeźniając Brevarda: „Pobierz próbki, Darcy. Wyczyść to, Darcy. Przynieś mi kawę, Darcy.” Nie rozumiał, w jaki sposób przynoszenie kawy i zmywanie krwi wpasowywało się w zakres jego obowiązków. Tęsknił za nudnymi nocnymi zmianami; nie mógł się doczekać, aż wszystko wróci do normy. Zadziwiające, co człowiek jest w stanie uznać za normę. Już prawie nie czuł miedzianego zapachu w powietrzu i metalicznego posmaku na języku. Tak samo było z tymi codziennymi dawkami leków w papierowych kubeczkach, bezsmakowym jedzeniem, nawet z piekielnym brzęczeniem zablokowanych drzwi windy. Tyle rzeczy, do których człowiek się przyzwyczajał, aż w końcu znikały. Rzeczy, które nikły i zmieniały się w tępy ból niczym wspomnienia z poprzedniego życia.</p>
    <p>Darcy niewiele pamiętał ze swojego dawnego życia, ale wiedział, że był dobry w swoim fachu. Miał wrażenie, że pracował w ochronie — dawno temu, w świecie, o którym się nie mówiło, świecie uwięzionym w starych filmach, powtórkach seriali i snach. Kołatało mu się w głowie mgliste wspomnienie, że trenowano go do tego, by przyjął za kogoś kulę. Często śnił mu się jeden bardzo namacalny sen — poranny jogging, powietrze chłodzi spływający po czole i karku pot, ptaki ćwierkają, a on biegnie za jakimś starszym mężczyzną w spodniach dresowych i zauważa, że mężczyzna łysieje. Darcy pamiętał słuchawkę, która robiła się śliska i ciągle wypadała z ucha. Pamiętał, jak spoglądał na tłumy, jak jego serce biło szybciej, gdy baloniki pękały, a gaźniki zabytkowych skuterów strzelały, jak bezustannie czekał na szansę, by wziąć na siebie…</p>
    <p>Kulę.</p>
    <p>Darcy przestał szorować i otarł rękawem twarz. Wbił spojrzenie w szczelinę między podłogą a ścianą windy, gdzie zaklinowało się coś lśniącego, niewielki metalowy kamyk. Spróbował wyjąć go palcami, ale nie mieściły się w szczelinie. Kula. I tak nie powinien jej dotykach.</p>
    <p>Szmata wylądowała z pluskiem w wiadrze. Darcy wziął z korytarza zestaw do pobierania próbek. Winda wciąż brzęczała i brzęczała, nie mogąc znieść bezruchu, chcąc znów ruszyć w drogę.</p>
    <p>— Ochłoń trochę — szepnął Darcy. Wyjął z pudełka torebkę na próbki. Pęsety nie było tam, gdzie powinna być. Szperał na dnie, aż wreszcie ją znalazł, przeklinając ludzi z poprzednich zmian, którzy nie mieli krzty szacunku dla kolegów z pracy. To jak mieszkanie w akademiku, pomyślał Darcy. Nie, złe słowo, ale właściwe wspomnienie. Jak mieszkanie w koszarach. Pozory ładu przykrywające bałagan. Gładko zaścielona pościel na poplamionych materacach. Tacy właśnie byli ludzie, którzy nie odkładali rzeczy na odpowiednie miejsce.</p>
    <p>Za pomocą pęsety wyciągnął kulę i wrzucił ją do plastikowej torebki. Była lekko odkształcona, ale nie bardzo. Nie trafiła w nic twardego, ale w coś trafiła. Gdy potarł torebką o pocisk i spojrzał pod światło, dostrzegł na folii różową smugę. Na kuli była krew. Przyjrzał się podłodze, żeby sprawdzić, czy nie nachlapał krwawej wody w miejsce, gdzie zaklinował się pocisk i czy krew nie znalazła się tam z powodu jego niedbalstwa.</p>
    <p>Najwyraźniej nie. Mężczyzna, którego znaleziono martwego został dźgnięty w szyję, ale w pobliżu leżał pistolet. Darcy pobrał próbki krwi z dwunastu miejsc we wnętrzu windy. Technik medyczny odebrał próbki, a Stevens i szef Ochrony powiedzieli, że wszystkie pasowały do ofiary. Ale teraz Darcy najprawdopodobniej miał próbkę napastnika, który wciąż był na wolności. Mężczyzny, który zabił Erena. Prawdziwą wskazówkę.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Ściskał w ręku woreczek z próbką i czekał na windę ekspresową. Przez chwilę rozważał, czy nie zanieść jej Stevensowi — tak nakazywałyby protokoły — ale to on znalazł kulę, rozpoznał co to jest i ostrożnie ją wydobył. Zasługiwał na to, by jako pierwszy zobaczyć wyniki.</p>
    <p>Przyjechała ekspresówka i zadzwoniła radośnie. Ze środka wyszedł ewidentnie wyczerpany mężczyzna w purpurowym kombinezonie, turlając przed sobą wiadro na kółkach i mopa. Darcy, zamiast zawiadomić Stevensa o znalezisku, wezwał posiłki. Nocnego dozorcę. Uścisnęli sobie ręce. Darcy podziękował za to, że mężczyzna zechciał zostać na nocnej zmianie i obiecał, że mu się odwdzięczy, a potem zajął jego miejsce w windzie ekspresowej.</p>
    <p>Musiał zjechać tylko dwa piętra w dół. To szaleństwo — jechać ekspresówką dwa poziomy. W tym silosie przydałyby się schody. Nieraz potrzebował pójść piętro wyżej albo niżej, a i tak musiał czekać pięć minut na tę cholerną windę. To nie miało sensu. Westchnął i wcisnął przycisk — skrzydło medyczne. Zanim drzwi się zamknęły, usłyszał jeszcze mokre plaśnięcie mopa.</p>
    <p>Gabinet doktora Whitmore’a był zatłoczony. Nie pracownikami — był tam tylko Whitmore i dwóch zakrzątanych techników medycznych — ale ciałami. Na płytach leżały dwa dodatkowe ciała. Jedno należało do kobiety, którą znaleziono martwą dzień wcześniej; Darcy pamiętał, że miała na imię Anna. Drugie należało do Erena, byłego szefa silosu. Whitmore siedział przy komputerze, pisząc na klawiaturze, podczas gdy technicy zajmowali się denatami.</p>
    <p>— Sir?</p>
    <p>Whitmore odwrócił się. Jego wzrok powędrował z twarzy Darcy’ego na jego dłonie.</p>
    <p>— Co tam mamy?</p>
    <p>— Jeszcze jedną próbkę. Na pocisku. Zrobi pan testy?</p>
    <p>Whitmore machnął ręką na jednego z mężczyzn na sali operacyjnej, który wyszedł, przeciągając się.</p>
    <p>— Możesz się tym zająć?</p>
    <p>Technik nie wyglądał na podekscytowanego. Ściągnął poplamione krwią rękawiczki i cisnął do zlewu, żeby potem je umyć i wysterylizować.</p>
    <p>— Zobaczmy — powiedział.</p>
    <p>Maszyna uwinęła się szybko. Przez chwilę popiskiwała, zaszumiała, a potem wypluła z siebie kartkę papieru. Technik sięgnął po wyniki, nim zdążył to zrobić Darcy.</p>
    <p>— Aha. Mamy trafienie. Należy do… Hm. Dziwne.</p>
    <p>Darcy spojrzał na raport. Zobaczył wykres paskowy, ten unikalny kod UPC ludzkiego DNA. Poziom rozmaitych substancji we krwi był zaszyfrowany nieodgadnionymi skrótami: <emphasis>IFG, PLT, Hgb</emphasis>. Lecz w miejscu, gdzie powinny znaleźć się szczegółowe informacje z rejestru personelu, widniało tylko: <emphasis>Emer</emphasis>. Reszta pól była pusta.</p>
    <p>— Emer — powiedział technik. Podszedł do umywalki, żeby umyć dłonie i rękawiczki. — Dziwne imię. Kto normalny by sobie takie wybrał?</p>
    <p>— Gdzie są pozostałe wyniki? — zapytał Darcy. — Te wcześniejsze.</p>
    <p>Technik wskazał na kosz z papierami stojący u stóp doktora Whitmore’a, który nadal stukał w klawisze. Darcy przetrząsnął kosz i znalazł jeden z wcześniejszych wydruków. Uniósł obie kartki obok siebie.</p>
    <p>— To nie imię — powiedział Darcy. — Ono znalazłoby się w pierwszej linijce. To oznaczenie lokalizacji. — Na drugim wyniku pod imieniem „Eren” widniał numer sali w kriosekcji oraz koordynaty komory zmarłego. Darcy przypomniał sobie nazwę jednej z mniejszych sal kriosekcji.</p>
    <p>— Personel awaryjny — powiedział z satysfakcją. <emphasis>Emergency personnel</emphasis>. Rozwiązał zagadkę. Uśmiechnął się do pomieszczenia, ale pozostali wrócili już do pracy.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Sala oznaczona jako „Personel Awaryjny” była najmniejszym pomieszczeniem kriosekcji. Darcy przystanął przed metalowymi drzwiami. Widział swój oddech. Wstukał kod, a panel zamrugał na czerwono i zabrzęczał z dezaprobatą. Wprowadził więc główny kod ochrony, a drzwi szczęknęły i wsunęły się w ścianę.</p>
    <p>Serce łomotało mu ze strachu i podekscytowania. Nie tyle podążał szlakiem wskazówek, co pozwalał porwać się temu szlakowi. Personel Awaryjny zarezerwowano na najbardziej ekstremalne przypadki, na sytuacje, gdy okazywało się, że Ochrona nie wystarczy. Przez gęstą mgłę przebijały się wspomnienia z czasów, gdy policjanci wycofywali się, aby zrobić miejsce ciężko opancerzonym ludziom, którzy wyskakiwali z półciężarówek i z militarną precyzją przejmowali budynek. Czy on sam był kimś takim? W poprzednim życiu? Nie pamiętał. Poza tym, ci tutaj byli inni. Wielu z nich budzono całkiem niedawno. Darcy pamiętał, że tak było, gdy zaczynał bieżącą zmianę. Byli pilotami. Pamiętał, że któregoś dnia zauważył zmarszczki fal na powierzchni swojej kawy. Później dowiedział się, że zrzucano z dronów bomby. Chodził od kapsuły do kapsuły, szukając pustej. Jak podejrzewał, ktoś nie poszedł spać, kiedy powinien. Albo został obudzony, by robić złe rzeczy.</p>
    <p>Ta ostatnia możliwość napawała go strachem. Kto miał dostęp do takiego personelu? Kto miał możliwość budzenia ich w tajemnicy przed wszystkimi? Podejrzewał, że niezależnie od tego, komu przedstawi swoje odkrycia, informacja powędruje w górę łańcucha dowodzenia i w końcu trafi do osoby lub osób za to odpowiedzialnych. Uświadomił sobie coś jeszcze: ofiarą mordercy padł nie kto inny tylko obecny szef całego silosu, szef wszystkich silosów. Sprawa była poważna. Śmiertelnie poważna. Konflikt pomiędzy szefami silosu? Jeśli się w niego wplącze, może już nigdy nie zaparzyć przełożonemu kawy ani nie umyć upaćkanej krwią podłogi.</p>
    <p>Sprawdził już dwie trzecie kriokomór i zaczynał podejrzewać, że może się mylił. To wszystko było zbyt naciągane. Udawał kogoś, kim nie był. Pomyślał, że nie znajdzie pustej kapsuły, bo nie ma żadnej wielkiej konspiracji, nikt z kierownictwa nie zabija ludzi…</p>
    <p>A wtedy zajrzał do środka i nie zobaczył twarzy za szybą ani szronu na szkle. Dotknął jej, uzyskując pewność: kapsuła była wyłączona. Miała temperaturę otoczenia, była chłodna, ale nie lodowata. Sprawdził wyświetlacz. Obawiał się, że on również okaże się wyłączony, ale nie, urządzenie miało zasilanie. Imienia nie było. Tylko numer.</p>
    <p>Darcy wyjął wydruk z raportem i kliknął długopisem. Tylko numer. Podejrzewał, że imię właściciela komory było zastrzeżone. Ale miał sprawcę. O tak, miał sprawcę. I choć nie znał jego imienia, wiedział, gdzie ci piloci spędzali czas, gdy odbywali zmianę. Miał silne podejrzenie co do tego, gdzie ten zaginiony człowiek z raną postrzałową mógł się ukrywać.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>46</p>
    </title>
    <p>Charlotte zaczekała do rana, zanim znów odpaliła radio. Tym razem wiedziała, co chce powiedzieć. Wiedziała też, że nie ma wiele czasu. Rano znów słyszała ludzi za drzwiami windy dla dronów. Szukali jej.</p>
    <p>Gdy uzyskała pewność, że sobie poszli, rozejrzała się na zewnątrz. Zabrali resztę notatek Donalda z sali konferencyjnej. Poszła do łazienki i zmieniła opatrunek. Zabandażowana rana zmieniła się w paskudny skrzep. Spodziewała się, że z sali na końcu korytarza zniknie radio, ale pomieszczenie sterowania było nietknięte. Widocznie nawet nie zaglądali pod folię, zakładając, że całe wyposażenie stanowiło część operacji. Odkryła radio. Urządzenie zabrzęczało, gdy włączyła zasilanie. Porozkładała między narzędziami teczki Donny’ego.</p>
    <p>Wspomniała słowa brata. Powiedział, że nie będą żyć wiecznie. Bez kriokomór nie przetrwają na tyle długo, by zobaczyć skutki swoich działań. I dlatego ciężko było ludzi, mieszkańców tych trzydziestu paru silosów, które zostały? Nie zrobić nic znaczyło skazać większość z nich na śmierć. Charlotte miała ochotę zacząć krążyć nerwowo po sali. Podniosła mikrofon i zastanowiła się nad tym, co właśnie zamierzała zrobić: skontaktować się z obcymi. Ale kontakt był lepszy od nasłuchiwania. Poprzedniego dnia czuła się jak operator telefonu alarmowego, który mógł tylko słuchać, jak dokonuje się przestępstwo, niezdolny do odpowiedzi i wysłania pomocy.</p>
    <p>Upewniła się, że pokrętło jest nastawione na siedemnastkę i dostroiła głośność oraz tłumienie zakłóceń, aż usłyszała cichy syk szumu. Jakimś sposobem garstce ludzi udało się przetrwać zagładę silosu. Charlotte podejrzewała, że przeszli górą. Ich burmistrz — ta Juliette, z którą rozmawiał jej brat — udowodniła, że to możliwe. Charlotte podejrzewała, że właśnie to przykuło uwagę jej brata. Po kombinezonie, nad którym pracował Donny domyślała się, że marzył o ucieczce. Możliwe, że ci ludzie znaleźli na to sposób.</p>
    <p>Pootwierała teczki brata i rozłożyła jego odkrycia na blacie. Był wśród nich ranking silosów posortowanych według szans przetrwania. Był też list od Senatora, pakt samobójczy. I mapa silosów, ale nie z iksami, tylko z czerwonymi liniami, które zbiegały się w jednym punkcie. Charlotte poukładała notatki i spróbowała się uspokoić. Nie obchodziło jej, że mogą odkryć jej kryjówkę. Cholernie dobrze wiedziała, co chciała powiedzieć i co, jak sądziła, gorąco pragnął powiedzieć Donny, choć nie wiedział jak.</p>
    <p>— Halo, mieszkańcy silosu osiemnastego. Mieszkańcy silosu siedemnastego. Nazywam się Charlotte Keene. Słyszycie mnie? Odbiór.</p>
    <p>Czekała na odpowiedź; własna śmiałość przyprawiła ją o uderzenie adrenaliny. Nadała w eter swoje imię i nazwisko. Bardzo możliwe, że wetknęła kij w mrowisko, w którym się ukrywała. Znała jednak prawdy, które same cisnęły się na usta. Jej brat przebudził ją w tym koszmarze, lecz ona pamiętała jeszcze wcześniejszy świat, świat zielonej trawy i błękitnego nieba. Tamten świat mignął jej też w trakcie lotu dronem. Gdyby urodziła się w takiej rzeczywistości i nie znała żadnej innej, czy chciałaby, aby jej powiedziano? Aby ją przebudzono? Czy chciałaby, żeby ktoś wyznał jej prawdę? Na krótką chwilę zapomniała o bólu w barku. Pulsowanie zostało zepchnięte na bok przez mieszankę strachu i ekscytacji…</p>
    <p>— Słyszę cię głośno i wyraźnie — odpowiedział ktoś, głos mężczyzny. — Szukasz kogoś na osiemnastym? Chyba nikogo tam nie ma. Powtórz, jak się nazywasz?</p>
    <p>Charlotte ścisnęła mikrofon.</p>
    <p>— Nazywam się Charlotte Keene. Kto mówi?</p>
    <p>— Mówi Tom Higgins, szef komitetu do spraw planowania. Jesteśmy na komisariacie zastępcy szeryfa na siedemdziesiątym piątym. Słyszeliśmy, że coś się zawaliło i lepiej, żebyśmy zostali tutaj. Co się tam na dole dzieje?</p>
    <p>— Nie jestem pod wami — powiedziała Charlotte. — Jestem w innym silosie.</p>
    <p>— Powtórz. Kto mówi? Keene? Nie pamiętam twojego nazwiska ze spisu ludności.</p>
    <p>— Charlotte Keene. Czy jest z wami pani burmistrz? Juliette?</p>
    <p>— Mówisz, że jesteś w naszym silosie? Jesteś z środkowych pięter?</p>
    <p>Charlotte zaczęła wyjaśniać; pomyślała, że może się to okazać niezwykle trudne. Nagle przerwał jej inny głos. Znajomy głos.</p>
    <p>— Tu Juliette.</p>
    <p>Charlotte nachyliła się i zwiększyła głośność. Wcisnęła przycisk mikrofonu.</p>
    <p>— Juliette, nazywam się Charlotte Keene. Rozmawiałaś z moim bratem Donnym. To znaczy, Donaldem. — Denerwowała się. Zrobiła pauzę, żeby wytrzeć dłonie o nogawkę. Gdy puściła mikrofon, mężczyzna, z którym wcześniej rozmawiała powiedział na tej samej częstotliwości:</p>
    <p>— …słyszałem, że nasz silos padł. Możesz to potwierdzić? Gdzie jesteś?</p>
    <p>— Jestem w Maszynowni, Tom. Zobaczę się z wami, kiedy będę mogła. Tak, nasz silos padł. Tak, powinniście zostać tam, gdzie jesteście. A teraz pozwól mi się dowiedzieć, czego ona chce.</p>
    <p>— Jak to „padł”? Nie rozumiem.</p>
    <p>— Jest martwy, Tom. Wszyscy zginęli. Możesz porwać ten swój zasrany spis ludności na strzępy. A teraz zejdź z częstotliwości. Zaraz, a możemy zmienić kanał?</p>
    <p>Charlotte czekała na reakcję mężczyzny. A potem zdała sobie sprawę, że pani burmistrz mówiła do niej. Pospiesznie wcisnęła przycisk nadawania, żeby nie wyprzedził jej jakiś inny głos.</p>
    <p>— Tak… jasne. Mogę nadawać na wszystkich częstotliwościach.</p>
    <p>Szef komitetu do spraw planowania, czy jak on się tam nazywał, znów się wciął:</p>
    <p>— Powiedziałaś „zginęli”? To twoja wina?</p>
    <p>— Kanał osiemnasty — powiedziała Juliette.</p>
    <p>— Osiemnasty — powtórzyła Charlotte. Z głośników popłynęła seria gorączkowych pytań. Jednym ruchem pokrętła uciszyła mężczyznę.</p>
    <p>— Mówi Charlotte Keene na kanale osiemnastym, odbiór.</p>
    <p>Czekała. Czuła się, jakby zaciągnięto ją na stronę, z dala od niepożądanych uszu.</p>
    <p>— Tu Juliette. Skąd wiesz, że znam twojego brata? Na którym piętrze jesteś?</p>
    <p>Charlotte nie mogła uwierzyć, że tak ciężko im to zrozumieć. Wzięła głęboki oddech.</p>
    <p>— Nie piętrze. Silosie. Jestem w silosie pierwszym. Kilka razy rozmawiałaś z moim bratem.</p>
    <p>— Jesteś w silosie pierwszym. Donald to twój brat.</p>
    <p>— Zgadza się. — Wyglądało na to, że wreszcie się zrozumiały. Co za ulga.</p>
    <p>— Zadzwoniłaś, żeby napawać się zwycięstwem? — zapytała Juliette. W jej głosie rozbrzmiała nagle iskra życia, przebłysk agresji. — Masz pojęcie, co zrobiliście? Ilu ludzi zabiliście? Twój brat mówił, że jest w stanie tego dokonać, ale mu nie wierzyłam. Nigdy mu nie wierzyłam. Jest teraz z tobą?</p>
    <p>— Nie.</p>
    <p>— No to mam mu coś do przekazania. I mam nadzieję, że mi uwierzy: od teraz jedyne, o czym myślę, to jak go zabić i upewnić się, że to się już nigdy nie powtórzy. Powiedz mu to.</p>
    <p>Charlotte przeszedł zimny dreszcz. Ona myślała, że to jej brat sprowadził na nich zagładę. Lepkimi od potu dłońmi objęła mikrofon. Nacisnęła guzik, ale się zaciął. Musiała stuknąć nim o stół, żeby się odblokował.</p>
    <p>— Donny nie… Możliwe, że już nie żyje — powiedziała Charlotte, powstrzymując łzy.</p>
    <p>— Jaka szkoda. W takim razie dorwę jego następcę.</p>
    <p>— Nie, posłuchaj mnie. Donny… on tego nie zrobił. Przysięgam. Jacyś ludzie go zabrali. Nie wolno mu było w ogóle z wami rozmawiać. Chciał wam coś powiedzieć, ale nie wiedział jak. — Charlotte zwolniła przycisk mikrofonu, modląc się, żeby nieznajoma jej uwierzyła.</p>
    <p>— Twój brat ostrzegał mnie, że może wcisnąć przycisk i zabić nas wszystkich. No cóż, ten przycisk został wciśnięty, a mój dom zniszczony. Ludzie, na których mi zależy nie żyją. Nawet jeśli wcześniej nie próbowałam was dorwać, dranie, to cholernie pewne, że teraz zamierzam.</p>
    <p>— Zaczekaj — powiedziała Charlotte. — Posłuchaj. Mój brat ma kłopoty. Ma kłopoty, bo z wami rozmawiał. My dwoje nie jesteśmy w to zamieszani.</p>
    <p>— Ta, jasne. Chcecie, żebyśmy się rozgadali. Żebyśmy powiedzieli wam jak najwięcej. A potem nas zniszczycie. Ciągle z nami pogrywacie. Wysyłacie nas na czyszczenie, a tak naprawdę zatruwacie powietrze. Oto co robicie. Napełniacie nas strachem przed wami i przed sobą nawzajem, więc wysyłamy własnych ludzi na zewnątrz, zatruwając świat naszą nienawiścią i lękiem, prawda?</p>
    <p>— Nie… Posłuchaj, przysięgam, że nie mam pojęcia, o czym mówisz. Ja… może trudno ci będzie w to uwierzyć, ale ja pamiętam czasy, kiedy świat był całkiem inny. Kiedy można było żyć i oddychać na zewnątrz. I myślę, że część świata może znów taka być. Jest taka już teraz. Oto co mój brat chciał ci powiedzieć: że istnieje nadzieja.</p>
    <p>Pauza. Ciężki oddech. Charlotte znów poczuła pulsowanie w barku.</p>
    <p>— Nadzieja.</p>
    <p>Charlotte czekała. Radio syczało na nią jak wściekły oddech przez zaciśnięte zęby.</p>
    <p>Miała rację. Ta Juliette miała rację. Jak inaczej mogła przebiegać taka rozmowa? Jak jej brat dawał radę? Rozmawiały ze sobą obce rasy, które jakimś sposobem mówiły tym samym językiem. Rozmawiali ze sobą bogowie i śmiertelnicy. Charlotte próbowała porozumieć się z mrówkami, które troszczyły się o swoje podziemne labirynty, nie o powierzchnię. Nie zdoła sprawić, żeby dostrzegli…</p>
    <p>I nagle Charlotte uświadomiła sobie, że ta Juliette nic nie wie o jej własnym piekle. I to właśnie jej powiedziała.</p>
    <p>— Ciężko pobili mojego brata — powiedziała Charlotte. — Bardzo możliwe, że już nie żyje. To stało się na moich oczach. A mężczyzna, który to zrobił była dla nas obojga jak ojciec. — Próbowała się nie rozkleić i nie pozwolić, by załamał jej się głos. — A teraz polują na mnie. Uśpią mnie albo zabiją i sama nie wiem, czy jest jakaś różnica. Trzymają nas zamrożonych przez długie lata, podczas gdy mężczyźni odbywają zmiany. Są tu komputery, które grają w swoje gry i pewnego dnia zdecydują, który z waszych silosów będzie wolny. Pozostałe zginą. Wszystkie z wyjątkiem jednego zginą. I nie ma nic, co możemy zrobić, żeby to zatrzymać.</p>
    <p>Zaczęła niezdarnie kartkować notatki. Chciała znaleźć ranking, ale nie mogła go odszukać przez zasłonę łez. Zamiast niego wyjęła mapę. Juliette się nie odzywała, pewnie równie zmieszana piekłem Charlotte, co Charlotte jej. Ale należało to powiedzieć. Te okropne prawdy musiały zostać wypowiedziane. Przyjemnie było je komuś wyznać.</p>
    <p>— My… tylko Donny i ja próbowaliśmy wymyślić sposób, żeby wam pomóc, wam wszystkim, przysięgam. Mój brat… on darzył twoich ludzi sympatią. — Charlotte puściła mikrofon, żeby Juliette nie usłyszała jej płaczu.</p>
    <p>— Moich ludzi — powtórzyła Juliette przygaszonym głosem.</p>
    <p>Charlotte kiwnęła głową i wzięła głęboki oddech.</p>
    <p>— Twój silos.</p>
    <p>Zaległa długa cisza. Charlotte wytarła twarz rękawem.</p>
    <p>— Czemu sądzisz, że ci zaufam? Wiesz, co zrobiliście? Ilu osobom odebraliście życie? Zginęły tysiące…</p>
    <p>Charlotte sięgnęła do pokrętła głośności, żeby ściszyć radio.</p>
    <p>— …a wkrótce reszta z nas do nich dołączy. A ty mówisz, że chcesz pomóc. Kim ty, do cholery, jesteś?</p>
    <p>Juliette czekała na jej odpowiedź. Charlotte zbliżyła twarz do syczącej skrzynki. Ścisnęła mikrofon.</p>
    <p>— Miliardy — powiedziała. — Zginęły miliardy.</p>
    <p>Odpowiedź nie nadeszła.</p>
    <p>— Zabiliśmy więcej ludzi niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Liczbę tak wielką, że już nawet traci sens. Zabiliśmy niemal wszystkich. Wydaje mi się, że… strata kilku tysięcy… nie zostaje nawet dostrzeżona. Oto dlaczego są do tego zdolni.</p>
    <p>— Kto? Twój brat? Kto to zrobił?</p>
    <p>Charlotte otarła łzy z policzków i potrząsnęła głową.</p>
    <p>— Nie. Donny nigdy by tego nie zrobił. To był… pewnie nie macie odpowiedniego wyrazu w swoim słowniku. Człowiek, który kiedyś stał na czele świata. Zaatakował mojego brata. Znalazł nas. — Charlotte zerknęła na drzwi, jakby spodziewając się, że Thurman wyważy kopniakiem drzwi, żeby zrobić z nią to samo co z jej bratem. Wetknęła kij w mrowisko, nie miała co do tego wątpliwości.</p>
    <p>— To on zabił świat i twoich ludzi. Nazywa się Thurman. Był… kimś w rodzaju burmistrza.</p>
    <p>— Wasz burmistrz zabił mój świat. Nie twój brat, ale ten drugi człowiek. Czy on zabił też świat, w którym teraz się znajduję? Jest martwy od dziesięcioleci. Ten świat też zabił?</p>
    <p>Juliette myślała o silosach jako o całych światach, uświadomiła sobie Charlotte. Pamiętała jak pewnego razu spytała iracką dziewczynkę o drogę do innego miasta. Tamta rozmowa była w innym języku i w innym świecie, a mimo to była łatwiejsza.</p>
    <p>— Człowiek, który zabrał mojego brata zabił szerszy świat. — Charlotte spojrzała na notatkę w teczce, wydruk zatytułowany <emphasis>Pakt</emphasis>. Jak jej to wyjaśnić?</p>
    <p>— Masz na myśli świat poza silosami? Świat, w którym na powierzchni rosły zboża, a w silosach trzymano nasiona, nie ludzi?</p>
    <p>Charlotte wypuściła powietrze. Jej brat musiał im opowiadać więcej niż sądziła.</p>
    <p>— Tak. Tamten świat.</p>
    <p>— Tamten świat jest martwy od tysięcy lat.</p>
    <p>— Od setek lat — powiedziała Charlotte. — A my… my żyjemy od bardzo dawna. Kiedyś… mieszkałam w tamtym świecie. Widziałam go, zanim go zrujnowali. Ludzie w moim silosie to zrobili. Mówię ci.</p>
    <p>Zapadła cisza. To było jak implozja po wybuchu bomby. Jednoznaczne przyznanie się do winy. Charlotte dokonała tego, co — jak sądziła — jej brat zawsze pragnął zrobić. Przyznać przed tymi ludźmi, co zrobili. Wymalować tarczę strzelniczą. Zachęcić do odwetu. Zasługiwali na to.</p>
    <p>— Gdyby to była prawda, chciałabym was wszystkich zabić. Rozumiesz mnie? Masz pojęcie, jak my żyjemy? Wiesz, jak wygląda świat na zewnątrz? Widziałaś go?</p>
    <p>— Tak.</p>
    <p>— Na własne oczy? Bo ja tak.</p>
    <p>Charlotte wciągnęła powietrze.</p>
    <p>— Nie — przyznała. — Nie na własne oczy. Przez kamerę. Ale zajrzałam dalej niż ktokolwiek i mogę ci powiedzieć, że tam jest lepiej. Myślę, że masz rację, zatruwamy świat, ale wydaje mi się, że ta trucizna nie sięga daleko. Myślę, że otacza nas wielka chmura. Za tą chmurą jest błękitne niebo i szansa na życie. Musisz mi uwierzyć: gdybym mogła pomóc wam się wydostać i wszystko naprawić, zrobiłabym to bez wahania.</p>
    <p>Nastąpiła długa pauza. Bardzo długa pauza.</p>
    <p>— Jak?</p>
    <p>Ja… chyba nie jestem w stanie wam pomóc. Mówię tylko, że gdybym mogła, zrobiłabym to. Wiem, że jesteście teraz w tarapatach, ale ja też nie mam się tu najlepiej. Kiedy mnie znajdą, pewnie mnie zabiją. Albo coś w tym stylu. Zrobiłam… — Do tknęła leżącego na blacie śrubokręta. — …bardzo złe rzeczy.</p>
    <p>— Moi ludzie będą chcieli mnie zabić za rolę, jaką w tym odegrałam — powiedziała Juliette. — Wyślą mnie na czyszczenie i tym razem nie wrócę. Więc chyba mamy ze sobą coś wspólnego.</p>
    <p>Charlotte zaśmiała się i otarła policzki.</p>
    <p>— Naprawdę mi przykro — powiedziała. — Przepraszam za wszystko, co przeszliście. Przepraszam za to, co wam zrobiliśmy.</p>
    <p>Cisza.</p>
    <p>— Dziękuję. Chcę ci zaufać i uwierzyć, że to nie ty i twój brat ponosicie winę za to, co się stało. Głównie dlatego, że ktoś mi bliski chciał, żebym uwierzyła, że twój brat próbował nam pomóc. I dlatego mam nadzieję, że kiedy już tam będę, nie staniesz mi na drodze. A teraz powiedz, czy te złe rzeczy wyrządziłaś złym ludziom?</p>
    <p>Charlotte wyprostowała się.</p>
    <p>— Tak — szepnęła.</p>
    <p>— Dobrze. Zawsze to jakiś początek. A teraz pozwól, że powiem ci coś o świecie. W swoim życiu kochałam dwóch mężczyzn i obaj starali się mnie przekonać, że świat jest dobrym miejscem i że możemy sprawić, by był lepszy. Kiedy dowiedziałam się o kopaczach, kiedy marzyłam o przekopaniu się tutaj, wydawało mi się, że znalazłam na to sposób. Ale to tylko pogorszyło sprawę. A ci dwaj pełni nadziei mężczyźni? Obaj nie żyją. Oto w jakim świecie żyję.</p>
    <p>— Kopacze? — zapytała Charlotte. Próbowała coś z tego zrozumieć. — Weszliście do drugiego silosu przez śluzę. Po wzgórzach.</p>
    <p>Juliette z początku nie odpowiedziała.</p>
    <p>— Powiedziałam za dużo. Powinnam już iść.</p>
    <p>— Nie, zaczekaj. Pomóż mi zrozumieć. Przekopaliście tunel z jednego silosu do drugiego? — Charlotte znów nachyliła się nad notatkami, wzięła mapę. Oto jedna z tych zagadek, które nie mają sensu, dopóki nie pojawi się nowa zasada albo element układanki. Prześledziła palcem jedną z czerwonych linii zbiegających się w punkcie oznaczonym jako ZIARNO.</p>
    <p>— Myślę, że to ważne — powiedział Charlotte. Ogarnęło ją podekscytowanie. Zaczynała rozumieć, jak to wszystko miało się rozegrać za dwieście lat. — Musisz mi uwierzyć: jestem ze starego świata. Przysięgam. Widziałam świat pokryty zbożem, które… tak jak mówiłaś, rosło na powierzchni. Świat na zewnątrz wygląda na zniszczony, ale myślę, że taki krajobraz nie ciągnie się w nieskończoność. Widziałam to przez moment. A jeśli chodzi o te, jak je nazywasz, kopacze… Chyba wiem, do czego mają służyć. Posłuchaj. Mam tutaj mapę, którą mój brat uważał za ważną. Jest na niej mnóstw linii, które prowadzą do miejsca oznaczonego jako ZIARNO.</p>
    <p>— Ziarno — powtórzyła Juliette.</p>
    <p>— Tak. Te linie są proste jak od linijki, co wcześniej wydawało mi się bez sensu. Ale teraz myślę, że prowadzą do lepszego miejsca. Myślę, że kopacz, który znaleźliście nie służy do kopania między silosami. Uważam, że…</p>
    <p>Za jej plecami rozległ się jakiś dźwięk. Charlotte z trudem przyjęła to do wiadomości, choć przecież spodziewała się tego od wielu godzin, od kilku dni. Tak bardzo przywykła do samotności — pomimo strachu, że po nią idą, pomimo pełnej świadomości, że po nią przyjdą.</p>
    <p>— Uważasz, że co? — dopytywała Juliette.</p>
    <p>Charlotte odwróciła się i w tym momencie drzwi otworzyły się gwałtownie. W korytarzu stał mężczyzna ubrany jak ci, którzy przytrzymywali jej brata. Przyszedł po nią, całkiem sam, wykrzykiwał, żeby się nie ruszała, krzyczał, żeby uniosła ręce do góry. Mierzył do niej z pistoletu.</p>
    <p>Z radia wciąż sączył się głos Juliette. Prosiła, by Charlotte mówiła dalej, by powiedziała do czego miały służyć kopacze, by się zgłosiła. Ale Charlotte była zbyt zajęta wykonywaniem poleceń mężczyzny. Jedną rękę trzymała nad głową, drugą tak wysoko, jak pozwalał na to ból. Wiedziała, że to koniec.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>47</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Generator zamruczał i ożył. Coś zagrzechotało w brzuszysku potężnego kopacza, a potem lampy zamrugały i jedna po drugiej rozbłysły, oświetlając pompownię, salę generatora i główny korytarz. Rozległy się radosne okrzyki, wyczerpani mechanicy zaczęli klaskać, a Juliette zdała sobie sprawę, jak ważne są takie małe zwycięstwa. Światło paliło się tam, gdzie wcześniej była wilgoć i mrok.</p>
    <p>Dla niej każdy oddech był małym zwycięstwem. Ciążyła jej śmierć Lukasa, tak jak strata Petera, Marshy i Nelsona. Ludzie w IT, których poznała i którym wybaczyła — nie żyli. Pracownicy ze stołówki. Praktycznie wszyscy nad Zaopatrzeniem, wszyscy, którzy nie rzucili się do ucieczki. Każda śmierć była niczym zgniatający pierś ciężar. Juliette wzięła głęboki oddech i zdziwiła się, że w ogóle dała jeszcze radę oddychać.</p>
    <p>Teraz mechanikami dowodziła Courtnee, wypełniając próżnię po Shirly. Wraz ze swoją ekipą podłączała światła i okablowanie, nastawiała pompy. Juliette snuła się bez celu jak duch. Miała wrażenie, że dostrzega ją tylko garstka ludzi. Tylko jej ojciec i kilkoro najbliższych przyjaciół, lojalnych do bólu.</p>
    <p>Na tyłach maszyny zastała Walkera, który w ciasnocie, w pobliżu źródła zasilania czuł się bardziej jak w domu. Spojrzał na nią znad radia i stwierdził, że jest sprawne, choć rozładowane.</p>
    <p>— Mógłbym w parę godzin sklecić ładowarkę — powiedział przepraszająco.</p>
    <p>Juliette przyjrzała się pasowi transmisyjnemu, z którego zgarnięto ziemię i gruz, żeby mógł posłużyć za blat roboczy Walkerowi i ekipie kopiącej. Walker był w trakcie paru projektów dla Courtnee: rozpoznała kilka rozgrzebanych pomp i coś, co wyglądało na rozmontowane detonatory górnicze. Juliette podziękowała i powiedziała, że i tak niedługo wyruszy na górę; zarówno na komisariatach jak i w IT na trzydziestym czwartym na pewno znajdzie ładowarki.</p>
    <p>Nieco dalej przy pasie transmisyjnym zauważyła członków ekipy kopiącej pochylonych nad jakimś schematem. Juliette wzięła ze stanowiska Walkera radio i swoją latarkę, poklepała go po plecach i dołączyła do nich.</p>
    <p>Erik, stary sztygar, z cyrklem w ręku mierzył odległości na schemacie. Juliette przecisnęła się między nimi, żeby lepiej widzieć. Był to rysunek układu silosów, który przed kilkoma tygodniami przyniosła z IT. Widniały na nim porozmieszczane w równych odstępach okręgi, kilka było przekreślonych. Między dwoma silosami wyrysowano trasę, jaką przebył kopacz. Ekipa kopiąca tunel korzystała z tego schematu w charakterze mapy, posiłkując się domysłami Juliette co do kierunku i długości jej marszu.</p>
    <p>— Moglibyśmy dokopać się do szesnastki w dwa tygodnie — wyliczył Erik.</p>
    <p>Bobby stęknął.</p>
    <p>— Daj spokój. Dotarcie tutaj zajęło nam więcej czasu.</p>
    <p>— Liczę na waszą podwyższoną motywację, żeby się stąd wydostać — odparł Erik.</p>
    <p>Ktoś się zaśmiał.</p>
    <p>— Co jeśli tam nie jest bezpiecznie? — zapytał Fitz.</p>
    <p>— Pewnie nie jest — powiedziała Juliette.</p>
    <p>Usmolone twarze odwróciły się do niej, jakby dopiero ją zauważając.</p>
    <p>— W każdym masz przyjaciół? — zapytał szyderczo Fitz. Juliette wyczuwała panujące w grupie napięcie. Większość tych ludzi zdołała zabrać ze sobą rodzinę: swoich bliskich, dzieci, braci i siostry. Ale nie wszyscy.</p>
    <p>Juliette wcisnęła się między Bobby’ego i Hylę. Postukała palcem jeden z okręgów na mapie.</p>
    <p>— Mam przyjaciół tutaj — oznajmiła.</p>
    <p>Zakołysała się żarówka nad ich głowami, cienie kiwały się po mapie jak pijane. Erik przeczytał na głos oznaczenie okręgu, który wskazała.</p>
    <p>— Silos pierwszy — Prześledził palcem trzy rzędy silosów pomiędzy tamtym miejscem a ich aktualną pozycją. — To potrwałoby znacznie dłużej.</p>
    <p>— Nie szkodzi — powiedziała. — Idę sama.</p>
    <p>Oczy wzniosły się znad mapy i spoczęły na niej. Ciszę zakłócały tylko pomruki generatora na drugim końcu kopacza.</p>
    <p>— Pójdę powierzchnią. I wiem, że każdy ładunek burzący jest dla was na wagę złota, ale widziałam, że po wykopaniu tunelu zostało wam parę skrzynek. Chciałabym wziąć tyle, żeby wystarczyło na wybicie otworu w szczycie silosu.</p>
    <p>— O czym ty mówisz? — zapytał Bobby.</p>
    <p>Juliette nachyliła się nad mapą i prześledziła trasę palcem.</p>
    <p>— Zamierzam pójść górą w zmodyfikowanym kombinezonie. Przymocuję do drzwi tamtego silosu tyle lasek dynamitu, ile dam radę, a potem otworzę skurwysyna jak puszkę zupy.</p>
    <p>Fitz posłał jej bezzębny uśmiech.</p>
    <p>— To jakich ty tam masz przyjaciół?</p>
    <p>— Martwych — powiedziała Juliette. — Tam żyją ludzie, którzy nam to zrobili. To przez nich zewnętrzny świat nie nadaje się do życia. Pora, żeby sami w nim zamieszkali.</p>
    <p>Przez chwilę nikt się nie odzywał. Ciszę przerwał Bobby.</p>
    <p>— Jak grube są drzwi śluzy? — zapytał. — No, przecież je widziałaś.</p>
    <p>— Trzy-cztery cale.</p>
    <p>Erik poskrobał się po brodzie. Juliette zauważyła, że co drugi z zebranych mężczyzn kalkulował coś w głowie. Żaden nie zamierzał jej powstrzymać.</p>
    <p>— Trzeba by od dwudziestu do trzydziestu lasek — odezwał się ktoś.</p>
    <p>Juliette odszukała mówiącego wzrokiem, nie rozpoznawała go. Może to ktoś z środkowych pięter, komu udało się zbiec na dół. Ale miał na sobie kombinezon mechanika.</p>
    <p>— U podstawy klatki schodowej odgrodziliście się calowej grubości płytą. Użyliśmy ośmiu lasek, żeby się przez to przebić. Obstawiałbym, że tu potrzeba trzy-cztery razy tyle.</p>
    <p>— Jesteś z tych przeniesionych? — zapytała Juliette.</p>
    <p>— Tak, proszę pani — przytaknął. A Juliette odniosła wrażenie, że pod warstwą sadzy i brudu dostrzega mieszkańca góry. Jednego z ludzi oddelegowanych z IT, żeby wesprzeć pracowników Maszynowni. Kogoś, kto wysadził barykadę, którą wznieśli jej przyjaciele w trakcie powstania. Wiedział, co mówi.</p>
    <p>Juliette spojrzała na pozostałych.</p>
    <p>— Zanim odejdę, skontaktuję się z paroma silosami i podpytam, czy by was nie przygarnęli. Muszę was jednak ostrzec: szefowie silosów pracują dla tych ludzi. Jeśli przebijecie się przez ich ściany, może was nakarmią, a może zabiją. Nie wiem, ile rzeczy nadaje się tutaj do użytku, ale możliwe, że najlepiej zrobicie, jeśli tu zostaniecie. Wyobraźcie sobie, co my byśmy sobie pomyśleli, gdyby kilkuset nieznajomych przebiło się do wnętrza naszego domu i chciało u nas zamieszkać.</p>
    <p>— Pozwolilibyśmy im zostać — powiedział Bobby.</p>
    <p>Fitz uśmiechnął się szyderczo.</p>
    <p>– Łatwo ci mówić, masz dwójkę dzieci. Co z tymi, których obejmuje loteria?</p>
    <p>Na te słowa kilka osób zaczęło mówić jeden przez drugiego. Erik walnął dłonią w pas transmisyjny, żeby ich uciszyć.</p>
    <p>— Wystarczy — powiedział i omiótł zebranych gniewnym spojrzeniem. — Ona ma rację. Musimy najpierw wiedzieć, dokąd idziemy. W międzyczasie możemy zająć się podporami. Przydadzą nam się wszystkie dźwigary z tutejszych kopalni, a to znaczy, że mamy mnóstwo wody do wypompowania i chodników do zbadania.</p>
    <p>— Jak dokładnie będziemy kierować tą maszyną? — zapytał Bobby. — Kurewsko ciężko było doprowadzić ją tutaj. Nie za bardzo lubi skręcać.</p>
    <p>Erik kiwnął głową.</p>
    <p>— Już o tym pomyślałem. Wykopiemy ziemię wokół niej, żeby miała dość miejsca na obrót w miejscu. Court mówiła, że da się uruchamiać gąsienice pojedynczo, kawałeczek w przód z jednej strony, kawałeczek w tył z drugiej. Obróci się, jeśli wokół nie będzie ziemi.</p>
    <p>Raph stanął u boku Juliette. Do tej pory trzymał się na uboczu.</p>
    <p>— Idę z tobą — oznajmił.</p>
    <p>Juliette zrozumiała, że to nie było pytanie. Kiwnęła głową.</p>
    <p>Gdy Erik skończył wyjaśniać robotnikom, co mają robić ludzie zaczęli się rozchodzić. Juliette zwróciła na siebie uwagę Erika i pokazała mu radio.</p>
    <p>— Zanim odejdę, zobaczę się jeszcze z Courtnee i moim tatą. Mam też przyjaciół, którzy poszli na farmy. Kiedy tylko znajdę drugie radio, poślę ci je przez kogoś. I ładowarkę. Jeśli znajdę silos, który was przygarnie, dam ci znać.</p>
    <p>Erik kiwnął głową. Zaczął coś mówić, ale wokół wciąż kręcili się ludzie, więc machnięciem ręki poprosił ją na stronę. Juliette oddała radio Raphowi i poszła za nim.</p>
    <p>Po paru krokach Erik rozejrzał się i dał jej znak, żeby poszła trochę dalej. A potem jeszcze trochę, aż wreszcie znaleźli się na końcu pasa, gdzie kołysała się i mrugała ostatnia żarówka.</p>
    <p>— Słyszałem, co niektórzy gadają — zagaił Erik. — Chcę, żebyś wiedziała, że to gówno prawda, jasne?</p>
    <p>Juliette zrobiła zdezorientowaną minę. Erik wziął głęboki oddech, spoglądając spode łba na robotników.</p>
    <p>— Moja żona pracowała na sto dwudziestych, kiedy się zaczęło. Wszyscy biegli w górę, a ona, choć chciała do nich dołączyć, pobiegła na dół, prosto do dzieci. Tylko ona jedna z całego piętra się uratowała. Przedarła się przez niekiepski tłum. Ludziom całkiem odbiło.</p>
    <p>Juliette uścisnęła go za ramię.</p>
    <p>— Cieszę się, że jej się udało. — Patrzyła na błyski rozkołysanej żarówki w oczach Erika.</p>
    <p>— Jules, do cholery, słuchaj co mam do powiedzenia. Tego ranka obudziłem się na zardzewiałej stalowej płycie. Kark mi zdrętwiał, boli jak diabli, dzieciaki leżą na mnie jak na materacu, tyłka prawie nie czuję od tego chłodu…</p>
    <p>Juliette zaśmiała się.</p>
    <p>— …ale Lesley leży i na mnie patrzy. Jakby gapiła się już od dłuższego czasu. A moja żona spogląda na nas jak tkwimy w tej pordzewiałej norze i mówi „dzięki Bogu, że mieliśmy dokąd uciec”.</p>
    <p>Juliette odwróciła się i otarła łzy. Erik chwycił ją za rękę i zmusił ją, by spojrzała mu w oczy. Nie zamierzał pozwolić, aby się wycofała.</p>
    <p>— Nie znosiła tego podkopu. Nienawidziła go. Nie cierpiała tego, że brałem drugą zmianę, nie cierpiała go, bo ja ciągle biadoliłem, że kazałaś powyciągać dźwigary i zasypać szóstkę. Nienawidziła podkopu, bo ja go nienawidziłem. Rozumiesz?</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową.</p>
    <p>— No jasne, wiem jak każdy inny, że jesteśmy udupieni. Nie sądzę, żeby pomysł z drugim tunelem wypalił, ale zajmie nas to do chwili, gdy i na nas przyjdzie pora. Do tego czasu będę budził się obolały obok kobiety, którą kocham z nadzieją, że następnego ranka też się obok niej obudzę, a każdy z takich poranków to dar. To nie jest piekło. To jest coś, co następuje przed nim. A ty nam to ofiarowałaś.</p>
    <p>Juliette wytarła łzy z policzków. Część niej nienawidziła się za to, że płakała przed Erikiem. Inna część pragnęła zarzucić mu ręce na szyję i zaczął szlochać. W tej chwili tęskniła za Lukasem bardziej niż mogłaby to sobie wyobrazić.</p>
    <p>— Nie wiem, jak się skończy ta twoja wyprawa, ale bierz wszystko, czego ci potrzeba. Jeśli będę przez to musiał kopać gołymi rękami, niech tak będzie. Dorwij tych skurwieli. Chcę ich zastać w piekle, kiedy już się tam znajdę.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>48</p>
    </title>
    <p>Juliette odszukała swojego ojca w zaimprowizowanej klinice w opustoszałym, zardzewiałym magazynie. Raylee, elektryk z drugiej zmiany w dziewiątym miesiącu ciąży, leżała na śpiworze z mężem u boku, oboje z rękami na jej brzuchu. Juliette przywitała się z nimi i pomyślała, że ich dziecko może okazać się pierwszym w historii człowiekiem urodzonym w innym silosie niż jego rodzice. To dziecko nigdy nie pozna błyszczącej Maszynowni, w której pracowali i żyli, nigdy nie zawędruje na bazar, żeby posłuchać muzyki albo obejrzeć sztukę, może nigdy nie spojrzy na działający ekran wyświetlający obraz zewnętrznego świata. A jeśli to dziewczynka, istnieje ryzyko, że będzie miała własne dzieci tak jak Hannah, bo nikt jej nie ostrzeże.</p>
    <p>— Już się zbierasz? — zapytał ojciec Juliette.</p>
    <p>Przytaknęła.</p>
    <p>— Przyszłam się tylko pożegnać.</p>
    <p>— Mówisz to tak, jakbym miał cię już nigdy nie zobaczyć. Pójdę na górę sprawdzić co u dzieci, kiedy już załatwię sprawy tu na dole. Kiedy przywitam naszego gościa. — Uśmiechnął się do Raylee i jej męża.</p>
    <p>— Przyszłam pożegnać się na jakiś czas — poprawiła się Juliette. Wymogła na pozostałych obietnicę, że nikomu nie powiedzą o jej planach, zwłaszcza Courtnee i jej ojcu. Po raz ostatni ścisnęła ojca za ramię, starając się, by ten dotyk jej nie zdradził.</p>
    <p>— Chciałam, żebyś wiedział — powiedziała, puszczając — że te dzieciaki są dla mnie jak moje własne, których nigdy nie będę mieć. Więc gdy mnie nie będzie, żeby się nimi zająć, pomagaj Solo, jeśli dasz radę… Czasem myślę, że to największy dzieciak z nich wszystkich.</p>
    <p>— Tak zrobię. I wiem. I przykro mi z powodu Marcusa. To moja wina.</p>
    <p>— Nie, tato, proszę. Nie obwiniaj się. Po prostu… dbaj o nich, kiedy ja nie będę mogła. Sam wiesz, że czasem pochłania mnie do reszty jakiś durny projekt.</p>
    <p>Kiwnął głową.</p>
    <p>— Kocham cię — powiedziała. A potem odwróciła się jak najszybciej, żeby się nie zdradzić. W korytarzu stał Raph z ciężkim workiem na ramieniu. Juliette wzięła na plecy drugi taki worek. Wyszli wspólnie poza obręb świateł, w półmrok. Nie zapalali latarek — korytarze były wystarczająco znajome, a oczy szybko przyzwyczajały się do ciemności.</p>
    <p>Minęli nieobsadzoną bramkę ochrony. Juliette zauważyła wąż z powietrzem do oddychania i wspomniała moment, gdy tędy płynęła. Przed nimi jaśniała mdława, zielona poświata awaryjnych lamp. Ruszyli w mozolną drogę na górę. Dzieci były na dolnych farmach, w swoim dawnym domu. Solo również. Chciała się z nimi zobaczyć, a potem ruszyć na górę, na komisariat zastępcy szeryfa, gdzie miała nadzieję znaleźć ładowarkę i drugie radio. Jeśli dopisze im szczęście i unikną opóźnień, jeszcze tej nocy powinni dotrzeć do jej dawnego domu w laboratorium czyszczenia, gdzie Juliette skonstruuje swój ostatni kombinezon.</p>
    <p>— Pamiętałeś o detonatorach od Walkera? — zapytała. Miała wrażenie, że o czymś zapomniała.</p>
    <p>— Jasne. I o bateriach, o które prosiłaś. I napełniłem nam manierki. Wszystko gra.</p>
    <p>— Tylko się upewniałam.</p>
    <p>— A co z modyfikacją kombinezonów? — zapytał Raph. — Na pewno masz wszystko co potrzebne? Ile ich właściwie zostało?</p>
    <p>— Więcej niż trzeba — odparła Juliette. Miała ochotę powiedzieć mu od razu, że nawet dwa kombinezony to więcej niż trzeba. Raph z pewnością myślał, że będzie jej towarzyszył przez całą drogę. Szykowała się na tę konfrontację.</p>
    <p>— No tak, ale ile? Jestem ciekaw. Do tej pory nie wolno było o takich sprawach rozmawiać…</p>
    <p>Juleitte pomyślała o magazynach pomiędzy trzydziestym czwartym i trzydziestym piątym, o bunkrach między piętrami, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność.</p>
    <p>— Dwieście… może trzysta kombinezonów — powiedziała. — Więcej niż byłam w stanie policzyć. Przerobiłam tylko parę z nich.</p>
    <p>Raph gwizdnął.</p>
    <p>— To wystarczyłoby na kilkaset lat czyszczenia, co? Zakładając, że wysyłalibyśmy jednego na rok.</p>
    <p>Juliette pomyślała, że Raph ma rację. I, jak podejrzewała, prawdopodobnie taki był plan na zatruwanie powietrza: nieustający strumień wygnańców. To nie czyszczenie, lecz jego przeciwieństwo. Od tego świat stawał się brudny.</p>
    <p>— Hej, pamiętasz Ginę z Zaopatrzenia?</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową, a czas przeszły zabolał ją jak rozbity kłykieć. Uratowało się wiele osób z Zaopatrzenia, ale nie Gina.</p>
    <p>— Wiedziałaś, że się spotykaliśmy?</p>
    <p>Juliette pokręciła głową.</p>
    <p>— Nie. Przykro mi, Raph.</p>
    <p>— Taa.</p>
    <p>Zrobili obrót wokół klatki schodowej.</p>
    <p>— Gina zrobiła kiedyś analizę stanu części zapasowych. Wiesz, że mieli tam taki komputer, który wszystko wyliczał, pamiętał gdzie co jest, ile czego zamówiono i tak dalej, no nie? Pewnego razu w serwerach IT spaliło się parę chipów, pach, pach, pach, jedna awaria po drugiej, tak jak czasem u nas…</p>
    <p>— Pamiętam takie tygodnie — przyznała Juliette.</p>
    <p>— No i Gina zaczęła się zastanawiać, ile zostało czasu, zanim skończą nam się te chipy. To jedna z tych części, których nie umiemy wytworzyć, wiesz? Misterna robota. No więc przyjrzała się statystyce awarii i liczbie pozostałych chipów, i wyszło jej dwieście czterdzieści osiem lat.</p>
    <p>Juliette czekała na ciąg dalszy.</p>
    <p>— Ta liczba coś oznaczała? — zapytała.</p>
    <p>— Z początku nic. Ale ją to zaintrygowało, bo przed paroma miesiącami sporządziła podobny raport, też z ciekawości, i liczba była prawie taka sama. Parę tygodni później wysiada żarówka w jej biurze. Po prostu żarówka. Miga i przestaje świecić, a Gina zaczyna się zastanawiać. Widziałaś kiedyś magazyny z żarówkami, co nie?</p>
    <p>— Właściwie to nie.</p>
    <p>— No, są ogromne. Zabrała mnie tam kiedyś. I…</p>
    <p>Raph milczał przez parę kroków.</p>
    <p>— No i magazyn jest w połowie pusty Więc Gina robi obliczenia dla zwyczajnej żarówki i wychodzi jej zapas dla całego silosu na dwieście pięćdziesiąt jeden lat.</p>
    <p>— To praktycznie ta sama liczba.</p>
    <p>— Zgadza się. I teraz jest już naprawdę zaintrygowana — polubiłabyś ją za tę ciekawość — więc w wolnym czasie robi takie obliczenia dla drogich rzeczy typu ogniwa paliwowe i implanty antykoncepcyjne, i chipy do czasomierzy. I zawsze wychodziło jakieś dwieście pięćdziesiąt. Wtedy doszła do wniosku, że tyle zostało nam czasu.</p>
    <p>— Dwieście pięćdziesiąt lat — powiedziała Juliette. — Powiedziała ci o tym?</p>
    <p>— Tak. Mi i jeszcze paru osobom, po kielichu. Była już nieźle wstawiona. I pamiętam… — Raph zaśmiał się. — Pamiętam, co powiedział Jonny: że Gina pamięta o wynikach, które pasują do teorii, a zapomina o chybionych. I skoro o pomyłkach mowa, musi wracać do żony. A jedna z przyjaciółek Giny z Zaopatrzenia dodała, że ludzie już za czasów jej babki opowiadali takie rzeczy i że zawsze będą tak gadać. A Gina na to: nie wszyscy to jeszcze dostrzegają, bo jest wcześnie. Poczekajcie, mówiła, jakieś dwieście lat, aż ludzie zaczną łazić do pustych magazynów po ostatnie żarówki, implanty i chipy. Wtedy to będzie oczywiste.</p>
    <p>— Naprawdę żałuję, że jej tu nie ma — powiedziała Juliette.</p>
    <p>— Ja też. — Wspięli się kolejnych parę stopni. — Ale nie dlatego o tym wspominam. Mówiłaś, że zostało kilkaset kombinezonów. To jakby się zgadza, hm?</p>
    <p>— Tylko zgadywałam — odparła Juliette. — Byłam tam raptem parę razy.</p>
    <p>— Ale liczba się zgadza. Nie przypomina ci to tykającego zegara? Albo bogowie wiedzieli, ile rzeczy zmagazynować, albo nie mają wobec nas planów po określonej dacie. Przeterminujemy się jak świńskie mleko, co? W każdym razie ja odnoszę takie wrażenie.</p>
    <p>Juliette odwróciła się i spojrzała na swojego przyjaciela-albinosa, który zdawał się lśnić złowieszczo w zielonkawym świetle lamp.</p>
    <p>— Może — powiedziała Juliette. — Gina mogła mieć trochę racji.</p>
    <p>Raph pociągnął nosem.</p>
    <p>— Taaa, ale chrzanić to. Do tego czasu będziemy dawno martwi.</p>
    <p>Jego śmiech rozbrzmiał echem po klatce schodowej, ale Juliette posmutniała na te słowa. Nie chodziło tylko o to, że wszyscy, których znała do tego czasu umrą, lecz o fakt, że dzięki tej wiedzy łatwiej było przełknąć okropną, makabryczną prawdę: ich dni były policzone. Nadzieje na ocalenie czegokolwiek były płonne, w szczególności życia. Żadne życie w historii ludzkości nie zostało ocalone. Dało się je jedynie przedłużyć. Wszystko miało swój koniec.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>49</p>
    </title>
    <p>Farmy były ciemne, lampy spały smacznie, uśpione klikaniem odległych czasomierzy. W długich, liściastych korytarzach rozbrzmiewały głosy; rozdzielano działki, spierano się, kwestionowano decyzje zaraz po ich zapadnięciu. Rzeczy, które nie były niczyją własnością stawały się nią. Hannie przypominało to czasy niepokojów. Przycisnęła dziecko do piersi, trzymając się blisko Ricksona.</p>
    <p>Młody Miles szedł przodem ze swoją dogorywającą latarką. Gdy tylko zaczynała przygasać, uderzał w nią otwartą dłonią, co jakimś sposobem dodawało jej sił. Hannah obejrzała się przez ramię w kierunku klatki schodowej.</p>
    <p>— Co z Solo? Czemu to tak długo trwa? — zapytała.</p>
    <p>Nikt nie odpowiedział. Solo popędził za Elise. Dziewczynka miała w zwyczaju oddalać się, gdy coś przykuło jej uwagę, ale teraz po silosie kręciło się tylu ludzi. Hannah się martwiła.</p>
    <p>Dziecko w jej ramionach zakwiliło. Zawsze tak robiło, gdy było głodne. Takie jego prawo. Hannah stłumiła chęć poskarżenia się, że też jest głodna. Poprawiła chwyt, odpięła jeden z pasków kombinezonu i przysunęła niemowlę do piersi. Głód był tym silniejszy, że teraz jadła za dwoje. A w miejscu, gdzie kiedyś plony sięgały ramion — gdzie pusty żołądek nigdy nie był zmartwieniem — teraz poletka były zdumiewająco puste. Spustoszone. Zawłaszczone.</p>
    <p>Łodygi i liście zaszeleściły jak papier, gdy Rickson przeskoczył nad barierką, by zbadać drugi i trzeci rząd w poszukiwaniu pomidora albo ogórka, albo jagód, które rozrosły się jak chwasty pomiędzy innymi uprawami, wciskając się pomiędzy łodyżki swoich braci. Wrócił, stawiając hałaśliwe kroki i wcisnął Hannie coś do ręki, coś małego i miękkiego w miejscu, którym za długo dotykało ziemi.</p>
    <p>— Proszę — powiedział i wrócił do poszukiwań.</p>
    <p>— Dlaczego zebrali tyle naraz? — zapytał Miles, który też szukał jedzenia. Hannah powąchała podarek od Ricksona, który pachniał trochę jak dynia, choć niedojrzała. Głosy w oddali przerodziły się w kłótnię. Ugryzła kęs i wzdrygnęła się, czując gorzki smak.</p>
    <p>— Zebrali tak dużo, bo nie są rodziną — powiedział Rickson. Jego głos dobiegał zza ciemnych roślin, które trzęsły się, gdy je potrącał.</p>
    <p>Młody Miles wycelował latarkę w kierunku Ricksona, który wyłonił się z pustymi rękami zza rzędu kukurydzy.</p>
    <p>— Ale my też nie jesteśmy rodziną — powiedział Miles. — Tak naprawdę. I nigdy tak nie robiliśmy.</p>
    <p>Rickson przeskoczył przez barierkę.</p>
    <p>— Oczywiście, że jesteśmy — zaprotestował. — Mieszkamy razem i razem pracujemy, jak rodzina. Ale nie ci ludzie, nie widzieliście? Zauważyliście, że ubierają się inaczej, żeby się odróżniać? Oni nie żyją razem. Ci obcy będą ze sobą walczyć tak jak nasi rodzice. Nasi rodzice też nie byli rodziną. — Rickson rozwiązał włosy, zebrał z twarzy luźne kosmyki i związał je z powrotem. Mówił przyciszonym głosem ze wzrokiem wbitym w ciemność, skąd dobiegały odgłosy kłótni. — Zrobią to samo co nasi rodzice i zaczną walczyć o jedzenie i kobiety, aż wreszcie zabraknie i jednego, i drugiego. A to oznacza, że będziemy musieli się bronić, jeśli chcemy przeżyć.</p>
    <p>— Nie chcę walczyć — powiedziała Hannah. Skrzywiła się i odsunęła niemowlę od obolałego sutka. Zaczęła rozpinać kombinezon, żeby zmienić pierś.</p>
    <p>— Nie będziesz musiała walczyć — uspokoił ją Rickson. Pomógł jej z kombinezonem.</p>
    <p>— Poprzednio zostawili nas w spokoju — odezwał się Miles. — Żyliśmy tutaj przez wiele lat, a oni przychodzili, brali co trzeba i nie walczyli z nami. Może ci ludzie zrobią tak samo.</p>
    <p>— To było dawno temu — powiedział Rickson. Spojrzał na dziecko, które uczepiło się drugiej piersi matki, a potem ruszył wzdłuż barierki i zniknął w ciemności, by znaleźć coś jeszcze. — Zostawili nas w spokoju, bo byliśmy mali i byliśmy ich. Hannah i ja byliśmy w twoim wieku. Ty i twój brat mieliście po parę lat. Choćby nie wiadomo jak zażarte trwały walki, zostawiali dzieci same sobie, na życie albo na śmierć. To, że nas porzucili było darem.</p>
    <p>— Ale przecież przychodzili do nas — powiedział Miles. — I przynosili nam różne rzeczy.</p>
    <p>— Jak Elise i jej siostrzyczkę? — zapytała Hannah. Teraz już oboje poruszyli temat zmarłego rodzeństwa. Korytarz wypełniali zmarli, pomyślała — owoce zerwane przez bogów.</p>
    <p>— Dojdzie do walk — powiedziała Milesowi, który wciąż nie wyglądał na przekonanego. — Rickson i ja nie jesteśmy już dziećmi — dodała, kołysząc w ramionach niemowlę. Osesek stanowił przypomnienie, jak dalece odbiegli od bycia dziećmi.</p>
    <p>— Chciałbym, żeby sobie poszli — powiedział ponuro Miles. Postukał w latarkę, która w odpowiedzi plunęła światłem. — Chciałbym, żeby wszystko było jak dawniej. Chciałbym, żeby Marcus tu był. Źle mi bez niego.</p>
    <p>— Pomidor — obwieścił triumfalnie Rickson, wyłaniając się z cienia. Uniósł czerwoną kulkę do światła latarki, przez co ich twarze jakby oblały się rumieńcem. Zmaterializował się nóż. Rickson pociął warzywo na trzy części, Hannah dostała pierwszą. Czerwony sok ściekał z dłoni Ricksona, z warg Hanny i z noża. Jedli we względnej ciszy, słuchając strasznych i odległych głosów z głębi korytarza. Nóż ociekał życiem, ale był zdolny ociekać czymś gorszym.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Jimmy przeklinał pod nosem samego siebie i wspinał się po schodach. Klął tak jak kiedyś, do siebie i po cichu — słowa nie miały daleko od ust do uszu. Przeklinał samego siebie i tupał wokół centralnego słupa, wprawiając stopnie w wibracje, które łączyły się z innymi. Pilnowanie Elise stało się udręką. Wystarczyło na moment odwrócić wzrok, a ona już znikała. Tak jak Cień, gdy lampy grzewcze włączały się z donośnym trzaskiem.</p>
    <p>— Nie, nie jak Cień — wymamrotał do siebie. Cień przez większość czasu plątał się pod nogami. Zawsze się o niego potykał. Elise była inna.</p>
    <p>Minął kolejny poziom, samotny i pusty, a Jimmy przypomniał sobie, że to przecież nic nowego. Nic nagłego. Elise zawsze przychodziła i odchodziła, kiedy miała ochotę. Po prostu wcześniej, kiedy silos był pusty, nie martwił się o nią. Na tę myśl zastanowił się, co czyniło to miejsce niebezpiecznym. Może wcale nie chodziło o miejsce.</p>
    <p>— Ty!</p>
    <p>Jimmy wszedł na kolejny podest, poziom sto dwadzieścia dwa. Zza drzwi pomachał do niego mężczyzna. Miał na sobie złoty kombinezon, który coś znaczył w czasach, kiedy rzeczy miały swoje znaczenia. Była to pierwsza twarz, jaką Jimmy widział od dwunastu poziomów.</p>
    <p>— Widziałeś dziewczynkę? — zapytał Jimmy, ignorując fakt, że mężczyzna najwyraźniej sam miał jakieś pytanie. Wyciągnął dłoń na wysokość biodra. — Takiego wzrostu. Siedem lat. Brakuje jej zęba. — Wskazał na własne zęby.</p>
    <p>Mężczyzna pokręcił głową.</p>
    <p>— Nie, ale to ty jesteś tym facetem, który tu mieszkał, prawda? Tym ocalałym? — Mężczyzna trzymał w ręku nóż, który błysnął srebrzyście jak ryba w wodzie. Mężczyzna w złocie zaśmiał się i wyjrzał za barierkę platformy. — Teraz chyba wszyscy jesteśmy ocalałymi, co nie? — Chwycił jeden z gumowych węży, które wraz z Juliette przymocowali do ściany, żeby odprowadzały wodę z zalanych pięter. Wąż ustąpił pod zręcznym ruchem noża. Mężczyzna zaczął wciągać dolną część, która teraz zwisała luźno.</p>
    <p>— To służy do osuszania… — zaczął Jimmy.</p>
    <p>— Na pewno mnóstwo wiesz o tym miejscu — przerwał mężczyzna. — Przepraszam. Nazywam się Terry. Terry Harlson. Jestem z komitetu do spraw… — Zmrużył oczy. — Do diabła, pewnie nie wiesz, co to jest ani cię to nie obchodzi, prawda? Dla ciebie wszyscy jesteśmy z tego samego miejsca.</p>
    <p>— Jimmy — powiedział. — Nazywam się Jimmy, ale większość ludzi mówi mi Solo. A tamten wąż…</p>
    <p>— Masz jakiś pomysł, skąd się bierze ten prąd? — Terry wskazał ruchem głowy zielone światełka, którymi upstrzona była klatka schodowa. — Siedzimy na górze, czterdzieści pięter stąd. Tamtejsze radio ma zasilanie. Niektóre z porozwieszanych tu kabli też jest pod napięciem. To twoja robota?</p>
    <p>— Częściowo — powiedział Jimmy. — Niektóre już wcześniej miały prąd. Przechodziła tędy dziewczynka imieniem Elise. Czy może…?</p>
    <p>— Myślę, że energia idzie z góry, ale Tom kazał mi sprawdzić na dole. Mówi, że w naszym silosie prąd zawsze pochodził z dołu, więc tu też powinien. Wszystko inne się zgadza. Ale ja widziałem ślady w miejscu, do którego sięgała woda, kiedy zalało silos. Myślę, że stamtąd od dłuższego czasu nie płynie żaden prąd. Ale ty powinieneś wiedzieć, prawda? Czy to miejsce ma sekrety, które mógłbyś nam wyjawić? Bardzo bym chciał się czegoś dowiedzieć o źródle zasilania.</p>
    <p>Wąż leżał zwinięty u stóp mężczyzny. W dłoni znów błysnął nóż.</p>
    <p>— Myślałeś kiedyś o wstąpieniu do komitetu?</p>
    <p>— Muszę znaleźć moją przyjaciółkę — powiedział Jimmy.</p>
    <p>Kolejny ruch noża, ale przewód elektryczny stawiał większy opór. Miedź w środku nie chciała się poddać. Mężczyzna ściskał w ręku pętle czarnego przewodu, poruszając nożem jak piłą, a pod wilgotnym od potu podkoszulkiem napinały się mięśnie. Wreszcie kabel ustąpił, a ostrze odskoczyło do góry.</p>
    <p>— Jeśli twojej przyjaciółki nie ma na farmach, pewnie jest na górze z rozmodlonymi. Mijałem ich po drodze tutaj. Znaleźli sobie kaplicę. — Terry wskazał nożem na sufit, a potem schował go i owinął sobie kabel wokół ramienia.</p>
    <p>— Kaplica — powtórzył Jimmy. Wiedział, gdzie to jest. — Dziękuję, Terry.</p>
    <p>— Nie ma sprawy — powiedział mężczyzna, wzruszając ramionami. — Dzięki, że powiedziałeś mi, skąd się bierze ten cały prąd.</p>
    <p>— Prąd…?</p>
    <p>— No, mówiłeś, że idzie z góry. Z piętra…</p>
    <p>— Trzydziestego czwartego? Ja to powiedziałem?</p>
    <p>Mężczyzna uśmiechnął się.</p>
    <p>— Najwyraźniej.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>50</p>
    </title>
    <p>Elise widziała ludzi na dnie silosu, które wcześniej zalała woda — próbowali przekopać się przez zawalony tunel i uruchomić źródło zasilania, włączyć światła. Widziała też ludzi na farmach, którzy zbierali mnóstwo jedzenia i zastanawiali się, jak wszystkich wyżywić. A teraz była z tą trzecią grupą ludzi, którzy ustawiali meble i zamiatali podłogi, i wszystko porządkowali. Nie miała pojęcia, co próbowali osiągnąć.</p>
    <p>Miły pan, który jako ostatni widział Pieska stał na uboczu i rozmawiał z innym mężczyzną w białym ubraniu, który miał okrągły placek łysiny na czubku głowy, choć wyglądał na zbyt młodego, żeby łysieć. Jego strój był dziwaczny. Przypominał koc. Zamiast dwóch nogawek miał tylko jedną i do tego tak obszerną, że szorowała po ziemi i prawie nie widać było spod niej stóp. Miły pan z ciemnymi wąsami chyba próbował do czegoś przekonać tego drugiego. Mężczyzna w białym kocu tylko marszczył czoło i stał nieruchomo. Od czasu do czasu obaj zerkali na Elise, która martwiła się, że rozmawiają o niej. Może rozmawiali o tym, jak znaleźć Pieska.</p>
    <p>Meble ustawiano w prostych liniach, wszystkie skierowane w jedną stronę. Nie było tu żadnych stołów tak jak w salach za farmami, w których czasem jadała i gdzie chowała się pod meblami, udając, że jest szczurzycą z całą szczurzą rodzinką i że sobie rozmawiają i poruszają wąsikami. Tutaj wszystkie krzesła i ławki skierowane były ku ścianie, w której osadzono obraz z kolorowych szkiełek. Niektóre wypadły. Mężczyzna w kombinezonie pracował za tą ścianą, widać go było przez luki między szkiełkami. Rozmawiał z kimś innym, kto podał mu przez drzwi czarny przewód. Przez chwilę nad czymś pracowali, a potem za ścianą rozbłysło światło, zalewając salę różnobarwnymi promykami. Ci, którzy przestawiali meble znieruchomieli i patrzyli. Niektórzy coś szeptali. Brzmiało to tak, jakby wszyscy szeptali to samo.</p>
    <p>— Elise.</p>
    <p>Mężczyzna z ciemnymi wąsami przyklęknął obok niej. Elise drgnęła i przycisnęła do piersi torbę.</p>
    <p>— Tak? — zapytała szeptem.</p>
    <p>— Słyszałaś o Pakcie? — zapytał. Drugi mężczyzna, ten w białym kocu i z łysiną na czubku głowy stał za jego plecami, wciąż ze zmarszczonym czołem. Elise podejrzewała, że nigdy się nie uśmiechał.</p>
    <p>Kiwnęła głową.</p>
    <p>— Fakt to taka ciekawostka, którą można przeczytać o zwierzętach, na przykład o jeleniach i psach, i o szczeniaczkach.</p>
    <p>Mężczyzna uśmiechnął się.</p>
    <p>— Pakt, nie fakt. — Ale dla Elise brzmiało to podobnie. — A psy i szczeniaki to te same zwierzęta.</p>
    <p>Nie miała ochoty go poprawiać. Widziała psy w swojej książce i na bazarze, one były straszne. Szczeniaczki wcale takie nie były.</p>
    <p>— Gdzie słyszałaś o jeleniach? — zapytał mężczyzna w białym kocu. — Masz tam jakieś książeczki dla dzieci?</p>
    <p>Elise pokręciła głową.</p>
    <p>— Mamy prawdziwe książki. Widziałam jelenie. Są wysokie i śmieszne, i mają takie chude nogi, i żyją w lasach.</p>
    <p>Pana z wąsami, tego w pomarańczowym kombinezonie, nie obchodziły jelenie. Nie tak bardzo jak tego drugiego. Elise spojrzała na drzwi. Była ciekawa, gdzie się podziali wszyscy, których znała. Gdzie Solo? Powinien pomagać jej szukać Pieska.</p>
    <p>— Pakt to bardzo ważny dokument — wyjaśnił pan w pomarańczowym kombinezonie. Nagle przypomniała sobie: nazywał się pan Rash. Przedstawił się, ale dziewczynka miała słabą pamięć do imion. Nigdy nie potrzebowała pamiętać więcej niż kilku. Pan Rash był dla niej miły.</p>
    <p>— Pakt jest jak książka, tylko taka mniejsza — mówił. — Tak jak ty jesteś kobietą, tylko mniejszą.</p>
    <p>— Mam siedem lat — powiedziała Elise. Nie była już mała.</p>
    <p>— A zanim się obejrzysz, będziesz mieć siedemnaście. — Mężczyzna z wąsami wyciągnął rękę i dotknął policzka Elise. Dziewczynka cofnęła się, wystraszona, a mężczyzna spochmurniał. Odwrócił się i spojrzał na pana w białym kocu, który wciąż wpatrywał się w Elise.</p>
    <p>— Co to za książki? — zapytał mężczyzna w bieli. — Te o zwierzętach. Znalazłaś je w tym silosie?</p>
    <p>Elise poczuła, że jej ręce same powędrowały ku torbie i spoczęły w obronnym geście na albumie. Była prawie pewna, że stronę o jeleniach umieściła w swojej książce. Lubiła czytać o zielonym świecie, o łowieniu ryb i o zwierzętach, i o słońcu, i o gwiazdach. Przygryzła wargę, żeby nic nie powiedzieć.</p>
    <p>Pan z wąsami — pan Rash — przyklęknął obok niej. W rękach trzymał kawałek papieru i pałeczkę fioletowej kredy Odłożył je na ławkę obok nogi Elise i położył jej dłoń na kolanie. Drugi mężczyzna przysunął się bliżej.</p>
    <p>— Jeśli wiesz o jakichś książkach, twoim obowiązkiem wobec Boga jest nam powiedzieć, gdzie się znajdują — powiedział mężczyzna w kocu. — Wierzysz w Boga?</p>
    <p>Elise przytaknęła. Hannah i Rickson uczyli ją o Bogu i nocnych modlitwach. Świat wokół się rozmył, a Elise zauważyła, że ma łzy w oczach. Otarła je. Rickson nie znosił, kiedy płakała.</p>
    <p>— Gdzie są te książki, Elise? Jak wiele ich jest?</p>
    <p>— Mnóstwo — powiedziała, myśląc o tych wszystkich książkach, z których ukradła kartki. Solo wściekł się, gdy odkrył, że wyrywała z nich obrazki i poradniki. Ale dzięki poradnikom nauczyła się lepiej łowić ryby, a potem Solo pokazał jej, jak zszywać strony i wspólnie wędkowali.</p>
    <p>Mężczyzna w kocu przyklęknął obok niej.</p>
    <p>— Czy te książki są tutaj?</p>
    <p>— To jest ojciec Remmy — powiedział pan Rash, robiąc miejsce mężczyźnie z łysiną i przedstawiając go. — Ojciec Remmy poprowadzi nas w tych trudnych czasach. Jesteśmy wspólnotą. Wcześniej podążaliśmy za ojcem Wendelem, ale niektórzy odłączają się od stada, a inni się przyłączają. Tak jak ty.</p>
    <p>— Te książki — powiedział pan Remmy, który zdawał się młody jak na ojca, nie był chyba dużo starszy od Ricksona. — Czy one są blisko? Gdzie możemy je znaleźć? — Ruchem dłoni wskazał od ściany po sufit. Mówił w dziwny sposób: Elise czuła jego głos w swojej piersi, głos, który sprawiał, że chciała odpowiedzieć. A jego oczy — zielone jak zatopione głębiny, w których wraz z Solo łowiła ryby — kazały jej mówić prawdę.</p>
    <p>— Wszystkie są w jednym miejscu — powiedziała, pociągając nosem.</p>
    <p>— Gdzie? — szepnął mężczyzna. Trzymał ją za ręce, a drugi mężczyzna patrzył na to z dziwnym wyrazem twarzy. — Gdzie są te książki? To niezwykle ważne, moja córko. Istnieje tylko jedna książka, wiesz? Wszystkie pozostałe są pełne kłamstw. A teraz powiedz mi, gdzie one są.</p>
    <p>Elise pomyślała o książce w swojej torbie. Ona nie kłamała. Ale nie miała ochoty, żeby ten człowiek dotykał jej albumu ani jej samej. Spróbowała się odsunąć, ale jego wielkie dłonie ścisnęły mocniej. Coś poruszyło się w jego oczach.</p>
    <p>— Trzydzieści cztery — szepnęła.</p>
    <p>— Poziom trzydzieści cztery?</p>
    <p>Elise kiwnęła głową, a uścisk zelżał. Mężczyzna odsunął się, a do Elise zbliżył się pan Rash i położył swoją dłoń na jej, przykrywając obolałe miejsce, które ścisnął tamten.</p>
    <p>— Ojcze, czy możemy…? — zapytał pan Rash.</p>
    <p>Mężczyzna z okrągłą łysiną przytaknął, a pan Rash podniósł kartkę, którą odłożył na ławkę. Jedna strona była zadrukowana. Druga — zapisana odręcznie. Były tam ślady fioletowej kredy, a pan Rash zapytał, czy Elise zna litery.</p>
    <p>Elise pokiwała głową. Jej dłoń znowu opadła na torbę, żeby chronić książkę. Umiała czytać lepiej niż Miles. Hanna zadbała o to.</p>
    <p>— Umiesz napisać swoje imię? — zapytał mężczyzna. Pokazał jej kartkę papieru. U dołu były wyrysowane linie. Widniały tam dwa podpisy. Jedna linia była pusta. — O tutaj — powiedział, wskazując na tę linię. Wcisnął Elise kredę do ręki. Zdołała odczytać niektóre z napisanych słów, ale pismo było niedbałe, nagryzmolone szybko na szorstkiej powierzchni. Poza tym, wszystko widziała jak przez mgłę. — Tylko imię — nalegał. — Pokaż mi.</p>
    <p>Elise chciała sobie pójść. Chciała do Pieska i Solo, i Jewel, i nawet do Ricksona. Otarła łzy z oczu i przełknęła dławiący szloch. Jeśli zrobi to, czego chcieli, puszczą ją wolno. W pomieszczeniu zbierało się coraz więcej ludzi. Niektórzy spoglądali na nią i szeptali. Ktoś nazwał kogoś innego szczęściarzem, powiedział, że było więcej mężczyzn i kobiet i że trzeba się spieszyć, bo dla wszystkich nie wystarczy. Spoglądali na nią i czekali; meble stały teraz prosto, podłogi były zamiecione, a wokół podwyższenia porozrzucano trochę zielonych liści z zerwanych roślin.</p>
    <p>— Tutaj — powiedział pan Rash. Trzymając ją za nadgarstek, nakierował kredę nad linię. — Napisz swoje imię. — A wszyscy patrzyli. Elise znała literki. Potrafiła czytać lepiej niż Rickson. Tyle że prawie nic nie widziała. Była jak te ryby, które łowiła. Patrzyła spod wody na tych wszystkich głodnych ludzi. Mimo to napisała swoje imię. Miała nadzieję, że wtedy sobie pójdą.</p>
    <p>— Grzeczna dziewczynka.</p>
    <p>Pan Rash nachylił się i cmoknął ją w policzek. Ludzie zaczęli bić brawo. A potem człowiek w białym kocu, którego fascynowały książki zaintonował jakieś słowa głosem jednocześnie dudniącym i ładnym. Jego słowa wibrowały głęboko w piersi dziewczynki, gdy w imię Paktu ogłaszał kogoś mężem i żoną.</p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>Część IV</p>
    <p>Pył</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>51</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Darcy pojechał windą do zbrojowni. Schował do kieszeni torebkę z kulą i wynik analizy krwi, po czym wysiadł z windy i sięgnął do długiego rzędu włączników światła. Coś mu mówiło, że pilot z pustej kriokapsuły w Personelu Awaryjnym ukrywał się na tym piętrze. To tutaj znaleziono człowieka, który podszywał się pod Pasterza. Tu również stacjonowała przed około miesiącem garstka wybudzonych na krótko pilotów. On, Stevens i paru innych przeszukało poziom już kilkakrotnie, ale Darcy miał przeczucie. Zaczęło się od tego, że winda zażądała nadrzędnego kodu autoryzacyjnego zanim w ogóle zechciała go tam zabrać.</p>
    <p>Oprócz pracowników Ochrony tylko garstka najwyższej postawionych ludzi dysponowała tego typu uprawnieniami, a Darcy już przy poprzednich wizytach przekonał się czemu. Na regałach stały skrzynie z bronią i amunicją. Przykryte plandekami kształty wyglądały na drony wojskowe. Na stojakach leżały piramidy bomb. Nikt nie chciał, żeby napatoczył się tu któryś z pracowników stołówki, który pojechał po puszkę sproszkowanych ziemniaków, ale wcisnął nie ten przycisk w windzie.</p>
    <p>Poprzednie przeszukania okazały się daremne, ale pomiędzy wysokimi regałami pełnymi wielkich plastikowych skrzyń musiały istnieć tysiące zakamarków. Gdy światła się zapaliły, Darcy zmierzył półki wzrokiem. Wyobraził sobie, że sam jest tym pilotem, który dopiero co zabił człowieka i przyjechał tu windą, cały we krwi, ścigany, szukający kryjówki.</p>
    <p>Przykucnął i przyjrzał się błyszczącej posadzce przy wyjściu z windy. Cofnął się i przekrzywił głowę, spojrzał uważniej. Podłoga lśniła trochę bardziej przy drzwiach. Może to przez wzmożony ruch, może wypolerowały ją podeszwy butów. Nachylił się i wziął głęboki wdech przez nos, zauważając woń liści i sosen, cytryny i zapomnianych czasów, gdy rosły rośliny, a świat pachnął świeżością.</p>
    <p>Ktoś wyczyścił podłogę w tym miejscu. Niedawno, pomyślał. Nie wstając z klęczek, rozejrzał się po alejkach pełnych skrzyń z bronią i wyposażeniem awaryjnym, świadomy faktu, że nie był tu sam. Rzecz jasna, powinien natychmiast wrócić do Brevarda i wezwać posiłki. Miał do czynienia z człowiekiem zdolnym zabić, osobą z Personelu Awaryjnego po przeszkoleniu wojskowym, z kimś, kto miał dostęp do każdej sztuki broni w magazynie. Lecz ten człowiek był również ranny, chował się i bał. A wzywanie posiłków zdawało się kiepskim pomysłem.</p>
    <p>Nie chodziło o fakt, że to Darcy poskładał elementy układanki w jedną całość i należało mu się uznanie. Problemem była jego wciąż rosnącą pewność, że w te morderstwa zamieszane było kierownictwo najwyższego szczebla. Manipulowano kartotekami, budzono głęboko zamrożonych — a żadna z tych rzeczy nie powinna być możliwa. Ludzie, którym doniesie o swoim odkryciu mogą okazać się w to zamieszani. A Darcy był tym, który podtrzymywał prawdziwego Pasterza, podczas gdy starzec katował oszusta. To nie miało nic wspólnego z protokołami. To było cholernie osobiste. Znał tamtego skopanego faceta, widywał go bez przerwy na późnych zmianach, rozmawiał z nim od czasu do czasu. Ciężko było sobie wyobrazić, że ten gość mógłby zabijać łudzi. Wszystko stanęło na głowie.</p>
    <p>Darcy sięgnął po przypiętą na biodrze latarkę i zaczął przeszukiwać półki. Potrzebował czegoś więcej niż jaskrawego światła, czegoś więcej niż wyposażenie stróża nocnego. Na pojemnikach widniały oznaczenia z innego życia, takiego, które ledwo się pamiętało. Otworzył wieka kilku pojemników — hermetyczne zamknięcia strzelały cichutko — zanim znalazł to, czego szukał: H&amp;K kaliber.45, pistolet zarówno współczesny, jak i starożytny. Sprzęt z najwyższej półki w chwili, gdy zjechał z linii produkcyjnej — lecz po fabryce, w której powstał zostało tylko wspomnienie. Darcy załadował magazynek w nadziei, że amunicja wciąż nadawała się do użytku. Z bronią w ręku poczuł się pewniej i ruszył przez magazyn z poczuciem celu, nie tak rutynowo jak wczoraj, kiedy mieli do przeszukania osiemdziesiąt pięter.</p>
    <p>Zajrzał pod każdą z plandek. Pod jedną znalazł leżące luzem narzędzia i porozrzucane części; dron był częściowo rozmontowany albo w trakcie naprawy. Niedawna robota? Nie sposób powiedzieć. Nie było kurzu, ale i nie spodziewał się go pod plandeką. Obszedł miejsce wkoło, szukając drobin styropianu, które mogłyby spaść przy zdejmowaniu paneli sufitowych. Sprawdził biura na tyłach magazynu, rozejrzał się za miejscami, gdzie można by wspiąć się po półkach i schować się w jakiejś dużej skrzyni na górze. Ruszył do baraków i po raz pierwszy zauważył niskie, metalowe drzwi windy dla dronów.</p>
    <p>Upewnił się, że broń jest odbezpieczona. Zacisnął dłoń na uchwycie drzwi i szarpnął w górę, a potem przykucnął i wymierzył w mrok latarkę i pistolet.</p>
    <p>Omal nie strzelił do czyjejś pościeli. Była tam pozwijana sterta poduszek i koców, które w pierwszej chwili wyglądały jak śpiący człowiek. Zauważył teczki podobne do tych, które pomagał zbierać w sali konferencyjnej. Pewnie to tu ukrywał się człowiek, którego zgarnęli. Będzie musiał pokazać to Brevardowi i uprzątnąć to miejsce. Nie wyobrażał sobie, jak można tak żyć niczym szczur. Zamknął kryjówkę i skierował się do drzwi, które prowadziły do koszarów. Uchylił je i sprawdził, czy korytarz jest pusty. Poruszał się powoli od pomieszczenia do pomieszczenia. W sali sypialnej nie znalazł ani śladu ludzkiej obecności. Łazienki wciąż były ciche i puste. Niemal upiorne. Opuszczając damską ubikację, usłyszał czyjś głos. Szept. Dźwięk dobiegał zza drzwi na samym końcu.</p>
    <p>Darcy przystanął na końcu korytarza z pistoletem w gotowości. Przyłożył ucho do drzwi i nasłuchiwał.</p>
    <p>Ktoś rozmawiał. Sprawdził klamkę — niezamknięte na klucz — i wziął głęboki oddech. Jeśli tylko zobaczy, że przeciwnik sięga po broń, strzeli bez wahania. Już słyszał w głowie jak wyjaśnia Brevardowi, co zaszło — że miał przeczucie, podążył za śladem, nie pomyślał o tym, żeby wezwać posiłki, zszedł na dół i zastał tego mężczyznę, rannego i krwawiącego. Tamten sięgnął po broń. Darcy musiał się bronić. Kolejne zwłoki i kolejna zamknięta sprawa. To właśnie powie, jeśli sprawy potoczą się źle. To wszystko i jeszcze więcej przemknęło mu przez głowę, kiedy gwałtownie otwierał drzwi i unosił broń.</p>
    <p>Mężczyzna na końcu pomieszczenia odwrócił się. Darcy wrzasnął na niego, żeby nawet nie drgnął. Zbliżył się ostrożnie, zadziałały wytrenowane odruchy naturalne jak bicie serca.</p>
    <p>— Nie ruszaj się — krzyknął, a mężczyzna podniósł ręce do góry. Był to młody mężczyzna w szarym kombinezonie; jedną rękę uniósł nad głowę, drugą trzymał bezwładnie wzdłuż ciała.</p>
    <p>A wtedy Darcy zauważył, że coś jest nie tak. Wszystko było nie tak. To wcale nie był mężczyzna.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>— Nie strzelaj — błagała Charlotte. Uniosła jedną rękę, spoglądając na mężczyznę, który podszedł bliżej z pistoletem wymierzonym w jej pierś.</p>
    <p>— Wstań i odsuń się od biurka — powiedział mężczyzna. Głos nawet mu nie zadrżał. Wskazał lufą na ścianę.</p>
    <p>Charlotte zerknęła na radio. Juliette pytała, czy ją słyszy i prosiła, żeby Charlotte dokończyła myśl, lecz wolała nie wystawiać cierpliwości mężczyzny na próbę. Przemknęła wzrokiem po porozrzucanych narzędziach, śrubokrętach i cążkach do cięcia drutu, wspominając wczorajszą makabryczną walkę. Jej ramię pulsowało pod bandażem. Ból nie pozwalał jej podnieść ręki nawet do wysokości barku. Mężczyzna skrócił dystans.</p>
    <p>— Obie ręce w górę.</p>
    <p>Jego postawa — to jak trzymał broń — przywodziło jej na myśl szkolenie podstawowe. Nie miała wątpliwości, że zastrzeliłby ją.</p>
    <p>— Już wyżej nie mogę — powiedziała. Juliette wciąż błagała, żeby się odezwała. Mężczyzna spojrzał podejrzliwie na radio.</p>
    <p>— Z kim rozmawiasz?</p>
    <p>— Z jednym z silosów — odparła. Powoli sięgnęła do pokrętła głośności.</p>
    <p>— Nie dotykaj. Pod ścianę. Już.</p>
    <p>Posłuchała. Jej jedyną pociechę stanowiła nadzieja, że zabiorą ją do brata. Przynajmniej dowie się, co z nim zrobili. Dni odosobnienia i zmartwień dobiegły końca. Poczuła odrobinę ulgi, że ją odkryto.</p>
    <p>— Odwróć się twarzą do ściany. Ręce za plecy. Skrzyżuj nadgarstki.</p>
    <p>Zrobiła, co kazał. Obróciła się nieco w bok i zerknęła na niego przez ramię, kątem oka zobaczyła jak wyciąga białą, plastikową opaskę zaciskową.</p>
    <p>— Oprzyj czoło o ścianę — polecił. A potem poczuła, że się zbliżył, poczuła jego zapach, usłyszała jego oddech, a myśli o tym, żeby się odwrócić i z nim walczyć wyparowały, gdy opaska boleśnie zacisnęła się wokół jej nadgarstków.</p>
    <p>— Jest tu ktoś jeszcze? — zapytał.</p>
    <p>Pokręciła głową.</p>
    <p>— Tylko ja.</p>
    <p>— Jesteś pilotką?</p>
    <p>Charlotte kiwnęła głową. Chwycił ją za łokieć i zakręcił nią w miejscu.</p>
    <p>— Co ty tu robisz? — Zauważył obandażowane ramię, a jego oczy zwęziły się. — Eren cię postrzelił.</p>
    <p>Nie odpowiedziała.</p>
    <p>— Zabiłaś dobrego człowieka — powiedział.</p>
