<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<FictionBook xmlns="http://www.gribuser.ru/xml/fictionbook/2.0" xmlns:l="http://www.w3.org/1999/xlink">
 <description>
  <title-info>
   <genre>sci_history</genre>
   <genre>nonf_publicism</genre>
   <author>
    <first-name>Ryszard</first-name>
    <last-name>Kapuscinski</last-name>
   </author>
   <book-title>Imperium</book-title>
   <date value="1993-01-01">1993</date>
   <coverpage>
    <image l:href="#imperium.jpg"/></coverpage>
   <lang>pl</lang>
  </title-info>
  <document-info>
   <author>
    <first-name>Ryszard</first-name>
    <last-name>Kapuscinski</last-name>
   </author>
   <program-used>calibre 0.8.44, FictionBook Editor Release 2.6</program-used>
   <date value="2013-04-21">21 April 2013</date>
   <id>237f9a45-77c4-44e1-a2f9-74e3341c68f6</id>
   <version>1.2</version>
   <history>
    <p>v 1.1 - small changes</p>
    <p>v 1.2 - proofread</p>
   </history>
  </document-info>
  <publish-info>
   <book-name>Imperium</book-name>
   <publisher>Czytelnik</publisher>
   <city>Warszawa</city>
   <year>1997</year>
   <isbn>83-07-02603-2</isbn>
  </publish-info>
 </description>
 <body>
  <title>
   <p>Ryszard Kapuściński</p>
   <p>IMPERIUM</p>
  </title>
  <epigraph>
   <cite>
    <p>— czyli, że to są dziwy; i to wszystko się składa na obraz —</p>
    <p>— Imperium </p>
    <text-author>ANDRIEJ BIEŁYJ</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Rosja wiele widziała w ciągu tysiąca lat swoich dziejów. Jednego tylko nie widziała Rosja przez tysiąc lat — wolności.</p>
    <text-author>WASILI GROSSMAN</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Teraźniejszość jest czymś, co nas wiąże Przyszłość tworzymy sobie w wyobraźni. Tylko przeszłość jest czystą rzeczywistością.</p>
    <text-author>SIMONE WEIL</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>W Rosji cała energia artysty powinna być skierowana na pokazanie dwóch sił: człowieka i przyrody. Z jednej strony słabość fizyczna, nerwowość, wczesne dojrzewanie seksualne, namiętne pragnienie życia i prawdy, marzenia o szerokiej jak step działalności, pełna niepokoju analiza, niedostatek wiedzy przy wysokich wzlotach myśli, a z drugiej — bezkresna równina, surowy klimat; surowy, szary naród z jego ciężką, ponurą historią, tatarszczyzna, czynownictwo, ciemnota, bieda, wilgotny klimat stolic, apatia słowiańska itp. Rosyjskie życie tak młóci Rosjanina, że ten się pozbierać nie może, młóci jak tysiącpudowy kij.</p>
    <text-author>ANTONI CZECHOW</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Zasadnicze wrażenie, jakie odnieśliśmy po przyjrzeniu się sytuacji w Rosji — to obraz olbrzymiego, nie dającego się naprawić krachu. Historia nie znała jeszcze tak gigantycznej katastrofy.</p>
    <text-author>H. G. WELLS, 1920</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Przygoda Związku Radzieckiego jest największym doświadczeniem i najważniejszym zagadnieniem ludzkości.</p>
    <text-author>EDGAR MORIN</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Rosja zwymiotowała tę ohydę, którą ją karmiono.</p>
    <text-author>FIODOR DOSTOJEWSKI</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Ustrój, jaki nami rządzi, to połączenie starej nomenklatury, rekinów finansjery, fałszywych demokratów i KGB. Tego nie mogę nazwać demokracją — to wstrętna, nie mająca precedensu w historii hybryda, o której nie wiadomo, w jakim kierunku będzie się rozwijać... [ale] jeśli ten sojusz zwycięży, będą nas eksploatować nie przez 70, ale przez 170 lat.</p>
    <text-author>ALEKSANDER SOŁŻENICYN, 1992</text-author>
   </cite>
   <empty-line/>
   <cite>
    <p>Coś tam się rozjaśniło, ale coś nadal pozostaje niejasnym.</p>
    <text-author>WŁADIMIR WOJNOWICZ</text-author>
   </cite>
  </epigraph>
  <section>
   <title>
    <p>PRZEDMOWA</p>
   </title>
   <p><emphasis>Książka ta składa się z trzech części:</emphasis></p>
   <p><emphasis>Część I nazywa się „Pierwsze spotkania (1939--1967)” i jest relacją z moich dawnych pobytów w Imperium. Opowiadam w niej o wkroczeniu wojsk sowieckich do mojego rodzinnego miasteczka na Polesiu (dziś jest tam Białoruś), o podróży przez zaśnieżoną i bezludną Syberię, o wyprawie na Zakaukazie i do republik Środkowej Azji, a więc do obszarów b. ZSRR pełnych egzotyki, konfliktów i osobliwej, pełnej emocji i sentymentów atmosfery.</emphasis> </p>
   <p><emphasis>Część II nazywa się „Z lotu ptaka (1989-1991)” i zdaje sprawę z kilku moich dłuższych wędrówek po rozległej ziemi Imperium, jakie odbyłem w latach jego schyłku i ostatecznego rozpadu (ostatecznego w każdym razie w tej formie, w jakiej istniał do roku 1991). Podróże te odbywałem sam, omijając oficjalne instytucje i trasy, a szlak tych</emphasis> wypraw <emphasis>prowadził od Brześcia (granica b. ZSRR z Polską) do Magadanu nad Pacyfikiem i od Workuty za Kołem Polarnym do Termezu (granica z Afganistanem). W sumie jakieś 60 tysięcy kilometrów.</emphasis></p>
   <p><emphasis>Część III nazywa się „Ciąg dalszy trwa (1992-1993)” i jest to zbiór refleksji, uwag i notatek powstałych na marginesie moich podróży, rozmów i lektur.</emphasis></p>
   <p><emphasis>Książka jest napisana polifonicznie, to znaczy przewijają się przez jej stronice postacie, miejsca i wątki, które mogą powracać kilkakrotnie w różnych latach i kontekstach. Wbrew jednak zasadzie polifonii, całość nie kończy się wyższą i ostateczną syntezą, lecz przeciwnie</emphasis>— <emphasis>dezintegruje się i rozpada, a to dlatego, że w trakcie pisania książki rozpadowi uległ jej główny przedmiot i temat</emphasis> — <emphasis>wielkie mocarstwo sowieckie. Na jego miejsce powstają nowe państwa, a wśród nich</emphasis> — <emphasis>Rosja, ogromny kraj, zamieszkany przez naród, który od wieków ożywiała i jednoczyła a mb i ej a imperialna.</emphasis></p>
   <p><emphasis>Książka ta nie jest ani historią Rosji i byłego ZSRR, ani historią narodzin i upadku komunizmu w tym państwie, ani też podręcznym kompendium wiedzy o Imperium.</emphasis></p>
   <p><emphasis>Jest ona osobistą relacją z podróży, jakie odbyłem po wielkich obszarach tego kraju (czy raczej</emphasis> — <emphasis>tej części świata), starając</emphasis> się <emphasis>dotrzeć tam, gdzie mi pozwoliły czas, siły i możliwości</emphasis></p>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>I. PIERWSZE SPOTKANIA (1939-1967)</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>PIŃSK, 39</p>
    </title>
    <p>Moje pierwsze spotkanie z Imperium odbywa się przy moście łączącym miasteczko Pińsk z Południem świata. Jest koniec września 1939. Wszędzie wojna. Płoną wioski, ludzie chowają się przed nalotami po rowach i lasach, gdzie mogą, szukają ratunku. Na naszej drodze leżą zabite konie. Chcecie jechać dalej, radzi jakiś człowiek, musicie usunąć je na bok. Ile przy tym mitręgi, ile potu: martwe konie są bardzo ciężkie.</p>
    <p>Tłumy uciekających, w pyle, w kurzu, w panice. Po co im tyle tobołków, tyle walizek? Po co tyle czajników i garnków? Dlaczego tak złorzeczą? Dlaczego bez przerwy o coś pytają? Wszyscy gdzieś idą, jadą, biegną — nie wiadomo dokąd. Ale moja mama wie, dokąd. Mama wzięła za rękę moją siostrę i mnie i we trójkę idziemy do Pińska, do naszego mieszkania przy ulicy Wesołej. Wojna zastała nas koło Rejowca, na wakacjach u wujka, więc teraz musimy wrócić do domu. Tutti a casa!</p>
    <p>Ale kiedy po dniach wędrówki jesteśmy blisko Pińska, kiedy z daleka widać już domy miasta, drzewa pięknego parku i wieże kościołów, na drodze przy samym moście wyrastają nagle marynarze. Ci marynarze mają długie karabiny i ostre, kolczaste bagnety, a na okrągłych czapkach — czerwone gwiazdy. Kilka dni temu przypłynęli tu aż z Morza Czarnego, zatopili nasze kanonierki, zabili naszych marynarzy, a teraz nie chcą wpuścić nas do miasta. Trzymają nas na odległość, nie ruszać się! krzyczą i mierzą z karabinów.</p>
    <p>Mama, a także inne kobiety i dzieci — bo zebrali nas już całą gromadę — płaczą i proszą o litość. Wołajcie o litość, błagają nas nieprzytomne ze strachu mamy, ale co my, dzieci, możemy jeszcze zrobić, i tak już od dawna klęczymy na drodze, szlochamy i wyciągamy w górę ramiona.</p>
    <p>Krzyk, płacz, karabiny i bagnety, wściekłe twarze spoconych i złych marynarzy, jakaś furia, jakaś groza i niepojętość, to wszystko jest tam przy moście nad Piną, w tym świecie, w który wkraczam mając siedem lat.</p>
    <p>W szkole od pierwszej lekcji uczymy się alfabetu rosyjskiego. Zaczynamy od litery „s”. Jak to od „s”? pyta ktoś z głębi klasy. Przecież powinno być od „a”! Dzieci, mówi zgnębionym głosem pan nauczyciel (który jest Polakiem), spójrzcie na okładkę naszej książki. Jaka jest pierwsza litera na tej okładce? „S”! Petruś, który jest Białorusinem, może przeczytać cały napis: Stalin „Woprosy leninizma”. Jest to jedyna książka, z której uczymy się rosyjskiego, jedyny egzemplarz tej książki. Na sztywnej okładce, pokrytej szarym lnianym płótnem, duże, złocone litery.</p>
    <p>ODCHODZĄC OD NAS, TOWARZYSZ LENIN NAKAZAŁ NAM duka w pierwszej ławce pokorny i cichy Władzio. Lepiej nie pytać, kto to był Lenin. Wszystkie mamy zdążyły już nam powiedzieć, żeby o nic nie pytać. Zresztą te ostrzeżenia nie były nawet potrzebne. Nie umiem tego określić, nie umiem powiedzieć, skąd się to brało, ale w powietrzu było coś tak trwożnego, tak napiętego i ciężkiego, że miasto, w którym dawniej hasaliśmy w najdzikszy i najweselszy sposób, stało się nagle podstępnym i niebezpiecznym polem minowym. Baliśmy się nawet głębiej odetchnąć, żeby nie spowodować wybuchu.</p>
    <p>Wszystkie dzieci będą należały do Pioniera! Któregoś dnia zajeżdża na podwórko szkolne samochód, z którego wysiadają panowie w błękitnych mundurach. Ktoś mówi, że to NKWD. Co to jest NKWD, nie bardzo wiadomo, ale jedno jest pewne, że jeśli starsi, wymawiają tę nazwę, zniżają głos do szeptu. NKWD musi być najważniejsze, ponieważ ich mundury są eleganckie, nowe, jakby prosto spod igły. Wojsko chodzi obdarte, zamiast plecaków mają płócienne woreczki, najczęściej puste, związane byle jakim kordonkiem, i buty chyba nigdy w życiu nie czyszczone, natomiast jeżeli idzie ktoś z NKWD, na kilometr bije od niego błękitna łuna.</p>
    <p>Otóż ci z NKWD przywieźli dla nas białe koszule i czerwone chusty. Jeżeli będą ważne święta, mówi wystraszonym i smutnym głosem pan nauczyciel, każde dziecko przyjdzie w tej koszuli i chuście. Przynieśli też i rozdali nam pudło znaczków. Na każdym znaczku był portret innego pana. Jedni mieli wąsy, a inni — nie. Jeden pan miał bródkę, a dwóch nie miało włosów. Dwóch albo trzech nosiło okulary. Jeden z NKWD chodził od ławki do ławki i rozdawał znaczki. Dzieci, powiedział pan nauczyciel głosem, który przypominał dźwięk pustego drewna, to są wasi przywódcy. Przywódców było dziewięciu. Nazywali się: Andrejew, Woroszylow, Żdanow, Kaganowicz, Kalinin, Mikojan, Mołotow, Chruszczow. Dziewiątym przywódcą był Stalin. Znaczek z jego portretem był dwa razy większy od pozostałych. Ale to było zrozumiałe. Pan, który napisał tak grubą książkę jak „Woprosy leninizma” (z której uczyliśmy się czytać), powinien mieć znaczek większy niż inni.</p>
    <p>Znaczki przypinało się na agrafce, po lewej stronie, tam gdzie starsi noszą medale. Ale wkrótce powstał problem — zabrakło znaczków. Ideałem, a nawet niemal obowiązkiem, było nosić wszystkich przywódców, z dużym znaczkiem Stalina jako otwierającym kolekcję. Tak również polecali ci z NKWD: trzeba nosić wszystkich! Tymczasem okazało się, że ktoś ma Żdanowa, a nie ma Mikojana, albo — ktoś ma dwóch Kaganowiczów, a nie ma Mołotowa. Janek przyniósł jednego dnia aż czterech Chruszczowów, których wymienił za jednego Stalina (Stalina ktoś mu wcześniej ukradł). Prawdziwym krezusem był wśród nas Petruś — miał aż trzech Stalinów. Wyjmował z kieszeni, pokazywał, chwalił się.</p>
    <p>Kiedyś sąsiad z bocznej ławki — Chaim, odciągnął mnie na stronę. Chciał wymienić dwóch Andrejewów na Mikojana, ale powiedziałem mu, że Andrejewy mają niską cenę (co było prawdą, bo nikt nie mógł dojść, kim jest ten Andrejew), i nie zgodziłem się. Nazajutrz Chaim znowu wziął mnie na bok. Wyciągnął z kieszeni Woroszyłowa. Zadrżałem. Woroszyłow był moim marzeniem! Nosił mundur, więc pachniał wojną, a wojnę już poznałem, stąd był mi jakoś bliski. Dałem mu w zamian Żdanowa, Kaganowicza i jeszcze Mikojana na dokładkę. W ogóle Woroszyłow szedł dobrze. Podobnie Mołotow. Za Mołotowa można było dostać trzech innych, ponieważ starsi mówili, że Mołotow jest ważny. W cenie był również Kalinin, bo przypominał poleskiego dziadka. Miał jasną bródkę i — jako jedyny — coś w rodzaju uśmiechu.</p>
    <p>Czasami lekcje przerywa wystrzał armatni. Wystrzał rozlega się tuż obok, gwałtowny, donośny, drżą szyby, dygocą ściany, a pan nauczyciel patrzy z przerażeniem i rozpaczą w okno. Jeżeli po wystrzale następuje cisza, wracamy do czytania naszej grubej książki, ale jeżeli słychać łomot blachy, huk pękających murów i łoskot spadających kamieni, klasa ożywia się, słychać podniesione głosy — trafili! trafili! i ledwie rozlegnie się dzwonek, a już pędzimy na plac zobaczyć, co się stało. Nasza mała, piętrowa szkoła znajduje się tuż przy rozległym placu, który nazywa się Trzeciego Maja. Przy tym właśnie placu stoi wielki, ale to naprawdę wielki kościół, największy w całym mieście. Trzeba wysoko zadzierać głowę, żeby zobaczyć, gdzie kończy się kościół, a zaczyna niebo. A właśnie dokładnie w to miejsce strzela teraz armata. Strzela do wieży, żeby ją strącić.</p>
    <p>W klasie rozumowaliśmy wtedy tak: kiedy bolszewicy szli do nas, to nim zobaczyli Polskę i nim zobaczyli nasze miasto, musieli najpierw dostrzec wieże pińskiego kościoła. One są takie wysokie. To ich widocznie bardzo zdenerwowało. Dlaczego? Na to pytanie nie umieliśmy sobie odpowiedzieć. Natomiast o samym fakcie zdenerwowania wnioskowaliśmy stąd, że kiedy tylko Rosjanie weszli do miasta, nim jeszcze odsapnęli, nim się rozejrzeli, gdzie jaka ulica, nim pojedli i nim zaciągnęli się machorką, już prędko ustawili na placu armatę, przywieźli amunicji i zaczęli strzelać w kościół.</p>
    <p>Ponieważ cała artyleria pojechała na front, została im tylko jedna armata. Strzelali z niej bez ładu i składu. Jeżeli trafili, z wieży unosiły się kłęby ciemnego pyłu, czasem błysnął język płomienia. Wokół placu w głębokich bramach kryli się ludzie, którzy patrzyli na to bombardowanie ponuro, ale i z ciekawością. Kobiety klęczały i odmawiały różaniec. Po pustym placu chodził pijany artylerzysta i krzyczał: Widzicie, strzelamy do waszego Boga! A on nic, cicho siedzi! Boi się czy jak? Śmiał się, a potem dostawał ataku czkawki. Nasza sąsiadka powiedziała mamie, że kiedy któregoś dnia opadł kurz, zobaczyła na szczycie zburzonej wieży świętego Andrzeja Bobolę. Święty Andrzej, powiedziała, miał bardzo cierpiącą twarz — palili go żywcem.</p>
    <p>Idąc do szkoły, muszę przejść przez tory kolejowe, tuż koło stacji. Lubię to miejsce, lubię patrzeć na pociągi, które przyjeżdżają i odjeżdżają. Najbardziej lubię patrzeć na lokomotywę: chciałbym być maszynistą. Otóż idąc któregoś ranka przez tory widzę, że kolejarze zaczynają gromadzić wagony towarowe. Dziesiątki i dziesiątki wagonów. Gorączkowy ruch na przetokach: jeżdżą lokomotywy, skrzypią hamulce, dzwonią zderzaki. I pełno czerwonoarmistów, pełno NKWD. W końcu ruch ustaje, na kilka dni zapada cisza. Ale któregoś dnia widzę, jak do wagonów podjeżdżają furmanki pełne ludzi i tobołków. Przy każdej furmance kilku żołnierzy, każdy trzyma karabin tak, jakby miał za chwilę wystrzelić. Do kogo? Ci na furmankach ledwie żyją ze zmęczenia i strachu. Pytam mamę, dlaczego zabierają tych ludzi. Ona, bardzo zdenerwowana, mówi, że to zaczęła się wywózka. Wywózka? Dziwne słowo. Co ono znaczy? Ale mama nie chce odpowiedzieć na pytanie, nie chce ze mną rozmawiać, mama płacze.</p>
    <p>Noc. Pukanie do okna (mieszkamy w małym domku wrośniętym w ziemię). Twarz ojca przylepiona do szyby, płaska, roztopiona w mroku. Widzę, jak ojciec wchodzi do pokoju, ale poznaję go z trudem. Pożegnaliśmy się latem. Był w mundurze oficera, miał wysokie buty, nowy, żółty pas i skórzane rękawiczki. Szedłem z nim ulicą i słuchałem z dumą, jak wszystko na nim chrzęści. Teraz stoi przed nami w ubraniu poleskiego chłopa, chudy, zarośnięty. Ma na sobie lnianą koszulę do kolan przewiązaną parcianym paskiem, a na nogach łykowe łapcie. Z tego, co mówi mamie, rozumiem, że dostał się do niewoli sowieckiej i że pędzili ich na wschód. Mówi, że uciekł, kiedy szli kolumną przez las, i w jakiejś wiosce zamienił z chłopem mundur na koszulę i łapcie.</p>
    <p>Dzieci, mówi mama do siostry i do mnie, zamknąć oczy i spać! W sąsiednim pokoju, w którym są rodzice, słychać szepty i gwałtowne poruszenia. Rano, kiedy wstaję, ojca już nie ma. Idąc do szkoły rozglądam się na wszystkie strony — a nuż go zobaczę? Tyle chciałem mu opowiedzieć — o sobie, o szkole, o armacie. I że znam już rosyjskie bukwy. I że widziałem wywózkę. Ale ojca nie widać nawet w najdalszej perspektywie ulicy Łochiszyńskiej, która jest tak długa, że prowadzi chyba na koniec świata. Jest jesień. Wieje chłodny wiatr. Szczypią mnie oczy.</p>
    <p>Następna noc. Łomotanie do okien, do drzwi tak natarczywe, natrętne, tak huraganowe, że za chwilę zawali się sufit. Wpada ich kilku, czerwonoarmistów i cywilów, wdzierają się tak nerwowo i błyskawicznie, jakby ścigały ich rozwścieczone wilki. Od razu karabiny w nas wymierzone. Strach wielki: a jeżeli strzelą? A jeżeli zabiją? Bardzo nieprzyjemne uczucie widzieć zabitego człowieka. Także widzieć zabitego konia. Aż przechodzi dreszcz.</p>
    <p>Ci, którzy trzymają karabiny, stoją jak posągi, ani drgną, natomiast pozostali wywalają wszystko na podłogę. Z szaf, z komód, z łóżek. Sukienki, czapki, nasze zabawki. Sienniki, buty, ubrania ojca. I do mamy — muż kuda? A mama, blada jak papier, rozkłada drżące ręce i mówi, że nie wie. Ale oni wiedzą, że ojciec tu był, więc znowu — muż kuda? A mama nic, że nie wie, no nie wie i już. Ach, ty, mówi jeden i robi taki ruch, jakby chciał mamę uderzyć, a mama chowa głowę w ramiona, żeby nie trafił. A inni szukają i szukają. Pod łóżkami, pod kredensem, pod fotelem. Czego szukają? Mówią, że broni. Ale jaka u nas może być broń? Mój zepsuty kapiszonowiec, z którym chodziłem walczyć z Indianami. Owszem, kiedy kapiszonowiec był dobry, zawsze mogliśmy wyprzeć Indian z naszego podwórka, ale teraz mój rewolwer ma złamaną sprężynę, nie nadaje się do niczego.</p>
    <p>Chcą zabrać mamę. Zabrać za karę czy jak? Grożą jej pięściami i okropnie klną. Idi! krzyczy żołnierz do mamy i chce wypchnąć ją kolbą na dwór w ciemną noc. Ale wtedy moja młodsza siostra rzuca się nagle na żołnierza i zaczyna go bić, gryźć i kopać, rzuca się w jakimś szale, w furii, w obłędzie. Jest w tym taka nieoczekiwana, zaskakująca determinacja, taka drapieżna nieustępliwość, zawziętość i ostateczność, że jeden z czerwonoarmistów, pewnie najstarszy, pewnie komandir, waha się przez chwilę, w końcu nakłada czapkę, zapina kaburę pistoletu i mówi do swoich ludzi — paszli!</p>
    <p>W szkole, w czasie przerw, albo kiedy wracamy gromadą do domu, mówi się o wywózkach. Nie ma teraz ciekawszego tematu. Nasze miasteczko jest pełne zieleni, wokół domków rozciągają się ogródki, wszędzie aż gęsto od wysokich traw, chwastów, krzewów i drzew, łatwo więc schować się, widzieć wszystko, a samemu być niewidocznym. W starszych klasach są tacy, którym udało się wyrwać z domu, ukryć w zaroślach i obejrzeć całą wywózkę od początku do końca. Mamy już prawdziwych ekspertów od wywózek. Rozprawiają oni na ich temat ochoczo i ze znawstwem.</p>
    <p>Więc wywózki odbywają się nocą. Chodzi tu o zaskoczenie. Człowiek śpi, a oto nagle budzą go krzyki, widzi nad sobą wściekłe twarze żołnierzy i NKWD, siłą wyciągają go z łóżka, popychają kolbami i każą wychodzić z domu. Każą oddać broń, której i tak przecież nikt nie ma. Bez przerwy miotają straszliwymi plugastwami. Najgorzej, jeżeli nazwą kogoś burżujem. Burżuj to okropne wyzwisko. Cały dom przewracają do góry nogami, w tym znajdują największe upodobanie. W czasie, kiedy robią rewizję i cały ten nieopisany bałagan, przyjeżdża podwoda. Jest to chłopski wóz zaprzężony w lichego konika, bo Poleszucy są biedni i konie mają marne. Więc kiedy komandir widzi, że jest już podwoda, krzyczy do tych, których będą wywozić: macie piętnaście minut, żeby się spakować i siadać na furmankę. Jeżeli komandir ma dobre serce, daje pół godziny. Wtedy trzeba po prostu rzucać się na wszystko i pchać do walizek, co się da. Nie ma mowy, żeby coś tu wybierać albo nad czymś się zastanawiać. Szybko, natychmiast, już, bystro, bystro! Potem pędem do furmanki, dosłownie — pędem. Na wozie siedzi chłop, ale chłop nie pomoże, nie wolno mu, nie wolno mu się nawet obejrzeć, żeby zobaczyć, kto wsiada na furmankę. Dom zostaje pusty, bo zabierają całą rodzinę, dziadków, dzieci, wszystkich. Gaszą światło.</p>
    <p>Teraz furmanka jedzie w ciemnościach, wymarłymi ulicami, w stronę dworca kolejowego. Wóz trzęsie się i kolebie, ponieważ większość naszych ulic nie ma asfaltu, nie ma nawet bruku. Koła wpadają w głębokie dziury albo toną w błocie. Ale wszyscy są tu do takich niewygód przyzwyczajeni — i woźnica Poleszuk, i jego koń, i nawet ci nieszczęśnicy, którzy kołyszą się teraz na swoich tobołkach, zgnębieni i przerażeni.</p>