    <p>Charlotte napłynęły łzy do oczu. Wolałaby, żeby już zabrał ją tam, gdzie miał ją zabrać i niech ją uśpią albo pozwolą zobaczyć się z Donnym — cokolwiek miało nastąpić.</p>
    <p>— Nie chciałam — powiedziała słabym głosem.</p>
    <p>— Jak się tu dostałaś? Byłaś z pozostałymi pilotami? No bo… kobiety nie…</p>
    <p>— Obudził mnie mój brat — powiedziała Charlotte. Ruchem głowy wskazała na emblemat Ochrony na jego piersi. — Zabraliście go. — A potem przypomniała sobie dzień, w którym przyszli po Donny’ego, a młody mężczyzna podtrzymywał Thurmana. Rozpoznała człowieka, który przed nią stał, a do oczu napłynęło jej więcej łez. — Czy on… jeszcze żyje?</p>
    <p>Mężczyzna odwrócił na chwilę wzrok.</p>
    <p>— Tak. Ledwo.</p>
    <p>Charlotte poczuła spływające po policzku łzy. Mężczyzna znów na nią spojrzał.</p>
    <p>— To twój brat?</p>
    <p>Kiwnęła głową. Z rękami skrępowanymi na plecach nie mogła wytrzeć nosa, nie mogła nawet sięgnąć do barku, żeby wytrzeć go w kombinezon. Była zaskoczona, że przyszedł tutaj całkiem sam i że nie wezwał posiłków.</p>
    <p>— Mogę się z nim zobaczyć? — zapytała.</p>
    <p>— Wątpię. Dzisiaj go usypiają. — Wycelował pistolet w radio, gdy Juliette znów zaczęła domagać się odpowiedzi. — To nic dobrego, wiesz. Wystawiasz tych ludzi na niebezpieczeństwo. Co ty sobie myślałaś?</p>
    <p>Przyjrzała się mężczyźnie. Był mniej więcej w jej wieku, lekko po trzydziestce i wyglądał bardziej na żołnierza niż gliniarza.</p>
    <p>— Gdzie pozostali? — zapytała. Zerknęła na drzwi. — Czemu mnie nie zabierasz?</p>
    <p>— Zrobię to. Ale najpierw chcę coś zrozumieć. Jak ty i twój brat… jak się wydostaliście?</p>
    <p>— Mówiłam już, obudził mnie. — Charlotte zerknęła na stół, gdzie leżały notatki Donny’ego. Zostawił po sobie pootwierane teczki. Na wierzchu leżała mapa, spod niej wyglądał wydruk Paktu. Strażnik odwrócił się, żeby sprawdzić, na co patrzyła. Odsunął się i położył rękę na jednym z folderów.</p>
    <p>— A kto obudził twojego brata?</p>
    <p>— Czemu go o to nie zapytacie? — Charlotte zaczynała się niepokoić. Fakt, że nie zabierał jej do pozostałych nie wróżył nic dobrego, całkiem jakby działał poza zasadami. Widziała w Iraku mężczyzn, którzy działali poza zasadami. Nigdy nie obili tego w dobrym celu.</p>
    <p>— Proszę, po prostu zabierz mnie do brata — powiedziała. — Poddaję się. Tylko mnie stąd zabierz.</p>
    <p>Spojrzał na nią ze zmrużonymi oczami, a potem znów skierował uwagę na foldery.</p>
    <p>— Co to jest? — Podniósł mapę i przyjrzał jej się uważnie, a potem odłożył i podniósł kolejną kartkę. — Z tamtego pokoju zabraliśmy całe skrzynie takich dokumentów. Nad czym wy tu, do cholery, pracowaliście?</p>
    <p>— Po prostu mnie stąd zabierz — błagała Charlotte. Zaczynała się bać.</p>
    <p>— Za chwilkę. — Przyjrzał się radiu, znalazł pokrętło głośności, ściszył. Odwrócił się plecami do biurka i oparł się o nie, pistolet trzymał swobodnie przy biodrze. Zaraz zdejmie spodnie, uświadomiła sobie Charlotte. Zmusi ją, żeby uklękła. Nie widział kobiety od kilkuset lat, chciał się nauczyć je budzić. Oto czego chciał. Charlotte zaczęła rozważać ucieczkę do drzwi, mając nadzieję, że strzeli i albo spudłuje, albo trafi ją prosto w…</p>
    <p>— Jak masz na imię? — zapytał.</p>
    <p>Charlotte poczuła płynące po policzku łzy. Jej głos zadrżał, ale zdołała wyszeptać swoje imię.</p>
    <p>— Ja jestem Darcy. Spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy.</p>
    <p>Charlotte zaczęła się trząść. Dokładnie to spodziewała się usłyszeć od mężczyzny, który zaraz zrobi coś potwornego.</p>
    <p>— Chcę po prostu zrozumieć, co się tu wyprawia, zanim oddam cię w ich ręce. Bo wszystko, co dzisiaj widziałem sugeruje, że ta sprawa jest większa niż ty i twój brat. Większa niż moje stanowisko. Do diabła, równie dobrze może się okazać, że kiedy zabiorę cię na górę, to <emphasis>mnie</emphasis> uśpią, a ciebie odstawią z powrotem, żebyś kontynuowała pracę.</p>
    <p>Charlotte zaśmiała się. Odwróciła głowę i wytarła o ramię łzę, która zawisła jej na brodzie.</p>
    <p>— Mało prawdopodobne — powiedziała. Zaczynała podejrzewać, że ten człowiek naprawdę nie zamierzał jej skrzywdzić i że był tak zaciekawiony, na jakiego wyglądał. Jej spojrzenie powędrowało ku teczkom.</p>
    <p>— Wiesz, co dla nas zaplanowali? — zapytała.</p>
    <p>— Trudno powiedzieć. Zabiłaś bardzo ważnego człowieka. Nie powinniście być na chodzie. Zgaduję, że wsadzą was do głębokiego zamrażania. Żywych czy martwych? Nie wiem.</p>
    <p>— Nie, nie pytam, co zrobią ze mną i moim bratem… tylko co zaplanowali dla nas wszystkich. Co się stanie po ostatniej ze zmian.</p>
    <p>Darcy zamyślił się na moment.</p>
    <p>— Nie… Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.</p>
    <p>Wskazała na foldery.</p>
    <p>— Wszystko tam jest. Kiedy mnie uśpią, nie będzie miało znaczenia, czy będę żywa czy martwa. Nigdy się już nie obudzę. Tak samo jak twoja siostra albo mama, albo żona. I wszyscy, których tu trzymają.</p>
    <p>— Zmyślasz — powiedział Darcy. — Nie masz pojęcia, co się stanie po…</p>
    <p>— Zapytaj szefa. Zobacz, co ci powie. Albo szefa twojego szefa. Nie przestawaj pytać. Może w sekcji głębokiego zamrażania dadzą ci kapsułę obok mojej.</p>
    <p>Darcy mierzył ją wzrokiem przez jedno uderzenie serca. Odłożył pistolet i rozpiął górny guzik swojego kombinezonu. A potem kolejny. Rozpinał guziki aż dotarł do pasa, a Charlotte wiedziała już, że nie myliła się co do jego intencji. Szykowała się, żeby na niego skoczyć, kopnąć między nogi, ugryźć go…</p>
    <p>Darcy wziął teczki, po czym wsunął je sobie za plecy i upchnął do szortów. Zaczął zapinać kombinezon.</p>
    <p>— Przejrzę je. A teraz chodźmy. — Podniósł pistolet i wskazał na drzwi, a Charlotte z wdzięcznością odetchnęła. Szła, mijając stacje sterowania dronami. Czuła się wewnętrznie rozdarta. Wcześniej wolała, żeby ją stąd zabrał, ale teraz pragnęła porozmawiać z nim nieco dłużej. Wcześniej się go bała, teraz chciała mu zaufać. Wydawałoby się, że aresztowanie i uśpienie przyniosą jej wybawienie, ale teraz inne wybawienie pojawiło się w zasięgu ręki.</p>
    <p>Z bijącym mocno sercem maszerowała korytarzem. Darcy zamknął drzwi do sali sterowania. Charlotte minęła koszary i łazienki, a potem zaczekała na niego na końcu korytarza, ze skrępowanymi na plecach rękami nie mogąc otworzyć drzwi.</p>
    <p>— Wiesz, znałem twojego brata — odezwał się Darcy, przytrzymując dla niej drzwi. — Nigdy bym go o nic nie podejrzewał. Tak samo jak ciebie.</p>
    <p>Charlotte pokręciła głową.</p>
    <p>— Nie chciałam nikogo skrzywdzić. My tylko szukaliśmy prawdy.</p>
    <p>Szła przez zbrojownię w kierunku windy.</p>
    <p>— Na tym polega problem z prawdą — powiedział Darcy. — I kłamcy, i uczciwi twierdzą, że ją mają. To stawia ludzi takich jak ja w trudnym położeniu.</p>
    <p>Charlotte zatrzymała się gwałtownie, co zaniepokoiło Darcy’ego, który cofnął się o krok i mocniej ścisnął pistolet.</p>
    <p>— Chodźmy dalej — rozkazał.</p>
    <p>— Zaczekaj — powiedziała Charlotte. — Chcesz prawdy? — Odwróciła się i ruchem głowy wskazała śpiące pod brezentem drony. — Co powiesz na to, żeby przestać ufać temu, co ci mówią inni? Nie musisz wybierać, komu wierzyć. Pozwól, że ci pokażę. Sam się przekonaj, co się kryje tam na zewnątrz.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>52</p>
    </title>
    <p>Jego bok tonął we fiolecie, czerni i błękicie. Donald stał w rozpiętym do bioder kombinezonie i przytrzymywał w górze podkoszulek, oglądając swoje żebra w lustrze w łazience. Pośrodku morza siniaków widniała pomarańczowo-żółta plama. Dotknął jej — ledwo ją musnął opuszkami palców — a wtedy impuls elektryczny przebiegł mu przez nogi aż po kolana. Omal się nie przewrócił i dopiero po chwili odzyskał oddech. Delikatnie opuścił koszulę, zapiął kombinezon i pokuśtykał z powrotem na łóżko.</p>
    <p>Bolały go golenie od osłaniania się przed kopniakami Thurmana. Na przedramieniu miał guz wielki jak drugi łokieć. A przy każdym ataku kaszlu miał ochotę umrzeć. Próbował spać. Sen stanowił metodę na zabicie czasu, na wymiganie się od teraźniejszości. Był wybawieniem dla przygnębionych, niecierpliwych i umierających. Donald zaliczał się do wszystkich trzech.</p>
    <p>Zgasił światło przy łóżku i leżał w ciemności. Kriokomory i zmiany to wyolbrzymione formy snu, myślał. Nienaturalność to raczej kwestia stopnia niż rodzaju. Niedźwiedzie hibernują przez jedną porę roku. Ludzie hibernują co noc. Dzień to zmiana, którą wytrzymuje się niczym najmniejszą drobinę życia, a całe krótkoterminowe planowanie prowadzi tylko do kolejnego okresu ciemności — i nikt nie poświęca wiele uwagi połączeniu tych dni w coś przydatnego, w łańcuch cennych pereł. To tylko kolejny dzień do przetrwania.</p>
    <p>Kaszlnął; po jego żebrach przemknęły pioruny agonii, błysnęło mu przed oczami. Modlił się o omdlenie, o utratę świadomości, ale władający jego losem bogowie byli wytrawnymi oprawcami. Sprawiali ból — ale nie za dużo. <emphasis>Nie zabijajcie go</emphasis>, słyszał szept jednej rany do drugiej. <emphasis>Jest nam potrzebny żywy, żeby mógł cierpieć za to, co zrobił.</emphasis></p>
    <p>Kaszel ustąpił, zastąpiony posmakiem miedzi na ustach. Krwawa mgiełka bryznęła mu na kombinezon — ale nie dbał o to. Odchylił głowę do tyłu, spocony z bólu i wysiłku, nasłuchując wątłych jęków, które wydobywały się spomiędzy jego warg.</p>
    <p>Mijały godziny albo minuty. Dni. Ktoś zastukał w drzwi, szczęknął zamek, ktoś pstryknął włącznikiem światła. To pewnie strażnik z obiadem albo śniadaniem, albo jakimś innym bezsensownym wyznacznikiem pory dnia. To pewnie Thurman, który przyszedł, żeby go pouczać, przesłuchiwać albo zabrać i uśpić.</p>
    <p>— Donny?</p>
    <p>To była Charlotte. Światła w korytarzu za jej plecami były przyciemnione. Gdy się zbliżyła, w drzwiach stanął mężczyzna, ktoś z Ochrony. Znaleźli ją i zamykali. Ale przynajmniej dali ofiarowali mu tę chwilę. Usiadł za szybko, omal nie stracił równowagi. Objęli się nawzajem, krzywiąc się z bólu.</p>
    <p>— Moje żebra — syknął Donald.</p>
    <p>— Uważaj na rękę — ostrzegła go siostra.</p>
    <p>Puściła go i cofnęła się o krok. Donald już miał zapytać, co jej się stało w rękę, ale ona przyłożyła sobie palec do ust.</p>
    <p>— Szybko — powiedziała. — Tędy.</p>
    <p>Donald przeniósł spojrzenie na mężczyznę w drzwiach. Strażnik rozglądał się po korytarzu, bardziej martwiąc się tym, że ktoś mógłby tamtędy przechodzić niż tym, że więźniowie uciekną. Ból żeber zelżał, gdy do Donalda dotarło, co się dzieje.</p>
    <p>— Wychodzimy? — zapytał.</p>
    <p>Jego siostra przytaknęła i pomogła mu wstać. Donald podążył za nią na korytarz.</p>
    <p>Miał tak wiele pytań, ale cisza była teraz najważniejsza. Później przyjdzie czas na pytania. Strażnik zamknął drzwi na klucz. Charlotte już szła do windy, a Donald kuśtykał za nią boso; lewa nowa piekła go przy każdym kroku. Znajdowali się na poziomie administracyjnym. Mijali kolejne biura: Księgowość, gdzie zarządzano zapasami i częściami zamiennymi, Ewidencję, gdzie gromadzono i wprowadzano do serwerów najważniejsze wydarzenia ze wszystkich silosów, Kontrolę Populacji, skąd pochodziło tak wiele jego raportów. We wszystkich biurach panowała o tej porze cisza, pewnie było nad ranem.</p>
    <p>Bramka była nieobstawiona. Za nią czekała na nich winda, brzęcząc bezustannie w trybie wstrzymania. Donald zauważył intensywny zapach detergentu, jaki unosił się w środku. Charlotte uderzyła w przycisk wstrzymania windy, zeskanowała swój identyfikator i wybrała piętro — zbrojownia. Strażnik wcisnął się bokiem przez zamykające się drzwi, a Donald dostrzegł w jego dłoni pistolet. Zrozumiał, że nie trzymał broni na wypadek, gdyby ktoś ich nakrył. Nie byli do końca wolni. Młody mężczyzna stanął po drugiej stronie windy, czujnie spoglądając na niego i jego siostrę.</p>
    <p>— Znam cię — odezwał się Donald. — Pracujesz na nocną zmianę.</p>
    <p>— Darcy — powiedział strażnik. Nie podał mu ręki. Donald przypomniał sobie pustą bramkę ochrony i zrozumiał, że mężczyzna powinien przy niej stać.</p>
    <p>— No tak, Darcy. Co się dzieje? — zwrócił się do siostry. Spod podkoszulka z krótkim rękawem wystawał opatrunek. — Jesteś ranna?</p>
    <p>— Nic mi nie jest. — Z wyraźnym niepokojem spoglądała na zaświecające się numery pięter. — Puściliśmy kolejnego drona. — Odwróciła się do Donalda. — Przedostał się.</p>
    <p>— Widziałaś to? — Rany popadły w zapomnienie, mężczyzna z bronią w ręku już się nie liczył. Minęło tak wiele czasu od pierwszego lotu i przebłysku błękitnego nieba, że Donald zaczął wątpić w to, co zobaczył, zaczął podejrzewać, że to w ogóle nie miało miejsca. Pozostałe loty okazały się fiaskiem, nie dotarli tak daleko. Winda zwolniła, zbliżając się do magazynu.</p>
    <p>– Świat nie przepadł — potwierdziła Charlotte. — Tylko nasz fragment.</p>
    <p>— Wynośmy się z windy — powiedział Darcy i machnął pistoletem. — A potem chcę się dowiedzieć, co się do diabła dzieje. I posłuchajcie: nie zawaham się odstawić was do celi przed końcem nocnej zmiany. Wyprę się tego, że kiedykolwiek rozmawialiśmy.</p>
    <p>Gdy tylko weszli do zbrojowni, Donald wziął głęboki, świszczący oddech i poklepał się po tylnej kieszeni. Wyjął chustkę i rozkaszlał się, pochylony do przodu, żeby zmniejszyć ucisk na żebra. Szybko złożył i schował szmatkę, żeby Charlotte nic nie widziała.</p>
    <p>— Przyniesiemy ci wodę — powiedziała, spoglądając na magazyn pełen zapasów.</p>
    <p>Donald zbył ją machnięciem ręki i zwrócił się do Darcy’ego.</p>
    <p>— Dlaczego nam pomagasz? — zapytał ochryple.</p>
    <p>— Nie pomagam wam — odparł z naciskiem Darcy. — Słucham tego, co macie do powiedzenia. — Skinął na Charlotte. — Twoja siostra rzuciła parę śmiałych stwierdzeń, a ja sobie trochę poczytałem, kiedy składała drona do kupy.</p>
    <p>— Dałam mu twoje notatki — wyjaśniła Charlotte. — I pokazałam mu lot. Pomógł mi wystrzelić maszynę. Posadziłam ją w morzu trawy. Prawdziwej trawy, Donny. Czujniki wytrzymały jeszcze pół godziny. Siedzieliśmy i po prostu patrzyliśmy.</p>
    <p>— Tak czy inaczej — powiedział Donald, spoglądając na Darcy’ego — nie znasz nas.</p>
    <p>— Swoich szefów też nie znam. Tak naprawdę. Ale widziałem, jaki dostałeś wycisk i nie czułem się z tym najlepiej. Wy dwoje o coś walczycie, może o coś złego, co będę chciał udaremnić, ale zauważyłem pewną zależność. Wystarczy, że zadam pytanie, które wykracza poza moje obowiązki i przepływ informacji się urywa. Chcą, żebym pracował na nocną zmianę i zostawiał im co rano dzbanek świeżej kawy, ale pamiętam, że w innym życiu byłem kimś więcej. Uczono mnie wykonywać rozkazy, ale nie ufać im bezgranicznie.</p>
    <p>Donald ponuro kiwnął głową. Zastanawiał się, czy ten młody człowiek był żołnierzem wysłanym na misję. Zastanawiał się, czy cierpiał na syndrom stresu pourazowego i czy brał jakieś leki. Coś sobie przypominał, coś wracało — coś w rodzaju sumienia.</p>
    <p>— Powiem ci, co tu się dzieje — powiedział Donald. Poprowadził ich w kierunku rzędów regałów z puszkowaną wodą i wojskowymi racjami. — Mój dawny szef… facet, przez którego teraz kuleję… wyjaśnił mi kilka rzeczy. Więcej niżby chciał. Większości domyśliłem się sam, ale on wypełnił parę luk.</p>
    <p>Donald uniósł wieko jednej z drewnianych skrzyń, które wcześniej podważyła jego siostra. Skrzywił się z bólu, a Charlotte podbiegła, by mu pomóc. Wyjął puszkę wody, otworzył ją z trzaskiem i pociągnął długi łyk, a Charlotte wyjęła jeszcze dwie puszki. Darcy przełożył pistolet do drugiej ręki, żeby przyjąć wodę. Donald czuł obecność otaczających ich skrzyń pełnych broni. Miał ich dość. Jakimś sposobem strach przed pistoletem w dłoni Darcy’ego się rozwiał. Ból w piersi był innego rodzaju raną postrzałową. Szybka śmierć byłaby błogosławieństwem.</p>
    <p>— Nie jesteśmy pierwszymi, którzy próbowali pomóc któremuś z silosów — powiedział Donald. — Tak powiedział mi Thurman. I teraz wiele rzeczy nabiera sensu. Chodźcie. — Poprowadził ich do innej alejki. Nad ich głowami zamigała żarówka. Niedługo się przepali. Donald był ciekaw, czy ktokolwiek pofatyguje się, żeby ją wymienić. W gąszczu plastikowych skrzyń odnalazł tę, której szukał. Spróbował ściągnąć ją z półki, ale żebra zaprotestowały. Pomimo bólu uniósł pojemnik, a Charlotte pomagała mu jedną ręką. Wspólnymi siłami zanieśli skrzynię do sali konferencyjnej. Darcy szedł z tyłu.</p>
    <p>— Robota Anny — stęknął, stawiając pojemnik na stole konferencyjnym. Darcy zapalił światła. Pod grubą taflą szkła tkwił schemat silosów. Szyba poznaczona była starymi, woskowymi notatkami, które łokcie, teczki i szklanki z whisky zatarły do nieczytelności. Jego pozostałe zapiski przepadły, ale to nieważne. Potrzebował spojrzeć na coś starego, coś z przeszłości, z poprzedniej zmiany. Wyciągnął parę folderów i rzucił je na blat. Charlotte zaczęła je kartkować. Darcy został przy drzwiach, raz po raz spoglądając na podłogę w korytarzu, gdzie wciąż widniały plamki zaschniętej krwi.</p>
    <p>— Jakiś czas temu zamknięto silos za nadawanie na kanale ogólnym. Nie na mojej zmianie. — Wskazał na stole silos dziesiąty, na którym wciąż dało się dojrzeć pozostałości czerwonego iksa. — Krótki impuls sumienia nadany na paru kanałach, a potem go zamknęli. Ale to silos czterdziesty zajął Annę na większość roku. — Odnalazł teczkę, której szukał, otworzył ją. Na widok jej pisma oczy zaszły mu mgłą. Zawahał się, przebiegając dłońmi po jej słowach i wspominając to, co zrobił. Zabił jedyną osobę, która próbowała mu pomóc, jedyną osobę, która go kochała. Jedyną, która usiłowała pomóc tym silosom. A wszystko z powodu poczucia winy i pogardy dla samego siebie za to, że odwzajemniał jej miłość.</p>
    <p>— Tu mamy podsumowanie wydarzeń — powiedział, zapominając czego szukał.</p>
    <p>— Przejdź do rzeczy — powiedział Darcy. — O co w tym wszystkim chodzi? Moja zmiana kończy się za dwie godziny i niedługo będzie jasno. Do tego czasu oboje musicie znaleźć się pod kluczem.</p>
    <p>— Zmierzam do sedna. — Donald otarł oczy i wziął się w garść. Wskazał na róg stołu. — Te wszystkie silosy zgasły dawno temu. Kilkanaście silosów. Zaczęło się od czterdziestki. Musiało u nich dojść do jakiejś cichej rewolucji. Bezkrwawej, bo nie dotarły do nas żadne raporty. Nigdy nie zachowywali się dziwnie. Cokolwiek się stało, przypominało wydarzenia, jakie mają teraz miejsce w osiemnastce…</p>
    <p>— Miały — poprawiła go Charlotte. — Słyszałam ich. Zamknięto ich.</p>
    <p>Donald kiwnął głową.</p>
    <p>— Thurman mi mówił. Chciałem powiedzieć „miały”. Thurman zasugerował też, że z początku zamierzali zbudowali mniej silosów, ale ciągle dodawali kolejne w charakterze rezerwy. Znalazłem też kilka sprawozdań, które to potwierdzają. Wiecie, co myślę? Że dodali za wiele. Nie mogli ich wszystkich monitorować wystarczająco uważnie. To tak jakby umieścić kamery na rogu każdej ulicy, ale nie mieć dość ludzi, żeby śledzili nagrania. I tym sposobem coś przeoczyli.</p>
    <p>— Co to znaczy, że silosy „zgasły”? — zapytał Darcy. Podszedł bliżej i teraz uważnie przyglądał się schematowi pod szybą.</p>
    <p>— Sygnały z kamer wysiadły, wszystkie naraz. Nie odbierali, gdy do nich dzwoniliśmy. Nakazy każą w przypadku buntu zamknąć silos, więc ich zagazowaliśmy. Otworzyliśmy im drzwi. A potem zgasł kolejny silos. I kolejny. Szefowie zmian domyślili się, że tamci oprócz sygnału z kamer zajęli się też rurami z gazem. No więc wysłali kody burzące do wszystkich tych silosów…</p>
    <p>— Kody burzące?</p>
    <p>Donald kiwnął głową i przepłukał drapiące gardło haustem wody. Otarł usta rękawem. Widok porozkładanych na stole notatek go uspokajał. Były jak pasujące do siebie elementy układanki.</p>
    <p>— Silosy stworzono tak, by mogły się zawalić i wszystkie oprócz jednego to zrobią. Są pod ziemią, grawitacja nie załatwi sprawy, więc kazano nam je zbudować… kazano mi je zaprojektować… z wielkimi płytami betonu pomiędzy poziomami. — Pokręcił głową. — Wówczas nie miało to dla mnie sensu. Zwiększało głębokość i koszty, to przecież ogromna masa betonu. Mówili, że to dla ochrony przed bombami i promieniowaniem. Ale prawda okazała się gorsza. Chodziło o to, żeby miało co runąć. Te ściany nigdzie się nie ruszą, są połączone z ziemią. — Upił kolejny łyk wody. — Stąd ten beton. A z powodu gazu nie chcieli wind. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego kazali nam je usunąć. Mówili, że chcą bardziej „otwartego” designu. Ciężko zagazować miejsce, w którym można odgrodzić piętra.</p>
    <p>Kaszlnął w zgięcie łokcia, a potem obrysował palcem fragment blatu.</p>
    <p>— Te silosy były jak rak. Czterdziesty musiał komunikować się z sąsiadami albo po prostu ich odłączył, zdalnie zhakował ich systemy. Szefowie zmian w naszym silosie zaczęli budzić ludzi, żeby się tym zajęli. Kody burzące nie działały, nic nie działało. Anna domyśliła się, że odkryli ładunki burzące w czterdziestym i zablokowali ich częstotliwość… coś w tym stylu.</p>
    <p>Zrobił pauzę, wspominając syk radia i jej żargon, od którego bolała głowa, choć dzięki niemu wydawała się tak mądra i pewna siebie. Jego spojrzenie padło na róg pomieszczenia, gdzie kiedyś stało łóżko, do którego zakradała się w środku nocy, by wśliznąć się w jego ramiona. Donald dopił wodę żałując, że nie mieli niczego mocniejszego.</p>
    <p>— W końcu zdołała zhakować detonatory i zburzyć silos — powiedział. — W przeciwnym razie trzeba by podjąć ryzyko związane z wysłaniem tam ludzi albo dronów, a to są instrukcje z samego końca Nakazów. Ostatnie strony.</p>
    <p>— A my właśnie to robimy — powiedziała Charlotte.</p>
    <p>Donald pokiwał głową.</p>
    <p>— Robiłem to jeszcze przed twoim wybudzeniem, gdy na tym piętrze roiło się od pilotów.</p>
    <p>— Więc co się stało z tymi silosami? Zawaliły się?</p>
    <p>— Tak twierdziła Anna. Wszystko wyglądało świetnie. Ludzie u władzy polegali na niej, wierzyli jej na słowo. Wszystkich nas z powrotem uśpiono. Myślałem, że to moja ostatnia drzemka i że już nigdy się nie obudzę. Głębokie zamrożenie. Ale potem mnie odmrozili na kolejną zmianę i zaczęli zwracać się do mnie innym nazwiskiem. Obudziłem się jako ktoś inny.</p>
    <p>— Thurman — powiedział Darcy. — Pasterz.</p>
    <p>— Tak, tyle że to ja tu byłem owcą.</p>
    <p>— To ty o mało nie przeszedłeś na drugą stronę wzgórza?</p>
    <p>Donald dostrzegł, że Charlotte nagle zesztywniała. Wrócił wzrokiem na teczki i nie odpowiedział.</p>
    <p>— Czy kobieta, o której mówisz — zapytał Darcy — to ta sama osoba, która namieszała w bazie danych?</p>
    <p>— Tak. Dali jej pełen dostęp, żeby naprawiła problem; sprawa była poważna. A ciekawość kazała jej zaglądać w inne miejsca. Znalazła list, z którego dowiedziała się, co jej ojciec i pozostali zaplanowali oraz że kody burzące i systemy gazowe nie były tylko na sytuacje awaryjne. Każdy silos to jedna wielka tykająca bomba. Zdała sobie sprawę, że położą ją do kriokomory i już nigdy się nie obudzi. I choć potrafiła zmienić co tylko chciała, nie mogła zmienić swojej płci. Nie mogła sprawić, żeby ją obudzono, więc chciała, żebym jej pomógł. Sprawiła, że znalazłem się w miejscu jej ojca.</p>
    <p>Donald urwał, powstrzymując łzy. Charlotte położyła mu rękę na ramieniu. Przez chwilę panowała cisza.</p>
    <p>— Ale ja nie rozumiałem, czego ode mnie oczekiwała. Zacząłem szperać na własną rękę. A w międzyczasie silos czterdziesty wciąż istniał. Przekonałem się o tym, gdy zgasł kolejny silos. — Zamilkł na chwilę. — Udawałem wówczas szefa, nie myślałem logicznie i zgodziłem się na bombardowanie. Chciałem tylko spokoju. Nie obchodziły mnie wstrząsy ani to, że ktoś zobaczy drony, po prostu wydałem rozkaz. Cokolwiek tam było, został z niego krater. Drony i bomby zaczęły przerzedzać szeregi buntowników.</p>
    <p>— Pamiętam — powiedział Darcy. — Zaczynałem wtedy zmianę. W stołówce ciągle przesiadywali piloci. Dużo pracowali w środku nocy.</p>
    <p>— I robili to właśnie tutaj. Gdy skończyli i wrócili do kriosekcji, obudziłem swoją siostrę. Czekałem, aż sobie pójdą. Nie chciałem zrzucać bomb. Chciałem się przekonać, co jest na zewnątrz.</p>
    <p>Darcy spojrzał na zegar na ścianie.</p>
    <p>— A teraz wszyscy to widzieliśmy.</p>
    <p>— Zostało jeszcze około dwustu lat zanim wszystkie silosy się zawalą — powiedział Donald. — Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego u nas są tylko windy i żadnych schodów? Chcesz wiedzieć, dlaczego nazywają to ekspresówką, ale cholerstwo jedzie całe wieki?</p>
    <p>— U nas też są ładunki gotowe do zdetonowania — odparł Darcy. — I ta sama masa betonu między piętrami.</p>
    <p>Donald kiwnął głową. Chłopak był bystry.</p>
    <p>— Gdyby pozwolono nam przejść się po schodach, zobaczylibyśmy to. Wiedzielibyśmy. A wystarczająco wiele osób rozumiałoby, do czego to służy i co oznacza. Równie dobrze moglibyśmy mieć odliczający czas zegar na każdym biurku. Ludzie by oszaleli.</p>
    <p>— Dwieście lat — powiedział Darcy.</p>
    <p>— Dla innych to może brzmieć jak szmat czasu, ale dla nas to raptem kilka drzemek. I zrozum, tutaj tkwi sedno sprawy. Musimy zginąć, żeby nikt nie pamiętał. Ten cały kompleks… — Donald wskazał na stół konferencyjny z rozkładem silosów. — To nie tyle wehikuł czasu, co tykający zegar. Sposób na oczyszczenie ziemi i wysłanie grupy ludzi, plemienia wybranego praktycznie na chybił-trafił, w przyszłość, żeby odziedziczyli świat.</p>
    <p>— Raczej jak wysłanie ich w przeszłość — powiedziała Charlotte. — Z powrotem do prymitywnych czasów.</p>
    <p>— Dokładnie. Gdy dowiedziałem się o nano, Iran właśnie nad nimi pracował. Pomysł był taki, żeby ich celem stała się dana grupa etniczna. Już wtedy dysponowaliśmy maszynami zdolnymi do działania na poziomie komórkowym. To był tylko kolejny krok. Zabijanie gatunku jest łatwiejsze niż atakowanie konkretnej rasy. To dziecinnie proste. Erskine, człowiek, który na to wpadł, powiedział, że to nieuniknione i prędzej czy później ktoś stworzy cichą bombę, która zmiecie z powierzchni ziemi całą ludzkość. Myślę, że miał rację.</p>
    <p>— Więc czego szukasz w tych teczkach? — zapytał Darcy.</p>
    <p>— Thurman chciał się dowiedzieć, czy Anna opuszczała zbrojownię. Jestem przekonany, że tak. Pojawiały się tu rzeczy, których nie widziałem na półkach. Wspominał też coś o rurach doprowadzających gaz…</p>
    <p>— Za półtorej godziny musimy wracać — przerwał Darcy.</p>
    <p>— Dobra, okay. Więc myślę, że Thurman znalazł coś w naszym silosie. Coś, co zrobiła jego córka, kiedy się stąd wymknęła. Sądzę, że zostawiła po sobie jeszcze jedną niespodziankę. Kiedy puścili gaz do osiemnastki, Thurman powiedział, że tym razem zrobili to porządnie. Że posprzątali po kimś. Myślałem, że miał na myśli mój bałagan, moje próby uratowania tamtego miejsca, ale to Anna mu namieszała. Myślę, że pozamieniała jakieś zawory, a może wszystko jest skomputeryzowane i tylko zmodyfikowała kod. Istnieją dwa rodzaje maszyn i oba są teraz w mojej krwi. Jedne próbują utrzymać nas w całości, jak te w kriokapsułach. Drugie, te na zewnątrz, wtłaczamy do zbuntowanych silosów, żeby rozkładały ludzkie ciała. Bogaci kontra biedni. Myślę, że Anna próbowała dokonać podmiany i tak wszystko poustawiać, żeby następny zamykany silos dostał porcję tego, co my dostajemy. Bawiła się w Robin Hooda na poziomie komórkowym.</p>
    <p>Wreszcie znalazł raport, którego szukał. Nosił wyraźne ślady zużycia. Przeglądano go setki razy.</p>
    <p>— Silos siedemnasty — powiedział. — Nie było mnie, gdy go zamykali, ale czytałem o nim. Był tam facet, który zgłosił się po wtłoczeniu gazu. Ale nie wydaje mi się, żeby ich zagazowano. Nie jak należy. Myślę, że Anna wzięła nano, które naprawiają nasze ciała w kriokomorach i wysłała je do siedemnastki.</p>
    <p>— Dlaczego? — zapytała Charlotte.</p>
    <p>Donald podniósł wzrok.</p>
    <p>– Żeby powstrzymać koniec świata. Żeby nikogo nie mordować. Żeby pokazać ludziom odrobinę współczucia.</p>
    <p>— Więc wszyscy w siedemnastym przeżyli?</p>
    <p>Donald przerzucił kartki raportu.</p>
    <p>— Nie — odparł. — Z jakiegoś powodu nie potrafiła powstrzymać otwarcia śluzy. To część procedury. A przy tej ilści gazu na zewnątrz nie mieli żadnych szans.</p>
    <p>— Rozmawiałam z kimś w siedemnastce — powiedziała Charlotte. — Z twoją przyjaciółką… tamtejszą panią burmistrz. Mówiła, że dostali się tam tunelem.</p>
    <p>Donald uśmiechnął się. Pokiwał głową.</p>
    <p>— Oczywiście. Oczywiście. Chciała, żebym myślał, że idzie po nas.</p>
    <p>— Wiesz, myślę, że teraz naprawdę po nas idzie.</p>
    <p>— Musimy się z nią skontaktować.</p>
    <p>— Jedyne co musimy zrobić — wtrącił się Darcy — to zacząć myśleć o końcu tej zmiany. Za jakąś godzinę szykują się niezłe cięgi.</p>
    <p>Donald i Charlotte odwrócili się w jego kierunku. Stał przy drzwiach, tuż obok miejsca, gdzie Donald został skopany.</p>
    <p>— Miałem na myśli swojego szefa — powiedział Darcy. — Wścieknie się, jeśli po obudzeniu odkryje, że na mojej zmianie uciekł więzień.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>53</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Juliette i Raph zatrzymali się na dolnym komisariacie w poszukiwaniu drugiego radia albo zapasowych baterii. Nie znaleźli ani jednego, ani drugiego. Na ścianie wciąż wisiała stacjonarna ładowarka, ale nie była podłączona pod zaimprowizowane linie energetyczne ciągnące się po klatce schodowej. Juliette zastanawiała się, czy warto zostać i podładować przenośne radio, a może lepiej zaczekać, aż dotrą do komisariatu na środkowych piętrach albo do IT…</p>
    <p>— Hej — szepnął Raph. — Słyszysz coś?</p>
    <p>Juliette zaświeciła latarką w głąb biura. Chyba słyszała czyjś płacz.</p>
    <p>— Chodź — powiedziała.</p>
    <p>Zostawiwszy ładowarkę w spokoju, ruszyła w kierunku cel. W ostatniej z nich siedział jakiś ciemny kształt i łkał. Juliette z początku pomyślała, że to Hank — że zastępca przyszedł do miejsca, które najbardziej ze wszystkich przypominało mu dom, ale gdy tu dotarł, przekonał się w jak opłakanym stanie był ten świat. Jednak ten mężczyzna nosił długie szaty. To ojciec Wendel spoglądał na nich zza krat. W blasku latarki błysnęły łzy w jego oczach. Na ławce obok niego płonęła mała świeczka, z której skapywał na ziemię wosk.</p>
    <p>Drzwi do celi nie były do końca zamknięte. Juliette otworzyła je i weszła do środka.</p>
    <p>— Ojcze?</p>
    <p>Starzec wyglądał okropnie. W rękach trzymał postrzępione resztki starożytnej księgi. Nie księgi — tylko stosu luźnych kartek. Walały się wszędzie, na ławce i na podłodze. Juliette zniżyła wiązkę światła i zobaczyła, że stoi na dywanie drobno zadrukowanych stron. Na każdej widniał wzór czarnych pasków, które przesłaniały słowa i całe zdania. Juliette widziała już kiedyś takie strony w książce trzymanej w klatce, książce, z której dało się przeczytać zaledwie co piąte zdanie.</p>
    <p>— Zostawcie mnie — powiedział ojciec Wendel.</p>
    <p>Kusiło ją, by tak postąpić, ale tego nie zrobiła.</p>
    <p>— Ojcze, to ja, Juliette. Co ojciec tu robi?</p>
    <p>Wendel pociągnął nosem i zaczął przerzucać kartki, jak gdyby czegoś szukając.</p>
    <p>— Izajaszu — wychrypiał. — Izajaszu, gdzie jesteś? Wszystko się pomieszało.</p>
    <p>— Gdzie ojca zgromadzenie? — zapytała Juliette.</p>
    <p>— Już nie moje. — Wytarł nos, a Juliette poczuła, że Raph ciągnie ją za łokieć, żeby zostawiła mężczyznę w spokoju.</p>
    <p>— Nie może tu ojciec zostać — powiedziała. — Czy ojciec ma jakieś jedzenie albo wodę?</p>
    <p>— Nic nie mam. Idźcie.</p>
    <p>— Chodź — syknął Raph.</p>
    <p>Juliette poprawiła na plecach ciężki pakunek lasek dynamitu. Ojciec Wendel rozkładał wokół swoich butów kolejne kartki, oglądając je z obu stron.</p>
    <p>— Na dole jest grupa, która planuje kolejny podkop — powiedziała mu. — Znajdę dla nich lepsze miejsce, a oni wydostaną stąd ludzi. Może mógłby ojciec pójść z nami na farmy i poszukać jedzenia, zobaczyć, czy da radę w czymś pomóc. Ojciec mógłby się tym ludziom przydać.</p>
    <p>— Na co miałbym się przydać? — zapytał Wendel. Zamaszystym ruchem położył kartkę na ławce, rozrzucając kilka innych. — Ogień piekielny albo nadzieja — powiedział. — Wybierajcie. Jedno albo drugie. Potępienie albo zbawienie. Na każdej stronie. Wybierajcie. Wybierajcie. — Podniósł na nich błagalne spojrzenie.</p>
    <p>Juliette potrząsnęła manierką, uchyliło wieczko i podała Wendelowi. Świeczka na ławce syczała i kopciła, cienie rosły i kurczyły się. Wendel przyjął manierkę i upił łyk. Oddał ją Juliette.</p>
    <p>— Musiałem się przekonać na własne oczy — szepnął. — Ruszyłem w mrok zobaczyć diabła. I zobaczyłem. Szedłem i szedłem, i oto widzę. Inny świat. Poprowadziłem swą trzodę ku potępieniu. — Wykrzywił twarz i w skupieniu przyjrzał się stronicy. — Albo ku zbawieniu. Wybierajcie.</p>
    <p>Oderwał świecę od ławki i zbliżył do kartki, żeby lepiej widzieć.</p>
    <p>— Ach, Izajaszu, tutaj jesteś. — I zaczął czytać barytonem godnym niedzielnego nabożeństwa. — <emphasis>Gdy nadejdzie czas mej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą. A ukształtuję cię i ustanowię przymierzem dla ludu, aby odnowić kraj i rozdzielić spustoszone dziedzictwa</emphasis><a l:href="#n_1" type="note">[1]</a>.</p>
    <p>Wendel przytknął róg kartki do płomienia i ryknął:</p>
    <p>— Spustoszone dziedzictwa!</p>
    <p>Strona płonęła, aż w końcu musiał ją wypuścić. Płynęła w powietrzu jak pomarańczowy, malejący ptak.</p>
    <p>— Chodźmy stąd — syknął Raph, tym razem z większym uporem.</p>
    <p>Juliette uniosła dłoń. Podeszła do ojca Wendela i przykucnęła przed nim, położyła mu rękę na kolanie. Jej gniew na księdza z powodu Marcusa zniknął. Gniew za podburzanie ludzi przeciwko niej i jej tunelowi zniknął. Miejsce wściekłości zajęło poczucie winy — bo wiedziała już, że ich obawy i nieufność okazały się uzasadnione.</p>
    <p>— Ojcze — odezwała się. — Nasi ludzie będą zgubieni, jeśli tu zostaną. Nie mogę im pomóc. Nie będzie mnie tu. Będą potrzebowali ojca przewodnictwa, jeśli mają dotrzeć na drugą stronę.</p>
    <p>— Nie potrzebują mnie — powiedział.</p>
    <p>— Właśnie, że potrzebują. Kobiety w głębinach silosu opłakują swoje dzieci. Mężczyźni opłakują utracone domy. Potrzebują ojca. — I wiedziała, że to prawda. Najbardziej potrzebowali go właśnie w trudnych chwilach.</p>
    <p>— Ty o nich zadbasz — odparł ojciec Wendel. — Ty o nich zadbasz.</p>
    <p>— Nie. To ojciec jest ich wybawieniem. Ja idę ukarać tych, którzy to zrobili. Zamierzam posłać ich prosto do piekła.</p>
    <p>Wendel podniósł wzrok. Po palcach płynął mu gorący wosk, ale on zdawał się tego nie zauważać. Zapach palonego papieru wypełniał celę. Wendel położył Juliette dłoń na głowie.</p>
    <p>— W takim razie, moje dziecko, błogosławię twoją podróż.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Podróż w górę klatki schodowej była cięższa z tym błogosławieństwem. A może chodziło o ciężar materiałów wybuchowych, które z pewnością przydałyby się przy drążeniu tunelu. Mogły posłużyć do wybawienia, ale ona używała ich do potępienia. Tak jak kartki z księgi Wendela, oferowały szczodrze i jedno, i drugie. Gdy zbliżyli się do farm, Juliette przypomniała sobie, że Erik nalegał, aby wzięła dynamit. Nie tylko ona chciała, żeby jej się udało.</p>
    <p>Dotarli wraz Raphem na dolne farmy i od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Gdy tylko uchylili drzwi, uderzyła w nich fala gorąca, podmuch wściekłego powietrza. Z początku pomyślała, że to ogień, a zdążyła się już przekonać, że w tym silosie nie było działających węży strażackich. Jednak blask jaskrawych lamp w głębi korytarza i wzdłuż zewnętrznych grządek wskazywał na coś innego.</p>
    <p>Na podłodze przy bramce ochrony leżał mężczyzna, jego ciało rozciągało się w poprzek korytarza. Był rozebrany do szortów i podkoszulka, więc Juliette nie rozpoznała w nim zastępcy Hanka dopóki nie stanęła tuż obok. Z ulgą zauważyła, że się poruszył. Osłonił oczy i ścisnął mocniej leżący na piersi pistolet; ubrania miał mokre od potu.</p>
    <p>— Hank? — zapytała Juliette. — Nic ci nie jest?</p>
    <p>Sama też już zaczynała się lepić, a biedny Raph wyglądał, jakby miał zaraz uschnąć. Zastępca usiadł i poskrobał się w kark. Wskazał na bramkę.</p>
    <p>— Za nią jest trochę cienia, możecie tam usiąść.</p>
    <p>Juliette spojrzała na lampy. Musiały pochłaniać masę energii. Oświetlały wszystkie grządki naraz. W powietrzu aż czuło się <emphasis>zapach</emphasis> gorąca. Zapach prażących się w upale roślin. Zastanawiała się, jak długo skromne okablowanie klatki schodowej wytrzyma taki przepływ prądu.</p>
    <p>— Czasomierze się zacięły? Co się dzieje?</p>
    <p>Hank skinął w kierunku lamp.</p>
    <p>— Ludzie rozdzielali działki. Wczoraj wywiązała się bójka. Znasz Gene’a Sample’a?</p>
    <p>— Ja znam Gene’a — powiedział Raph. — Z Kanalizacji.</p>
    <p>Hank spochmurniał.</p>
    <p>— Gene nie żyje. To stało się, gdy światła były zgaszone. A potem zaczęli się kłócić o prawo do pogrzebania go, traktowali biednego Gene’a jak worek nawozu. Parę osób postanowiło połączyć siły i wynajęli mnie, żebym przywrócił porządek. Kazałem im zostawić światła włączone do czasu, aż wszystko się uspokoi. — Otarł kark. — Zanim na mnie naskoczysz: wiem, że to nie służy roślinom, ale i tak je już splądrowali. Mam nadzieję wykurzyć ich tym gorącem, żeby zrobić miejsce dla pozostałych. Nie wytrzymają dłużej niż do jutra.</p>
    <p>— Do jutra będziesz miał tu gdzieś pożar. Hank, kable na zewnątrz nagrzewają się nawet przy cyklicznym oświetleniu. Dziwię się, że w ogóle dają radę. Kiedy wysiądzie przerywacz na trzydziestych, zapadnie ciemność i to na długi czas.</p>
    <p>Hank spojrzał w głąb korytarza. Juliette zauważyła obierki, ogryzki i resztki jedzenia po drugiej stronie bramki.</p>
    <p>— Czym ci płacą? Jedzeniem?</p>
    <p>Przytaknął.</p>
    <p>— Całe jedzenie się zepsuje. Wszystko pozrywali. Ludziom, którzy tu przyszli całkiem odbiło. Chyba paru poszło na górę, ale krążą pogłoski, że drzwi silosu są otwarte i jeśli zapuścisz się za daleko na górę, zginiesz. A jeśli pójdziesz na dół, też zginiesz. Krąży wiele pogłosek.</p>
    <p>— No to musisz je rozwiać — powiedziała Juliette. — Jestem pewna, że na górze albo na dole jest lepiej niż tutaj. Widziałeś Solo i dzieciaki, które tutaj mieszkały? Słyszałam, że poszły w kierunku farm.</p>
    <p>— Ano tak. Kilkoro z tych dzieciaków szykowało działkę w głębi korytarza, ale to było zanim nastawiłem lampy. Odeszli parę godzin temu. — Hank zerknął na nadgarstek Juliette. — A w ogóle to która godzina?</p>
    <p>Spojrzała na zegarek.</p>
    <p>— Piętnaście po drugiej. — Zauważyła, że chce jeszcze o coś zapytać. — Po południu — dodała.</p>
    <p>— Dziękuję.</p>
    <p>— Spróbujemy ich dogonić — oznajmiła Juliette. — Zajmiesz się tymi światłami? Nie możesz pobierać tyle energii. I zachęć ludzi, żeby poszli na górę. Farmy na środkowych piętrach mają się znacznie lepiej, a przynajmniej tak było, gdy ostatnio je odwiedzałam. A jeśli trafią się ludzie szukający pracy, w Maszynowni przyda się każda para rąk.</p>
    <p>Hank skinął głową i podniósł się na nogi. Raph już szedł do drzwi; na kombinezonie miał plamy potu. Juliette ścisnęła Hanka za ramię, a potem i ona ruszyła do wyjścia.</p>
    <p>— Hej! — zawołał Hank. — Mówiłaś, która godzina. Ale który jest dzień?</p>
    <p>Juliette zawahała się przy drzwiach. Odwróciła się i zobaczyła jak Hank gapi się na nią, osłaniając oczy od blasku.</p>
    <p>— Czy to ważne? — zapytała. A kiedy nie odpowiedział, doszła do wniosku, że nie. Wszystkie dni były teraz identyczne. I policzone.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>54</p>
    </title>
    <p>Jimmy postanowił, że przeszuka jeszcze dwa piętra zanim zawróci. Zaczynał podejrzewać, że rozminął się z Elise, która pewnie wbiegła na któreś z pięter za swoim zwierzakiem albo żeby skorzystać z ubikacji. Najprawdopodobniej była już na farmach z pozostałymi, podczas gdy on wciąż łaził samotnie po silosie.</p>
    <p>Na najbliższym podeście zajrzał przez główne drzwi, nie widząc nic oprócz ciemności i zawołał Elise. Zastanawiał się, czy jest sens iść choćby jedno piętro dalej. Gdy odwrócił się do klatki schodowej, mignęło mu na moment coś brązowego. Osłonił swoje stare oczy i spojrzał przez zieloną poświatę, dostrzegając chłopaka, który stał w górze i wyglądał za barierkę. Dzieciak pomachał do niego. Jimmy nie odmachał.</p>
    <p>Ruszył ku schodom z zamiarem zejścia na dolne farmy, ale zaraz usłyszał cichy stukot stóp chłopaka, który zbiegał po spirali. Kolejny dzieciak do niańczenia, pomyślał. Nie czekając na chłopaka, szedł swoim tempem. Uszedł półtorej obrotu zanim dziecko go dogoniło.</p>
    <p>Jimmy odwrócił się, żeby zbesztać natrętnego dzieciaka, ale z bliska rozpoznał chłopca. Brązowy kombinezon i szopa szorstkich włosów koloru kukurydzy. To ten sam chłopak, który gonił Elise na bazarze.</p>
    <p>— Hej — syknął chłopak. — To pan.</p>
    <p>— To ja — zgodził się Jimmy. — Podejrzewam, że szukasz jedzenia. No cóż, ja nic nie mam…</p>
    <p>— Nie. — Chłopak pokręcił głową. Musiał mieć dziewięć albo dziesięć lat. Był mniej więcej w wieku Milesa. — Musi pan iść ze mną. Potrzebuję pańskiej pomocy.</p>
    <p>Każdy potrzebował pomocy Jimmy’ego.</p>
    <p>— Jestem trochę zajęty — powiedział i odwrócił się.</p>
    <p>— Chodzi o Elise — wyjaśnił chłopak. — Szedłem za nią. Przez kopalnie. Jacyś ludzie na górze nie chcą jej wypuścić — wyszeptał, spoglądając w górę klatki schodowej.</p>
    <p>— Widziałeś Elise? — zapytał Jimmy.</p>
    <p>Chłopak kiwnął głową.</p>
    <p>— Jacy ludzie?</p>
    <p>— Spora grupa, tamci z kościoła. Mój tato chodzi na ich niedziele.</p>
    <p>— I mówisz, że mają Elise.</p>
    <p>— Tak. I znalazłem jej psa. Był uwięziony pod rozwalonymi drzwiami parę pięter pod nami. Zamknąłem go w kojcu, żeby nie uciekł. A potem odkryłem, gdzie trzymają Elise. Próbowałem się do niej dostać, ale jakiś facet kazał mi zmiatać.</p>
    <p>— Gdzie to jest? — zapytał Jimmy.</p>
    <p>Chłopak wskazał w górę.</p>
    <p>— Dwa piętra — powiedział.</p>
    <p>— Jak masz na imię?</p>
    <p>— Shaw.</p>
    <p>— Dobra robota, Shaw. — Jimmy ruszył w dół klatki schodowej.</p>
    <p>— Mówiłem <emphasis>na górze</emphasis> — powiedział chłopak.</p>
    <p>— Muszę coś ze sobą wziąć — wyjaśnił Jimmy. — To niedaleko.</p>
    <p>Shaw pobiegł za nim.</p>
    <p>— Dobra. Aha, i jeszcze coś: chcę, żeby pan wiedział, że byłem okropnie głodny, ale nie zamierzałem zjeść tego psa.</p>
    <p>Jimmy zatrzymał się, żeby chłopak mógł go dogonić.</p>
    <p>— Wcale cię o to nie podejrzewałem — powiedział.</p>
    <p>Shaw kiwnął głową.</p>
    <p>— Chciałem, żeby Elise wiedziała — wyjaśnił. — Żeby wiedziała, że nigdy bym tego nie zrobił.</p>
    <p>— Powiem jej — zapewnił Jimmy. — A teraz chodź. Pospieszmy się.</p>
    <p>Zeszli dwa piętra w dół. Jimmy zajrzał w ciemny korytarz, oświetlając latarką ściany, a potem odwrócił się ze skruchą do Shawa, który podążał za nim krok w krok.</p>
    <p>— Poszliśmy za daleko — przyznał się Jimmy.</p>
    <p>Zaczął wspinać się z powrotem, zły na samego siebie. Ciężko było spamiętać, gdzie co położył. Minęło tyle czasu. Kiedyś miał mnemotechniki, które ułatwiały przypominanie sobie skrytek. Ukrył karabin wysoko w górze, na pięćdziesiątym pierwszym. Pamiętał, bo do trzymania broni trzeba dłoni i palca na spuście. Pięć i jeden. Tamten karabin był owinięty w koc i schowany na dnie starego kufra. Ale tu na dole też zostawił broń. Zaniósł ją do Zaopatrzenia całe życie temu. To musiała być wyprawa, w trakcie której znalazł Cienia. Nie mógł zanieść karabinu na górę — brakowało mu rąk. Jeden-osiemnaście. Tak, to tu. Nie jeden-dziewiętnaście. Wbiegł na obolałych nogach na podest i skręcił w korytarz, który wraz z Shawem przed chwilą mijali.</p>
    <p>To tutaj. Poziom mieszkalny. W wielu mieszkaniach zostawił różne rzeczy. Najczęściej kupę. Nie wiedział, że można załatwiać się na farmach, prosto do ziemi. Tego nauczył się od dzieciaków znacznie później. Elise go tego nauczyła. Jimmy pomyślał o ludziach, którzy robili krzywdę Elise i przypomniał sobie, co sam robił ludziom, kiedy był chłopcem. Jeszcze w młodości nauczył się strzelać z karabinu. Wciąż pamiętał tamten huk. Pamiętał, co karabin robił z pustymi puszkami i ludźmi. Rzeczy podskakiwały i padały bez ruchu. Trzecie mieszkanie po lewej.</p>
    <p>— Potrzymaj — powiedział do Shawa przed wejściem do mieszkania i wręczył mu latarkę. Chłopak wycelował ją w środek pokoju. Jimmy złapał za metalową komodę ustawioną przy jednej ze ścian i przesunął ją w bok. Jakby to było wczoraj. Tyle że mebel pokrywała teraz gruba warstwa kurzu. Jego stare ślady stóp zniknęły. Wspiął się na komodę, a potem uniósł i odsunął na bok panel sufitowy. Poprosił o latarkę. Poświecił w otwór; spłoszony szczur pisnął i uciekł. Czarny karabin czekał na niego. Jimmy wyjął broń i zdmuchnął z niej kurz.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Elise nie podobały się jej nowe ubrania. Zabrali jej stary kombinezon, mówiąc, że ma nieodpowiedni kolor, a potem owinęli ją w zszyty z przodu drapiący koc. Kilka razy prosiła, żeby pozwolili jej pójść, ale pan Rash powtarzał, że musi zostać. Wzdłuż korytarzy ciągnęły się pokoje ze starymi łóżkami i wszystko okropnie śmierdziało, ale ludzie próbowali wszystko wyczyścić i doprowadzić do porządku. Jednak Elise chciała tylko Pieska i Hanny, i Solo. Pokazano jej pokój i powiedziano, że to będzie jej nowy dom, ale ona mieszkała za Dziczą i nigdy nie chciała mieszkać gdziekolwiek indziej.</p>
    <p>Zabrali ją z powrotem do wielkiej sali, gdzie napisała swoje imię i kazali jej siedzieć jeszcze trochę na ławce. Gdy próbowała sobie pójść, pan Rash ściskał ją za nadgarstek. Kiedy płakała, ściskał mocniej. Zmuszali ją do siedzenia na ławce, którą nazywali jakoś inaczej, a pan na środku czytał coś z książki. Człowiek w białych szatach i z łysiną na głowie wyszedł, a inny pan zajął jego miejsce, żeby czytać na głos książkę. Z boku siedziała jakaś kobieta z dwoma mężczyznami i nie wyglądała na szczęśliwą. Mnóstwo ludzi na ławkach patrzyło na kobietę zamiast na czytającego.</p>
    <p>Elise była zmęczona i śpiąca. Miała ochotę sobie pójść i uciąć gdzieś drzemkę. A potem mężczyzna skończył czytać i uniósł książkę w powietrze, a wszyscy powtarzali to samo, co wydało jej się dziwne — to tak jakby wszyscy już wcześniej były śmieszne i puste, tak jakby znali słowa, ale nie wiedzieli, co one znaczą.</p>
    <p>Człowiek z książką dał znak mężczyznom i kobiecie, żeby wstali; wyglądało to prawie tak, jakby ją nieśli. Z tyłu, w pobliżu kolorowego, podświetlonego okna stały dwa zsunięte do siebie stoły. Kobieta jęknęła, gdy zaciągnęli ją do stołów. Miała na sobie koc taki jak Elise, ale większy, dzięki czemu mogli łatwo odsłonić jej nogę. Ludzie na ławkach wytężali wzrok. Elise już nie była taka senna. Zapytała szeptem pana Rasha, co oni robią, ale kazał jej siedzieć cicho i się nie odzywać.</p>
    <p>Mężczyzna z książką wyjął spomiędzy fałd szaty nóż. Był długi i błysnął jak lśniąca ryba.</p>
    <p>— Bądźcie płodni i rozmnażajcie się — powiedział. Odwrócił się twarzą do widowni. Kobieta wierciła się na stołach, ale nie mogła nigdzie pójść. Elise miała ochotę im powiedzieć, żeby nie ściskali tak mocno jej nadgarstków.</p>
    <p>— Patrzcie — powiedział mężczyzna, czytając z książki. — <emphasis>Oto ja ustanawiam moje przymierze z wami i waszym potomstwem, które po was będzie. I nigdy już nie zostanie zgładzona żadna istota żywa. I wspomnę swe przymierze, gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się to ostrze w obłokach</emphasis><a l:href="#n_2" type="note">[2]</a>.</p>
    <p>Uniósł nóż jeszcze wyżej, a ludzie na ławkach coś wymamrotali. Nawet młodszy od Elise chłopczyk znał słowa. Jego usta poruszyły się tak jak usta pozostałych.</p>
    <p>Mężczyzna wyciągnął nóż do kobiety, ale jej go nie podał. Jeden z mężczyzn trzymał ją za stopy, a drugi za nadgarstki, a ona próbowała się nie ruszać. I wtedy Elise zrozumiała, co oni robili. Było tak samo jak z jej mamą i mamą Hanny. A potem z ust kobiety dobiegł przerażający krzyk, kiedy nóż zagłębił się w ciało. Elise nie mogła oderwać od tego oczu. Z rany trysnęła krew i pociekła kobiecie po nodze, a Elise poczuła krew na własnej nodze i próbowała się wyrwać, ale wtedy poczuła uścisk wokół nadgarstka, a ona już wiedziała, że pewnego dnia to samo przydarzy się jej, a krzyk nie ustawał, gdy mężczyzna drążył w ranie nożem i palcami, i pot na jego czole lśnił, gdy mówił coś do ludzi, którzy nie mogli utrzymać kobiety, a wśród ławek rozległy się szepty i Elise zrobiło się gorąco, i było jeszcze więcej krwi, aż wreszcie mężczyzna z nożem zawołał coś i stanął twarzą do ławek ściskając coś między palcami; krew ciekła mu po ręce aż do łokcia, a on uśmiechał się, podczas gdy krzyki cichły.</p>
    <p>— Patrzcie! — zawołał.</p>
    <p>A ludzie klaskali. Mężczyźni obandażowali kobietę na stole, a potem pomogli jej zejść, choć ledwo trzymała się na nogach. Elise zauważyła, że obok podwyższenia stała kolejna kobieta. Ludzie ustawiali się w kolejkę. A oklaski robiły się rytmiczne, tak jak wtedy, gdy razem z bliźniakami maszerowali po schodach, patrząc sobie nawzajem na stopy, <emphasis>klap-klap</emphasis>, wszyscy razem. Klaskanie robiło się coraz głośniejsze. Aż nagle rozległo się potężne klaśnięcie, które uciszyło wszystkich innych. Klaśnięcie, od którego jej serce aż podskoczyło.</p>
    <p>Głowy odwróciły się ku tyłowi sali. Elise bolały uszy od głośnego huku. Ktoś krzyknął i wskazał coś palcem, a Elise odwróciła się i zobaczyła stojącego w drzwiach Solo. Z sufitu sypał się biały pył, a on trzymał w rękach coś długiego i czarnego. Obok stał Shaw, chłopak w brązowym kombinezonie, którego znała z bazaru. Elise zdziwiła się, widząc go tutaj.</p>
    <p>— Państwo wybaczą — powiedział Solo. Lustrował ławki, aż wreszcie dostrzegł Elise, a spomiędzy zarostu błysnęły zęby. — Ta młoda dama pójdzie ze mną.</p>
    <p>Rozległy się krzyki. Mężczyźni pozrywali się ze swoich miejsc, krzyczeli i pokazywali palcami, a pan Rash wrzeszczał coś o swojej żonie i własności, i jak on śmie się wtrącać. A mężczyzna z zakrwawionym nożem był oburzony i popędził przejściem między ławkami, więc Solo uniósł czarny przedmiot do ramienia.</p>
    <p>Kolejne klaśnięcie — tak głośne, jakby to pan Bóg klaskał swoimi ogromnymi dłońmi, tak ogłuszające, że Elise aż zabolał od tego huku brzuch. A potem rozległ się jeszcze dźwięk tłuczonego szkła. Odwróciła się i zobaczyła, że śliczne, kolorowe okno było w jeszcze gorszym stanie niż przedtem.</p>
    <p>Ludzie przestali krzyczeć i zbliżać się do Solo, co jak podejrzewała Elise było czymś dobrym.</p>
    <p>— Chodź — powiedział Solo. — Szybko.</p>
    <p>Elise wstała z ławki i zaczęła iść w jego kierunku, ale pan Rash chwycił ją za nadgarstek.</p>
    <p>— To moja żona! — krzyknął pan Rash, a Elise zrozumiała, że to nic dobrego. To znaczyło, że nie mogła odejść.</p>
    <p>— Szybko odprawiacie śluby — powiedział Solo do cichego tłumu. Wymierzył do nich z czarnego przedmiotu, a oni najwyraźniej poczuli się nieswojo. — A pogrzeby?</p>
    <p>Czarny przedmiot celował teraz prosto w pana Rasha. Uścisk wokół nadgarstka Elise zelżał, więc pobiegła, mijając człowieka, który ociekał krwią, do Solo i Shawa, i jeszcze dalej, na korytarz.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>55</p>
    </title>
    <p>Juliette znowu tonęła. Czuła wdzierającą się do gardła wodę, szczypanie w oczach, pieczenie w piersi. Wspinając się w górę klatki schodowej, czuła wokół siebie dawną powódź, ale to nie ona sprawiała, że brakło jej oddechu. Chodziło o głosy, które rozbrzmiewały po całym szybie, ślady niedawnych aktów wandalizmu i kradzieży, brak długich odcinków przewodów i rur oraz łodygi, liście i glebę porozrzucane przez ludzi uciekających ze skradzionymi roślinami.</p>
    <p>Miała nadzieję wznieść się ponad otaczające ją krzywdy, uciec przed tymi przedśmiertnymi drgawkami ogłady nim zapanuje chaos. Wiedziała, że to nastąpi. Lecz choćby nie wiadomo jak wysoko wspinała się z Raphem, spotykała ludzi, którzy wyważali drzwi pięter, aby je przeszukać i splądrować, aby zdobyć terytorium, aby wykrzyczeć z platformy podestu swoje znalezisko albo jakieś pytanie. W głębinach Maszynowni ubolewała nad tym, jak niewielu ocalało. Teraz miała wrażenie, że było ich tak <emphasis>wielu</emphasis>.</p>
    <p>Nie zatrzymywała się, żeby ich powstrzymać — tylko traciłaby czas. Martwiła się o Solo i dzieciaki. Martwiła się o spustoszone farmy. A jednak ciężar materiałów wybuchowych w worku dawał jej poczucie celu, a otaczająca ją katastrofa dodawała jej determinacji. Szła dopilnować, żeby coś takiego już nigdy nie miało miejsca.</p>
    <p>— Czuję się jak tragarz — powiedział Raph, posapując między słowami.</p>
    <p>— Jeśli zostaniesz z tyłu, idziemy na trzydzieste czwarte. Obie farmy na środkowych powinny mieć jedzenie. Wodę znajdziesz w przepompowni.</p>
    <p>— Dotrzymam ci kroku — odparł z uporem Raph. — Mówię tylko, że to uwłaczające.</p>
    <p>Juliette zaśmiała się z dumnego górnika. Miała ochotę powiedzieć, ile razy szła tędy po schodach, a Solo zawsze zostawał w tyle, każąc jej iść dalej i obiecując, że ją dogoni. Wróciła myślami do tamtych dni i nagle jej silos nadal istniał i prosperował, był cywilizowany i ruchliwy, tak odległy i funkcjonujący bez niej — ale jednak wciąż żywy.</p>
    <p>Już nie.</p>
    <p>Ale przecież istniały inne silosy, kilkadziesiąt tętniących życiem światów. Gdzieś tam rodzic pouczał dziecko. Nastolatek kradł całusa. Podawano ciepły posiłek. Papier rozdrabniano na pulpę, z której z powrotem robiono papier; ropa gulgotała i płonęła; spaliny odprowadzano rurami na wielkie, zakazane zewnętrze. Wszystkie te światy żyły swoim życiem, nieświadome istnienia pozostałych. Gdzieś tam był człowiek, którego wysyłano na czyszczenie za to, że ośmielił się marzyć. Kogoś grzebano, ktoś się rodził.</p>
    <p>Juliette pomyślała o dzieciach silosu siedemnastego, które urodziły się w świecie przemocy i nie znały innego. Historia się powtórzy. Powtórzy się tutaj. Pomyślała, że jej złość na komitet do spraw planowania i na ojca Wendela była nieuzasadniona. Czy jej mechanicy nie okazywali wściekłości? Czy ona sama nie straciła wtedy cierpliwości? Czym innym była grupa niż tylko zgrają ludzi? A czymże byli ludzie, jeśli nie zwierzętami, które ulegały strachowi równie łatwo, co szczury słyszące czyjeś kroki?</p>
    <p>— …no to później cię dogonię — zawołał gdzieś z dołu Raph, a Juliette uświadomiła sobie, że zostawiła go w tyle. Zwolniła i zaczekała na niego. To nie był czas na wędrówkę bez towarzysza. A w tym silosie samotności, w którym pokochała Lukasa, bo zawsze był przy niej głosem i duchem, tęskniła za nim bardziej niż kiedykolwiek. Pozbawiono ją nadziei — naiwnej nadziei. Nie mogła już nigdy się z nim spotkać ani go zobaczyć, choć była śmiertelnie pewna, że wkrótce do niego dołączy.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Dzięki wypadowi na drugą farmę środkowych pięter zdobyli trochę jedzenia, choć znaleźli je głębiej niż pamiętała. Latarka Rapha ujawniła ślady niedawnej obecności: odciski butów w jeszcze niezaschniętym błocie, odłamana rura do podlewania, z której wciąż ciekła woda, rozdeptany pomidor jeszcze nie pokryty mrówkami. Juliette i Raph wzięli co mogli — zielone papryki, ogórki, jagody, cenną pomarańczę, kilkanaście niedojrzałych pomidorów. Dość na kilka posiłków. Juliette zjadła tyle jagód, ile zdołała, bo słabo znosiły transport. Zwykle stroniła od jagód, nie znosiła tego, że barwiły palce. Lecz to, co wcześniej było uciążliwością, teraz było błogosławieństwem. Oto dlaczego resztki zapasów znikały w mgnieniu oka — każda z kilkuset osób brała więcej niż potrzebowała, nawet rzeczy, których tak naprawdę nie chciała.</p>
    <p>Z farmy nie było już daleko na trzydzieste czwarte. Dla Juliette było to prawie jak powrót do domu. Zastanie tam obfite zasilanie, swoje narzędzia i posłanie, radio, miejsce do pracy, do rozmyślań, do skruchy i żalu, do zbudowania jednego, ostatniego kombinezonu. Zmęczone nogi i plecy dawały jej się we znaki, a Juliette zrozumiała, że znów wspinała się, żeby uciec. Szukała czegoś więcej niż tylko zemsty. Uciekała przed widokiem przyjaciół, których zawiodła. Pragnęła dziury. Lecz w przeciwieństwie do Solo, który ukrywał się w dziurze pod serwerami, ona miała nadzieję zrobić krater nad głowami innych.</p>
    <p>— Jules?</p>
    <p>Zatrzymała się w połowie podestu na poziomie trzydzieści cztery; drzwi do IT były tuż przed nią. Raph przystanął u szczytu schodów. Przyklęknął i przesunął palcem po stopniu, a potem uniósł go w górę, pokazując jej coś czerwonego. Dotknął palcem języka.</p>
    <p>— Pomidor — powiedział.</p>
    <p>Ktoś tam już był. Juliette żałowała dnia, który spędziła zwinięta w kłębek, płacząc w trzewiach kopacza.</p>
    <p>— Będzie dobrze — powiedziała mu. Przypomniał jej się dzień, w którym goniła za Solo. Zbiegła po schodach, łomocząc butami o stopnie; drzwi były zabarykadowane, więc złamała blokującą je miotłę. Tym razem drzwi otworzyły się bez problemu. Światła świeciły jaskrawo. Ani śladu ludzi.</p>
    <p>— Chodźmy — powiedziała. Ruszyła naprzód szybko i cicho. Nie chciała, żeby ją zauważyli ludzie, których nie znała, nie chciała, żeby ją śledzili. Zastanowiła się, czy Solo miał dość rozwagi, żeby zamknąć serwerownię i kratę. Ale nie, na końcu korytarza zobaczyła otwarte drzwi do serwerowni. Słyszała jakieś głosy. Poczuła smród snującego się w powietrzu dymu. A może odchodziła od zmysłów, może wyobrażała sobie Lukasa i próbujący go dopaść gaz? Czy to dlatego tu przyszła? Nie po radio, żeby znaleźć dom dla przyjaciół, nie żeby skonstruować kombinezon, ale dlatego, że to miejsce było jak lustrzane odbicie jej silosu, więc może Lukas był na dole, czekając na nią, żywy w tym martwym świecie…</p>
    <p>Dobrnęła do serwerowni. Dym był prawdziwy, zbierał się pod sufitem. Juliette ruszyła pomiędzy znajomymi serwerami. Dym smakował inaczej niż przypalony olej z przegrzewającej się pompy, cierpkość pożaru instalacji elektrycznej, spalona guma z pracującego na sucho wirnika, gorycz spalin. Te płomienie były czyste. Zakryła usta zgięciem łokcia — wspominając narzekanie Lukasa na opary — i pobiegła.</p>
    <p>Z włazu za serwerem łączności unosił się słup dymu. Coś paliło się w schronieniu Solo, może jego posłanie. Juliette pomyślała o tamtejszym radiu i jedzeniu. Rozpięła kombinezon i nasunęła sobie przepocony podkoszulek na twarz. Raph wrzeszczał, żeby tam nie szła, ale ona już się schylała. Praktycznie zjechała po drabinie na sam dół, aż w końcu jej buty załomotały o kratę.</p>
    <p>Trzymała się nisko, ale i tak ledwo widziała przez dym. Słyszała trzask płomieni, dziwny i chrzęszczący. Jedzenie i radio, komputer i bezcenne schematy na ścianach. Był jeszcze inny skarb, który nie przyszedł jej na myśl — książki. I to właśnie one się paliły.</p>
    <p>Stosik książek, sterta pustych metalowych puszek, młody mężczyzna w białej szacie wrzucający kolejne książki na stos, zapach paliwa. Był odwrócony plecami, placek łysiny na jego głowie lśnił od potu, ale jemu najwyraźniej ogień nie przeszkadzał. On go karmił. Wrócił do półek po więcej książek do spalenia.</p>
    <p>Juliette przemknęła za jego plecami do łóżka Solo i chwyciła koc, płosząc ukrytego w jego fałdach szczura. Dym szczypał ją w oczy i palił w gardle. Podbiegła do ognia i zarzuciła koc na stertę książek. Płomienie momentalnie przygasły, ale wciąż przesączały się na szwach. Koc zaczął się dymić. Juliette kaszlnęła w koszulkę i ruszyła z powrotem po materac, musiała zdławić ogień. Myślała o pustym zbiorniku na wodzie w sąsiednim pomieszczeniu i o wszystkim, co za chwilę mieli stracić.</p>
    <p>Mężczyzna w szacie dostrzegł ją, gdy podnosiła materac. Zawył i rzucił się na nią. Potoczyli się oboje na materac i posłanie. Mignął pędzący ku jej twarzy but, ale Juliette szarpnęła głową do tyłu. Młody mężczyzna krzyknął. Przypominał białego ptaka na bazarze, który wyrwał się i trzepotał skrzydłami. Juliette krzyknęła, żeby się wynosił. Płomienie wznosiły się coraz wyżej. Pociągnęła za materac, a mężczyzna sturlał się z niego. Zostały tylko chwile na opanowanie ognia zanim wszystko będzie stracone. Parę chwil. Chwyciła drugi koc Solo i zaczęła nim uderzać w płomienie. Nie mogła walczyć z nimi i z mężczyzną jednocześnie. Nie było czasu. Kaszlała i wołała Rapha, a mężczyzna w szacie znów na nią ruszył, wymachując rękami z dzikim błyskiem w oczach. Juliette schyliła się pod jego rękami, trafiając go barkiem w brzuch, a mężczyzną przekoziołkował nad jej plecami. Padł na podłogę i chwycił ją za nogi, ściągając ją do parteru.</p>
    <p>Juliette próbowała się mu wyśliznąć, ale on pełzł po niej, od kostek w górę, do pasa. Za nim wznosiły się płomienie. Koc się zajął. Mężczyzna wrzasnął, ogarnięty nieświętym gniewem, całkiem już postradawszy rozum. Juliette odepchnęła się od jego ramion i zaczęła wiercić się w miejscu, żeby się oswobodzić. Ledwo oddychała, ledwo widziała. Leżący na niej mężczyzna krzyknął z nowym zapałem — to jego szaty się zajęły. Płomienie pełzły po jego plecach i po nich obojgu, a Juliette z powrotem znalazła się w tamtej śluzie, z kocem na głowie, płonąc żywcem.</p>
    <p>Przed jej twarzą przemknął but i trafił w młodego księdza; siła uczepionych niej rąk zmalała. Juliette zepchnęła go z siebie. Dym przesłaniał już wszystko. Próbowała odzyskać równowagę, ale nie mogła opanować kaszlu; zastanawiała się, co z radiem, ale wiedziała, że już po nim. A potem ktoś pociągnął ją w głąb wąskiego korytarza. Blada twarz Rapha upodabniała go do osnutego dymem ducha, który popędzał ją, kiedy szła po drabinie.</p>
    <p>Serwerownia napełniała się dymem. Ogień na dole będzie się rozprzestrzeniał, aż pochłonie wszystko, co się pali, zostawiając tylko osmalony metal i stopione przewody. Juliette pomogła Raphowi wyjść z szybu. Zatrzasnęła pokrywę włazu i zrozumiała, że ta cholerna krata nie zatrzyma dymu.</p>
    <p>Raph zniknął za jednym z serwerów.</p>
    <p>— Szybko! — krzyknął. Juliette poczołgała się na czworakach i zastała Rapha zapartego o tył węzła łączności. Napierał z całej siły, odpychając się jedną nogą od sąsiedniego serwera.</p>
    <p>Pomogła mu. Obolałe mięśnie prężyły się i paliły. Raz po raz napierali na tkwiący w miejscu metal; Juliette mgliście przypomniała sobie o śrubach mocujących podstawę do podłoża, ale ciężar wysokiej obudowy sprzyjał ich wysiłkom. Metal jęknął. Śruby ustąpiły i wielki, czarny serwer przechylił się, zadrżał, a potem runął, zakrywając otwór.</p>
    <p>Juliette i Raph opadli na podłogę, kaszląc i z trudem chwytając powietrze. W pomieszczeniu było aż sino od dymu, ale odcięli jego dopływ. A krzyki na dole wreszcie ucichły.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>56</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Za drzwiami windy dla dronów dały się słyszeć głosy. Kroki. Mężczyźni krążyli po zbrojowni, szukając ich.</p>
    <p>Donald i Charlotte leżeli wtuleni w siebie w ciemnej przestrzeni pod niskim sufitem. Charlotte próbowała wcześniej znaleźć jakiś sposób na zabezpieczenie drzwi, ale były one jednolitą taflą metalu wyposażoną tylko w maleńki mechanizm zwalniający zatrzask. Donald powstrzymywał się od kaszlu, czując jak drapanie w gardle się rozprzestrzenia, aż w końcu zajęło każdy cal ciała. Obie dłonie trzymał zaciśnięte na ustach i nasłuchiwał stłumionych okrzyków „czysto!” i „wszędzie czysto!”</p>
    <p>Charlotte przestała majstrować przy drzwiach i po prostu skulili się razem, usiłując się nie poruszać, bo podłoga trzaskała za każdym razem, gdy to robili. Spędzili w windzie cały dzień, czekając aż ekipa poszukiwawcza wróci na swoje piętro. Darcy ich opuścił, żeby być na zmianie, gdy wszyscy wstaną. Dla Donalda był to długi, niespokojny i bezsenny dzień — dzień, w którym ekipa poszukiwawcza z pewnością była liczniejsza i coraz bardziej zdesperowana. Teraz mieli na wolności mordercę i do tego zbiega z głębokiego zamrażania. Wyobrażał sobie zdenerwowanie Thurmana. Wyobrażał też sobie cięgi, jakie by dostał, gdyby go znaleźli. Modlił się, żeby te buty sobie poszły. Ale nie. One się zbliżały.</p>
    <p>Rozległ się huk metalowych drzwi, łomot wściekłej pięści. Donald poczuł jak Charlotte napina obejmującą go rękę, miażdżąc jego popękane żebra. Drzwi się poruszyły. Donald próbował je zatrzymać w miejscu, ale nie było za co złapać. Stal z piskiem przesunęła się po jego spoconych dłoniach. To koniec. Charlotte próbowała pomóc, ale ten ktoś już uchylił wejście do ich kryjówki. Oślepiła ich latarka — błysnęła im prosto w oczy.</p>
    <p>— Czysto! — rozległ się krzyk, na tyle blisko, że Donald poczuł zapach kawy w oddechu Darcy’ego. Drzwi zatrzasnęły się z powrotem, a dłoń klepnęła dwukrotnie w blachę. Charlotte osunęła się na podłogę. Donald pozwolił sobie odchrząknąć.</p>
    <p>Musiało być już po kolacji, kiedy wreszcie wyszli z windy, zmęczeni i wygłodniali. W zbrojowni panowała cisza i mrok. Darcy obiecał, że spróbuje wrócić, kiedy rozpocznie się jego zmiana, ale obawiał się, że nocna zmiana może nie być tak spokojna jak zwykle i może być trudno wyśliznąć się niepostrzeżenie.</p>
    <p>Donald i Charlotte popędzili korytarzem do osobnych toalet. Donald usłyszał grzechot rur, gdy jego siostra spuściła wodę. On sam podbiegł do zlewu, odkaszlnął krwią, splunął, spojrzał na karmazynowe nitki spływające spiralą do odpływu, napił się z kranu, znów splunął i wreszcie sam skorzystał z ubikacji.</p>
    <p>Zanim dotarł na koniec korytarza, Charlotte zdążyła już zdjąć folię z radia i je włączyć. Próbowała wywołać kogokolwiek. Donald przystanął za nią i patrzył; przełączyła się z kanału osiemnastego na siedemnasty i ponowiła wezwanie. Nikt się nie zgłosił. Zostawiła radio na siedemnastce, słuchając szumu.</p>
    <p>— Jak wywołałaś ich ostatnim razem? — zapytał Donald.</p>
    <p>— Właśnie tak.</p>
    <p>Spoglądała przez chwilę na radio, a potem odwróciła się do niego ze zmarszczonym z troski czołem. Donald spodziewał się tysięcy pytań: Ile minie czasu zanim ich dopadną? Co powinni teraz zrobić? Jak znaleźć bezpieczną kryjówkę? Tysiąc pytań, ale ona zadała inne smutnym szeptem:</p>
    <p>— Kiedy wyszedłeś na zewnątrz?</p>
    <p>Donald cofnął się o krok. Nie był pewien, jak odpowiedzieć.</p>
    <p>— Co masz na myśli? — zapytał, choć dobrze wiedział, co miała na myśli.</p>
    <p>— Słyszałam, jak Darcy mówił, że o mało nie przeszedłeś na drugą stronę wzgórza. Kiedy to było? Nadał chcesz tam iść? To tam pójdziesz, kiedy mnie zostawisz? To dlatego jesteś chory?</p>
    <p>Donald oparł się ciężko o jedno ze stanowisk sterowania.</p>
    <p>— Nie — powiedział. Patrzył na radio w nadziei, że czyjś głos przedrze się przez zakłócenia i go uratuje. Ale jego siostra czekała. — Wyszedłem tam tylko raz. Poszedłem… myśląc, że już nigdy nie wrócę.</p>
    <p>— Wyszedłeś, żeby umrzeć.</p>
    <p>Kiwnął głową. A ona nie wściekła się na niego. Nie wrzeszczała tak jak się obawiał — właśnie przez to nigdy jej o tym nie powiedział. Po prostu wstała, podbiegła do niego i owinęła mu ręce wokół pasa. A Donald zapłakał.</p>
    <p>— Dlaczego oni nam to robią? — zapytała Charlotte.</p>
    <p>— Nie wiem. Chcę to skończyć.</p>
    <p>— Ale nie w ten sposób. — Siostra odstąpiła od niego i otarła łzy. — Donny, musisz mi obiecać. Nie w ten sposób.</p>
    <p>Nie odpowiedział. Bolały go ściśnięte przez siostrę żebra.</p>
    <p>— Chciałem zobaczyć Helen — odparł wreszcie. — Chciałem zobaczyć miejsce, w którym żyła i zmarła. To był… zły czas. Z Anną. Byliśmy tu uwięzieni. — Pamiętał, co czuł do Anny wtedy i co czuł teraz. Tyle błędów. Popełniał błędy na każdym kroku. Tym ciężej było mu podejmować decyzje i działanie.</p>
    <p>— Musi być coś, co możemy zrobić — powiedziała Charlotte. Jej oczy się rozświetliły. — Moglibyśmy odchudzić drona na tyle, żeby nas stąd zabrał. Bomby przeciwbunkrowe ważą jakieś sześćdziesiąt kilo. Jeśli zmniejszymy wagę kolejnego drona, będzie mógł cię unieść.</p>
    <p>— A kto nim pokieruje?</p>
    <p>— Ja zostanę i siądę za sterami. — Dostrzegła wyraz jego twarzy i spochmurniała. — Lepiej, żeby choć jedno z nas się wydostało — powiedziała. — Wiesz, że mam rację. Moglibyśmy wystartować jeszcze przed świtem i posłać cię tak daleko, jak damy radę. Przynajmniej przeżyłbyś dzień poza tym miejscem.</p>
    <p>Donald spróbował sobie wyobrazić lot na grzbiecie jednego z tych ptaków — wiatr omiatający hełm, twarde lądowanie, leżenie w trawie i spoglądanie w gwiazdy. Wyciągnął swoją szmatkę i napełnił ją krwią, a potem pokręcił głową, odejmując ją od ust.</p>
    <p>— Umieram — wyznał. — Thurman powiedział, że został mi dzień albo dwa. Powiedział mi to wczoraj albo przedwczoraj.</p>
    <p>Charlotte milczała.</p>
    <p>— Może moglibyśmy obudzić innego pilota — zasugerował. — Mógłbym przystawić mu pistolet do głowy. Odesłałby stąd ciebie i Darcy’ego.</p>
    <p>— Nie zostawię cię — odparła jego siostra.</p>
    <p>— Ale mnie wysłałabyś samego?</p>
    <p>Wzruszyła ramionami.</p>
    <p>— Jestem hipokrytką.</p>
    <p>Donald zaśmiał się.</p>
    <p>— Pewnie dlatego cię zrekrutowali.</p>
    <p>Słuchali przez chwilę radia.</p>
    <p>— Jak myślisz, co się teraz dzieje w tych wszystkich pozostałych silosach? — zapytała Charlotte. — Rozmawiałeś z nimi. — Czy tam żyje się tak źle jak tutaj?</p>
    <p>Donald zastanowił się nad tym.</p>
    <p>— Nie wiem. Niektórzy, jak sądzę, są dość szczęśliwi. Żenią się, mają dzieci. Pracują. Nie mają pojęcia o niczym, co wykracza poza mury ich silosu, więc podejrzewam, że nie dręczy ich napięcie, które my odczuwamy. Z drugiej strony, myślę, że im nie daje spokoju coś innego, głębokie poczucie, że coś jest nie tak z życiem, które prowadzą. No wiesz, pod ziemią. My to rozumiemy i to nas dławi, ale oni odczuwają to chyba jako ciągły niepokój. Sam nie wiem. — Wzruszył ramionami. — Widziałem tutaj ludzi wystarczająco szczęśliwych, żeby odbywać zmianę za zmianą. Widziałem jak inni odchodzili od zmysłów. Grywałem… grywałem godzinami w pasjansa na komputerze w swoim biurze. Tylko wtedy mój mózg się wyłączał i nie czułem się przygnębiony. Ale i nie byłem wtedy tak naprawdę żywy.</p>
    <p>Charlotte uścisnęła go za rękę.</p>
    <p>— Myślę, że niektóre z silosów, które zgasły mają najlepiej…</p>
    <p>— Nie mów tak — szepnęła.</p>
    <p>Donald podniósł na nią wzrok.</p>
    <p>— Nie o to mi chodzi. Nie sądzę, żeby byli martwi, w każdym razie nie wszyscy. Sądzę, że niektórzy żyją sobie spokojnie, na tyle cicho, że nikt ich nie szuka. Chcą po prostu, żeby zostawiono ich w spokoju, żeby ich nie kontrolowano, żeby mogli sami decydować jak żyją i jak umierają. Myślę, że tego właśnie chciała dla nich Anna. Myślę, że życie w zbrojowni przez rok i próby zaznania życia bez możliwości wyjścia na zewnątrz zmieniły jej perspektywę.</p>
    <p>— A może to dlatego, że przez dłuższy czas była poza pudełkiem — dodała Charlotte. — Może nie podobało jej się, że chowali ją do przechowalni.</p>
    <p>— Może i tak — zgodził się Donald. Znów myślał o tym, że gdyby okazał jej odrobinę zaufania i jej wysłuchał, sprawy potoczyłyby się inaczej. Z pomocą Anny wszystko byłoby lepsze. Z bólem stwierdził, że tęsknił za nią równie mocno co za Helen. Anna go uratowała i próbowała ocalić innych, lecz Donald jej nie zrozumiał i nienawidził jej za jedno i drugie.</p>
    <p>Charlotte puściła jego rękę i zaczęła dostrajać radio. Próbowała wywołać kogoś na którymś z kanałów, przeczesując włosy i nasłuchując zakłóceń.</p>
    <p>— Był taki czas, gdy myślałem, że to coś dobrego — odezwał się Donald. — To co zrobili, żeby uratować świat. Przekonali mnie, że masowe wymieranie było nieuniknione, że wkrótce miała rozpętać się wojna i pochłonąć wszystkich. Ale wiesz, co ja myślę? Myślę, że wiedzieli, że gdyby wywiązała się wojna między tymi niewidzialnymi maszynami, ocalałyby tu i ówdzie enklawy ludności. Więc zbudowali to. Upewnili się, że zniszczenie będzie całkowite, żeby móc je kontrolować.</p>
    <p>— Chcieli mieć pewność, że jedyne enklawy ocalałych będą ich enklawami — powiedziała Charlotte.</p>
    <p>— Dokładnie. Wcale nie starali się uratować świata. Próbowali ocalić samych siebie. Nawet gdybyśmy wyginęli, świat poradziłby sobie bez nas. Natura zawsze znajdzie sposób.</p>
    <p>— <emphasis>Ludzie</emphasis> zawsze znajdą sposób — powiedziała Charlotte. — Spójrz tylko na nas. — Zaśmiała się. — My dwoje jesteśmy jak chwasty, co nie? Zawsze się gdzieś wcisną. Jak tamte nieposłuszne silosy. Jak ci ludzie mogli myśleć, że dadzą radę to powstrzymać? Że coś takiego się nie stanie?</p>
    <p>— Nie wiem — odparł Donald. — Może jeśli ktoś ma ambicje, by kształtować losy świata, wierzy też, że potrafi przechytrzyć nawet chaos.</p>
    <p>Charlotte wciąż skakała po kanałach, na wypadek gdyby ktoś odpowiedział na wezwanie. Wyglądała na rozdrażnioną.</p>
    <p>— Powinni dać nam spokój — powiedziała. — Powinni przestać i pozwolić, żebyśmy rośli jak nam natura każe.</p>
    <p>Donald zerwał się z krzesła i stanął wyprostowany.</p>
    <p>— Co się stało? — zapytała Charlotte. Sięgnęła do radia. — Usłyszałeś coś?</p>
    <p>— To jest to — powiedział Donald. — Zostawić nas w spokoju. — Wysupłał chustkę i kaszlnął. Charlotte przestała bawić się radiem. — Chodź — rzucił i wskazał na biurko. — Weź narzędzia.</p>
    <p>— Do drona? — zapytała.</p>
    <p>— Nie. Musimy złożyć drugi kombinezon.</p>
    <p>— Drugi kombinezon?</p>
    <p>— Do wyjścia na zewnątrz. Aha, mówiłaś, że bomby przeciwbunkrowe ważą sześćdziesiąt kilo. Ile to dokładnie jest kilogram?</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>57</p>
    </title>
    <p>— To nie jest dobry plan — skwitowała Charlotte. Dokręciła podłączony do hełmu aparat do oddychania i wzięła jedną z wielkich butli z powietrzem, a potem zaczęła mocować do niej wąż. — Co zrobimy, kiedy już będziemy na zewnątrz?</p>
    <p>— Umrzemy — odparł Donald. Dostrzegł spojrzenie, jakie mu rzuciła. — Ale może za tydzień. I nie tutaj.</p>
    <p>Leżały przed nim porozkładane zapasy, które teraz zaczął wpychać do jednego z niedużych wojskowych plecaków. Gotowe racje żywnościowe, woda, apteczka, latarka, pistolet i dwa magazynki, dodatkowa amunicja, krzesiwo i nóż.</p>
    <p>— Jak myślisz, na jak długo wystarczy powietrza? — zapytała Charlotte.</p>
    <p>— Te butle służą do wysyłania wojsk do innych silosów, więc muszą mieć dość powietrza, żeby dało się dotrzeć do tych najbardziej oddalonych. My potrzebujemy pójść tylko trochę dalej i nie będziemy tak obciążeni. — Zapiął plecak i położył go obok drugiego.</p>
    <p>— To tak jakbyśmy redukowali ciężar drona.</p>
    <p>— Dokładnie. — Wziął rolkę taśmy i wyciągnął z kieszeni złożoną mapę, którą zaczął mocować do rękawa jednego z kombinezonów.</p>
    <p>— To nie mój kombinezon?</p>
    <p>Donald przytaknął.</p>
    <p>— Jesteś lepsza w nawigacji. Będę szedł za tobą.</p>
    <p>Zza regałów rozległ się sygnał nadjeżdżającej windy. Donald rzucił wszystko i syknął do Charlotte, żeby się pospieszyła. Dotarli już do windy dla dronów, gdy Darcy zawołał, że to tylko on. Wyszedł obładowany zza regałów, niosąc czyste ubrania i tace pełne jedzenia.</p>
    <p>— Przepraszam — powiedział, widząc panikę, jaką spowodował. — Nie miałem was jak ostrzec. — W ramach przeprosin wyciągnął ku nim tace. — Resztki z kolacji.</p>
    <p>Odłożył tace, a Charlotte go uścisnęła. Donald zauważył, że w ciężkich czasach więzi powstawały szybko. Oto więźniarka obejmowała strażnika za to, że jej nie bił i okazał odrobinę współczucia. Donald cieszył się, że mieli drugi kombinezon. To był dobry plan.</p>
    <p>Darcy spojrzał na porozrzucane narzędzia i zapasy.</p>
    <p>— Co robicie? — zapytał.</p>
    <p>Charlotte spojrzała na brata. Donald pokręcił głową.</p>
    <p>— Słuchajcie — powiedział Darcy. — Rozumiem waszą sytuację. Mnie też nie podoba się to, co tu się wyprawia. A im więcej sobie przypominam, im więcej pamiętam z dawnego życia, tym bardziej jestem przekonany, że walczyłbym po waszej stronie. Ale nie chcę stawiać wszystkiego na jedną kartę. A to… — Wskazał na kombinezony. — To nie wygląda dobrze. Nie wygląda mądrze.</p>
    <p>Charlotte podała Donaldowi talerz i widelec. Usiadła na jednym z plastikowych pojemników i wbiła sztuciec w coś, co wyglądało na pieczeń z puszki, buraki i ziemniaki. Donald przysiadł obok i zaczął ciąć widelcem pieczeń na małe kawałki.</p>
    <p>— Pamiętasz, czym się zajmowałeś przed tym wszystkim? — zapytał Donald. — Zaczyna ci wracać pamięć?</p>
    <p>Darcy kiwnął głową.</p>
    <p>— Trochę. Przestałem brać leki.</p>
    <p>Donald się zaśmiał.</p>
    <p>— Co? Co w tym śmiesznego?</p>
    <p>— Przepraszam. — Donald machnął ręką. — Chodzi o to… nieważne. To dobrze. Byłeś w wojsku?</p>
    <p>— Tak, ale niedługo. Chyba byłem w Secret Service. — Darcy patrzył na nich przez chwilę. — A wy?</p>
    <p>— Siły powietrzne — powiedziała Charlotte i wskazała widelcem na Donalda, który miał pełne usta. — Kongresmen.</p>
    <p>— Zalewasz?</p>
    <p>Donald kiwnął głową.</p>
    <p>— Tak naprawdę bardziej architekt. — Wskazał na otaczające ich pomieszczenie. — Po to studiowałem.</p>
    <p>– Żeby budować tego typu rzeczy? — zapytał Darcy.</p>
    <p>– Żeby zbudować to — odparł Donald i ugryzł kolejny kęs pieczeni.</p>
    <p>— Zalewasz.</p>
    <p>Donald kiwnął głową i upił łyk wody.</p>
    <p>— Więc kto nam to zrobił? Chińczycy?</p>
    <p>Donald i Charlotte spojrzeli na siebie.</p>
    <p>— No co? — zapytał Darcy.</p>
    <p>— My to zrobiliśmy — powiedział Donald. — To miejsce nie powstało na wszelki wypadek. Zaprojektowano je specjalnie w tym celu.</p>
    <p>Darcy przeskakiwał wzrokiem po ich twarzach z otwartymi ustami.</p>
    <p>— Myślałem, że wiesz. Wszystko jest w moich notatkach. — <emphasis>Jeśli się wie, czego szukać</emphasis>, dodał w myślach. W przeciwnym razie było to zbyt oczywiste i zuchwałe, by to dostrzec.</p>
    <p>— Nie. Myślałem, że to jest jak tamten bunkier w górach, gdzie ma się schronić rząd…</p>
    <p>— Bo tak jest — powiedziała Charlotte. — Tyle że tym razem mieli doskonałe zgranie w czasie.</p>
    <p>Darcy wpatrywał się w ich buty, podczas gdy Donald i jego siostra jedli. Jedzenie nie było takie złe jak na ostatni posiłek. Donald spojrzał na rękaw kombinezonu, który pożyczył od Charlotte i po raz pierwszy dostrzegł dziurę po kuli. Może to dlatego tak dziwnie się zachowywała, kiedy chciał go włożyć. Siedzący naprzeciwko Darcy zaczął powoli kiwać głową.</p>
    <p>— Tak — mówił. — Boże, tak. Oni to zrobili. — Podniósł wzrok na Donalda. — Parę zmian temu wsadziłem do głębokiego zamrażania pewnego faceta. Wykrzykiwał tego typu szalone rzeczy. Facet z księgowości.</p>
    <p>Donald odstawił tacę. Dopił wodę.</p>
    <p>— Nie był szalony, prawda? — zapytał Darcy. — To dobry człowiek.</p>
    <p>— Pewnie nie był — przyznał Donald. — W każdym razie dochodził do siebie.</p>
    <p>Darcy przebiegł palcami po swoich krótkich włosach. Jego uwaga znów skupiła się na porozrzucanych zapasach.</p>
    <p>— Kombinezony — powiedział. — Myślicie o wyjściu? Bo chyba wiecie, że nie mogę wam w tym pomóc.</p>
    <p>Donald zignorował pytanie. Poszedł na koniec alejki i przyprowadził dwukołowy wózek. Razem z Charlotte umieścili już na nim bombę przeciwbunkrową. Ze stożkowatego nosa bomby zwisała plastikowa zawieszka, za którą miał pociągnąć, żeby uzbroić ładunek. Charlotte wymontowała już wysokościomierz i blokady bezpieczeństwa. Gdy skończyła, nazwała ją „głupią bombą”. Donald pchał wózek w kierunku windy.</p>
    <p>— Hej! — zaprotestował Darcy. Wstał z kosza i zagrodził mu drogę. Charlotte odchrząknęła, a gdy się odwrócił, zobaczył w jej rękach wymierzoną w niego broń.</p>
    <p>— Przykro mi — powiedziała Charlotte.</p>
    <p>Dłoń Darcy’ego zawisła nad wybrzuszeniem w kieszeni. Donald pchnął w jego kierunku wózek, a Darcy się cofnął.</p>
    <p>— Musimy to przedyskutować — powiedział Darcy.</p>
    <p>— Już to zrobiliśmy — powiedział Donald. — Nie ruszaj się.</p>
    <p>Zatrzymał wózek obok Darcy’ego i włożył mu rękę do kieszeni. Wyjął pistolet i włożył sobie do kieszeni, a potem poprosił o identyfikator Darcy’ego. Młody strażnik wręczył mu plakietkę. Donald schował ją, po czym potoczył wózek w kierunku windy.</p>
    <p>Darcy szedł za nim w pewnej odległości.</p>
    <p>— Zwolnij — poprosił. — Chcesz to zdetonować? Daj spokój, człowieku. Porozmawiajmy. To poważna decyzja.</p>
    <p>— I niepodjęta z łatwością, przysięgam. Reaktor pod nami zasila serwery. Serwery kontrolują życie wszystkich ludzi. Zamierzamy ich wyzwolić. Pozwolić im żyć i umierać jak tylko zechcą.</p>
    <p>Darcy zaśmiał się nerwowo.</p>
    <p>— Serwery kontrolują życie? O czym ty mówisz?</p>
    <p>— Wybierają numery loterii — wyjaśnił Donald. — Decydują o tym, kto jest godzien przekazać geny. Selekcjonują i kształtują. Podżegają do wojen, by wyłonić zwycięzcę. Ale już niedługo.</p>
    <p>— No dobra, ale jest nas tylko trójka. To zbyt ważna decyzja, nie możemy jej podjąć sami. Mówię poważnie, człowieku…</p>
    <p>Donald zatrzymał wózek tuż przy windzie. Odwrócił się do Darcy’ego i zobaczył, że jego siostra wstała z pudła, żeby zostać bliżej niego.</p>
    <p>— Mam ci wymienić wszystkie momenty w historii, kiedy jedna osoba doprowadziła do śmierci milionów? — zapytał Donald. — Około tuzina osób stworzyło silosy. Tak naprawdę można to sprowadzić do trzech. A kto wie, może jeden z tych ludzi wpływał na pozostałych dwóch? No cóż, jeśli jeden człowiek mógł je zbudować, jeden da też radę je zburzyć. Grawitacja to suka, chyba że jest po twojej stronie. — Donald wskazał na alejkę między regałami. — A teraz idź tam i usiądź.</p>
    <p>Gdy Darcy się nie poruszył, Donald wyciągnął broń — nie pistolet strażnika, ale ten z drugiej kieszeni, o którym wiedział, że jest naładowany i odbezpieczony. Urażony i rozczarowany wyraz twarzy młodego mężczyzny zabolał go jak cios. Donald odprowadził wzrokiem Darcy’ego, który pomaszerował z powrotem między regały, mijając Charlotte. Donald podszedł do siostry, ścisnął ją za ramię i pocałował w policzek.</p>
    <p>— Idź założyć kombinezon — powiedział jej.</p>
    <p>Kiwnęła głową i ruszyła za Darcym, usiadła na pojemniku i zaczęła wciskać się w kombinezon.</p>
    <p>— To się nie dzieje naprawdę — powiedział Darcy. Zerknął ukradkiem na pistolet Charlotte, który odłożyła na bok, żeby się przebrać.</p>
    <p>— Nawet o tym nie myśl — ostrzegł go Donald. — Właściwie, powinieneś już zakładać kombinezon.</p>
    <p>Spojrzeli na niego oboje z niezrozumieniem w oczach. Charlotte właśnie wsuwała nogi w nogawki.</p>
    <p>— O czym ty mówisz? — zapytała.</p>
    <p>Donald podniósł leżący między narzędziami młotek i pokazał go jej.</p>
    <p>— Nie zamierzam ryzykować, że bomba nie wybuchnie — oznajmił.</p>
    <p>Spróbowała wstać, ale stopy wciąż miała zaplątane w nogawki.</p>
    <p>— Mówiłeś, że masz sposób, żeby zdetonować ją zdalnie!</p>
    <p>— Tak, zdalnie. Czyli z daleka od ciebie. — Wycelował w Darcy’ego. — Ubieraj się. Macie pięć minut, żeby wejść do tamtej windy…</p>
    <p>Darcy rzucił się na leżącą obok Charlotte broń. Charlotte okazała się szybsza i zgarnęła pistolet z pojemnika. Donald cofnął się o krok, a potem zdał sobie sprawę, że jego siostra mierzy do niego.</p>
    <p>— To <emphasis>ty</emphasis> się ubieraj — rozkazała bratu. Głos miała drżący, a oczy błyszczące. — Nie tak się umawialiśmy. Obiecałeś.</p>
    <p>— Jestem kłamcą — powiedział Donald. Kaszlnął w zgięcie łokcia i uśmiechnął się. — Ty jesteś hipokrytką, a ja kłamcą. — Zaczął cofać się w kierunku windy, nie przestając mierzyć do Darcy’ego. — Nie zastrzelisz mnie — powiedział siostrze.</p>
    <p>— Daj mi pistolet — zaproponował jej Darcy. — Posłucha, jeśli to ja będę go trzymał.</p>
    <p>Donald zaśmiał się.</p>
    <p>— Ty też mnie nie zastrzelisz. Tamta broń nie jest naładowana. A teraz się ubierajcie. Oboje macie się stąd wynosić. Daję wam pół godziny. Winda dla dronów jedzie na górę dwadzieścia minut. Do blokowania drzwi najlepszy jest pusty pojemnik. Zostawiłem jeden obok windy.</p>
    <p>Charlotte płakała, szarpiąc nogawki kombinezonu, próbując wcisnąć w nie stopy. Donald wiedział, że gdyby jej nie zmusił, nigdy nie poszłaby bez niego i zrobiłaby coś głupiego. Podbiegłaby i objęłaby go, błagając, żeby z nią poszedł, grożąc, że sama też zostanie i zginie wraz z nim. Jedynym rozwiązaniem było zostawić z nią Darcy’ego. Był typem bohatera. Ocali siebie i ją. Donald wcisnął przycisk wzywający nieekspresową windę.</p>
    <p>— Pół godziny — powtórzył. Widział, że Darcy już rozpinał swój kombinezon, żeby się przebrać. Charlotte krzyczała na brata i próbowała wstać, omal się nie potknęła i nie upadła. Zaczęła zsuwać z siebie kombinezon, zamiast go zakładać. Winda pisnęła i otworzyła się. Donald odchylił wózek i wtoczył go do środka. Na widok bólu, jaki sprawiał Charlotte zebrały mu się łzy w oczach. Była w połowie alejki, kiedy drzwi zaczęły się zamykać.</p>
    <p>— Kocham cię — powiedział. Nie był pewien, czy go usłyszała. Drzwi zatrzasnęły się, a siostra zniknęła mu z oczu. Zeskanował identyfikator i wcisnął przycisk, a winda ruszyła.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>58</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 17</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Węzeł łączności stygł, choć pod spodem wciąż szalały płomienie. Spod serwera wysnuwały się smużki dymu. Juliette przyjrzała się wnętrzu wielkiej, czarnej maszyny i dostrzegła połamane płytki obwodów drukowanych, strzaskany rząd gniazd słuchawkowych i pourywane przewody u podstawy maszyny, które napięły się i pękły, gdy upadła.</p>
    <p>— Wypali się? — zapytał Raph, spoglądając na smużki dymu.</p>
    <p>Juliette kaszlnęła. Wciąż czuła w gardle dym, posmak spalonych kartek.</p>
    <p>— Nie wiem — przyznała. Wbiła wzrok w lampy na suficie, upewniając się, że nie mrugają. — Cały prąd w silosie płynie pod tymi kratami.</p>
    <p>— Więc silos może w każdej chwili zrobić się ciemny jak kopalnie? — Raph zerwał się na nogi. — Lecę po nasze torby, musimy mieć pod ręką latarki. A ty powinnaś napić się wody.</p>
    <p>Juliette odprowadziła go wzrokiem. Czuła płonące na dole książki. Czuła topiące się w radiostacji przewody. Nie sądziła, żeby zasilanie miało wysiąść — miała nadzieję, że nie wysiądzie — ale tracili tak wiele. Z wielkiego schematu, dzięki któremu odnalazła kopacza został już być może tylko popiół. Przepadły schematy, które pomogłyby jej podjąć decyzję, z którym silosem się skontaktować i w kierunku którego zacząć kopać.</p>
    <p>Wysokie, czarne maszyny szumiały i mruczały — niewzruszone giganty o kanciastych barkach. Niewzruszone z wyjątkiem jednego. Juliette podniosła się z podłogi i zlustrowała przewrócony serwer. Analogia między nimi a silosami narzucała się sama, bardziej niż dotychczas. Ten tutaj upadł, zupełnie jak jej dom. Jak dom Solo. Przyjrzała się ustawieniu serwerów i przypomniała sobie, że ich układ był identyczny z układem silosów. Raph wrócił, dźwigając obie torby. Wręczył Juliette manierkę z wodą. Upiła łyk, zatopiona w myślach.</p>
    <p>— Przyniosłem twoją latar…</p>
    <p>— Czekaj — przerwała mu Juliette. Zakręciwszy manierkę, przeszła się pomiędzy serwerami. Okrążyła jeden z nich i przyjrzała się srebrnej płytce nad wiązką kabli. Widniał na niej symbol silosu z trzema wymierzonymi w dół trójkątami. Pośrodku wyryto numer „29”.</p>
    <p>— Czego szukasz? — zapytał Raph.</p>
    <p>Juliette postukała w płytkę.</p>
    <p>— Lukas mówił nieraz, że musi popracować nad serwerem szóstym albo trzydziestym, albo którymś tam. Pamiętam jak mi pokazywał, że są poustawiane tak jak silosy. Mamy schemat na wyciągnięcie ręki.</p>
    <p>Ruszyła kierunku serwerów numer siedemnaście i osiemnaście. Raph podążył za nią.</p>
    <p>— Powinniśmy się martwić o zasilanie? — zapytał.</p>
    <p>— Nie mamy na to wpływu. Podłoga i ściany na dole nie powinny rozgrzać się na tyle, żeby się zająć. Kiedy ogień się wypali, zobaczymy… — Coś przykuło uwagę Juliette, gdy ta przemierzała trasę pomiędzy serwerami. Przewody pod kratą podłogi wychodziły ze swoich rynien ku podstawom maszyn. Tym, co ją zatrzymało była seria czerwonych kabli w gąszczu czarnych.</p>
    <p>— Co teraz? — zapytał Raph. Spoglądał na nią jakby się o nią martwił. — Hej, dobrze się czujesz? Bo widywałem górników, którym spadł kamień na łepetynę i przez cały dzień zachowywali się dziwacznie…</p>
    <p>— Nic mi nie jest — powiedziała Juliette. Wskazała na pęki przewodów, a potem odwróciła się i wyobraziła sobie, że kable prowadzą od jednego silosu do drugiego.</p>
    <p>— Mapa — powiedziała.</p>
    <p>— Tak — zgodził się Raph. — Mapa. — Wziął ją za ramię. — Może sobie usiądziesz? Nawdychałaś się mnóstwo dymu…</p>
    <p>— Posłuchaj mnie. Dziewczyna w radiu, ta z silosu pierwszego, mówiła, że istnieje mapa z takimi czerwonymi liniami. Wspomniała o tym, gdy powiedziałam jej o kopaczu. Wydawała się podekscytowana, mówiła, że teraz już rozumie, czemu te linie odbiegały w bok i spotykały się w jednym punkcie. A potem radio przestało działać.</p>
    <p>— No dobrze.</p>
    <p>— To są silosy — powiedziała Juliette. Wyciągnęła ręce do wysokich serwerów. — Chodź no tu. Popatrz. — Ruszyła do następnego rzędu, spoglądając na oznaczenia. Czternaście. Szesnaście. Siedemnaście. — Tu jesteśmy. A tu jest nasz tunel. A to nasz stary silos. — Wskazała na sąsiedni serwer.</p>
    <p>— Więc mówisz, że możemy zdecydować, do którego z nich się odezwać sprawdzając, kto jest najbliżej? Bo na dole mamy taką mapę. Erik ją ma.</p>
    <p>— Nie, mówię, że te czerwone linie na jej mapie są jak te przewody. Widzisz? Głęboko w dole. Kopacze nie miały służyć do kopania między silosami. Bobby wspominał, jak ciężko skręcać tym molochem. On był gdzieś wycelowany.</p>
    <p>— Gdzie?</p>
    <p>— Nie wiem. Musiałabym zobaczyć mapę. Chyba że… — Odwróciła się do Rapha, którego blada twarz była przybrudzona dymem i sadzą. — Byłeś w ekipie kopiącej. Ile paliwa mieści się w baku kopacza?</p>
    <p>Wzruszył ramionami.</p>
    <p>— Nigdy nie mierzyliśmy tego w galonach. Zwyczajnie zatankowaliśmy do pełna. Court kazała parę razy sprawdzić poziom paliwa, żeby zobaczyć, ile go spalamy. Pamiętam jak mówiła, że nigdy byśmy tego wszystkiego nie wykorzystali.</p>
    <p>— To dlatego, że zaprojektowano je, aby dotarły dalej. Znacznie dalej. Żeby mieć pewne wyobrażenie, trzeba sprawdzić pojemność baku. A z mapy Erika dowiedzielibyśmy się, w którą stronę kopacz był wycelowany na początku. Gdyby tylko… — Pstryknęła palcami. — Mamy drugiego kopacza.</p>
    <p>— Nie nadążam. Po co nam dwa kopacze? Mam tylko jeden działający generator.</p>
    <p>Juliette rozpromieniła się i uścisnęła go za ramię; jej umysł pracował gorączkowo.</p>
    <p>— Nie potrzebujemy drugiego do kopania. Musimy tylko sprawdzić, gdzie jest wycelowany. Kiedy wyrysujemy tę linię na mapę i nałożymy na to pierwotny kierunek naszego własnego kopacza, obie linie powinny się spotkać. A jeśli zapas paliwa będzie odpowiadał uzyskanej odległości, to będzie swego rodzaju potwierdzenie. Dowiemy się, gdzie i jak daleko znajduje się miejsce, o którym mi mówiła. Miejsce-ziarno. Brzmiało to jak inny silos, ale taki na zewnątrz, gdzie powietrze…</p>
    <p>Z drugiego końca pomieszczenia dobiegły ich głosy, ktoś tu wszedł z korytarza. Juliette odciągnęła Rapha pod jeden z serwerów i przyłożyła sobie palec do ust. Ale ten ktoś szedł prosto do nich, słyszeli ciche pacnięcia niczym stukot palców o metal. Juliette zwalczyła w sobie pokusę, by rzucić się do ucieczki, a potem jakiś brązowy kształt wyłonił się obok jej stóp i rozległ się syk, gdy noga się uniosła, a strumień moczu ochlapał jej buta.</p>
    <p>— Piesku! — usłyszała krzyk Elise.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Juliette uściskała dzieciaki i Solo. Nie widziała się z nimi od upadku silosu. Przypomnieli jej, dlaczego to robiła, o co walczyła, o co było <emphasis>warto</emphasis> walczyć. Dotychczas pęczniał w niej gniew, ślepa determinacja, by drążyć tunele w ziemi i szukać odpowiedzi na zewnątrz. Jednocześnie jednak straciła z oczu te najcenniejsze, warte ocalenia rzeczy. Zbyt absorbowali ją ci, którzy zasługiwali na potępienie.</p>
    <p>Jej gniew stopniał, gdy Elise objęła ją za szyję, a na twarzy poczuła drapanie brody Solo. Oto co mieli, co im zostało — i ochrona tych rzeczy była ważniejsza od zemsty. To właśnie odkrył ojciec Wendel. Czytał nie te fragmenty swojej księgi co trzeba, fragmenty mówiące o nienawiści zamiast tych o nadziei. A Juliette była równie zaślepiona. Była gotowa popędzić na zewnątrz i zostawić wszystkich samych sobie.</p>
    <p>Raph dołączył do niej i dzieci. Przysiedli wokół jednego z serwerów i opowiadali sobie o przemocy, jaką widzieli na dole. Solo miał strzelbę i wciąż powtarzał, że muszą zabezpieczyć drzwi i się zabarykadować.</p>
    <p>— Powinniśmy się tu ukryć i poczekać, aż się nawzajem pozabijają — oznajmił z dzikim spojrzeniem w oku.</p>
    <p>— To w ten sposób przetrwałeś te wszystkie lata? — zapytał Raph.</p>
    <p>Solo przytaknął.</p>
    <p>— Mój ojciec mnie tu ukrył. Minęło mnóstwo czasu, zanim wyszedłem. Tak było bezpieczniej.</p>
    <p>— Twój ojciec wiedział, co się stanie — powiedziała Juliette. — Zamknął cię z dala od tego wszystkiego. My wszyscy jesteśmy tutaj z tego samego powodu. Ktoś zrobił to samo dawno temu. Ukrył nas, żeby nas ocalić.</p>
    <p>— Więc powinniśmy znów się schować — stwierdził Rickson. Spojrzał na pozostałych. — Prawda?</p>
    <p>— Ile zostało ci jedzenia w spiżarni? — zapytała Juliette Solo. — Pod warunkiem, że ogień do niej nie dotarł.</p>
    <p>Solo poskubał brodę.</p>
    <p>— Dość na trzy lata. Może cztery. Ale tylko dla mnie.</p>
    <p>Juliette dokonała obliczeń.</p>
    <p>— Powiedzmy, że przez tunel przeszło dwieście osób, choć pewnie było ich mniej. Na ile starczy? Może pięć dni? — Gwizdnęła. Zaczęła na nowo doceniać farmy jej dawnego domu. Zapewnienie żywności tysiącom ludzi przez setki lat wymagało niesamowitej równowagi. — Musimy przestać się ukrywać — powiedziała. — Potrzeba nam… — Przyjrzała się twarzom garstki ludzi, którym całkowicie ufała. — Potrzeba nam obrad rady miejskiej.</p>
    <p>Raph roześmiał się, myśląc, że to żart.</p>
    <p>— Obrad czego? — zapytał Solo.</p>
    <p>— Potrzebujemy spotkania. Ze wszystkimi. Wszystkimi ocalałymi. Musimy postanowić, czy zostajemy w ukryciu, czy się stąd wynosimy.</p>
    <p>— Myślałem, że planowałaś przekopać się do innego silosu — powiedział Raph. — Albo do tamtego drugiego miejsca.</p>
    <p>— Nie sądzę, żeby wystarczyło nam czasu na kopanie. To zajęłoby całe tygodnie, a farmy są spustoszone. Poza tym, mam lepszy pomysł. Szybszy sposób.</p>
    <p>— A co z laskami dynamitu, które taszczyliśmy? Myślałem, że idziemy dorwać drani, którzy nam to zrobili.</p>
    <p>— Ta opcja nadal wchodzi w grę. Słuchajcie, musimy to zrobić tak czy inaczej. Musimy się stąd wydostać. W przeciwnym razie… Jimmy ma rację. Zwyczajnie się nawzajem pozabijamy. Musimy zebrać wszystkich.</p>
    <p>— Będzie trzeba to zrobić na dole, w sali generatora — powiedział Raph. — W jakimś przestronny miejscu. Albo może na farmach.</p>
    <p>— Nie. — Juliette odwróciła się i omiotła wzrokiem pomieszczenie, spoglądając na odległe ściany widoczne między serwerami. Przestrzeni było pod dostatkiem. — Zrobimy to tutaj. Pokażemy ludziom to miejsce.</p>
    <p>— Tutaj? — zapytał Solo. — Dwieście osób? Tutaj? — Wyglądał na wstrząśniętego; zaczął obiema rękami skubać brodę.</p>
    <p>— Gdzie wszyscy usiądą? — zapytała Hannah.</p>
    <p>— Jak będą widzieć? — chciała wiedzieć Elise.</p>
    <p>Juliette przyjrzała się szerokiej hali z wysokimi, czarnymi maszynami. Wiele z nich klikało i szumiało. Kable ciągnęły się od ich szczytów i pełzły po suficie. Prześledziwszy przewody z kamer w swoim dawnym domu, wiedziała, że wszystkie są ze sobą połączone. Wiedziała, którędy docierał prąd do ich podstaw i jak zdejmowało się panele boczne. Przebiegła dłonią po maszynie, na której Solo zaznaczał w młodości dni. Zebrały się z tego całe lata.</p>
    <p>— Idź do laboratorium czyszczenia i przynieś moją torbę z narzędziami — poleciła Solo.</p>
    <p>— Projekt? — zapytał.</p>
    <p>Kiwnęła głową, a Solo zniknął między wysokimi maszynami. Raph i dzieci przyglądały jej się badawczo. Juliette uśmiechnęła się.</p>
    <p>— Spodoba wam się.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Po przecięciu przewodów na szczycie i odkręceniu śrub u podstawy wystarczyło porządnie popchnąć. Serwer upadł znacznie łatwiej niż węzeł łączności. Juliette z satysfakcją spoglądała na maszynę, która najpierw się przechyliła i zadrżała, a potem rąbnęła o podłogę z łoskotem, który aż poczuła przez buty. Miles i Rickson, niczym dwaj psotni chłopcy, wydali triumfalny okrzyk i przybili piątkę. Hannah i Shaw właśnie podeszli do następnego serwera. Juliette podsadziła Elise, która wspięła się na szczyt z cążkami do cięcia drutu. Piesek szczekał, żeby na siebie uważała.</p>
    <p>— To jak przycinanie włosów — powiedziała Juliette, patrząc na pracującą Elise.</p>
    <p>— Moglibyśmy przystrzyc brodę Solo — zasugerowała Elise.</p>
    <p>— Wątpię, czy by mu się to spodobało — stwierdził Raph.</p>
    <p>Juliette obróciła się i zobaczyła, że górnik już uporał się z powierzonym mu zadaniem.</p>
    <p>— Zrzuciłem ponad sto karteczek — powiedział. — Nie mogłem napisać więcej. Cierpła mi ręka. Rozsypałem je wokoło, więc część na pewno dotrze na dół.</p>
    <p>– Świetnie. I napisałeś, że mamy tu jedzenie? Że wystarczy dla wszystkich?</p>
    <p>Kiwnął głową.</p>
    <p>— W takim razie powinniśmy odsunąć to ustrojstwo z włazu i przekonać się, czy damy radę dotrzymać słowa. Jeśli nie, będzie trzeba splądrować farmy na górze.</p>
    <p>Raph podążył za nią do węzła łączności. Upewnili się, że dym się już stamtąd nie wydostawał, a Juliette przebiegła dłonią wzdłuż podstawy, żeby sprawdzić, czy nie jest rozgrzana. Kryjówka Solo była z każdej strony wyłożona metalem, więc Juliette miała nadzieję, że ogień nie rozprzestrzenił się poza stertę książek — ale pewności nie mieli. Przewrócony serwer zgrzytnął przeraźliwie, gdy go odsuwali. Z wnętrza buchnęła chmura ciemnego dymu.</p>
    <p>Juliette pomachała dłonią przed twarzą i kaszlnęła. Raph przebiegł na drugą stronę serwera i chwycił go tak, jakby chciał go popchnąć z powrotem.</p>
    <p>Powietrze w serwerowni zrobiło się sine, ale z otworu nie wydobywało się dużo dymu. Tylko odrobina, którą uwięzili zakrywając właz. Raph zaczął schodzić na dół, ale Juliette uparła się, że ona pójdzie pierwsza. Włączywszy latarkę, zeszła w rozpraszające się kłęby dymu.</p>
    <p>Przykucnęła u podstawy drabiny, oddychając przez podkoszulek. Wiązka światła z latarki wydawała się namacalna, jakby zdolna do uderzenia ewentualnego napastnika. Ale nikt jej nie atakował. Pośrodku korytarza leżał jakiś tlący się jeszcze kształt. Zapach był okropny. Dym przerzedził się jeszcze bardziej, więc Juliette zawołała do Rapha, że może zejść.</p>
    <p>Podczas gdy on hałaśliwie schodził, Juliette przestąpiła nad ciałem i oceniła zniszczenia. Powietrze było ciepłe i parne, oddychanie przychodziło z trudem. Wyobraziła sobie na moment, przez co musiał przechodzić Lukas, kiedy krztusił się tam w dole. Nie tylko dym wycisnął jej łzy z oczu.</p>
    <p>— To były książki.</p>
    <p>Raph dołączył do niej i wbił wzrok w czarną plamę pośrodku pokoju. Kiedy ją ratował, musiał widzieć, że tutaj leżały, bo nie został po nich żaden ślad. Kartki unosiły się teraz w powietrzu. Były w ich płucach. Juliette krztusiła się wspomnieniami przeszłości.</p>
    <p>Podeszła do ściany i przyjrzała się radiu. Metalowa klatka była nadal powyginana po tym, gdy kiedyś zerwała ją ze ściany. Pstryknęła włącznikiem, ale nic się nie stało. Plastikowy przycisk był lepki i ciepły. Wnętrze urządzenia zmieniło się pewnie w pojedynczy zlepek gumy i miedzi.</p>
    <p>— Gdzie to jedzenie? — zapytał Raph.</p>
    <p>— Za tamtymi drzwiami — powiedziała Juliette. — Otwórz przez szmatkę.</p>
    <p>Wyruszył, żeby zbadać mieszkanie i spiżarnię, podczas gdy Juliette przyjrzała się szczątkom starego biurka, zdeformowanemu monitorowi na środku blatu i popękanemu od żaru panelowi. Po posłaniu Solo nie został nawet ślad. Wkoło walały się metalowe pudełka, w których kiedyś tkwiły książki; niektóre powyginały się od ekstremalnych temperatur. Juliette dostrzegła, że zostawia za sobą czarne ślady butów i zdała sobie sprawę, że gumowe podeszwy jej butów zaczęły się topić z gorąca. Z sąsiedniego pomieszczenia usłyszała podekscytowany okrzyk Rapha. Przeszła przez drzwi i zastała go obładowanego puszkami, z podbródkiem dociśniętym do tych na górze sterty i z głupkowatym uśmiechem na twarzy.</p>
    <p>— Są tego całe regały — oznajmił.</p>
    <p>Juliette wkroczyła do spiżarni, świecąc sobie latarką. Była przepastna, a tu i ówdzie tkwiło parę puszek. Jednak regały w głębi wydawały się lepiej zaopatrzone.</p>
    <p>— Jeśli wszyscy przyjdą, wystarczy co najwyżej na kilka dni — powiedziała.</p>
    <p>— Może nie trzeba było zwoływać wszystkich.</p>
    <p>— Nie — odparła Juliette. — Postępujemy słusznie. — Odwróciła się do ściany przy niewielkim stole jadalnym. Ogień nie przedarł się przez drzwi. Wysokie schematy wielkości koca wisiały tam nienaruszone. Juliette zaczęła je przeglądać, szukając tych, których potrzebowała. Znalazła je i oddarła od reszty. Składając kartki, usłyszała gdzieś w górze przytłumione uderzenie — odgłos kolejnego upadającego serwera.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>59</p>
    </title>
    <p>Ludzie z początku napływali pojedynczo, potem grupkami, aż wreszcie tłumami. Z podziwem spoglądali na jednostajne oświetlenie korytarzy i zaglądali do biur. Nigdy wcześniej nie widzieli IT od wewnątrz. Większość nie spędzała wiele czasu na górnych piętrach, jeśli nie liczyć pielgrzymek towarzyszących czyszczeniu. Rodziny wędrowały od pomieszczenia do pomieszczenia; dzieci trzymały kurczowo ryzy papieru; wielu podchodziło do Juliette albo pozostałych z rozsypanymi przez Rapha liścikami w rękach i pytało o jedzenie. Po zaledwie paru dniach wyglądali inaczej. Kombinezony mieli poplamione i porwane, twarze nieogolone i ściągnięte, oczy podkrążone. Po zaledwie paru dniach. Juliette rozumiała, że zostało tylko kilka dni, zanim ludzie staną się zdesperowani. Każdy to dostrzegał.</p>
    <p>Ci, którzy przybyli wcześnie pomagali przygotować jedzenie i obalić ostatnie serwery. Pomieszczenie wypełnił zapach ciepłych warzyw i zupy. Dwa najgorętsze serwery, numery czterdzieści i trzydzieści osiem, położono na podłogę bez odłączania zasilania. Na ich rozgrzanych obudowach poustawiano otwarte puszki, których zawartość bulgotała. Nie mieli dość sztućców, więc wiele osób piło zupę i sok owocowy prosto z ciepłych puszek.</p>
    <p>Hannah pomogła Juliette przygotować obrady, podczas gdy Rickson zajął się dzieckiem. Jeden ze schematów już wisiał na ścianie, a Hannah mocowała drugi. Linie starannie wyznaczono nitką; Hannah sprawdziła, czy Juliette nie popełniła błędu. Trasę wytyczono węglem. Juliette spojrzała na kolejną grupę wchodzących. Dotarło do niej, że to jej drugie obrady rady miejskiej, a pierwsze poszły niezbyt dobrze. Uświadomiła też sobie, że to pewnie jej ostatnie obrady.</p>
    <p>Większość zebranych przybyła z farm, ale zaraz potem zaczęli zjawiać się również mechanicy i górnicy. Z komisariatu na środkowych piętrach przyszedł Tom Higgins i komitet do spraw planowania. Jeden z nich wspiął się na wywrócony serwer z kartką i kawałkiem węgla, a potem, dźgając palcem powietrze, usiłował policzyć głowy i klął na kotłujący się tłum. Juliette zaśmiała się, ale zaraz potem dotarło do niej, że to, co robił było ważne. Będą musieli wiedzieć. U jej stóp leżał pusty kombinezon do czyszczenia, jeden z rekwizytów na obrady. Będą musieli wiedzieć: ile kombinezonów i ile osób.</p>
    <p>Zjawiła się również Courtnee, przeciskając się przez tłum. Zaskoczona Juliette rozpromieniła się i objęła przyjaciółkę.</p>
    <p>— Pachniesz dymem — stwierdziła Courtnee.</p>
    <p>Juliette roześmiała się.</p>
    <p>— Nie spodziewałam się, że przyjdziesz.</p>
    <p>— Na karteczce napisano, że to sprawa życia i śmierci.</p>
    <p>— Naprawdę? — Spojrzała na Rapha.</p>
    <p>Wzruszył ramionami.</p>
    <p>— Może i na niektórych było tak napisane — odparł.</p>
    <p>— Więc o co chodzi? — zapytała Courtnee. — Tyle wspinaczki po miskę zupy? Co się dzieje?</p>
    <p>— Powiem wszystkim jednocześnie. — I zwróciła się do Rapha. — Możesz sprowadzić wszystkich do serwerowni? I może wyślij Milesa i Shawa albo któregoś z tragarzy, żeby sprawdzili, czy ktoś jeszcze jest w drodze.</p>
    <p>Kiedy odszedł, Juliette zauważyła, że wszyscy usadowili się już na serwerach, plecami do siebie, siorbiąc z puszek, podczas gdy kolejne otwierano i ustawiano. Solo zajął się otwieraniem puszek jakimś elektrycznym ustrojstwem, które wpiął do gniazdka w ścianie. Wielu siedzących spoglądało podejrzliwie na stertę jedzenia przyniesionego ze spiżarni. Jeszcze więcej osób spoglądało na nią. Szepty brzmiały jak syk uciekającej pary.</p>
    <p>Juliette krążyła niespokojnie po sali z zatroskaną miną, a tłum narastał. Shaw i Miles wrócili. Klatka schodowa była raczej cicha, mówili, na górę szło może jeszcze parę osób. Juliette miała wrażenie, że minął cały dzień, odkąd wraz z Raphem stoczyli walkę z ogniem; wolała nie patrzeć na zegarek, żeby przekonać się, że minęła ledwie godzina. Była zmęczona. Tym bardziej teraz, gdy wszyscy siedzieli, przechylali przytknięte do ust puszki i stukali w denka, ocierali wargi rękawami i patrzyli na nią. Czekali.</p>
    <p>Jedzenie sprawiło, że stali się cisi i chwilowo zadowoleni. Dzięki puszkom mieli zajęte ręce i usta. W ten sposób Juliette kupiła sobie chwilę wytchnienia. Teraz albo nigdy.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>— Wiem, że zastanawiacie się, o co w tym wszystkim chodzi — zaczęła. — Czemu tu jesteśmy. — Podniosła głos, a rozmowy pomiędzy powalonymi serwerami ucichły. — I nie mam na myśli tej sali. Mówię o tym silosie. Czemu uciekliśmy? Krąży wiele pogłosek, ale jestem tu, aby powiedzieć wam prawdę. Sprowadziłam was do tego okrytego najściślejszą tajemnicą miejsca, żeby powiedzieć wam prawdę. Nasz silos został zniszczony. Zatruty. Ci, którzy nie uciekli z nami, zginęli.</p>
    <p>Zaszemrały szepty.</p>
    <p>— Zatruty przez kogo? — krzyknął ktoś.</p>
    <p>— Przez tych samych ludzi, którzy umieścili nas pod ziemią setki lat temu. Musicie mnie wysłuchać. Proszę, posłuchajcie.</p>
    <p>Tłum się uciszył.</p>
    <p>— Naszych przodków umieszczono pod ziemią, aby mogli przetrwać do momentu uzdrowienia świata. Jak wielu spośród was wie, wyszłam na zewnątrz zanim jeszcze odebrano nam dom. Pobrałam próbki powietrza i sądzę, że im dalej od tego miejsca, tym lepsze panują warunki. Nie wnioskuję tego wyłącznie na podstawie pomiarów. Od innego silosu słyszałam, że błękitne niebo istnieje za…</p>
    <p>— Gówno prawda! — wrzasnął ktoś. — Słyszałem, że to kłamstwo i że zrobili ci coś z mózgiem zanim wyszłaś.</p>
    <p>Juliette odszukała mówiącego. Był nim stary tragarz, przedstawiciel profesji, w której człowiek stykał się nie tylko z plotkami, ale i z niebezpiecznymi tajemnicami. Ludzie znów zaczęli szemrać, a Juliette zauważyła, że przez grube, metalowe drzwi wkroczył ktoś jeszcze. To ojciec Wendel. Ręce miał skrzyżowane na piersi, dłonie schowane w rękawach. Bobby ryknął na wszystkich, żeby się zamknęli i stopniowo posłuchali. Juliette pomachała ojcu Wendelowi na powitanie, a głowy się odwróciły.</p>
    <p>— Część z tego, co mam do powiedzenia będziecie musieli wziąć na wiarę — oznajmiła. — Część jednak wiem na pewno. Wiem jedno: możemy tu zostać i przeżyć, choć nie wiem jak długo. Co więcej, żylibyśmy wówczas w strachu. Nie tylko przed sobą nawzajem, ale i przed katastrofą, która może nawiedzić nas w każdej chwili. Mogą bez pytania otworzyć nam wrota do silosu, mogą bez słowa zatruć nasze powietrze, mogą bez ostrzeżenia odebrać nam życie. I nie wiem jak wyglądałoby to życie.</p>
    <p>W pomieszczeniu zapanowała śmiertelna cisza.</p>
    <p>— Inne rozwiązanie to odejść. Lecz jeśli to zrobimy, nie będzie już powrotu…</p>
    <p>— Dokąd odejść? — krzyknął ktoś. — Do innego silosu? A co jeśli tamten będzie jeszcze gorszy?</p>
    <p>— Nie do silosu — odparła Juliette, po czym odsunęła się, odsłaniając schemat na ścianie. — Jesteśmy tutaj. Pięćdziesiąt silosów. Ten tutaj był naszym domem. — Wskazała, a po sali przebiegł szmer, kiedy ludzie zaczęli wyciągać szyje. Gardło Juliette ścisnęło się od wszechogarniającej radości i smutku z wyjawienia prawdy swoim ludziom. Przesunęła palec na sąsiedni silos. — Tutaj jesteśmy teraz.</p>
    <p>— Ale ich dużo… — szepnął ktoś.</p>
    <p>— Jak daleko są od siebie? — zapytał ktoś inny.</p>
    <p>— Narysowałam linię oznaczającą tunel, którym przyszliśmy. — Pokazała na schemacie. — Może ciężko ją zobaczyć z tylnych rzędów. A ta linia oznacza kierunek, w którym wycelowana była nasza maszyna kopiąca. — Przejechała po niej palcem, żeby zobaczyli, dokąd prowadziła. Jej palec powędrował w bok, zsunął się z mapy na ścianę. Juliette dała znak Elise, by ta podeszła i przycisnęła palec do zaznaczonego miejsca.</p>
    <p>— Ten schemat jest dla silosu, w którym aktualnie się znajdujemy. — Przeniosła się do następnego arkusza papieru. — Pokazuje drugą maszynę kopiącą u jego podstawy…</p>
    <p>— Nie chcemy więcej kopania…</p>
    <p>Juliette odwróciła się do publiczności.</p>
    <p>— Ja też go nie chcę. Szczerze mówiąc, wątpię, żebyśmy mieli dość paliwa, bo spalamy je odkąd tu przyszliśmy, a i maszyna zużyła go sporo w trakcie obrotu. Co więcej, mamy jedzenie na nie więcej niż tydzień albo dwa. Nie będziemy kopać. Ale na naszym schemacie zgadzał się rozmiar i położenie maszyny, którą znaleźliśmy w domu. Zgadzał się idealnie w skali, włącznie z kierunkiem zwrotu. Mam tutaj schemat tego silosu i jego kopacza. — Przebiegła dłonią nad inną kartką papieru, a potem wróciła do ogromnej mapy. — Gdy wyznaczę linię, zwróćcie uwagę na to, jak biegnie pomiędzy wszystkimi pozostałymi silosami, żadnego przy tym nie dotykając. — Szła, sunąc palcem po linii aż w końcu dotknęła palca Elise. Dziewczynka uśmiechnęła się do niej radośnie.</p>
    <p>— Wiemy mniej więcej, ile paliwa zużyliśmy, żeby dostać się do tego silosu i ile jeszcze zostało. Wiemy też, z jaką ilością zaczęliśmy i w jakim tempie maszyna je spala. Ustaliliśmy, że kopacz zatankowano w odpowiednią ilość paliwa, być może z dziesięcioprocentowym zapasem, żeby zabrał nas prosto do tego miejsca. — Znów dotknęła palca Elise. — Co więcej, kopacze wycelowane są lekko w górę. Uważamy, że umieszczono je tu, aby zabrały nas do tego miejsca. Żebyśmy mogli się stąd wynieść. — Zrobiła pauzę. — Nie wiem, kiedy zamierzali nam powiedzieć i czy w ogóle zamierzali to zrobić, ale ja proponuję, żebyśmy nie czekali. Proponuję tam wyruszyć.</p>
    <p>— Tak po prostu?</p>
    <p>Juliette rozejrzała się po widowni i dostrzegła, że powiedział to jeden z członków komitetu do spraw planowania.</p>
    <p>— Myślę, że tam może być bezpieczniej niż jeśli zostaniemy. Wiem, co się stanie, jeśli zostaniemy. Chcę się przekonać, czy będzie lepiej jeśli odejdziemy.</p>
    <p>— Ma pani <emphasis>nadzieję</emphasis>, że będzie bezpieczniej — odezwał się ktoś.</p>
    <p>Juliette nie szukała mówiącego. Pozwoliła spojrzeniu przepłynąć po tłumie. Każdy myślał to samo, włącznie z nią.</p>
    <p>— To prawda. Mam nadzieję. Mam słowo nieznajomej. Mam szept kogoś, kogo nigdy nie spotkałam. Mam przeczucie, które czuję w sercu. Mam te linie przecinające mapę. I jeśli sądzicie, że to za mało, zgadzam się z wami. Przez całe życie ufałam tylko temu, co mogłam zobaczyć. Potrzebuję dowodu. Potrzebuję zobaczyć wyniki. A nawet wtedy muszę je zobaczyć po raz drugi i trzeci, zanim zacznę rozumieć, jak się sprawy mają. Jednak w tym przypadku wiem na pewno jedną rzecz: życie, które nas czeka jest nic niewarte. I istnieje szansa na lepsze życie gdzieś indziej. Jestem skłonna pójść i się przekonać, ale tylko jeśli wystarczająco wielu z was będzie ze mną.</p>
    <p>— Ja jestem z tobą — powiedział Raph.</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową. Pomieszczenie rozmyło się lekko.</p>
    <p>— Wiem, że jesteś — odparła.</p>
    <p>Solo podniósł rękę. Drugą ręką skubał brodę. Elise uścisnęła dłoń Juliette. Shaw przytrzymywał wiercącego się psiaka, ale i tak zdołał unieść rękę.</p>
    <p>— Jak się tam dostaniemy, skoro nie zamierzamy kopać? — zawołał jeden z górników.</p>
    <p>Juliette schyliła się po coś, co leżało u jej stóp. Gdy miała opuszczoną głowę, otarła łzy. Wyprostowała się; w jednej ręce trzymała kombinezon do czyszczenia, w drugiej hełm.</p>
    <p>— Wyjdziemy na zewnątrz — oznajmiła.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>60</p>
    </title>
    <p>Zapasy żywności malały, podczas gdy oni pracowali. Znikające puszki i plony zebrane na farmach stanowiły ponure odliczanie. Nie wszyscy w silosie wzięli udział w przygotowaniach. Wielu nie przyszło na obrady, wielu zwyczajnie odeszło, gdy zdali sobie sprawę, że mogą zagarnąć więcej działek jeśli się pospieszą. Kilku mechaników poprosiło o pozwolenie na zejście do Maszynowni, żeby spróbować przekonać tych, którzy nie chcieli się wspinać i zobaczyć, czy uda im się nakłonić do tego Walkera, Juliette była przeszczęśliwa na myśl o zebraniu większej liczby ludzi. Czuła też narastającą presję, kiedy wszyscy pracowali.</p>
    <p>Serwerownia zmieniła się w ogromny warsztat w rodzaju tych, które widywało się w Zaopatrzeniu. Rozłożono blisko sto pięćdziesiąt kombinezonów, które należało jeszcze dopasować. Juliette robiło się smutno na myśl, że to więcej niż potrzebowali, choć czuła też nieco ulgi. Mieliby problem, gdyby było na odwrót.</p>
    <p>Pokazała kilkunastu mechanikom, jak montować zawory, dzięki którym ona i Nelson mogli oddychać w laboratorium czyszczenia. W IT nie było wystarczająco wielu zaworów, więc rozdano tragarzom próbki i wysłano ich do Zaopatrzenia, gdzie z pewnością trochę ich zostało, zważywszy, że były nieprzydatne w walce o przetrwanie. Potrzebne były uszczelki i taśma grzewcza. Kazano im też przynieść zestawy spawalnicze z Zaopatrzenia i Maszynowni. Juliette pokazała im różnicę miedzy butlą z acetylenem i z tlenem, i powiedziała, że tych pierwszych nie potrzebują.</p>
    <p>Erik na podstawie schematu na ścianie wyliczył odległość i doszedł do wniosku, że mogą podłączyć tuzin ludzi do jednej butli. Juliette na wszelki wypadek zmniejszyła tę liczbę do dziesięciu. Około pięćdziesiąt osób pracowało nad kombinezonami, a przewrócone serwery służyły za blaty robocze, przy których klękano lub siadano na podłodze. Natomiast Juliette zebrała niewielką grupkę i ruszyła na górę, do stołówki. Czekało ich ponure zadanie. Wzięła tylko swojego ojca, Rapha, Dawsona i dwóch starszych tragarzy, którzy z pewnością mieli już do czynienia ze zwłokami. Po drodze zatrzymali się na farmach i zaszli do biura koronera za pompownią. Juliette znalazła zapas poskładanych czarnych worków i wyciągnęła ich sześćdziesiąt. Od tamtej chwili wspinali się w milczeniu.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Silos siedemnasty nie miał już śluzy. Zewnętrzne drzwi pozostały uchylone po upadku silosu dekady temu. Juliette pamiętała, że przeciskała się przez nie dwukrotnie, a za pierwszym razem hełm utknął jej w szczelinie. Jedynymi barierami pomiędzy nimi a zewnętrznym powietrzem były wewnętrzne drzwi śluzy oraz drzwi do biura szeryfa. Nagie membrany pomiędzy światem martwym a umierającym.</p>
    <p>Juliette pomogła pozostałym usunąć plątaninę krzeseł i stołów poustawianych przy drzwiach do biura. Była między nimi wąska ścieżynka, przez którą przyszła i wyszła ponad miesiąc temu, ale potrzebowali więcej miejsca do pracy. Ostrzegła pozostałych, że w środku są ciała, choć oni już się domyślili, po co tu przyszli. Kilka latarek skupiło swoje światło na drzwiach, a Juliette przygotowała się do ich otwarcia. Wszyscy nosili maski i gumowe rękawice — ojciec Juliette nalegał, aby tak zrobili. Ona sama zastanawiała się, czy nie powinni byli raczej przynieść kombinezonów do czyszczenia.</p>
    <p>Ciała w środku były dokładnie takie, jakimi je zapamiętała: plątanina szarych, martwych członków. Odór czegoś zarówno ohydnego jak i metalicznego wypełnił jej maskę, a Juliette wspomniała moment, gdy wylała na siebie cuchnącą zupę, aby spłukać zewnętrzne powietrze. Był to odór śmierci i czegoś jeszcze.</p>
    <p>Wywlekali ciała jedno po drugim i kładli do worków pogrzebowych. Była to makabryczna robota. Miękkie tkanki zsuwały się z kości jak wypieczone mięso.</p>
    <p>— Stawy — przestrzegła ich Juliette; głos miała przytłumiony przez maskę. — Pachy i kolana.</p>
    <p>Ciała ledwo się trzymały, głównie na ścięgnach i kościach. Z ulgą zasuwali czarne worki, kaszląc i walcząc z odruchem wymiotnym.</p>
    <p>Większość ciał w biurze szeryfa leżała w wielkim stosie przy drzwiach, tak jakby czołgali się jedni po drugich usiłując wrócić do stołówki. Pozostałe zwłoki spoczywały w spokojniejszych pozach. Mężczyzna leżał bezwładnie na postrzępionych szczątkach łóżka w otwartej celi. Została tylko pordzewiała rama, materac dawno zniknął. W rogu leżała kobieta ze skrzyżowanymi na piersi rękami, wyglądała jakby spała. Juliette i jej ojciec przenieśli ostatnie z ciał, a uwadze Juliette nie uszły szeroko otwarte oczy ojca i jego nieruchome spojrzenie. Idąc tyłem w kierunku wyjścia z biura, zerknęła nad jego ramieniem na obłażące z żółtej farby drzwi śluzy. Czekały na nich wszystkich.</p>
    <p>— Nie podoba mi się to — powiedział jej ojciec; maska tłumiła jego głos i podskakiwała przy każdym ruchu szczęki. Włożyli ciało do otwartej torby i zasunęli zamek.</p>
    <p>— Zapewnimy im odpowiedni pochówek — zapewniła go, sądząc, że miał na myśli sposób, w jaki obchodzili się ze zwłokami, układając je w stertę jak worki z brudną bielizną.</p>
    <p>Zdjął rękawiczki i maskę, przysiadł na piętach i otarł czoło wierzchem dłoni.</p>
    <p>— Nie. Chodzi mi o tych ludzi. Chyba mówiłaś, że praktycznie nikogo tu nie było, kiedy tu przyszłaś.</p>
    <p>— Bo to prawda. Nikogo oprócz Solo i dzieciaków. Ci ludzie nie żyją od długiego czasu.</p>
    <p>— Niemożliwe — stwierdził jej ojciec. — Są zbyt dobrze zachowani. — Jego wzrok powędrował ku workom, a czoło przecięły zmarszczki troski lub niezrozumienia. — Powiedziałbym, że nie żyją od trzech tygodni. Najwyżej czterech albo pięciu.</p>
    <p>— Tato, byli tu, gdy tu przyszłam. Czołgałam się po nich. Któregoś razu zapytałam o nich Soło i powiedział, że odkrył ich lata temu.</p>
    <p>— To zwyczajnie niemożliwe…</p>
    <p>— To pewnie dlatego, że nie zostali pochowani. Albo gaz z zewnątrz odstraszał robactwo. To chyba nie ma znaczenia, prawda?</p>
    <p>— Ma całkiem spore znaczenie. Coś jest nie tak. Z całym tym silosem coś jest nie tak, mówię ci. — Wstał i ruszył w kierunku klatki schodowej, gdzie Raph rozlewał wodę do znalezionych kubków i puszek. Ojciec Juliette wziął jedną dla siebie, a drugą podał córce. Z łatwością poznała, że był pochłonięty myślami. — Wiedziałaś, że Elise miała siostrę bliźniaczkę? — zapytał.</p>
    <p>Juliette kiwnęła głową.</p>
    <p>— Hannah mi powiedziała. Umarła przy porodzie. Jej matka również. Niewiele o tym rozmawiają, szczególnie przy niej.</p>
    <p>— A tamci dwaj chłopcy. Marcus i Miles. Kolejna para bliźniąt. Najstarszy chłopak, Rickson, mówi, że chyba też miał brata, ale jego ojciec nie chciał o tym rozmawiać, a matki nie znał, więc nie mógł jej zapytać. — Upił łyk wody i zajrzał do puszki. Juliette próbowała spłukać metaliczny posmak na języku, podczas gdy Dawson pomagał przy workach. Dawson kaszlnął, wyglądał jakby zaraz miał zwymiotować.</p>
    <p>— To mnóstwo śmierci — zgodziła się Juliette. Martwił ją tok myślenia ojca. Myślała o bracie, którego nigdy nie znała. Spojrzała na twarz ojca w poszukiwaniu znaku, że wspominał żonę i syna, których stracił. Lecz on obracał w głowie elementy jakiejś innej układanki.</p>
    <p>— Nie, to mnóstwo życia. Nie rozumiesz? Trzy pary bliźniaków na sześć porodów? A tamte dzieciaki są zdrowe jak ryby bez żadnej opieki. Twój przyjaciel Jimmy nie ma ani jednej dziury w zębie i nie pamięta, kiedy ostatnio chorował. Żadne z nich nie pamięta. Jak to wyjaśnisz? Jak wyjaśnisz stertę ciał, które wyglądają, jakby leżały tu od kilku tygodni?</p>
    <p>Juliette złapała się na tym, że spoglądała na swoją rękę. Przełknęła ostatni łyk wody, wręczyła ojcu puszkę i zaczęła podwijać rękaw.</p>
    <p>— Tato, pamiętasz jak pytałam cię, czy blizny znikają?</p>
    <p>Kiwnął głową.</p>
    <p>— Kilka moich blizn zniknęło. — Pokazała mu zgięcie łokcia, tak jakby wiedział, na co zwrócić uwagę. — Nie wierzyłam, gdy Lukas mi o tym powiedział. Ale kiedyś miałam tutaj znamię. I tutaj. Sam zresztą mówiłeś, że to cud, że przetrwałam te poparzenia, prawda?</p>
    <p>— Udzielono ci błyskawicznej i fachowej opieki…</p>
    <p>— A Fitz nie wierzył, gdy opowiadałam o nurkowaniu i naprawie pompy. Mówił, że miał do czynienia z zalanymi chodnikami i widział mężczyzn dwa razy większych ode mnie, którzy pochorowali się od oddychania na głębokości dziesięciu metrów, nie wspominając o trzydziestu czy czterdziestu. Mówił, że umarłabym, gdybym to zrobiła.</p>
    <p>— Kompletnie nie znam się na górnictwie — powiedział jej ojciec.</p>
    <p>— Fitz się zna i uważa, że powinnam być martwa. A ty uważasz, że ci ludzie powinni zgnić…</p>
    <p>— Powinny zostać z nich kości. Mówię ci.</p>
    <p>Juliette odwróciła się i wbiła spojrzenie w pusty ekran naścienny. Zadała sobie pytanie, czy to wszystko jej się śni. Oto co dzieje się z umierającą duszą: chwyta się rozpaczliwie czegokolwiek, żeby nie upaść. Wyszła na czyszczenie i umarła na tamtym wzgórzu przy swoim silosie. Nigdy nie pokochała Lukasa. Nigdy go bliżej nie poznała. Oto kraina duchów i fikcji, ciąg wydarzeń połączonych nieodgadnioną solidarnością snów, nonsens odurzonego umysłu. Od dawna nie żyła i dopiero teraz to do niej docierało…</p>
    <p>— Może to coś w wodzie — zasugerował jej ojciec.</p>
    <p>Juliette odwróciła się od pustej ściany. Wzięła go za ręce, a potem podeszła bliżej. Objął ją, a ona objęła jego. Jego zarost drapał ją w policzek, a ona usiłowała się nie rozpłakać.</p>
    <p>— Już dobrze — powiedział. — Już dobrze.</p>
    <p>Nie była martwa. Ale coś było nie tak.</p>
    <p>— Nie w wodzie — powiedziała, choć wypiła sporo tutejszej wody. Puściła ojca i spojrzała na klatkę schodową, gdzie niesiono już pierwszy z worków. Ktoś przerzucił przez barierkę odcinek kabla mającego posłużyć za linę, na której opuszczą ciało. Do diabła z tragarzami, zrozumiała. Sami tragarze mawiali <emphasis>do diabła z tragarzami</emphasis>.</p>
    <p>— Może to jest w powietrzu — dodała. — Może to właśnie się dzieje, jeśli nie zagazuje się silosu. Nie wiem. Ale myślę, że masz rację, coś jest nie tak z tym miejscem. I chyba najwyższa pora, żebyśmy się stąd wynieśli.</p>
    <p>Ojciec Juliette upił ostatni łyk wody.</p>
    <p>— Kiedy wyruszamy? — zapytał. — I jesteś pewna, że to dobry pomysł?</p>
    <p>Juliette przytaknęła.</p>
    <p>— Wolę, żebyśmy zginęli na zewnątrz próbując niż pozabijali się tutaj.</p>
    <p>I zdała sobie sprawę, że brzmi jak ci wszyscy ludzie, których wysłano na czyszczenie, niebezpieczni marzyciele i obłąkani głupcy, z których drwiła i których nigdy nie rozumiała. Brzmiała jak osoba, która wierzyła w sprawność maszyny nie zajrzawszy do środka i nie rozebrawszy jej najpierw na części.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>61</p>
    </title>
    <p><emphasis>Silos 1</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Charlotte uderzyła otwartą dłonią w drzwi windy. Wdusiła przycisk wzywający windę, gdy tylko się zamknęły, ale było już za późno. Podskakiwała na jednej nodze, żeby nie stracić równowagi — wciąż miała kombinezon włożony do połowy. W głębi alejki Darcy szamotał się ze swoim.</p>
    <p>— Zrobi to? — zawołał.</p>
    <p>Charlotte kiwnęła głową. Zrobi to. Zostawił drugi kombinezon dla Darcy’ego. Od początku taki miał plan. Charlotte znów walnęła w drzwi, przeklinając brata.</p>
    <p>— Musisz się ubierać — powiedział Darcy.</p>
    <p>Odwróciła się i opadła na podłogę, objęła swoje nogi. Nie chciała się poruszać. Patrzyła jak Darcy wślizguje się w kombinezon i wciska głowę przez kołnierz. Wstał i spróbował sięgnąć za plecy do suwaka, ale w końcu zrezygnował.</p>
    <p>— Miałem najpierw włożyć ten plecak? — Chwycił jeden ze spakowanych przez jej brata tobołków i otworzył go. Wyciągnął puszkę, włożył ją z powrotem. Wyjął pistolet i zostawił go przy sobie. Spróbował uwolnić z kombinezonu głowę i ręce.</p>
    <p>— Charlotte, mamy pół godziny. Jak się stąd wydostaniemy?</p>
    <p>Charlotte otarła policzki i z trudem podniosła się na nogi. Darcy nie miał pojęcia o tym, jak założyć kombinezon. Wcisnęła nogi w nogawki i, zostawiając rękawy i kołnierz luzem, pospieszyła w głąb alejki, żeby mu pomóc. Za jej plecami pisnęła winda. Charlotte zatrzymała się i odwróciła. Myślała, że Donald zmienił zdanie i wrócił — zapominając, że wcisnęła przycisk i ją wezwała.</p>
    <p>Dwóch mężczyzn w jasnoniebieskich uniformach spojrzało na nią ze zdumieniem z wnętrza windy ekspresowej. Jeden z roztargnieniem zerknął na przyciski, po czym wrócił wzrokiem na Charlotte — kobietę w założonym do połowy srebrnym kombinezonie — a potem drzwi zamknęły się powoli.</p>
    <p>— Cholera — syknął Darcy. — Naprawdę musimy iść.</p>
    <p>Charlotte ogarnęła panika, wewnętrzne odliczanie. Pomyślała o spojrzeniu, które brat posłał jej z wnętrza windy i o tym, jak pocałował ją na pożegnanie. Czuła się, jakby jej pierś miała zaraz implodować, ale ruszyła do Darcy’ego i pomogła mu uwolnić ręce i włożyć plecak. Na koniec zapięła mu suwak na plecach. Darcy pomógł jej się ubrać, a potem podążył za nią na koniec alejki. Charlotte wskazała na niskie drzwi windy dla dronów i wręczyła mu oba hełmy. Pozostawiony przez jej brata pojemnik stał dokładnie tam, gdzie powinien.</p>
    <p>— Otwórz te drzwi i zablokuj je od środka pojemnikiem. Ja lecę uruchomić windę.</p>
    <p>Wpadła przez drzwi do koszar i ruszyła korytarzem, drepcząc niezgrabnie w krępującym ruchy grubym kombinezonie. Minęła kolejne drzwi. Radio wciąż działało i syczało. Przeszło jej przez myśl, że to marnotrawstwo — tyle czasu je składała i zbierała do niego części, a teraz je porzucała. Przy stanowisku sterowania windą zerwała folię i przesunęła do góry główny przełącznik. Była pewna, że dała Darcy’emu mnóstwo czasu na zablokowanie drzwi. Znów podreptała śmiesznym krokiem przez korytarz, minęła koszary, które przez te pełne cierpienia tygodnie zastępowały jej dom i wypadła do zbrojowni. Przywitały ją ostatnie przykryte brezentem ptaki i pojedyncze ćwierknięcie, które skądś rozbrzmiało. Z windy. Dźwięk łomoczących butów i krzyk Darcy’ego, żeby wracała do windy dla dronów.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Donald jechał windą w kierunku sześćdziesiątego drugiego piętra. Kiedy minął sześćdziesiąte pierwsze, wcisnął przycisk awaryjnego zatrzymania. Winda szarpnęła się, stanęła i zaczęła brzęczeć. Donald ustawił bombę prosto i wyciągnął młotek, po czym usunął zawieszkę. Nie był pewien, jak wielkie zniszczenia spowoduje, jeśli zdetonuje ją we wnętrzu windy, ale zamierzał tak zrobić, jeśli ktoś po niego przyjdzie. Chciał dać swojej siostrze dość czasu, ale był skłonny zaryzykować wszystko, żeby położyć kres temu miejscu. Spoglądał na zegar na panelu windy i czekał. Dzięki temu miał mnóstwo czasu, żeby pomyśleć. Minęło piętnaście minut, a on ani razu nie musiał kaszlnąć ani odchrząknąć. Zaśmiał się i pomyślał, że może zaczynał zdrowieć. A potem przypomniał sobie, że zarówno jego dziadek jak i ciotka poczuli się lepiej w dniu swojej śmierci. Pewnie w jego przypadku było podobnie.</p>
    <p>Młotek zaczynał mu ciążyć. To było niesamowite — stać obok czegoś tak niszczycielskiego jak ta bomba, trzymać dłoń na urządzeniu, które mogło tak wielu zabić i tak wiele zmienić. Minęło kolejnych pięć minut. Powinien iść. To trwało zbyt długo. Trochę czasu zajmie mu przecież dotarcie do reaktora. Odczekał kolejną minutę; jakaś racjonalna część jego mózgu uświadomiła sobie, co zamierzał zrobić i wrzeszczała do niego, żeby to przemyślał i nie postępował pochopnie.</p>
    <p>Donald uderzył w przycisk zatrzymania zanim opuściła go odwaga. Winda ruszyła. Miał nadzieję, że Darcy i jego siostra są już od dawna w drodze.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Charlotte rzuciła się do windy dla dronów. Rąbnęła hełmem o sufit, a butla z powietrzem na plecach przeważyła ją i Charlotte upadła na bok. Darcy wrzucił swój hełm do windy i zaczął wczołgiwać się za nią. Ze zbrojowni rozległ się czyjś krzyk. Charlotte zaczęła pchać plastikowy pojemnik, który był jedyną rzeczą powstrzymującą windę przed zamknięciem się i ruszeniem. Darcy też zaczął pchać, ale pojemnik był przygwożdżony do podłogi. Kolejny okrzyk. Darcy niezgrabnie sięgnął po pistolet, który wydobył z plecaka. Obrócił się na bok i strzelił; we wnętrzu metalowej puszki wystrzały zmieniły się w ogłuszający ryk. Charlotte dostrzegła mężczyzn w srebrnych uniformach, którzy kulili się i chowali za dronami. Rozbrzmiały kolejne strzały, głośne <emphasis>czink</emphasis> w windzie — to tamci odpowiedzieli ogniem. Charlotte odwróciła się, żeby kopnąć pojemnik, ale wieko wgięło się w miejscu, na które naciskały drzwi. Powstał w ten sposób klin, pojemnik nie chciał wyjść. Spróbowała go wciągnąć, ale nie miała za co złapać.</p>
    <p>Darcy zawołał, żeby się nie ruszała. Wyczołgał się na łokciach za drzwi, strzelając <emphasis>paf paf paf</emphasis>; mężczyźni się kryli, a Charlotte się skrzywiła. Gdy był na zewnątrz, zaczął popychać pojemnik z drugiej strony. Charlotte krzyknęła, żeby przestał i wracał do środka, bo drzwi zatrzasną mu się przed nosem. Rozbrzmiał kolejny strzał, świsnęła kula, która minęła celu. Darcy kopnął pojemnik butem, a ten przesunął się o kilka cali.</p>
    <p>— Czekaj! — krzyczała Charlotte. Podczołgała się pospiesznie do drzwi, nie chciała jechać sama. — Czekaj!</p>
    <p>Darcy znów kopnął pojemnik. Windą szarpnęło. Była już prawie wolna, brakowało zaledwie paru cali. Rozległ się kolejny strzał i tym razem kula nie zadzwoniła o metal. Darcy stęknął i upadł na kolana, a potem odwrócił się i zaczął wściekle strzelać za siebie.</p>
    <p>Charlotte wyciągnęła ręce z windy i pociągnęła go za rękę.</p>
    <p>— No chodź! — krzyczała.</p>
    <p>Darcy wsunął jej dłonie z powrotem do środka. Naparł barkiem o pojemnik i uśmiechnął się do niej. A zanim wepchnął pojemnik do środka, powiedział:</p>
    <p>— W porządku. Teraz już pamiętam, kim jestem.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Winda zwolniła na poziomie reaktora, drzwi otworzyły się, a Donald nacisnął stopą wózek i odchylił go do tyłu. Pokierował bombę ku bramce ochrony. Strażnik obserwował go z brwiami uniesionymi w lekkim zaciekawieniu. Wszystko było tu nie tak ze wszystkim, pomyślał Donald. Oto strażnik nie rozpoznawał mordercy, gdyż ten miał bombę. Oto człowiek skanował identyfikator z imieniem Darcy’ego, zapalała się zielona lampka, a znużony rutyną strażnik go przepuszczał. Oto wszyscy widzieli zbliżającą się zagładę i mimo to zapraszali ją do środka.</p>
    <p>— Dziękuję — powiedział Donald, żeby sprawdzić, czy mężczyzna go rozpozna.</p>
    <p>— Powodzenia.</p>
    <p>Donald nigdy nie widział sekcji reaktora. Była odgrodzona wielkimi drzwiami i rozciągała się na trzy piętra. Na każdej zmianie było niemal tylu samo mężczyzn w czerwieni, co wszystkich innych razem wziętych. Tutaj tkwiło serce bezdusznej maszyny, jej jedyny istotny organ.</p>
    <p>Kroczył łukowatym korytarzem, wzdłuż którego biegły grube rury i ciężkie kable. Minął dwóch ludzi w czerwieni reaktora; żaden nie dostrzegł dziur na ramieniu kombinezonu ani brązowiejących już plam krwi. Ot, skinęli mu głową, szybko przemknęli wzrokiem po ładunku i jeszcze szybciej odwrócili spojrzenie, żeby ich przypadkiem nie poprosił o pomoc. Jedno z kółek wózka piszczało, jak gdyby skarżąc się na plan Donalda, niezadowolone z przerażającego ładunku.</p>
    <p>Donald zatrzymał się przy głównej sali reaktora. Zaszedł już wystarczająco daleko. Sięgnął do kieszeni po młotek. Rozważał to, co zamierzał zrobić. Pomyślał o Helen, która umarła tak, jak ludzie powinni umierać. Tak to działało. Żyjesz. Starasz się jak możesz. Usuwasz się w cień. Pozwalasz, by ci, którzy nadejdą po tobie wybierali. Pozwalasz im decydować o swoim losie i żyć własnym życiem. Tak powinno być.</p>
    <p>Uniósł młotek obiema rękami — i rozbrzmiał strzał. Wystrzał i ogień w jego piersi. Donald powoli okręcił się wkoło, młotek brzęknął o podłogę, a potem jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Sięgnął gorączkowo po bombę w nadziei, że pociągnie ją za sobą. Musnął stożkowaty czubek, ale jego palce się ześliznęły. Złapał uchwyt wózka i razem upadli. Donald znalazł się na plecach, a bomba runęła na podłogę z donośnym hukiem, który aż poczuł w kręgosłupie, a potem odturlała się leniwie i niegroźne pod ścianę, poza zasięg jego rąk.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Winda dla dronów otworzyła się automatycznie po długiej, ciemnej wspinaczce. Charlotte zawahała się. Rozejrzała się za jakimś sposobem na sprowadzenie windy z powrotem, lecz układ sterowania znajdował się milę pod nią. Gdy czołgała się na zewnątrz, wielka butla z powietrzem uderzyła o sufit. Darcy’ego nie było. Jej brata nie było. Nie tego chciała.</p>
    <p>Wysoko w górze kłębiły się czarne chmury. Czołgała się w górę znajomo wyglądającej rampy. Była tu już wcześniej, choć nigdy osobiście. Oto widok z drona, który oglądała przy każdym z czterech lotów. Wystarczyłoby pchnąć przepustnicę, a znalazłaby się tam w górze, wśród chmur, przechylając maszynę i lecąc swobodnie.</p>
    <p>Lecz tym razem musiała polegać na własnych zmęczonych mięśniach. Dotarła do końca rampy i opuściła się na betonową półkę poniżej. Jak uziemiony ptak, jak bezskrzydły podróżnik, zsunęła się z półki i zeskoczyła na ziemię niczym pisklę wyskakujące z gniazda.</p>
    <p>Z początku nie wiedziała, w którą stronę ma iść. Do tego chciało jej się pić, ale jedzenie i wodę miała w plecaku, który tkwił uwięziony pod kombinezonem. Odwróciła się, usiłując odzyskać orientację. Spojrzała na mapę, którą brat przylepił jej do przedramienia i była za to na niego wściekła. Wściekła i wdzięczna. Taki miał plan od samego początku.</p>
    <p>Lustrowała mapę. Przywykła do cyfrowych wyświetlaczy, widoku z większej wysokości i planu lotu, ale na podstawie położenia rampy ustaliła kierunek północny. Czerwone linie na mapie wyznaczały trasę. Ruszyła z trudem ku wzgórzom, skąd będzie miała lepszy widok.</p>
    <p>I nagle przypomniała sobie to miejsce. Pamiętała, była tu po deszczu, kiedy trawa była śliska, a bliźniacze ślady opon na błocie układały się na zboczu w misterną koronkę. Charlotte przypomniała sobie — przybyła tu spóźniona z lotniska. Wspięła się na to właśnie wzgórze, a jej brat ruszył jej na spotkanie. Miało to miejsce w czasach, gdy świat był jeszcze w całości. Można było spojrzeć w górę i zobaczyć na niebie smugi po odrzutowcach pasażerskich. Można było podjechać samochodem po fast food. Zadzwonić do ukochanej osoby. Istniał tu ustatkowany świat.</p>
    <p>Minęła miejsce, w którym uściskała brata i nagle uleciała z niej cała chęć ucieczki. Nie miała już ochoty iść dalej. Jej brat umarł. Świat umarł. Nawet jeśli dożyje chwili, w której zobaczy zieloną trawę i zje jeszcze jedną rację żywnościową, skaleczy wargę o jeszcze jedną puszkę wody… to po co?</p>
    <p>Brnęła pod górę, stawiając kolejny krok tylko dlatego, że jej druga noga zrobiła krok; łzy płynęły jej po twarzy, a ona zastanawiała się: po co?</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Klatka piersiowa Donalda płonęła. Ciepła krew zbierała się w kałużę wokół jego szyi. Uniósł głowę i na końcu korytarza zobaczył Thurmana. Szedł ku niemu w obstawie dwóch ludzi z Ochrony, w rękach trzymali broń. Donald sięgnął do kieszeni po pistolet, ale było za późno. Za późno. Łzy napłynęły mu do oczu z żalu dla tych, którzy będą żyć pod butem systemu, dla setek tysięcy ludzi, którzy narodzą się, umrą i będą cierpieć. Zdołał wyswobodzić pistolet, ale nie miał siły podnieść go wyżej niż parę cali nad podłogę. Szli po niego. Będą tropić Charlotte i Darcy’ego na powierzchni. Dopadną jego siostrę dronami. W kapryśnym sądzie dusz będą zabijać silos za silosem, aż zostanie tylko jeden, a życiem ich mieszkańców pokierują bezlitosne serwery i bezduszny kod.</p>
    <p>Lufy ich broni mierzyły w niego, czekając aż wykona ruch, gotowe zakończyć jego życie. Donald ze wszystkich sił próbował unieść pistolet. Patrzył jak Thurman idzie po niego, ten człowiek, którego już kiedyś zastrzelił i zabił — i wreszcie z trudem podźwignął pistolet, choć nie dał rady unieść go wyżej niż sześć cali nad podłogę.</p>
    <p>Wystarczyło.</p>
    <p>Zatoczył ręką szeroki łuk, wycelował w nos wielkiej bomby, która powstała z myślą o burzeniu takich molochów, a potem pociągnął za spust. Usłyszał huk, ale nie potrafiłby powiedzieć, skąd dobiegł.</p>
    <subtitle>* * *</subtitle>
    <p>Ziemia zadygotała, a Charlotte upadła do przodu na dłonie i kolana. Rozległo się głuche <emphasis>pumf</emphasis>, coś jak eksplozja wrzuconego do jeziora granatu. Zbocze zadrżało.</p>
    <p>Charlotte przetoczyła się na bok i spojrzała w dół stoku. Na płaskiej powierzchni ziemi pojawiło się pęknięcie. I kolejne. Betonowa wieża pośrodku przechyliła się na bok, a potem otworzyła się pod nią ziemia. Utworzył się krater, centrum niecki zapadło się, ciągnąc za sobą okoliczną ziemię i sięgając coraz dalej i dalej; gleba zsuwała się jak gdyby do gigantycznego odpływu, a pióropusze białego betonowego pyłu wystrzeliwały ze szczelin.</p>
    <p>Wzgórze zagrzmiało. Piach i kamyki zsuwały się w dół, ścigając się do dna. Ziemia stała się <emphasis>ruchoma</emphasis>. Charlotte zaczęła czołgać się do tyłu, w górę zbocza, z dala od rozszerzającej się jamy. Serce jej łomotało, umysł przepełniał lęk.</p>
    <p>Odwróciła się, zerwała na nogi i zaczęła wspinać się tak szybko jak mogła. Przykucnęła i dotknęła podłoża dłonią — ziemia znów powoli tężała. Charlotte wspinała się, aż dotarła na szczyt. Była zbyt wstrząśnięta, by płakać — zbyt oszołomiona sceną potężnej destrukcji. Wiatr smagał ją, zimny kombinezon ciążył.</p>
    <p>Dotarłszy na szczyt wzgórza, padła na ziemię.</p>
    <p>— Donny — wyszeptała. Odwróciła się i spojrzała w dół, na wyrwę w świecie, którą zostawił po sobie jej brat. Leżała na plecach, wiatr prószył pyłem na jej kombinezon, wiatr z wizgiem owiewał osłonę hełmu, a jej widok na świat robił się coraz bardziej rozmazany — chmura pyłu przykrywała wszystko.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>62</p>
    </title>
    <p><emphasis>Hrabstwo Fulton, Georgia</emphasis></p>
    <empty-line/>
    <p>Juliette pamiętała dzień wyznaczony na umieranie. Wysłano ją na czyszczenie, wciśnięto w kombinezon, a potem patrzyła przez wąską osłonę hełmu jak świat zieleni i błękitu znika jej sprzed oczu, jak kolory bledną, pochłaniane przez szarość, gdy dotarła do szczytu wzniesienia i ujrzała prawdziwy świat.</p>
    <p>A teraz, zmagając się z wiatrem, słuchając syku trącego o hełm piasku, ryku własnego pulsu i ciężkiego oddechu, patrzyła jak brąz i szarość ustępują i nikną.</p>
    <p>Z początku zmiana była stopniowa. Przebłyski bladego błękitu. Ciężko mieć pewność, czy w ogóle się je widziało. Juliette szła w grupie prowadzącej wraz z Raphem, swoim ojcem i pozostałymi siedmioma postaciami w kombinezonach, uwiązanymi do wspólnej butli z powietrzem, którą dźwigali między sobą. Z początku stopniowa zmiana w pewnej chwili stała się nagła, tak jakby przekroczyli przez mur. Opary się podniosły, światło błysnęło, atakujący zewsząd wiatr ustał i otoczyła ich eksplozja barw — zieleni, błękitu i czystej bieli. Juliette nagle znalazła się w świecie niemal zbyt jaskrawym, zbyt żywym, by dało się w niego uwierzyć. Brązowe trawy podobne do rzędów uschniętej kukurydzy szeleściły o jej buty, ale były one jedynymi martwymi rzeczami w zasięgu wzroku. Dalej ciągnęły się połacie falującej, zielonej trawy. Białe obłoki płynęły po niebie. Juliette uświadomiła sobie, że jaskrawe ilustracje w książkach z dzieciństwa były w istocie wyblakłe i nie oddawały w pełni kolorów świata.</p>
    <p>Poczuła na plecach czyjąś dłoń — to jej ojciec, który z szeroko otwartymi oczami spoglądał na krajobraz. Raph osłaniał oczy przed jaskrawym słońcem, oddech zaparowywał mu szybkę hełmu. Hannah z uśmiechem zerkała pod kołnierz kombinezonu, na wybrzuszenie na swojej piersi; wiatr szamotał pustymi rękawami, podczas gdy ona trzymała dziecko. Rickson otulił ją ramieniem ze spojrzeniem wbitym w niebo, a Elise i Shaw wyciągali ręce do góry, jakby próbując dotknąć chmur. Bobby i Fitz odstawili na chwilę butlę z powietrzem i po prostu chłonęli ten widok.</p>
    <p>Za ich plecami kolejna grupa wyłoniła się ze ściany pyłu. Ciała przebiły całun — i nagle zdyszane, zmęczone twarze rozświetlił zachwyt i nowa energia. Jedna z osób nie dawała sobie rady, praktycznie ją nieśli, lecz widok kolorów dodał jej sił.</p>
    <p>Juliette obejrzała się. W tyle wznosiła się ściana pyłu, która sięgała nieba. U jej podstawy wszelkie życie, które odważyło się zbliżyć do tej dławiącej bariery ginęło — trawa zmieniała się w proch, z nielicznych kwiatów zostawały zbrązowiałe łodygi. Ptak zataczał kręgi pod otwartym niebem, jak gdyby przyglądając się jaskrawym intruzom w ich srebrzystych kombinezonach, a potem odleciał, unikając zagrożenia i szybując przez błękit.</p>
    <p>Juliette poczuła podobny zew, który ciągnął ją ku trawiastym równinom, z dala od martwej krainy, z której wypełzli. Machnęła na swoją grupę i bezgłośnie powiedziała, żeby szli dalej, a potem pomogła Bobby’emu z butlą. Podreptali wspólnie w dół zbocza. Za nimi szli następni. Każda z grup zatrzymywała się niczym zdumieni czyściciele. Jedna z grup niosła ciało, bezwładny kombinezon; na twarzach mieli wypisane ponure wieści. Jednak wszędzie indziej panowała euforia. Juliette czuła ją w swoim oszołomionym mózgu, który spodziewał się tego dnia umrzeć; czuła ją na skórze pokrytej bliznami, o których zapomniała; czuła ją w zmęczonych nogach i stopach, które teraz mogłyby maszerować aż po horyzont i jeszcze dalej.</p>
    <p>Dała pozostałym grupom znak, żeby szli w dół zbocza. Jeden z mężczyzn majstrował przy zapięciu hełmu, więc na migi pokazała pozostałym członkom jego grupy, żeby go powstrzymali, a jej polecenie przekazywano sobie od grupy do grupy. Juliette wciąż słyszała w swoim hełmie syk butli z powietrzem, ale ogarnęła ją niecierpliwość. U ich stóp leżało coś więcej niż ślepa nadzieja. To obietnica. Kobieta z radia mówiła prawdę. Donald faktycznie próbował im pomóc. Nadzieja, wiara i ufność zapewniły jej ludziom krótką chwilę wytchnienia. Z przeznaczonej do czyszczenia, oznaczonej numerem kieszeni wyjęła mapę i sprawdziła linie. Popędziła pozostałych.</p>
    <p>Przed nimi widniało wzniesienie, rozległe wzgórze o łagodnym stoku. Juliette ruszyła w jego kierunku. Elise wysforowała się naprzód, napinając wąż z powietrzem do granic możliwości i płosząc żyjące w wysokiej trawie owady. Shaw pobiegł za nią, ich węże omal się nie splątały. Juliette zaśmiała się. Była ciekawa, kiedy ostatnio wydała z siebie taki dźwięk.</p>
    <p>Wspinali się z mozołem, a przestrzeń po obu stronach zdawała się rosnąć w miarę jak nabierali wysokości. Gdy dotarła do szczytu, dostrzegła, że to wcale nie wzgórze, ale raczej kolejny pierścień spiętrzonej ziemi. Za szczytem ziemia opadała, tworząc nieckę. Juliette odwróciła się, by objąć wzrokiem cały krajobraz i zobaczyła, że było to oddzielne obniżenie terenu, niezależne od pięćdziesięciu wklęśnięć. Tam, skąd przyszła, za doliną soczystej zieleni, wznosiła się ściana ciemnych chmur. Nie tylko ściana, lecz potężna kopuła z silosami w środku. A wszędzie wokół, za pierścieniowatym wzgórzem, rósł las podobny do tego z ksiąg Dziedzictwa, odległy dywan z gigantycznych różyczek brokuła — tak wielki, że nie sposób ogarnąć go umysłem.</p>
    <p>Juliette odwróciła się do pozostałych i postukała w hełm. Wskazała na szybujące w górze czarne ptaki. Jej ojciec uniósł dłoń prosząc, żeby zaczekała. Zrozumiał, co zamierzała zrobić i, zamiast tego, sięgnął po zatrzaski przy własnym hełmie.</p>
    <p>Juliette poczuła ten sam strach, który on musiał czuć na myśl, że ukochana osoba zrobi to pierwsza, ale pozwoliła mu. Raph pomógł jej ojcu z zatrzaskami, których prawie nie dało się odpiąć w grubych rękawicach. Wreszcie kopuła hełmu odskoczyła. Ojciec Juliette otworzył szeroko oczy, nabierając badawczy oddech. Uśmiechnął się, nabrał kolejny, głębszy; jego pierś uniosła się, dłoń się rozluźniła, a hełm wypadł spomiędzy palców i poturlał się po trawie.</p>
    <p>Ludzi ogarnął szał, wszyscy jednocześnie sięgnęli sobie nawzajem do kołnierzy. Juliette odłożyła na trawę ciężki ładunek i pomogła Raphowi, który z kolei pomógł jej. Po odpięciu hełmu pierwszą rzeczą, jaką zauważyła były dźwięki. Śmiech jej ojca i Bobby’ego, radosne piśnięcia dzieci. Następne przyszły zapachy — woń farm i ogrodów hydroponicznych, aromat zdrowej gleby gotowej na przyjęcie nasion. I to światło, jasne i ciepłe jak lampy grzewcze, ale rozproszone z oddali, otaczające ich zewsząd. Pustka nad nimi ciągnęła się w nieskończoność, nad głowami nie mieli nic oprócz chmur.</p>
    <p>Kołnierze kombinezonów brzęknęły, gdy objęli się nazwajem. Grupy na końcu korowodu brnęły teraz szybciej, ludzie upadali i pomagano im wstać, zza kopuł hełmów błyskały zęby, wilgotne oczy i ślady łez na policzkach; zapomniane butle były wleczone po trawie na naprężonych wężach, niesiono jedno ciało.</p>
    <p>Ludzie zrywali z siebie rękawice i kombinezony, a Juliette uświadomiła sobie, że nie spodziewała się czegoś takiego. Nie mieli ze sobą noży do rozcinania kombinezonów. Nie mieli planu opuszczenia swych srebrzystych grobowców. Opuścili silos w strojach do czyszczenia — tak jak czyściciele, gdy życie w ciasnocie staje się nie do zniesienia i nawet niezgrabny spacer ku śmierci wydaje się kuszący.</p>
    <p>Bobby zdołał zerwać zębami rękawicę i oswobodzić dłoń. Fitz zrobił to samo. Wszyscy śmiali się i pocili, rozpinając suwaki i rzepy na plecach sąsiadów, strząsając z rąk rękawy, uwalniając głowy z obręczy kołnierzy, z trudem ściągając buty. Bose dzieci w różnobarwnych, brudnych ocieplaczach tarzały się w trawie jedno za drugim. Elise postawiła swojego psa — którego trzymała przyciśniętego do piersi jak własne dziecko — i pisnęła, gdy zwierzątko zniknęło w gąszczu zielonych paproci. Podniosła go z powrotem. Shaw śmiał się i wydobył ze swojego kombinezonu jej książkę.</p>
    <p>Juliette dotknęła ziemi i przebiegła dłonią po trawie. Była jak chwasty na farmach, ale zbite w gęsty dywan. Juliette pomyślała o owocach i warzywach, które niektórzy spakowali do środka kombinezonów. Ważne, żeby zachowali nasiona. Już teraz myślała, że może przeżyją więcej niż dzień. Więcej niż tydzień. Ta perspektywa napełniała jej serce radością.</p>
    <p>Kiedy tylko Raph oswobodził się z kombinezonu, chwycił ją i pocałował w policzek.</p>
    <p>— Co, u diabła? — ryczał Bobby, wirując z rozpostartymi ramionami. — Co, u diabła?</p>
    <p>Ojciec Juliette podszedł do córki i wskazał w dół stoku na nieckę.</p>
    <p>— Widzisz to? — zapytał.</p>
    <p>Juliette osłoniła oczy i wbiła spojrzenie w dno zagłębienia. Był tam zielony kopczyk. Nie, nie kopczyk — wieża. Wieża pozbawiona anten, za to z jakiś płaskim, srebrnym, zadartym do góry dachem pokrytym do połowy winoroślą. Wysoka trawa zasłaniała większość betonu.</p>
    <p>Grzbiet zapełniał się ludźmi i śmiechem, a trawa wkrótce pokryła się butami i srebrnymi skórami. Juliette obserwowała betonową wieżę i wiedziała, co znajdą w środku. Oto ziarno nowego początku. Uniosła ciężką od dynamitu torbę. Zważyła w ręku ich zbawienie.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>63</p>
    </title>
    <p>— Tylko tyle, ile potrzebujemy — przestrzegła ich Juliette. Oczyma wyobraźni widziała już ziemię wokół betonowej wieży zaśmieconą mnóstwem rzeczy, których nie zdołali unieść. Były tu ubrania i narzędzia, jedzenie w puszkach, pakowane próżniowo plastikowe torebki z nasionami — na wielu etykietach widniały nazwy roślin, o których nigdy nie słyszała. Elise zajrzała do swojej książki, ale znalazła tam opisy tylko kilku z nich. Pomiędzy zapasami walały się bloki betonu i gruz powstały po wysadzeniu drzwi, które w zamierzeniu miały otwierać się od środka.</p>
    <p>Na zewnątrz Solo i Walker mocowali się z czymś w rodzaju zagrody z materiału i zestawem tyczek, próbując rozgryźć, jak to rozstawić. Drapali się po brodach i debatowali. Juliette była zdumiona widząc, jak dobrze radzi sobie teraz Walker. Z początku nie chciał opuścić kombinezonu i został w nim, aż skończyło się powietrze w butli. Dopiero wtedy go zdjął, posapując w pośpiechu.</p>
    <p>W pobliżu była Elise, krzycząc i goniąc w trawie za swoim zwierzakiem. A może to Shaw gonił Elise — ciężko powiedzieć. Hannah przysiadła wraz z Ricksonem na dużym, plastikowym pojemniku, karmiąc dziecko i spoglądając w chmury.</p>
    <p>W powietrzu wokół wieży unosił się zapach podgrzewanego jedzenia. To Fitz zdołał wykrzesać ogień z butli z tlenem — niezwykle niebezpieczna metoda gotowania, pomyślała Juliette. Odwróciła się z powrotem do środka, żeby dalej przeszukiwać sprzęt, gdy z bunkra wyłoniła się Courtnee z latarką w ręku i uśmiechem na twarzy. Nim Juliette zdążyła zapytać, co takiego znalazła, zauważyła, że w wieży działało teraz zasilanie, a lampy świeciły jasno.</p>
    <p>— Co zrobiłaś? — zapytała Juliette. Zbadai bunkier aż po samo dno — był głęboki na zaledwie dwadzieścia poziomów, które były w dodatku upchane tak gęsto, że całość miała co najwyżej siedem pięter wysokości. Na dnie zamiast przestrzeni technicznych zastali rozległą, pustą grotę, gdzie bliźniacze klatki schodowe kończyły się na nagiej skale. Ktoś domyślił się, że to punkt docelowy kopaczy. Miejsce, które miało powitać nowo przybyłych. Nie miało ono jednak generatora. Nie miało zasilania. A mimo to na piętrach i klatce schodowej zainstalowano lampy.</p>
    <p>— Prześledziłam przewód zasilający — odparła Courtnee. — Biegnie na górę do tamtych srebrnych blach na dachu. Wyślę chłopaków, żeby je oczyścili i sprawdzili, jak działają.</p>
    <p>Nie minęło wiele czasu, a uruchomiono ruchomą platformę zamontowaną pomiędzy klatkami schodowymi. Przesuwała się w górę i w dół, poruszana linami, przeciwwagami i małym silniczkiem. Ludzie z Maszynowni nie mogli jej się nadziwić, a dzieciaki nie chciały z niej wyłazić. Ciągle prosiły, żeby pozwolono im przejechać się jeszcze jeden raz. Dzięki niej wynoszenie zapasów na trawę stało się mniej męczące, choć Juliette nie opuszczała myśl, że powinni zostawić ich sporo dla następnych grup — o ile ktokolwiek tu przyjdzie.</p>
    <p>Byli tacy, którzy chcieli tu zamieszkać, nie chcieli słyszeć o dalszej wyprawie. Mieli nasiona i więcej ziemi niż potrzebowali, a magazyny dałoby się przekształcić w mieszkania. To byłby dobry dom. Juliette przysłuchiwała się debacie.</p>
    <p>Koniec końców to Elise rozstrzygnęła sprawę. Otworzyła swoją książkę na stronie z mapą, wskazała na słońce, wyznaczyła kierunek północny i powiedziała, że powinni ruszyć w kierunku wody. Twierdziła, że potrafi łowić dzikie ryby i że w ziemi są robaki, a Solo potrafi nadziewać je na haczyki. Wskazując na stronę z książki mówiła, że powinni iść do morza.</p>
    <p>Dorośli pochylali się nad tymi mapami i nad tą decyzją. Znów odezwali się ci, którzy woleliby zostać tutaj, ale Juliette pokręciła głową.</p>
    <p>— To żaden dom — zaoponowała. — To tylko magazyn. Chcecie żyć w cieniu tego? — Skinęła na ciemną chmurę na horyzoncie, na kopułę pyłu.</p>
    <p>— A co jeśli przyjdą inni? — zapytał ktoś.</p>
    <p>— Tym bardziej nie powinno nas tu być — rzucił Rickson.</p>
    <p>Rozgorzała debata. Było ich ledwie ponad sto osób. Mogli tam zostać, zacząć uprawiać ziemię i zebrać plony zanim skończy się jedzenie w puszkach. Mogli też wziąć najpotrzebniejsze rzeczy i przekonać się, czy legendy o niezliczonych rybach i wodzie ciągnącej się po horyzont były prawdziwe. Juliette omal nie wytknęła im, że mogli zrobić jedno i drugie, że nie istniały już reguły, że mieli mnóstwo ziemi i przestrzeni, że konflikty rodziły się tylko w obliczu niedoboru.</p>