    <p>Chłopcy, którym udało się podglądać wywózki, mówią, że szli za tymi furmankami aż do torów kolejowych. Tam stoją towarowe wagony, długi transport. Każdej nocy było furmanek kilkanaście albo kilkadziesiąt i więcej. Wozy zatrzymywały się na placu przed dworcem. Dalej, do wagonów, trzeba było iść pieszo. Do takiego wagonu trudno wsiąść, bo jest wysoki. Ci z eskorty musieli poganiać, wymachiwać karabinami, krzyczeć, kląć. Kiedy napełnili jeden wagon, szli do następnego. Co to znaczyło — napełnić wagon? To znaczyło upchać w nim kolanami i kolbami tych ludzi tak, żeby nie było gdzie wetknąć szpilki.</p>
    <p>Nigdy nie było wiadomo, której nocy po kogo przyjdą. Chłopcy, którzy wiedzieli dużo o wywózkach, próbowali ustalić tu jakieś reguły, jakieś hierarchie, znaleźć klucz. Niestety, daremnie. Bo na przykład zaczęli wywozić z Bednarskiej, ale nagle — przestali. Wzięli się za mieszkańców Kijowskiej, ale tylko po stronie parzystej. Raptem zniknął ktoś z Nadbrzeżnej, ale tej samej nocy zabrali ludzi z drugiego końca miasta — z Browarnej. Od czasu rewizji w naszym mieszkaniu mama nie pozwala nam zdejmować na noc ubrań. Można rozzuć buty, ale trzeba mieć je cały czas przy sobie. Palta leżą na krzesłach, tak żeby włożyć je w okamgnieniu. W zasadzie nie wolno spać. Leżymy z siostrą koło siebie i jedno drugie poszturchuje, jedno drugim potrząsa albo pociąga za włosy. Ty, nie śpij! Ty też nie śpij! Ale, oczywiście, wśród tej szamotaniny i przepychań w końcu zasypiamy oboje. Natomiast mama nie śpi naprawdę. Siedzi za stołem i cały czas nadsłuchuje. Cisza na naszej ulicy jest taka, że dźwięczy w uszach. Jeżeli w tej ciszy rozlegną się czyjeś kroki, mama blednie. Człowiek o tej porze to wróg. W klasie czytaliśmy u Stalina o wrogach. Wróg to straszna postać. Kto inny przyjdzie o tej porze? Dobrzy ludzie boją się, siedzą schowani w domach.</p>
    <p>Nawet jeżeli śpimy, to tak jak mysz na pudle. Śpimy, a wszystko się słyszy. Czasem nad ranem słychać turkot furmanki. Odgłos ten narasta w ciemnościach, a kiedy już furmanka zrówna się z naszym domem, łoskot jest taki, jakby przejeżdżała jakaś piekielna machina. Mama podchodzi na palcach do okna i ostrożnie odsuwa zasłonę. Być może inne mamy z ulicy Wesołej robią w tej chwili to samo. Widzą one wolno toczący się wóz, a na nim skulone postacie, za wozem idą czerwonoarmiści, a za nimi — z powrotem ciemność. Sąsiadka, która widziała, jak świętego Andrzeja Bobolę palą żywcem, powiedziała mamie, że te furmanki jakby przejeżdżały po niej. Następnego dnia wszystko ją boli.</p>
    <p>Pierwszy w klasie zniknął Paweł. Ponieważ zbliżała się zima, nauczyciel powiedział, że na pewno Paweł przeziębił się i został w łóżku. Ale Paweł nie przyszedł następnego dnia ani w następnym tygodniu i wtedy zaczęliśmy domyślać się, że nie przyjdzie nigdy. W kilka dni później zobaczyliśmy, że pierwsza ławka, w której siedzieli Janek i Zbyszek, stoi pusta. Zrobiło się smutno, ponieważ obaj wymyślali najlepsze kawały i dlatego pan nauczyciel, żeby mieć ich na oku, kazał im siedzieć w pierwszej ławce. W innych klasach też dzieci coraz częściej znikały. Już nawet nikt nie pytał, dlaczego nie przyszły i gdzie są. Szkoła pustoszała. Jeszcze po lekcjach graliśmy w piłkę, w podchody i w klipę, ale coś się takiego stało, że piłka zrobiła się bardzo ciężka, w czasie podchodów nikomu nie chciało się szybko biegać, a w klipie każdy machał kijem byle jak. Za to łatwo wybuchały dziwaczne spory i zażarte bójki, po których wszyscy rozchodzili się źli, nadęci i osowiali.</p>
    <p>Pewnego dnia zniknął pan nauczyciel. Po prostu jak zwykle przyszliśmy do szkoły na ósmą i po dzwonku usiedliśmy w ławkach, kiedy w drzwiach stanął pan kierownik Lubowicki. Dzieci, powiedział, idźcie teraz do domu i przyjdźcie jutro, będzie uczyć was nowa pani. Po raz pierwszy od czasu wyjazdu ojca czuję kurcz w okolicy serca. Dlaczego zabrali naszego pana? Nasz pan był ciągle zdenerwowany i często wyglądał przez okno. Mówił — ach, dzieci, dzieci i kiwał głową. Zawsze był poważny i bardzo smutny. Był dla nas dobry i jeżeli jakiś uczeń jąkał się czytając Stalina, pan nie krzyczał, a nawet trochę się uśmiechał.</p>
    <p>Wracałem do domu przybity. Kiedy przechodziłem przez tory, usłyszałem znajomy głos. Ktoś mnie wołał.</p>
    <p>Na bocznicy stały wagony, a w nich ludzie, których mieli wywieźć. Głos dobiegał mnie stamtąd. Spojrzałem i w drzwiach jednego z wagonów zobaczyłem twarz naszego nauczyciela. Machał do mnie ręką. Boże! Rzuciłem się pędem w tamtą stronę. Ale w sekundę dopadł mnie żołnierz i uderzył w głowę tak mocno, że przewróciłem się. Wstawałem oszołomiony, z ostrym bólem, a on zamachnął się jeszcze raz, ale już nie uderzył, tylko krzyczał, żebym wynosił się stąd w czorty. I nazwał mnie sobaczym nasieniem.</p>
    <p>Wkrótce zaczął się głód. Jeszcze dotąd nie było mrozów, tuż po wyjściu ze szkoły zaczynaliśmy buszować po ogrodach. Znaliśmy dobrze ich zawiłą geografię, ponieważ tam, wśród grządek i krzewów, bawiliśmy się dawniej do upadłego w nasze wojny, w podchody i w Indian. Każdy wiedział, u kogo rosną duże jabłka, u kogo warto otrząsnąć gruszę, gdzie dojrzało tyle śliwek, że aż jest fioletowo, albo gdzie obrodziło pękatą brukwią. Wyprawy te były ryzykowne, ponieważ właściciele ogródków pędzili nas na cztery wiatry. Głód zaglądał już wszystkim do oczu i kto mógł, starał się robić zapasy. Nikt nie chciał stracić ani jednej moreli, brzoskwini czy agrestu. Znacznie bezpieczniej było pustoszyć sady tych, których aresztowali i zamknęli w wagonach, bowiem nikt nie pilnował ich drzew ani grządek.</p>
    <p>Targ rzeczny na Pinie, gdzie chłopi zwozili na łodziach swoje skarby — a to ryby, a to miód, a to kaszę — dawno już opustoszał. Większość sklepów była zamknięta albo zrabowana. Jedynym ratunkiem była wieś. Nasze sąsiadki brały pierścionek czy futro i jechały do pobliskich wsi kupić mąkę, słoninę lub drób. Zdarzyło się jednak, że w czasie, kiedy kobiety te były poza miastem, NKWD przyszło do ich domów i zabrało dzieci do transportu. Sąsiadki mówiły o tym rozdygotane i ostrzegały mamę. Ale i bez tego mama była zdecydowana nie ruszyć się od nas na krok.</p>
    <p>Nasze miasteczko, zielone i duszne latem, jesienią brązowe i błyszczące w słońcu jak bursztyn, nagle, jednej nocy, zrobiło się białe. Było to na przełomie listopada i grudnia. Zima roku 39/40 była wczesna i ostra. Była mroźnym, lodowatym piekłem. Od strony ulicy Spokojnej, od strony cmentarza, na którym leży moja babcia, doczołgaliśmy się do krzaków, skąd mogliśmy widzieć transport stojący na bocznicy. W wagonach byli ludzie, którzy mieli lada dzień odjechać. Dokąd? Starsi mówili, że na Sybir. Nie wiedziałem, gdzie to jest, ale ze sposobu, w jaki wymawiali to słowo, wynikało, że strach nawet myśleć o tym Sybirze.</p>
    <p>Nie zobaczyłem mojego nauczyciela, na pewno dawno odjechał, bo transporty odchodziły jeden za drugim. Siedzieliśmy schowani w krzakach, a ze strachu i palącej ciekawości serce podskakiwało do gardła. Ze strony bocznicy dobiegały nas jęki i płacz. Za chwilę zrobiły się one bardzo głośne, rozdzierające. Od wagonu do wagonu jechały furmanki. Ludzie z wagonów składali na te furmanki tych, którzy tej nocy umarli z zimna i głodu. Za furmankami szło czterech z NKWD i coś liczyli, coś pisali. Znowu liczyli i pisali. Liczyli i pisali. Potem zamykali drzwi do wagonów. Te drzwi muszą być ciężkie, bo robili to z wielkim trudem. Poruszają się one na bloczkach, bloczki przeraźliwie skrzypiały. Zamek zakręcali drutem, drut ściskali obcęgami. Każdy z tych czterech kolejno sprawdzał, czy nie da się drutu odkręcić. Kuliliśmy się w krzakach skamieniali z zimna i przejęcia. Lokomotywa zagwizdała kilka razy i pociąg ruszył. Kiedy był już daleko, ci czterej zrobili w tył zwrot i poszli na dworzec.</p>
    <p>Nic nie powiedzieliśmy mamie, żeby jej nie złościć. Mama całymi dniami stała w oknie. Stała nieruchoma, mogła nie ruszać się godzinami. W domu było jeszcze trochę kaszy i mąki. Czasem jedliśmy kaszę, czasem mama piekła na kuchni placki z mąki. Zauważyłem, że sama nic nie je, a kiedy myśmy jedli, odwracała się, żeby nie patrzeć, albo wychodziła do drugiego pokoju. Mówiła — przynieście trochę chrustu. Chodziliśmy po okolicy wygrzebując spod śniegu suche badyle i patyki. Być może nie miała już siły wychodzić sama, a trzeba było choć trochę palić, bo zamarzaliśmy na sople. Wieczorami siedzieliśmy w ciemnościach trzęsąc się z zimna i ze strachu, czekając na wywózkę.</p>
    <p>Czasem włóczyłem się z kolegami po oblodzonym i roziskrzonym w słońcu mieście. Węszyliśmy za jedzeniem, właściwie nie licząc, że coś znajdziemy. Można było zjeść trochę śniegu albo possać kawałek lodu, ale to tylko wzmagało głód. Najbardziej męczącym, ale zarazem najbardziej przyjemnym i rzadkim był zapach gotowanego jedzenia. Chłopcy! wołał któryś z nas i machał na pozostałych ręką. Pędziliśmy do niego, a on już stał z nosem wetkniętym między sztachety, wpatrzony w czyjś dom. Razem zaczynaliśmy wdychać płynący w naszą stronę zapach pieczonej kury albo gotującego się bigosu. Od takiego płotu jeden drugiego musiał później odrywać siłą.</p>
    <p>Kiedyś, głodni i zdesperowani, powlekliśmy się do żołnierzy pilnujących koszar. Towariszcz, powiedział Hubert, daj pokuszat' i zrobił ręką gest wkładania do ust kawałka chleba. Ale oni tylko wzruszyli ramionami. W końcu jeden z wartowników sięgnął do kieszeni i zamiast chleba wyciągnął płócienny woreczek i podał nam bez słowa. W środku były ciemnobrunatne, niemal czarne, drobno pokrajane łodygi liści tytoniowych. Czerwonoarmista dał nam również kawałek gazety, pokazał, jak skręcić z niej stożek i wsypać wilgotnej, cuchnącej, tytoniowej kaszy. Papierosy zrobione z dobrego tytoniu i bibułki, słowem — normalne papierosy, były wtedy nieosiągalne.</p>
    <p>Zaczęliśmy palić. Dym drapał w gardle i szczypał w oczy. Świat zaczął wirować, kołysać się i stawać na głowie. Wymiotowałem, a czaszka pękała od bólu. Ale ssące, tępe uczucie głodu zelżało, osłabło. Mimo wstrętnego smaku w ustach, mimo męczących nudności, było to znośniejsze niż tarmosząca wnętrzności, dojmująca, natarczywa potrzeba wypełnienia żołądka.</p>
    <p>Moja klasa stopniała do połowy. Pani posadziła mnie w ławce z chłopcem, który miał na imię Orion. Od razu polubiliśmy się i zaczęliśmy razem wracać do domu. Kiedyś powiedział mi, że na ulicy Zawalnej mają sprzedawać cukierki i jeżeli chcę, możemy razem stanąć w kolejce. Był to piękny gest, że mi powiedział o tych cukierkach, bo dawno już o słodyczach przestaliśmy marzyć. Mama zgodziła się i poszliśmy z Orionem na Zawalną. Było ciemno i padał śnieg. Przed sklepem stała już długa kolejka dzieci, ciągnąca się wzdłuż kilku domów. Sklep był zamknięty drewnianymi okiennicami. Dzieci stojące na początku kolejki powiedziały, że sklep będzie otwarty dopiero jutro i że trzeba stać całą noc. Strapieni wróciliśmy na swoje miejsce, na koniec kolejki. Ale nowe dzieci ciągle przybywały, kolejka rosła w nieskończoność.</p>
    <p>Brał mróz jeszcze większy niż w ciągu dnia, ostry, przenikliwy, siarczysty. W miarę jak płynęły minuty, a potem godziny, stać było coraz trudniej. Na nogach i rękach miałem już od jakiegoś czasu piekące, nabrzmiałe materią wrzody, które bardzo bolały. Teraz lodowate zimno powiększało ten ból, który robił się nie do zniesienia. Pojękiwałem przy każdym poruszeniu.</p>
    <p>Tymczasem coraz to jakiś fragment kolejki pękał, rozsypywał się po zaśnieżonej, zamarzniętej ulicy. Żeby rozgrzać się, dzieci bawiły się w berka. Baraszkowały, mocowały się, tarzały w białym puchu. Potem wracały do kolejki i następna grupa puszczała się z wrzaskiem w gonitwę. W połowie nocy ktoś rozpalił ognisko. Buchnął pyszny, bujny płomień. Po kolei dopadaliśmy tego ognia, żeby choć na chwilę ogrzać ręce. W twarzach dzieci, którym udało się dopchać do ogniska, odbijał się złoty blask. W blasku tym ich twarze tajały, napełniały się ciepłem. Potem ogrzani wracali na miejsca i oddawali nam, stojącym w kolejce, promienie swojego żaru.</p>
    <p>Nad ranem kolejkę ogarnął sen. Nic nie pomogły ostrzeżenia, że na mrozie nie wolno spać, bo to oznacza śmierć. Już nikt nie miał siły ani szukać gałęzi na opał, ani bawić się w berka czy w kółko graniaste. Mróz przeszywał do kości, okrutny, nasrożony, trzaskający. Z zimna odpadały ręce i nogi. Żeby ratować się, żeby przetrwać noc, staliśmy w kolejce kurczowo przytulając się do siebie, jedno za drugim. Był to silnie i rozpaczliwie sczepiony łańcuch, z którego uchodziła resztka ciepła. Śnieg przysypywał nas coraz bardziej, okrywał białym, miękkim kożuchem.</p>
    <p>Jeszcze ciemnym rankiem przyszły dwie zawinięte w grube chusty kobiety i zaczęły otwierać sklep. W kolejkę wstąpiło życie. Śniliśmy góry cukierków, wspaniałe czekoladowe pałace. Śniliśmy królewny z marcepana i paziów z piernika. Nasza wyobraźnia płonęła, wszystko się w niej iskrzyło, promieniało. W końcu drzwi sklepu otwarły się i kolejka ruszyła. Wszyscy napierali, żeby rozgrzać się i coś kupić. Ale w sklepie nie było ani cukierków, ani czekoladowych pałaców. Kobiety sprzedawały puste puszki po landrynkach. Po jednej dla każdego. Były to okrągłe, duże puszki, które miały na ścianach namalowane kolorowe, buńczuczne koguty i polski napis — E. Wedel.</p>
    <p>Z początku byliśmy bardzo rozczarowani i zgnębieni. Orion płakał. Ale kiedy zaczęliśmy bliżej badać naszą zdobycz, powoli wstępowała w nas radość. Bo na ścianach tych puszek pozostał po landrynach słodki osad, różnobarwne, drobne kruszyny, gęsta, owocami pachnąca szadź. Przecież mamy mogły zagotować w tych puszkach wodę i mieć dla nas słodki, aromatyczny napój! Już udobruchani, już nawet zadowoleni, zamiast iść prosto do domu, skręciliśmy do parku, gdzie latem stał cyrk. Cyrk dawno odjechał, ale odjeżdżał w pośpiechu i zostawił karuzelę. Z karuzeli ukradli i motor, i prawie wszystkie krzesełka. Ale jedno krzesełko zostało i jeżeli zebrać kilku chłopców, mogą oni drągiem rozpędzić karuzelę tak, że kręci się jak szalona.</p>
    <p>W parku jest pusto i cicho, więc biegniemy do karuzeli i zaczynamy ją rozkręcać. Już ruszyła, już skrzypi. Wskoczyłem na krzesełko i zapiąłem się łańcuchem. Orion wydaje rozkazy, pokrzykuje, zagrzewa, ponagla chłopców, którzy jak galernicy napierają na drąg ile sił, żeby szybciej, szybciej i szybciej! Orion cały w gorączce woła ile mocy w gardle, w chłopców też już wstąpiło szaleństwo, karuzela pędzi, czuję szczypiący, mroźny wiatr, któiy chłoszcze mnie po twarzy, porywisty i coraz silniejszy wiatr, na którego skrzydłach unoszę się jak pilot, jak ptak, jak obłok.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>TRANSSYBERYJSKA, 58</p>
    </title>
    <p>Miejsce mojego drugiego spotkania z Imperium: daleko, w stepach i śniegach Azji, w trudno dostępnej krainie, której cała geografia nosi obce i przedziwne imiona, rzeki nazywają się — Argun, Unda, Czajchar, góry — Czingan, Ilczuri, Dżagdy, a miasta — Kilkok, Tungir i Bukaczacza. Z samych tych nazw można by układać dźwięczne, egzotyczne poematy.</p>
    <p>Pociąg kolei transsyberyjskiej, który wyruszył poprzedniego dnia z Pekinu i odbywa dziewięciodniową podróż do Moskwy, wjeżdża od strony Charbinu na stację graniczną ZSRR — Zabajkalsk. Zbliżenie się do każdej granicy zwiększa w nas napięcie, podnosi emocje. Ludzie nie są stworzeni do życia w sytuacjach granicznych, unikają ich lub starają się od nich jak najszybciej uwolnić. A jednak człowiek wszędzie je napotyka, wszędzie widzi i czuje. Weźmy atlas świata: same granice. Oceanów i kontynentów. Pustyń i lasów. Opadów, monsunów, tajfunów, użytków i nieużytków, marzłoci i kisłoci, łupka i zlepieńca. Dodajmy granice występowania osadów czwartorzędowych i wylewów wulkanicznych, bazaltu, kredy i trachitu. Możemy też zobaczyć granice tarczy patagońskiej i tarczy kanadyjskiej, strefy klimatów zwrotnikowych i arktycznych, granice form erozyjnych dorzecza Adygi i jeziora Czad. Granice występowania różnych ssaków. Różnych owadów. Różnych gadów i płazów, w tym bardzo groźnej czarnej kobry oraz strasznej, choć na szczęście — leniwej, anakondy.</p>
    <p>A granice monarchii i republik? Zamierzchłych królestw i zagubionych cywilizacji? Paktów, układów i aliansów? Plemion czarnych i żółtych? Wędrówek ludów? Granice, dokąd dotarli Mongołowie. Dokąd — Chazarowie. Dokąd — Hunowie.</p>
    <p>Ileż ofiar, krwi i bólu związanych jest ze sprawą granic! Cmentarze tych, którzy na świecie polegli w obronie granic, nie mają końca. Równie bezkresne są cmentarze śmiałków, którzy próbowali swoje granice poszerzyć. Można przyjąć, że połowa tych, którzy kiedykolwiek przewinęli się przez naszą planetę i oddali życie na polu chwały, wyzionęła ducha w bitwach wywołanych kwestią granic.</p>
    <p>Ta wrażliwość na sprawę granic, ten niestrudzony zapał, żeby je ciągle wytyczać, poszerzać lub bronić, jest cechą nie tylko człowieka, ale całej przyrody ożywionej, wszystkiego, co się porusza na lądzie, w wodzie i powietrzu. Różne ssaki, w obronie granic swoich pastwisk, dadzą się rozszarpać na kawałki. Różne drapieżniki, aby zdobyć nowe tereny łowne, zagryzą swoich przeciwników na śmierć. Ale nawet nasz cichy i potulny kotek, jak się wysila, jak spręża i męczy, żeby wydusić z siebie po kilka kropel to tu to tam i naznaczyć nimi granicę swojego terytorium.</p>
    <p>A nasze mózgi? Przecież zakodowana jest w nich nieskończona ilość wszelkiego rodzaju granic. Między półkulą lewą a prawą, między płatem czołowym a skroniowym, między podwzgórzem a przysadką. A granice między komorami, oponami i zwojami? Między rdzeniem przedłużonym a kręgowym? Zwróćmy uwagę na sposób, w jaki myślimy. Np. myślimy: do tej granicy wolno, a dalej — nie. Albo mówimy: uważaj, żebyś nie posunął się za daleko, bo przekroczysz granicę! W dodatku wszystkie te granice myślenia, odczuwania, nakazów i zakazów ciągle przesuwają się, krzyżują, przenikają i piętrzą. W naszych mózgach trwa nieustanny ruch graniczny, przygraniczny, nadgraniczny. Stąd bóle skroni i migreny, stąd tyle zamętu w głowach, ale też zdarzają się i perły: wizje, olśnienia, błyski myśli i — choć, niestety, rzadziej — geniuszu.</p>
    <p>Granica to stres, nawet — lęk (znacznie rzadziej: wyzwolenie). Pojęcie granicy może zawierać w sobie jakąś ostateczność, drzwi mogą zatrzasnąć się za nami na zawsze: taką jest granica między życiem i śmiercią. O tych niepokojach wiedzą bogowie i dlatego starają się pozyskać wyznawców obiecując, że w nagrodę wejdą do królestwa bożego, które będzie właśnie bez granic. Raj Boga chrześcijan, raj Jahwe i Allacha nie mają granic. Buddyści wiedzą, że stan nirwany to stan błogiej szczęśliwości bez granic. Słowem, tym, co najbardziej pożądane, oczekiwane i przez wszystkich upragnione, jest właśnie owa bezwarunkowa, zupełna, absolutna — bezgraniczność.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>ZABAJKALSK — CZITA</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Zasieki. Zasieki to jest to, co się najpierw widzi. Wystają ze śniegu, jak gdyby unoszą się ponad śniegiem linie, kozły, płoty zasieków. Jakież przedziwne kombinacje, zwęźlenia, skłębienia, całe konstrukcje tych zasieków spinających niebo i ziemię, wczepionych w każdy skrawek zamarzniętego pola, w biały pejzaż, w lodowaty horyzont. Z pozoru ta kolczasta, drapieżna zapora rozciągnięta wzdłuż granicy wygląda na pomysł niedorzeczny i surrealistyczny, bo gdzie tu kto będzie się przedzierać, jak okiem sięgnąć śnieżna pustynia, żadnych dróg, żadnych ludzi, a śnieg dwumetrowy, nawet kroku nie można zrobić, a jednak te zasieki coś ci chcą powiedzieć, coś zakomunikować. One mówią ci: uważaj, przekraczasz granicę innego świata. Stąd już nie wymkniesz się, nie uciekniesz. Jest to świat śmiertelnej powagi, rozkazu i posłuszeństwa. Naucz się słuchać, naucz się pokory, naucz się zajmować swoją osobą jak najmniej miejsca. Najlepiej rób, co do ciebie należy. Najlepiej milcz. Najlepiej nie zadawaj pytań.</p>
    <p>No, słowem, zasieki dają ci lekcję przez cały czas, kiedy wagony toczą się w kierunku stacji, kładą ci w głowę wszystko, o czym powinieneś odtąd pamiętać, natarczywie, ale to przecież dla twojego dobra, wbijają ci w pamięć długą litanię ograniczeń, zakazów i instrukcji.</p>
    <p>Potem są psy. Psy wilczury, rozeźlone, rozdygotane, rozszalałe, kiedy pociąg ledwie stanie, rzucają się pod wagony, szczekają, ujadają, ale kto może pod takim wagonem, przy czterdziestostopniowym mrozie, jechać? Żeby nie wiem ile miał kożuchów, zamarznie po godzinie, a my już jedziemy bez przerwy cały dzień. Widok myszkujących psów jest tak przyciągający, że dopiero po chwili zwraca uwagę następny obraz, a mianowicie: jakby spod ziemi wyrośli żołnierze, którzy momentalnie ustawili się rzędem po obu stronach pociągu. Stoją tak, że między nimi istnieje łączność wzrokowa, że więc wzdłuż wagonów ciągnie się nieprzerwana linia widzenia i gdyby np. jakiś pasażer-wariat (ale może też agent, dywersant, szpieg) postanowił wyskoczyć z wagonu i rzucić się w nieobjętą śnieżnomroźną przestrzeń — zostanie natychmiast dostrzeżony i zastrzelony.</p>