    <p>— To jak będzie, pani burmistrz? — zapytał Raph. — Osiedlamy się tutaj czy idziemy dalej?</p>
    <p>— Patrzcie!</p>
    <p>Ktoś wskazał na szczyt wzgórza, odwrócił się tuzin głów. Jakaś postać w srebrnym kombinezonie szła chwiejnym krokiem w dół zbocza po śliskiej, udeptanej przez nich trawie. Ktoś z ich silosu, kto zmienił zdanie.</p>
    <p>Juliette popędziła przez wysoką trawę, czując nie tyle strach, co ciekawość i troskę. Ktoś, kogo zostawili, ktoś, kto podążył za nimi. To mógł być ktokolwiek.</p>
    <p>Zanim zdążyła skrócić dystans, postać w kombinezonie upadła. Urękawiczone dłonie sięgnęły do zatrzasków hełmu, zaczęły mocować się z kołnierzem. Juliette zaczęła biec. Osoba miała przypiętą do pleców wielką butlę. Juliette martwiła się, że kończyło jej się powietrze, a może coś źle podłączyła.</p>
    <p>— Spokojnie! — krzyknęła i przykucnęła za jej plecami. Nacisnęła kciukami zaciski. Kliknęły. Zdjęła hełm, słysząc czyjeś sapanie i kaszel. Osoba w kombinezonie skuliła się, rzężąc — długie, mokre od potu włosy, kobieta. Juliette położyła jej dłoń na ramieniu. Nie znała jej — choć to pewnie ktoś ze zgromadzenia albo środkowych pięter.</p>
    <p>— Oddychaj spokojnie — poradziła. Podniosła wzrok, zjawili się pozostali. Zatrzymali się w pewnej odległości na widok nieznajomej.</p>
    <p>Kobieta otarła usta i kiwnęła głową. Jej pierś uniosła się i opadła w głębokim oddechu. I kolejnym. Odgarnęła włosy z twarzy.</p>
    <p>— Dziękuję — sapnęła. Podniosła wzrok ku niebu i chmurom, a na twarzy odmalował jej się nie tyle zachwyt, co ulga. Jej oczy zogniskowały się na czymś ruchomym, a Juliette obejrzała się i zobaczyła kolejnego ptaka, który zataczał na niebie leniwe kręgi. Otaczający ich tłum trzymał się na dystans. Ktoś zapytał kobietę, kim jest.</p>
    <p>— Nie jesteś z naszego silosu, prawda? — zapytała Juliette. Jej pierwsza myśl była taka, że to czyścicielka z pobliskiego silosu, która zauważyła ich przemarsz i za nimi podążyła. Jej druga myśl była niemożliwością. Była również prawdą.</p>
    <p>— Nie — odparła kobieta. — Nie jestem z waszego silosu. Jestem z… całkiem innego miejsca. Mam na imię Charlotte.</p>
    <p>Zaoferowała rękawicę, rękawicę i zmęczony uśmiech. Ciepło tego uśmiechu rozbroiło Juliette. Ze zdumieniem odkryła, że nie czuła gniewu ani żalu wobec kobiety, która powiedziała im prawdę o tym miejscu. Oto, być może, pokrewna dusza. I, co ważniejsze, nowy początek. Szybko się opanowała i odwzajemniła uśmiech, po czym uścisnęła wyciągniętą dłoń.</p>
    <p>— Juliette — przedstawiła się. — Pomogę ci to zdjąć.</p>
    <p>— To ty — powiedziała Charlotte z uśmiechem. Zwróciła uwagę na tłum, wieżę i sterty zapasów. — Co to za miejsce?</p>
    <p>— Druga szansa — odparła Juliette. — Ale nie zostajemy tutaj. Wyruszamy w kierunku wody. Mam nadzieję, że do nas dołączysz. Muszę cię jednak ostrzec, to daleka droga.</p>
    <p>Charlotte położyła Juliette dłoń na ramieniu.</p>
    <p>— Nie szkodzi — powiedziała. — Już przeszłam daleką drogę. </p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>Epilog</p>
   </title>
   <p>Raph nie wyglądał na przekonanego. Z determinacją zważył trzymaną w dłoni gałąź; jego bladą twarz oblewał roztańczony, pomarańczowo-złoty blask ogniska.</p>
   <p>— Po prostu wrzuć to do ognia — krzyknął Bobby.</p>
   <p>Rozległy się śmiechy, ale Raph z konsternacją zmarszczył brwi.</p>
   <p>— To <emphasis>drewno</emphasis> — powiedział, ważąc gałąź.</p>
   <p>— Rozejrzyj się — ryknął Boby, machając ręką na grube pnie i zwieszające się w górze ciemne konary. — Mamy więcej drewna niż będziemy kiedykolwiek potrzebować.</p>
   <p>— Zrób to, chłopcze. — Erik kopnął jedną z kłód, wzbijając snop iskier, które uleciały w powietrze jak spłoszone owady. Wreszcie Raph cisnął gałąź na pozostałe, a drewno zaczęło trzaskać i sypać iskrami.</p>
   <p>Juliette spoglądała na ogień ze swojego śpiwora. Gdzieś w lesie zwierzę wydało dźwięk niepodobny do żadnego, który kiedykolwiek słyszała. Brzmiał jak płacz dziecka, choć bardziej śpiewny i żałobny.</p>
   <p>— Co to było? — zapytał ktoś.</p>
   <p>Zgadywali, siedząc w ciemności. Przywoływali zwierzęta z dziecięcych książeczek. Słuchali Solo, który opowiadał o wielu pradawnych gatunkach, o których czytał w Dziedzictwie. Zebrali się wokół Elise z latarkami w dłoniach i wpatrywali się w pozszywane stronice jej książki. Wszystko było tajemnicze i zachwycające.</p>
   <p>Juliette położyła się na plecach, słuchając buzującego ogniska i trzaskających od czasu do czasu kłód, ciesząc się ciepłem na skórze i zapachem pieczonego mięsa, osobliwą wonią trawy i mnóstwa ziemi. A przez baldachim liści prześwitywały mrugające gwiazdy. Jasne chmury — te, które wcześniej zakryły zachodzące za wzgórzami słońce — teraz rozwiał wiatr, a zza nich wyłoniło się sto migoczących świetlnych punkcików. Tysiąc. Im dłużej patrzyła, tym więcej ich dostrzegała. Migotały w jej wypełnionych łzami oczach, gdy myślała o Lukasie i o miłości, którą w niej rozpalił. Coś stężało w jej piersi i kazało jej zacisnąć szczęki, żeby powstrzymać płacz — nowe poczucie celu, pragnienie, by dotrzeć do wody na mapie Elise, zasadzić te nasiona, zbudować dom nad ziemią i w nim zamieszkać.</p>
   <p>— Jewel? Śpisz?</p>
   <p>Stanęła nad nią Elise, zasłaniając gwiazdy. Piesek przytknął Juliette zimny nos do policzka.</p>
   <p>— No chodź — powiedziała Juliette. Posunęła się i poklepała śpiwór, a Elise usiadła i przytuliła się.</p>
   <p>— Co robisz? — zapytała dziewczynka.</p>
   <p>Juliette wskazała na niebo.</p>
   <p>— Patrzę na gwiazdy — powiedziała. — Każda z nich jest jak nasze słońce, tylko bardzo odległe.</p>
   <p>— Znam gwiazdy — odparła Elise. — Niektóre z nich mają nazwy.</p>
   <p>— Naprawdę?</p>
   <p>— Tak. — Elise położyła jej głowę na ramieniu i przez chwilę spoglądała w górę. Tajemnicze stworzenie w lesie zawyło.</p>
   <p>— Widzisz tamte? — zapytała Elise. — Nie przypominają ci pieska?</p>
   <p>Juliette zmrużyła oczy i przyjrzała się niebu.</p>
   <p>— Możliwe — powiedziała. — No, może i tak.</p>
   <p>— Możemy je nazwać Piesek.</p>
   <p>— To dobra nazwa — zgodziła się Juliette. Zaśmiała się i otarła oczy.</p>
   <p>— A tamte wyglądają jak człowiek. — Elise wskazała na szeroki kształt, śledząc palcem szczegóły. — Tu ma ręce i nogi. Tu ma głowę.</p>
   <p>— Widzę — powiedziała Juliette.</p>
   <p>— Możesz go nazwać — powiedziała przyzwalająco Elise. Głęboko w lesie niewidoczne zwierzę wydało kolejny skowyt, a piesek Elise mu zawtórował. Juliette poczuła spływające po policzku łzy.</p>
   <p>— Nie jego — powiedziała cicho. — On już ma imię.</p>
   <subtitle>* * *</subtitle>
   <p>Ogniska przygasały, ale noc wciąż trwała. Gwiazdy skryły się za chmurami, a dzieci zniknęły w namiotach. Juliette spoglądała na poruszające się w jednym z namiotów cienie — inni dorośli, którzy też nie mogli spać. Ktoś gdzieś piekł jeszcze paski mięsa ze zwierzęcia, które Solo ustrzelił ze swojego karabinu, długonogiego jelenia. Juliette nie mogła się nadziwić transformacji, jaką Solo przeszedł w ciągu ostatnich trzech dni. Mężczyzna, który dorastał w samotności stał się przywódcą, bardziej przystosowanym do przetrwania w tym świecie niż ktokolwiek z nich. Juliette zamierzała wkrótce poprosić o kolejne głosowanie. Jej przyjaciel Solo byłby doskonałym burmistrzem.</p>
   <p>W oddali odcinała się sylwetka kogoś, kto stał nad ogniskiem i szturchał je kijem, próbując wykrzesać więcej ciepła z dogasającego żaru. Chmury i ogień — dotąd zawsze lękano się tych dwóch rzeczy. Ogień oznaczał śmierć dla silosu, a chmury pochłaniały tych, którzy ośmielali się wyjść. A jednak spoglądając na chmury nad głową i wzniecając płomienie, odnajdywali pociechę i w jednym, i w drugim. Chmury były czymś w rodzaju dachu, ogień zaś dawał ciepło. Nie mieli już tylu powodów do strachu. A kiedy jasna gwiazda wyłoniła się nagle przez lukę w chmurach, myśli Juliette powróciły — jak zawsze — do Lukasa.</p>
   <p>Któregoś razu rozłożył swój atlas gwiazd na łóżku, na którym się kochali i powiedział jej, że każda z tych gwiazd ma, być może, swoje własne światy, a Juliette nie potrafiła ogarnąć umysłem tej myśli. Była zuchwała. Niemożliwa. Choć na własne oczy widziała inny silos i tuziny zagłębień w ziemi, które ciągnęły się po horyzont, nie potrafiła wyobrazić sobie istnienia zupełnie innych światów. A jednak wróciwszy z czyszczenia, oczekiwała od pozostałych, że uwierzą w jej równie śmiałe stwierdzenia…</p>
   <p>Za jej plecami trzasnęła gałązka, zaszeleściły liście. Juliette spodziewała się zobaczyć Elise, która poskarży się, że nie może spać. A może to Charlotte, która wcześniej przyłączyła się do niej przy ogniu i prawie się nie odzywała, choć wyglądała na kogoś, kto miał wiele do powiedzenia. Jednak gdy Juliette się odwróciła, ujrzała Courtnee z czymś parującym w dłoni.</p>
   <p>— Mogę się przysiąść? — zapytała Courtnee.</p>
   <p>Juliette zrobiła dla niej miejsce, a stara przyjaciółka dołączyła do niej na śpiworze. Wręczyła Juliette gorący kubek czegoś, co pachniało trochę jak herbata… ale intensywniej.</p>
   <p>— Nie możesz spać? — zapytała Courtnee.</p>
   <p>Juliette pokręciła głową.</p>
   <p>— Siedzę i myślę o Luke’u.</p>
   <p>Courtnee położyła jej rękę na plecach.</p>
   <p>— Przykro mi — powiedziała.</p>
   <p>— W porządku. Kiedy spoglądam na gwiazdy, pomaga mi to spojrzeć na wszystko z szerszej perspektywy.</p>
   <p>— Tak? No to pomóż i mi.</p>
   <p>Juliette zastanowiła się, jak to zrobić i zdała sobie sprawę, że brakuje jej słów. Miała tylko poczucie bezmiaru — nieskończonych możliwych światów — które napełniało ją nadzieją, nie rozpaczą. Ubranie tego w słowa nie było łatwe.</p>
   <p>— Wszystkie te ziemie, które widzieliśmy w ostatnich dniach — powiedziała, próbując ogarnąć umysłem własne uczucia. — Tyle przestrzeni. Nie mamy nawet ułamka czasu i ludzi, żeby to wszystko zapełnić.</p>
   <p>— To chyba dobrze, co nie? — zapytała Courtnee.</p>
   <p>— Tak myślę. I zaczynam myśleć, że ci, których wysyłaliśmy na czyszczenie byli dobrymi ludźmi. I że było wielu dobrych ludzi takich jak oni, którzy siedzieli cicho, bo się bali. I wątpię, żeby istniał choć jeden burmistrz, który nie chciał zrobić więcej miejsca dla swoich ludzi, nie chciał rozgryźć, co jest nie tak z zewnętrznym światem, nie chciał zawiesić tej cholernej loterii. Ale co oni mogli zrobić, nawet burmistrzowie? Nie oni rządzili. Tak naprawdę. Ci u władzy dławili nasze ambicje. Z wyjątkiem Luke’a. On nie stawał mi na drodze. Wspierał mnie w tym, co robiłam, choć wiedział, że igrałam z ogniem. I oto jesteśmy tutaj.</p>
   <p>Courtnee ścisnęła ją za ramię i pociągnęła głośny łyk herbaty, więc Juliette uniosła swój kubek i zrobiła to samo. Gdy tylko ciepły napój dotknął jej warg, ogarnęła ją eksplozja smaku, bogactwo przywodzące na myśl kram kwiaciarki na bazarze, ale i zruszoną glinę żyznej grządki. To było jak pierwszy pocałunek. Cytryna i róża. Przed oczami mignęły jej iskierki, zakręciło jej się w głowie. Umysł Juliette zadrżał.</p>
   <p>— Co to jest? — zapytała, chwytając powietrze. — Było w zapasach, które zabraliśmy?</p>
   <p>Courtnee roześmiała się i nachyliła do Juliette.</p>
   <p>— Dobre, prawda?</p>
   <p>– Świetne. Wręcz… niesamowite.</p>
   <p>— Może powinniśmy wrócić po więcej — powiedziała Courtnee.</p>
   <p>— Jeśli tak zrobimy, chyba nie będę chciała dźwigać nic innego.</p>
   <p>Kobiety zaśmiały się cicho. Siedziały obok siebie, przez dłuższą chwilę spoglądając na chmury i pokazujące się tu i ówdzie gwiazdy. Najbliższe ognisko trzaskało i pluło iskrami, a garstka cichych rozmów niosła się głęboko między drzewa, gdzie owady wyśpiewywały swoją pieśń, a niewidoczne zwierzę wyło.</p>
   <p>— Myślisz, że nam się uda? — zapytała Courtnee po długim milczeniu.</p>
   <p>Juliette upiła kolejny łyk cudownego napoju. Wyobraziła sobie świat, który mogliby z czasem zbudować, świat bez podcinających skrzydła zasad i ludzi, którzy tłamsiliby ich marzenia.</p>
   <p>— Myślę, że nam się uda — powiedziała wreszcie. — Myślę, że możemy zrobić, co nam się tylko spodoba.</p>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>Nota do Czytelnika</p>
   </title>
   <p>W lipcu 2011 napisałem i opublikowałem opowiadanie, dzięki któremu nawiązałem kontakt z tysiącami czytelników, promowałem swoje książki na całym świecie i które odmieniło moje życie. W dniu wydania <emphasis>Wool</emphasis><a l:href="#n_3" type="note">[3]</a> w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że to się stanie. Minęły dwa lata i publikacja niniejszej książki stanowi zwieńczenie niesamowitej podróży, która bez was nie byłaby możliwa. Dziękuję za to, że mi w niej towarzyszyliście.</p>
   <p>Oczywiście to nie koniec. Każda opowieść, którą czytamy i każdy film, który oglądamy trwa dalej w naszej wyobraźni, jeśli na to pozwolimy. Postaci przeżywają kolejny dzień. Starzeją się i umierają. Rodzą się nowi bohaterowie. Pojawiają się wyzwania, a postaci sobie z nimi radzą. Czują smutek, radość, triumf i gorycz porażki. Punkt, w którym kończy się opowieść jest zaledwie migawką, krótkim przebłyskiem emocji, pauzą. To jak i czy historia potoczy się dalej zależy od nas.</p>
   <p>Moim jedynym życzeniem jest, abyśmy pozostawili miejsce na nadzieję. We wszystkich rzeczach jest dobro i zło. Znajdujemy to, co spodziewamy się znaleźć. Widzimy to, co spodziewamy się zobaczyć. Nauczyłem się, że jeśli odpowiednio przechylę głowę i zmrużę oczy, świat jest piękny. Przyszłość jest jasna. Czekają nas dobre rzeczy.</p>
   <p>A co Ty widzisz?</p>
  </section>
 </body>
 <body name="notes">
  <title>
   <p>Przypis</p>
  </title>
  <section id="n_1">
   <title>
    <p>1</p>
   </title>
   <p>Księga Izajasza 49,8, Biblia Tysiąclecia.</p>
  </section>
  <section id="n_2">
   <title>
    <p>2</p>
   </title>
   <p>Księga Rodzaju, 9,11–14, Biblia Tysiąclecia (choć trzeba zaznaczyć, że wersja Pisma Świętego używana w silosie zawiera liczne skróty i zmiany — przyp. tłum.).</p>
  </section>
  <section id="n_3">
   <title>
    <p>3</p>
   </title>
   <p>„Część I — Holston” z tomu I („Silos”) ukazała się pierwotnie jako samodzielne opowiadanie (przyp. tłum.).</p>
  </section>
 </body>
 <binary id="cover.jpg" content-type="image/jpeg">/9j/4AAQSkZJRgABAgAAZABkAAD/7AARRHVja3kAAQAEAAAAZAAA/+4ADkFkb2JlAGTAAAAA
Af/bAIQAAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQEBAQICAgIC
AgICAgICAwMDAwMDAwMDAwEBAQEBAQECAQECAgIBAgIDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMD
AwMDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMDAwMD/8AAEQgCWAGjAwERAAIRAQMRAf/EANUAAAID
AQADAQEBAAAAAAAAAAcIBQYJBAIDCgEACwEAAgMBAQEBAQAAAAAAAAAABAUCAwYBAAcICRAA
AgICAQMDAwIFAgQEAgEVAgMBBAUGERITBwAhFDEiCEEVUTIjFglhJHFCMxeBUjQYkUMlNQqh
sWJTRCYZYyc48MHR4fFyVDZWEQABAwMCAwUGBAUDAgMFABMBEQIDACEEMRJBUQVhcYEiE/CR
obEyBsHRFAfh8UIjCFIzFWJygqIkkrLCQ1M0FtJjJeJzo0QXg5Ozw9OENTYJ/9oADAMBAAIR
AxEAPwD5DtN8aYedAxuSyY0qLbu24+4ppnau3spRyeyopUrKSTXGcbcBFIpCTJUkqesImOr0
mly3NnLGAuAaeQAQLzv7ilMsfpLJMFkmQWsJcECuLnh7tqhAgRDYlqi44135Lb5xvnbcla5f
yFHE2dU07DZJ1bKHVbaLFY/H02Ms5GgcRNoopHEyRQToHkurmeYwY4kw2tyA1z97nBQoCkkI
D313qfUn43VHTdNe9kJijjeWu2uOxrWuDixAVIPfxJWgZ5hz+SRR2DE5ErPysjm8QeJe1xS2
zjzTZtusPgvjwgQKAUuJXwYz1wXHHLCFrbbUQA+/lSIbnvd65cT9SFbgqQV48OF6/l/lZvlW
uCCgZu061ehWsrYoISmmtNYawkpfWSCBHURQfJFM/pM81/8AH46IGjaSSRzWmbepdUJD/Xdv
DQGkWIaEAHcnb8zXr1r8ivIFrYUfFXns3krsmCE181bXkWWGV2CUV2LS5SUSUAZBCpiBQPTI
TElPJcHG9Itc1gYOYCe351KHqHVGZQnZNKZzaznBxslj4CycOGtcWy+UPJeo5urhjy2bw9vA
7KGw4duQ2WxlZxd25E/7g7Ka0pcY13x3CKSmJ6uI5mY9cbiYkzS4sa4OZtPlRRy7qsb1HqmN
IxrJ52SRS+o1XLtfruHb26686rmf867hsM/uNuKFPOxkyyDc5iWW8cWRcgBAZs41BRjjbJNI
4ZC1ERTMlzP1nFhQwj02r6aIAbp3HWoZfUsvLl9aRwGQXbnOaELjzI0VVKpdaojfJm7Pk+9n
77RZBia22XsAlnMlKigmzymCnmB+kTEcfSPV4x4hwFDerMSrnuJIS54cu7soq4/evIep7Djc
GDtfz+T2deuykc1i2XV1LWYrAqkUrbYQj5a4vcGRQYyQxM/T0M+CCVhermtauhSw14dlGYuV
kQTmFrGPkelnBbkWOoC34rXs886X5Kwt6tsW/wCR121YsLXh61LEGCAx1enLFVqNekSlENUA
CTGRI4jmeZ+nPMGXHez04A7aLqeK9tS6vj5rJxLnhjZHWDWn6Q2wG3gAltaC1LP57VbITg80
ePvKZNkbuHtNByGvqFUsKi2IgcHKZkWQEyE9XtMx6McxkgR4Vvb30BFNJCQ+JxBGhFjf2SuR
2VzzAYNnJ5ZqbEwdmJvOMH9TRafc6mEJz3Jgp554L3+vrqM4ALVVk7DRL/H7XU7N5j03DteC
hsZFjljZuFjk2vj13PKnayIEJ0gtIAglgzzzMRHHVzA2dN6OG+UrZvAKe8DjTHpOMc3qMOMz
aC6QDzO2NIFyC7+kEBF7a1g2mxc8d6ttGCos1enK9dyisRS17VsYdYbGWUOBrge31rWQrdVW
4QOWEHDIAWMESEz9ZaMMzJo3kOI9S5c43S/0kBR8Fr6HkOyOjYc8cbo2u/To1jI2lNysH90O
dtcCVTUgEkVktutKkgqtxGVosoHkLNa5UwnzWzVtYxS0Jt3jtpEFLsWmNlKwN0CHcgOOJGNZ
GTohVOPb3V8tc1u7fbabIFsluI46jWqbf2IK9O7isI67C8leO3nMnNm3WHOyM9VauzExYOou
jTcxpL7kG45bMnMRwEWNjJIc9LCwtbx5n3Wq5zm+n6bFublT5hwBCoguRxv4VzWt02y8CQub
HmbEVqgUK8MyFiRVRABWNOI6vesKxgYD+WIjjjj10QxDRo1XTjzqLpZnJue4oEuTpy107Kgo
vXI54sNjqOGT931OPoc//dR/H1YgqkxsOoqZwO1ZvX8zSzePyNqvcpmuYalxLM0CcEdciGYk
ktHmCH6TE+oPja9paRY1JqxkOis4aJTTO8j6Hs1Wqi82/wDEy7btjJ4yFpVYwEHaUKYxOQYk
gylYIVBzXaKjGRiElzzHoH0pmEoigWPPvHD2Wi5JsR7NvmBcSS0/0/8Aab7rXQonCvZm/CmF
vUgjxz5MuZvJd6V2sdmacY2COQBiAXXNrbFd6uZWaZgzBkRM8c+0WZMgP/qIw1vMFfy76tfg
YrmgYcxleujm7DpyU31BHPlS77HjPIuk32qzyctjrAtIItMju1XEpkRLK9wYYhnJRHuJc8Tx
P149GsMMoViEUA6N0T0eHNf2r8Dx8KgQ3PZFxMRkmcTMF/01D0nHEiYSADIGJRzzHHv7/X1P
0mcqjt7TUy7ynv1hVFD9lvuVjVmmkDDEorLYMQYrmR6o5mOfrzzHP19QGPCCSG3OtWumne1r
HvcWtCC+ndxqEvbhsOS6fnZFtiRWCYJk8l2QIDFXP0gIMIn29/r78erBG1ugqgxg3JcbJrXV
reQXazuOr5NqUV7t9KrNxkioFzYcC5e9pAYrCBng2FE9I+88xExPHBGkjlUDDcFpuo1rUHCb
pjtXyGJ8eFlwdgLuCrIsrtrXNG1lsU8AgH3BEciRsdZgwopOFOsu62CUL9kjoXSNdOAkm5e1
PlpxPAVoW5sMMseA55OMWAFV2qDy1ub7Rq41XPPHjFOYwaMriBZX2bE0lZ3Ew/4OKJwVrAGV
mZsuEYWHQUKMpgZ6YiC5KfXsLJduLX/7ZcnE17rHTIRGyXHP98MVwIDVC66r2A6HTWp78cdr
ye36xkH5Uws2qTAUi0iVCxlW2koErNdK5XUuVbtewBLiC4HoPkhKJkfqrGse0NsD+FOftJ75
Inucdzm2twXThwvwXSgF+QSV63vaNiTqq9tLK4yYydXMLtZEaaVMd2uFU7CXUw7KunmJ7cCP
ExE8cnYJ9TH9PdtQ2It86SdYi9LqLp9u8uuQ9TZSgKG1qnfAmDyefU3a6f496jn8DdyIY3GZ
PJZ3FYKKeaFlWKk4pO0H3brqzuYWK3j3GRMDMEM8CdUlY1Md2S+OUBSA0uJbxXboOZS1Pftf
FynNfnjp0ORjLtaXvaxrXlNuzefM7k0FSdNKp/5IaW7FblTqZ7CZWntQ61L8rX1dTsmxVyps
WbVZs5q387LJtstmPIvBrOBGJ6i44knpc7JIS6J26HdYlAvlFhYInJKW/c2HPjZbI8qIMy9i
va1SV3uUuJc5SeBDtEvVEx2o4bG6O7eIy2HPYqc2IViyssPN0rpC2ugHOZXEXOmpw8BiY6Jn
oKYKOn0S6Vxm9Ha70zx4ey0rZjRswzlCRnrhfKp3Dgml7Xt3a0Pm4q3sN7E001rZMyYQhYJF
r7N5QwYCVdYgLTj+jPIiPAxE/wCvq4OEYLilvhQQa+Z7Q0Ek6cVTlUfsXjDaceQ2amv5EaLD
rpV1nWNxNsIS8emsNpluEzL4EWEMCUx9YLkYlHkRnykhasfizxje5p2Epw1QFEVeOqVT7+r5
/Dv+Nl8TkMVZlS3rr5CnYqtclsFK3IFqh7qi6ZjqHmPVwlY4K0giqpGSRHbI0tJHEEVDurOQ
XDQ4n3+nHvETxzHvzxz9P4+pBwOlQUaV4LNqGLckmKaoxapoSQGtiyggYBDxIkBRExMfSfXS
hCHSpA8Qb0zGnb9mdQLXM9s4W8pq9s7FjLYwhB/xsg87KYyNCtYKFVbFpE9bRiIEuqemI5n0
vlx2y7mxoJeB7ORouDNfjyNMrXSY6klvBStwtgTbsp681kNa8v6Vitc3LKLyNbKY+raweXQn
oB7LCYKv02JKFV8hWaXQATMlMxCz6feSRRY78CZ02I1GKdw5dvcdfiK3GX1WL7iwosHq8v8A
6gNBjeBqSEQlUDgbAcfpKXJy/wDJ3jfMeN9ktYi8DrFAmtnFZXtTCb1cDIOJkeQC0mR6WL55
iff6TE+tPjzsnjD28tKwM8D8SZ2PLZzSR2H24jh7qG/q+qq81j1mI/Xqnj68f/Z9cNhUXFGk
1c8GwyuorqOuplIe5QsQKq82rKnQQlas2HrUpCl9f3nPTxEB0lMxHqohQtDOv5hYrUlicnkm
b1WizdTNixmbKbdtaa0i1mRW6nbd1WX10ilinlEctBa4nmI/SeOa309LJ8qJZuXk697cbdlR
OWXjql3I0azzySFWWjQvLD4oMKG8uswmTbEi2PtifaJEYmOOfbrVIBNqGLSHEA7hzHGvXWs0
IpoQTJm6LmGMtGYSMlwAp646I6JKOqZkoj3/AIc+vEX7K4QRdo4/BKej8TPKC8LduePMjbrs
VeTdtYK1LGKYyzkKrad2mNkmEpaDS/pMIiZMQHpmJIp9J+rYnrME7VVpC9wK++1r1rPtTrAx
JnYcgHpyBwHDzuaW3OgCFTa6WIpdvN2pr0TyLla2GJx4mLX7rgLzmTchuKuMKe2x59wbLaky
SymZLqgeqZ+7iGGJIZsdrn/Wl++kHU4o8TqEkMRWIOJaVVRwvx5dvjRh8X7Jit28bv8AGexF
j6Gfw93+5tZyPRNepk8EuuSr1HLU6dcu/J49z4g+BcX+pRHoeaJ8WSMlhJjLdrhyPAg99iKM
x8vHyelv6ZK0MyGvD2PWxQI5jgBe1wddRxFKxsOvY3FZtVfFZnH53FjcWNXKo7q4JLWvYgLC
T6TB/ZgZOPb756Y+nHpgxznNVwIcmlJ3lrXvbG7czgeY+dWbCvxVLYLti4bVIRkFfH7dRbJa
YTBKJgObALsTKTkZkSnr49ufpwgkWoZWhNbGna7mF7PX+1R1fK/trtddnt/D+f8AH7vR8/8A
6PZ/rdvns937uf8Al9L/AD/6j/q9rfxpxuiT6G67OPPX6v4Lfsq870GcqVclefllV6V12rVk
JCnYYZkzIVKKFYtgR8WrI0WdszcXTKoiJn+WYCg9KzWt8w3LfxK+PLjWj6g7NJdJNKAxwZts
TZUAZwCC3mP0p2UradxyyfK27Fg7uOqYe5V13H3kzi5SBJxKpWNauhVV7K9sX1TRJgJCySke
qRLn0ybCz0WbwS4KdefzrO5OZIZ3thcxoejT5RcMQhLWKggpqp1BpdPJeQzWVzIWcs4SJgXL
SOsw70Am06qYWQXPAOW+sQQMxEiMQMe0R6MjAaEbpS+JzyC6T6idvbr7fyqD0vVn7VbyFRAs
bYTi7tmrWQhtlj7IQEDHSr3WC1kbJKeZmAmBEpn2k9waL6VZK4gIxd1tOy9WTxVc1fXtms5P
cRkP26pbDH1Tx1226vmRIPjW+K9uiNdlQ1lAyZFwcx9v6xXOHvZtj4m9+Hxq+KWNjw96kAKO
N7JxH8DVf3XNLzeefla5U+WsLvW6amI+VPTCws2aLLFkU2nI4JsgZjLDKOr24iUTNjNvCvOe
ZHb3/UexPbn31Wkvpjj7iXV5Ky0Q+I+DjhJhZUZxIyMkQmmCj2mPfj1MruCaVBBuvrXopWYR
8hZIF8Wqza0DIgRA1kcJaEkBFBrZxMdPEz9OfXXBb8qki99NR5lo4xHmjRIxMVjr2C0FLZqu
YEKvVQxNO3VMRcc12CxUFMh0e5T7QUT6W4m8YbhIu7z63tdKc9QMEnW2uxg0xkRWFgqNBFiU
K6omvOi5+aWLsODC5+x/ta5Xa1ccdWpgjFVl/DUqJp2DmLN1rwr9bImJIZmer+M0dIc3YWAq
RxW5vx5UV90xSDLZO9u0OFmhqMA22DSbmwUrfnSB2JY17LLumJvyy4HARJQBueA/aPEK5IJ9
v/Lx/p6cG1hWXceAOlq52N+0J59+3AyPVPHtxH1iY+v6+vJevAXtotMp+Iuvns3mzBQzqOMN
jspmIA4VFNnxwXVhOTc0g7GOZ86YZIlBlH2RMdXpd1aQRYLtQpAtrfl28vfWj+2cYZPV42AA
lvmRybSnB5JHk/1ceA1rTTyQdc4w4/NxSpqZzJU6QapXE8E74OFyAOpXKcPvqbkRtXk9BEwF
9ZKGVSJFzmsNriv13YCd/wBVzYrayA8F1K1u+szRtDCDErZS1noBI/Kw7mlquBduc1LgXaC2
5rKLy1kMUo62OxVm5ZqPm5kYYXbBJX7bii8DlK7KRs1GAKyNaVwYxIH1GHVOsx2v+p4G7Svl
+U6PdsiJLAV8Tr2LwsPlQNlcyPVEe0TEcx9ImY5iPfj3mPRYNCLXqmOJ49dFSBWvz12u1/ev
V6ibrerBmcDNisdZGRQvL3fk2HmpYVaNeZkWQHVBQbI6R5iJgyj9J96JH7XIdLVzZvJAIsCS
vIfnpU7jqu1atKblXYMY990YhA17MO4XMvBjG22CLMe8ZVErgwmJ64KIjn1Elj7EFKgroyrC
jjxBX+XYtFKh56hrRp7ngKGZpwkq84vMguzVdVNIJmUtLr7I/Z1jCzMBZ/IuPaIGdhhFiJa7
mPb250dF1WUp+pa2aIBEdcaJ3jny5CqxmPGupbYj9w020GGyD2NOcVasLHHdIK77YWx8r+NM
sPhYyQfZI8B+vq1sskZSS7edUARyhYD5l0Jtopue3QUIk6q3G5C3i9irzUuDABWA29ImZkYy
QMA4UXHT+pf+E+iC/cFYbUNI9zSiEH4iun+2Max1dSGssfI6lkpBED67QD7i62rJTQ6okoji
JkI+seub3VUJiDxPZUPktUv0nWhqkGQr1BWTHpkRn+qyExAqI5JvD56YkOqC+sf6TDwdatbM
wlDY0yPjjcsjksDr1ii63Q2zxtbgG5NqKLqVPGy47FXY8mN45Yc65UruVC5GVSRQRwUlPoSV
jWvIdeN/Dt5W50R5nBj4LTR3WyALrfg3l21oRr5YvyBqGJzNauvFYm/F342Y3m/Wop3ewCLV
jIWmUWWVEvHXFdEV0EMy0iBKVDE/cieXQSFrir+Tf6eQXn/M1rYmR5uODGNsIJQyFPU4EkDV
pNwL2CAV2/iL4znXNJ3beNsZTHC5HbZzOIw2vxbr1blG6wMbFXDutVLQYd9iQe7lwEgARE8E
UwJL+uZfq5LMSI+YNRy68z3pb31rvsXpf6Pp0vVMlo87iWIPKAAg7UJVNbCs+fy/z67+61oo
uFa4hkLFFxLWipEcQNmasDC2iNiBnmY6piZiPrEaXpMXp44Drmvn33FkNyupPmaAh5EG3hV8
/DnIa5A2h2Pcds7tbIIthq9W/eVglVyOBG5Zrup3sdbW+yAxYEZW81/auJn7vQXXI53N/wDT
sYqfUQF7hcFU04A606+zcnBinIzppwwEJG0kM/7iELSFTcLOIsL1fvONfFX/ACNsN3G7pktc
x2O1fDYBOY1Kjc2LEX++F3PPrXlVJr2jhs3lyxEcEByUFMSMj6p6YZBhtD2bpC8khyNI4do4
WPGrPuQYx6xIYp/Tx2xNaHRAva5QXkFEI1CtuhVdErPWrdsnnspXDJ2rqLh3YNom2oq/EyTO
/aqWIM+3MR19qfuAuJ5+330JaNgKAEfCsKvmO0khy30XvH4Vab+St64WOzuFyD15SqkYquXL
BKlFkTEwHkhMQ6XMDkeBnqmYn6+qwA9WPHlNT3uic2SJxDxxGorzq+atxpjjwgMb1YsWwk4r
f1WubEidi2Zk2Xu/hz9o/UYGff144sTlN71YzOnYGhpHlVLcTxPM+wpjte3zUtz8cVGbytXz
UZawSmZVCWAVbC1n38sdC5PdtqpjFumlhnMA63aABiZVHC6SKWHKSHTbw5koFHOxPYB20/x5
cfI6cP1ab99lHBoJch1Au0X1LkGlAu9qwZC1TbRznjbOnsSl3KmNrXrGPvYxbzUSsZYKnKEV
b6p/pms5MuYmZ9559HNksdzZG7bKQq9o7KSTxAObsdE/1AoAN2qljYAHga86OlXIu5PADot9
uYxd0qVqMBsuDyL5sLkhIey9XyLdJnTByQNkYjiZmOefXfVbtEm8bCFuCPY1UcYukOMWH1Q5
CA4G/wAVHFQUrxFysrayKsoixYvSK1WVXHTYfFemlNcCspNvTXhJGAr7ZEcmv2niOYkBtA2/
T2UC8l0hcV3Klzolr+FXfxd5esePk5DQ9nhV7S82sBWuzXrZJurOnIKb+8YsCjoYk5XJMXBS
vqiCHn25GysJs725EaiZh4FN1kQ046Z1mXCglwpQH4UwAKtDjG7cDvZyNrjQ99OZkMDq3lXW
26dstqhbc2iNnAZysQCy+TQJtfJ46yshF1xIB1PjiAYJ9BcFPuqLpcOQTwh2xfMOXYnLly7q
1EbcPrOOcHMdGMhrVjfxeTfcDxcEuCEPYazy33wxu+jZG/jsrrlx1cKM3qGZp1XFjLOKSAke
QW+FQrkB+xgTMGDOY4n2n08gy4Z2743DVCOIPKsVmdNz+nTbMljhbcCFLSOYOnfyNqDv7Plx
7hxisn0JgTYfwbUQsGf9MmFCuFiyPpMzHP6ejNzU1FV6i9GXRvF2Wz0YhttyMRVykWBuS2sk
rOOxyeuRy1mhct1mXFH2zkVr6DiICYguuIkaWZrAUCkfPlXWY3rSsatibr/SOaWX251SNs1P
J6nlsMeYihZHLqVlKPxBcX7jjJsdFe6+m2FmiL8DMQueCnpKCiJ+tscjZGnbwsew158T4Wo7
QtUdx0PteuXIYW9KH5W1W/a/lNe6rXYIVwhFdgqNHbgVwo0FMQIQAyX/AJYj14OBKArQxVib
hr7GqrIyzqjkeqeTjifaYj6xMRx0/bH/AB9SrqgIeFTGHy17XszisnPfA8bZRcVXhjEGxXUJ
mtbwMWpiwrmIIZ9p4n9PXHAOaRzFSZsB3AKFC3T5Vo15B13H+dfE3yNSr1reV1LHDsVG5TJZ
2HrsU02m40mvWg2rhBkDxT1hWvINRz1AXCSKU4eSs5IEjtqHRflfguoIrU5OKOpYG3Cja44j
S8kEFzmFChVCQASqKGvDgeNId4w2Cnr+6Y6zm1rZSKLOPtk8lhCVWkHX6upvQECBHzzJREfX
mPTqRhczy61ky1rUkYFZyHbZan/J+vKwmURbogHwDlF5fasLsKmpZeZKcXZEYrxDuoOmOqZi
RLmeeZ4wqKGYC1xj4kFOdVQ8nUtZR6lAtybTFGiDdI8NaB9AwZHHMhLpj3mOmI5+sepIlQMb
w3cQVU0TP7kzH/1V+WXH9ndXZ+3/AOqH/wDpv7Vx3OO31f1+7/1P1+vqraNO3+NXKV3Lw5Dl
t9uFNX5hzjL3jpuv4bBZZmQdQ1/NUe5RNMyRZmvSPlYHzWE5er7GTBy1ofbyYxK2BoE/qOcE
UjXsXx46cK0+Q9z8T9PHE8eRrgS3iu0kIbC4148FNKJjNuyWa3Z25WEwruTjnPGhCKi2zSqj
3q3Zh0EM2ez/AFJ6Yghkp4Hn2ZCMMi9MUgnnMuQMhwG9bgBFT4e7toZjic5uecTQwlJ2Zy92
tasqoY4Ja3+m+3aeAK6R4lSIkiiJn+PMzzHq4ubG3c8gN7a7A1zmo0EuJ0AU6chR30rxb5H1
+iyy/SdjrkGQrNyRKOKjJpVgE4hL67DsJ7vdZEs4kYniY+nHod88Dim9qnSpvxc0q8RSGMal
CLe3GrX/AGJsTQy+DztE9cVkc3sW1ZNluuksgrVmpB+Ko074pdWc283kuXzDgYPECEkXNQlY
Ue07gEHjxq12M9ixvb6bj5yqoGoo5qvBUv3monb9S8dYjWsDGM1Ictnsl824/Y8rl7uPw6sT
Uq1MfXtDTo2cb0nVyHMuEhIWdM8DBkURBjsh0zlekQTygBVvxK8KOe7Ciw42sh3ZLySXucQ0
NQCwBFw5VJ1HBdApn9JQhtKribNC819YrdxNBzWvpcEIlKztNBdqqYcsAYgGxHPVHEdXoxj3
XLv50skLW7SwqSFPZ7zeqe+gOAuV3vH5Da1itZCnaTArsCtgt7VoBf1ipojEFAEU9JfWJ+li
7wRoor0cp3goLFUOh76alWVd512HEbrsNGpq9lOzYari8LrVW1+2kwFY2HZBSLj79kjIagMa
sSFfQsi56i9wmR/pIjE0l4DSpcQvG3CmeRlDqWb+o2shLntG1jTtBsCQCSVsCQqUdvyq18cz
U1Nd/wCRFE83r1F7q64rVq7b9jHY20CUsg3G60qTYPEnISB88RwPoPpr0a/aBuv26KlN/uOF
/wCpgLiTEjQbEAEgByL42U6ITSm5bwfve47ZtFDxzrlzP6xpuYLT62UixTUqXVDHooncsspr
t3hKxM/aMT0REzx9ZYfq4Y2N9dwbI5u5OznSYdMyp3P/AETHyRNeGqBbcdAtv5XNRVn8ZPOV
UGOdoV4K6lNY6z8/DRWSpImTza2Mh21gkVl1TPHHHv68M/DVPUap4VL/AIbqgaXGCTYLkpYJ
qp4JdeVMJ+H+kM1/LbDuewBjacDilYzHN2DIxRwNZ9m+l0OyClNGzlGWUVeumpMF1EMlP0j0
B1eXfG2GMuVVIaFdpwOg7Sab/a7I2ZL8qcRem1iB0rtsYJI1Gryg8rRqb8Kdfzr5Y/8AxYbg
GbbVqWkYGv8AsjcLrmJoUU4+5dilYtlVoY6wvLrarDgD3MJr7PYImzxPsn6dhrIJCw7Q5DuJ
JsFF7Xv4LatN9wdY2wOx45mh72AtLGBrSC4glAqjygFCrkK9mWOkePrXk/yn+x5DJqxVS9cs
2s1lKOLx19lXExUyOStZPHY0bVehZVTGoImlTuoIZHaExHpjSZE/6bG9Ro3OAQBSFNgAShTv
Tvr5/wBNwR1HOEEr/TYSS5wAO1tySGqAexoK3sDpVv8ALv4/6t4+yqqWJ8iIz2Oijdv385bT
hsfi1HXrMtowtAcVlcsyzmbEj0EqQTATI8cwUTFGDny5Ue98Za5US5PJbgW99MOtdFx+mZPo
wTiVm0uLjtA7Gja9/m5gp8aXLFaTt2elf7NrmXyPdUT1TXptOGJBkJNi544MRbPTMxz7+mhe
xv1ECkLAXFGgk9gNGrR/xK82b0ZwjA47WFBBz392zVHWoOVlIkCq1syyDGcjPSMJ5P6DzPoW
XqGLFq5T2X/hTfF6J1HLuxm1q/1nb8Df4UwOt/4+N4xWyak7yHseozq+RleXyNTX7mdv5W3g
6zCm2KI/ZqIJU9iGI78NgRkGSMz0e4M/WYhG70Wu9RLEoAp04/CnOJ9p5JnZ+qfH6Cq4NLiU
Gv8ATbvVBRvynhTQMBex+HwWi465j7V1aMpi6+TyI2joim9kcgbbtg7T6lW0S8cMiDBIwIoG
Yk5iQ48ueVpc95aQLFBrZO/jROX0rCxZGsZA2UFwDgCQSASTe+0EbNDfhrU5b/GnxFSeOSPR
djxqCbZKrFHZ8k6s+K8dLDSi9UuA+VyUhMC0ZiY6h/TilnUctx2NljLrKrRZe4hPdVmR0DpE
X96XEnZES5NshIO3VFYV7fNVps+B/EwYnGnGn4Bo3Bu2339hRTtZFtkhAYVL4UYihQRMdALG
Y4iY4mJn1S3PzHSva5xsQEaqJz9jR0nQukR4cEkLGtEgc4ukcNxNrW4Dki/Ghr5W8LePdS8Y
7VtNDEVcdcqUMZTru1irVU9Dr+XxGOa2sqSVUbZmrbIY7ntJFHMj7z6JxuoZEuWyC6Ek+buJ
+dLuo/b3T8XpMvUFBe1rR5OBLmg9mh95Gleir+Onj/MV6tr5e1xQtpVcnCZr9msnSVeokaks
MQZYqWKwsiZBbCiZiI5kfrN3UclhLSGFwsoW5FDM+3umZAD43zhpQ7XbFAI4oVBFtF+FVg/x
V06claZh72co18Xh1ZG1w6rYhfyrh1pUYWFWEVlkKuuFr6GSM8/T29THVZAGteBuc4ga8Avt
woc/a2O7c+JzyyNgc67QblL6j8UvSa5Pw75ozosyOD1bPZLXMmx7aB1ZxwS6tRssgAtoq2Fw
TqpDzP29MF7xxPtDcZeKw7JHNEgRfH86z8fTcmRnrQwvMTlQoqga+7jajp+Pv45eS61rdHbh
pV7BVL+r/Hx2S2Kq69hStTkqliV3sRjMnUt5kilIkqsbFVnNGBsH2JYBgZ3UsTyMjkaXbrgG
+nApbv1TS9P+mdB6gWyTzY7xEI7Fw8tyLEW3dgsCQN3lWn18F+F063ibeR3rSjzWz5a7Lk7t
udqrnctDSQQQnD4THMtYHDVlrYK4Ss7RoiOYMR9vSDqHUd52Y8iNA+lth4k3PeU7q1X2/wDb
3orP1DH3SOcPNIQ4lQU2tChoHIE6XKWqq/kT+Q9TRcZGkYNtbvMxThuVMG5OIoYZJ1m07KW1
kyo61pdMzFEhERxxxIx0+rOldI9Y/qcgH6rbrk3UFeN9VqP3R93uxWjpvTi0Exo7Z5Q0JtLA
OCBQEtxFYsbBljzeUfdNr2LKZBBWWm1sKGZLqIzmZiWGRFx7cc8etm0bQlfLVPFSacHwXqh4
jRM7sebVdLE5lOuxjWYuQ+U+1ZydxdPEw03o/aLj8jUUYWTmFwrmZmR54VZsu6ZsTCN/m17B
c9tuFaHpePsx5ciYO9LyXbzLigVRtJcB5uXZRBz2E2Detc3bb8TRjBa3rVL5mfZeLruPuYbD
2qkvAsdWhVrL2l9gHjyIgThZMcfdA7JIsaRkEh3TPNk7T2nQXTuIoueDI6jDPmws9PFiarl1
VrSFUBC42XkoNZ+Uwj9zbJRwA9/uSMTMcR9hzHMSQ9Uz/wAY59PD9NZOrPs3yIxiJk3yEqqQ
8W9UCMlAyjojiB6CFXtE/dHHquNN1TKp4UPvV1Qr3DasAMLF7oX22JhfcPt9ppwxiu3M9HbY
yIIh44ko5n39eQa13c5EUpXpKeour2iYiI9ogPePpMQPEc/6+u6VzSuzG5CzjLqLlexaSSzi
W/FtvpOcgvZ6PkVyFqxeqSCZifpPrjgHBEqbXbXBw4eHxqeXszJcy4xrVXGMbJyuCmOlpSUi
BSYlAxE8RE+3PvPqOzhwqhzHbyW6Ht0qCdkWus99giRRMQPP3lCo9hVMlzBDEe0x+vM+pbbW
qQjG1ATTJeFvMTcS+lpGw5Camq2panGZNkNa/TsvbZ3P3Kqa2Q0sS108NVM8B1dcRzE9YGXi
qDNGFk4j/UOR7f5UywcwxFuNM5Mc/S4r/bJ/qCIUXUeIutaekdjc9Mu6izL1bGz42igtb2e+
6MhVomVRWSC3hKKzig2lkv3Q61wSU4GLfJgIt7bAzJ/9NkCcN/sOsWjXXidVCKP519BaR1Pp
5wXyD9fH5myEgtUt4NRCDuR1itiEsmU+1eSd613Y7eC26ihGXwOTH5ihp1AKyazriaSJQ/Hs
0HV1dSimCH3go959auOKKSMPiPkcLV81l/VRymOZPVY64QajusRy151eLfnfT8wONXk8Zap2
iwTsdev0KVVtcP8AcJsY2GJglNVarLVK2trjEkJQMcx1RFQxJGKWlW7lQn3+xoqTLbMG72hr
wzaSANFCFOfBRc0O9oyOHz29xsutPt38Hq9XXsktgDaotrVKucx+OUigvN2JeVao+0tcsI4i
DmT9hifVrA5kOySz3KPFCbpzqmRDkmWErC3aeNgCAEUrr20PdyG23IMylg4Msu87hxFtlkoa
0RNnUT+my9knzJtkegi9xIo9/V0YAbtHAUG7zuMjjck+38ap08z0kUFEcxMyPAz7dPPHHt9P
pPqfGoi2lXJeBs2+q260NyqlJMD/AJnRSlUsBhR7goRCY46p5g54459RUDShy9AQ0EO4/nTo
/iv58wujZF+mbJrlLJ43YsVlMVgrqrNzErwOSyOLHGsuAVVquuHOXFwlFJJK0DpkObE8KupY
H6loe03a4Eg8UKj8vdyrSdA667pz3skA2yRuYHDVoe3a7w0J7VS5r27FrPi3R/KOQx+0a1jq
dTc8fGUw+WtvRlq+ttsUQo5BF6mQMQdUrQHdrQIgwq7uj26Rn1KKXJnxd7HK9hIKBNyHh2pb
vFV5cOHhdSMDxsx5GtLVcHemXAXdzaHAuGh2uA7aGKUhkdJPx+mmrMWMFYtXMJkCrRjLu0aV
kmXGVcsirk5TarSytwaUxIyDAX1TzzyY0+b1SoUBQqoeVqR5Ic0iBgCscS1yJvapO69/DUcb
ilbvYy7iMlew+VQ6hdpnCGVmJgmLlgr5Z0RJfzImDjpniYnmJ9FAgjcLiulQGuHO6/Kurqt/
/wCTHa+nT8Z3a7HHPyOOOOj5v39P073vzz65bleqvUYiIV/BVSj/AJrynndbt4rPVdou5OzY
o1qmTwuZx8WqGasY22Jtt5xZkEW8kd2uNqHCcOpvFUAUGuCgJuLHI0sc0AA2I1HdyCW7QvOn
I6jkwz+pjuJJajgRZxBXzKblRuXUFEKihhqSW7Ja3POuFMW69PJ5xdVa4q1Jc95NsdmESMIX
WG2RAERxwMDHt6KckYa0aWFK8gukeXFA5C4pYa3twTgKhtX2/N+PNhpbJiZ6cnOMv1yW03J/
22WRYQUlNVqWj1ofBjwX1iOf4euvjZKzY+7V+VW40skauhcWuChQvEIeVXvJ+efIdjH1cZav
5KE0676irCczkuX91sObDXi0hsrEJge3zIxHqtuLAHFwa1SeQqb8jLljbEZ37GhBc6Hx07K7
KXl7yzlV3MVRydfJ3NhZXrux76GOzF5isiQophUfcrvOuCTYMQAnPbkuqYHp9uOx4GkORA3t
IHjXRk5Cuje7cZLKQCe5SCR4GjbvvjilpXjyptG675X2Xb9fsVsHj9TrYyueDqnfi7ljqLrL
bTEqwt5YxzVMhnHMhwQx6DinfJkmOOMiFzVLib2Qe16Z5WHBBgNyJMgOyo5NjYg1QAQXLqAA
vZxXjSkJ3rI1s4jNCrHsaplkpBNCtUTCLwENmooEJXCwX1cqIYg1FH2lHpj6YI23TvpO3fdx
TcQfj7flVaz2UsZfKW7tiw2x3XGa5aRz0gUxMQIFM9HVxzMR9Z9WtAAtUmLsC61fvFO27Bh9
30OtjbrUQraMdXriMLOIXmcjRqXggLAsUMvTHT1REEPPtMe0xTOxro37gE2n4CrscyR5UcsR
Ie14ROaj507X5SbheZhqCxxWax04vO4nJY3N2qyTxTLWIZUhfwiGS79jrbJ/cvoMRKZ595hb
0+BrFQtKi443PGnP3B1CXIcxxa9pBCEpt8rQLd+q8e2lY0nz5vXja7nVYjIk9uT2R+y23NmA
B9+zDGOsLWSVlXsOJon9sRHUP8v04NmxIJwBI0EAJ4UpxepZ+J/expCxziHHvHGiBsP5l+Qd
jv5O7kFGyMli7uOJBX2mUsyFH4T7di2ayZZYqZI1CwSgZmYnn2mB4+mY0bQ1gAQg6citMZvu
HqmVI588hcHMLTcqhCa2Xnemt/FDa72B8XxuxowWJzthlrD4K/sKlZ6vdp4m0L4u4rVo2fG3
PnncrSoGV6xNlyWM6o5EoV9ViE+QMfzFmp2+UqebtpGnM9laD7cyP0GC7O/tCb6W7wHggFSk
fqMcq6FrSVCqlW7ynvI5u/i2Yrb9NqpUNio3KWxUFj9zRSYF7DuxOVQv4k3bEGMS3IoKA5Dq
Ip+6vCxvRiIex6kqmtlsVGtuyres9SOdktkimh2hiKbFU8wLXCyldXqltdUb8L+QMX48/InX
N8yG05PR8LbzmVfk8trictgxVhs1VyHco18fiHouo17IWXVxMVMmRVBQQzMTEts7HdkdPfAx
ofJtsHIbjipULrrWb6LnRYXW48uZ7osff5iwEeUqoRpB2kpYGwpn/wApPK/hbPYytnvH2+7P
sm0WaefxmwpzNts11YbOYoqFbG0hymLpZWqitYsAYDDWkK5YMnI/b6U9FxM+EmLLijZCELdv
MFVKEjvsOFq1H3d1ToeYxuT0rInmzHBwk3lUa4IGt3NDkHDzEgKFopfjt4sxHiXxVrm0b1c7
Wx7XhbD3vyY1yoanjMg4LOFxFR1jqWi2xFkWvP7Zl5ykeOgimGbmTZmU6DGCxxuFhq7me78L
8aM6P0nA6L06PP6k4fqMhhQkeWMH6QFsCVVeflshNejbfzH1vQrOe1ihseX/AKjQxuZp4enR
RQyrMWhpU7NqGSxbZrfLMe4cQRyTOJLmeS8fpsjmK5AChQnTspR1D7ohZOWQbnFihQAATwN1
8efCh7pv5iatns/lMTbu3MQhdO6Gt5K+6VosKSUkVC0YwpWMUVSWvgiORIg6OOooiZzdK2ta
WgErf8+3lVGL9zzOkkExc1u07PyKIllK8wBQm8j+TMbktkrKpbNkbNe3fzF5GY1vZsVrNZ9K
+qhUxmOtWLlXKi1ONp0l9a+1/VcAz1DHWXomDHLWfSAUAQheanhrSrMz2TSoXPcxxJVrtlig
AOugA9w7am73ke9QIUx5RY/FGuvFUP8AvBjiuBU7Npju4vH6Nkai2Ns11gbDYsVmXsPRMl6r
GM11/Tbv4/2//wAYGiH9QkaNjp5fRsg9crx5MI1AB07kowXpzucxuJDL52zkauMXRyOPK1kx
suUGfx+Pai3krNdIfJqyyuRqCZkJj2Cfu4mmNkMbnOjaAXKqDkTpVmRPmZETI8qQujjILdxU
jeBckcLBAfxr1eQtLuZvVMhrNXIW8VevKs5HE8X7x2bGZx7Kl7DvStzK4TUc9QEYGI8TwXET
I+vQSNEnqEAgWNhYcarzY3+n6BcQqlFNzZEHI66dtB3SPI3kfb6Nmng9+zdTKY0Di7Xt5nUb
+xqvIUVaa44LLRq6rDSKGFPRcsAEcCZdf8t02NjMu+NhB7HAJrqFT3CqsTqOfJ5YciZu0cXt
VdLB21ey5/IzYDyXkMQe043b7lo8iek4ma/76/DVcldv93YcfYiaGGvZSgDO4xZDANfIgSz6
v6vHoJ+G2QsdEAAHnRUGhFyh+XLhTaHrD4GzMyHOe58QHnLVKB7TZpI421TVb0MfDX5JaBpe
m69qGzsdSt4Y4Gt2qZsTcRkX/KfZe8F8LdXd1CXMSTJmP09E5nTZJ5nSxn6hfsS1L+kfcMWD
iR4szCWxOKINdxUknmETt8KZnEfl749Y19PE67n86rgLjQxAy5hxX6muQKYJFtVVYz7tiDkO
OSmJ9J5OgTEhz5Gg6X7ePfWri++sbaYosd7mlCQCToqiyEN955mp7cPIX5NZDW8hlMZ+OnlD
BYGvaUnA5uzrWYQtQvpk0npqFj2Xr1awiIMSrJlRrORJkx7+pY+B0qB4Dp43SEXUi/jovefC
qM3rn3LmwkR4szIWny7WlW2ugRU7ghChazJ8+Y3M4LMVT2LWtnqbJaiLOfzm5452Ep5Fi2g+
tQ1/Dj27KlLqRIsOwZNkeOgVRxzpMN7ZGLG5hi4BpX3n8vjWD6pC6CVJ45RkldxeNvdtCKLa
qSewV4+CJ8GXdh//AEr6rsFzDWVqijnMBdp49uG2FTgZQO/XyGPvUMtibreQevgGKHgvvCDH
1V1FvUTF/wCgewSLcOBILeKIQQeWtG9Bl6IzITrkcz4CEaY3taWvXy7g5rg5p/qFiNbhRWl3
hRGuX9BtXQwey5yts2x5ukpljWG362Xo47MXVVYViMHX6gr4R1hhLM1LnuMlkcTMRGZ6g6Vm
SAXMb6bQfqQtJAW7v9SX7LGvovQmY8mA47JZHTyuF2bg8NcU8jP/AKe6ygXKjsBvlHL7BoNP
atSs0t4qanlwzWQGra16rRIF5ijkMemrbURID4XzCGRNICZEpRdXUPQLPDZDl7MgemZggUOX
Qg27U58z31nurzZXTDLgP9duK7cdrmAfUHBCOS8RyB1CBW8+f43ZLxnhcRqGsbJT8wOymCXt
Gx5XYAtVzTWrXl7SAYRQqir+45glEqJX/SAIjqnmeWETOqtzHPnkjOCh2tDUKqNqu4oPfSHM
n+3H9Kjhw8fIb1nc3fI6QFhAB3owAJuchHIDWp7xXivASNyYXnN13IapGuyzHYdGSVrvzthC
9RViyG27s1mUpp94bMdYQHJT1CUeuZx6k6BOmlrZ91y4KA1L2HHlXehDoMeaXdebLJhiMkNj
cGEvUJc22ou7Tvr3b7sP4ZYxTqWF8XbFfzNnIDYs28Tu1MsVRpBUEPj45y236rFvfPVx0kQk
JTJRzA+owRdZ3bpJo/T26bCqrqbjhVuXmfa3plmPiZH6jeu71WloCaCxGt6qeibB+I9V1rJb
j453DLNszerVMR/dePq4qk15rGlkWzWPH5I69SJMiVBFzEREc+rcqPqzwG40sbACFJaSSOIG
ovzobp2V9vxOdJ1HHyJXFpDWiQNaCdHEgByN4hb00FTfv8efxXDX8KoPsU3WUWchtCV2rjO6
5HaKpavyKuTEWrUTBsQqYieOeqExw/ucuU5TQCdAzTx+dkrXDq/7fCPbH02UuAUOdNc8wnxF
1AoZ53N/h/FJ1LGeKcS99zGKZWyFbyfiKJ4nIWmC3pYNxlorhUROAMZ5DmJ95gZ5OZF1ncC6
fyg3HpkqB42Wkk+X9siJzIsJ5e5nlPrgbXErcEHdt0Srbr978Powlelm/H/j/wDcAASi6Hkf
BMcZJVJc2nRNfql7OY6YAffiPp9KpWdZMpdFM8M5ekavxpfttuMGZGG0yp9X6kKo5277JyvU
LlM1+GlGtkTueOtdsQChOuvA7tUv2myYsSr441XwfeMxmWCRiKftP7uePVjYutOIDZj2rGnt
+NUPyfthgcZMJxsE2zk9nD43CdtU7W8l+LCMLXZZ8ZYNlu5UXLhveV0OyCGXRsw4TBsUypvq
9AQPaKOjudUlyM83yx9ULztmIav/ANOg4MjoLYB6uGXPLbrOdStyECJwTvJqV8ZeRbuexu2Y
zF1ZvRrtOLGhZC2c28nhsNh19yzp+Ty1JalRA4BclXfC+LVhU8wRnMx2eARuY5xs4+caAk/1
Ad+vIVRiZj52SMY07mNWIm5a1urC4JbboUu4czU3nt10jbGJ8s794l0/O4px0NJyKztXMS7D
WsQmq+lnLMKRde9WcpRb7kmMLhiogIGI4KpuPNE39JjTPa+7lIDlXhw0KeFFnqOLlPPU83Ei
kiO2Mta5zELQDuKKfMA5eFrWFR9jcvxJt1Meq74z0td+bzF2RobLkqdVGM7lf4xw/G4Cw1zm
FEyyOrrgOenjqmI96HVg4lszticWAlfEp3VZ+v8At10bRJhj1d10lcG7bcmkrzv3dl4teQPw
+qfFR/auuNyOOmi2kC9i2gMZXqY9lpuNQN5WKcYzWsMOzFeFkgGSBTyRFwO3G6yV/unaVXyt
UkovHlbnr2Ua7qX2swAjFBlBBCSybQLoF2qqncmmmqmujBWPwt8j499/N4HIL2vPxk1NwOM3
K8/LoyAQfwcipdpmOTdEK5tYKUnAiUwPSRTMRyVvXYHgQvZ6DSLliAjiFCkcL1LFk+zMuBz8
uCcZb2u8rZCSHf0uRwa11lO0HkLmgv5e/CvOa5h7O4eMrOU2vAUa8XMlgcnRNG1YyiSRsRY7
SwFd9a1HHKwGHCEdfBDzMGYvWIpJBDk7WSmwIKtJ7D+fdSrqP2vkwQOzMAvmxmhXAt2vaEBU
t468LpdEuFC1nPxiFZWlZr0rFPL1GY6ym4s2NprsEuRvUjguEWKhhExMxMxP1iY5j04c1UOh
BrJOsqAFQnt21J5DE4mpiHZWlttFl7H3kJp4ylLWvZJta9VwGMJIpSjoGfYSnniCiC+vgSSh
FqjsLCpv7705uBv0PNPiW9Ycn5O5YSqUqyJJrQ/DZ2kS7Cm02gAGONtIVCZGJ6lrdH3dQzPp
e4Ox527SkROnP+PGme6PNw5Gytc6djbGytuCD/2oETgo5UqurjtGs5OlsOWqOz2BqHF26CW2
x+NTYwjtHXkkoNC1tsFJQuCTDOeqJiZn0dJtIIaUebUv3MlLVa50bbpcW4kHs93OpzzRZymw
fsO42Rqheo4/HY4/jKQFteBsw+xqj8shABCHDRGUDLBiTT2ZiSgo9QgayPcxioST48U8b++r
nzTZbQchCdgAQAeQWaoGhAQXuQBQN+fP/lLjs9P8xcdP0555/wDT9f6fTn/4+r1NB+h2hVT+
HfXpzOcyuwXWZDL3W3LLCKeT6QUqCnqldauoQr1UxP0BYiEfw9Sa1rAjdKYElxLjqaLfjWoK
9f2W4ax5bjHJS2SIZgHsWl0REwIEUyMREzPSEzEz/CapD5gO2g3FZHHkKHW6kB7TmYFZLWi6
yktZlEmIY8V0xkzgREiOEczxERzP09Tj+kVexAEbwqX+FjTxGLcFlhWr9W2y5Il26tdoZC2h
SFiwIk3fHVB8wXERMRxHPrl9x5ULJ5XBPGjf+LGv0Nz866oNqFUk4yrlstkIq0wq10KwmNmU
2OeHqCw+x7kQDP38lERPEegepTGDCe4XVBz1KU86Fh/rupxQvKMBLjcCzWk8e6mL/Ou6qvr2
u4+thatGqWw3GouOmE5hg/CaMIvKTK03S+NZCZsQpYTxwMDzMegujAkucXE2RNQL8+HdTf7o
LS+OIRsaN5O4WJO3QtW40Icn41mgcJitDggYM2QvtyJ+32yRmM9UjECXERHvPHv6falDWVAd
v2uJRKPf45Z/H6vsuybLkMDr2ebh9WyFymOzYTD7FQquUMtlqsZnqd7GneMFdK2EsjWPV0cF
MFA2XF60Yi3Oa0m6Eg+8Xo3DzT0+cTsZG5wBTe1rwE/6XAtJ7xVW1zZMlvPmzT87l4rncym8
6oJpqVa9GmlK8rj66a1WmgF1atdSQgRAYgY9Te1sWK5rdAw9vCvQOkny2PlQyPkCoABcjQaA
fCn7/LvH16fjpdsa5sLFZnFKqQb1zWBRpcZwSBXBv6YX0wQzEBMx7+lPTJC6Q9oJNuK05+5I
GMjYAD5S1ouCEI5ceS6UGfwP/CDYPzr8kZjx/h96x3jwMFrWb2rMbTlsNf2MBRjm4OjRx1fG
Vb2OKxZv380PJlYDtKAi4OYgZ+d/vV+7mD+zP2pF9z5uHLnmfNjxmQskbEVe2R5cXua4ANbG
bbTuJAtchl9g/ZGR999Zf0mGdmMyPHdKXuaX/S5rQ0NBapJcOIQKb6VUfzi/D7Y/wj8zo8P7
FueE30r+n4jdcVsuCx+RxNazi8tkc1iYRaxmTJlmlfqX8C8WDDGrKOkgMonn0X+zn7q9P/eD
7SP3VgYk2EGZT8d8MjmPLXsZG9Q9lnNc2RpBQEXBAIqH3z9mZP2P1sdHyZo8jdC2Rr2gtBa4
uaha64ILCDcjiCa1q/xd/gM78ofx/wBr2C7tuoeP7eJy2FxuNnO6Nd8h7DmKeUHIZdWWsVB2
TX62HwzVLlGPACJnKmtLiDHn5D/kN/ka79lOv9N6Uzo8vU2Z2PLMXjKbjMZ6bxGWD+zKXvuH
OJQAFoClU3v7Yftf/wDbz0nMy5MqDFfFKxjQ6EzPcC0u3EeowNaURqXKEkolK1+V2Pu+DvL/
AJn8Pf31hkDrGaz+vtTnNRvY+ln5xNpVacngr55BqML+6KAJdwTO8cyMiQj1F9y/b37hi++f
svo/3jHA6BvUsKHIEe8PMfqt3bHOAbv2FQu0c0Gg+efdmNL9u/cHUegeq1/oTvjUsLQ7aU3N
CnbuAC3K9oojeYf8OmW078Q2/lvQ8/YvI4/GeFNb8u3dCuaNbq2SnYqeFyD9exWx1dltUZrU
U5iIS4qow1i5iAESGY+A/b/+WGF1n92P/wBVknQ5opndYmwW5IyWOb/ZdI0SuiMTXDcYySwP
O0EeYkFfoPUf2WmwPs3/AO3BnUI3MGDHkGIxEHzhrtgfvIsHICgUjQVll4P8HZXyj5T8Qae+
/VxeC8keVPHHj92bYM2wx398ZaFBZZR7tY7c1cfXaw1iweZiA6omeY/Tf3d9wN+1/tbqf3H6
Rnf0/p+Rk+mDtL/Qjc/buQ7dxCbkKKqFEr5R0Hpv/MdZxOmEhjcjKhhLiFDfVcGqllQKUtoi
it5v8y/4o5L8VvEekbjrXlA81htq3pOg5PWq+uWMCoDfgc5sFDJotDsGTV2K1TCQo6xJGCay
GAUdMD6/Lf8Ajb/kY/8Aef7gzehZHR29PkxsI5LZP1HrFwEkcTmOBhjvukUOBNghC3r7j+9X
2F/9qfTsfqGPmGTHlnEJiDCxo8j3hw/uOGjULUFyoTSvnQ03QN/8qbNGvaPrma3DZrzQgMfi
0FZu2HW7K6qA9yEZdct2AWsOepjDgRiZnj1+wMvMw+n4r83Oljhw4mF73vcGsY1oLnOc4oGt
aASSSAAFJr4BiYk+ZK3GxI3STvIDWtCkklAAOJJKAak1ul4F/wDrd/8AKvyBrtfY/Mm76l4G
O6l7qupkgPIO5Vyha5olmqmDzeN17Fw8zKWLHJPtIEYg1QZSI/if71/zs/bToWe7p/2niZXW
9jgHTA/psc3Id6bpI3yPSyO9JrHKoftCn730H/Hb7q6jjjJ61PDgFwKRkerIOW4Nc1jV4jeX
Di1bAe+Zv8GP5c+BMGzcW19I8xadhwDI50tEzbKtyonupqyeUxOzfslkKVMrMmb6cuEUwZNk
BHn1t/23/wAuv2q/cfrMf29G7L6Z1/Ifshjyo2hsrkc4NZLG57A5wCBkhYXORrNzilIfub9j
PvX7dxXZ0YgzMFgV7oXo5oUAlzH7Sg5t3ABSUApPFfhx5AyGeqU7mla5hpyD8TRqVZ2KuKGv
sMTVb0zTtXLAsa04LpLiYE5KJmI9fo+brWJBjSZLnPMcbHPcjbo0FxRU4D32r5u37c6q7IbC
9rGueQB5xclBwW63Tlet/PPH+OLK/jB4Po7lm/KWubhidUpadqt/FY/Vsnh3C+3Vq4Z+QqWb
N/K/KQu8mJjrlTRSXVPvEzH47/aD/K7pH7u/ew+z8Xo2XgZU0c8scr545WFsQL9rmtYxzHOZ
cJvbuCE6E/fvu79o5/tH7e/5XJzop4IhGxzGxOaVcjS4Ely+buIFKv4B8Zar+RnmLTPH1HcM
JQRsmwOw6M+NNefbi5w2Ns2xXFNbavVYeeJJCQh4KKZ6iOYHiPuf7m/e2R+2v2B1L70OG/MP
T8cSGEPEW/fIyO7yHbWt37nHa4oCAFNYL7Z6Dh/dn3HjdIbkMjbPKWh5bvLQxpI8qi52oAoF
1Wld/wArX+OKh+H29eNtox29hs+B82N3E7lyNZtYB+u5rUUYF1xUpTnMnTuDnKmZly4EUyJo
ZHDJLmMf/jn/AJCN/fPF6ox3TD03J6V+nUev67ZGz+qhB9KMt2mIgg7lUXCVV+7H7au/b6fE
mjyhk42YZP8A5fpljo9i/wBTgQ7eoRERL1lhXxybEY8a+ZvOq4sa4gxPbuW6yBYDlrUoAA2r
E29zomOB6P8ASfX6UVFsFNfIlDyA8lPCwHZQpyT+9afMikZFz+qUj0iRS05n3mSKY5n+PHq0
CuhSe+vpEZ/iX2XwF+PeB/IzNeY/D2aoYPSte2LeNZ2rRcxX10sLt1XXCbj8tdC+8c9SwFvL
jJuMaMsAeqOmRHj8efaX+WPQ/vb9yh+2sfRs/HnmzJ4IckTxvBfD6qOdHta5nqCIptc/aSAb
Ka++9Q/ZnN+3vttv3TJn4skUcLJJInRPA2ybFG5SHhpfckNUCyUaW/jj3ta8WaHQt+f/ABRW
3vfcLq2ueW/x22TKbv4DqV8/k1YnC521j7TByOIxTmuiQrvOuBjEzE8cH6+z/c/3Qftz7X6n
90mCPN/4/BmyDBKkUknosc8xhxaQCdv1I63BbUrxOgnK6jidIZJkYnrzxsEuM4yxM3kBrzdQ
Liyt7zrSUf5dfwDt/iZrmjeVD867r5eDftsu6O3H7/hwpZbDWEa6WbdlVXU5S3XtOvsqsAoF
CCWEjEkz6x8v/wAd/wDIsfvT1TO6G7o0fS5cHEbPujyPWY8Ol9PaB6MRaigqrlvold/df9s3
fZWNj9Vd1CbNGRMY0kj2uaQzduLt7gVQ8AltayC8C6J5G8neVNI8f+LtWu7rum15f9u1vXqh
sCTyRKZP7ox4vrKxlfDAE2nW2MBNdKSNhQET6/SH3L9wdE+1ehZX3D9x5DMTomJEXzSvVGtB
REAJc5xIa1jQXPcQ1oJIFfJujdN6h1jqkPTelRGfqMr0jYOJTVVAAb9RcSA0AklAa+p7xf8A
4hfyk17xrrGGw/5Y6ZqfkatfZktnwrtBHadJxOIzthuRy+M17PmmtnLmaRk7bJlp111HCfAE
oRCZ/AfWf85fstnWpiPtvNyPttCIpf1DI8iSRpRrnwkGOOJzRYeo6RpuQVIH6o6P+yf3fjdM
jjh6zBD1UEl7fS3xMa+5DJED3PDjc7Q1wsCEBpTP8hn4EflL+OOiY/zDnd9oecfFtK5+2+T3
aBolXE57UMJaO+VLJZDB3l5Av7eQAgpuTU3/AGLpXJQseCn61+yn+Uv7c/un1t32qzGyOi/c
D740eTKx8eSiK2OVm0CZSohc1XtBLC4ggYf9yf2y+8ftrAHWpp4eodNFpnRRbHxC6FzDuVnD
1AfKUVLGvnxr3039yZexg110F3wahllSqsNQt3d67kLKRArkrmWTElMc+0zPHr9dp5UOqd/u
/Cvz4XHduPPjb27a22/Pf/EplfB/425L8mqnmONxt6nS0h2waLR0zIzRils9/F4a5mcfszs7
as9rGWMog2m6kpblDJyQGURP48/av/LLB/cX9yIvsD/hn4EGQchsWQ/Ka5xfA17w10QiYAZA
xwAa9xa6yEKR95+9P2Yn+2fth/3OM4ZEsYiL4mxEBHlrSQ/eSjS4KS0Ai9jQR/BD/ENtv5pe
I0+Z7vlvE+LNWbuuc1apRtadmNhzuXx+FxlNjs/jpnI4fFnTnNXYqgPcmChLy7kGsVE6/er/
ACm6V+0X3OftKPpc3UupjDjmc5s8cUbHSPcBE/yveHem0vJT+pg2o4uC/wCwf2ezPvXo463J
mMxcQzuYAY3Pc4NaPOLtCbjt14OuoQqzof4FeTNt/OB34M5bPYPWd5x217Jr2a26auTzWuU8
breAvbSzZK1amlOQs0Mrgai3VBbFaZKysXEn7pH6T1r96vt3pf7Oj95caGbI6I/FiljhVkcr
nSyNhERLiWhzJHFryC76HFodZcrgfYHVMz76P2JNJHFntmex0iOcwBjC/eAACQ5oVqpqAUuh
p/PL/Gcz8Ks94f1mr5txXkzMeVaG6ZQ02tOs6OjXcbqJYgIyFm23P7FUsVMg7JGqP6i3A1UR
AFB8xnf2H/fl37243VMsdIf03H6a+Bm45DZxI6YSOLUEcRaWBgOjmkO1BCFl+437cD7Blw4f
1zcqXKbI5PTMWwMLQt3vBDiSNQQmhVaP34H/AOHGp+XXh3L+WNv8053x38Dd8pqFfDYPx0Ox
ULCsZQxtyMkraMhsGHxuRKwy/IGqmDxrSvpayGT0Dhf32/yjyf2f+8IvtPC6RB1B0mCzIMjs
sRuG9z27TEyKRzUDVDnlu9VaC0KdF+3X7PwffHQ39ayc2XGDch0YaId4O0NKh5e1puURqoiE
glA32S/+t09aIJ/Z/wAsc4pnM8fufh+g8Ij9OZqeQkFMx/w9fIIP89s4H/1f2vEW/wDRnuB/
82Ka3En+N+Kf9nqzwf8AqxwflNQq3r/63wzeoadu+3V/ytwN8dR1DZ9pVRu+Jcji13z1zBXs
1FKzkF73kBx6LXwpWT4U7tRPV2y44nS9E/zowerdXwukyfbM8bsrLhhLm5rH7BLK2PcGnHbu
Ldy7Vaum4a0pz/8AHebCwp8xvVo3CGGSQA47mrsYXIT6rtoKIqFNUOlZRfgN+JWtfmh5zV4V
z/lePE9vIatntg168Oq/3XY2PIa+pF29gKdYs7gUU7I4b5FuGMacGFUwEZKYmP03+9v7ndQ/
aP7Kd944XTP+TijyY4pW+t6IibKS1srj6chc31NjEACF4JKCvkv7ffaWN96/cH/BT5f6R5ic
9h9P1N5ZcsA3sQ7dzlXRpCKabD8xf8cfkD/H3mdCz2G2i75p8e7t8y6WzUdWt6weobTo1qvn
LOPz2LDL7FSsIvaqVhqWS3l6RtjADKZk8b+xn+QnSf3uZnYTsMdL65g7HeiZhN6sMit9WN2y
I+STyPbt8pdGVO9A+/cP9s879vjjZUcxzOnzE+cRlmx7PMWvbueLsUtK3AfYbbtj+Mn+Oaz+
d+k+Rs5Z3+74s8U6/msJqGoZNOCVtGazebw+I7+VZ8ZNrW8fcx9bHXqgd5riYtjyV24lZFGe
/fH/ACSwf2T6phdBx+njqn3FlY7p5GesII4Yi8tYXHZK8vkc15a0NA2t3F3mApz9iftdL+4W
JkdSdknD6RDK2OM7PUc97Wq7jG1AC0EqqlEsTWOn5p/jlr34ofkdungnW/I6vKyNJVgByWxD
gv7edWzeTw9PK5LXL+NDJ5dAZDCnbhTpVZYPV9s9JiYD9m/aH79z/wBzfsLD+9M/p56Y/MMh
bEZPVBjZI5jJWv2MJZIG7mqwFLhQQT88++ftvG+0fuOfoONlDKbAG7n7dhDi0Ocwjc4K1UKE
+BUUrJcG/qEFpgzGYCC4WHVMR9T9oHn68+0evpdY9aONW7iMHpWfB+q4nO7DdRUoDseV7JU9
eoXehq24fHikgZnXuGYWcmLlL6mAHTyYDlrnSNIcQwcBx7zyohjmxwuGzdK5AHH+kdg5n4Bb
cmk/DnzjkkZZPiHasxfJWwCutpmwW7gk7WcuNoZx2PNtyWAWKyDOU/1JKK3engenqiVPWMNp
j/WRtB2KXtT6mpfTiNRzStP9r9VkbkHpkzy31kET1+iQFW622uPlK2buJ0UUIPzD8V2dH8jv
2ROMTiMFulu/ZrU6dR1anWvYya6Ml2/smrHynslkQopHr65iBHj0Z0vJZPjBodue0BTxvovH
TnSzr2DLh5r5HRenG97toAIFihThqthbVLJSjOLlIqhSoiD6hOBjv8T+jCH+eOJ9vaOPTMar
SRn1Kp/Cn6/CVdq9jN7o4+rayFxNvE2ioJFpDYSSbMREyAyKxliP6kzPPRH8OfSnqz2R7HSE
Nbe54VoOhwzT5ErIGOkk2N8oW4U2twXXsqX1jODgd82rxxdxivj5t2cLH4WxcxeyHRiy68q7
SoWBRKRo5HpaMBBfY0CghiT95OYJYWyglQl7tXS5HZSxkkuHmPx9g9N5cA1WvLbkOa12iG4t
4i9zZteoY3yF4qjD1qeDrbVk8NewZNTVrNyg2anQ7EYWyOJxy6dGrj8rR6pPqGFLGeBgftkB
kj8fLc528wBCFsO0qSpUHRK0UkcOb0yJsfpNziXByBXkC7WFrG7WhpButhyFqTb/ANp2W/8A
S/8Ac7x58n9p+J2v3I+j+7OP3n+1+7089P7R/W+Tx/P/AE+1x93pp/yA19KRF5f06bvfw1S9
J/8Ai27k9fH3Iv1hN6LsXnt/q0Xy60nvplS+jzohDV1i84wAUjLDhrlOAyuxWctCathcx0GQ
ckS+Jlg+xRx6ofd3bS5x87nHRfa9C2xWubFsgVFt67uczzKyXWnSQlYyV8VKbYfMEcxLHRJl
MTPHvx6sBDWLwAouIrfUkCjfa/G7zLRH4iKNW8mLErTFO+Doa9kH0yEyA9AtkS4kpHj9eCmI
kYZeMbkoaIdgTkr6biVSxCfOjb+Mnjjb/GfkXGbPtmCtYoIRl6p2328fYxFijeofHq1XRSuN
tNK5kIgeiI6eOJn+EhdQfHk4zooirrW4qq8eQpp0hsmF1GHJlDmRAFV0IIIAKFbm3ZVo/Kqq
3yTkdE1DXYTGWvbSdGrGQOaaEWspVbEV3sOWmhUkgZ91xIRxM+3E+o9PaMaN0j9AOHZU+rTj
OzGRwqpJAB4EnS5070tSwbJ+MPmbXqywdrHzx7ryhWIuIyTZ7MLFrwhPHVW6mwMTEzJT9I4j
n0dFnYst2u/Clk3T83Fes8bgSoCXUBL2J+FSXinEbHpdfyHU2HAbnSVndb/t9lGlgvk1rPzm
MWz9wmwo+xKFlMIII6pM56Z5iIns3pyFhBaUcuvLklVsmfEx5bvALdpCWO7mCPdx7RUP4d8V
+QXeRdBzI6jnF4enuGvXLGRdSYisipVytRznm1/aHpQseSn9Jif4evZU0Yge0kbtht4Vb08P
kyYi0O/3G3S31DjpT+fl1jG5bU8bjgq3GTkNs1zH10rk7Nhj3ASYrLUkQh5vE4FccTPUMDP6
T6T9JcAS5R9JPx1rQ/dIc5zGo762gcSqaW1Xh3JTl/4J/FHknUvyP3ivsOp7Brlaz4y2PJ13
31fHxmUpW8vqmPq1WtkpT3UWyFoc+8Eso/SY9fk3/ODqPTm/tHite5jpXdcxw0i5aWw5DnEJ
zaoPYa+q/wCP/T+oR/ecr3xSRxHp0h8wIDgZIwNbFDdeypv/ADR/jTl95/L7WM7tOWs4XX8l
4fqVNazuLEsxh8TremxmLV3JbSg66CxNzI7hmbFcVKawQrohpTy6OKv8JvuDobv2hmxcB7j1
OLq0pyWSBsaSytj2NiO4mVggYx24gHc4sTy1f+/HR89/3rHPko3DfhNETm7njbHuLjIg8hMj
nBAvlAct60h/wZ0KmE/HbynreFzB5fV9f8l4bGVt5/ZrFE9vyUadTLJLxE2U9dzHYPrTTWcE
cxIEMQPEzP55/wA+HwS/ffQJAj8z/iJt0e8ERgZJLS9oPlLwSbgKACpSvpn+OrXR/bfUImOX
GGaxJA0je4xDcGkjzBpRoPwFZHf5DvGWX2zzv+SNrFUcTUzOU8h7tjMxZvpoZDP43HImw3W7
bAri95O3fH0hUurJgxHbGxECRzE/ur/H/Jji/aL7ViJ8o6LiEIoaSWDcBpZpKrxVOFfBv3S6
XNN92dUygxoec2UO0Lw1f7biQqeoAm06JuQbq3S876E+/wD4sti0iTpY6xb/AA+1LXa7sp8i
MfXyVbR9TTUFnxVlYFjLqwWiIH2f09USPMev5pfYGRJL/lXiujD3Sf8A24ZBIam5Dk5G/Uoj
W7i//pVLoa/Tn3Fjhn7QSxO2hOiRhTooijTTiSgHai2r5n/xg/ErybW8+fjOCdy1FmTq+Y/G
Wy4vDV1ZheKipp2zY+LmSylm3KLHy4ADQsUpMGG+J6hGfb+p37qda6dj/tr9xy5rZP0bOiZo
eWoXebHkADRpxGtfkv7P+3M933N0qTGkj9V+dC8NKojJWqSbcjYArwN62m/+uLJEvxd8O2Kl
dtnGXPO2MsutNORJaw8fbqsT7PElEmw/uiOejj6e8cfz3/wFDv8A9YvWGykCZnRHDaO3Kx+P
Z8V7K/Q3+SaH7VwSxdjuoNIP/wCxlpMf/rdTxZic75588eRstr55ChoPj7S7OsZe5PXWxW3b
BlsnRF1chgUtyMYKvfkOeTrCfVMQcjPr7Z/np939R6N+3vTPtbps5iHWM57Z2N+qXGx2B5YT
qGGZ0JcB9abSrdwOF/xu6PjZn3Bm9VyYg8YcDDG46MlkcQCObtgeAeCrYpTY/wCRv/MZ5D8M
efM74C/H3KaMON8cf28G47oMIzWbyO4XXJt5XSqPdKziamKwdeyuteYoG2osi5U9PAlGC/xo
/wATvs37m+xYfvv9ysTKnzuoep+nxXvfDFHjg7Y8gtZsldJKjnxlztgYWODSStaT91P3s6x0
T7kk+3Pth8DcfGDfVmAD3Ok1dECVYGsBDXIC7duChK0A8K/5NPAHkLwKG3+Y911elsdwbuu5
DSsCu1Zyu6hfW5NReAwaSe9bsuMtqNA3qSpwdRGpTAn18o/cL/En9wPt79y4en/tXiZWR9vP
MU8GXM+PZhyMcNzZ5SiiJwbIx3puc9hRrXvY6t/9v/vB9sdS+2P133HPCzOIcx8LAS+YEFPT
YFPnu0gkAEXLQRWRWfu6PtO6wrxvTvU9ZVu7Xa3c2YIo5uhSyW0ddJF2vVdeGXUKpKEBEyha
1hHUX8sf0g6Yzr2B9qsf93vhk623pw/VehudE+RkH90sLg0kPcHEktapcbAV8Eyp+k9S6g1n
RmOGG3KVjpBte0OlsHAL9LUAvYAXOlbH/wCXDK7Vrv4ReRslruqO3BWJva1b2SvRtT+41ag5
JOOp36tIK735NUZy/X+StcrYtHUyJ4Ao9fy3/wAMsjokf75YsvU5nQ5MmJlMxRtBY6R8Zc5r
3lw9MNha8sKO3ORhFxX6L/e4Zjf2+yv00XqtbJEZL3ADgAQEO7zlqixAutjXzP8A+IbN7zh/
8hHi+rmtav0EZO5s9XIawWMyVKrgKrNXzbXZuMZY71fDVsY1kgov6XBWCGPb6f0Z/wAqxh5P
+P33CPXYCceEscHt87m5MBDAQfPuS7QqgKlq/Kn7MvyIP3O6e10bkL5A5u0jYDE/zoR5U4Ht
7a2A/wA8Grp8ieMfFGAhteoIo8iZfG5G2YqivmMe3S4x0DJzBKXdNhVzn3nobPt7xHr8uf8A
/P4HHn+53u+tenggciMsn86+zf5It9fD6Y0J6bf1DlPMeiAneqV8YDIt4+09LO/Su1mur2Ff
fXehyiJLksEeghMCiRIZ/WJ9f0110uK/Ie1CiVz9UTB8z7zEz7z7zP1+v1mefXQCtcQqK/0L
vK+sbZe/x0V9fpUcZs+THxN4iTuI5knMG3gsJhdTu7JYq06xonMZGzFAgXUJqgsS6eSiI9fx
Y/aPqnQcf/KTHzuovkx8R3WM/wDTBjQ4evM+eOFkhcR6cY3q6QKW7Ra9fv8A+68TqEn7VPx8
ZrZZxh43q7iVLGNjdIWgfU87UDVAcutZeaXv9fJ/kr+Pej1/E3lzxr5C1zyloG475l/Gt/M6
54nzA3dgqBZx2V8eL1+hrljBhQyYnNxzJlI1olcDyER/Rz93Div/AGa+5pH5WPJBJ0bLa3e9
hO70nFgBBUOJCBoUlUr88fbc8n/289Lx2YuRDPFlwF3pB4Z9TQ7cCEcy6ucUuDUp/wDXHLXf
+3T8fxYRnDfOGZISe7vNXKdEyXWuDlaxMeWDJSMcRPET6/H3+ApaPvnrwaAD/wAPFoE//SW3
RSmlfSP8kV/+1zpyr/8AZz+K/wDyj+dBz/63I8Xa9+0fkp5uyiq7c5UyWleK8C5ilnYx+NyF
bIbNscpaQE6uGTcigLJCR6wryM8x7etb/n59x9SZ/wDa59oYxLcCUZWZIFID3x+nDEoVDsD5
CFVC5RSX/GzpWK7/AJTrsqHIb6MDbBWtdve9DqN21i9gpufyJ/yH+ZNU/Lry7+Pnh9mqa9r3
hfDaC3P7LcxP7ns2x7XlkhmMnillfsW8WjWaqzXTNS6g2WmJkTogoAVX7Ef4w/Yn3Z+2uD99
ff0eTl5fVmzmGBspiihh3PiZJ/bDXmc7TI0ueWNVqMJCnRfeH7o9f6f935f259vGCLHwRGJH
ubufJIWte5oUloZcMIDdxudw0GhX4yfkhg/y6/Gz++drxeAr2v7m2Txd5RwQwRa3btY0G0ry
5TkilcYXbtbzFexFdhnAhcJJSXHr8u/vF+12T+zH7qyfbfQ5cl+H6EWb0+UlZhG8qwksAJlg
mjewvDQvph4AWvpv2V93QffX2kOqZrImzeq/HyGD6NzbOHm/okY5rkJP1FpWvg93bw1Z1X8m
fLnhVNvBot6h5C8gapjUA+z+z5NmAzGWrY7G45kiTiK/XQK6vXwXWQjz1THr+1n2X9wN6/8A
ZvSfuVJCMzp+NOdwAcskTHO3AWBBJ3JbjpX4A+4ulOwev5nRmFgfDlTRhCdp2Pc0Bvell7K+
zLy7rGU/KH/FvlMT+35Vuz+QPxKwGw0cJrbos5K/u2tafiNrxODqcqKb37ns+uJrNr9ItZDC
VHSziY/kH0DNx/2z/wAmxIXxN6f0/wC65oXPmG1jMeXIkgfI6/k2RSuc1yoC0OPlr9wdRgl+
7P2m2bXnLyejRvDWFXGVkTZGtHPc9gBGpVNaJH4GeIr3gT8M/wAd/GeQp/tWy0PHVHNbJTvI
mv8Ate1bq65vOcpZKmVpLotY3IZ8qbemYZLE/dAR7Dmf3s+6IPvf92+vfcUDvV6c7PdHEWld
8OOG40bmO2kI9sXqNWyOsupbfYPR3/b/ANl9O6ZI3ZlNxg54ITbJKTK4OCqoc/aeKjhwTHIe
Fr/j7/Mfs3nxFnM4/Vti/E27vj8Nq+qpzN/fMxjix3jbOajLqmPNWLvFaxVTLzYsurWLpB2g
dK5dA/X8X7si+4P8Tsf7Ie2F/UYPuduKJJ5zGzGY4uy45/M8F7dr3wBrGvbGDuLAQ1cXL0WT
p37zS9faXtxZekGYtZHuMrgkLo7DylWtkUlpcm0OTcmU3+fryNfzP5KeHtNEMriv7T8G08rc
xN6KHNDIbvtWctWVqtUfkDZltDB1IdIWXI61xAwJQcl+mP8ACDocfT/296t1VjopBldZcwSM
3+dmPDG0KHbSEc+TaCxrkN1BCfIv8hc92V9y4WE4Pb6OCHFpSzpXvJuFWzWrchRZCq6Of4CP
HyU/jTlvJ1/OXcrazHlDaNVxeHbYyy6ms0sfX192Y7SYzTMTbLYjupMuqitqJREiwu4Xr4D/
AJw/ccr/AL+h+2oYmRxxdNhmfIkZdM5zpRGp9P1GiLa4BJS129C0bRX0v/HzpUbPtl/VHPLn
Pynsa1XAMADC627ad6gnyAhLG9YueV/8qf8AkKxHlPyfhsD+QO247D4TyDueMxmPRpmjCrF4
nHbNlKNCl2bOmvsJCpWrQrhpkyJCYKZKJn1+uPtv/Gr9iMr7b6dlZvQMR+XNg473vM+T53uh
Y5zrZABLid3lCXUBEr4l1f8AdX9x4erZUOP1OZsDMiQNb6cPlaHuAF41CIl786DWxf5Tf8gG
1YTN63nfyU225g9ixGRwOZx37BotNd7EZem/HZOi1lLU6tgF3KVlizkCE5Ep9/Wowf8AG39j
umZsPUML7dxGZkErJY3epkOLZGODmOAdM4K1wBCghRpSfI/df9wsqB+Lk9TmdDIxzHDbEFa4
EOFmDUEgpSneGPLG1eC/KOh+XdIfFXa/He04fasMwjIFubirQtsY2z0xMsoZikTalkP+dDjH
9fX1H7q+2+mfeP23nfavWW7+mdQxpIZBxAeEDm8nMcj2Hg5oNY7ovVsvoXWMbrOC4tysaZr2
8iQbg/8AS4K1w4gkV92nlrW8B+fX4Z1sl4vy+LxrvK2kYnfPFmdzQG+nr2x28e9DcXmoQm05
ECi7kcDkZhLjr91pwoyXAz/Gv7D+4ep/49fvQXddilkZ03Klw86KNA6bHcULo9yNKpFkwqQH
FrBuAJNfvH7h6djfuV9iJ0x7WPy4WzY73aMkQ2cikWL4X2JCuKEhKHXnv+3fwg/Cjx9z5Zf4
+veIMBGKYWp4DGkfmDyLnqOPJuKxevusVFpDIbjXU2HyfVSxZONsxAzPrXfZOZ1H99/3x6nl
5PSGdQx+sTNeksjmt6dhwuLGPfI0O+nHJZsQCWfY1utJfuGPF/bv9vsWNua7GkwY9v8AbY0n
KneAS1rCR9UoB3f0R7idK+GrZdm2Dedyz+47dk7OX2fbdiyew7BlrTZOzfzWZvuv5K61hdU9
TbbyL2+ke0e3r+vHTOm4PRumwdJ6bG2Lp2LCyKJjbBscbQ1jQOxoAr8O52XkdQypc7KcX5Uz
3Pe46lziSSe8k13Px2KFpl/uEIMRYBuMiZFiEnC1A6UhM9xv38ccyMj/AA59GKfGgweWldl/
VNg/Z1bHsFpdWi4XtpptZFdnKXmLKVF8ShDWMFJN563F0gAgUlPPTBcD2rtbrVpB2qTY6fy1
rs8Q5WcR5J024MtKEbHiWKhP/qO5GRqkMhEfdJRAc8R7zx7fdx6ryG74Httdp+VXYcno5MUi
E7ZGm2uo0rTH/Ipp+XRrn7rYVZTjcJvddlQLNaZhNPZcIx9YBtVgakvk8iZCRAQnExI88c5z
7dnjcGxtT1DHc8y0obG9vlW6+9sLJjkfM4n9OJlAPAPaHBCAl9SFBBW1ZATBiIzEzE+/E/w5
9p4/hPrV18+sTcWrS/8Ax9Mx61+WG2qVO6pOvYqIXlrw46r8ltpiTCvYFvfmzEMghkFuOFwf
2RMxPrN/cW8tgbG5zSZf6QpsF00TvICpett9jiBmRmzZDIpGjHCB79jbuSxVd3c1xQFBxpVv
PWxZXA+a8/fwtwMdZx77lVAYyLNetXqWr1+y7HjLmFafXKLhQRGXJ88xMe3DrDYHYrQ9SoGq
KqC/KsxmP3ZcoYjWh7gAxQACVQEncRfUlTTla9vW5bzomkathXTri/I1zLXH1cLWWqzjsLQB
lvN5BLVqFjbl5jF10mZzAyzrmCIfS6TGxoZ3ZMg3PYAFceJ0HK2ulHw5vU8nFb0qE7IJHPOy
NoFgikoNx3EgXPDnSWf9u8t1dfRl+P8Au7/ZvPzLP/1S7PZ556uf3Xq9uf8Aqfp9PTP9RHzH
+3u8Ofd20i/R5KJtP+76On9Srt7+zWl4j6x/xj0XVp0o3atXzNrB5KpTuWDKvYtWW4mYWM9L
acpcVeJEu1cekBiSGI+0Y+sz7UOQFT76Wo5x2t9340Goe1FkHrL70vF65mZnhgHBxPPPV7FH
8efVw0o9jQWIeISiQvy9uILur+X1/NWwC6rWTmEw2FCXxw+f0L/or6YjifYpmeZ9V+kw8qj6
RC+ZyHtqya3ttzV9l0bPnfRYq5LJ0L+QGv8AuK1VhFoUrdeyD7Ta9k1V2fWB4jp4iI/WD2b2
OanCoRNDJA9hKsuQfblRQ8/MzVHZr2xUe4dCpmMZdVcVIDWnJV0cT2bFWx7mxaSIumesAKBm
eZ96cbaYw3ilWZO/9YXLYnXtTsNUOfyL3ZtagWSuX8leoXcffx7CyjUVKp4yIBCbNBVRa7Yv
WPS2euJYE8FMz7+rBixAkNAAIK251N0uU8gPlcS0ghTYJ2fjx40RtB8n+SfItvYrtDK4rHXc
Bi7Gcuhlshmfj5H5DjU74w1UWOy1YN9oYUBEAPHvzM1yRRRBrdqtJSyWrq5Di6Z0pDwCeNzx
0Ncer/kzvWT2DXMEahaT8vXxMP8AmW7Q/EyV9C3/AO2eXZkoIpmGfaYjMxExz687DhDS5Bov
uqQyctGkyEgDivHhc6/Gm3/JrZ4xGs6XkpviNrG7VrWUmpVARht3FmFkgXLOiUtn2LiJ6uiS
mZmY9K8CJ39xrRcggbtL804U863lsd+ncX+Zu0kN4EAHsv7E0y/+Jfzr588x/lFnMBomUw+o
LT4luvyWz2tcTt1LU6dPP6v3Lg6/k9y1k7ljLO4oE4DvM/rdc14kier80f5bRfaXT/2xgl+5
4JcrGHVmFmOyd0Dp3mKcBvrNx59oYCZQCIwNgG8psf8AT/2YyvuHN+7ZY+mzNiP6JwL3RiRs
YD477HSsUuTYSrj5l23Lm/Sh5r/NX8a/x4yeF1b8iPOmp6JsmW1lWfXjbuIzLrmYxfzjw5ZO
nh8Pi9gmpVtZSq+ASbSOBWcxJisjj+Zn2j+0H7gffsE3U/sDouTmdMjyTHuEke2N+0SBjpJH
xbnNY5quDQFIs0uAr9Xda+9vtr7dkjxPuPPigynwhyFrlc1du4Na16AuBQEqgOoC0RPx4/Jz
wT59wuUzfgTyRgvI+ta9kkYK9bw9XJ0q2By2SSOQCu6nkMZi+zYZSLuz0r6ZjmJLmJj0g+/P
25+9PsjLjw/vjp82B1HIjMjQ9zHGVjDtUOa96gOtcroUS9Mft37o6F1+B8/2/kx5ONG4NJaC
Axzroha1Cl9K+a78o0bHg/yK/LrY/G97JBkE+S/K+Lw1MCxeRned7zdrG4/IZvYxyKLfzMXg
pj4NWmrgEprhEhMSUR/Yf9lciM/tH9ojOEccLukYDSocNv8Ab8rWEEITZxcdfNyFfjz70/Uw
fd/W8nprpDIMzJa0Da71ZHObuc8OVWt+lrQLI21zX0H+WB2b/wDJ6Zxu145N3ZqP42aO/O0d
YpVqtFu0VNa1S7YHH4Fs16SMeOaTMdkGLAEwQjAxET6/mJ+3P6XF/wArMGPpTiMU/d2U1hld
ud6RmyWEGQFS4sJQlSXJc1+pfuEZb/2qmdlMBzB0iIuaxoT1BHG5AywQPCIECKiVgl492cMd
5E8bbnb1rL1szg9t1a5WBuu2qd1QLzmOcJ9dK1dWVS5FcYkVvMOI4IIghn1/WL7v6ZH1X7P6
v0Zz2/p8npuVGfMCPNBIOIGhK6dq1+WumZJg6zh9QlhkGTFPE4f23NNnhDZxCFOBRLEIa19/
y9+ItN8q+DNHwW4pxi9R1nyc7Z767+eRrtn4mJ0Xbimvh7LbKXTcstdwyK4tfFZZwIxyUx/N
3/BXPyMf9xuqPYS7Jk6EQoG65ysa54WHPU1+hP3z6biZ/wBvYseTtbixZ28q7bZsMth2niik
AGhJ/iA/HjTPD2sfkJp+GZa2HEbqvx9l9gx2aaN7XTRkK+zhj6OMxtmqt9hUYawpVttkiZZl
YSYhPtP0D/Ojrma3L+0uqY0j8fNx5M/05IyWSNc39L5g8FWuBBLdqJwWkf7Ifb+L03H6rg/7
sM7Mdz2uO5hDhIQ0NICjaQqqTZQKRHZ/wB/GPf8A/Kd5q8e+Q9NHx74QxOkV87ruCwO2I0bX
b24hgvHvTTx+TOyq1jE3JzF+4dKqYscwOsShfUI7/F/d/wDc/oX+KPQPvX7emf1H7wycx0U0
8kDsqRsHrZY3uY1pBLRFHH6jwQAbq4g18/n+xPtPqf7z9S6J1WMY3Qosdr442SCFjpPTg8oc
TYHe92xpUkKLA1pFo/8Air/x92mG3T9fz96vRsnism7WfN2e2JCckhIhFXJWf3PMlTyVetYg
SGWLaKziePeJ9fnPqH+W/wDkV0poj6hkY0Ur2B7BkdMijc5h/qaCyPc0kFHAEEhFtX1HE/ZX
9r8lxfiRSuDTtcY8t7gHDgSHOQhdFBC1mZ5q0PXvH35A7doXjvKWlYTSvJK9Q1/X7QoyGQeV
K4CKdW5kzYhxJXZsQHW4lfJmZkpGIGfX9CP21+5+q/dn7T9M+7fuf0/1+d0Y5E8kYLGDcwlz
hGA4AoCUaHBugBUivg/3N0zD6P8AdmR0vpEpGPj5ohjjIDnq0oAXKLKUVxG7iRavpeZtR+Ld
Ey25ecN9wVbCVXVbtzLP15eu0dVq5N6alXB3E08vtJZVle/bBANAzKRiOZOBlk/xpd0SP73+
6IPt79selZT+pPY9jYxkHIfkuia5752F8OL6QcxpeWOaADoGkhg/aD87/gulydS+5sqJuK0h
znmP02xBxADCA+XcjiGggnx1oW6b+SX4y+R9ppa34/8AKmo7Bs+wOfVx2NxtbKpyuSijVsXr
Vesy5iKY2K6q9RronrkIAY4meY51f3D+zX7yfaXQpOufdPQ87F6JjNDpJXuidHHvc1jS4Mle
Wkuc1qbVU37EvTfvT7K6znNwukZ+PNmykhrWhwc7aC4gKwKAATqiCsmv8zV3OBuX4m4ujadO
DykeYUXsWm6vGWbfxaumWKZ/PhD7FZtV5AYEPV0smOQLj1+wv8CRGcX7rLgPX3dPK6j/APSx
p7/DjXw//Ih725XRGAkwu/UgtBQlPRIuhIQ6dvA187Xme/q3iTNVqi8X8zC5kbNpFULoW7lK
6o5ixSO60LFhEzFmHhDCmC7nMjMj6/oxiF88au+odmtflbqDP0+TshH9s3RVI7/nS8bR5V1H
K4q9Vxuu0q1q4tBGzKUqeQNLaz2dr9uhICqv3FFw/uSa3TMcr4iYkmKKUTte4/22myE3sF3D
Q305c1NCOeXwlrGkSO1JHFbbTwtra/Kvv6/H/PbD40/GfX/IXnfatf17B4rx1rGx5OoWrUtd
q+OsHi9epVW4+4/DbVudTPAqvWXIEkzYRskRiZIVL/g39/YPTPu/9y5Ptr9u8DKn6vP1GeFr
hkOmOdLJM54exkmPjGAqXAgo1GglAC939Ivt7Jyei/ajOqfc2RFFix4sb3D0wwQMawAtcWyS
h+gQhSpS6gD8x354/h5tm3atp2B8665sGzbhkamB0+jTq7NbTn8jk3wNLGYfMBgYxpNsuD+R
1gPaeop6ff1f1P8Ax9/e/oPQ5+tdW+38zH6NjROmme50KRMYCXvkYJi5u0Xs1eQWqsb9yvsH
qGfF0/D6nBLnTODI2gP85cUDWO2AFT2+KVlB/noLx6XhTwa3yFXy2UxoeUdoRQVj7rMbYVkj
0llhEi5QWRj+lUIOWAa4kvfjnmP0/wD4FumH3p16NgY1ekwnRdMkDs1DjXyL/I10Tft/pz5A
XgZkg1RFiseK3Gn86i/8BlbXi8H/AJD2tHwOdx2vWvI+i9VvP2YuPv5FWA2AbjsefZQE0aUQ
lUzAFIuhkSZfQTv8+Ht/+2j7XZM/+6MDNKAIEM0CL2lDZdEtVH+NwceidWkYwtjdkwBTdSGS
Klha48VvSI/lxhV6R+YH5heRIzDG7Puvk2NfnGrp0iViKeKwWLsKvKuvesjsuxl4XMCRjpcM
RMl9fX6v/wAeHty/2R+1oGA/po+m8TqRLK0hB/TuBQ8q+V/uS7/jvvPrOY16ZsuZtADR5QWN
O7ceO0g6ai61qr/iP8c4zyH+Mmz5y+vO4e1jPNWRoDk9fz2w67Z2THa5qOu11V81Sxt+nQyW
IquyRmCJFnTYHvwUNEZj8Z/5q/dWZ0T91cHBgMEsDugxnZNFFKInyZM6ujL2OfG97WAFwI3N
8pBaSD9m/YPpMPUPsubJkEjJW9RcNzHvZvDIo0Dg0hrmguJAQ+bzapXzO/lvpEa5+Xf5W5in
mvgFV/IPfn0bKMdCsYhT/IGTbweTqVppYrIJVJtXJknukHbEWsMoD98ftT1GY/td9qCRm583
QcUkbvOCMZmjXHc8GwKbtoKktaAv5q+9MRh+7uslrtoj6nMAU8t5ncQEadSFRUQKSU+p7/E9
5R2PzD+HWnJ2jWHYQ9Oy21aJWvWUkGK2hFLLuvXLtH/ZVKEVQdnZrQqvDUD2WDJyQGMfzN/y
w6DhdA/eHMz8LJZLLnxQ5L2NI3wuMYY0OG5ztzhF6hc7a4l4IajgT+t/2b6nkdV+x4IcmIsG
O+SEEjyvAcXEiwCDftACixCqCKbzzpujfE9nwmR6zi83G7eZdW8Z2TuZahja+p6xstK8vNbW
Fe5dqLvDijqUkrUCrH3WBiAGJ64+Wft59qZ/3xF179DLM3/jeiT57tjC50skDm7IiQCQX7pH
G7SQx2qEVsvuLqsfQ39P9VjHfqc+PH8zg0MbIDuehIVEaAEN3Dvoi6nhdq12jaxu2Z49gya7
9js5JqZqWzx3cJlRd1EoR2rSuuRIRJocCMwczM+sl1fN6V1GdmR0jHGNimMKwHc3eiOLSpVp
4FGm5G0U3w4cvGjMWZIZJdxQoh28FCC/v76+IX/Kjmcv5W/yN/kHj6rrOQDX9iwWiY3vPsWl
YfHadq+BxF4a6+OU01ZVdpvYXHu1pQPUZ8l/ZH/GDpUXRf2J6AAxrJMjHkyXkAAudPNJIHO5
u2FgU3QDQBB+E/3fzH5/7i9RJcXMikbE0aoI42tIHIbg4oOJPj9Sf+GHxfqvir8K6lH95bmI
s+S9xzdy9lwqVEIuW8Rq3yfjJgpVUpiqqJdLGNJRycEyeOY/nn/m9lZuT+9bIIGkf/gXFHlU
krJkWtclSgTW1q/UX7CY2NjfYIe524nMlJVAB5Y/ggBvoVq4f/lev8bv935bUXeSq1fJ1b1v
D5K0/wAX5kcZayFLINovTOVHFkm0mbcMmJIfv5komYnmc7D/AIf/AORU/TYeoQ4cLmvY2Rjf
+RhDmtc0OHlL/K5CAgdZEKJR7/3w/a2PLfiSZDxI1xa4/pZNpIJB8224VeF9RWPH+R/x3+NX
5j+aa/knxZd7mKXo2ta4W1a3j3YPvXMVYy5vX+1PrqrWU1Rvr/rNrww+Onq6RifX9Af8Y/tn
76/bT9tf/td+/Y/T60epZEwYZmzkRSCIMWRrnNBJa87Q4oq6mvzz+62T9u/eX3KOq/bcodhj
GjYXBhYC5pevlIBsCLop04ViP5D/AAy8n6e/LOxHw9jxdATfVatw1ruRqiwxMqiijstdWBfU
4DJJLiY4guefX6Zx+p404Fy1x4cu/v4c6+N5fSsrEc4ParBoRoR2d3HlW+H+Bfz1s9fTPL/4
z+SbD8PjfG1rCb1oBbNYx2GTh6e65qzhs9q9P55VLtv912c026oDLgh7niPBNES/nV/nB+3+
ND1jpX3/ANIiLs3PbJjZQja97pDjxiSKZ21WjZCHsebHaGEqGkj9O/4+/cssnT8z7bzngQYx
bLEXFrQ0SOLXsCoTueQ4C9y7Qm4Y/wA/PlrbbnmDwh4Pr2slOmYfQw8o3sE6vi00LG15vKbB
gkZALSlDmnPp4HDMUSLDSrgfJJGCJhTtf8Fvtbp0H2r1f7zLYz1afOOEJA55cIImRSlhBPpg
OkeHBzW7nAI8oGgZz/IzrWTJ1fC+3w5ww48cTlpDUL3uezcCm5Q1qEEoF8upr5vG8g9kx1BI
OZI8T7jMMKI94+kxx6/eVfnKugr10pIisvIpLrLqMp++R6ZPifaDkPbmPfj121RQaV1qk7Ml
Xv3Hv7aOqnXU4rQtecwcJliyYITPvz/NMF7f8Od1dcUuNasWJpvw/azJ1ZUobtOvFgZhhVbY
XFPiFnLRhXfrKMeouqImJ5+vqJQ2qvcdToK0d/LR2Kd442A1WzZ++39Bz5gD0xUG2mm7HLat
i2EV4pqzAR0gALEZ5j6T6RdNa8TDcPpD29qKvhetZ1mZn6dwjcSJDE4iyAhu23O1tABWV76r
lr70jMpkyCGcx0yQxzI8wU8lEe/p+DdONZoBL8K06/xw6Onbq/l6weUx1c9ewoZ/4mRDK2Vi
OJSTvlro43GZH5IyLzF3V2xhIFJGMRHUg6/O+JsYY1ztxSyC3eSE51rftTDhysmZ80kUYbGE
37jdShAa0ryI5GlH/J7HqR5c2WosHFcXcYFlhVzrC222y42xC2teyIA2wuOS/wCT6emuC8ux
WO0aWhLrbvtWcz2iDqE0YJJEjg6xF1vYkm2lOt4Oa2psd3B1BAmaF4zxesYfsrKKo2dkthmM
i9xMXB91qsSE90T65EuPtjmPSzqDGljXO+l0iu8AgT3036FkPdLI1gAlZDtYlh5jucp1Og4i
l6/b8j8ns/7b/wDWu+bx2rX/ANUv2r53b46f/T/r0/z/AK+j9rP/AMwnDT28KTfqZ0//ALpe
P1L8uHPhSOj/ADRxEz7x7R7/AK+30/19MTpVZ0om65ir2aU0NVK0zZDaSpxSOtl65RinzZNa
UqkjFRTzMzxxA8+0xETS97WBXoGc+FCRwyyPEbAXOOgAJ9yVQcjXlDRElmkxCFtWzmDiwsjW
6JGY5CYIY5if48/r6taauhcULTqtcJgQdPP/ADDBR7THtMcx9eP4+ugrVjXBy9lXC3la9jUs
Xj2WB+Zjcm1tKvFcefjWAY6yVi1BCZTNkhgB4mBjniY9QAR5NUN3eo4HSml8pYnD57xrgfIV
W06mzP4iqn+3YLu9WRUKis5AIARD4yAKRkoCCgwgZP8A5fQcL3CZ0JCpx7+FXZMLBDHlAoSU
29oRT3fjakxbAAKoElmUr5Pp5kYnqKICeY4g4iOeY9vf0cNVrw1JOlMJ4By2ExdDy7++PCui
z4/FKjeKmVSc3YMVXkGwT0PFkhZklEmSYLRiemRgpgbJDy6Pb/r/AAPter2+n6Eoeu4stYG+
4WNwe5LqlkWg5qeXr67uGHyr5CxRoZhLLUsTFkH0of0vKUnEwySRMkPMTMFxMRMxx6IcNzCO
KUORuYLcrVql5S0yn5L8Q2M5iVoyeTqY6pnqHesOd8ocMEnGPSuAhi2X4Mo6SgSbJccxMx6R
QTOgy/RdZhKe/j4U6yMVmX00ZkSes0AlStm2ITgT260S/wDAZjXM/N7YyHHXzdjPAvkFdtoP
SuvSazYNPrSV9LQhzhbJdkVrKCBvDJ5ASiPyz/m7L6f7OQhzmgP65igAgklI5yjSLAhNxJsW
q0XIX6z/AI/N3/fEhaDbp83EW88QUjiLpbih0Wvb/n+twf5n6ZU+H2Sp/j/pP+7laR+YL9s3
9s9LF/1XBXPlfLJ5EgmBjp45r/wejI/aLKkL1D+u5HlU+VIcYaGwX6raggm9T/yCdu+9YWIh
b0+K/NZJfeml+2n/AP8A63daU+DPyLT7dIeXNOaMxz1QTdOuCU88/SITHHt/H18P/wA8mgfe
H2+/iemZA907Pzr6D/jof/wF1EcBmR//AMM1k/8AmV+Ru469+VXm/Ux+S/UsF+W/l7ac7QNF
cMbkHUdiivVVXmuJX1vw2OiLEvAlHDWxMxPT1T+yf2V6Pgu/bL7bzJGsOaz7dwWRuJcSGui3
EOH0kOkJABBs22qV8Q+/Op50f3b1PHiLv03/ACuQ97dAXB6BEuC1o1BFyvCvqz/Ab8x/GX5n
fj2eNffxLtw1yhk/H3lHxqWcDI5Gria42cRi86PF6zfu4DbtdALAW1tctdiWqgwJfT6/lv8A
v7+1v3H+zf7ou6r08Ss6XNlNzcDNEYa31S4Suj8rRG2THmJbsIaXM2OIcHE1+vf23+9OmffP
2q2GUt/XRxmHIg3EuDQCwOudxbIy+4EgO3BQRXT4o/Avx3448wYjyQje9i27D4C4eS1HR85h
8TIY7Kgol07WbziGHYzqMYw+usn4laCYIk2WdMwWr++/8tPvT70+wJ/s+Tp2H0/qGXEI8rMg
llV8RKvbDC4JAZQNr3erIjS4M2qCB+iftf0zpH3AzrAy5sjGiduihkYzyuRAXvF3hurRtbdC
5UpIf8uH5oeM6lhfgrAtwO8bboFPK71tktqllcRg81+128bjtKHJhHxVbFexV21NtSGE9EMU
pkCZkHr7R/hH+03XelY+b+5HWIpsTAz4GY2G13kdNF6gklyNp83p72RticQA/wA7mq0A187/
AHz++ulvlj+2cMxZGZjl0sxTc2N+0tbEugeWucXIVb5QUJIpffwC/wAktDCfkInG+TNO2HTf
Fu+6tR06fIexXWUNd0bKA/HWtYtZSLyatWlhbpVSpWX8x2yNJ8yAl6+tf5U/sv1X7+/bRr/t
d3r9e6PlOzG4zW7n5TPTcyaOMBSZQ0iSNujtrmfU5tZP9sf3Uh6f92bOtR+h0nLibB6pO1kL
lBjc5bbCQWOPBWnQGtm/yV/CDwd+VFlW45TNX9W3K/iqC629atfxmWx2dxVdATiLOSwt0n4b
NqCmIrRaQxRnXgR7hhA+vwT+z/8Akp+4n7LYjvtzEx4c/wC22TPccTIbJG+GRx/uiKViSREu
u+ORr2h6kNa4mvvf3t+1v2x99yDqORI+Dqbo2gTxFrmvaB5C5jlY9BYOaQS1ApCVw6d47/Ez
/Gj4H2jLlsyNL0N2wTsez7Ds2Zxn7vt+33MbXx9PD4WtXXjqr8rbrY4V0MbWCBXEmZTAQxkA
/cP3V+7X+U/7i4uMMWObrvoehBDCx7IMXHa8vdLK97nlsbXOLppnuV3la0LtYbemdG+yv2f+
15phK6LpvqepK+RwdJLKWhoaxrQ0FxDQGRtFrklFNfMrvv5FaJ5Q81bp5VyGz4Cje8geQsjl
1YKptGATapVMvnlDisSh1Z8rfcXjTQs2dyVRZg2xM8REf1/+z/tJ32N+3/TvtCB4kZ0vpbID
I5ri17o4vO9Pq2l+5wam7Yjdb1+Jur9eZ177myevSNc2TLzHSbA4AtDpPK1RZdiAlUDld2V9
IH+TPc6GD/D3Z4tVpaqzuHjDCAY2sWc022s3Xis+1au26qIMbChVJqKTI2RER0lPr+VX+H3T
3y/v5hTB6bcLqD9HNDv7TggamhB3APsg/wBQFfsb96sxkH7d5ALVWfGZq0oS8ISSRoQii6nk
TWTH4Jgyr+XXguqp9XtfumTI5Lusemwek7IVuuAiaV8BP6yTInn3GJ4n1++/8oCH/sH9yucD
/wDY0Xj/AOrx0PH8K/Pv7VsMP7g9KiY4EF7l1UEwSbhwHz7lppv8y+gapsmc/GTI54Ltqxg2
eSr9GsN86WOc+H6WZzepolI3AEkwULnkZmPeJ5mPX50/wEypv0v3UGoG7unjiTcZfGvof+RW
LjSTdGMylw/UHVBrCtvyr59vM2rY3e9N2fXKyaxZxBjlcNWqQDG1szRVEpSCoOSqKuU4+MyZ
5564Lj25j+juO50b2uvt0Pd7Xr8ozua4uCAOXQc/wCUmv4/eLLO0bPmWbLpWZyWFw9O7i7Lr
GP7WMwewP6EosZgL1/EDZZiQImFRAyeZSMyHTEz6OyJtpYI3N3lwtzHIIuvPSvY8AfuMjXbA
DcD6TzKovcq191P5M4icJ/ju23X2YVd/BUvB3jbAJxBWKbLUYyE6TjjN1vp+EM0q4+zECMh0
QSo56eP4r/s1LFnf5WYM7Zg3Id9xdQkLwHNYSP1jgGt+oB3BryQV2uKLX71++Izj/tFkxvjL
4G9Mx27VBcn9kKXaW5tREVvCvl68KaBrmJ/Kv8NbONplr2Rxfm3xnTX2rArs5WpU3CgaqWSh
ZgN4K6bDIUcDBLD7OZH2j+qP7wPc/wDaH7qU7h/weYf/AMw/276/Gn2WGxffHRA1u0nPgCcf
9xvsOy1a4/5wtJp7t40/GvGbDXy6NVjy1veTzWVowdZVdGK8YZS1SrnlDpXqtN+UyqVVEyay
ljW9Ax1T6/C3+Cr3M+8/uB8JYZm9JgCEhfNkjgosApNfo7/IKJj+h9NE+4Y36yQkjshKBUKE
mwtc0v8A/h4/I3xf4RzeN/HfYsyOp4zztXxOT8f2MzYQ2sO+U15Kyyhey1i8li6G40LR/Baa
KyfkqWqeDbEz9c/zT/bDrX3Z9t4n330KF2Vl9D9VuRExS92LKWEyMYAdxgkYrwFd6b3PFmGs
R+w33j0/pPUX/bfUHejF1AMdE530iZijaXE2ErT5VDRvAbq6tW/yE/xs+I/yK8hZ3yva2bct
G3LYKen4vbDxCcXf1nY8bqS7ycfk367dFcr2g8XbCqGQmyShRWVyhkxMz+Rf2o/yn+8v2m6C
37Ux8TC6l0JhnfC2V0jJIZZSCQJWqDCH7nui2Bxc5wEjQlfavvD9oehfeXUHdXlmyMXPeIxI
WBpZI2NUJYU/ubTta8uIaAPKb0Rr2a8A/wCPD8bMbibGZDSvF+i2Ml+zRnsqVvZd/wBxy1m3
mkYhDKtRdnP7RsmUDoCK9fpUsIIoBCSIcgW/uF/kd+578/0v1f3VniNr/RZtgxMdjWxbkc4i
KCJh3He9XOJQl7wC73fbP7W/aTcff6HRsXcW73LJNI4l+1QBvke6wRqAC6NaU+IPWN42g7/k
HP61s+dwFrd90XuF3hM5zXc3WXtLcy7AZyjka9l20xgMtlK2QCHJcp9hEwS5YSij+0cv2/hn
HxOmZEMGXDg4npN/+XIwmIRCSJwI9H1WNfGdjmlrXWdtDhX4Ij6rMZJ8vGfJBJkz+o7+tjgH
7y14IO/Y5zX+ZpBcNNxBr6Xv8KmWy2S8X+baeQt0F43XfIeGpYLW8RsL7o4tecw4/ueTs4Er
T/2yMjbwnUq6LjizBPAYVIGr1/OP/NDCgw/uXok0MbxPkYErpJnwtaZDFJ5WCQNG8sEqGMtG
xGOO5Q+v1V+w+RJkdHz2Pc304sloaxrydocy7i0kpuLFDl83mARCKUb/ADjflbs+j+ZPAXiT
Rtpyp5XxnhL/AJOz9Z0HDB2PaLylamdnIlXSd0aGDxMmhCZlS4cEkUtDgfqn+EP2TBJ9t9b+
8OoY0Qg6nK3DYibXQQtPrt2KQA+V6OLgri0oNpvjf8gPuKWLq3TujYkzxLiNM7uySQj0yXIF
2saoAKBQpUW+l3xh5U1/yp4h8YeS7Vmsqlt3jvTN8sZP5C5pqTmtYx2cydk7r+mVorG1vcM5
iBgSkuOJ4/nB9y/bOb9s/dvU/tyFjjNi9QyMZse07ljmfGxoaNSQGoBqoA1r9SdJ6tB1bo2J
1Rzh6c2LFKXLbzRtc4qeAUqT2rXwU+ZqVRv5F+W/IlLIU8irdM9tPlt04iwLKVBO4bZmMgmj
jcgyy5mVorOxE8xEMJM8lEdMz6/vd9o9NHRPtHpnQVef0eBj46vADiYoWMJc0ABrlbccDX83
PuLK/W9fy+oq1JsiWbylWjfI5wAJJJF7cUr6ev8ACRsmX2T8MrGcybbFoI85+Ql44HxPbTja
WO08E1UxycDWW6GQMe/RzI+/HPr+XX+bLYz+8jIm2P8AweKCeKmTIvX7B/YB0n/2h73lf/Xz
Edg2xWpNN6/+t9qW5eQ9x3BP5U2cTitr2zYNmXiy8RBdyOOXncxcyw0SvD5AqVrh04t9vvQp
UMkeroHnpj6R0X/OeTpXQcTpTvtkSZWLixRF/wCu2scY2NZu2/pXFodtXapRUU61lc//AB3j
zupT5o6rtimle/b+nUjc4lF9YAoqKgVFQaVYx/wsbV4T0nbdk8dfmjuZ3db1Ladjr63k/F+M
PX8zcwWDuZipjbQHueROhVv2qUKa1SmNADmRjmPdh0r/ADgm6z1nE6bn/bEDMbIy4YnPbmuL
mNkkaxzgDjtDi0OUAuAJCEoaoyf8fx03Bny8Hq8omjgkeG+gAHFjC4A/3SgJCGxKaVkJ49/P
XHXgwmK8na2WPlS/j2tiwTWNrGl0A6Wtx5RLwaciIu6DmC+vHt6/fE/Q0LnY7vMToeYtr8q/
PMH3E8BkOWzcxqglpOhK3HbxQ34itrv8aHin8YPyZ8x5fyg/G47bMt4kx2J2fFQddOQw69hy
1/I4yqzN081Rsg2zh3EN3H9oUzXuV1tE/wCkMR+Mf8y/vj7u+yfsHC6L0eT0Yus5UsEzwXtl
EUUbJCInRvagkvHLu3bo3uanmJr7t+yPQ/tr7k+4Z+pys3z4MbJGtIBZve5zQXh4Klp8zETa
4Ag2Slv/AM43j3N7L+XWiN16mrKIxPgjDWckVZixvzUq7J5A5krDu5Wiuw8iEdEj1zJTPMDz
IsP8F5k/aHOfKrd3XpkXT/7HxbUm/wAicd8n3vjCEbtvTWKmv+7N+dfOVu2mbXqeXcjZMLax
li5UpbCIzI2VxjM91WsbaY+ubVqG0J8RByJdUTExz6/bMckcjVYVAJHiNfdXwV8UkZ2yghxa
Ch5HQ9xqkzPPvH1/4+/q2oC1jpXSzoDoNZ9JhC4mBggnudP3kJwRxPTP68xMzPtER7euVEKp
qQTmcqquzGBesDRs2ali1UIy+NYsUyP4rLC5iYM0d0oHnniJn1xASvGoEIw8q0m/IB1294ay
z8mEipGp+MbGMqtppW+nfdYxcXkXXKaQS1qGyQgPIAM8QUlzHpNiANyBs4vevbqiU+zXufip
Nwii22uCgVfC4FZkvgZXLOrpkmlxX9+RiY56/wDhH0/8PTukbCS5PjWg34EZg8TZ8gtx9gKm
WXQWUu+R22njbVS1Usj2+sJlISUwcxHPScxPtPpN1pgfExrgrC4Vovt95jzZHtIDxCSq8Abn
XhQq8tLqZ78j4pEtw1v3jHtyjgIpIkIZF6xZHiVQHCeI5guOY5ifRmOC3DHPbSfMcJOoSSgo
PUJJ8df5U2P4geQ9RwvlXyZG4azb2ujmJC3UmXYz5wY6g/MY3Eue/J4HJEMARJNsqAPkImRO
Y5goVdYxJ5sVnov2OauhIUkdjhoea9laD7V6phYnUJf1MXqskIQlrHI1pvqwm4soI7Vqn/Px
X751/tyu3/7ov37p4Zz3P+3fx+xx8Xj9v+T9/a/6nHv9fRHpP2/Uf/sbb8de/wCFL/1kCf7b
P/s/fx0X6dNPj2VmriVz8pzPvlVcJZYkFQ0oQLBgj7fUIzIe0xzPT1RHPt6dupJOVY0cTRp8
WJss2tN/VbGWrZCla5vMNKGMp4QLVdJ3Ld0mgkHPMeGz0dAdfTEzPTMjzBpj2yIWn512B80c
7XwEhwuo4Cy92tRHm/LZfPbc3IZlOIrWZoUOithqVfH1UKJQGyCXXlg2HnYaXcYRycnBcxHE
xHcZjY4w1qkdtzVr8h+RkukkDQ8ou0ADTkPjzNDG9SFOJxlsuRdZlkiBSUdyuMQsXAJhBdEN
XIyUFIzPtHHE+rwbmqY3H1nt4VGLYHC1mbYVBSTIjpLpn25JYlxHPTH059+PXSKtc0qSAFpi
cRt9DJePcDjcixdh+l3LIVEuqJOb2LtPbFZTAl8hM1HXuuQn+aOImZiZkRizbISP6vnVMzy4
Br9WnvtQJyA4g0G+sVlN4sjeE6pdllUKQhTmoSzCAZ3GPN/V9RgRCIifefV43L2Vez6ALrUU
kzHrATIYYEiYxPEHEfdEFH/N7x7epGvPAQHka9M8xMx/4T/8fXakNKfb8XvMy6+PLx3mrNg5
tTCKBkURNWrBrYw0ukZIVAkTlkTPUEgMhP3TELM3F3kTN+pvxorEynYu+Ar6Etv+29/A089D
XNu8NbvHlT8a/JeU8UeQsji7Cc5f1AKb8Vk695KPkU8hiMpXyWNuuylZINsGSTE7QwcjDA5j
D/cf239tfffR3fbv3xgRdQ6N6rZBHLuCPYoa9rmOY5rm7iAWuBQkKQTWtx5uqfbmezq32pmO
x+o+kWudGhG1yHaQQ4O3ABxUHzBUBFZd/lTs3m7f/K2a3rzln9r3PZ7qqGMHbdlCuZWsfjq8
Io067sbWrYmuiuEFIJUAQMlMzHVJTOj+0vtb7Z+zeis6D9o4kGD0ZjnObFEu0OeVc47i5xJO
pJJ0GgFZnq/Wes9eznZ/Xp5MjqJAaXvRSG2aEAAAHIACvf4C/Mz8nPxdx+cxPgXy5nfHWK2b
IVsrnsZj6GvZPH5PJ06p0qt6xT2DD5ev8lFRkgJCIzEekP3t+037d/uPPDk/e3S4OoZGOwsj
e90rHMY4hzmh0T2FC4AkLTX7f+9Puj7Wjkh6BmSY8Mrg5zQGODiAgJD2uCgWWgjtG87PuWz7
Xuey5e7mtn3jJ3c1tWaybyt5DMZnKXxyuUydt5QPVZyGQ62HxEDEMIIiB9vWx6b0jp/SenY3
SenRMh6dhxtjhjYNrWRsbsYxo5NagHcCb0iys/KzcuXNynuflTuLnuJUuc47nOPaSpPfV+8D
+ZNg8M+W8F5Iw+VyWFsovsjJXdfssxOQr0r7oOy3Hvpyo6xVXdLRAJETFfbn7CmPUeq9G6X1
vpb+j9Wx4Mrp0jdro5mNlY4AW3NeCD3m4NwVq3A6ll9NzmdQw5JIcpjlDo3Fjh3FqJ3aHStw
fOX5X/kjvHhEMxrv5M+UMNXymPGX/wBp5f4lqZVW7ym5HNYjH0slUxlkplbTCxHXP2nz1DE/
Gek/sP8As303rByI/tjpX6lpJaXxl7L8opHPjUcPJbUIlfS+tfuD95ZvRo8iLq+Y2NwR7WOQ
qOJe1rXgHijuw8qwJp7XsSbdyxZymUiwJIZfFOQu0rNv4rpl4WmVnKJzWDBQbC5PmZLmZ5n1
939NgaGNDQ0BAECACwAGgAGgFgLV8hL3bw7c5S7VTft7+a1ZvIeSy+J2M0jlMpfqWIrZjH3b
l/IW15XFX0BYxdiTvMK0+CqGIsFhlEMGR+gx65Gm0IEPyPGuSMeXua924E96jgb9lHnw9+cP
5j6BWxfj3w75x8j6nRtMTj8Zg8dsTreCor6lFE1cRma+Xo4msgEQTCqgnpSMjP2cxPzz7o/a
D9rfvHLPU/ujoXTcvqJKumdCGyuN/rfHsdJqfrLr31rV9F+9PvH7fgGL0nqeVDhgIIw8ljdP
pa5Q3T+kC1qivyZ8y735Oygz5Z89eR/O+4UiUCm7Hfv1Nf1JrETN6jjNesk7Giw2nIHNZdPp
+hDMxPpv9o/Y32j9k4rsT7Q6XhdMx3/UIY2tdImhe8De9OG9zqB659xda+5J2y9azMjLc0KD
I4kNPENabD/whvjS1a9gruXyOJTQMv3O5lcfQoiAxEfNs2gTWAGRE9toMkZ5n6fp61zy3ad3
0IV7uNZ31HB/pxgqtr3Wt8vIHmHyBsXiOhq35JeZMz5W1PVpxuZyVryD+0WcROVxtRlCjdij
RxdZt2ygLhKrxY+VZcw4IiNsxMfHPtb9rP29+zetSdb+zejYvT+rTNewyRB+/Y9wc5o3Pc1j
XFoJDA0BECBQfqHV/uv7i6501nT/ALhzpcvDjLXbX7S3c0I0+VoLiFKbiTxJJqu+EPyDw2Qz
lLd/DW6fD2nSrRnQylGhFHM6+V6u+jNhNPL4+GKr3aJtVB9BKP7hn7vaNL9zfa/S/uTo8/29
9z4rMvomW0NlhkJ2SBrg8B21wNnta4IQVAoDo3WsnAzo+o9KldD1CEkse0DcxQQSNwOrSRV5
/JDzP5e86WMCfkrcspuU4ei5GvMYvF0iwpvcDch8WvjK+MRDcr8RJNaIm/oXMnPbHj0h/b39
tPsP9tYMmD7I6bD06PLka+ba6RxkLAQzc6V73IwOdtaoaNxQKSaL+8fub7h+6nRO63kvyXRN
SNQ0bNx8yBoaFcgJP1WvYUrmhY7KU3ZfO5etFtlyyU4of29JOo12BAfF+UHNu7MPa3tx94l9
nT7zMR9Enc1yRtKJresZhRPic6dw3E6W0X4807Uq7bnnh0nT9kzS8Wx9TXsTkcyeNJpw665K
DsEu44u4TXvP3c2eooH3/wCWI9DRN9SVqHzEoDy7qYTyOjjLdpDBcgnxvzPM0LtE/wAlf5de
cDxvgzyh5DyGz+M8xVTjqmvVcbSoJw44GpORwVa1eRUnI5XF0AxgAI23tIZgC656eJwvS/2R
/aj7W+4n/e32/wBFw8X7pc+R5yG7926ZRK5rXPMbHSbnbixg1KItOsv9xfvPrPTR0DqOfNL0
ktDRGdgCMQsBIaHkN2hA5x0vpXb5WzWz6ZW07c9H22toPkDXtswlrVdusNdTuY7Mg079H9us
1aWSIrSLNYWCDFSsxGeY44idrldN6d1vp+T0Xq8DcnpGVC+KaJ12yRvBa9rgos4FCh8aznr5
PTsnH6hhymDOgka9kmha8XaQgNweYoIeUPyl82/knnNN0zzr59z/AJzo61++NwuGsVMdp+rI
yeUwlurlCN+NxOAtZnIjVVAC2yI/JZEJ7gAZH6zv2Z+1X7fftzJlZn2T0nH6bk5Ya2VzDI9z
mscrWrI+TawErtagW6KBTDr33r9zfdPpY3XM2TLxoVczcGtALmoSjWtVxCBTfgqGix+PvhfX
8FXxm45apTzeYtANbAWW15iKVOjJqHKlXe1hfut0pMRaXUAoXEq4kyKddmZUhJjYS0C5/Jez
woDpeCwFs8qPc4o3sTilkJ4W0FqcTBf5HNj1LJ1vCuA/I/dsQ+hlkY+njq9+/ZwVPL1mRCcF
Wz9mvYQlS7cQmK/e+H3IlRe88evk/V/2N/bDr/UH/cXWPtvpWR1KVjg+R0LQ54cEc5zWloLy
F/uFvqcQ5a+h4f7i/cvT4B0nE6plxwscNrQ8loIuGhxUhqoNq7dQlLt+Y2k+UvM77nlXJ+Qd
wz22WK1VGzLzu0mvEuriLK9Q8ZWyT1YnXsbjbUBDa9aKyCJpGIwfMlsvszoP2t9m4Deg/bWB
i4HTWElrIYw0niS9wV8jj/qe5zkACoBWd+6X9c61Ker9RyJsjJc0B+9/l/8ACCQ1jQRcAAKS
UrL7S8nnPkPaV2nJYwDgJu4vEWVKsywjFamNrTEkTFkYxHsZjE+8cz63b2M4DXkvdWEErg5U
bbmAe3Sjxp/5WfkN+Pbsvu/hbyVm/HGe3Tpwedv6+nEpmzQxtqvlU0PjXsbeWFFV5csBQdCR
FpjAcGUesT92ftv9k/f2LD077x6fB1DCxpDJGyXd5ZHNLC9WuadxaUUqbAqoBrR9E+7/ALi+
3p5MvomS/GmmaGOLEu1pDtqEFADcAWuQlzS4+XfNHlHz7vmS8m+YN0y++bzlq1Cnf2DMmj5L
KmMqLpUKqK9NNWjSqVK64gEoUtQ8zMDzMzL37Y+1Ptz7K6NH9v8A2rhw4PRYi4tiiBDQXHc5
xJJc5zjdznEk86X9a6z1Xr+c7qXWZ5MjOegL3oqAIAEAAAFgAAKOmjfnb+WukeNo8LYH8h/J
OA8UDruR1SvquOyFdlfGa7lBuRexOHdYrMv4qtbi+0Ziu9UiLCgZj29ZHqf7M/tX1j7h/wDt
t6n0Hp8/3GZ2TGdzDvdKzbskeA4Ne4bW/W1wsFFOcX7++88HpY6Lh9RyY+liN0fph3lDHKrW
qFaCp+kjWl/xeVGraTStF+6Um1kLW4gmXqrJkuErGOOSRJHE8FMSPMcT7cfS3AnzcaxbgCNK
0r8N/nl5i/HLwHq3j/x35J2DVqH96+Qy/Z8J+10LFF2QXjL4ZajNipeq2XW3ZMeBuJeqYRMD
HPEj8o+7P2Z/bX7765J1z7s6NiZ3U3QRR+rJ6m8sj3bWK17UDVP0oStyRW86J+4P3T9tdGj6
d0XNmhxxLISxu1AXId1wVJUfUCLWro2H/JF/kKTjkZDH/lXu1zE3J7RXA17SKVmp3FkQLJY6
8TzLpD2auRiT54j6es/H/jV+wzXf/wCs4O4f9eQR7jMnhRjv3b/cpFHV8gtP/TEPlGtQmxf5
Gfzs33UM5p2yfkrt1bWM7jnYTKzi8JreJyOVo2qwJy+OXs2Lw1TPVUNpPIHSuzDWCfT7iU+i
en/45/sh0nqsXWcD7dw258EgkYr53sa9pVrvSkldES0gFqsIBCgKKHyf3Z/cTNwpMHJ6rMca
Rpa5GxtcWkIRvaxr0IsUcF7jWcNjWKoOlQXWpAJMRlihMZIeeOgplHIzMfX3gYn9Z9fb1W9f
PPUPG9EPwn+Rfnv8Xdmy+w+CPJmyeNM7sGMVhs1dwRUzRmcUm4q8mpkcflKd/H21V7yYMJYo
pAueJiCLnH/ef7f/AGZ+4eBF03716fB1HCglMkbZQ7yPLS0uY5rmuaS0kFHX46CtH9vfdPXv
tid+X0HKkxp5GbXlqeZqgo4EEEKFCir5vv5NfkJ5fzVzyv5U8ubDv+ysrU8TZuXrtWtYq0Mb
1px1NGNxaqGPo41ZXT4SmuoSlhnPVyUzb9p/ZH2n9jdIb9vfaOBBgdIbI6T04wSC96bnuc4u
c5x2gFznEoAFQCqet/cfXPuLPPVOs5Mk+cWhu5xRGtVAAEDQFNgALnmaIWi+WdfzGTtO2huM
yqV4dH7hU/ZvnXJqN7D8rTlLnjNo1Po12wPUdbvpGJgQmZ9PJcdwakahy2ul+HtqhoWDL/ub
sgAsIvZbWXv4Hko5VdX/AIz+JvJeCxmU1K5mtbyiMpmaeXVIVbD/ANupZZ1JVrKybIrxkmdm
T/prWES2AjrgRmRv1uTA8tnDSxAhBNyikAcqZMwMPLia7DdJ6gc7c1wB2tBQEldT2AAKl+K0
7b+LnkzByB46nX2hEK5hOHGV5NQpUDGhYoGMra+RZED23GZkB/bHTMejmZsDhcp30sfgzxny
hXHUa8vZNdeVL1ZwuTpXlY63Ss4/JHbFEU8ik6VkGSYgHerWRU9USyeOSGBmfpPtPosEEbgQ
R2UKVCteCEF6d7zd5FGdFXr97JkeQt63pZX8W+i7pt3aysA1rqs2FkVNLqKYZP8A0oOeOmTg
ufS/GgDZN4ATc5D7/wA6IycmTIaIS43Y1QeYAQ9lgNE91Ie6flNIljEDyXbAiWHSEnMiuImR
H7erj29MRa1UM/thHeNN5+KFS8FneyosCtkH4H41a0kRu26PU2Qi/wDEGSS2nXsREn19MEUR
ET6Dzdpa3dpu7l7KvxnvMzjCu70iFAJIXinIVCeQMdkNb2LL3rNgzvo1wWZTN1fk1l5K/kKw
1nQEXZMoUdlxGS1iMQyf/KMcWROD2WFlsO6gZ2yRSBhIJOpHFRf5/lRK/EVZXNn2IGCt95WD
xypRa7vcZWrMtvmYKGL4YMKHgTn36faJ44kXqR2wA3AXUU06BGZM4tADvK6x0QXKaXCW+R0o
z/2eP738bvu4/wDc33+fm+/7N/2+/du51fG57nX9v/k4+3nj0L67tqoP/sZdOO5Pd8aP/RRb
9m4//wCRTX+nZuXTXtpNvxpxGCzGzbHXztfDWhnBOGpXzKgcgmy3qaaFN/pdxQDHJdUEIzPT
+swzzHObGC1VUaUsgZHJKGSbPocfN3fOvYOHzOq+TcviNZjHggk5C++qRylcYV+TNYUGNeuw
xiBUtR8dJQyOOImOI9SDg+IOd7GgXNMbyG67iOxOV/CuTzzhW07GEy17ENxN3M40jKp3wsrQ
VW0+DHv1khTbEiyJghnrmJiSj39cx3Aq0FQDVrw9krS4bQ4KnilAaEuFbq8nD5KrTakBk2SE
PEHxC4iZEZCGzBx+kzP6+ia45w3B2iOINTOn0cVbzuGrZzojF5R9mg5oWVKZWJyDQq40SIpB
dSy5bOJge6IkMFE+8ReXAHbqKm4kkgk7Qnt+dXnxlpuI2x+04e/avqyVTWr9rC1sOmbFzJ5v
Hvgl0oQEGdmnarlJsmI/kH7fePVU8jowHBELgq8Bzr0UYmkIeXbtpLAAu42Rqe9eNevQKWv4
vePjbbWDL4yUsOEhfXiSvtIZWIJt3proUvh0mazNRMFfSBQUx67IXuj8lne+q2uYU3glrTcA
pw9jwWmP8V6J4i3bO5qxs+ExSW1Mo+tjdMxdq3VAMeZNBLn2qDV3nsrKr9UsJsrkmQUlMcDA
mRJkMYBETp9Xtai8E48kpdknyrZinS/EFbc+2oPyX4d8R0dqoYTXnZPBSWUXSyVZuTl5LSyh
Xvg5L8oVmF/IiyK1ScyJGJczER6sx5p3R7pENqhlvijn9OCzQUQ9y6rVTzfi3R9SyGLzOqbv
Zyg1C+SyG2qQ367klKmEyrTqcBTWYERTDSI1T9I+s2slkeCJGpQ+RKwWicCwjxHhRp1bzxlN
NXVxmWGpfx1EK9acw1dVWTsqAO2p7wmwlGQd0EMfcK2kIxEwUzx6FlxGSq66nhw/hRGN1WXH
IawNtxRSe+96brVfI/jnyRUFFleKbWvyVe/hclWqTYsqXDRlCse4ep/dlJNk5kuoIn26ueFM
uLlY92EkjQ/n+VarE6n0zOIbkMY1pNwgVOTdDrdV04UCN6/CLUNsy9nI+O8wzArcv5BYmK8N
o9yaq2wmouZIq0tYJ/yzKw/SOJ4gmHq742AZbfMuvjVM/QPWkc7pr98aLtOosqdvGlVzP413
NYvHU2W/lsTHXHblmPpv/wBtBlDbZEi4QklUQPP8vBFETMcFw1ZkslbujQis3NDNA/0527H9
tWOp+KdEMJXzOc3WzQ+fbbVxlSjh6+S+ZCXCDLJXCyFSrVUI8wAnMS04jpmInn1A5Z9TYxqo
LlUT86vbABCJpSm4o0C63uVUAJ2607PifTMhoeGDSM1lS2fW7GLs1qTL2Pq0bgKBHWqi1dbI
3luFaJ7apmZ4j294iClbkyCX+6zyytPtwpxggxPME3mxZGmxRVTgh91LN5h8Fa3d3nG18Y5+
r2Nxbex8k1Itw678SVnE923ZbjVh+4IliFmMksrCwX/MUxBuPlO9Eud5g1O/tsF0/jSnLwwz
LETBs3EkAlB2eYoLj421qWq+B9Fx9LFWd8y1zah1jFfDU/IWjwWETjKxtagbSQtm4U0lHAxM
2QVIhHI+8x68ciQkiMBpJ7zUBHG1xc8lxIHZ/H40RNWqeI8smzZ0bGaYwU13Yy1b1irQVkad
e6uFsQy5VWGRr94ALpMi++I9pnj1UTOwpIXL26H8KteYnjytG06pqF+NZ2eaNIfoW/5bEdRt
x9rt5XC2TlhHYxd3qlXeYwjNlpDgNTimZ6mBJfSY9M4JBJEHceNCmMReQXFQ3j7aGa9umoZd
3QacbsuBuWJOJkprU8hXJsSPVAEUV4mImY59o9dlZvjc0akH5VWyNjZWyXAa4GtfvOnjOx5U
8dZXUsPer47JfNq5bFvtmwaVixjzMlUr5IAzBFtTCiDgD6GQBdMxE+s7iz/p5hI4KEQ1qMnH
E8OxiAi4/I0F/wAYPx53HxXl9g2TcbFGtcyWLjC0MVjrkXxGtNytds5G89UDXGYmqAJWMmXB
FJdPtEkZ2ZFO1rIlIBVfwqjBwZoXl8tiQg/M03WarNuU3qxylpuHVuLrPIuklSahmGR3CGIZ
1hEQUTE8cx6AjO0gvNlFMZm7wWwNAcWlPbnwWq7qeHyOKqMjIBi02ZaNuwvHAxqflSseuFwX
VzEsmC6uZkpn9Pf1ZPIx5G1URL0Nhwywg7wzcq2v7vb8amskFS8i3Fmokwui8X17KVtQ5dgC
U1D0H1rYlyuRIZGYkSmJ559VMVpQEoKIlLHtLiAHG9/bROyhbqXijQfH+Qt5HW9dGjYuiwu+
Vq/f+CDlyD141d2xZXj1tSXRMKgeQjpmemIj0TJPLM1HnT2vQEeLBjS7g25GvJdag/M/jy/5
L1SjhMUNCbdfOVsn15HKXMSmFhTuV5ZFipjMmTbKJs/0xNcLgpkp54gZnjTiB5c9UITnVeVj
HLiDWAKq6pw5pwpPlfid5WVtFa6OMwVrGk2zzR13ZKtOyFY6zVHAuz9E1rgwZHeMxZMiRdPE
8dJ56hjhhVxB5kflQTek5ZdsawOLuDSBZOZ0StQcBi6uFxWHoJWsauFxONxeOhDOYlOMqV6H
VMGC2cuNE8EcQXHvxz6QSvL5HOGpKnxrWY8DYoGBwHlYA1COFr950XhSAVvwc2+55KZkg2rA
Rorc5OXK6+xdjZfhNuTcCjOMKt2zyQmUK78WO1z/AFOeeV+mzusRMg2lrvVROzvXl2JSdnQM
jImLmvYIlVSfNfgnE+KfKnS/JXLKx/iXZ/kppcZIMNrqw64QuTbarXLLx94KwULqy0RiOo5j
6cTx6VdMZuymotld+Apx9wPLOnP3Bt9jOX/UT2qi1jLi32cXfySadO7lMeLOJGs3pr3mJlqs
bebSJyzhiyaZiM8lHXIzHvPrVEAgE2NYAABQoT8eFq0E8BfjpVzGKxPkDyliHWVZavOS07Ud
hgTpVMW8pEdhyuN+4Xnk5r9VSq3qXCulsjPcDhL1DPdG4wY5Qj6iNe4fifCtT0fo4exuVmIW
uB2A6J/qPNeA8eVFPPq/HDeczPjnI1/HOS2Gu11OMTjqlGhl1W1+za1DI4hVAxvV1rnuJS+W
D0zBDzExAsZz4WfqB6mw3Um3uK2phMOl5EgxSI/V0sEK9haniKS78iPxmx/jvClvOi3L1rWU
3FVszhsm0LN7Cxcb2ad6vdEFHbxpuIVGLBlqTMJkjgpkGuFnmd3ozD+4liND/GkXUuktxo/1
OOSYlQg6jl3g/C2q0n1I2fIUAlxwRSET+hTEc+/tPvx9P4+mVIHIi1crqU36wgRug68yYRAG
uRcwfvaUQBB0z0xHvE+w/WPXBYrVQcW1ddN3RGvCGK23Hrz2rsgQMVMmSQTOR5sD1Q2FjJSU
DBCPUPIzz6g+Mu8zCj6ujkaChCt5U7+2fjfjNo1Khtmp7XgEndwX7wlZQePxl55Va7Cq12RB
U13XLmBM5IIW0Zj3HnpVx57mTGGRjrOTn491NpukNkgGTFLGpZuQ2BNvKOC+5DWfWUvdi7cq
X0sVapNbVamyqK1hTgKO4s1B3FhPXBDERM8zPMTMTPpuLhRWeLSCh1qAyRqaMuGtESmuPJvI
mB/L0jAwJQMScFzEe3BxM+/roCVJmqV66WNg8djbKrfTetZYKU49iymCW2a5puEcQQnXeJyM
jxJRK5n3iY49xq16biKM3izB4V+R2jG7ArX5sPadai/Lrj4anUFWLtp2OE5TBP7aoj6gXSUw
PvPtVK5wALVTsrsQa4lpRU4131PIvkrxhl3YzUcxTfjELyOcnHmtTwGhYuNT8XvXhZaNcrrA
0BifeTj6z7eoOhhmCyC9WQ5MuNaN5avK4Q817qaPx/8Al9qTqbWblj7uGyTvZQETshj2MI54
k5VTFaVq6ink+o5j2mOJ4hdkdMe4gROG3409w+vRQ7vXaXvS17L3J33v7qMub1vQ/KeGjNVq
eGzl8Ka3a/kvjueNaFWnPQ3H3Kxo7b5b1gwRMSUZxMhz6Ga+fFeGOUMW+nLj+FESR4vUMd0k
SGfb5Qh5k2ItzXkulBTyt4/btmt3MXR1bFxl7Ot4GhiMzFhCn9rHvoGE3+HOgXDWrTEuABE4
ZEcCMyUG48gY5d5LdxJHv07Oyk2Sx/ld6bWv9NoBHEBLm+pGp7dKz423x5tGiXbGP3DC5DBv
QEig21u9TvP5jgKuRrG2jZDpmZIlsLpiPeOfTOOZko3RkEH20oWRs8MnpyNR+69/Ye6mI/EM
rlXObnepUivvr6+KhELMV2wtzT6hULehDYNkRMiRjPMRxz+g2eGOja1xQFwq/FfIzJLoW7n+
k6yprbuNSnkTVNqz1JsVsHfy2WzWx0ElTxhnkiTiqdBbwh0CCzTEPlkGQcpGY9y5jiJMkjYL
kBoHG1L/AEZ5HgtaXP5C/Ds/lRK/HbxlvXjnY8jm941i9icXlUJxgMbYpNvpNC7Vj3XWt221
Cs/IABJq+kuZ+nHPoLLyIMiP04HgvF+zXwWn3TsLLwJ2zZcTmQklpPEEjkFIXgo/OjT+3Y79
4/cPl5nt/wB6f3F/6VvPy/7G/tnsdPZ6fgfL/wBeOPfr6vb1Sr9qI1dia8Ny++rduP6m5ZU9
Xd9PHZt9y27r0g3gSiq9W3U5r0XSrGrWY2wZLXhek63arOWhk1C6j5mZ6uuZgOn9fTedxaWg
rrSPYrnKhRn4p4VL6rRUzylqGXyN6kaknNV9fIhKk/Ax9VSJsMYckga099giJciIpn9OPXJT
/acGrpw1qrFLTKxr0TcNdLWv2flyq4flUl5UtOyFZZvxdcsxj1WmMRYrucxeIyoMoMR9xpCs
cDMkU8DMRMRP1HwSFcNHlCRx4i9M+osV0Zv6V2gqC02B8pGuo7aTzGuUBte+RnpFK4XzPDBD
jqghiJKQiAiZ4nn+HPpiaXTtKBjeZNHDKUdQo+HdCj5bE7dfy+0ZPJVKdFB2ywlm3WTiTush
E21I7NWXVZaUzMMOYGBMS9CMMrsmRf8AaAaB33WisoRjCg2n/wBSS7cCiJZF70NVjxBsFPSv
Kmr5JrS+B8v4NyxaWIyNbJIKq1krRZ/owPe9573sPMlx7x6tyGmWBzRqlRgmDXtm/pa4L3aH
lwJ5UQPyM1GjreQ6sdfq2hjNZdLqtTtkmgp7/lU68rhIMrdFcxgB6jDoiOJ55j1ViPMjAXAi
wqeQxsWUYgVO52hsL2CcLdppaqF67QeL6Fy3RfxIw+lYdWdAT/MMMSYH0zx9OfRbgCL1BwCK
ak72yZ+81Tb+Xu3m1+kVMuN+S2O31wEmb4MmSIsLiSmZiJ49cDW8BVYjjeFIFeFC6DJvHkb1
oGRUNlOFyf8AWuw5EQDDCYlYzWlkxM+0lERP19dI5VF8LAPI0Ko91WPVaT9ss2q+Syd6V0qn
fCuk1g250xI/GW9q2LW2RGOnqAomIn6ceovRotUZGxxIWtCmijj8UGF1Z+YxezZqttePi1ex
Sq7lLGtTV2Vitljs9wnQwSLkGdtgxx0x0xJVEq7aQNhqppbZ+j14UQ/G35n79q9vGp21Stlx
dbtrdYQK6WYOuHIj1sGV17LVRPt/0pL6EU/WBZ+nQSgoEcad43VMvGcHNcXNHA/mL09eofkX
4z8sGquvJ45uUtJCmrD5pa8ZlHPbwz4qoeMreQSwoEusgnguJn9VLunzYo/tkhqra491Ph1q
DPemY1peWpdATyG7RR29tenbfC9PIYLKWdE2PZcFma6xNdV12oNA04qhYruUnGMozTK7cW3p
G1Ey5k+0yP19TizZGyBuS1paTqO02uvvHCqZ+j48mO+Tp75GyNBJa4jRoK2AQnk4FTSfbhqH
5K+OMuGfrX7O4YfHWUXRMBk7J4+kHfhFylJxZWqaxSpsV2EU/wAsTxx6axy4k7doQE0glxsv
FdufvUaG6WHwpr5u4rbfHmtbr20WLNhVG9cgkF3k2KxGTOoCJ41xoQMzCpLrX2+mfu4mV7C+
LKdBozh40xyWxZHTI81QZwUdqqgnvsBpQ23TUlb5hS1q7kH42ndu0XWrSF93uJp2BsSkwieT
Q4wHq49/bmPp6NY70zuGopIS5xRU7akPH3hnDaDDbn73hMvtGWkKhWMHXdQxNPB14XKK1s3E
qqeQtPXDD6RmAmZj7RGImE8+4cdo8aKxsREbvBeTzRo7yeJrl8veBU+WG69J5acHawDrqbNw
KMXzs46zC2HUVEWa6pcqyqCAiOQiDP2nnj1XBl+iDZQaKlxXuft4ixri1v8AFbwrrUgzOze2
e2kZec5rKmtPACUlxisJFRnQMjP2nLfp+vE+vPzcl9o7DsH4mrGYmMz/AHXL4/gL0TNx8/63
pJKqVsDtewkNau5J4rHVK2MJZySa8syGUtonp5DiZBTJgeCmOmYmR2YUkl3Fo7z+VEP6nBDZ
qkDs/Ohwj8i/KWfVl3634xw1RGOjGHZDI7HGSyCqmUyQ0JssrU5xaRYpnTErE5kZIeeInmLv
0EDUD3lT2JoKoPV5nh3pNCDXjqU7Kp+T8t/khlbBorN1jDQLEqrTitTfkF9N3tEvu38tbs1Q
IUWVlPV0lBGMSMCXV6sZi4TQvmPeU+VUP6rnOIaRccgOPetUqjd/J3cazbtDyLmlB3oFQoXj
MELmvUFyoYjSQge1ZpPCQiS6ZOZAZKRmfVpZgxoCwadpqlub1CS7HO15p3UU8Lp/mXM0alzM
7xstIzJgsqXc7n7Dqq0rVVF7bOMbTRYsXnLl0DIStPV9nPM9NDn4zCjWt9wqxc6Zque4L2m3
iKgsn488wnTsT/e22Req0a7TbV3TYxEnm3qNFMrpsUTQh8CyTEQZPHT0czPqbZcayNahPIfh
Ve3O3Xc4oOZ/Hvof2cT+SutLsWa2+brYrDksjVgYusyMj+19oa74LJLb361k2zIdAz1CsuYi
eJ9WD9HIULGqnzrpm6hANwc/VNTw0/hU3W3L8o8NXBztni78oGMq1butYC+069OLlq+bLVej
VGCRRoy2A6up0GMDPv6rdDgOP0p3E1bFn9RaFB17BoLn2W9WvF+d/POJsYFWaw2kXl5wI+Mn
Ia3sGMfceJQltWlYwlzISTFNiA4KtBz1wXb6ZifVD8TEcpa54I7Qfn+dHQ9UzGbQ9jEdorTf
uQ/hRbwP5a16zLKNx8T5/H2K1ckWbmsZbGZkqrFQ0rKP2zMRr2Shtftn3FrFhgc9E8lMeg5O
mOcB6MrSFVHAheVwoptB12CMu/UwOa/aitIJHgU8U7jRau7d4V8x6/jq+bJ/7H3auTr1doxu
Z1iwm4oZATc8OwCzFDjiJGx09BTI/pPoZkWdhvLmDzm1iHW9uyjZp+jdUY2OU/2mofMCy/ad
NO3SrvZ8S/j5uOHuYyfEOhKxGSQ1aLfj+lTxt3E2HIivXu4m+xmRvLvoGe4JMtHywupkH9wy
I7I6hHKJBPIHA3DrgjiEtb2FNosTok+Mcd+HC+NzSA6NGvBRA5b346i9yDVnyFVamIr01HWx
+OGliMVRlhLhGLx9dOPoY4jD7QWnH1wDmIj3H7Yj29S9Xe5z3auUmqnY5Y1sTCQ1iNbfwTup
WfIn4teMa+aDZdM3RdPGuyFfO4vVKuFvVs9rWWqPVcKt87sKoD3rCp4si50msSKeZPiHcWa7
07kOsl1B8QiW7Ch7Kyud0mJkxfC8tBKgAKicAe3tv30NPPOxRr3hbPUcmXcs5bF4vW0pmwdn
u5SwdRj3w9wwywSVUms65iCKB54iZ9W4sYdkBw1BXwvagMmdzIDEbtIRCVvYr32rLes2UtW0
P5gOJjqjmI9+ImY9onj68enJpG4VZ7GUugDmr4rdLg6l9EwRdXVDQYPA/wBMyKfaeP8AT1xB
VIQlK/aeYa8iT/QWMKKYU3ogHFPRDAWcK4TLIGZ59pmOY59/f3dUtiCmt8IfkJtGJin4/sWu
vBV3z8KvBfdFYiHpxnyrTyQqjUbAwmJHoWJzzEjHEBZGHE8+qR/c9r0bBnZELRECfSXT81sn
yqh/kTFeNzLK1aKajL6mVblyk1bKdywif6ZpmFQEmtEdtjV8g7jmJ+sersb/AG0U0LkkPlJQ
Du0P50uty+1vCgZPYT9qoiftiIiPfiY95/1+s+iBVbWDUirLg1kl9FxAy814BFcErlTkGPCV
tmZAlsSuALjngvt5j6e/DVb7qRaiK4UL1m3eSFGIp7RdW0LES67YlmKqBb7H9B3xa4OskRdT
D6+IiRiY59QvvTsrgTZ2r+FcWvU4dlsHmbR0bicXxVfRtCUC7HV1dJGZtPsmjqNgAE8x0Lni
Pp6k7QjRa8DpxvUxvGvKusr5XW6x366RAHpYKTi6LqVTIKfjKFdSrIopJ6gYTOZKYiZ4mYiY
scQEdXnNb/SvsOVePjTd8npuWx9nC7HZwlVmRSGQqdbm4+zVdZUD7LcbYVYQ9PZgiYAj3A6f
bn6TGaJkrSHBeXOvQzy48gfG4tTXu7RxrWnK4zJ4o9emiTNzpW8HrOYbax+MPXrlac7hqGSt
BcxN2ycft+Ns2TAbIOHvqGGRXGDGIzYfErwTscpF7hQeHt41tXwZJbEWj1o0aUaEIDgDfkO1
bcRVw27w/l04HH5PZKuJsa9lyWS7EvpZqlE2qMP6LdWk56Atnj3QRBJ9axme5wXVEDw57fUL
I19T3e4n8u6jcnozjH6k5b6IuuvZcC1+a9pobUfFPiTxjaz9HXMhiLT25i+F4dTVZsV7p07Z
qGr1uFH7ckkdRpCY7Qhx7dU+iP1Wdkhpc3axAm63j2/OhBgdJw3OSTfMXEENv/4ez3pQ/wBy
3isli6OCq4fXQWgQAIqPyGYuNrlXS0gwmvg21kGMFhmbILn2jqj3n0ZDjlo3TOLyfADxOlK8
nPEh9LCjbE0DgFcUtozXmb99exHkUrWqWbOcs7zjn0rNRRZMdEyqUrZ3TrQ11MsXbUsJQUcE
z6f83PPMVHGYycekIy0g2Lr87XpgzqU8+E79W6cStc0BwjUBFF7EaaKdbXoM/wDd7Xuz0f8A
dZvPd+F3P7fPu9j53f8AgdP7f0/v3R/T7XHT2fu46vu9H/pgv+0OevZr3fGkv66dP95/L6P6
V00+rgmiUGvx88dbNgctmI2THJo43ILx6pZN2laI3U77miAjVZaEIVYrffB9JTHHT78T6Iyp
mlqsu4VVBF6k4Dv9s2Pv8eIvUdkMcjFeRqmPJi7GOy1q/wBTxsTUrzea5q1i2zKHdI11FEDx
P3SUQUxHqwOJj3caWuja2faoIJ8NTxqU89YFdXV01q+TsWmVcrUaGNGtcZC2OxDQtH8h0iJo
WmV9JDJCP3BMzMeoY79zrhLfjRWQxsKAPW4KX5X1pW8BhoyWMyJvZlEU6F6kLrFHHlkq63XU
2YUtogxHbt2BqHCYNgCziY55j0U5yEC273VU/cUkTycSmi6V5s2VS8bisNWqonGY7IZB4WX1
K9a5cm8dfvOuwiXtc1Cq4AHcawQDkBHjn17Z5i4/UQK69rpG7HFdtxYcefu8KjMnYCrnU2T6
nhXtqsGqa0Y58qWxZ9o1LCFKk1jwMjzHTMT/AKepAK2vQtVptY9tNN+RePxFzE4HY8PQavHZ
rD0bNWxD+4MMUJNYBzyQksgcMDzwUGBe/vxAWKXDcx58wNSyQxs0csQIY5o1vfjSeUlE+3XS
M9JNaCxLjq4I56Ynp/X3n6ej3aVKUpGT2V42lkt7AL6iUxPsQxMx7Fx1cTx1RMf+Hrw0r0ZB
YCK9H68eu1ZwqRx+SvYxhNovNMsHoauOCU8PfgXKPkGQPPMcxyM+8TE8T6gUOtVPa14R9xRf
0jyNreO+SjaNdVkxsVmVFQVh406iznmCrLSQ2U2AHqEDNjICT6v04mt8bj9JSqhEGKdu4dvD
86D9yExbsfGgJR32SntlJhCyKSWEEXJFAgUR7zz7ep1Nqlvmsa/FkxUi1ZEErmGdayMDXIz/
ADQYzEiX8J5/X1351HUpxo+ad+Snk/T5SJ5t+w49YwuK2YOLFpYAQmApyDl2HcDIREQ0Wj08
xER7TA8mLDILgCiIcmeN1nFRzv8AOmjo/mjruWpOq5vFZRlzuhCX211ZFqWOlgr7a7JduKfA
AI9RxIxzx9YkL/jdrtzCg5CmEvWJjGWTN9QczwGvw4dlXXUoysZHPfBTj3adtlAMxD6irFei
GYyCebEV02JCxMW1TAtlMduJHq5gi4jsgYQ0lfVafFKBhfI0vY1DBIF0QKeXHstV6qY+ELrV
3tA2wtKgiOsZbIwK46AImMEJnjiZmf8AUvUC5SorzYw2zivtyog4rXcq8AJeOWkJIRll0ylr
A6YLiKVcjecqiJnmeniYn39vQz3t4k+H50zhift8rAnM8R3Dlzq4Y7Way6R27t6XNWUh+3fI
mgLusZmGV6/SRuR0n7ywi59/p9fVD5LoB460ZDDbc835Knw/Na6nYikda0uhVrVnOYbZJq1I
REDBEXdGvWMmvcXP8sjHv9fr6hvKjcSRVvpNLTsABJ4/wFDPM+FC8mZlVelr1W9lkJpjazdk
LKtbqIxfZvfttgK1/HjVtZSsmFEa+pjoiO59sRHouKZzRYlDw496nlQEuEJ3oWq4C5/ptw4I
TpXFr/45brp0ZPUauGxZXtmqXMqnM2W2XazVxU2TIsa9tLMWLVfL0nRMIGOgHIBczyUepvm3
uBK24WU9uiJUYenvjVjQPMDc/SBysVX51Zsb4g3zF3bOACpqw5Nlh+w/v1pGdPVYpW2LVGEr
2Utt5Q8qu+iGioh7SanTxPMQPqO4OuVRESy9/L+NS/SSNJb5NxO7dfanLmq/Cu3+yN9p3H4o
Mbqn7rWCtkLWX6s3X1O6qAlVJGIvGp988xUCB762LEFxPsUz7+ueVblycrL48ErwhnCta1m4
IVuGlNE4qONRNssxi2nTy+Iyz76Qmbb8BQdfwLDaBWFBSu2TU90CBQLOsBIGcxxPtPrwY0/S
QnbrVD5ZGFHtcXcdoVvOy16ozNcwYgte304kD7hf2pYKD7XSchXIbfSTI9ueJ+2f+HtExHUF
nvqbMpu3YWSX7OXjVzxeE3rZFJv0Na1KniJKxKmbSOdqbA0aZGNsG4WvVs1CtMMGdiQZwyCX
P/NPqr0AFRzyexE9+tMWZMkzWl0UQHN25fFtwvIjsqyYbxVveerpz+PwGqYzFtXaZGB2M9ho
b4VFMCm1QPHoQ3GRlcgSj7CxscSLA6i9yiPGNxYQXEu7ETv52q6MAvD2Rsazk7cHkWBFrKb8
eNzUxivxn8qbTQxO/r0jXUa9gG2tqnXsoGYreRa6KTG0RpziYZFD98GKRmhQOJR9Qz78zxUQ
8RuDNxVqbgm3t1v32WjIsYyOZK9jRGx27aQ7fyAtZeIulVzGfhR5P2ilnPJNbQ8E+pfts2Sh
jNvrDe327UxFQKLsHdxJZdKK+RyaaTBlIqKIc8GEM8xz0TvawAbtgaVLSjRzOi299q8Ok+o5
8oDdxcoa+7iALA3QE9llIqwa9reRRXTF3BYiMjaXanPwujkcVVRkyNcswy8CTZqYgcGf9BC4
UrkQ/qDPTEyskmbuTc7aNLg25rqV1OtO8fFeIl2MMjgd1iADy26DboNFS+lWfHahhFhQIkU6
Vn5UGc4sH4sk9rr7yhv1ehLFD356+8H0AukYk4n1W/JfcXITjf4flRWPgxgNcQ0O3f0q1Odx
b39tr1OXtKbZqWkY7IWclKxrHNpw1LUor2Oowslbpdg7Fp/akRCEnCveZ9oifVTZ2B4LgnZf
3IeHzouXEe+JzGO3KhUoSAbqoRSUtYpS85ib9Rlyy2uYABNUdxYLtVYTU6RWa3L5haogoiJM
Qko+vt6bxtY5oaD4d9ZPIfLG98iIbhUBCN0v7hoCaUX8iPFe3eTcDiLGt5HHdOFfcvuwtpk1
Ry9m6tYV31L8kVRb61dZCK29AF3Snrjnj01w8iOF5Y4G9l5JSDNxZZovXUcz2ry4eFICvxV5
FXeivb0jaa61WhRZb+y3ZWuO4K2Gl0K7FiAguYlZFBfpPHpt60KfU1e+kpikTQr3GobMYXYc
OzI0c1icrUs12sXZdbpW1QRrKZgzNqoj+pxEjPPvEx+k+pNLXI5pBFDlha/lfTlVS6v/ANuP
/wCfqaVclWrSck3FbZgLyrc0uxkq8MtwsmwlLi7DiJYQRMGFMn2iJ9ReAWkGous0kWNH7zun
XQxOmuw2Wyd69kcNkbeVx+RF6zw9uplXFAENhao7r6tkZ4GOSCIKfrxA8BeXODwAAbdtvzqM
rYh6To3Fxc07gf6Spt7r0JNA0uhtIZbJ5vMJxeBwR45NpSbNFOZyl7LnZVjqOKXfautMD8Rj
LDj6oQkZnpKZiPVj3uaQ1oVx91tV/Cpta0NMjygCd5Xkvx5V+5ehk8Uy3bhg4umaIq1m1bQ2
e7Vu1j+Ohz6rT6os49si0hmVwfUBxB8jEgQRzNCIhI51atL0zaNm1u1lkVUVNcx99KG56/YC
tWbfbDiEKyZ67d5pSuBIULcwymIEZnniD5GMdtN38vb8an6D3AvCBnM8D7cqKGgeGfKuyG9G
L03NftOTMzfk7y4wOJi4hzR7zrF6vBuFKbBQuVLLmT4n259UT5mLD/uPbuHDU0RidL6hmENx
4nlp46DxNNRo34d7jjc7WTk9l6WQVSxGExmOyN55vpxBtN2RbCUor1UHMmYiYKHqieePSyXr
eOY90bVHMkCn8H2hm+rsyJA02KAEn8B4+FaV5f8ABf8ACTwlT+XvfnPXneS8Rla55bGeO9fR
5wyuUquo4jIZNmARg/2PHanl8bbtWayFXXdmywesiXERBg/rs/IUFzWsJsmidpPGmf8AxPRc
JoSOSSUC+67t3/aNBy7+JpS96844PFFVjRNCwuv6Pj8rX1bCBnazK2eytCMhaO3lbePwORzj
L225pK+8XNhyFIGK8KgQiIsb08yE+tI4yopTTTmeH81oN3Xm44aMKFjcYP2jdrc3RrbkkBQq
8iK/dnzGc2mvl6V/E5lWvW7FWw4thsp0zFInHGuGH+x0a5ZWa8VEAS2ShYGouO7HUXqEDIYS
0x7TKAfpG43/AOo2Ve3wq3NkyskPGR6gxCQheRGLIbsaNyJpbxpdx2Chlm5jHYKctsGJxLRo
rua0FHVdLbljFr6+FVlPmlmb02DmAMktkBn+aIH02DHBC9GvN0N3Jz5Csy6SPziIF8LSit8r
Fug13Fe+gOjzTsJov6xrdfTtH2CcoeMOu69cr3LA2gJER89WPbXsnXasY+Q1vJDMfqU+iTjR
qHv3OCL7vbSh482djPTiIja4orV42Qns5krVo0Pz1vWCtZjB5nTMjlJVXlxPwaDyXyDw9tEX
7UC6EtuVa8QUsNQlyce3ER6qyMOGVHqhB7tRReD1PKw98UaPa4BQl/KVXkRzQ1Kf+4vC/J7n
9uZbuf3P+68/slvq+X+0/E+b2vjdfzfie3Tz3ej+p1dH2+o/ogiLbangq/Opf8rNuXYV9Tf4
oi+741Y9b3euq7mk0MEhV7AtrV62IWwXm2oeSr/uNprDRzcsiNmDAyL7ZKRko56p9JAXNCuK
O46cPhU8fMax7iyMb2EINbLdbXN7HhzoN+SMjjLu8Yx55OixOSzIRXUgbC6K0/dQa7qWywCj
VIBBdASRlMz7+3JMLS2JEKgeNLctwlyi9Qhdw0Hzru8xUALUbMIuYfNzXyGBVRyhMP5Z1mLN
K0YxUMllUXF0d6eAJxRM8lx9sYD57ggkG1WZbQ1h2ua8AhHcUTgOHbzrl/GDZNY0rD+QqOyK
FFjZ7WAoXJzIVpxaalAb1laoGzHbCzYsWWx1HzwARMdMxMzVnwPnfG9n9CkJqpo/pfUY8WGW
GQAiQNHYgK8eJ+FNTU/7C7VZylavrPjt97CXU03fKxGEV1Q0+SepxUe04SnriJiZkmBPvxPV
K4x58YBL37SOBP507/WdHyNwbHGHtIF0Cjnont41I7dhfxrVfoIt65oNqxNdM2rVxOEFpMaU
9pSCAuiK1fpgeD4nj3meJiPVcH/KOaXFzxewvUsqT7ehkayJjC3UkIO7S1uK0E9+xmu7V442
bH6/FQ8JrWZyVfBtxyxdXo4yxTHKVa9dtewjt1q1uTVMEMjCxGYGemJhlAZI5m+p9bmhe/T5
VnM30ZonHHH9pkhS2gN9e9eGlCvxtl/DNTxJgb+d1vUHblUv3sTZsZDG13XZOvkSenJ2RWMW
W9vGXF9Mlz1mviOZiY9WyMyTklHOENjY9mnvrz8nFZiBpa05JtcKNdfcfeKr2sUfFmdzuwXc
vjMdexmJfXaq4w349Z42260npVh3XRa9aIOJhNcRYmF9Q88TE3vMzWgNPmPz7/zpbDI0OO4/
2we74fgL0wuhfjl4+31ir1HXKlTD4nIhWbbtVMgullQqNssJlezORIsit4yAt6epcR08M+o+
h5MiWOxOo91MsaE5BVpO0OTSxHf7d9MVjPxu/HDVVtyd7T8LmcwFt0tXmPk2a5y6ZOPj4Jbg
xKUL+gjKSgf09COz5SdjNx7tPfTePp0Ece+QjcDoVXwFXei7xbTialTx/qAIKIAF19QwC0wE
e88B+3dM8RE8+3v6gZ8jX8TUmsxF2gL/AOEVG5zxB+N+/GMZbx1rQXHCJlbxdNmrXu8c+8E/
ANxwumOI/nE4n3j1JubM0ebcB3r86k7Cw5D5QCU7W/Khlsn4geDKVG4+lqVhamVrIBbXsewc
UjKI7Nt6zybVkCYGZ5mJEp+seu/q8sODg8OjUcAvdXn9P6eYidhbMAeJQHgdTYdutLVT/H3x
TtlzP1MNjMrh1azlwx6b4ZTLW6uxVYQLguwN4B+M4uel6gb1CcTx24mPRhyZo2gyIS4Klrdl
JGwxzvcICQGlF1DhzuLdo+VEPTfAfjTTMgiwnDDl87LAbWbmSLIzXmTiFHSx7SOtVgTmOlrY
M4n6HHqqTJlkFijOyrmwsj8r7v8Abh+dMRVwnXyVztp6Puhffjp4HqjtNdEHEcjA8Qvkvuj3
jifQhelheiRCXJuCXqZQukpEKr01QwHdxRhBrJfXJd0JIutjIkeYHqn2mS+sceolxOtWtia3
QBV7avFHIZW1X/blj1IhndGrTDoPrIZDuiIDJE735ko4L3n34mfQzmtB3caYRyPLPTIVqqn5
VIo1swafzrKMb0Ori6MgQjYFdsumu6FgbDkJn7TmYiFz9faefUS9Ra9uFTbHc7rXuvt/KuO/
tWmYKZKtj83udmqwzsYvFIAu8pbgUyBak5RUekOop7zh9h44mZiJ62OR2qN7TUXzxMKNDnpw
HtZKtmG3j9k0/H3adGvWsZ3N5y65Qug+2uq34FYSgCIBOa6BmYHj3n39Tc0/QtheotnAjBaE
UnjUFd8q5Pt9BjMz19zqGYH+VRr456YKeOeeJ5j259ebCtQfmFgvVVd5RyPf7sLEiEY6eqZ4
ISGft6uYnpn6xx+serRBahHZxVeNQeQ8jX7TWEZGLT/niTLp+gCPTJffzwPHvP0j1Y2AAJwq
mTPcpuhqFHyBdSMiYwUwRF93TwUkPETMe0fbH05/X1aIeVCuzXAKTevKPI9sygiGZj29vaIL
pGRCPt4/k49vXvRcNCar/WbtTUvQ8o5AZESiCXDiKfu++Y6uohiZiZHmY4j1W/H43Wr4s4qG
u+laKOv+Z8iDpsFJ90HMJP21yEY6xMoOYV7TBjz7Rzz6DlhfwNvGneLlxl29y7uGifKjxhfy
ByxVYq8MSpttzHLFvTPae37kriBmV9KOQHiJ6ZMiieSmZXSRSh5cq1ooMiKSMMKtPH27vx50
Vdd8+5um2WVaaISeSfbiGul9pVeMiyx8ISkmt+9xlzPHVyPMRH6CSequ8uO7n28+VNYvTHla
0eNyBwHE6/wFcG9hUo+RdjhurPy2NzNqlso2KTQovi3sODoZK9Ub2pO6TEvb1riE9IcHBTzM
cRyXRucZC5HEA++/dxorEbkBoY1is3Ed5HPjw5VXmYXUcvaGvi83YwpW7oY9C9hosSi0vns3
cmR9CnUqKbQ9uJZBSQsGYmY5mBxuH/URy+VFlwIuNrSo+KKhQp+dUzLaZliVZdjlKzNWpwVy
5iLUvhCXJX8VXQuYOESM9HV0cSwCGJ5GY9WNeAb2Pb8TVL2hwQeZqLbklh3flQR2Ny6FCzQl
ClHPY77BrANsRTLSCsJnCDFck0oMCj35+nERwwx973qtvh38aS9Q/TshI2o6xKC9uHC3MUDt
lVGUfVfWyx4sqi1jYiKaRr2f/WWWpDGKFii56x628w2OOBKI4iHMHlG0tVe38fwrH5zjKd4k
LUF7W4mzQvZfXtoY7TUo3lKo7Ti6+SpCxLa1xK3OlNqOvoYjtf7/ABrlrGJIhngYKBkp549G
xN23jKO5e2tIMqYkpMAWWuPZRQA3XwzkMu4Mrq+ev2ZEyJNO1kpkq0m7qYdW0ZjVtDxyHbZK
oEYjgueeS2Tho2vFLZMdzzvjKg+2tBJ/hLbti2GngEalB5uTlNldXLUU2XVnLS5eXyMqqzXr
TE2eo2T1r6YkeSmOZv8AXaGly+WuxidsgiaHF3Ip+enbTf8AjT8DtWwldOZ8pZluw2/+oeBx
Vh+PwVIDmIFdrJLBGTyrVlHBEr4quZ+hRxPoSfPDbNt86dw4G/8A3fFNPf8Al76alOl+I8em
KYaXrdwEiNcZt4OtkzkOntwTH5Ndx7ZkYiPuKZmPrM+l7sqU/Sqd/wCVMIsTEZba3cOxfnUB
mfF3gbNIem3471Ws9v8A86nhkYhxRCirwyLGLCiUGIsmI56uOZ445n15uXODqU71+dTkxMJ7
S0tG7uT5VTsD+OHhjFZZDnV8k/BB3wjH5C0ecoV4anoav4t05Y2vYIyIyLrd1T7FxER6lJl5
UkR9DaZfd7fKqsfpfTmztOQXjH7PMnhYp8eVWa9mtQ8N0JPWdFxFaMPOLq0Tu2cJjU5TDzkK
9RtlNkja61Yq1n90CZ0HEl90hBTwL6M2baaRwUFQFsUos5WJ0l5fjQMcWOADnbUc1R3qURDY
hb8quGU/J3x1VrGNjd9KUORkCXSwibdyA6J7BHNgDsVq5KkRGZiZkjKZ+nHoNvRpS8HZIU4k
gfxps77siERBkhav9LWuJHjoPxpXPJX5eePsdbfXoW8tuN5SgOvZVcdGPCGJ7wpqLWpAK6mF
0NgiXxxM/d6b4/S3tahAY3iAL+JrN5vWjO8vBdK7g5xIA7gETtoc6d+SdjyPnR1luMPWcXkP
mX72TnICjmtjEnkLhNchKYx4DQUyOYYU/bJdUTPsS/Bjhb6g8zmhBZdbfOljupZM0n6cuAie
7c9LWCk9oCA3X40V/HF6ts3lBFqkGPCnoC8VYx3ym/LSOx51buxcbzB/IdTxVl48zJT3Tj7u
eC9D5w9PFLXL51VOQ/MpRXQ3CXqAlaGgsTavNx17wDUL+aPmLYts3PC+L9cSOOLZLFKtdVTO
K7GIv3Jq46my8BkXZIwY2z1dPIdMTMhz6r6LhsgxzkPufyHKifubPkzsz9FGQ2Ngv2lbKaq/
kLZ48NaHouq1MTRt36uPf85Jk2EVnQgpr3hfXJZBaS14wE+0l1cz1e3o2Fn6iZ8pJ2Kg8Nff
SbKl/S4sOMGj1QC5yrqdD3gad96Tq1qFPKVYy9C3WyL7GTxffhYW7JUb18K4Oxl61NeK9i32
FstmtRsgRLpn7xmPTAPIKG3tr+FLXb2NG0+QtTjrf41K+Pr+z3fLGLxGo5OIhJWsdUu5RWSy
GOpYCvTshfcVKzZm6ipFcz5UkwmCniIkuPUJQwQlzxbW3E8KLxWukexwIDkReQPPsRTTg/8A
bTzT0dv5Hj3r7/7P3v3bOdfwu98r966ux3vidj/b9r/rdHt3e16W/rcXk/RdOPLv/HhTj/g8
5E3QruTUqmq9ycf9PGufxgj9y3XaVWErtVQrTilgSV0zrUE1A+PHYZ3/AJCrKK4TEzMsZExP
P2+08l2yFpFiq871R01nrZj2OAc0tI5WA5XXTvNUfzB4uxYNXsVCRVkcmWNsLxTWKXlO6bKq
LbqjSNn3LsPDrjrgp+zo+0ZibcackbHaBb8Koz8IRuEkZQuAO068F+PbySh15OnJYfAnq+Ym
sVnD1KqsXfbVOneyVSgdBr2WYY9lv5S7d5owbJiSiOAiI9vV0O1x3s0NB5AkYkMn9IQFENvj
qTrSn5F1t1qwlr2GJ2oLoN0yuT+8VHMmXT9gtmIKZ9omf9fRgSuw7Q0EC6VedV1ZH7lCdszh
a5TW6ky0pLmMyJ0hzGKp33DWqhYaoU42+y4hkhIvXXLt9Xqp7yixjcfhofxtVhYxRuIa0nj3
j5Ar28KvXnPD+P8AE5S0vAbhldszE/tzVvtVpgF4860B0XLI4zFKm2ArAxEFkMLZESUlBeqs
V8r2gyN2+3C5tU5oo4pyIJA+O107NLgX7hpxoo/iTkKdjHeRsBfsA7rxK8hUw7XdRZIghkuV
VrNcFeSEa/LD6ZKIkeJj25o6gCHRvaP6rnlRGKGH1WONjEUb/qIunLTxtalNyFaK232asivp
DOmuVyQNAYm5Iyop4lZ9HPE/WJ4/h6YC7PClw/8Asc8CAfhTJ+G/B6/K3k6/FoWVNE1f42S2
FlMprzel7D+Fg6ZJIfjuyJKMmEv3VXEyjgiH0PNP6Mf/AFnTs7aswIf1Ch12g+3vrSnK7CnE
oRrut1kY+hQSqjVq0F9qtUqIEVV6dNQREgC4j7R9+f15mZn0nQy+Z/0/PtNOnyiEenFZw5cO
wV5RiatdanbBmTi68eosdUH5VlIFEFEWrBn21smJ56RiemZ+vrr2hgRv18vz/KrGBbzON+Gp
9vhU9itSXl2wGAzFS6+R5XjcguMfafM8/wBGrZg2VZfMfyiyBgy9uqOfQr5tv1gjto6HFEhS
F7SeRsfA6V+2sQVaSAgYpoMbXsV3BKrFS3WOFWa1lZQJKs13xIlH05j2mY4mYsk3VdPjeiU4
H3gjUHtBqbx5W8pjb2KJhjbqVyu49g8EbSrgRHWaJzMOVYTBAQfSRnmYnj1IEMcD/Saq2ukj
LLbgFHb2UNdepIy+LrtxdecNjAcdaEtqDRsrlT+w8K1KQBdb7+Zg2R0zzBRzE9Xq95LHee7q
AiYJYliG2MW0T3DhVzr4zH4UBHHib2SUk0nyFonD0Fx863P9R7uqeegY4GPtmZj6UukL9bCi
mwNiHlv8feakkYi/mBFwII4T0QxiggKyUj7QJSI9pYrgpmf145n9PUN4bZas9IyBQL9nKvC/
l9S1K/jKF2LGdyt6ChGOxiLj2mSigmxKaCH2OykjiDcyUgMzx9In10NklBLUDRxNRLoYHgOV
zuQX8Avjarqm7ft0p+AMYagqOUTdGsnOLExgYTct44IpyUBMT97Ski55EZn1QUa5Dc/CjGgu
YrPK3tRfeLfHwqBfjZti118TyjmCuLNi8c3BYNYpaBuD/okyJ4nrgffiImeIj1ZvQoLVT6Rc
CXjceJN9Kt+rePN53ZLz07VM/n6VTqC2/F4hzsTTGB+4rmTIFYuoHR9ZY0OIj1EvY0o4gE8y
lWMikePICRySoXO6pm6WLRjCprixgs1l8darVLNPIpQboq2uoLeOfZpWBKSn71MYEFzHPMTE
XNIXcdEoOSN7fIiITahtfwmZGJYdB4rE4AikJmILpI549oiI6f8A7Xq8EIt07vhQcrHE3qrn
iMqPLSpO7ZdQRyso54gSiR4iYnjn6/x9XKEFBFjl7KiHYrLQUNOrYFLORDqH2mQ6OfrER1fd
6sBCLQ7mP3qfpqMfhcowzkKby6pmemAnqn7R5n/m+2Ij/T1a1SFAJHcaGkjcpWuIsRluRAad
iBj7eeghiC4+k8+0T/p6kh5H3VU5jyQBXRVxeUEug6ruqTOIjo4kff2jniOCn1W4gFDrV8cb
7BKueIwuZn+mNCxJic8x0zzAF7xzB8TPMRzPHPoaVGlHKD3U1xWvcPKKMetavsbXQX7VdKBM
54FLJgug4ngI6eZmeYieI59/S+cp5EO/klaLADt253+2L62typitY8fbcpkf/i7lIszbWrtf
GZHY+W7pgukh5kQiJn6cDH1KPSuYPvGQ4FOIP5VpsYxtIlBaqgi40Pt/GnDnwX5Z3PLbHmdG
8fbBttHXLWM162nWpp5bN0ixuCxFJrm6rTus2H4UkMzFoKhVzOGQJFIl6FmwsiRdg3IACFCq
AFtr2aU0xep4uO0es4s3ElpKgISeP0rzvQP2TVblYjwmz4F9G5jjL5uDz+HfRt1ngw2CNmlk
k1rSjHq5/kifeOPf0EC6OQjzNce8Gmj/AE8mEfQ+MdgI56/lQCPx0vWkgPj3O2dVqJe3Ilh7
LLOZ18Tkm21rhd+0OUx9Ora5Ypda6pYEUzC/YBg4ZLnn/wBQ3e5EXQ/CxPePGlLunxMCYT/T
YPNtKlnHncAHk7w0oSZbKbTbyN235DivlYdC2NymMC0ytYuTZtBCqRuM8pWaFHsd35KjEnMm
RmAifTGFkYYBBY8jqny1XThWdy5ZnSl2Yjo+YBQlTYcRZNRqeVUbacRizZMYO+F9JR8gZQDa
7VhJ9MdxbwEuRLmPtkufb3n0fA6QXkFIeoDGf5YDxXknvoY9hq2kw+5L1i2BkyZ1okw6IKRj
gWRBTBRExP3RE/XifR4eiJpSH0VuV3BfCowNfokVeaVl1Ny39cV60MSFgxj7/nVBka7QkI4m
R9445mZnn1P1CV3aJrVH6doTYUIOmnvGlWHVF3C32ML2wr1amGZktgvgAF8mpXek8fil3BHq
VJsd3SCSgumY4jiSn1CRwEBetibD+FEY8bzmei4IQFJ7OAX4pReKb+Zc+x0OGpEkKwEWipYx
09PUMTA9U88/6RPpe94Gp8xp9FjucpAOwd/xqbw2qZLL2ip49Ac1ULdkb9spTRx6G8yt1ywK
2HMukZ7axgmM49oiImfVRkACk2WimQEnaBcC5PDtPteunJ6driYmtb2uX2Z4lramGkqiZ6YM
/vbZF7BjnjnpiYj9PUo5WkhQQPf+VVvxgl3Ke6hxsmBzGoyi9TsryeDtmXx8jT7pU3EAz1V2
KbEzWsgv/lL6x7xMx6N9NqbwQWnRw58jxB7DQEolhuB5dT7aUv3mrxbS8s6lYu4OZqbriqT5
w1pZTXm/ED3X6/fITgW175RPZIv+i/ieemSiSsacxu2v09r/AJ0vy8aLJYJY/rHsQfwrJQhd
XtNG2DQs1nMW9T4KLC3rKVuA4OesHKYMxPPvEx/p6b0keD9Olc6xZasivq6mPbAQZzMzyUxE
yUz78DH/ANr11KmUYxeAFMNruNy2C0ndspYJ2Pr5KujUMJ3xhJ2MKYWrey21ch3CBtFcomYn
rg70RxPVx6HeWvka3UC57+Ht2UN6hY31mEeoRt99z7gAD302H41odGpZbZL0i+xs2VyOTOQV
IrGnUGMequAAMyCKy6ZdAjEQA/SP19AZ13NYOFNujlA+V3+n5Kq+1qh8LiMHsvnzY9gyClvT
quL/AHBDGxY7MOcutWN02nT0JHD0ax9sJjo5bzx1cz6tcXsxWsFibe3fQsT45suR5u1VS+g7
eygH5o2Czn8rk9lsFaZi0ZAcMVRuQAhu2pibv7ehamFEKRjk1YJkiciQ88yUxHomBgY0RjVP
b4rQsj3ZM/qvUguup9uFDevnreJwbkslda3lDZszpU6O6Fq7VPHYBJASilLaOMiy4ZiYMhuD
P1iPV20F3YLfn7dlcnRREPpHt8Fqa8I7MOo5TZNuGp+5Zevjgx2GU20Vda7FuyN3IXnEM9cD
Xq0Z6YjgTYyIn6z6hPH6rRGbNW9FRzjEAcAsvDkO09w07aMX/ud2X4/b7iuv+3ux1/7Dr/fP
3P5X7j0fF7f/AKf+n088dv7+ev29DfoYlVP6u3RESp/8zlbdqn/bThruXdp4d3bXt8EeTaOz
eQclXt4ksVkcji5nHOVfvZBlnJwakdmyNjlIIahpRH2R2xiBiY59/ZcLmwWILQb8LURguiZl
BxXe8ENIv5tAvYaZjzwvH19bxtfacau9n8bcpLrVbeOl12PiwSYr2oVEHFUJOe4sokpGPaPf
qhf0/wAzy+E/2Xcja/EU2675IWQ5jf8A1jCAQW+YABEPYuoN/fS/+bcLlMzhov5TF/Dctdib
CK6aTRqIs1sdOJJTF9eQVArHpgDCZAI4+2OPTDGLAdrCo/mvZSLNbKoklbtfqiDQgJ26WpEb
yWKgGEXVDoMZ54g4JBQJQQczIxxMTH8Y9HjWh4SCO4/Orp44tEi5syZt/ERc07MrsF2+53Rq
nUyNdX/QdIF8uksomJX7jx1xE8TGUWB4hwq5xseAIo5/lBQzmLzOKKxQSnGXNb19irisXFci
bdxoOZTtWl1EVTbBpJgCueQieDiS9/QmC9r2HaVIcRryNW5sD4spgeEWNrhZNQvIVSfxmy9b
EeVcSWRtzSxNyrdqZJ09MB8ZwQueomWqKQ+5nESbRDmff9PVuY0ugdtCv4d/x+Vcicxk7HSF
GbkJ7CCDxHzFC/PsQ3dbViqYCixm+/XIgBS1pbe609YxJCIgqY5ieZj359XsXYh5UIwrE4D6
b1sD45xVPS/FePsY2umu/YILN3GpGB+VZvAAqZ1QUlwFRa4GJ5gRmeOPp6TZBL5Nh0X4CmmG
0Y+H6gFyF8T/AArx155HlkvaYmxfyrYw2OJNteubRmZ+k8HPP/h6487GqOyuYxL5QXG9z7hU
1TFtgrF2zEPeyzIgLCmQlpD3WNZ0FEnEBMQI8xEzzM88ceqXEBANEo2MOcS56Fy/GrxiZYoo
srSKbNcYeo6yZURiohJqyBc9H3L54njnmP8AX0LIQbH6aYQghHIjhRF2aka81jMiAkpOzYQL
9+RiJk8jjbKsadiZP3Jtum1UFJfzSqP4c+h2uBYRxaU/GmMgeyRrtGPap7wU+Ir81bCzkNsx
tCspksttNMLIxGTlqiCY/wCVYR1ccRzxxP19TG5w2i7iQB3k1AMaZgAoHsvZVVXRZRyl/Xli
Y2K9wUHQXHDXNHpQ2WLNncM/sES4/X9PVrzbcaFiAa4x8V0/hVlpUdepyxuSvzYcHcYnD4+J
ZYuRC5ZKifESIywOYjtwzjp9/wDWkueRYeNXhsQcdx5lBqa5hnMZtCEPg8NgVMYyvjVQpF5g
fbIE8qrTTVNoxEnHLGxMcdQ8zHrqtYbXfz4VXskkAB8sPAaH4fxNSVDC0aim16SU1ZtMlzyU
r+rcfMlMse2ZlllhHMxMmUzzPP8Ap6g57iVPCpsiY0FrUCle80W8V421pesY7aPI3l7RPGuA
zr7R4vFPu2Ns8i5xeOtMpOZhvG2sxZynb+UkwB+SbjapGPsyY9/Q8k7mOSON8jgOARo73FAO
4KeyjI8QSMAkkYwOuASrinJo/FKqGU80eJdEJ6vEvjR+3ZKpJAjefNzUZIDdAzIPxHjDXnJ1
qkBHHMfuVvL8RxyPqbI8mZDK4MaeDbnxcfwA76tMePAD6bS54Grj+A/FaCW8+ZvKHkhIV913
XN5mgriaWAW4MVqmOgv5043VMIrHa3j08+0CqqP09ENgjY4vaPMdSbk8rm9dMyx7TY2QDQc/
bsrSf/Fx5e/F6h5LwGgfkxicErEOxezUcfldqt4XDaj262vZq7j5yuy5/L4nFYexFuAWobE8
NbACspI+36Izc2bG6a4YYe3IDgVaNxIUDQAmwXQGg2xMkkO7bvOi6ADW/b7GtgNw8t/4s6vm
LSPC2Pr+H/7f2rDZnyDZ2OjtPjnI6dSyNHE5bGBjs3vtfaH6lhcncOolisddtLsNLpkFTBh6
qxOr9Rdiumkc8PBARzHcwVTavO4HiKBmwog/Yrd5C2RPfzqrjv3+LWfNafDxr8P3MJGi5rfP
367s2gO0ecvduU8MeKXvVXaP7Tr5wamPNisay1FvpZ3ICBmJk0dXzDjmQvG/cn0OAA422qpt
dEtrVH/HNJ2NKvCGyIl+PhccKFuY3z/GRsHmfN+KFYvx2jA6TrP71Ry8bFolPUchm9gta4cU
MZudjaE6xsNyoAF3FVrzCR1sExjoLip3U85uOJPU/uF3+gkJfhtUcNQBbWrB0xkjth27xztr
y4L2a0vXkn8mPwD8a7TsfjjC6njn4vWsgIVbmA1aptWOfZtUKduxNDZteymVwuYSm66R7qLL
FxIzH8wzEF43U8lzWymRxKcAg9xQ/DuobI6PCCY3qHg39va9AjJflh+GFozOlqNhDSgAF8+P
7wCIdH9QpQtk9yx3Z5gpPtzER9o+8emUXWHt/wBwuPgPzoB/Qon6Od76Pnj5P4Cbf48veUMx
kdJx95lHZspODt5rUcBsylYMro10Bp+W2fG5ucreilBVkLqydjrDtwfWMFN/XoGyaMXtaV+D
SPj4iuD7cySAY3nZ30cPGl//ABv5jxDf8vbTl/HFXJ28Fs+2p169ntOpbxXVj3XwpUQ0izs1
bZAzdlGMCEUZq/JOWR24KWBzyXrzDIrNiKNWnd28CPilSb9vZMXl3O2d9qd/SvLv+LsfBV3z
xkcr4gTkLuoXt6s6mzOaKXkHrr/Kfjcavxs/Y43KNmlC1BOMCr8ojniQmeSlXk9dl9VGSeVR
/SV7VKIq9vjR+P0TKURta8jTin8BTGz+V3+MnIeANp87HnPDKs3k/HeZ3NOtq2PR1eSU2LtG
3ONxdfx5GyL3BO0r60hOPGpFsWDI9ETzyu/5jJbO0eo/0muC2OnHXXjxPfR8fRs4v9NrCqot
05a6Adtq+Qnzn+QdnyL5xzXlDxuGwaDiq6aGI1H4OQsYXPU8Zhylq79m1iLgvp3L9prHSgXH
CxIAkykZmVnU3QZmSZ4mCNp0HHvXmSVtpX0vojZMHCGHOfUGpBu26WQ8AEAXXWiPgv8AIJ5x
+DS1Ly4On/kRpCKpgGN804Y85syOGsIv2XyRjX4recO5ai+2fnOVHHuueOPVIMvp+Yl5Wwdc
AJw4/GqMjAw3ZBdjj9O0i7oyQpXiz6CPAVPZHevxR8pLWGK23ZPxl2+yQJPDeSGWfIHiVtg2
dIKq77gqa9w1yr0gM/8A0njLKUDH3PmIn16OMuuIynYfkv50kz35OL/uyB8egdoe4gLp2UB9
8129puw5XWsy/FZbIY5yu5fwWRVlsPdXYrDYq3KGRAERYq2qrVsEugCkCiZgfRnouY4A2sLd
96XPyVHnG5xoJ3tXVYssv0lxVsmUlJJIxB7ZmZ7jUCwUssfZH3TEMiPbq9FMmLBtdcUplxWz
u9RgAd8/4/Htqo3BTh6VeNqcg7bXt/dNprqtoqk9zVJSn4vVfOlCuuBXBmYcRx1R7lJDXbz5
BbgKAkiMH+4bklXBfd2J7GoJ1SgxLLuNyNPI0xmPvU+tFkFTKupz0g10r6IePt7lMe/HExPq
4OP0kEGgnRtILmEOb4LVw0PG/uGO2jNVziz8eq9DmQAgxk/PXXE5AuD7grCI+nHEfpHHFc+6
wSwTwWicJjSHytKm/jf8qvOOXApEfuJcTLCH3iJmA/qTIjMdHUIxH688egH6rxp3H9HFPZaL
Z1Txnj7T6NaXKZsdNu1bAyIMbdl1uDttIZkelS6uLWlC554EAifeefQ5csridGnaPbvostLc
WNo1eN55qfyCCqSIUGF2rOLSFRgABHV7kXlwRT/WXelpG1ipnnhgkB/SY4+ky48DeoCNpCEf
n76o+ZqfGp7XgmNGyitUv3IYR8KU/ElDBsJ+3lcuWHvHtBR7fX0TE8gtPAkD30tlAMb2G6An
3fnQYxdllPIgA90V2B4iJGf5+Ps4ifr7fxj39Hm43WUGk7HFku0KhH8qzN/KXWEa15byr6qh
VV2alT2QViAisbdwnVcnC4CIjhmQpMZP+rJ9OcZ2+IdlvypZkM2ylON/bxWhHomAnZtoxeJk
HymxYVNsqwEbkVO6sXOWC1uPqETiI4GZ5mP19WvdtaTQcxIYAOaUf/J9LYqaaWh62dvYlTUu
2cljk0HFlSchoXLJ2aCie6KyBrp6G9IxAoKOZjq5oY5g/uSI0FONqqjidI4RM3OIUoBfmSRy
A48Eo7a5T2rUvGDKNm7VxqaOI7aOmLAsVK8OFlti4xcslM2b1qCX7hIr4KeOYGB3GGSYHV38
aJczMjgegc2Ik2Q6Jqe9fxpb8LtO56HVyWTzCsupOXprqwd2uxlRtC2J2L4tNkTUZYyDlQsJ
jkg6y5iJ44Lc2ORBYoV8aDjbNEUYCC4IV0INfvkO+qtV8d4bLILIrdrj9s2Go2RrzGf2ywV7
IXVBMp/3FPHLUtEF/SGADkZGOJjGFLnDVUHcKJe1zNrQCm1fFx/ID3WqGoaJn9uwGxbPispg
E63i4wjNgym0WKWDTh35d7K2NrIL/eDZlkj0QNaZPoEepcfbHrj52QvbG9fUcqAAlU19jVuL
gS5YfLGgijTcXENRbDUj4L3VZvGniDNZeBCka7eHO3YHKbRjGXH4qa0zKay6JGmn8iZYmSZM
xHQPuUgPvPpMhjRez00OtcfhzzTWBMbbFwu338fZaYr/ANvuvc8fvmxc93v9fYo9z9x6er97
4+Jz8jo/p9rjt9r354+70L+rfyHv+FEf8W3Tc/3eK6fwTjSUeGrs4zybq1uJGYLJV1dcNEJC
X9IkcH1QASvqmZ64keInmPR043QlvYaHZIWSRnRweP51p75mXU/sDP27shbA8Icyc1oa8VdQ
iLVmxkks0s4OS5Eeff6cekWCT6+0WAdWo62xn6P1XHc4s5XTnr7/AMqHdzU3azo1Z1xbHKyu
LP48WLp5MLqW4xTA6jku5WXXWfSAdX2wP144n0Y2ZssxDdQb8EvSaXElxsZrpQdr2qLqoT4J
WZueIyvWALpiQNg9K4HoiQ+woX0kcdE9EdMxMxMfT01HClUKC9X7ww+uGc2uras0aqsl433i
lB30WXJYY4krwVwmqDGofYmn0AyRIAmeS+3mYryF2tIBJD26d9Hxhp3Nc4NBYdQTw0toTwPv
tTPfkBcqbz4v0zYr+xeNqeRp18XSDD6nlc1nsjdf8V4zjbEJ5x6G0gS1vUcQATMx3eGB1L8N
phnfGGyFpcSrgAPzNG9RkbkQRZJdCHtYG7WFxdb/AFagH2XSlFxdahikZF37gHNioxVbuKsh
aZPdrmkFqr9wJYTRguCLpiFz/pPpmSTWfe4ylOFUkIfcyKxGGPsWbgAELCWOa1z4gYBQxybG
GXsMR7zPEep6NosBI0HKtv8AV5XlvEGmWabJYlGv0arFsGV2k28OM43IItIJYRXshcqsgg+o
9PEx7e6KdWzqeZ+NOMdu/Aan+kd9rH41C0YOi+tfWk3fEd1tQoRNtqqxbEWkJGZ565QySCP1
MYj9fUX+YFp0NVRtLCJGhUPvB1FE6hrpzCbFNZ5LC5DosJfXLlq+BnpaIzJQp4DyJgyBmeOJ
4mI9CPk4Os8U1jgU72eaJ3t7LRS1LSr2Ud0Lpvq0QnquX78rQCKi5FreYg4WgIgZ62EUxx7e
3v6CnnawKTfgBxPtwptiYcsztrAdvEnQDivADmakdvyeKymfRbwNg7OCxGLrYDFuMQhN0lPd
ZyWSSsymTqvtcAsp5IgV1fQo5hC17Y0kCSOKkcuQq7LfFJODAVgY0NB4FCpd3E6d1Nz4L8IN
o+F/KH5deQlDg/FHi3AZOpUzeRhtWrmtrZVaGNoUGslIN7TXAbTEp7fSMTH3R69FlxxZ8eKP
NkPJLQOAAu492jebiE0NFQQtjx3Z09mtYSO7n46Csi9M33M+Xl5DZtXoThaOXzGRsW9st0rY
FXkmkCIxIXkpVlsghaExIpE6q/fraJRAS3ljZjoyQq4D6fz5fOsjC+bLWSNoY1ziS46+HM2H
Z20xGFx1PFpK21kKilXOxcyd5oyya1evHyH2GTPbTXWlPWQAILEYmYGPQEji63PgKbRRtjuN
QLk6p7eFDzxb5gzXlbaMfQ17xdki07OtykYXZkbBRfnIx2NQ+xGdyenHUS+rhbaKzDEkvsPU
oYNgwPv6tycZuNEXSSD1AihLX4B3Pv1qrFynZk4hhjJYSUIN0AVS3kg8Kaqvg54JypiZWPX9
wdM8xEfdE8EMdM8c8z78+lhl4U5bif1V2/kNogap+P8A4B2fYaoVNv33d/Kuc1NNtEKydnxN
i6elYetsHR7OnB5PfqmSGgc/0nkiya+YmZmOLkermSwsX0mRtXluJdbvDUXkoog44ZjMdIAX
l5TmBa/culI8fRJcxzPv1TJTPETPPtERH04+vpqFoORxJr86k9BdUGHTyIz7GEx7TESXMcdU
/wCs8evI5edV+VDuUJ4ioCw+tMzwUHPMT0xHVH6Rx9JGeIj/AOz6Ka11LZZ4m/1KeQqPkuuJ
iK/MEXPMxA+8fSZ5j6x6micaBc98n9B11NtKl8WpPckbALFfRxIwyImYg4nmPsMZL7p/T0PM
XAeTVab9KbGJf/UptLdA6+vcRx+Q0rthCmMgBEhGC5CIASmf9YiI6YmJn3n9PXNxAUotXPY1
0qBQFta59udd/bmwyZZ0kQxA89Iz7B7REdHA8z6gEYPLpXZHGV5fJd4t7u61fw05ko9pgZ44
joniPr7TPHvEx/4eumS3bVQj8yj6alAxwyEdS4iekYEuB6pieIiSnj3n9I/09DmUqq01giBA
B0T31EW6fLBkYGDjuRPITMzAkuermInj3KP4/X1Yx6fCoZGO4kbSBYjQ3uK9aq9oJk1LW4uO
rgfY5jj6wUxExxH6+vOcw/VavQszY7xFrraAofwqWq3lU5XNzHNX0lBQUB1+3M+3X0yUQX/C
ff0NJF6i7HBabQ5zoGBuRDI0d24J4XqdrZ6gxJzAEt0scQdbBEo5IeiICS6SGemJ54549vb9
B340gcL+W1FQ9TgkaSqPvYlDry5cq5bd9Su4XuYHIkJzMEPUwZmJmPbniCn9P09WRxFyDj+V
RyZmxglSQUvwv3V06fmNfTt2p2toXDtepbZr1vPwwe6U4RWZptzYwMwUmBY+Hcj7zPPEfX0Q
6J7QS3VNO7SlYna8bbFDZeB5itQPza8W5bR/yH3u9aSu1qPka6Hkjxhs1PhuE2zx7s1Stfwe
SwF5XNW5ToIZFRgqKeySemYGJHkDFzBlR+r/APNVHDk4ag/hQE8Jjch+k3BpKNox+60NR3LL
6Pr1XYcxrOt3thbVyR2V46tjqzayLmVvTRW24dXHDcEiFUQRTMR1DEyUGx+nJI1shIaSNPb5
0HIJ4oXyQtDnNaTfROfgvC9Ln4o3fbN0v5zCbxi8FN/G4uhm6Ga1mllKmv5jHZK5cxl3Gvr5
K1ZOvfoWKnBdDCVYQwTGBj6nZEUcLQ6IlCUQkKEutuH40txZ35DiJQ3cACoBQg2I1/mK9Oe8
U5DC5deweNnrpcyZX9RvTBYW+ljztXAwtx4mWEe5rCmUs66bJKemK5f1IlHlbm+nkX7eI7+f
z76qm6eRJ6uJ5Xf6eB5py+XdTO/hXOs+RfyDsfjrkuzr2X8oYK2Gvq2D4lOB2skJ+HSUM2Ja
I2LtZccmMC0TMg64jn1KVwixXzvG+LYQU1sVUdouU4onGr+mPj/VuxXja5wVDa/ECr/5F8Z7
T4U37YvHO/67YxWw6zkLOOvULgtWfMHIg0GJKAYswjqiY6oIZjj6+lCiVgfG4FrgCCNCOBHY
f53pzt9F+17VHtyrtxEo3PTcZglAuds0NZVELeSVHltWnuxjHq65GbU1a5TWsCMSYFAlPtMT
6rcsUhd/8t/wPH38KvY0ZEIjaP70VhzLeBHNNDyqj3aBUTFA4rM/Mk1iFRyEGhpAYe52gOWG
qCCPbtjJfSZj39THmuSEod7i0IAQTVJ3rBWsJVeq7NMsztdY2fEW0ZsY/DMd1XsnaDqKUfKI
JUmJn7pL29omYJgfuQ32tPvPKlmazarQm549w5/hQMKkR5VBAJCKzkymP+QI5mOY9o4/hz7z
6YAjYRzpQ9pMocOFZ4fmG9eQ8qYDDUup9qprGNqsUoYJnysllMjYRWEIKZlsqeuYH/7uOPaf
TnECREnnS7JcN5IuAP407mh+D9d8O4/G37VeijIZbDY2u9GVt1I4yLpK3YOnZ7wPlvcb0Skz
kulInPMT6SvznZpLIidrXG4B4c/z8KZnpR6c1s2aGl8jQQC4JfleycjfjcGqTqFO3W2neCt5
XJY9+5lax000orsytPHU6lYMblKOSx5vn9rvTZcsVRElI9JlP1mCpkfGwhoIYhvovEIeI50q
xXPgnkaXFrpFBA1A4eYLZ1wg4C9W/wAj4DbcjrmSxmr1sff/AHWiyp8u/ZTWTWW1MGbTZYky
SiFkXJgLOB9uPVUEsLXbnqHA6Ci8nFy5G+nGQ6JwuSVSy8dPa9KL5lr61teV8P6tU2Ormtot
MxOtbiOutbOCVSruqgdvHsaMVZIWssFPHVEQEFP14g/GMrRI8tSO5auvHWg5m4xMZZJula1H
J9I0AIOhOq92tBXYMWvZfI+foYG/Yu4vHWTp4q5fJotHGY411EQUS+y0BUsIMRIyiBCY/hHo
lh2xguCOS/fQL3eYhhJatibKBpUx5N2eqelal4717J1cnjKmRfms1lqNOxVTkc02uFarN0Sq
LtuvpFzuoJg+2JLiIj1GJiSmZwRxCAdlEtmDYRCCC1VsNe26fHwrQPxFvun6phtH8aLxuTyV
OtRUNXNVaUTi22TSN/K2nCw1qc2zIGFiJAziFzEQJdUylzcOaV78ljgHkafAd3ZWn6R1nFgb
HgzRl0O5dw5m5KGxUBDbQWQqaYH53jfvdf7fb6fkfvH/AKW91dn9v+P1fy8fs/d/+d/J0/6+
3pXt6iibgqbdRz/95OFaP1Ptreux23d6mjv9Kf8AsLx5cKwL164ylmca9BdDQv1SWzj3AocP
BRP6fX6etu4Wr5lM0lq8RW0Gx4ytsGhY63f/ANxTy2BiFFBxaS4W45YARH1MIuz0wQj/AD8D
E+/2z6zELvTynMbqHd3GtflxDI6XHPIu0stx4AfhprQswjsnZ1HFY3I28ffjHY6tjqa8hbh1
eisKWUpG0YhYhaBcjAzBdbBCIL26fY5zWNkLmAgkqU46UjZJLJjtjlcHNa0BoJ0CEe3hWbG4
V6uO2q3Wj+rVqZRgmcjMDYr/ACeSn2Ixn+lHTyPt6atKtB4pSdgQkcFNE/8AHbSpy29Ffy92
cVrlDCbCzJyUkm3lMdZxT6TaNQ+nqRNpV4Z7vEzAz9sTzHqrLkLYkYFeSE7L0fjmN8u15Rga
SfdoO01cfyD3jUttLUdc8fYCzWxuiY68i0GNrhFUJf8AEVBL+IsgTNZWPiCcyZ64mP4eqsSG
SLc6Zyuefb51zOyYcn0247dkUbSCeZJCm3drSl2LbnNl3JKID5CFkQ9rmSn7S6pKCmZnmeef
f0cABVDGtbpxqzeOa42/IOi1SkoGxuOspORnpKAZmqQlIl+hQMzxPqMxSF5/6T8qviCyNB0L
h861tr+VcdqPk294x29mOxVDcrFnL6nmOvs01ZF7l0ow+RHtoqUSyClAaTiBjulIsnqZE+k7
IRNjBzVsEP50wEzocuSCVNpKg99tEHAcuN6Mj9IyNd0vp1otoMJkRS5ZuVAmay61AUsX94T9
pcFx7/SY9BvcWWf76NbASdzbg17MSjJYK01uOsX8c9kybprCQDY44iTs1mrdWaUT7SRBM8R9
fVD3NeEcAR20ZE10Lt0ZLXcU4940op1P732+EYgH7Nn++3kcRTS6VXWQHusqOOrIXcGIGShZ
wYxJTPE+hdsTCrQAeev5p30yb+syQIgZHtJ0Gh7wAAfGtkfxQ/xPZO7qbPyO/OzaaX4w/i/q
KhzGWftTQx24bVRV0MXjcDiGyVquGUKIUB9onHM8KUZcR6USdWikm/TYR9SclLXCpwQ37UKD
i4UV+mGMFlaJMgBdi+VvbI/RoHJVNK3/AJN/y81D8uEaz+MvhHWi8Xfgj4cyan6d46o05xWa
8vZilAx/d3kVimBbRiCf/VVjuuX2TiGWCGP6RGdLxf0DnZb/ADdQksXErtHJvBbXOgsBYULm
vdlj0pXLHYuSweRo0D+mNv8ASNSbngKzto0a66yq1SqtVSkC6ia1FAValKuP2VlApYrroV0L
npCOn6cD/D0wJcSXH31QGhLCwta1WinRS1Bi2RNbYYlqmBHSxfQImBxIkti2CyYKJ+sfWOJ9
UucVqwMCKaeb8bqebz+Lznj/AMGfjr43HyNl9PyGr7f5srU8iGx6x41uVxq511zMbBsKPHPi
7E5DFqitkM01VWYqdQAxcnPKrNeA4PyJX+kCoaTYu+buwU4wmxtaBDExkm3aXNFyE0PJeKa+
FRW0+W/xi/GlLMbrytb/AC9831x6SeX7ij8VvHmQTzH32FftezfkDmqNjiZhP7XrJMDiWX1/
X0ePk5XmesUP/nI7v6fG/ZRu1rRttuT29vlWafmnzhvvmnecj5D8sbZd3Dcsomlj1QFSpTp4
vC4xPxsPrmt6/h0VcNrOrYOr/Sp0KSEU6q4+0YmSKXeJiMgj9OBobFqSeJOpJNyTzN6R5+bH
G9HuL5eDGhSnh/KhUBZK5/0K8Vg9veehzIiZ9+svauuZ/wBOvj39Fn02fUVPt40BuypbtaI2
+BP5DwWu0cADRFlm4T2f/e/6slE8z7Qwh7P6f8sceq/1BBRrUHtw1rpwWvG57i5/av8AL3JU
ujEVAiVDVhZEMxBnMSfMe0z1HPR/DiIj6z6pdM83Wr2QxsG0NANcl/DcREh90foBfrH14H6j
1ffxMc+rIp6hNiCQAgr2VAigwIB6ZiYIoghKeY6hkpkf14noj9PRBcD3UGyIsc0AXU8exfw5
VMV4HniJnnmC7k9McDMz9kz/AP2/T/8Ap6pcedM2AHQnv7OX5VLpQIyc8mK2F08cDPIlxPIz
z7Tz7fr6pLiR21L0bnaoBNS1dQmYhMdMTIjMHHJdPt7hM9UDMTPPt6pc5AtXxQFxAQJVgfjl
QsRBgxM8iUc8kJBEckXETwU8fSf19CCYrcU7ZiDaG6H8qqtirJOHpmZnrZ088TM9Han34+2e
rjj39p9EtkQX0/nVE0CvCaqU8E+dWDF4JtlnQwegeJiCEkiEhDBniCPpEggj5KImY49Cy5IY
FBv40bFhkAl405Jz+XdRMXgVVagGwUCAlxHeIpZdWbJJzSlsdk5VLYiBmYKR+k8x7KnZDnvQ
Kvy/GrmseCg+dVvJYnV7CmlZxtcXGxsLmuU03zHeYMdQqjt95I9PISE9Q+/6x6IilzGuGx52
9txp28DzWvSxY8jT68bXnnp8rqKFuR1jhjQxt5o9vqgVPLoKIiZgQEwgkNniZn7hiPTqLL8o
MrdeIrOz4N0he5qack9uYNVGxXy2PPh9f5QRxyXsh8D0xI9Ee9exH0nmJXM/w9GNfFIPKU+P
8vjS98ebjncWiVg7dp09x/8AKtPT+PX53bb451Kn4a8qargvyN/HWo4//wBEXkF9qjndDmzP
+5yXiDyBUAto8a5gZKSAEk7GsL+etMTM+leZ0xr5P1EBMWUf6m3a7/ubo4fGjMbMhyI/SN01
a6zm+GuvgdRT96D4z1jyLYHzD/jy8oZHcthwFS7ks7+O+9VsHS/IfScfapuTmKCtWujY1fzr
pBUnMQ92LXYJ1aZh9TmZ4WOyZIv7HVGBgP8AWF9M8vNq09h99EHGMZ9XFJJ5cf40mHkPL5Xc
M5euZ3D4PAZnGf8A0WeuaxpOI0bH4o6zDF9NmuYPG4tFO2t8l3BYsndUzBSMREemTHbQAqtT
VV+PHvoKT+4VIAcOCJ8koZRq2UyDlUKdZ2QvWXjVqUKiHtuvsdPX8evUQDXNbIxMCAxMzP0+
vq5j9zg1oO4+NUuh8tyLVUbOjYvLZDBbA5pYbatMytXNaVuWKYzH7RqmwYx/fq2MdkIV3lAF
hHS6u2DQyJ6WrKJ9rBkyQkhmh+ocD4VA4scqF6BzbtcNQfy5g2519Gvj3b/xr/y1+M8D4v8A
yG2fVvA3+QDWMerCad5SZIYrUvPsY+stONDJucUor7BYCtAurSctHmWI7wcrFL6cnT5HSYgc
7BJJLTfYTc7eTV46f6tp8xvL3lobKNzeTfqb2t/1DiW6jgo0yM/KH8I/yV/EzbH4Pyxoeewo
U3tLA7nhJde1/IJFnSnJYTYsevsQp646piDGfeIMYn2hlj5MGSxYnNda44jvH46ciaqfG8t9
SI7oxoRqD8weylzsbdu3xhFmy5UmEJJsS+jhyvDLO5BkF5mMm4JGMe5fz8zz9eJ9SDY1KNCe
P5158k5aCXuLuNgvvRaHmQxmQyUslSLVi3K+uxcsG+2bj6ZSJPtskmMapYjxMlPERxH8PREb
kN9KX5DFYU+rnr8aoW2ZHXfG+q5HZtqvV0xUr2C7R2qyXXLaVvbXxOMh7UjZyN3tdClRMkRf
6R6ZQRPkeLIPa55UonkjiiLnm6eyVlf4ayM+U/yUxG37SuqCbedv5wathoDUGzi6DX4PEV5d
ERaKnKUQC44Ngqmf4+muYsWG5jF3Inv1pdiem7LY2RNu5T7d9P55byFbYl18R86vddgHoaVB
eSbXOCbMolEMrLsGLhRPMqJZH0zExHTHpVhR+kC9oQu4p86L6tkGZ7YZDvbGNF58k4oONUHS
sXWxt1K4TkZnDY/5DW3FpUM2M05iEx8oYlNy2sA7ZksoJft1jEnx6KlcS1CQpPypZBEwPBaH
bWiypxtwsvd41XfPe1zr2hZmlitlyL7uw/Dxn7cb1PiiizcTNwkuNMW6kHXWQSqGGEr+6BHm
Jn2NHulDnNADb+NWZUrWQGNshJcLjs+YXlQt0Kv43wPj6tu+QwmRz3kZdzOUNMwOIm9evTah
FeBy4Vq3chaKjpKBs2Z6uhXAD/G2Z2Q/I9FhDYEBcSnurmIzDbgulffLLiGtC2FkceQBVBxI
0tQJq+O9vmivY4xezYTL/wC/yV5UYbMYy27GzYiWuxV+kDkWyhFiZJThQ2TiRiDGY9FGWNdh
LSO8UL6MoQNUtTkT40ZNT8dZbedu02LuhhqmsIsYfJQ+waV5cMJTCxZFRhRKs9hZVlCSc1yS
fJHE88zzI8s7IonEOV9x2L/D3URj4sk+U2NzUj17gAfy5LTW4zR8XQxoO2EZrzU3B1vXbGBf
YC7RXbJePA7ABS+GqqdQAY/qBEzzyTRYXPpdLO/d/av5Lg6HjzVeWvdTnDwYXM/9SSEl8paS
oWymybUudO8E1J9Ok9Xwv3iv8D/u1/2s7f7ePc7fZ/uD945/euf2D+5P6vX/AOk7X/P6o9Wf
XYd3o+pr4Jprt8eymv6HDXZ6w9L9Z6Gg0+rf9X0epf8A0f8AVQRR4l0/EKxzrQas2ydjr+JY
wWKQfx1qeR2UG0UkEkYKkYPnoYRRzIxPDL9Q9xIAcic/hWcOG2Ngc6RpJOnZzv4eNN+4Mfa0
ukkJUt9GosBqiIKSUMGA+wFj0LGFgQce8RzHHPtPpN525ZOrSda2BMU3Rmt0kYNNPa1IdpPl
NWSxee1DPYWzUdiGXyTfF1oU1mhsAASLUB2u4/4lhnQcxPPHR0wMz6fSQne2RhF/yrDw5Q9J
+PILi4N7FRr2ot6UDcVRF/LqZAEdS80FtkSApWTZHoXE+0RyfVxxH159vRrTYGgGK16dtWm/
m8ltG7YvHqm1ji2MsBXbNETW9nzcdQpMNCm9kel4hzE8SE8xMQUdPqLWhjDyC1YWulkLzqfy
FG6NGTX8c5OVYG7j4FObO1lMp5Mx2r4jN1sLkZpRFbAVqx2coCGWBkgswNrrnrYX3dXoYSkz
ooOlg0khb68PlRjoAMX1A1wJCqXNAO0gIGopQnSkrZ7FYGICIg5iIUUmv7T4+wp5kxjn2nn3
j0fyocf0krV+8Pqh/lXxyouOkt01uS5KRjoHK1TLko9xiBGff249V5BSB/8A2n5UTAFnYP8A
rHzpjvyF1fNeRfPNLTsEpk3rFZBH8pwlRw1R4KfZsWjWkPhVaAc93mJgj46eSOIkTEkbFieo
76fn/OrMmNzuoyRixJGvC2htZNDWgHjjBZTX8dhcLT2HM2G4KhUQ7YMpZZbt2CAO2EWzc3pl
dgikVqI+lSRiOeAjlXO8OJe4BDwFM8VkjSGsJDgl/bh+FMPh/KF7XrHVd1rCbOVXo5U1cqE2
KnlqoJRLmY+2YLkukvfiffn0KzYNWsK/6gvt8aeszJYvqaHoKYXD/wCSvzB4cwrMl4X8W+B9
E2iAVQxGw5nU/wC488qy9ph+4Y6M020kH15mej7SgWdI/b1+gsrpOL1F3p5b5jjqpY12xluB
DdqjsNXSdfyoof7EcbXGwVVPhS0755q/KH8ktwHyH+Uvm/evLeXoGX9rapl8u5GkaiieopyF
XUqJowKc7Ml0LZCS+IoelZdwiKLo8fAwov0/T4mRR8SB5ndi6p43oGN+bOfVzX7iqhgs1vbt
Fi7tKkc1op+N/EN7d6d/bs5kK2oeNNdtgG1bvkVG0ZcYQ0cFq2NWS3bNtb+f6dRU8B1QbiAO
JmmaeOBm95tw7TTPGw5cqQNYLLc1GeW94u3cUjR/E+Lr6b4yoXU34xdttfI7VuOTrDIjmt4y
8V1qvWiKZJNOvCqtMZgFxJR1yNDntkcd24M4Dh3nme/SnM3TzHjehE5oW5KXJ8V/CqDpvkXS
dauTZ8m6JvOdr1zEv2fTdlxOuV8t2hjirdzuUxOcs4mq4hgWHXrPb0zMjIlxPoktMzf7D2A9
oVPBRSl2O7GUyse5o/0mx8b14eXvzA8oeUcBHjrGVsJ4o8IVbMWcf4V8cKtYjVbT0z/t8nvO
Xe5+x+UNlGI5LIZ21akT5lCkDwEdx+k48LvXeXSZR/rdc9zRowdjR3k0OerTsOxjWsh/0gJ7
zqT2n3UracllNgb2MQj4dBLTS/MWVlyw1F23V8PUko+UQFyJNORQJRPEsmJGDiyOC7yr+X5m
uMysvqQ2wD0sZpQyEXPMMH4my89KmamPxuOli1xD3MbMuYxsvNjJ6YIn2CmZZMcxEAMQA/QY
j6eoF8jwugT2QVZFBjQK2IKSbk3JPaePyHAVL/KVEgEiBCMdHSP2iPtxHHRETIxH0n+Meq9h
vzq4OY11wCNKmqg450jw3tFMccWeIgZEefYx6IieqPbmef8Aj6of6rdQo7KOjZiP+lxBT+rn
32+JrzBUfI/plBTCzZPJcR7f/nYiBIZKOY456p9o9/b14nyX0X2tQpi/uIOA9r6V2TUYyC+8
ZEoHmCGCKOYIZ4iRCYX7/dE88z9Pr6r3gHtqXpmoPL44AQViYGTAlsIZggmVwyFzxHTzwIz9
Z549EQyku28KhPA30vUKEgg/FPlxqtgUCcr+nMzM9ZSI9PPtx0+09Mx7+0+iSpC0GxwDiz52
+X5VJVz9+poEQLKJ+3r6RmJ/Q+BiOJn29VO7NTRcVyrwrQe1PfU9VtLGPYCkp94/QhIv1ki4
4ifQ72k91MIHMGgJdXWeQIAgO5BdRF3Jn6wXH0gpmJn+HE+qvTBKpRpn2NABVda6sZVZZsog
oIJknGE8Mkj6BGfbpmOInj6/XmP1j1VK8NaUvROOwvkaXWued7UfMDjlJpJF66qJeuTsNhpi
/tiuRUEkuOrqKTiYGOCj3mf19Z7JkJedpcU05dtNS8HylFSu7JZKITIiXDVHFcBUkFGtJJYL
eSaPS8DKZLq6RmY9+Z9VRRX/AOk39uXvqgiyWWgxk7FYWkK5gGQ37YORnmAI5/qGMQUyyZ6Z
5n34959PYmPS+iUNK1oKk1UGZEVOkjGZMJYzqGevqKY6QBnVMdQiM+3Hv7R6OERc22hpe9zY
3qRcePgagLeVFk8SAdniCgC5kJiImP5ZGOJ/jMe/+volkKCy7qWzZcZdud9GtQFqlhsxwXU6
hbVEyh6mytiD9o/2t6BmBieI5W2CUUxwUT6uDpotUc321H4igHjBzyjtzJBo4cD2O4dxseIr
o1b++MLmaOWwefydPYMDkAu4PZ9csXMDmMc9RCda7Wv4+whuOyKD55bXaAl+kRE9MdmkxvTS
Ro2OFwbj+IqiLB6m+Us9Tcxps4eVR8lHMWrUup+Wm3eW9WXjPyT8c6t5S3vGUlVMN50wN9nj
/wAxWUKHtVae/wCUxGHyes+RhWP2xZyGP/cIGPexzyXrLyPxcN3/AKXcIj/QT5QebVuB2ApW
mi6dNK1ZXgyD+oC/iVC96VE+P15bH7Nitj1X5WGzONvryOMvKuid3G2IiBQYWmfFpsgxdINg
g6SA+DiQKYlFndcyY/NG/wBPbpt1tz1P4G9Gs6XjwAlw3kg6/gnzuRWg2e/HfW/y3rvv46rh
/FX5CrFAdEiuhpvmCSridq1bqh0jg82Z8hD1dfURBJS0J/pm9I+6IOpvGNMWtzzpwD/+3hu4
lp/8K6Umzenuw/7rVOItzqWd/Ejtt286zx3LxXGtXti8f73h7mDzuAvzj81i79d1bL4+1VGG
rt0L1Bin0XEyBOtbq2OCiQapnHBy89SeKQPCh47fZakIMWaEtBDo+aX7wRofGpTUv8jn53fj
nSx/i7O+WKHnv8f79r4mu4nz1r+O323r39ViA1bO7Pf6cxUtBXCJx9uT6LChlTDl8cNJPT+m
Z59b0zFnNFzGSwnS7dvxH4aIpJs3p8v1NkxXFAXDzD/peeJ/0kr23qC2T8sqW6uuXG+CvF2H
t5OtJll9VrHXw0LYUM79KumxCSMX8wMwExHEx9J92UZZGza5rZCP9d3DxCH3movy3SWDQ0G6
jSln3fa9jzFGJw+RrYsZBjrWPx9dta0ysLDX+2/MiYFbjTEzElHB8zEe/HFkb2l12gDQJ8+Z
99LsoSbfI6+p5nsHAVm3+Tfj3Nbbi6W6Ym7lM0/WKlibOuHkGzSXSEjfcyOPxzJkwyFPmfkg
vpNwDE/UIEm2HM1h9JwRTr299Z/LhdKA9pUJfsA5fjVW/ELfNdRg834+zmUxNO5dzw5LCVsp
Cqo3E2aK1ZJaLj64oZZiagQKSeDJEyIP5ffufE8uErQTZCnw/nUsKRm0xSkA2IVPG/usT8a/
Hb1ldl2/YsdjM/fjF6k+zkMjXv4bJX2Vl69k21uipumMUF9UtqhI1TyIviT/AKXemDifU2xt
jY1QFdbgNew27070oKSV0rnuKjbcIp0PO5FtCeNiaJGz+UsVosxjlZPFZnIjUDO47E7HRfjF
362UWLK2Q1+92+3iZv8AHU1MNspB0MCQExn1QyF03mILSqFCunA8++1qIfP+k8oR8RCtJalj
xbyXiFIVaVTyBnNi3Ni71TRctjKFm5TaKLWQq5GlOSsDNGr8fIrqJvWF24d20r7kwyCDp5mB
n0wjDYwjnAke2lLnta9ys0JFgCT768F7lifHPkRNe0Cs1R1rSx1nJxhbhKr5HYZrnkrom6U9
hsUdluPXHUti5WHHEj7eo7DNEuhc5QuoH8qKDvQcWt8zQA0AaHme0L8rU3eu/lfp44kgwWD2
3NZgrVRN+nVxtSssq9p6pZlXqi60wpLOxKiYMH22wEz0iYelcvTZHyectDOB491Ocfq0eLAd
jSZTYi2099+8DkUqmXvLmVx1S5isbmQzO97Kj5lLAabpFOzbp2Dc6spVrO5LMZO7TOqJmXI0
h/psmYmAIWRd+nBcHOCQs4ucb8dAAD76EZmERubES7IlujWN8pVPqJJanYNCe+rPsE7zpXhn
G47yWnNZfaMzsAjaRjWTD9dp5K1XWGJtZKGyyrer1AJUR0WEd8pA5KAkphE6KbKL8ctEYb70
4pxHxSrMtsuJgtiyQ8yF9+xUULqDZEQgnWqB/bvjz4vV/b+y934X9tf/AIX8v9w/d+33+j43
yP7u+F7dfPa+F9/a7Ht6J3TrqEVfBP8A3V+PbS/bh7U2uXbt7VXu+tPBOCWqPs78rJZVWPzI
VsZXrTSSwTt2q1esISV213jTbvNuPOXDITDE8kH3D0lwMxEjdzb+1uVQfPvftkAACeHE8194
p19Py9HOYFxUsphsyitAVis0LUXFWFKMVG8nBPSpkEUTIzEjETxEz9fSTIaWSgkOC1s+mvbN
hvjDmOITjqNNaDU6/jqpeTIYmplR4yNhgTWrW33JvUF5CE2W8NOsSr1b+jwzqj25iJLpg/1H
ER8NPgaReixpnVHIvAHUKF5X0vWam1OFlm4ntmEA2HgxsddnhneKU2SKOsZH2jj2j2/j6bt0
rPN+rsWvdr1lWJ27x1lofDDRk9byD5Ya+2iaebBfZMxbMiAIrRM9cjMRP8Pf1xw3Mc3sPyoi
EpIvBVrRWzgMQNryDWfjbtXPt3G8tz9U8PWN5zSkbFWTk8RZz+UvXI1UrFiu8pWuoEGKZWLo
g+rhR6jwWFqFm3+p+0W1QIvvp46CNzXtk3NkDtWxF581wpUNHYl/GsxM/jbmIzeWxuRq36Fu
o5q3VcnRHHX1FEwwBs48eRpGQzEwuOYCJiI5j06aQ5oLSCOzSkZaWo0hHB3b+NXbwb0R5g8c
ywVkA7XiTKGdPRIhYgp56uB9oH259ufVeUpxnga7TRmKQ3JY5ybQ8KvfWp2sahTq57NZxNQn
7VuNyGX7xNJ7PjV5malUWtPhOOpIEZYIyImUc8ewxCd7/IGaRtHt76MijJkdIVM0jib39k48
6YCKqsZSq1ccyHN5VYOyBSr+s4O25r1cTw6foERMjAe/v7el7nlziulPGRem0BlzzqZPGLxG
vt2TJLsIrSZJxxAv/qOQkTs2e3KnfKhAkPSrpP5Bn0wMxz6o3F8nps14+3slGemI4PXkBDVQ
eGvf3caoOu6tfyFpGzbSNP8AckvfOHxqzOEYSoyOhViz1QEMzb0xBGMDCacmYK5Lrad0krWr
HGu3j2/w+fwoaHHc5Jp09VSg/wBP8fgLpzprvFfijD52jd8ieRbNvX/FGvW5Tbs1Ptze+ZtR
9xWlacLI6X2m/wD4XciCVRTMzP38QIGTlNx2q4+Y03wsCTMdYJGDc+3x+FWHyZ5IZvNnHIRT
qarpmt1prabouHTCsHrFX27vbTEjOQyt04mbV50d+wczMzEcR6zUk8+S9X6LYLoPz51soYIM
WLZFYpc8z+XKgLkHhahpj0AMFMjwPREGfJREwPISMlzMcfy/T0ZCCxBxSl8796kIL1R7cHAd
B8TzM8jMT0z7zHPvPJ8cfX/x9MWEEqKXO3IhNV29iMdZiAJAdzjmWhHaKef0iBmYKIn39ERz
SNup21XJDDI3a4AnmlV65g3Soq1O2al8EEDP9MziS9lk1cQUx7/6Rx7T6KZO1d0gU0HNjOfF
6Ebi1g04L7r+16q7sPkMcUxIOiYnn2iDHifoUSP0jn+Mei2zRyaJSl+FkY1xuX3161Wm9UCR
xE/SftGJ/WJmRiIKZj/xj10tbyrjJ5C9Cb91TSWHHvEdfHSRyHDPs45mOn6zET9faP8AX1Q5
NNKYsJOl+Nr2qUqWJg+qYEvtkSj+El7RP06urp5iIj6R6qe1QlXMN1OlTVfIriVkZlK+IIhO
eJ49/b6xM9PHt+s+qHRm4GtERuZYnTtqPzeVpHVeCZkilXSPTH2wEwRzwUz1fZPH/wBr9fVk
ETw4btKqzJ4RC4M5cKpzrYjEjEyQsAJiRkikOoYmfb7oj6x6MDFudRSmScAbdQ4DTgor+RaY
v2iZgff255559oLjiePr685gN69FkPZYfTUom1Ko656uqY+/iZmR6vbiYn244jnn1S5u63Cm
EWQI27iu4+38a6AswUxMR7cxBf8Ajx/HjgI//d6rLUq5kwcVAt7c+FW/FZ+vi2UbnRNiVRaW
agntlHWrgZgijjgeOY4+nHtx6ClxzLuZoqU6hzoomxvPmHmBA7u3hRBqbzirMcwfx3sIwZFj
2jtHIEMBM9XXHXHvzMT7fw+i9+BK0829lGw5mNLcuAK6G1RmR2ACacrb9sRyERPV1QvpghZP
MxIxEzMcSUe38fV0eMjQoq4zMY4kH2GtDq5kzbMSTCcXEEATPM/f79UiAiURP6cxz+vpkyIN
7BSafMDj/qOoHf2CqxYtzYMVjLClhmCwQtlk4OIkpE+0BAER7/zSMRP+volo23+dqS5GQZz6
YJCmwaNx7igT3kVK0NcvXO38gOwk5jphpQT45HngULmR9o+v3Tx6qkymM+kq74e+i8bpE+Qn
rDbF2lXeDRb41esPq2MryuHqmyfRwZu5WmD95joHj/lnj2nnn0BNlyvXaUHxpzB0/GxkbtDn
JcnTwogqxalqX20gtURHZWsegJ4mYn245ZMxH6eljpiSVKnj7cKOdG0gWtwq7YDGQ0h7ZwRd
UwMmAwQFM+3K5D6wc8RMc8RM+3pblTbReiIY1+nVKbjxJrKLmSiISzvVVxaIXTYWDCGSICDo
geoUmuZ6ZmOmZ9vrHrH9Tndt1BabW9uNVzP2WCjn2U9+gvvYrC3lOy1mvfbWWmjWUldrIK7V
p/anH3WSbKEsE+AIJk2MOOZ95ic48DfuYEIKrpf4fgQlASSOdI3aPJ8PHge3hRU33RdO/K/X
8Tp+5ZENV8nY+uwPGvk4oTMZVY0wsVNY3imEnbyFPIMmJNrBFiWsmU8N7im/Rft77lbl7cDq
Lh+sRGvOj+QJ0D+R0fx82qrKw5cZpyccH9OquaOBVFA5diWA5Vix5Y8O5rx9ntr8Z+U8A6hs
tBfx7+EctNrGZCs10Qd1VppLC5irlYodUt14JbfbiRL+XaMke1wLLAHxHJP40C5kUsZD0dub
YWIPNeXhxpfsPqiKHfxF+86MONlS8FY6S7tVZV5IwyDBEYYdawJdHsQtWfV7FBz6MMyncnmS
/wDD8eVLhi7FYpLV8vuuvd8VqB27DZHB27FZtY4Ys4Fsn1ErokROua4mChsDByYFEyXE8x+v
q+B4d30NmROAVot7J7qB2fpgqGZZBwRWf6tyqmQIe2HKhtAqe2arMSPDfqMjxxEz6ZsO4beV
Zudu0GQcdR7cefZS0o/G/QW7nf2u/wBf7Gwl3rGoukqmFO195WWNs13LcNSWyLYRHSIffEF0
cCJTsqT09g+vnxodkLS8OcmwcD8lFN5ltRo1tJt5PAX8QeMxWuhll6/ioo4zX8iNMl3qqL6q
CZyV9UNX0BLbJQJyJHH1j0jiyXHJEcjXby9FKkjhZbDwFa3K6axvTnTQSM9NkW4tajWm4IBA
8xvzdqi8qzeym3Y/YKDrNjLIXiy+bkm4bIadidrq0n3rEWbapxeTVWy+vLIRg5HGWxqDP3AI
sMpnRiHaVA83MEj+B8QtYZuY4gMchYtrAop+A7rDxqo4nZaw5it2Ua+IVUxmFBreDp4XJR8d
DABVTJ3cvlW4Wz8LkFnXlbxaX2zDOCmZiVqOLjwuVHustROU1h/stDP+oAA+/h4VSPHul1d4
2rN3tgt/29rmGizcymRsQpi8ZMn28YiyDBM7AiXAyMAZM6Z545kosleY2gNG550HPnU27HAM
BDYku7gBp3lTyvXTjcdVXnkWdYvZfVNGsN/ZMlv2eTXST8fetLO5eTQltYbJDKRJaKxG2BCP
aC59cJIZ5gHSC+0c/bnXWRBz9rnERlB4D2VBenj8L+Mf7I2+67WWYe3j2Y1y7uUsTGUzuWq3
60nUlN5Jdmgx0BDulZQlymcEoukTFVmztfAPU3Ar3Ad/t4006XFMMwth2lu0jmUI4dvH5jlf
99wHzLtG1cjLtoOxthOdXdIsh3bKMhXuV8oMNB7jyNeaawmBUSTUXMxPMxNWM/ykDaq+VLWT
Tu+NXZ8ZbK1zw9C3z7juUr9V1uEAsENAv96nt/M7ua+T+y/tPV3rfR+4/K/Y/idXe6//AKk/
Z8vq/n+35HT9no7ZwQJuXw1X3/y40p9dqbldu2px1VP/AHePP+pLUpReWM5YRYReR+4qfKx7
1ytgmPBaTLsdtzMayAMRLpkggfbj9I4k30Wi4t76oLnkEFwK9n8KbH8X93yuwXbutv1hNetW
X82MlTq1VwYBMGNV9ij8IWwMxBBJA2SH/T0v6hE1rfU3Fab9GkJm9ENDmkagGyXvp8VoyYM8
azyL5G10gF0XlY3YEmwGPBVVwhTJyx6FrBwscMdJskftiZEYnn0O4OGPG/iFFFMdEc7Ii1Y5
HAp4L8eNqzk8hancxua2UHA+r8PLXuHXZCWWK3zUgqGQkjhbYC+MlzHT+gz9PTiNwc0HsrOl
pjkLSqAnXWhhZN8VsaUuFnZU2EDHT1IFb+/0FMR+htkojmeOZ9WBFqTD5ie2th6qF53Td1Kr
idgzGCuf2Ns1V2T8rl448dUrlrCKrWm1qS1Rn7O0NFUHeZBsrCgVduI6iks847JmKQ2TzCzN
7kXnonLjrWrZGJcSQbS+HynzTGJgJHLUu58EASskt5qIo7dmq1YcEtI2mdKtbzVjYsQqCH3X
XzVtr3ZAon+dknMSczxx9I0EZWMG69oQ+6sy8AKBoDzUeB406v4y+H0YbGVvI2w1SLL5auZ4
Cu4Bn9txTxkBvgBRP+/yoT/TniZCuUce5zwBmTkn0WaDX27KNx4h/uP04U/uEohja42GrUy+
+Em4GgMkivMESaSpiOe1Mj1N94n6f6+lEj1O0fTT3Hi2N3u+s/LgPzq/6piYv27d/JKgsZTX
NnL2iFk9lRsSsfjgDFSyyRFAJXBDM8+309BZEmwBrT/cJQD24c6bYUHqPL5B/ZaFceQtppfk
K6bwVtnzeGzFy5kLOgYw2xr2LpOph8wCkqy8yagAq42aqQiEQY8GUy2ZKRWUQaXRRuY1P1B1
N/d7d1WvDMiZsri44LfoaCLjTdyB5KL68jR48JeHMXtGM3Hyl5MzFrU/AviyuFndtjVwF/P5
awPVg/G+nwU/77b9pZIh/T5+IhksLiSCJonyNrmwxp+ofp2Di49nLmatxsYvWR6iBuvb2D8f
41Gb55IzPk9qs3WwH9qaLq1F2M0/Tsf2V4PScHUhJghYC6StZFoNArlyYI7NiZmSmJj0iyHb
p/Se4OkcbC9/gnCtdjlkeODG0tjaOzXtoXvvpsLX0NW6CX9VR1nESfAxMcczMsiJj/7mfXGx
OaSoI76hJM1wFwRUexySGYFX3mRcBz/0xHn+YRGB6i6uYmPbiPf39WtDhcmwoR7geHH3VAOU
mTmR5iOuBmZ9oIoiJKOrjiJj2+n6x6MY5yX1oQlm6uCBV1M6xCYmSgOuAnqjq6YKOYmY5/j/
AKf6+rfNZKkxzbr8UqLOmuTLgS4jqmCjpIefaYgv0mJ44mPb/j6uDylV7Wl2hqMu0zOOBgpH
j7Jhcj7RxzERMTzET/r6tY8Cq3gmq7axCiKZakWxIz9zFx18/dz90TJRzPHt9J9FNmKIDQcm
JG8q9oI7ReollMO4uZBqZ9uSrNIVzzPEySTBiolcRPsMR6s3FChXv/OhXQt3BQW9rSfiEIt2
Cv7IUm4646ui8t8KMJgmrOiZzPBSQF13Es4g44mOjq+vt65FJ6kYc5pC+P5Gu5eM7EyHQxyB
waeILF7vqB+C61GqfaY56W9wxGYhXC+ZniAmREoY0XjPMfcMDxPMfp6tICLYUI2SVzzG7ceX
w5Er4dorrZBEHZEOs/u/pLWdh0QISRwYJg+3E/rB9PqAIB3cPcP41e9jy3YB5uSbjpyCp4pU
FYO8kyVGJsJgfthtl9VCyjomRkVAVqzERxEcEIzz+nt6vbtdfcDS2b1YvIYnNPagHu8x+Ar8
rk9i+WNWpkHxMQiy2IXEe0CUsqfd1RMwX8vHrjrGw+P865E8OCuch7ibd6tqTWpvUJxdCQke
CCaLveeZ49/3SOOI45iYmZ9VOXRPj/Cj2MaCHb7Ef6T/APd12q78zALdUcc/QZXYr+3McxJd
dyIjn2+kx/H1W4cUKe3dREbiTtaWlx7CPxd3VOIxOdfwwMLbYqBgpbTdWtLEpiergOtFngY/
Xt+8ehzLC2znDd2qPzpl+ny7O9J+xNQWuHuVp+FcZpeLSSSmLaHtKDWxNj2+kwl4qYXVHvyM
FE+rFaWqoTnqPeKHLX7tqHcOGh9xQ+5a8AN8E1T3GgeBIe6MSUREcioFj0nMwXvPWUe8/wAP
XSGoC0KeyuMdKpZK4sCcfgE1XvNexVepMSPaZcg+JibBRIwUTHtFdcgriPrHV1T7euOc7UlO
789anHHAbbXSA/6tP/ZCD3rU9QqOYYinhS45johcBEDEwPR0iMD9Y+nH/wDH1TI9oHm1pnjw
yEgMtHeyJbRLAVcUUmL6YdMzMRHETHAyyeJiIOJmPef049on/X0E54P002awsADyqe5fD2FX
fE0Bd3eoejt8TASHM8xEmXUJRExMdP8ANzEe3PPpfPJtQDjRTRvVLJ2fP86udXH9xlcuiHD1
riFwUdAhEQXUQ9cTPR79URx7+/PpbJNtBGhQ1e2Hc5qBbi3CmG8ceOpyzllXU1hwwDdXiqJw
uuUx3XMJsFH9KImY94nmfb29ZfqPUi0oSE5rTB2KIo9CC75/OnGp4rG+N8RXv5u9r+MqDD3j
byF+rRstJBiwBqJuEk7jG8j24VyE9B8e8x6zgdNmybYmvceQBPvTTx7KXS47XvNnKnD299V9
v5E6JRvWIwFCzt1ixDaolaqyjFBQJLReEPcKMuywlhd1ZqWtYtCOZIPqY3pOSGLMjOzUr8h7
yaqb01z3eY7Wr8OwL4XNDjM/kPuo1cbYO7Rx+tU83gL1PHYQGUbmRwlS2L7lPJZcjdnyjJKY
ZREHXWgyOekuY9GwdMx3S+kAS/a4OX/VwTgE7FXglOIelwR47pS0umI8jiT5dR9A8qXW97JW
j1vVNM/PXxBi8Rnb9bAebtfXZT4k3DMo/bLF+hbI7uG0fZWAx7cniMzjxCUWA7xdXTZTJHLg
bp+hdcfI7/jc9y5rCgdrvAGh/wDvje36gL+YXwnUemuw5S+MAwm523APEjkF1Ftp7NMWN78d
ZbUMlsHj7ecNbwOyYXJuxecxt5Pbv4zI1pmZkR4AWQsu21RwRKaHSwCIDiZ1zHlQ9tLXsa6M
sdofZRQNyFTI5qMlg8uUWcvhlF+2ZGa5AOTriqGTdstk+iaZAXvJT1qcPR/LIcsGODUe2zTr
2fxpXI179zHXI07e2gPerXcc0k2JBZC3sWJcvukk1MlbpWBTHSUFExPEz/rE+3pixwdcUilj
fGFPdVMzGJFdk1jKrdW3MTHdUCFs6xOTrwMF9yi+7o9+Zj24j2j0Q1w2+FAyRu9SyIdOHh+V
emjjdOtXchWtVRZezqV5PLKcd55vFS24qHnFthpcKq9lioGTmIEynpjqmfUHmZoDmojbDTvq
6L9I8lkpcrwrgru5b66prVG27w1qV6sipjsNisK9OWXfF7cfTmnfqd4hs0r6akg2F2azumYg
Cke3HT08RM3RZUn1OKhNO3sWhMjBh3bY/KVUE8l4ppb5V7qOl6Dg8lbxyqOHULKtXI18YVHH
NYoawjWhnc7EGRLmOBiZ5ACKePun1wyzPaoB1IW9SbjYkby0uboClie2/tavZk8T46Yk639t
a1ZFvbY1ZYnGCNjsCXQToFPYbKVzPMkPEEX+vrzP1OpJHjXpHYGjACe5P4VJUma5damgKcXd
mvWNVMHVKrU1qwBCwrVkmEdsYQXT0hHHRHBRH0mDmyAbrj21qccuO54YSHILW0HKrTirNTGu
qrrSK649E16aE1YWgwmBGVCiYk1wuIDpiJkYj6/pA72Oe07vq53/AB99GxTxxStcw2UEC2vh
e+lFPcX63nMTSijUvUcvCSW4ZUI03mwV9lKJhsxDDOeZkumOeqJGfaZW4gngkO8gxrzv31pO
pOw87HHpq2ZLWQFdG68+NuIvS+/2Rt3yOn9tTz/cfxO92S/+qf7Z3Pj/APS4/l/odrj/AOz7
+nH6zGRV/oXwVF/Gsp/w/Ud23Zf1dn/j2qnuslLlhPAeo6NTxuzeRX463lYhVgtVu/It4JRm
JlGLZNcqoZXLsrjzMNJVYWdMRBRPVJhypJiWQghum4a9/d3LVLcCPCaJcpzTJYlpUj/ttxTm
RTT4HzJ4ti/jMHjn65QylutTBWAr26aoqBCAbON7lMQx6bldkyEqgvvGBkCmJiIVyYOU4EuL
toJv+POtFjdb6bG8BkbQ8geXgByVEVdR7jpVazq6iPKGvtxM1a9K7rzjyCQGKLs62jkwIIsO
hom2aieZFcwTPpH8s+xMRf8Apnep9QdbiiilmWIjnsOOAGGO403I72tc0uPn/TLV3++9qDKT
doArFXgBUddSAvWaynNIoUDAcsaK4GZiB6S6YmffqPxZAGsYQhvSfOiJlfODuaoPv/lSFuH+
kK5mYhViwuJ9+n3Fce3/ABkOfR60GCQbcq0J0jfcHjtQ1O1GueLstl8p42xmMy+yeUaVrZLG
AVrucu1q+JwWvJuU5NOVHhp2BiewsODKB6eVU0D3yEF0jWB5IDCiqBcnspzBmwwQjayF8pYj
jK3eiE2a1eNu6l70LRD8yeXbDGxiHa1j3DmM83X8OjAYX4ANn4uLpUK4/wBD90cPbjuT3pV1
mUzI+jZZBjwcd5sFKnv8KAhYZ5DYALdLBOy1uQrWPWsCpQKyJ1oCtTEArVwABXEB0rW/tyBc
1akR0BEe3MfrEekMshROJrRY2OpDyPKPZaIdPFfv+SqIV3UlYAloNkAzpKOo4KwzlUAqC4lj
TLhYzMz7Rx6BfL6bS46D29hxpvHj+vI2NtnEey8hzJ0q95rHJtArTsLkq54DE5JFrK3qQR28
7kYpwDklYesnQoSYQDAdHbWMkM8sifQcchH/AKqUESubYH+kLy58/dwprLDvAwIHA47HK4j+
tyIb8uATQX400P47fintP5IbvhdE14q2BxFLFP2Te92yIirBePtCxHS3N7Ll2nIJVNWvPbqo
KR+TYMQ9g6iEHJ6gMZjpjcgWHM/lzo9nTw4Na6wKD+Q50I/y983arvG16n4Z8P1rmB/Gnw5m
E4Lx9r9gjRe3bJKvROx+VNxGIGMjtG7WEsMCcMlUpGKwEJkx9c6dBKMeTMnO7MlYSTwaos0c
gKnnGFgjxohtga9oTn5gSvAql/E0uXkPa1UlD3LAi3LbA/4Ypakcada1WjIdqtC4FsnJpmSi
fYYiI4jj13pmIXuQCzI7r9Sgpf3+NQ6hnxxEOef9yRBptuNw+VVarkxuKkgggaMwJyBTEiMj
Be0R9wzzE8THtx/w9HviLCh+mqpJmujVn1VIBlbypjhksGI6Oly4MemZjkev2KOYj+P/AI8+
qjBEeCHsqpsz+OndU7rzLu2WMrjaNLszhMdeylu3NgviDSx9Qrls2QSjJLAHgA+6YMygeYmf
Q2S2PCayWRyiR4aAl1JQd9XwtflvfFGE9JpcStkDdx8RoL3JrhmvJkMyueS4kYIIDqk+Pb2L
pHj3mff6+rtyVS1S5SK9wpEC+vIzHT0iUjEz1RH14KOP4z64SavHl42rlNIwcl1ScyRRAHPV
932+/ckx/hxHMTHHqYcUqCoV1rnMJ4mekPsKR6CH9ZjniR6Y+nH/AAn1MHhUlIK2qvXYrKSy
22tAwC55ECieop6hEY6iIyMi/wCER6JZuJDAbrVb3RtYZXNsBw4+/iaqQViu823dS1SXQEAu
Ta1kxHFequPZjIn3mfaBj3mfRRf6Z2C5+HeaWNh/ULPKoYqBLkn/AEtHE/AcTU3VxAq6JtiQ
LnjqrKKeuY9iGLFiOg3z/EYkVx/CfVDpi4+S55n8Bw+dHQ4QanqBGf6QbnvdYnusOw155LJI
xtY4CEVE89QKX0RH3R7cjEk02cf6TM+uRxmR11JqeTPDhxEnaxq2AT5ar4UIcpuTbMsnGaxl
8iEL6xyLhTjseZzKx7f+4KciJRJc/wDpeOIn39vTKODbZzgOz2t8ayeZ1ZkwJiic7t0H5/8A
lqEw+Q2RzbjbmOpUR6A+PCHZq8dZpj967UNxtRNlAsmYGQJcxx9Zgo4ue2NAFv4fC9LIZshX
PDSP/aIHfYKOWnfVlTayfSsyZWb/ADQaox1xBGxnEqmXS05SsC/nmQP2/h6pc1i8feKOZkTo
CUIW42kH3/wNc9W/u9e1P/0drOQRJjMDFzOY160zE9Yi1uNu1nthsx0zMriRnmeOPUHshLdX
A+B/EURjZGZHJ9Ebh2l4+O0iitg/JPwQKpmMHlMVIQozfEoy9E5ZHbmUPxUvtyqtA/d1oD7v
pzET6Vy4Bed0bgezQ/G3xrWY33Djsb6GXG9h52c3lYtug7W0U62SxubqdqVUchUif6ZEC2zH
2+/LPuMCGS4iIgSifS90UkL1VzX07i/S5kax7Xw87H3/AMhVby+AHpMqqm2FjA9KGSc2Fj9s
dVWyUdU9P/3tnIz9OY9EQzlfMgPPh4j8RQ+ViDaUBcAND9Q/7XH/AN1yg8xVNZXbjXC6I7tY
jJRHITHuE8mpiyjlVlf8P1j6e3o0PEgQ2fr/AB7qVPjfiPErfNCSipy1BHBw9lFXzEfHOAJT
eOuOB4jjqguI+6PYo/8AtRPoCXfxFP8AGMRaHMOvL29jVuLH9RDJRJQMl0j9sRMFMe8zE8yU
z7/SI4+noMSWq2VoBtfWrpj+tR/RgvgYUH85A0SEFcuLkimeIgf9ePp6XTI4cNvy42oiJxD7
ru+fC9FfStIy19w3lVChcEcSuTkZPuOlLVQqep7JiSgYGIiSgojmefSLqGbGB6S35/I8vjam
uGwRO9RwQ3t3+3upuf3MNcKL2HGlSZiV/uT8LCWkWTjF3JN+Ga22Nm7+25CpASwoaLR4IZ/Q
vWWZGJHDe0uDiint42QKDwouZ7ntJLkKWT+VAz88PFVLxL+Z9lmsHcLQPJ+oaX5T8dxcvWMq
mjpvkrWcfuWHxdSw9jD7WAfes0hgemR+NAzHMevoHT0/4R2M4APiINkBIc0EKiBUIB7Qaz+N
IZ8yPKCgPa+N/LfG4kG//iPaCKgtXquuWUCNehbJgdqBspurKxMOEOpc0m1nFaXB9yOiWR0R
M8GUces5kua0FS4dxFvnbhdK0TYnvIDCNbnTTmtkP86FXlDY51TMXUuOo9R1XqW2s1/fsCZu
cmv2xZE9+BMRY2ZMp6eeZ449OumYf6qFrmqCCDwQcz/CoHqEGA17shqN2FB/UeIA7yl9UHZT
6/i/sFnePxOTuFbGYAt0x+3hp+Ju27+TxmY/c9FbbuakmlZp36xJvYqgrv17MRPQxaeqOPrm
fuGD/jOvuDXObECx+4aguaCUHIu1rM4Gb/yDxkODmQH1A5oAKAuLXHQ62XvKUyuBnE/5QPxz
nyDRq0aX5xfj5hlYrylreNVWq2fNeh4zv0q214qgHZG1l+oTlcBH9K9Dac8LsUun6Gcj9PLc
/wBl6Edi3X8/CkWR050LI3kf2XgoeRGrfyXUVjz5M0f5t2JxuVuYnK4x3y8VkFKsfKqXK6ls
KtbrhDCLGZDtii2uYIljMmIya4j01x50b5gC06j24jhSXMxlcrXEOGh5eHIoh9/ChLjsXjts
wGas49N5e3ay2xOz6lcXFx+EShFSxYitklwMZqqgbJNhq+ZlMwRxEeji50bmhxGx2hHHw4Gl
oZHNG4tB9Vp8zTfbxseI9jQ0bSi5TsUhTTW6IntyxMi1q2HERAtjjg1MmDEB9iGJmefb0ax6
OGpBpPLErS1ACPx9rUB9/wAFmMtrOQHXbxVdlwliMjjA7rEoyNujBRbxjUzMnxeRJjX5/ldA
/wAZj0bE/ZINwWM6207fzpXLEJIjtP8AcbpdFI1H5Vn/AJrz9v2SVYizsNmCmtFAqbIKmVWQ
5Q4hFI1ji2IBAdXM9IEQ8czMyzbjxN+lopW5+U8lryVT2091Va35j2uzXACyMk9VdFeHktbm
GhDZZAMOQiWAJCM9E/ZMfWJ5nmfpsGgqr0ZSQCSnuqxUPNmxJpXHk+tbuCLrC6aqz6tVK3rh
FkezXatcIAIFkBM9AnHVEe3qJiaarLJRJt0aSlenRfIG47RsWE1Wg4v3PNZBOOoXIJAHXO45
XftW3tQxzVV0qkiESDqWHT69K1kbDI76QFohmC9zw1r7kppzrTYUFj1KFQJyCcfWXWXAda7C
VoVEMuuHokZMpiC4kpn69Mzzx6SLv1sTTzY6E+UBzWhB2BNTXKHkPBIrsoZckXK1m4zrpub2
fk3mx2KtZXeUlrSMomQAPpCyIpiJ59QfhvLhJGUcmvZxoiHq0LYTBktD4i4lOZ4fw8Vry/fM
Lz0dNnnq+Hx1X+P3Dp+R8Xjq6vkdP3dPPPV+vT9vqfpS8xz4aVD9Xi6bTomrtdU11/HsoV+R
/EGTzmI2u1lauUm5T2/B4GlRRlg15uz/ALll2U8vnLFSnazNKnRpFZ/28sEGOrKmZXzx6lBm
eZjWEbXMJ0VEFgtj39tG5fSgxkz5gfVZK1qGxcXEguQKAh0XgFAqrZL8TPHOr4ndreV/vKc3
pufxGOp0cLlMVsdzYwzSaK6jKGOs4TBtxi6uYvwhpuZ1gpZNiCiR9Sj6lPI6PaG+m9pKkEIi
63K2HCuZHRMWJk7ZHyNlhe1qNIdu3IiK1pAUpfgFC0UFYcNb3bTcdcyc3bGJVbwq8tl0Lkzq
5HHSylI3eU9Y1pgOo4hTYDp5kuZ9cD/Vx3vAQG6DsN/fQ5iGLnRxPcpaNquHBwsVtYWPAolD
/wAx20ZvC+Ssao6w1cZqddOKpVYs0QtWwyWOyj8jUZbNRXawtRISAL6J6+eePum/HaR6ZKqX
XXuIQ0JmSMc6Vo27AwAIoCqCSFRfdWZNqYg3zEl7thozP+vJRzHPTzMHE+mwpWy6d1Ox4h2c
r+o6lGMZhMPaw2N3DT81nb2pFvVvCheivncS7E4R0DNTKbRdrrpjZU2ZkIasV889S3Jj/uO3
K4K0gB21UsVPIC6U1xZhGwMaWsKOaXFnqItwjSPqd9IIK621V4/HehvxotB9xGSzuctqu53L
Hi6ODW2UJGsqPh49a61OniscuFLDmeS5kikjn0tmlDjYEMaLXX2U0zxsZzQXOIMrjconwFgg
4c6Nd6qFN4YtMOAKoJhqyMDERCCiuuTgjkjhZQZxzMCRcccx6BLt3mNNwwM8gqy7fKNM1HF4
+pgiym+bypVDWLNkzCtgH5M2QjJDj5YpWWmnQrOtWIYZLiusomIP0JGTPMXb9uPGfMB/UnBe
FyNOPZTGbbiYzYxHvzZwjCSUYv8AUmjrAkqoA7aNPjrx1ft1cFruJo2crlb1rGY/HVKlIZv5
3NZBsVayq1ZIjH7hkcg/7UgMRBM6R4j0sy8ol5PE+yVo+m4AZEB/Q0KTp3k/OtgPKezar+LQ
aP8A459QyiLvlfyJjauf/NDetfWORtoz+bwzLOgeDcA1SW27FDWwvKtX1JA2PY0Pt5e0QRda
ikj6Y6duoIJvYobg8ABxq3FyvXzWyW9G7WL/AO8e1x05V86O+Yy1r28upZWqxbMTsx4+7WZE
pNB18g6lZUcTP9FyDiYIJ4kS9pjmOPWowJBPgLGbujUHwBpPn+WVr9WiUe4n8qhd01y9sCcc
rChVdSwFvI3SOy5KnWlBUHkU9zuCyynvDMDEj1BzMc8cerMLIjx3F+QokkAFgSl/kU99Lep4
suW2NsG3ZG4uK2W3DtqOwI2KdU6dpcg7umUjJRM/zSsSiYKYOA6faYmY4n0TkbXvD2fSn8a9
B6kcLWS/Upqcko9x5meOImen9OJ954mIiI+n8fVCHWrt/Cj9+OuADI6x+Vd2YsTf1bwfeztU
Uy6INNrdvH2IuscSOrla8fljnpZyuffqj2jhP11yz9OFthyQveA5Pj7cKa9NeI4sxjgdzoyO
HEB34CqPUmoSlGR9HUuOoyGeuYJcysgkTmZGInpjpGInj9PU37wSO2uxhmwEWKeNep1VUhMq
YMkz6QQj1CMDPPMjPVEzE/T39SbI5bi1S2t2pqtR7Ez0jJQk4KYg4niOImOPeZiJEuI54+sx
6uDu+qjGoUIlc84t7EsKDVIcH7Q4RdMCETEQMn1SsY4jnj1P1mhwF1+FSbE8tOid6H+VUPOc
DYTTOWVaxuGT+VEPCFjzMH1rWEs4j6dIxM/p6Ohu0vF3AcLUNllqthu2JxvuuEHaBdPjXrnY
sfj1dvG44H2561xaukSqtRPMQCqtWINx9yY6mERLkyn+Hr36aWQrI5GchqTzJ+QCpQ0ufGw7
cdotYF1gB2DW+pUhTUFbu53JTwx1vswXuqp01Kgzz08/04CTGY/iRe3ohjMePQBe25oeQ5+R
YmTb/wBPlb8EUeJqKPHRE9bCrj08SXUROZM88/WZmYn/AMfVolsgB+VBvwCDueWDvVx9vGul
tCoNWHC9nX1dMCpaZHifaZ5MpMYnj6TE+oNleX7SLdpNXSYGM2ASB53ro1rdPG/wr0Vo7AuJ
ZmXWHbOJFUxAl9OeVTEFE+pv8xG7ge2owMETXFhcVCH6dD4a15qSqOJnu+8zxyYTH6czEQv2
n1EudpU2Qx8d3vH5VLqqIkY/qOkenniITPEx7e/Kx9v9fVDpHch8aPZjRp9TyE/6fyFew6yi
SHSfH3TzLU8x1TPMRBiURzx/p7+uB5Dr/A15+PG6MI668W/iK8QoWF9DqbQFozPB1LBV2ccx
zMTyv3iP9ff131G/S8FO0LXhhShofAW71/ocWn8Km6m1bJi2wVpn7gkI6exlVd37fb7QtL7d
gY5j9SKP9J9UPxMaUIzynm38tKl+q6jjn+65zm8nhf8AzC/xNTmQ23W9ho9NupZw+T6YTIjK
7ONsp6faO6pa2IsKOeRMw/0kp59qIsLKx5PK4Pi15OH5juNFM6tj5Efo5QLGuCc2968CDxI8
a4dQrONliDYIqqNkRfMQaz6uJiF8c8/0z6uY54j1ZmOaACBcjSp9O3sa9rj5WvIB1B428D8a
ONGoJhXk4V9ywNsgfUZDJF2jhY9UTBAP0iC6Y4n+MQglkKlF1p2CpCoiCjZpunTeu0nENj4p
yU2mw+uBpkZhyCUbmkJrZx7BPSMkMwUxBDBIMvM2sLSm4aBNef8AP3UUJBGEavfTOVbtGnQX
jL8JdeR32AabcEFgZFL46lHCTmbKRjoFkGwJkvtiZ6vWakic55eyzD2afy9uVHMyiSoXS4qj
ZlmCoYSzegjRaSlxZJ6blm3cyVhamC+0+2xouaS+kRGDmIWPRHAx90lQ+tLkNjF2qEBCADgA
NAvZrfWrZXBkLnXXvWiN/kCrFZxP+M/JWDWOfyf4R6E7KMCHd0qVLLbfSwc3OsfYxxLFgRRJ
dXT78RER61mKkcGQCiek3gn/AM2RO/ygX/FaS4b3GYgEp+qeR/8Aumg9wUlR+FLljry6eNp9
5AMfC2R3UV1rWPVYFwQYdJsCTAIIGwUhHEREe0xKCRhfI4NKNXiez2slaiNShP1/KvdX8EWP
yM3XMTf22Na1zQdcVmNmz7Kw5G6Ney+4xNDGVLVqmkxRUrzJtMyFcL5kTIxj0Xj9Zb0LBBbH
vmlcdrVQeXaCSbnU2AHupZ1jG9drGO+rcgS5NuelMZpOE1v8b8OvxrqeRp78aNlye06hGXrl
jNs/d9sXRxdyjnbOBRYpqg6K+9VXMqYqvB9fSRR6z/Usub7gyP10zfSZsDXbbhGqiKV7Dchd
KF6f05uLh7A6VsZcXOLg0hF3KFSwIvY+Nc/+Ja7ewX5L4TyXTyvwq+tMzGXzwTkW45F/BbDe
Klk6F1zu6Lajl3YkVzBdblrKI6xgo1XXMqTEnx42gBHAFUuGhC1eZ0r2YGDoLI13PkKhAVBJ
JBQ8O7hTs/5JPxx1G7GN/LPwzQrZDxF5VzlujvGOoCFcdD8pVbNupl69ytXNbaFfP5etZB6+
I7OUWwY4CwmJddNzBPGJGKGOHl59oPaDasm+NW+lJeQAHvGoPiKxOytJem7ZX3LDYX2tLXV2
EHOWk7tCa8oq2wspSIXP2+qZ15FnMClnV1T24An7HmSL03HTT27daSyxiCf1WNsRfu/hp/JK
C3kfHUaOUBiRfQh8hkcTcdUOl367eWVm9oRCeoRIgNghAs45kOZ9HYznEWuBY3pVnxxkjcNr
9QUReRQfEjXlQg2rHvUNXKChSadsWFLzhUHZFZKjujZrzC3gp0zx7QQgX/H0xheHDaquB91I
suJ0ZDkRhHv7VGtZv/kl41x+A2Kts+PWhOP2snldEAGVp2VfLbRrLqAFLyaZhvTz/wBUWzxx
6a4spe3adR8qSZbHRSBzFIcLpovh7a0q/wAykfEtGHkriFKJQJUXExz3CXwfEjH/AJZKZ9Fk
Gq/SmGhI+NW7W8jryLTXPX8Rr4srGBiLlcUuXESl1Zi0MlRqMhiRKJgoj7Z/lnhBoadsuhUs
FFf8dNAzU+TcRsV3FWCwmEr5fK1civ78ZZu1l/AqVxvJlqRcFm+De2U9fQPJR08+h8uRvpGN
fMbdtNsZ+8NkZcfiOfjWpDawWqJlVpv47QHYGufdbVJoB1y2ZKZ+OEj19XvAzMxH1iPWda4t
kR5Gtl4/xrUSNbLj7oWnS6XLSdVXhxqp29X1+K63WqiDHGdRo+SpALrlJmTrg2DZyp49f80z
E8TPM/SPRTZpCbHWlT8KFrVcFLeBT3rVb6NV7fV3Edrr/b/+sj+T5Pa+T09z/q/L/wDm/Xn7
ufV393x1oJMZOzTUe/38aHqvyvv5Hxvs+Sxq8eNqz5PwdV6231zkGYp1ig3H1apXEqvWyyIT
bhrABfYWn9PafUB0uNs7QV2iMpbjz7E5cadO+4MmXEftH9184JVynbYgXuVKheAHbUnk/wAh
cc/GeWmZbIULeQjP4gfmUVUXKEbVOo2sphZCJA/iPrnWOOWPF6u6M8dUR5uAWuiDFDQ06rzK
6c1XklQk61viyDIhkkkBCAaIEF/9KJzW/Op/f/NvjvJ7pmspicDXo0MHqHjmqQ1rN6w9dqmh
tC/ZtpyCGPLJ5HLNm05fdVEDYBQh0rj16DEnZE1hNy53xqOb1PDlynzMYrQyMA8bWKhOZ7LV
XPOY0o1eKFWnK6GTtU32ltQu4wMdlqV3ob+7VUwSJY5ACwFQIFzHMcRxFuJu3q4+bT3HlQnU
yz0gIwkZIPPUHiO7hWW2eqzRuMqmHQYgqDjiORJY9k49iLnkkzPPP6+nDb3pNFe/bTVfiBr9
vKbJkcpHyAx2GAmWTUS4r2LdhUBj6N1RqObS+6E2AiCDtGiC5nnj0H1CQMjTifY0wwojJlh1
9jWr48B+PhWqeupTUVZvZRiZhqRr1PimLTlQrF1lq2qNoqF7SBRTx7REwXTPHrPyEoA3XtrU
wi5dJoiBPbwq365RLMZSbTS7tcUWsrdkpg/9vUjuyMwMjEywgEIieOqJ+sehJnbGIPqUAeNM
sdnqyKfpALj3D2SvdrqH7NuDN1ykQ4MWqzgNcGDM1dRkv+4MouDPgVNs1wpIgftBFdnE9LeP
VU5EUPos43P4D8T2nsq/EDsjKOVJdPK3/wCI+8bR2DtrbH8UbGvfi/8Aj55F/wAg2+Y6nfzG
mvu+MfxT1HJohyNx88ZelbqhthoLhljD+PqhtcRCPSBKsTzDEL9Ik3ZFj5hp2Hn4cOZrSzyk
47cSJdr7v/7V+n/xH4ClQ/OfMVh/KPRPyYuBlix35LeKPDHnrHbBQHG0v3LP1sTjdU8o/tqK
li4P7cW06xkBUJ9hsHwslAMEHoZkc2XgyYxu4OeHBw13AoeVnL2a8qW4UvptMagPheRxNgVb
e10IJ176AH+QTxydDadZ8y4amjHan521xG96/ToKxYVcZd6yCxiXKxN3I162WrChbbSJPlZt
niSH39Q+y80Oik6ZIQ6bGeWE3uFRUKEBVA5ovKpdZbvjL2bg17Qb38ybhfidNNNOFJLSZeMs
VlsXmalJJth9hb6JXoW0GKNcWK8FEmgVSUGIzyURMcx61Mgj88EzCSiBCnuPNdKUsfI9rJon
ho1uFv2jlr3117EMoyMmpqrFZZ20V7qabaQXqrnHZrWxpWGvZUXZGZMFSZEAzxJTPv6jjbSw
tCraxKoRY3t41OUu3eZO8aFb1GBbYQiPMchMxPEfdxI+/vETExPV+vvHPq4sFRD3InEGnx/x
uZrVl/lLW8WbqVepqH5P+NPIX43ZO/atpp18PmfJ+AsYbT8u6zZU9CRobjGNaRSMzCwPpmJ+
6EnX4nSdPbM0EyQTNeE7SiryBIJ7KJx3lsrmttuYvNdl3NSylzFA7edKfYxuZ0/YNk0Da6Ds
VtOi7BldUz+OvIJNujlsDffjLtewtnQ5RpsVSAhL6EE+i5AJWNyY/wDbkavv1HgVq7HeAXQl
FafeOBXkRUyN+qSKwBXEGJiwbXiZmy1LZiR7gtPtJhKxIR6IjkZ9+Z49BmJ4cSTYpbknz8aY
CRuwANuF8fy8K8bi1tgWCuQko7yy7iyEuIkC/p8M9vb+H/w9SjLhYns0/lXJG7ivEhaoOU2M
KMHUr8WbsSY9Ex1rQcz0j1lxyTOmP5B/8ePTKLGL/O6zPnQkuWyJvpsG6blwHf29gqtVsTks
vZgrdqVm/iIlp8FET7/YERIJWMRxEcc/6eiHzRQs8oUD28apgwsjKkSR5bu5n8NAPZKkyw1X
HmaQStjlkQnZ7o2IOY49xKeR9v1n29Uid8g3FQDw0o4YMOMSxjQXj+pVX28K5HpYZ8nE9vmJ
niPeRiZjiIjiZjn+HqQNra1yRrnO830/hUVOHsMMiATmJLgffmYifp/GZj349XiZoCHVKAdg
vc4vCkLUgjXbzY6RW4BkZgYlJlEn1fdATwPvAl7+/t6qdkMFyQT31a3AeRtUtCcR/KpFOkZV
gM/27wACkeCQQzBDEEUFz+sCUf8ADmP4+q3Z8II8wXvqxnSnFpCoOFq7Z8eZwRMpo24gOr6V
yKY6Z6ZmZGJ4iCif9Pb1X/yWOqbmr31b/wAS8Djbsr3FpObrzEOqWK09IlEuQxYmv24IeVjM
wXP1j1z9bC4eUg+NXDp8g1Kd9eluqZeVEUVzNYTEzKhkgH7Z9yiPuHjnn3iJ9dblRbkW5qR6
ZkFitRzAeF/5VClibiZmfuCfpHH2lMjzz7zx0/8Aj6t9VjrUO3DmjuLV7um2I8EMnHEfzcEM
xP1gvr9Y9RVi2q8euGoQo99cZ42o/mYR2WTzwSvcJL2jk18wMxH+nHq0TPbxUUM/Axprhm15
4jRe0aVzV4y2vsmwlncTJRMgoihB/rMOVMSQe0ccxP8A4z9PVjjDkjaR5vj4UEMfP6Usw80J
5fT4tIKd/wAaJ+E8g4Pt1xyHVWIRGZ+wpDugUzz3QngPun6/w/T0qyOm5CkxX9uVM4+rYUsT
Q921yXW1+/T20o14Pyg9ZmjE5Wo6i2qnriXQs1Qtow0gmJKUnMSXHH1+vEcc+s/kdJCbpmOE
gPL2WmbJWPCxua5qKUI/jV2X5Ou9VVdi2Fllddfss6/6cSqTMSkGNkD++Ygo4iJjiOBj29L3
dKBBLQQCtvYUTHK1pAGvOom3kdh8mbHp3ibVELt7P5S2TB6djKtGINli7n8nXx3AfdKlwRWu
Jn7eInqmY/QrCwGYwfmvUthBIXif6R70qWRkggQ7h5tTyaLuv3fhT1f5LthxOY/MXNaZr2To
W9e/GDxn41/G/Btx4sPH/uega/Rxm0RWGwpkFFXMIYEyQxzz+kx6rG9kLon+YvehP/TE3Zbi
hfvI7L17pEbXwNygo3bnpxWV24aWXYG++kfZeMEd37Cb9Tb9sGTJ7hM46RWIRwUDP6zE/wDj
6pbCC5P6eVaFrnBu4IvE9tMx4CzWvP03yfi76nMt7nRvMyD8K+qWw4vX8HiaIHOPTYhwryF9
qZGl1RK2PP8AlnpmISdYjmjysfaFjiAu4eUlz1IJ5abuIFDZBmlkbKCBcADmTYGx1oZX9bw/
iPR948z1Y2zYx2jJ5Hxrp1jddzxmT2TA+QWYo7uWy+SxMJo3XOo081WA3jWFC3CS4OOftaMf
ldYngwnthigjfvdsagcxu0hoRbcV0KjitLZWekPQjkkL3MvYuaQ5xa1C6wOunALWu3+PTI6x
+Dn4NeV/yM2jXLdTa/JmOo6rouxbNrli7hWOmteuYPCLZ2LTaqsy5MdLmKKm2zAJJyWGEjZP
ky5WRkyBgc539uM7Q5oIu8+NwqINuoNK+qtGZnx4cD//AE2OFIVHf6SSDxFuKopQhakP8Xmw
VPJXhn8ttZ/IraAx3gbed68W+F9W13YqUCNzzX5DoZ+1kValk1rNWM2FSsdUsFBkRMtqrPKR
KJkmOJDHh44RzQQhFiVc4uRDw8jCXdhFDdWLW5cONjNLnbHOcV/pCJuHJSgrIH8m/GWX8D+W
Nz8R59z329evpr0sm+uitRz+Fvx14bZKfx+qJxmVxtoTFMQXaLrUf3gUetPhPE8IlCIV+Go9
9Z3O/tP2BVtr2/hSq7I/XszjaGuODIU8zX+SdHMWsipuFyOPWTXmunXsInIU71dbBCUdciXR
BBAwRRDKLe0723HEcVpVO6CVrYXqH8HL5SO43BHKl6fMCdrHCubdOyYd+q2w8FdA9amtXWMo
Wt7F/QhgD544Ln0zbdHGzhx/jWemO0uY28Z1HA9qc+5KDXkDTMPt2sZTVMlTZc7CTs0EMe6v
cnJ1ltLFOXf7DHIlhRCzntsgoMomJ59Fxvcx4kGh9jalkga1pYLOAPf2XP8AGskLsyi3ZSlB
VOybUMGVkD1yHUtqmwZmQkMxIlHP/H04FCxg7QZCruVc8zNS1ExzEDK2RA9cTAsAWDMdXQU8
QfMfTn/h66iiplvqRoda0N/E3GPXqGe2S5cOKeQzSMbRQbGdRVcTUFtp004YxUAVi5ACyIg5
IJjmYjiFea8l4jA8yLVuFA2NZXFGrcAr2qntenRohYEUOpzag+tosaJGI2evpedZ4x9khC/5
efp/w9KZNq7Xony7a0MAk2iSHcCpCjjxQ87Vw50aDq01bFRdlLTFlhyrEGvq/mCLEONRSJNV
0jHSX3cdUe3PqyLeDuBI7/4VRliLbteAVuSD8193frQ+60dPP9vO6P8AodHRjeex3ej4n16u
93/6nV/J0/8AzOn39GJ/1X8aVbgn0W8NOXv/AJpWO8g7pgO4+AN3eASgunuxyPcPj7YZERMc
x/8AH04tQQcF4aV7/hNOp3BsRMPdA/FgmyxprieHkPHZ6fuLiZLqieePr68tc9QA91XzUcLt
u2ZM6mqXbNzO5AYqkg46CuCtffie8+YEXi4OPuiC5jqgpmePVb3sjbukQNFdjY+SQQsaXSON
gOK9tOR5U1fbMB4uihsqm1M8FWizNWHkqYfYpukooBbAuohXFmOqPeC7ftMfWQMeaGaXdEQW
cEo/PxMvExxHlMc19lXs4L40pXjl2vt8nYMdqwwZnXnKyybmLkRcyz1YnImmQWcOibK7hgS/
pwQxxMcejJhIYj6Z2vsh8aDwnQseHztLowqgWOhFjzWtQ9M1rWdcwVdGn6xOshsLQsuE1AmC
sHChAz7YTKLNGvEraMmyBnn6TMx6TyOke/8AuuDtvt8afxiJsYMDXN38/bhx1o0WGjVVSxyY
FIVxCTkRiIcv7hgCCY5EWMnrkZiPumC949Am5LjTVhDGhgslWpbr+L19FKi2KlzYZEsiyYHr
pY4OzC+uBJcGLwkjgI56pgJL68SMQ18m512s07T/AAo/e+HHDIyj5fq7G2T36p2Cj3+P/ibY
vL2/6B4o0qqteV2zPY3WMZABM18XTMYm3lbERyU1cLjVstO+kyCS9+Z9AZ0wijdK9SgXvPLx
NMuntUtY2w07gPyFMV/km81a5sHk3Vvxu8V2SHwD+JWEZ4w0hCHf0M/vKpT/ANzPIF81lCb2
RyWfrnVhsxPXFdpxPDy5W4ELhGZnr60hU93ADl/KnU7w08kHD25fOqhg0K/Ij8Gd3o2dqvWf
MH4TZtXkHQ9SyVquOMyv44+QspTxXkyhqyRWD7Od1fyFkMflLCiM5nHmUqGOlvqTWDFzgCSM
eYIeQd/NLdpJ0pLPI+PID2tG2TUgFdwuF4bdqheYHOjb+Gbta/Mj8fN2/B/NpxGO3rFHsHlv
xBs962qmxGUx1Kiy1rrbdenZs3m26nyolj5mJRCU9QQMTGV67j5PQetR9fxv9l6MkHAovDQL
ZOTgvE0ayeOTFdBJfboiEoSveoJ8Qb6CskHY/I+PNg2zS9jxyhfi72QT2HqV30ZKgVqnZSl4
jyaycUyUcyJ8dQ/Tn1vd7OowQ5uM4jcAuqIUNxwI07NDSpu7FlfDKBs1GmvEDsKr2qo0qkZZ
15TFfKc40ElBoFpwaxSK4Wj+WIGZWuOnmPeOPR8DYyDsADlK9/H31TIXNu4lLJ+Htwr1V7oE
UDzx1c9UT7jHvxETEe/6e0+puYgrjZAXVOU8w7G26OVxl+cflMTfqZLG3gcSLFDJUGhbp3Kz
QmCBiHriYKPePrHoZ8PqNdHI1WOaQe0G1FMkDHB7CA5pULwP5cD2U6/5rZwPOWL1r8/NLxiG
lvQYPTvycwmIhLn6752x2KJGT2W9TrkBqq+WqOHLN0n9Aqbf+YjqlkHEIuiPkgypft3OJ9Vv
nhcbb2EmwtqNSBovZRPUBHFiR9VxPNGFa9ouQ1Qic9q7dVCDg5aQHE+UlbCpn7Jjsq1XSY9b
8ddpxDAKYiGrtrRCz6/rzMcDxPvx60T+nNiIMrgD30sg643KUY8cjgnIgLwVbfGuyxm9jeak
OfNdliCIaqpiGduYmIKWBIwAdQ/SJKPaff15sOM0FwCgcavdk5znNjJDXu/pGqd9WDF4xFUY
c0pdbLp7rymekZmfuJfMTHtMe5R9Z9DzSueUFmcqbYeJHCN7vNKl3fl+fGrZUpKuNgWe3VEj
BVwFsSyQ+zriZkpkijn2+k/wj0C95YLfGm0cLZXI74fjR38bfjX5D8s2f27x9rOR2q+RcPnG
raVfGr5gfm5KwUfDo0VzPJsaYLD6lMR7+k+X13Gwz/fdtHxPdxpm3pTPT3OIQrdSB/HuC0Z7
/wCNnhzxKtX/ALifPel6fkiyJYoNE8YivzHvr8iAnDa7iwd+pomGZ3A6Ii7mkn1zMdE9M+go
+rdT6g8jpuO9zAFL3+RoHND5j4Co5EeDiMZ6paN5AatgXHQK4E3/AO1O1ah52P8AFrB1m09M
8V7lumbBBCnJ+VtksYWox3cku+OreP8AFdEx0jwIzmyiJL7uqeIiBh69K7fk5DGQKP8AaAJ7
Qryv/lqYOKLNYPUHBwcV5XQD4cqEWw+ddtxpGWm6Z4e1QZNpSOK0wM41YE4jmuwtqyuwcCuD
6BnpBkDHvPt6aY/RsOW+VJkyH/qeWj/yhtLsnNzYox+l9BpH/QCf51VHfml+T6bIur+QpxIh
01a37PpHj2rQrKK98xQVqtbUO1UMLzYPrkeqCiJ6+Bjhk37b6GAnoglOLnk/F1ZiXq/ViSHO
IaXagBOWqKOSG1ehP5Y/kr0uW/zDtLEPYpz6za+BOpYNEqITsU5xHx2GMpDmZEpKI+7nmfXH
dA6IiDGZ73fNaui6p1Nrt7pnKNLN/L866q35bfkJmWVotblUz66LplEZnS9PtLmRObEj3W68
srSoYyYngiHiZDniOmK5Pt3orRaIsPY9w/8Ai+dW4/WOrzPSNwe0rq0JpzS9uXvo6af+RWcv
1ypeQvE3g7PVLJqYVs9MuatlmQJS04Xd1LK4xiicJlBStcRHXzxzA8KMrpGPGrsOWcO5btw+
IrQY7sktXKRr0sg+YK1fXs/GLYEmrOaF5F0G7Y7Bhe1ttbbMFX4ge+U0tmr6tmyU5f8AUCE2
rRh/LMSPuILf+VjKxTMcBwcb/wDlJHvSiFcLANLfd+dRM/ifgfIuMZnPx+8kah5ZQCnWbWuY
3Izht1pprocyyxuqZ1OOvt+KyuYHFb5EDPE8zBDMk/8AM5WG70+pxOjP+pFH8jVLJoJWhzLs
PcijgHNUe+lX3PxRt2j5BtDPYDJ4q2kQNlbIVG1XLgwhg8AyIhkyE8+3P/2fTjF6ljZTfI4E
1IsjHmZYfDwItQ9msQzMmko6OImD5gft9oiImJiZmPR27kfdVjWcdthz0qpZPEmpnzKKxgoi
TZUmOVPj2k+gYmJGZH6xH8fb0bDOHD05DbnyrP8AUOluif8ArMEAPFyzg7mg7uHup1tA/Cit
5z8WVPKnhfyRiSYrv47adL2ytexOa1fY6ClndwrMvikW8deXY7wOpNlKxfUcBn0FDADP5n3D
L0nLOH1GIliK17bhzToUdcHgQDqKVibp8437XRSKh2lE7wE08e6gTvH44/kn4wWdrK6rnxoI
JkRkqCy2LER2o92tu4U7Q1q5TP1YsJ/jET6Oxut9CzjsDm7zwPlP/mRT41MRZ4aH4eUwkmzX
6/hY9gpp/wDHtumvfjyXlT80PMOYxGV8geE8Bb1n8cdDrSBX835z2yq2vg9is4a2Nps4DQsK
+xftPYEQdjtCEQQx0i9Ye2eeLpXTw5ok/uOcgQbSA0kmyC7k4kNHGiMaDqIjc/qaF48p2g/7
dy5EvucUAOvE2FKAnzFkMhlcxm88cZHL7Dk7ua2DJOsGyzksrkrDr967blsd2bD7L5KZKeYi
I9vaeb5ekNDGsjJ2sCNHYLe3NTT3C69iMRsjQ0cUP4Jwr2ZDypiiUpa7sALpcw56jkWdXuwU
zDCTPSPPP/N/4x6rh6VIpLm3CAUZlfcHTQjY5RtKnQnvTgffVx8U4nZPJuyRW1TGWc3dwynZ
HH4yr8P512/WoPs1aVBNu3jwu37BoEoQtpPlAmwQZI9E09SOPhQ7clwYJLElURbk2KAc9FQK
KtxOqNmjdJET6UZaO5QhJtZflrTAavjcz5Y8gah4vam4rCYPaDz200kYe5mbVXcb6uzmaQKV
E2bbYq0ZhkMYP9VnJTyHHrNyen07ClzgVmlj2RlQP7QNncOdk4DtoiSVu/1Sh2BLaE/Kw5jj
atA/zx/LLBbp4u8Y+A/GKs2OmeK3MoZfXmZD5sbPveWx7EYnL4b4bm27aEt7LWY1goLH3IBb
AFhcEH0mCWX0mvVuO1hcFvfcC93ZuCga2XatzSvGwmRl+TK5ciQ6hps0AamzReyrcEnQVCfl
zkx/Hz8W/wAWPwi1q/Tr7tr1XI/k/wDkNkMPeMsrW82+Qj//ABRwR25qj8fJ6B44FMMUuZ+H
ZePJSYez987JWxxgN2NJe5L+Z9mtJCfTGGW4Oc8G9B4cL8nPyeqPJCpFGuu1lyQLqr1vyA4V
2/kpa/8AeD+JGlfk1jeLPmPwcK/H/m5ShRDcthAdWUOwgmsQyXwLeSVlE+0QKMjbj6IiIadI
fscYyvpuv3H+OnhSvr2M5vnaAHA/Dj4g3rHHNBXx1yjkrFu0qrg7VvI2q4TJYrI1Ow1dld2p
LArWJrpEnrmCElmPHVHUXOkjLiCALuAHaPbSsnKGtcHOJRpU8j3jTtoT7RjrFgQzuB7qsfeu
MdVJwFE/02kBx3EzBRPXHI88x+vBRMT6OieB5H6gUmyonOHqQrtVRVRsMbcrrtOVaC3TOe71
dtgs94GGIaP9TiJGCiCDkR/h6KHJdaWuVwDiCHDX+FZk/klpJanvRZ2sjjE7mt2Tjp6YWrLC
Qhmq49Ix0SxrAsDP696frET6aYz97E4toYtXX6taF2t6JsnkHOUMNq9Gb1x2NqOsOa0UUqNd
CwqstXrjzlVZC+gYnmeZL7QGZ4j1Y+VkTS5+lSiG8lg13GtNfF2qhouqa5qtssc67jK911tt
Sxyi7bY8rV+wlrUJOQQ5sCJFEcjEfb6VzO9VxeFQp4VZGjXo/aqu8f5JRrqvyIOQuvWfMMCf
6sGg66JkZg+4YkJzJxxxyMyMlz+noF7WIS4jX303hklLwIwSCDeyD258FqO3quWFwhZu/Vsk
ThqVzdQdWYo2TfUDKgfdY5OyJxPRIlMwMxExyXruM9r5PSadOYPLXwr3UMeSOAZL2kl+u0gh
QdNTrr7Glu7GU+Zz+72ej+5ej5HxL3T+0/sfTz0dXc7/AHv9r/5ur7v5PTJWpoPp7OfsaQen
Ju1d9aaHRPYfwpHw0fO5z4mM1Kra2q25LXSnGoKw2uBkRgkIHqErD+g5kIMjKIjgYj6mGRrF
dIQ1tVwwySvDYgXv5CoSrSKsk690F1nIeaLC7fUmxWelpJOvK2FBLahgTBBI+368ep63FUvK
FDqKOn425Kth/LWo2wbhpfORsLWOSitarXEnSuLOharGfS0rzemFwUF988fr6FzWb8V7b6cK
O6TMYeowvCKH8dLjTx4dtaOfl2GBvaPkUa7hW4sYhDxpyyxdhFN8zDVobeUNq3JGPISXMyPA
xxEc+s/0bf65c4+Uj41uPvD0zhMY0f3QV8DWTXiPT37D5R1PHNW6Kqbp5bJGMGIxRxiovNAy
H7gCwQgko/8AznH68etPM/ZC48fzrBYqSHZwUVsnhnvlC7dpfNeFFWqcrLp7C55yDFGfQdrn
rEY+5kiU9IzEe0Z54AVNT7CtRC4kAu+kad3Hv+NStZR5TMDF5zQUBSd6XrPrpprmPWqEz1EE
hH2QPvMT/wDD1Q47WKNfnRzBvk2uPlGvYBrXTjcirMZPJZBbC+Mi6+kBk2WcKplKzqqM4jrC
syO1z0xwSyiPp6g5hYwM4p86m2USyukH0qQO4cPDTwrUr8X9xqfjB+NHnL8ynqBW9NSfgfwA
t4TwvdNwSuvse2IgfczwdI/tMY5EKtkeY6/SbMj/AFE7cYGw8zvy/H3U+wiIMV+W7RUHeo/H
5Gsk6mfDJpfBuY7Ii9jbTXOhz7MMOTZaYcmUtY42TJTM9UlM8+/PJJhLSD/RV7cts8JH/wA0
a/n4/Ojd+OvnXYPx18xaT5cwNJGe/tvItTn9SyqkWcRumm5VJYzb9PyqGx2zpbHr9ixXnnjt
mUHExMeqMzEblQmIoH6tdydwPxv2Ghn/ANxhYSUPsD2pyovflJ44xn44+YdR83/jVsWSf+Ov
mObnkj8cd0xhHXu68ys5R5/xPs5tUpdbcPE2xvLF36pSUmhaXhJCyC9UY/pdVw5OnZwD5WDZ
ICCNzf8AUOPYo430IqjHmmikbKEbkNOqDUaKDYhwuF4EjnQx80b5j/yJyat9KhQ1vfyxVJ21
jWUa6ux5yqlNW7npgiNVC7fd0sdBT0PJkyP83T6A6PiZP28XYb3GXAc87DxY0qQ3m7jppTDM
djdQha+Py5LQpB46aEWAbwW5FiqUtzQXlsbaxhQpGTxpta1nSRHWb0zBViCJmCp2DGCEo9xn
mP8AT1pg4wTCYKYnoE59veNKUuHqxOgBAnZfmnYew0tedzm4rydrE4xEBepyEmiBj5DwZzIj
UhgdDOqB6uqZgIiY9/eeHzGQFgefoNYubK6l65gYombwAv4Wq5a3gd9y8wWQ+LS7sRCUAtly
13DIeZYpcxAzETPHLI5mf+HAuRk4sItoPAe+m2FgdWyLzEMB4XcfED8TTU+N8Luur4ratfTs
raOB33Ejituwt1SbmOy1Cu8LdA3YkIGsF3GXli6q8iJ6GxJCX1icl1XMwcmSKb0y7IgeHMc0
lpB4heIIsQiEVuuldNycSOSJzx6czSHBwBCEIoaPpPIqvOijq+gaziYg7FMLS1K7wPygd8ZW
sZ/9PVCVI7hQPIiQz1fx/glzeq5s9mO2k8G2951+NPsHp2HARuaC0f6rjwH86XS3lHbPmcjs
9tAJPIv6MfVFYqCjhqsRXxtQErjtqhdVY9fH8xzM/rMzrIoW4eMzEYVDR5jzebuK9+nZWZZI
7MnfnyBHvd5R/pYLNCcLa9tWnD4R19wrUqTMmRAKXMzyUFH2gQdXI8fr7xx6EyMhsTdzjZKe
YuKZHbQLroK0d0n8atD8PavjPJv5UbDQ1KvnIVOg+JG5alitt3zIWJWynZzdy5Zrp0TSa6mQ
y7krZd6UHMV0mzp5w83WMzrGQcLojS4N+uRCQ0dgGpPDt51oxFi9Oj9fMLUVCpAaDyU/U/sF
h/URRW8p+e/xXf4ovasj8kLeIyRPsvw/ibwBou9f9s8IiQlK8bdzl7A4R2+KeClw29fyMOMl
icJEYlZV4HQetfq/1Jx2bOLpnj1CeYALgzu15uJ0Cn+4+nsPpHc9qfUwKo5cL9yNB0al6yZz
W/6paVbx9PVsvk8bYiFLXk246qEpXxIASwiwwWxIxIEPTITHMT63EPTspjhI6VjJB/pU/lSb
L67gTRugGNLLE6yPLWg/Mr21UcTuGyYZD6uLZZCkTJKqjIWLd1tNEh0zU+Ysqny60foLYORj
2ifRk2FjTODpU9TiQgU80uh7qVY/U8/HaY4AfRXyh6uLRy3eVRyVU51WrjcpatHZtytrbTJI
prB2i62RxAQCunkuYiJjkvfn0VGImM2MUBvOgZzmSSGSVC9x4W14W/jXR8FiIHv9uvPMsNLD
k2jwftLQCSkImZ+k/X/T1H1A4q2/bVwxnMA9RG8UJvrxSu0mQYCsm15iOerlLIghL25Ao4KC
j+Mx/wCHqrahLgD76JLgWhjnMLf+0/CvdNGz2Js0jkULHhp1GibVBx/1JWJA4YEf1iOI/wDH
1wSN3bZPq4Lp+VefizCP1cYpGBctKkDmlj+FSuv7RexVk7aaacrB1xrNHIHZNsK7kM6lsB4u
X1THEDwUcRx+vqrIxmSN2ucWXWya+6p42ZkgbmN9Ru1DuUnnzXuCeNT9neAy9vsZzH3k6+Ir
lmDwFoKzsj0iUMRk8jY6bz6H1mK6ez1TxBSXqhuEYm7oHNM/+p4UDtaBYHtK9lSlznTyenkt
cMf/AEMKF3MOJRxH/SEXitMFp/k3wzdt4fF5u1mtIpKfUr18pGtPs0MHXJ0RNhi9dLJ5UUUB
nrmaqW2DgeACCn3STdJ6qXFzXRP3G5Lj7yCL91No+tYDGenskaAPK0NAHYFBQeNbNXfK34Zb
D4317As/LHxb+SWJq4uojZ9R8wUM54s8z4ywpVyH5HxRv2+a/glPrYmoFdCdfzV+784YKU20
s7a5VS9BzYz6sLCJtVYePaBpw0UHlxpdH1Jskzmlpx1JQggsTk5vMlSXABORpKvNX4bYi5p9
Ly7+P9wvJXi7NUAyIZvE15h2IbAE67jLeOJhW6xY3glnDBhnWETHUJRM14nVsnHl/T524EFC
SOPbyPwS9P4MsRuMUwDZeAXUcCDoQdQnZWXWcwNrHvOGDISDCjqKIgYnj3jr4jgpGJniff1s
oJ2SNUXBFTkjMv8AcBQr2fPnTWfgD5My/jrzm3RYtuHW/L2LtUyx63NKpG4YCpZyuvXnJUUh
1WKS7daZ6Znloc+w8ws+6MZuX0r9U3/exivexxAcPAoR3GsZ1LBfiZQkYG7JgTzRwv3eYVtX
kWpi0cT0SslWTTAk2BssATePC1zIoZ1TPLOmAmIj9J59fLJHcOFLwrSo1X8vgPfQ/wDIvgTQ
dirrb5W8QY2mmxVi2OTtYgK+WUsxWwCXsGHaq5ZsuKzP2gRSRjIkMTHtbD1HqOC//wBPK9nY
tj4FRTKHOyI0bDKrAdOHchtSNeSPwE8S5hc2tWzGwau+Fw9eNysV9kpDJJ5MJecUb1NajWU8
laYRRP2iUD60OD96dTgtO1kg5jyn8QfdR5zIMxzWZ8LJGDiLH3/ypC/IH4L71rCLZ4hONzdE
ep6WUrgWJNdiGCFscVlCVaFcxHV9hFxBR/5vfX4X3thTOAyNzHHmPxFveKok6D0fLY44DnxS
X8r/ADBfFfge4a1aG7Wvw34ZjQ9K1jLY7f25eraXtuRp38ZkK9T9sKnfYcdkBt9Dx7tcVtII
mAXzKxKZBGIetdY/XZskbsANTaHBw1UAXsv9RIXU6mnpxJ+m9OEXTWmR/pht7+Y6yH/UQB5W
6aDQVK+AvyDyeg+PNr0zWcXVw295zJLu5Lyi/I5UrGN1/qgrx38dDJp2LaGCyFkUExrrPtzP
MFZ1zo7MrNZlTEvww3a2IABXcA08jx5BvKrekNhyIfSndtniF26A6q5xuQVFxobXFaJ/gN4q
w2vUsp/kJ88Y2zb8M+B8y2t4E1TY/wDrfkH+RfQ7IYRYU73JZHXdZycDlcxbhL1DCekxKAjj
ksrMGMvIaS1w3BAQXgKyEA2LW2dJqA1Gm76q6lIcyT/isJWzzA7jcbIrBzyBpu+lg8pJuNKR
7zpv+1+QvIW7eS95yVzLbdv2xZPcMtl2tFqBzWx2n27q6lUlJXToSZwoVAIgCxAQGF8ci4jz
keZ5BkcSX2QuJKklOKkns76YOxW9PiEEQIiY0Bl1RAB/PtrVn/GZ+Mfku/4I89efNrYOK8S7
5gU6nrPj/J01FPkrG4zIuxe679WBhQxWEwCLljHVHCPF+2Vjpnprh1EnqEWNlR4TT/df/VqG
u1aE5/JQKUZjmyyCJwULcclHMf6vlesbPM2i3PE3kzdvGeUttuV8Fd5p2jiwJ5PBZCqORwdx
w2VoMrbMRYTD4CSSR9fTLOOfWygd60LJgEJ58OBrB5jDjZL8ZxVo4hbg3HimvCl519t9eI2X
SCx5Opa/koyGJts4giw1msNmu8Trk2QGkkPhth0LEm1oIInq9HO+psi+ZwQ9/wDH8aUtVsbo
DdrSo7j3ctPCqU6KqXn1pmfkCS4mG9oBiZ6BaIhDTL2Muoefu59vf0WwlOylkrWAqlz2+3jQ
H81aHh9z0W9Vzl1uDqa6/wDuAs0NI8m3HV8aDQycBUUxD2xYx5F7RzwXRMxPHoqCQskG25Nk
+VBvBa3Q28a7fxm1HQMPr1TL4Z2Z2XBX77jstvzNK9blS1Ku4+gtVeF0EnbCFkQwf3czBSQz
PobqckxBjYQyVLFFA7SuqC9M+hRYzpm5OXG6TH3XYpaXAagEXCmxOt7GmVPQQQvJ3F0G6tID
3q1Jlp7fg1GP6v8A1DpabRWRiEOOek5j34/VYzOd5GF4l4FyAbiByCAc0GlP8jokayyshOKt
2s3E7Gkrq4lxA03E341RchiLK1DZoZBij70TKp/6Vqer+oBMn/51mPsAhIRiZGeJmOPTFrwT
tcOFZySF7Gl8biEKd/8APh8qpm3Z7KUMLl6fShN6K3VjhyciFM29o2P+X2zCK1pFUOQDmS62
RPvMcer4o2l4cNOKUHNNI2NzDYjRdPHkQPnS9f8AcEu//wDhna+V0dnt1er9r/b/AP6kf+q4
4+Z/X7XP8v8Azc/b6L9G3Bfx5+6gf1JXVyf/AApp77pQg0/dMYG/5LYMSeMw+EyGefCKg9GO
qCtqCgVMr15rjVFjP/TimYWpsQRzx6m+M+iGOUkDvqxk+3KMrUaHFU0F+74cjTCaFlPHwK3n
bX6/rd5KfIu0MbsWXq07eQxGItYob6BNFqmDnf7p3UyYjqiDkB4jj0HKyYlsYc4eQWGhK8+6
m2NNitjklMbCsrvO65DS1R5Trfj4Vz1vJPifZWwjWMVQpZBH7KS3BXx+POx2MjWYyMY0Uq6L
KFyfW0ChkLntRMRMn6mIJ2XeVF+fLj7dtCyZWI/ysYWvtqnAjTke1VS3bRs8u4jM7Nc1UsZY
maa02bVxMkFg4UrGZJgN7zGLBKKxVwL3Ihki6ef4g4LmRseD9W7u4inXXI5ciaBzP9sxrqvA
/C1L54G8a5nTMrsmwZaxQyS7lOjQxlqowmKGo3pyuUP26CSwWTXEuY4mVzMTIxHpjkyNkaGB
QV/hWfxIjEriAqa+4n3U+QfJnWsLQC/Zfj6JNsBUmw/4iX35RYvsRSY9lYDOUrhjFAPXwPPP
EcKXkbyuprQxA+m0L5R+NQucyF3DaLmMrjpUeYv2YxWLrECyfatWJAMaSyY37K45Hol0kB/b
7c/pMGtD5wx30gKfx+FXvkdFiOkYRvcdoHEronYutTGnYhtKvg9YxMMv25/a8VUGeSsZPJXD
Gr3DiYIzs5PJvlhTM+5tn9PUJTuJe62vhUoG7dscdzYDvNviabT889vpa1gvFX4uYO904fwR
hcNkdoJbIbNvyRuMMt5Kw5Ko7TXIrPkhYXuPzZieOPSzDY50rshwu9fd/JB4VpusOjghjwIz
aINLj2nT8/GsvL2Zt0cx86tMKlDTCBCQIHC0upiyWLJiFskZmf5fu4/WPTVsYLNp41nTO+OX
1G6j4rzFFnD52rmaYWKvsYlMOQ2Jh1dnEcice8SJdPIlHIlH/j6FfGWOQ6U2jnZMwOZqunEe
3Onq/Gjz9omO0jdvxe/JVOWy/wCLvli6jN2sphKVbL7l4J8p4us1Ot+afHFe1IGZVgaVXYMO
llcM5jWSJFDVKL0qzMaRsgzMMAZrUS2oHDUKoJBGhHIhpHkD0sDwubEHULwPFpQ7TwIJFA/8
jPBHkb8W99tafsT62wa7mqY5XxX5a1YhyOi+W/HzDG3hds1PM1WWqOQo3qz1E9QH8nHWuutY
EHLMPRuJNjdQabASsd52E/S48QeI/iCjgQIl0kI3BS1w8pS4T+lwGh7eIQixBK74XE5KLP7g
TirNMTlnJdUuBnEktwjxDAOI56Z/hz7T6Nnli2+kiiqMXGlEnrPJDyPnwPPuq818JSc1Vy2v
u2GrKIOVQoWABzEAMhEGaxZz7dUxE8/6+lr8qRoLI7NBpzDhxOd6sgV5GvMflV1oJUqFCtSQ
GY56Eh0x9vUIc+4QRcz9Y/8As+lUr3OJLiV7abxRNagaAlW1DDV0AKzASGO7PSZd054KRKT6
hIomYiJj3jj2iJ94Ae0G51phEoAqZv5Z1fCZu1jXOVaDBZUBDrb0TJUnxAgfV90dHE+/VEfS
Pp6oiga7JiZKAWGVvL/UKIneW40r4fr9Jyf+yaX/ABlKWFWBcR2xWEcQPTxIgI8RxM8QXP0m
Pf1rZpA1SdVrPYsG7an0AfwrZL8Hvx21ynoO9/lF5NqVGaD4hoTcr08qKXU9k2Y5D9n11KVX
Kl0bVx9lPQyJ4X1QyYmIgZ+U/dHVcrLyP+MwXISQD2kkAN/NNAtfQOm4jMRsIe0/qsgOLboY
4mgl8mhFgCgOprLD8ivMHkL8gvLWxb5t96m1tuyK6dSKJyvG1ay11K+OoVDdKKVPH0UKQgPv
IAXxM/x+kdD6bi9H6azHiB9QgFxVFKak8fhasB1yfK6h1AxxbW4cZRgI3OFySblFJKre6moP
TPE+5brNocPispaRQqMu3XPhy6CUAS0jzKECKv6jRGeZmIkuouBiZiWb1fCwgszmgk8Nfn7d
9FdO+2+o59mteGJq87Wk8ALD3eOlOr4I/wAcnmHzHaohjcOdSvkGqXTumuadR7nWFVf9tlr4
qRe6GODqinNpsTMcDPMc53M+78eN4ihu48/C20K5b8QBTn/7XcDp8Rmz5mq0KWx3I73Gw0PG
tfvCf+EzxClN655Z8uVWftjKtG8OGo5GhGOzL6lHK11nb2bBOXnKLqlwIf8AFrJcmWDB9svb
0ql+455wjpPTDii/SB8yb9qDU8qWT9Qx8VzW9Pw97kUbjvLgCQdCA025FboTrSIf5YfwY0z8
PqHg7ZtU3LBZWPIFbbsdXxddN3EZpq8WvC5CtsYYLJ2beRXjEIvMTLikQ7z1x0gUksH3207M
c2VmRL68bnNcCiIEKjgoPlIKC2tCZfWcTqjvUig/TTwsLSN24Eki682gOspA4HjWI4uYyW9u
HOPrkCORKYM555GWsjg2T/CJmefWxLQEVAKQNke8u9MOc4Ehf4njXu6MkuOt2NtJVP0eS+kT
gZ5iOemI5n/Sfbj39V/2jYOBNWgZP9UTgOdqk8W+AyNApa2k35FUX/LUalTVYwAbLTkZWaJG
Z6piZGIj+Meq5ATG7RzUKJz7qLgk2TsI3snGocCFHyIOnKt5vFX+OLQV+JPxIyXlDCZUsr+W
/m6NOwOyapk4y2X1PU9ndkrepZM9JjHOXsDrmDpVHJrJvVDIbpEbY7RCOTdmZuRnhjXuZF6Y
CAKS9oG63eUCjhRn62GAZDYGseYGuf5rBLIF5a6L8qJf5Kf4A/MPj1eZ2Hw7vOq+TdYx522f
tRhd1fdVrq/dK0a9lSyGOzLhhgjHxckZtKfsXPE8FDOyIF9RHAc7H4BPgKDx/uDpuYjMmIwu
KaeZinv08QKxs8j/AImeY/E+wO1ndtHzOvbEuum6eLvU7dDJxQfLPjXl49oA2zSudsu09QMS
zpmBKeJ9Xt6xAQkit/7ha/bp8abw9Owchnq4r2EE6gkImotZfCgff1rL40jVer2arFl9yblS
YL+biIEGLAp4mJmfp7fx49GMyIpLsQg8jUZOm5EYXcUXiA4eFgfjpWin+Nn8kcp4f8pz4724
6OV8WeSZVgs1r+QZkCxYRebFcLikpJhVMisjgBYriY6+eY6fSH7gxY3Q/rY2q9tngpdv8NRU
o8aXIgdDKWtmj80bmrpxbc2ultKYb/If+LNPxvsw7HreMYrWc1PyVgNRItqDYAXVrzmY8ZrE
uzWYBycAMlz1H9xceknScx+LkHGkJ2kK1Tw1A+Nr0f03KORCGuu5pudew9tjWYXieLGt+b/E
WYRUG23H+TtRAq0QsQau7l0YyypkyS4gDqWjnnmI9p9azKe2bp88bvpdA/XuX513reMH4Jmb
q1wKhLcB8PfW71vaauHyLAtVm4plaQIL4MiKrgJx1yNK7iH9NSmRQUyTB7vVHHH6/JnRlw8t
zyrBFpIBJULx4e7nRFxPmwqGvWdfzOXbncFjGwRUsgteXKqoFFV7zsdkxbWuwkLEdpsEpy+Y
7bwjjigGZPTv6Z4HRdPbjXdrt+5Cvu93t4UNdk2DRc7NoteVhdfznLVhSy2QsYyllmmUXI/b
c7fOxXRBCz3XbcvpEp5Ih+6a2skF3rsXgFQd2vZZaZwxlxAaunHs7vfS3b5rO5VbrX5zWjx+
OtUZcORx68hZwbHmMnYkL2PtXtfkTnk4hTABnMHHHJcmxTwbdjHrIHaFAU00KH27q0OHizf7
jGeVNUXwX8+6lK3/AMhYzFx1OGjYg0s66GQrJZUTAAYwMY6ymwmGhDDj2EQgRieS6vbQdP6Z
NO7yFwAOoJU/+IJ2ewppEREzzIHHT87V5/i7+LuP/JrZspvO10p8afj946GtlPKXkMKltFXJ
VF21nOpayuSCnld22Dq7GOoiyJY44H7JLkNHl5z+mRHHM26ZFJKH0m8D2vP9DVBcbkhoJrpd
G4A+mH5T/KwabzfVL7Gm7nEEALZbF2vyJ8n5PzO7WdW1/AI0jwz4oxjdO8UeL8QNZKtT1jFq
SldrNMQCK9vd84ivFrI2BSgW32umftgpnET9SM8gfcRtCMBvZdSg8znnzPd/UVIFanon26IG
GUndlync93Mng3iGt0aFKBOyvf8Aif8A4/bf5L+Q0bD5AK7rn47aTnFWd3ziSnH5jfGYq3i/
3Xxzo1y46nVstpV7w2M5kAIxw+J6zXB2mKVDfp2W4QGd1iiBdNdfDlz17V33S6HpaQM2uzn3
DQpIF0LxyOgX6j2KRsx+Qf5n/jp46db/AB41XGZDStXw+Exml6Dkdc1+xX8Un+11kIx2qa3u
uMG1ri0UoVNS9j7Tq5JMShv3TESFk4GRkbsyIncCpQjcoAO/aTuIOqi3HTTFYW5srfV80jjx
BRSTYkBA7kNeFfOB/kI0wc5hNA864QK6Yehmh7OdOSbKxE7OR11+QNfTBsp2puUSmRD37QcR
ERHr6p0DL/U4zS4DztDrc9HD33rNfd+H6Txkxruadjj2FS38RWW391Trudxbr3zmY7NLnAWl
VXtrS2wQ/LpJdHdXJjbZXYH3lKz9omOeJ9aERh7CBqL1iTOY5A5yljghT4VF5anbpZSD6DS9
LYsLFqUdxP3RKwYmwBB1Cs49pGJ4/wCHqbHNLUOlVSseHrx19lrlzKEZTqO6tDU5Gu+LqgQI
rNjP9peE1ktSBF4DzK4j9f0j1NpLbjWqJAJD5kQ/yNU7Q6ljDa3jcReb2bGEZkkulSuxUu9y
49rbKVfeQS3uBIlE/dxPHHrmR5pCQF3AeFW4BDMdoe4tERcE4EE38e2nQ8f+QfEuv6Hmcvte
qF5E8mZdFXGac3NZi0nWtV+Nk0NsXruIqWQK7Zmp1KgWRK/5SGBOIn0lkgn9V8LW7YdVFivE
9q6di8a2MOXiOxIsp8nqZJshvYWAuTtRe8oESgRsVtG2WMux1L9sO5eIkTi2xRVXXU4ivWoQ
wbUIVTVHSsTnoKBmeZmefRsAdA1oBVBxvrzpNmOgzZHue0g7kUFPp0A104aA0vm8627L16Vd
gXmY+cily6EIO73KqRt1rbSfU/qIvE9qy6+qFiP0g4mYFrDJtJ03Jc6Xt8KzeTCXAWdtJsNb
XF04r4VUv+yWS73R84OPj/uvX/alLq7vwO92Ojjp6ev+n2f5un7unn139bGi9qa9qex0rv8A
xOTuRD9K/T2Kn8NeKVmC+LuCudkGkLUshvSapiAcPI/el4yMsD9eYmPTezqFAZMNxFSr8/mR
ffZdtueGUa6/c4SKVtyF6uJOmUhALVBlwJ9AwMwEcRxER6iGtAtwqDg2Xj5qmtZ2i3iLWKtD
TmSx+SC4ImhpVrKxAoYizwA9KuCiY6JEoiPr9JjjmqCOyqjHsO9qHxrSS3s07br2j7DQW25j
nULRurVSYX9S7iMljJpiEkJSde1PScu6hmAnj3mClQ2IRve02K/lTufJdkRQPuQGEIOZBCfz
qweLtds4vQdUxeSJr8i6tRZkn2WiVht7LNK60WjJ915U68wmS94GFjE/WPXpngykjT8qjjxJ
A0H6ii95pgTsKhYA3r6+lpgQhC4mZacnJcmKzIxiOeIiYEeJj6egHKTanLEDb616tkkblzD0
W11q/Z6qrxyMB1WXtWDUWOBWPBBNvqEC9gIOYj1GMI1zgfqKVOc7nsYQmwL3r/Owpq/wg0yv
tvnWjmcwnr1zxph8n5FzLpApWtWvo7eMZMxHTE18pZW+f4wifQ2a5IdvF1vDj8KcdAgE3UWu
enpx+Yk9lh8flSMb7uuR8peQ/K+8X+q1/d+32swCfknNxWMt5Rw4ukkmc9JY/GioB/m4JQj9
J4mbWCJkbdCGnuWh58h+XlZEzrh71TiioAO4JQpyVNp27Q9uF9sCNAskerqGJhZH9owXWBQU
R7fd9Pb1e0+UGgXrvPwqOx97I4S2htRnFmAL5CyGZW9XT3BS2I+5qx9+J9iHn29+fUyxrxfS
oMmfA4OYb8e3so7a7m6GwJglTCrAqErFJhRLUlMzEmMcx3kka56Dj68cT7x6WzsfDc6LrWiw
5Ic1vks8C7eX5jtpu/GPmymjSB8Fea8bd3rwGzKOv0KNRdazv3iDI5NpNyu3+HclknV6WOtX
GF3Mhh7DBxmVZ0yYqd0vFFmYjzM3OwXGPOb2o1+iteOKjQ9l9AjfHa1gdHO0OhIITjpYqioO
y44WtQ88x+D8v4gThtt1rP47yd4Z3FI3dK8m62p8Y98y2ytuubXi2/77S97w7ahruYq6Kz6l
y6vLqxrcZ2D1GPPd+nyB6XUALsJ17WniO7TtoafCkxmHIhBfiAoqaHt7DwOh7CoAtxOWr21D
BGJFElIiXEdMzPVEcT7iUf8AH1bkY72G2lWYmRHK3W9XnHmUEvsmwZj+WAjq4PguiBCVFPSP
Pv8A/H0qlbzA9vGnsLbKFVfnVgk5prrMmRSua67Ke4JrlwlDRFgnELFyiICn69Pvx78TwIRv
JbcuVD7cPbsopsZaQ42Yi9/51B3N11+rFmo22y096rFdqqChYtbHgSpFpvkEpgYn2ESmYj/X
29FRdNy5NsgaGtBBG48u6576Em6n0+IuiLy5xBB2iwJtclAO5a4tJqhdt4tZuQiLDqwGxoHx
90jE9ZBJTxPTxzx7fX0R1GQsa9AbA1f0iESsjVFcnt8K+hreMLmMf/jNwGBwWCI8VkbOQy+c
zoZCscVsrTtMXSsJxywJ/ZyFLIdKiaSjEUzI9a5CfXwvEy4z9xskkW+XflYIBbQ99zy5/S/0
sZ6lksDwJm4GxjUNwW311II4WCi4IIrDTC7roOGtVsdrvj7DBs8srKu7P5Nv2c5iE5Cej5F1
WvYlFOsrHnZOTkrB25FUckH1j19en6f1Gdvq5WU/9JqGQAMdt4AvcpVLW2341i4Oo9PgndjY
eNFHnAoZJlf5uLg1qWW/Hupv9N8n+afEiGX988HDuWo5GiTFbhoSsftmqDi7sma7uJtaseSx
WDQXZIwNcJfIRAlyIxHrMZHR+l5xXpuaYcgFCyVWvXkS/wAxPYSRxp+7q2eGtZ1fEc+NqJJA
Q9hRL+mEKeB1rRb8evzf/GnYcbitWze5YvD5JDV2pp7Rk9grqymaXVGEHkEXorV1wq7JVIqN
QyvFWQHqgh7o5nL+3OudOkdP6L3QHiwbgBYL5VVQFJAVaHysrCzyTiTx+uiBp2se0E3aGuRw
11VVvfStddx/Nvwz4K8AZjz75Q27AbbX12XVNerabfw37jvE5Q3Xtb0HGDSqXARnrsKkeWtk
a1dTXtmFiZemfRI5s/JbjbVyTrZA1mpL7KE4f9VhY18z6t0yXGmMcQdHjG53KfOLFwUhR3Dl
avif/Kfz75p/NfynunmryBlWFtudrynVNfxkpXhNJ0nE2Du0NN1ipchNKnjqtDuiLWwB2LT3
WnT3XkQ/XMYYvTGMhP8AtNKOKak8bDmVKD5UGOnT5OJI3EJbLtVnMgISSTxcAgXTs4MR+L2K
8c3dQE8bWoM8j4psjtWCz+OOlu2nkMDYrV7+uZqsjOYYbtMwcphoGHCfVElEj6wv3TL1SLOM
c29uCfoLV2P53FjyRbVvfts9Ln6a12NsOQ0I4FNzTohBuO8i5407C9KxmyVcgvIVrIpLtTaT
DyVXFazMlKlHME2CbMzIhPHuUTEjHrNxTSRkFhC86pz3hjgE8Lle/wBvjWV/5Yj40/uzB6r4
xgbe417T3bljNWYh2M17sl8gXZt9EJxuBs2aksltJki5ohErTJTPr6P9tnNGO/I6goxUAYXq
rjyC3IHA/FKyvUJzl+ngQO3ZQkDht1Y0fUXEWDSuh1sgWmJ/D384tx8c7B+OPgzyTsiB8J+O
fyf8b+XdS2POOsd7xdFTMNpbJSXfGZMdJajKsvOplHTSsAbUSAPdHo/KwBMRnQJ+oaCo52QE
do1HPShZWMx5ZYZV/uQva0p9S6Nd2gjaewrpX2N7XtN5aLufqbVaz5PpYTKNzhbEivkM4dax
VsYfJDbo2sfq2Gw+Hw9u+SQCFFeawU/ypBxZV8z5NzmuDiUUqh7FFgEvax4cKz/pMif6b27W
qUCWAOvMlSBdSmvFKRjzJ/kO/EXC61WwvlHyTrm3ZfBvq3buhvx2H2dux3jY2iyvl8JRXnq4
ZbX1XL1euCDegWMG2cdQiAVxNzJm/wBqOQgHkje1SbDjx5UwgwMkS7oUaHBAQSo4+VEJVAtu
ysXPyd8vaBnMQncPBv4n7FrXiyiaaE795go5XDa9tORukRrVi8DsV7I2bBvrhHQGHOoYLGZK
BAfa2HpzXSgPlEb+UZJee1zgdgTxrZdPkz4gRPJvnN0VoDR3JuPiPGlA1DJ6NumyYB+t+Lcj
qe01cviLFnJ4HPnmtMOlFlcXAtY7JVP3fG2LDPZI/LbxzA/w5szmZGLjvZLkCSEtIDXNR6pZ
CLEDjan+G188hd6asa27wiDsJGhPI3r6Kvyz1/A7t+PmtvjLqQ7H6ZMzXbjQqS27QhwOl1s3
2LL2kFSss/vk5+z6cSI5Gd8bWwSRu87QLInFOZXhekHTPVjz3scxWuk1B59iC1ydK+YzJORr
W6UcraNLFYlxZaZrjDBh1Ws74iukDDg/lkEFPPMTEzzzHPrcRNdlYJiYoc8bb9pC/Bae5rT6
HplNtiewD+Nqp7/Pvkgcsunp+dzSZc5hV8coW5Sqa5MyGqjGOVcTK0hMDyK+fbmS9ufTFnQu
niAvzGtIAuSUPeSo+fhWNyJceST0mtBJ4pb3j+NNrrvljzVrjMtg/Kuq687bKMoXU1bGRkR3
DKZDNsqQWMuUsLaydGi+lj3ldJRrgiBfaIeJ6PWXy+ldIme13TZJRAVVzk2ANW4LgCVPlVU4
rVMeG9BJIWCMrcFdOd/yoqZ3zLtHi3FBj9nNGPM2tqFr2Us4+9l6YLCFVsgzCuKcvjhyVeUw
BuSslQsIgoiZiUzOjjOlJxiv/UAQO0LoUvob02w8Zsv9wAujAudAewHQ6jSlMyv5MbXg7ry0
fZMjh+8151jweRu0mtCzEyarI1LClv8AsKAjvQXWM8TPMzM6bG+18WSP/wBawOQXDgCPj+FN
m5T8eUOgKOUImp49w4IqUdPFX455XzDi6X5AflPn7/jfwqVe/YxFunied48uZKhFuEa/oOv0
atf9zO5dqkmxlXdmlREGExsmHQUZczG6Qx2F0wo69yrgDyZuNytjfa263AaWeRPJ1N8bZGB+
W0DytIbtBP1Slo5FQPrNksVpxtu8hW/JSdI8ealqFfxX4E8evsWPE3jbWT+TjMbOTYoi2LO5
x5V523f8gFcGW8m0BIGSY1V10RC/WI6jnSyqpIYp8pub/UXHVznf1ONjoA1thrft/wC3BEDJ
IkmW8APeQigKjWtC7WDQN8XFxuXZ/Dj8FF/kLuDL2+PzGl6Pjk4LKZRs1MhiNl3s2VAavHas
96ErUFvExXffvzLDTWsoYgSOyJwT0zpM2ZtlyFbiDQJd3Y3s7fctWfdH3dgfakBwMEMn65cI
u5kS/wBUqauH9Mev+tBY7ReV9SX4j8YY3TfHuNua7peq5EVYfEanhrecsYbA3slFjK0K6rUZ
hlDGOO7/ALiwzmK9ciKTHiDHUzRMihMLUbGAbDgE4dvKvhTMyfPzTmZbjJlyFXOcfqdwU27k
FhoLVgV+VDgy+ZxOCSrWcLjsHk9hzqKuKzOMwxzuWVXkMjl8pYxFWvRo3G5oslbt3W2zZNiw
uWs5KeoEToy9pke47g0N4OVqjiULdAAl0st0rV4L2wlGts4k/wBQv3BQ7iezVLLWdlWrkPK/
jfzb4hvLQ8007ex6xaEbjYnJNUOYxBjNa3bptdOXxqxieqYmHzx1RHrW9Iy24r4y36GuUhTo
fK73fOudX6f/AMl0meB3+8W+XQf9TNQouOHDvrH6y3uYWyaKgMywoKwhTmFCivVIFyajoaJd
ubLF9uSiR7fMz+nHr6OQd+vl/CvhbHAx6f3PxHCr9ZrIzuHxudiwQ2LdVNayh7ge4JBQmspM
fsIfjHAjHP6frxzI+4seWJYGmO1s8QkVCRUFk6NmKEWBEWJTZTPc4KIMzEkWBZwJdMfbBTET
7DPP+nq1jgbHWgZmFpHG9CB+SydXPJhdSW4ptEjO/FRZIU2bE1DrveLBJTezKzGSGeqP159G
FrXREH6+/wAaWMfKzLDh/spcpYDQry4UUNPp1rL30kWFVUhUc5Vt72QczUX1EPLDBRMsCHTz
7CP1555n0vyi5rQ9wUk6Dt/KtB04Rvc6KJ21gaoJ1tqb80TsFWNCkvOChPxwKHWFKMUwUQNd
zGSbB+yGtIpKIn+aPpzz6HduYNVNhx50bE6OeRCwNBBI05E3Oik3SpK8M0cZWrJqDXdbrO79
mzWGtcrz3hh9YBSc9+rENBgkcCUTEx9P5qQ71JS4lQDYC4NrHvpl6f6fFbGxiOe0qSEcFIUd
1wRp+dY+SXb7nz/v/bvk/wCnyfkfH7nPf46/j/r/AB9uefb1fsum225PBF+dC+qE3ep5vSX/
AMS7V1/0+PBVrOnfdEWDXbpVwOOs1c019gsNJV7U2FLZZhw0ELsOZWbMJmYKCEZYMQPvMDOi
ilt6ZJUcaxU8Lmn12ABjybL38jSs7YrB5DKd3XDtWov9MtrvrTXbWuf/AHhEQ50OUz/lnmCm
eeY5n0U0uAvQodtKtVO6ib410PZt8qMwyajqLMZRue9yGY5FtJQxzZssNfW5ypNftAkZr6Yj
7eZiuWVkXmdoTXWY8k8pENyAv40/fg+9jch4kwOOpVlqbh/n4+wYD2xIvlNsLsSt3BL/AJ2x
MzEcsGeBiOOU2Wx7cwuJ8rkT5Vq+lTRydI9NrR6sZcvbxBv2KPCiJiWtXkpOJJ66tQ2dZMWM
pZbmaqTmJ4EXCQz/AMInn2+vqTgNveaCY4mS2gHzsKsFWwx2QXMg6agGHIiMnACsgWfUuSmC
6AGZmI+6Bif4+qCAG/8AVRrC4uHKumzkQu5PJ3lxAA10DV6VgIlXSlYdRpkilMkfVMjzMR9f
19QDdrQ01N0gkldILAm3cBTkeMsn/wBsvw8/IjyDL7FPLeQrWJ8WYA19KzKu1iv3R9ZowVlk
fCu3YIQ6I4VzzzHoHIHqZDY+AHzv+Fafpg/S9CyM7R8jtjeaIhT3n3VmdUvLajMproVMiuLC
68QbHMbDkunpYEDytYrkvf8Aj+kz6LLbtJNZ0SAtcAOCp8a9s3EubamAQjlHd67JzAmpFb7K
6SKJZLmNEhCImIkeOJ5n17aQBqe751H1Glx0FuPYNBXpxuP73ybAUCtqF3aLvEohiXCcQMl0
d4e2oP51+3V/NPqTnAICUNRaFVyKF4+3yqxVsbNI0ProJLGsga7qwdRVjEeDCZGRMlzx1T7+
3+vPqpztwIdp86uZuieJI1D1sRwq6YjbE2XnXyQwmQPtLvR3IqsmS6IGws4hifeP5uOjj68e
l82K5o3RXHLj4VpcLq8UxEeajXabv6T/ANw4d+ndTB6Dvmz6NFwsBdrX8Fngivsun5NYZrSd