    <p>Kto by go jednak mógł tak od razu, od ręki, zastrzelić? Otóż bez sekundy zwłoki mogliby to zrobić wartownicy, którzy stoją na wyżkach i mają karabiny wycelowane w drzwi i okna wagonów (ponieważ właśnie wyglądam przez okno, jeden z karabinów jest wycelowany we mnie, tak — dokładnie we mnie!). Z drugiej jednak strony żaden wariat (czy agent, dywersant lub szpieg) nie mógłby wyskoczyć i rzucić się w śnieżnomroźną przestrzeń, gdyż wszystkie drzwi i okna wagonów są szczelnie, dokładnie zamknięte.</p>
    <p>Słowem, nieprzerwana linia widzenia spełnia najwyraźniej tę samą perswazyjną rolę, co owe piętrowe, gęste kłęby zasieków, to po prostu milczące, ale dosadne ostrzeżenie, aby przypadkiem nie przyszedł ci do głowy jakiś niedorzeczny pomysł!</p>
    <p>Ale nie koniec na tym. Bo ledwie pod torami przeciągnęła zgraja znerwicowanych i być może głodnych wilczurów, ledwie wzdłuż torów rozstawili się czujnie żołnierze, a wartownicy na wyżkach wycelowali w nas lufy karabinów, do wagonów weszły patrole (w jednym ręku latarka, w drugim długi, stalowy szpikulec) wyrzucając wszystkich pasażerów na korytarz. Zaczyna się przeszukiwanie przedziałów, grzebanie na półkach, pod siedzeniami, w schowkach, w popielniczkach. Zaczyna się opukiwanie ścian, sufitu, podłogi. Badanie, oglądanie, dotykanie, wąchanie.</p>
    <p>Teraz pasażerowie zabierają wszystko, co mają — walizki, torby, paczki, tobołki — i niosą to do budynku stacji, w którym stoją długie, obite blachą stoły. Wszędzie czerwone transparenty witające nas radośnie w Związku Radzieckim. Pod transparentami rzędem celniczki i celnicy bez wyjątku groźni, surowi i nawet z jakąś pretensją, tak, najwyraźniej — z pretensją. Szukam wśród nich twarzy o rysach choć trochę złagodzonych, odprężonych, otwartych, bo sam już chciałbym nieco się odprężyć, na chwilę zapomnieć, że otaczają mnie zasieki i wyżki, wściekłe psy, skamieniali wartownicy, bo chciałbym nawiązać jakiś kontakt, wymienić grzeczności, porozmawiać, zawsze jest mi to ogromnie potrzebne.</p>
    <p>— A ty czego śmiejesz się? — pyta ostro i podejrzliwie celnik. Zmroziło mnie. Władza jest powagą: w zetknięciu z władzą uśmiech jest nietaktem, dowodzi braku szacunku. Podobnie nie należy długo wpatrywać się w kogoś, kto ma władzę. Ale o tym wiedziałem już z wojska. Nasz kapral Jan Pokiywka karał każdego, kto mu się długo przyglądał. — Chodźcie tu do mnie! — wołał. — Czego wy się tak we mnie wpatrujecie? I za karę wysyłał do czyszczenia latryn.</p>
    <p>Teraz zaczyna się. Zaczyna się otwieranie, odpinanie, rozsupływanie, wybebeszanie. Gmeranie, zanurzanie, wyciąganie, potrząsanie. A co to? A co tamto? A do czego to? A do czego tamto? A to? A sio? A owo? A ten? A tamten? A którędy? A po co? Najgorzej z książkami. Co za przekleństwo wieźć jakąś książkę! Można wieźć walizkę kokainy, a na wierzchu trzymać książkę. Kokaina nie wzbudzi żadnego zainteresowania, wszyscy celnicy rzucają się na książkę. A już — nie daj Boże! — wieźć książkę po angielsku. Dopiero zacznie się bieganie, sprawdzanie, kartkowanie, czytanie.</p>
    <p>A jednak, mimo że wiozę kilka książek po angielsku (są to głównie podręczniki nauki chińskiego i japońskiego), nie ja jestem tym najgorszym. Najgorszych postawiono przy osobnym stole, stole jak gdyby drugiej klasy. To miejscowi, obywatele Związku Radzieckiego, chudzi i drobni ludzie, w podartych chałatach i dziurawych walonkach, smagłolicy, skośnoocy Buriaci i Kamczadale, Tunguzi i Ainowie, Oroczanie i Korijacy. Jak puścili ich do Chin — nie wiem. W każdym razie wracają, a wracając wiozą ze sobą jedzenie. Widzę kątem oka, że mają pełno woreczków kaszy.</p>
    <p>I tu właśnie o tę kaszę będzie teraz chodzić. Bo najwyraźniej kasza należy, obok książek, do produktów najbardziej podejrzanych. Coś w kaszy widocznie jest, jakaś dwuznaczność, jakaś przewrotna, podstępna właściwość, jakaś zwodniczość, jakaś złudność, bo owszem, niby to kasza, ale przecież może okazać się, że to niezupełnie kasza, że to kasza, ale nie aż na sto procent. Dlatego celnicy wysypują całą kaszę na stół. Stół zaczyna się złocić i bainatnieć, wygląda jak rozpostarta przed nami makieta Sahary. Zaczyna się przesiewanie kaszy. Uważne, drobiazgowe przesiewanie w palcach. Palce celników przepuszczają wąziutkie strumyki kaszy, przepuszczają, przepuszczają, ale nagle — stop! Palce zatrzymują się i nieruchomieją. Palce wyczuły dziwne ziarenko. Wyczuły, dały sygnał do mózgu celnika, mózg odpowiedział — stop! Palce stanęły i czekają. Mózg mówi — spróbujcie jeszcze raz, ostrożnie i uważnie. Palce delikatnie i nieznacznie, delikatnie i nieznacznie, ale bardzo uważnie, bardzo czujnie obracają ziarenkiem. Badają. Doświadczone palce celnika radzieckiego. Wprawne, gotowe natychmiast przydusić ziarenko, złapać je w potrzask, uwięzić. Ale ziarenko jest tylko tym, czym jest — to znaczy zwykłym ziarenkiem zwykłej kaszy i co je wyróżniło z miliona innych ziarenek rozsypanych na stole stacji granicznej w Zabajkalsku, to niecodzienny, dziwaczny kształt, wynik jakiejś chropowatości koła młyńskiego, które okazało się zwichrowane, nierówne. Więc żaden przemyt, żaden podstęp, dochodzi do wniosku mózg celnika, ale nie daje za wygraną. Przeciwnie, nakazuje dalej przesiewać, dalej badać, dalej wyczuwać i nawet przy cieniu wątpliwości zrobić momentalnie — stop!</p>
    <p>Zważmy jednak, że są to lata pięćdziesiąte i że młyny w Chinach są już bardzo stare i niesprawne. Zważmy, jakie to stwarza problemy celnikom z Zabajkalska. Nieskończona ilość ziarenek ma nietypowy, podejrzany kształt. Palce co sekunda wysyłają do mózgu sygnał. Mózg co chwila alarmuje — stop! Ziarnko po ziarnku, garstka po garstce, woreczek po woreczku, Buriat po Buriacie.</p>
    <p>Nie mogłem od tego widowiska oderwać wzroku. Patrzyłem zafascynowany, zapomniałem o zasiekach i wyżkach, zapomniałem o psach. Przecież to są palce, które powinny rzeźbić w złocie, szlifować diamenty! Ich mikroskopijne ruchy, ich czułe drżenia, ich wrażliwość, ich celnicza wirtuozeria!</p>
    <p>Wracaliśmy do wagonów po ciemku, padał śnieg, mróz skrzypiał pod butami. W Zabajkalsku odebrałem kolejną lekcję, jako że granica nie jest tu punktem na mapie, ale szkołą. Uczniowie, którzy wyjdą z tej szkoły, będą dzielić się na trzy grupy. Grupa pierwsza — głucho wściekli. Najbardziej nieszczęśliwi, bo wszystko wokół będzie powodować w nich stres, będzie doprowadzać ich do stanu furii, do obłędu. Denerwować, drażnić, męczyć. Jeszcze nim zdadzą sobie sprawę, że w otaczającej rzeczywistości niczego nie zmienią, nic nie poprawią, powali ich zawał serca albo wylew krwi.</p>
    <p>Grupa druga — ci będą przyglądać się ludziom radzieckim i naśladować ich sposób myślenia i postępowania. Jego istotą jest pogodzenie z istniejącą rzeczywistością, a nawet umiejętność czerpania z niej pewnej satysfakcji. W tym wypadku bardzo pomocne jest powiedzenie, które należy powtarzać sobie i innym każdego wieczora, niezależnie od tego, jak okropny był dzień, który właśnie minął: ciesz się z tego dnia, bo tak dobrze, jak było dzisiaj, nigdy więcej nie będzie!</p>
    <p>Wreszcie grupa trzecia to ci, dla których wszystko jest przede wszystkim ciekawe, niezwykłe, nieprawdopodobne, którzy chcą ten inny, nie znany im dotąd świat poznać, zbadać, zgłębić. Ci potrafią uzbroić się w cierpliwość i zachować dystans (ale nie wyniosłość!), spokojny, uważny, trzeźwy wzrok.</p>
    <p>Takie są trzy postawy charakterystyczne dla cudzoziemców, którzy znaleźli się w Imperium.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>CZITA — UŁAN-UDE</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Patrząc przez okno pędzącego pociągu, myślę: Syberia, więc tak ona wygląda! Po raz pierwszy nazwę tę usłyszałem mając siedem lat. Surowe mamy z naszej ulicy ostrzegały: — Dzieci, bądźcie grzeczne, bo was wywiozą na Sybir! (Mówiły z rosyjska — Sybir, bo to brzmiało groźnie, bardziej apokaliptycznie). Łagodne mamy oburzały się: —Jak można dzieci tak straszyć!</p>
    <p>Właściwie nie sposób było wyobrazić sobie Syberii. Dopiero jeden z kolegów pokazał mi w książce rysunek: w gęstej, śnieżnej zamieci szła kolumna oberwanych i skulonych ludzi. Do rąk i nóg mieli przykute ciężkie łańcuchy zakończone żelaznymi kulami, które wlekli za sobą po ziemi.</p>
    <p>Syberia, w swojej złowrogiej, okrutnej postaci, to mroźna, lodowata przestrzeń + dyktatura.</p>
    <p>W wielu państwach istnieją obszary lodowate, ziemie przez większą część roku skute mrozem, martwe. Takie są np. wielkie połacie Kanady. Weźmy duńską Grenlandię albo amerykańską Alaskę. A jednak nikomu nie przychodzi do głowy straszyć dzieci: umyj rączki, bo ześlą cię do Kanady! Albo: baw się grzecznie z tą dziewczynką, bo wywiozą cię do Ameryki! W tamtych krajach po prostu nie ma dyktatury, nikt nikogo nie zakuwa w kajdany, nikt nie więzi w obozach, nie wysyła do pracy w potępieńczy mróz, na pewną śmierć. Tam człowiek ma jednego przeciwnika — zimno. Tu aż trzech — zimno, głód i uzbrojoną przemoc.</p>
    <p>W 1842, w Paryżu, Adam Mickiewicz wygłosił dwa wykłady w College de France o pamiętnikach jenerała Kopcia. Kopeć walczył u boku Kościuszki pod Maciejowicami i tam wzięty do niewoli został przez Rosjan skazany na Sybir. Kopcia wieźli jakieś 10 tysięcy kilometrów po bezdrożach Rosji i Syberii — na Kamczatkę.</p>
    <p>Była to prawdziwa droga przez piekło.</p>
    <p>Wieźli, jak pisze jenerał, w kibitce, „która miała model kufra, obita wkoło skórami, a w środku żelazną blachą, z boku tylko okienko dla podania wody lub jedzenia”.</p>
    <p>„Ten kufer, opowiada dalej Kopeć, był bez żadnego siedzenia, a że byłem z ran nie wyleczony, dawano mi wór z słomą i włożony był na mnie tytuł aresztanta sekretnego z numerem tylko, bez imienia. Jest to u nich w takim rodzaju aresztant największy kryminalista, z którym nikt pod największą karą nie może rozmawiać, ani też wiedzieć, jak się nazywa i za co wzięty”.</p>
    <p>Wieziony w kibitce, jak w zatrzaśniętej wiekiem trumnie, tylko po dźwiękach domyślał się, gdzie jest. Słysząc turkot bruku, sądził, że są w mieście: „Szóstego dnia posłyszałem turkot bruku, był to Smoleńsk”. Z ciemnej kibitki wsadzają go prosto do ciemnej celi, tak że Kopeć nigdy nie może się zorientować, czy jest dzień, czy noc: .,Były tam dwa okna z kratami żelaznymi, przebijane czarnymi deskami, aby nigdzie dzienne światło wchodzić nie mogło. Trzeba było zgadywać noc lub dzień, warta ani słowa nigdy do mnie mówić nie chciała”. Udręczony podróżą, Kopeć jednak nie może spać — punkt postoju na drodze w głąb Syberii to miejsce kaźni: „Sypiać nie mogłem: słychać mi się zdawało poza innymi murami obok mnie jakieś różne bicia, katowania i szczęk kajdan”.</p>
    <p>Wloką jenerała na śledztwo. „Pytają Kopcia, pisze Mickiewicz, jaka była przyczyna jego buntu. Miłość ojczyzny — odpowiada. Komisja oburza się na tę odpowiedź i przerywa przesłuchanie nie mogąc ścierpiec dumy więźnia”.</p>
    <p>Dalej wiozą Kopcia na wschód. „Od Smoleńska do Irkucka, wspomina jenerał, trzech żołnierzy z mojej straży zginęło, inni nogi albo ręce połamali z wierzchołka mojej kibitki. Gdy pijani i nieuważni z gór lecieli, zdarzało się to często, że kiedy rozpędzą konie, kibitka się wywraca i konie wleką po ćwierć mili, a ja zamknięty tłukę się jak śledź w beczce, lecz że byłem obwijany worem, sieczką i słomą, to mnie ratowało”.</p>
    <p>Mimo że wieziony w kibitce-trumnie, jenerał ma świadomość pewnego uprzywilejowania — jego wiozą, innych pędzą latami piechotą: „Na drodze napotykałem po kilkaset ludzi obojej pici, na zsyłkę pędzonych ku Irkuckowi, przy małej bardzo straży, których od kolonii do kolonii przesyłają i ledwo w końcu trzeciego roku z Europy do Irkucka przybywają. Uciec tam żaden nie może, gdyż nigdzie nie masz pobocznych kolonii... gdyby zaś który chciał z niewolników w bok gdzie się schronić do lasu, zostanie od zwierząt zjedzony...”</p>
    <p>Ta wędrówka zesłańca nie jest tylko przemieszczaniem się w miejscu i w czasie. Towarzyszy mu bowiem proces odczłowieczenia: ten, który dotrze do kresu (o ile po drodze nie umrze), został już pozbawiony wszystkiego, co ludzkie. Nie ma nazwiska, nie wie, gdzie jest, nie wie, co z nim zrobią. Odebrano mu język: nikt z nim nie chce rozmawiać. Jest przesyłką, jest rzeczą, jest igraszką.</p>
    <p>Potem jenerała pozbawiają nawet kibitki, gnają go piechotą: „Szliśmy zawsze od rana do wieczora bez popasu”.</p>
    <p>I dodaje:</p>
    <p>„drogi żadnej, tylko strasznymi górami i wąwozami”.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>UŁAN-UDE — KRASNOJARSK</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>„drogi żadnej, tylko strasznymi górami i wąwozami”. Marzyłem zobaczyć Bajkał, ale była noc, czarna plama w oszronionej ramie okna. Dopiero rano ujrzałem góry i wąwozy. Wszystko w śniegu.</p>
    <p>Śnieg i śnieg.</p>
    <p>Jest styczeń, środek syberyjskiej zimy.</p>
    <p>Za oknem wszystko wydaje się zesztywniałe z zimna, nawet jodły, sosny i świerki wyglądają jak wielkie, skamieniałe sople, wystające ze śniegu ciemnozielone stalagmity.</p>
    <p>Nieruchomość, nieruchomość tego pejzażu, jakby pociąg stał w miejscu, jakby był tej okolicy częścią — też nieruchomy.</p>
    <p>I biel — wszędzie biel, oślepiająca, niezgłębiona, absolutna. Biel, która wciąga, a jeżeli ktoś da się jej uwieść, da się schwytać w pułapkę i pójdzie dalej, w głąb bieli — zginie. Biel niszczy wszystkich, którzy próbują zbliżyć się do niej, poznać jej tajemnicę. Strąca ich z wyżyn górskich, porzuca zamarzniętych na śnieżnych równinach. Syberyjscy Buriaci traktują wszelkie białe zwierzę jako święte, wierzą, że zabić je, to popełnić grzech i ściągnąć na siebie śmierć. Patrzą oni na białą Syberię jak na świątynię, w której zamieszkuje bóg. Kłaniają się jej równinom, oddają hołd jej krajobrazom, ciągle strwożeni, że stamtąd, z białych głębin, przyjdzie śmierć.</p>
    <p>Biel często kojarzy się z ostatecznością, z kresem, ze śmiercią. W tych kulturach, w których ludzie żyją lękiem przed śmiercią, żałobnicy ubierają się na czarno, żeby odstraszyć od siebie śmierć, izolować ją, ograniczyć do zmarłego. Tam jednak, gdzie śmierć jest uważana za inną formę, inną postać istnienia, żałobnicy ubierają się na biało i na biało ubierają zmarłego: biel jest tu kolorem akceptacji, zgody, przystania na los.</p>
    <p>Coś w tym styczniowym, syberyjskim pejzażu obezwładnia, przygniata, poraża. Przede wszystkim jego ogrom, jego bezgraniczność, jego oceaniczna bezkresność. Ziemia nie ma tu końca, świat nie ma końca. Człowiek nie jest stworzony na taką bezmiarę. Dla niego wygodną, uchwytną, poręczną jest miara jego wsi, jego pola, ulicy, domu. Na morzu taką miarą będzie wielkość okrętowego pokładu. Człowiek jest stworzony na taką przestrzeń, aby mógł ją przejść za jednym razem, za jednym wysiłkiem.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>KRASNOJARSK — NOWOSYBIRSK</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Za Krasnojarskiem (czwarty już dzień podróży?) zaczęło się rozwidniać (o tej porze roku przez większą część doby panuje tu ciemność). Piję herbatę i wyglądam przez okno. Ta sama równina śnieżna co wczoraj. Co przedwczoraj (a chciałem już z rozpędu dodać: co przed rokiem. Przed wiekami). Te same masywy leśne. Te same ostępy i polany, a na otwartych przestrzeniach wysokie zaspy śniegu, wyrzeźbione przez wiatr w najprzedziwniejsze kształty.</p>
    <p>Nagle przypomina mi się Cendrars i jego „Proza transsyberyjskiej kolei i małej Żanny z Francji”. W tym wierszu, napisanym jeszcze przed I wojną światową, Cendrars opisuje podróż tą samą linią, ale w przeciwnym kierunku — z Moskwy do Charbinu. Refren tego poematu to nieustannie powtarzające się pytanie, zadawane przez jego wylęknioną dziewczynę — Żannę:</p>
    <p>„Błażejku, powiedz, jesteśmy bardzo daleko od Montmartre'u?”</p>
    <p>Żanna ma to samo uczucie, które ogarnia każdego, kto zagłębia się w biały bezkres Syberii — uczucie zapadania się w niebyt, zanikania.</p>
    <p>Autor nie ma jej czym pocieszyć:</p>
    <p>Jesteśmy daleko, Żanno, jedziesz od siedmiu dni</p>
    <p>Jesteś daleko od Montmartre'u”.</p>
    <p>Paryż jest centrum świata, jako punkt odniesienia.</p>
    <p>Jak mierzyć poczucie oddalenia, odległości? Być daleko od czego, od jakiego miejsca? Gdzie jest ten punkt na naszej planecie, od którego ludzie oddalając się mieliby wrażenie, że są bliżej i bliżej krańca ziemi? Czy jest to punkt w znaczeniu tylko emocjonalnym (mój dom jako centrum świata)? Czy kulturowym (np. cywilizacja grecka)? Czy religijnym (np. Mekka)? Większość ludzi spytana, co uważa za centrum świata — Paryż czy Meksyk, odpowie: Paryż. Dlaczego? Przecież miasto Meksyk jest większe od Paryża i też ma metro i wspaniałe zabytki, i wielkie malarstwo, i świetnych pisarzy. A jednak powiedzą — Paryż. Albo niech ktoś ogłosi, że dla niego centrum świata — to Kair. Przecież większy od Paryża i zabytki, i uniwersytet, i malarstwo. A jednak czy wielu ludzi poprze Kair? Więc pozostaje Paryż (w każdym razie pozostawał, kiedy wylękniona Żanna jechała z duszą na ramieniu przez Syberię). Pozostaje Europa. Cywilizacja europejska jest jedyną, która miała i (prawie) zrealizowała swoje ambicje światowe. Inne cywilizacje albo z przyczyn technicznych takich ambicji nie mogły zaspokoić (np. Majowie), albo po prostu takich zainteresowań nie miały (np. Chiny) — przekonane, że one właśnie obejmowały cały świat.</p>
    <p>Tylko cywilizacja europejska okazała się zdolna do przełamania swojego etnocentryzmu. W jej kręgu zrodziła się chęć poznania innych cywilizacji oraz teoria (sformułowana przez Bronisława Malinowskiego), że kulturę światową tworzy konstelacja równorzędnych kultur.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>NOWOSYBIRSK — OMSK</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Dzień, noc i dzień.</p>
    <p>Łoskot kół monotonny, natarczywy, coraz trudniejszy do zniesienia. Najbardziej donośnie rozlega się nocą: człowiek uwięziony jest w tym łoskocie jak w rozdygotanej, rozwibrowanej klatce. Wpadliśmy w burzę jakąś, bo nagle okno zalepił śnieg, a wycie wichru słyszało się nawet w przedziale.</p>
    <p>„drogi żadnej, tylko strasznymi górami i wąwozami”</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>OMSK — CZELABIŃSK</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Szósty, a może siódmy dzień podróży. W wielkich, jednostajnych przestrzeniach gubią się miary czasu, przestają obowiązywać, przestają coś znaczyć. Godziny robią się nieforemne, bezkształtne, rozciągliwe jak zegary na obrazach Salvadore Dali. Na domiar pociąg przejeżdża przez różne strefy czasu i powinno się coraz to przesuwać wskazówki zegarka, ale po co, co się przez to zyska? Słabnie tu poczucie zmiany (główny wyznacznik czasu), nawet potrzeba zmiany, człowiek żyje tu w jakiejś zapaści, w odrętwieniu, w wewnętrznym bezruchu. Teraz, w styczniu, noce są bardzo długie. Nawet przez większą część dnia panuje ciemnoszary, uporczywy mrok. Niekiedy tylko pojawi się słońce: wówczas świat robi się jasny, błękitny, narysowany ostrą, zdecydowaną kreską. Ale potem mrok jest tym głębszy i tym bardziej wszechobecny.</p>
    <p>Podróżując Transsyberyjską co można zobaczyć z tzw. rzeczywistości kraju? Nic właściwie. Większą część trasy kryją ciemności, ale i za dnia niewiele widać poza śnieżną, wszędzie roztaczającą się pustką. Jakieś stacyjki, nocą — samotne i nikłe światła, jakieś widma wpatrzone w pędzący w tumanach śniegu pociąg, który znika zaraz, zapada się, zakryty najbliższym lasem.</p>
    <p>Mam dwuosobowy przedział, w którym cały czas jadę sam. Męcząca samotność. Czytać nie można, bo wagonem miota na wszystkie strony, litery skaczą, zamazują się i już po chwili bolą oczy. Nie ma do kogo się odezwać. Można wyjść na korytarz. I co wówczas? Wszystkie przedziały zamknięte, nawet nie wiem, czy ktoś w nich jedzie, bo nie mają okienek, żeby zajrzeć.</p>
    <p>— Czy ktoś jedzie w tych przedziałach? — pytam konduktora.</p>
    <p>— A różnie — odpowiada wymijająco i znika.</p>
    <p>Nie sposób nawiązać z nikim rozmowy. Ludzie (nawet jeśli gdzieś tu się pojawią) albo od razu obchodzą mnie bokiem, albo już niemal schwytani za rękaw coś odburkną i już ich nie widzę. Jeżeli odpowiadają, to niejasno, dwuznacznie, monosylabicznie, tak że nic właściwie z tej odpowiedzi nie wynika. Mówią: zobaczymy, mówią: ano, tak, lub mówią: kto to może wiedzieć, czy też: bezwarunkowo! Ale najczęściej mówią coś, co mogłoby wskazywać, że już wszystko zrozumieli, że przeniknęli do samego jądra prawdy, mówią: ot, takie jest życie.</p>
    <p>Jeżeli istnieje coś takiego jak geniusz narodu, to geniusz narodu rosyjskiego wyraża się m.in. w tym właśnie powiedzeniu.</p>
    <p>Ot, takie jest życie!</p>
    <p>Wiele zrozumie każdy, kto wmyśli się w sens tych słów. Ale chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej — i nie mogę. Wokół mnie pusto, wokół mnie ziemia spalona, wokół mnie ściana. Wiadomo dlaczego: cudzoziemiec. Cudzoziemiec budzi mieszane uczucia. Więc budzi uczucie ciekawości (to należy stłumić!), uczucie zazdrości (cudzoziemcowi zawsze lepiej, wystarczy zobaczyć, jak jest dobrze ubrany), ale przede wszystkim wywołuje uczucie lęku. Jednym z filarów, na których opiera się system, jest izolacja od świata, a cudzoziemiec, przez sam fakt, że istnieje, filar ten podkopuje. Stalin za kontakt z cudzoziemcem zsyłał na pięć, dziesięć lat do łagru, a często kazał rozstrzeliwać, jak więc dziwić się ludziom, że boją się cudzoziemca jak ognia.</p>