vo9MwuvnsA4joZA+0Zdl4QFuqXBpas4ifSDNxoMoj1gRMwq1+j2HmDqE5Gx5VrsN8kA3wkOj
cEI1a5p15i/Z2V+7H408ab5VrZnxJkbGj7m2ZDM+LtnyAtwli2TTILejbvYFVace8JHmhmSq
2kHwK33OrkbYOr5mABF1UevjX/utb5gOG5oVUGrm+6h5ug43UHOl6WRBl2Ppk+Vx4oT9JJ0G
h7NKCGTjbtQyNzC5/H28VlcdZbTu0bSDXZTYruKu4BmeVcqYEjMjzEzExHv6cxjCzoxNjuDo
3BQR+I199JpJOpdOeYshpbICiEfI6HvC0XcNuejjjMVis/TVkn5KsAZDLYOrYq5LWFRd6mps
LfYXWz9y3UUUEBQsVdXsUyX257I6b1L15MjFcWtY7yseQWSW1CBWAE63VNOewxur9G/TwY2W
Gvkew73xNLXReazX7ikhICkABF1q2s1fRd4plOOt4fNZO1RBqa6wbiNprXKCHdwEw3tUL4WK
NIeQhrjk2SQr9pj0A3M6n0x/94Pjia9P9cZa46lFLUcdUFghNNXdM6L1xn9n05ZTGoI8koc0
JxPmVo081ySBXBV0KlqdHE3MXnCykOuEq/hsjR/acvr12LRqUi4ommT69oIgxZ0plczIkMxM
F6Jk6m7NldHIza7Yoc07mPCatPMcr1Z037ePT2AwyB+PvCNcgewng5ut+4fGtyvAmz0fLf4x
bj4myS6itlRr9dWouYxfatXMPkozCqiWGETWthEWFyoTgLHfiPrA8fDesA9L6x6qf23S7lOo
PYU0IXxSvpQxHfqoOoNJMKbZQ1bNc3apC3S1+AHbWMHnDwtncdm7mUxuOdXtA5ksrKrkkJ7U
8Gqa5T3hMfpMSIxM+3r7N9u9fhnxWxzOBYmvI1hPuz7Nnnldm9M/+ymX2/6m8COZ+dUzxR+R
XkTwnkznG3CCl/6e/gr53a9N4wXUQquVHVclhbEHMzDK7Un1TMFJjMxLTqf29gdYYJLtm1Ej
D5h+Dh2EHwrE4P3P1DpLjjZbQYmlCyQWXx+k+7x1p2sL+UX40+WTQHnPRNeW13UGZyGz4Cls
HbWTpmbdLb6GM/fUlXp9SuppAwj7UxzAkUZF/wBu/dHS3bul5DntW207XG3FpKKvEL3VqX9f
+2OqwEZUbYnhqo8BzAeKG9uPDje9Z+71d1net2zbvHOsWNO8VKzD2azrIZHMvq2xQJ01ZVlL
LZPKRWyWTrhBvFR9ChKFB9g8lu8X9Rg4bW50gk6iW+dyC3FFAChugW5141hnxx9Vyy/FjMfS
2nyi6PItYKlzqiDh2kqaX4oymXxeyO6porwmjZ3yBn7yqoWnU9b15BnRxsV2OSAW9rzAKpqh
hgPZlhe/EDKvI6hH6jbqsgjYFRZHcVT+hquPalPf0jsZgjI/uOG56ahg19+ncpr7Mdm8T/j3
+VGleKfIPnPwh4Z8vIzPjXx5dwO15fEUcXuWColrdGL9MPJeFTV36iJXRlYRStyvr/pipUQR
zioOu9QwnmP1v7GhZYttYq1wcFXUpesPN06FuRJHE2RmSyR9wq3Kt2olg0qhNhdTS45D8C/w
VsXrDsf4Ls5nHXjXOBwW2+TvNed17tjNQExGE2HyhkKOXo3oNn9E6pQoOqWRIkoZkfuHOL//
AEfpNebgtiiB9+xfxGvEUWMGUs/9bI9wb9SveRxsboE56FU4GhN+QH47ePt+8OZ78efHGr6L
400qlYnPaAjX9N17S8Fp/lPGE9WIujR1yrVRkxzNrv1LtuYl8Y20azFkt6xrxevZTeotyMmS
WVp8rw8knYddTYtN22QJTGLBjxod8TGMeAo2nXRCbaEa3JJ7q+UbetKtYm/kaOSqHjbVfIXs
Zl8fJdbsFnsbZZTyVGT6ihjalsCESH7Gr4KORmPX1LFyiQACHIAQeDmm4PcRUpsWPNhO4otz
zaeDh2jQ6cQaP/48+TvE+Ws2PH/5ZbNvFvA4vE4+v48zOU3jyBc0XCV8QB1ka7kNLxGZCuVO
KDmnjjQouy/muQdpozA/VMbM9P8AU9Ha31CfMA1m6/HcQtuKnS9Z5r/08/6bN2CZpsTZrxwI
UoCe6mi2X81Pxv8AEIJwX4yeDtOsWqc3wjfdl1mNZ7rXBK6tulUxzqu32/iH94/Jt1urniRm
Pb0qj6N1PJO/qEzi1DYFSfHQJwRaYCeJvlmlLQoRoNgnAra/caSfZ/JPl78htzjLbZmMxuWe
YDa9Rlh3TWxWOmCbFXCYyJXXx9JQxM9IhElMSRQZfd6YOiw+m46qGMHO5J7Tx9r076ZHl5sn
6bAiRhJuLW/1AG5PafAGtIfxF8H6xG4a6hNfIDk3dDdgexrP2ppGYRSkSt40jMEXJHvJISg+
mZiY4ifWH6hn5GW9Ji30Q5G6AjvRbVss+LE6RgGPCaRkOHnuSp46odPjWqn5uZR+veO8BqeO
tY8v9s9ArX3EWGvGqn5g5EjEK9Z7Fv4VIiS5WXHTJcT6BmiAkYwkFreSqvFR8k4VmPt+P9Rk
OftPO+g1ROPeunwrAW74VxWfbZ3nyLfzOraK6xOI1lWCjDWr23ZWs9g5Yl1JsNy9DEY/2Mrf
7c5BxEJFgtmI9aeLqWRjYzYsNrZMnjuUBtrDkT4jnpTfOwTl5ZiiPkY3zDgRx4IpPBVAvX5b
2vxVpHyqmiYWdJx0LxvyXPipse37FUr4Ya1qsa3uNCV5PJMOwwrl0RVBAI0jlfRMP0/Uc8h+
a8ykqgBLWNK6r2aeVv8A4hrSs9Obj6hpe1bnvUHmUCACgjn/AMgcyi3au6XXjXsnkLd+7kdv
tWv3ryJnW5BXx7VzI7NZgnU7Dq0yHRRXVSsCIAiA+2HcHRGPAGW4vYAAGDyxtTQBvG/FxJOp
vSl7sOECwe5V28E7APxql6ZoHk/zRn4xGnYbNbRmXIs5C7KRa/4tKsllq5kstmLJjUqU6tdR
mbXMXERE+8zHo2fJwOmRF0xa1g9rAUaP1eW1u07Izw09x0PJAFU1oB4n8CeGvFutXdl206Pl
zy/QuyGKwyhaXh7VVU69ltm7cyk2Kljfs4h4oOuCir4rg4nu2ikVesX1X7imyVgxtzIyU4KR
cHnrwA0uTT7pvSZ3PaGs2sCea+48g0X2pxJVx0AAvTSaZiPKf5ObBS1tWMzm/wCwKxeODXsF
jce96tepGtFUMWmrUAcbruuVVXwkw/29NZQbDKOrrnJFsz5gzG3vm0sSSgOt9AqldB31ucbp
3T+kYZzOomKDEXzOcgU8zxc4ppdx0AItWzn4zf4+sB4pYzafNOvZTZNvwW2o8dYvx6zxxu2x
6yryHk69XLa7tsZHFY25htw8f45TVd3MWElr+PZDhsQ0q/YZoendEhY71+pODpRcN1A5cfMe
PLsNYP7i/cfIniOD9sAw4bheYo2RzdCGjWJb/wD3w82GtdfGmB1nXdVqYLQgyGUsNyVbN7jZ
dlHXL2T23K6/jV5K3mrecX8ywCcYqp0ISYjRGuisAKFcrjUtjllaG47vUi4aBF5jX5jlXyaW
Tzl+QNsh+SntOt1OpuTUP5V8Yav5JwkY+7Fqrlargdjs/icnZxeSxOSqIuU0ZDtJKUvgVPeB
qctimCRDIzPuIk0aKCEKJdeFX40zmOUfTy1rDH8wfxiR4/0rHaths3G2ZnF4WvWtbrnb9bAZ
DJZRdU6g5PKNxSXVBPK3bMC9S68KEWxAr46onNZQ/vEHa2JVKKUAPC/LTuStn0rLUiQgl3AJ
r8Pj41h7jqmxeK/O2Ar7hbxLi3HMTrUzjIYFiaxYiozG07lg8fTBtqpnahgsl8ySziJlgzEy
36S7HzMdMYO8sZLr2UuKkX5bV7afevJDlD1nNEcz9rO8MG0Hn5g5OQI5WzO89a2XjrzX5H1S
m0lU6mzvyGMmFsFX7PnlrzuNCvHEj2lJyELiY+yemePX1fpsv6rp8Uzru2Ie9vlPyr4B9wY/
/G9dycVqtZ6u5v8A2v8AOB4KnhUVqubdZw9rCjMXrKshZtuHsIYujWoUl2EWLNgBE1wxWVFQ
L6JIxGSiZ6ZmZzRgO36BPb5VDGmcY9mpVe4Aan3pXuXdW9DsY9fBWmwCEKMldROE6pKnn6zJ
MCI9imY9v149eaCCoqMzgQhF6F2apXFTZxjVXMfZmxNS8lqiB2NsV2GsoYpgdxDq7/tiDj+f
2L+HopifXqmnbS2TevpC26xXh+V68tfO73mVnnWCwlJrXM1jV8pUdLDbWLpc3tmyS554iIn3
j9fUJwzbuui+6rsF0okMZa0P2m6ajs1/JKLuDjH2bCalqK9+49ipCoBskilEw10qKClUwxYx
7dQz9v8ACeJVzmQN3NBDANe+1ajA9D1vTlLXTl1h2i5I4fwHhXRGZJd7Yq1mzOQ78E6jDOoZ
rr6gARccQc9Cy4gp6S/l6pmJ+lRgVkbmjaND28aOZnbJp45H+o5VaE0GlzfTjbtqI6q/Tx2a
XXx2u32Z/wCp3evs9Pb47nx/6vR/Lz79PPq1O1ya/wAffZfjUPVan0RLoif1Lp7vMnilIN4x
sYPcNdCPks/dEZE5zEObXc+jaQcRUrVm04QdpB9K2C3uFErPpH7ZnjRzb43KPp4VhsdjJGBr
j51U/glR/l2lS0WuGQmkoKWRt18jj1/MtVwbkzedjK0AKUHWpsspEXAZSK56ZiIkoKJ7jv8A
Ut/ULflUM2E45VPK5CNdVuKDlXy14sDKWyynjTuqYUylljMWLjazLDoN9wSS1KSs1kxELkRm
en7I4iPe8wzFtn/AVQx7LvEatOlyo7aPXiHfMBsfk3NYjQchkV6nk9ebdra7kKSq7qOQpkFi
/YFgNf8A7eb1lkrI2RJC+I4+zj0LPE5sIdMnqB2o5fyoyCQtynMxw5sD2aFLHXUdqp301uN7
tQbzrQ9phsgQMl/QULNYwBwUSJS90e/PE+/+nAbkIAGlGxK0kusV+X8anKLrCAs3pEOma0go
pLuR86wBp6YgZ+wmLgp+vTHtz6pc0Hy9vwotjnMBk7PjpUTj3MOpSsNE652q8WWAcwZL+QUs
4KVyYSMdUe4lMcfT29ScikDSq43HYCbE3piPyL2gdV8Afjl414Yt2TrZ7fcvXrGSuWWwAced
2An7oJuwtH+pHMSuI949AsiLsh8h5p7e6tn1V4wugYGHfdI0yEeFl7PPSIUbk0slfKViwLNe
J6Uz0KhsEsyA+rqkoGC6oP8Ah9Jj6+jC3cwcwayHqbZHWsRwqas412Tyq/jAUx267hCZEGcy
Er+4JZIyETzHH6cdX045gHhjPMldcwyP8vZRc1XWMiArF6y+3gWMNINLqn7wjqgfsiZKeJ9u
Zmfr6X5E8eq0xx4JCEN/CrlnNUlFMwQRU7UxLZhCogLgzAEwZgiEoiD4Epjq44+nPoWHJD3c
2r7qJmxnMbyPzqtYXVLORi3jnBEExsxE8R3JMS6oXMlzAkURzxBDHE/WPr6vlmDCHjhUIYi8
FrkSuXDKyOHyo4ytbllaLhRZrF0zX5UXQTWKGHyglpCOeOPeZ+s8+uTNimZvePMljx9lojCz
MrAk2QuWJbtN2+7h4JROp5vGWL7EQoK/dEhitMNJHRDJ6o5iJJYlA/zF7e8fSfSiXDmYxWnc
nGy+3dW0wevYU0m2Uek88Ddvv4eNFhexfKxKdd2PG47a9crQc08dmJa+5ihKGN4wedUwcnhk
2GtNnZEyrQw5MlyUlMoH4zo5v1GK98GVxLbA8w5hG13ei8jW4glhyIfQy448jCI+l1+Fi14O
5vYhTnVct+FNe2O0TdE2E8JYsHbsL1/eyTXrVEyXeo1aO5VCmpde5JQAnZRSGG8dRcF1QYz7
lyMUbOpRb4xbfFf3xm48C6gJfsSHKBm6RPslsRHKNQeLZBb3pQvz/j/d9FfxncHlMcuvY6Qv
wDHY1zGriyHx81jzbQtS1bIOIhhchP6fo6xup9O6k3/00jHki4/qHC7ShHurK5nQut9FeDlQ
yMaCSHIdp7ntsb8+2uqtv+xHUrVMncHLIrjCay8sqbZVBjmOitcmCuVgiJ9hEoGJ95j9Yrf0
vED3PhbscbnZZe8aGjcb7l6kyJseU5szBYeoFI7njzj305340fkonTdwwrb8Ix9hNgZoPu25
jB2HTP3VLjJ/o1iZ7cG2RGZnnqGeOcD90/ak2Tjumx/OW3ITzDtA49oF+yvqX2198dNzP/wb
1FccyAAPVWE8i7+k8lsedaVeVPFeL80YC35D0ym35pyVm9TorX9rrVjqmwjtMfYTj7RSUjLZ
HoIoiOYIefmXTOqy9Hyv00yiFb9hrfPAaGwSuBeB5XH/AEgaHQEommovwrKjyP4nyNCbbM5j
QlgMmDe6Exk1S42QIREyFxsr7MwUj3BD2545j19d6T1cSMD8Z/ktZbe6sL9ydBxc1rpXxgzc
wBuHiLnsWlizXj1Fd3yK8l1ycTKOe0+SKf5ePtW2ZifeCEeefWtxupmQbXjx4V8gz/tuKJ5f
EqrpofyPuFGnxzpNGKz8zmbCKGva5WLK5Gw1ZwtjFLk10R6YkWOuOgVhA8z7/wCnpL1HOkdJ
6MA3ZEh2tH49w1NazpHTIcbGGTkI3GjG49vtpQvu+b/JtDK7kWt7XkMFh92pWMHncHTlMYzL
6+VRuORjMjTtIep6F02n0cjBJMpMJE/u9O4ej9PMELJ4w+WE7muOocqlwIS6pWFz+s50mbLN
C/ZFIU2/9IUAXBOhPvNMNrf+S38z9P0bBeOMR5OxLNQ1vD1sDgqOT0rUb9vG4epUPH1sejLs
xi8p261X7V9TSIZ+6J59/Qkv2p0Cd7pHxO3ucSUe4XNzZU1pcep5zZRMNnqWKoLpotwD+PFa
ncz/AJS/zO2BAry+4aXkGgCR+ZZ8ea5atEpMQs4M3raqTsxEC4umJYIwMz0xx6rH2d0EW2yp
y3mpN6xmRqWNiBPIfxTWhbsf+QL8uNlr9h/lBOHrwm3V6Ne1jVcXKlXFmp4gQ4uwxXUBTEdB
DAcRIwM8zJkX2r0CIhIFTm55/GhpOtdTLSjmgE3KNW2nuOlBXXt6yO2bFmC37M2c/a2567GR
zmQJcWoy6UBXq3LBV1LVwSFCqeBGOkY/h6KzMNmPA1+E0M9IWaNC03IHjcUX0XqD3ZBhndu3
lQTzTQpzHxrm2/RjSw8fdRHWLQ7LCIRE1wXdBqiKJgvf3j6+0eoYmcCPUYbEX/jTrqnSI82E
BBuWxUW46866Nd0KiloOnttZ0TMwAF1h1D0kMtZHJDHTElIREcce/PrmTnvcNug9va9T6Z9u
Y2O4SEh0gHIqPE/gKdPwz4bzW5Zmhj8FhxUDWo6X11HAAM9HNl5QHVIjMdXPvPEe38PWQ6jn
tYC1zi59bJjoMGPcA1gA4e2prcnSa2nfjN4xv7BuuURjQqEn5+Vy+Vba+BYsVBXYr4sC7gKu
OplAVq6oJhMg4meoePWYYZMh3oxtV5NgPyHzNIcyWXPyxIStrBEstlJ7dfBBWR/5Mfmfb8u7
QmdOrZROtYuWFStXbi6uTyzhe0QyjxqCmxVrmuB7aOrqWHvMRPt602L0csG/KP8AcNtFTs5f
hwpjgPh6ez+2BLI8KUKADgBxI5nUjhSW5vdtkyyoW+2wgbLWMOvC0l1/0lzJGCieapWMRPUX
68/6emkOFjxO3AIba+NET9TzJYxG36L6WvbgASldOm/jz5n8o1ZyOraVlbOufuFao3Zrohgt
aVautNFVDc9mGVaLndxBcithkMjPIxPoubquBhNLpXjeBoLn3DnSV+JlTH03kNaSuqFB2XcU
seVMbjPw71HQV18j5GyzN6yq7sIPV9ah+M1RSxrsbPztssivK3/v4Al1KtePYpiwIyJ+s7lf
dmROTHgt9MJ9Trk9w0HivcaNxegxF3naoTiluFhfhzPcOFMBpeP3HaMUrx54/wBXFWv/AASs
hp+l46zVxCFVRGLmy7PWrGEZS9isRSJzsplDka3TMvfMSfrPTSyZExdI58k+65N1IFksgC8O
OoArRxdMw8RgyMpzI4QPqcUQcgSR4Ad1608/Gr/GRmdxxmgbZ5iz9anqHkC1jrNHRtLyVedy
zOptUFi9nLeatVZwWKxOKqGq2fYVbsHWMWLIJ6ZLsWDJLN/dUELbja5vdLd9LOo/enTunsdD
0dnrTNH+48ERgnRGqHP97R319BvhXwv4q8BTUxfiivX0vA2Mbk4ZrOPo4abuytiMOScxsWes
UmbnteTw7qT+2x12ULjItEggRRC3mNHjwtAhGxrhdNT2E6n86+ZdW6t1PrMnrdTkdNI02WzW
LwY0eVg7gpTjV9xeIsITomp4HOZPTaQ4zN4NuAzchlMxsuLu06p38rWy2RsbLfx+Z1fI3Str
ZaKxFwzlT+VlDAbYuO2WdkMhG0js77dv8jSeaUsY+bbucCvFF0C6WItbTUUAfPf5X+Nfx48/
eBfBGy46wvLedKWwVtd2epYpKxeNzeGv4TD4DH5uCKsC62z3bjU/KWySTargqVF3eV2y47se
UgADanHhwKj41PHY7Lx3TKoHA/H3cOdfmR8lV8tnr1W2dxLFh22fEsKJdeBbYQMdyJ4JabPX
AlBdce/149gMjJ3vO7coI46a96hdONFRYxjYCEQ9mun4Umm9bmVIfLeUzuuDuo+NKiM9gNZq
LpWti2epkQE6V2nWyuRR2aGUitfqpuPAEm+k6QguxPWPEISwuymhwJRpNwqpfUqF5cjR6PVj
cYlrj9XDtTl7JXy0ed/yJ8X+T27t5I8c6djdd1/xrv8AhX4rAhRtUctXwmMz43KGWsPv5fIp
zmQOccQfJUCCFYEqYZBCcFYnSZsLqkMbgGCZrvM02Kj6SBoQqcQbOsbU5Z1ZjumSyFzpDjPa
SCLt2uXc0nUFCRxFwFpW/wDIHQxTvJ2qbdjFOiltej0TF0kBE92Ku2VpZDAOO/A464tcFIjE
CuI49ufW++23OGNJCVGyUoDyIB9xNxWG/czFbH1ODNCJNAhTmw2X/wALhSceO343E+RsjYfe
vtxmV1DHvs04slQT8+tOZxrYJj0kbXAB1YmB6lsWIjEdXv6b5LXOhRBuD+/lWMwZGNn+olpj
7Re446+GtW0rwJepqZZ3iIWrB4pEwcsOVkuODITBke0xPX1ce8F6rDTxq6R1lC3qq5x05jJZ
MbTbjr9y7YbZuk105KxYeUOOyTHGxxXmWGQzuEUlJzzzz6vaDGAbInhQErfWcWFd5drx1+fG
p7TK9bN7haoQNatbqYy/Wh+azFegirk8ahmRYm1Fzsi8lqWMxAwRP64H3L0JlbmYwcqsLh9I
Wxt4fhTbpvpO6g5jgkoY4K5wCPF04Lp41e4p1MhkcKqpcKOwwKwVpiEplVOyLCXDJe0K5g60
ET9TOZLp6ft4B3vZG/eNRr3jlbgKdiGGfIjMbiHMJCcDtI43RCR2m6JUPds0cbkksjHtR3bo
1XEm0ZjUsWnCoumGzDbKyc3j7oL3mJj7eembBJLEQXKA1RbUD5V2QwYuQ1zYy1znoSHGxOqA
6qefy0ie0XX1/Kfz8v8Ac+rsV+vp7PY+nzOPk9P29H/R7fvzz7er0sm0fTt48+7T4rQm/wA2
7e//AHd+gVET/V9XDkl6zXwO9YDX8TgMi8IqZGvm0Lstq4ca8zhlCa6+UyLiEG2cjEhIHDOT
IOS+2J9tE6NziR/SR8fyrHNnawMP/wAxruA4c+/hTf47ED5Ex+K2K/C04RzRu0sbksdRySsq
iu/pRbbQylezTFN0YKRloEUBMGPvxPpa4thWIXdzChPEX91PovUyi3KJ2s4AgFU7Cov21bGe
MfDzX3Mhd8UaHksldFa2OsYJKaKfs6Z+Nj8azH0a8xHv1CqWc8fdx6qbPkMaGB7to5lT7ytG
vjxnvMro2b3cggHc1qAe6uJWm6Vqd0L2saLqmp3GolLbuAxZ17lmlYkSmsTmucY1icoSKI4m
ZEZ+kerPWklG17iQtCyxMYVY0NPZV4eAZTXEckYOVyFdi4gZMvk2GsUXDOJkpGIjnjiJ5jj6
TWux/ZXEMsPaPzNUnbLmXoeONrrUi6LuTqPpKFvWKTaSoSp3dCOtJotWROOJ5mYiPpz6lGGm
dp4C9Qlc5uK5p1Nqt2NxsA7EYNq2wiGY/EgQRER23GilVYnrgRYJhxPHtEx6gu5XDU1e1hJb
ERyHvsEoufmjrmYPyxqeIrKDI4HW/HGJo02Y/JrsE2q7JZW8JTjS5uUwEECLI6e31jz1e8eq
nOihcY186Dha/bot9K033L6k2ZE1rT6UUAaihba2FyLC+h0pbx1FPYtsugbEzWg0nVd0q6uw
BCI8kMzAEPSUTHETz7e3vT65UBuq8aRegEJfonA9lezWcYmvfYwzGDjtzE9wjlczEDAycR90
jHMRxPT65M8llehaGuU60xusXKA2EDZQ+0mSiH1kvmubIEhhoicqZ0m8SiImQKB+sjMe3pDl
seWq0gGn2JK0HaVIoqVU1c2wETjxERE6qTAZaMmToKUxBFEcwce89MyP8PefSRz5MUFxdc3+
GtPmRMzCG7QGiy/hXgzTKIZQ7GEtJZbTMM7PVED3IKO4p4wTTjqnqjq445/4+rY+oyGICdpD
Tx/KhJunsEpEJC8lVO+vDbvEWSxraWy4pSLE7BUmK6a3SVio8WitgOQuO5BksCZBHEQQ8z+n
q7G6vC9npSnbt4nQiqH9Nf6hMPmdoguf41XB0LaaOFC7YoCK3tFRWl1WD19bpUMTakGLX2XB
93SUTETET6uHU8OSYxtergNF8dO2rT0vMjYHOYin+FXXG+M9zu38eVunYmlb71i1Tx9UjadZ
aAhzoioklpSIjxPEDPV78e8z6XZPVeniN4BBkboTa/jT3puD1PGkYWyFkZN2gqD3jT5UTMb4
j2y1kAx+s6/mMxM13XnCmq6s9aVr5bXNHWJSyrPvEyI9yeOeI49IJc7EfH6skjW3Ave/5V9A
wusSYrhFkxq3Xc0pbuXXsBFFXWMXu2JAq1vVtmDHDKGZPHZDXLNzGume6ayuYi5RtY94di2f
STllEe/ExMxPrO5TYfU3xvZ6w0LXDd4EFRX0Hp/WunZkfpmRnmttedvwOvKxNRmX8UeItycw
r+l1sPdNxnN7TrTddslEhwXdxy4vYNblsmPYKqhIf0j39eg+4eu9PCRTmSMHSQbwnfZ2naaK
zPsz7W6s0OyMZscxC7ojsJKa28p91B3PfiNJKrO1HcUvi7DYHH7ZjG4uV9VoK6oRlqE3q19T
SPgj7SoiY944IZ9aLE+/P6eoY7muXWM7giKqOQjjxNYfqX7UNaXO6VmNc0D6ZW37RuYoHBFF
6vPivJfmB+Pj347U8NY3XWBICt69RZW3PFvromLctxc0Dt5nGCPY5IVhAjx964n6V9SP2Z9x
hZ5GwZjtHFuxy/8AUoDXe8FNDSzDxPvX7cAa+L9TgMts3qgP+kg7266IWr/TTYYv8iPx88u2
04Xzlree8Jbcysqpdu7dQyTtYs3BX2pszes13WkwbT6o78qmOkeeYiecs/7a650t/wCp6LJH
lYh/+k4E+LCV/wDZLh3U/i+68R8RgzGSY0wP0zN2pfRsgAYf/E1p7KG+4fh5mc7Rfsvjh2I3
vWjJ3byuo3q+fqdAnymCtYhl5K4YJRAyfBdRdPPIzEMsL7pfju9HqMckMwKHc0j4FDXszB6V
1Ib4pGeo4WQgL+BpQ9l8O+S8LTPF2sLn14iram3NM++7HMkZEyYUJEYgfePrM9PVzERPrW4n
WumTv9Vj4zMQi23D33rLZnQ+pRxiBpc7Ga5Q0uKc9PZKC1zSsqHBHiXRJSfKyVMwMclECPeH
3Hn/AMY/X08ZnQm28Vm5ek5DSrojryX51V7muHDP62LlfT/T6ZryUzI+0xHtP6x+ntHopmSN
vlcvjS+Xp7S7zxAAW0qPnW6ps6zxodUzA8mg5mCj3geJjjmemP8AX1P9S9LO+NVjpeM5ymJv
ur1r1UChnbxqxPqjpPsR1DEdUxMTPJREF9OPUjlkEK4p31xvSIiDtiaHLyFStDTcleYK6mPs
MZyAiurWMuePaOAWMTMzEfwmZ9VyZsbAr3ADtNWx9MPEbU5ewpl9C/HPzJ5It1cbR1nZMuxU
qq1QZWtPcHdNYjWRBjJtb/UjgOer3/09IcjrXTsZTG5u46hvE+FN2RMjaGzOUcL1obq34Ha/
4ix1bZ/yd8laH4ZxIjYMsbu+yUMHsdo1kKWBV1Zhu268Qx0yK69BrGRP2Rz7elM2V1LOC40Z
aw89U7qgetQRn0MJpe/m0KL9ot8QKv8Ai/yv8aaYzK6p+Hngje/O2zmR0qm2XtUyWK0qoAqm
pSv08FiMfO55Q0tcLIOweMWw5++D65j1VH0lrTvzZBuK2XcU520PslUujzspHZJ9KIakkNvy
JeQ0DuBtoaV/c/AX5z/kdnh2fzFiL+PRNhqMevecti9G13Xoh7hZVwen98ZxdcGwSxmKsNYX
IyZnPue3K6bgRpjAh3FApPeSnu0XhREX6QH03vY4AD6SXePlBW3ElUov6R/i+p0rbW+VPLPU
hU1OnH+OsGwQsk4Za5J53bIxR1ZCI7YkOPZ1kfX09Ee4mT9xAAthZpxN/hb8a9HPCEMbHOJW
xIanL6dxPM3HKmcwf4++BPGGRxeN0bw7Rze0Y9bvk7Ftte35A2O7kSDmPh4q0I4Wu4qkw1UV
6KjBkfzjwPrO5fVs/Jd6Ic5OIC35BB7LTPGEkjDPK9sca22oxBzL/q1tr4Uc7X45ef8AyG3A
rOiFPEYYADEZPaLqaeJxOMs1fndGPxZKZmK5qtXGqlYVoOHSRF1QI8VDp2a4D1AdmwBSTpy5
2W452FcHXeg4m92/dK43DAriQUubNKgc9KNmpfgb4yx/xMv5R2DL75bmBFuuYFjNXwji6mww
r1qSs7Dk11RAVyQPqGQT09PBTEFDDigZueS88tOa+AN+/wCCyb7vynkxdPiZC0f1O87uxNGh
e0O76YHffEmAyeX0/wANeNNbxek/jpjaVbdvJljH1KtG55IuViMMV4eyC0grNP1q89XztjtW
HL+ZSWrH9bAsviGgOPBu/SknyjaoIQkEucbC4FhyNzoKy8uZl5jv1Ge8yZJcRcqg4JwF+A91
NRT3nJqtjVa45oOr11MTjWU6FGvZ7VOopFBcrm4rEslLIlPe7vDOIPgYD0AZXNe5oXSycCU8
SNVHGoiJhaHFNy8V0vrwXt0tRV8b+RNY3ConP4JdentGS1+9mMdjtloZDE7BXpFcta/Ty17A
5FdXYMbhchkcJ2+oUqF6giY5mYn05xWODN0gG5D+HEfhS/IBa7YCfTUaafl76vOe1qM/qmAw
2JyR6bt2oWlXNe2fWpCsGs7HFZ+MzNurhciOUqZXDOTlLXfxF/uquKmEsYB8OBkxsY8rmuY4
G979vsVoT1HNcXFHMcNDx5fLUaUnv5W/h/T85bp+IW73s9mcntf497ynJZvbBxeExtfasOdc
M9mH53GY52Nq44MltOAqHAU1sBDLrZFRcywLCQxhDCocEK++rsecs3hwQEWAW3DxTt5UqGJ3
G1p2Jp5jI+PMz4RxlXfMto2B0XJXLGTyOx0MJsGS1vAswFZC7TV1tkT05gDrg6U0oKzZgwg2
wFLGWyBwAeBc9/Jez500YWyNLNykjXl7aXrOXzv558xaR5Z8l1/F2Yq6anVcVVxu9d/Vs3uM
5jOYjC5zdMthKWUyFSrcTb1TXtlrFUGvfrItMvNIVsKBhdTFZtdKHbnElNwZtBdtBuNCQVUE
ixsDR0cUUzdoOiAHbuUopCA66Ihvca1jP5fyGt3NH5o6/j9da2s2tuzsJjmUXbI+98pxZE0Z
Sxl1HlazrIjYk3RLjdyPEcxDnphe7NBL3SNBVm5wO1D2AFE07qp6pGYenSNLRG4hHkBFBGl1
C/idaGv5RNr5nwV+Mez0rDXS7VRoWyaLI6ZnE0oIi6zb1ui9jLA9Q+08THvMe2x6Q1sWbPD/
AFG/ucR7risz97umzOhdO6iV2IGL2+mPj5TxpI8VXiNl1u5PJLYrIY51mDNcCuWY+4S5Eujr
DmsyfeYkZ4mOOZmHUn0OHHX5189xiBKw3QlPlRXGhFi/NQQf0vs9sVKWHyeXEUAlKy6RAmEc
e3PEF/DjmA9yDceApsGhztl7nx8KrmYSGNzr7GMtC0afwm03RXbWaDRFTxIlvN0iaXD0RHUU
fbzE9PE+rmnfGjxqq8aDkGyUmM6IRwK6/Cvfj7rmufePHYWxaf3DNxYlBMPmZmDMmSREyWmU
yfVMlM+/PEcQcjQGhQ0VYxznuL3Bpe7Upc95rupZS5j3JvBRqKHuDPx4rQFQuYnuN7HMAM9J
89XvHMRP8PVMsTJVaSV50wxsqbFIewN28iLe38KjLVekWURl8p86xWxjchmjpoGIrxHxlmFe
RiZl1k4A5XJR0ww/rEyMevecRmONFIDV7edWs9CWcZGTvIY58haNEsQO/wCFdvfwHPT0ZTp7
3T0dtnV+39Hc/b+On/r93+px9en1FMnm1dv/AJufuqzf05USXbv5H6E+jvW9ZOaEet7Hs+Kw
WRtJvjlNlx9XiwusleTXatihzirrIy71lZD7HEl1Dz+vHrTPVrC4agVjWxOdM0EFC4c+daX7
jnG6vqGxZrFUF2D1rXb13HYxYmKCnGUWMq1YWrgxriKxiYDiYAZ44nj0mYwOeGuP1G5761Mk
m1hLQPKLDuqH/Hq9mvIGlbjkNhzg5XK61g/7nPMVK1FGK6rN6ggNfUFQFJ7QhfgUTPU8pgZK
Pfj1PIiYx3lCN5dvste6WX5cWQ6QlYmbgeH1AbT77cVq2XmQwobMAP8AT6uhXUCxgOf5YLmB
Ei59vpz6paOFee4G9TmP600se/rHtzWpzKzMYKHShreqVx1RCIM5mDmImZ/09/UH3cRUolDG
u7B7/bjUdskd2kGPqr+WDczRM1StvenqsU5mSEOBYqAA/uEziSjiY/T12Ox3Ot5TUMgks2Mv
5x38Ph21cdXaiM1gcje6JxtLM4qzb7kTJV69O+NswSZNCBeYrmBL2CPp+vtFQ0oVonGcG5Mc
sn+22RpPcCtu34UarPgfzJ+RG67V5D8a+P7u644qypViMJZW7YLVXGYsKtkq2AhsWblnrSZg
hMm9ix9gKS4kXNlZCNz3ANcbfxGo0rU53Suo9YfJ13DjDsAgAAuAejWgHy9/AXPKl6qp7vfr
WWfG/b6T1xSsKMLSrNciU1JVGMWwbiZ6utc8nEj0lHI+hXWQi6nX+PKs81ygtNkGnGoWtQGo
xDq5CbChCSEZGIWBHLBZJ8RByE8EQe0xHtz6sc/cENRa0NQii7rsWjb1IiLJK6QFq4AjBpFH
SQlyJEPEz7Tz9PrxxHpbPsRH2BpjC124Fn1UTFlsJMlL69k1AUW3QowBpriFkMqGBggaxkwX
txMcfTnn0pc3FHmBC6Bacsfmhu0gpqUI8PjREwFtgvoTYoHxE82ZUUJYZclEzLy5Hucj9/8A
LxzH6+l08TSDtdbh/KrjlPajHNufbhTA+P8AAI2vIqxtWvlqonerWmvqiw69Wyiu+wMWLkI7
IC1hiHEHJEMzzHE+kfUZf00DnOLC7aQAePDT2SiMJ73ztI3BoKuItbv/AAov7frj7Cddxp0o
bi6LMnjspj6yupeUuWaamY6xMKVDydQtoOWxyIzBTHv7+s5hSiP1HutO4ghxP0gFCPEG2tak
SmSQODvJdRz5U1ng7wZaHM4rKU5icS1tGHo+2rC6bXwSqI12G/tMP7pM4MZHo9yjr91mRnPy
nFjx5AUJ7+32+VRmnY1qf1pb3e34Vq7q/jjHa7jpsY/AU2Ps2ZuW7pU0A22qIlRTYYHcN6un
26o+6f8AzcRHqIie2IFrTtVe8dvZ8e2kz8kukRz9AmtCrfdBx87TGSxmPYJMCqUrxaRMW1ji
FvW77wYLCkpEuffgeY959LckmOYOF9CEC2GqqfZKNx5nujLSbX1PHglD3AeAPEW+5HIbDmsX
VyIXmrxDK4zjrNerdwDcgi3Xq5KrHyBtk+y5VpZWeuWDwUiUTxbHk+sWxSExITbiVQ8ddLXC
gqtN4Os9Y6W1cOZ40NiU/wDZ0+HhX5P4EeCtgf3NYze76spcLinP7mvK4esyxYTKEFhs5Niy
ljrLAEUxbgefb6+jISJ3mON+8DjtAPcg5/xWnLP3A67A0HMZFIuti1xTjuaipz2+FDjav8dW
367rW1bni/JOtBiNXxmyZm2raqFnWL9bH4ArJqs0H1rWx48xvpqQ6uuWJMyauCkCmYg2Ppss
gWJNOJS2l+a6IKYN/cjEleyHLglDi4fQQ8Env2G3ElaFwfh/+XVvVcVlrugvzusvOWUsVmb+
Oc//AG8B24qaltrKmZq0rIplQlKABxF1BJK6Tnh6dkQ3a1zQNEIB+BB/lzol33d9tzv2ukDZ
jqSwpc3UgEFO80H7HjvKeINxwU7B4hDxZuOTcaMDbxWMyGm57NiNaXWUULGo5TDXL9/H0Rm1
Jd0x6o6mfp66ZepBpL3TPjaLh6vaNACjlCE2shqJd0PMaf08mO7dyLGknU8B8jamd17dfIOS
xNireqf3nTpBUIMPu+HxW2hRatTVXVvzWVo3d2p96FCxQMuwz3j2YHEegHtmk/8AlM2rdGAF
OwhCPxoWSLBx5B6czo3HiJHAHRFauw8QUCdxok67hvx53mX43efx10qtcB04qsSctteu2XXm
RcZWVctKyWTx9dzDgVnYmt08sjqWPMD65DnshfskY4ADVskjSnaNxCjuoXKb1aJvqYuUXNN7
xxvHAFLAol0Ve3Wjtq3+PX8Ld9pxdyPjDM4KTH+Wlvw3K2NWpw9I2G29PQRWCMm8fyGMx0lB
CMkLzFzIZxuY/KjZxPrNIboLrFx71rO5v3F1rEd6ZbjSu/8AyJBJ1sBLoLdl9VqYzH+LX8Ka
FZlk9C3G4MsrsJqNqwdVSlOIgm1YG7qSnQtDAHr6Y7sFJyPVH1YmWONqmXMISx9SMe/+17/h
Sb/7a+pyv2mLFaVNtjypHJHm/EcOdUNP4Sfg3TKlYwfio8o+7YJVDH5jbLVSzcRWJaSuVnHr
OEBXfWtrJS0YlifuWUyMdQwyo5ikck6Hg6YLwuCGN4qe427YT9Z6ywEPbG0jUtYUC8CNztLB
Rx17LTR8Ifjbg6+adgfEvj/Ushr+SUgyyWOdmHouJQmz9jNhzWVwWWoCl4S7opt7JFM+8x9t
b5Ywu9oDmu/qc5+ne8g9oTtpVJ1Pq73NG7cx7VsEsbcGgg2KEkLQw2J/7nasa27fNz1/TQx1
3qr6Ts9HxvQrtRXpMp4hi/GC9KvZabrr1omT1kUAmBjkykzIhz5QzbCAzsaxvzRSfHSrdkpa
Hvax8u7+pXKpKnzlwCIPHssFfxGqfj5qGysy2L0TxjF+Mvamxk9u0z972HLpJPSWQbktrp5n
YHZVpAbQBjeBAuomMIR6rDL1STjI4dtl+IAsVpiHvEeySRwt/Q4AA9zU7AvwC0c482algad7
K6/R2hmOUu8Ca+FXGLr0a4ImzJxWbNFJ119IsT7cEcEUTMRxN7MXKe4vTbwHm09y0A8xlI5H
tLlC+UlT3m/fQFzPmfLWaYWcZrIZmhkEozcU8jmKiB7zuogXWp41CE2wX8kXdKmmfUcRJl7l
6kOn7lMjyByAt3+wo/8AUNjIEQCgIvZ+fslV+j57227kVozb6C8IBgy1TxGKyFR666xlbyvX
rFR+Rl9NfREiElDJjgeqZ9XR4GK0gSAu7z+VDTzThhkgcGvT2151op4N2KhhsDkn4pmNaOXe
rIRnkY6wnJWa9iUmVPv3adayIrAC7Ze0CMHBDPtwfGzGxyTHsaE4BPwFI8qXJyS0TF7iODnK
PmRTMYPa8DljuVaeQixk8c2vWytRYA27QfkaS8lSCysmiAPsUGd0ZKI6lzHERPocOY8AtJUq
lgp7dU9tKpcHRm4t8KumILAX6YrcN+bY2AMjAqiRBcgSuymbDDFjytQJTMyMCHMl9PU4WY0j
P7gfvXsFkRASdV7u2ovllY5Wlu1O320qKe66F+zisD8KxfuWVUcpWz6xuoPFsuBF1eNCjYrT
GahMf7WxJNQtnJMBg+3rjNgfJCxu572lqORApsR2jn31ZvJDZHlGtKjaq2HHs7PdURnderXr
2kXa23bFqQaxslPM3q+u26bquz1GLdUsYLa1WaN11vCgFgm8IJNgHiBgf2xHoIsghs8DgF1Q
k694/Gi2TSOVACoPZw4d9GunkNfoWifruMKuu4yphvniimF1GM7di2drIWrDia5R5BjTlYyy
PkPiYGPfhhGcd4d6KiMEADsTU9pOtCvMqj1CrkJ8V0HYBRVVnWKByMeKu4opfJmpa1OlgHYm
wxkzJibWnEmUx1HE+08+izIV9NoUg6pqNVXn+FUBgTc868PwrtGzRzNCtjsnmcI3Y6VROQs4
xTrSTRmmocqH497rRNq1zGw4UdYFMgX0+2I9FjGiexC9olHAhO7uWoeo9jtzWu9M8axF/Lnz
dtOv+WMT471jx3oG462rNJxlvY81l8kq/ouDzOszQ2fN0sVZLFi3acG8bSxsKe9U1r0Jie8Z
JgB4x2bw9yPa0kDgXDQfkU1p9iRTPjbI0O8xC935cxSLeQt6wPj7TsurdttzuYz+2bJtO4PY
TKanlk9+OrfyeNyCMeurOWxmvTjBRQtXSl1Wgok9UT2hAF8s+YdjWo0Bo4qg4kqSp+dN8fEZ
E7eLhSuic7WSwpQtW/B3y1+b2F3vN+OtpxmpaBom1Y6c5t2YK7kq9zKdR5CtpWJ16h8YMvlw
xj5tnLbawqhYWTTiSBZPOjzt6f8A3MmMfSgJQKTyJ41R1XEZ1V7cWKfYHPBKAuADUVQCF5BS
L1mb59zNDUMOz8eKNjGbfU8a5I0Y/dtduV3V8jdDNZS3dqMVX7tGuVH91dW4q2HLiVxyU8zA
7zp8G6QZzhtc8Gx5FL+KDXvrHfdvVsOHpY+08ZwyIsdzXMmba4JVjmojS3c4eVzgUGlwFdxF
kauRxth/IqrZStYFTeYAmQUoCOsYMOkiZETMQXM8fX6emsoVpA1Ir53jv2yNLvpDgaLNq0yc
xec23VvA28NisSK3x0rhnagO3DA5MFHyUFP2/dzEccR6AaBsCAi16dvUSvUghbJpflUTdx5R
ZWwiAgdQEwglysZMLFkbAkUcD1rP39oH2KOI9vazf5bc6pMZ3rzH4mrFoOLxtnYsHRzkxWwV
jK1a2VeRkFdCXSS1RYsyMClBWu2JlyMQBFMyP1jytMgD9DROJG0zNbJaMuQ8vE0rmYw3kDB/
kRSUVHN4zG3P7jo7rh23/l66vHY2rM4jJ4+qPFepYO4xQAUTy2J6Y5iGeiVj/SFrk9RqJzXi
DQbWzMzHMe0i5Xl4dnKj825SoY3I37f9NVTG3b1gT/phxSqusAXcMCVEgQRzzwPEcfT0Dtc5
4aDqQPeaZNcyJhldo0E8tBb40tP/ALhtP5/9Dkf+p1f9JPV8bj/6ocd7p+Tx/wDJ546Pfq59
vTL9E/mPbhST/lI/9PH2Pf2aUgvjyneZ5U0K+gkZpIbngbFh2MrtBChnKURMnLQsPhJKPoMC
uB4ngR9M5CPRcNDtPyqjHe0SNBBDi4WPG/ga17sprkEwqWSMiYuSa1kPH3DwDO7IsAo9p6xH
/X29I151oXNbwX27fzr0UcdZx2K/ZcUC8fhYJbSxVJc06MynqJAzUqh2TBEzyvqjoAp9uOfX
HSAlXFTUmRTNjMUaiJVIGh92vjaoq39i2wUz1yBz1cwUxMhPMdPMe8/r9PUwFvQriUPOpomn
OLqdba0B8eoE1iMU2BJdJY98gkVwcdM/bPURR7xx6iR5j7casLj6QVNBbQ6Cpa70W8Jrq3kk
4RkzyKFo7bGfJrDIgNq1DCAEmL4OFRAnBB1c8xHFYCPcRySrXOJgYCm3evDUDifHTWoupZmt
aasu5YWfTxBysz459inmTiS/WeeP/j6kQoXQ1SHbShuKfv8Axs+cdg8MfmR4XuYey3+3t63f
CaHumDOxIUcjS2S8OIq5Aa5F0qyeGu2k2q9gY64JRL/kMolL16ASdLleFEsbd7SNbcO46GtB
9uZs0HUW4zHEY852OatiToU5g6HXhpRq/wApHhvWcJ/kV/IVWq0amHweyXdT3Z1HHVySmvn9
28da7sux2q1aoHC15PP27VkoGOnuvLiImY9Jh1L0cRjdXbR3d1+VPcfoIzMuSR5Ru64uvfbn
rSQf2HhsmLYG7RqXCrx8Aehq03TrpNPIFIFFZnyQmC5hcTx90x9ZEb1aeMq4EtBv2L3a2pxN
9tYcjEiRr0shPmPibX7q7df1O6o6uOClddNzIBVBqKZNozcWuZZ0PHriSUsJj+eCOSEeOZ59
Wz50b2mUOZZqovmRbW7T8qVxdJmieMdzZA7ci7fKqXv2c+Kimpd4mz2LpUMmCMlmxsDaVZrq
fK24uyFoymvkKCYe8V9Ko++AiYn2jkeZnIHrEMkroCWxkHXnbUHn2VpW9MfDG2QgyKLDvvy+
Otfmm6TuV3LYhVzAljshlIQuKttQtx2PB08EViWRXRLoGY/5p55n2549Sz+pYLIHiKXdGxVI
KF3clLIen5DpBPNGjncDcCni0lg4dWQx2PsUs5f1/KU8NmxSrspx2TOijJUq0TICwPkU7Sz4
Ww4mOB+sTHrAZU07nNmka5scjS5hN9wBLSV7CCOFNTDEQWNIVtinDjpR70vTq+ftVslaf8m0
N3tWlxSXUq1XOY8+pldQuDoYB9EFBSRzHMzBTPPn5MLgrPKLAqVv2lND+NUD1Ihs4ISD2VoJ
431HG4ZVej+3LiyLihUJeE0HCpXWbmj/ACGwVcdMyfPITz+nqTI4gWsIG4k6FQePjbS/A0FJ
JI5XqUTiL+350yePuES7CsMqStVoZSJ1hL69eJGqDTFTSFa7NdgM4BodS5OCiJ6hKIaRvICQ
AF6IDytp40G9osZSQw3Tx9u2vWjX88iuNjIVFSAzwsoSoiEoPurATlRH98lzHJdU/SY9DuxM
sRbpmhB3d6afivZVjZ4C/bGT7eNB/W/BWEb5M2PMUsBvuBsN11eOkTy+ZoeJ71bZbN8sueta
5j8oGvp3EbVYmZC1FRNwGWYbDClsnIpxsuSAMdtQv12jfayFyLtSzQqDlYU0/Wsa0XDvHlcK
D+V9KZPJYHx9pmn/ACvI9PFr1s8trWLhuQwzsx+4Z2/msfR1ahWoIp3rOUy9rOnWmtMLY6Hi
DYKJDqhhg4MjSjmDceIt33CKo/nQMmQ6R39lx3Xsug/AV1+Z/Ce07XWXgsXkrrte2vZ9Bw/k
TWnMxjQp+PMHm7ub3L+1618qgTm9tWitjbpttPEaJESVQYz1tXY8kUxD2oRYDRD4k2BChKHx
sqIN3gjcASDzKIFT8quF8PMOR8x7SzZtl8LI8P47xtfX4z0Gvic5mPIWV3Svldfmrvm217Ts
NRXr2mvMlFWx1pXSlyzk+708MGvgcxJdu8Cw+VuY49mgNDAMbEPTEm8uG52gRCoBv9Q0UFTX
X5w/Hvxx5Xp4Dc1W20ds0e3lsZgfJ2uX8OzI+P8AN5EMSWaPH460nNrfnc3ig+GgH466akNK
WACyk5cY+FE8esSDCCjrgaIRbjfQJVEedPETCibgoBBuLjWyDnce+l9zvha1ld0aVrxjdpVV
5PIhkMnQyCMRbTUxtRt6lsNIMdbGtcr5Zi4StBCLQK1w0AAD4rzoojkgsjLeaK23Py2v3UfB
kpjXlDilgRu14ea9u+jP4h8P5bXPF9RG+VlbRk84GT2GD2PB63Ge13GZpsXqOqW7uFxtGraZ
g8cxdc2x1HLFl1MbwLCG/SNLbxtcCNCAT70W9Cz5rvW/syOYG2s4gE80W1VrP67jtfxHVQWN
dDnENuMeHYuQKoYtLegACzPZ7p8yHSQkUFExM8+gZ8JkcfqRhmwm4AC+IRbdlERZcksmx5cX
JYk2vwVUvS2Wm7rkF1sVqW1BQyOUHt4nF5fN5SvGfxOPKScvutsuu4vJoWIlNxFa+yAAYYHJ
yQwjx9wRECHglEPfG0lzmg9tinw0pWfIWi+ZMF5ayYUKx5nQC06tlXfumLyOWzOH2m1alLbj
NqNdXDpqXbgtdC1g5hnzDzXJK6YOhiZHuLFlDkuAQncRz7RRcMrJGpuDV4AovuN7W0oQ3vH2
8rzttWYGXYi1iMYQFF1a8Tk8hflraKkxayz1RkWJ7pmtbYbIlLPYegJvDmBu5A01YAwja1SQ
deKe6jhqvgbMMmvlS+Bj62KIuMaWPFWOffs1yeRIejol8dQQfUP2yRc8frJDMR8rd7/LYdxt
z0oOXMZGTGzzL/7QC8uHzpR/KfjC1V3VezV7Aqt4SzaHFn33tqhZ62kdmaHfNTkqmyUEyVif
bmePr1RYFjWNVT8Kmx7XsQhFFx7caYvxzi2Z3B/Laxa3uWrqqJYpKRElzGTSZ2BknJs1+qOZ
YEwMzPR6tZK7hbloO9fDtFL5oGNO1F11vbgicj2HvqoeT9MxjPiKrpo1sLQXMLfSKu64qyyG
2G0ygzG0VQW8CsCGFBz9kFE+rC8uA0A7PZfa1RiaQ4opJ5/Pl7XoQ6H4mtbbk61fG0b9aH3J
7VuVApNMjYiwEyQrWvtveuROOOlUFJiEe/qpxcbgLV0h22cRWmuBVV8e+LNg2HyL87E4bT8Y
i9lMhbx/VWVUKyvHIPHhj6rLd8rVty1qBSmEwmDMRMl7jTFzm+m1puOwfGgPSL5QYyNxPste
u9sqsfh6+325dQ1+cYnMd+zUylchxRoRaA71Qaw5Gs4K7hElSsWpkuJGPf0qBlMoalxwUp7x
apFgQt1cT2a6Woh4vYLuawGfzdeldw+NqZhde/VUde/Ux+MY6U0chXbN3uWIyauDhPISsY4P
o6uYbh5yIJJYvLGoUDRvvN/C3dS8gRSMa87nJY8TVSsb/gxzKrmAymSrR8XEuevIIWNq1lmK
JeRRSGqB0gootDyEMKC7TB/nmZj0sdPF+pD8VzwC1pKgXcnmASyLovAjWjWteYS2YNJBICLp
wXiqa9tDTZvyDrVdkuYyk8Tu495KaEtBS7DQcHyksGZABscOjonkYnoiIj681yuknlIHA++/
t7qMgiDYg92hH8qMet+caTaaXZoKwOq3FnKUdUGqvCIVNcALrRPvBMnu8nz/ACz93HpxG8Rw
bXAbgR8vd28+VBuiLpPIbEG9MrrO9a3sGLonVsMQu5Vi4YLhqsiHTYlfBMSEpVCVhJl9eOeY
niJj0bjOhcASCHa8vj8aHlbKxx0I07KW7zfugYfEIsxt9mu6zlP3CllaNteLyqhGQTVR3EAc
Wk1ptkI94DUXUcuCYiOCnPDjvLlJver8djrjboE7PY1i/wCXtvz27eRUnWinYwKZTesMabsT
m76mPtlkP3F3yXqrX2kRNrPrrhZ8qaYzAmBDBkTyXPVxJTw7NR/On0JfFFtHl5d/bxT48qVL
z1gIs5Ettr3b2Rpxeo2KeMtWW27Y1EPm3VH5mPWmgV/F03CFh8JWubJcmITML9SwnsBdC0bG
lbqFC8+fDROwVfO12wSnzvalroU+I4ovYpNaa+O/JA+Pv8HvmPasCf7JtOzZXyytWVi0cZDE
5nZNu13Ub2TTbx7FtvZRGvjNVLT4IWFBxxIjwfHDF+sx8HIb6rTMACSQhCOBTuCIbIbXpTkz
yvhn6hAfSLYCSAnItRealVF1AWvkoyFSpB2eWVhFCmT3K7ZWprC7RrSIwASUwJF1TwMx0+0+
vpbC5AL18jma0lxUeHhah5kbrK1alaYLoqjn8AqBrGLGELMzjkTKwKWlAR8gZ56eZnnjqn29
EbQVHFD8qBaXKDfYvD2Pyo8w6HXqs9SyBdOsK5iu4U2BUrsqasThbQk1AJjBiMzPvPH09KyE
ae81oRd45bQltQiA+PbV22jGpn9nuPhZ96vbP4bEFUsdphJsxb6okoao5dMBPPJ8jMRx6oie
dpaOff4UbPD5mvIsQqEIeBXu5c6iqaCSEVxHtquBAAQiyIYPtxMch18TK+JjmePf29eeVvql
RjYgTga8b+JsEqSI/kFwBEHX1t4AQ7ZSckRdADyPAwPH6R6414VNKudEQ1aGfknHUI8a74rJ
5GMSi1qebq2roJJx0kOouWdtS+pYEdeCGZHqjqj6zz6Jx3OOQzaF8wobKDGYsjpP9NZNf9t/
Gvx+5/3iR3v2b5XT/btjt/un7p8Xt8/uHX8D4P3c8d/u+3b6fu9aH1JV+gIvPgndqtZ7fipx
Xb/p4rp3JddezjRP8eDgtN8kVMNsx41uetZWinDFgHgnB1bUZSFVZQM1UlZXfdMcTJcD0iUE
XMz6hIS+Lc36UuuqJVcTGx5IDwS8OABBsq/EdtaD8X7eXpYOk+Kd+9Fqwdpyhcilj6Pb/cbz
gKYEiULgBYlExLSj2mI4lSjdhefpFaQCR8whYUeVudABqT7a16Bs6OjKDVs5XNrqy0ar8l3h
asWmfCW/twjzEMfECAd0YjmOI59vXCJyxWtbu5fxqsP6eJdjnyemqFy//D39oqVzeHv4alWt
0XlaoZOs2Kl6a8T8lExKnVzS4DJbFmX3TBdUdPtPqbBuQvCfz51LJhkx2B8Z3RPaUKajkh4g
6168wpgTXRNdPer1xA/sISsEqqkC+yJGROCOeI+2In9J9+fNS5qEwIRqBQPfYe3Cqdks6VCN
WWDOk8hso4mxVmFqOr303mi9jAWY2hOU9IrkhMZnmfaOJmGLu5JQrpQkd77ioTTx49nKpPIZ
nEV79HEuydarlstJtxWOOyhWQyMVR67I1KclLrALAeoigegY9uY9Qa1xBKeUa9lTe8WC+Y6f
lR7/AB1zKsR5w8Q5G2QAOO8o+PrkMmJ5CKe0Y0ybwqAOJjo45mY6S+v09CZkXqY8jBxY4e8U
x6VJt6jAtj6zP/eH8q1j/M/MXtz/ADe37N1De3EbHpXj0k2BoFkKuRdjPG+LxllfX2miu0pl
OYHpnpAg5niZmPXyvqz2R4bWNIMzHpqhCkEW5V9t6bjSQ58zngiFzQRax5350k9WcTTSvIZe
W18daXWr1bVlJVwlzoMEC87Fd5wTbZlA9cR0jESziBngUnIdJ6UIBlVxIBWw1RDy1Twpr/Yb
H68pSJGgEg8bBV7Txo74bLafrFcrKqHc+a9uPJN/FWO6i1V65yR1OVPhUQ8AYL4KOBNcjHuP
pU+LMyXBi3COBDhofp5cDpzBqcj8eFpc6wBI0Oq38La6UUMf+QOMqtxkUG10CNjtWD+Kxllg
VQCousjvpe3risbZ7h/afd9+jiYkSToeUQ4yNK8OWmuvsnGgW52JM4Brwn8aanVtrRtqhuty
uJSHyaipxlbGVZSmqyiI0TfXKZJVupK1wziRI55OJiSn1m8uJ0D9rgUT2SuzBoGn51WDENY3
HMYLC0MfbPaSXsGwZerMVpfdXUDGVXWmMGFDZVTpCqOIngYiI5KeZiAcrEbJM53pxKxgPALu
Kdin40uMO0mRtiUJ5nv9uFNZ4oyNbWbx2M+mcilpIC2brKpnHVZrueLwBQl8p1MoDqD2OBKf
1jj0C5zGy+YeRE8ToapdGZWIyzxog17PGiFiv8gX4U1YnHu/J/xNjW1pckzs5Jkiu0vvKmTT
8MxZKWFxK2TET7jPtHrTxfbX3W0NYMDJLRcHYENrHXt4+NZ5/U+kklxyIl4jcfEafKiVr/8A
kO/BKbq7g/mF4dwk1MdGLbUZmrCaNw4fIld+OeM+ORkmDDlZdMqIfeJiJ9M4Ptn7oajhhTsf
xtqtrhU0WhpeqdL2lpmjcCV107jrrz40asH/AJKP8eJSoMl+Z/g9XSFRDDs7Q80vXVWAdUKH
Gx0FPH8szM8D7TxxHrQYvQOuOtNjTtsNQCEHu+NK5s/BB/tyRm50N71YXf5O/wDH2GwV6aPz
H/HT+0auOsydgtussyNvKk4FoSNX9jEK9IUmTu9DiLrAQ6JGZKLJ+idbMnpMw5DjgHgLn32r
0Wb08Rb3TAZBPgB+PKu7Jf5Hf8a+wTX1i9+bHhLFYfJqjIs3HA+QxqZLUdi1/JY3Ma5Yr425
iCK8B2qkFEjDFyau05crOSizE+2+qDIaJseZkZuXNKbSNEHH2HbXn9VxWRukjkY+UWDCPqBC
FTYD8rgrRss/5OP8Zdx6fh/m7+OuRlhGXcduyK0RKlk5hN79VEBBwBQIl7kyYiJmZ4lxmdCy
9yiOSVqhSWlbXvZfeNaXY+cwt1aw8lH5/jpR28ZflP8Ajr5mq3g8V+RPHfkYWMvpFvj3YMLu
sBjU0VZN12/GvMyVvEU7VEwmRtKTHeA0TJNXI+lExGK1zcmF8RJtuYQCNSdyJ7JrR7Y3ykOi
kY8AXRwXVERb35d+lAjyH/kQ/D78b/KFLx95G/IDwvoVyxWVl9q17ccpsOp7jrOL2TDV8hrm
z0MKGqWqO3Y/JLR0EXyatla2yId2VEsTOmYGbOG5GJEX4riRutbt7U5FDeqsqfHY10eQ8tyG
iw13IdFUIvA3Ci5FVKf8qH+LujTuur/nT4azViyMQ+5kcnnIydkJZYliWJRqtP7VLMQT0KGI
XERxPElLWXouaxh2se9x7Ln5acEoRnUY5HAOLWN7wg+Jqi2/8tf+OGrMUi/MTxKWHoMcFZ1T
LZubKFV4XNYkTTwJtbTaclPRPEjA8TAjxyp/4fq4dsGPNsBKH5XGvdRn6zETd6se4639+tHz
8itz2NfjDV9z8NeMch58dvOHmxhbeF/cclrZa3mMUNinsX7nrZnkbjMgm8s8eNdqZaEkwXrl
Y8gZJe1rXOa6R92ncDbmDxUH3UxwGxSSFr5GxRhDYi/ctk50Mfxy8OeU9tjVdq/IjwVoesZr
T7NrGeP79vKZ3N71gcHaxYrfZsszDtgcjK3mSCnNsZBdggFkyIl0wVEcUjv9wEAlLr3+16Jy
8iCNY8WQuBClAEPuT4BKeEtMq4/FMB2DG+dOpLugCfYpzakXi2UJvG9hCgikVQfUXRMR+nPo
kY+0XYSUXu99LvW3OUPRfbhSL+UfEugafo+97/5I3bC6TrGnVrO6bdu2bf8AtGG1LGtsRfTN
vrl6UVRUakgpcuY2YWtcS04H1Q3pjsgmKNpOQ4hEB46BKYt6mYAHk/2gCL+4laTlH55/408b
gqWNo/mL4oGyi4L79io7bhffKibJr3O5GEprnpBvVENkg5iOsZGIj00g+3epsAaIpGhfjwOq
d1AydZxZHFznsdbnw4jn7qVLyr+VP4I7DXKyX5V+Mm5dlYr+MyKUZ+grLIbYsJVYWQYJoiUS
uQlkEXLFlz0zyMUP6B1h0hLYpCRxQBT77Uwh6z05jAHyMDDwJVB+VSv49+efEnla4vVfE3kX
U/IWx4GmWdyeHw9fKWq2Lrd1VMctlbVrE06aKjLTgUJsYs3GfAwXM8Uy9O6jhtEmZCWMXVyI
vah+PvqZysHLcW40oc9P6VVPbhVNzP5i/hNmNss/3L+QWi4OxUbNHY10r2aZXuXabLVK9UXS
diJZRtU3JGDMSkCnmI5mOZJ/4bq0jhJ+mlAKKQiEcxe3Cgx1HAiYY2zxlCUB1HeUvxpqPBH5
jf4t8DlUZrZ/y28UYnHUK0CvD3cxtXddfQ4GKuFRjVnA1jg5hpQX3jwPE+jYeg9Qe7fLA9rR
wsV8ONA5PV4U2xyNcTx5eNbOYPzz+Nf5ceDQzXgjyJom86ejcsXVxW26hBkjKZ3xnncBu2e0
qnQzAa7av5K5jKQ1jD7lR8mCPrCCj1d1COKKD9FkxMZOEcHaOTVCDY6JzWgsN8nr/qWOc6Mg
gjUKRtVQqIq1A7tqes5zvvTV+BGZqE2vOW+LRdi7OQri5dfMNM21K81WH2n9JsiCGemZj1mZ
YIS4tjKBwKE2RRxWwHDjR4c8C904C6pypQtyXitS8aZ7x3reWZkozO5ty2UGlZc+lXqVKwil
BGyxYW1N3KGbuFMlYpUEwIjIjA5LBhPxWODlddNEAsORv8L15+4ztmcCCnGlM0fN+QE3Nq0T
U24rH19hbUdmrVqMcTnV6cvohUDK3jEkY9zbwcrqx8lpEMDPMT6U4jZY3uhYjQ4hfDt5d1Fz
OY5rXEFxA9rc6XryXhxynkDaKeE7OQxWu2yx+KyVFy3RlRU2069ZtKb2Cl2VzlmXKbLBWtEC
MwU9MejC6EP2x3AJv4m/jwq+OcthG5QUoj6soaOpWKVlqsRmv28rtCL7VW1gCjS/v5P4z0FY
7k9Y9MGsoEhmCiRj0zgbG6MteLoooKSZxmDmlWqh/hXpv+adgxdJWHxqFlWzCeKrqsOu3U9+
AgkZJlRpRiBNfUxa3dBFMT93MzzwF4jMbNDftQ8F4UdGxj3CRxVPd7uNXHZt20bcdQxeJ2Qr
FzISjIofD12GBjnKYoa1gq9Mxvqr2rllXWA8/ZBzMSIT6uBCNChbr+HhUmbmvc5oRtk9tFpB
9y1a9d2GgOPwd3PWcjGVjK5XEppnNNcPCodI0JZy6lQMe6kQLpGCKCiI544HEsO0eZef5U2j
c0fU4Btte5ePOsy/OrMjh8nd1DHHsY0sMi5Rj51o6WPbetoxrZHErVWuoe2aV1JNeTIkpXAS
IlMzOh6cI5GtkkDdxIOgPO5uvClXUZJGlwgc5UTU9lhZDqtMTQ3q7X/w2ZrSJ+cRt3TfLlxl
jrfMr/7u4mDaiAACSiZTyRzHTBl93EzPov0PU+6IHtHlZfsH9s+xqt7fS+w8qclJHq3tKygH
8U41gZ5hzuW8ZaBqe1LircvbejLZfD0bI2ZrLxGGzlnD3RyL6xSVSzYdQf2vtkRHpI+YLj1v
McxTyyRtN4yGu7CWhw+BHyr5JlQSYmNjZEhtkB7mgcGteWHxUG3LXWqnfz/91+O8RnFRFD9+
bp+Rri/og6sOz2GfNds9BJb256x6unmfaY49uLg3ZImqL8qDe4gEO1pksJY7tutEsiUKo1YJ
YivvNKO4Rd8++cpASjoWMczC4iZiJ9LJAUPNT7fn20/hcNzQCrQxvf43Kch2Ioo+51FQsfrj
Ky+tWRTaM+8gYTNupWxq74UrEqAyXWc0VkHTIwf0n29KoXuLnh1i0/AkovfrWpy4I2RQuiKh
7b/9wDdwHFASnfVrr+PJw+k4XedwRbRQzxZFWr4yiBJZm14swXedNgky6rjqolHUwANhFwPt
E9Q8fJIXbYgEJPmOltbLe5Tkq8qsb09sOMzNy12OPlY0oXAcSUs3tufmOOtQ0XbRbgcZWyOj
7bZl8YnJ/uN3LYi3bPtnUxeRpWmuCRPiICVsiFTP3RzxPrjf1EbgZCHxHsQjtt+VcDcDKBij
Y6DJQ7SHFzSddpDvgQbUAtxy2ApaLuGQ2fG18lRxGHza81jbyoXHexz5q5ama4CxNiPlJYoC
mJExkS9o9HQskM7WsJa4kdvdSnIlhGK98rQ9rQVBtxuOeqj40iv/AHI8IdHzf+22r935H92d
HZqdH/qP2D4v/qOjp+J/U+nxev8A5ur39OvQydPUdon4r+FZz9bh6/p2arqe7brpx76VY8Ra
s+TtZvYXVYxmOrZ/X7JLxjMjepkteXqmy7zfEHKiffqARABiOYiBnmTr+kVKlDQkU0e7g0kh
Bf8AGtNyy9fBbbj8jeeyvi72OzOqXMk0uKuMPMtouxl6wYFParFdpwkykeBlg8zA8z6T7S+M
hv1WPelPmzCHJDpCRGWuaTy3aH3i9FJWo4DLYepWSsaTKlSQUdU1MV8kFQtxvLr6XQbRmeuI
iZ55iff1wO2q8lL0w/RY0+O1rQjw2yc+K8+/WvZsGZcnRdS0kqNwbWu5DO2Mnkgcp1X5OScB
oCsAzDLKBqoCe5EcwRFE/pETaLk7lBQgcktbv/KqsrI24EGCGu9WMv3usik2A4kINeZIqEz1
YW1k2+6pffSbCmH8OEprJmYMmT9rCUMEPEcSPH68+oNKFKHnAe0PsCQut9BQe3WLb63jVo1Q
YNPddbsCfUtjxW27bxZNc+Jj5AkVuYNpc9UnH3RHq5m3z3/pNASuckVgi/iRrx76gHeOsnlf
KdjZ2ZelTxt3BYLFnkmrsHksIWEsOfZXjloiTOtkBmGcBzBvjgxn2mZNlaIgxOPz/Kq3RPlm
artrOJ5JyA1/Om5q7bRv+a8TsuvUpxdB+6aoeNruAVtIaVvDVPn2kwXYG7km0itNEftFzSiP
pz6AZG9sO17tz737yT7gqdwp6cqOfrLciIbY3TMQcdWhT2lFPaa1K33aMhmzRtNj5aSQu5Tb
lKZsQKiptcxFVr2C+QtrWqWpKAL/AKnSIyXvHx77jhZH9xTQhN59MgHtY3u1svvJr9EYrgcQ
G5j2leOnZSPbxvd3V8zjKlugi5j3q6boZZTif+3rskwEkiz0jZMULmJiRLgZ45mOOGXSulR5
mO+Rjy2ZpKbdNydml/jWc69113TciOJzGuxpAC4nXb3cT7a1B7X5cu7Y1T8bZdRSymWOUyoq
0knNG33T6EMIgWZwoIL2CTiPeOZ9NOndCiwY0maDICtyClufj4Vk+tfckufKW4b3DHITQgm/
8KmdSyGLZWrNslmmXHHbtdDqZ2FWAqMOGVxeposAIBBAZTwQwU/T6zVnslDz6fp+mEGqEE6F
NDrap9JfHsDZRL6ziSBtUEN1Q6jQr+FNRo2a3DaLsY7ALylm06oThRVU01T2kR2n9Q9ZysAQ
Af1Oqfu6erjnnJ5+Ng4zPVn2ovjc3HxrQwTZeTJs2uASy6JzpstH8V+UqmNq7fsFu4Vqy+FB
9i7axSmbA2WXWLYKMZXx7B4sgRGQT0xMBJxE53PysEn0cdgECLxHLS3mJ4UbjRShu2VwMnL8
qb3Q9e2UcTWPL36ibAsRTrZlHwKVPMTDAS06CZ+clcMmY4ljDOAjn36vbOTjHfKTC1Wk2aSS
R8AqcdKkWuYhdeymx/OvkEznEZvNjx90ZzMwRQXIz/8ASVmI6Y4+kTE+/M88+v15D/ss/wCx
vyFfA5Prd/3H51F+rKhXmDDXDIApGGrlTI4ietcmDOmeYniOtYz7cT7euIDXa9sVX9NczEVL
ti867WtUtbBrkYOnrI4gOlgSMdXHJe0c8x68ov2V5D765vXa5X969XqlNfzmc1LOY/aNSzeY
1XZsRYXbxOyazlL2Az+MtKLqXZx+ZxL6mRpuAveCWwZ9RexkjDHIA6M6ghQfA2rrXOYdzCQ4
cRavoj8Frzf+cn8bt98HeTMniX/5CvxI0pnkHwP5dv162PyHnTxDFoKWyeOfI1uqsIuZWjnb
NUfnQvgLN6vckYmchL8t+id9v5pycFT0qb/cj12Ef1M46X26oo5I1M7eoQCKe2U0o13NeB79
F5oedfPdsen7LpewbJqO7YTKadt2o5fLa5ses7HSbjczhNlwT/j5fX8tRf02aOTpsghkSCRI
4iInpLqjUB7XAOZdpQ25HQ0rLSFDrEfOq16nUa+pL/AV/lLDx7n8H+Cv5DZ4W6Hstp1L8btx
zmR7Iaht2SdJr8M5HIXLCKlPVtzuvZ+xuexaqGVb8XqFNlXZzXWOkNkf+ux2gyf1tVF7RwXg
5U4FbGmeJllrfRkJA4HVBy524J3V9kWradnMXmNozeXs26SNht0exp7MieWxer08HjV4qgWN
sNBM1L2WWqX5Fau4gm9EB9wsY3PQ4L2vc6UbWk/SqhqBBfnZSn82E2VG9jGRoS0fUiFylSvY
NAt09wt5YDHtYOQEODGqxJ2IsmmrFZnVYsMauXDRhcF1HLTHkY5mSiOfR7cWLYHNBP487aUM
ZnixIT28a+CX/ON/lCx/5Tb9a/Fz8e89L/xm8V7PNjaNnxzAGp5v8n4Jr6sZeo5MD8jxxpLy
YnEDzKsjcg8hMSEU5B70npbMMeu+8zhb/pH5nnytQeXmPn/t6NGvt7XrBCrnbtdlSJabqtGY
KtTfMOXHD7diJgyiCW0X5FzoMY47xQUjPERDd0YIPAnj7d3uoVryCDqBw9u/30UvBvjfyX5y
8v8Ajfxb4qwC9/8AIu5ZmMFqeqX1272KGW/ud19bKKcMKxutY9XevXLYmFaimTewxmDmKch8
UMD5JSWxgKSLHh7zwTjpVkLXvlaI0LzwNxxt3ceyv9BP/H//AIzvH/4b+CMD4rwzqOe8kbA7
HZzzD5FOtDbO77mlKliikT0MdU0/WRYVfEU2R0gnqc0e893OKzMl/UZDK8uYFIaLEAcAnM6n
n3AU/gDMNm1qO0JNwTzPcOHIaV/nc+Uas0fKXlGjMkU0vJnkGnJFACRTV3DNIkiFYgsSKV8z
AjAxP0iI9vW6i/2mLrtHyFZuRPUcmm4/OqN6sqFfb5/9b/1aK/8AHGrJihd/Mh+SPmOrTqxS
Q+9Xh+J0ZcNxzjCbATa6pW2FzEzHETzz6+d/drI/1nqAl0+xo2gX4onG/GtF0pz/AEQzSJTd
e3j3cK0wzWznsD8tKbt+lXRjbSv2zI0mVhFuNsXK120moyhXvw6wDpkmNM1MQkCVHvyWD9Uy
vcz6doJuL9vD5+FaEs2NGhJOoPNLKqfxpd9lzadTxNjPZTF1bmDsDkadZzMilmJwNzHIFDF7
AVq+i9TH47vmVmTM0mdHbJgzEB6sgWHHLiA4FyAAqh7Rr2hClUyt9WQJrxtqvL2Wlm8n18tr
dfJ4mzjrWu1dhx2FzNbH1rOMuTOGx52ab35IqNzrRl7928lhgPMrSYl09MzwBMxwJZdjCAUU
cOacfwq+MhAbOcOKfnQ11dIVslaXZG1QuEUTcG6lvB1LZ1LdUJqA152OK4icDMFA9I8cRIzE
8U7HlefH8uNVZDVaBdE4ewr+2Z9M6WRpRbZXs5PH2VLu1TQl9KlDiiy2uyVEkLTQFgL6uroZ
EzMcxHLWKQNUpY+3xoIB24JoD76Q7yLtW1eMUYurRzORywdtbaFu8VZ2Y7ZA4Ct5SwFga1py
VtggKFL46ZEpLmJ9G42yd5QbfbhTIOLQXgAFeGg99U/afyR/YsBg8G7JqyufwVL5S8umk1I3
sbllKetGdWiEzduYxS+E2bAzbVBEojYEwUHx4z5ksA1fE11kjGK4qXEacB2+NKlsP5NZrDvO
1r9Ozbt5Fal1Rx1kobXZeKnF93xXLMDUtklYkOkp6/cZ4+pg6PDNaVAh5Va3q0kOg3Dv9tBV
G3ryZV3IHXry5qZWpVw1VVexXKHqfSglWwSy4mwuYTYsmxdgxg2MKZIenj1fidPOMdrCTGST
Y+7+VD5XUmztBc0eoOY96fnrarTt201p/AzIa1g77lVZ2G8+5UQ6m0XNyHkCvkWOtgtoEppK
lZQALEYmY95iZ4e9Pgc3ObNIqqR/5EFWdUcx32NJ6Qb9XbY+sCg4aHnWVOy1yz2Ax+v5tg5H
BVbFp9LF5MIamuWSWM320ORJtP5wrjuwsog+mS+sz61DA1ji9oR51I4pYLzSvkE0sr8duO9y
wNcS0HgSilp1CoFCoUWoDJY6u7HVMTRrJipTs4UUVoGVJWqnfptVWQNc1muBUiBXEew8DzHH
MeptP9R7aFcpKBSFHipooYS4ZbLYrChdP/0XWtzB6uqzDUCqIBQrA60rmJiPtk+eBiI9AvA9
AOVe0U+jcRnOj2ltxY6jssAARxSy8KZHMUbSg18KcUrYVKeYsOsVrKV46T/c2dbqdq6xJyhQ
JjusGDgiAemZiI5SQOad5cC0ktCHX6eKd9h21tc5krRC1rg9jWvKtJ23eQS0uQogAJC6U7uY
2zUPPvgX8ZtEHEZnC5HwejbMfvGzRSqKweV17M5RNjAVMIfXFjLbRkromEgQ/ZM9yeoIj1UZ
GwSJKQ3UC+oJ3WGqhSvO2nBpDB/y+PEGL6cQbvcQjQjdqAm3mQEckJOoVe/Jud8feP6lZtXF
UKFPG5Ovco1xc27sV67ijOzMKfZa/I2chkTga4rUUAXX0rjoHiHDMdhaHJdwHu/Dt4Vneo5m
PCfRha0RsOvEnv1PZWe3kq4eV8aeQ27FXsi/aKOfzOYq4yBmxXZsWdZk7NSn0phMsoxcFZfZ
MHCymJ4mC9EwtTIaW6A/hSDJnJxnl31kLpzK/Cs7/wC3PD38nxdw6fmdjudc939p57/y+nud
H9wd3+l0f9Hs/d09Xv6brN/06fH8qz/qxf8AVryGn59mlE9fyavl2vrtJ9iliaWC1jI1Mc4m
5NabI2qVr5CXGCrAumRgwPqmI6YiYkI4iG4mEk8zVhhjbOA0JcdvKmwypd97xf0uA5ctqm9L
RYthcTDIKCBoMAvfnnn359L2BBamcrnOeVK17tV2CrqLfigDW4y7ap17FNNxjv2onjCVW6iH
MKFLgYHuKCYg4jmI5j3m9nqAg8qnh5gw3bdYnOChfpXiPxFEvLQSSrndarI6/k0zFLL0JNs1
TYfEpMS6G1T4HqiDESniZH6THqlgLbD6hw5jmKYZJAIMvnxnDyuGoXhUtsmFbX12vbrnWuYg
GIphsGKlclEwslNC4UJA0THZE0i0YA4mej3khjo+rcNDwPA8q7kQluOHtIdFYbhrpx5aWW3L
jQl2auAaTSfYmfnYnY4uuswkxsXkjkq2YhYV7FeJSC01JKCVyEAzkffiPXYysxA+kt/hS7IG
zED3fW2Q95Bv+HdepCsJ2Oi2ASoHiLVgixFgSUcQwfukVzMEP19pj/w9eNrGoMVwDud9Vo2+
DPF24eR96wSNdxjP23F5vHZDJZ68licLRCrdTYACusFajttaEAChPmZnkpEIkvSTrXX+ndCx
/XzHLKfpjBG957BwHNxCDtNq0P250PP6znMbjNIxo3Bz5CDsaBfXi4pZov3C9bmHitBqa3ht
dtWaVkCoIdSuqVXVYJrZ+fn7WRBl69VYwbOUllcicsjqcmKwIoEPz/1bqOd1TqcvUpgkkjlI
aSQwaNaBbQNDe8Kda/QeJCMeERxkkNH9X9R5r2/DThWdHlXxdOc8nYrW7tezkkPCcV2ddQqq
VQHFHYv07lijefaIQMgInrkzPgusomYLb9C6xHh9JknNi07vMbuI4IqX1tpyrIfcfSZOp9Qh
DF2v8psEaOLvA2vx41Z/Dng3HaX5BydHYoPZYxU18dUwr0f1FMvOGudq6uUsYJJOZaBB0RJK
kYKJOIhf177ml6h01jsUGLcSXOXkNB8iCuqparui/bMPSct75XiU7fKCBYKqnW9rEaXpvvI/
h3D5bGYDI0MVr+PrYO9YxGBDDgyrZyF69bImwVZDBRZuuaIzZlZf0x9pmI5n1kOmdVyIjI10
jneq0F269mixupsNPCtLNjY0jmPc3zxklqWRdURP404fgLAYrVNbOxcxlCMxKnUbIYms9V1O
KrGaaa7J2iCyxlGTkXGBz3P5xHpLj1ASiSQyeYqeNyp1IHAE6DlVGSrkY2wHu/j48atPkTTX
KXglrzO10j3PL5fJYShiNf8Ak16WRdQ6nY9l+hJ0kKsU60sl/Z7Szb3GFExHPnxSRneRuaAp
BtZeHM6WGvKg49pJAItb2HDxpsMF4a2bOaVq2hLyaKeK1bG47N7AWQr1qi4yHD2JOWhEtk6V
aOSkTkGMkjZ7xE+oCDJmJDANoG4k8FW3uoJ+RFE/eiucdo7a+EbPDAZ/YAjjgM/mwjj6cBlL
Yxx/p7ev1XD/ALLP+xvyFfCJP9x3/cfnUV6sqFaFfjH/AIsfzd/MPx9jvKP4/eLsFt+lZXOb
BrlDJ5HyVoOp2LGX1ZqU52uOM2XPY3IQFE7Acs7fQUFyMzHpVP1rp2Nm/wDHzPIy0BTadCF1
001otmFkSQfqWgejzXw076ZGP/rfj/K71HE/jpgA4ujRgz8zeJoBzSVDIcoo2soOnAzxLvZc
FExzzHqf/LYfN+qfQfZO3SufpJeBZov1D2XsqcL/AOt8v8psU8XWV+OmvtvWrhMyN0/N3h5d
WomDJKKiHBuLTlLUF3WmSSIWAMBBRMx66Op4qk7jt0FjXjjuDQLbtTekA/KP8GPyq/CzZ8Hq
v5KeJcz46ZuSrP8AZmwKtYncNL3IqrE/Ip6zuOpXM1gsjk6hMVL6gtC/XFgExIgyOS45opmB
8ZBCL4c+6qSxzTtNjp/DspSmrYhrUvWaXIa1D0tGVtS9DCU5LVlEEtqWhIkMxEiUTE+8erqr
rYv/AAI7c/SP8qv42V3Fbrp3iv5L8fZCj02EDfx+y+LdryVcLUCapOsGSw1KwIGJrZIiXt0x
Ppf1NjJMM7rgEH4p+Jq+BxY9eKHh4/hX0Vf57/8AEK38ltRyv5qfjVq5WfyE0LCgzy9oeCpy
d3zd4/wtOIXnsVTrj13vKOjY9PChgZdmsUua0dVmvUA6elve5pj4a+34+/nXZw1p79Py/Llp
oifCNExMcxzx/rEjMTHtMSJRBCUT7TExExP19NqHr994mJgiAhITA1mS2LMCggYtgSJrYs4i
RIZghmImJifXq9X32/4Gf8rFX8vvH9L8XfPGx22/lH4g1R84LOZjJk0/PvjbGMCB2LiwcnkP
JWlVe0jMB7utVOm+HVBWxSjysFsbt8QOwqoUkXvpz5dluFzGTlwRycOABHAeB49vfZYf/rgH
/LTPj3C5r8Evxtz1nHeQNvwQ1vyR3LG2Rr5DxzqmXrlEeHsRYpkfwd22mg6GZtyW9zGYwxqx
MPtNhEsHD3O/UStLRwaQhUcx2V6eUt8gIJ5i4Pavy9/JPjCoMrLsNKFhTqyl6ZWNJWSRUpPQ
6uQqTcIihyZYsUMietR8MghIYn04cqdtChF9jVt1zLzeqL0rG6Bjdjzu1ErWsbOOxFzK7ddz
GYzdJuE/txCXtsN2mLcxQpBWAFvQ+UtS8jgog5h3eoXEAe7tXs4/lU2vG3ZtBJ9/hX3z/wCG
H/E/jPwT8Wx5S8x4jH2Py28q4dU7HeGBvT4d03Jqq2U+KMO0u5VnKy1YO2K4iP8AcXIiqDDr
Vhlubz839RNtUtgabdp0JI+Q4DtphjxCNitQuIv+AB9l91bP63ruE2hzgyWE2/FTrO8VlVLN
92Q1gc5Yw1pVtGXxZ4fIqZlsC63wMw/hFhYzErKPSYQY8iK2QbZUurdyFdwLTcLz15UZLPNC
wljmHdETZHbVGhDhYp7udf5QvmqDjzT5lIxkZZ5e8otHkemCA992GRMY4iJAv0mPb1voisTT
/wBI+VIZLSO/7j86GxrNc9JjIz0gfE8fysAWrn25/mWcT/wn1ZUK+gb/ABl/5dfBX4Rfi9kP
A29+GvM+/wC45byVt25DntNzmshrNWlnkYKviatDC5rO0LS82uce6LLlrCGwSo5OQjpy/Wug
ydSnORG9jXFgHmLkCcQALHW6+FqbYXUG48YicCQCTYBSvAk6jSyWvzprC/zz/jvkGz+6eGPN
1FWZvJCpkpd4+hWJxs2ToxYu1w2+9kboVQBjHkMDLOCFYfyzOad9k5u1+2aIyJb69QLC446a
8aZf81jq0bHhnFU5625d1PXqnkrUvOepaF5JwmLtYLTPKepY/KYvG7i2qeRr1LyorLbl4qlZ
rGM3AmyxSpKArlx/ylPrE5eO7D6g/DlQ+m7aTwUAXXkt+FqdRyerjtmYoW/z+KUHt1oxg7WV
QN9M5JFxmJJabINAqxRYRfei4pf7S7H2+QVBdZGUe8R0xM+hnMYxxAKkW4a+GtSDnOHmsDQm
sbfkEZW2yK4GabFPuxY6ocx49AtdXeiBgegZjqhcdJxEfbMcREAPMQdam5qsUdtVMsWGt4fH
1tcwmXanL7bft3hG8++rCIzYW8hezLl5XupClN4ICQGTGO/EQI9Mz6NOSHtcZXNBa23BUQAD
mfyquNr3y7n8koGeWtzw9WjsFfIU6eWnG1K1BuVFNXtVs43u2qaKaYab7DlFUcw4ABV2xIS4
6o5Z9NZM8hw0J+FXStYyO9jqP40gdiwqxavGvHrtlmAqsNx94YrImIUqxAq4JSltLiBkS+2I
9/p61LbAKUAoNXGwAK1Tc7QxmEXJ2aVCxkYsOnKX0HU6m1al0+aFJ8dyDCHkTGMIxEpGQ5Hi
OSYXulNiQ3gO0jU/lVEzfTsQC7Ukcl9r0rmybHh03mX5ttqE16aoxRsvW8Lwt7oDwlxPE1KT
wMyUdcTM8e8encMUhbtRbLflSeaaMHcSRdLc/YV6LG+Ix2u7TQGzlbGI2bHVmZHHGJWlnaQ5
b6uRq9CjcqzVPsiUCUdcBPcj6F6NxvUjcGgNRe6q584twZsTc440oUt1C2Rw5EWXml6HGX1f
YqeBxew20jXwOZQl+PsxKiAhtq60f0xOWV5JYT0icRPQX+sT6bMc0/8AdWVz+k9RxMaPMnZt
w5QCx2oKi3aCnA3qq3l1bH7SNVnx5C7RVcep0sIYXMvYSkdNie8oeiZGBgpGIj29SVzWuJC2
KDTwXtpc1sb5I2rsBc0F1yl9UuqchrUnQ+RG6uowMsgnVza7qWl/ySsNQquxKlpNIuEiMWDE
QURxzzHuO5Bihx02/hTVu49XdGqkyouilU4AIutkrQPF+LcZT1vC5zzDlMhrOHXga7sZq9R0
f33uNpeSDNVhSuLJtxWtWLEB02nR0Wk9fTHbkZZjJc6V8r8fpLWvyXPUkg+nG3aGq7TzJoNV
4KqfW29KhhxYM37jc+PEji2hoI9WZ4eXlrdVaCbu0PMDW1bBuOcVq7s7mqCNW0NfVX8f6Zj+
7M37AqSMW394EOu3pQwZbbcJQYAI8CMBEE4OBEyQuc8yzr53nif9LRoB2DTiSTQnUOqTyYu9
zBBgj/ZiGpH+txsXHtNuSAUkmx5dmzX2ZjKiNjKV5OvVNMA1WNBfPNRBDDZrM4bzMjAMOD5L
nnj1pAXH/trATEPeXH679tQdHK4/FwVrLtHHY6oNg7FywSiQoGI7QG2XSA8Nc2Bn3n+aIiJn
29ekY5wRgVx4VzGlZHK10p2xhVJuNOP41zf3lo3c6f7u1Pj9y+J/16nPa+P3f3Lj9p6uvr/5
Ofp78ce3qv0shPofp+OmtHfqMBU9eFN/Icl3fR8P5Ui2ubvnK++Zez8DFg61qOEIazwRVGDQ
hSh4ut7pLakUl1cFxK4KY9/Tp0bTGl0DqyjJ3tdvCK5qU0QWU31qu1mrsKsphqnV2qtp9onr
hZhJLaKWRxMD/wCWfQSJY0afOdwuo7/ZKEf414TYsFtufsb6o4xlk84zbWZaSdObtGD10Txg
FMlYl0duUMQQiMTH8sjMxflOaWD09eCcKu6XsHUS/L2/owx24HiNpQDiXKiJob6UxmrZazia
lfH35/c8fCQTZr2C6zZ0hETYBxcT3uPeZnnqn3nifeBngOK6GrcWaSFnpyeaJLj8R20SsJmb
urkGw66dbYdZvdSbmNvp+firlaZ6LGPzGPL+kyOI4gp4kZiCGYKBL1S8L5X2dzFvdTOGR+MP
XxkkxXWINwRxDh+P41Ydk8cY/ddG2PYPDrMg79spPzOw+N2GzJbTqFdCmDYs4OTl17cdJr12
Hy5anZDGDMTYAkjFmQ25Zx8hkebZrijZNGuJ/pdwY88NGv8A6SHeSrMrp0WVhPn6WXFrbuiN
3sTUji+MAm6FzeNvNSl61lM3r+PiztTjr1qeT1+rrOXWwbkZmtYfXDCPtjWBrq9q3ZYCbEmt
a4KeeBHnhu7aXLH9QVRyrLx+rEA6Q2BaWnVU0/Ktuw3e3rWEwuTw9nDRSzFMLOMpvQTmKi7R
RcsW6QV/iwKVAQiyTmSI4jgT95n5j979NjzupQ5T2OvCjiEAVjjY9vmt86/SPT8uODDaIiAy
QBzRw8wB7k7qn8xmx2rAupXhcfz8J3rS6WZaNi9WjvpjJjXsJpNrWO6iUfaBL6wGJ6hGfWAG
M7AyWSxBA2RQS1QvLio48OPGmQyI8yB8Elw5pBAKFD8jRYK/p2uaVtW/Zw9iwsUMc6/YzVVr
X5jFYShWfkQTVC5EPnJlXrz2+ZAuY464glzKZjcrMzosBmx2+QNA0aXOIatv6b+7xq2eePGh
flOJ2xxFzu5oU/L31cdK3O7sVZeZxWUweUbap42zVvVwxsQbJqsydehdjGR3q97GDc4sgTDW
TBkCiZ6S9A5+E/Cl9GRrgjjqvAooXg5LFNKMx5ocmFszPpcF7luhvr2cKZvxpWtYZ2Wr7nax
DH3z2DMYOz3EJXjMflcvVvYxPxmdpSL+MHrry5MDDVdDJKGQXoeVsDi2SFpb5Ao18wCEjsKK
nBU5VSd+0hdyO4DhdAe0D3168huNfWNlyAY4HjGbv0AQ6ZbbXGStL6X/AB4ArSoUs1w11geo
BH9eJAYuiLlVvC/uqfoiSK+oFO/4s2KydPErmr8rHhVK2hNiyh6JlNd61NUDFI4G5ES40EUk
UjwMzPp5i5DXkAgeIXhwrPZsG1XAo4nhbjx7udOX4e1jdNw8ildyNOxlMTfVWu35tU7GOx82
2Qujaq2ety4YxVbpgITEDJDMFEzzMzhxsnNznPIL4zcqNoXRD2py8aT5k2Pi4gYw7XiwQqU1
UePOv86Da0yGz7ayJVABuOz1oXDV90SDNXy57HV3uzA+0Hx0dUcc8+3r9Js+ho/6R8q+Nu1J
7TUPXrd77yOYUAsN0qCHtQpUpg3tR1rmE/1oiJ595iYiPb1ImvALrpX1t/4Z/wDL7+BP4Rfh
ZhPCnnvbN3xvk+j5W8o7NYHWvE+0bZURr205WvZwdosvja011zbp1+okLImrn7SGOPSbM6Wy
fIOYxg/UlApAuAAE3F1kvwolmS9kfpbv7XJSLqSqAHW1bWx/np/xrHiV5n/uh5FZhUMxYZXL
r8Nb+2jhSzlzOUsSjMmnGEyuzInr9klAAtIljBcfzQIQw5SjS0h3JRfRePbVxc4eYbU7z+VS
Or/5yf8AHRuGLnYsZ5J21OIpaluO8ZdN/wAc7YOwYLC6c0FKyWU12jQv2cQjOPFoUZtnXcxq
4GVAJSY8dgvEoDm+RdVH1LZBobXJ3W0S9Ta5zoyQRv5cES5JIUJppddawQ/zo/5K/Dn5weN/
Gv49fjhgx3bx/q2XP8jdi8q5FlGgnNYzUV7VpzNL8fYzGMy2y4rIWq9nJ377cgjHNLH0JapJ
oGWydgQGBxe9WlS0DkShUjT4lVAtVMxL7WNlXmATx9kvXzCZhWS2rJ57KBVBlh+RMxZNzF2G
zi6lJQ08ekMVUqYuxYxGLqKm5aTCRLmJIIJkCTUEMABPD29/ChkLySOfw/hxrbL/AAoeObLv
8rX4/uXgc/To63rXlHcq9nY35Sjs9rUqvjzcMZitmytfIoEYGhkLdDFqrhKSCDrl0kJzAqeo
zNOA5XC7gCiICosCPf26UZFGWzaf0lFXTmV93ZrX+iBhs5ioCVi4oNPSkyFDeIFI+xOmY6AI
y5gf1Kf4+u9K6hiRNJLkeEFgtu3tXSh8rHmcRby66/KvhT/z8f4yNP8AHflHyN+Wv4oYS03S
ifT2f8pfG+Hxhrx3i7ZNvsrbX8qawhYDzou237XOdUgSrYbKPF/UCLZLrEx9Y6dldQf0/Gc4
zMaHFQgC6AE669w0VbVN+BlRYbMyYARvcQL3Kakjw7zqiXr5f/TGg6u2jbhvfivatQ8oePNl
yumblrOcLJ6ftWu5NVTO4fNYsUQyxWFLWWkASchCyF6vj21MYqYaHdGISMZKwxSAOY4IQdCD
U2OfG4SMKOBsajMq/aNm2PMZPONymc23O5DN5fP3cqxlzP5TMG+5kdgyWXbbIr1jMutKe2wb
v9wxnVM8zPv0bWtAbZo9hXDuc4rdxX+NdmMx9HHuVdzpNx40KtfKyh9euq3ar2VVb+Lt46ll
oKllltU/rZDu1UOoPVBkRAJ8JJBA9vyqYa0Xd7e/X5JX2U/4Ev8AEazxdW1f88PyK1B1jd9l
qRk/xx0PZsLZqXPH+p5RBhV8vZ2jc7MU922nH2J/Z67UdeLx5fKGYdZXKRM7eI1kVsHHt5J7
XqyEMUhpBk4dnt/CvqwY1CpIz5mCgpkRiD9pmPr08xzEx78es7ujJId9KcL0cjgLa+6vOtZi
LVGelvJW649f+kOCPujo9hmf9fQ0/kRQ7UX7udSILo3CybTbwr/I98yRJeZ/McRHJF5f8nxE
fTmS3zPxEczxEe8/r62sX+yz/sHyFKZP9x3/AHH50Oi6QkggyMI4L9VxDZGOuZCeqJ6C5Hn/
AJojnn1ZUansWiuWOyEtxrbbLKnKTeJVoF4p1OK9yu+nYQ9Sn2LhyVZymQXbUwTEZKRka3E7
hdPx5/nU2AFpsv4fz0qYx9vB846+92QrPo3OvJ10YvGWBx66lqgVGxQZ26rFplBWRtCwDmLn
RMLIWEQVPbJdoAKi1yFUFQfgnZ3VNrmWcVCa2FtP4r219ZP4r6nT3P8AF78ScllqRGGI8a4a
zg3vq5Acth33rVqtkb7iPItG1LT+0AmOJWITzJcz6+C/cmU6HruVjhQ31SqXCFCunbwrf9NB
d0+MhfMwL29lFzctFyc3pxtwbo5HEnbxI17xxSShNZzZStoumezAisukSkIMj4ifeJ9IXZG1
5a5Q9pRNKLEVrIWm9Nx+Pfg7V928AZrHZXHYbK3LWz5zLV23ltIcJn6mHpUKOS6kdtyRrSPc
lQGQysumeff03wWjLxXPVpcHHwtQeS4xTBqEBPfSX7H422MMHSvWcPYx9XImx+HtosggcvTx
lplaxaiqJ90koslxywQBnTPTE8FPpDM+VhEqIw6XFxpbu/lTGHZ9Kqe7T+dY++etXy+DzdyV
1MiVepccsgfjSYFa+VqOmwq2HdNwPRIqiOZEhAfrMevoPQsyPIgDSRuTn7Jehc6FzUkbcHhS
i5TY51korlWCqWZBnw7A07MWn12hPaWUDakIaPHQMrKFjx1TEe3rUxxetcFdut+Pt40okeYw
iFu74+3uoeeR/IFHNYNOKHHKVfxldlUnYqxNevarvivB17kNkEyFiJ7jO1wUNiZiIiY4JwcF
8OQZg8mNxUh179nJO2yVHO6jDPh+i+MCZgAaW2tZQ7muqjjSoXMFZumZBHyiGYsV7Vdi2zCh
BySh/dVAMgVnEDHPUw4iRjmPWiEjW9grMmNz+3iD7ex4V1bHra8ZgTJ1ljrz6zK9WqtLe1Dy
iEVWqQNuSKTaYEwiGIg5jnmOY9dhm3vsPKtz7CoZeP6cNyshCADnoONM5+RuK/sPxD4wxTOU
BTZSpNWxizJMYLAqRa77ALpjm7ZEICPtiZ4j39vXcB5lynKdG/M/lW4/cQM6b9r4HTGBXiRg
J/8AycSH3lw76SvHOys7NrmvIp5F+azNsLqKOMpsuXMhYMqtRFeiusLWWrb7uSUkFyuTOYiB
ifTSZ0bcd8ry1sTWFS4o0AC5JOgAFytfHcRsn6yFga90jpWFGhXEk2DRdTytTS45Wv8Ag7NM
yez47Hbz5aNgMRqDSr5HV/HbAgiq2to+NDFbFttZj+qMatvw8a5f9cnP60pzjJsvrTdmKHQ9
HAT1TZ83P0xq2Pk9w3PVWgNQu+hNx+m/ak36zqoZl/cbzuZjgrHjrdrpyPqkGvpCzf6iuhJo
5p7sszy15fyF3bcvlLI3KGuZR8nczTwaLBPJdZydLBqaU8iQhBDHSMTPTHobY1P+P6WAyBp8
7x8hzceJ4U53Ob/+Hvuhxky5AsMFgSNQ5zdI4gdGpf59P/cy1s97Ysns1zELy2U1DY8PqDGo
uV8Zq+SaCZx/xK1c/hJTI9xQ90JIXSDZMJHr9NMOGLH/ALYHkDCneRr3m9+ZpNldQlzpHz5J
HqOaQ3VG8gBoBw58azy0rTNs1vyhuOZsPsFiMtiKzMu1tlg085sx3ZKbNWqcMEW4rHqNZsGS
WQPWMTMicCzfIx8TWgXBt3e3yrKsjljcS4qtzqL+PvsoQ94r0ebPI2M0fD1cPeTkMhez7xkM
ZjqdG9aRjEWO7bvRTyNdlSBE1ApbDEv6hTIe4SUSx4vUduCIPnUZpHM8oKEnjw7lGtJ1/wB0
dJ6e3+2bp2+92v8A6l6L1fG7vyur/wCon83yf+TnvdP/AOEfp6N9F/NvvP5+3Kht55hE5j8u
f86tep+X8fkcrqWm3dVrONtrF4wr5P8AirJjmLhL2yv7/wDbnAwMTMj9vMxPrzoiAXg1Uzzt
Fm7fdxoyb/tuS8V4fGW8RjCyoZrPdscQxpdgq51XveyreqQYrdJB/wAwyMRE8iXM+qGMbM4h
xRwFX+aEDhGSvZ7xVQx35Oa5ZfWp2NS2OpaMxB3SdSylPVPSxxkuUNJSeY5mFdXH6TPtPTiu
1Dgld9djWrZB20yOKzWHuzUR1km1elUURaxMpvQ4DZM0Xqf02RWI+8cSXHv9OeBnNc0EnQUR
FJG4hmjjp291GPU7FjC0LlWrEfAQaj+O3qOowLFRifjNkhmCHvVx6Z6uRmf9Z9CSncQTqacY
ZdjtLW/7Y4HS4094qa1rNZCllam7+NcnewmwYO73oVj7LKuWwmQrsiDs0mJOGNrDM/bITEjE
8e0+3qqRrS0xZADonDiFBHIrb32omEv3frOnOLZmG7Rq3u5tphVePdA/K+zbZqQ654v/ACQl
k2Lnj970YXxt59yKq8d2zpQZF6MR418oWrKYYOKiU4HNWima3wrhyNlb+oyekD+5um6Un1XM
kI7dTJEBq7/cYNd7btulwcXrR9TGSLqgu6LRktvqjX6XLq3QnRDRd/Zb1TwPpmRylDJYrZND
fZ1LccTsGIs4vLYTJY65kNZy1C/jLXbuVMlh7lNSzFoi1cxzIj9PQ3WmR5MDJYyHR7gWkFQQ
4KCCLEFB2Gt/098j/trGkQiWIbXLYjaSwg8kIAvyofYiX0sve2TFWL1i5WwaDvot5CBl+Mos
EuK6+0pnSCrkl9kxMI654LiS9ZXKEU2OzCmAERkO0gKhPPsJHvTnVcDp8fKfnRhxkLAHAlAQ
NCnMA2K6Ubb+Yv7JhK2IyjqD6uSf0XMXd7z8VkqD0doV2a5KY59axXIBNX2/b18lE+sw/Ex8
PIORAXCRlw4IHNI5HmDoe6tRjTzZMHpZDGuje0hwOhB4HsPEUwH4+ePdc0bLeT9px+ap5Snu
ecx+y18MdIaR6hnatdy8lg64VHs5pWRb9ggCyLtSExz/ADZ/rvVJ8+HDxJWObkY8To96qJGq
NriSNeanivdf0/pwwZ8maNyw5Eoft02lEKcEJ+XjRofdK1cyJY5ZMyFm880i75altSWPGEAi
yIjEwapCZDmeCmeemeJ9KGxDyAptQDuK3tToOQXsANa9OgfI2badeTcK8u5VlgxPL4qY7JLm
FuUTVrVaFJ1CKIM+oTkfaJLq5PMAY1GfQ63antyqM8mxh0/P2Naz+E9dCvkxrZVI/EqXqZHe
sNctgOrQJxVqQ0fjgQ1GwUGuCEyX08QX1KxYw2QKgAPyrM50u5h2HzEfOtvvGQYe7ZqW12Mc
+2I14roon8UVEPQsiBUTJT3wWMmM8TM8zx+s7rDjbM4SM27xwFr+w99fPMxz4xtO4N5m9f5T
O3iv+8t35bP2bdtcqntF/WP+5Lw9Ex1f0Y6CIuZ5/l4/XmPsDV2juHyrEFFNQ5zWBNcegX2u
oGsdLTJAJkEkmsK4hRQ4Zkwfz1RHAwuY+6Z7fwr1kTjX11/43v8AFf4R/wAhn+IPWSzlLA6T
5+1fy9+QFbxj5qLBfO+Gl2eqdrWNvqVm0b+5+PbrulyRJ0WsbZgbFQuO+iylnyDBnElxEbgF
C6IBdL3udPjRTGqwBAUHLmXaHwFfP15b/GLzj+JnmHbfCnlSnsOgbPrljC5fdcblqVzNaDuf
jnHHXHD+QsLtmv0SxW1aa1mWFc3RBVxR3DCAXbWxMnCaKaMSNQg6EaqfZeSdlea1zXWJUaqO
A/LQ6EHtq86Vv92h44/IrUtmxuIsY7acJ4nvZTbthHXMJ5Gp4rXnxi9ew+oY3FZMG3KzsHYZ
iryENyCjxKkstDF1y5XRICZGFpuptdOfhz4X0tRDD5HAgoniht4917XrpneC2OtrNSLuqVcV
jvGA+Na/jrF7bnsRreG1XU6OZztncMxWyVufIWwYq5c35+SrJq4/90nLVbNdKYqsdJ1FiEkB
317tyBSTZBwBtzTab3qbXFALLsRByF78UvyVRQ1nWtJt7RseNx+rnWqltWpJ8f4zI5Wphcdn
racRrOF/Yc/gk5Wtj8HS2p+Xp5irlpKs/K4pDjskr4zTXMunEbSXXIO5LopJUFLohCaAomtR
DIjIQmhCLobAIQOdiupC8q+zj/EL+J3jvTNfyP5LzqGbxmXsY/P+M/HG5ZTPZzJ4zyxo+VXq
Ow7N5tw1LYmjmqKtq2OkzEU5clMHjcSDFy8Wxadn+oShnklI2IqaIQoS2qa99EN8xSP6l119
l99bPMRirdBdRFx6SBzrijm01j4ezqiXRYkxcDFgyZUUzMILpkY5GPSiN0BiDGOO4X1W/Pn3
cqId6rZC5zbaae3jz8aHdF2Nzrr3j2/r9HbdcfrlnXt+btyKF6zkdbzFS3j6GB2QWVlozQZe
iyxDKTUyJUmQ0p5bHVHHyiJxDGFa0eZ5QOH+lTxOpRNEPGrZ4QYjM4oXHytH0k/1ILoNLrrb
hXwn/wCXr/E9lPwS38d48Ury2Z/F7y1s+cvaYg7taP8AtLlqa6VpHjfacxkC7N5i6uRyP9vv
l02L+OVAmMvq2ZZu8LqDchu19pgO9e23gtIJIC27bt93Ln41iRk66Evj4rAY2BFxEBdLLBWS
ZbpyiuqukFSNJiomA5GGT/yzMiLJpKXqhwA01oqa7rd3IbHkKeKJu87Xm0bKfy343KWLNeSo
MuozHyjvofidhzlozFF62RrrMA2dcs45rc+ymzQnt3CrWtugu8+3vPbX0hf4Jf8AD9gPPuYr
flr+R2sLzXgnVtgxNzxbpuYZfXjt/wDIOoXsojIIz+It4zGW8trXj/YaSzc8XHhcxd5qQq0p
DiDzphEwTPFlQdp1XuHLjpUHNv6bT5iAe4ePH+dfcTftqMOk2QcRHIxz0jA/TkRH7YiP/sR6
UZeTJONsji4a9neAKuhjay7Qh9taGeXtoYzqExWtRRMCJ8FEiXV1FA/WZn9PSKY/1aNHt40w
j5cTXXjMku9ZoKSQs7d9C2dtgnK3w9cStpxP9NkdUT0zxMc+/qv9S/IDWcinjpc16Rgja5x/
0/BK/wAlXy3UL/vB5YRNitLi8reUxZDGkuFHX3jY4kGucAKJliFcrgSPrkhH2Ken1u2FI28g
0fIUmcPMeamhrBSEwUcwQzBRMfzQQzzEx/CYmPU6jpevpU/xif4edA/Mb8Udf86b15o8p6Jl
P+7e7xi8JrGD17L6ozG4BOKw0ZbH2M9WBkWMzYg1231iIZsY9QdcEggjG9a6/LgZj8aKNrmi
MKSqhb3Q+5efbTrCwWSxNke43cbfDlTWbx/9b++FGbRc2S/+RXnDO5bL5Q8nk8pkdc8YXLlm
/bys5a/lW1Y1sajLViyZkcMWSyBkqKJGZ5yM/wB/5+KGxMxofRFrGRU04OXS/elNmdBgmJe6
R+/ubrry5/Cnb0Pwlqvg/wAcab4Vw2bzmUw+ga9V1LD5jPBQq5W9jaBtOrYzKMYCMau89J/1
YriKRPnoGInj18t6t1N2f1KfMl8jppHOIugU2Fzy7da1eJijHxo4meYMaB39vvol5Cxh72uO
qZzBYjP7A+uipT2Ns3EWcTSpgmuhVqqns1cpkFrUMhYaRzAFAl1wMR6qkz2Pg2SMa/IOjrgt
AQBRYE9p8VSpMxy2Tc0lsQ4cyfiB2Cvf4e8i2fGVDfMGjGzkEMxdzZqcJFMOTkY7GOUT4myp
X7e07Iy2FjL4iIL+WPYnpXVX4jZoSC4lu4aKugW+l78arzcNs5ZICAAU9u34VRJ8VbOrQqvk
VeWqK14sjb11GPc64m71Xus7quyCSrroy03dYRMGRkUzExPPq92DkfpRnEt9EktQqD26DQXq
gZDPWOOh3oq29lpC/JXgg9922wOZo4xeuWMBj6xZqk2KDadrHWrx2Kdm1Ng7B5G4p0HWJaen
trOGTzIcRxOpT9Pib6BAlDioJ8qHiiaqEKlTYgItHJG9hDwSD2X9/KsvPyW/GzafH2F1/Y31
4Zq2fuZ2trFnm9aziaGFfTpnFpkLhNak5lokiLDiTYmJHqiOfX0L7c69FmMPqq2QoqoATxT8
PGl3UcHe1ce5GoCkge2vhWcWXxD8fY7Gc1oWT18tSlYoOGBCwFxDCZKQPqIoVMDMyPEzE+8b
2GVsjd0L7c1X276yk8L43bZ4zfwqi5S3iDvIqYullqGGSfKmWxSq0+z7AdesOPh4rAGQQxMy
cyHEFHJTHo1jX7SZC0ydmieNAvfHvDYw4RDnz7E/jRE8VapR3LyXodC4LzxMbTjchlauSBsu
u69gXjmsog1VgF0nbq0WAzo/rSLYgOCIY9RdJ6bCqL8L2/lTLpWE7qPUoMZi+aUa8hc62Gl1
4a2oo/lXouzedPyf8Y+MPHOp3cvcnXNz3JevYRw4/wAd6ivO3LLr2Z2fN5LIyrCaxp2t4NbD
yGXsRSqVjCWMJxhzPEyocLEmzslwYwyAAXJPJrGhS5xJQNCk+80X+4LcrqfW8Po+O18kscBJ
JPF5KufoGgBoJNh8qHGdyOk+A3XNc8JZajvPlSzWZr21fkFSRZhNSkSUjktV8K0ryBuYTXm2
lEFvYmQGUy4APbinUKUtHbiZPXUn64wR9Na7czGUFU+l+QRZ7uIiCxsKEl7xuCH9Vi/bA9Do
J9f7ge3Y/IRRGti3HF7pYym5uiApQU19NfB3/lNWvLbPLRM6tkos0Maxxx0XMjEkBW7sM+4Q
n7YmInn9JcTh+Q3YPJi9li7sHIfE0uwTD0uUzzAZHWSVR3mZGSfqf/rfxA0HOoPyj5N/sHA7
Nu2UQ7N36LK5KqzcmkFy9ZvV6Up6+zZ+KqPkSS+kSCJjiI4n12DGa7bDGA2NPhXcrPlfK/Ky
XGSdztTx/IAaAWFQ3ifyPkfK+pht9rVowGFdeuUVErKKyrDiiRw+08W0MZCmsb3BGBKY4XJF
xyPMp4WQP2ByvTu/OpRSSzN3Fp9PmP4pV+y+KyN3HW5wuXxeIt9QQpuXoBlikrACtJ1sdVyV
TuNTE8mJzEfT2Kfb1Wx4BChR2FPwqyTH3A+baV4gX7r0qe1+B8dkc/k89c8j7jfutI/nZ3Ja
rVpy5NFa2KBa05B1LGVgOThSEdayEZgYn39HRZL9gbtYDyDl/CleVg47pHESTGME3cwDgO1P
z4VVf/aajr7P75tPV193r/Y1f+j7Hz/k9PPPc7f9Pp54/wCb6e3qf69qL5ffx0qH/ESbk2yq
v+n+navL21oNaZHjjXL2IPK5Mi2mrkqsEXdYIrIDEscMLlJ1iWXIw0+rkYmfrP0Lf6jgQB5a
WsCAPINj4UWfIBUN3xuIo4d53m/vVV9Ya7FV6lcFyxd9r5hS2JKusZnkuJLriI5+nqmMFhJP
KrJXCQBrCdfCuDJ4zSPHmRe/FpVayjYsMfD2Vnqq0jUUPHtiz7a6zPkergp5j39daXyC9hXH
iON9vM7tqs4XzbVbk6bMhdxuOq4i5Vy7v3HHxYnIPO1Her4catdP7RZmvMEZwfTHEzAzyXqT
obEBbhKnHJIrXHQFdPy0rRTXXjDzeois07NQWr7bTGGrhi3LNa/5WlKGTIxzPt7+ksgVqaOW
tNC8NfuF2ke3faoLU7DsbmTaxrVWl5J3zZX3gFBPEFwK5OB4AAkJLiIGS95GJmY9TlG5nl0S
1D4sjoZtxJDg66cKslrJBncrbUpQ4rY8SSOGq5rUsxHDBizUIiF9fILYmesCgeeRkZmJ9vNZ
taCLxn4VKWX1piB5Mph4WDk4jiDWlXg/8pdQ8x607wR+UN9GubRkKS8DpH5DW1t7qbaF16+B
1zzeKUWLmf1MDrqQrPiDctiER9/y6wClea6j0qbHikk6QAYn+Z0JKNDtd8XBj1u5tmP1RrlJ
23QfueSVp6X1MhX+UOI+o2COVPNoATroTxrl3Txzs/jbbdh1TdtVHAbBRxZ5PD07hryVHY8R
fpNPD3dUzFRtvEbFquYq/wBWjkaZnVtLjkWRxAxhy4uiaS8gAgOOhaVCk2UHv0rascjyA1dQ
nNAfKQdOR4+FGHD6VkciGMvXcMzJNN54xtdFhCLQ5KrWVlXNFKT+U2A+YZyEcAQTysy/ljG5
Ocxu5jHkcQSFUEkcbcBfhxFPoXNA0A0KcqKVXx3k6GbyyatCxjFtNOQ+Lkok5SIGYWHLuLYS
1WrCTaoO5HVzERMchHpTFnCWJpl8wChRbwTVFQ/zoxz2bQQfMl0+FvnR5wGAyF1+NRgHlZx1
hNLKO/caxECLNUmSiPkWWNSsugQghHpacDPHESQ+rzqjtOfb20AZWhS6zwUAB1B+P4UT/H3j
BtHasPZzGMxbVpY1h3sc18DXNtOyxFyFQwG2oNsiC1Srlc8cfyzHqReSCwjRNPjp76jJOrFY
434H5Vonpis5UOaWOdlL+MrWqyrJZjoyBgUNGxAqAxWaTc6AMSARIZEhH2ieWOMXOO0LsCKt
/wAqR5DmJueGh5HC351o/wCJKbrFjE5O2CEWmSZE+ZZBSgbSyWoiqdghbEj0nJTJx7lxxHHr
V4UO8te4Bed1RexPeq1k82UNDmNXaPbitf5gW3yqNv3UlkyZjcNo7MGpf3gWdycHLJlpwsx9
unjq5555iYjn7S36R3CvnpsT31EksKdhnEjcTAf0Giwq0OXZWUJf2uqLIgQTMkuekh+h8fSf
ajlXk2nmPdX+gH/9br5ROC/xZafYbbV9/nDzq2BMgiAIdjpJkBmGF3OJXJDMcc8/T+ON+4Mr
0MglxCNAQHtaPbwppgwmQABULR/7zqdv8x/xk8Mfm/pGtaf5V1yt+56FslHcPGXkWrVpHtvj
vZcVkMZlRua9NxFivfwGWdjEoyuKtrZj8lWjpYEGCmrykXW83GeHYybCocDo5qdlxrrwNODg
wOB9T6rEEag/nas2MJ/gU/F8E7sSvMPlnDVN5yrMnlsXrVHR6OGZXHZMrtlLEux1rDX1XsPh
szkRjG1rc2BpVKqUR1j1kTeD7jypGB84jJaLIvJFN7EpwRdaodhRsJEW5Har7/h26VX8Z/8A
W9/4c4fb0bZmPK/mzY1x8deRwNipoOHoZSpSqYytjqRFQ16Tx9avcxC7TCrCplg2MWRCkuiJ
yfdGR6exrWgJ28ze5v41FuBGH7yu78k93hRx/HP/AA/fgN+LecLeixPkXzVuhVMhjrGY84bq
Gfw+QrZKuNW6rIaXgcbrep5uLFUTVA5KveAUuYER0GUegM77ryHx+YsYxdGhNNEJJPuIq6Dp
jQ7yBxcnEr7e6tLc35Wa6JTRFC8ekFV6yUypS6lavArUtYJXNdaUKERBYQIQPEQPEREZjI61
NOSQQYeF9O+xH59tMY8GOMJ/8zjbX5VA3PIGTrYi1doV5tvUvvVaaZ6itvmJWgBYIySq7HNH
uH/KIcl+nHqxmXN6Je1LFefutpe/CuejGZQx5IB+FR+AyOfw6YlMgy7kbv7lnLzBKu/K5S0q
Pm3JYcxIAlawRXVEz2K6wXHsPq2OTIYhj+slSupPG/wCaaVCb05CjvoAQcgBp+Z5m9Aj/Ipe
wc/gN+UtvyYu+Wm4zxbcs539trHk7qWTmsTRxtqmoE2HHCchcUTmoEnKrd2Q+/iJ0fSm5r8y
MaSB3O3v40smMLWOOrSOV9K/z4M9oOTHykOv6rgr7F5fYV0dXCzYWZZzLJqjT/bxyeTv2cRf
oVNsx7l/NY9QMEpOO3EQCvojJWmJXEKBfs93ZSV0bhKjQdpNu3s8DTNZPRdh0PUs7kZyuIG9
vlrT4znkC9s2Dfr+CnbU43ZjVbwuF1O7aONbzdWki/cw7HN1+Kq6pgDbK+1UHsc5E+nhx4jn
xHPWrtrmtVbu1PsOB9wr/Rd/FfP4bWPxT/GnW11qlBmL/H7w7XbSxqK9SsNyfHWvWLzK9WtJ
KCLN1rGTIzPWZyUzMlM+kk+Y18nphbEjX2/ma6Ii1Xki9/fRMy28VWi+is0pfAiUrN4gR9Zc
dEzM9PX7clHMcfT29BT5KtMTUD+/U1bGy4e5S2qbbvvqF7T/AE7J/wBUlwciDIASE+WFw0er
6dE+8R7c+/pbKXwnbICC48Ozjexolm1926Crfp9u2y5j1mAjEXK5WrC1rT8p/cXBtMUiIy9x
R1TzM8Rx7+pwvc5GkIBqnH+J7a5K0IT2W9uVf5SPl+ldf5n83DXrPazH+VPK127CgkyqVau/
Zxdi07p56EoY0YIvpEzHr6FGQImLxaB8KSPBMjk4E/Oh+oKXdTdsiX7YWQJLqFW8gsuNcBW4
uiXKiIWa2dAPIOgmCUcRMcepkn6R9Sapb27KiEXcfpXRb19A/wDi9/y9aB+D/wCLmxeBNp8Q
eTt2vt8hbz5NXnNR2vTMZhbSsvjNbXXwL6eZ6sjVySE4ZrYP3S/ngY5E5jHfcPQMvquQZIMg
RROa1pah1BNyg0vp76b9PzYseNJIy5wJIKjst31pzrf+dfxh5Efkb+P/ABa8qa5T+FWDF28n
s+l2kbVkDv0cQrF6ytZfMy+VmxZ+VYQhEmiol7pX1BCixnUvtHJjdubNjX1G16tAClzlsFTu
3EAa08xOpRuG0tkTna6mwCXOvemulD/af8negbDrVrd1+DfI1iC2FuKmtic7gMpZsKQABksk
FhYqxgp17IMTUtLW5oql0M65jkfWTyPsjImyv05yYGuLNxJDwLmwS5uLtUXuEp1H1drIvUEb
yA5ECeJ9+vKo5P8AkQ0zM5S9R1jxJ5JztPEKuMymUqXtXpUcUePfl6ORxuVs5q7jsTUzjslg
X16VL5h2Mg3tBXAjaIeqW/YmWGtllyYY3nQEOKghpBCXIRwJKI26olWHrMZJYyN7wNSECELq
ttQQAt6NX45/kXo35PbVvPjjG6FtmkbTo+tYvbrjb+cxew1MpUytxOLxzAdUoYu3iCtk8bCw
aMtKoxbIHg4j1V1b7Y/4nDjyHy+oyV5ARpB3tF9SbahQdbXruN1E5MzmBoa9oB1UbT4C/Zyv
Tqf2lnsbiZx13MWpxiCsZdlPH5GwePmzFaUsc6tMiuHrqs7TSkYnjmCnn3le2WZkXoueS0K7
ym2nEc0satMbHP3tAXS4v7/lQM8w3c/jsGvGa9jKKMHRKj/eBWIgabrQ0bsBt9p+SOs5Cetq
EuV3QJckTBAxg+kDMfKIXxxeUta3y7S71HEhL6hQey4TjRmLHE+QeoSSVQqBt7O2hl+Umq57
a4Dx7i8lQ1h3jzxZi8Zg8rkIWqrnX2WV/wC4LWKYENKZs5K+akRMF1DT7ozwMT6k7LMWaxsy
CHHiCt03lb6/9RIvwFWYe2FZPM4yvOlyAn5X8ayD8k/iyrUqtk8gORzeTz1ZXVeplZcqshaY
vXLENFj2DHdA1lI9PcGYmYiY5HQ4f3pm/qGRo1kLbpa62A7U17KIPTcDLY5QVIRXErqtl0Vb
gUHdH/BfavLOsZTKaln8Ey4ttLHCmmFgY1ptm2wa7NkYNVjxRYqV3gyUCUpZPHJTMxDl37iR
YmeIp8eUxNQlxI86g/QFSxuF1HDSgM37ahED42SbHlvlRtghBK8SosffTXav+BOQ/HfWKXkT
dPJGg18HSo5Je2bXmWZV2o6ViGsP5uUO66pVvZTKZKpynGY2hzkr9kugFSkWmDXpH3dH1zNl
yIYZHFjUjiahfI51gLFA0AOLnk7WhCbkAl9Mx8XpMO2RybWkl5IanElToOa2S3KsvPPX5LVt
xuZzx7+PWv2dM8dZmxjU7ttVwUDvfmd+BUFTDZjyBdjrXjtRxQ15fi9dqn+3UCOXt79yZsT9
C6Z0iSItzuruEueFLGj6IdyktjHF5B2vkPmdoNrPLXzr7g+4X9SzZYujN2xSkCSVEdIGhACT
cRhLCy6kKaSB99WCTYVjm/JZMnTLMC0nJOT6ZcrHmyS4H7Zgmce/0/j60zWeoQX96cu+sTLO
zCYWYpWU2MnzDOQ7eNcGKtdU2bD5lcnJNTIyHQ58yIrJ4lECzqsMkiiJk/fn39WPboPb2Sg8
Z5UyONzfv7+d/Gl7/LPY30NH1bBMd3bGe2eLr1QoWT8LD1y6pkPYHCy9aTPSXT1SEc+pYbQZ
HOHAfOjMpTAGE3N/dap7xFkz8e/jfOSzFOrlcSwszeqqx8Wrj7FTPWIipXldbtNRdXZKRMZi
RUQ8nPAzxXMwTZliQ4J8KKjyXw9PNgWuBHvFwoPOgP4x87b43yXrGaTbz2Qt0blpppKwR0lp
lELX8fomUV6tIIl/V092GCP9Q5FcQVNiwPhdE5o2OFL8bOysfLiymPPqsIIuVHb4e+niueZb
twLlOtRyt+nmG1hWTCVVT8kgjuLlaoloV/uGHQahJJhEyRdXpa3AY1HFA5o8aeP65M4PjaHu
jkIsSgXw4c+Nrk1yf3Zvf/V+QnufI+R0fuFjjo4+H+z8dPPV8X+p8j+Tn9OPXv02Polk5eK+
+o/8j1L6t91X6j/27fdxrPivp7srdTg6VSpaZXyNb4VpLEs/c6wJWTXGdppS9gjEN5GfeZ95
45n05Lw0bjpWXayR7tsdyTwq9syiNSGhiKlea0gwWZBQNqu+a/uNKBSQy3qWTB9pEp+zmIiP
rME3+auklnk050Ndx+K+6m6vIkDsiku+tZmuaylFELU9RwJGBSHJTE/dP6RMeptVE5VB2qg6
0B7VSxJWXjEnXMy5PmJnpk+Y5/X6x+nv7erFolkjEA0cK1L8H7T++eMtMyrGGTcdU/aMiUSE
s7+FZGOZzzHsTaK1nM/Xg/b6+lGQzbM4Djf304if/aa66D2+VGjJqSnJJKGT0XoNiCJkNYyV
AtkD1L4UXCJAokhHkZjj3ieRmkltuFXygCT/ALvb5V05PGjYu0sqpUSzIVArOb3S92o9g6Yg
RETFoxzETyPVBfr7eY/a0sXQ1yWPfI2UC7gh7x7fjVyw2KbtFqtg7QMbl7AzWxN9Czcx7Fgb
RrXlAPcdEguelg8l7RzHPv6gXJ5ma8udHQRfqnjHeP7rrNOvgRx79a0l/GH8lsHreMxP44/m
Hr2f2zwzRb8rx95IwbVu8leAHXWxNzO6Pl7HWec0B3MPv4BrPhvlfUsVP4aOT610XG6iwzwE
tk0c1oapXihF3D/SSA7mChGz6T1TLw5Bg9RO1zWDZI4EtIGjZCL+mlhIAXx8Q5qtGs2K/ErX
9FZqG2Ftd3yr442jDtPx95N8bumNV2jHvhCamXC6feZT2HCicQ/GWZXbQzoFoMDpMvifW8XO
6dJ6eQxrseV5LHtB2vTVo02uBu6N3maey530GWyUOjI9PIYAXMcQoBuCCFDmOH0yNVrhoVtV
f2TTbLc3Q+RsElkFW7ZMo2U4/Jss26cHJWWRiLUGKDkuoe2PUBAU9Il9M7CXscgadO+3YAv5
9lHNfF6ZQjba+mvf/LtopYJeojjk6rbxePtbOGQXcjN4y5esU8fUWwzbinpG3Fe4Vyeh0vj7
ZKSjiSiBhxHMybaShGztKX4g8UpY8SxuL2khi8UBNtR+VGGtc/YUUreNxNY7uKUyMfZiwxKG
W3BLDSbwRDZCCkPt64aMwUlExHohzgzzRqSBY/x5adtVsPq+WQ+VxuP4e/spp/DuyVM8+Tt4
4BfOTU2BbblUpfyiJQsQJRmKy46me8j7wUzzMenHTnB7lIuStKuoNLAgNgOVP34yzFCwaZs3
6bQC89a11RbTbXZTv20nFpbzAgJIjAwcx0smJOOI6ZnYYKAjzKnLsJ1rKZgcF8pCjjfUDSv8
vTYaZ2942JE/0l3N02IIssME1xrs2a9XZbK28gqrqpnnrcZwkOmZIoiJmPrzSjAez8KxCEuQ
86jlKqQvK1rN8KKkVLRUWoxp34z2Qp3V/Hx020vhdRTVvNk2RkkcJXEiUkBR26gop+Vetcaf
jX3X/wCBFte5/jY1SxTx04xJeZvL/Xjxs3XqfZr3MDWsZGX3iYToydmoTjEZ7YGUiMRHt6+e
fcmM6TPcd24hrbacF7qf4ErWwtsir28UrafGzYImshFSThK1n1/YUKgh65FZQIEcD7lHtJfp
6TxYz2+YsbuQDlbuot0rTYOKLVlLAQ+m12MfDm9kpJcLIGMYRcjCpApVPT7xxPvIx+vPqx+D
vjcYru29x/KuDIRw3WC1SLmAtMvIQ8jq2GuVFRVuXCJWGFAL4apZr7cMP7+v7Y45nj9Fjulu
fM1hO15IDQ5dTpcBEXVbUUMsNYSm4JdE09tEqA2fXrYs+JbrVrfxGMTLaTgZAtD/AKkCSGEb
QFo9MTEcTHv7+o5vSZGuEUga8sKK0g346FTe1egzGkb2EtB4EfmKG2XrOQQ134mwKRkQaKlm
fDYL+mfxhVE/bz1c8z7/AOnoM4RT0nxEM4962snivOrRkp52vV3Du43rqU+tjxhjpmtwUST3
rJdNfHEyozMIXBjwUlAzMTHH6+mEGMG3NgOPD21XXhQ0sy24n31b0eR8EhbagTVsksOVkcK7
hFMcwxcQEyHURcxzx6ZtcGgtQLqP4cqCc4ak0p/5uZvF7P8Ahz+Q+NyOVu4vF3dIqKyDcaus
66OP/urXnXWVO+cKqMBSZmbBcTUHl0RMriJK6c4jJa4cD2X9uVRkcEDedfEdr2l7Nt2axSrO
raboVx7/ABKtO0YzRP7yz+6um+vU8jlcdR0VNG3tOiZfH6y3L5mqqIt2UsfaZ3jZXP1uC9rR
5SXDzWVAOI1VCFQe6l20kqQGm19SUsdOHO9PDb0zy95KdkPFGWfl8Fr0ZPTPKfmLM4neBDT9
Nb5EdZpearmxRl1Yf4FZg11DnaVis2hhrNKVl1nVa0wg5kY3hDcgKL2+n+HE60SVdYqCg001
v7aV9jPiJd+74i8bjiVpKhjPGfjnEfHxqHIZPRp2IRT+HSsqq2FY8hrfb3FBCh6RIIKPZB6T
pJXuJ8iled/n8RUHyIPKPNw9uFHDF+Kit4xFu1l5o5twsZYqKMHrWbIiYBjll19URHv0x08+
3t6tdgB7AdwbImlcbMW6hRVsu6jfxuKlUXaPDQUJvt/dICPH/S6uvpaTJ4jifp9fQ02NM1u1
xG1NTw9uyiI3s1aq1/YrKRh5ofIYLLAWa4klHVJEcWAjlYFPExP80zM+8fT0J6v6eNXIqcKu
2CRyDSv8pvyzZda8r+WHPZLTseVvI9xpnAyZ2G7nnZNpH09XUXXPPvxzP09fTIU9JhH+gfIV
nX3cV5moHG499ihkMrOJbcx9BaKl/JyXZr4u5km9vGdxkt+NE2E0mrXLQmIIzPgiWv1x7w14
ZuRx0HMDX5+ympNarS5FA1PLlRjoRfwC31cOi9gNc2/KYyiFSMjis4c4iu+yDrVS5ewHc2IK
39xz8S2oqIjYUbD6elMLWyPZIdz0dLG0nQi/IofL9NxexAHFTWNcwI1QxzgNVtz0vrY2uDRs
1vb6Wo3D/trBFjcjaTkNdweQrWseWVtU7W/U1Yu/isVhl5CmeTVQvur4th2FW6l4+/VtuAlJ
FLlQOymn137mAhzgh2giMkhxKFFAL7EFtnNCE0xikELgGNR2gNlI3hEAstyAtwdCaO2ttzuG
ylo8jhNGq37luhs9rJuxb24zUtWK1k8cjSbuqB8RzrutYTX67a43UjcG4IG/qYkCsZ/IdDJG
DG+ZzGgtDVCvegPqB9wj3OIO0lu3RATtaRB7XkODA4lVSzWqRtI1UNARbrrpc/YZWJx9Xx5k
9LbXvtznd2nZsNdyGt7ctWsajm9gs427v3axWWBC8llNrxOLZi6GLWqzV6bEGZNbTWt/WSh8
0eWEa0BjXAOZ53BqhikaBj373PJBG0hAHExuO1zWOiPmPmIJafKN1zrxIbtaOK8xWkX+PA6f
jPyD5w14k5CcZtdfKeQ6GUymsY2uORyewbhWzWdfgNhY12wY3F07Gw1MbZwAgihWv407Ed1j
YZOV+784TYGO95ardrCA4qNrEYHBEJO0uD1JIclkSj+l42yd7WKhJcFGqlXEHxQtRARx1rTv
A79h6djP3bCFZDHWQvTlFZcrOTb3sk1c2UYSvZswmpDjqgKx5iuuCOZCY5EsRjdRYC+SVrSw
R7SoUlTdBzJAufG1OZ8V7tjGk7lUJbTmU7e+uLyr5J1TZ9RwOuJwOLQGFK6rYajhIsbl8Y6i
dTHULzbIJtZtQrfy6WlIg4JGBkPaL83qGPkY0ccQDJInEkgkKERt7FyE3K2ItaqsbFmhnc95
Ja4BNChW/MDs7KTnD4fM5LI2KjaRrhanlFn56jEVlJgvt0DZPVyg4EJWEQsjkoj29s5EMr1X
ROBUAkncLqeRPyFlJprL6OwStIuURNPED+dV7f8AxjazeNbiMdQ+WdXBlbmHkixeFVXp+TLB
rdlyaDYIhmOSiQKY5KYCI7JDPGQMcH1AxVsXW7tOKc/AV2CeMOLpD5S7tAv3+3xqp+OPK/jX
8O9F3Xyx5ZyFXVtCyOuHrus43C1U/wBxbtuVLIEdrWdNwllyrGXvLRYZNy7EzQx4F1WGyyQQ
TD7Y6P1r7n6m6DD3Fu28jl2M7Ty5ADXTsrnWczDw8UZGU4BrTdTchLDtJSzRc8AACR8+f5cf
md5H/MDZKyMl2NK8Mae6Z0bxzjbbn4TWqxKivGTydhilt2Pb8lXGPl3G8sKf6ShWkRWP6f8A
tj7XwPtfBbj4o35hA3yEIXkf+60cB71N6+RdY63kdckcxn9rprStzryLuZ5NFh260kWay761
UsfgkTToioic5cx8nKGcCpR3DYYSCCI+YVx9ozxPv61TGhVeVd8u6szkT7WelijbDxPF3AL2
dlQOx9pWMxmPJnYmjTJLCNgybrTznoYXbTEq5khgeOemJ9+PVkK7i7VT8KDzABGyHTa34mvz
H0quKx+OqLExVA9ApFguLlMQzusbMsIRhjeOJmSmB+kfX1JxLlNVRMawNF09/j8a/chbwGRr
vwmRxr7rci+jhcvNlNNeOLCWVPvxWZefDzIflKATVCh56x5OPaYp9OVQ9qbQpGqrpp3dvhTi
GfHDDG8OMjiAdE26opXj2eNe3cX4scRXwNa+WHNvRTxuKx1ejGNpvWk1VRq0sZFNckqZ/qSz
rZJTLImSgZj2PG9ry8gEcyq/FfDhwq3OfDJG1gcWnQNACBLBAE8VvxvVA1fRUafRzQY8VXsz
tBRZyr61FlR9N9cmxVirPS6IpukoYyIiAOZ/lj6+iXy7yCbNbpS1mOYmlrfM92trjl4VfqmN
mljQZ2lNt11sF1ZbTOxJCAnK5t9C2kTe5JEPBdRR9ZiPVLnK5OFGRM2NXVw1H8a8vkY/r6/2
zI8/F+T/ANN/Px+z2ernufzdH/Jz3OPbj9PXEdzFW7otdjtKyX1vMWaeQpwN+2hUJYpsoabo
DqGGh0rMugAhoRBQvp+2fTdwBGgrOlzm3aSKI2Pr2s3YsFYtybhqTchs8k17ZUZV1chISoWC
JwXM8R7cfT1CzQg0qtXSFXlXVVc3gL9PATmshUt/IsNiE2W3mEh8C5QfHrKWs0H8cHdM/wBS
Zj9Yj10EFyCptKoHBG86qmMQ34z4ESZJOGHIIwkuD44mAOJL7in2KPb2+nqfGvOIVeynO/Fn
P4y0rYNLI4RfTIZhNVs8qZWKAx96Vx0yIFHCJOeqZ5mZ9Ls4FqSDTSmfTAHF0TtDcL7jTq2M
Y8sAp6wWdijcQgyXHMiugY9xXd94CTqOIv4yK44mfS0PG/sI+f8AGm7oX+iqDc0j4cPcfhU7
Vx7LuJyVJQObYrjFmh2JKe2cEPyWmv6RAAuC6ogpiI44mJn1Au2vDuB1qzZujcy5cLhPjbu4
1Y9RyNvH2cHtOIYyvkMVdpZajMwImjI4+wuwCy6SmP6VqvIl7zHETHqLyQUq7Ge5jm5Ef1tI
I7wa108g+G9P8y6NrW56rilSG2UcJlzp0YCqyrbztbg7OOsmKqmPytfLLam2uS+K8xLrhZz3
ZR9czB07Gb1Jvla1ySHVAdC4DULYpcKCOR+nMZ0/qWK05DC6B4W1nMJ/qYeBB+pp8ruKG9D3
8d/y68pfgznsv4s3zBj5h/GDbsvYq754sz8tpo+cmJS3MajkjGcj498l4FRSSzSxXJTPPUtk
lK2XG6f9wYjixsZdIA57Ddkg/peHC4I/omZ5mmzlCtpbK3K6GYmZb3S9JVwgyGfVEdSwA2Tj
JjyeU/UxCjq16w3j3xZvODwvmv8AHbyDk/IPirZNjxGGx2VqYq6/b/GOcijNoNT8sY2nXfGs
ZN0AdenlSCtjsgS56SU0+16+Pdd+2crpKz4292DG8KSQJIVTaJE1v9MjfK5OBtWpw879QkU5
iJexxa5pWOUDUxqhUf1xu87FuCENH1349jfi4GDu5bDWFZtsZPIVF0Vry2JSms8DCa5WmCl9
hr+2RctZAFMrj6yqhxmkENcQ83Xs4qAdfCrP1IYhejmgInI+yLy0o8z4lQY41VOmyMXMKGyY
vJ0KbNekQfuHeFl0WZAuZKY619c8R08z6etx2OQs+hAp92vfSw5G0ncUfdB79O6vLUfGt7GX
nVMLlKC6Ne4y73byLFfImM2eSrGEplhyf3csiYjqifp7cH4sBa8taRtVVPxFD5ErXN3OB3In
ZTmafreOw8KxtjLTasKpqs2Uyzm0lNqSZWZYSQi5SHdtgDJj98AcfSPbWYkTWownh4jlWZyp
XuJcBZfA86wUvf8A1t1+PuTzIZKh+VnnShSyrcvduhGm6A0FFatTdmjRsLKr8eoRWSiAYtk/
Z78zM+tu3rsxRvpsLU1vwrNnAjCnc7cDpbjUhr3/ANbhfjP/AEoH8pfMOZsYPORTyQ2NF8YW
cb8hDqeQtYi1Rs0HytpgKe4TGuWSWEEgQMmI4euzOJGxiApYusfY/Kp/oGNAXdcKFTT3X0re
H8Jvxi8f/hj4G1/8ctJy+Z2zV8Fmdn2OM5tS6qs1mMruGeuZi66ynHwuhUGt3l1lDXBSezXC
eiCI5IYzOyp3SSAXAt4J3117AyMBq2X86bt2AwNsJ6qMqjgY/pNMIglxPE+xcHMRP6+88+iD
hxOH00L6zgbGuace+tJLxc1lriOQljyT0TMe4lERM8+8z7RPt+voWTDLQsdWtn3WdVUy53xZ
A3RqjJAInZTbTYaMlEibFg6Zj+nBRMREegJsJ72kP4jVVI5otXsyGtII4GhvGzpWVlNZS7Fs
ofWAzTJMAZ5CbEdP2wMCMRJDx0z9Pb0DFFtcQApuNOHP+VEPkBbfSx1+FQ7cuVeu3myomyww
EjIJKQaPMJrlxE9QyftMRz9ZmOPRkURDFXj32oR8gLvCg3tIFfQjsZWhUQZumyh6bBtYYf1R
jr7sgbWREQXSMRHtP/HoxWFoc1L629vGqZJ3g7Xe3twqDw+Iw3xYc9Z2XOcsYtMIzMomeOmZ
gokFCC+R+vtzE8z6l+jY5u5wKn5VWJy0gAhasu5eMsP5E1PJ6fdy9GnjM3TCuL6VSlZdSfTs
1chSv1698SrfNx9yquxVJgEAuWJmBREjN7cUMIcwgJ7Ie8V4TlVN6BJ/44/D9nE3MXT23c6u
MtDjREchbxmeDD3sNZzNnEXtbZYSsMdTx9bOMoqqFD1hi61SmJwuonpYNDyFsgKfxrxyUPbX
VX/xy+EqWXt3c5u+8bVhM0Wss2XQst+zz442xuqLsMxbNp1Vi7cZYDy1lmTND7E1YyZzbBQO
6DC5w2oNE46H38PyqH6oEaU+mDymv6jhKOAxA1cfRwmMx2MxopWsTVSxNRNGqDGDAQw4rVxi
eIjmfeI/T0IWMYvAm9c9UuNVYvMFHG3TgrRk+1bhSk1yZDDcfsAikOo3OaftAj9xTPpPk5vp
Oubkpb2uaPgYHhOQrwd50/eGWcRcrWGuEf6NQ67ESByJBJkwug1kBjxEx+v8PSt/VnTExPU9
hHtx4ijm4gYNwTvr0YffcPTKcg+wQWUWDhgtbD2B0cD2QXyuBjuB7zBTM8T6E9eEK55Idcaq
nhw99XBj7AIW+3H+FfN9tH+BH8Xc5uOw7K38ifOK07Hnc1nrNMcN48P4eRzubuZR4AZ4cSfR
WdyVCEjBRA9UnM+3phL+4GXAGxsihLBZfOtrCy/H4VBnQIZFcXPDjdLJz5fCvGt/gI/E2WV4
D8j/ADmFesbyUm5rHj/JVxJqq6XGc/tKHC1z0w0SiJFZdI9PEcyC79yc0kj0ob8RvGh/7vDS
iR9uQ28zrcDtPDuqWxX+BrwXr1yblbzP5VzeLFnZTUyOleNMnjip/Jm4/HpRe16w1a71k+tk
wyGAfJAQnwQhZH7g9XeCuPEGr9TXSgkogNnAKB4c6vi6DiNtvcqaEMIRVPCumx/iA8Y6lS1i
cD5Q80wOsUbNCXpLUcRkNggs1/cuMflnY3XksYeB2BFZ9UY5HmokSiRAYhBnfuB1Vxkf+mxj
HI4EBwedvl2lAXf1NJB/7jTTG6HiDY0ySBzQhQgLdQtuBQjuqpJ/xleMaybXf3LyWOxX17ha
zW226+GHL5+1tOLr4XIOuIHGMxovVgpvUqwiqJlV8++Tu2noWv8A3C6qSB6MAgGzYxH7WiMl
wAut3bXG+rRt2qVPHQcRF3vMhXc6yncEK2SwUdxutqIOT/EzQdeoV6OMzO1ayc2cJsK8ph0Y
5L6uz4coNe01sZfm7i12zfLbAUpR8EbrZs9smiqVqD92Z3qh08ccrdrmkEm8bv6CQhTQbl3F
o2qASpY6ZCWEMcWXBsn1DimnaiIt0VKmvGGh0PGG97zvFDM7Xt87yWUC5G3TjLVSsnJ28Zkr
h1xw1PFXgzDsxj5bFvuCyJtMD+WB4Az+uT9QxocR8MLIYgg27iSgIGriiAgBE0B50RFhshkd
NvcZHcLADTsuupVdaM1HaL+avW8Ni+vXUVq1fJsp5QDldjFwshe8X9oG3VVKzCMp5FhIKWcH
0GXoAktjciNbt01txXiU+VWEDcCTuJPD29jXtzOzWbWv22nNS5WpVGG5rHQAuY6zCvlVz5CX
D2uwoVBJH0rNv/m9dbkGbHK7SANe32Qe81ExenKNVJ9vxPwqJ1zyLTqNp4xuKp1aFKDe6+cE
ommazPmbq1JsNp/Jg5GI+0RGJmZmfUIMxolayWNvoNFyqLx1QHWuzQO9MuY8+odAmngvKgv+
U/5C61+LPXufma0Gb3TM4pOQ0DwnrmWnHbJu6riFnVz225DElFjSvGDRMpl/T87KCqVVAACm
zG1+3/szqf3HmCafdD0/+qTmOTLhSfhxQapc/rOJ0zGsjpv6W8/gdOJNh2mw+avyv5L8x/l7
5MyG6+ScvaylohleLxmMoRjNX0vWkzC8bgNYxFYYx2uatijaKgmOnqIpNhscZEf6J6T0zp/R
saPp3TWNjabDRXuAUkn+pyAk8gNABXzfJm6h17JBnLnMBO1o0aCeHvu437TpVH8h4TH6PisN
q9UqtvI5TjKZK6op/wBtUrS5NWlVEoOUxaskyWnP3u7UcxEcDDbZtJGpq7rWPj9OxYcJiHJf
53ngGizWt7ypJNynK1L86fmZ7G4VcLfLxLIZFSwkmBj1GVespfEqiGvv8FHJRyKWcRzHqz6W
F3urJEB0rWHQm6cq92YIrOQEArmcy04mYawlBChiUr4nuFyQxHElPE8TzP0iZR+Vutqhkkue
gBX2SvUQxGR+KZMFyITXeLAEYhzYFrAHqiIGYJkfSY9uPVh+m1VR3kTiEWvRt+rLbishadff
ERXuWWU+nuSwWLmSNbUSywtkgIktQ88FH28TPr0ciOASjXwqwvXwqPx+HU7GV8jiIrZICo1c
kHybUmSbdYGpSYMcxfXKSbMEE8ffxzJTExPi8h211itTZGrN0aGy68RV3p4yyEIq3qzFkskR
z2V2CXIpU5syauZg+ZjkuenniOZn1Q5wJVpotrHBGvBHxqZyWWqVcWaP6YDJxYX3RWo4FQ8O
mzYOZZ20gXHRJREzEcxBRHMGscStXOnYGbeB9r1Xf7mwPc5+dX6e3+489YdX7Z8Xp/c+O5xx
3vt5/m6ffp59S9J6adn8Kr9eFeCa+HP291ZJ4bG0jGyEtEkPlPSy0mVtkFyczEdsy7JFM8FE
Fzxxz+npyTWae4qOFFDVcayonJvg2KrVqy5+9wJEjInl2+9ETKo7QlzzE/zf8fVbiNKiFua9
3mXYUZPEavj6/wAYXD/0hx5sGolKkrkiDq6Yl/ccImXHEyP8fUYm7XE0QHByEp5R4UEa2UOq
UzaR3y6ZEbFYhTaAeRmOvkCU0BiJ46ZCeZ59/p6uSvFrXBAUPbpV98cbvj9R8jaPtpsTFD5f
7bsKO4fWOKumVC8y0JREFC02osB9eZXH8PVU0ZkidGNUt30XiOMMw3DyA/z+FbL4skOfZoss
jFW/WB1dor70nZoqCViYC+sJRYqSUdUczI/TmZ49ZsqGqnmB+f8AGtQ0NLi0nyOFu8e7UV4Y
C6WKyq1NgDCnafWsEaS+P8aWEuAYMh7jNYgIpj7Z5/8AH12RoexeJHt8aqheY5b/ANJINrJ/
KvXXsvoZXK4aR4hT4ylE5aQy2pa/o2UrQUA1dSrbT1hM9Uf7mOJn6R0gOaH9ie3twrm7a90I
FwVHcfwXTvrYP8B/MSMpp+xeJ83ZKLeqkzbNWaDQhh4a/ZCM7j1icxBxjsuwbAxz/LbP6RHo
PMwoc7CmwMgLDMwtPcePeChHaK1/25mOcf0xIUadx19xPxoXecdwy+Z3zI6vs+oIy9qQy8ZH
POQ9dM8XThzmhbUVY/3RAVThtW2Mw+ur3WcBErn570zpEnRw4Mmcsb09Oy7tNzSvlJ4i7XKA
QdQ2k68cd78LJhBgdaQOUtcBorQFUateEc3gUUUCvx2/I7yz+Lfkpnk/8e9puI1u0BYndtRz
vZyOt7Trjh6cxqW+6y8ppbBgLkcgFiVwwY4kSWcettNAzLg9PKAGRtIDgAhB1BBUEEfUxytP
DnSNkrMR5m6cTL0h7g50byjmOCoVCFrm/wBEzEPA8RX0oeHfzI0D8hdDyHkjwFXu0dq1LFxl
fLH43tdF3dNWxyKoznNy8UE8HO37RqrVGbqw9eTxaI5MWJGWD8l659n5HT5jm9PBGPuALAVN
+LFvtXVrrt0BcLjTYnV4Z4g2d25p0ebFpWzZQOPJ7fK88GutQixf+RzXb7cleoZRGVxjeuvj
kKyNesmqsgiGHy9tay4zNv3/AHFAjEwP/N6S/oer47y2SJwUaXTs0WmAk6dMwFkjN3G4WjBr
X5562y/iYqup90kplspuJeabsHJMX0w60uwDFDEizqgoGY6giPf0ZHJlxNa50ZAGtjqNdR8f
hQM0ULtyOBva404afL415/kZ+f3kDXvGOOy3iHHV43XI7Zq+Mt5HIY6vmGhhwsXL2UZK6gTP
D69FaCYczAJcfR0zxMaPp2W7IddWEBSTxTThSj9PCJS2RHMuguNabe5+YKUU0Amimcu6rSs/
ElNqrRk31wK0sWysoGTLkV/TmZiOP19MT1QBu1g89uwUoZA0yK4pGpHM1M4P8motPuvXi4xT
22gsZJY2DNVt/YWn5JSqRCxwtC1wURJcBETPMcRBme5zjba5b317ba1bJHG1ovualuwcuyiX
hvyXC1lsWthurJYBoBknEy/qOLILATPoasgWXETEEP0j39vRuN1I+q0OUA2HbxoSSKMxO2gE
j+VEJP5RYmxtKMb85tZ8U0WexLVjFn+nLmo+PLCPrFMT7wMz1x/8G0XVYnzBqlUpdJj7WHT8
qNWI82atsDPhk9RS1AlWadtazYHvMmEg0j64jnmJ4mY9NosqKYoEQjnS5wLLGxBqSy2W1l/b
mvk64l0F0lNpZkP0nlklMx9S/wCM/TmPXcj0UCa9lejLj41TKVkMfkZctsTNo+V5ESsV7UAQ
N6pQaFyHHXAzxPVH2zPH8Asd7Y5iUIXjcHjpVsoc6MX04VD7plcdiNPO82b1/IOyNol20qrv
dYS0WS1hNUUtF0EHI9xYFPvH09HzMg/R+o1TIXG9rjv/ADAoISSNm2u+lNKTDMbVlgaNu6wm
xMCSwtCQrR1MhZdKYOR70CXE+3tP68egseB6obn24CqsnJbroKhsz5MUQJUrIpqFWIfkfeS5
UK+SHojpiTkpP3iZj2+s+jZYECaOoBuaFVfLV61zy5gmU0VWF+5Wm2i6Hh1F7BANl7p+6ZEu
J4j6jE+/tPodzWtIGvtxouPJDm31orYny9Smt2nZWrECJJBAuOejrZAwwRUpUD1e3tyXHPHt
7+pMk5+3urrpmmy1fte8g4yLd2/kDqZrH4bDWsg+pD/ijMAa0Uu9JyHdiLTxghHmZjmf04m3
cQb3AHdXmStKnWgVv3myhVbkX/Ar45tiYaJC0RxtJbAWkQQDYkymGyRcyUe3HMfWfQ0kgDSb
b+3SuGYF6DTsoP0PL2v5WtTpkzH2c7+9Qz+5P3MseNRcpmVIkSMadZ6mV5NdjqH3mfeY9ZPq
U4/paC9dQU/gNNafdPIcinXnUBsHk2tRE7dXKOrs6W2GNN77cNGICetj59iOSH7hgRjqnn3m
PWea/fMCVXXmuntpTh7zHEUT8qHmM840we3IWLuOyVVcgVhhvOBWUlMMASE+3BdARMQXPvMz
/H0c/F3M3EKOPPuoBnUNr9pt7a1ZbfmXW4hFqtYq27LFNewZyQ9gSJ33GgFnywEpIYIZifrz
7+sl1XE9A7mA7r8+fBOytR03JGRYkJaiZivKmrNrV+ZxqXxCZek7hKkWnwQ90euDjue8RxPH
+kes9+o2ojbg3p36BK8uFdd7zAuiBTR2ylQWhxdVIXtsQJj95CMywhiZCI+nVE+3PqEuVJtV
hLUOgU11kAW4VRrpVQz/AOSBphnRdx+TWAdYMKvclighftEuCupRTDJ9p6Y9/p6CnzMh5O0K
O3h420PZRUWKwAB1j8/n86EM+f3ZG29xhjJUIlLFEiwTSIS7YCTIsJ6BMon2GIn/AOPoB7pw
CXtUn4+3ZRggYqAn8qEPkLyhkrlS1fR8F6B6lJQs4ryg2kViesrAz3pDufaUlP6DHtEevQwn
IkBeC34+3jU/LHZV9vhS2YLztXo2ybsVpGIAL0z+3WJVYXYkGiPb6FWlGXUuOOYkJiZ9uPr6
bS9FkQHGBkQKoB+NqqOQw2cQD31aqPnDHPaKgvklOGsXrKcvUp2htfPf0spqm0BGXbUddalr
iO2PMkczyUz4dNnbGAu1xuBxFCySsD1IJ51zn5a/cnpwmOtZvPZHLNpUMZjadE8n867e6ULx
dOpVKb7L1mJWKUCs5NsdIiPt6qb0rIEagAv0TieXeunbXjlRl6Eo3n+PYnOqz+RP5K6z+EeA
Xg85jNU8iflvYTFrEeMmsrZzT/x7Yyt/ss75ghbLFLZvJlaSBlXWImamPOILISxsTXH6F9r/
AGAzIlbldUYkbCu0gIvLtcOI0bxV1mpuqdbbjRExuJ3jyi4LhwceLYzwI80n9KN8xxa0Hxd5
o/MPynmtm2fOXNk2DOXrGe3Te90yLmLBhi245t+5YODfdsCMjUx6JgpiRHhSoko+l9f+5ekf
aHThJP8AUiRRMTc/hbk0f1PPhudasfh9MzutZKu0P1OOjR7aNHwF6abzRrmgeH9e1HxT40Ud
VtbCY/aPLOw3rTDy2d2ZsXTxg2pGBXj8XQxZy1dJRQpEMAuJPkpA/bmbqX3BJkfeXVz5HF0O
KwWZHGD/AHHMB4kgM3nzO2uUpYabJxcbpjG4eOLjzSOOpKWXsAUpoLJWUO4bJOz7Bk81aaRp
c+Ap9Uw0gp15FdTjrkuI7Y9ZfTiSn+Pr6PdxXnXzTPzDm5T8h30ko3saLD4X8ah8bqLsLjr+
93HUwyOxM+LQSVODs18HRnsVA7yxgoUJWDYcAX2tYznjj3iZA4iJug+dDCF0bPXciu0toPbW
oGGDD22JZIyhZCcpKYbElEQUyJlzDIVMdMx7/dx9fpc0FABQcjkeXLoOHtyqOxr7NW8qwuuu
wUOl6lvMOlhRBkzrgwZzIrEpmIGZ4j+Hv6scARVURcHCy8atlBlHYMfkXTXMjXbdDVG4QcLj
Sthn2uIMoQDYjr/liYkf0mPVTg5jh3Uzg2ysNtDVatsx2pUrrcRWElfMUtdWsYo7li3KPlcm
CSketrJkTLqVExEnI8e8wDIRu1SpEsgaSznp7fyqR1W9czguey7Xuz+5ykCWtsRaXNY3TCWz
PyZ5iOeTngS/XiY9VyAMsiWq3HL5tTu83vt765d4zoYjsm/FPyFUhiLkjUm0uvWZILrDLeya
pixa5D6TMzx9eOfXombrKh4V3JdtIVqjjZUHD41RP7o1H/8A5E+ns88ftljo/b+P/Wf+i4+D
3ffq/k7n6erfTk/1+3vqjfD/APT4cjpWeyMO5WOK2qq5qxgeWJqub3iiJhjRbIytn0+7pKfu
jjjn0xJvSFzSbiiHhEGzWz+Q1SmXzIetlUhIq0yUARqkIE2ciYx7yRTEDzHHqB+qvAeW9Cfb
DYOXx9azIinH1CULVx11ysdC2sKIYyeSlJKI4gp4Eo4iPp6saiV1q7DVUySAE4is0Hy+feRG
QEffiIjrmeeQmJ5mZ9/+HroqbTa/CqzZrnXjpOYKOqO2YxyJRxPVwftzMT7TH159SGtFxvDy
o1S9aq+APIjtu8cYJ7Wi3OalKMJfkz5b1Y4AnG2iWUxDIu42Ag5nnkxP0lyYQyY/6Hexprjz
l0QT62H5ad/KjzmsmMZEXiQgvIqBi4RDFr4WkO3wEwMRJLOPYeR+2Z9p9Dsb5UOoq2eVJN3B
w4d1eGdsHkIwOwJcEXsOQULISETN/GvkF26dl8wMEoVqW4ImJ4Ygf059eY3buZwNx2Goyybw
2Vbtse0e3yo0+KfJ2U8a75rW74eDk8JcBtyokwD52JsD8fK4+YmYI1W8ewoHn2g+go+keq9u
0qedH4mW7GnbOz+k3HMcR7q1j88abhPJGhn5O0zJZE7BarXbhVYzANzC82jZKx/Gi3KQbcoE
PeFFyQ5ABKOenmZlB1/FdjyM6lC0HHLmiVTtQf0vvYpondyrVdU25OMzqDXkeVCjQ5R/TYXQ
qi/lWfHhP8cfIm2+QWapjs7Tfl/2i/OYR+wZNR41kLI7GOu0FduCpICY6jNUTEFM8c+lOf8A
cWLiY4yGhGl4DVcCHDvvc99ZqKSWJrpmkloH+hw15hNO8V3ZLEeSPAXkSrn9L2TL6Tv2qW6u
Qx1zV7lzF3sZao9ESdHJrNNtFiWr6irkMdQFHElE+mPTuo4XWcX1YQrCoIN/Ef6m9o040bjZ
Lnj18fcx3JCFGh1Gh5EU5+J3LW/zetJs6jb1Twj+b5nzf1eW0dN8I/lVdJLmX8hhSOaeC8R+
dsqXMtrF2df2F/Mx8K2ck9R1Hp7MVjpJGGXAOpAV8fb/ANTe6442U01hyZJSDjO2Tt/pJKHu
/IqRwUaLE/aPMOtbFn9b2DXrWC3nBXXU9kw2bq/t2fwN/ELMLOOzGLy7U2qNqrxEyDFwcx08
RIlEyvdi4AjaWn+wdNUK91Se/Ne9ZGgu5qPzr14byl5qrR12HXEEBwSpx6RrAaO+xjmwyumU
HEgPTC/pIzzHtHqw4+C0/wBv4lfmVqbWFwV7VPtypuvH3l7yaMMs5bBZlznKg4b8HJ2INZdI
VVVHsrOYBq6vtmZ55n+bjmJV5D8dvlDm+JC0NNCWEFrZPcfypnMN5w2PHOOcmjL1qDYU5JMx
Zm5MysFurw6Tx0F0F7lEhx1D9ff3Xtnha/cC0350uln3N2AvDhqoT50Y8Z+SWFiMVOVyNy0m
pbgnWhxClWu5Co7KlkrMrhZCmfu64gZ9uJ+s+jJc5srAxgBk9uNLY52wlxkcV4BeHctfub/J
PXHbTjMuuGEFaBcxz8cLxkVNcHR0VnZBslIlHvBRMTzzE8T6hHi5pIlOoK1OXqMBCNUqE5Xo
y6r+SOr5Gxj7IsxNNYCRU+5TztSY77zasHELlisgPjgOZCI9okfeJZQSZrHBobYD5+3dS5+f
hKkhAct9eFNdiPO2r0MaNu1l6QwU2C60/HVNhZ8V4auLACabIqOI4lhTIxMxz08w+idkBqnc
nz4eBSqjn4RTzMWpHH+acRkpB+PZirEJX3FTV3rFQRivtgqWjlLGNhdgRsfTpmWEUxE+3Prj
Y53vDghtz/P2NWfr8cNIUe8V7di8x4Z+O+EzG7FTiHg+pl0ZfEZFfRw4pERnKf7dclYkR/6f
c6ZjiYiJktznOhEWwhHWPxTs1of9TGJDJuOnYnfrQbzfkLvTCaZXspji4l1sRW2yIvL+dlOl
lbKIWolxH2dLJKYjp555IidI0hzASLLQM00Txtcfb30LLzn2cmQOyTEFamo1EThMh3AJwzJk
wO5/6cesY9hHmeeZ49XyySOPmN7LQDWMDih7rV7EYzck2K78Dknd02SUlYx8wJujvpM1CpJx
2DKOOriZkRieRmZ9U7nnS5Gqj4irPTkaQjkB01q/1Km4XJVGUzeAVcWxZAFRGUJ1sWNGaqmm
OPHmUSUQPXPURTzxxHM27ZXIXJrw+AqHm03Xris7JvNAMwmh+05AMxhslp9xda4w2Ul5jgEP
n/d49ta6mzUGESYF1jB+08c+qp2napHu4fKpQyStJ2kFWprz/Glm3RfktiqlWuY5i09n3Ul5
EiRMRIpd8iWWIlDoYIwEFARMxHVx9fSXKyBbmun50yxYHE/3F289fbtqqV8xten9NHO4YptP
ATtsJY2FjDJmYgnosplDETMRAEP2siBmer1ls5wkVHXrVYDQw/SdvDnVa2vzbmIr2ceWJeFR
C2JL5Vj5gR1xJg1UjJtBjZOeSg55kuI9/b0BG3a4FSSKZvHqBEQGgbd8l2QowFOpdpvskyy9
b1G6nZR1T8Zaw461xXOJiJ4meqOZnn0fFPIHG6tql+FG5CRp76q0eWcr1sU75a3IUAJdNdii
kZD7xOuKw75FEgQmw4j7Jj6z6jkM9f6tKLxI48e8eq0UT/ITIUcVWfKENttlC+LCjCu+OyQK
NUnIDJ90Zk+rpmOniP8AXOu6OySUhTt7PyrQMztse4i6e16hbn5JXEY2Dl+Jm6CSYAhSaNi4
yw1UrizDHHIDXIZEeJmR5mPaJ9pnoDHuDRuDFvfhXG9SRSbmqsv8hc6+zTvXV1btUUur2cFd
i5OOcNpYrF70UrWPssmq3pNcd6Ygx94n29dd9u44a5jCQ7g6y24XBF+Nqm3qrlCgJxSq5g9h
yVp9mAyTYY8mCIFevIroa90EbCdEn0msZiZiTmYmPefr6nkYUQA8gQdgOlWszHJqVPb8Kqew
XMs2tfxZ54mCp0k43ZZjGC6SEZFfLYE4+/mJjq644n9PV+K2Jr2vEYFuDRp7v5VzIV8Z8+vE
mgpaw2attYSiGy8MrSx6VvsCsH2bJ2jCTdZaCFreNUggzMImZ/miImYejIhYAoIbsLiQNAE4
DU3VADSIxPcoBBcHhovqSv5UyXgvV/KvlXdNe8YaDpeQz2z5S1YoBrePOvBSFBq0X7uSyB2R
p4/HY4OttmzaMKyUCZmwQiJ9KJsCHIf/AGC6TIfdqDmF4oAANSUAFyaOGVKxizANjFjflZLK
SSbAC54Ud/N/5L+OfwmrZPxj+NGWxXlP8sbSLGu7/wDkNjljf0vw6dtLK2X0vwIntgjLbbX6
iTe2piuqOCXUgB6pLSdF+344mCbIKu1L9B/2x8Q3nIbu0YGtu6vKyXscGlm7IJGyL6kPB0o4
v/0xCzdZFPlGZun+ANq29zPIG7lmLKMpOR2O3mLr5tZHOBWzGLo523TuXieV20NzMDD8k/qp
pdBBBNdEiJfVvurD6W39Fh7DlhGhv9LC4OLS8BNdpSMeY6lG61t6RK+Qz5zi/JcpddURFvcF
17n6W6BTYauaWzx7488c5hmLxFCtgtXx8tq4TuVxu2nWZAqAWChUuuZjMOYEm6ZYZFPXM8fT
4izp3Wvu37jZiSl0mfkvQvcbNaPqd2MjapACAIALmtRG7Hw8YeiQ2NoVBxPb2nit6xj/ACP2
zIwjIFkLpntG9ZG/cv8AMmRU8W1snZke4ItQDpkKyxj2hQzxzx6/WuLh4vSenwdKwhtxMeNr
GjsaEU9pN3cySawH3FmubCWbv785K9jePcug7FpKqdGXl2oMYa5wLGCiPfifuIxmZGFlEzHM
+3t6sJS/CsQyNbLcmp+zdguiiJG6qlU01isu0lvJybWdnpLjvOj34niR+vt7eogceNXOcg26
tROXstUXOJaPxkVwM19S5tQaxCZCRE4KJWRHBNcXVx/5YiJ/1KjIFzrSrIBUBunH276GtXYK
uc2DK4rEZgQyGKM6w/HutquSKUmGThFlEhK2wxsrYXER0RxBTz7EbdjASLH2FUQv3zbWORw0
Kp339rVZ8eUYfJgex2UUVXa6URYs2Smm/wCJWZYs1zyJ2kShxLQZKIlQJhHbKCPjmpx3NWO6
e2lMYx6b/wC9a3tf5Wpc8l5S1TK75b0fE5DY1Y7IZcE0czhmVcrUy77AwNNqqxVu4oVpYACJ
yYjITJFHHogMcGb3AbgKpe9rnERk+kvv4afCmk13XboYerfXktsrZQLBhYd+30F3CNAKESOs
R9gokR6pmD6pj36Y+khvkG4tIaWpzppBE4RhwLw8Hle1fm3JIsObrmeyairIh1JVjTrFq8L6
sFYbMqrEEXAPjntQMDE8e/PHqMZ81gE4+arpm7mgucVGitvag983Z+nr/vTO9f7N8/tf2bmO
n4/d7Ha56+rns/1ux9Or256fRCRf6Rr/AKhQiyf63aL9J09r0sl/f6F59etPEUKlGsNZaEwJ
K7IuOJaQBMiQd2B6Y6Q44iff0UGEX40nfITZLCpCnsz5tYqri6Py7NRdZjq8yR1TumqbSTT8
dQzVYEmXeiZmJmJnq/j4tCFdKrBduBbqPa1A/Y7FrM5JDQaDrbJf0gLphSECw4gEd/iCWZ8z
Bc8QI8fT1YLW4V2OzTu51+UcTn7z6CkYorSEtlChhAtEjeyYOHGmQIgNkzPMzxERzzEevEhN
a6gIKKpo0ZXw5mv7MvqnDrtZqvZGByNe+t9XqB64CtVUHWSz4Z2yKYjuzI/TjmaRO3eAtqIZ
BMz+4G+UG5BXs9u2pfwNiNv8fbidfKhRjCZ+v+15NYZOuya99UlYx1gVxyLbFd0ysoGZ4Bxc
zzHHqGTskZb6hcUTE9rX6otqeddwrtJmOIjmxUErVGSEZ4WEz1gMcjwSDLmYieSWRD/wXFu1
24aHWjA8vjMR+ptx7dnyJrrxTl3It1LDjUBrJLUzBwuXCQCAmwOqarYYXsc8iMe/M+3rz1ah
FciR4c1xQcvbSpzD0rmCbGNyBN/or+RStE0LMTWdJSgV2VnPeBExIRJT1kMRzPPPqDyHjc3j
V0LHwn0pFsFB1t39laUfiN5irxibni7bc5jqOIaGUjEncrnatZbG5eRHI6ko1sC3jEiywVpL
AIiVJHAhMDEjABk0bsSUAxkHUWINiPxrafb08c0bun5AMjHqGt3JYg7k7hcadlR3n3wT4z8I
bLjtlPyjuGJzeSyFN9T94WeQRe1vK48LD8pUv4w6ljNZFGaE6bElETyETMTPvPz+SPrDcmbo
8+PE7Da0lj22UbvIEK7fL9RGjgUtSrqf29gY39sZMrQQgDtUXVQQt/GhNtmPC02pe1fZg21N
ldZiMpZvZSWXYf8AWwPykOeDWEopNRHLElwviZjn0H08ZMJ/vj0ZGklAANqcLFPHQ60ri6Rk
Yrz6WQyWIoQVcEPivbXjufiDcqGA1nfb68VX/f6kvx7sNYR3F/EISOcuqkKyp2yg4kHRBFMR
yyYmOZedN+4cHqGVJ09S3MiIBUENev8ApJsvMaHhyp0MTNjiE+R6a82OB7iQLg9tOL4385aN
+UWKpeJPyxzxaF5awmHDAeLPyzem7YZFWjTCphPHH5KVKMHf27QAWsE47YEieawI8Rzaq8o9
C9R6M+I+t00eUuV0agBeca2aebdDwQ2JTppMtmxz3R5DRZw0P/cNF7ePHnQK8paP5+8I+QMh
478sYHIYTNY7HIyuNvVbFHNa5uusZEzZjdt0vaqiLGI2/VMvWjmrkarWJMZkS6GdYCq9KHZu
iPmJQg2LSOBC2PZVbXZ7PKXucR2BPlVw0Py95Kx6qlTH3WjUoXOmvj7OLF/xnzPbfK5RW/3I
iRx+pe/PT9fSTNw8fcXuCvI1B195tXHZeaGkOe7TkPZO+m81ry95rbaqUAxle40PiCVe7gQi
x7r6mB7wojY5HsPMgQ8+0zHrM5EGM0F6O46EpQD8rO+trHOJ47fyo6aqrzTsU2hf422Zq2E1
1exr+P1IYafT12SFWyKGqwxUPHSxvQX6TPvHq7puRjwzt3adq28fY0PLF1HJCujkU8mt+RAp
mVeCXZ2nVflo8dVri0Y4/gZvxxqdDISWSVJWq1l+MzHxLF3HQqBfAlP3yRDx9PX0CHLxnxgB
Q4Jx1X8vfQ0vSM0t3R7LrYsaCE5oePuoj6p+PmqWMP2i17R7FhTYau5r1DMUrtEu5HALVhr+
SxbWkBe89AjETzzERHo7CnxXHc52ndb8zSHP6RkR2kY0vPEbgfcpHtrUJk/xY8pZEb6sLTqZ
OmxDYxtfM4m2ISFhsCPcZSc8omFM46zD7ZCOYHmY9HPzoVN2uaBSlvRs5VjBAXj+d6GTvw+/
L3FrsMxnie/slesiewOsbHhScRDZBnfbQt3qtm4yFiBrAkzMM5mOPr6HbmAnyhUok9H6g0IW
kryQ/iDrQz27R/yF1an8bYPB/krVq1Ps2spbv6htEqk4RNaxei6KnVRXbEFrPoMlgYdQiMlM
+iBkiQIic+/nQcmJlQL6jJBb/SU+VLha2JOKyqsbYTcp37FbvgFy322rN02INVmo3qd3Ptn7
Z6Z/Wf4+mUWO0JqpHOlUuY7aXFEBQ2Sv2zmEuud3I5ezwQlKebRtcvoMpsB1RCq6oW0ftH3K
eCjmeR4NOK0uVxNCfr3gJG0bh2VF0fLOXxo/HobBmKliLcdlyb19SlVv6RrWTVvZLCrsXEx7
cRxxx+vof9KNyglaNGZKiklE58fhUnY8773Xa23U3HPwybIPi5TzNwCJcCxqSJ1hkdpkmovt
YMSUTBR7cepek8aEqvCutyHE3cVI46/CupP5GeQxsV7bd3yd5gWANR3+yTGjWJUoYwpB0EFe
BEiL68EXv7+4uQx5bqoo2HIcHXXcg4rV11z8nNsp2bt6zsuNZKKtixWqTrGOdXu3xJJ0seZg
NhilvjriWlDICYiC5GeYzeTjyF1gt7/n291aHHz0Fzttbj4cE76/dm/KPYNjqOXkNa162QyI
ptqdex1sne3S9lcLbOp0xz7QvoGZko+kR6T5GC4qL08w+pNJBJC0PE+ba02mRf1SHFZMliA5
aqgRk5WwWWTPDERx9nT0jMFMzzEx+osfSJXX3IO7+NNJOrsY1CASBz/hUoeTyG7LrWKninyF