    <p>Ja też jadę w kibitce, tyle że jest ona bez porównania bardziej komfortowa niż ta, w której wieźli jenerała Kopcia. I nie mam wyroku, nie jestem zesłańcem. Ale zasada izolacji jest ta sama. To podkreślenie, że jest się tu obcym, innym, że jest się intruzem, wtrętem, zgrzytem, kłopotem. To w najlepszym wypadku! Bo cudzoziemiec to przecież coś bardziej groźnego — to dywersant i szpieg! Co on się tak w to okno wpatruje, co on tam chce zobaczyć? Nic nie zobaczy! Cała trasa transsyberyjska jest wyczyszczona z wszystkiego, co mogłoby szpiegowi wpaść w oko. Pociąg pędzi jak gdyby w foliowym tunelu — tylko nagie ściany i ściany: ściana nocy, ściana śniegu. A dlaczego on tak próbuje się wypytywać? Dlaczego go to interesuje? Po co mu to wiedzieć? Notował? Notował. Co notował? Wszystko? Gdzie on trzyma te notatki? Cały czas przy sobie? To niedobrze!</p>
    <p>O co pytał? Pytał, czy daleko do Simy. Do Simy? Przecież w Simie nie stajemy. A właśnie. Ale pytał. A wy co? Ja? Ja nic. No jak to — nic! Przecież coś musieliście powiedzieć. Powiedziałem, że daleko. Niedobrze! Trzeba było powiedzieć, że Simę już minęliśmy, to byście go zmylili!</p>
    <p>No właśnie! Lepiej unikać pytań, bo nie wiadomo, jak odpowiadać. Łatwo palnąć głupstwo. Coś takiego jest w człowieku, że trudno mu z odpowiedzią utrafić. Najgorsze, że ten, kto spotkał się z cudzoziemcem i zamienił z nim słowo, już jest podejrzany, już naznaczony. Tak trzeba żyć, tak chodzić po mieście, po ulicach, po korytarzach wagonów, żeby tego uniknąć, nie ściągać na głowę nieszczęścia.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>CZELABINSK — KAZAŃ</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Coraz bliżej starej, rdzennej Rosji, choć do Moskwy jeszcze kawał świata.</p>
    <p>„drogi żadnej, tylko strasznymi górami i wąwozami”.</p>
    <p>Jeszcze w czasie studiów czytałem starą książkę Bierdiajewa, w której rozważał on wpływ wielkich przestrzeni Imperium na duszę rosyjską. Rzeczywiście, o czym myśli Rosjanin gdzieś nad brzegiem Jeniseju albo w głębi tajgi amurskiej? Każda droga, którą obierze, zda się nie mieć końca. Może nią iść dniami i miesiącami i ciągle będzie otaczać go Rosja. Równiny nie mają końca, lasy ani rzeki. Żeby panować nad takimi bezgranicznymi przestrzeniami, powiada Bierdiajew, trzeba było stworzyć bezgraniczne państwo. I oto Rosjanin popadł w sprzeczność — żeby utrzymać wielkie przestrzenie, Rosjanin musi utrzymywać wielkie państwo, na utrzymanie wielkiego państwa wydaje on swoją energię, której nie wystarczy już na nic więcej — na organizację, na gospodarność itd. Ale wydaje energię na państwo, które go zniewala i gnębi.</p>
    <p>Bierdiajew uważa, że ów ogrom, owa nieobjętość Rosji mają ujemny wpływ na sposób myślenia jej mieszkańców. Nie wymaga ona bowiem od nich skupienia, napięcia, koncentracji energii ani tworzenia dynamicznej, intensywnej kultury. Ot, wszystko rozłazi się, rozcieńcza i tonie w tej nieobjętej bezforemności. Rosja — przestrzeń z jednej strony bezkresna, szeroka, z drugiej — tak przytłaczająca wielkością, że zapiera dech i nie ma czym oddychać.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>KAZAŃ — MOSKWA</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Znużenie, coraz bardziej męczące, gniotące, senne znużenie, jakaś lepkość i drętwota. W rzadkich przypływach energii — chęć wyskoczenia z tej rozpędzonej, rozdygotanej klatki. Mój podziw dla wytrwałości Kopcia i tylu tysięcy jemu podobnych, mój hołd dla ich cierpienia, ich męki.</p>
    <p>Najpierw zielone, ośnieżone laski i laski, potem laski i domki, potem coraz więcej domków, potem domki i kamienice, wreszcie same kamienice, coraz wyższe i wyższe.</p>
    <p>Konduktor zabiera z przedziału prześcieradło, poduszkę, dwa koce i szklankę do herbaty.</p>
    <p>Korytarz zapełnia się ludźmi.</p>
    <p>Moskwa.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>POŁUDNIE, 67</p>
    </title>
    <p>W dziewięć lat po podróży koleją transsyberyjską pojechałem znowu do Imperium. Trasa mojej wyprawy przebiegała przez siedem południowych republik b. ZSRR: Gruzję, Armenię, Azerbejdżan, Turkmenię, Tadżykistan, Kirgizje i Uzbekistan. Tempo tej podróży było mordercze — na poznanie każdej z republik przypadało kilka dni. Miałem świadomość, jak bardzo powierzchowne i przypadkowe są takie spotkania. Jednak w wypadku kraju tak trudno dostępnego, tak zamkniętego, tak okrytego tajemniczością trzeba korzystać z każdej najmniejszej szansy, najbardziej nieoczekiwanej możliwości, byle trochę uchylić szczelnej i ciężkiej kurtyny.</p>
    <p>Co było w tym trzecim spotkaniu z Imperium najbardziej zaskakującego? W naszym wyobrażeniu ZSRR stanowił jednolity, monolityczny twór, w którym wszystko było tak samo szare i ponure, w dodatku — monotonne, sztampowe. Nic tu nie mogło przekroczyć obowiązującej normy, wyróżnić się, nabrać indywidualnego charakteru.</p>
    <p>I oto pojechałem do nierosyjskich republik ówczesnego Imperium. Co rzuciło mi się w oczy? Otóż mimo sztywnego, koszarowego gorsetu sowieckiej władzy, udało się tutejszym małym, ale prastarym narodom zachować coś ze swoich tradycji, ze swojej historii, swojej z konieczności ukrywanej dumy i godności własnej. Odkryłem tam rozłożony w słońcu dywan wschodni, który w wielu miejscach zachował jeszcze dawne barwy i przyciągał uwagę różnorodnością swoich oryginalnych wzorów.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>GRUZJA</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Dobrze jest zobaczyć muzeum w Tbilisi. Mieści się ono w dawnej siedzibie seminarium duchownego, w którym uczył się kiedyś Stalin. Mówi o tym murowana tablica przed wejściem. Budynek jest ciemny, ale przestronny i stoi w centrum miasta, na skraju starej dzielnicy śródmiejskiej. W salach było właściwie pusto. Oprowadzała mnie studentka, Tamiła Tewdoradze, dziewczyna o subtelnej, skupionej urodzie.</p>
    <p>Stara sztuka Gruzji swoim przepychem i doskonałością wprawia takiego prostaczka jak ja w zupełne oszołomienie. Najbardziej fantastyczne są ikony! Są one dużo wcześniejsze od ikon ruskich, najlepsze gruzińskie ikony powstały długo przed Rublowem. Zdaniem Tamiły ich oryginalność jest w tym, że są to ikony metaloplastyczne: malowana była tylko twarz. Najlepszy ich okres to VIII-XIII wiek. Twarze świętych, ciemne, ale emanujące w świetle, tkwią znieruchomiałe w przebogatych, złotych oprawach, utkanych drogimi kamieniami. Są ikony otwierane, tak jak otwiera się ołtarz Wita Stwosza. Rozmiary ich są ogromne, niemal monumentalne. Jest tu ikona, którą mistrzowie robili przez kilka pokoleń, przez trzy wieki. Jest tu mały krzyżyk, najcenniejszy eksponat muzeum, jedyne, co zostało z rzeczy cesarzowej Tamary.</p>
    <p>Potem idą freski z gruzińskich kościołów. Takie cuda i tak się o tym mało wie. Nic właściwie. Niestety, najlepsze freski zostały zniszczone. Pokrywały one wnętrze największego kościoła Gruzji — Sweti Tschoweli, zbudowanego w 1010 roku w dawnej Gruzji, w Mechecie, koło Tbilisi. Te freski były takim arcydziełem średniowiecza jak witraże z Chartres. Zostały zamalowane na rozkaz carskiego gubernatora, który chciał, żeby wybielono kościół, „jak u nas baby bielą piece”. Żadne wysiłki restauratorskie nie mogą przywrócić światu tych fresków. Ich blask już zgasł na zawsze.</p>
    <p>Sweti Tschoweli jest najlepiej zachowanym w Europie zabytkiem architektury XI wieku. Kościół wygląda tak, jakby miał nie więcej niż sto lat, chociaż nie był restaurowany. Budował go architekt gruziński, Arsukizdze, któremu cesarz kazał potem obciąć rękę: żeby nie postawił już nic konkurencyjnego. Kilka razy próbował ten kościół wysadzić Tamerlan, ale mur ani drgnął. Świątynia jest czynna do dzisiaj i głowa Kościoła gruzińskiego, Katolikos Wszechgruzji Jefrem II, odprawia nabożeństwa.</p>
    <p>Zobaczyłem również, ale już tylko na zdjęciach — Wardzję. Jest to jeden z tych niepojętych dziwów, których współczesny człowiek nie może sobie wytłumaczyć. Wardzja to gruzińskie miasto z XII wieku, całe wykute w skale. Miasto położone jest nie płasko, a pionowo, jakby rozmieszczone na piętrach. Ważne jest, aby zrozumieć, że tu chodzi nie o jakieś pieczary czy rozpadliska, ale o całe miasto, z planem, z ulicami, z oryginalną architekturą, tyle że to wszystko jest wcięte w skałę, wpuszczone w przeogromną górę. Tylko jak, przy pomocy jakich narzędzi? Wykuć takie miasto musiało być trudniej, niż zbudować egipską piramidę. Za to Wardzja była kiedyś tworem praktycznym. Dzisiaj, tak samo jak piramidy, jest martwa. Zostalą ściana skały, uformowana w posępną, surrealistyczną kompozycję.</p>
    <p>W końcu Tamiła zaprowadziła mnie do sali Nika Pirosmanaszwili, żebym zobaczył obrazy, które niedługo miały jechać na wystawę do Paryża. Tamiła twierdzi, że Paryż pasjonuje się teraz Nikiem Pirosmanaszwili. Niko umarł w 1916 roku. Był to gruziński Nikifor czy Celnik Rousseau.</p>
    <p>Wielki naiwny.</p>
    <p>Niko mieszkał w Nachałowce — tbiliskiej dzielnicy lumpów i biedoty. Nigdy nic nie miał. Pędzle robił sam. W obrazach Nika dominuje czerń — miał zawsze najwięcej czerni, bo mu farbę dawali trumniarze. Zbierał stare, blaszane szyldy, żeby mieć na czym malować. Dlatego z tła jego obrazów przebijają napisy niedokładnie zamalowane, jakieś „Magaz” albo „Tabak”. Reklama w złocie i czerwieni, a na tym czarno-białe wizje Nika. Gruziński prymityw nałożony na ruską secesję kupiecką. Niko malował w tawernach, w zaduchu nachałowskich knajp. Czasem gapie stawiali mu wino. Może miał gruźlicę? Może miał padaczkę? Mało o nim wiadomo. Wiele rzeczy Nika zginęło, część ocalała. Główny temat jego obrazów to wieczerze.</p>
    <p>Niko malował wieczerze jak Veronese.</p>
    <p>Tylko wieczerze Nika są gruzińskie i są świeckie. Na tle krajobrazu Gruzji — obfity stół, za tym stołem Gruzini piją i jedzą. Stół jest na pierwszym planie. Ten stół jest najważniejszy. Nika fascynują kulinaria. Co będzie do jedzenia, czym się człowiek opcha. Niko to wszystko namaluje. Niko pokaże, co chciałby zjeść i czego nie będzie jadł ani dzisiaj, ani może nigdy. Stoły zawalone żarciem. Pieczone barany. Tłuste prosiaki. Wina czerwone i ciężkie jak cielęca krew.</p>
    <p>Soczyste arbuzy. Pachnące granaty. Jest w tym malowaniu jakiś masochizm, jakieś wbijanie noża we własny brzuch, chociaż sztuka Nika jest pogodna, nawet zabawna.</p>
    <p>Gruzja Nika jest syta, ciągle biesiadująca, dobrze odkarmiona. Kraj płynie mlekiem. Z nieba sypie się manna. Wszystkie dni są tłuste. Taka Gruzja śniła się Nachalowce po nocach.</p>
    <p>Niko malował sny Nachałowki.</p>
    <p>Malarstwo nie przyniosło mu szczęścia. Miał dziewczynę imieniem Margerita. Nie wiadomo, co to była za dziewczyna. Niko ją kochał i namalował jej portret. Twarz Margerity jest zrobiona w konwencji wielkich naiwnych, u których wszystko jest za duże i nie w normie. Usta za duże, gały wybałuszone, uszy wielgachne. Niko ten portret dał Margericie. Oburzona dziewczyna wybuchnęła wrzaskiem. Porzuciła go, rozwścieczona, nienawidząca. Jego talent skazał go na samotność.</p>
    <p>Odtąd żył w opuszczeniu.</p>
    <p>Znosił zardzewiałe szyldy, trumniarze dawali mu farbę. Ciągle malował swoje uczty, z tym stołem na tle górzystego pejzażu. Czasem gapie stawiali mu wino. Miał 54 lata, kiedy umarł, w Tbilisi, w jakiejś izbie, nie wiadomo na co, w głodzie, a może w szaleństwie.</p>
    <p>Wachtang Inaszwili pokazał mi miejsce swojej pracy: wielka hala zapełniona pod sufit beczkami. Beczki leżą na stojakach, ogromne, ciężkie, uśpione.</p>
    <p>W beczkach dojrzewa koniak.</p>
    <p>Nie każdy wie, jak powstaje koniak. Żeby zrobić koniak, potrzeba aż czterech rzeczy: wina, słońca, dębiny i czasu. A poza tym, jak w każdej sztuce, trzeba mieć smak. Reszta wygląda następująco:</p>
    <p>Jesienią, po winobraniu, robi się winogronowy spirytus. Ten spirytus wlewa się do beczek. Beczki muszą być dębowe. Cały sekret koniaku ukryty jest w słojach dębowego drzewa. Dąb rośnie i gromadzi w sobie słońce. Słońce osiada w słojach dębiny, jak bursztyn osiada na dnie mórz. Jest to długi proces, który trwa dziesiątki lat. Z młodego dębczaka nie byłoby dobrego koniaku. Dąb rośnie, jego pień zaczyna się srebrzyć. Dąb pęcznieje, jego drzewo nabiera mocy, barwy i zapachu. Nie każdy dąb da dobry koniak. Najlepszy koniak dają samotne dęby, które rosły w zacisznym miejscu, na suchym gruncie. Takie dęby są wygrzane w słońcu. W takim dębie jest tyle słońca, co miodu w plastrze. Grunt podmokły jest kwaśny i wtedy dąb ma w sobie za dużo goryczki. W koniaku to się od razu wyczuje. Dąb, który za młodu był ranny odłamkiem, też nie da dobrego koniaku. W ranionym pniu soki źle krążą i dębina nie ma już tego smaku.</p>
    <p>Potem bednarze robią beczki. Taki bednarz też musi wiedzieć, co robi. Jak źle przykroi drewno, dębina nie da aromatu. Odda kolor, aromatu nie popuści. Dąb to jest leniwe drzewo, a przy koniaku dąb musi pracować. Taki bednarz powinien mieć czucie jak lutnik. Dobra beczka może wytrzymać sto lat. A są beczki, co mają dwieście lat i więcej. Nie każda beczka się uda. Są beczki bez smaku, a znowu inne dają koniak jak złoto. Po kilku latach już się wie, które beczki są jakie.</p>
    <p>Do beczek wlewa się winogronowy spirytus. Pięćset, tysiąc litrów, to zależy. Beczkę kładzie się na stojak i tak się ją zostawia. Nic więcej nie trzeba robić, trzeba czekać. Na wszystko przyjdzie czas. Ten spirytus wchodzi teraz w dębinę i wtedy drzewo oddaje wszystko, co ma. Oddaje słońce, oddaje zapach, oddaje kolor. Drzewo wydusza z siebie soki, pracuje.</p>
    <p>Dlatego musi mieć spokój.</p>
    <p>Potrzebny jest przewiew, bo drzewo oddycha. Drzewo lubi mieć sucho. Wilgoć zepsuje kolor, da kolor ciężki, bez światła. Wino lubi wilgoć, a koniak tego nie zniesie. Koniak jest bardziej kapryśny. Pierwszy koniak dostaje się po trzech latach. Trzy lata, trzy gwiazdki. Gwiazdkowe koniaki są najmłodsze, niskiego gatunku. Najlepsze koniaki są firmowe, bez gwiazdek. To są koniaki, które dojrzewały dziesięć, dwadzieścia, do stu lat. Ale naprawdę wiek koniaku jest jeszcze dłuższy. Trzeba dodać wiek dębu, z którego była beczka. Teraz pracuje się na dębach, które wzeszły, jak była Francuska Rewolucja.</p>
    <p>Czy koniak jest młody, czy stary, to się poznaje po smaku. Młody koniak jest ostry, szybki, jakby impulsywny. Smak będzie cierpki, chropowaty. A znowu stary wchodzi łagodnie, miękko. Dopiero potem zaczyna promieniować. W starym koniaku jest dużo ciepła, dużo słońca. On pójdzie do głowy spokojnie, bez pośpiechu.</p>
    <p>A swoje i tak zrobi.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>ARMENIA</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Wanik Santrian prowadza mnie po różnych zaułkach Erewanu, bo o to go właśnie proszę: żebyśmy zeszli z utartego szlaku. Tak trafiamy na podwórko Benika Petrusjana. Podwórze to, zamknięte z czterech stron murami kamienic, jest miejscem stałej wystawy prac Benika. Benik ma 28 lat, skończył Akademię w Erewanie i jest rzeźbiarzem. Drobny, nieśmiały, mieszka w swojej ciasnej pracowni, której drzwi wychodzą na to właśnie podwórko-wystawę. W tej pracowni wiszą wspaniałe ormiańskie krzyże kamienne, tzw. haczkary, które Ormianie rzeźbili dawniej na skałach. W całej Armenii napotyka się te haczkary, bo były one symbolem ormiańskiej egzystencji lub znakiem granicznym, a także — czasem — drogowskazem. Stare haczkary można znaleźć w miejscach najbardziej niedostępnych, gdzieś na szczytach urwistych skał, i dziś już nie można dociec, w jaki sposób rzeźbiarze haczkar, najczęściej mnisi, mogli się tam wdrapać.</p>
    <p>Benik gościł nas winem. Siedzieliśmy na pryczy, wśród kamieni, które od kilku lat obrabia. Nastawił nam magnetofon, żebyśmy mogli posłuchać pataraków. Pataraki to rodzaj starych psalmów ormiańskich, przejmujących, pięknych. Benik miał nowe, francuskie nagranie tych pataraków śpiewanych w Paryżu przez chór ormiański. Prawdziwych pataraków można również posłuchać w Armenii, kiedy pojedzie się pod Erewan, do Eczmiadzinu, który jest Watykanem Kościoła Ormian.</p>
    <p>Benik rzeźbi w kamieniu, a także uprawia czekankę, rodzaj płaskorzeźby metaloplastycznej. Ma wybitny talent. Jego rzeźba i ta czekanka krążą ciągle wokół tematu miłości, ściślej — miłosnego uścisku. Ale w tych gestach jest mało radości: tak obejmuje się dwoje, którzy za chwilę muszą rozstać się na zawsze. Jeden z cyklów Benika to rozstania Adama z Ewą.</p>
    <p>Jego rzeźby rzadko trafiają na wystawę. Najczęściej stoją, ot, tak jak teraz, na podwórzu pod drzewami czy oparte o ścianę lub położone wprost na chodniku.</p>
    <p>Benik rzeźbi dla mieszkańców tych czterech kamienic, które otaczają jego podwórze. Rzeźbi dla dozorcy i dla listonosza. Dla śmieciarzy, którzy przyjeżdżają czyścić zsypy. Dla dzieci, które te rzeźby myją dla zabawy czy w nadziei, że dostaną cukierka. Dla inkasenta z elektrowni. A także dla milicjanta, jeśli tu zajrzy z jakimś interesem.</p>
    <p>W tej samej dzielnicy, w której mieszka Benik, ma swoją pracownię Amajak Bdejan. Bdejan robi ogromne amfory, wazy i konwie, które wystawia na skwerach Erewanu. Jest to monumentalna ceramika, właśnie doskonała do ekspozycji na miejskich placach, na trawnikach szerokich alei Erewanu. Bdejan lubi jasne, pogodne kolory, ale faktura jego form plastycznych jest chropowata, brylasta. Wierzchołki tych gruzłowatych wypukłości Bdejan pokrywa lekką, świetlistą emalią, tak że te wazy i konwie z daleka już połyskują. Amfory Bdejana można spotkać w wielu punktach miasta. Właśnie Bdejan, profesor Instytutu Sztuki Armenii, zapoczątkował ruch, który ma uczynić z Erewanu nie tylko dzieło architektoniczne, ale również twór plastyczny. Władze miejskie użyczają tym ambicjom pełnego poparcia. Bdejan zrobił więc wnętrze Teatru Dramatycznego w Erewanie — jedno z najciekawszych osiągnięć w dziedzinie współczesnej plastyki wnętrz. Jego dziełem jest również wnętrze kawiarni „Araks”, a także znakomite wnętrze restauracji „Ararat”. „Ararat” mieści się w podziemiach i jest przykładem nowoczesności zrobionej ze smakiem i umiarem. Takich miejsc jest w Erewanie już dużo. Stolica Armenii staje się fragmentami muzeum sztuki najnowszej.</p>
    <p>Kiedy przyszliśmy do Bdejana, lał potężny deszcz i jego pracownia, położona niżej poziomu ulicy, podciekała wodą. Bdejan, jak antyczny garncarz, lepił z gliny wysmukłą stągiew. Pokazał nam zdjęcia swoich wystaw — z Kanady, Szwajcarii, Włoch, Syrii. Ma 42 lata, jest masywnym mężczyzną, milczącym, zapracowanym. Niestety, najciekawsze z dzieł Bdejana można zobaczyć tylko w Erewanie. Ponieważ Bdejan tworzy przede wszystkim — miasto.</p>
    <p>Jeszcze byliśmy u młodego kompozytora — Emina Aristakesjana. Wanik wziął mnie tam, żebym posłuchał śpiewu wielkiego Komitasa. Komitas jest tym dla Ormian, czym Szopen dla Polaków: ich geniuszem muzycznym. Nazywał się Soomo Soomonjan, ale jako mnich przybrał imię zakonne Komitas i tak go tu nazywają. Urodził się w 1869 roku w Turcji. W Turcji mieszkała wtedy większość Ormian, różnie podają: 2 albo 3 miliony. Studiował kompozycję w Berlinie. Całe życie oddał muzyce ormiańskiej. Wędrował po wsiach zbierając pieśni. Stworzył dziesiątki, inni mówią, że setki, chórów ormiańskich. Był wędrownym gusanem, improwizował eposy, śpiewał. Skomponował setki utworów, wspaniałych, wielkich, znanych wszystkim filharmoniom świata. Napisał msze, do dziś śpiewane w kościołach ormiańskich.</p>
    <p>W 1915 roku zaczęła się w Turcji rzeź Ormian. Do czasów Hitlera była to największa rzeź w dziejach świata, zginęło w niej półtora miliona Ormian. Żołnierze tureccy wciągnęli Komitasa na skałę, z której mieli go strącić. W ostatniej chwili uratowała go córka sułtana Istambułu,, jego uczennica. Ale już widział przepaść i to pomieszało mu zmysły.</p>
    <p>Miał wtedy 45 lat. Ktoś go zawiózł do Paryża. Nie wiedział, że jest w Paryżu. Żył jeszcze 20 lat. Nie wydał żadnego głosu. 20 lat w zakładzie dla umysłowo chorych. Mało chodził, milczał, ale patrzył. Można sądzić, że widział, ci, którzy go odwiedzali, mówią, że przyglądał się twarzom.</p>
    <p>Zapytany, nie odpowiadał.</p>
    <p>Próbowali różnych rzeczy. Posadzili go przy organach. Wstał i odszedł. Grali mu płyty. Sprawiał wrażenie, że nie słyszy. Ktoś położył mu na kolanach instrument ludowy, tar. Ostrożnie odłożył. Nikt nie wie na pewno, czy był chory. Bo jeśli wybrał milczenie?</p>
    <p>Może to była jego wolność.</p>
    <p>Nie zginął, ale już nie żył.</p>
    <p>Istniał-nie-istniał w tym zawieszeniu między życiem a śmiercią, w czyśćcu obłąkanych. Ci, którzy go odwiedzali, mówią, że był coraz bardziej zmęczony. Pochylił się, wychudł, sczerniał. Czasem przebierał palcami po stole, w ciszy, bo stół nie wydawał odgłosu. Był spokojny, zawsze poważny.</p>
    <p>Umarł w 1935 roku: a więc dopiero po dwudziestu latach upadł w przepaść, przed którą uratowała go kiedyś córka sułtana Istambułu, jego uczennica.</p>
    <p>W Matenadaranie ogląda się stare księgi Ormian. Są dla mnie podwójnie niedostępne: leżą w gablotach za szkłem i nie potrafię ich czytać. Pytam Wanika, czy je rozumie. I tak, i nie, bo może czytać litery, ale nie chwyta sensu. Alfabet jest ten sam od piętnastu wieków, natomiast język się zmienił. Ormianin wchodzi do Matenadaranu jak muzułmanin do Mekki. To kres jego pielgrzymki, jest wzruszony, przejęty. W dziejach Ormian książka była ich narodową relikwią. Towarzyszka przewodniczka (jakaż piękna!) mówi ściszonym głosem, że wiele tych manuskryptów, które widzimy, uratowano za cenę ludzkiego życia. Są tu stronice zaplamione krwią. Są księgi ukrywane latami w ziemi, w szczelinach skał. Ormianie zakopywali je, tak jak rozbite armie zakopują swoje sztandary. Zostały znalezione bez trudu: wiadomość o miejscu ich ukrycia była przekazywana z pokolenia na pokolenie.</p>
    <p>Naród, który nie ma państwa, szuka ocalenia w symbolach. Ochrona symbolu jest dla niego tak ważna jak obrona granic. Kult symbolu staje się formą kultu ojczyzny. Jest aktem patriotyzmu. Nie żeby Ormianie nigdy nie mieli państwa. Mieli, ale zostało zniszczone jeszcze w starożytności. Potem odradza się w IX wieku i po 160 latach ginie — w swoim dawnym kształcie — już na zawsze. Nie chodzi tylko o państwo. Co najmniej przez 2 tysiące lat groziła Ormianom totalna zagłada. Groziła im jeszcze w naszym wieku, jeszcze do roku 1920.</p>
    <p>Dzieje Ormian mierzy się tysiącami lat. Jesteśmy w tej części świata, którą przywykło się nazywać kolebką ludzkości. Poruszamy się wśród najstarszych śladów istnienia człowieka. W dolinie Razdanu, koło Erewanu, odkopano narzędzia kamienne sprzed pół miliona lat. Pierwsza wzmianka o Armenii ma 4 tysiące lat, ale już wtedy, jak głosi kamienny napis, na terenie Armenii było „60 cesarstw” i „setki miast”. Armenia jest więc rówieśniczką najstarszych cywilizacji świata. Babilonia i Asyria są jej sąsiadami. Biblijne rzeki Tygrys i Eufrat biorą początek w jej granicach.</p>
    <p>Ormianie mają inną niż my miarę czasu. Swój pierwszy rozbiór przeżyli 2500 lat temu. Ich Odrodzenie przypada na IV wiek naszej ery. Chrześcijaństwo przyjęli siedem wieków wcześniej niż my. Dziesięć wieków przed nami zaczęli pisać we własnym języku. Ale Armenia dzieliła typowy dla tego obszaru świata dramat starożytnego Egiptu, Sumerów i Bizancjum — jego istotą był brak ciągłości historycznej, to nagłe pojawienie się pustych rozdziałów w podręczniku dziejów własnego państwa.</p>
    <p>Wspaniały wzlot, a potem przygnębiający upadek. Stopniowo narody żyjące w owej kolebce ludzkości, stworzywszy wielkie, monumentalne cywilizacje, jakby wyczerpane nadludzkim wysiłkiem, a może wręcz przytłoczone ogromem stworzonego dzieła i już niezdolne rozwijać go dalej, oddawały prowadzenie młodszym, rozpieranym energią i rwącym się do życia ludom. Na scenę wejdzie Europa, a potem — Ameryka.</p>
    <p>Źródłem wszystkich nieszczęść Armenii było jej fatalne położenie geopolityczne. Trzeba spojrzeć na mapę, ale spojrzeć nie od nas, ze środka Europy, ale z zupełnie innego miejsca, z południa Azji, tak jak patrzyli na Armenię ci, którzy przesądzili o jej losie. Historycznie biorąc, Armenia zajmowała obszar Wyżyny Armeńskiej. Okresami (a były to stulecia) Armenia sięgała dalej, była państwem trzech mórz — Śródziemnego, Czarnego i Kaspijskiego. Ale pozostańmy tylko w granicach Wyżyny. Do tego obszaru odwołuje się historyczna pamięć Ormianina. Po wieku XI Ormianom nie udało się nigdy odbudować Armenii w tych granicach. Obecna republika Armenii zajmuje zaledwie 1/10 obszaru tej dawnej, wyżynnej Armenii. Reszta leży w Iranie i przede wszystkim — w Turcji.</p>
    <p>Mapa, oglądana z południa Azji, tłumaczy dramat Ormian. Los nie mógł umieścić ich ojczyzny w miejscu bardziej nieszczęsnym. Na południu Wyżyny graniczy z dwoma największymi potęgami minionej epoki — z Iranem i z Turcją. Dodajmy Kalifat Arabski. I nawet Bizancjum. Cztery kolosy polityczne, ambitne, szalenie ekspansywne, fanatyczne, żarłoczne. I teraz — co widzi patrząc na mapę każdy z władców tych czterech mocarstw? Widzi, że jeśli zajmie Armenię, to mu się jego imperium zamknie na północy idealnie naturalną granicą. Bo na północy Wyżyna Armeńska jest wspaniale osłonięta, strzegą jej dwa morza (Czarne i Kaspijskie) oraz gigantyczna zapora Kaukazu. A północ jest groźna dla Iranu i Turcji, dla Arabów i Bizancjum. Bo z północy groziło wtedy nieujarzmione szaleństwo mongolskie.</p>
    <p>Toteż Armenia spędza sen z powiek wszystkim paszom i cesarzom. Każdy z nich chciałby, żeby to jego mocarstwo miało ładnie zaokrągloną granicę. Żeby u niego, jak u króla Filipa, też słońce nie zachodziło, żeby się ta rubież nie rozłaziła po równinach, ale mogła oprzeć o porządną górę, o brzeg morski. Owocem tych ambicji są stałe inwazje na Armenię, ciągle ją ktoś podbija i niszczy, ciągle pacyfikuje.</p>
    <p>To jest strefa polityki. A jest i sprawa religii. W 301 roku, za panowania cesarza Ormian Tiridata III Arszakuni, Armenia przyjmuje chrześcijaństwo. Jest pierwszym krajem świata, w którym chrześcijaństwo zdobywa rangę religii państwowej. Konflikt wisi w powietrzu: sąsiedni Iran wyznaje zoroastryzm, wrogi chrześcijaństwu, a od zachodu nadciągnie niedługo islam, wrogi i jednym, i drugim. Zaczyna się epoka rozpętanych fanatyzmów, rzezi religijnych, sekciarstwa, schizm, obłędu średniowiecza. I Armenia wkracza w tę epokę.</p>
    <p>Ormianie mają swój Kościół, który nazywa się Świętym Apostolskim Kościołem Ormiańskim. W wielowiekowym sporze między Watykanem i Bizancjum zajmowali oni pozycję pośrednią, bliższą jednak Watykanowi. Stąd, choć należeli do grupy Kościołów obrządku greckiego, zaliczani byli w Konstantynopolu do odłączonych, nawet — do heretyków. „Ich obrządek — opowiada Runcimian — w wielu szczegółach odbiegał od greckiego. Składali chętnie krwawe ofiary ze zwierząt, rozpoczynali wielki post od Siedemdziesiątnicy, pościli w soboty i przede wszystkim używali chleba przaśnego w Eucharystii”. Z powodu tego chleba, przy którym heretycko obstawali, nazywano ich pogardliwie przaśnikami.</p>
    <p>Głową Kościoła Ormian jest Katolikos, rezydujący zawsze w Eczmiadzinie koło Erewanu. Wśród Katolikosów było kilku wybitnych poetów, filozofów, muzyków i gramatyków. Kiedy państwo ormiańskie nie istniało — co w czasach feudalnych i nowszych było niemal stanem permanentnym — właśnie Katolikosi reprezentowali sprawę Ormian na arenie międzynarodowej. Spełniali więc funkcję nieoficjalnej głowy nie istniejącego państwa. Czerpali stąd dodatkowy prestiż. Również obecnie osoba Katolikosa otaczana jest szacunkiem. Należy to do tradycji.</p>
    <p>Pewien mnich, nazwiskiem Mesrop Masztoc, tworzy ormiański alfabet. Życie Masztoca nosi piętno anonimowej egzystencji klasztornej. Cały ukryty jest w swoim dziele. Ormianie mówią o nim zawsze: „genialny Masztoc”. Za ten alfabet Kościół ogłosił Masztoca świętym, co w tym wypadku można traktować jako rodzaj Nagrody Państwowej. Jest zdumiewające, że wymysł mało wówczas znanego mnicha mógł się tak natychmiast przyjąć. A jednak to fakt! Już wówczas musiała istnieć wśród Ormian silna potrzeba identyfikacji i wyodrębnienia. Byli samotną, chrześcijańską wyspą w morzu obcych, azjatyckich żywiołów. Góry nie umiały ich ocalić: mniej więcej w okresie ogłoszenia alfabetu Masztoca Armenia traci niepodległość.</p>
    <p>Odtąd obce armie — perskie, mongolskie, arabskie, tureckie — będą hulać po tym kraju jak złe wiatry. Przekleństwo uczepi się tej ziemi. Co zostanie zbudowane, ulegnie zburzeniu. Rzeki będą spływać krwią. Kroniki są pełne posępnych obrazów. „Wyschły armeńskie róże i fiołki — rozpacza ormiański historyk średniowieczny, Leo — Armenia stała się ojczyzną bólu. Ormianin wygnaniec albo tuła się na obczyźnie, albo błądzi, zgłodniały, po zasłanej trupami ziemi ojczystej”.</p>
    <p>Podbita na polu oręża, Armenia szuka ocalenia w scriptoriach. Jest odwrót, ale w tym cofnięciu jest godność i wola istnienia. Czym jest scriptorium? Może to być cela, czasami izba w lepiance, nawet — pieczara skalna. W takim scriptorium jest pulpit, a za pulpitem stoi kopista i pisze. Świadomości ormiańskiej towarzyszyło zawsze poczucie zagłady. I związana z tym żarliwa potrzeba ratunku. Potrzeba ocalenia swojego świata. Skoro nie można go uratować mieczem, niech zachowa się jego pamięć. Okręt utonie, ale niechże pozostanie dziennik kapitana.</p>
    <p>Tak powstaje to unikalne w kulturze światowej zjawisko: ormiańska książka. Mając swój alfabet Ormianie zaraz biorą się do pisania książek. Sam Masztoc daje przykład. Ledwo objawił alfabet, a już go zastajemy przy tłumaczeniu Biblii. Towarzyszy mu druga wielkość kultury ormiańskiej, Katolikos Saak Partef, i cała plejada zwerbowanych po diecezjach tłumaczy. Masztoc daje początek wielkiemu ruchowi średniowiecznych kopistów, który rozwinie się wśród Ormian do nie znanych nigdzie indziej rozmiarów.</p>
    <p>Już w VI wieku przetłumaczyli na ormiański całego Arystotelesa. Do X wieku przetłumaczyli większość filozofów greckich i rzymskich, setki tytułów literatury antycznej. Ormianie mają otwartą, chłonną umysłowość. Tłumaczyli wszystko, co było pod ręką. Przypominają mi w tym Japończyków, którzy tłumaczą hurtem, co popadnie. Wiele dzieł starożytnej literatury ocalało dla kultury światowej tylko dzięki temu, że zachowały się one w ormiańskich przekładach. Kopiści rzucali się na każdą nowość i od razu brali ją na pulpit. Kiedy Arabowie podbili Armenię, przetłumaczyli całych Arabów. Kiedy najechali na Armenię Persowie, przetłumaczyli Persów! Byli w sporach z Bizancjum, ale co się tam ukazało na rynku, też brali i tłumaczyli.</p>
    <p>Zaczynają powstawać całe biblioteki. Musiały to być zbiory ogromne: w 1170 roku Seldżucy niszczą w Suniku bibliotekę składającą się z 10 tysięcy tomów. Są to wszystko ormiańskie manuskrypty. Do dziś zachowało się 25 tysięcy ormiańskich manuskryptów. Z tego ponad 10 tysięcy znajduje się w Erewanie, w Matenadaranie. Kto chciałby obejrzeć resztę, musiałby odbyć podróż dookoła świata. Największe zbiory to Biblioteka Św. Jakuba w Jerozolimie, Biblioteka Św. Łazarza w Wenecji i Biblioteka Kongregacji Mekitarian w Wiedniu. Piękne zbiory ma Paryż i Los Angeles. Polska też miała kiedyś wspaniały zbiór we Lwowie, gdzie zresztą była duża drukarnia ormiańska.</p>
    <p>Najpierw pisali na skórach, potem już na papierze. Zrobili taką książkę, która waży 32 kilo. Poszło na nią 700 cielaków. Ale mają i drobiazg, książeczki małe jak chrabąszcz. Kto umiał czytać i pisać, kopiował, ale byli zawodowi kopiści, którym całe życie zeszło za pulpitem. Owanes Mankaszarenc przepisał w XV wieku 132 księgi. „Przez 72 lata — notuje jego uczeń, Zachariasz — zimą i latem, dniem i nocą, Owanes kopiował księgi. Kiedy dożył późnego wieku, jego wzrok przygasł, a ręka trzęsła się i pisanie sprawiało mu wielkie cierpienia. I umarł on w Panu, mając 86 lat, a teraz ja, Zachariasz, uczeń Owanesa, dopisuję jego nie dokończony manuskrypt”. Byli to tytani mrówczej pracy, męczennicy swojej pasji. Inny kopista opisuje, jak głodując kupował za ostatni grosz łuczywo, żeby oświetlać przepisywane stronice. Wiele z tych ksiąg jest arcydziełem sztuki poligraficznej. Złote armie ormiańskich literek pełzają przez setki stronic. Kopiści byli jednocześnie wybitnymi malarzami. W książce ormiańskiej sztuka miniatury osiąga światowe wyżyny. Zwłaszcza nazwiska dwóch miniaturzystów — Torosa Roślina i Sarkisa Picaka — błyszczą nieśmiertelnym blaskiem. Miniatury, którymi Roślin ozdabiał manuskrypty w XIII wieku, zachowały całą intensywność barwy i jarzą się do dziś na stronicach ksiąg Matenadaranu.</p>
    <p>Losy tych ksiąg to historia Ormian. Ormianie, prześladowani i niszczeni, reagowali na swoją sytuację dwojako: część szła w góry, chroniła się w pieczarach, a część emigrowała w świat, na wszystkie kontynenty. I jedni, i drudzy brali z sobą ormiańskie księgi. Ponieważ tułacze opuszczali Armenię pieszo, niektóre rękopisy, zbyt ciężkie, dzielono na pół. Te połówki wędrowały często w różne krańce globu.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>AZERBEJDŻAN</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Na Bulwarze Nafciarzy Gulnara Guseinowa leczy ludzi zapachem kwiatów. Kto ma sklerozę, wącha laurowe liście. Kto ma nadciśnienie — wącha geranie. Na astmę najlepszy jest rozmaryn. Ludzie przychodzą do Gulnary z kartką od profesora Gasanowa. Na kartce profesor przepisuje nazwę kwiatu, a także czas wąchania. Wącha się na siedząco, najczęściej przez dziesięć minut. Gulnara dogląda, żeby każdy wąchał to, co należy, żeby, powiedzmy, jakiś sklerotyk nie zabrał się do wąchania rozmarynu. Kwiaty stoją rzędami w szklanym domku, który nazywa się gabinetem fitoterapii i przypomina cieplarnię. Gulnara mówi mi, żebym usiadł i też coś powąchał. Czy czuję zapach? Nie czuję nic. Otóż to — bo kwiat nie pachnie sam z siebie. Trzeba poruszyć łodygą, wtedy kwiat czuje, że ktoś się nim zainteresował. I zaczyna wysiewać swój zapach. Kwiaty nie pachną dla siebie, tylko zawsze dla kogoś. Na każde poruszenie kwiat zareaguje zapachem — jest naiwny i lekkomyślny, każdemu chce się podobać. — Towarzysze, poruszajcie kwiatami! — napomina Gulnara siedzących w gabinecie staruszków, którzy zaczynają trząść gałązkami, jakby otrzepywali je z mrówek.</p>
    <p>Pytam Gulnarę, która jest studentką medycyny, czy wierzy, że kwiat może wyleczyć człowieka. Wyleczyć nie psychicznie, bo taka możliwość jest dowiedziona, ale wyleczyć fizycznie, na przykład nadać sprężystość wapniejącej komórce. Gulnara uśmiecha się. Mówi tylko, że do niej przyjeżdżają leczyć się ludzie z całego świata. Podkreśla: nawet z Ameryki. Metoda profesora Gasanowa — to właśnie leczenie zapachem kwiatów — stała się już głośna.</p>
    <p>Myślę, że Gulnarę, podobnie jak mnie, urzeka w tej metodzie jej rys estetyczny, a także jej pogoda i dobrotliwa mądrość. Bo co ma zrobić profesor ze starcem, który nosi siedem krzyżyków i zapomina swojej daty urodzenia? Oczywiście, profesor mógłby go wsadzić do stłoczonej sali szpitalnej, w odór chloroformu i jodyny. Ale po co? Czy nie jest piękniejszy zmierzch pachnący kwiatami niż zmierzch, który czuć chloroformem? Więc kiedy do profesora przychodzi ktoś taki, kto musi zajrzeć w dowód osobisty, żeby podać datę swojego urodzenia, i narzeka, że mu coś głowę zamula, profesor słucha go uważnie, a potem pisze mu na kartce: „Rp.: Laurowe liście. Dziesięć minut dziennie. Przez trzy tygodnie”. I patrzcie, mówi Gulnara, tłumy walą do profesora. Na wizytę czeka się miesiącami.</p>
    <p>Siedzimy z Gulnarą na Bulwarze Nafciarzy, nad brzegiem morza. Od tego miejsca Baku wznosi się łagodnie kamiennymi tarasami. Miasto leży w zatoce, ma kształt amfiteatru i przez to całe jest widoczne. Gulnara pyta, czy lubię Baku. Odpowiadam, że tak, że bardzo. Wszystkie style paradują tu obok siebie w wielkiej rewii mód i epok architektury. Czego tu nie ma! I pseudogotyk, i pseudobarok, i styl postmauretański, i szkoła Corbusiera, i konstruktywizm lat dwudziestych, i monumenty okresu patetycznego, i ładne, nowoczesne konstrukcje. Unikalna to ekspozycja. Bo wszystko ma się na miejscu, wystawione obok siebie, jak w witrynie londyńskiej firmy Mr Coxa Kupno — Sprzedaż Nieruchomości, która może zaoferować każdemu dokładnie to, co chce.</p>
    <p>Zresztą jest kilka Baku.</p>
    <p>Najstarsze Baku jest najmniejsze. Jest nie tylko maleńkie, ale tak ciasno upchane, tak ściśnięte, tak zagracone, że kiedy tu wchodzę, mimowolnie robię głęboki wdech, żeby sprawdzić, czy będę miał czym oddychać. Jeżeli stanąć tu na środku ulicy i rozłożyć ramiona, to można jedną ręką pogłaskać dziecko śpiące w kołysce w mieszkaniu na lewo, a drugą ręką poczęstować się gruszką <emphasis>leżącą</emphasis> na stole w mieszkaniu naprzeciwko. Chodzi się tu gęsiego, bo jak idzie para, to już stwarza tłok. W dodatku ta bakijska Starówka nie ma żadnego planu, a może ma plan, ale tak surrealistyczny, że go normalna głowa nie pojmie. Nigdy nie wiadomo, jak stąd wyjść. Byłem tu z Walerym, który urodził się i wychował w Baku, próbowaliśmy różnych wariantów, i tak, i tak, nic nam nie wychodziło. Byliśmy u kresu sił, kiedy wyratowały nas dzieciaki.</p>
    <p>Ta część Baku nazywa się Iczeri-Szereh, to znaczy Miasto Wewnętrzne. Wiele legend osnuwa tę dzielnicę i opiewa ją wiele ballad podwórzowych. Dla mieszkańców dużego Baku Iczeri-Szereh było miejscem na wskroś egzotycznym, gdzie ludzie mówili swoim językiem i żyli jakby pod wspólnym dachem, bez tajemnic. Dzisiaj Iczeri-Szereh stopniowo burzą, będzie tu nowa dzielnica.</p>
    <p>Wokół Miasta Wewnętrznego rozciąga się Baku właściwe, duże i trochę snobistyczne. Bo to duże Baku jest miastem zrobionym na zamówienie, dla prywaciarzy, dla dorobkiewiczów, dla królów bakijskiej nafty. Baku zawsze robiło karierę na nafcie. Już w X wieku ”wspominają Baku autorzy arabscy właśnie jako miejsce, skąd przywozi się naftę. Dziwy opowiadają na ten temat. „Adżaib ad-Dunia”, traktat perski z XIII wieku, mówi, że „przez całą noc Baku płonie jak ogień. Na ziemi stawiają kocioł i gotują w nim wodę”. O tym gotowaniu pisze również w 1666 roku turecki podróżnik Ewli Czelebi: „W Baku są różne miejsca bezpłodne. Jeśli człowiek albo koń postawi tam nogę i trochę postoi, to jego noga zacznie <emphasis>się palić.</emphasis> W tych miejscach przewodnicy karawan rozgrzebują ziemię, wstawiają w nią kociołki i strawa natychmiast się gotuje. Przedziwna jest mądrość Boga!”</p>
    <p>Karawany rozwoziły bakijską naftę po całej Azji. Marco Polo pisze, że było to przede wszystkim bezcenne lekarstwo na skórne choroby wielbłądów. Tak więc, w jakimś sensie, transport średniowiecznej Azji zależał od bakijskiej nafty. Z powodu palącej się ziemi Baku było również Mekką hinduskich czcicieli ognia, którzy ściągali tu z Indii, żeby grzać się w pobliżu swoich płonących bogów. Zachowała się ich świątynia, Ateszga. z czterema wygasłymi kominami.</p>
    <p>Sto lat temu staje w Baku pierwsza wieża wiertnicza. Zaczyna się zawrotna kariera miasta. Przyjechał tu jeden Polak — opowiadają mi — człowiek elegancki, z polotem. Wynajął dorożkę i kazał się wozić. W pewnej chwili zdjął cylinder i rzucił go na ziemię. Pokazał zdumionemu dorożkarzowi miejsce, gdzie upadł cylinder. Tu będziemy wiercić, powiada. Bogatym był później człowiekiem. Ponad dwieście zagranicznych firm eksploatuje naftę bakijską. „W 1873 roku — pisze Harvey O'Connor — nastąpił w Baku pierwszy wytrysk samoczynnego szybu. W następnym dziesięcioleciu Baku urosło do poziomu najbogatszego miasta na świecie, a ormiańscy i tatarscy milionerzy naftowi zaczęli rywalizować z milionerami z Teksasu. Miasto to stało się największym ośrodkiem rafineryjnym świata. Rosja zajęła pozycję wielkiego eksportera ropy, który miał na kilka lat usunąć w cień Stany Zjednoczone. Bracia Nobel, którzy zupełnie przypadkowo zjawili się w Baku w 1875 roku, zbudowali tu w rok później swoją pierwszą rafinerię, a w 1878 roku utworzyli spółkę Nobel Brothers Naphtha Company, która w 1883 roku kontrolowała już 51 procent produkcji ropy. Zbudowali oni pierwszy rurociąg na polach naftowych w rejonie Baku, sprowadzili wiertaczy z Pensylwanii i zastosowali zdobycze nauki do organizacji tego chaotycznie rozwijającego się przemysłu. W ciągu kilku lat bracia Nobel dorobili się floty wielkich morskich tankowców parowych i mniejszych tankowców rzecznych do przewozu ropy na Wołdze. Działo się to w czasie, kiedy ciągłe jeszcze żaglowce przewoziły naftę z Ameryki w beczkach i bańkach. Noblowie mieli być wyjątkiem od zasady, która głosiła, że kto chociaż rok żył wśród magnatów naftowych w Baku, ten nie mógł się już stać ponownie człowiekiem cywilizowanym.</p>
    <p>Czarne Miasto» Baku stało się jednym z najszpetniejszych, najruchliwszych i najbardziej niespokojnych zakątków świata. Tatarzy, Ormianie, Persowie i Żydzi tworzyli z Rosjanami etniczną mozaikę, która od czasu do czasu wybuchała gwałtownymi masakrami. Sporo terenów roponośnych darowanych zostało przez cara różnym dworskim faworytom. Rozpętała się spekulacja, fortuny rosły z dnia na dzień. Świat nigdy dotąd nie oglądał czegoś podobnego, nawet w zachodniej Pensylwanii. Ponieważ nie było sposobu ujęcia strumieni tryskającej ropy, szyby otaczano groblami tworząc jeziora. Jednakże często całe rzeki ropy płynęły z szybów wprost do morza”.</p>
    <p>— Proszę wybaczyć, ale będę mówiła trochę nacjonalistycznie. — Bardzo zabawna jest ta czupurna Azerbejdżanka, która wie, że nacjonalizm jest owocem zakazanym, ale z drugiej strony nie umie się oprzeć pokusie. Stoimy nad plastyczną mapą Środkowej Azji i Azerbejdżanka chce mi pokazać, jak wielki był Azerbejdżan (to właśnie uważa za ten trochę nacjonalizm). Mówię Azerbejdżance, że jej ambicja przedstawienia mi Wielkiego Wczoraj jest dziś na świecie postawą uniwersalną. Gdziekolwiek by pojechać, w każdym kraju ludzie będą chlubić się tym, gdzie to ich przodkowie kiedyś się zapędzali. Ta świadomość jest ludziom widocznie potrzebna, może nawet — coraz bardziej potrzebna. Mówię jej, że tu musi działać jakieś prawo rekompensaty. Dawniej było na świecie luźno i jeśli jakiś naród poczuł nagle, że musi się poszerzyć, to w tym poszerzaniu mógł zajść całkiem daleko. Weźmy imponujące poszerzenie Rzymian. Spójrzmy, jak wspaniale poszerzyli się Mongołowie. Jak poszerzyli się Turcy. Czy można nie podziwiać, jak rozszerzyli się Hiszpanie? Nawet Wenecja, mała przecież, a jakie sukcesy w poszerzaniu.</p>