nH3HfDGNbag6cdMCySa/+3kVyYcgRRMt6Z6YmS9ER9O9E/Wwd6/nVX/JmWwa5AOH8qIOt+Gd
9dSVfpeJ/L9FVopF0vs6NJEk18hNyrZzdN8QIclEGCynjq4nnn0e7Biki3PLSe40D+rzBN5A
7bU8Pgaxiryv7rVZUyUWGKG+nUG8dBG2FOXayFb5JCoYiQDmJguImZj1h87KdBK6JgRDwLtO
zhW6wQ6WEOf9RA1Aqqbhp+g49dGb1TG1QI1SVkdUjJEXHbhwTVqZLL9hSybJc9K+oYguP09B
wZeZK7+0ZDbi8N+afOjXRQsBMm3Xg1fzon674o8L7Tk8Uq7jcT+yydexetxo1ychVx9hVRLb
tOpWtYuzcsRYaPFYC4iffqnn0A7PzoX7TLK0lyKHEgfEg9lEiCFzVDWEAaIB4aAijVa/E7wr
YvMu+OLuq7PiK65m4Lam761k02jRDLIWcLdtW5amsJD1uWHbguRmfsn16fqGWGbY8jf5ddD7
tnDjXY4oyQXxbSunsfdXfc/BzSsrUnMDhH1ZORMAwWwI+ITEQQwPVkoMhiBKOqSHieInj6cj
x5fV44y4Pa5p4kfDhVzv0ziGkIlVbB/479Dv4vZc/s2SrafitbiMlt+77/s78ZrWk6qkOmch
dtnro1gsG6ClChsmdsoFKVyUz6ZYOZ1/OeIIixoBvYgX8CSeQFzoAulM0eGxwLWufI4WAQkp
rxAAGpJsBclKzz82fmPqmt6vnPxm/BcNh1nx5lwsY3yj5/yVZGH8r+d01nkXx32aI1WaJ4qW
cz2MSmQZYDpZaJjPX1XpvSm4kXq5Kl7gFBuXcQChNgbhgKD+ouNwmL3Pn9LEDX5N/MPoj57F
QL/qlIB1DA0awPiH8A90yGrzuG1FldMN61MxKclreRs5PKg5AP8AuqF8WNewx1mQyJbPzLIe
8gsCjrz3XfvJmNIcbDZ6m0o5w+lp5AgEOcOJ+lvBTcMMbCZjsPov/wDUOF3pcjiGg3a06E/U
7sGpgxfhHcsUzFLbt6chYrIDWqNi7VuY/GY7BC5bwxqYovvAFBNsokFmACU+/EFHrB5fUcPI
LnekWRPdvchDi56XeSUKpxq+GGeFoBe18osFCI3/AEhFoO+T89aw377iM/kcKihp+QyF/Y2a
1XqRg4zFOIqWf28q5yu3RxbJ7apDgOuTiOZkZn7b9gfbkfScF3Wp2u/WZEYDN93Mh1C6o6Qo
49gaOdC5c7Y2f3doYFJS3endWQPkrb3bhsec27JGqpSOGtQo4JacZhqSiJQl1EXR20LlrZ54
7pHP049bQv8AUevE181zZ3ZU7p3nXTsaNB4D41UsUKl44c9YLn9xj/6MQqDU6vXkAMbbQIeD
PoPmI+vUUxPHEeuFSdg4a0I0AD1Hf1aDsr+fWo9tNmJsLr0gI2thiylk/wBMiJiyECIYEukZ
mZ46+OeYniTNxKHU1XMYwAioKF2ZZkZbkH0FfOyAoltNEW1rm+QDMxWQ1prAChfMKgvYiGI5
9/RsYagWzaTy7t54vTnrSV4HzNr+Eypqfq00M+rOsU9xA2vk2tPKAVitk1rFEd3vxMMBgzA+
8QMTxPo1zC4ItkqmKOSIh224uq+NMJ5S2bTPKmNyWk40xsZS1hvm444JSKq7RhJUybYd/uxO
vkgXAq6ODA5meOmJ9CwQSQeYmy01yp48p4dGEeL+3tes+9NAMTtmMnJ5Glj14XKWitWItAB8
VYctqlPGtag4Y4OB+0omC5jj6wc4q22pFDu2l3EKnzp28Pv2GXYs1sFt/wC146ySbg0UbZSu
sTfGIg5mX5OhdsARvmR6Rlhx9pQXHsE5hTzNU938DRDHIf7b9rdU3fxFEDORvLq152reR8lN
mq+GJY27cSpdYhOWQR7Dj2VZUDh6AEbQyUR7xPHqpphXzsCHsH4flRzhlITG8lw7Tp4/nVJ/
dvPfPa/7gs7vzP7e6Odf6+90fN+R/wBTt9r4X3/I56O3+nX9vqWzE/0Dnx9vCo+pnqm8rpw7
/d20ijV2hOKC4ESbKa9eF9DFlLzGCJzQghOOhnMjMRMf8fTCkKBVNX7KAitFpdmrAScqlWSm
y2sTF1xhFpa3TWNS1PFkiMl0wM8cRHqAU3qA1oZYaZsZmGATFi1jqkNcxvaUg0EoRhqpAnTA
xMdHHBxHv9Z9TOlEP8rA3sWj5pufp4Zx01Jm3ZKT7jTV0EhahWPECZhYWlliYn7I6Y5jmeY9
UvaSOyuRnbwpjMFl2XUrJVwRO5UtNxNNMoKkilB15fl7q2A9ogrpLtAJwREcSUxzx6Fe0A/P
8qYRSHaQtyLDgBxJ/BKLGuUgpjWysUqVu0MT+0qhXyKdaXGX9ZamzJvbElMhzwPVMlPPt6Gk
cqsUpxo+AemkwaHPH0qFAXinHs7a/rZuqulw9MPARtV2FJConEPXIsASiIgpKRIfqP6x+nqT
UI7NKElVrt1t2oqTJZz8XNQZLr3KaxlSjE0IaLfaYAZghaojlZdXMew8zz6iqKziDVm0+Wb+
lw4cP5aVPrzDr9AgqoN97EKJncYEMJtKJgu2K+rrPkjmftn7RiZmYiPeGwNN/pd86vEpezyg
l7Plyqd1jPWQt4zYsOXwcjjLq7tGwuBGzSv0XQYw0ZmCliXjIsCeYn3iY4n1W4GNyLeiMaVw
c3Ii8r2lQeII9r1s5hdf1f8ANb8fY1uq+vjPJuuXz2LXm27EQvH7hVSluV15jbRtivh9oFQd
ghhYJPssjmVmPqjNxv1MX6mEf3mggjvFx46jtrbZLo+v4DRIjZmgBpAHlcOB/wCl35HhWWqK
+d0t+SxeYxt0c7TyOQq5vG53qxtmtk6Ft6reMCoTAat0MDqdJTMAcFPMczxl54mTPH9IGiDT
v7tKy/6H0mlsgcXA3BshWpHP7pkX06ajpFUIK9VBcssMMRERg0oUyREbPbI+YgBKBKeJKOPV
EGHC15cCt1/j3acfdU4cGCO7GAOI1ufnVoxFCdjd8FCiOwtDPiMl1f56yqpg2rFjnR+4IkuY
hK56iiOAiZniWDMwMaG5Ztwdw7N35nTjR0cLyPKQXDgt/D8qdnwf+SOCq6jivxz/AC31zLeS
vx8i9YuaLs+HcgvJ/wCPuayPbm1uHh3NXVmx2FliwPJ6zaOcXfAJjtqfAtgbqHTBkEzQHZlJ
r/S4cnc+x1yO2iI3hzdsgVvP24fL4UZ90/EfK+KMfrm06ts7fK/iPenDb8Z+YtCwGTzutbPi
U3IXcoZit8wrmnbzjFHE5DA3AF9ZkFIMcrh04rqJmge5uSwNIXUovJDoezsrksDdpepKBSA0
lBzsb9+nyqhX41/Xr6ZxeyZK5J2l17VcsEnGmTEQ5JRMW8s6Rcg1H1jH16piJj6znPXErCHg
hGqOPy52pPF1DAlPpue9QD/Rb3g+HhepjFeWroDFe7n9hqKqusuOrioX0kklNN1ViDtAEd9p
SMwUnPRM9IxE9PoF8DmEOiaCDYE24hD7eNMcd7HII1LVIXu/C3Cr7qPmfCVs1hl3W72eMqLs
5UutWNyE17BCtSVV0HZQlsLh7JCJZ1SI9MjM9Xol2RPGxXOaCHAWPx4JTYGMBDvDiOCVpR4Y
/I/x5UsUsavz1ndRgWqL9vv6LXUuwdh/c6UXqOMy9MYbXCJPuGsQmY4+vPrP5fWcuKIvZJJG
Aq2JHwUr4a6Khrv/AKKZyvLie1qacK0hxfm7w5Vxl0qX5Xpr5h9JoU0ZmuiviP3BKZ+OrIX7
fj++NOskj6LDFqd2wiSiD45mWL16MRlw6gPVeBYhyAnQEmOyXBt4mq3YgddrXIOwD29rV7cR
vf5yMw37t44wn49ec8Yya5U8ppu/rdNmo9ZdEEs51EJvl25KF9tTB5iJj0dj9Y64werC9mRE
gCsc1wvpoR7jfuoSWCREa1nO6g/FKV/Z/P8A/ly1LZchkWeEdzTiwt2JpYHA+P2bbrqFn0Ao
IbiMjn7eQky6SjuX4H3mZ9vo/wAbrnWg4NlZNbhtLhdDYgFRpoTSHJj6m0l8W1OQAI8brUQP
5/flNYyKaHmf/H1pXkgGttqsRe8U7riMzYXWV0OOf3TAbnSrvU4Slo9ol9M+0xEc+tJh/cr3
OEcgfuHY4Hjw/hwpLkT5bR/fxGSD/sN/Eh1RN78vf8cuce5fnn/HHsHjbImhgXrWEwGBx6kN
DqJioZUyXjC4oGCPUMysTmJmOn+OtxOrMl0kK8jwpJLP0Z7wMrB2f9oAv/5TRj0v8Wf8Uvn7
Bp2DQ9E8/wCoxcVFiKutV/J2wrwkuMon5Ra6nyzisemZ5IuTIYj3mI9O4pnubua5h7E/KuDp
/Qcsb42ZDAf9Jc73/UPjUflP8J/497wiwrxN+UG3YZjqoWpwW0Y7C5+wiuTpAGXqxYnUMzTE
YKQ4dUFgsngpmeY9eOQANsm1q9p/KrB9tY0p9TFlfuAVCGkjvu00D9p/wG+VaKZnSfO+m7BE
E4/jW8Dk6LodI/8AOarhAoWczE/XiSj2njn0PLPD9IDk7L/xro+3M9vnbJGT2gju5iqJd/wv
ebMVFUcd5C0Cll6WJT+717NnKZGyzLx3isGlVGg91ClNZq1iLh7hlHXzHPHpeHwuc7cutrJ7
GuydB6kQBvj0uFJv2JoNEWhl/wDksfOOHtdvO774zbUizDbAFk89VIhlZwki7+NxLAMRj2CL
AjMDHUX0j1W9mO5pABqUfS+owyBxdHtHaR+H40bNK/BvK6lXi/RxXhexsVBV9mG3K7mt5Ov3
3qQFuvlcW2xuOMy1aVh/RCQF6TOYUcD9kJMmQY7Xbidnb2e7+NajDwHzEEBu/nc6+8H+dHI/
CW7U0Uq1vafFYX6Y1xfmsX5DOjjYkYhlm3XobDrWq3F8xPPaZLuOjp6yGPdSx4yXbcdwent4
nw4U2fiux27pkZ4p7e+vXlfH3kSpypO04TLY1XSa3YzbtXzHyXAiRkquOnKoITM5jqHtzP6i
XH0GzZM/FgJbZtEYsGPPKASD4rVfy3jrK2cQ/wDuXFsuWYWqVG5FWqDe4bI7aYT3RWA9MmUd
8igpj7eI59YTIMjt0krv7luOqry+Wta2BrWIxrfLzT86rlL8bs7sGMzGR1jXPjY7GKRav22Z
pWRfTrdTSs2iRXr35cSJVMgICQEuOJieOI5HiZmTG6WFhdG3UgrbuFzpVrp4IXhsjkcdF/Ou
GjpDdXr41o08ZmlXEkDXfvMV22GMFizWmlC6KOGGf29A8xPuQe3MLpYg5qnaCe0j2NFNeQeJ
HdU7h7JPydfHZ3xraUuLClKdazdKsS67SEYYE02uAmHzEDIEzmfrATM+osgjBDXtUDt5/jXX
vcbtKGmk3jyB4U8J+KMj5L835nYvG+g6st9Sg5OfXey+45+zDHL1nSsTVb39n2Kz0QMgMCmo
qIOyawj7tX0zpbuou/SxRygt/wCq1+J5DtOmnYVM0xiO4OZfVRoO38ALngOXzKflL+bfmH88
NowHiLRdazuneEcdmxRoXiLXrGQ2jP7Nl7DJTVz25XU//SO971fA+uFTHxakcgkVqCSj6f03
o+H0XG323tapcSUHMqb34uNzoECNCyTJkyXOjjUROPmcQAXcgg0aODAU4uJN61c/Ej/Gdp3h
Ovre1eab+sZ7yjeFWRxmkncTfweivmAbXdnb1U4TnNwpR95dphY7HMiRTLnBFiM71vqZzh+k
xJWiJ1nFSC4cQti1vNLu42tR+KfTiIja4RjW13ciefYNB8a0B2sKSdNsaxiwxOyEeQG6FzH7
TCSRYWLFMV23tG28ySTCMxYUl1DEc9MesXkYAbj+lDteQVVr/BEPzvRcTnGXe9WhOLazg/Lb
N0fH2FThdaMMXt+1YxDaFFOVO5b1/ECHYsZ3IG2yJy19gWrpiUyXXJnEzC+S0n2Z9nO6v1IZ
ue0jpEBBLSV9RwQiPuBu/s8vGrTJsYg+vmiCvnr8/wC8yy7e0bD3O7Uq3K1jYnpZyD7dYRZW
wyueY7VBnL7PPsVo4H3kJ9fcciUuOwHy8fwFYvrma2R36WLRv1Ht5DsGp7e6kzyXXn9iq60r
u/BrpTk9gtECypL62AWJwVhhSZk3IFE2mAAMnsIESiIePVWwbGF/HQfifDSstKr3hn9Op/Ae
OtTN2ravLvWqkVWUsKylXYtluqh3XkLEVUMrVGvTauxZshMn2Ab2Y5NkAM9UyaQCAdSvw+VQ
cCWlwTa1OPM2TiV7FTUpVbyzGKQKhFrOtQOKORmBIRKVx0SHMGUx3IiPfiffmJj1cwCl8rye
Zqk5+zXw+LVns2+tTxLQYw7ttqBmpXrPZXYyymWd4VyS5KOIkoCYLjpn1ewEktaCo+NuHtrQ
krXANe4giTTmLkIRwNlTkhpf/OXiXXcrhUeRKdZVW9ibGOt5izjrC1RsevTcSi63uCJqjJVq
zoNVqfeQHgpLgZG6GV2/0zofgasTZEV+n29jQG2GnqGK07P7DrDdgxedVGGZjW3M6ZuOpkHK
qW1NryBDeWUEzpmOyaumJmJ4n0V5twB0OtciDH6AqCOPv7/wpcJxGTmvFwadk6pEAzbhTIri
xnTIgbiGAEp64+s/r6tUVeJGnwq9K8QeVDxc5mtpWxPxncgCs1KhWOlkB3R60VyZYD7J5iZC
I9/9fVZlhDtpI3VZ6Zc3ftJbzQ1W6mf3LVLRqqZbYdeuCQy1SreQxliJHmIlioNJzMce3VHq
Rax4uAR7640bSrCQewkVLf8Acvc+73/7m2Du/M/cO5+6WOv9x+H+3/uXPXx8z4X9Ln+Xo9vr
7+o+jH/pGiacK5um13lVXU66fLjrUkJ4ulXTYk8g22u405lZHX7FisMytcLlBh2zaAyMcwUx
HvIxMeuXXsoFCbVfsxabnMcN/NDjay71au41Li/Rh77K4rTYbWBgDEGdY2y7jp6+YnkeOIix
QLUCTu3G3trQ2w2K2G/ehOMQdmMP8jIWPhgu3Wq10P8AjOtEH2A6oAt4KR564mZ/j6k4ga1Y
gugJKUQMpiq9XDBerKsihNeoy18kmJfmTY//AOp9SxALlgGbYMOFz9oCHVJTM+oAqUP8q4BR
qwHk0dd1wqL8E7F5SxR6gvZylCK2PtU1iy3WS9ZQM0lVkdKeIFs8zJdRHHNLot7tyqByoyPJ
9KMxhoLjoSNO72Wrhsvk6/kPDdHddPOVP+XjaOYNCVHYwldFsK+ZMqvQ0UkMLCYmeYBL+v2+
sVMiAyCx+nDt5UU6R5gDm/UnCi3pG009w8e47K5ConH54MuVEbFWQUvN4Y6Uu/cHVBa5SmKs
wEAcQMlDJieY6eKpGGOUhv0J8e+rI54p8AF4DcpsiKLbmkE3HMFL9tX7EU6kVW1bJCytbntj
/UlZJsiPQAdEplUxkCLo6uZkSGPbko4qcVKj6vb5VOINDC1yFrj8eHZfTw7a7aeOXj7TFsbI
MWXbbyIhLUTJdaiXwH3EMcT9JifrET6g5xcNKtjjYHISh/CvD9pjU87+7J4nVc33G32dQCnF
5AFSVTKOY00LGvfARq2oWBmLu2yeBE5mDnmVm0/7g+I/hqPdVrI2Y8u9f7DvgeHgdCeGtNB4
P8tZbxJuNXO0rFgsU01Jz+LFxCV2gJyQmlXELPIY4jlipLjq9w54KfUI3+m9SFYbGnGBmOxZ
d4P9viOY7OCjhWiH5HeI8L+Qejj+QHimunJbvjMUjJ7diqUMeW965jK/NfZsbWElvZs2t1US
NpXEldphMcd1PBgdSxNrv1EX+27VPn+fvrS5mO3Mh/VQeZ+1bf1D8x8UTVKynrudnuctDnjj
1VwuEcRMgohNVNoOiQY5fInzMrienjnn7ePSgsbF/bQb1Tv40hboNpUUXdSqHdZWbbatlZDO
zWYuRNxrOusolgmMAb46xkZKIMY454PjlZlHYCG/URf29vdV0Tf9evPWjXjvH0IxUMnm9hmE
REVu4axN59xz312jV5x2SWDY4EhiJmIghKOZivG6yY3+lkAmLkNW917jmOPZXS5HeVNe5f40
wv40flP5R/EfKOVTrVvJfgnartAt68UbQTX61ngq2ws17CgL/cabv+OlcNpZWl22qaPMSYTM
em+ViYvUcfZKj4XCxHt7x/OrWPI87D3Eaj25aEVqJl9I8Nea9Qr+cPFYL8leHVSud0xTaOEo
+YvCWWslXSWt+SauPpVLOS16mbSmnsK4mnZHogoU3gD+V9c6HldLDpRufjHRw4cfNy5KnenH
0sOFOf8A1UY9TgUAXxCX5g/EUut/wj4wyt3YMdWxe0U317L7Y2sYI3os0/ktVxCim+M2DrwD
IGZ4gWn/AM0REZL9TPHtcwrZAP5eyiiMbFw4/wDaDwCNFUeAK1Vo/HFDLg1tadnKboFXcxuw
YHLAPHTPZfFj4SUiqYOCgusiggP+SOI9DT58jFOSutiid/5dya0UMWMuJa47jzaR8dOypev4
NuYvIdxuTx1cqxoFzrgZCqMCIMhk1umkFVLRLiBmTKZ7sc9Ue/rNZmdK+ExJu3AoPkpuvwFu
FEQdNlcdyg0U9T8T+SdsyFTE0bmuY3E9Z1LWRtbPiq4V68RELbYpxXG1emBsjLRiGOZMe3El
zCEwMu4EGU3QlAOJuXWASyWv2U4GLJEAT9Pv+Qp+vFP4yYChaVnsx5f2m2dP9vyCW6Xga9WK
FrmCr2m1mW7Vog+0AXB1kTH1LmZ6RBYzHZ/dJeA0q4sBPPXjqguRR0OG6yNbvOm6y+3jTYZP
ZfzOxGUq0fFXnTQNrwSCuSFXyBqf9s57FjXpoKtis/kMMjjKse8yND0LVHA/1RmOqZ0jPujq
0ToocWdwY1eG1wREDjYuUfTrobpVx6J0t7HPyYnteQNDuBXUtB07V8Kntb8r/wCQXWkUGvwW
K8m814E4wXkXUcGsECy0ZPsq2jXH2X3UsbCZ+5QtWhcRMGTGSywfvX7ixkMeTMTsJUo9QOJ1
KjQgJawQ3rM9R6FhhxMcbSN2ibT4KEv86sS/zg8269Vvt84fiZ5Hy+Mx9pgunF4rStxsVapN
autaKMPdWF5hVpESBNaY/qEUfbHrU4X7mZkk/o5D4pALq9pY7TmUFh4EXrMP6U6Fp9SCUN/6
SHD3A++2tcWF/Of8UgGpuP8A7bctqu0jdu9y4rwmvF57FsrrOFXgzGIxI3nfuMsNUEoueuDU
zpmemd7h/fWLLEHSRMEhF9rgluIQ3Xt+NLx07Ha/fExwcCdWXXvRfca9mY/yU+ALsMxrNU8r
JZMNcw8fr2z01R3SEmEEZGugbNgJiS6enngCn6R7mn7phPmIKDiCO/nw8Kv/AE7T5QHX7Hfl
xpUPJX5u+MTzTM7gfMHk3A/NWLiXntN6AsT/AElTXOGvoOO2BHAT24kIGIn2mYn1U/7iEzy9
u4+4n4GqXYBCBjiDyT510Yb8yvGuwRTG3512jAvKtap55r8HYyopvV1CdOyqu7DbCLKxrkIJ
bWHEdsvun29M8DqUcrS6RW24/wAKAymem4De+/EBfmDUpsPmTE3qVizpn5LVMkwVnB4revHO
Px1W4ZSC0im1TwdR/ftwJsVEK4II+/ojpmReqdbxsHR7dyaLRvT+m5GdeN7y3/qYB+AoL5Vu
w5ly22Z8RZ9L1j1P1TZBw+UvDLOWWq1CtsuIupg5Mev+gseuB6okij1ieo/cnrN0BZZdpGi8
ONazB6E+Iq6zwv8ASde3hR/DTMFa1yti8aryTVvZBSm2hxm64/L4pN2JkRE6bsvlW2hk5LmV
MMOmOI5nqiNB0rq+A1oONYnhY35G9LOodLyZFbPuPaClB4vAmw12OsTU2LKhYf2VJsazhswa
mMM1/PuQql89P29REQySpkeAnn29F5fW2SxGOVoIPtp8aBxuguhlEkbnbu1PnVEy+I2PUYvI
QjJuu9MxV+DmMlrzhE4FBVQxgXMcDRKZ+1U9UHP809Pt6+aZeUDO5tmtJQFDz5Xre40CQguJ
LgNKJ3j/APILzVpktrYbSvMO3dVS2jYKeE13B52vjyIAatNi4htu6xcJnkRXYVCpORiYiZmG
3TsvMhU4sqKEPb8CdO4jhQeVBA8/3WKhUe3stX/DfkzrpYDPbHvfhXd8Vj9V2HHalnLmR0rM
4nMPv51Fl1DJVMdiqFh5Uxp1YmyU9cJli/6rJIo9MA5rwk8bHu0JBATv0v2G55mhSNp8j3NG
qEH+P5d1QvnT8jfAP4/eLK3mXdNXymT2PbKYZDxV4eq5eae6eQxlpijKXsBlMNjczp2iQ9RR
aybKsOdIdNSGSUHDLpv24c0+o8NZj7tSV7fpQEL4LzAvUXZUjvLFuNrkD4DgT8uN7V82O8Zj
8sv8lXn/ABKc1jbF7JXAKto+j0Ef2toHjfTVWBhg4xORNOP1rV8YJjN7KWCJ1lnMyT7BgBfR
oIsDpGJ5S1kQ1cUVx/E8gLDspXIJZnI4ENXS6rx7SeZNfRB+N34D+PPwi1ersFDJ6h5A8y2q
cVM9udnG3GVMLXyCwluF8f12tRZwOJAx5PJHM5LIyPLe0vpQOO63m5Gcdoc0YwKhlyp/1ORF
PLUDhzo/DiYu1CHc/wAPz41W9mzOX3C4ylaTcfkaYObFssvl6LTsC6eqatga95MJb0zJdQlB
FIxM8Tz6yWwyvRwO7mp/iEp9sbG3ykdyUMtox2ZxWEo2MjUEWyyG01Nupy3cvEETBkp2Co2I
UuJ5ZPI9MzMxE/b6Z9M6DkdUym47BtiF3PNw1vNECng0Lc9i15kzVLr+3jWU/wCWm6p8bYty
W2quV8i7ZLpwxrZLma/j6k2ajsuwWByihXhkqpILmDcuJ9wWcT9uxmY/TsKPBwwGwsajR8ye
ZJuTxNI+qdSMTf7JImcPcvHw4dtY1ZNTUxHSTLL3mUQbYa0m2nyZzL2QJHCZZzLGF9Zn68zE
erGFbn2/jWDmaR2r8T7a1yFjBw1U60N7uVtNO3knGEj2r9jqKx2p5KertSIxzM9sBEBiIGPV
gcp/6RpQ5jIHN3HvqFEO2MPfCzWg2go1/eRsOCCSUUlMAbR9h+swPJe3HohtByki1iVqjZS6
9j7DugWd5rPqazMPaREZnnjiBnjn9eP+Pq9gFqWzSEKRxoMeU8bsu4UcTh8OMdAoZgnudaSr
GY7H2knWK6+tJTbuMqJOehKP+sXsRQMTyXGWt8xoQvdI9u4o1gA92g7O+unyKivj/E5aFWst
I5wFHW8d3BA3vpVBrVmNNITFpjmrCSjog+TmYn249VwN3TGQ6X99FyzIwN/qW3zpGG+J7+MO
vmMjkqbcHVsO/crd0242qJ0FIcrEQ60DC/dbiGcKVK5iY/j7+jtw041wSEtQBPa9Xy9sevVs
Vr1ShfrZhEh8U8LRND7NQ5aJu+Pjry0RYfeSECYtWIdcfUoKIiFyvOpA2CXHyqsJ8m73Ur2M
PSzmdwVX2RYx67TscVtcKCUy2qlgKDqEekID7QSIxEz9Z76UZ8xAJ7qmJpgNjXENOvBaheTv
RfblV/uLLYF0ZLIkVqwJKCYBM2bBG1wiJR7SUdP1/h6mgFhXBdV99VD+1HdPX+23un9t+Zz2
XcdHe+P8nn6dnvfbz/Lz7c/p68vbXlk+C16rOzU70qsW8aKsoLup71N/2byn2axtU0mwSd7S
UQZjM9X28Tx65tI0Nq46In6DapGclbU3H5bJm6zYyH3ohq1tXCKpAFK5VBcAuFVgR2oWQjxE
e0REzHqKcBpVBaSqcKuOgbZdXmrBos2h7yrKBsFbnGMt1HStR49NdS31ScS2GQizlMdIyXEx
ExF7QRepXiKg37D7fGmkxmPpbZVbkgVRtZTE162U1gXQFkK7caavjVHsAHjfEmHIELZiJaRS
PHEdIziWFL7Tr40TG0SgkfW0K3w4dvjQH847admlgMJ2ajMnlkRnsr8drLNirF4mRTxcSsjq
DLijrYCZmPsDnguYi6FtyeAtXHedFRdfbh7uyqZ4x8h5Xx1av0cjUs28FlyUeTxy1idimxUc
DkaypYAS7pntuUXT3FT7zyMepyxiS/8AUKiJGizSEPx9udNDPnLxjiqoNpWreSuFXWdPDYzB
vptiJXJRXKWqr06wB0fXrnj3mImPQ3oSk9nfUxJGGl54V7fGXno9y2y3ruew1fXWZD+vqoLs
S6bAVxLu465ZdIA3Il25YowBYlxIwMF0yXJcfYzc0qmtWxzNkNkI9vbvp35HDZfC1LVfvHnU
wQ3UvXAi+FxPbOqUGbXLZEzJyUR22fr0lz6WHe15B+im4dC6IEKZuK/h7a99flC3SNU43KB3
cbZiAs1usD7AnEARLXMGoogJkSGeYL9Y9Rc1y7m/VUw5rhsfdh4VyJr2NcuKxz4ksO4A/t67
ysxhXBKDENMWs6yStXK2FxMhwE8kMEfij27h9XH864xxidsd9B0P4e3dTufip+R17wzslLGZ
e/aDS7t8Hw8CLuazkWnHOQQMSRFi7JcfKVEcRMd0Y5goLscjUMUn+274U/6V1I4j9jisB/8A
Keft30335XfhozadQtfk3+NCMbkcdfRYzvmbxdglgbKKOYba8g6PSqhKW4m8I/IydCtBdmDK
3XiV90ATZmJ+nd57t4Hl/Dly7qd5eLHM4z4wQG5HAr/UPx560hmn2cfKFQ0+pbI6WJBSoB/a
IZTXpx0k+UWHDM9TB6eQ+scT6zWWx+o9/wCfhS1saPUXcDbto3WdvydrKfEqRZoY2wUWq+Ps
LlVFjl1OwRqX18Gw1iIyfJCU+88ccek/oMZHudd2hI1140POwMZ51J0Udp5dlSVezHT8aMVW
FS0wm+gA+VXtJmYuEjLpi0cC45MZGS7XTMzMSJe/q/EzpsF5LTuicbtKoeCjkRwI+IoOGQ47
iLnsPu0oueLNu8vfi1ueN8v+Cc/ew1m1i3HsOsWq6srQy+v2ZELmEzuAsddfcNOyVYzBsNVM
ojmGQBdJzp8bLxeowOdAQ6P6XtOrexw+R0Pwpkx0OS07btGo1IP4d9aOIu6r+VmDzXlH8SbD
dO8xYvH2sp5c/Fpd57M7YqgkGX9y8C2SvJft2tVCqk88AfdyOPEylJOUMKDA9e+0fSa7L6a0
/pwVMY/p421JF7j/ANnkOsmmxzt3eXRfz/PTx1D+teQ9xvRjrOc2m3k2WRHGS3KZh4zjzVFj
HBVyCTfzVspLgemfvGPchHn18k6mBuexoeHArxK8Si8NbUZHkyfS4135fYMWTTHaMtkCTyEj
VO1YZMWFSExcUNdtlExTprmWR2yJq56hGOn2RelO4LjNBeBa3DlfmbA6A2W9NIMpzSFd86Gv
9+ZFWWtzVyGQtKbcUmonG9SJOvbJ1P5Kn1ii3bP2iRLrFzIjpH+WY9XvwC6Jpc1rXBpJUqhC
OQrYfIcdaaxZJCX8KKOG3bdQGvZvKv13LirBXmRlKgZEEEHUlnwylDLLUe09KhOIiIkp6Zmc
zmYGMpEaFpVBZQv4ePzrddFzI9wDkTwXvplsD5q2XL3qR53KZbuVBGilJ5PipNGsldVVQxqF
IplQLknSUpdYICIoLmecxm48pIUqjQnZ3ache68b1sIocNsR9BrUcVNrqbr+XBtk4Uzmr+fZ
wNjjFYIUfJTRWYn+4nYA68jJqN7MkVdjDACbMDET1TwX/wBytdLkRuPoEMVOZNvHRbkUHP0W
HIZ/eduKnkNfBez5VZs7+R+TkvlahjKickDxLg1/JppOSEXC6CETgu8U9yS6iMumYj6x6sGR
N6gkCB3d8u/jSV32tEbSFGc+NDtnmrznlWvPA7bruNQpiYY1zrwCi3Ez1Krjbr3AMCDpBZxx
HXMF+gx6Nxuo/pwpMoI5X7j2eymoH7YhaQHKSdLVSct5B/Lc5+AjyPgqMuJra625D51qaYyx
M0wrJrKf0EozYvqiCLggGY54k+L7jhhA3OynNREBt7ytuHYtED7ZwHhUuOKcefJaDPkXw1+U
+/WxhuyY/fMQsKhi3JrVrq6nzjQl428ds1uo6jTptmYIxMusDmBgjER9afo/3D01QgkbLz3E
gcvMgF9BwUcqQ5/SIWNN2gXsikp3Kp40tN7SPNeMzFnXa2gZLP3xJmPtjr2ivzVS7EJYsCxl
vF0bJMoxyXuA9MDHMx9Z9fQOm9UxspoOPK4uNwN53Dnas1kdMibeZrAzS4HxqHueUNg17W6n
iXYPGo6puK847Ydl27Ka+dPP2qlrqPCQnF34qzhq9euywwyVIld6FzwJQXJ0zTMXT+puiWzV
KggIQvusll7qux8PHhIEQCpwATvNEHxNuvi/+09z/wC5eR2l29JqrPx8GOOujGidtUqgjc9t
FdqAuWokhGZEqyTEZ65iCVzwEvHpglnFOznqRTCUOYjm7Ws4rx+QqQpb3sFe1IhYLE2ISiyh
S5zuO+Y6uAi5TMgNuemBQ3mB7bQEZjmZ5n1GNsbLNLglv6beFUSwlzdxDXL7d3xos4/ytsOM
x9u6WhZltNVYJyFjCbzZk3n1gUSL6usyPSJdMxywwguOqQ4mYKY2B7tjJSHHhp46rS6Rr23e
0bV1r+zHnfcrGLyIKwPkjXhpV4DFV89tR5ZLnPYDemwyjlsI+RmIPljK5zxPIkUep+kN+z1w
6MWQAqBrdQh8B31wIm4MR5uug/OuzU/yd2bBVaQ1V5+zmsvbRVthrGUTVyOWykCNMcfTpV9J
zt3JtkJiAQNl9hjT+zmSKZaw4T0/sOO7wBK6DgTS6SdoekrbeJHfxq5+ZfygsfhDRv5DyHnA
3v8AJDPJfe0T8a6mVZkdQ8TqtoGzit389XFkL8lshg6Drat9g12/9eejhK9r0X7cf5ZMxQ4F
SFsDw3BSC7Xy6N/qv5aXTzh49QL+ncPKn1P57Tq1i/1ortGj+oY/ZDR/NP5Nb/c8s/kBseY2
LftqvVrlws2ptqzSxNiWfByGRoC1A4fX6i1SGNxSGIOwAxAwtUyz1oc7rWJ0+E+j5mi1tXEc
Gnj/ANTioHaasZ018TWyZ42vI8kQsgOheP6W8U+o9lzW9PiMPEPinwDldbwlC/OXRVx7Mpk7
WT/ctnyjVdMAb7g418UMag5aNTG0iTXqDJdoJIjYeNl6tJ1OJ36wJbysGjR2W95VSa96Dv1T
XA8UXh3a/wAKUjcPOeJvNvM1DYM9KKYCm2uhkb0spVmqiocEq+qnUurCWTEEEz/NBTETHPpU
MYh4fGuw2Qk6cadRtttksdV5nhzTurn8PeQ9k8mbAOm6SOz5y6mueRzGatVlNx2u002GjYs5
l1UBNaTZHbQuFMbYOO2ESc8w4wuj5OQ4RxhCePAcz3fPQXqrIyRuDbe3uvRw/KnyRpX43eNY
2baLrs1tFoLWM0rXHMVGX2fO9iZY9dePfH4OhJiy0+Q6a6+AjqaYCX0jp2JH0+EY8BU6knUn
mU+A4aUoyswRxkka/Hs/OvmB8q7nm942XNbxuuVLJZvOPF190ya0gTSlWMxOFqn3YXWrI7da
rWEuB4jmZmZmWke5x7ay+Q4lxfIdfYAfJKoiMYjC1a2YyDFTeyKwirUWwcoyhXIDOvbNAsQC
wSRwUR7S0pmeI4gIvUkoNPctB7RYnX3pVLvIAmtXFsCWtpW22bChmu8FQTGMhsyIhJx+sT1f
QZjmfV8YJvx0oSYho2gi1++hjtG1YTE0G3Lq6FTF1jWuuwe+J5CzbshUpIFJtIWX8lceC1AI
RI8x/wAsTPoxjHOIAJWlEsjToBt4dtC65rNOrmR2G4u7azpU2S5tTJPr4epXrKM5x37ai2ub
lKuYnANYpxGyDKIGfoc13l26N+Pf30tkivuRSRzt3c0qG2PaRwtbDtXTq1LV1kdheRusXDGk
0VQxPQAAZLlg8AXQJxPuXtMzJse4m9qoc7am1qO76Ee0Zq1jLOUyT8gv+5hT+2koIBpo+SpR
V/iU7ra9UateygY+UkupckcSE+xRa1qgBo8leYXKS4+egb5NuzumDxuXnI3V/tCrmIuY2LA/
Ffnaajvy1VeOlZhUq3l1hdAwRLVAD9sR6m1u1x99FtftQnTt9uVV2poFza40+nr9BFZ7NcpZ
bK5Cj1LYltvIlWm9dN9wKoBShYTHRK/c5ifceY8XNapOi1Y0EvRgU/hpRY8ZZ3AZnPM0fZ9Z
1vN7Y1tzX8JncnXyIUtksossp1SBlWxWfUyL7aoCXhM9QwU/zRxNEwcG72ucGC5RLc6Kg9N0
mwsaXOsFXXhoRTVY/G6knb9Z1fWdawYWLVDIFfruxQZm9Yu4crGOyQYheXv26lRD21GGs5Hv
dsgMmxyMSE4y+k6SRxQG10CFCFQdv8KaNZF6zYoWNVCtlKhQUUkDinHtovfE0ntdfc13tf21
1d79lR2/275vx+nt/P8A/W/M/odj/wBP3fv6vQazLo5d3Pj+XFdeFMfSxUVWJs/08FTnqtk0
41idcxKWIm3Qi+5JT0KY+qtEWeg1rmYFbWxB9xkhwMl/LzM+/EaIOuhrHtftO1yJVkUzLZMc
Tq1FhPC6dGqVZYA6LRk5UKKmco71WBI+TiCGJIimYiOfUbDzmqgblAqm3fRBqaItrPjGb6eD
wtw227012zbOfkfFeqhIsWNtDbCoKCE5mB5kOZ4CYl9ramogEkl2nG3hXu3DJHqtSZwWQs03
ZHsvrY9dxrCqUIUYO7huiLsNtWZZzJkJsEuCH2njjRu+q6V1CqBQD7e3ZQZPJIO0q7kxeb6y
FrqIFMCtqQVMV5k5kYCFdcdMwM8xEf8AH1anAVMRv2bGEIamMdsWCTyNyMqUWRGvZJfZZKa6
+qAOtJGsxeInPE9XHV7zzEzHryOqP6eVeCVN4rO+MByuQtZjH7lFb4Y18MzF5DHhaovEZX3r
arddirySXPBAJ1z5mZEx9o9RLZUG3avFRr+Xxq5sRRzJArTohQg8yoKjmLd9X+nPjvZbdN+m
jslHL47JYx9GxsFiutZXotk+atIKdhll1wq1c2qETjpgZ9+YHq4r22eiEcKpdEY/oUW/GnT8
P+Qy3fG5Ql9uttWq2nYvPKA4Gs4gNoqv1PkEBRXyaa5dSonrE4IeOOmZW5EfpuA/+W7SmeM5
0jNwtKB7G9HMqoWFzdq9wxUKRurVMRNR7ImYCQ9zZJR/L7zzHt9Y59DE8KKHPlqnCrDiW0rK
WY3KkfYeMihkdzmhaIh/qQoWrGeR5jmfcfb29Uu3Aq2iWbXBHmx+Ff0CeOsNxdi2mxaQBSLQ
YBDZSExEvGIgIkhghk5iIjkv/D1E38wFqmwlp9NxBcB7xWi34S/mpl/AGfxuD2i452pzbSvH
ZRjXOnU1ywuqs5AAZW8A82zJDMxNXmSHqDkI4drx6cn0c+X8Kf8ATeqOxwIZz/Z+X8PlT4/k
x+EeseYqs/kn+JlatX2S7Wfk9+8MYY1Di82i1HybG4eKF1zhCr1tTCdawyolVjqJtKBZMpNF
n4D4GEAbma2/DmOz8Kdywxyu9SIi4v2r7eNZzYvY1Ve1Xu42o29Rb2jj5V4LxABiqxQkymJq
lJImGAQCSy544mffJS4+5SCUPcnjSXMa4uCj+2LDUX7RRP1urpt4W/PsVsbZixXaFDID3AuK
FsS5P7rFqGPI5OWf1Fp7cB7nIcRIE3qBNqkdnDtT4fgtC7ICA1x2vB4/idPCrHNh+v5+xZp5
Wm+GLmxirePq0hTQfJitSqzTr9kXF1kPEzCXcSJ8wch6DgmycOUZOMS17T7xycOIPEIfgtBt
L8acPYR6aKoS/emoTjzqaxuLtbBsKPIHhTKZHx35i1O6vN4zA07D8Fa2O7V6rB5fSGVzAqee
OETJYv2F8dUVuY5WOy6f1iHKZ/dRrkuNU5kc2/FvG160mMY89o/Tjbl38psHf9q8SOBp6dN8
l+PPzRfY1fcZ13w/+bHTFdeYtoTp3jf8h8x2+1Zq7YJOrUfH/mt747Y3JgKWXOOiwItbLIz/
ANy/Z8fUGfr+mgDKFy3+l4VdeZ56HjzFOzY9ADbUXUdgGqDiNRwUWoU7XQyWgv2LB5vVM3ht
t13POo5HHbDYbjLOHbUU5LKNvEtU14WGkJCnrYIdIF0zwXWPxeXpsxmEGQPTQEEJcFbr3ce8
WPE1hftD2NOw9vxFCxGQybMnTsYuglg1v3EzxwrPGASfhkm3Z+V+4KuLIVBExILLod7RBTEE
VrunxiF7Z3HcQ25II1UDRDrxNxy0BsRkAR1r+3tpRY11lu23HWaT218fYSoAGbZZka15i0y5
dZrq55AXqbzBzML4kuqCLnpnN9RxGxBwIBkB4Dao7Rp3a8ra07wcx0IJBVPbvq3YfKY4nhfu
5XHVbjCruydUHjfuqtQBLeyxaLs1qlywtC+nrOTlhQPH14QZeE7Zs2u2hUOgTsGpAU9lajD6
3kPd6Ud3GwpiMHvGtk/CBYsY9o5xtOkmRlnac3uLljMg347qAV1JCDfwsZDqKfefrmX4UjpS
1rUAN1sl08BWwxxmmIulJDmgn4cLqTy4VecPvmpYyxm7JWdbxC9bYRlatPsRVznYuzWVX1gw
Wh2ZJ0jML9+GJ+6ZjmeIf8XkSPOxzfLdF1voBx+CCiXvkLGBwe4yWt/TbV2u3t7bVBZj8qcd
ggdXKnZis1oGPxXU6CTCRIwWFXumsBg4iJiBGRiekveOIIh6FPOXcN2qL+SVI4zEa4uG4Djf
4/j4iqxH5W6btp39nzGBl+Zr1IC9kbtLG5GOzWWQBVqPhKXosrlIrEVwvmeSkvbiTZvt7N3h
sj3FziAioDohKdgHCoMY2FvpQOHogk2JVT2ctTrUg/8AKKkutJMv4y1ishWmkOIo2xruS2us
AZVdjb0hPfmTJgA8JCejmJmIifVkPQMtx2Fr2tUHs7Co4Ke/soDIZCT5SPUBuvb+POg/nvO+
XsVMaeGzVjWGd2wqhOnbNZxJfHOz0Oqj+w5XCWrZusGYwTFqmO3zEz1++u6VhZGHIS0vVLkg
g6aqQeGtzrSLKx4HhXAG/FDS57Hav5LecLt+f33adsyOpVPhU7GzbG7aiOpdmvXZVpW9u/fD
vYwKjCesYXFdSnMmYOFz627cmefDdC9jf7iLZCNqkLtIQrbUmw0Ws6caCLIDmEtDSdCoK944
VObBYZ5Cxl/C2dd0zEaVmKYgvLWLSU5PF1xPqQnH5ksenHIyVxi4QxA9wB4mVIHj7hMcN6fI
JmOldmByohIJ423Xbxv76nKX5I9N2z9OiapbxFj2ihjS2TKaZRxtSrkNUzFaoTUfJwGEytnM
KCEBXosZYBia6XUG1eEgnk4E56Zkp+w90TMtznubIxzuDnADt7bg3J+VDbpIEYNroh/pBXs7
LcqZnRdk8o4p+u43ZtO2Opq+x4vG5OvuqYq2sDjcXlVNIcxlcAqkq/NU22BJ00zhkwURC2SI
gQcmJhPDnRyNErSfKdylERHX8CfxqDp59w3MJYeNra6i3uFNfrfh3ed8pUaGn5Mdzy2w5ZON
pY3WoRWDgpMa7MlW2yqi5CfjFBumIDsKguImBmfRWHhyTytghZvlcQE4k/D36AKpoPInjjaZ
ZHbI2gleH4/x4UKPMf5E6l+I2Yu+JfxoThfMn5j5V7sBsnmTA4ejmNd8Q3cml1W1qniOKlZP
9x+Qhlprt51oyNcusUwEDMl9U6V0aDpcP6rKe3c1t3knawcRGvuMmp0YmpTtZLmyhhjLnuPl
iS55Ol+Yj0Gsh4Upmlfj1U0RuR3jy3mw23zFlLFjI5fJXMtSzlfSchcmH2bkMzbxXv3kRbS4
YQ96hjXTHUL3D2vQud1o5DPRxAW4YsG3BcOb0u1h4NXc7+ogU9EMXTHepKRL1V1y4oWx/wDa
ti8c0Qf0jjULmdtjW9wGhexjywt+2b25SwwsllLthq/lxfyQ2btRKstYACmRcqegh/nnq4gC
GH9Sz1Xu3TcQLADk22g4IexKT5DpTMXOBIcdTdTqp7T3eNVh/l/N4Ft3J4/PXqtFVqtlZUuF
1hbCosWE0VqQqzaAwQcgxfVEELfb+WPVseA0v2Bo3E+3dV1vT9Z5sGnTu7r1ZvCumbL502qx
rWj181jcVaustbVu9tthGJwdDLtF63MNhQNrMGKuEU5AnHxzJQHJwyh6XJLKAdu0IOwDt9r1
2DIbJGfT3aKT29nbWuexbN4G/wAf/hYCBrslnMwbrmMwxXEf3x5a2wK4qZeuvmOKeJqtKJfY
6Rp0El0LE2lAt1UUEeM0QwWBuTxt7WFCyS2Ln3Pab+3yr5xvPvl/ePOm5ZryT5JzNdt64voq
VFSytr2qYWs1jK2Cw1ZrSCljqcNKZPknWGmTGEbDmZPiVUFzWfy3E+Z/DtsKT6nQdn7TN5yz
wra9iWMq6/gLFeIyVu+REpt++kiizSu2qxQSeuIhFI4n/qsaAnqGD0h9Z1Pt7E9gpRtdI713
lIwUaOJPM8uzkO01C5JrrFlzJugyxaBq5QESRI7kduBMDOeAVHEjE8QX/GPVrQqWqmQhoJLv
ORQ+2G6CK442raIEJH/et70kDndM/IiZkgCELHnqkuIiY+vTHoyMdl6TZDrAA240nu9eSPHm
TuUrNTyprxVsBYRkU4ZeLvXE5HK0Zm9MWbkiKyWRVxrIJYzC2HJ/cM8+mULHNaQ5tyNV0Hte
lsoVwIKpfQ666/CiXXS/yHVwW1YLIJZjszVGzUthAn2qtjv9zGZBY3Kb6z6veOtYEWNBgjwQ
CcdXrm4RgtIuK4Y3yFfbuNQO84plE8Ve/tSrlbOEhlglOlrhDGkys+2wbcTYrpyNoK5BWTyZ
pHj3GJ59WRuDgRu1+dUSsLSHFumtBLy5Ru7Hj0vxld01Tgm07VZbGTj8PXBlgBawVqJj7tkl
SpcRx1NL6zHtbHZQTf8AGuIXFWi1VFa/F1rAY7DbTuSNTy2Ki6y6FPC56/mrd+0KptWM85tf
ssvXWMl3AfYER0cxHEeuOdI0+RpI8B7qIaxjwPUcGnuJq9+P9s8L6qynXynkoM1jpwkaxZxn
9q5Goq5jBVeWJPtqxxWek5yTpmCgj6pHgogY9USiZ7Ua1Dqq+3Kjsd2PG/dI9RoRtKJ3+NUb
L5Tw5plvWto0zc8hteyaXm6mRxFK1hrWIS2srILvtrXO5ThVl5WO51HJhEQ2ZmC4jiwCWUFk
rQ1rmpYrUd+PA5skDy5zXAoQlgVpwwwet+ScOvZtXfm8fFqu7JYvN1jfjsPlK6BtpPD50lWq
y+7j223CUzAyZqmD5EpggC98LtkiHmNSO0U2YyPIYZItwUKDoDrY9y1Cf9st67XR8bCdH9pf
A6P3gu93/md/r+X+1dHc7/39jt/t3x/9t2+r+t6768PM/Xy9vfqt65+lyU0amz/V293w0S1I
7rdHF1Ncy7X5X9thKndopSnJ4567Xc6sIvp6wqnbyFUCNwujoTMTzPPHpi4kuFvbnWdSxLyj
k717KltIwWRpLu56/RGP3WpkcVWNT5oPpQaxleRp3BU5Uwo+kTguj7T44mSH1F7gfKOFcY0g
biFaQnLxq/0MtZ1avsufy1+rcp4xdeljaKxSmvks8xthCllFhy4kmI/3JsgY7ZD1jETHPqBG
4ho1PwFWxAjc4kILdhPtf5UtL8ozKWraczfx6r5FFm1kMoprHMsLjiKZz1n1ps+3XIjzCxiI
n39FAJppVbWnVCVNEFWh43dcTRz+Fci6EWf2nYqePltq5rtonfHx1xdNYVonCWoMR6ogpEQg
+Z4MAr9Qsdtdbl21Z6cjWhzT3/xoR5jFftDHYy0AHdp2zqk0JVIsRAwaWJ4iYmCmS5L+Mcc8
x6sBW/CqtzlKG1cuMxM27lpIpGwKigZgp6CAfr19IlHBe3E+8x9fr6kpSuvkcGN2kgmjdqmr
LoWMJadTtUSp3bOVHsV3LbkZpxSqTKHvZIiFWbbD5EJ4gJiffnipzqqLnuZ511pq/D2uX9Vr
1qI0X1stuOZubVsDl1ytjiMIUdOEp2bBwTFWL0xEF1RzHW36SPPoScteribAIO08fdR+Mx4D
Ywqm57Bw7lpnsY8alozplYlAsgL9SJMYto5hh12ywZEzOC5CSghAp54mOYkB3J9MWgbjsW2v
b2flUmdjHdHzI6xWwZLrKJGRYAlLEEDVixpLIekij2KZ/wDD1WWu0FSEkY8zj7d1Q+VyNG7X
dWv3BqEYiqjkEkFexj2gt3P+6IhHiRmZgZ+2ZGJmeOImbWOFwO8c6rklY9Q4oeB0TxqI0LeF
Z5xYpthE5XHyKu7DU/8A0moOOkiFZklGRhJAbVRMwclJq5Dno5PDsG7+k/CrMLKEx2L5x8fw
Xs91aa/it+Z+4eAsrTxL7V7J6H8iJXVF0nf1p7CiTvYWZ97NbpGZZTIunnkldBzPVTHJtb6c
o3RfEdorSYmf6LtpX0j8O78a048ueOfEH5X6zU8q6W3C6/5Gy9Mrb9hxFSI13fZRP9VOz00q
Wyhm4MoA7wKC0M+1oGSMEIub9uMzI/1GC4CU3/6Xd/I9qd9Mnyxzg6d9LN4m/HNmzbDfp71f
ZquO19qsbfp4yzTXkbV+xAMNi8hZK3UVhlU3AUO+4nAURA/UvSPp/wBrT5Blk6iXRQxu2pZS
5FsdE4rdVtQseGyR26QkM79SPl2dtPdun+NAM/gsfd8L7tfZnq4ryGQ0TertNOO2Tt9pygo7
JQpJTTsWyDpEbazSQ8QTVxHMgZ/2/FFuOE870RHpbtBt7j7xUJekCaIuhcQUsumnwT3VlR5X
reTfC+13dc3jUM3433TGurQOJ2CnYxpmlbQL9zx9hLTHMUzMuQt1Xsqsnies+niM43p0sbw0
l4e1SosQezh7dtBNgy8V6KWnUFfja1XDHZ3XPyXpUcLm7VTU/PeKQuNb3O9kIp4jyoSXf7HA
Z620xLG7uo4EaF42z8og6WFB9Mk9ws6fFdtlV0ZNxxHNzfxaEB1F61WPLF1WMQzkR9UaPK/Q
PTQOPPkdfDR1PFPmm3+VlcfAPlpGSw/5beOKOQqeNd3v9NOPN9LVMNcSrwn5gW7szkNrq1lm
rW8yXdtTMRUfJqYsgVfdn2/j52E7qeE1pyNv1NuS1dxTm61jrwNtBWGZszoH7mTMUuZ8yOXN
wFiPMOKprrvkXU8lk4tZI8pSuqsMp5N+TuDarV61B/RL0i5LlTVpCPR0Esokvco4iI9fP8jp
eVHFsjALEUILkngRYqdV/jXI8qCQlWvBCi5XT2tTB4fetRxF812zdNNDKhNYqmp0Fau41cNx
WP7Uzapt4mYIzWkZWP68zPrJZXT8mdgLQNx3dhQOs48CO4m9Xx5kTXIqeH5fwq0h5R1hRsyd
TAkwsY5NSxlchTrWMXZjrXUFF2uK76K2JIlwIywhbxIyMQU8+kk3R8h4EG9CQoAN+dlQk9yj
npTvpfXYcPIE20uYwoSbDvB4ewrtyv5DeNsLSw+RLAUc527tVDqmKyOWr7Hh8Wt5tsSVfJXl
YqxXREgqY7swueDFQ9Mj6Ax/tXqGS6SF5LPLZzvpJ7NoJUjRR41tWfemNkgS4rdx3XAA42Uq
BpqUv31Caj+SWnbI/Ka7vGuYGsIuMsTsGDdY+VVVWZemByOCvgnXpa2qQMPqIrDfeRIJmeWU
/wBsSY8TZYd5VFUXGi7S0qQTYqECa01h6hLIS8uDXAfSCoK81Ci3AHwqPHJ+JN/wOOcW5M0D
ZlYzIi7A3adnNJI62T6KtxdmlfYLcXadAgU16/WmYEZXHVEjL9Bn4L3ERetDuFwNuo0K6FNF
sfncc8b0kcFI/wBQNuYtdDQayGq0JTi4p7zhthZZsLxaMcrJORlKmQNbLoRkMBkQm1XrOrDB
rY01icyMcwwuj05hMo3OfA+MAblQEEKlnC2vJfdQ0mSx5RrwTxunBR7xU/Y8f+TKWLsX412v
V+PQVfBVXIYu7fnF5kyp4+wjGVL2XtzN65RaLJOFwRBMRMEM8EwuwHvALyQXJcEBRc3IaEAI
RF+NKsjLlb9CaLqtuy9W7B+L/K+54nI4Sv40w78pRJbU7veyWV1rK1WZK9CbwZOqxlbFQGNt
W5rzFmv0Jd9o/d7erlwoJhIJZNh+qMND2gBACtyN1iq3FLn5mQ6Mt8p5Fdut9OyuX/tNvhbC
WsZLL6lr9y27IIoYLK7PUu5uo2gBMrU6y69ZINydqpXBpyIRwk4YKwTyCzTl4jIt7GPcGgK4
NRqHiSug0HbYlbkBrZnPVzgASUCqV7Ba/E09fjL8UcXo+tM3G/ouw+bLN+1SwqdZ1fL7DXrr
77oU7MV6NSrg5yGDf2C6b3ykoWbZIlOIhWKZ+fk5l2Na1q2UX8dT3JYc7UQ8RRu2ucQU7D4d
icvhTU6r+MP430GOv3vDlejZyVigkMLczW2ZIrEtTWOq3Hpx+WtVkVDsPhbgbIj1qngIHgp7
C+eViZDnlwNkJW/FQi/lyqiWZ4KRlu1L2H40bp8WY7BZBGLwmG1qvicVhfiYjW9dbkIu00mU
QpNh2cyCHUsQmJkDmutvQX1Hq4L0yi6csytIL00UqSeZcfzoF2UrPMqLrZB4DjSFf5APzM2n
Qs+n8VPxwxbqvmnP4elq3lnybRvXrObxVPLVglvifR81Zt2VYVFevYgczkFmnqgezwCwnn6/
0bpMGFjNycoBuR6YDuJAOjdTbmiblSkayzypEC8ucsYSw/6zb6uIWzBe50VnwpqPjj8adRXt
m0WK2X3DLndxmy7hj2Rk5GyQWWv1fUbCpmzUxUMGf3LMwPcyclA1zhEGwlXU8mXOyPTA8kZ8
rFBATQu4F3IaM76fxzRdMh9OB26d9nyIVvctaTfb26uNz2O94b8IbN+QqK2YXpFXC+Lb6lSO
w7pr9nVMaONZTGBTqOCqMh+xJdXs9a5BKa6+ng2ARzPoTB6Pk5EpmcNsfFxJCnjtRF9r1RPk
wtj23c43269yrovb7qt/mTwF+Dn43aXmbm009WxLNlrBTt5zddmuYwcpaorhi1YDXozFehXm
uwZMVVENbBFPUU9U863GwMQuEcodK4cSqjmfKiL30LE6OJXybI4+IWxHK+vhWQevaF4a8seS
72ra9u+FdqzxPYq1rA3rVjO5KnWcK7OPxj2WJxkNrdPDW2199CTE4A/afTH/AIFjM1IZVxNq
gWLuKt01Gqk6c65O7FmYP0zmljgpQ3F+wongt708Hkb8n/B/4b6PU0bTcNTye9hjVv17x/jy
gkBZsL5Vn97y8ky+iq7gWlDSm9d4iFxATDAMOOyMGOKwHse80BPmR4zQwJpZo/Hv56msX/Jn
ljcfJ+y5ryV5X2L92y9/oB2YuMWnHYqjBf8A0dgsPjhcKcVjKwt7aKqhjkp5nraREXgwLtaC
TS12RuWSRE5nh2e1zSh5zcMFutsXVMjOQ12m2zXp4/Ey6wvKXKthfVdyEI7kE+g4JBcCyFLK
CjmWczB7InxBCEf28O6k8uTFOdzTuj5Dj/KvYzLjYBRWceOIgQFL116p11MEZ/8AUHMCcQbJ
meZ9v144iY9d2HheoGUOuRtFcOfv45FKGYmKU2LNfpBlZZDFLGyqK598oc2ByBtEpKOeY6yL
25iPV8TXNs+5WhMhzZPNGAABw5fnWe/nbyOt95/jvC9bFyORTtrQS7ptkGEbk6uNrvFqCipy
1bLLRP7o+ziR64J3iY/lEr/AVncuTz+kzx+dIOGujXPHXSqMt4411nvlT++ZkwZ6okY6g4gu
PsIY/hM+/o/5Uv8AWf7AU3nhzaK/j7Pp8auyB2K2zhVyGORa4irgdsuJc2cAxq5kATlKvaH2
gulkxP1n0PNHuG8aj4j+FERPcShS/wA+B7jpTuV6xW69dtgJmWwwGVDBs9rssKGhMPgQmVPj
iI6Zkoj34/Ve520oKaMiL2gu9386D+Tw0/vFjWDQgZoRkstqQ5CkB4yzWylCxRy+Ns0zrkgv
2i09doI5kwS0pDjpn1e2RW+pzQFNbG3vqkxkPMJ4KWqLEEIfdrSkbfr+p5fQcPlbNaqGw1Ng
zmEz12jXNF97MLWyC0sv2/Yrc9pK/eYnudH1mYmILYT6hH9CKKpOz0g7+sFD4UKcPrGv26+I
c6pNuH4ZDnSp767Fvi3ZU05FJD3ZZARHJTEx6u1qtvzohUPEGJ2GxRr4mqVT94tGl03fnWxx
lIIJrslXsm6DWqso4Dg+51s6Y+pceq3SBgLncBVzGF5AagJ7NKvPinyLitbt7P4joZe6vVdu
yTKek5w8hXbGN2mkhNObrO5IMoUtluIHiIkh+4J9/eZHmi3bchBvbqOY5eFE4020PxgTsdoe
TufceNON+/bN8fq+S3r/ALK/aOnvL6/7p/dO309Pd6fkdn7vr0dv3559vQOyNf8Axr4JTT15
9ut/STX+pfn+FJJ/adGhewvjvG18Vll01qTlr7qUvyVjJ9Qn/uVgQjNKuLDWsB7wkM8z7zHS
fvJBlKikD2LIImoXLc8V/IcKLNwcMmtRwRYwsXkeIx1KVVHux4o6Sm4TnW7D4kSDkxAh6F9U
DJSUczSNy7lVtEu9NBGW7X6C1u3U0mfkvZ62Ryzq+Ma8sRjiOlhkO7vbKFnIWMiAtYcyFw46
oiY46YGOI4mPRsTUCnXjQJaHPRv+2Pb41VMbZxxjSpW1Ko3a7zYV9wRZq312C6v9zBR1JniI
GDjkIGPfp9TPMaV54/qBt8qP2rZTXtbmlsusV8Tg8zWySauYTY25eQx+14pjIi7jSwqFkxLm
FIlWarogHiMzHTJTFDw53lcVanLTxq6KQMAUCxurtR3V1b9omuXLP7vglP8A/pFn79eqKtg+
KFV1py1stf1Ylcj3OWLWk1A5hDB8e8eje76XcLVCVrVWPQglOS+34UNsftdDWrr1aZrpZzZW
xYXkcrcr/Mxg2D7iWsxeLCDKF1TKew9hqmJiC6J/Wwtc76ijfjXGgN5EgJf2+NGTxnru7ZI8
55C8g35LDYeg2p8K+8e8Ni5ZVbTQoUwVNWv+4P6u6KoE+J4Ofv8AeqRzWpHH9RqbYy9hld9D
OJ4k8BTu6ZgsrVpWs5lRKL+xAiy2FSMLrfyLr0lyEnI1Vh9kTMfYXPt7xPpfK9qhjfpbTPHh
e1pmf9T/AIchR7q6hNbXmlYppRkbjFufkrbOyqhSSJsBnZDkye3rn7faT5iC4iPQr5OBvR7Y
QIybBx1PAD86Hwv1ehYtOVVnN31qhAX2lNdURED0iChZPKwmZ9oKeZ959SAkIQ2byoJYWuLm
jc/mbV+p2Ch1M7uHptVK461tIyKYmYExXMnExEx+n8ff1MAtN7j25VAyNPCrfrXg38YPOT04
bY9ry/gHdrjKQYjfqs2Ga0vJpZK61jLsoTFujHdhZC5q7AokZmOmIjiGXmZGNH6uPEZgNWAh
SP8Ap3WPcS3vNFY2H07LIa95gmWzv6fFLj415eWfCXnn8P8AN4jAfkRiVWNN2RgB48/IXCiq
x4536k9n+wZey1Am4rG3LayEVWgZ8ZxF0tiu2YAhMPNwurwHJ6cT5Sjo3AtkY7k5h8wPYdf6
S4XoqfFy+mSiHMA2n6ZAVY4cLiw9lo2eKPNm7+JLk29ZypTRsQM5jXLjDfhMt9sCLWVZnpXb
EBjiwrob08RMkHIzdj5E2LLvj+lbg6GmEcxYFGqVGbD5Iy+zvtvyeVZ0X8rkMsVM3m1MXLjF
sc0K5zKYcIrAIPpkiEIj6REehpN73lzlKlexTXjLuCLZaZf8Z/zs80/jhkVBqexhn9TFim3f
H+2OsZLWrnBQVhmOIj/cdauiv/5tJqwmRjuLZH2+qJYtwTQGiMbLliKAq3ktfRR4n/ND8H/8
jGip8MeeNTwCNluJhaNA8iNrUsxVykr4LJeLPIdQsdYC6DPuWNZ1S/MREMrsHnldLE5g/ut3
M4EcPHUUyY6DK+gpJyPtfvF6yn/PH/F1c/GrEZPy/wCDtyyXkPxLhbSslm9T2RCI8gaDRW4C
Xkfn0Upx244HGNIYN8V6t2sHDGqYMG0V0uMrS5n0prxHtzFCZeDIyMzR3DbpxHaO4+PGkWy/
kfMPp+HfP2EutqeRtM2Wvr+fyVXrVkH5fVTo5vVtjtvDtn+4WsO0qxGUzLfidcz1FPojpoG2
TCePI5pcBwVUcneUd2Emi5cuXJw8brD1ORHJ6Mh5gBWk9pbub2gCrf8AlrOJV+Q+47VrxBi8
B5OqYTyfjcTTpQnG17vkHFVMlmE0ggFp7SdsLICEAPK+IiB6ePWWkga0bdqtBseIbr32Hvqj
q2McPqL4joQo7nBQfxoJ4jZLqMizvWss8u2kVdoTsDLpk4HqcxSXgupJERFLOmA5jp9y9Lsn
DifGA1rAFKra3dcX4BNfCgdzSeKe2tXfXsZm/n2rFNuayKZerIX7OMyT6zonukQPtlVtvnuV
KxkMkQyUTIzATEek+WIREGvEbbEAOaCNNAoGpv771FmLO15c0PMSqUN/4UTccle57JjcZgqe
Rx66vyr3byL7dnGyVRaYurfZxVNoncvOXLTc2tJoLmZ59ohHLjyYeM+WZzXFyBWgbrqiBx0A
IAAKEcta+jfbLsZw2tYQ65K/Tw4i248SdK7sZ4/PMUsYWBeeayGYvWrFDKkF2ilNWvW5rRlL
X7WI1Ed1PSwmwvuLYMdXWJ9MX5HpOf642RsaAW2Nyb7Qt7XCKhB4JWsKPja+ByynR2lktw4G
xUKbcauP/a3a10ti2XHlDKGnvtDsedD9pxyRylVLTq18QWRsYy9kcdCq3fGxPSDQFigJjR6D
ohysaTZE8D+6BtapJAPFwCgE6J3EgDRV1OWSBp27t7dXIACU4aW/jc8Z/Hfiv5xz5Hm06hkY
K+WKuZHY9wZjcPUluZVblt39uzGUx4ftDVwNlz2RA9gJJZtkWdMv+d6XA0Qlw2AlrWsU6Ig3
BpvqAll1QELWcaaRoeCfU2gkuQ8LlF04ka95p6/xh8MeUddwd/FUM/i9XxJYbOZXJf3DT1dO
12MjkNVZf0vY/E447Ysg7Oas1uQCuMOQ2mMqYC5rzBtIPKGH1DI9eRm59gNryBtUhzZQ5qhx
IUltyt10AEpngiEcbjtAOoVCliwgog0ANgBbmV38x+T/AMnvA22YHFXAwGUz2colkM1uGJw1
92IySbt4unWopYrJ5qwFrFYoI+fTXIiq5PVE9PHrUdP6N0bMhe6MvjDQAGbwXC2qkAXOhPCx
C1mczqXUsaRrHtEhJUu2lNdEBNwOR17KsmjfmroyMMF7zd43ymSzScxRt4B+rDhMEFhxrZi8
hbt5/Za5LrjCSgqhpIpbImDTUUdMrcr7Xd6hZhyLGR5lKlNURo9/aQg40yg61/bDpm7X8AiD
vJJ9uytJsT50/HTH0LGYw/mKNaCoK7FQ8xl1Y52PNULAU4sViWvK64Y03JhVhbFs6iiPeARj
AlD2tibIXjS3sB+dMfXDmlzyzZxK2/M1/H/238keSa+7YbzQGSxxa8hDtWw+U1jF0NifXrdV
zYGUqqrGEFAVragbCmi2ORLpjiGT0w73Frm7SDqQjlv4AfGrGuLGBLqOahPmflURs/k7WNHj
J7DStZ6/T07G5jNYSjnM5kb2Pr3KKu7imKxs38ko0WsitckcjCphYkERwUxqPtfEGb1WOCTc
7HjBeh5Nvz4lBQuWwiIusHuIBTkfDh/OsO/x1e/ddy3Pf87mWFsG47HcxpTasZA7uWrZOvk9
iz7qsKiH9V+wqnj3MEgYtd2TiP8AnH631R7osU+mFnJDWga7nlB7rkdqUiw3Oc50gtuKL2an
4IK2j8afjn4F1kj83ebX4jZcxisTVtTS3HPAXi7RKtAO9/Rx+VlNHIWEuiTl18Wh3JkQXxxz
7D+32dPiDMlH5GpGgB/+JNFNjqlQlka+b1LppcqB3CyUt/5Qf5na2DVb0z8a8UnY8koSx/8A
3G2Gu0NPxQBEADNV14PiW9hYkQ4B1ka1MIiJFTwn0W3FMhV52s5DX+FRny2x2jbufzIt+ZrA
Hyt5V8keYdkv7r5I3HObptNyf6mUzlw7LUJZ/UCjRqdIUsRjlSfI1aikpH9B9MYYo4wjGgCk
WTNLKdzyS724cPCojxruG56Fs6dn1LKWMNm61a2mtkK8VmEoLNc0WIBVlb0MnpPkOoC6DiJi
OqI9Xl2y7bH86qx3ysk3tsUNRm7+T8Nq7pzO4Wctmc7tWTlGLp1vlZ7etw2KyQlNXD0Z67mc
ydpxx1GXQpUTyxiwjmIxwSTHycLk8AOZPt3VGaeONxdICXOsOLiezma0d0n/ABkayvSda/IT
/KP5PyfhzR74Jyfiv8RfHmcHI7/tybAiwMh5AsVDl9+5brshciqAoUFmYR1SUsMJ/VGxvdjd
KAkmH1ScB2NOn48yKMj6Z6wEvUyWxA2YqAf9xF3O7BYaLUd5O8+eAMBiZ038aPxu8f8AjrT6
ql1amZ2BDc/tGRTXap6HtO28q1NkyP3riGCXVPMe/THmCaQLkOV/E8V/L2WinZePjN9PCjZt
OhICeA1958KRDdPJb8u6xFrB4CAiAQfx8XXqd/tsIoYA1kiKpZHEFAQIyIxHHphEy2ppHlZL
pCXODQewJ8qFUO16xaQ2ij9nyQNBxoYw7mLsN6hng0v6ZiCDjmRmSGf+WePRbdw+q4HGlUhb
/RZ3L+dI/wDkh4qZrW3Vtyw5NDBbmWxsvv6a5UcVnP7SeqMev/ojXTk00iNEn0z1QQxHMRy8
xpN0YB1FIsqPZJuBKFfC2lLf45wss1vLbdfy9SrgdBp0shbUxLXuyuSe6BxevpUs+krFxwxz
JewyQxMFzxFz37UaApNDwwmRpeoDW/jwq96p4a1zyDrN3ZmbFkaHmDJWG5TG08pbVSqqzii/
caeNq1JnuvqRWWKYZJ9Y/wA8RHTEeqHyvichasXE0ZDGyRhAd5tALX7uP5U4/hHfavkTQ5ye
WKtV2/WsgnX9mwdhb4uTmqxnWh6QBZCiLK1F3yORnugQiUzMcr8mMxyI1djgoPZ/DhTTFeJI
iXkCVhATmToR4ar86uW74+bNBWUwteujN4G4rLY5Nir97yor5s0XTJTHay1JrKxl1SMdzmY5
iPVUTkdtddjgnv8Ay1oidit3sA9RhUW948dKTryTr2AxmlVrGutYeP2jac1tVMrNcRKvWvUM
nanFk02RMPxmSs2EMkuTiYGJieI9MoHOMpa/VrU8V18aVTsjbGDHo5xcO5DbwNqXLWlTTLB3
mTMVf7YMmDP9XnnKWqrlrKDEyMjjkAgZkp4j9fRRNk40C2wB7KO+wtxOv4vC6Hfz6NUz3kSp
D8zmrQ3sjc1HTQGWkj4WMVZutyeVKCSlADECZlJzEKgoFUuJe0bmt0GinxpgGtY0Nedrn6m5
Qdwv4VQc34W0pTG5rxhuVPLopB3cTkUXKzZo5ykIurUMwlvNpDLxgQjLAVIlETxx7RNkzyNs
rSHcuzsqEkTWuWN+6P5H8OyuP/3D752O72Ng+b/bf9q8cK+N/wBxv3D4X7n/ANDr+X+w+/a+
vyv06fXP00elkVf/AA8vfxqX6mXmd21PH/V7vjTCZ/S7451ux6hlVYTL3qhJu/PpqQCqoEKm
Nry9rry7LRn7EwvgoEZ9pnn0I2QbdkgVtEy47vV9WB215HG1vmvZQ38p7vV1LE38ZctJs57a
65LhuPa8k4TXV9K7415sANgrOYeHR1/0y5k5mJiI9XQxl7gR9Lfif4VRO/Y0ssZX8tAOPifz
pPP2o7mNnN2ReLbVtVbGJNZEhdPqniCZMQJMZz9vH1iJn9ePR6p5aCKBu0UQMTqNHOZH4uSV
2ZII6GJhnbXJMBUmXx1m4BHn2iI6R+s+qnORq16GMvft9vhV0xOk6uYWMXmcnk14+g22NWKj
wJdi4Ha6QWzsLKWMgikTko44jj1Fz3atFzXgxocQ86fMVRD3PeIytjVENwg5F7bFJOd+EhFx
wWIBZWQewwo1bllQRLHigLEHyUlB8l6n6bfqv3VIPt5QFNqlvGNe3xs+Krii1fG3QqUYRECV
y2p9tCZU1a2y+qRzElHM8jETHPrziAhOlVtb5iwXcvffvrSrX9ExNLxrOmbALM3XZKRuZKu5
SHnlva5Zy4WAjuhNK0yQVJS6DVAwX28x6UPmcZ/VbY8uzlWhZjxjF9CQbm89L8/A99Tmt5m3
R2rH4OmypexGKSs7bn9yL6l1QGxXqMVKrOPcLFxw0h7XTBRED7xE+LGubucu4nwqDJHMk9Np
Ba0eI7OXyqd3rfcnlbZUXWv6C5IiCeISQfbADHT7s6YiOOeYiI9RbGHOLz4VVk5JBDOFUCqw
79o69J65ZAC21ZZzCKq28dPV09sislwXSuJiIjiZnjjmZG0KRQgeZDtYQupJ0H8eyu9aMOiZ
TYz+Q7pFM98a1SUAYz7LMOwYdITzE8lzx+vryvP9IrxEDbGRy9wSpUKV2mxE2HIuUrreihka
sEIG6fvis5XJSiwS45EuqQPj24n29QcWkWCOGoq9jXsIUhzCbOHPl2GtIPx0/JvEXPH2V/FL
8iaa9+/G7fv/AKPdQzY/utrxjlLwyodq09l6GzjK4MMSu11SIOXBTxMzMEhzcGQzt6jgu2dS
j0Ogkbxjk5g/0u1Y5CCgrSYOZEYjh5g34jgh5tJ0cO7iKzh2zx3vn42b/sXior9PZ9UwTrl7
S0utmeTva1ZFV3H1MRcMnzaGtVsjKZdPT2mLGfeJmHxMOTGJkLXHU/n42KcQaSSsyunZbsZx
3xC4HEg3t4EWNe7C73hNsW88a5qMlT5Xk8Lk6jsfmcYY8DI2qFiRbKuo44euWIPmOD/T1U6F
0dnacDwNXsyWTBWHzDUHUd4r9O/aQ6eGGPMcTPvHVE+8z0/T39d2AiqzKWPSrRhNlepy+thz
0EMlxMjPVBdQkJcSQkJccFHvE+8eqJIQRRcWTxU1qd4S/PLzKei7b4O3jL5ryjrOyePdvwGj
0skVrN7PiM63W8gOMwVW4IWcrmsLk+mUfGdLmIOQlZCEEHoB8TGNcQChBFu1RpWh6f1B73HG
l825jtp4qGlB2rpzWlawVRtHwltNO8FlWST5H1UbS3qlTaZqwOxqlMpYIEuGzMT9wwXERPA+
/pVjAfrmFv0+m8fFlejHp9Bnjcu4ZUX/ALsgo8fkNl8+/bvHSha2sFTwlqfacwzSsjx93N9P
Zrdh4NjtviQMp6g5iYkIn1mMhHN3PCu3FptwU8zyt28qN+4Vj6iwwFGux4zzul/l4LQGtZnK
UlPsZE1RESS+wjG10sx8hE2RF91/39mWD18K7QzHIzEj7QKxjZHhjR4knzcLDnwutLmOkP8A
uhGi+gHf7Wq1eMtg+HnCtYrY6+vtgGqUeYyQrpu+1dgRs42QXWyNKyxckYk7kokeYIY4Jf1X
FM0AbJHvCg+Vtxws7UEc058dCoIWPcXQyem/gXOt7iEcOzXvolt3jXr+wLy15tu3ZLt11tpN
160uxQq12lXtBRpYW5KMxatWZl5T/R7ZDB8yEdIben5DIPRaGhvFQ4ISihS4K0AW42trTaHM
xopfUk3l3Agt94Abre904VUT8ga6Df7onEXZyH7hTdBHt8qSucVYyDho/CrYioNNjO8oiWuO
IFMRzwcDBZ6VkFv6YObsLT/8v/UACVLiuhv29lTf1eEEShriQRb1CPpVOFtbovfVwxn5C+T6
hRm8WuxhDvV80NC9iVDWuup5HsMuVb1tXBWcfXVXDtE3mZYREMhEjEL3/bvTGj9OfMhbuB0t
og4EklU4JrQ0vXM7IlE21wCFP58QOBqVxPm7y1s1ph7xt37kgK2QRhY2bIuGNZbYwZ64zJUK
1SsYldu48GIAXw9TocwmgUnJQLk9J6djADCjcCo3bBZ43btpUogsbIQgAIRK0XTsifKjP6hz
bi24oW2RQgJU9qqpVVov+O2Iny3mfL/knJ4LO4ctjx+VHWRHFVMdEYmsah1/W62avPJOt2ca
wK7qzprydUeiGr+2fXH5LWYcWBhxFrmgguuSVOr0AVy3UE351GTpxE0mTPLu3Xa2wRORJKBL
XAJpuMb5U1S/umo7XlvAm1MyWo6vsur6oeO0nEZ3Vs1WyNJ16ttl3x9rW4sc7Y6WPuWkNtVb
DKKk2mnCANkCPRuijdEyfHEbyC5SQ4dikBFIVDxA1SlT42GUSvinLmAgaEHtQE3Gi9p50Wv2
TQN3t63vljxLhbWw0MPWxlXKbziM7oOAweFp1zrYXG0cOel1MBZvY5qQERGJl6R6TYwz70qc
jKl3Ox2yf2SSpa4Hc7mS26ntsTTPFxIXJLtPqABFbcDkhsnypTM7+LfiWy/J2WbL+0bTjb+O
UeHVkpr43HXrKTsGFEKqraLKf2qSPsqIWI57MD+s3M6x1Brdrtm0jiLkcCT38eJq49Fwi4Sb
ZLnUG1tQB8OwUy2hbZ41/HXxyzU0YvUGZTN3jsOOa9rMZDJOjHY5bGHkm5Yxo4t9JQjAdVfv
ycQK5CC4FMuTkLJIA6ReXBTxHBeyjo+nQAhsW5sPel/Ea0vO6+QrW/5La8j28bjWo0rZsZXx
dUrzBdQzlnGKfYITc7H1j+HXiA6JGeop6fYp9ar7V9SLKdIAhdGQSB/1NHhROV07EbAZHl52
scRdL7T2X91J14Yq7dksXp1LQF2X50dzz1+wusCWCGJxVbU7NgrUWnfDRjydAJc0+eAdEfXp
4+lyw5E2Q1uOz1J2SRvA4WLrlUASsBBI1uMwkkAyOHuDFFDT8p/yF3zyjvuaxWVytxWn6zlL
eJ1rUBawMbTjFvZSbkrVBRBXu5i7YUbDc4SNYzCx4EePTzJeMidxChocQB3UullkDyqbfYey
0nJZL5j2LrWYJlOypVkUvApTcEVWgU4RmZVMJYJcTHuJRP0mPUQzaLixHwoJ829yMOhuh42O
nCrw4yu2bOQyK6KnXBCJRTCa4DPSAdYrHmJ5hcH+pFPvM/p6pYNjQxioOd6tmd6khkl2hzuA
t7c6HGa3UKt1uL1qmV/JwTFOIQNmPxHVLRB1p0SIObDBiIQBRJc8zIxE8mMhJbvkKN+dKZcs
CT04AS/4D25U0n4M6rongLJ7n+dvmXGq8leQ8L/+KfgjWton52PnaSM7SM9C2QVLG4rFiBWR
XWUoQWC1dPcKTZ7qLJcjCGLAfTgeUcRqn9QH/UbNU6eZ3AVd01gx3u6hk+eUWap+XLj4VBeT
/OfkLzrumZ8neUtpyOy7VmrDH27d6GPVXrRMBSxuJojPaoUK4FC01kwID7e0zPPoOPHigaIY
WhsQ0A4c/wCJNEvyHTf3Hm/4dgqRz2o6npOIqXvKWYvu2PI003MZo2qWxU6kuwrqXGz5aBlt
dwdcdxKBAVsjokimPQcWRk5UpZhMAgaUMj+P/a3j3n3U1nwOn9OgbN1aRzst7VbDGULRw9R3
DuGmi0B8/GrZOxH7GeVwTyFh10X7R5Km0e5BCNiHQZdweZ5JZ8jE+nUQe1vnQjnpWUyZIXu/
tbmcgTu99Cuy9K3srP4Q+syVvCVlAS3mZhiTHiWKIPuGZ45/WPb0WGlFGhpWZAqGxFTGfo0d
/wDGuy61lUhaXaw9lVALMkIxkasfIq3IYC2WVkt645IeoggpmOI9EwPMbk7aGlAlYT2W8KzW
3Tx/OsV9S1wbGOwuJLJfJyCzygVzzmaWXVXRTt3SOpEjC2vR85g9JCsYmZ6RliyQO8w+VA7N
oIH1HW/vqT18K+kbBi9p3TJMxmP186+RrzcylfIZvLJx+PDHVKONwuJdZKzVhSFwL3wlKYCJ
65KfUXkPYWxgkn3DvqUTTG4PkKNF+09wFRGH8/47FeeGbVhMM/VtO219PG7djMkxMnacSBS3
PtrIX8ela65TZ6INpSxUz3OWHzB2O5+P6bir23Ht8KKbksE/qsCNso7OJ8Df+daYPyLorV67
2UrTg7fcu1Gz8a0koglvUrmR6yScfZBcTM9XM/T0nQKoUDlTwSHaAUJ586q2Z1DVr2qXtfZj
zs1RTfsqrtXLHsydorD7DElBQVe1bZYZwYxPSwo4+kepsmkbLvX+VRkhgdCYkOijv/Bb0oWE
8YYPUn4nb743b+G1erejFVW3qbK+WvJsOyFWLQDVXKEUWGxf88mblcEHT7yydM6RY22cflSh
kMcSSvUsbpyJH4UNU7Ptlqna3xFC1lM3ndtvN38MUu2eTxeMUGPnVsQTKYJy9DXatcnpKUx0
ncCe71yAxNgYxpEZTaG25dp5L+FVvlkeDIF3bvNz4JpoPY1L+OrmcZtenuv1rFHcMqjaamwU
X0QKxkNObFG1qs7BXscNm7XyUMGu+xJWuxAc8xA+uSBuxxH0BE7+KeHhXYpHB7GH/cuvdwBX
t/Dso0/2z4/+f1/uGtd3+/v3Pt/utXs/3z/bfY+F0fN4/dvhf1e1zz3/ALunn7fQ/qvTj9PL
gvyo30mKnl158U019jXbh9ndmevZMhXOtZwFCFGrGWT7TE2UHEmruLF9wW/IGvPXEMBo9BSU
8T6rdHt8jeJ9vzq6OUv/ALzxdjeHI/PVO+qzlfBOA8rXV7LstrYaGayQIt3AVepClKIj7MSx
LKNnpTj+3PTK4jrIpkpjmOmQyXQDYwAtHt8a83CGU71Xlwkdfhbs04VIZH8YsC2rjp/c84NV
RvehNa3jYXVIJBzeA+AcpXMJ554ghiP4ceuNznKbBfH8667pLdocC5L8vyq4a/8Ajtp1yhk7
/wC7Z6weMFhn/v6wAS+rpctgV6JPAATDGSX6yHP6R6rfmyNcAgv7c6ti6RjvY5+53l7R+XJT
Vlw/iDxUWoWptxlb1tTLFFqmtrXbkHcloVG1XTSWhK4gYlMyUzys5L6xzB+TleqE2hvsvGrI
+n9OOK57y8yi3A3OnC3Yp4GhnR/G3S7+WxuTU/YAyFC4JJmwNSQklRE10MrFSbFpMFPUZdQB
1cR1RHPUQ7MkAuAlAx9MicRtLlXj/L38KlcF478aeDrGTvFauZDOPyBmh+Vet9lYkLRalQ1K
SKtZkIZIwMC0pk56ZiY4nhlmyBtCBtSEGNguJdeRbL/AJVateZalzIWcFThx5QEMXKaV9qqI
16ZywRyPdqkUw9MSazCSiAiRniY9piAgKdKHdlqS1qqiWNrc6IPj9mRO7RYEF28izIMt2LFQ
K7mS+qBVAiChfMzIxHXC+CiBGPeY9QcnuqyDfbtVT4Wrt3Ampy7eeO0awkOZKDgQ6gmRkR4n
mJ/h69EPKnEGgs7cJewio7H5GaWOqpKCWWQtvdbn2goCXwvif1jsr+36e3HqTmq4nkKHY/bG
G/6iV+VTfyOGtT08do5iQgORAIL7RiPb7emfaY+v19Q4LVygEt5UQca1JYfL0LJisAozeiCi
f9u9KItgUcEEhCzDnjn2mfVDgd4I5pRkbgI3MOiL3HUV2UbkEANVYIT6VsgVx9wTEQcDMfwm
Y/WY+nqp7b6UZC8Ftjeib5LzM7lhtDyVspbl8TRDBttvGDsOo0C7dSDZEkbADHOBP3TzIrjn
1aXgxtP9QaQfA2Px99X5CzhjnfUEHgLfKgnkfHur5+3SyF1uToZjGF1427QyFzGoouKZFllA
UnLWLCXPTIGLFHHMHBR7RETvbZAWnxqh2Ixx3AkP7LeI4V3XMPlqCJZaH9xpLmIHJplJOgZh
vaK4tIpAmkKZmZWsJ5KOVjzzPWkHSx5Vx7HtHnu3mPx/h7q4seyYesll9ZA/ryccxBBBgQwQ
dUfTq49deFF6jCUcE0psfxu8lYHxZ5W1ffNmw2QzdDBHcbXVh20wuVci+q2pXyK1WpBFhlIX
mUKhi5k5GYL2iJFVrHbiqCneBM2CdssgJAXThw8acX8pPMXj/wAuxkdq8cZQ8hjip+PqeY+V
inYm/T2FI72dmrlKloAKbyattHLYJqzCRiCniI9B5DA7LjlaLbHX8W8u6nGVmxz4M2wq31I+
eobJrbW9Nh4+/EnD/lNoOsbXjvIo4XZMHVp6YrC7JQv5DAWK9THY7IKIbeKufPxXet5dqyj4
7gmA5niYnnMu6U6RpdG8NcXOsR2m6/wp7kxxZojmkBL2xNHYiBbfOh95M/xq/kzotZr8Z4lT
5Poq7f8Au/GWVx+cMVi5guL+14sYja2BXVCpACqT3DhklMzzyqf03OY6/PUHcv4hSvC1gKAO
BACrQo2rqQnxvb30lMeG90xGZTi9s8cbdrb4s06s4zYsJlNTtMtZCwumsIp5TGp7hQfVH29c
92In6cx6DyslmMCHv2vK63sFJufZKMxujST/AO2xxYAF7Ks+H8fV8bcx9yq8VKtPsVVJ1igz
J5aMmzIoqIosKnaCvR6GlEmJNGyfPAwUxBehjmeqDG65RVeQAiG9xde5B40azoRjbvJHc0bi
qixIKNT38qpnmB1DCX9extjAHlcrlqr+q5Fa1OMoixoyl92/NutNfLlVb94hBwrtiMz98xLH
psLnskfv2saQgUKbaAIbfnSnq0cOO6NgjWRwO4odo+IQ6k2tTD6Jo3jTDUknn8rmm5rKQxGC
wuJDYBySX434LrRtfUaVddK+hpwDG9xIRXMTiSISjL9TyM+WRzYGsEbAri7aQVUDXiCLohuK
d4fScKMs9TcXvRAC5URTYHTRKtWFz2l6NXybte1/GszdmxWx1dV7AntwIcYM78ZZOcrOpllG
XuloKrm6QmSgeY9oTyx5WU9vrvOxoX6g0EDiEvtAspTtpzFBHiMcIGNDiUIQk/Gy8wDTNeOf
G+mpwWB2byWYVc1lAtZQ8VUXjcVmMhSK+Vm4sUZcLmB14IqDEdwKqyiTEvaOqYTzZ8n6pzMd
f04IGpINtdwQ9yrXZMWYs84/uE6p8EK+OldS9jxec3k2+MMpnfH2KymMqYi1sWf2HFYPV9X1
PFOWV9UW24q5kczlc3aOFd0snC/kOIUyMRPBWRI1mKPV2unDiWtuS5xVAbo1BfTv4ULFiymQ
gNcWEXPDwsp7b1E7/wCetOqKyGmajgNRzr8UUYOpna2nYXEbE2vMnXtvWvFRavtu5kSk4stc
63Cugz7LJ4HmNBly7HzO2tc0IB7+xTwNr6aCjY8WKMkodwN76fO3ZRD8ceDPNPkJOvK0/wAC
5ssDYqU328hl9anW6mQVD4Nycpt2bxqCjG2WmLiTLjc5clwX8vSc3p3VMp6wwyyI/UAtbp/q
cjbaLoKNdN0/HYBLNG22ignX/SFK0ydf/HT5J2SUF5C2/StFxbzrXMphdUTc2TOS6ukBgUWn
XmUl9TO4RFNtkcTH2TIxPrQYH2pmuH/qnMi8d59wQKnDd8KEm67hMB9Bj5CiKfKPjf8A8tCb
8iPxd8ceAPGt/ZtTPZsxtOTy68Ba2LN5JRGjFPxuZyVvH1MXRRVpAt7ceEFJwbZgYk2dIz61
mJ0vF6fjH03PdIS0KSP9QWwtw7SOFLXZ8uT6u4AD0nWC8rX9l41kp4f8wUPCut1dsv4S3nV2
7W+6/RoUbKKLm5SzV06wDbNtvc+LSWvGs5IFOLmeIH35jZYsvo5LngKdjf8A4qwfqBmGx3/3
x4+DKUryNt9ne9yz2yhhcVr1rY8u7LxUxx2WVq9iwCRJfW4wI1uYuTOZgYlhlMQPPHq17hJI
6V1t2o4fzoWR7nENaAHEqD+fZQ6o0sRStZuqSrNrYclmcdbQWPaFpSZJQ0bR5QFgyVcoqRKZ
6wiBQfTBl7eukyPDSEEIaQV+Cfj30KkMXqNcCclzwQhBA4FfABL8ONXJ+PViQrWdkvi2VsZE
YCtYl7nqWZe72rEJq9wY6JiTMY/mGOJ9RFyQ0eNQe5yD1CqcPb+NU7MXqLVMCuleNQxRV1As
yI3cMlodbGFJOb1ckU8DEe/HEe3q1gct7mh5PTDCdAQlW7a93Zd1jTdaDq/asNRc8K4wIK+d
kHthz5WAe7fjJXHJTJiMcRx9PRLyXRsi4NBPeSfySoGeyatrj0y/SHZ9TXY6loXnKj3RyRd3
4qbNxAlJDMQLbVdY8cT9f/GBXsOxzx/pNXQzM9eJhVN4/E/NK9fkDK2c1msvk7VlttrMjEWi
ZMnKx6B+OZDIh20EUN4iI6RPn9Z9Sx4WxsDGhAlqHzcp+RK6aQlzy66+1uNDGyYIoNZCBE5Z
0pskZEprSMCHsKgRlZIrgzuFBFByQ88cRyW0Hci2pY942Kl+ft41VM/bbYsVrTjkmMrKWZi8
yH+jMLCCA+rpHte0fWfV8YAalAzv84cdU51dMXcsjq2QimVeq63SyCKrHAp66j7NVya1kBJy
bDfjWTEzAWDJRERzHPMdaNpLjcVIP3hrW2N/Ckc2b8dMrtmUXZ2Xyc7IrF3eOtX1l9RENIJg
20x/fGilkcexfywJTPHMzyW3J2tQN+NUmAKgdc8U1/BKtmnfi7qOOt1sllc1kNjuVj79ZN+i
h2OVACRrFlabUi9ol0yMt6hko+4Z9VyZrtALd9/lV0WAxQ4uv3WrozH4fa3ebmbeR3HISO0X
W3qlheFTA4w7JwwRgzynbN1IwETEpGSEpj2jjiA6g7QNCjt/hRH/ABzWuDt/w/jTFajrn9sa
1h9ZsZi5nGa9THGIyuTCuuzkay/tVLQXJdr4o/ZBSZFChCOeYmfQUjy95eAm7hR8TAxgjJXb
ZeY/hUfOzvVevqvQEjF8kjIhemySRFUE8FrQ0Srww4UJdcibRniZiOfU/TCAt5e3591REp3k
HRe1f5fjVk3TxbTs6NJ08naxA5640osYxlS4WMtnPfYaK5wC+7kCKw01k2AkhnmOOoCHhzCc
gxpdo42X+At76LyMFoxhICdrncEKfzvZeFcOf8B+LcXo+nUq2f2nYs5Vx9dON2JFKcRlooKV
FawhmxY7JU8ldoJY6RBLReIPWyAIQ6R9Rxs/OkyJPUYxkQKJu3X/AO1Ch466EWWrMzpnTYsS
IxSvkmcFB2bSmh8yjcAbCxQg3RKE1z8caM4XMrwewX8B+41iVbbUorLLvB3akn5PNXbbchZs
AIR9hMEB5mZXHtPpgM47gHAG/O3upUOmtDS6NxB7r+J1oLf+zvSPr/dO1/zd3o+DR/m/l7f/
AA4+/q/n9Efrn/6W++qv0Lf9btOXHnVwq5bNZfKYetTxuNxeu4irVROP+MDrV/tAcJJuSdKW
2m12OIgjiO2yZIuqRGYqLWtaSSS8+2lXCSSR7WsaBE0CyXPj7XvRr1JcY9b7WUZF00OW+uxF
lSXHBsGTium23lja/Xwa+viSmZiIj6jSndZtqZYw9MF0l0Nr3+JopnKs9jpuLrXUzKnLQvIS
OPMwIpWgCWZP+U8V+3WMe3HHPvz6G+hyW8KYlJmbkItZbfzqx4DG36up7Iiri3WiHHueWYp2
KdYQpECECu6MNOwZqYUQYx0kQMkp6o9/Vb3AytUgX0K1fDFIMWQMYXeX6gmltePh2rehevH2
q134N62utTl4nVv1VgVW0NkGsiYNQw0gJIzASURKx59o6i5K3Ajc27uVKzG5r9jyjFsRoV9v
CrLm2DrgV6NgKFIbyMA6vaRUsN+NTs2Cg7TGxYYaV2ljDJAiiSlfHHvMTWwbyXBSQv8AKrJ3
CMNjdta0ht0VAuvO+qUr3kaQy21ZLIqJOTxir7JrZCrTHpUyioVg2xje+hlmHgQs5GYsrkuR
6vuGWEHliDTZyae38qR5hbJkOe3zRrYgcuzt150Kz1+hdvqCvqpVMjbm3k7+ZrNmula7PeHq
l3ah1yTgg7i5BZfSJmPr6u3EC7gnKhNjXEI07jdaI+E/ubD4ukgcwWQMIKwEknpes3Sb7Nhg
sKFApkr6YUP2gMD0czPvU7Y5yolEMEzGABy+3tbuowyurtePr3vdRLNQ3K/Jdyu4REmpn/5s
BAn1RMcdQzH68x6qJMZUVa+JmSwE2IocAiHieKtf7K1UsvOsxvUVckNkpmt1HPVEzz9klM88
/wAfqQv9QuDSUsX+0/yvabL8qsVf54pSFYRI0/0yY9dYzAIiJglWmREgED9OZniPpMeqzt4+
3hVrRKgA1HNPnXTZviuq7EodLnX44yN1RkxFevDBNlVbxkobctdPQXTM9ATJTPPETwNJO86D
Spvc1jPTBVx1PLs7zUviW2XWVoCRYbSEYiOZ49446o49hiOfUJAAFq/Hc4uSjFdKK1vChdUb
sYmsxzVq/pudLilKjU4wgJBcV+qRmJiev6x6GBG3ippuhDmb/pRT49teLMXVvnBYe53pODcd
N4wm0oYnkViHUMMZAFyUiRj7e3+nk5VbYnynwOtV2ybabCWRMXHVCyXYXEpbJTHPIM5WfM8f
wL1ID31B5Qp86h3U8ZZuxZJEY+1zzNymEKlpiJKT8gUTBNUoWnwB9Y8lzxz7+pqQ1NRVDmML
9wG08x7fnXQiznKNoCp4l+Vxh2bKTvULS13BCjVCw+0uhZJYX1wZyIyuVHHQfsUDHNbmNcLl
HJpXWSSMdYEsNlHZ2aGihqedo5HStmuILI1APaMCq9Xu0r+MtzYrVsgo+5VvJHnth7QwINRc
8jJe/oeSNzS0FFAKeKUdDM12M9F2mRq2IKgEceymM1v8rfNXhPJyjxvuR4ys+hiMqGu5DH0s
vqViy3H1enIWqNqv3K2SNaoWblmppQsBmZgY4EjgYQA4WU99z7d1PGdQyonkxP0YyxCtTaP5
dtq0B8R/5mvIWAXXT5R8c0M+Ictt3tHzljEsa8QIuV4rODla3EFMe4Wk+0TEe3pfLgSxuLop
ShKo7l3jT3U+i6zFPGGzwBrw1C5h48UB196G/Cn31D/MH+PW0Io1tmy206uaUrKaG56k7LY4
WFEwaPlYadjp9uCguCmB9/rHv7BSYswCOa17W8LFfB1Fx5WG93lc5jncwR8WqDRBq+cf8bnm
nJV8tZwH40Z66s7C/wBwUOE0rYEsYQrsIO3Sbq2Zlkd6JmSmff6e88+gpYIowRJjow3I2277
dlF47GytLocgGQHaocF+N/CiNX/Eb/G55OiCV4uxE1xsVzF+neUdrEP6TpOv2XBtGVBY8hEz
2+nrGOC+nrhOALHcxFFiQDw8fGoSdOzHeaz3OANxuNr1N1P8XP4JX2y/Bh51wIve8gTi/Krn
pKLQmtgQ7I63kbSgCCkZmGczE9MzMcx6ElHScnyvXfZL8vA1yODq2I3yFuy5IRNe4jwr2K/x
A/g0Npb23/PzxSxbPgl5Poqruspg4BkjW02u3vSMzEMEoKYKffkpmaHQ9Mb5HEg6atXtFxpb
2SvD/knedrWHwcg7bO1oiYz/ABh/gJrRDav6f5IyhVpMynY/L22EmRmJYVe1FB2LWdc+eYif
/LHM+3vAY3Q3Wc0lUTzJp3Jr2a8Ki49Zf9Jaf/CvzXSuvMeOf8dHjcFhb0zwzW+LMtVG++QH
ZuFykQmXzW2nb7amz0rH2Jc/w49oj1U7F6DB5mYrCTe4c7n2/wA6OixevTBHyy7RawDfkOHO
h9b/AD6/BXwwmzGrbJ4V111E/j//AKNNKx924mFBBCkbuo6+6eCCZ6Zl8dRfr/C0ZzIvJjQB
pNxtY0Ht5UQ37dyZUfO47OJc4p43pft5/wA03iwnfE1HSd93hzqncrvyrcdplE5GXwt0utPy
mVkDII9vhzMDMcxHquXrEmw7h5Wu2krxtogQIvE3p5D9jZCBzXNBLdyAcO4oqpoO+s5/LX+W
n8ndsfax+iU9F8YUXjb7lqrUPbNkTXFNgQhGS2Hv45RCaY6jDHj0/p+vBsM7Hxukkc8i2ltU
49xtel8nRZGhvohliVJ4pu4Iuo1IPCs4fD35ZeUfPP5GWK+1b9v24Y7E+N99q5kNkvjexLM0
OLE4y2IWpjqGOQqubUg1IJGJZMQHEczop8AY+Duft9R0jSNVRdCtfP4erfrOruii3+g2B4do
hcBqE4cF7+FTewLRb8T6yqjUv376t62Y7VdFfvrrVX4jErC7ZuwQjWrjagRLqj7ZKJ54nj0Y
wHe5yoUb+NASlMVgQkeo75N9wpbtg0YL2abS2bcH4iotZKdhddfIk1vKjD5uZxrwyx14SXRI
V3qXJHBHEx7ejI5NrPK1Xcz+WlLJYi+Ta56N5Nt7yL+7vr227GPwooo6zQTiatdaYG1HA5I2
CEQ0+4BAIqOIHo+3qjjmZKZ9daS+7ySarlYI/LGA1vZVeNdy+iGwQgsOtjrNojEukog55I+A
JhDyUDMjPEe/PtE3NaATQT5fKACKrk5mmhLq1dE3ntVKpuu4GuPWciwVJnoY4iD3gx4GCiPb
1ds4m3ZQ/qqEF+38qkq9N9rB4+xC7BMQTFKYzo6WjVYYR2xGRkyIDmZj+IT/AK+vPVp3HQ15
u1zQBqK8FqeP+4W40PSwXod0dJJt1WA1LYEo46gYEe30njiY459RDhpwrz2nVUP4jjXdksgG
UcvILsKxeYauZuoczsLe+Z6W2Kb4Ltml8/fAHMSH0mPVrGoCNW0LLIrg7SQ6/mOw1R8jLGWJ
dkshEiKZH+hYB7TCJgeEwoiARKInnp4j9f8AX1cBwAoVx4k2So4aLM1eh5LlVDpgFyz/AO8p
46eS6Y6m9M8lx/H+HHqwFPK3Wh3N3O3P+mpZzVwpePpRXMUl2eVjEE2xASUgMxHBCuJjmeeO
r2/T1J5QbeA1qyFl99uQqCtS5KIlteYkCmZ4WfcmSKR6IEQkRD25/SPVYQmiCoaqaVI4jJMp
vAQTKxSQsNk1jJUdyYKRM4Hgvf39/eIn3+vqt7dwq+J5abaVfFXW5Wk7m50EwuvtxRbCTbMN
iJMVcQBwRFHtERPV9fb0KRtcCmnbRzXF7Te/dxrpmq3GoQTBG4UqiB6Ig1ybZE4WxTRhkrgu
effmZnn349R3B5KWFW7XMA4hK/q2CrXMkq8rCFF0LIXq9oVoszDlgaVtiuAmxUFJdESYD9pe
oOkLW7S7y6cvjVjIw924N82vA/Cihn4qbDrGs4ipXPH5aCui2bSgDH5LKUselVatToY+u1qn
WXTCqzrJlBMdPUQx1SK2ESYuTLPId0CAhFVoLiSSSUQC5DRYCwNqbZBizMWHHiBbkKRdNriG
gANa0KpNmlxuXFSLoNsfRyGRy2P+bXSGQP8Ab4qYWzSspp35+VNVa4imECiXgJ9Mc8SfvPMT
PplK9scLthPpoVcCFbZVvqlLII3y5LBKB6itRhBAd5kS2i37K47eTYGStvyjqiRr4++Ncf2t
0Jy15ViKqKcgCWLbMBHDHl7RASPI8+psj2xtbGCVIW/0hFJ1+HatRkl3zOfMWtRpARv1EFAL
DVNXHklDfrd1c/DT1fL7nHa/5O10d3p7P8va9+1zx+v+noy3M6UArlXaNfb+VZoeKfGpZRn7
pmL2VZWClab+3BddXGbLFWFVJh1eyuyTl9BEPTxMFHExMc+ms8u0IAFWlWPF6pVwsB3UM8Fo
u07I0Jx2YZViGLATyF+1BQyxbbTDtRVh7mdbg9+kJnjmZ9o9XOexouKpjBeUt/Or3nvHOd1L
aa2E8k+Rb+OXYjoqZ/CMyOw0q/QEzMXUNsY27VrxMzHWAM6JEuoYj7vVbZWyR74mr2G1EyQm
KX0pnIOYU/iDRHV4e2+KtnIaT5mtP1e7WoNdlhtW6uPf/TlFtLrM5QK8PW7phKpLl4nIjPUM
QVPrsX+5H/c5an2+VXNx5Q0+lIsRFypA8VKLy58Krt3wtmAxdc7nnDD5jPZMkBgdVwF/I53I
ZB+QfKFiQMuUzx4kESxhyqRUH80xPt6mMgF1oyGDUm386icVu1pMrC8kIASTc+CczQsfqmyo
zFzBxtWTtopY/Ittuq5Fjqir+LSTrGM71a/bpWG1AIIaSzIBKSEZnp5m4OaWhwbr7eFCSB0U
hiKEjVCotwUWtVaxmtbjksPXyNS/YjHtv2KqBm1f4i2KkHYL+ks1DMqaPv1dU/Tjn1IvYCh1
qG4OuhIVKMqfFNu9n8Dh62cyOvWp1LD3ck42ZAlWsg/IxWttQyzYOZWyS6ogRGBlf8kTz6o9
YBpcQCNxqz0iXBmihbrUH5j0u/pGS1nGY7J5krrsMLLz3ZG2QWbY3nIVcScWWwBW0gJyAcCE
zxH+koJBICSAi16ZggeGuHD2SpLxJl9s0zPLzYbuOIv2Dildw21KtWNf2Ov3JiaTMnGQhKbY
TIyuW/Gcs55AijqifTBjm7dqjmNRXopiw7o0Du3jWiti1rWaoUW5VtPDZG5IIXXt2lrE7Rj3
IVRvshKbQNgZlX8pGMew88+loDgTs0o6RsUzR6oDXG3seVR5aY2WR2ZrnPVEQL1TExx9PcYm
J+2eOeJ5j1L1DxBoM4V/KnjUorWLk9CjMFrGR4UsJOOjmJmBgYHjiI9o4iI9R3nVDVgxXGxI
Aq4Ytet4J8DauQy401J+PXMH32k0lQCfiQQNrhPXHUU8RETz/r6hse+77MFEsbDF5WlZDQuf
X3DZN4xG5W/JGWoYkpT8fx3RxVEcSrDVrpojGTabZK3YC30wbrHb6+8c8QIwMQUQwRmINBA4
8dKj6kskjZXuIJ4cAF01/CiXr9nI5Gqdpyq6LAX8jUrlQc0hNVawa0tWxkixbuxESweeIn/S
Y9DPi2HylQi0VDIZWq8AEEgJVlZlborGtlVTkUgqV/147N4P6ktkpslBTY5Kefvj/SPUQWmx
tRB3jtCV6YwlS/AHi7gpeweplF4wLCI4kZ7UWoiJEOOfsOfb9Pp65c9tcMbdWlCeGvzqFIM7
rzlnUxrW1AKYdYXd5tCYLY4y+IwIBo2CgIgYKGclJFER6iQ11nFHVSkkV2NVnYb+7tq8Usza
uaVeZNdVcCymNg0pGQHrRRsEuT+0JJnbb0TyMcTH1/WanNRyLaimvL8cuICqPkaqPkVeFHJY
/P283fwt7G4kK0W2Gh2PXSyNLELFFiv/AOns27D6sQIsAmBMj25jlnMIC/1DGACw+9Qvwq2X
0REZnPc2RoHItQ7bHmSmh7E41BVbWZ6Kzqz6OVTaUqI+GlimWI7wEL1trst1wklHMEMxIz08
8xHqySOINKqEB1NTx58p8rRHtermhADzuiKAosnHWwqt3PIOzY2wylmtZydJcOvqnJ4ytOco
CByH7YkaqYdcY11N3U1krFYOWQxxErmRBj47xva4Ocgsu3TUnx+HjT12VmQvME8LmAFyu2+o
EKbQNV8pUrobW8teGM32niMHq2KN37pfBuKoZISxtzVTr1osVqV/LnismlQox1RkjymTlhdQ
wBTM+hnxSPlkkRGoUuHKUUBQt/Yij4psaGCCDcHv3MD/ACuiICgFxa4DyjiFXkan9g8rVtZB
42ll8Estiq+NjG2rMW72RKzVt2zkaTFso4/A0BK+yTmDMEMiPaY5HjxnSIW/7m0qqWCEDWxL
j5baKKaz5UGK53rtH6b1WBhapLnK0uXaVayNqvK3IaRxq+3PzETo2mDtc775Fw+PvZS/hatP
F7DsSsnbsou2UHfXi05YJrY2+jFnaU4xGJQQlP3FESui6RmT5notazc0BxJAREUBUuQShC6i
tLN17oWF0f8A5KUv9KR7o9ou8uDiNwZuVrHBpcHEDykXU170/lT5S2n+2s1oPmu/f1RtphbM
eT8j7YvJoo8IMRqILMIsUXVhg4MrC+I5iI5959FTdNxMfdHNFJ66ANRoKuvxAS/AKvdUMDOz
eq+lldOyMI9OMjjLuk2ubHYXa4h7dt9zi1FITdrVy8ieaq2xbKjWq+45HcsDs2sxn8jYubPd
v1lLZQVFWMpRydrvX62TsqsrR0xxPZLrjp49Zzo2NmDDM2TG6HIindGiIo3EqCLAoWkrxNr1
rOsSdFmzocPElinxMnE9bco2tt5A9pQkPIcgBGjtwS1AzK+Sm09mlOF123mSqYSs5VzE5GtF
YidkxpnhHolLlKtVcXJXujmJhARx7yPOgfi+phgTPDAXkEObyFiCqotl5msnl9QjxOoPODC6
XbE0hzHjadzkLHN2lqhn9xBcNAPIUVcduGSveStJTgX579ipIc7Y8DY11HxM61tZDERSu5PK
YizF+omu1odhdgJr9cmEF2xnJT4P/wCC8gZhiGQ921kgeVYN/Ha1wAKgXTzIF1NaDI6+Y+t4
cnShkOwoY3OmhdF5ZH+mEDd74y4hHEFq+RTt0Fe3+996y5W4xmjx87HZS1FcMtsAorYz5TjG
aVhevVtgtqJkwHQsXz0wXP8AN1DEY+n9PgLRJkgRSxhUbd5aLOBeWg8VO2/chpjJ17rWX06Y
w4LjkwzlyuejY2lN7HCISOa4lEbvQLzUCzKxuflo3d33PF4QF212zx+uISU29ftgspxLLGXi
5cs91L5iycdhn3yHSE+3q/GyIHx+n06B8pILVksA9tlIagAUWRRYEGs71FmWxpd1nKZjhQ/b
Dcuhcd2wF25xO0ncXFpC7SOFEPwser6tllY/VMcNet+x3qpsswTbOKRR1C+uMfjbDWGz9u7d
mINJNJUQlAjEmoiJ7CcqZu/JPn3E20KnU9vHxJ4pWEzI8HEyNmCCIywC5u1Gnyjs4AKRYBSi
17tlyVl/jPCV6oNcoNxyYPBER1NVbxlcDU4kBL+juKGeqOOmR95H6+nsLPKXG16zeS4bRGAo
Dl99qDj8Fcsup5B9iMYumcrTLHsk2gqqPEE1xTXLrg+Oo5Z7889U+/ohrvKWgKtBSRuc9shO
3bw7h7vevGuM4wGPhnx7Lchcm06wPQzmnxZL5TOWjAxHUxpdUD1ERe0yMRx6m3cR5tKEl2Bd
pUqfjrVQyN+bzamJvXK3elF+9QxhsUgnopImxcKqjmHW/jJCS95KeImf4+iWBybgDtCBaXv2
rtNze1CQN31HyPrV2toWSy2e2MuRXjcUoscYUTJqhsWrTn0ipY66UQENNiTgiiP4x6NbC6B4
dLt2dv5cxQrpWTMSInfyFvfQ58d+cs74bSmdt1LPXtOzW/7JhJwBks9o1i3jMXjLENxFdrpX
aX1t/wDTmfDg4ITg+qDJnhZkjaD5toK8D20NDkPxXBzgdhcQnEfy7ffWjeh5fxH5a1tuy+P9
3wWaY2KyL+MqOXVzFR1iJLjKYG10ZLHWkdP3fZHJcyEkM+kM2NkwvRwVo4/xrQQSYs7N0b0e
dQfy1HeK8LniMzGwM3mda2x0qZjmBJI4Z18s7kRDOnpn6cce/t6JhjneQ1rQveKDnia1VIt2
GhvltL17BW4Tay1dreRmFE1ZzE9UjKZQsmF1QXt/pz7zHokxyNKSW7qBLGL5SDQQ8qDvOcr1
cJoeVqapjTdCM3aNbP7hu0BaQ2a+FtgDamFizXGYiwINsQRxIyEDxN0ToWcPbt51RLHI7v70
9vCkDPD+X17lmsJX37ZMLgadnyJ+z3LOXtZXqjT6TrjarhU+vMvsIBYLfIxAlMmI+0x6NWLY
HbQSU+NUNDQdlwQvE8NaoY7R5wp4vC5TLbht1DVc2qGV9m7lzJ0hiDNMhYtr6mzYBo9JhJyz
j6QXHHqeyBSA1pcOFq6XABTv2k83fnXYO0eVsrex2E0zyftG75u+3soxmEr5xUgLOOWMZfVV
IZ9o6ikO2AcyRxEeopC0Fz2BreZSpMfvIZGXEnkXfjUvhv8A3Os2nN61h9o21mewRtVlKq8+
91VJASxMVwxjKRQLCGB6Y46vYfXCMXaHua3adCgqxjpQ8xs9TeNQp/OtJ/xa/Hjz35Jpbphd
t80T4339WMvbbrucy7a+y4OMNrWBzF3I4W3iUULQpyuwXK41lPiOtMlDBg5Hj1mutdUxensZ
O2L1cfcGkNsVcQAV5AXTjpatH0fpWT1CR0PqmKfaXAu8wQAqE5nTs1vQ133QfMep+LtpsP8A
MGR2DewyODfiMljWt1zFYfGrdkJytFjkoWzLWLVeSKGNUEgY8R7RE+mEEsE2Q0NjAhINjcnR
O6gJoZoYHF8hdKCLgkWuvG9K23WfPGQ07wxsK/MGxhW3qls9nFFnM5kqNHGMwGzhimIXdTZv
WclBW2CRNsLWtRFC4mYmPRzJMR000TWN3xlu5AF8wULblwvQT2ZAghmc5/pSh20kn+lyG6ni
lQ/kDVvLupbIeKp+armz5/EiOS3K7jc/ksZgdRy9xxDSxR5axeSq/k7C1yQ1kIg1RBcL45n1
OF8MrA709rDoCApHNOA76jOx8EhaXq9v1EOKA8l4nurt8d6J5a23ZU4LL+Y9h1fYYq/v2pry
NrJ53G7DVrrize/brJZgK4W6YuBjKbFdRAXXI8cc+lfDE3e2MFqoUQJ8PjXcdkk79hcQ9Fap
JVLlL68Uo+f9i/yD56/+/B9Xc6//AKhF/J0djr/n46e37dP8n+vPoX9Vi/8A06N/RZWu7591
Uvxpk8dCtZw8DN9RWxpBdyNJC3pddRZO3C7KG/KtFWtO4KShiAn7Zjq5iLJw7zO4pVeK8HYw
gEKikXC/HXwFVzBahUxl2gfeYGMTatuvWqrHi5CU2rpNclodCIORGIAQ54mefpPvY6QlpAF6
GbC0PBNmrdKC3lzJLbt+J7b3XECgYibthjmnw0jY2WcKABse08D08e/8ZmboQjO3soWc7pLE
kJxquYnatq1PFZfFaznCnA7Cv/fYF0jbxTzKJUTDxt1LEQ8RORA4GDGY6hL2j1J0THuDnDzt
0PEeNSjyJoWOjjd/beLjge8aL261KaUGdt/MyYqVjqGPBY5R2MKvi7NtORllGvURYrEOSat7
5mHAshElQUT9fXX7bNOp8ahHvu4WA1Titqtmv4NKqmxtpwVglYLOHauyBoUsa9QYNaYZBgQc
ugZX1SyB59/r6i52neK6xqhycAa5PHyjsa5qgqyYpH+8AXYrdya3SgTpG1wWWQah6vt5iYjk
h4/jxGQ+Y2/prkYUNv8A1flR9yWVrp2yjsOUydt9PIalQ/Za9gE2ztMDPvhAxMLWxCQGOQmf
bgoj68RIwadha0XDr+6jHu/uB7ySrLceNc3k3HVtkjTM/XTYIlvcBA2ujud5dx5EULPjkiYB
R0MCI+3mf19dxzt3NNcygHhjwq3+dLv5Uq5dR3qUrorxqmhYZNVRpGe8IT1sQwYMCAy4niPf
3mOYn0XGQQvGgZFa5ORqZ1mdswWt4+iah3HXc5h6Vu7q+bTcs1VqtSZ1GYmwqfl420iQ5USj
iIKYLoIS9ouDHO3LtcDqPa9S9R4CEbmOGh+HcaanTLesCGDsYzOeQqeUoY8mf2azaM7lqCjR
Ewda7jhxHzHJriUQCupMSUfWIiJ9CSCUKDs2rqgH4pRsJgKbTJvA+ncSPGy/KurNZ3ermY00
Mjk8rg05zZ62KPELsjWsEx6H22RamrMfCARQArryR8QRycczARJojDXIASAq1U8zOe0OJG4o
lQ3404tc1tgyuVf3rrN6yKZuMAXOllS4vvz8uRnnq6o9onnj6cR67luO0NbptrmAwbi92u78
qK+sWFvr4BpiSmVbbcalTqgqa8n5VjIMJn+tK+6RCJc9Be8zMz7RB9t3cvwq6O5YeIKfGufW
tVZSdtd7H5S9h9hftWcc7K1HQym5LGqeijkcTadYx+SqVFM6ZgoBy/opivUnuXaDdu0VOBpB
eW2fvPd7vbsqXwHmrAHtF7Qt3FWI2KrIKr5OqqxY1rJr6EsBsNIWXtdtFFhcEu3JpGS6YsFz
HqLsd2wPbdvxoyHOhLzFL5Xj3H8vH31+bH5XxGm5izh91XOHQNojwuw13D+xZvENgfjX6Nuw
a0E9R9Q2EC7ujAwQCcFwMP0pcN8RXmDwPtpXZcsRP9OcEBbEaEcx+KGiHq/knGbBRG/gMxit
mx/eYpV0I7jgsKiCkFWQhNxUhEDMRxH2+8e0xPoeSNzbSNSuNna8rG4ELRMyr6OQ0zIXsWsa
JRkag26fTBd1nZBS2gahiWmSi5PqjmZ5/wCHqjQhFRaKcSYHEfUooyeP/wAOPOn5C63O46Dh
NXt4KtdVrxszHlbxJojpyOJxWKsmxeI3fddd2A1BDpAXqTNYzk4E5IS6VeT1bB6fOGZDnB6L
aOR9iSLlrSB86IjwsjJjLmNJY5BqAu0DtXmKkr3+LL8tWpsqpYDx0k03Fg6xU/KD8bqgqsL6
0CDFM8siAOI2j9ICSLiOZ9db9z9JLg1zpFv/APJm/wD6elUP6Pmhp2Nc0kghHBBrdFuVqbT/
AIwvzfmQVW07xPdtUwlgrsflH+Mqzg2nC3E8v+6LeomHHJTAyXWP2x+noCTqnR3qd8iOHCGa
4Gn9Hw5a1p8bqHUoHRuDFLP9ThqdVCcbEnVbhNKnP/yVH5xESJjTfCTSTaki+V+Un40jDFwZ
E6paEvK8SwEkzgIIpmJiORj6SE/qvS7jdkNDhwiktwUeS3bT2HrMzHRPfDC/0nqjr7gblsmu
4KSin3Crhiv8TP5p2/kuvaF4Gi9YdXsOYv8ALP8AGlY90IDhKzjyiDOhhnIxJDH2z0+36jl8
Mr2x4suQIWgtvE4eJUcB+daDE+88CNzsnqPToX5D3h52ueBY/SC0AgHQ2sPL21YJ/wAM/wCY
OwWSuXdA/H5tgQeoyb+Uv4xWRGpZrfGb0gXkWx0INXMt6uO708Tz7xNsAyGwiOKZ5jGiggqH
bipUHsHAXThR0/3v9r5T/Vy+lpOQQS0OIQs2Da30yB/qfpvIANl3eOe/wWfkbnixtu5oX41E
eNshCWZX8mvxptrWQTHy46x37kicxQT0zP8AT6OIiOZ9E4f/ADMBeHzAh66OaOwausgW/jQ3
Vvuf7Ez3RyR9KcsUjXAPjebAq5UYCd5DbEoANosSDM5z/D7+Uf7tbu1dd/FmoNusNZikfln+
NGIJVquiymtZ7lbdVGEIXYKCiIIyYJFzEEUSth6bmwY7YH5TzK2Rdx8/lUOLSriL8DZAUSwp
nkfuJ9rS5E07OjgRSAnaxj4g1/nDHD04m/S16FVJcAVALmmlr/xXfmJicpjrqD/E2kNY6xtO
7+ZH41kqFofDyla1eQ2LfLAIlxLI4iIjmPpIzzcbElxpMSeSYtev0tffc0N1RdRusl+yxGP7
lxNyos/p2FFFNEWkB0biBteXoW7drrOLPMo2gcbiw43/AB0/lfXymPdG3/iJjgx1imjrq/mL
+OAEI4vG2q1IxkN4NqrSgswLDiIlsTPXMxHHpI3E6UFEjMmTcXG8chCuc17tRoXAEDQEWpRn
/fPVchmzHLImBrbNCKGMfGwfSPM1ji3cu4jUmoif8d35WxYyr7HlD8Vcem7c+ZkPifmR+Otc
b4IFk3H2jjfDJwynq56YAuOZifV8ON0p0kY/SykxAhhfC/yhbBqhBfwq3J+9+ruwpYWZcjf1
A/uNZYSEgAmTi5Ao0VOK1Fn/AI7PMP7nZ7/kj8Shi5ZJ7ufzE8DOECu9CrTkcbqRATfbkV8T
Ex7RH19MGTCNgi9PIRot/Zfw0B8vD86zzuo48gMr/wDdcDZVALvqIU2ULpyGlR3kP8Ydy8HY
ZW55LffB2x0cfcnDX6WgeefGHkPYgPK07lZVodf1PY7+VtY1TJEXWVqMF9cE3pgvRfTHSPLo
5Y5Gu5mN7W2TiQnd8KE6rl480ofiuJiVb63J17eZ460sv9y28ZoeMsVLCa9kdqeSWOBRcdNI
mnIC2SCPsTPVP/k559pn1p2MRpTg4fKsxNKQAQilaAtrecZmMgjHUMx/duYa9tdNLEWAvKjI
QuZOsbksnHY+IJkBPUcdHVAz9Yj0VHjS7Nzhsj5n2U0E+dkhAY7e88r3+Qr2+QskOr7H461K
ub/7gz+21dZ2zComncuY27Lqj3Y+rco2LKVsRVLhxxzDYYULKIDqm3GhDmSSO+kNJaTp3p8q
ryXbXxxN+suAcBwNqXne52afyasahR8gZ/ScLNG5ZrHQDGX81QW6rbJ1elkclVutp0bAxwam
ScyPIe3twbFtdhB5aHH3KhpVOXMzzHuLRw7P59tR+q+DMv4yzu25XFeQruWxGxahvd2rVp2r
WIy/7zr2BuZPE5bKvxrkovOo5Jhduv0yjkigo5jp9SdO2UAFqODm6gHUgH4VS3GMKuY5QQ7Q
kaAp8arNOlfpl4gx2c2Jm33q3m7JfKztir8d1+5kdW1rKGq1XJtp5WkTaBJMln1CZ/jxYql5
AT+1pyQkVWbujGo9T5gV2eS/BWOyux5jP4unjtcyLXufxhskWKx1yw2xIS1Ni2Xx/mRPM2BA
VRLYLiJ95n0UwDAHEn51ybGD5HOAA7rD250PcT498n/tG2VaGa2rOW/27M4CcCrL5m+T1Or/
AOzt1DsNimqqbJ+2VFHXMTxHHqx0kLSCUAPG1UthnILWqSAiU6PiXxzc13TUJznxcc+ljlsy
IXHk68doWAQj2u4ZMtxBRHSA8yIzPvxPpdkZAfJ5FIXh7aU1xMQtjPqICBx11+dXzKYmjSq4
m+I5Kyi86wkbXQDO1eJ75WsVpXJLHqScSX3RAxEzMRMTFDZCXFllHyol8DWta9CWk69q0ntu
qOb8nPx9ZwNCrj/yADIK6UthTVYCRrrJXURw+YQXMTAx7x/H0wLtsAd2spY2MPyS0f8A3xfd
RT8P29CxvhDQf7iyOEq4/I4gqZ08otBDedFxw2FxTckxulJnzPSBkMz7zzz6oyGzOyXCIEkc
u6jcX9OMRjpS1Dz7z76POjePMLWxtizrWtVcRjylYvenBpwj8iEyuEz/AFatFrynqgimBKJ9
54iOfQWRO5rkkKu71T3Udj4oLC6NqM5oi/KpfXfxrq6/5Jyu/wAZO3TubXX7rqazF2OcFua1
Yp7U1+tHS1XWHQcT/NPEyPoWbqwdjeiGrtPja9FwdGczKM5dtLxp32pgX6mOkV83k7trKhdb
VxtPEV01n0l5n5JW2XGyRlDpqUqkRyUTwxzAmPaJL0oblfrnxxNa3YCS5UdtRNviT7gDTh2J
+hZJK8u3oGtRW7lJ3dqAe8kGkZ8w7XVjTdjVl0MUqrkAVZOwRify8gnMRUNMfJ6n1e8oBCD6
S6imfeJiZ1GJFtla5vL5JWTy5t0bg/8A1XXmVrPfP7S9Pjn8eR7JdWBo77y5bpbDhXvC7KUg
hgwlMolU8/owjjq54j0zij2zylbOTh2JrxpNJL/6eBqXYHXXXzLpoE+PGiOa8lqeORv2UVVq
Zfctlv8AkPSsrsc1l6xsqDIcZnK1tte2zFYfO43M4fqrV761qdVecQQTA+obmyOdAwq1oDXA
KrSijhcEHUHXxoktfC1uRIPM8l7CURwUg8UBDhoQFB7qsHiOnlctteB3vPvxScNg9tzG67Jn
1GlWp4k2YRuPrYSlkWfGoXb1xlvuOGqR11ApYiRF18QyCGxGILvLUA4m+qcqsxA507ZnJ6Yc
XE/0iyIui91Mr/7lvC/yO1/dTun98/t7uftOV7fc/bPl/ufR2O9+w9z+l8ro6u793R2v6noH
9Hkp9Pbw93f2fypt/wAhhKm/s48te7t/nXDgfFOv1LuOzGPpW6x1UTdrweV68OAWCOwTW1Cr
ubYGwYTP3sAJLjmPtiIi/JeQWuIPheiYsCNpEjAQQFF/L7vzpXd2zY1NmvYCu27A4ou/bOst
Q4sK1xT7I1AYRATmpTZhkwcFEQXPtzx6YRNWMOPGkOU7bMYwTb3XvSp7q21kc8m7BJGHkQVK
6zlsV0qKVhBuLpnrKI6p95j39vRjEDUpa4qVrhpkbKYw95tBDPjQmVyZKiJYS1zI9MgqCYUx
PMzz7cfr6nZa531ccVfekUV4HrrxY6asduV9D4Eemy0Uj2WyUwXszkY+n68+uHnUgSNKKOLu
JyJsTk7B3LAYDayka1ZGPqV4ZSJxPs9K1JBAzEdIdMRM+0cQUT6odb6eY7ataQ53mvY9lcXi
P4YavqzbIHVWe32u5bUpRyXTFGSdbYxskka0DwMiP3wfTMT/ADeuTfU7/t/OpQgANXTfr7qa
XPeNMNfHEMTdNOOw+OXiaRqhDMp0VLRW1PfFlDK/xi6oIYhZQz3jjj0C2dwJUXJXsppJiMO1
D5AE7dVrg23NLwuu4CiXTmgpZMIU1ia55JrWjkLjbj3KXXgQQpk9X9OFiXtHHAjM4mFzydFF
U5EgbE1tnIfHjVD8242le1TK5fu10m+ri7K1pQswKu7sQViz0xyLigoFfvPtzMT+k3YziHbe
+hMwNI3hASB7Grd4x16nb1nXSlcMrWNZwde3PV3O+4cdEyyHNiYr9FSxATET09URA8F7+q5n
lrimqmpwRhzQum0fL8qK2sqvYm2AUMte/bq9IaJLtGpTHd2ORjrYHyWLEI6BGWTEcx+k8eqp
Nrx5gNy1dDujPkcdqJ30Lt5ddpb/AOMskyudjGq26jI/F6pd8sqjIsGdceTMYTHPWH1gJjjn
0RGAYXt/qIoWVzm5DHn6Vrs/G24qtru72Gkgq+Q37OlRAwkDU1F4COZDkC/6dgeIj3ieIn1H
KaSWAahtWYLmtbIvF1qJlPB5apsuJlia0Yap8MmcWMeyZXVtRerQbWEeVBQXK6mkkYhTSVEz
P8wlEuYYyQu/28KsYx7ZmqB6Y7Rwv36p7qIGDr1LNfLHQrAqq/ZcmubEifTZuSKyt2RMuZMX
tgomYiYkwn6THqtxIIB1DRRUIaQS36S8++lZqYtWQ/JrZcZfWizSHWNhruWvrhd0Tp4OnJCw
Og1tWbuqDiRIZCCGYKImDXOIxWkWuKBjAd1B7HIQh/AV7n+MfI4vu4bT9ko/2vXsNszj9jOM
lDL5jMNrGi1SydLu1ZiP6oqXJnPURFPv6968VnSDz9lq4cfIUxxO/tjgb39xqAxnhzb7+dde
3jeAN9Cmq/TxGvWHoWLEcqgV2ULx37dWgeBKKyghkxxM+3rrp2AeRtiUvVH6aQuPqO8wCoPY
JTA/j7sGe2DxfusZvLW8uWO8nWMRjX5AVE9GOq46i5NQngC2PgCaRdbJMp5j34iPQOaxkb27
QihTR+BLJJjODySkgAXuoybFjdTpNQzMZa8q7cVXcsAoDenpKKazlbK/JDWpzbHuEURCx5KY
gY9CRmUjyfSPCjHthDvO4hxTgvy5ca5l4XUOQ68xaJjlC5Eji5NL0TK+WKPogeRhkTET7e8/
rHrr3yNbuOnfVsWPHI/YHFTfTWu4UaWKSrss5XvEuYHjFJI+ElwMRJBEwIr9+R/XiJ9voK6d
zSqjaDz50yZ08Oaiu3kf6b2r3Kp6Gauj94yhWolckpmFSMSgwn7uqJM+91+8RIyJDHuXPt6r
dllvmOnNatZ0lzgm4rb+mvXdDTqNTvjeyDOgVsFQ44FkQnBzJ/fXEeoOI5+6Zjn/AE9VNzHP
k2gKF1WrT0qOMeeUh3JDXhWzemDYlhW8nDGlAEAY+tJPlvuZmcqgPrMTE+/vzx+nqL55Nv02
A58qMi6VF6n+8dxKJt1Wv7J5vSMajGNdks0bMk/49VXwK/ASfLBCClZxEF7+89MRPv8AWePV
cc+RK5wbG3a3ivhVn/GYMcrY5cmT1CQANvEhU/jaoyxktJsEMhaycE9f9Zc0axNBkM6eieAg
ZEo4Lnn3/wCMer2zZDV3MG0GxWxCKv4Vyfo+KUMc7ySLgtuCqJ+NRpt1A2AK7GQiDmeQZRSJ
BxPT1faqY/mj6f8A2/VhyZACQ0EDt/jQp6LEQvrEHltK/KpU8dqffGXWsgwzkTJnxUgsuYPq
KINcEMT2/bmOY9QizZHoNoDT20Bk4MULXSF7nPCrw0Ra/LVfU0WJBM5VUAMRAvqVpn/zFBEK
lQRDJcQXEe3/AA9cGXO5Q1oKHnU3YWM1jJHPe0OGhC35dvfXtTQ1trpUmxk2EfSYwS0riY6e
SmY7BkBTz78e3ETPrrp8pfpaAlcgxsF7V9R5fuRLac9LVx6xsOg7HtOX03B2NhLZMBWv2r67
FIa1asOPUo2MXa7Mw+JJ4QMR0zMFz7cT6JdDkxxCaXZsKadtCslxHymCHf6jSdeypTyPqrdi
8R4Ovb2VGpYYt8H98yzyBYtxTcNkk2qIFZIKwNsGYTEn1cQEzAyXESXgv2F7g3c4Ig7aozWG
SNjd21q3PZWf1ryPrXj3cPleE9au2sPiKtrFbPn3jabVzEd1rf3WKwRPQvHxxIsKFkfM9XEd
MQ0EbpY0ySNxNgOHZSb9RHjyrhtJaAQ48D2p2UTfxx1TyLm/I2u+Rcws6+oWthuZObGdsPfk
LTcrUbVq2a9m+llliS7oyDmNhTCiCjqn1RmywtgdA0+faiD2+VX4MeQ/IbPIP7Jct+3S5qZy
aqpfl5X72PeFVy8wPNwlXS+RTBlkbpBwPQv+sPZ56YGeOJmefXGkjp+t9o0+VVyBrupohAv2
+3ZTNZuuOSsYcm1JTbbV3WgyeyAnP7hquTgGsJJGpPeOtLJgY+7nmIifb0KzyqBorT7nCrpA
qEjzeb4g/Oky8u5qnqmG8X5LD0lBkaHkSzfiGCg0vvp0LTxUTWK6ClT2GPVEzEyPMxMT9GEI
L5HB58pYn/mdS7IIjDC0XDz/AO6KN1jXaOv0UW8pWxG077bAs5lc1tVG3mqFWhWsrtbEeOx+
OReXjKGu1Sd2oFXYCRGTLj7fQoe558pLYtABbuU8zRvptYPMA6bUkhQnFAFQC9HXGqxbX2kr
ZVbCK6vgAhIUCivkAkKtltRBgqGLNcx0xwuf5ojiePQbtwHH56UcxrHEgJpZLa1152/SxKKc
5a+ipczMxjcRXBwvtZRkuOrCq2OD5Ft3bYz7p7ZQIfeRCPv68wFx8osNeypkBgG/V1h29woQ
ZHZn/vU4BqHy+MsnVlWWvAJRkXMxy6NeHLqmkVM/cFyKZcL+11uhRKCT9ENYNu/gi+FDOJ3+
mRddvdon8vGhfi8PWny1iq448ql59r8lEssNrrUVwZ1CiUNN4Rw0SbzIEXPPEzzEer5D/YVV
H9v51VFH/wCqATzEza/9oqlfjdtmnXaeZ3bYm4wszqiMZqGp0MtXb8TEY0ZS0E4lTS/bTz20
5W23365dPZmZ6RLqi3La9xEbFDHEqRqT28UFqq6e+PaZnpuYgaugHZwVxXttTr+C/LdXyHks
fTS+3k8tkdhkMHh8pZoWXdy9GObFKsvF1ay7f7Gm+umxJQx1Z8Eo2MgZKU/UMQRQuf8ATGGe
YjsXnz1p707N/UTtH1PLwgN7lOSKgKX0Nqe+1Udg67dgv/tdRWLtjiio3rAqyXzBe9ouoY/s
SqGVW1ejoW1hAXTHtE+2Q8s7v0zC8vcNyjRE4nt5kCtkjsdv6mQM9Np2oddVsPwC0AfK+1Zk
dctbG9WSGUOqrx7Mw+shF65k7QoG0lan9ePqMu3J7kGtRzIl7R7dTnpuLDHP6LNtxfbwAGhP
EoOZpL1LJmfB6zt9kTclyeIC2CnkDST5vDZTIaFt2TuWuLrROzYyA1X0H1rVPH27gsch4QUE
kbQ8hPTKwiILpmPWlZIxszWN0SwVayb4XmB8jtV1uL0muEwePyuu/jQjKpG9UyC/I3yawqmP
mgWxNiarSjgRhx8csieQieY94H0cD55UsQnypW1jXR4+64O750yFfw15B124sNF26hbxTTQL
cLs4/KRKoFZlXhdnG5fDOakeQCyNdLuJ4kpn39COyoHj+807uYt+IPhTJuFkMd/YeNp4H+RH
ilS2xeLstlbGLtb+4czSo5AJZrmByNocc5LgGDWqqurQpoVzI9+EVlmxcSPc4LiYsyGAEQ+U
kanX3/xq1+HKC05B3NB+kG3uT32oaf23hP7k+P8AsOG//Wy+Lx+3V+n9k/7T/uX7F/L/APUv
n37H8nX+nqe9+1VP+zz47kX+NR9KP1E2N/8Asnlw2Knd2UUcB5SyW+UPIr24sMcKqvx8bmKl
Y6NviYZEAgoOQtrZUVB+xAS5LiPYo9BvxmwujAK3uDcU0j6jJlsnc9oBSzhY/wAbd1Cp2uYD
MWcjbugXC69dBZAUXpY2ayxpy64JWGxZEceuF9IDBTEdXVyPuVve0AD3e3bSp0McpcXctUPd
e/Kl+/ILA6nqtrU/2AL8vZUdM0ScgnMWU9or7Smr3yVaZx2PaPtiY9/r6JxHySB29NaCz4YI
nNEO67ePz048Oyl7i9ZxTJfZw16lDfvV35JHXEzBQYreoCPrDnmfcS/4+/oux0oAhAh1op6E
7GbEp6Aa1NupjsnZOovIrBzkqgHz045ySTaQDQgiUB95pRxx0fSt5LddLVdG3fbiAePjVtq4
y3Qw2Wyz89Xxx3MHsMV8b0zVyN7HfGQhhXSmH11jdS3iBE5L7SiJGPrDUoi3FdawtaXbkUG3
Ej+NfviVVezreuVKufsYq7c2v+pWYI2U5AELRBBTlsgpLv6XEiXPVPTEclIx65Mu4qFaG1KA
KGjcWuL/AH91Mbu/kTG4LNYLW2Ub2Wi/KkiVABlVgX2QqLiFhyVh0sXxMRAxH3RE8+g4oS5p
folMMjIDHtiQu7va9Eh3jo8qig1zyF62gVVFPHY8xUXx4G5XBkLVauV5iJlkSw+mR6Q6Ykua
BOGEpp31e7DMgaePBAPHvof+RPDez5fH5DH17OumGRhUY8ek6VgTrGo4hhgVpSVPUPAAM9Ay
P/H1fDlRi5Dra8aDycCa4VqHT2uKg8dveueOdboaZkcvrmP2vX8fUr5Cob02Fldr1lzIOapi
1M6+kvfuiQzI8xHHHq0xGV/qBdh0of1RDGIreoNeNWvA+RsHvMOrYM6eSs43Hos3yo5KGWFi
t0qmCXNVQxEHxCyk+jiY95n1ExGM30Jr3reoCACoFc+fZi7mZ0O/Wl4VKW24/lbqj13KY2a1
pUAS5WTemWzPHHMTHExzHqTA4McDqR4VBzmGRhau1fHSoj8X6j7GK3BRkRrVueclST6ICDlq
2MMJ6CaIxAxzITETM+8Tx69luTaeyp4I3b0505FrFYXH1F3yCtkrl5UkmjUshYOlYpMGp2so
lQGysYQ0ZIpiRhcwfE8TEANkeXFoUNHHmvL27KaOjjawSFC48AVRLXHD8q50Y7JBCW/BrIki
O18ZEAwEsb/UaC56EFMwZzzMgMn9ZGPUy4c641rghQCll1/XNjxn5F7LmbmPyMYnI4bNLo5S
xj2hTk2jgjCuqyIirr5ryIlzyXRM/wAfRr3tdiNAIUJagImSM6g55B2kG6d1MhY2PVcXhm17
EgnO2LEssWCg2TCe8rpqV64LMkN7vEmfEdUHx9I59B7JHOUfQlMHZGOyItKCYm5/hQ3JmDzF
wLuMyRzfrdcWV8SmxNWSgDQ5TUrcdYpb1j0j7FESPvM+rxvaEcLUATFI7cx3nqM8AnAaJ5Pq
GQzKfLWSjrEOkOQxWJFZdTI9ykBmJmIieeeefXM5S5h/6R+NewHf2ntP+v8ACjltGKbn/iwV
Kk5VbAUAn5tVFnpsCmAFq1WepLOkSiS5jiYjiefQsbgxupuaOkYZDYCzRrUAYdivRU8yka9X
7pEpaKxhhm7iJiRgpmergZmOZ/j6qmBJKcaLx5Nm0OOleB8WE1HhMmE9yAZ7xBLKCGCgo4IZ
OI9xnn6zHpZI3a5wOtPGZIfE127nfs/j291R9jKPqtdkUa/l9psVqoOXg8IIlmMisABKkUyb
Da4jHVBSRiQAETPE/T0PJjF8fpMe2NXfU76QSdSiH3EKeNGRdSDD60rHzANJ2s+pwAsGkghB
a5BAGgoTbfg/MmE1Rvk7bV1dHp5XM63q+D0Tpq5BtPC/uYpytzNPYTCdnrizWcGIr4EjKBAY
EPRGFP0+SQYeM8zSNa57pOG66AJ/SLhL6AKSppbnYvVosgdSzYRiwySsjbEbkN8u4lSu8ghx
KNVVAAQVN0xvfIuw+RKKOz5rGI7MDK10KV5qaamHElJtVWERkinqKYnn+Pqce18V9XMB8SL2
76NmL4c6QRr6bJ3tCabWuIF78EF9akH40FSdiZe1rram9Lya5SYrwaFlWBsymscgH3QuB5n3
n3nn1YwlzQ0AAbTpzNBxvAz5ZQSXOLSOKAKLLYHuqsb1dyWtaZsGx42QXew9Jd2v3kDYTDYu
VOoWpMSFimqmRKOPpM8cT7+psY2VwhcqOsoKFEIt2jhTDIyX48DspiGRjVQhQqg3HIjVE99D
MvLePo7jSx/kOq/WG07V/wDadgwo5BmjZ2qzuLY67V6bOSxrFyztsUQ2IW2ImJjpGSqdh5Rx
CcVxkVrVa4j1ARohs081svdRcvWemnPa3qULMUsDtr4w8wPVVJadz2aoQjttitgSyGH2bAbR
TY/x9mcbnWYZWQxQ3VLzR4+MwJ5GxU7jcsihfuo6HrmSiIjpjp55GfVEME0Za3La5pKEg7VS
3BpIHcutIMvMhmhlfguY5pVoI3EKnEuAcV5oLW1FWCUPYUlYie7Ap77VhIRLf6fdYC4OZUMz
P/CI9WtA3q3QmoFzv0rWv1aNR8T2V30q7l22NAX3CFcSmrXiG2mdSySUQPIl7sKPukhEY9yk
Yj0WQCQCgoKBWFQVC2HGr/4q8WYPVMptGevOJm8bWrK5acalktGjg5pNK2T44n5AA6sgVlHA
izrmJ9uZjlZD5WiMBIGgBeZGn40Vj4jMcmRxXIeSU5NOvxS/fQ5/Krx/uW8/jXq+E0yoLDjy
mzMZy9ZeupUxODxGrZ1z8hZcww6hW2QARGDMjIREff2M6ZKyP1HPOpA7VNAdXxpJo2NjHlUk
8EAC0pvivPav4vwoZ/W8bsXkDXcdir+N2rPY1RCvHZXJpqWe3Wm/Yp0bbzfVFblqFsAoiLuz
AxEsMiN0/wDbcQ16qAeIHd7dlLMSWPFb6jA58QaQSOBPwq/an+X1G60b1fxxl0aP8ipQzefy
mRxhVcaUKWhoVKa6nDAro6OVQRqAiGJkJPmR3dOJtvHqDTX40Qzqw1EZEJ1JS3tyq9RoHjnf
dhq+UdGz1u4WOaLbGMxNxda6pTF1zFfwyW5gurqqh0qZIiRxPSfEzHrwmnhb6E7RpqdPb2So
PghmeMiFypwGvt31byzZZ7IayeNvwa42XJYqQbVai6p9jUdnS+o2qxQ2kXhsJGTA+DgRgogR
KJnhZsa5RfaD2fUKi1xkc1NNxH/lPxpR/Ium5DbKnj3W8XZW4855PyOLRkbS2n2MjHj/AFRd
blUqnpq0oiSKREi6Ynq5mIn0ax7Wvc53Bip2KaBmic8Mial5EXt2ijFru2eOdZrWcN5iwVLS
fIcW0fvf934TKv17LnjAt1KuR1PM4qvex2TwJKcyZrysOZbIlLI6YEZ0cz/PAS6LghC34EFL
0ZHLBGNmS0MnW+4FCihQRYjsqvu8vZIcFu+Q8LatYs6/rWFzeeynk7d6dqaDrSCu3ixep4zI
kT8owrNspSTz7NVPMymIEBnnoAva3IPmJQNH4kfh766Mlwje/Eb5GgkucPgAdfHTlpRI8L33
5bXEbfsEoyWcywK7mYYwjyLkjYsiypduMkxmqpyh7CkdhCx4jt8+/qOW0Nf6cdmjhw9vjRWE
5WerJd548fH8EQdlGKNDolsI7TZw+LbkjebamUhNVuQXQg+mETaKJehgJZI8QUdQTxEdMz6E
9U7NgJRKNGODJ6pA3LY8U/ChV5erxr3lfSSxhsXP7B5ru3ICuSYW3K6FLu0k4IoNZzXg5MfZ
cFMdPMcyTjkvx3F2m5g9xobLAjymbP8ATIT4spefCXhDyBjMFrm+4XT/APuppe5YQLWyadSz
NfD7Didgovcocvrar4FhczZKpUDpS5L4I5keAMQbBeRkxtkMZeI5GmxIUFeaXHw/CgcPCn9F
krWerE4XaChB5hbHs1/GnZ8a7DhqzlF4z8Eb1r+wg10r2Hydiq+Ao4a3dBBPsV7KltyFppT2
/dbCgmK+1c8RMLcmMysIzJ2GLi1iknsvYD2WneJJGxwdhY8gmWzpAm0nuuv5aVJaJn9mzvln
adYy+bXYXotmzSUKlLUu9eiriHhZhXUxNGVstnECA8lM+8zPv6pyo4GYDZo2J6id6X9+lXYj
p5Oougkevpr77e7XhTYZDEv2bFRqr8UGWx+Tu41tmqvGKu5G1GPRkhmhQt9DhSli7DJcv2iw
PsQz0DHrPB7cdxna7a8A3JsFS5Hu7q0L4XZDBA5u5hcLAXKLYHQW996EG96D8bWd7onUo0sa
Ve6yti8ZUhmMq024R1etVkk9Sa7ny8RITMZlkzMxM8x6Pw8prpYkJc9EJcUJO65Tw4DSl2bg
lsU6hrY1UNaLAbbBRYajU61lNp9CcTh/xuXaKZrrd5MQZmtxglQ7MslxEqGRmIaMTMjMlA+x
TMTx61jrvnA18vyrDxs2x466K/w81PFa2PDYWsEX311Wov8Aw1Vil1q4NqKXfOBpVwlg9CVR
JFzBSPERHE+6gRPefKqJ4a86f+rHG3zoCqdqpyqBubVrGYalKNgxxvJUrdXSz4diuTRnuu7X
QNxMEMcDJB0xMcRPv6m2KViktKe3hXHSwSEI8L7k/Gll/tmt/cfe/cM52f8A3E9nv9Fvj9p/
7V/A/d+rsdPZ+f8A7b5X05+3nq9Heo7boF9JfHdp+KUt9FvqfU5P1CcdNn1ac7LV/wDHeNpo
1rKVrVrJYWaeTKRTbU7IBNenVUplY7tQWdyJnkoOY4mJ54+voXIcS8EAFRTDDjYIntcSxHcb
2A0UUJNe8lafsEXNew2QWjOvW6p+yWwOlNqJhkrfStscqXC+ocSQgyGLIZ5GPr6vfBIw7nDy
jjQUc8UjPTjPnNk5+NLLirlHyN5zxH7jcRVxaMlTr1BvOCohgYhYRTxAOfJrA7VhELCTnpIp
iJmOrn0Y4GHGKAqnDt40tjTJzW7iA3cNSmmgX4VP50vj7/tObz2N+e9WzZHWsZVyixijSVWW
KyM1uca1Sxz1MKAIplZTAz98eosQwtDSg2g12UFs7y8KQ8i+lqtNHBazuWE8g4S/Qx9HYtNw
B7RhNlxRwsaiqyo6aLJCAlyohMBzyKOiZiZhkc+q3PfG9jgSWOchBq+OGKaKVjgBIxm4EfL2
t41WcpsbNiSgrFCPmP0uqOaVTMAilYbj7wMsNrzDIq2LDaUONXEdROki46oj1axmwkA23W9v
hQ8ry8hyIdgVO7XsVF8a9nizI68Gp4KtOOCMljNlLIZCy1DWMKsqKwV7ONemJam53uoWKmYi
JhZ9XBFEdla7cUNi1P51yF0exoTzhynu7PyplLKwPyVrIDr5AGO4tBkmUK9G0+O/bJUihdmw
FdS55+6ZFhDEz7RHEBD/AGHebXtWmDwP1jAG2HFEJ17aMOf8lafqOWwWu5jYcRreQy9dl3Hr
tsKa0LJ3ZgTyBR8SlLCGe2LDAGDHTJdXtIrYJJGl7QXAGj35EcTmxOLWuIUfz4d1Tuy3C1zA
5ba8tNSxVxuHPIVrdZIhLVKTJVHDK1zWP5HWMQweRKJ4H+PrkQEjxG1QSf51Xkl0THSyIUao
I+HZfnWd2q6Xc3mtXzmToY/9x8qbhnBr7JaqpvFruC1eq/NbLkMfWmYXORfEypYzH/yf0ifT
l0gjJDdGAW5k2FZuOJ8gBP8A8xxvyDbk0etH8eaWSq6PHmx7Zqu4ZSoN7EW7ecK7SzhITZs0
157BsqqoXMbmYptAZTEdqYn2445pe+UFZADGNbadx7KtjiieNsRc2Y6X17x20Tc5co2sL463
KFKp2cpe1q47DVTYbQuWq147GPHmBYMLs0ianq46Utj/AJPrXGHbnxcAt/dV8uzbHMNShTtu
o+CjsoVfjXkrtWMqU4rJFQyOzZxNqaqpsnVd3e5BOYuFwASBGBTH80RHt7cxdltBaLhQONUY
TnNJKHYSVSnAZVq4gK1ucjapHcQNc0n2VERXmJemq05X9xjEQPM9U/dxzz9V6ucSEBT8KaAN
YASSCfxq8Ul9K6zUuDpeDGcKdDlLtf8ASetcTLRW2uQSJhMxIz9s8T7RUeRogAa8KXf8pfIJ
6740/t/BW2xm9zvowNORPpMRtMgbRq6IliZWEQMMjpKJn9fReHEsm86NoHqE4bB6bT5nFPDj
WdutaHkc5btNjeL+C1utk7GNo5TMWstYdmclUKuF9mNx+Ps1IGrXdIQxzWgMciMSTI6fTJz9
tgFclJgN13ENHd7e3GmMda2Ohbp4rIDj2ZHH4Oc7rOz61ZvWMdteMwpor3oYjK2HXqOx4k4B
rAYyRcuZghnqgppbtK8iUIPBfwqTw4IibgFBHEDv4+ycaO3g23ct6Lv+QtVVpm35Hfab2Y/2
7XuxGF7jIiJMhNkxE+8z7zPHMR6GzAA5oHL86Owi703P4bvypm7ebKlSxFL9snJzZo1rhmhs
iawIIr9h4sWINGYCSHmJmPeOfePQIYo3KlNxIdmzat+HyNclmhXs5J0rRZk8jKBWoxSKakJR
C4XXXXrIIBnpPrkpZ1MnmIiPb1W8nZfhRDGgyKmte2943GhjI3yzfxoYepSytC/cKwVexi0I
7NpXVjWqQu0FqUFJO7sEEhAwJcz6AM29wgAPqFwQag68eHuo04Za12Qo9NrCDwQWOllpftK/
JTxnOVtVdZZj7V9jqeNrFlr68fkLpfKCFVsJiW1jIIbY6OqOuWH9I44mPRE3R8iVwMz0jClB
opFy48U4cKFg69iw4+zGYPVJALnG6AqAwJZbKVJNSnmvfB2rQMLX/oWSqbxqo38feqTXyNWA
yykPjmUH8tbSXMCclMFwXMwUSPobp/S24MrjGCC5j7gqCqkW4a6Cjepddn6oYzkEOEckdiEd
5UbcorrDUrX7rWVr5rN7VQZAqcnftmKmaah9rtzfUMqPsV54EGO6pNnHT7+8/SPej+mx2uKl
noNBvxTWmceQ3qGRNtIbN+qkcO0E6WFkJVdNb0RmYhzoBEKJklbZMT3UyXJL6i5iC6xn/SZ+
n6eoNkY1m4uACdvZQsUM78otjYXOI5hUuFr1+R/B237b4/y+s0r2Jw2WyZVhWnKWmqlqKdlV
20htuvXtKrw2EiPRPP2zPPt6hg9SxHT+rGHPia03AtewIBQnvpznfb/VG4RhmcyOdxQNc69r
kEtUD/tU8VpO/KPkTXNC3QqGaplYuVMj3pxzvgW/m02ERNMq8sGKsOmOR6zn24KRj9XGPhOm
xfIUaWooW1Iuo9ZEGUk7dzmvUgoQRxtwXgp5Ua9R3/VLmZVlivZjW0ZvBPylPA5agmniMmOM
TkrV67gLPLE2XERyDO2YmUhHSMjE+gY8TIjIjdtk2uQuBUhUTdy56VXmZuHkQGSPdC17Q5rC
0BpRVLCqHkUPC1WfxxtWd8pa9U2CpgFYZFy3lFvt23WXU14+pbFVGxX6+w177lZZkyJKV156
eo/rHoiWCPFmMZJJCIOPb7amg4JpszGbKG7QSQpVEGicSSNeA4muPyt+UHjHwtj7OP1OwvaN
4dVlDLi4rvq0WzyQrVYXMxYJLPfiOpHP1jn0XBgSzo6XyxcuJ9vfQkvUYcUFsHnyDxtbx7Pd
Q9/BDdPIPkjzN5H8g7Vcu24teMdnxlE3WI4SacnrbrAJrn/01Kq5MIGRGBmDkY59+COpRRR4
exgG1pBTvtVPSZJps50sriXFjgq9xStIb1UX+F11noG4i7nshUu1mgLFHRsULKrIMGZXytye
sCgSiZEvrHHuph/2iRrvHyNPp0IQ3BB/jSCRj8bjfD35FalgNVxtTD6rskVKa1HYrjjqFqxU
urGrDXNkoU9nUuGHI/Uy9uOWoJdkwSOcdzm+3vpEdrcTJY1o2teE7BXl+Pt2ixmAwFPHUstj
YvZWvelWK+DTGrmMXishcq3MexBV4sjf6g7My4XKOYI59urua0o6QlCg48iRVeC9pLYmgFql
bWuAfevDlSb7ptmw/j75nyOzajhSw+qnsOWpU8K0hfXicW2lGWotQQREUmFbWSlMmekT4iY4
mPRzGtngEch3EtB9/Hvpa4uxslz4fKNxQHS2orRHwN5m8M+ZWYrMRUwGueTa2SXaHD264qxu
UyZqsJE6t17QFZLQ9gAhhwyYZwBfX0uyYMiEENJdAniPCmeJPjTOVzQzI3acCe/Tu+dVjyJp
Gf1/PeMCfhhrhhvLis1dvrep9FGLv6xjcJWdHalbnLeyiEFErhizmILkJ6vV0LmyNeQdY0Ti
qk/jVE7XNkYHDSVV7CE/Cp/efPOp4Usm7JEzaMdiLC62RuIwdfI4atYtBMDUDJ22oqV78dmC
MFyQj0zzyUceq48V5A0auilD7qtkzI2kl3maNbKPfzql09/1jz3o266n4zuU/wB0yOt5rF/s
V342MnHOyVNlMLTp7jEhTlzo6iSTZLmeR59vXnROx3tklu0HXVakyZuXC6GBNxabG2o17l5L
Rd8aeMrer6XitTzNtB261EIczEqXaSLiY9ovrRerqQUV2mXMmggkp5KJ4n0PPOJJTI1U9uVG
4uK6OIRSG6cPGiRwNBkIP5N6kltcHW2ksLC1ubCIstr1khVJ3UJGfQuB/wDKI8RHoZFvoaN0
PMW9rUtfnHKqueXNSoYvuX61bTPKlexeWo6gCdnx+50KhdkFG9oBM9TA/pwXsPPE+mGKwjGc
TZXt+Bpbmv3ZbWsuAx99P6K93gzybU1Twj4/Q4s3c2GriMq4MBrSJtZFeO+ZcFdnIiYknHUm
GckBT95dsigegSmLMnGdLlOKN2FLusF7OZqWHkCPCjXd6oBsNU7eQqya9+dXiJ2dqa7nshka
9mH1VVM6q3GcUGQV0rCt14+shfwzaXsyeqOqI+kczNE3SpC0+mWleCJ81vV0PWsYPAkLtQjt
b+A0pjtG8M5HC+Q9s8o39mxaV702xlMJiKMNfbLFsoYqvDLZSurSq3HtqdZTDT4AoKJkpmIT
ZfUGPxhgxxuPpEBxKAA301J93wp9idMkZlnPkkYBKpaAqkINdAD4/GrVt+Zu67eoXcPmsm1d
TvWQWrspXDahH8S92GVQe3JELzCDJnR0xxIcxBeqsWJszCJGNBITnrqNdLVLNkdA8GN7iAV5
aaHTW/Oh/kdqG/ou212R8GxYxd/v4sMnWGw54UyalpV2wMtQyQgPt47b4+2JiY5KGPtyo3C4
B1Sw7F5/MUI7ID8ORp8ri24DgpOqpxHyNZcYfN7BGueFqOHrrs5ehHkyxWl/TPxrC9pLvuS4
DiYsyBj0HPMrLgwiC450haz1JS/Q7flWObJJ6cIZd43p37qtOwVdh2HG53CUIxWs4fAZSlT2
bcchZ2K43+8jx1e47VdNoYnIVbcsxtKxAZC5ZePuwuSGCiJqDmhwd9RIsLfSup/AVfI18jCy
zGtcA5xX6ku1oHIak/ClU3Pxrcw5sfkdoyew1stTyJantGLsZN2KvZ3GKXdvazm6OZlmSxt2
as9QF3jWwJFgyYcz6Kjl3WARw1B5cwlASwGO7nbmEWI0UagrcH+BC0Qf/caf7Z8j4Ff5H/t/
/tHjlvP77/d/7X+4cdfHyf23354549+f19Vfpr629Xd8NPfRX6523Rq+hs8d2vuoya55B16j
hc8d21+2nZoWbuwYuoVytF6jVUw7aMVVtOi513Mb0z3JkYGeY+0Y4gR8Ty4JdND29vjRkGVC
xp32B+oBQoGoHG440lO0bR49zlxo1MTfxtRbWpwkY5Veq2tXWwxoOyAt62A+Vwrr7LWdcRMl
PV6YsbK0XIJ4/jSqV0LpHOiBDFKJy4L/ADodsTcU8WgyGdbpUuTPtWS9iITN6hiJPiPcvaSn
1bah7Ko1oy65fxu0Lu0MzZxVfJWIUeSRsOX/AG8s/YYXKctgcowCpY/NVED2m96TCwBR1R1R
EgO9Y0LQU7AqdhGpFFR7ZQWvI3cVKL2g6A9+tdCbVTVxuYqbVXE0MhXuY3YqmMyi81mLlZU8
1wQ2kQV+gyWEQ4jIVjBe0DMTPCC9CApGlkHxrgJjVpKA2KFT8K4qg5BS8nlOpwV83SzjROw0
AtPhSWm4fkRCSNYJHpIpAO4Rl0h0zEzZaw4hKgjruuhBo5/j7tHiapidXweT6o2+/kniNKWS
BOvX7a61KuEwgEmm6papmJIy95H+b0HltyCXPZ/tgUx6e7DRjJATMXfPQaU1uZrYarvNagFR
ace/Gry2UzJQ4xhxnfKyivFlxila4UIQ0gOSgpiJ/iCwvMBd/UqAe6mUzIm5YYB5C1SfeoH5
0CfJ26eDcrtgq2wV3Wu18BBra8qoqx6IyLQqwXahkZJ7RgkTA9EOkOufaY9GQR5LI0ZbzePD
4UtypcOWdXKfL8L/AB5fGl6tX8rltZzOK8bbfsCfHNs2KLVNmP59anXoQqSZVNjLDaCYeySE
Efb0zEl788GtjAcHSNHrcx7fOl0kjnMMbS70OROn4VbvC96/rrsCrbFHjdbblkZXWdspmy5h
9aztlPwbDMzXCAYvC5qg0kWltha2DwQFJDIzGYBwIbdyIRzHZ2jUVDHOwjcUYqg/6TpcciNa
ZROsYPC2LlrAWNCw9u0VtVrZMNs+X2S1jqN1RhfZrOuljlfttyxSca1tuPcFWGl0zEkUzUr3
BHbyORAF+Cnv5VbtjYVZsF9QSUXkE+elDRuzW3bVgQbRt1NLxGyj+xjapiFi7YJViintFW70
tq4jGuiIMJYs5ZxEkK4KbWxpGdPUIvVLpD6osREDamk8U5bw3nVZfGeK7tY1YJH7vl69TJPS
3qyd+vVGywbrotNtNvHPMDMisZ49oj0tyP1DSDNxKC3L8KcYzcV4cIVG0KeGpAsvFfhRGzkY
tI0rFw+z8OYmGWWsMFwMBy6ftkusxCeC5Hn+PvHqtm4qG8askDAAXWSkcV+QnjnVMtsTMFkd
hxdxeyZBCq6alR6LZHDVi7JY641IWVHlB6zbAfKFZT9/PEQyOO97QH7Tbt+HslKW5DWOJi3i
55Ie9e3xoLebPJXkjK7tqdvZNWqYLK6cqbqF4Y5zmDylkXC2xma7IhzZpWhHmVsNkrGfrHq2
GFjGI0ktPO1UZT5ZZAbBwGnz9/fXlrwWtn1vHng05anT1vMZqzi9ixmCbslSmOzr+ZkMLmaG
OTk8jjrVGw5pVbA1HLek/eVmEF665GuKpcaKmlVM87NpB8pN0JTsKXq2zH9sY3DFkaOVp18X
XzdHFKvm2hn80exSoMzl5wbzfkaGtyqtUpqhxw90SZfzlxHB5nWIXjytpfnXHHY0WQXTmV1K
apoKZHwTaq/2R5CZS/cKIN3bHmNC7YE39pmBxgDDCSEV+pZInmPtIeOJjmPQ2aLsXX+dHYRa
2J20kXHHup18S+G4Gi06GKyikUa9bsX0qXYSy1MFD69qs+ralwyMRHVBj088x/FW8aC41+Zp
9A7+2SgItY9o4G1Bvyh5PxHizKakxzMbQnKMy9O2jImy+2xax1WLpXqNkJr9lCmdKmAyJEpb
yJFMczZFAchrgVKIiW1qORlsxSwgAEqDx0uooK/kJ+Sesbf4WwGO1nIlVbvuyv1u3cS6y7E4
7EU2VozmRODr0rDTUVro6Ogg6Y6hIuefU8PAdDlF777AotdSqc6o6h1Ns+GGtUOkcnFAAAvK
q5hshrWBv67hdf051/HYSxjZzWxU6eQwNYzxpUpuXhuYusNfJ6/GJttv/ItmVCyusYARuEZ9
Xva+QOe9yE6Cx+ehW1rhaGY6OItYxqsGpuO+41CXvYpzrk/JLZcHGc8e2sBllvpZuvXu3rKr
LG4yzhyuYfJ43MLssKBVNdFkwIiGDgVjBTzE8QwIniJ7ZBppzW4I/GpdQljE0bo3WKKeCWIK
93jzpmfGSNCtZPP/ANn7rUzi7d2M7kxptReRVyOaaywUQyqcTIS5ciC4mRXATzzzz6TZwn9N
vrRojdo7hWp6Q/HZNKMeZWlym3E+PPTgEo/WcKqnWi/jxKvxaJHR0GUGdpcVWHL/ALiT2o9+
eoo6T+sT7elV3ja8K1T8Li1PcNwglL2WkEY8dQq8NaV/CflprAZDMY7I5CpnGJs5qvbyNbHW
jNTMRYNIXCNK7C6kWlP6GOfKlM6ftmOqI9NW9ELQDGC0bR5Vte6dqItqDxvu1l2TlrypV20k
qFCjgC5UJKCgf4twl3bcpb3/ADGLvWbPkrM3cyhletUm7TwFJ2QpYupbt3qsWa2IrV6xXGzX
6CZBrmJn9GmQ5kUPpMcB6QA7CbaDmdL0iwo5p8g5T2ud+ocXBNQ0KApIVABuKJwoueSqugYX
B1Mn5OyNSzq+FGtkNfq2WFbv5OyysauisQSdlg+wdSldAM5AmTxxwFheqZT+makpUOOgHt21
Z1YwNgAzHrAwgsBKk807OYCLYmlIyP5D5jzHsuveItFZOhaplGNxIXkcy5oDWYYvvJRIxNVa
q8CFRJgqOfumfrDmPDZitdkyeeXX+X5ms5JnTZmzEi/tQaW49pH4aV4+M/x+w1IS8ibsZ7pD
4t3MJhYq2bdJNRVhi6NvMCBCduya1wQ1w5SrqHr6ueItlyHOPpMO08T+VV4uMGsErxuHJPif
yp1fxN13M4fZt/zt/X8phP3qjuzqvzVKRMY+/wD2KFApWk/6aybReMRxEL6Zj2ieZCzpGOgc
1pDgGt05gmmvT4Xxzl72kbi7XkQ1KanN52piPDGPu5VPyK390XqVcRY2tLbr6FttcVmmq9zj
XKZOB6Zj7Z54j6hY0ZfE4N/1j5UfkyBoV/I1nZnvMXhfST3/AAGXzWz5rMb7lmWdswWMwdqb
GLEqqoq0UNsOxqhglRHWwp61kcGER08emYhyHljmhoDBYrr86QnJxYhI2QvJkPmAGncbe2lW
/wAG+UqO67jSu6hhKOu63riX4TZbY2zv3s1kW1it4K4/5bq6fkVzoikjCCkwifqIz65kwlkR
D3bnkqOCc/nU8TIEsw9JuyNoR3EnlrxtVN2DSNmyO9YTM7Bpw5nHOynkDI5Jbjx2Sxk0MpZx
X7ODRJrKUJyiqLB4gftmSI+J45JjkjDC1rk8rQO/52oKZkplD3tUq4nQ6kJ2XSqdlPxMoM3P
Xti8cZ7Iabhc/lU0cjh2qs3zwV691fAs45kTXixi610gFq2s7iOJJZlHEDJuSQC16FwC9/fU
ZMbcjoyQC4DtH5ir54x/MetitjyviTzxi17HTpZy5rjNhARi1SLDNbRr2IaItLKU1MrgUQzm
wAz/ADFx6hLhteBJj+V+qcP4fKrIc0tPp5Y3M0Xu5/x99NDuGpa7jsBXuaJnak6BYw8XKw65
eOFG++cWmVLtekpC33G2en7Wr7wR0qjn2gQmyPMiSj+8vH2t7Gj5IWCLdC5IU4e38eFJsX7j
oHkDTPLR1n06Fram6JtNLIVacWV4nNlas4yzmbuOQmlY/arIEiGmMFHUAdRTEejXNbJGYNSW
qO8UA1zopm5WjQ/aQeR50d6n5N4m/wCTMTpWNy1TCnkMwrX0gOPyMWMiPxZtJS5eXGlbx/z7
djsdcBKCGI7cz1dXoQ4W2IvcCXAL7JyFMW9SD8gQtIALk0N/fcLpy5U3VFLa1XJX+iyV+/YT
ZpyC3fKpQkoKDiIKI6ZaMzMTyIzMfrx6WOKoOAp4wICbqdOylw8pbF4yTtFnK7FuNfF7NhNI
2R2Kx2SyNOkRln9eyOLaJxYjuW7V8A/pQLJ6WxHEe/Ho+ATekGsasZeFPcQfhS7KfjiYvkek
jYygPaCPjQn/ABn3TWte8a73e2ZicbmovLwWWvWPtJFSMfr+O1LXaTVkyT/dspk4glz0qme0
R8iBRBWeyR+QwN+gXA7bqfd+NC9NnjjxZPUs/QnwG0DvJ+XKhbkMl4t2fx/ues7Brq9Q21Va
w/H5/LU89kJ1sKVXH5TIBsWxZWm/KDk2Ztp0qxTCxtuRMVi7PRySkrHNIJMZ7r8k+dBuONJA
9j27JUsStrAlSbqthz4Wpi/Fn5b63W8G+Oszsmcx9fZce49RCtklXbAuzGFhDYcyqInTIrGI
eM9LDQsy9onmZj0pyem+rkvQHY8KUtr299OMTrTGYEUjyPVYdt1IUcU0uO4UT/HPk7G+VNe2
DYAyeOvHR2TIYuk2hQfjq3NEgW1TItvN3QyuzuFIzESRxAxIxHFE2P8ApntjYDtLbqVNE4+U
3MjfI4jcHoECfOvXs1SurWs2d7KBhaHwbbLLh6WoqVZrnNq2f9FplL68yBT1R0+0xEcc+pxu
WUINzlquaNInK7a1D/PxrPXcH6Tr97Tsdo9rIZ7HUMFs+U7NW7Xt28SrJ5itk7qbTqDF2W16
akyxcwIPhUT1xPEzDmL1HBxlABJHjWdnELCxsJLmoT2hT2Vdr1TIZzAXU4K/msliL22F5Cxe
34HC3Nls4XP30VK2U17e9Yxz35Hs5P8AaqV2s7sWU90DEhYo59D2Y/zIHBu0glFA0LSbcSOF
FFpki8m5zC/eHAFxBKKHgXugIsfcaDXlS9nfH+N15N+naA07XmtvU/ZMUvDt2nY8nVKgFjH6
kcxbVgMMuwyTZYSgbD3dsFCsen1fCGSOLgQu0CxVB38z8KCyjLC1rEP1F1wm4niGngOZF15U
onGW47XxL3Hy+jp/bT57/V83p47HPV1ff2vrx79PHotBS1H8xTL69qe1bBqOfy+OmveOthb9
SwqxkFNzFgSxMttXQxjA/cYQVdhELfeJAS+76xIrpI2Pa08/D30xigmljdKy6A8b6aprpxoN
UMHr+Pxly7kL9B98JBCqdlh1jcATBOtUDES+QddccSBEmC64geZn2uLnKAAU9taGa1oYSSF5
flVGptGTXImAGJlK4ESIjMILtyUR7j9pzxzzHPqzglQHxq3zkQKlNV+NovVPbYqYTBWYjpOW
FPKzaAnBTxPtEFxP/CJB4VYqhECVNYKjiflI6Nfs3mSJ2DkTsueYwQkSwSByhjFsKRj2iIGI
5iZ95iVRVSpMDbWJohIxdbLlYYrBzjsXVHIIXZvPNWStOso7KrD6/dI3sqsZBNWEQMhxAz+k
QUgaqbVcgcpRGX76KnjPwdi71PXttnMYKvYxGc7i6hoN1uwvB3UWK/avFYUxZWpQUgIrieme
J/WPQ82UQTFtchGvfRmLgBzGz722dp3H8aaXKYu9c2XE46rUhA5DGlVpTYygpGu6u20cMssk
iYmusVfeXA8gyRn349Asc1sbnOuh4CmckT3zsjaE3NQKUTXU0qnmbSMLivIuCtZtuufBbhKQ
Rq7bbb7IRja2UcyJsLSyRoPsRKgd1kQTE/Xpn0fjSl8RDdyrrpSfOxhDkt3loBaPKCui8eXb
XOvE4AkMxOLzWvW2fKxc16mKJdnHnUfjkBarIy9bpBLEX4OHLNAzPP8APM/b6vaXakFL66+6
hHtY0I0glRpcInP5hKlNbO7quPVVLGRbqV7FhagbXykMuU0yyEViKJRWlMRJDJT7EPAzBT9e
kB5VeHZVY8gRPnVgxScuWYRk2ajgwVdRTCrTs1LtVNWWn3jIULrGORZPARMmIyMHHR1THqZ2
hu3carRyg7RqKIFLA7xs+0Yb5uDKrVxmSRbm6+paipSr0Aj7bJX/AIzCA6i5AFqVMkfEwQjE
zA7pImRkgqDyohkUz5QC0hOY/OmW0X8fNJ8UZfZH463hrOfsaydtuSxV8Usyle1ka2XF8nYc
Vax22FEx0rAx6YCZ9LJcqSdrfKQ3clx4U7gwI4HPBeHODFsdeNlPDl4V6s1W/esc6ldYZms6
z/8A1IrmRmYnu9S+lvdHkfb3GZjmfaI9SYdjtzedUygSM2u7KzjrYXTsNsm7lnU6w7OO2PPf
Fy+ZvqSePtcFcWaHsbKXX4ssjrDogRjnpmZnj03JcWt2qiC1IfKC4PI1Opqt/K2HJbFj9mup