    <p>Dzisiaj poszerzanie jest trudne i ryzykowne, z reguły kończy się zwężeniem i dlatego narody muszą kompensować instynkt szerokości poczuciem głębokości, to znaczy sięgać w głąb dziejów, żeby dowodzić swojej siły i znaczenia. Jest to sytuacja, w jakiej znalazły się wszystkie małe narody, którym drogi jest pokój. Na szczęście, jeśli spojrzeć na dzieje ludzkości, okaże się, że każdy naród w tej czy innej epoce miał swój okres rozpierania i poszerzania, przynajmniej jakieś jedno patriotyczne wyładowanie, co pozwala dziś na zachowanie pewnej — co prawda względnej — równowagi psychicznej rodzaju ludzkiego. Albowiem poczucie głębokości pozwala narodom zachować godność bez uruchamiania instynktu szerokości.</p>
    <p>Nawet nie wiem, jak ta Azerbejdżanką ma na imię. Imiona dziewcząt mają tu zawsze swoje znaczenie, do wyboru imienia rodzice przywiązują wagę. Gulnara oznacza kwiat, Nargis — to narcyz, Bahar — to wiosna, Ajdyn — to jasna. Imię Sewil otrzymuje dziewczyna, w której ktoś się kocha. Po rewolucji, mówi mi Walery, zaczęto nadawać dziewczynkom imiona sławiące rzeczy nowoczesne, które docierały na wieś. Są więc dziewczyny o imionach Traktor, Lemoniada, Szofer. Jakiś ojciec, widocznie licząc na ulgi podatkowe, nadał córce imię Finotdieł, co jest skrótem od nazwy urzędu finansowego (Finansowyj Otdieł).</p>
    <p>Więc z tą bezimienną dla mnie Azerbejdżanką stoję nad mapą Azji i patrzę, jak wielki był Azerbejdżan. Otóż sięgał od Kaukazu po Teheran i od Morza Kaspijskiego do Turcji.</p>
    <p>W przeszłości Azerbejdżan był raczej pojęciem geograficznym i kulturowym niż prawno-państwowym. W rzeczywistości scentralizowanego państwa Azerbejdżan nigdy nie było i tym różnią się jego dzieje od historii Gruzji i Armenii. Różnią się jeszcze w innych punktach. Gruzja i Armenia poprzez Morze Czarne i Anatolię utrzymywały kontakt z Europą starożytną, a potem z Bizancjum. Stamtąd przejęły chrześcijaństwo, które na ich terenie oparło się ekspansji islamu. Oddziaływanie Europy na Azerbejdżan jest już słabe i co najwyżej wtórne. Między Europą i Azerbejdżanem wznoszą się zapory Kaukazu i Wyżyny Armeńskiej, natomiast na wschodzie Azerbejdżan przechodzi w niziny, jest łatwo dostępny, otwarty.</p>
    <p>Azerbejdżan to przedpole Azji Centralnej.</p>
    <p>Religią panującą jest tu najpierw zoroastryzm, a potem islam, ale kiedy czytam „Szkice z historii i filozofii Azerbejdżanu” Ośmiu Autorów, zdumiewa mnie, ilu heretyków, odszczepieńców, bezbożników, sekciarzy, innowierców, mistyków, jamników, pustelników i kacerzy znajdowało tu dla siebie schron i ambonę. Bo są tutaj matazylici, batynici, izmailici, mazdakowie, manichejczycy, a także monofizyci, czciciele ognia, bektaszyci, nugdawidzi, oraz sufici, hurramici, bracia czyści, a poza tym hurufici, zwani mistykami cyfry, serbedarzy, kadiryci i sunnici. W stosunku do centralnych ośrodków Wschodu teren ten musiał uchodzić za głęboką prowincję, miejsce azylu i przetrwania, choć nie zawsze było to prawdą: w 1417 roku odzierają tu żywcem ze skóry heretyckiego filozofa Imadeddina Nezimi, a kilka lat przedtem ginie z rąk muzułmańskiej inkwizycji przywódca hurufitów — Szichabedin Fazlullach Naimi Tebrizi Azterabadi al-Hurufi.</p>
    <p>Uczniowie tego męczennika, hurufici — mistycy cyfry, kabaliści i wróżbiarze — wierzyli, że początek świata sprowadza się do cyfr 28 i 32. Za pomocą tych cyfr można objaśnić tajemnicę każdej rzeczy. W ich pojęciu Bóg wyrażał się poprzez piękno. Im piękniejsze dzieło, tym bardziej przejawia się w nim Bóg. Było to ich kryterium wartościowania zjawisk.</p>
    <p>Szukali Boga w twarzy ludzkiej.</p>
    <p>Choć muzułmanie, widzieli Boga w twarzach pięknych kobiet.</p>
    <p>Światowej sławy poetą Azerbejdżanu był żyjący w XII wieku Nezami Gandżewi. Podobnie jak Kant, Nezami nie opuścił nigdy swojego rodzinnego miasta. Była nim Gandża, dzisiejszy Kirowabad. Hegel mówił o poezji Nezami, że jest „miękka i słodka”. „Nocami — pisze Nezami — wydobywam świecące perły wierszy, w stu ogniach spalając swój mózg”. Mądra jest jego uwaga, że „przestrzeń słowa powinna być rozległa”. Nezami był epikiem i filozofem, zajmował się logiką i gramatyką, a nawet kosmogonią.</p>
    <p>Przygniatany z jednej strony przez Turcję, z drugiej przez Iran, Azerbejdżan nie mógł wywalczyć własnej autonomii. Istniało tu co prawda wiele księstw, ale ich znaczenie było lokalne. Przez wiele wieków Azerbejdżan był prowincją Iranu. W latach 1502-1736 rządzi Iranem dynastia Saławidów, która jest właśnie pochodzenia azerbejdżańskiego. Za tej dynastii Iran przeżywa lata świetności. Język azerbejdżański należy jednak nie do języków irańskich, a tureckich. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że grupa turecka stanowi najliczniejszą grupę językową w b. Związku Radzieckim. Uzbecy, Tatarzy, Kazachowie, Azerbejdżanie, Czuwasze, Turkmeni, Baszkirzy, Kirgizi, Jakuci, Dołganie, Karakałpacy, Kumycy, Haguzowie, Tuwini, Ujgurzy, Karaczajewcy, Chakasi, Czułymi, Ałtaje, Bałkarzy, Nogaje, Turcy, Szorci, Karaimowie, krymscy Żydzi i Tofalowie — mówią językami grupy tureckiej. Uzbek z Tatarem, Kirgiz z Baszkirem itd. mogą rozmawiać, każdy w swoim języku, dobrze się rozumiejąc.</p>
    <p>Wieczorem Nik-Nik każe mi włazić wysoko na wieżę. Z wieży będę widział, jak świecą Naftowe Kamienie, a Nik-Nik powiedział, że nie mogę wyjechać, dopóki tego nie zobaczę. Wieża stoi na morzu, morze jest czarne, chociaż nazywa się Kaspijskie, a ja wspinam się do nieba schodami, które trzeszczą, bo są z desek, cała wieża jest zbita z desek, a wysoka do gwiazd, wiatr nią kołysze jak badylem, ale ona stoi, gniotsa nie łamiotsa, po tej wieży wspinam się do nieba, które jest tu ciemne, właściwie czarne jak morze, wchodzimy w smołę, już wolę nie patrzeć, już chciałbym stanąć, ale słyszę, że Nik-Nik idzie dalej, więc ja też, w mrok, w czeluść, w otchłań. Wszystko staje się nierealne, bo nic już nie widać, to znaczy widzę tylko kawałek dechy, nie heblowanej, jakby włochatej, kawałek drewna wetknięty w niebo, w zupełnie przypadkowym miejscu, wystający w ciemności, nieprawdopodobny, abstrakcyjny.</p>
    <p>— Nik-Nik! — wołam.</p>
    <p>Bo, rozumiecie, zostałem sam z tą dechą, w jakiejś dziwnej sytuacji, już chyba nieważki, zawieszony w nieokreślonym miejscu, gdyż za tą deską był mrok, żadnego punktu odniesienia, żeby ustalić swoje współrzędne, żadnej szansy, żeby się przejść parę kroków, zapalić, spokojnie rozważyć, co dalej, przede wszystkim nie wiedziałem, co zrobić z deską, i tak tkwiłem w ciemnościach durny i bezsensowny, dopóki nie usłyszałem głosu Nik-Nika, gdzieś pode mną, w niższych regionach galaktyki.</p>
    <p>— Widzisz to? — wydyszał Nik-Nik, którego dawno utraciłem z oczu. Dopiero teraz spojrzałem w dół, zresztą z uczuciem wielkiego pietra, bo mam lęk przestrzeni.</p>
    <p>Zobaczyłem miasto.</p>
    <p>Nie jest to nic dziwnego zobaczyć miasto, nawet wsiowi ludzie są dziś obyci z widokiem miasta, ale ja ujrzałem miasto na pełnym morzu, na morzu sztormującym, rozkołysanym, ogromnym, od tego miasta do najbliższego lądu było sto kilometrów.</p>
    <p>Zobaczyłem światła miasta, jego ulice, które ginęły na krańcach horyzontu, ruch w śródmieściu, widocznie ludzie wychodzili z kina, sam byłem tu poprzedniego dnia na polskim filmie „Bumerang”, w centrum migotały neony, jeździły autobusy, jasno płonęła kawiarnia, świeciły się witryny sklepów i okna domów. W porcie stał jakiś tankowiec, bo jest tu także port, a nawet dwa porty, jest również lotnisko. Bardzo daleko było widać wieże wiertnicze, które szumiały jak ule, co stąd dawało się ledwie słyszeć, na tych wieżach pracowała nocna zmiana. To miasto nigdy nie śpi naprawdę, nawet nad ranem.</p>
    <p>W dole, pod spodem, pod miastem przewala się morze.</p>
    <p>Morze uderza falami w szeregi stalowych pali, na których stoi miasto, wlewa się w labirynty metalowych konstrukcji utrzymujących ponad wodą ulice, place i domy. Ale miasto stoi nieruchome, wsparte o potężne słupy osadzone mocno w dnie morskim. A nawet jeszcze inaczej: jest to miasto zbudowane na szczytach gór, tylko że gór leżących pod wodą.</p>
    <p>Łańcuch podwodnych gór łączy wschodni i zachodni brzeg Morza Kaspijskiego. Ciągną się one od Baku do Krasnowodska w Turkmenii. W tych górach, na całej ich długości, znajdują się bogate pokłady ropy i gazu. Kiedy morze jest spokojne, widać miejscami szczyty podwodnego łańcucha. Ze szczelin, spod skał, tu i tam wycieka ropa. Dlatego nazwano te skały Naftowymi Kamieniami i stąd wzięło nazwę miasto zbudowane na środku morza.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>TURKMENIA</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Aszchabad, spokojne miasto. Czasem ulicą przejedzie wołga. Czasem osiołek postuka kopytami o asfalt. Na ruskim rynku sprzedają gorącą herbatę. Jeden czajnik — 20 kopiejek. Ale czy można tak mierzyć wartość herbaty? Tutaj herbata to życie. Stary Turkmen bierze czajnik, nalewa dwie miseczki — jedną sobie, drugą podsuwa małemu blondasowi. Nu — mówi do chłopca. — Oj, diadia — odpowiada mały — zawsze powtarzam, że nie mówi się nu, tylko na. Diadia śmieje się, może do tej samej myśli, która i mnie przychodzi: że nie można go już niczego nauczyć. Taki Turkmen, który dożył siwej brody, wie wszystko. Jego głowa jest pełna mądrości, jego oczy czytały księgę życia. Kiedy dostał pierwszego wielbłąda, poznał smak bogactwa. Kiedy zdechło mu stado owiec, poznał nieszczęścia nędzy. Widział wyschłe studnie, a więc wie, co to rozpacz, i widział studnie z wodą, a więc wie, co to radość. On wie, że słońce przynosi życie, ale wie również, że słońce przynosi śmierć, z czego nie zdaje sobie sprawy żaden Europejczyk.</p>
    <p>Wie, co to jest pragnienie i co to jest nasycenie.</p>
    <p>Wie, że jak jest upał, trzeba się ciepło ubrać, w chałat i baranią czapę, a nie rozbierać się do skóry, jak to robią biali. Człowiek ubrany myśli, a rozebrany — nie. Człowiek nagi może popełnić każde głupstwo. Ci, którzy tworzyli wielkie dzieła, byli zawsze ubrani. W Sumerze i Mezopotamii, w Samarkandzie i w Bagdadzie mimo piekła upałów ludzie chodzili ubrani. Powstały tam wielkie cywilizacje, których nie znała Australia ani równik afrykański, gdzie chodzono po słońcu nago. Można się o tym przekonać czytając historię świata.</p>
    <p>Być może ten stary zna odpowiedź na wielkie pytanie Szekspira.</p>
    <p>Widział on pustynię i widział oazę, to znaczy widział cały świat, który w ostatecznej ostateczności sprowadza się do tego jedynego podziału. Na świat przychodzi coraz więcej ludzi, w oazach robi się ciasno, nawet w dużej oazie Europy, nie licząc oazy Gangesu, oazy Nilu. Czy ludzkość, która narodziła się na pustyniach, o czym mówią wszystkie świadectwa, nie będzie musiała wrócić tam, gdzie jest jej kolebka? I wtedy do kogo przyjdzie po radę ten spocony mieszczuch ze swoim przegrzanym fiatem, ze swoją lodówką, której nie będzie miał gdzie podłączyć? Czy nie zacznie szukać Turkmena z siwą brodą, Tuarega owiniętego turbanem? Oni wiedzą, gdzie są studnie, to znaczy znają tajemnicę przetrwania i ocalenia. Ich wiedza, pozbawiona scholastyki i doktrynerstwa, jest wielka, ponieważ służy życiu. W Europie mają zwyczaj pisać o ludziach pustyni, że są zacofani, nawet skrajnie zacofani. Nikt nie pomyśli, że tak nie wolno sądzić o ludach, które w najstraszniejszych dla człowieka warunkach umiały przetrwać tysiąclecia, wytwarzając typ kultury najcenniejszej, bo praktycznej, pozwalającej całym narodom istnieć i rozwijać się, podczas gdy w tym samym czasie wiele cywilizacji osiadłych upadło i zniknęło z ziemi na zawsze.</p>
    <p>Niektórzy myślą, że człowiek szedł na pustynię z biedy, bo nie miał innego wyjścia. Ale było akurat odwrotnie. W Turkmenii na pustynię mogli iść ci, którzy mieli stada, a więc bogatsi, koczowanie było przywilejem zamożnych. „Pobyt na pustyni — mówi profesor Gabriel — jest zaszczytem, to teren wybrany”. Przejście do życia osiadłego było dla koczownika zawsze ostatecznością, rodzajem życiowej przegranej, degradacją. Koczownika można osiedlić tylko siłą, przymusem ekonomicznym albo politycznym. Nie zna on ceny, którą można zapłacić za wolność, jaką daje pustynia.</p>
    <p>Czy można sobie wyobrazić cywilizację ludzką bez tego wkładu, który wnieśli do niej koczownicy? Weźmy Złotą Ordę i państwo Timuridów. Były to największe imperia średniowiecza. Najdłuższy epos literatury światowej, który nazywa się „Manas” i liczy 40 tomów, jest epopeą narodową ludu koczowniczego — Kirgizów. Weźmy rozkwit sztuki indyjskiej pod rządami koczowniczej dynastii Wielkiego Mogoła. Należy wymienić takie zjawisko, jak islam, który trzynaście wieków wpływa na dzieje świata i jest ciągle religią w stanie ekspansji, mającą wyznawców na wielkim obszarze globu, od Senegalu do Indonezji, od Mongolii po Zanzibar.</p>
    <p>Ale przede wszystkim w ciągu tych tysiącleci, które nie znały samolotu, a jeszcze wcześniej nie znały statku parowego, koczownicy, ten jedyny lud, który posiadł wspaniałą i niebezpieczną sztukę pokonywania martwych przestrzeni, tworzyli przez sam fakt swoich ciągłych wędrówek pierwszy w dziejach naprawdę światowy system mass-communications, przenosząc z miasta do miasta, z kontynentu na kontynent, z jednego krańca na drugi nie tylko złoto, korzenie i daktyle, ale książki i listy, wiadomości polityczne i relacje z odkryć, oryginały i kopie wielkich dzieł myśli i wyobraźni, co pozwalało w tamtych wiekach rozproszenia i izolacji wymieniać osiągnięcia i rozwijać kulturę.</p>
    <p>Obok tego miejsca, w którym Turkmen, chłopiec i ja pijemy herbatę, stoi handlarka z tobołem kwiatów.</p>
    <p>„Grażdanki — woła — nie zabywajtie roz.” Aszchabadzkie róże, ciężkie, omdlałe. Nikt nie kupuje kwiatów, o tej porze rynek jest pusty, to południe na pustyni. Aszchabad, przywalony upałem, leży w słońcu odrętwiały, milczący. Od tego miejsca do mojego hotelu jest sto metrów. Od tego miejsca do granicy Iranu — godzina jazdy. A do Moskwy daleko — 4300 kilometrów, do Warszawy ponad pięć tysięcy. W 1935 roku grupa Turkmenów wyprawiła się na koniach do Moskwy. Jechali dzień w dzień blisko trzy miesiące, 83 dni, i ten rekord został zapisany w „Historii Turkmeńskiej SRR”.</p>
    <p>Na rynku są sprzedawcy warzyw, to znaczy kołchoźnicy, którzy sprzedają plony ze swoich ogródków i działek, sprzedawcy lekarstw, które można tu kupić na straganie, upaństwowieni bukiniści i fryzjerzy. Dużo fryzjerów, ale tylko męskich. Turkmenki plotą warkocze, do tego fryzjer niepotrzebny. Jest sprzedawca ołówków i zeszytów, tak fantastycznie mokry, zroszony, ociekający, jakby bez przerwy stał pod prysznicem. „Uzbek! — woła do sprzedawcy herbaty — daj czaju!” I pompuje w siebie gorący napój, miska po misce. „Grażdanie! — woła za chwilę — podnoście kulturę! Kupujcie zeszyty! Kupujcie zeszyty!”</p>
    <p>Cały rynek pokryty jest asfaltem, ulice też pokryte asfaltem. Ulicami jeżdżą trolejbusy rozgrzane jak marteny. Obie strony ulic są wysadzone drzewami, jest dużo trawników i kwiatów, widać tu wielką troskę o zieleń, miasto jest zadbane, jest czyste i umyte. Drzewa dają cień, ale spełniają też inną funkcję psychologiczną. Obecność zieleni łagodzi męczące uczucie klaustrofobii, lęku zamkniętej przestrzeni, którego doznaje mieszkaniec oazy. Człowiek osiadły boi się pustyni, pustynia przejmuje go grozą. Tymczasem wystarczy dojść do granicy miasta, często wystarczy dojść do końca swojego podwórka: dookoła pustynia. Pustynia wdziera się do miasta, zasypuje place i ulice. Byłem w Nuakszott, leży na Saharze, gdzie regularnie usuwa się naniesione na asfalt zwały piachu, tak jak u nas usuwa się zimą śnieg z ulic. Widziałem w oazie Atar chłopów, których wysiłek polega na ciągłym odkopywaniu palm daktylowych zasypywanych po wierzchołek przez pustynię. Pustynia atakuje domy, dlatego nie mają okien albo okna są raz na zawsze zamknięte. W tym klimacie! A jednak w ten sposób człowiek chroni się przed pyłem, który niszczy mieszkanie, zapasy, dobytek.</p>
    <p>Drzewa stwarzają łagodzące wrażenie, że oaza nie jest wysepką wiecznie atakowaną przez żywioł pustyni, ale fragmentem wielkiej ziemi przychylnej ludziom i roślinom.</p>
    <p>Aszchabad jest miastem podwójnie młodym. Zaczął powstawać dopiero w 1881 roku, kiedy wojska rosyjskie, po złamaniu oporu Turkmenów, zbudowały tu fort wojenny. Fort zaczął obrastać w uliczki, powstało miasteczko. W 1948 roku, w czasie trzęsienia ziemi, jednego z najcięższych w historii współczesnej, w ciągu 15 sekund miasto zniknęło z powierzchni ziemi. Był jeden cmentarz, wspomina Misza, a po trzęsieniu: szesnaście. Z całego miasta pozostał nie ruszony pomnik Lenina.</p>
    <p>Aszchabad, który ogląda się dzisiaj, jest miastem powstałym po klęsce, właściwie od podstaw. Amator antyków nie ma tu nic do zwiedzenia.</p>
    <p>Raszyd pokazał mi na mapie, którędy płynął Uzboj. Uzboj brał wody z Amu-darii, przecinał pustynię Kara-Kum i wpadał do Morza Kaspijskiego. Była to piękna rzeka, powiedział Raszyd, długa jak Sekwana. Ta rzeka umarła, powiedział, a jej śmierć stała się początkiem wojny. Dodał, że historię Uzboju badał archeolog Jusupow. Jego zdaniem, rzeka pojawiła się na pustyni nagle i stosunkowo niedawno, może pięć tysięcy lat temu. Razem z wodą ściągnęły na pustynię ryby i ptaki. Potem przyszli ludzie. Ci ludzie należeli do plemion Ali-ili, Chyzr i Tiwedżi. Turkmeni dzielili się wtedy na 110 plemion, a może nawet i więcej. Ludzie Ali-ili, Chyzr i Tiwedżi podzielili Uzboj na trzy odcinki, każdemu plemieniu przypadła jedna trzecia długości rzeki. Brzegi Uzboju zamieniły się w kwitnącą i ludną oazę. Powstały osady i faktorie, ogrody i plantacje. W samym wnętrzu pustyni zrobiło się rojno i gwarnie. Oto, co może sprawić woda. Woda jest początkiem wszystkiego. Jest pierwszym pokarmem. Jest krwią ziemi. Ludzie wyobrażali wodę rysując trzy faliste kreski. Ponad kreskami rysowali rybę. Ryba była symbolem szczęścia. Trzy kreski plus ryba oznaczało — życie.</p>
    <p>Po rzece pływały kupieckie łodzie. Tędy szedł towar z Indii do Anatolii, z Chorezmu do Persji. Uzboj był znany na całym świecie. W tych krajach, gdzie byli piśmienni ludzie, zachowały się na ten temat różne wzmianki. Mamy wzmianki u Greków i Persów, a także wzmianki u Arabów. Na brzegach Uzboju stały gościnne karawanseraje, gdzie wioślarze mogli odpocząć, dostać nocleg i strawę. W Dow-Kała, Orta-Kuju i Talajchanie były bazary, każdy mógł tam kupić towar wysokiej, eksportowej jakości.</p>
    <p>Ludzie Uzboju oddawali cześć świętym kamieniom. Jest to typowe dla mieszkańców pustyń, którzy oddają cześć wszystkiemu, co mają pod ręką — kamieniom, wąwozom, studniom i drzewom. Tam, gdzie stał święty kamień, nie wolno było walczyć. Kamień ratował przed śmiercią. Tkwiła w nim siła stężona, zamknięta w formie wiecznej, danej raz na zawsze. Całowanie kamienia dawało ludziom niemal zmysłową rozkosz. Raszyd mówi mi, żebym zwrócił uwagę na ten fragment tekstu „Podróży”, gdzie Abu Abd Allah Mohammed lbn Abd Allah ibn Mohammed ibn Ibra-him al-Lawati at-Tandżi, znany jako Ibn Batuta, a w krajach Wschodu pod imieniem Szams ad-Dina, pisze, że „usta odczuwają niezmierną słodycz przy całowaniu kamienia, tak iż chciałoby się go całować bez końca”. Dla ludzi Uzboju kamień był istotą boską.</p>
    <p>Myśl człowieka obracała się wtedy wokół takiej sprawy jak podział wody. Możemy to stwierdzić stosując metodę dedukcji. Jeszcze po Rewolucji, dopóki nie było reformy, podział wody był dla Turkmena wydarzeniem tak samo ważnym jak wybuch wojny albo zawarcie pokoju. Od tego zależało właściwie wszystko. Woda dostawała się na pole kanałami, które nazywają się aryki. Podział wody dokonywał się przy głównym aryku. Jeżeli była dobra wiosna, podział wody był świętem. Ale dobre wiosny bywają tu rzadko. W ciągu całego roku może spaść tylko tyle wody, ile w Europie przynosi jeden deszcz. A może być i tak, że cały roczny opad wyleje się z nieba w ciągu dwóch dni, a potem jest tylko susza. Podział wody zamieniał się wtedy w wojnę. Po obu stronach aryków ciągną się cmentarze, na dnie kanałów leżą ludzkie kości.</p>
    <p>Bogacze mieli duże aryki, a biedni — małe. Biedny starał się cichcem uchylić zastawkę, żeby przypuścić do swojego aryku więcej wody. Bogacz tępił podobne praktyki. Tak wyglądała walka klasowa. Woda była przedmiotem spekulacji, była towarem na czarnym rynku. Istniała giełda wodna, hossa wodna, krach wodny. Ludzie zdobywali na wodzie fortuny albo tracili cały majątek. Powstały wtedy różne obyczaje, które zniosła dopiero Rewolucja. Kobieta nie miała prawa do przydziału wody. Wodę dostawali tylko żonaci mężczyźni. Ojciec, któremu urodził się chłopiec, żenił niemowlaka z dorosłą dziewczyną. Niemowlak, jako żonaty, dostawał nadział wody, była to droga bogacenia się tych ludzi, którym rodziło się dużo chłopców. Dopiero w 1925 roku I Zjazd Rad Turkmenii uchwalił rewolucyjny dekret, który zabrania żenić niemowlaki i przyznaje kobiecie prawo do wody.</p>
    <p>Każdy starał się żyć jak najbliżej Uzboju. Rzeka niosła wodę, niosła życie. Wzdłuż brzegów prowadziły szlaki karawan. W nurtach Uzboju armia Dżyngis-chana pławiła konie. Tutaj docierali kupcy Samarkandy i Jomuci — handlarze niewolników.</p>
    <p>Agonia rzeki, powiedział Raszyd, zaczęła się czterysta lat temu. Rzeka, która nagle pojawiła się na pustyni, zaczęła teraz szybko znikać. Uzboj stworzył cywilizację w samym wnętrzu pustyni, żywił trzy plemiona, łączył Zachód ze Wschodem, na brzegach Uzboju stały dziesiątki miast i osiedli, które odkopał Jusupow. Teraz rzekę pochłaniały piaski. Jej energia zaczęła słabnąć, jej prąd utracił siłę. Nie wiadomo, kto to pierwszy zauważył. Ali-ili, Chyzr i Tiwedżi zbierali się na brzegu patrzeć, jak odchodzi rzeka, źródło życia, siedzieli i patrzyli, ponieważ ludzie lubią przyglądać się swojemu nieszczęściu. Poziom wody opadał z dnia na dzień, przed ludźmi otwierała się przepaść. Cała walka klasowa wokół otwierania i zamykania zastawek straciła wszelki sens. Nie miało znaczenia, kto ma jaki aryk — w żadnym aryku nie było wody. Ludzie biegali do mułłów, biegali do iszanów, obłapywali każdy napotykany kamień. Nic nie pomagało. Wysychały pola i więdły drzewa. Za worek wody kupowało się karakułową owcę. Karawany, które przedtem zatrzymywały się tu i tam, teraz przebiegały w pośpiechu, jakby tę ziemię nawiedziła epidemia. Pustoszały bazary, kupcy zamykali sklepiki.</p>
    <p>Jusupow, który kopał w oazach Uzboju, twierdzi, że wśród znalezionych tam rzeczy panuje wielki nieporządek. Ludzie rzucali wszystko, co mieli. Dzieci rzucały zabawki, kobiety rzucały naczynia. Musiała ich ogarnąć panika, histeria, strach. Na pewno krążyły najbardziej fantastyczne plotki. Może pojawili się prorocy i wróżbici. Ludzie czuli, jak zaciska się obręcz pustyni, na progu ich domów śpiewał piasek.</p>
    <p>Zaczął się wielki exodus. Ludzie plemienia Ali-ili, plemienia Chyzr i Tiwedżi (ci ostatni zwani również poganiaczami wielbłądów) ruszyli na południe, ponieważ powszechna była wówczas sława południowych oaz Mary i Tedżenu. Wygnańcy szli przez pustynię Kara-Kum, co oznacza Czarne Piaski, największą pustynię Turkmenii i całej Azji Środkowej. Za sobą mieli martwą rzekę, która leżała wśród piasków jak rozbity dzban. Piasek zasypywał aryki, pola i domy.</p>
    <p>Raszyd mówi, że plemiona martwej rzeki natrafiły na opór ludności oaz południowych. Mieszkały tam plemiona Tekę i Saryk. To wszystko byli Turkmeni, ci przybysze i miejscowi, to był jeden naród rozdzierany walką o wodę. Raszyd mówi, że w oazach panuje idealna proporcja między ilością wody i liczbą mieszkańców i dlatego oaza nie może przyjmować nowych ludzi. Oaza może przyjąć gościa, może przyjąć kupca, ale nie przyjmie całego plemienia, bo to od razu naruszy jej bilans, od którego zależy cały byt. Dlatego między pustynią i oazą musi toczyć się wojna. Człowiek jest tu postawiony w sytuacji bardziej kategorycznej niż jego brat żyjący w strefie umiarkowanej i dlatego przyczyny wojen są tu głębsze i, chciałoby się powiedzieć, bardziej ludzkie niż w Europie, gdzie historia zna wojny wszczynane z tak błahych powodów, jak obraza prestiżu, spór dynastyczny czy mania prześladowcza panującego. Na pustyni przyczyną wojny jest chęć życia, człowiek rodzi się od razu zaplątany w tę sprzeczność, na tym polega dramat. Dlatego Turkmeni nigdy nie znali jedności, rozdzielał ich pusty aryk. Śmierć Uzboju, która wygnała na południe plemiona martwej rzeki, dała początek bratobójczym wojnom Turkmenów. Ciągnęły się one wiekami, aż do naszych czasów. Zdarzały się jeszcze tuż po Rewolucji, chociaż te wojny porewolucyjne były już bardziej upolitycznione. Raszyd powiedział, że teraz wodę rozdziela ministerstwo. Powiedział, że w 1954 roku przyjechały do Bosagi spychacze. Bosaga leży w Turkmenii, nad rzeką Amu-darią, niedaleko granicy Afganistanu. Od tego miejsca zaczęli kopać kanał. W ten sposób rzeka, która raz pojawiła się sama i odeszła, została z powrotem wprowadzona na pustynię przez człowieka. Oto, jakie koło zatoczyła historia. Podobnie jak kiedyś, razem z wodą ściągnęły na pustynię ryby i ptaki. Brzegi kanału zamieniły się w kwitnącą i ludną oazę. Kanał ma teraz osiemset kilometrów, a będzie miał dwa razy tyle i dojdzie do Morza Kaspijskiego, jak kiedyś Uzboj.</p>
    <p>Woda w kanale jest słodka, powiedział Raszyd. Nabrał dzbanek i kazał mi wypić. Była chłodna i smaczna. Ponton kołysał się przy brzegu, naokoło była pustynia. Na tym pontonie, w dużej kajucie wyklejonej zdjęciami aktorek i porozbieranych modelek, mieszkała brygada Jarosława Szcza wieją, czterech Ukraińców. Raszyd i ja byliśmy ich gośćmi, zresztą przypadkowo, bo zepsuła nam się motorówka, musieliśmy stanąć. Brygada kopie odnogę kanału, żeby woda mogła dojść do kołchozu. Ogromne ciężarówki, o kołach tak wysokich jak człowiek, wożą ziemię z miejsca na miejsce. Na górze piachu stoi jasnooka dziewczyna, która zapisuje kierowcom kursy. A jak zapisuje? A tak, żeby mieli wykonaną normę. Ma na imię Palina i przyjechała tu gdzieś spod Charkowa. Jeżeli kierowca jest sympatyczny, Palina postawi mu tyle kresek, że zostanie przodownikiem. Kiedy robi się bardzo gorąco, Palina odkłada zeszyt, skacze do kanału, płynie na drugi brzeg, wraca i znowu stawia kreski. Szczawiej goni Palinę, żeby smażyła ryby. Sam posłał jedną z tych wielgachnych ciężarówek gdzieś hen, do kołchozu, po wódkę. Zrobili nam sute przyjęcie. Odjeżdżaliśmy wieczorem. Światła statków odbijały się w wodzie kanału.</p>
    <p>Powrót do Mary i ostatni dzień w Turkmenii. Mary jest stolicą oazy Murgabu i drugim miastem po Aszchabadzie, ma 60 tysięcy mieszkańców. Ludność Turkmenii (mniej niż 2 miliony) żyje w pięciu oazach, reszta Republiki, dziewięćdziesiąt procent powierzchni, to pustynia. Śródmieście Mary jest stare, parterowe, pomalowane na kolor niebieski i żółty. Kiedyś były tu setki sklepików uzbeckich, rosyjskich i ormiańskich, teraz upaństwowionych albo zamienionych na warsztaty i składy. Gorąco, duszno, w połowie dnia robi się szaro. Od pustyni nadciąga pylna zamieć. Ostry wiatr i tumany kurzu, które wypełniają całą przestrzeń między ziemią i niebem. Pył, który oślepia i dławi, nie ma czym oddychać. Zamiera życie, stają maszyny. Teraz Palina i Szczawiej, Adda i te dziewczęta ubrane jak do opery chowają się po kątach, zapadają w szczeliny, naciągają na głowy prześcieradła, koce, co kto ma pod ręką, żeby się nie podusić, burza piaskowa zasypuje, potop zalewa ludzi i stada (bo na pustyni są potopy!), a zamieć pylna dławi, dusi, knebluje na śmierć. Ten kurz, ta drobina (to kamień zmielony na pył przez wiatr i wodę), zawieszone w powietrzu, nagrzewają się w słońcu, tak powstaje sucha mgła, postrach wszystkich ludzi pustyni, sucha i gorąca mgła, kłęby miału rozżarzonego jak węgiel, to jest to, czym pustynia każe oddychać w godzinie swojej furii. Jestem w hotelu, w swoim pokoju, nie ma światła, przede wszystkim nie ma wody, wiatr musiał pozrywać druty, piach pozatykał rury, jeszcze mam łyk ciepłej cieczy w dzbanku, ale co będzie potem? Miasto nie ma wody, telefony odcięte, działa tylko łączność radiowa. Leżę na łóżku, ale wszystko jest mokre, zakurzone, poduszka grzeje jak piec, pić, na pustyni, w czasie burzy, ludzie popadają w obłęd wodny, wypijają nagle cały swój zapas wody, łapczywie, bezmyślnie, właściwie jest to rodzaj szaleństwa, piją nie dlatego, że w tej chwili męczy ich pragnienie, piją ze strachu, opętani myślą, że więcej wody nie będzie, piją, żeby uprzedzić cios. Wymarłe ulice, cisza w hotelu, pusty korytarz, schodzę na dół. Pusta restauracja. Bufetowa siedzi, patrzy w okno. Z ulicy wchodzi Rosjanin, zakurzony, wiatr wyciągnął mu na wierzch koszulę, na głowie ciepła uszanka zapięta pod brodą. Dajcie dwieście gram, mówi do bufetowej. Ona wstaje, nalewa mu szklankę. On to wypija i wydaje z siebie takie ahhhhhhhhh! Teraz będzie lepiej, mówi i wychodzi z tym ogniem w środku na ulicę — w ogień pustyni. Bufetowa przez chwilę odprowadza go wzrokiem. Nasz człowiek, odzywa się, taki wszystko wytrzyma. Potem patrzy na mnie, dobrotliwie, ale i z odrobiną ironii, i bez słowa podaje mi butelkę lemoniady.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>TADŻYKISTAN</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Jedziemy do kołchozu „Komintern”. Kołchoz leży niedaleko Duszanbe i obejmuje piętnaście wsi. Jest to duży kołchoz, ale bywają większe.</p>
    <p>Dyrektor „Kominternu” nazywa się Abdulkarin Szaripow. Ciężki, ogromny mężczyzna, bez nogi. Nogę stracił na wojnie, w obronie Ukrainy. Dostał niemieckim odłamkiem, zabrali go do szpitala, stamtąd wrócił do domu. Niemca nie widział nigdy, ani na wojnie, ani potem.</p>
    <p>Szaripow nie może chodzić, wszędzie wozi nas dyrektorskim gazikiem. Po drodze opowiada, co może mieć kołchoźnik: trzy krowy, dwanaście baranów, a osłów i koni — ile chce. Dobry baran kosztuje 150 rubli, nowy dom kosztuje piętnaście baranów. Oprócz hodowli uprawiają ziemię. Zbierają osiem kwintali pszenicy z hektara. Nie należy dziwić się, że tak mało — pola znajdują się wysoko w górach, żniwa trwają kilka miesięcy, bo pola leżą na różnych wysokościach, niskie pola dojrzewają wcześnie, a wysokie — późno.</p>
    <p>Tak jest w całym Tadżykistanie, gdzie sieją i zbierają przez okrągły rok. W czerwcu w dolinie Wachszu już są żniwa, a w Pamirze chłopi wychodzą dopiero siać. O tej porze w Leninabadzie już dojrzewają morele, a w Isfarze morela dopiero zakwita.</p>
    <p>Przejeżdżamy przez wieś. Kobiety tadżyckie przystają, odwracają się tyłem do samochodu i ręką zasłaniają twarz. Rewolucja uwolniła te twarze od zasłon, kobiety zdjęły parandże, ale odruch pozostał. Na uniwersytecie w Duszanbe poznałem Rochat Nabijewą, pierwszą kobietę tadżycką, która w roku 1963 zdobyła tytuł naukowy. Tematem jej pracy była walka o zniesienie parandży. Ta walka kosztowała wiele ofiar. Zginęły setki kobiet, które odsłoniły twarz. Basmacze dokonywali na takich kobietach publicznych egzekucji. Ciekawe, że ten sam człowiek, którego natura jest w swojej istocie tak podobna i niezmienna, wytwarza pod różnymi szerokościami tak sprzeczne obyczaje. Bo w jednych cywilizacjach ambicją mężczyzny jest twarz swojej kobiety jak najbardziej odsłonić, a w innych — jak najbardziej zakryć.</p>
    <p>Szaripow zawiózł nas na koniec wsi, w cień rozłożystego czinara. Tutaj Szaripow wydał przyjęcie. Były czereśnie, morele i jabłka. Wielkie misy dymiącego mięsiwa. Sterty pszennych placków. Jakieś zupy, narodowe potrawy, sałaty. Góry wszelakiego jadła. Skrzynie wódki. Szaripow wzbraniał się przed piciem, mówił, że muzułmanom pić nie wolno. W końcu jednak coś wypił. Potem wstał, rozebrał się, odpiął protezę i wlazł do strumienia, który płynął obok. Chłopi wpatrywali się w nagiego dyrektora. Co on robi? — spytałem. On sobie obniża ciśnienie, odpowiedział któryś.</p>
    <p>Uczta trwała dalej bez dyrektora. Zebrało się pełno Tadżyków. Jeden z nich zaczął coś opowiadać, wszyscy wybuchali śmiechem. Spytałem, o czym mówią. Wtedy nauczyciel przetłumaczył mi historię młodego Tadżyka, który wrócił z wojny do kołchozu „Komintern”. Młody Tadżyk wrócił z wojny i zapomniał swojego języka. Do wszystkich mówił po rosyjsku. We wsi mało ludzi zna rosyjski. Wszyscy mówią po tadżycku. Mów po tadżycku, powiedział mu ojciec, ale młody Tadżyk udawał, że nie rozumie, czego ojciec chce. Pod dom tego ojca zaczęli się schodzić ludzie, każdy chciał zobaczyć, jak wygląda Tadżyk, który zapomniał swojego języka. Najpierw przyszli sąsiedzi, potem cała wieś. Tłum stał i przyglądał się młodemu Tadżykowi, który wrócił z wojny. Ktoś zaśmiał się i wszyscy zaczęli się śmiać. Śmiała się cała wieś, cała wieś huczała od śmiechu, ludzie trzymali się za brzuchy, pokładali się na ziemi. W końcu młody Tadżyk nie wytrzymał, wyszedł z domu i krzyknął do ludzi: dosyć! Krzyknął po tadżycku i potem sam zaczął się śmiać. Tego dnia młody Tadżyk przypomniał sobie swój język, we wsi zarżnęli barana i wszyscy ucztowali cały wieczór.</p>
    <p>Dobrze znać język rosyjski, zakończył nauczyciel, ale Tadżyk musi znać również swój język. Wypiliśmy toast za wszystkie języki świata.</p>
    <p>Rano odlatywałem do Kirgizji. Turan odwiózł mnie na lotnisko. Każda strona świata to inny krajobraz. Na północy łagodne, zielone wzgórza, na południu — wysokie, śnieżne góry. Na wschodzie — góry pustynne, wypalone słońcem. I wreszcie — pogrążone w zieleni Duszanbe. Za górami śnieżnymi — Indie, za górami pustynnymi — Chiny.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>KIRGIZJA</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Wieczór spędziłem w jurcie Dżumala Smanowa, w Tien-szanie, w dolinie Susamyru odległej od Frunze o 200 kilometrów. Dżumal pasie stado owiec kołchozu Panfiłowa, a ponieważ wyróżniał się w pracy, przyznano mu dekretem rządu tytuł „Wybitny Pastuch Kirgiskiej SRR”. Stado, które pasie Dżumal, liczy 600 owiec. Jeśli popytać dokładnie, okaże się, że w tym kołchozowym stadzie jest tylko połowa kołchozowych owiec. Reszta to owce Dżumala, jego brata, jego wujka, jego sąsiada itd. Dżumal skończył 7 klas, ma 41 lat i dziewięcioro dzieci. Wszędzie rodziny są tu liczne, wielodzietne. Całe lato Dżumal spędza w swojej jurcie, na zimę wraca do kołchozu. W jurcie mieszka z żoną, z innymi pastuchami i z dużą gromadą swoich i cudzych dzieci. Gościnność tych ludzi jest niebywała, na mój przyjazd, zresztą tym razem zupełnie przypadkowy, Dżumal zarżnął barana i wyprawił kolację. Cała jurta wypełniła się ludźmi, którzy zawiadomieni przez konnego posłańca pościągali z innych pastwisk. Siedzieliśmy w kucki na wojłokach ogryzając baranie kości i pijąc wódkę. W piciu wódki Kirgizi przewyższają Rosjan, nie mówiąc o Polakach. Piją również kobiety. Z reguły w czasie uczty przebywają one poza jurtą. Gospodarz nalewa szklankę stolicznej i wywołuje imię kobiety. Ona wchodzi, kuca i duszkiem wychyla całą szklankę. Potem bez słowa, bez zakąski, wstaje i znika w ciemnościach.</p>
    <p>W czasie uczty podają gościowi na talerzu ugotowaną głowę barana. Gość musi zjeść mózg. Potem musi wydłubać i zjeść oko. Należy pamiętać, że oko baranie jest duże jak śliwka. Drugie oko zjada gospodarz.</p>
    <p>W ten sposób zawiązuje się więzy braterstwa. Jest to doświadczenie, które na długo zostaje w pamięci.</p>
    <empty-line/>
    <subtitle>UZBEKISTAN</subtitle>
    <empty-line/>
    <p>Erkin powiedział, że ma sprawę na mieście, i poszedł, a ja zostałem sam w twierdzy emira Buchary. W twierdzy zrobione jest muzeum. Można tu obejrzeć złote płaszcze emira, można obejrzeć nóż kata, tak spiłowany, że z ostrza niewiele zostało. Stare Amerykanki biegają po dziedzińcu, po sypialni emira, fotografują, zaglądają w głąb lochów. Są przejęte płaszczem, widokiem noża. A teraz popatrzcie, mówi nauczycielka do szkolnej wycieczki. Gromada dzieci przepycha się w stronę zakratowanych kazamat. Wewnątrz, w półmroku, widać figury więźniów emira. Jedna figura wisi na stryczku, druga ocieka krwią. Kilka figur siedzi na ziemi, przykutych łańcuchami do ściany. Pani objaśnia, jak okrutnym władcą był emir, i ze to wszystko razem — ta twierdza, te płaszcze, ten na stryczku — nazywa się feudalizmem.</p>
    <p>Było południe, wyszedłem z twierdzy na wielki, zakurzony plac, naprzeciwko znajdowała się czajchana. O tej porze czajchany są pełne Uzbeków. Siedzą w kucki, w kolorowych tiubitejkach na głowie, piją zieloną herbatę. Piją tak godzinami, często przez cały dzień. Przyjemne to życie, spędzane w cieniu drzewa, na dywaniku, wśród bliskich kompanów. Usiadłem na trawie i zamówiłem czajnik. Po jednej stronie miałem widok twierdzy, tak dużej jak Wawel, tyle że zrobionej z gliny. Ale po drugiej stronie miałem widok jeszcze lepszy.</p>
    <p>Po drugiej stronie stał cudowny meczet.</p>
    <p>Ten meczet przyciągnął moją uwagę, ponieważ był zrobiony z drzewa, co jest niezwykle rzadkim przypadkiem w architekturze muzułmańskiej, której tworzywem jest kamień i glina. W dodatku wśród upalnej i zdrętwiałej ciszy pustynnego południa słychać było, że w meczecie coś stuka. Odstawiłem czajnik i poszedłem zbadać sprawę.</p>
    <p>Stukały kule bilardowe.</p>
    <p>Ten meczet nazywa się Bolo-Chauz. Jest to unikalny zabytek architektury Środkowej Azji XVIII wieku, właściwie jedyny, jaki z tego okresu ocalał. Portal i ściany Bolo-Chauzu zdobi ornament drzewny, którego piękno i precyzja nie mają sobie równych. Każdy musi się tym zachwycać.</p>
    <p>Zajrzałem do wnętrza. Było tam sześć zielonych stołów, przy każdym stole młodzi chłopcy o rozwichrzonych, jasnych czuprynach grali w bilard. Tłum kibiców dopingował zawodników. Wynajęcie stołu kosztuje 80 kopiejek za godzinę, więc tanio, jest dużo chętnych, przed wejściem stoi kolejka. Nie chciało mi się stać w kolejce, przez to nie mogłem dobrze obejrzeć wnętrza i wróciłem do czajchany.</p>
    <p>Oślepiające słońce padało na plac. Po placu wałęsały się psy. Z twierdzy wychodziły wycieczki, najpierw Amerykanki, potem dzieci. W meczecie stukały kule, chłopcy pokrzykiwali. Między twierdzą zamienioną w muzeum a meczetem zamienionym w salę bilardową siedzieli Uzbecy i pili herbatę. Siedzieli w milczeniu, zwróceni twarzami do meczetu, bo tak nakazuje zwyczaj ojców. W milczącej obecności tych ludzi była jakaś godność i mimo szarych chałatów wyglądali oni dostojnie. Miałem ochotę podejść i uścisnąć im ręce. Chciałem im jakoś wyrazić swój szacunek, ale nie umiałem tego zrobić. W tych ludziach, w ich zachowaniu, w ich mądrym spokoju było coś, co w tym momencie budziło mój spontaniczny i rzeczywisty podziw. Od pokoleń siadali w tej czajchanie, która była stara, może starsza niż twierdza i meczet. Wiele rzeczy jest teraz innych, wiele, ale nie wszystkie. Można by powiedzieć, że świat się zmienia, ale nie zmienia się zupełnie, w każdym razie nie zmienia się na tyle, żeby Uzbek nie mógł posiedzieć w czajchanie i wypić herbaty nawet w godzinach pracy.</p>
    <p>W Bucharze zobaczyłem jeszcze rojne i kolorowe bazary. Są to stare bazary, tysiącletnie, a jednak ciągle żywe, wypełnione tłumem ludzkim. Erkin pokazał mi bazar, po którym lubił przechadzać się Awicenna. Pokazał mi bazar, gdzie kupował daktyle Ibn Batuta. Małe sklepiki, stragany, stoiska, każde z numerem, bo upaństwowione. Erkin powiedział, że Uzbek woli przepłacić, ale kupi na bazarze, a nie w sklepie. Bazar to tradycja, to miejsce spotkań i rozmów, to drugi dom.</p>
    <p>Byłem też na dziedzińcu Medrese Mir-I-Arab. Medrese — to muzułmański uniwersytet. Mir-I-Arab jest imponującym zespołem architektonicznym, zbudowanym w 1503 roku, a teraz poddanym troskliwej restauracji. Po Rewolucji uniwersytet został zamknięty, obecnie jest znowu otwarty. Nowa nazwa uczelni brzmi:</p>
    <p>„Seminarium Duchowne Muzułmanów Środkowej Azji i Kazachstanu”.</p>
    <p>Kolor Buchary jest brunatny, to kolor gliny wypalonej w słońcu. Kolor Samarkandy jest intensywnie błękitny, to kolor nieba i wody.</p>
    <p>Buchara jest kupiecka, hałaśliwa, konkretna i materialna, jest miastem towarów i rynków, jest wielkim składem, pustynnym portem, brzuchem Azji. Samarkanda jest natchniona, abstrakcyjna, wyniosła i piękna, jest miastem skupienia i refleksji, jest nutą i obrazem, jest zwrócona do gwiazd. Erkin powiedział mi, że Samarkandę trzeba oglądać w noc księżycową, kiedy jest pełnia. Ziemia pozostaje ciemna, cały blask przejmują mury i wieże, miasto zaczyna świecić, a potem unosi się do góry, jak lampion.</p>
    <p>H. Papworth w swojej książce „The Legend of Timur” (Londyn 1937) chciałby kwestionować fakt, że cud Samarkandy jest dziełem Timura, zwanego też Tamerlanem. Jest coś niepojętego w tym — pisze autor — że miasto, które całym swoim pięknem i kompozycją kieruje myśl człowieka w stronę mistyki i kontemplacji, zostało stworzone przez tak okrutnego demona, łupieżcę i despotę, jakim był Timur.</p>
    <p>Nie da się jednak zaprzeczyć, że to, co stanowi o sławie Samarkandy, powstało na przełomie XIV i XV wieku, a więc za panowania Timura. Postać Timura to zadziwiający fenomen historii. Jego nazwisko budziło grozę przez dziesiątki lat. Był to wielki władca, który trzymał pod butem Azję, ale ta wielkość nie przeszkadzała mu w zajmowaniu się drobiazgami. Timur poświęcił drobiazgom wiele uwagi. Jego armie słynęły z okrucieństwa. Tam, gdzie pojawił się Timur — pisze arabski historyk Zaid Wosifi — „krew wylewała się z ludzi jak z naczyń”, a „niebo miało kolor pola tulipanów”. Timur sam stawał na czele wypraw, sam wszystko nadzorował. Tym, których podbił, kazał ścinać głowy. Kazał z czaszek budować wieże, budować mury i drogi. Sam doglądał, jak postępują prace. Kazał kupcom pruć brzuchy i szukać w nich złota. Sam doglądał, czy pilnie szukają. Kazał truć przeciwników i oponentów. Sam szykował im mikstury. Niósł śmierć i ta misja pochłaniała go przez pół dnia. W drugiej połowie dnia pochłaniała go sztuka. Timur poświęcał się krzewieniu sztuki z takim samym oddaniem, z jakim poświęcał się krzewieniu śmierci. W świadomości Timura między śmiercią i sztuką przebiegała niesłychanie wąska granica, i to jest właśnie ten moment, którego Papworth nie może zrozumieć. To prawda, że Timur ścinał. Ale jest również faktem, że ścinał nie wszystkich. Kazał zostawiać przy życiu ludzi twórczych kwalifikacji. W imperium Timura najlepszym azylem był talent. Timur ściągał talenty do Samarkandy, zabiegał o każdego twórcę. Nie dał ruszyć nikogo, kto nosił w sobie iskrę bożą.</p>