cliKbUKGaNztMA60lISuoM2wGywYmCV0lEnzzET6tQBqCqSXbg/lVKvbPlsfmrtjB0n6rdYV
VlpeEZmMNLRmQFld1MWlDpgT56hlUlyRcTM+/toIvcdtVGRwO5nlPYoqfq7Bla2SjK3tbdbv
HfN4XsizKqZLhbMJSmLDHCXbg+keoWtj9C5+ntoRAbeFRDiXK4K5e2nd8ILtr8b7W+7TiqeW
20cglLFoXYrwFZKWQ/hfyEd5q5IVGUkMe5cFMxC/MI3NThTbFX0XqNSKcHWcHez+ApJpa/fz
D6zFAyxjcfasNrLKnVaoTagWywfcplUDxEcTz+kLiStjz8b08gaDHopUX5WH8bUvv5K/jr5A
8kZXSjT4q3DP0MGjPBZrJwmbpMRF1lFyGvsLKnxxVxroiZnp6piJGPrF+JPHCH7nBpJHEd34
ih8/HnlcwxscUB0B7PypLX/gh+Tp/Gmp4B8qoE+6/uUddyM1bdRjCirYWLkvVEEPAdUSXX/r
9ZYfrsTjIz30pOB1A+UwuPhTGeMfCP5r+MMI/D1vxd37ZXhLjo5fMYvaQBdOQVAUfjLAK7l0
RngVh2/sko6uOPQc82BM7c6drRyUe+jsaLqcDEbjuLuZ3e5Fq20vxN/LjyHkW3t2/HTfgvZ/
J4szOdAz1RNDH4qyFqMHi6dOm2pVxbyXMMJgtbYMo5guZmazn9OhZtinYgaf623Jspvr7gKt
b07qM7900LgXOH9JAAHAdnxpnPDH4DeevGuZ33N0/AvkupW2sqT5pYnStjYnHOxj8g0q6ETh
wFSOze5kYEI5GYiIgfdP1DquJOyNvqx+XiXNuqf9XZWg6b0zIxpJnFhRxsADpfs0vTP3vxf/
ACYs46a1HwV5oBqGwyKg6Fswy9SKroizatFS5ooB0zBj90x9ZiI9/S9uRi7dxfEQeO5unvvp
TWOKYPUiQDYiIbnl2C/bWbGS/wAQP5T5P4Dcb+P/AJM1p6XuRnrq9c2h92YhsWIy8G5R1Xhk
ax8iC4jpnjqDj6aFvXsRrnAva5iAt8zQO7XhWfb9tySRxo5sb1Ry7lCcdDr2cadTB/hZ5g8F
4bUNTxvi7zHtir9ULE5KvqF986lasd/tra62FIlwkyA3LXDUhJyUCP3xOcbn5HVBLLKxkIYU
aC5qSBASbE9ouht3V9C/SdC6HHBi42S/KL2q57Wn+y7zILgKFQoFGttaVvzP+Hv5cb/h7mp7
B+P3kWxg/wByW/BZXB4CtXyFIMe2emoND5C02DamxCh9hkYGSOOniY0GFJj4yTMeA4i4VQp7
e+sB1ZuXmEwlm+NrlaQNpQcE0NigtwpXtb/Br82dVv0x0n8Tt+oyxsxUz+5VcY81Mf1kFwCR
dSOPl1dUxwEERj7e8R6bPnx3g+pINLge3Cs+3BzWvWOMrzdw+SVdr/47/wCSXJ08Zj8r+P21
0q2PyP8AvVllMNgKV+vJVYVSihRzNNSqwCspmYhrCg5mZnpjjzW4gO5puRqi/E1Zs6o4Bhab
HSw8NR76M/45/j1+UvibyFtmz+bPGOV0rVsxqucoY61kcnVzcDmL1zG2xqzeDJXcgFP4uIYS
xOYSLBnpmDPgheoPj/SbWEm4Xh/Cjenw5LM0vmCNLTxXlbVeHdUr+T+Y3nHfj3pB6FttvUsh
Y8kZNOXu0RGWsxIYC7LFAZQc1h+QQFMh0lyPtP1iaulxRv3iQAhePhV/VZJRE0xHaeKcqQrT
dunD+MPIN63cnJbhmc8qLuUsiJ5TJOBVigyy3IwEWrBQw+RGS6IkeOmefTZ0QMzCPoANZ6OY
sheSVeTrz1o9fj34JxWVwe44XyVr80cXmruPyGuYthnSmqU4zKLuurZI2IeWQXbakg7onBzM
8+0REiZeS5jmmAgpr7xRuDhska9uQ1Gm4GnA8ePCqnjPGvkjRtoxuO10MBsGkYq/ma2A/uHP
2MJfuBlkuyDmZW1Rv1ZycY6yvpqyziFrHkR4L3IEsUjVcoeQp4onLWhRFNG4NaGmIKApRVvf
mnCprTcz56rHr+IxeJxDszGRq4xuVt525mMKtVqR61ZKlXVcYiSYBAVtTe593Jc+3rsjMcgv
d9Kdx9uyuROySWsaB6ioqkj8ffVG2rcPGPk/NR4p81+O8xoO5N2GyrXtr1FAqqf3DbshQs5F
RsSZZfHZixXGCYXcHkYOeSGJGLWPjHqQOVqaHl38K66SORxjnYWyLqETVLjiDzpparKninWd
P1mclUr4fCVopkV8R/8ApZYpZYG2kYN3dsC6ZM2e5SQyczBTASMWieRzgCXH4UbuONGxhPlH
x7qgMjpuk/ldrBYvXc/ksVbw+RyY18XUsjTt1b1G0QfNyWNaENsWhUPIiwOtIzMiMSRTPNz8
J26QAg8fyqRjh6kzZEULSbePEcfwpccR+Md7x/v+r1XVYtbCnc9fymPz4PvzZrU8TbTcttAL
TAo5A8gyCSA+7IIImImJjgs5EckLng+Tabd9DMwpYpmscfPvHw5cOytZbg3rGBPKJeTBrNXQ
cQt6yB7PvjuMEa7C+SpMnPVPRERMTPtHrPWD9prWebZvHA0ue2/jJW2/da3mzP1tdylDEaQ7
FRg87YxQT8GgGcReyycVZY1uQs17eTD4pCthiQSQR9nVBMWeyNv6QbhIX6gEi6WXQdtCTdMf
NJ+tdsMYYbEgWCglDc62+GlKflaPlXwLteNzHjzUK+ZwjMHQxmTRlaDLVPaqlRvOPvZKUsF2
KzVEVwtFyoxUkpccyXUYS3/s5kd3I5eBRD2cx2Gkbhl4Mgkx2AtRCCLOHA9hHAigb5Iwu8eR
Mq6/HjPJaFjbGQm/n62DzWb2GMtkLbuqvYtxkSs00GkmFCY6AESOZmZmIiCY2lrQ17tyaaD5
ULkMnyHqYtjFUgEuU1WsP4QFi0WYwVzY6S3xYzrMhdhJ4vFseusqCNT8emtNm2cBDxOJkxmJ
4H6yc5rLKhNdZikAFoVoKnsFOT4CxeC0TxPsHPfpUi2/JZKBei7kaNeUKo4z4dizVY8Goi1j
2n3wOR6IHqjgp4V5QdJktDb+XuPx8KZ4e2HEcXf610UcAhTu17qMGzIZtnjbedarWqly3ncH
do406zZgaic1j2jUHuS6FsGSfJdRjBTI8x9PcYDZOx5BABv4UY/+7iyRgguLbJ20gD9AzXiS
np1+lh8bbyEKzI3ww12blq3Ns2yJZCytJOhaaJCkpAZJU+/EjPULZsjJtwU7baikD45McNcQ
C5CqVI4nKbJccWRr6RsWHZ8l0DZ14dkvVzcSFNVSb0u6atM7B8nCWrLpPmYmff1xzWDylzT3
pXmulPmY1zb6jd7jXjkMdsib9rJWPGtvNZm4hZryuzL2nOOoBMdZIxsgFSvSlbWdIHAma+ft
Ofr64DGgAeA0cAgqLmyqXOjLnkau3E+FDT+29y7ve/b63c/uL945+K/j9z+J8H4nHTx3Pi+3
b47nV7/X39Xbo+fChtknLj8eVezx9sGCyeIybtvlmft1r3Q07WVzVOw+kVLoCtKsc1Ndxock
4VE9RFJ8fyxEeqZWvBHplAnIUVDLG5pdN5nA8SRw7PhQh23H4ihm7AY/C21ovQ5+NTkLdh50
gixbWC0oID6q0JrxAdwmFEBMdUzHq9hJbc340PJta47QQDVNrOsEyt2aMGUvgRnr5lhFErWM
zKpERgi/WJ5/X1O1VhFAFSrH2MathOoIKzJLhkzZKTSQMg2CNaa/9OZkYgveRiPp/pGxqS7d
fqqz4DeVYokWGYepkTrof3BblWpmw2ynoGSNeNl4/GmJKIg+oTmOC49vUXsLrKnhVjJgw3C1
aMHtqmWZLNY+4vHWZtHVZQevJNrfZBkEx8MD+7tjPUQTBzBREjzMxEsKeUham2QEq4HbVdbk
bd9qtjxWNtValC0pSbZZ8qluXVBlsHNessUphw8+3ExxPTJz9fUwLbTfwqO5fO3QdtOf5U27
MY/yz4z+KyMZi9kXUW2piXTSFirR1oghukzqB9ubYkcgUBxMRzHvwvhY047wQrhzptmSvbmR
pZrk0t8eZWht+R2J1+aeu5xVV2UsJQmvZyTc7de9dXI8mqqx8MccqrPEzmJCIGbBxzP0i3EL
1Id7kT2/hQvUBH5XtuU1VfDwv76C+E3XIYeDpa/reHrV6doBtLLIVSTZdXgJPuk3HxLYgpGC
ZBRJcT78zz6MDVKlaXB/h8aJ5+ZcncxINs6DrsVUBXv2mrz8/GNktE66QXax9llftsVyS1mU
xJTMlHtxFsRBUONSfMC1doTX25VIV/yEtOVUejRddq2UtgVOo5nKqf0mU9amlGJasKvTE8wB
DMFPMcz676W4EFxRKq/UC20AX5USNP8AyLs/vQ0tp1ewGNsP68czXMjfzliq4wL41FteVVsi
S7bmQMGPXMSUwQeqZMbyeU3oiPL/ALnmHlXQKtU/wlseOv7vmA17XcljMNlcdmcM19jacvZJ
wg8L6ZHCW7JuqDDa0R1g0ZEIkemJL2lMzyBx4HkKhC8biGjUJb3/AJUyeB1Gnqp2cjsVO1mq
r0tuYl9bYcy69VEU/IsqfXllJiFsJnQK+p8SURH1nmRnyGTyxlEKFQKKZG2LzSjcCLXK+3vp
Odm1IZ2TbMjT8cSGPr5C7mU2c/msnYU2rbBjlh+2Nhi6d8pX21SajZEzEFElPMFNcjQC66UC
8HcdrUF/dVfteS8lkGUqLtZqY21RW00vblw7SF1eglrBP7MbVNWz6yfPPPHMRHvaGpVDntNl
K91Dosnsdk79g9dXZm1VmO7dMTNQtHpC0sm11dUiHvzx7lHV9Y9SqvyG5J938a7w2HPpyta2
eEpCSzr3cdV79UaFkQCCmQeil8WyE2PfiSGeriJ5KOfXkslcAjXX4VoP+M2wU8z4q2e2dpl2
1X2HG1LNKyb1OwzQpQcViQahTKHRPMEqZgunmeJ9vSvPCvaBb2NOsAtbE4m+lMu7M18QFFz9
2LVpvpA6am5GxjhsCIoXxVhDkAZBPSBx7z7xz9fS9scpCtCgUyMkajzbSRRIx7Ds1e1Z8tWq
dtRNlte5ldiX2gAO7EdqXNXKyiZkoHnj+bieePVJEu7s76PYYixHPIevb8qhMztmCxFV1zIe
esSugmTVZtJ2e6lAgv7TWXfs1zDtAPPQS4Ln2jn1NsOQSA1pXvqt0uOAplCe3tpVKp+W/GeU
l0Y38j8Vkkr4iQ/f8yErhk8R3VHY6ukpjnqjkY55mfVhx80f0Fe+oDJxHWEx56Gp6l5g0NGZ
Xrlz8i10MlZbXTTRGT2h77DLRqGoCiqNP5RWWEPZICIZ5jif19VHFyU3BluNxVzM3Ea70nT3
OlnE37vhRUnZ6OJyGMxee/IC9SyOdAgxuOuZ/ZAdbLqaS1gX7mSFvZK5LoOYOZjj68eg9r5G
b4mq0cRw50xDooJAyaTa93AqvZU7jM9SvVL+RX+QObHHU3NSdmb+09j5AdcWVPd+5R1OEQmJ
KIIZKeOfUHtewhrw1rj289LUVAGZBJhlc5AeB4a3JofF588Szlaeqn+UK8jlLVhdKpSU/cbF
n5DolaFES3QCp5mIkzKAj9Zj1f8AosraZUAYAqrbtqpuVjOlbhtkD53uDQEKqbAL+Zrm3jdd
P0jH1M9unnBuJx94DZjbV21njZcE+tQ/FBb3ub3AieegZ5j6+3PqGM/9TK6DGcHTMKOAJsnb
au5mJPhQjJzQ6OAlASlz2BSSe4UKkfkr+OEtILP5G9K+kCE4w28viWRPAmXOOn7ljP8ArP8A
r6OOFn8Gle/+NKh1DAVTIdOR/KpgPyO/HJpoQf5CmU2RP4bP7c3gQtzLCSJqP4AiEL4mJ6un
np4/4w/RZpWxt/1L+Nd/5LAH9fjtI/CvVjfOvgnNWU1KHm5l4rDbiawBhtqTLHUKh3WD1WKI
gtY1xkhkiiJ59vf29S/R5guieP8AGqh1HCk8oet7WP5Ve9T3/Rd2/cU6b5Jyew5DFUMhbsIH
E5JFdNalCUWxsOyfxANfyLgKGAE5Z188cQUxTJizRt3SAbe+iIsyKQ7Y3HeF4fwvQw8/YjZN
s8K6dhtap1b12pvV7IsW+7corPnD5BKV121qVwBYTDj7WdsJn2hglMRLDpzmxB5dYKPlS/qO
+RjWsQlD+NJZrfjfL4+L2pbk/E68xeXDMBTtWGrK9K7IWRRipeS62WhxBAn/AFRNYC2YISHj
0zdM0tDmeYaW/HlSVkLm+SXa0gqh7+HP+dO7rGbytzLFibkhkUW8dQrhfohWHH2px2PfYbTX
J/IsQqUp/wCpMmwImOY5gplVIxobvFiDx1udacRyyF/pm7SBccUCp/GiFtuO8eP1Bd/IUjSe
E+VlLy71w0UMfj3Lmyi/XE6S3WK6lMMBgi5iBHngekfVcL5xKWi+5AD21KePHdCHm21SQbIO
BHZSm2/P3iHRXSOvzksxeo5CvNlwor24sVK7XsbWmbFitKlyfb6O2MkJiUzJe0Qy/TTP+sgB
PbSlH6zGg+hSQe+1A3y1+TOtbtp2cS7WlBZrWQjVQctjbmMybLS3zlKeQqmhdJyavcOCjkxb
xzz7+r4sf0r7iTx7aonzWZALWhAtl4dq0M/Hv5JZBD88W82MxtNfLqrurpeqoZRexKwioxTB
gGKBKl9uRWEQyJmDkoIvUnQtIGzykfjrVUeVIwkT+Zfw09uVVK35T8hp8kW/MWrZScDfuPSa
KinRWc9KIWmpSYga61XWyERBsOP6swRTxM8ep+iwxCNwBjTjURkyiUztO162P4HnWgfhv8r9
R8p2Kep+QKYYDdSsA48wa11KjMwDFgliVhC2ocZCMDH8nV/MMxx6XTYbo/7kBVoH09n4/Onu
H1GOciPIG2XnwXs9vCi/mts2nSbCMe3J381iM5lVTk8tk2VUQmtFs1EnHRTp1FGqap8ylhuO
ZEjhkhx6rbDHKNyAPAsB3cfHjRsk8sBAUljjcn8LD8aA3kig/fdxbuGvN8oP0+hqKLtjIafl
jZr7ruNyVpmRxj8DSfWzdoLQLSNg1i2vH8siBTJTbABCwRS7Q7db+fyoXIH6iUzR+p6IYpTT
W4TXktATLef8z5W2UsjX8bJKrie83vW9vva5QPFikK4KyIFVtJrohQcAMs6pM+OZKePRkUIh
ZsYV7+dAvz3ZMi7FTtICe3bUVm/yAyw1cbim6gnBxUaN1dQM0yl8lrwJKFIy6deZSsUiI4+w
nSB9UD7fX1YGoTu+oiouzygaWEEcF+RRE8asdvx3tPkW3Rr5zHYrUVqNHwbOB3R+QyMLmvN5
TIrUteYi7YICFkzbdHJr5HoiZL1WZC1pQHxq50L5iA8Bo7HL8h8yKsrfHk+L9S22mPkLds1j
U07+z2MWjHYBPzMrTs41YTkDYVuwWOZZtdT4gpg1RMxMcTE1h5e9p2tVU42F9O2pGFuPG8Ne
8tA3JbW2qrVVZsPkLyDoXkzaMZJYSonWKWP/AGnDshNZJYTtk6z8S2p0kmyu8MSxLwKuXRJD
IRx66WxRSMZq7cUJ1vw/nUA+eeGSRoLWhoBA7Ozx4Gl0xm6ZLALxV889mcmdkpOhTzVoAmra
q2YqvQ57K7adCklq4KT4YLBHgY9vYgtaVCUAJNpBXu9jRYwX5B55tY8PU0nG5pUWX3Ic3PUk
06jyUASlAlga1Y3sgSkumTA4ZEDEcT6HdjN3blQ6caJbmHaWBoIVeCfKrVtflPydRRWr5XS2
4iv369g2Y3bRJCVQIFIPYGvPCokgII457UQPHElPqDIIyVaQT2j+NTmyZ7NeCBrY/wAP4UD/
AO/L/c6P7exPP7/8Pn94V0d74vyO9z+z9Pe6Pbu8fz+3b6vf0Ts7eHtxoL1B8aiMZhrur7Dn
8ZeqKPC5Kz1V7Rk9Rq47j676qyiGNIVWJGBnmDnifp9ai4PYCD5qmG+m8tI8pqLO6GcOi3K1
+7SqSVYgtOcplVFOTYKDYBBaBh98y5iOYg+mOfp6tQNCDWuLuTdcCoxGZ1rGU8nYo4uU5VLk
rpB8qLNGahtgiEk26rLHWslwUMF0HH09d86i9q4JGMUtHn+Hx+a1YaGOsZpePpVtWpzmLYIy
GSsW35i1VGhkDEK1u0qblQEi8pgliMmRxwMlxzzW5yEkut4VY0eoA1rBvNyb8avFLwiFvAZD
a6GR13eMZSRXTmMZjGBruxYwZJrAdh6jLTpsWDroKeoksV7Es+Dn1SclHiNwLXHQ6g0Q3BWI
zNLXsGoFnDuHH49tCWnFHC37CarZyaHHbXSGJFTxrWKjwS9klAAFyocdtsRHTJjPT+noq5F7
GhBtaUFxwr3aqtxarlYWUl0WS667iAUEkA6zkYOeWOBgRPIxMjEzP6+3ifMKjED6RTVaabfN
F2zccJ4mzlFyHng6eOvti6ZCZVbKMZaAQdj0lLO1FOeY9ikfpPMTHoGKVjHvaeJppkwTTRwy
C6AH5cu6o3em2MVnsVlMTZNONylerRU9fadWttXCzdjCkGiNgKqTGeJEmQR+5cxPFsKOaWuH
mBqmdWvDmHykAfwqs36wvo3MpOo4Yq53VHkGTWqicOaBRIOfTVTdWNwR1/dMTE/r+nohoQgA
mhXgoTtCLQCz16lkLN1WDx66FDHOVTp1ps5LJMtXHM6DVXl9kQUqSmZ5Z1yI+0T6ndL3oN+1
y7Qg4Xq/a5iTqVqmWv5PB5lyScqdNMMjhjvfHk++nEZ6oiaNnJpWsSXLDiCIoGJKfaekuu0c
vdXmNAIcCvZcL41wXyrHndczOvU8nWweUYJVpsPM7DHLM0ZCpZtmldeb1ZpdMwuBCQgSmB59
vA2Q3NRcnqtcwHaTRj/FqqD98FddEMrssbGJzYasWBWmlfJMyE8qlnCxiYAp545j6+qskpAV
5/jV+E3dMgFr/KnqjQ6lHL5LIFlc3ZfYpWfi4vKXX3cRTdYNXfXRU7rTXB0BHEAMCA8jE+w+
lplJaAgRdRrTX9O0PJU7ksDp4d9LBvdepS+fyhaMkb3IvCLLhAdekY89l0yaWPJxC2BkgIRm
B4nguDoyXXH0pSmcBpTRy0sG47hk7NGcbUg4KwVarWloBZY1lo4EpFrlsMVr5iB6Z6p/8PRA
aBfjQm4uO0m1UXDIxuU2NFXNWMtkeSZUx9f9/rVe4/HlMdd2/mU2Ktaqxwl0J7fE88frz68b
C2vvryrwt4D276MicFQya2Y+jNu6nI0c/lMbYthUrZLFZfUqyb2U1TIzW/8AozJ4x+Of3EOB
aYgpCR4jkfUC4tueY+PHsrzWhxO1dLeGvt3UyP4vdpvjff3Uu7C42+lD09Y2DWYYqtAGbgnq
MmLj/Wfafr6CzvratMuntcYXuHOnHqZ7W6VbF1c7kl1LD8Bat45J1SeNycYdZrqxySCUf2FJ
kBRJT088TEcwvMcjmgsFgU95NPY5IWtR5RWqLcktQm23yLoOGz+lZDKbW3Xqe6UcxYxLL3dr
4LKtxtyugTu3zYCcKcGXSMH21GMzPVz088EMxD2BqlpCpqAfnUXyQqyTcQHtJHIofh7dlJZ+
QW0UHDj9Qp5BNShnb6jvXaNgMlifhJvvWWQWysoTeusuZ5mJP6TxHHHppjMIbvKl3bY0lypG
Ehg8rSb3UWOvhQQoEGBr5Og51e3YQVYFRSIe1WAbYjadZB7Bm8D8cfUgw7glMicDA8FBLiVB
4caoaPTaUcCbad9+XhrTK6pvNrA7r4mjYtNr3sniAyeEp2sjSvUsvex+4g1Wmm1ULrCMUrl9
s453LAmucTEdEBwJKGmORzHeU37ARr8r0wjynMyYhPGHOChSEcQ76eXanZTRfuO6b9OlO2zS
cTcp28M3M124lD6F7XrislkcUGt5KL0nayOSW8IcRJ7bZWlsDMQPV6zpfj4heIpCHbkQlQRr
uCaDheykc61LI8nqDQ6SIemGKSAhaRYNK3J42vryoR+dtx3jKa5iNE1bN6/rdYajclnEVrdu
vkrV+nisnk78SYpLvN7dQ5hCe3AmcB9wx1emGNDjxbp5A553NQm6Aoidl9TQUzsuZzcbHcyJ
xjeSFI+lSbDiQNBxoV036VpnjLBf2xpmcu7jlLBZPLWL1QMzteWyVGuq3XZkhrDYp4XA0+th
ivr44GJPk4P1Uz9VPnyCaQfpw1ABZrQdU4ucbXptCOn4fSY/08EhzXO3EkbpHOahCgWYwXsv
abrQv2vD+X/KKcXsu+UrTMFhApYrBa8hqK9Wsl/JwkVV2G1diylXJsmJbBSMF0B0x6vgl6fh
SOgxSPXkJc53E+/gD7E0NPg9d6umX1Bjv0rCAxgsAoFkGhIHyVAlXup+ONcK9rFzVpUm5fA2
rCbL5s5SzjfkXatrHWoaAKHuY7sikyH7SFh/xH1S3q5kdvUkNenIFFBHjrQ+b9vPxD6AaA57
CeJIBIIUoLizSRa5qNqeBrv7hRXbfJDjEITSbM/c9zmPYVkwrKYSkLY6Z+4IngoiZ9pn0eMw
FpIGtIz0x7HBjjYafPhwpldc8c+NdSfjQ+Ri6mQckgO0xqBlDopJSTIC1BcWbELIIiYjpCIn
9OfUTPkSAkAoKtZjY8BCuAK0ePDGxaEJbJiNZy+OvZ6vrN5t9dZtmBGi28hTGFEICqZTbhcw
QyRfT9PQ0rZ/Sc6QIy3zo1suP6oZC4F6Enu/nVk2/wAu4vxJ47wux5XGzkIyGdvYvHn8gAVU
ttptcdg4n/qCNZBwPtxBTH8ZmLMbHOQ1zAUAIJ91Uz5TccNlcFUEC9In5M/LbFZcFxjqdULd
db1QTcZjsiJd+uEB2pObPx565YJF1cl1zPHvMemMWG2PUk+NJ5s8zWaBuC8BQH8c/kNmdd8j
YTOX7+TdhFzaqX6pMJ0Jo3Empk0KEWFVVWYIomOmQDq+sdMcerpYWSRFgABPtrQ8WRLFKJXE
7RZO/wCFFjYPJXlPY8luGDweL2DIarttynjMZkF1cquB1+u26uyqKAmpbWVhuktn2dPFcp6u
PXmRxtAVFb86k+XIeS1ocWu79L/nQq2jwdnltp43TK+w7TmZ+7LtocXQpKb3VoK42pUpLx5S
1Jj0Nki9p5mPaPUy9u3c6w7bUO/HcHD0mlx4pf8AlVj/APa3v2JxtO5tdZWAVl71ZNeg+9Us
ZSw1oPVySKzHlXqKBbDabJEliE8xHtPrjJYn+VpUiu/oJmgGRAD+ft3UcNlVrOl+JlpxmDoT
l9lcvUcLlq+OpU2Y3Fa6usWayL7CVS5rMtek0iwiFsiMxLGxEeoMV+Qi+RoXxOg916Pfsjx/
KPO4oCmgCKfHSrJ4E8Cav5E0DMb1sWOqZzJZ0ctjtPoWchaqYjDpo3shTq5C+nGQDCG9exZH
JNExlAiQCRe3qrJyXMlDG2aNba6fnV+HgsngM8iOcVDQdBrqnaONHLN+G9Ju3WbRt2GwGpZq
b1WzQzGuXPjDjMeFWrXp44Ld6pjQvUwKsc9U14IWM9o4H3pZkSAhsautxGvu4/hRrsWJzvUl
Aa5VBHAcrpbtSpOvWqOx+S1+oOzb5hr2RI6tzNVu1Vok5oi0sbfyFHGFlIh48KiZeK5IZEuI
mPUSu8SEtY4DQfimlWgAsMQDpI1sTw7iQFv31Uv2XyL49c3DRgajsFjrmGxdHGJTXDY7msZW
H2Mpl15DBW0oxzdSahYu7iTS+QPqKC+wpiSGdHA3uSeAI7Dz4VD08jHJYWjYEAHHadSo028d
QaSI7FfM61nrx4SaOMubflNts9qrad/9A2ktLVwt10pKP2qLjrUR1l0zZOBmIkgj0ybYjd/p
+PGk488bnOajN5Ph/T4a+PhUddx1XaqlKg1gYDXmY6vkM9kbaReeNEMeL8rbpKqukkVwvwK6
lf3NkmAdtZEIR124MU+3KvOb6rAHeWNL+66fID4Ci54i8uY2r49G3lprDlsGmcfYdaaynByo
FVq82rhRKkpWoiIoKeeFwMccz6qdGX3VBxorEyWuxw5/1Cxo7+NPJPjy7473Lfdozde7hqu3
Fp6LtijkSqX7LsNUzE4ytSRTMTpHKuPuCFlAwETIz6ByWSOnbFD/AKVOlrot6PxpscY755j5
d23jeyonKj+nJ+OPIX4+7xe1btZPX6WNyFnIrx9W3Ru/uoV6UNxC2vikyTYnte0x0TIwMe0x
wv2ZEWcz1PqJt3c+NNA7Fn6c/wBJDGASUte1uFZS7Dh6y9G8eMuULPVseV3gse02IGscf3LW
qJqitk9bANgwuYMYgRiZiZifT5rh6j+xPlWTkjDYGOcD5i5NE+pKuE+L9WIczjZs30VK2Vva
3g8PQbhcNY3HOa5QRa2HYMzl8wp9XEYGg62FepWhcsYw4nq55KafVfYoNFJuUB0AA1PM1b+m
jRwJKbiGiw3EBSSToBoBqaEOx6/OObUrahltsfQy1O5RjGXc6hjsRsdGkF59Fp4tzcbnsRZr
DMqMVrmRLpmIIZH1cwlPOig/Dx0oSRjWnbEXIRxNwU0tYjtqe/utXwPk/Jfz/wBnv3Do+Hie
f7k/uX9q7PR2ersdP9Tt/wDW4+/p49R23RP6+3RF99S9QIqn/a7NVRO6uDyW/CY7KW8bdY7E
F8USuYquqzet9Vt6ryWWMjw6ssnr64UseiAHjqj6x6qiDnN3C/bU8gNa/abdnx1oP7XcpV8j
NFU3hrzUxrAdZlveVE1lxC3i4SY7on6lxHVMe3EceiGA7e2h3aoKh4Jdssbj0nUVPVJnfYz3
tSwhFY2CJprGFc9IjEDxHMl7+paVA8G0ymOy+NOxnE4hlPHWdn1LHYNzL1qf2zGZjEQKiqvu
MVNVdXJqgTSwpEAMekvaZ9COaSAXL5XE21Q/lR7HtJcGIC9gFzYEfnwqb2XP5ijsuF2aKC9W
o63ra8O9SBxaG5kTUayOEYqy1GQVZY6JA4iAJYBMRzzMRjY0xli7lcvd+VWzTSCZsibA1gbw
v7rFaXarcs3NiximANY32Lz61ZwGdamrItdaSPbYREdaXu5jnkveZ5n0Xo2lyuLwBUzp8ZZK
MqgVpOE2md9cAozEyFqT7Rl/UTxzzH/LP68evFBrU4i4Ajtp2cJvuPx3jvA5zXat3MuHFzhb
WMo/KGwNzXEfHvKhHxm1oKsZEZEZcSkiKJmOnlW6Iumc15QKvvp6zIazGZJGCTtRP+0dyULP
JmQqYvTte3jGYLFPt3duYnJY6061eokJYNt9EKJcUTqy4JGZNM9vriJ5LkokmFfUMRJ2htvf
QGSWtgbkNaFL0I1Gi9lL7lt7rXKbq4pu4fJRVcNildsx8SZj2WvHPSK+uJ6pn74iZiIiJnj3
NASl8jlb5VWqLjMhxS+HD0Bam+nJ1rRmMCq4r27dhgRJdmx7QMzMdsveZ4mePUKqWNgtX/LV
PJyaGua1mcTkMbjMNbs3sRFgErpzcyJLutsvyhMmtHCBDng5iFx/Lz9ONLSS5uvHwqxwlDWx
lUBt49tV5VnK3LeJwqMpLMdgbzHx3rKxx05jIWkhkn0SiBl02pUvqger7Q59o9SAuvGoHcoH
AGjP4R24dH2/GZB1J1xH91W8TdJa0shc5drsOl9cDKEsBDLomz744CJ4mPb1XO0vhcBr7Gr8
V/pTByWU/G1M5s3nnZMPuV/Xww2IJNbPRjfml88pKiF4ab3J6bqhdeU0CBorWUDIxP3R7eg2
Y0b4g9SqL8KNly5GTFm1qApx0Xv1pR/MFvccN5P8kNq3bEVY2u9UOjYKXVhGVqMTTwRRSYQN
n3CRieff0XjgGFp7KAyUE7mvBXcb0An5Z7GV4gsgpyXTbOe4TSi6H0cgg6ZCAmeY4j2/WZ9X
EVRssS0tIol+P8VhM18j5WQxNfJHZWVdlzOTrmVpXXifU7FWbGOyuNyFWwMT3VvSBqZESBxz
7weSBZfcv5Vwa7Xj4p+dWzMWsVrC8PTxWaw+UytapdViamBssytLHsyoCq1ktnzdkK9W5efX
YJx2kAsPjrGFiMFMxHm1BTt/CuoGeYpuTh/H8Kar8YrwB4s3GmizBknaqxWYUMwIGWPqgHUa
+Fl3CUcxxzPH/wBkTMar2nh/OjsJxbjvAPH8qZfOYFmw4rVrIWc0E41V4nJxFxeOtWTtV66a
5jcIYaCq8wUyAEPVJcFyPVHoNjwxW2v+dNhGZWNdfwtqKCP5I6fsNLUPDmMyNOvmalrCbOr5
B45Du4CsmglxYr1lHTrWIE4AzVAhDOSD3mfVuDLE+aYtKEOb8q51GCWLGgD/AKS1yHx7NKSZ
Ph3LZHbF4fG4jZ6KZQRiharja9G0wQbCgtMrMQCXK6p5kvYY9/p6YGZjW7nEJztSP03vk2bb
93400Xjv8edhyNCqvJxbrzjl5IMTFlWFfbVXkyY1E2V4rIWpDu+65mYNUxIh0xPpfk58EL7n
XWmWJ06WZoDQVW2nEpyPGmKX4rbpLMPlMRjTymYx+Rxl5jH2XvoFZKEIsZjKWMsrKWcq7G0+
qQWYrhYzMx7CAQEc6PJxno5Insd36aBERe+mzcKXFy2Qkf3WyNVSoVUJJKqnuHwqefrWcb5Q
tWHrrLqszFCuqwu60EFkW4Sw9BtNQGtVhibcgbpEoOehUdPvMIXSxt6YHAlQwnS6bu3u0Xtr
YxY0x6nIC1hG4AEFBu28xpbinIBKW+744Xr2n5vM5fJ46pYyu24Kg7M9QllEYYWZBWYqdzJm
uzjaVm1ExYlP39tfSQkMTEsJc8SysZE0ktjVLopb5dLE8lpV0/pYidLJM8N3vcC6y7Q8bruQ
tBXzJdOBFStjNeHtI1ecYG2RlM3l87apZO5RJjcerXpTMxhmOOvUQqflqgmmViIIB9549pXw
Dq+XmGR0ezFbCEBHmMi/VqbJoE1rdRyfbHR+m+n63qdRlmR5aTsERB8ioADuFzuTbqeB6Mx5
38a4TScbj6WLsX760jyVd1NOLhc3rUyTDSqwx1gx6S+4h5j2/h6lD0XqD+oPyHvaIVUAgk6D
tQDur2R97dExekfpIoXPyNqKC0MQkqVALiSOafKgFsv5g7A4FhRw2LoQGKXTWwWC28BitAyJ
M4JbKhEmCWMh9v1n349O8b7fx4nFyuJLy7suSdOd6+ddW+9M7qG0bGNDWICLu0AudCLKLUsm
d8u7hnrEtuZ3JFEyRQCLLEL5lfR96kylTI6PaeR9PY8aONqNaKxk0+TMd8jivu+VVeNqyo22
3ItWTstSdcmG8x5UYQJiUK6OrmOf1+nqz5UL5/qJp0PwSutZvfkuw2IMp8dOgYEeoQMs9iyi
eCkpniIn9fp/8PQWenoD/upj07yzlw12O/Cjn+XOEy+yeDNHr4+vDa2I8gNv5dqmDP7fTfjb
eNi05RNE2j8i0seAGSmSj1VgJvcOf8Ktz19BnIL86BTvxy8cIva5rdbP7TnH3QpZ/a6eHta/
Xzo4avV/3f7KjKIr4qveCxfWK123xPElz7xESV60npucgBVAqp4pdO6hBBEJGBXOCKUTTsXj
fiatGieA/GeVRnc746HaMlndVXm34V+2DTUYbRrNnDXKVazikzFCzRdJMQ7r5AuoukuIHiuS
eSNGyoASFTkVq+OCKUOdjlxc0EhU1BBFuXOq9h/yN2u5k8eitqut9Vnck2IymQRdyecx0ZQy
oWcUu1Nqsd3HgFiO3J8GuA6IKOZL1ccVqKS5NqILC3Ghm50jiPI361UqSF4KulPZ4xy9ssn5
FwWXxZvOlYx+CHN0xmnSuU8gnI5LoWmbNoRvwtXUwCmZgfbq+voSdgLY3t0RUXQ2FNMZxWSN
zTwC+8++v7Ia67yvt79etUbbcTrsY3XsS7sshjtzvQGRzOViwg1OivhaEqV9rRCSU3nqjkJ6
1/6eLePrdc9w099cLDkS7E8jbD/uOvu/OgH+QmD1881jNObfwOja7Xr38Rirtt7a5VtWwYA/
L5mwKkGQ2s7lP6CFAMS0556S9z9E4xcIy8q5xue88B3CqMxrdwiVrI0TwGpPaTVW13zC7QNX
1vQfF+K3nd7djGTbolgdfuYNR492Tyc1Lle+6nlcnkKMWLDVyysqosjCYhn2zPqT4o3OMj0R
ea8B3D51xuWYI2wYwe8kcARz4oSeOiV0oxX5fbHnZzGOxeB8arTTiwnIZc62UyZSyGoA4tZI
tlytnJl1kXEwqBmOft49Vk44ZtN2r7aIKk1vVHv3hojIHG/zUrVj8Y/jFX2GQ3ryf5c8j53M
t79zERhHjQZRzaLy5VauOy85d8IqGlksFalQLYGIn296Z8l8REcLWpxXROxE7KKxenMl/vZM
khfqENwV4qtvAUacN4p2jxJurtw1va7uc8cZDCXaWbxeRtLz20szTEvvdI3k1lo/ar8rlrYH
7gsh0SJdfMVjIZlN9GQBsoKiyDl76Nbiy4k3rRPJxiCCDdy6+48e2qFv+BxmzEqpgaWs6j8f
F1bkRVzCsVkctWyUxYmKDqq2paFNZuc5ZqMHu6PZgjESwi3MHnLnX91DzNbLZga23Aovd7Xr
w8l+Bczk/DGpsDP2qly3moO1r1etqWBtXeo+xj2W24urXbbbTSIkuGSXJF1SIlExEY543Tui
KhoGt6hkYRkxm+YhTp5QvLSkMyfh2zhcxYVmamx2E0cg4XY7IqYTk2K41iJuTx61g8IJbO5M
yAwxRRIyQ8+iGtZqCrfbjSkYjonkO3bQdEv48f4UyuB8ft3PwpmcXiLI0GYzyLidgbSBtGou
ziU64tbrUoNyDxq1DJR3OFT0QMDEnxMVSOaMgKEaWovjpTWPG/UYhaywEgPgnw+HvouFrdef
x6y2u6vnsdUhnkajsbsfbzK0UchW1ukwLGOpX4Yh+XxlXKMrkTmGzvNCJ5mBEiFVc5rngkCN
FTmbLyW9Hem3/jzGxwB9QFFsQ0aLxCpzoZeONWxOy4TxrbzV+phsTq7t0VlbFq0b7FTIWckn
LdgKBIlwSa68BADBCfTHRPVP3TneY3P2gl7kQfDWhceJkzIy8hrGly9hVdKJXkzxBhdUUFSM
4v4mY2pGz4I7d9Ou5DD5x1kQy1jDZAsTnaUY5xBVCar0EE/GCeRKC5Fx8h01wDua1DxBHBbg
rrcc6IzMOOABhd5HO3DgQeKFCE0seVU7bPGVrU3ajhNNYCNoOtsee7kMfmHUwvgtWx7TkMwF
Gky1n2VmAmqlNRFSskjmB65iZnFOJA58n+2oF7dwAvbmSVNC5GKYSyOH/dQm10HFxKa8gAAB
Sw/9usd2fj/MzH83w+n9nyXHxfnfufyf5Ov9t/5/kdPd5/5Oj7/R3qcUHvpV6DNL6cj3/wAV
qsbXQubzm/3hK5yfzNdwt5ROt0q1qwsqE12EpjWVgJiGL6OoYn3HogZ9VRpE3abBTXpg6aTf
qrRxHKqF5RorxO44wq/US517XmqJ3bsxD01QrWVtjohbJr2lGJRxxzHHv6shJczxNV5A2yAD
RB8r/GqXbxYyFixNKUjIdYnPsqOniDIB5GYNpnEzxERETHq0HlVV0XhU9ru15rTMnXyOFuAU
hXJD6l2onI0LtR4xL6d2u8YmxTKYj+mUz0zHMFHqL42yN2u/lU4pXwuDmIqd4I5EcquWzeRM
pttVAxr+kYGwlArm/gdcXi8iyJfLYHuDYmvEkUQX8sfw9VshEZUFxXmVq2bJdMAC2NpA1a1D
4pVAx/XSvFZfZ6rgsRYmy0zF5MLghOH+8hASccDxPtHq3UINKHFivGpDV8o6uzJvKFzZLIyY
Oa9gSLD7sn9wMEC9p+sjMe/09eNdY4hSNVpw/FWcwZ6tj6GSoxcJ+3bLDa1mFxjrVi/rdZ6K
D0Iam1M2XKCYOTj3iOP19Aztf6hcNdo+dN8WWP0WskC+d2uhVunO5r1eeUYVXjOri6KnY+2G
4JyM1Ic62MRYxOSrSRS9jLRwUVAWsiMpgIGOIiPXsXe6cuNxtT41zO9P9L6bVDt6prwP5UuL
9XZmqVKtXQy462XUCEKXZeJgkWqEQTzZhJCc8nx0j08FPtPo9QFWle1UDVWhlYoKq1AmUJiy
h1hRSMKPmUWCWYSEiUkcfpPPE8eu0M7cmpWpJHRlLtKjYvOFF2BhUQTxQkAGIbM1zf2YAFjP
MDPHtxx+nr2leCuOtGTEeMG7Fjc7ktbs5DLI1mwJGS8ZWwOPuQtwiSsM7IWxmy1a462dddAq
CeTKCIYmsyhpDXWJogY5ka5zFO3sQHu9hURWUjB5HD2Cfd7Vy5iNrhccKsUq9rNvTZw96smX
KRfU/Fn7zMDISMzEcx6ku5rh3j4VXtEbwToUPx0+FNyWt41uz7lnmDSvFZzew2qYWAmbtMKO
Rkpcsqwo6BCGz1GRs4IoiIjj0FuIja3Sw+VHPa31XvshJI52NKV5XyeQyG/b8FBN3IVbefho
yAm6qcMp1IiRaKg6zKR+2PePaePp6LhtE0HUCl2S7dM5y+UmhjR1TPPvy9uCyPx1cjY6R6ZC
WdQB2hKYYUmS5j7Y/T9PVijnVH9JA1q9K0Ha8k7qTrRu64lc2JUlYGIRIKSK+roGVwMdXEzP
6z64XsGpqGx50Bol4rwZsFymisNWcW6wxZGaFwbVK6wXIlXPp5a1nV0mJwJRxHHt6rdPG261
NmPM9wCG9NpoOi1PHmnZehUC0r9zvKtvl7FlLjqiNeJMAATAx454mZiJKfQM0olI7KZshdjw
uUEL+FHDHzkIpYF68qFHG/H7NxJq5J7SOuQSL44hC5WXEl90xxH+voU7UIIV6lKcY+702uDt
sae/Sv2/mcF/cDAze4UX4bHY9w46vazaDmkmbDjcjtIICGBk+kogIKZmCn6R6q2PEaxsSQm6
Duo4vh9RJpFjDbKdKjch5J8UYbIVGll6EtIXB0Vv6hmuAMu4DbLKSugCZP3FMc8cRPoV2Nny
BADtUa2+F64ZunRP3Fzd6EWCr4lAE+OgrgV+V3i3W8Vcs4/Dvv2F91FSz8pQJlrDMert01tB
y5kYIgMw4+knyU8ef0fLmla57wGpfj/KoRdYw4YXNawk7tfFfdQh2v8AMe6zGZD9sLA0nNqN
BZWbVWLbe+1Qyyulli5ZhkCfPSKueA5iPb0dB0WCJu15JCfhQ+T1p8jy9uwOB/FV41c9+8v4
Oh4q8bb9ORooRt069mMstbqx5Sw/D211rc2Vdc2DrneoWgMDGXdYjzAx7+lUWIX5c2MAVjBD
dUG4LbtQjS1ad3UYoumQZkjhslLS7TcUKFeJuCEN9Kzs8ueUW7JkrZ4G8FqhfKpk7Saa2gFF
lcLCIqGILECBK+iZMeBmZmZ955lziYYYGiVQ5oS/Gstk9RfJM79KQYyS6y207NLa6UCCyuVv
dtQExsjzAAtZOYXUwiiZme4RFJHxM/r7emYijjWlL8nJm8ik11fA2a+Vaj2crYY4wVWozDpl
jmcQC0VR5JjT9ogRGSmeI459d3RtJ0Fc9LLlIYjyToL37hUWWIsdt5sNSTryEMQyTF3Bt7Jc
BIfzKZxBDMxMc/T2n1Y2QcFK1UWmNd2o99W7WMJVXn9VP+hem2+tNilb7UVjN7bK4hhu6ULr
rBYkXXMxx7z7euOeS13Cqw8ucGoLmiTgvGFHIui9drEc2bbmBXi+gEtiWWWtSsVz9naWqemJ
mJIYjiJ5iJ4XAVNkZcPNamf/ABECrVzG6VaKkVYq6fkxHpAVuf3trrKKH2YXDnQla/6fXJQI
xwMRMz6DzR/aXjuFE4bv7pA4NcnvTWmA8vwQeJcbWemZflNqxVKrEsJMMErwOOCEVzFpBKrH
BB9feCj3H1XhfWU4flUspREA4XKJ76jKyqlXysyLVR82kaBWrXnWQO1DxyzatUBGXKkpFiKk
x1wU+0/zR7eulXY6ghPUPwrgRs/mBXYnv7/nXl+PKUYTRM9lqIL7dvZd4hgWjU6tTU3JVKSL
qkNsqfFqslECrqIog55mOY5iGajpQw8h+NEYBEcBe3Ql2uguL661KZHV9F1/VLuW1DV8MrYM
xr/OTJdVijdaKu60NhYRJqrNYwoIpHqgzjj+HHo3zOm2yOOwOtXJGQMg3QtHqFt+/wDCjNqm
Qo4vT8pslYKlmyS8fkMXVi4aCyOYydRGGpqsIsdbseVrKKiIA5iDAvaYiPVcjHOe2I6XB7AC
p+FFQlrIjI1F4X4onherjpOsxouJy93JXazclXoHRXlbbAJKNr2CZs57LHcQ4LFUq9cuP+oI
n3OmYIemZ7I4zvDWi2v/AIRpVsERiaXEjemvDcdaV/x5peo+bdw8gbbsSKeewOo4qvr2lV77
SbiIhWYyWOZkiXdgazu/co2XJlnMDH3SPPEei8iV8DGNbZzip+FCQQxZkj3yXa0I1dNdb93G
nW/HnxQeP8dY/NX6QKNVmhiJdLl/HW6piCyKMdVe5qnSvG1WtYULGK4QcRHJTESBmzudKWt+
m/t404wYYxGC767e3heojO3vjUdlxmCwWPZdBdXJa2irJQzNqbERYZDkkFKstNixEEJRMkHS
znpmfUgrtjpCU0d2e38Km53leyNo3WI5mlnt5DybSrsyGPRiq9c8hTpY8ctQyVPHn0VLcWal
ezjotOBYW6xD2hWUC3jrOY5OCiIHHaVLgOY/HspeXZLRvaAipdU42t28P50StcubKrUc/kNj
zGLm8mhasUMdrQrsUsY9VLu9qtnLNts3yt2FcQUpaBdcSsuJ+4Z4Z6zWxtKLdePgnCi4zL6D
jI4KAUA4eK3Xx7KAmmI2PILz+N1neMfrlfPMTdbiNv1xhpr03LvWpxGGzzqt1aKiYWZyX9Aa
wzwsp+ssn7QQXtJ28QfDSgIRIQ5rHhu66EcL2Bv+CUwOFs7dhNeO2/yrqVvvUlKx51q0RRxq
6qmMP4CP23+lZPp6Vj1hJlMR25mY9DubG9/+07W99e+9Ht9VrFEjSD7h8KE+yePN/wB7ylyv
e37SVKyFSvRyz64VzuSjHgeTpqzcV0OvqRVhocjA9sD4ieJLmb2yxRtsx9tPG1ltVL8aaZxD
nsQ6/O/Gqrb8TY/WE57VUblas7fsk0Bz+OsYzJ0MfkIimgDxa8pUn4n7UbKvcERGAlfQJnMR
PrvrbkkLP7YUgqPlrXDith3RB5MrkUIUNtF5V26T4+ymTpRRubzjZxnbci2l1K7YThhQxIPh
NwcsCqMQiVQlhcQueSkOQn1TNM1jlDCXfOpY8L3+V0gDeNtPFbcK7Ml4mwmv0HW8rvfeT8xF
qJxuCc+pFJahdbWqIybaz8u6oMwvvz24k4KY9/VYyZJHbWxpbifdw07qtdiRRN3SSceDVt79
e+1EP8m8TZ8pu1rK6WCKhZGsBJyGOb8KhiW5FU5HvvwzWtmIAwXPUH2gYzERH19CYDv04eyX
UeKpbWrurRuyix0CIRryW+lDrUhwnjfD+Q7gbLsG67KCKdejlNwyjLWXyhljfkZPHU0mmIoY
2SauErRxJGJTyUx7WPa+Z0bS0NjUkoLC9j2mg4jHjMlc17nzIAC43NrjsHKo/wDa9O6Or+3M
dx/a/wDc/R8x/R3e/wBro7nyuP2zr/qfw6/s+vqay/6j9Se3b/OqNkP+gfRu1P56ce+1KloP
j7PUHFayOu33mGNijUaBUGoSGHY6UtVYfDgYpanRJDETBSP8v6xbJMwjyuGvzoHHxZh5nsJt
2Jah7vGjXdjy683SFrqdbHTWcjINVWvrcBvcDKyBUsrVZbSiJKRAZ7n29Ue/q6KQNG086oli
L3bxoBxsf40Mreu5zoYFqmnuGEVwCLtJRCawEehkQcRAfbEyU8RMx78z6vD28DQxa7jrVcHV
ti56Qw1uWQa1tAFiyYM/cOSGZEobAzxxz1RH6+pb2cxUQx3K9WmprWxBVk14TIkg57c9OOsG
AtUcQxUtiD9g5+g+8ce/tPqJe1bkLUwx6KAU7q5MhreSWvHW4p3BKw0YlJ0rC5HhoisoJgdD
VuZ/D3iI9/b10OBUKK4WuCFDeoYcblcPeyK7VM6SnOtSHyYAZ4giCZVzLBOBJg9fH+nv68oO
lQIcCVFNJ45dFLB4GLdKrlUVt2qZVdrGqK3cShmGZj8pFggNi1wghX0rPoki4keYiZgaYFzi
RbyJ8VFMccpG1QCA9ba6IaZ294lx/lLNYjSsjdr4pF0aOYyNwyDHhX+Gd9lbGw53RJE0ftOe
4E9J8xHMegG5JgYZQpSw/Om/6EZczcYkNBAJOia2pdcz4sy+u7L2taKzUSastjKrU0MjlGWk
1ZJcgFpgLQS7nsJkJT9Ijj6+jmTtexXotuIFJ5cR8cu2NUuAilU/Oq/W/HHZJxbnPi3AA5ky
m1Qr0yhLWSxzTN+Q5UQSPsJB1TE8+3qX6yJUUe+o/wDG5GwuIIvxCfjXmX4u7HYTi7qLFSBC
9aGFMyFWHRVgGMYblphkk1sK/p9H0mY6uI5n1z9dCChXTka6OmTlu6yLzC0cvHX433cpl9dw
4Zu7N6izLEtlVedf8YmEqySa9SjDF2etJv7xgoisQMRMSIxEjz9RjiYZHDy25D5+GtGYnSZZ
5Gwtd5vN/qt7gV48LpRJ2z8c9fwOzfvVZi7lUwUEzZXVx7ohli3ZmZqWrWOPmOtpcmtYjMxM
+/EeoQ5/qNLR9XifiAatyOlejJu/o8AePAkdvAVz5DXNdbkrgZbMVq102MXaj+4sfZ+exoBY
U8zxdm13nw5k9YHyTCgY9+PeQmdsGwW/7Tb3gVS/Gb6hEjgHf9wK+4m/ZVNyuB8VYbIorZJk
u+KqrJiNO9bhDHf7chsg6a4CZTPI89I9U+5epCTIexYxr7dtCSY2HC/ZKTw52+XtxrjVvHir
XrFtCGKb7yCqq169XWMrkphgPs2LR94YiY6Q5455554j1z08t4BsPf8AwqsSdPiLgNzuQRvv
W9/ZaqWR8/axj+gaOIivTUbRh7ba++xLTnuwNWrXUHTExxHMxzEf68+rxivIV7vNQ7syMFI2
I3437kqjZX8m69e187H4rHheBLFIttqgZHWlotitDLVly+iTCS9x9p+kc/SbcUbdriUqH6t5
fvY0buaUa/FHlB/kvVtne7t9zD2cYguiFitfzlNdKg7K1qkQ+P7cRM88xMz6omhbE4beNXia
SWEh4QgBKjfyEyWWp4jSa2NcSYZQddkoCWCVmuxPZl0xBrBQDzPHEzMzzPtHqzDa0hziLqas
yS4Rsa022rQCdo/kvIYzHbC42U8RdGuqcnkcgx1VFa7I/DNyqUvNCbPMSEmoeSn/AEmfVxki
B2BN3KqvRyHtD7hh4m4r17J4vUNPF1qG43No2fJNYtGD1zC2rdhYgZic2rN16woo6o6v+lJc
T7yMRPFXrlSXN2xjiSKkccENYx5fO5bAE/lVm0zwfoOv07+d87bnbOvjqti4Pj/XcshORZP3
hVi5dYxUcssBAyCBD39+50+8hS5s8jhHhsFz9TtPdTXG6RjQRum6nIm0L6bSN3K5Pby76qeY
8lt2g16Z4t0nFeL/AB5bt08Rl8thMRXyGy3aDrKVPdk9kahd2Zd09XYW4JZMcEyQkvRbISwb
5XF8qcdPAUvdk/qH+jixiPHJAJAVydrtfBezSo3xH4dpbxvuya/t1zOVddpa1tN3EZ0U9Lbt
ilkKlPG2FCcuUUydnvOUJT90SMzxzPoHqedNiwMfjND5nStaW94JPytWi+2Pt2HqufLD1J74
sBmPI8SIUJaQAmvEqQPGi1nPEmmab4u8gYfVc63LZxFKrlMpl81ilUb9qkqvkUXsRi/itNta
jWsAsmA3qBlgQLq+2PSaDPzp+pRZGVGG46Oa0NcoDiWlrnA6uIVE0aTat3L9qdO6f0HNxenZ
AdmxgSPe9iOfGA9r449pJa3cm7d5S8NuqCkwxB38e0V0GPWwb6lGCRKxXZxZhcviSH7B6Ykh
6ZiZj6zPrUyOBUu0Le46aV80x4nNT0V3CQC3mGqL80+Jq5ZhWyKbWKliMpVuY8/lTZqpsrib
gCps2Fkdcbamccf054jniYIon3rgDXK5zgWnu09uNXdQ9aFwayN7Ht4gEBbcwoPZzQqRX5V8
f71sahypYKzZB7mKY2EiNkr8sUXbty1guDuNsjPMxxwUce0z6ufLDCdpcAUXw9hSj9PlZTDM
GEhUJTjbX31fdX8K79GS1Cza1y+yid2jcsgiuxluKla4fcgAUDohjVTEh1cfaUTMfXit2XAW
uRwUdtVs6dmB7C6N+117DhTe4PwbsGPrYj5eNyVWLEXbdgVhUOOspdIpCbAFFdJoKf6jIiRP
6DBeqP1sLnIHAlfyq52HPGxXNICLp2mpDwZ4z2rQ8ps9/M4S3jk3dTsUBuNdUshaaexWMjMD
NQzFcxSBZFz7R7fx9dyJ4pYkY4E7hVcME0L9z2kKw314rRE8gUL+y6n4/wAPFB2Rrf3/AErr
mIrnaHHDWXYBVm7CuWpqkdiRI4kOI+s+/r2JtZvPFPilSlc+VrGa3/HjXHVzOOv+UtkXkjwe
tXXwnFU8tl8h0UO5iK7TXj0T1AkXO64ZCmzEnPPvHERMywsxmlquGqDW/Guh3qZJ3bWHRSbW
4fKi/wCMtJxusalldYm/+5Jc7YbAZkE0LGNuxdvNu2uUgi4tJLd0AMqYIwIF1fr6AyJXPmEi
IbW401xYGRwuiJUHdexBv4/OqO3Vb+XrHRwFSjerUMihtnIYs+7WrYxVewYKNGOzFblshCxj
7P5YmY6Z44LbLGx256hxHH+VCei9wIjALQdRy8DV38aFr2wYzSXOtU1XVYpdhuMrPt2MdZ2D
D3LuOxp9D19BqH5gGtEvE1sCJjkpjmM25j3IChdr2EKflqlXY/pvDbgFNL6gn8+dX/yZTp42
m7XMIpjr1qri9Yw8Q6E1cvvG53DDIv8AhLXVWX7QiWtKenoEF8FEjxI9gO5JD2k8w1unvomW
NoBjbqUA7XH2Wq3+M3iurivDu9ZO1arVwuY/XsTQj4rjAosKzmZ5FZixDLExl4JkczERMDHu
XPqOdKTkMa3gfyH4VLp+IGQP3Ijmp2cT+NG7C5rZKGiIqllrDEYPXK+Kx2NrUiHH10nifiMW
KAky7dVYgwuuCc2SkJ94jgVwH6i4uXc+2r2CRkCLZrUQC2ldOi4a1mdc1urTAX2uj4HT9iAe
uib6wEUd+DCHJSMBBsn7uI49V5L9sribNVavxgXRtHHShNvXjPJbFi0YO/ev61QrZ7L2xnFI
ULHiq9dgagMU4fjEZTIka5P2KPqXMerIskRPLwA5xaNe4VXLjGZgYSWtDibDvpScd4j8/wCm
eRM7i8FrGaboWQjqp5+7ltfB37eONWQFYqXchVaTqeT6QKSTByAQXH0n0zGbiysBlI3jsOvu
pUMPqEM7mMY70DoVGicQTzqb1y75uo66/Udj8WucNLJ/AsXBsYh9j4KrPTDaPazHLWKY0iSx
UDwMjMTMz6n/AOmc/wBVr0JHh7d9djOY2MxPjNj2fnRSqaXnE4Prp4DDsrXE0WMY2/d+PXtR
lK85FyIG/NLH2shiQ7JJnogx4XJzEF68Zo96Fx3d2oS3C4BvRjI3iNQAhT534oLUa8Xq2uaz
h+jE0TwbI4XduX0LfkLK4n5EFPEWpuDCi6VAEyIrgR54DiAJJ5HSISHN1tp/CmLIomMVoLea
0sfl3yRi8Znq2Ow+gZ3e9hJDsi12BtYe8iiCAbWsFYCrPUhnHDSCOg0zA8Tz7+i4GPLNznBs
eiIfx9jS/MyY2v2xxukk1UFpA93sKCuI8rUcfSyeJjwvuLHZCRVfRNug2u3Gmqz+4qZVnuk1
r1WPeBLrOSKDL2j1a6JznB28IOz3caBZltYxzPRepN7jTjXNj96s5pE6lhvGOwYrEWqjqtX+
hRrVosWuxWTauw+1JQysxRxLhnlcFMdJRER6kY9p9RzlcPZP4V6OZ0jfTZG4N8AL8Tf40+2v
YS4dHFUn0QkEop1kWfjLgGPUpSoWvvOlpshYxHEe5czx9ePSCWQbnEG5NaWCKQsaHNtYApVB
2HX8DgcltU2qJMpupsyFmymqlajYmBO4NmYZNkmtLpkYmImBGeJ9+PV0ckkjWIfMqflQU8UU
Mkm5vk2rp71pQv7xtd743wKXV/dn9n9v4mZ/9N8H92/ZOPm//Vftf1e3/Lz+n6emnpjn/SvD
36aUg9YqiD6tuh0RU76UfEef9ppAXcvllK5x0JDNIq3DlyxkVMa4Oxaly+YGCI5iRmfVjsSM
8EPZQTc7IZqV770QKXn3GvCWW6NL5MGqZX8jM16pQQDDe3C23i6TsckY9ccBHSPtPHqv9KRo
SnhV4zwQrmjd4/mfa1dBeZNXyVlbrOGpKTE/eK7NOy5kl1xLZVkcWMtjpiI6ZKJ9vefpPrn6
d7QgJX25Gu/rInFS0J4fiKv+C8sePbViwuriaVVPb4Fd5WtrcQTZiVixzbVfgldUcsierj29
VPgmAuT8aJjy8Uk7WgDtDefOiXgfJviYK00mYSiA/wBUnnK9UEfkDMNcY9WzrGJkS4jqj394
46vb0O+DJVQ4/H8qNiy+nhu1zAv/AIf/ALqqlk9n8SXMnDSxlVKlBDvjWLusV6zJKYT21oHN
uiWf055Ofb7pn9fVzY8lrUX5/lQskmA6TcGgDkrU/wDermv+VPFGJoMMdcxJW1dI0Q7+o26s
RJtN02HivIPa5kgH2x9vT/N66IMgm7in/i/hXHZeExtmN3cPpPvsaoeF884YaeSt25qY7INi
IW7G2UY4q6VFZOkDBxesSEmmZiC7fBzz7lMz7WOxXKALjtv8zQ8ee0BxcgeeSBOWjaayr5yD
B79q2PWOOzC9hwKRVYsLWwbjejIsNTGuMO0FsrCmAch1dyY549ohf+jLoXOKhHflTodU9LKY
Go4OYL9t/moNLJ5U8/1cZs9nE42rexDMNbtitRY9toH0bq2P7pRcyyqneKX9HMVFfyczPV7+
mEGL5FcVJHt7KaTZfUB6iRgt2k8Fsb8SnHkKosfldlRxg0OHriGNZ3KScHVJ09S+iLK34q8Q
SsRLoJTYLpORKfb3s/Qx7t2p8fzqn/lJtmwA+AA99vxof2/yC3TLONDNgzRVzE+zUTddXATW
EzX6Bxq6nT0kATMj0zMRxPMc83DGhbfaF7qGdmZRHmc4N707tEr3r8qeQ2OoPwobQGTQYD36
6czba5yuHlMubYlbCiIiYjp5hftPMc899GIBHAJ4VwZORZzSQ7xXnVbzvnTbMwtir1tzzYUs
F4Kp1GoYQkDAQaluJIFBT1QMjzP1+kcTbEwaAVx088w8zr1W375tVaWU6r7zO8tVg2d+0bSl
4wYsGF8dHVM8jMfx9p9/U0al0qgbiLuKrUXtWW2StfXXusyiSfSp3RXlIsFaYu6kWiyflR3C
S6J5D24kePXm7TcJXBEDd6r21TxZkbLIQvvm0p5FSw6SmY+nSAQM8x/p6lapbImhUCU3mq/j
blMjquAy2xbANe1n1G7H4phXpCopiysLG0+sm1yxoJnqiIERkwjq5niA35TQ9zWgnbrpRAwX
PDZCQ3doEPbew4/lQZ3bxxbwu03tWoKUNKjlk1IyNmwU2AG0Ado7lVTHnXVPXMjwBFIdMzzM
+r2SBzA/sodzfRmLHE7ha9qbH8W9dv4LTPIi7yWqc/Ia+8O4pqhJJVLvamIYsZ5nrmZ/04/X
0LluBc08KIi3PieUI0px6mH13JYyhdy2BpZfI49Yjjn3+vtU12Kyps96BmRtI5GJ7cj9f+M+
l5klaSGOIbdU9rU3xo4HQ7pGbpAiKUAUXXn3VCUm0kVcpiNeOtMkarBvUK7KMS5hukoTS6ez
FdZAQiAwHRx0xxEcRyTcokkXu5+NEwAAOjgQ8V1A14UA9z3m23Lt1jU0pwhnWbWuZmn2Kore
unYi7em+9P8ATrzBz9gj8nq5geJ/qDY2FierKS7iB8gnsKAM8geYYA1purtOalfw1+dKPjtV
tbHaK9s+01Wyq+aU4qw62feFb5B7usQg1izjqk4nrmJ+6Zn6shsbpolLA1015ySV/H8ffRK2
XLEi3jtYx+FrUquJtVYD9jNDKNwajZmbsMrEa7jCjqIinlhdPHHPqUbBs8xUn8aIkyA14ZGC
1jTw0txtUdp9rdcfsOSsYfB5HMsZiLeMbFS2+lSqVcllKXy3BainaqNkQUMGmRiOiZKI5Ao9
TETCR5R9Si11AsfD+HGqjn5Aa/a96entJa4gbS4KOR3AaW5pap2zrXk2zseDxlqjUxSrg10w
GRVZ2BOTfWq98st2FRXLLLurCWrW0V1yIJCRIh900/6WNs8jnE+mSrlQA28q3QhUW5C1vcAd
dfJ0/GEQjbktYWxuaXF7SpbKGEtL2OAJAsx5CIa4L+O/IrDZPYauuTTt4nVMlCIsVdUwFQQr
RMuTZiqeJY1ANUxbHr6yNXcHriI5n0NDkdImx2umJa+VuheVudAVvcICNUKU7z8P74wupTx4
TWviwZx5m47G7doO17m+mdoQgua4naS1bpUD/cH5SL7gTt1vHQFn49mu7M63ipW9oQ8Rs1LB
VjkIT0kJSEiMdPE89Po+HH6U4LHGCoTQ6X08VrNdQ6r96MembkStc1+4jc0AOQatsvlDSAhG
hAVKvHjrZ/IGoZbIW9+yH71mdhpV1UMgnNYrYrKhovar49llK1ar45i+ue2TImemZ49un0Pl
Mx8kbIAQ1jioILdfnVMMvUOmrNnu3yzsG0h7JCA1RdC4NIWyhUXsojryG++Qc/gMrit+jQMI
h/wslRZnkas/NpRbIe5jHjWCgw64T9swiCWJ+8lz7ejigxoix7PUfqu3cluPH40smyczOnEs
cvossE37FQ8EAFu6y8a9e46z+XWKi3bxvkBmX14bdolWcRmal62umxklXJxjiF2LDQp9EmQS
UEXMjEe/oiF2A94aGBsicQlK8qPqjWFznl0RJFivHidal/xpze75Ju8Htu85LYRbhKnwcbds
WLFNMssyZXh6hEQtmKjAg6ImRmSn3n2vyo2NjBa0ArwFCY8sj1D3LbiSaJPkrL7biMFolrWM
4eINGdy9rJVhSb6WbxdGgNmxQvyvqlC2Kk+hkxPSXH6TzEcdrXbtwUVyaSRjW7DrUBubG4T+
8MvnaQXaubdRuUKqYTYFLTxSlLY2q2VSJqPqHqieWdc/p6uiO4Na03Gtcc96udINT7Wo0+BY
rn4b12m6DqIva7cK2SZZTNFTJXbzOANTiaiGJsTBRHTMfp78el2XbJLhruHwSnnTyDhhugLS
viaP2v4PCYFM0aWOw2JGURZJtOumm68JVxT3ZQVeqq2XaPjuFzPIzyUx7+hXvfIVJJpi1jIx
tAaLe/8AOo3XqB4/M42lXXSXi8Xn80WTt16Ta65VFRebwY04UmbDDsCawmRWAEfXHPT7yU8B
zdyneWhO9UNDMZtkDQmwOK/MVJDUtZbyluFgcoNml4v0K1m7Vq01g17/AJR3etdTjMcjvjCO
9jcGwC6Q+6SuCftz1+uk7YWtS8jwP/A03+Pyq9jd07ivljaq83O0A8PnU5rzyo+EtlwlNz0P
u59+FXXYSEuWrCppaiVuWIt9CVieFM/eBmJ4KT4iZiMhDs5ruAC+9XfjRDU/SPa03JT3WX4V
W8jmE6louWu2btpjsTRzTuwm+KoFVK/bKC7ldDbUz2URImMkuZDqj7OfXWtMmSDYAp8qpc9s
cBJJ3AHjy8Fqo655Fs1NDw2STlM3WbZu5jj9xr1py9ds2otsVfFY1pFnAfQY6pgurguOfU5I
N05BAQAflaqYsjbjh4JBJOuvO9e3S/L2LyzVYK0vIWrOSrZnJzkbRIWomryJR0Vq3a7jaTht
gKTkgEy94kigo9VT4rm/3AgAICeFXYuax5EbgS4glfH+NSBeRsRKX5FGxCut0A0ZXXahyl1e
QbWfTcZWFEJDEEIAXPMRHvMc+GK9QC29WHLYhcHW7vgapFPOv2Pem2mmbMLUq1MhSizdSNX5
TUO+LaWuuyLQdJi9bQYUdXPvETxyXt9KDaPrOtCiT1MjcfoRQuntrRgXseDQvIqtXgp1MfTJ
l5tJvYqoeKwZIMKSSqLUwyOAIuopn6c8+hC2UoWjU8df5Uc2WJCCUAHDT+dUy75CwzGjTxRD
eBaOG917HuWPBmKUdiXLbKWwEOEOIXBczMjPqfoyC7indVTsuMHYy49uXxpLtg2nEWvJmYym
MbXxdtlfHjeGuNqu9TpWurYqn1WEoITg5ODCJGBH9OZ9MmMcIQ11wFpRJK05DnNQG2lSGMz2
OrXGHlb/ACguoltxj5b22gLgqKIVDNhocLjq6ZmT6o54j3iLmuIRov211krdyvKBP5UbNA2r
WauOsXrmTwrsWqbDm48ZP56uOh7WEyxVSy0TXFBkqOAXPPM/dxIWQyQna0O3HjTbCngjbukL
Szlx/j3UW2+WdTs0QfUyCgQLYOKhzKTcw0DZ64WtjCmV1zieQ+3qn69UegP0kocjhemT+pYp
Z5SEXTTtpctr8p66ylmEpyMHcN0pQV/NW3QuJtV2MKFLIDaKzVHSiCKCgCiYiJn0wjxnghRb
sHt76z+RmxuDtpO5eJJ4j2Sg3/Ytvt9f9+0+5z/f3c7Tef3v5XY+f1dfHy/i/wBL/wA3T9vT
z7eivVC/Qf8AT4UB6Z/+oF+vjr+f8qS7UtC1i9k7tLYszdwmPTcYNa47F5CxXcS5MkjE1Fzb
iTVESX9KYmOJ5iJ5i98jg1WhXJS+NjHuSV20c0J+VH7EeJPEtq4qKl3FXaRUyh1mcjlVmQu6
mrurr30dE2AhZBMTxwUxPEe8wMZpk0K+FHMxcZx+ppamqn8RUdlvDvjZy2JwWaxFmw6C+G9G
VyVdoS2a5BBLW+9UZNdhMiIGI7n0459462eZVe0gVx+Lj6RvaT3ns7xVlxv43eJrOJZau+YT
phTrCzLMGtPRRuyJLOmEzWebFjZ45PrjqgZ+2Jj2rdmZAdtbETyvRMfTcMs3OyAEF7Gx5e/j
8K78d+N/45M1izmrv5FAm2tNxq61dgiMNS5qEi0LGLFkx9iyZIEXT3hgeqerprdm5wlDG45L
V1t+dXx9L6SccyyZjRIhQIdb209/ePCjI8I+HThJv8vMmg7umPxpTJQlHQbCJ5Y/o6mRzA//
AHXETEeiDk5CWjvS8YeEqunG3u/hXifhnw+ugzMM3fPzhbFvI0cTZGa7nusJMhxwXKQJXbTN
oFyUkKyiRnn29ue+vkE7dg3WX8aicXDAMhkd6alLBexRreoN3jPwjg7bK+4b5dxVgsRRtxil
V8jYcw3RBsuKsLQxX+6mJgVHwQxH0+kx31cgj+2xQuqioiDFb/uyFpQWDSTUBsGHx2YBr9P3
tObq6w2DwKq2Byi87Xxaq8TR/c7rlKqjCyqgriJb1FycxEdURYxzh9bEXW4TwqmRsZUwv3Ib
eUqnbVQmkNp1HLbs3L3MBaylVh2RrqbloxQ1ymSS10KTaMk89IcewxE8xMjHqxSAQxNwHhVI
u4GRdi+KUbsTR/G4qs36uJ2DIiQtR2pwVhjVgcpg7Aw6wKRsY+SiCmJOJg//ADcehycwlPKP
Gjm/oEVZD4fx4UW/Hifx7pX6FOlXyysoFqLWKZncRiKyGWCZ2ZnKWxFjVANU2fZE9JRyJDPP
qiYZyKjdiXQlfDxorG/4sOAPqeoDbcAir/V2ItH3XNo8cnepJrV2OqpfeCxVxVeoEd2LIjdV
jEWB+O0rKEHK+4ErAeBkuCmPQcsWYY3IRuIsq8rKl7cUK0zgyOnCVqtJaCVDQOd9oNrpZQg0
rkyVj8eySqrjPFu5kmlk7taX28dgxFmN7wkgKk1qTFS2OTlxdRwZR0hxETzVGzrW4mabHu0I
AHa8SVPuoiR/2yWgQ42WQHFVczTgAg/nVywvkvw/jmTjbfivyBLotBjMa2nVxJJQhCnV1Wr7
G9i3XAa4jChYqCiI5KYiPcbKw+tSAOgycdvEqHX0sEJ4qvwozD6h9tQOIyMHLdwCObaxuVAu
AiDxPb2bLmfArtewlbBeIt8HdV5Jh7ZmsjmdddRbgZTM02VKS6lWwDK1hZEywbTmIPt9AjEM
kfGh+4m5ckmXl4rsItSNrWOBD14kuNk4DjdeFczcj7Vkxo4sLp+W3LDle5z2lWoV0A48U0se
dRFbPeDwwsY2j+PVXIZpeXeDs5d3uhXKygSc1NZuMq4u6CDetwT1wyJmFlPTyXEd/SfcJyzM
/qLW4paEjECobKdxcpuDYiy9lSbm/aYxhDH0hzsgOKvdkot7Da1pAsQvNF7K6W7V8bDXcarx
BgExcViqdZpbPftvwhVLoWG2kqqYUYWWRoVxSYf/AC+OqIjq4g048rpWSnKd5S4kBgAcoQAq
f6SVCa6UIcmEROibgsG4MA85JYQ5SQjdXNCHlr2VTcRq+e2rZAr0PG2At5HJOi0mX4/bsy99
sxQNRy66kVGSpAL6OY4mYGJ4ifeJZGTDjQGSXILY26lWNTncnU1VBhTZWUGR4rHSPKhRI5V0
KACw0qw08LkcbhtnVk6eKpH3qkIRjcXexRqAZZBKcm7euGYqKeAmYXMe/MT7erWStka1zHFz
eag/EAUFmY742ObIxrCOTS3lwJPhpXfVymKjHOxWQw+QyVSwqsLJRbfSjqCutTgmURLGJZxP
tzET9eP42sIadzgC7voRsgaz0yHFll4aCpTF3tJxsqXX0HIdqBkJic5c62D0yET3JQc8gqZG
Ornjn9PUnSRuXe0HxNXxT+mgja4D27K/LOp+GczYVbveH7ViyShS9g7VmkQ6BkGLLpSHCjgw
mJ4jgxn35/Wo5IaCGgJ41d6UEpBdGS49qfh/OuC34r/G+y6oSfAORVYS+Dsvft+wMmz1kZui
vPaL48uMoiOJnpHn29/XRmkNTy++p/pcRxQQuVeZ9kqRHSPBNCwz4Pg20iLEBESG7bMfIxx8
jq6xNcNY4YLqAA6YjpiPrM8/XPIvtt7c/wA69+kxmuVsT79p/KpOn4+/G+ujrn8d7Useuwu0
SfI281xsg3pAwsKS+EmkwIokZH3gp9+J49S/XyObt8qghD7fC9dbi40HmbE4bmuBubg2IPME
WIq9pteIK4omv4DcVikua9V7d22Z81sfNVlEKa5OrJDHxGmvmCiOCj7YmPcYyqDE7aYHOJLe
Bcbqb3ve4pxD1PJhmbmxB4zY4hEyQXcyINLAxhLSWNDSQjSNSdb17EZPxhQtvZS8FKrDYlbL
iY2XNTFiyFRVOSsNip3rBtr1lCZFMycBHVzPMzQ+PHewRlke0WGvNbXtcnSj4/ujrcM8mSyW
YZDzuefL5nbBGrvJ5lY1oKqqKQt6ruw4TwVtFg7Wf/GXXsnAuWZfJzeflhKEYVCe6hFew3kR
GIKJkhiI/wCPorHnEA2RgA95QcdCSmppL1LMn6o85Gc3e9bna0E2AC7WtWwHP8ag6GoeBMTb
NmvfjZiNfdNjuqZS2Lc1PrcgK3qWcXBNgPQHE9X0meY4+kzkynSA+oGO770Ez043j0Y3MPME
g1xWtH8O2pyM2/Aeu325JiyusyV/ZbbGkJ9URBvebEwPHEiBgPt9J9WNzC0DaGhNKAkx4i4l
zSXHU3Wu3CYnSdKa4tX8M4XXl2ZCTTQv7MlE9oR+7sMuEiZOQjgujkefbj1Y7LEv1NalD+iI
bRtIXtPyqB+NrtNtluC8c4zUbF7vFfu4qL8MuxIP+yyNqO10Cx8lEjAe/wBZ+vrssxlaG2sa
FRocUbtJoK+Zbs43TNasikHQNrPVm9UEyFBexZoiJACmZ6x6oH2+vojEuXd4oHKO2Jp7Klt0
8eWNvy2LdUy2PrU3a3ja5rfFxj123UO9SYkFF27JjXuCBwyeBkZnjmPUI5xG0ggruNXTY5fK
3a4Xa3nyov67rLNM17XtVr3qlm5QoY/GWu82t0k6mSis9MCxfWh8KIggZmeeI+k+hXP9VxkQ
7TcfhTmKMwMbECN1gbirvnTznw6OOiqc2Iv1k2mA4Bq0MTZD5VwgUvr67FkSAZkZiTNsTP3d
U+qY9il/BD4mjJTKWBhBVR3AHX3/ADNTOHvjXzmbrZKwujYdgTsYGnYw0TVqZLXrrMSq+B1r
VVarDKlquUHDGSwgmJEY4MrWIY2nVDe97hfmteaUkc19ilrcii691TOgXsNjNOG61bCyHkHJ
DsW0Q1526OZ2GyaUMgRuEcEupNBa69eOkVfHjp6YHiO5AcZUbZrAjU4CpwPYyPteVPInT8LC
qbvG+Oxe0YyniCSATXtNyAHjHWBe7OMmp2XrpskYF1tHc+QQzIFHHV90x69DE10RL1VbX5e2
lVZGTskDY00vbn/HjS42dot7LeuYHNTUTj8zdzuIV8kbQ29ioX8lk6Z08UzGXVftSa9e+UsN
guIuiCiOgo5OEYaNw4AeFhqutLzKZDsciEkcbqTohtr20Lq/iHA0xjIaw/Z62S19jbtGrf23
JZKldsQEBWyJY7IhFdqldwYKIhZiuCKeJgfVu7/WiGqhC0jcxVbwX46Vzb27yHm8CxmKrLxl
J17Hw2zkU1shsbLKKVF97G4rN4ygmnUxR2KpPlLjhhP6pjj2ifRhjX3PmTwReXOpy+u9nks1
RchT2gFNO+moxvjDxta0XA7W3VMiF2gz4uWVQRbyF/I5KtWqhcrWbLbC1kGRtGUy2S6YEuoe
C6uBHZMzZjGHBDotgl/lThuNinHbLtcHDVApKc++qrgD0Rd3L2m4G9gbmC/c7jEZEa6qqqlG
UO4CwOYNUjimSH2EYHMnI8ERSPqx7pdoChzSgt/LjQzBDuLiCC1TfQJ48KFGaq7P5Q2DK5PT
butYHU9cksVYqZ5mRdYv3zL5l622ph6uRE2rnjpcRG0RGeP5eJtD/RYA/wAzz7cUoR3qZDy6
ItbE21118Fr8q+KvL2KSnL5fcvH1VL7Nj485B2zMggeLK9WzWFFcGXBtwoZCIKCZJDBcSXtE
5MbvK1pJqYxclrQ974wCbKvsVocZLxTh2V7mXPZ92yOVYUMzF6raxmMpuybnwE1q9IsHadWr
IbzAINpz0xxJcxM+rBK/clgKHMLdu7c/dx0F+5PgtTGA8X6hfi5+55fyfWcgiaC6mcxMDKFS
sZl5xrYfF/rRzB8dJB/LEzHqD5ZQm0tTtH8anHFC5d5k8CPj5bd9Tmz+D9Pw2Jo3w2LyXKrs
TDbLM7XCtDCmsNwLB19eE01omxHB+8z2y+2faPVTMmV7y3yqPbnV82HFGxrt0qHioTgujdL1
0+RPAGk67r9Sxid3348tcclNLG5bZsZXr5GO11StBMxaormoek+o5gZCYjmJn1XBlzSSEPa3
YOIBtU83p+NDCHRySeo4iziL/D2FCVfhWoeMy+XyFfyGT69Il0rdfYaDarcqxSzqC0f2sX2K
knzHC+ZmZiP9fRRnO4Na5uvLhS0Y3kL3tegCArx4cNO6uD/tK7p6v78z/Y/Yfk8fvtLq7Hd7
X7Zz8bno/cvf/wC+dHtxx7+u+t2ceVR9IJ9Vtq6j3e+gvoHkLPVXWXZ6lG1audiK9xt5a7uZ
q2WqfFF9Ugt075WYnjqLqYMLGR5GJ95PiDh5fK/4fjUIZiFc8b41uuvYRdaNuJ33xLbWytkR
u4wKjgFFRxZQP6ckmBgSlN19aFLkiiRaXSJTH8PQ7osgXbc+FFMlwz5XqEPb/H50S6drwZk4
pNxmZq14FdiGi6cPkWFEC8F9pN11Jq+evmJMhIWDBRPt6pP6sLuC+/8AjRg/49yFrkHFUPzT
+dELW9Q8UXNd2LH4/M1Rv2lNI8WnI3L0ZM5rST3AvGZm6FaWCbZKJJYCYx9YiOKJJckSNJad
vNNPeKLhxsB8L2h39w8FJW3YSnyoY1/Dur3cncwFeJr36+SSvJjk13mmAjJFRGsyUuJRVJOe
4Any0uJ4KB49EfqXhoefpIsiUE3AjdIYW2eHXVfa1W3JeFdOxzcVSrzkjzD349FY7dS8srF6
82MeyTpMomLFjYAehsRAwBxPUfv6qblSOBcU2BeXCr5OnQMLWN3eoSEVdTbRKEnkHxlVVnLm
Nx2eyKa2PsslFVsZ86rMgM8WYp2K+LhFYa1qS7cf80FAwQ8eiYJy5gc4XI7PzoDKwwyV0bHF
Ae3XilqHTfE9ZjKp5HYI7xIf0stY/OXpJSYdIBEsrCxBWWD0iJ8SBT9Yj39WifVB8qF/S6bn
fAn8KP3jnFYDVsdlqr6GJrXalerXyt5SH1VLA1ZFQuectbL2yhpCzoCQkIjqifeYGnc97gio
unuo/GbHE1weGhw1Pv8AblQ585Bgm6/gKlBVPitnchjE22Hj1qcrG9ypUIIs2azKfeRXGOse
FkMRz7z7XY2/cS5bhffQ2b6ZY0MSziFtcChLhLuk4uldXknj1pstTNenb1dRtr2AQ6OHNfac
6RYUjM9JQER7fdE8EO3k+X8aEZ6QB3a9iUQNe8iaDEj8hiKiiAgWuzmVwwViQgoe5R1p7oFf
a6hiZ6YGY5mfVT2ScNfbtoiOaD+v5/8A4po66/5t8cYXGKY3K12hevMG8j5Gx33wobHeMSan
A1UpEygSCF8TEjP6xEyFLi5MjkA0FjZPn86bY+fhQsUn6jceYlF5hoA8Ku1r8gfEBCwiqXbc
CXKpHXNrsQUlAR1KE87QSspFfv1QExxzxHPof/j89E3J4s/+5NHnq/SQdxZu8JD/APzBQ1yn
5HeNU2idSwV6AGpPWlOr0KbiljZkgZcv524RR0nyUFE+8e8+iG4GVt2uep/7vyaKBk6xgb90
cduW0eOrzXFW/LzUMGdR+L03K2skl0SixabpiKoK7BIch9F2IyKb1axzJmLOFzxEF1R6ql6R
POrJJR6LhcDeq8w4PBBHAivRfcGLjhroYHGdpsT6aIiEFpY7cvFapDfyxdVztl+Nwf7bjbDY
sfEPa6XC2iIgRRax2IrkUgMcB0iPUPt+keih0trogyV26QBFT8CTQreuTRzufBGWxErt3fiG
j4AWrvzH5g324/s43F4KnaZAG1rdm2vJCZwtgSRJK8oJecn7zxAjHtERHtMG9HhDtznFyaeV
g8Ppq9/3HlPjLGMAVCfNIfgXItU3XPyZ8oWNqTlsfjQZfd3kU3YXDZy+ZKbMF8dCAtWYfCZl
kiHTxMzHP0iYlJ0vCdD6Mt4he5H5ULH13qIyP1ESesbWB48AFPhTV+Jtl8hbdh/Iud8g65ew
E5a5Ty2Efb1otaq5QLt/MBlWYql2EDFJF6v0f04laziRjiYmPVDmYsTWQYpBDEabqQgCAnmn
OrGy5k7ZJ8xpaXq4K3aCpKoOS/Gqd+RnlnZPGOP0ROrXrVF+awuVc9qwpPCWY6zjBrFCrlax
0QMWjGYiIg4n/SPV+LCyUOLwCQ6hc2eSERthJBLexOyhz4e8+eTc5as2tpzV29i5uKpIUrGY
xARdck2qS4q2OFqBtfRbCmVyQSBcdXVHsmCNrEjADqjhZk+/+84vZpw18BU/s35GeRDt26+I
2S9g5pwdkAp18NZFQQY11Q0rWJdZtLZAmz26YGOOJnj3ojxmIC8B3t8KKf1KYu/tnYnK/wAx
30PN1/K/zQu7j0YnbLeJH72vfXpYcvlyCTEJWFmg7tAcDzIxPEzxA/T1ZHhY5BLmhxrr+rZg
eNjtoXgNffVdxn5Q+e7ddyj8jZS0/wDbrDKrYxmCDpuzYVIkvpxKi7nRJK956eZ5jnj12XDx
2u+kAL8K5F1PqDgfOSdtrCx91V2p+UX5FossXf8AImaaFeCYVSzRwzAIRsBLO6IY0SYvrHgo
6hmRmYgh+sFtxMVAWNHsKFk6lmjyyPcqHlz7udSCfyw892HWll5IyKepbJXCqGGn2h0iIK66
DDAwE4KOqSmIGOZ+s+oS4kQIIaNfb5UXjdSyHMLXPQpqgU3v3a/CuCv+UXnyJay15RzZhCYU
fcrYWWfcfIyQftpSTIWHTzxMR7R+sevOxINwRgVa4zqOQWOL3n6U0Hb8U407um+ScxkdDwex
5LylkcgQzkpusegK732SmmYU7ya1SBJlSJOI7UABdftxHTwkWYdQkhEaMRpFwgu67V4aL4Vu
Rj9Kf0DHzXzAzLID5HKSNpDXkf1AKhFjcHgAuvkHzf5DPIrx2teStuTbZAWCOqSkJFIV2vdW
FBqYak10gMB1TJmXV9YjmWWPC25la0oT89axvUskbm/pXEAsBQcLKnHTnxK1Wz83+ZuZts8m
7S1QVQCa4ZCiAm7p+NJT01ymSg+TLnkiOJjiI9vRrMeHTY33Vn5cvL3WkKDtpgNF2jzJtq8S
3I7ZsNOM5KaGCtMKnZVds0UtyF5h15fWiA/b65D1cERTMFESUF6g9sDP6W21tVkZzJSFc5Ha
E8SLn4UxFPI3bBbF3clbvlXUCExZB9QFDNZPWdek0FshbJOZlk8Qzq44mBiZFeBtFgKIKtJQ
rb8OVD3eaeOvargCzmNZmKSMuySr0hCcgubUgs7SQ6km+KyAZMwM9YjM9PPMcXQOLSQyx7aD
kaHMa54Vvx1rj2nO4dGadmmUbVavqeKY+lZr124dGTyVrEPr0cW51p/cvxNsQek3D2lSEwrp
iWdXImvLEJu496BavlkYHqiNYLFEUkaKbm+i25VY8Vk7OQ1jFTn4yKpMaB5W3jWqRfZ+3IrW
bRquKJc459sFTPWEif8AMPVHEz6reA2Q7E7F7fnRET3OiHqKL3TW3bwoz6XGM2vU8ntmoZx2
UxoX0Uahqf0vm0FZpt71oDsmNgUBw6XREScxP19CSExyiOQI5FppABLAZYXEt3IPbmmtCm8z
ZXbxqNE4zdOyFoatjKPm5XTWx+QAhXJrKf264bsj2YHpITiFlMFPTPLBgj9JxCEaoOYpe4ym
VoO4FdT7JXIeu7xqmwfPx215m/rOQveQjjSK9CgtmCzg43IX4djLAV0ZzuWM0KjEYscdwpiJ
IZmI8fTkYjwj/LfmFT5V0CeOVQSWK+3EFPfULa2jd9Rwh69l8XsW7/umoVM+/dcrcVjbuLzW
OdZyZa1iUor102LMkMFCY6mhIEUwfVHHmxwySB7UaA5EHEaKa6JZWM2SBzlaDuNkS6DtpbSz
WXv7n/dNbEJDG5Daqdyj2aa/joHJyFZlRdA+6sGmZLmRjjmffmB5j0wDQGemt09r0GHOdJvT
yl1qZnXrVm/nq9ZWFuhd+PFPK2ah05r16SFmfMgDGIcsWcCyT++GxAxESMjAcoa1pJNuHfR8
Q3PRDu4pRVqab++YSrYtpbcKnUeTcfVm3YXau1aliuahqGCiuP78ExQnwrqngZniOQ3zem8t
FlOtHx4xkYHG6DS9z7XHCh5gfKuQxN3CajlcBttZtu0EbEjYdWbrOIuUKSGIp4zJWFIp2szN
j7AbFAFrlfIkZdciV74GyAyNIIAsQVueXLxqtmVJHtie13DcC3aCOAOi+HCu/bNd8cbLuWua
Pq2u4Wii+uzf3DIYBTloTq+JBbpxRCQR8ROQupSBCAwUzPBlMeuRPnjhdLK4k6NB5njU5Yse
WZsUTWhp+ohdBw9vGj1q3jPX8XjkXccEKxeJitQ+MdqpS+NWvi06ak4jvJtNOYqMgSWuYV1c
ML745DmyXkpx/LW9HY+FFs9QfQEGoGultTodNONdGx4GplsCNKtjFOisL2Y4HMHuV39bTpjT
iHoIoQ0IkC5GAkYiJjmfVLJSyRS7XX8atmhbJDsY1UVOw8EqmUtLx0KRZzVBUXBBTQrsI1R3
IBcMeCwMa42GM6+Yjq6S4mJmfebHZD1SM2qiPFjA3TAbuVdx6jjbKXieMp2qmR6ysRBSuezI
sQyv8yuQzBQvq+2Jn7vfjn1X67hxIcPbSrBisQ+UFrv5Ioq07RoGFy2i4mlVS9540H2F01he
s2VTVx5TZMr0z0gCq7jho8tiRGI9uPaqKd7Zi48fbSjp8SKXCbGAVbcC54c/50OcVq9HJ1sa
waEljKlaqhXIHbyiaBWhB1UxtLU10G8ZIiLnkRgY9h97nylhIXzk+C0DHjNka0kf2wB2uRdL
+3CrQeArWvlUkVG061bEXHWEgKEmtNWfj11VmjPFdstn7B6pkern2449VCQjzEqVol2M1ysA
LW7CotwsE5UD/wC1qne7fNju/I+H0fFjj+4v2/5PxOfg9vtfC/qd3/p9Xt09fo/1CnBPwXvp
P+lCpdVTT+pNNOXh2LWYmnVPHSK7U5HyDXxUJMbkMZicrYsWW8dMIUFasaeExHPucdU8f+DN
5kH0sXxrPRxxld7tqdhPyq/D481y8GYzdzybXy+vFRS/GZavkyxoJvGwkso3cdm6kWVQYNT0
fb0zM8jMjEz6r9V9gGEO5fyq847ELnSNcxLFfgQb1QszivG9HVs7kNe3Sxf2TG5CkFLFWF43
4d+gRJi3JBOPoWbFip3SmDUZAcx/pPqwOm3gOajCL1U5kAjLmk+oCEHAj3aiqfibuOyKIB+3
43DXSDomL2KzaRiAMuhYXcc+woIL+eeoBHn9efVp3DQEjvFVhqhSUPj+FdUBasgll3bMfERX
S5TqaruUlQhLULHInVsd+s8Imen7WSUl7/xnhJFgK4QP6ynxq3q0nObGYjhvIGo5y3Fan0RG
YztS/XVCSLtdm/URYr/HP7CkAKCMuImfVZlDfqa4Dwq0Q7z5ZGk24n8armyeMvJmtGK8ng7L
xaPWNijbsXVGuR/mIlzyI8e0yQxP8fU2zRP0N6hJjSRFHh1DeyzMUSJdms8JCTUQmbz7ciUE
SyjrmV9Mz9J4+vP6+rAh0qna06m9XPQfJdvTl7JUYJnS2HFnSsqQpJMJnS5McMdySYOvaaMk
Pv8Ad+vqEkQehOoNXRudECGGzghqMzvkPKbBrlXX8gROXSvlfrNPoPpY6TOxxyImuXsZMlEc
xMxHqQjAduHGoq8tDXHyiqINpo/To+sT7rAvuj6F9wz7x6mgrnptqa12nms5mKeKw7I/cb7Q
SjkgUMl1RMTJwE9MDxzPt+nrhLWhTpXgxqhBcmmaw/45eTMmAIym5UsMZGYRVJuUuLFckJyf
eqKGj/UYyeB6+rmJmYjn0K7KiaFaCRRbcSR3lcg9/wDKofyB4H3rx/Vsrv7XZyncqxbw8Y5u
QmjkCAwC5SfJvmKd4qpSaBKOH9uQieogguxZMcyFo43XUV6bFdjq2RNFCXB/L27KXutruwZB
BWlUrDEw/wCMTGsFcy7pg+nocwWTHE/zcdPPtzz6KUA0JuaLio67jLuPbCbSCW2ZkeiODmCH
p6gnp5jqjqj2/wBfXlFdD2mit4/8yZnRwnG2MNgc9hWCSbFK/hsX8yVTPJLXfOk1vHPvMMg/
9Jj6+qZYGyeZSHDkTV0czogdoaWnUEA/hTjzivx4Lxlh/OT/ABvcwlGzevYlletb7oZDYCsm
A1aeKICx9OnVgJljJko4n7OJmAhYJM0ZLsUSNcUDgo0bxUrck6Wpm5vTTgszjE9oVzSjlDn8
NoIsANb91Ba1+RO5ZfL47HeP8ViNKrV8kNfHXMZUixkwSbRr1XyfRHbbWTxMSAyfVzMTz6JG
HGQfWJkUXB07bdtKperStc0Y4ERBttFxyv2e+nL8W6Xn9UxfkJ+b3K3uc5ksIxFu0FhQIKsN
87JUlWHuNddzLUQUdIF1BPMfT0JLI14aGt2kHS34UyhgkiZJvk9QuAvfvOvfUrv2v43LK0Zl
+vTsGqtfrp+ZRTcEIt/G46GMCWp6jVERET0/rMc8evQvIY5F1qrKjY4xFyaJcc6W6rreTnLs
yGPQteOu272KtIX8UYiKIQ/FZGr1rnpH5bO0fTAn7wXMcx6ue9uza7UBfzFUwRvc7e0DYSQd
OFwffaoXafB2w4gV5SvsRH+7vdYgLtdcjXr9Mkiv12H2GO7ITIBxHMCP19+PVDMtj3Fm36eV
HO6ROweoHgbr3S3Zelw2HS8ii1MWCMmD3TODXAEoQPoJgRJESkukJ6IkY4/09MBKwC2lK3Y8
wtJrf4H5HhTaeGvxZ2XOacXlfMW06p4sx9oMZjdjzoLa/cs6x0Ns6/p2E4XZzjqwAc2bUkul
UhRdbJMSX6+fdZ+++l433Cz7SwWuy/uV8fqPijPlx4f/AKuTJpECoDGI6SQkbWId1bron2xl
ZGAerTuEPSWlA93/AMx3FkTf6yOLrNahUqopY911ZQbJn7yDKKi9idWrSaohDqHyrNW0LZTI
j0zICQwPMcTxP8fW8w5j6TGn6tt+aotZXqeE0TzTNUML/LogCkcPwqIyPjr4tSndCbDchlBZ
8WqmQeyGJtNQfWlIslS5BBT1FMcRHHTP1iw5BuqBjSL8wRXP0CMYiukkDkAQkFriLgaBBx91
UXKYs6MHWetdOyphy0DM4YXTCxgYAojmPrxPEc/X1cHbyCLtIoJ7DG10clpA8grRV1/LXMRo
9KKlu3WVfdkGZKri8hbqHNNNgK6O4iGvU+HORPP2BIzEzMlHHAzmNOXvc0F20AEga/OmUckw
6R6McjxEXkvAJCgaAhdpUpdLfKNxNu2PGSW5zwqKs3ZKSiDWdmt+2V3kztjLDm5eBXE8zzMf
6+pOA3I7Un8VpeSdocxdrWr3WQfNKnG48L1yI7fC2Gy7AgwadNKkD3TXYaQlzLmRMEUxMkXs
Mcz6uaUFLXBXewp06ugWUJ8eDjCzeBZWtV9uxjnouWK7cVkEni35bGDkKyU5yki6iEE2vBws
xISiOmR9LouoYmRJPFDJFLLC/wBOVrXNLo3oHhkgBJY4tcHBrkJaQdCKOfhzxxwuLJGNf52E
go5qlu5pIAcFCEtW4ThRk1HF5bEYfY5zeZbmZa6wyku5UGr8RLIf1klQNliu+4uvp56ZIR9v
rz6VzXkBgSwqxjHxwn1Styi8LGuHNaxU2rV8NjbBlKYyIWbCwsDXuEtMM7gIIlStnd6oiVEY
9Q8z1RIxzKOQxkka3/CqTCJY2tP8fbsr8nQ6NGcxfjKXcri8qoyvYy/jKOTqftlauMxA1jo2
nAxMLHtckf2r+2OJ49QE5ejSEcDzIv7xRH6cMJcDuYRoWg27kKdlCvXs/kRPaMLkG1644ecq
63XvVVpK/hKS7Rw81hXSyqNtDhiZT0GMTMQMx7+iHtajXgG6acDQ8LngvYSAAuvED24VY8Fi
h07VLNyvE4m1T1Y7terj7UULP79udgHYmsIrasrNfH01DwpxwHb+sTMxxEu9WRDcF2vY3X3m
iY2+jEeB2LY3V2nuFDvxjtHnbyD5SVVqXreX03FX6Gv5p2URXSNhmNvrvXIl1ems/n1JyJT7
gsJrfZ7yETF0jIIozYAoflVWO/KnnAXdGCAV7L/jTTHntp0fydm2Kr5XLa7jJxZ1LqkY8a12
L2IBBkuxlDRTqDWsSJkSjkh+4GQXPEDlkc0DQoDyvPn2Ue17oMkvAJATle3bVM8i/kZoNS9j
cWA7EnP4nJJsWRZVXYpmS0vizWrTFxSrVE3tgwkhAeY4mOYmJlBhyhS7bsI8a7NnQFwbcSA3
40OPCewUdk8kaRqtnTKGTZtW0bRdqZG/K8HWGswyjXlTYXFw6zsZeqn25ICGYARGJiZKCchr
mwucHEANGl+/31DDc1+QyNzAQ5zr6W4c9DWlOR8RY2UZAderym+3LtyKRrg0rtjIndTfdelH
T02+uyvqbHtLpZ7DzJT6QjIfuG64RE8EStG7EjAOyzlVe1V8aGuMt7PjO5TvavWpzF3J1Qt4
vKyyQW3q5uvoWaFOylgqjssrhLoiRkoj7+Ik8ROuHE6aj4Kv5VVGZmeUsGpuD8UT4XqG2vVM
/teIx13C2HTtmnZSnncETDLmyggheUxTK3XHe+QgYYCZj2YMDHEzzE4ZWRSEP/2nhD+BrksM
s0YcxfWYQW+Oo/hVY8aUMvnNv3vZM+i5Ut/DwuFxFHJ1rePivTQDb+QsUKVysp1KrlckMSMT
M8yuY5mPf1dkuayJkcd2qSSL9mvZVOI18ksj5Qj0AANra2XQE0ZrFOslM5A0dtzohEs64Ant
jtpHtuJcxJ1uZ4iI4ifaf4+gw4ny8KYFjQN51NQvzkVqiupwwcNNAS4v6a5nqPrKR4kSMC9/
0nn29ccCXVxsjWNTt416qtc81bMFsCyyKVm3CTlilQFSuZzMkqI4T1BxHAxMzxz9efXF2iuH
zlbGy8q48bfUg6qGEsAgIWVd59aYiSlnSiOzLEd1nHJcfbHvM/X15zVU1KJ4aQywHKr7YKsC
0DidkkLlZ6yoUOxdWxLXvUMXrVntHSt1+lQsOAnqJQc8cTx6oS/mFqOEmjWkhw0T8TxFD/Ys
+vW87TbetiQKvyn9ySivKO9RXZgTQdpSpdS+fMdfIzPVMRHMcz6tjjL2lNU07/xqufIbA9pe
Sb6pyHbwXWqLks0nOwPxu6EQ4jZdAZrHNldppWCslJMlrl8RJRPtwQxERE8RexhZrS+adswA
ba+ul1uvbVP60fO73YyXP9w9vntJ7Pe/t74X7pz3P5en24/k7/tz6vU7UUfT+KpQW5u5Ud9f
/wAKL7caybxXjnA3sXi2OtZIchcEVNhD1kmLLpLsSKXKWyVDMdBQJEXX/p6dF5BNrVmWNYRf
6j3a0RXarlKGiZjX7SGqrbdtGEoY5/AhC6uujZplNyyziATVKkTigB5mYHqLj2inc0yB3FoP
xq0teyItNg9w+C/zpadkxVLGXYRSsS8BkxYfXDI6oYcBEHAiMmIjIlx9vUM8cx7+iWm1Dgpb
hUB0r6C6iID/AOX2mRL6e0z/APZ9SU1xXLZCK/EKc5orREywp4Hien3/AE+7mIj39dKcamSB
rUhOQydKYrNYX9GS4U4RZ09fHVwcxJ8TIxPsXHMc/X1xAb1Ha1wWr9r/AJh3fXBSGPzd8UpA
ljVtOjJ0OgunqH4OSGwpcTARH2SPEe3qt8Eb9QFqxkk8f+24pyNx8aO+N8+altHWnyF491rM
GZLNmSwcfsuVImRC2z28g14WD4ASLtsCfbgeI9vQ36V8f+09w77iiv1bJD/6qFru1tj+Nc+x
ap4H2Upfr2ey2s2nu6vibGgRUqCiZmDsh3EClXMQM/JIimfpHqTHZLfrAcOyqpG4TrwOc08n
e340Gs/4vsVbNevgbVbOTZeqsgqLxZ1Od1yoWcSxfUzjiJEumJ9vV7ZLK63fQ5D2lFDq86vh
7eGicBhmzbT1iyosQdYAgHmPtQTZODjn6RMe3PrhljFyRUPRmcSADVwwHiPyRrWQo5WtQWrI
hM2+i0DVdNUVsIxNTqc2I+0Y6uB4gS55mJifUTNE4IoLdKn6MzSBtItypgrO2eRc7qovjBlZ
+XV+VSyLSeqxDahBA2O1Wo14sJqkBSHMEUcxJTM+qWxwsksUNEumyHx3BIOh7vyr+t3PI+1q
e3YlknC5Cvj1RgXufNV1m66tWsFXUaUtJqpiXQMzwExEjwXtPmiGP6fqHGvOfkS3kXaUt+VQ
Wa0EzRVebXyYtlFhsx3HRITWYmbCK1YUcEueCnmDkoiJMi6p9WNmAUVU+N21b1QR8Q7Bsu11
9eFBUPg1715ld5LkwQyom2lkuHhcssK46RkpmBH+Prrp2MZ6hNlT8KobBJJJ6TR5kW/LWjFR
/D99qLLcjWoGiBrQmzTzQzY7zhKRYSyaqelgzESI9fvPPv6GPUYfpuvaKOb0rKAJKbe8US/K
viK9qnhrD+JQA7eNwG1FsL69K0Nm6is2qu+9B2Zd02eu1k4jtjMlDAmIgenj1RizQ5OQctig
OYlwioTw8NdEonOgnxsUYMhB2yFxAQooHK3HTVRShafsuM1DcsdabUXi8cptilBlT74Yh0l0
G8VNm1aexYxHSs3QXJcxPtx6ZSM3RlutIYpBFMJBYA96dvb76cD8e9tv7hhfKrbmQO2CbeLs
1wZyZ1hbF5Q9ZdCoKXKqhyXESRDyUc+l2WxrNiCm/T5nzNl3FeNPeWta5l/Euj4vLK1YbG3Y
jecVjWnVRG+394/fdcoaNY16yiCyS8firVk/myZRSisRwcEyVx6+JdT6t1nH++M2TDkzzi4D
8GWRocf0MeH6E8maJmn+36sga30kHreoGlpDA+vpONgYGR9vY0OQ3HEmSzIY0kD9Q6f1I2wG
MjzbWEnevk2qquLa8dj8c4zXvI+3O1zVtKwdBfh5GVwGM3ylif7OxWW1ryxrvjzM7DZTkAsV
gfn8NjH2TZHU5h35lcQ0giMz037p6h1L7a6fDm5vUMrIPXXRzOw3v/UyRz9OmzooWlm1yQyS
NjAs0CAb/IHU2yej42F1fIdiwY0UI6eHRtna30mujyWY75CHKFexpcTqTJbzEV0Wtd8fZZlj
L4TXtMViA0jzVmtYzO+YC3lcDQDH+WdPxOu5LI0bVHN2zCph8k6vTB1Zr1qbEGMTBTEpeofd
kUkXTesT9Qk6h+u6VFPFiTNjmcZOmZUszI3tfEwF0rGyS7ZGtc5pLSiAkMg6TKXZGHHjjG/T
5b43zMLmDblRMY5zS15sxxaxWlwBvxoB7D4R1jyV4xwVKlhdDCztGt6tXx+W17FV6fkXG7js
/wCQWwa1Y3W5ZrKqWE+NbGmY59AK9gmVwszUWtKmR1emg+5+pdI+7csum6h6OLkZBcyZ5div
xsfpEM/6doJc05gyHNlJYjiz1XOe9tqBm6Li9T6RG2KPH3TRRhrmNAmbJJmPj9UkAEQGJpaA
VAdsAaDenK/yEeJbOv8AjTwDT0DEFX8f+Kb2V1CMRj1yuvhkZLCYrGa7k3QESrgoxT0tJgyL
m2igp6m8z8b/AMafuePqX3Z16TrUod9w9UiZkB7j5pNkj3TNbxt6jHADRjLWbbbfuR0p+J0r
p46axMDEe6PaBZoc0NYT2eUgrqXXuawafruSyWYuYO02b11+STBpsStcsdFyBuADD6+1ACuI
4+04LjmCiZ5/bjZWMYJBZobqO61fCxjyZB/TrukLhYlLrcLdPnWk/hP8VMTb07x5v+1Y1Zv3
PcPJ/j7C08hBqQarnjrJVtezdPrUJBYxO6Ueaj1jEwclx1evh33j+4mRH13qX290mVw/4zAw
c2YsIVu3NZ68Tk4PxX/3Gk6IqV9S+3/tDFdDidQzGt9WaWeJoKpeI7XApq17fKQLaBa4fN3g
/wAY+IE4/wAkl43w+56vj1eEvGubwFrG/vx/vuF2nLv81ZdCZXFn99zWta0K2vjg4Ze6x6Z5
9Cfb/X/ub7pyH9AbnT43UJT1DNika7YW480EX/HNPOKOWdQ3QiJCtV9d6F0zpW7qUOOzIwmP
x4HNI9Tzskd+pPPc5jQC6xV62NGrwP8Ah9+PmfTv3h/K47BZhnjYfHWBt7fbRVp5jN5TKeSh
3XK/tuQsdi1VyO04nK1tWTBl/wBIekYiWe+F++v3L+9elYHS/vDFkyIj1OTOkGO0l0cUceH6
Me9jVBZBKx+a9OPdT7ov2b9tTYs3SpBG+XHfGxziAHOJlEhRxQh0gcIAp0HbSr51eg+R/Bfl
1PhzxX4V17yTp3kjcdl89+OcthciPkHSfGWP27D1NYzng5zrlXC08Ro9LuVMwlSpfDWGw1lJ
DJ7yLI639u/e3S4vuTqnV5/tnJwMaLp2VHI042TmGCR0zeojaZHSZLkkx3EhiBrQQhTEZUfT
up9BzB0jDwouqRZEj8qFzT6sUIe0MdjEkNDYh5ZQAqklCoJbPyb488MaTq35UvxmpeBtXbQ8
72fHuEf5BxN9vw8Vf8M4jMBq/jmMLWMsVtTco6bVEbH+1BncYw45iPWL+0PuH7u691j7Txsr
L6/lRT9AGVMMSVjd0reoyR+vmeoRvgEYDJQxZC3aGg04650voXTsHrMsMHTIXs6iYWGdjijT
itf6cGweWQu8zF8oKkmiToWweP8APUvx/wDEHkjSPFuueWvJfjfMWXY/A4qcXkNBwGyqvq8U
xialq9etULGRtq/cXqWY9PyoKVxzMzVlR/cvSn/c3319s9V6rkfbXROpQI2WYPbnPxXMPU95
axgexsZEEe4E/wBsjcUCXY0nSc1nSft3rGHhRdYz8ST6GFpx2yh36XaC5xa5zv7jkI+pUvVr
8kBpen+Pdy27A6NrGTPMbvkvHOLHM4w34zF0NO1qMbZz6aEOQtmx7Bkofai0zqIRkYiOI9O/
tB33b9x/cuH9udb6t1DHZj9Hi6rMIZA2WeXNyS9kDpC1x/S40WyL0moCVU3oLr//AA3Suj5H
U8DCxpTLmvxGeoxWRsgi2ukDVA9WV+5+8qUTlWcOxX2VNfwAKtDWsC6wyqToV/X7CpYUSBQb
GD0j7cQQ8xElzHt6/T8d3u5GvicztsMaKtAXyX+R76tr9u17IofaZXRRs5WokkLu8yIPXjwC
TV2kkMLgyiIkhlkREzHF2PisaFeOKpqlRnznPcCw/wBIBqAwSKOcyGPPK3EFujMtj6CKtZth
MYllzJTFqMm1rzRfa3X8a+WQ5RrgXjJjJz6teS0WH9sA+NvzqMTWOPm/3CR4X/IfGmF2e/jh
xN3L5Owfxobkt2bWjsJrxiNdqNpYND66pMWD3l9SoGWl/Uj7uBkoEjDg7a3gjfE3NHyuYhe7
td4CwFBXwD5T2DxRnrouwVXM5KZG1lsYVk0ZB77PVseRp45leDK1kXMtKlfE9HSniC9vRk0D
Z2AqiH+FB4mQ6AlApIvz52pwN039W26bkcvna4YDVMEm7mrN6g+zk8jayApt3sfjTnHscNRF
OswHsYbCcIjyAF0zJCRwejKrSryPADifGmbpxNEXSWjCldeaae3Kshc5vGxbBlG3DrjcuVhR
EQ1Nm4wKMNmAfZsvclrgadkSE5COYKPf6emYKWaLUiMr3u3EfjTK+F95vUfJHjqveWjG4NN/
CLtXrZc/HvKs2nwwTZyKO6yOJCJ6RGfeYj39V5DS6F4RXFppliZDhkRghGKNeBWtl9U29rck
62GXeuIkDp2cY1HaRC2FwKLANIAiWzBRP83Jf6c+szIwt7D8a2ETw86qKquQbfv2Cyd22sb7
71y0z4zJJFupNv2tNNqIlhsngT6ePf35n9OoNACleRxO4lHLw0T3VXA2qwbNg16hdmg+zjF5
IMnUsVu9UsodCBmX26tinIWTKYiTghAhiJHiefVnpABsjgoVEPvqoTlXxNKO2qoSx01Nr1xY
7OooqcrKbHVttySApVrduaVBrWC0AJlpihWbpBxyISrpEAnq9+fUnN3fQ0gC/E1FkzWqJHgl
1gSg9/jyqOxuTtAoF2b1K5IMNbrwZJbqmJ6RGOkifKmvVasT0gcLgp9pL2nmevaFsCOxNahG
94s4g9q2b7+fOojKW2JF6BOuqx113CyzBI9rEyo57sJLvSLYgZCPbmYjn3j1xoBudKhI4tG2
wNtba+FRzNpfjzvWF5CtSVj6BIc5xAVcU23NKzEqW4oAmxMn7x1SPtx9PXfTDkCEqaichzSX
AtG0JfTW/wCdJzu/mOw5V7EKtWqN6MsTO5TSuO7SXIMppImuaSjYkDYfHHMHEdMcTHpnFjAI
4gIlIZs1ziWgkHd8OFV3efyfy9nWNSwWAyV7FXqEtZkhgJW6qdFiRp2Atn0OfYvmqG89ISkB
6OCgp9ejwWNkc54UHSrJuqzOhZFGS1zdfDQr7JXp07yCzKYjJ5/ddsv3xB6JxeKM3TdyvWT5
u2KdplitFarj2x1t7cf9XpGJ5mYjskQa4MiaBzPL+dQjyXOBknkJvYcSut7InGiFhvIE36+P
v2cy9fyCfNya7k1nlNZIKpDL0pr0zIqtcJeztwbDn9Sjqmt0ICgAe3tar2Ze8BxcQePDTTs0
Avxqxf8AcN3yOO2vo73zOe+n+X9s6ueO7x09/wBun+b9eefUPQCcdE+NS/WOX4/D27aT+xve
Gx0M13wjp2W2J1Ji0p27NU35C90qHrXcr4eqTKeI7jIk+LNg4H6Sv2n0UI3u807gF4D8+Puo
MvjaS3EYSh+p3zAGnjRawWl57PeP8W3bDPG5C8i1btcOqLvWWXb9iw3IO6kwqoNmGLFULCeQ
ZE8xBe9LpWslIZcCrhA+SAOlsvcp7Ty/jQH2Lw/QM7N6gOdbiq0wpLWfGU22YNldhoVpX3Ox
8hvSo+PugTmY449EsmOhQOoJ0RYpYpZQ8peOEWEmw7FlQqedczk1+0RBkDYVKx6RMZH2KY9/
afeeItMl6pBceSVe9V8Y6XZKsV/PXcTerM73eMJv03vpCtxoeupVe6tVYzke7KnB/GOOea3y
PH0hRVkbY3lHu2+Cj4KR3oaPVn8afHOx0U5ei7O0ck2mzLZRaMojLY9xWCiSCiNfG17NUK7T
4LqDiOYGAHjj0L+rla7aUIVBwpl+jikYHRkhwClEIPcgXvqmD4E8YMpixOUy121as2EoMcil
Xdah3/TRSbVr2mjNYTkoGCMCiJmOnnm39RKugAoT0o9tnEn24G9S9T8Y9JYaAc7MjARMPOLc
QFlpR9q0sJILDtzMczHPVH09ROW/glWNxVIVxHuvXPnfAvj/ABKy7TNyxQCxKidTyKGw6ZWU
tns26rVsAerq+oj0x9YkvbrciV3+k1CSGJn17k8Pyqs2/ATH1At6butDJRYYtlRWx4d+v5IQ
gVHBzlMfes0JUPX7snieeI4gp49TGShSRvuvUDjxubuhcq8/KfmQnjU7iNX836qFoBVObthH
Sm9jtlx9oqxzJwuIVnqoGyOSAxgGcTEe/tMz6i5+O9FsO78q82PJjJ2kk94oh69v35K65kEN
To2Rz1pdVtNrbeGxGZQIvWQRK4x+SasYlUyMfdIx79MRPt6Gnx8CZmx7trSQbFDai8bM6pjy
+pG0PciXAdY0WKXnvMITgqmwaPmMfkaaJsZTo0DYTAMnYQKX11Nq0Wi+K8x7dLJCYn6z7+h/
0MXmLHkg2+rgKKHVshWiWMAgknycSPbsqJT5zwT6qqmyVpxjqmZr2MabMDboXZr5DKIXbYY5
FFGyddFMhbEKlhp6ZYMcDz6s/RuD90RVWoQvIW+PvqodRBj2TNARyg7UNyF7dLgXTUVG75+Q
Gi4fDWcZhsvN7OXVVpWtKripryUDJ3hKalmId8cOmOkSKSiOeJ+6JxYkpeslmiq8jPhbGWwk
lx8EPOhf49/Jt1jcAjY2Y266a9yQzisa2o+9LMZ2QrkcyDoCkJ9qJMeSEeefV02Cx0e1igWs
ttVoSHqU0commQ2IVL3CCnOxHmvCUkS5VzVyswpTv95nseS6ZAn+nMV2WFiMEw46f1GeB94n
0rk6eX+V2/b2A38adRdYEY3R7N3aQUtyoaeWfL9jCyi4qrQyzMjTv5Rj7VmDQtdoMdXrTWsn
ElYhkHJzAzMwMzPM+/phi4zdm24DUHuWleZnPDjIQCXKb9qVmZsGetZ3N2srYTVTYyGRQ6fj
oUsJlYQg+2YwUzElwUzz7lPPpmAAEGlISd6vPELT1fihW+PiPLQh2i7yddfBD90SEnmQUMBP
/Tn7C4/WY9/rPpbn/wBB7ac9IsJe1o/GnSbn9hxqvFWXxtilXboc5a3hHWaSbCKVvJWcdlbL
7Nc+P3ElWKIGsCkZj/lgo9ZHK+3Ok5sfUmZDZCOqxMiyEeRuZGx0bQ0j6FY9wcRqt61kPUs2
B2G+IsBw3OdGrQULiHEkf1XaCAdKg8ZnsuqlZ09EIra9XwefxTbbKnZsXq+wbPh9pywrtviL
gG3N4VFoS5/pmTQ/5yiYT/bvSZept669r/8AkmzQyBHnaHwwTY8ZLBYpDO9h5ow/0CjMXPyh
ju6c3aMLZI1SLkSSMkcFNwr2Nd2HcOJqu1PJu06lWdg7VbAZjCVMLn9dKnncXXyuOPC7Hmsf
suXr5AHilzxbkMUo1kU8o6OmPaefVfUfs7o/Vch+e52VDnvyIZ/UhldG9ssEMkEbmELtSKV7
XDRyqbioY/W+oYDf0qRSYrY3s2vYHNLJHtkcHKi+ZoI5IlDbWvNuRxmypChmsDjsJSwn9mYx
ScclFWvgR3N/kOvSx6xmCW3F7KQtS3nuLXAp9x9ey/szo80ZdMyaWZ+T+oc50hLnSnF/ROLj
xD8dWvbo5xL9ang/cWRFkgNfEyBsXpNG1AGer66N5bZLg6gI3SvoD8Q+V9C/I7xwnL0f2zLD
fx6am6aleFFl+KyBrH5dXIY5nUU0HvGWVX8dBh0yJQYzA/zb+9vs77j/AGr+6zjOM0IjlL8P
KYS0SMB8jmPGkjR5ZGKoKggtIJ/THROs9O+6OlieLY8OaksZQlruIcORN2nQhEKiwsn8C/xg
ZsbtnboNp9g8kebsUX7FliwxW/ZhnYT3hsTSAg6pUT+19eeY9vWpd/kP+6junjpwzoWu27BK
3HjEyaWcm3d/1Bm5dL0tH2D9rfqTlHGJeXbiC921dbhdOKKlIr+YH5i6rjfJWiaB4oHXsnhf
Eb05OreoNivgT2+ldRTDF4ealU8eeG1uhTlRNiYQx7TEZIB6p/QP7IftV1KP7b6n177ybM3q
PXozG5khPrfpnBxc+QuO4SzvfuQ+drWtJQlBifuv73xMbq0OB0sRvgxL2s31AQNrUCbWNCLo
pIFhSI+cfPOw7np1rTdpRgLNG3t+zbXZoqNrhVl9hqY4LVoLQwTayrSC5WuY7QCcyMwUzMfo
Xof2r0rpPVIurYDHNy2dPgww4lVhxy4xtINtwJu7VyAGwFfOeudelyunzYOSGbH5UkpAJs54
apBtY6ppVGxv5B+QKFnf8yjYsVQq+SreqX9xyacbXQdezomQxWw6lZxMwJFh20M1g6hF2y6r
EBwXMHPoeb9v/tnJhwMXIgkfD0xs7YGmRxCZMb4pw/8A+oHRyPA3fSqjSgmfcvUmfqJo5WNG
SYzI7aNYi18Zb/pIc1qpr41CR+beW2HVvJeI3RdHB5vyhnMtf2fZPGfi/wAd4DP7BjM3kk7F
lMFmdm+MrY3YDLbGjv2qAPBJh/TiYXMj6Cw/2n+2cDNwcqH9XNH06NjceKfLyJYYjHGYo5Gw
ud6fqsjO1shaSNfqvQkv3vn5eNkwz+nHNlPcZHwwQse8Odvc10ib9jnhSwFOCpaib49/N/Y2
V/Nk+cP7e2dfkejm90s0B8Ralnq+B8x3Nfw+qallXVc1lcNFObOtUmplGNbL6ri75CcA1RZ/
rP7QYMH/AAs32gcjHyOlvigJ/W5EBfgCaSeWLfG2Te4yuDv7jSHNBYrTtcDsD75yHf8AIDrg
ilizA+QD9PHIG5JY2Nj9ri1BsaR5TYnddCDVbH5i+VfKmyaTvOxp8fYnyR4/2/B7hqOzYfxj
rGOyLLuDqjjMLQzuRq01ZLZMNjKvArpPbKZ7Y/bHTEetD0v9ovs7o3S87oeGeono/UMaWCaG
TMnkj2TO3SOjY5xbHI9xJMjAHXN70my/vnrfUczH6hOMUdQxZmSRyNgja7cwbWB7gFexo0YS
lhyphfAHmHzBRq+UsLmty17aNa3JbM03B5vBJzNKjn778gNzM4qjka7owtliLUgs0M4X0h7c
hEwV139vPtfqeV0/qckeRD1PpsbIoZoJ5IJDCzaRDK5hHqxK0EseCvm/1FfdL+6Ot4sWViCS
GTDy3Oe9kkbZGiRyq9gcDsddAW6W5UAPy6w2axuoeK1ha7HcyebNbBuSZBVdTrKEoWIKsDPd
WfESAzx9Yn6+ttgSCUve3nWd6nA7Hjijl122uv5HnwpDkVYwWxUYt5ChkYF1C2uxUtfLSIm9
dmVnAz1IeEDItWcQa5niY9/R+vfSlUITQU8Ok1Mo/Yctu+bwzrtrZMDGfwmSYUEl1nMZBmt4
rIOq9ZqQZ3KdmFA4e3IJghCYOJkWQt2iNhQByHwCkfyplEHhxnkapc1QfFAfeDrX95uv11YZ
mGbffkCzV/XNLxbaQ9PcxOCV8zYFJSpXDV2XR0fZyv34jmY9pwNuCAgKk950+FVTyOI263AX
kBr8dKFHirM6bmL+Lp7fTv1nCoqOO2fHXzpZ/EXa7mromBvhlPKJpoIUx34/ppiA9+I4Ik3B
m5mvL20oeEs3D1FXnoRTN+Wm6li/G9fEZO5nM5ia9qtdaGOzT6oZTYLqzpW3XDTabSrJtOpD
LFjBQEsPoGeePQsZe+RSAHEcRw4UdM9np7HElirrqfYfOkc1TYcHic/hNgYukplu1kcJdo2Z
aeLqUxTFKnWfZgTaWIyCHSsiOZMCRLCngvtKddp7qFicGuDuHLh/Kifm9hwuL3+VIVjWxhry
shVVjWhdr5BVqgyBoB23RC6uPJQcFBMOYOSgzGRkosV0aElSKIL2tmS1j7e6mA1/zFdwttlr
DHURinATWYRrJQDLEoamGVxrTwk3GYyUQLFz246pEufVD8Zrwj7u50xhyXxu8hG3lRa/9w+x
YzTqS7er30V61EbamJpXirNdXWPaJnz6wQVeYbDY4KYPjmJ9DfoYjKTuuTzpg3qUscQY5pDA
FFjf3++gVifPvaQbkvs3rxzam6oJTIdD7HyxAFMVMkIGX3LkegRnjjmfRL8VrrWSlozSCSCV
4+NRWweTNaHI2zwRW6uNp4wGdIuJ8rtWWKsHNC1Dv9uVYIEIKI9p6omZ44iTIn7fOhK+y1CS
WNSY7NF6lv8AvqjKsqglFrF4dNhTHUK/WUZh0AK61QCkghShNPfbMzMyzieYiIj1H9KBfV3P
l7aVYcrcm2zLWC3r8zfmKze+MT/nvq0gUkWA53xhet5PSp7gZEOBkzPVMTyRRzERERERbjBu
iKahNmPeiklO2g7uHljIZBS+uulKFtm21NfqknEyJH47iDoO0cgYxEmMe0cz+s+rmQhulBy5
Dn66UvWXy14zZafWkJtN+SaJZMqOVOkugpCer68jMlxPPPq/QUK48TVft2oY4XEMAPIskSYZ
TKzIimIM5k5gfaI+szEe/rteJ41c43KzYr4qjZY2zjsTXbVp46GGpdRNt5W3ypgdZn3bDTYU
R0TP0iY9Q2hSRqdamZHEBpPlGn8PnVhubgf7cqkD2qprsNdVpqV25rsepajNjAAe5LQUPHVz
P0mefXAy68a9vJCD6Vrw/u1HPR3L3/T+H1/LLn5XR3vl8dPHzufs6f8Apcfp68lS3/Kmc8QX
teyWPxCrWn7Lh7tfHY1yY1GzUpYa7TqY26Nm5duzYommbNpoi0iOyTZdMzz9o+gcjcAULU7V
WnWNLjSIHRyNkAH0GxAB1JIThz491GXYN4wVOlUxDaeUZYyeQa1LVIoV8nYn9sFNlKnsmKw4
mhCBdLpUEgcdMTwfTAbYXF24EIB28/nREuVEGCIhyk9imya8hqqfOvbkI0elqGH/AG6tmM4r
IY5tvJZIR6qBLcAsr1ayTB9hbKpkZMMyIYko4GeYj15pmdId6NQ2HH2NSlGHHjN9Lc8Oarjw
7hxtxNJgOya1Q2u9rjMNk7VR2ZX3eOz3auQlkLuYwiIV2Jp9ExER0crnq5GY+6GW15YHKFSk
G9geWkFF0/Cr7gg1InWv/om7YSa8hfgQMLNj4nQuxMFKHECylYTIsnqCB+o8xHqD9/MA1Jhh
JKtJFz4a1ccV5UwkUk1MbhMozu37WOr335BCDqjQWv5zatdLpJqlrbCylwCEkfIzMxxNRgdu
UkaaJRDc2Nse1rTcoq6c/Y1x/uNlFU7QYvHnQrXriayUPYp9MishBuOZ63ABFMy2Ygy4koH7
frMNBNyVSqDIQFQbAeelEPH7O+/XM1lNKqqWtso6nDDeuJgnjXsLEob1Lk1xPR18xz6pMYB5
mim5Be21m8R7fCutmTxuPx9d1xD7KMhbo1Qo28i4qQqtmiVNNvwTTR7ZnMSc9UDPETERHPr2
1znWOnZ7LUt8bWK4EgkWJtw7LVN67f0/KAQPw+SVr7Du0hu03KyEMnHS6vXBdd61BYSywiBG
wJB1L5ZHMxAzB7ZRcEb7WNtashfjPs9rhDcKL6aW4348r1YKz6sfuBIq2etddJQJdxNrklOT
HasA0hIlpiB4+2JH6ccxHqsg2UhPhUg9oDtoKgePvqWxRMiIIEpbKiQyRUZx9qymR5EWxJph
gR1wXPPPHHqEgHM1OF5F0BRPb86sRF/S7VpKe32LQj1nIoGWgQLIj5X0dHT7dMc8x/r7VAXV
qgqKm6QAI5EQ1RMjk6uSwtnFZXXsZmMdTaRXKdpdh0WagMjvL7YN7PQ6mvifujpiY5if5fRA
YWv3NcQ4ihTkNdGWPYC1p7b+wrP78ldW1ulv7ber4ivquBuYsLmNxteCGRQmsJBLWGpC7Fhk
/aRqjpko9o559NMRzjCN5V4N6W5b425BMDNsRRBqg7/nS6Y6MfUvUreQXZt0E2gi+mu86dl6
D+sLePV2iiJ59pjmP1j6+iSpBTWqRIXK0gXFqZLw7rCN0bnLOKzNuq/FrIrFazV/dbrqDyLh
IOlqIa8gr8D0CX3TH6zxFEsmwBRY1WyIucRpZdKOXlvX8Vm6taxl05cctnK+OxWk0K7mwjGy
QsZYTcqU3gLDY56gjvgsEpCDnqKYGaYiRYfSNatydr0LgdzgA0cPd7taXXZfEm16PkRw2Xpk
/GT1DjdgaohqcRbrsdKAU+SZdGDlUrLgeCko545i9krJArTQ8sUkb/OEafjTo/jrQoY/EeQH
UPkKF2L11T1OSNUu/WLKEbQ5axvDe/M+8/SPaZ9AZqlrV5016VtaHlq/T+dFnyJnoxmt4C4N
LIZQqdc3wikYFyfVTBPVBnEkIsZE8DE8DEzP8JGgYqgoLmmGVMI2NehcQ0G1UTVd4XksIJAj
IndqQ8L1VyBRZe35UGyxBm+Rnifp7/cAzExHHqUsPnOiE27LaVdi5zTHYOL+IS+uutUrecxk
QoNtKpMrzarXDhFh0jBJBB2GH3BKGEYSHPTMlESXER6siY36TwqjKnem4BAQbHuWlHqvtfLH
KitrWULw3P6jeqq00srk0HKkfvQQ/ZMc8T9frPo1wBbt50l3kH1Bq0r8lWnA/HjcrOYyN2dU
tZnUs9hJi/XzGtZy9hI790DEkRYpGuxCj7M8qPqDmCmOY6YjN/cHSum9Qwzi9VggysF9jHNG
2RpTjtcCF7Retj9tdQlE5diufDO24cxxZc8FF/A2oheXN/8Ayg3bAZDAZ3yNueyVr/bo5DX6
+w5I8RQSlfyYZdVRFFG+i/XYMsljHRxHHTEnzGW6H9ift50LLbn9I6T0/Hy23bIIW7wf+kuU
sIP+lOyn/VusfdWbimDJyZ5WOQOYHuQd4CAgjVSe69J1svjryVjczj0jmMfbZbBlav3q77Vq
JU4gWs5NPUUPJPASPPHtE8c8et/FPjujc5CGg92tZGeHqMczQ5ylwQKCTr28673eFPJGxUWf
uDqdVNSYUqnTw8rASE1pIv8AaHXYUn0ckTeYmeeJ+71Y2eBrmlupGq1x+DmzRvEiBrToG8dD
onIqv41AWfxs34WOxFQztm5MuldaleIbET/VBalA1hvcvgRn7SGD4Hnnj1YMqFQ4kUK7pWU1
pa1T3A+x/Oqwn8b9ur062Tu2jxldNl42nW8XaWNRqGEComSLobLTGOI5iJ5n6zHHq39VFu2B
C7voJ2BOxnqOBDNFQ2qy6TpKxzlA2fDyjGSK4ZK1Mqdy7YgrGWqWLYtD9xv8wXdMZ6BIRD9P
XXvRp4UNEHOkAUFfbjxqc2/xxZRuGyTYJnYTkqrinH2a3zqdfIVUWMfkypACq40b1gmLAgkB
FiiXJicR1ehla9gTVPlr7eNTlxHGdwPA8COOh8aNXhGnnse/aK9zKuyNKvjK9OqtsQqwpynX
XHBK7j/sFMwPMGfMwM8/T1XlJtHfU4WSRuc0lbfnXZ5/1XbPJms6DjKeZqieFvZNxPzWVBAC
pqA+PWrMZJHMdQs4Sv3gp+nv7QxfTh3FoQE8BUcx0+QyMSO3OAIVx9yL8qWSfE9TXb5Nq2G3
c3g69PLHfko+Mu+PFhtRdYIebrSGMUMERQCyOOvpmftLa8OvwoAtLLAlQF8aaLUNtqJ1zDWW
WL1fJmvHZbN4+aY44rZYljq1PqG2NsLi67+o2uX0ARTM9ERExNEkZJKolwDqi60Wyd7YwhKI
pGipp7fChXmNrxe3ZGvrOI+HcyRW7sVbGSqU+1i0fInJ5XN0rSLD21chchEJngwKVlAxzP1t
AMY3u0Th7gKCMnqEMbqT7J20tXj3KNXn0WX1l2IpDLkKlnVEsW4Wg2JZDP6jGxHEx0zMz6Id
dt6gLEEUyVkshm/H+R12zVk2/wBxIa1FWwhKq4V9grsNapJbmy80ZmGnMlAQK5kRmJ9qbNk3
dn4fwohpJj2cV/H+NFHI/jH49bjF40lDWaoRri+tleXm8eoJM+4UpN4NJnSfsMT7SM8THoQZ
j108vdTIYDNuqO76qOF/DLBWGmA70fdk+aDl2Ki7QnzJqIxgpQxlf7Z4AeS4/T2n105waPpN
TZ0sPP1t7KtOsfihs+q7LiMvtXkfC5bQat56MlNS63EZ0BOpZsosUyNVpYlWtQLHf1IngCmB
L6evHP3tLY2n1UsoUVfF02SKQPlkaYFvdDp3c6vWweId28hIyem4zyPmcW1VizZ1zK7XmWTX
t4h2RsBkG5I1BNttlWCojFeuEL7gt6uiOueI/qI4gJNoVLoNCnDx1q5+LLkEwiQji3ceC37V
QaUDcn+FG94dtNq/L+qMcy0aIZxfrGk4EZBnUTybJPKY6A4gyj3449Sb1Brh9LtKHk6PKxP7
rFXmleFP8GfIFo7or8r6wLxWtxCA5Yu8PJSRMmDE1rVEdUlIzERzP6euHqLBq16HurrejTEl
JGL3n8qsWO/BTJzYKG+cqN1lbrPs67j3ZC8l4om3z2SzgdPbQPWX0Z0lBRHHv6g7qSf0O8Sg
+VXx9Dc8oJgU4AEnReYrku/hXnjZQCh5cv2kWBrMyT7dQkCiLDGiv49f93n5JD7T0yUTEFM+
0R6kOotIJc1Dwqt3SHlw2PBBAU3CL41JYn8GMZezcYTOeZcnQAXHNjNjiVMxtZKse65w2uWW
ZYOwZqhQ8FPuQzETzEeonqLtm9rF7FvrU29FYJPTfINblLaLzofbd+FtunZtRr/keq2oh8Ih
WynXp2TKKq7Jsh9a2ysYnB8jHET0xzz9PVrM8EeZpU8r1RL0sscfTcwtH+qx0XtFDK1+Key1
Ud1m56pYZ3pSKE5esBREyuFFJ2rCRkmdyI6R5mJmOOfV4y2E/S73UM7Eka1QYj/4hU/S/EXJ
FFZ795xhpZYXXeVE0kVYiX1c92xaUphsOJEA9in6zx9PVZzW6bStWNwZCA5Y9q8D/KqZ5e8K
Yrxe/FU1bweWuZRM2Sq2UCJ0aaxPuW7UIc3hZtiATP8AMU9U9MQPvZBOZwTtQCh8yBuO5rdw
cSOHDv8Awqgf2VsnR3vhr5/tX+6/jdqer9j7/wAHq46ePn9P+77XPPR7/X29W728+KUNsemn
9K+HOtJtB0QNNxha5h7tQayRxFnL38lCIrkNIRruO1UJd0xS3t+/QshiTKZieefSeWX1Hb3A
8UArR4+OYWmNhCWJJ/K9ezdqWt7BUDI3MDhH2zXkrFWnUx9yJpwgHpdBLXLKXQaSE/6TICB5
EokeJj0Re0oCUtUcr0ZG7y1u+6AA2T4duvfUJhm13nRsGqSqTX/opGvA4+ElXrrllpCV/aPa
riJD0f0+frHM+rHAgHn8aoieCjj9KeFL/v8AZZgtldn8Tr+tjX7gY7I3f2Oxf2G1kXgS2MxF
dRDENQsYWdgBmSiSH36Z9FRhWBpJXvt40FIWiUkNbyX2/CqrjNn2n9pmrjcJWJ9mlYrndyeC
yVOaSHiarNUIPGQZOs2LAPlks6YXERERHqbmNJUmy86p3FjdoGoTTn2+NfmZ2PdlYqixNChQ
rmtdLJtqIRh2OysyMnFdtqoTIS1YxCz6Q+4ojjqj361rATz99Rc8lt7DsCVT8WvyPlDEFiyq
VazedYdcLG2EIHsxYj9zpTVU98WQWcCUn0lM+3HTMTMmMVUgJtc06GnUqpYPExlchFrZEgDb
F5Vc5x9slpCBt0ihciaLAT1IAo46SiOBn2gGQu3HaPJTOFsZaNxPqg+FEe9cSirTVFGbC0OL
rYSFMrMWcnAi2qYl1sGZ5kiLgZjnifVAClVot7w1oAChfa1fl7s35BbFWa5rBVlNd0B2ZaC+
SBTYEOn7fePaJHmJn29eb5dENQftfYqOKVz4OpeyjmjVKvVQFNy4+XfFI99BAzokrZgpsgo5
j+cIKePrPrry1ovcryqmMPkKNQN2nU8fGpnE1WUSSZga22IrBKHHEwKjM2FK0gsyFcFyXPMz
IxP0559RkuEGlciVpB42CfGr3kKKDw9gATMSFTvnD1SUCuu4+shiIiREoiOB6p+sf6eqI1Dl
J41dMQiJYChWvI05bXim2GRkWMrEcLIYh0zK+mVEuRLpL3946faffjj0UWFPNZKBbO1VZfdS
X+V8Vn8/vGx0tjKmeLxWPryrJQVkzpY+zZWiLFOkEyM5C6ASQ1x+0jCYiY+vphj7BGCzjQGQ
6T1iXG49ycLUv6fGmz5Cb4UK0HTjI/DrW7JRX+RAjLksYvgpVDUDz9OOuJH6j6I3AG+tQErW
kPClosaPvgxVjRaeacy/TTkFX5r5ivD0kdetbpsRjb1IyJZGxdgWCxcwYGJDMR1RExTOBIQD
pUhOr/UYoAt21eNa8sYSxkMrVyey4i4QJUarWRBCpfa7o3MiTX3QC11Q+O0EyUyMBEdHHERx
8Y2jbqtREjgSX6JxHjQq3by7Vycwtuabn1FDeijWIl1ESmwgqriU1QqiYWJ9USJcxET7R9Zs
jay4AB51B5yJB5lT4Uz3gfaMJmsdu9XE3n3pq4bXGWXsqlVZMmu+sRkSBQRAyoo4EJiOP5i5
9g8ppRq86YdPeNsgC/TTJa/srMWK2TpmJ2ZM1qq0Hn6dqypPaHg5pjWfWgRdPsczJdXTH6R6
AfGHBC8tvwKe9Qabw5LmX9JsgQIXAnTkhGtEPFbnXOGiHhHxw9pyRvtM1e8xxyREZkbQuj1w
Ul93MTzPv6pcwN/+Y9OW7+FMossuKjHi/wDZP51Y0bTRsCKLX47+I8qPBjAWtHdbhsuGYaRQ
dsSlZQMyYdUQyZ4n2jj1UgaLSSD/AMVEiYPPnxoSP+w/nVyxOw69WWdcfxN/Hp6mCKZrM8UV
5V21TPACHfmJTxx1RMTzH1/0iZncXvP/AI3fmKIDIXN2jGhAOoDKt+J3HWsMy1GvfiJ+O2IZ
aEQsFiPF9auwl9UTAySnKaXDY6okpLiff1F05e1HkkdrnFPjU4oosdywQsb3NRalavkTIApg
V/xo8OI63E7pHxqpUKCGmxoRAOFTFFBQBScSUiI+/MeqS6M/UAfE/nRbJ5g0BrSB7qhbm6Wm
Eu5P4/8AhlDOlqUvHxtRW5S7LSLpS8+o/wCmZcjPV7Rx9f1m17Nu0Nt3u/OvOmk3byG7ha4v
8a/A37cKs92t4U8VAT5iDOfG2G+6OmQk+klDH3rDpn2+gzx+vqwOY5AR9Itd350O7IyGhyJ5
jewvwvz5VzM8qeQag17iPE3i/HsrG4K7sf47wSnxDk9Zcfaw44HggLiJiY55mfXNkTvKjrj/
AFP/ADqh2XltG5Aq2QD27apdvyfvNqpdx7vFvit6LQR3lu8Y65K+iJk+uETWhTCBpwQyYl0n
HP149dGNj7xIsm7/APKSD/4vfzoN+ZluYYtrCw6gtanPROfuNDEtkzmO7Pw/FnizFErtymKn
i/TKggYFPZEI/avtLmeP/hH6R6KDIyqvkI//ACkh/wDipc+WdqbYYR3MYP8A4a4S3jZ7dqLL
dJ0GzaVXCvDmePNSY5FfvAcpXYZiyP4xmv7lyfSfJcx7z6ua1jB5XOAX/U//AO6of153uUsY
XJrtbbxTSqfkmZ3J3LV49Xw2MeEWWlOv4XC4N3MrYP8AVjEqR36qxKeAKCGOOI9T3MDUJJBT
UuI+JKeFUETveSGAOAKbQ0H4a/Glw81ZDY6+I0qti7Fmvbt5e6u3WCgiw1lBCE2H2HJYEuga
gx1T7RBc8TMRx6NxgwqiJSvLdKGtDlD1PC/iKp783r2IX129czVOnjcdk6qbkY29TsWc2867
yz9hpJmnAtsK6i5ElgB9uR9/Vga4mzgpPw5VSXsaAdpS/ZfnXdmdru2K40MnSx+Rsf2/isdU
dTRYomLbKmTbMARVcS6lVT5jkAmZ9o9pKYjjWDVqgbiarkmJHmQ+VKXt6cCWVx52sT+265VL
Iq/dKWXN13M3EjC4UQW6NL4wK56nAfMwPtEzMTEkHdcDWh2lm0arRH1Lw1jxrhmaeS6lJGbN
9V3IJrsNbIC5jKmPpJQ0zlIgyXM646TmBGP1it0qHbV7W727gRR2wOmI19WTXVyjDqZnJ5cv
jhTgSq93FoXYuDN1zoI6zCGA6p6Y7ft1c+w7pNyW8wFHRR7eNifwoGZHWfyOOq0E5mjlMe5U
wXwrEw0kTBSBkua/WTJDiYiD6+op6eZ9Wh+Otwhrnp5JbZS3sqAHQPOWKUpuLtfu2RlI3fhV
Lp1LSAGZlgR811SXEHSMj25ko559o9T9aE6olSZDkD6BdF7a5MBc80XM/iFZ/F52pjaV4n3n
WpfiQjqGQsMLK2jOkt8KPrEp45EIiPrHMljS23Susdkh4DgQ0Hu+NOxvYbDg/EmW2ulboPzu
tYSauu26w96+siuV0vNNoZ4yU21uKOjoKHwHPEe/C5jmOyNiHa4qR7aU5lZKzDM6je1qBNde
fFfjWduX8j+Z81krVa9GZsZG66necgcTdW9j0qgqdmQERJfQmIkS9uBHn9Jn0ya1jR5QESkh
myXu86kk3tf86I+p6/8AlDswDnsEOTryHfCLlzL2cfYd8UChkdUXJsuGBb0f+Qurj+PFT5Md
nlk2pyRaKhjzpPOzd31ftI8T+atKy5bTdDHLvYI6+btUq1s7NSxjljK8zXyNtrVNTkfgwMAI
t91CYl7dMTB+RBIz0ybOtp7qthxsuF/qNHmbc93FfCm52DU8jldfsY0ttTWxuQqRfBtC6Tbd
C/DfkS+lZXNV1dKbiPtXEyIxHR7RM+l7JWtfu2q4FL8v5U1lx3ui2eoAwhbHQ9miX91BzMPr
azjtXqL2rHVmxmjuZIsjeyWRsZayqApXbQPc248arYsiyQdBAERERxxx6JaC9zjtKJbS1LZH
NjaxHhd11JK8CeNu+qHvXjXY9tyWZzMeQkjjHKx/YqMgnkllamlnAuBZrNy0tgogREjUXtET
Ex6sjmYwBu0rVE+NJI8vMgItqTy009hQy/7R60qrYft+0bFduLcgiRhMLkr/AHFrMluVJAgS
AxYrpCJmCKS9uJifVvrvJRjQnaRVDcaMAmRxXsBNS2NX4pwraC7VrfWYo8qLj7mOyFP5Vj4k
1/jO7pLFjjmxx7Dxz7QURzzw+u5U2bkrzTiNcNxk9NeSVbc9+N2sbEijmI227SsqY29nu+k7
arFF9iHUK1VbbXboVcdSjs8xLTdMdRREz6qblvaS0tUcKLOBC6MPa9HJ5lHA6HwFqnv+02uc
df8Afdz/ANF8ru/ExXZ6ursd7/y/tX/yOz/L3/06vXPXf/o49tR/RRf/AFT9PIfnpw76NuUO
bQKrrCGubMTbORZReghc1UOMiUKptUTSDO1MxPbKJmIn7ZDYgK8PfTaUkgN/qOvAj+I1TlVW
y+Kw9q2VTu1V22yorEnFVyHqrqV8ptqytYkwVFPH8v2zMREfWYsa5wC8KGkZG5yKA7jp4rVL
w17i7eGm4cdSrosV4aa2PmHSPJMrVzIZcAnEkv3gQCZg/wCHq5zbBbk0HG9HHadrQO/3fh8a
5b+n6jkdhpZXJZWs3YchTU+ybr92k1JLI1qauKzDrmD63VBsCOpfXMclEz682R7WoB5Qa6+O
J7wXPG8i+o+S6j3VPUsDjad47eStvUrIoCpVajMPtGb8eQ9jv0nZGOsYKRjpMZkwOZH9Ijhc
4hGjQ8ufhXWRsDlkPlIQIVuOxfbhXVbw2PuVTp2EqlrF9sYiBmsya7iPk5W42EwZ+8RI4iT9
55iPXA5wKjSvOjYRtKL8LVUsFpur4vPWhZXIxuVHQkrDLTqkIB4mVSFd0hgAsTMgERx0zMRP
Tz6sc95YooaOKJspB0I8KJeFsYmp87H17NcnWFDkKteuQzFOqZTBcFMsOP6f3dMDEDP8PVDw
4oTRkTo27mA3IUdgqfTUXdsWRnKEaWLgzUDBclsBMREERyMksY4Lnmefp9PUCUGl6uDdxPmt
XQApEoYoqsrHs1+tvxVNOJkldUwxxGjul7/6xETxx7+vX0K1woNETThUrhr7cUckNtL6YPYu
9SM1uq9BdIukIJRjBoIBmJ5KI9+P1544bhpfhUGvLNCrVuOFT+wbHjHBriJhFeykXUVvQkEE
7uNBzEmBXrandoCkoOO37T7x+vqDWFDUHzN3NCodAld13I68+mdE70m85tA9a3hMSS4IFLFd
fp6V9uPvLmeZmOIj6eotbKCo0tUZZISoKk346+6q2ytgWVFnXkxYs5lpxJSfKALgVSkepSpn
kZ495n9PaIi1ZN19KG/t7QWqq+2lIxvaq1rf13djvU6SWt1GxmcSFhy69j41q6Lloc+ajHgk
wmVQXaI4n6DP0ZwqIkbc3Q0vmKzq7RQtHvG5fXTwJuUa7uMZtT6q7oV5mvYioh3C6pxWOytK
2VZ4MXSBTM9MTx6pIfv5Hbp2/KrRIz0UIVu/XgU+PxoG1cXrSrmFyUZFePuWgzWPdWbNcmux
+Q7LaaDTzDosY+8iSWQzJ9JlEzP19XEuuEsKHYGhgvqtT28aF4eTbx1QsZVXaYA3rbcZVeC+
XEozm65DlMMe6RRIxIzIz/H6RidK5pJHvqcpY1wDXHShPvuB8Zp1jKlhMnXpX4YgKVdWCXVf
crjcX8sPkH1MV8OtJcFJiT5GeYnnn1a0ybvMLcb1VuaCocS4Gw4GiF+LlAcOHlBQ5NeSA8Vg
IA1AwFCiG5JiWdRF1dbAOYkeI6ePVOUFDe+jcWUESFrUO29GjyDtGVw1rxujHZe1i1ZdWcr3
l1JOSfKEY6a7WLE1ySKh2C5mDgglnVET6ojjBa9QpBq2ad7fSLSQCL/CunWsrtAWUG7YNpsT
XfZW6tSzlv4OQsg+BYwEWrgtGugZlcQX83ESPI8c0SbboB7tKYQSFNxc7wOp8albeyeQqFhr
0bQ+Dex6UAWTbLmNGDalKKSiZXpj2h4NnfjqnmZgZmOPBsZCFvwqsZGSxxIkudAv4cKD1P8A
IjcNd3e5+6bJtNlVe/i0Tjyzd5alrJjGPIpYcCkp5gIX1T1cR+noh2Kx8SNABIN0FVR9Uniy
Nz3Pc1RZSnt2Vew8+NuXKdlm5bVT7uecYVVZTJhCmWFqoqpOALwINKx629uBOAKRL2kZn1S7
ELWFoDdOz30a3qe6Te57wNxOp42TXxoib75znArxdCvtOfExx7br7dbYrfT1nVHtE8UWjIzN
sdcwQxzMcxHvPoCDEkcXOciKiJ201m6lGyJjWlygKSv8aGU+a1XsvklW9w2WrXOa70dzdcq+
lUIx6n/022q6iTPWP2REDHEe8+3opuO9sflDd3deqm5sL5FkLg3/ALlA8LUVcbu9+/gbR4zy
bseMeyXJrWF5HF56mlj2SamiP3lNsO7HQmbE9QlMcTx7VhjhMA5oLEuLg/y7Uol00ZxnOjkc
HqUKNI58lW+i/Kom5tf5A6zSb8G9ivJdRzhispdm/hcuFckOC0L6HykjDlvmOiFz/GYiOIn1
axuI8o4OjKX4jW16EmfnxMBYWStLrJZ2gCEdnzpf/J/ljfpxNKs2iGNZaru6u1e2ybtZxD1H
XjpyUprthnADMmUQfuJce/ouGGMPJBW/Z+VJ8vJlMbWuAaU7V+dqpmN/IDaaNXXMbTxOVcjC
0qk5a1lLeYfeflDVYiUxN3IMdYXbg5KCP/mL2gREZi79Owkkm55JQf657Q1oA8vMklffUvT8
h+S9i+ZZvZra8djzb8kqCmYitgkoruWDBtuqCrK2FzyfC+6JQcwQlEBJevCKNhCAL4rXBPNK
PO56diJ+dMH4cvuY7ackvMbExhY1ASi1nIylQa7GO67uIuEnvrScxET3wmeAiJkpj0NlBWhr
g1F5fP8AhRWI/ZK6WNzgQOBunMFD8RQ4/Je9kcdh9FyGPyR0za3Mqs37C4myhJVUj8ZQohnc
J0hEyzgJ9/0ifezDuHNtY0F1K5a8lxJHFF14pr38aC1rJ7Pg8Ji/n+Qrmx09jxcZCcJSuAT6
rkpVZmnl61pc0zI5ZEgwWsXYXPBcFyMFN2Fx8qEcfyoaeJ0DI3B4dHI1Qh0PEEdnx+FTeK8h
6plsNai9TjD5sqFuMplMiddzX/Heq18ynZt2CYl7phYHKY6w6YGIkPXCxwdb6aFUOsAriE58
eFDediw+Vs2bj5iuNxqPhpxqb60uNKSXfsvUivYTarB1k2YiVlEh9Jjj1YARUNpVEQ/Ki3qn
kzXMcKhEXKVXxFAQFGMsXG5K/LJTYVMjKpBsR2z945MP0iJjmD4yTzvV8btgTS1G7JZ+hsSA
iqaBqMzNJAVUm6vYoAwGkwLdMlzeQbzGZ/qSMiX19vqM1pbrqlHlwcECJuFB3a8Nsfj59iMN
4hp7JihVETl7+ay+yWDXBCyLTKD3JGq3ieJ5UQTHv7+0+rGubILvIPIIKmWOhJRgLeZU/wAv
dXTpW1+RsxWPI634mqUL6bzawli9lt669fakXmM4Cz3MexC1zAxMo4MPpPt7ceyMWe/y9oX4
61dDJK68bBvHEFPhp8Ka3V7/AJTz9rHYryJp2oo1a1iMg59qrfSyw5SK59VS/wBuKtYLdlFj
piWJmZFf6THuHIIGNLoXO9RR7CnERypC1mSxnolp5aJxTie6iZOteM03dT23F47EYqrrRZWr
ViE1aNH5OUrqq2X2UIglXIryJCgpMoBsFMcc+h9+Qjo3EkuTt0owRYf9udoa1jSeQF/n2dtV
TP8Akjw/r+ZuXc/v2tYpzEywwwq6JPsP6SBXffKHWbSAAenpH74GeI/T1JsWS5m1rD4mqn5O
EyQudI0FP6Rqe9L0IM7+WfhKhjbtKle2bNFbE5FVWvkxSEmRFIF8ltWskBMRMQAemOf1549X
tw8jcrtooZ/U8PYWt3lfD5n5UE9U/JfQatzL0sf492LM2s/e7kCKxyt++JlMmLVMvumO0BSP
ClRBD7zHtEQRJjSOAJeAB4UvhzI2Fw9PduPG59u6rbufl6vjK+Pymd8I7RreEp9VdWTs2pwo
2q9uTSynCiJb+xZX78SuJmZmJiI+sY4SSQ2UOd76snyBta50BaB2kKDw7qoOJ3jwznCVkcYy
zreRoRWVjsbkArWVQlrv6tfHvtDCKrusur/rKEoj7+Y9otLJxYoWnj+dBh+KfMA5jhwsf5fC
qpstry9lXGvTN+vqr/IctOs1yr63aqplANMxOuKVOSxXJRJn9wcyJFE+phsIu9vjrXGzSHyB
x7gU+ASqTgcH5mczI5exveaw5Yxgyh/7ndyLb77LzRZ+GNdxV5CuczLSMx9p5GC9TJhs3aCt
Ra9ybwu4dp+FEXT2+eUbGzUto2+6vG1LCC6nowufqXa7G9xnxslbU+MfXckJkZZIwRz0QPVP
Hqp4x9vqNAXxFXepkKIgT2rdPEqKcgmAnH/CsJdUSdZ6HM+LPf6iDtqel0D2pFnvIEIl1Fx0
x7e4KK5Rc0y3Bkex4ICcvivbUV8fX+32ubfb+B+3cdqxx8r5PzO7x2v+p8r36v8Aze/qSvVb
a/CoLjol0RPHX50h+kbH5XXsNYNn2jP1dbpMOc7I5Gm6EdSWdlNmu35EnLrYgBjIEQ8z9Jj2
PkZDt8jRu4UvZM4G7nbRrersnI5bJVstnCvp7UWalIxszIWjruew6tYYWxUqi+cQPXycrGII
/t5L1FGghqVTuc4F69l/bjVawuTj91uDZc9yqkZGxYFdiu2uNgK/W7gK7AQ2rNhwyfbZMwH0
iZ4iZuFra1WEDivD2+dWjB2cSrpYbm12osSUmdkuTJki2AFpM5AFqUEhERyE9P2xyXqLgT3V
5pbrpVwcVLJZGqiXLXY+Q/J23V/kSNeQJRp5g3nXEhAoHrgAKT9+P+b1XcBeFTKPcBx1NSbc
bfTZSC9kv26iStSVeIRYQ6CUwrCaja4wfamWTMH/ADc8z7e/HAQRoAa65pBQOJAX2FVDYCyG
KdQvKHJ1+zDZahtjqUqupiVV+uGTZC27pgigB6YmJ9y9vVjUIS1UP3NIN669XyGYRkHQiuu1
cCp2+8xdgfndz/rrPsT1LdJwftEREcRyXT648NIvpUoXPa/yhSnv91GHFEeNrY5KVLJTB6bT
mSaGpWyvDA+YlcqapvJhMRzz08T7jxPqgo4kmjoyWANGnH+PGu/Lpyy8fYs4qkvI5gkV0ylh
WqWP7JH0T8jILq3npIJ4kJhZczEz641FQlG117XJuCl3FBb25V1a4u/ZrROcrV8XkVyZ2KJP
+ZXTMSzvSm9IUTYqwsYISlInEzMTHt64+123FQaFJDrd9eqxkszZyeNZdEXY4qs2MdYPqI5P
mYJU9SompWivX6R657hT/CJ9eDWhpHHjQ73yGQF30pb27q79s/dl4B9rX1HcyofHMalUUMc2
v8qtF/sya7CxdFeS6TkCmOOeC4j1GIt3I6zfZK7M07Vbr7LXo0jNZzZVbET696ljqQojtWxW
tLrqHMZHwn9ihY6F9A94DCAg5ieviePU5GsjLQELjVUTnvaTcNHzpN/yKbXyuy0bNUatLIDj
lV7i0zb4XNa2UhZY54AMDIvmZMBgemJ/j6NgG2NNQtUvkHqqQERDVf1nUvJNYUa7jq9VxX1q
22pE5T4DG1qwCIPqTY6ORdLY7ZQPDOf0j39Tc+MeY6aVW5jZDtbuaU0PHtqX1LS982XK/uhg
CsVrEuy77IFBoJ9lEtfTUphV2TYq1yNkzx0jAzEF90eoyPY2x1Nq7Gzcwll7dyVAbIjcMrnL
E0cj8vGsRVZTKRE1RSuilnLCF0yviwXuBTyHMRPv6sagbUFj0IJd30MtpLOYTIuxOSd1FIQR
j2zHgCYUcjBsOOeV88xMx+nPHqQQhRV0UUcjdwB3A01/4t5D5dHf0Gf3VcPhlr6kx3BSdjJn
0m8YCXKAymAguSAfbnjj0Lkize+pwgs9TtbRI8py5mY8P1at19O0/wDuI4agUtDtKr4yWw5T
BMjZHVHSMcRMTPP6eqobNevOuz/7cRHKrzSx/wAJU9+7k7jyKsKrT5StwrBhQK4ZXVAD3Iie
ppgTJ+v6ehXXNgAKKY8hiFdPa9extx6EP/qxbcLC7SyZXCavAjyPcd2SOJkSmeOef1jiZ47t
XurzZCBcqfC1JLuetbPd27aclNqtQrrtqXfA7sQBWgQs0mNaHSxtayIhMH7xEnEf6+j2OaGN
A5UK8ODnbrPB8Kh9aoKzG54tOSvRh6I3qzicgnW11ihkSdlTGNaxlZQDyUSUlA/XnifXXkhh
S5SoxI+UBx2qfdRE3jQq2LyTLdvNMBJY+ovHU1Gpzci07SqZ2DKtNtVauaJh3UQx1TPHT7+q
I5N4sON+ymLscNsp2pYaqVTgvfVUs6FlLVq5d1913N4TFmdTI5NVFhwuQrBZmK9dfU9nQr3M
yWHR7c8cx66JQAA9A86CvNxy7zREujbqUqr3VZ7x5m0oyM2KllqMflHJq2LNJ7a10O8CLXE1
3LPtxPWMx7T7/r6vaWSXFxVUjJccmN9ib8taYkfJ/mrx1WxtzJ46rextzHqyeIdILZKMfenv
VFzkKHsDxUfTMmphc89UzzzIvpY05dtPm0PhTB2RnYbG+o0bT5h3HS441Sdl/IPFbBjH4nOa
6YPKkuatiYLJKBrUiSrIDdfX5Lif1WUTHtE8Tz6mzFLH72G3GhZco5EJa5gXhrb3mgxQ3TXU
UiXYwJ3siq2FhN751qi2yqQaDq9whJ8GMyQGPEe0r4+hTwSWuVVtS700b5gpXVfeDV3Ly/hY
wNTFU9Hxi7IESbFy7k8i8pVMg0TklkomsIyKJkv5B4gZ4+lfpu3qXFPCpGRoZtDAqaqaaj8W
9zRk9k8kXIpVMZiwwWGWWNx8pAE3DK98uVrcFoZx9pwdUQQlA9URET08+gOoRuMTWAq5ePhy
IvTTpEzGTukkCR7bgJ+IIQ9oNcP5djazeL8eV8TRWyteyWRkKlSosDJg06gpa1tdMgrrYRzM
jI9cTzx9vt3poLGua8kuGvsar65JHNM2WJobG4WAAHZoLXubUt2k6Dk8rsSMRfh41ZGAsVUZ
ClTusrTXPhNI7r5lNMy6hL3GZCZ+2Pr6ZOcA1aQbC5+3jVk2Hx1rlPXMjlpuYnHXUUBZQoTe
K9k3nS65at1NSmCscgJATmlBxz7R9kyUREh3bQCnwrgB2qoqmYfMJp08NT1oco6+htq3Y7is
fbRUuO4bVHFpTANkjSg4sJ+4S6IOJjkh9WEaqm2ooXEHRy++ixpm1Wzs08QTNUTRBc2chCYt
0kMexoMe2CpmBLJJRAgAzEQsIjmfp6g9ihb7qsa8B23+nto5VOvK2jytLA41lum+zTVmMZDw
sZEYYKrGPAn2HWhYFuOpAnMBJHE+x8zI5RrUJNxpRzNznK0Aofb+FUgt0zVIZVb2C/YDFCVC
5jtk127cdSBRMYht3I4VoLWbq5AMnKfuLjj7uqfXfTafpAvyP51YJ3CznG1kI/Ki9o+evIB2
dz1XH0ULVaateFC9lbdmuyUAhKK9tajfbIQiOkO5MBPTMRMT6HlYD5W3PbTDFkQ+q8AN7ASf
AGpLLeZ161TqFcx9NrbdHKOrY7Bzl87k6aQKsmrGRYhHTUI4tN6olfQvskIsnj1EY28lCbEa
oB4US7NMbdAbGwUnx9rJUGjzTm7eCyGFnxFtTtm6Y+BqF7AZNVDIh267nWn5W3TZiqIyvuuj
kiKY4j+YuPXTjtDg8SDbzW9eblvMZjMR38AQUPw8ahNX0Vm0ubl9h/EQsfiV2CC3ka+R1juL
M1kRxNXIWMMwzGFyfRLuqeZ4n3iI6+XbZs/m4WP4LXYsd0h3Oxf7S3Qj8UobbQ/8WtRzlnG5
LQsjSyUMErackvIZKrj5kVAKV1a2dvVGyxM9fWBlEEXTzHHtaxuW9oduG35/ChpD0+F5aGOD
+1bdiKR21UtY37xzouVymd1KxjsbjbFiU/Jq4OtX2KrTYwYmpjSvvfamrMEJEwQEjkCjqj24
ufG+Roa/Xvt4pQrMhkUhki0J5eYdy1Sdo8g+D88FhuVxe/7VmDa1gZXKZMhPuF0Rys2ZAmqr
kPPC5CRiYj7Y9SbHM2w2hvICuO2OBcd5kPEn+dD+7lfHa6SV4DWM7bt8KMxscLD/AKk9/qZE
OKYMAEPtEfeZmJ5j3tAkW5CUM4N469pq3Y2z5Y3F3Zw1fBa/NeuhaKlpWPpWWhXVL4sDZySH
vY0gOJZwS1z1D9ke3qs+my7lI8amD6hDQipyA+ddtq3531mYQ7K4yoWSqkJU4biTFtSwriTK
p2iFXUsfeYEZ/wCPrwEL+Cp310udEUJcFHZx7Kg37DvWXtfteRyWLwOYKmn9mv4mK1OXhRYN
xqmZOvbHslBSJxJlEdftPHtxLYxoUKRVT5ASHN4eHdcVVL2z+YLFhyj3basnCTmQcGy33KOA
6yFie5bj2iImY4j2/T10RwjRoHhVpyxJZ7nkjmSfxqN/uvyx1dH91bd1d3jj9+v/APW7Xf4/
9Vx19r7vXdkPIe6u+s3/AFO95pn3UQHO3UZa6hCjo4xdpKhMQsBXhxruWazAWNs+6YGyeuOY
KeZjp49DKdoTtqZHnR5snt31EbFiKJAFipkKdmyNaSBIcoTHKhAFQRKASOhIQuemJiIj2meJ
n1JrjoQahI1uqqU9vdQCX00TWuleK047VpVgazZiqPeS1TOlfT3egoiBlgj/AC/T34iLzeqC
E41bq9TM4+sizlQt1lXAQnHDLlM6pNozAOZMqlX+0Au2cTyXUM/r6ioNhXCxzQp0NHLTwoY2
2eSyj0U66cST3ywjhJd7ialiEkByT3e8x1kQtgYL2+nqiQkhG3K1fCGtdufZqfyqw4a+jLXi
FWURXa5NwcZ1rcCDWLBUS5Lpga7p6P5ZISmPu+nMeouBaNKkzzu1Q3So3bKdustSIy/z22LK
muBdblFWBWIf1YJcMhyuuBLpn9Pf9J9djIPBKhMwtKKpr14vNNwtmxWf8goWu+2vcqyUAyu0
ZGtcFTY7tcAeRBBzJ/XmPp685u4LXWOMZS+hv8qvR5zE2cUVZ7bb7L0VSNnTXL4gnEds3EaZ
4IpKY5IpOeJjmI+le1wctkojewx7XKXfKu4MrgscFRn73ayll5V6oGDLoPIpY1pLqVQKVHY7
rYEQL/liP4Tz7a4nRBXnGNgB3Enxq3PrG7GsOvkvh3EtrOs1bNiKlilTcw4mLodqzKZvhJjH
bKPefaY9VrdCK85p2kgoeWid/fX8nATduYrIs+N8twVkVLRQJNZVg5e6a7OthgyenpMS/mj3
j2n17ftBbQ7mFxDigNqLeLtxj3NG5bCr/Vc2rLAUMuSsCYxzQLqkXlBdITERPPH8fcVzV0Ci
rjIgJJRy27q4LNpRBkhed8bVmksK7y7EyhZxMsJnJ9KmHBRIjx7TM/T29SaCoNkWq3OCEKVS
kV8249mG2XAZa2dG49VTIuOuzHxWrWUokbClZKesoumUF0FwURMR6aQEOYQLCl8gR10JNUTC
+X2W81ird06k2cZrlrGV29oE8FxE/wC4geFtgQEukY4mZmPp6sMTUIGhK1F4mb/cI0tVtq+a
MRS0S7r7MgAWchRt1IWiBB3TZxvZXZsFFeE+z/sLpYTPt5mOJ59QMKy7+Rq1jpRD6bQU7KWy
rsFqu1j1XHqfKJFUVykROCgSgC6ZiIgj9+OJ59XrzqsxkcK/sv8AvG55R+SKXWDTUH5dq0z+
X46ycyCkhX0yIFM8fSI5nnj14EN0oiN4hj81yTTNfieMlPkv3j2weELpjn35uZPiOffieI9D
ZGje+pN+l3cfwou+SLKq2yeFu8UpUxmzoNvRJkEupYmBieiORApmIkv+WPf9PVUf0vTWoyIW
R8kooScVhYBNWc9ojBdXrKeiF+0l1dEdEnPuMFzM/Tj0LqaKHkaoK91U7MZkKABaeHe546pi
ImuBcmMViUSjJjmrginpnmYH6x6tDVKCqPURDqfh3Ujm75luR2XZLf7iVbFtvxKq822zIsmr
IQC8ePcGRYs5jqmBgYHjmOPRrGowcwKqJ3qQtzVKw+XDH36ryYyVKco2AQjMRAlyfSoh6ZCe
fcZjgo5ifUyAahtIcCeFFXas/Syi6GOoXaWNbcqoLI3x78C0lVmtJKmC95V6AiIwoOIYU+08
8DE1NairccKMMigBpQpc1bfDjqjF7FiaG1pxd0any5yFrOVdbRZ6kMV0wvNGmrd6LHQLOloO
gCguOImIGyztDXOaXBeRPyph0za7dGHhpTUuDf8A3rH30MdiyIZHYGozGUi8eNL9uLYEPPL1
Gqqr7cBXYNdY5BK3EUAcSIGERI8jwUksaWtVoQG6aUNK8Ol2uK7bbtRblz76ZrRdF2HctQpb
Jcye35rA0b+UqIHEtxoHZr00LQiMXQvJZNRMsiRM2FIxPI8+hHzsZOY/KHkfHtpg3FllwxM3
1Hwtclk07F0vxNhSqbtFtDG4u7buuRRyeUp40MhXqTdq167og6jbKBOBBb3FyoC7QHJdEDE+
jmIbhLgKlKJHIEcqglF4BaqOLq4ubdiLa2PqJrR3JSp5tYyXLE4SxZjFYoCSkWFBBHT7xMT6
mSfGqN7kCmipjfEdnZJeer2qrKSq6LQlZvLsW7Euls8KrqrJlMIGICYYX3lEzE+/TFDp2s+t
am2F0x8mqUw34164/U8j5FW20JtdhMUgupPAFHeukwYSUdzlXX7x7zPMe3MehMxweGct35Uf
gNLWyhQEZx7at3ns0WsFoCDY+nUWjY7Vt2KkUWnxj6FfsLCXiXMva3iOVcxxEe319cwtwkkF
9RVHUAsMJam3adLaUt2m2CVi9gzdrPsS+l/beuYlcF3Lyq1i9L2DYVWhSrEBVXIDPuJMZERM
T93o5y7w1LXNKnFQXLf2+VWryxuSNZwuu1tf/axt3wvBaCMSC5rJrOqWFW5X3zGxYnIQYmFk
XrKQ5j29cY0lxVUrrGiQAcvzof6fuGZ2U7WDs57B6zWyGVxuYds/wE0zxdzHpOtTQqtRUI14
tGcD3eIWqeop5mY5sc1PMATbTsrxaGG6gqt9O9eQ5Vcb8bJhKFl9in492GQZNRGWAse3Lm41
lB2yimnrsypIAcGYR2zmfpyceutQ2C1SEBvVsXv2NoYrG2MbS3vGXbMAF/C4lqXYi7csuYam
2FmqXC2xJj/XAQZC4mBKIiOYGMk+ZDyPGio5AnlUHktqBu4bNVi3SqJy2Wq5W0FmN3NhHCEZ
ubr4sUqj6YLdaprr8RHc7kSR/QYjj1No7tvDuqewnzNVUutvhR21Ly/GtazTnK1SpYexluXZ
+SsZQzqd2CLH4ZIgL02jhRSZnJQsDko5KeJokgDnKt00/Oi8fILGBhFidfwHKhD5h3V/kHO4
R2uDlXo7OQs0VKZdl/caapctCJRXPprwgi7sRJHBz1fy8zZGzY1ClRml9V24c6tOv6pv+N0X
H7wPlzO46l8xR2dcxOcv2MtXQmzFdzayDywVSt1Qn7lMEBEvsKY9QJY6T09gVNSLfKrWmZsQ
mEnlXQG/uFG/TsXqfkHMYehk/KPkryLSs4XMOu4fYMk3DY7HHXsqZVr2cfjsvBX7V7tv/p9w
+uJg+koj1RJ6kTC4MYwqLi69undR0AiyXta6SV7S0qDZL243W9N/vXi7wzs9yhY8e6Zhtc1r
H15XTxuZwmNy1qKHwTBiLd2a6idebeImTZkJdATIjwXv6AZkZDCRISSe3j7cKcy4mHMGnHa1
rAurVty7+3XlQnu+IfFdWko7Wi6OywFt5xa+KtSZx1ZrTrFZrC41Q80RHd4LienmYjmeLhPM
4pucifGgH42Mxq7Y9y69g5j50lvkPx7q68pkqOv2qGNr2bDzxyi+O5SwWZuKYNaWXa/UAyIL
5+2B+76+mUUjy0F2tIJ2NbKRGfKtr8PbhUb+4hkdHcBZOtXfTZUXma0lMZCvFJQoRaVWAOt1
dnVC5ISiRI45+kQUkSTjVR80eo18altWyCa9jKVMZdK225VwqKFg2qRZi+6ZCyipZNbRiaYQ
thJMkyztzxMn0j6i8KhI512NQqG5RKqW+ZG4Nv4Nm3YyuRmbiEvJJx3isMGoK6hwQWbq4JbJ
koGA5nkRiOeZxoiiwqMgJN7kcaoVC1jsVbqVrcG5li2iEWVTLIAUvRJ12yIgZV7BxPBBElEh
9JifUypFVhpcCeApiH6urJ0MhmcHZVVDHyj56LdSwlYJYopOxRgawHbVMT79Pdmf/N7T6HD0
Ia7jV/pDaXs0GoI+Vr0vvybXyuflP6v3Hp57J8//AFI6efp/0+39vT/Px/8AH0RVF0r/
2Q==</binary>
</FictionBook>