    <p>Twórcy kwitnęli i kwitnęła Samarkanda. Miasto było jego dumą. Na jednej z bram Timur kazał wypisać zdanie: Jeżeli wątpisz w naszą potęgę — spójrz na nasze budowle!” i zdanie to przeżyło Timura o wiele wieków. Jeszcze dziś Samarkanda oszałamia nas swoim niepowtarzalnym pięknem, doskonałością formy, geniuszem plastycznym. Każdej budowli Timur doglądał sam. To, co było nieudane, usuwał, a miał smak doskonały. Rozważał różne warianty ornamentów, dbał o delikatność rysunku, o czystość linii. A potem rzucał się znowu w wir nowej wyprawy, w rzeź, w krew, w płomień, w krzyk.</p>
    <p>Papworth nie rozumie, że Timur uprawiał grę, na którą stać niewielu ludzi. Timur pokazywał granice możliwości człowieka. Timur pokazał to, co później opisał Dostojewski: że człowiek może wszystko. Dzieło Timura można wyrazić zdaniem, które należy do Saint-Exupery'ego: „Tego, co zrobiłem, nie zrobiłoby nigdy żadne zwierzę”. I w dobrym, i w złym. Nożyce Timura miały dwa ramiona — ramię tworzenia i ramię niszczenia. Są to ramiona działania każdego człowieka. Tylko że zwykle te nożyce są ledwo rozchylone. Czasem są rozchylone bardziej. U Timura były rozwarte do końca.</p>
    <p>Erkin pokazał mi w Samarkandzie grób Timura, zrobiony z zielonego nefrytu. Przed wejściem do mauzoleum jest napis, którego autorem jest Timur: „Szczęśliwy, kto wyrzekł się świata wcześniej, nim świat wyrzekł się jego”.</p>
    <p>Umarł mając 69 lat, w 1405 roku, w czasie wyprawy na Chiny.</p>
    <p>:. Tak więc, kiedy jesienią 1989 zacząłem cykl moich podróży po ziemiach Imperium, moje kontakty z tym mocarstwem, choć sporadyczne i krótkotrwałe, miały już swoją długą historię. Myślałem, że będą mi one teraz wielką pomocą. Myliłem się. Ten ostatni cykl podróży był dla mnie wielką rewelacją i to z dwóch względów: po pierwsze — nigdy nie zajmowałem się bliżej tym krajem, nie byłem specjalistą, nie byłem rusycystą, sowietologiem, kremlologiem itd. Pochłaniał mnie Trzeci Świat, kolorowe kontynenty Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej i temu się niemal wyłącznie poświęcałem. Moja rzeczywista znajomość Imperium była więc znikoma, wyrywkowa, powierzchowna. Po drugie — w miarę oddalania się epoki stalinowsko-breżniewowskiej nasza wiedza o tym systemie i kraju rośnie w postępie geometrycznym. Już nie tylko każdy rok i miesiąc przynoszą nowe materiały i informacje, ale każdy tydzień i dzień! Ktoś, kto dopiero dziś zaczyna interesować się komunizmem jako ideologią i Imperium jako jego praktyczno-mocarstwowym wcieleniem, może nie zdawać sobie sprawy, że 90, jeśli nie więcej, procent dostępnych mu teraz materiałów jeszcze kilka lat temu nie znało światła dziennego!</p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>II. Z LOTU PTAKA (1989-1991)</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>TRZECI RZYM</p>
    </title>
    <p>Wiosną 1989, czytając napływające z Moskwy informacje, pomyślałem: warto by tam pojechać. Inni popychali mnie w tym samym kierunku, jako że Rosja, kiedy ożywia się, zaczyna interesować wielu ludzi. A nadszedł właśnie czas, kiedy wszystkim udzielił się nastrój ciekawości i oczekiwania czegoś niezwykłego. Wtedy to, w końcu lat osiemdziesiątych, czuło się, że świat wchodzi w okres wielkiej przemiany, transformacji tak głębokiej i zasadniczej, że nie ominie ona nikogo, żadnego kraju ani państwa, a więc także i ostatniego imperium na ziemi — Związku Radzieckiego.</p>
    <p>Na naszym globie coraz powszechniej zaczął panować wówczas klimat przychylny dla demokracji i wolności. Na wszystkich kontynentach dyktatury padały jedna po drugiej: Obote w Ugandzie, Marcosa na Filipinach, Pinocheta w Chile. W Ameryce Łacińskiej despotyczne reżimy wojskowe traciły władzę na rzecz bardziej umiarkowanych cywilów, a w Afryce panujące tu niemal wszędzie systemy jednopartyjne (z reguły groteskowe i skorumpowane) rozpadały się i schodziły ze sceny politycznej.</p>
    <p>Na tle tej nowej i obiecującej panoramy świata system stalinowsko-breżniewowski ZSRR wyglądał coraz bardziej anachronicznie, jako podupadający i niewydolny przeżytek. Ale był to anachronizm o ciągle potężnej i groźnej sile. Kryzys, jaki przeżywało Imperium, śledzono na świecie z uwagą, ale i niepokojem — wszyscy mieli świadomość, że chodzi tu o mocarstwo wyposażone w broń masowego zniszczenia, która mogłaby wysadzić w powietrze <emphasis>naszą</emphasis> planetę. W tym ostatnim wypadku ów mroczny i zatrważający scenariusz nie przesłaniał jednak zadowolenia i powszechnej na świecie ulgi, że komunizm kończy się i że jest w tym fakcie jakaś nieodwracalna ostateczność.</p>
    <p>Niemcy mówią — Zeitgeist, duch czasu. Otóż fascynująca i obiecująco brzemienna jest chwila, kiedy ów duch czasu, drzemiący markotnie i apatycznie jak zmokłe ptaszysko na gałęzi, nagle i bez wyraźnego powodu (w każdym razie powodu dającego objaśnić się wyłącznie racjonalnymi przyczynami) niespodziewanie zrywa się do śmiałego i radosnego lotu. Szum tego lotu słyszymy wszyscy. Pobudza on naszą wyobraźnię i dodaje energii: zaczynamy działać.</p>
    <empty-line/>
    <p>Gdyby udało mi się — planuję w roku 1989 — chciałbym przejechać przez cały Związek Radziecki, przez jego 15 republik związkowych (nie myślę jednak, żeby dotrzeć do wszystkich 44 republik, okręgów i krajów autonomicznych, bo na to zabrakłoby mi po prostu życia). Najbardziej wysunięte punkty tej podróży:</p>
    <p>na zachodzie — granica z Polską, Brześć;</p>
    <p>na wschodzie — Pacyfik (Władywostok, Kamczatka albo Magadan);</p>
    <p>na północy — Workuta albo Nowa Ziemia;</p>
    <p>na południu — Astara (granica z Iranem) albo Termez (granica z Afganistanem).</p>
    <p>Szmat świata. Powierzchnia Imperium wynosi bowiem ponad 22 miliony kilometrów kwadratowych, a jego lądowe granice są dłuższe niż równik i ciągną się przez 42 tysiące kilometrów.</p>
    <p>Zważywszy, że gdzie tylko jest to technicznie możliwe granice te były i są grodzone gęstymi płotami drutu kolczastego (widziałem takie zapory na granicach z Polską, Chinami i Iranem) i że drut ten z powodu fatalnego klimatu szybko niszczy się, więc trzeba go często wymieniać setkami, ba, tysiącami kilometrów, można przyjąć, że znaczna część radzieckiej metalurgii to przemysł wytwarzający drut kolczasty.</p>
    <p>Bo przecież rzecz nie kończy się na drutowaniu granic! Ileż tysięcy kilometrów drutu zużyto na ogrodzenie archipelagu GUŁAG? Owych setek obozów, punktów etapowych i więzień rozrzuconych na terytorium całego Imperium! Ileż następnych tysięcy kilometrów pochłonęło drutowanie poligonów artyleryjskich, czołgowych i atomowych? A daitowanie koszar? A wszelkich magazynów?</p>
    <p>Jeżeli to wszystko pomnożyć przez lata istnienia władzy sowieckiej, łatwo będzie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w sklepach Smoleńska czy Omska nie można kupić ani motyki, ani młotka, nie mówiąc już o nożu czy łyżeczce: na wytworzenie tych rzeczy nie było surowca, surowiec zużyto na produkcję drutu kolczastego. Nie koniec na tym! Przecież tony tego drutu trzeba było dowieźć statkami, koleją, śmigłowcami, wielbłądami, psim zaprzęgiem do najdalszych, najbardziej niedostępnych zakątków Imperium, a następnie to wszystko wyładować, rozwinąć, pociąć, umocować. Łatwo sobie wyobrazić te nie kończące się monity telefoniczne, telegraficzne, listowe dowódców straży przygranicznych, komendantów łagrów i naczelników więzień o przysłanie nowych ton drutu kolczastego, ich zapobiegliwość w tworzeniu zapasów tego drutu, gdyby zabrakło go w magazynach centralnych. Ale z drugiej strony, łatwo sobie również wyobrazić te tysiące komisji i ekip kontrolnych, które rozjeżdżają się po całym obszarze Imperium, aby sprawdzać, czy wszystko jest ogrodzone jak należy, czy płoty są dostatecznie wysokie i gęste, tak drobiazgowo zaplątane i utkane, że ani się mysz nie przemknie. Łatwo też wyobrazić sobie telefony z Moskwy do swoich podwładnych w terenie, telefony nacechowane stałą i czujną troską wyrażającą się pytaniem: — Czy aby tam wszyscy jesteście rzeczywiście dobrze zadrutowani? I oto ludzie, zamiast budować sobie domy i szpitale, zamiast naprawiać ciągle psującą się kanalizację i elektryczność, latami zajęci byli (na szczęście — nie wszyscy) drutowaniem wewnętrznym i zewnętrznym, lokalnym i ogólnopaństwowym swojego Imperium.</p>
    <p>Pomysł wielkiej podróży zrodził się w trakcie czytania informacji o pierestrojce: niemal wszystkie pochodziły z Moskwy. Nawet jeżeli chodziło o wydarzenia w miejscu tak odległym jak Chabarowsk— też pisano o nich z Moskwy. Moja reporterska dusza buntowała się. W takich chwilach ciągnęło mnie do Chabarowska, chciałem sam zobaczyć, co się tam dzieje. Była to pokusa tym silniejsza, że znając trochę Imperium wiedziałem, jak bardzo Moskwa różni się od reszty kraju (nie we wszystkim, co prawda) i że olbrzymie obszary tego mocarstwa to niezmierzona terra incognita (zresztą terra incognita również dla mieszkańców Moskwy).</p>
    <p>Zaraz jednak opadały mnie wątpliwości — czy aby mam rację? Właśnie dostałem świeżą, bo na początku roku 1989 wydaną książkę wielkiego historyka Natana Ejdelmana „Odgórna rewolucja w Rosji”. Autor patrzy na pierestrojkę jako na kolejny zwrotny punkt w dziejach Rosji i przypomina, że wszystkie takie punkty zwrotne, rewolucje, wstrząsy i przełomy dokonywane były w tym kraju z woli cara, z woli genseka, z woli Kremla (lub Petersburga). Energia narodu rosyjskiego, mówi Ejdelman, wyładowywała się zawsze nie w oddolnych, samodzielnych inicjatywach, ale w wypełnianiu woli góry rządzącej.</p>
    <p>I w domyśle: pierestrojka będzie trwać tak długo, jak na to pozwoli Kreml.</p>
    <p>Więc może lepiej być w Moskwie, blisko Kremla, i śledzić rozstawione wokół jego murów sejsmografy, termometry, barometry i rękawy do pokazywania kierunku i siły wiatru? Bowiem kremlologia częściej przypominała nam meteorologię niż wiedzę z pogranicza historii i filozofii.</p>
    <p>Jest jesień 1989. Pierwsze zetknięcie z Imperium po latach. Ostatni raz byłem tu ponad dwadzieścia lat temu, w początkach ery breżniewowskiej. Era Stalina, era Chruszczowa, era Breżniewa. A wcześniej: era Piotra I, Katarzyny II, Aleksandra III. Gdzie jeszcze osoba władcy, jego cechy charakteru, jego manie i fobie odciskają tak silne piętno na historii kraju, jej biegu, jej wzlotach i upadkach? Stąd też uwaga, z jaką zawsze śledzono w Rosji i na świecie nastroje, depresje i kaprysy kolejnych carów i genseków — ileż od tego zależało! (Mickiewicz o Mikołaju I: „Car dziwi się — ze strachu mrą Petersburczany, / Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany; / Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara / Jest Car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara! ”)</p>
    <p>Car uważany jest za Boga i to w sensie dosłownym. Przez stulecia, przez całą historię Rosji. Dopiero w XIX wieku wydano ukaz carski, aby zdjąć z cerkwi portrety cara. Ukaz carski! Bez niego nie ośmieliłby się nikt tknąć takiego portretu-ikony. Nawet Bakunin, ten anarchista i wywrotowiec, jakobin i dynamitard, nazywa cara „ruskim Chrystusem”. O ile carowie są namiestnikami Boga, to Lenin i Stalin są namiestnikami światowego komunizmu. To też pomazańcy. Dopiero po śmierci Stalina zaczyna się proces powolnego zeświecczania władzy Najwyższego. Zeświecczania — a z nim i stopniowego ograniczania wszechmocy. Skarżył się na to Breżniew. Krytykując jesienią 1968 Dubczeka i jego ludzi, którzy chcieli zreformować w Czechosłowacji system, czym ściągnęli sobie na głowę czołgi sowieckie, Breżniew narzekał: „Myśleliście, że skoro macie władzę, to już możecie robić, co się wam żywnie podoba. Ale to wielki błąd! Nawet ja nie mogę robić tego, co bym chciał — z tego, co chciałbym urzeczywistnić, mogę zrealizować chyba zaledwie jedną trzecią” (Zdenek Mlynar — „Mróz ze Wschodu”).</p>
    <p>No więc lotnisko, kontrola paszportowa. W okienku młody żołnierz z wojsk pogranicznych. Zaczyna się oglądanie paszportu. Oglądanie, czytanie, ale przede wszystkim — szukanie fotografii. Jest fotografia! Żołnierz patrzy na fotografię, a potem na mnie, na fotografię i zaraz na mnie, na fotografię i na mnie. Coś mu się nie zgadza. Zdejmijcie okulary!, rozkazuje. Na fotografię i na mnie, na fotografię i na mnie. Ale widzę po jego twarzy, że teraz, bez okularów, nie zgadza mu się jeszcze bardziej. W jego jasnych oczach dostrzegam skupienie i czuję, że jego myśl zaczyna gorączkowo pracować. Domyślam się, że wiem, nad czym ta myśl w tej chwili pracuje — ona szuka wroga. Wróg nie ma swojej kwalifikacji wypisanej na czole, przeciwnie — wróg jest zamaskowany. Zadanie więc polega na tym, żeby go zdemaskować. W tej właśnie umiejętności szkolą mojego żołnierza i tysiące jego kolegów. Oto macie sto zdjęć, mówi sierżant, wśród nich jedno jest szpiega. Kto odgadnie, dostanie tydzień urlopu. Chłopcy wpatrują się, wpatrują, pot występuje im na skronie. Tydzień urlopu!</p>
    <p>Ten? A może ten?! Ten nie, ten wygląda na porządnego człowieka. A myślisz, że szpieg ma rogi na głowie? Szpieg może wyglądać normalnie, może się nawet dobrotliwie uśmiechać! Oczywiście w ogóle nie trafiają, bo pośród tych stu nie było żadnego szpiega. Teraz już nie ma szpiegów. Nie ma? Czy można sobie wyobrazić świat bez szpiegów? Myśl żołnierza pracuje, szuka, przenika. Jedno jest pewne — szpieg chce się tu dostać za wszelką cenę, prześliznąć, przemycić, przerwać. Tylko pytanie — który to on spośród dziesiątków ludzi, którzy cierpliwie oczekują na moment, kiedy na każdym z nich spocznie czujna para jasnych oczu? Czasem mówią — nie ma już zimnej wojny. Ale ona ciągle jest, jest w tym krążeniu wzroku między fotografią a twarzą, w tym natarczywym i świdrującym wpatrywaniu się, w tym badawczym i podejrzliwym spojrzeniu, w tym namyśle, wahaniu i niepewności, co ostatecznie z nami zrobić.</p>
    <p>Widok Moskwy zachwycił Chateaubrianda. Autor „Pamiętników zza grobu” towarzyszy Bonapartemu w wyprawie na Moskwę. 6 września 1812 roku wojska francuskie docierają do wielkiego miasta: „Napoleon konno zjawił się przy straży przedniej. Trzeba było przebyć jeszcze jedno wzniesienie; graniczyło z Moskwą jak Montmartre z Paryżem i nazywało się Górą Pokłonną, ponieważ Rosjanie modlili się tutaj na widok świętego miasta, jak pielgrzymi na widok Jeruzalem. Moskwa o złotych kopułach, jak mówią słowiańscy poeci, jaśniała w słońcu: dwieście dziewięćdziesiąt pięć cerkwi, tysiąc pięćset pałaców; domy z ozdobnie wycinanego drzewa, żółte, zielone, różowe, brakło tylko cyprysów i Bosforu. Kreml kryty blachą polerowaną albo malowaną był częścią tej całości. Pośród wykwintnych will z cegły i marmuru płynęła rzeka Moskwa otoczona parkami z sosen — palm tego nieba. Wenecja w dniach chwały nie była na wodach Adriatyku świetniejsza... Moskwa! Moskwa!, krzyczeli nasi żołnierze i zaczęli klaskać w ręce”.</p>
    <p>„...ponieważ Rosjanie modlili się tutaj na widok świętego miasta, jak pielgrzymi na widok Jeruzalem”.</p>
    <p>Tak, bo Moskwa była dla nich świętym miastem, stolicą świata, Trzecim Rzymem. Tę ostatnią ideę wysunął już w XVI wieku mędrzec i wizjoner pskowski — mnich Filoteusz. „Dwa Rzymy już upadły (Piotrowy i Bizancjum) — pisał w liście do ówczesnego księcia moskiewskiego Wasyla III. — Trzeci Rzym (Moskwa) stoi. Czwartego nie będzie” — zapewniał kategorycznie księcia. Moskwa: oto kres historii, koniec wędrówki ziemskiej rodzaju ludzkiego, brama otwarta do niebios.</p>
    <p>Rosjanie potrafili wierzyć w takie rzeczy głęboko, z przekonaniem, fanatycznie.</p>
    <p>Takiej Moskwy, jaką zobaczył Napoleon owego słonecznego wrześniowego popołudnia 1812 roku — już nie ma. Spalili ją Rosjanie następnego dnia, żeby zmusić Francuzów do odwrotu. Potem Moskwa paliła się kilkakrotnie. „Nasze miasta — pisze gdzieś Turgieniew — palą się co pięć lat”. To zrozumiałe: budulcem Rosji było drewno. Drewno było tanie, wszędzie rósł las. Budynek z drewna można szybko postawić, a ponadto drewniana ściana dobrze trzyma ciepło. Za to jeżeli wybuchnie pożar — pali się wszystko, całe miasto. Tysiące i tysiące mieszczan rosyjskich znalazło śmierć w płomieniach.</p>
    <p>Szansę ocalenia miały tylko te cerkwie i pałace arystokracji, które budowano z cegły i kamienia. Ale takie budownictwo było w Rosji rarytasem, luksusem. Otóż burzenie cerkwi przez bolszewików było nie tylko walką z religią, ale i niszczeniem jedynych śladów przeszłości, całej historii. Zostawała pustynia, czarna dziura.</p>
    <p>Starą Moskwę, którą dziś można oglądać już tylko na rycinach Michaiła Pylajewa, próbował ostatecznie zniszczyć Stalin.</p>
    <p>Wszelcy dyktatorzy, niezależnie od epoki i kraju, mają jedną wspólną cechę: wszystko wiedzą, na wszystkim się znają. „Myśli Juana Perona” („Doctrina .Peronista”, Buenos Aires, 1948), „Myśli Przewodniczącego Mao” (Pekin, 1962), myśli Kadafiego i Ceausescu, Idi Amina i Alfredo Stroessnera — nie ma końca tym głębiom i mądrościom. Stalin znal się na historii, ekonomii, poezji i językoznawstwie. Jak się okazało, znał się również na architekturze. W 1934 roku — to znaczy między jedną straszliwą czystką a drugą, jeszcze potworniejszą — polecił stworzyć plan przebudowy Moskwy. Poświęcał mu, pisano z nabożeństwem, wiele czasu i uwagi. Nowa Moskwa miała podkreślać swoim wyglądem następujące cechy epoki: triumf, potęgę, monumentalność, mocarność, powagę, masywność, niezwyciężoność (według E. W. Sidorina, „Woprosy filosofii”, 12/1988). Ostro przystąpiono do dzieła. Poszedł w ruch trotyl, kilofy i spychacze. Zaczęto burzyć całe dzielnice, wysadzać w powietrze cerkwie i pałace. Z pięknych mieszczańskich apartamentów wysiedlono dziesiątki tysięcy ludzi — do namiotów, do slumsów. Stara Moskwa znikła z powierzchni ziemi, na jej miejsce powstały ciężkie i monotonne, ale potężne gmaszyska — symbol nowej władzy. Na szczęście, jak to nieraz bywało w realnym socjalizmie, bałagan, lenistwo i brak narzędzi uchroniły część miasta przed ostateczną zagładą.</p>
    <p>Jak powiadam, zachowało się trochę starych ulic, domków i kamieniczek, co prawda zapuszczonych, co prawda odrapanych i w liszajach, ale przecież są, przecież stoją. Przy odrobinie wysiłku można sobie wyobrazić, że było to miasto w miarę przytulne. Że można było przysiąść na ganeczku, odsapnąć na ławce pod drzewem, wejść do któregoś zajazdu, karczmy czy baru, żeby odetchnąć, rozgrzać się, wypić herbaty czy koniaku. Nic podobnego nie ma w dzisiejszej Moskwie! Od kilku godzin chodzimy z I. po mieście i nie mamy gdzie się podziać. Nieliczne restauracje albo zamknięte, albo stoją przed nimi starzy KGB-owcy, którzy tylko czekają, żeby złapać cię za kołnierz i rzucić na środek ulicy, pod pędzące samochody. W dodatku skarpetki w moich buciorach pozwijały się w ten sposób, że nie mogę iść dalej, muszę te skarpetki doprowadzić do porządku, ale gdzie usiąść, gdzie usiąść w Moskwie późną jesienią w deszcz i śnieg, kiedy się jest na ulicy, kiedy człowiek nie ma ni domu, ni hotelu (dom czy hotel są daleko) i jedynym miejscem, które mu zostaje, jest przymarznięta kałuża błota?</p>
    <p>Otóż gdy chodziłem tak uliczkami starej Moskwy, zdało mi się, że w pewnym momencie zaczynam rozumieć sens Rewolucji Październikowej — wielkiego wydarzenia XX wieku, które (wszyscy to wiemy) zmieniło bieg dziejów ludzkości. A mianowicie — partery tych ciągnących się kilometrami domków i kamieniczek były zbudowane — kiedyś, kiedyś — jako pomieszczenia na sklepy, na warsztaty rzemieślników, na restauracyjki i kawiarenki. Widać to po oknach wystawowych, po rodzaju schodów, skrzydlatych drzwi i przestronnych wnętrz. Tu biło serce starej, kupieckiej, ruchliwej i przedsiębiorczej Moskwy. Tłumy ludzi przewijały się tymi ulicami. Było kolorowo i gwarno, tłoczno, egzotycznie. Otóż idąc dziś przez te same, ale puste i martwe ulice odruchowo zaglądam do okien wystawowych. We wszystkich stoją biurka. Nie ma tu żadnych kontuarów i półek, żadnych artykułów kolonialnych ani materiałów bławatnych. Tylko bardziej lub mniej liche biurka. I to biurka gęsto ściśnięte, stłoczone, upchane kolanami, niemal ustawione piętrami, jak prycze w koszarach. Ileż za tym kryje się dyskusji, ile narad, ile rozmyślań na temat tak życiowo ważny, a mianowicie — gdzieżby tu jeszcze zmieściło się jedno biurko? A na tych biurkach (widać to przez okna wystawowe) — stosy ankiet, formularzy i kwestionariuszy. I to również widzi się wszędzie — szklanki do herbaty.</p>
    <p>Chytrość przejawia się często w rzeczach najprostszych. Uliczki, po których teraz chodzę, potwierdzają tę prawdę; manewr, który dał bolszewikom zwycięstwo, polegał na wyrzuceniu i wywłaszczeniu kupców (ludzi niezależnych, kierujących się prawami rynku) i posadzeniu w ich sklepach urzędników — a więc pokornego i posłusznego narzędzia władzy. Człowieka za kontuarem zastąpił człowiek za biurkiem: rewolucja triumfowała.</p>
    <p>Moskwa, nawet stara Moskwa, jest tak rozległa, że można było w nią wbudować mnóstwo domów, ulic, nawet całych osiedli, a nadal jest w niej przestronno i luźno. Właśnie ta przestronność jest jedną z uderzających cech miasta; jak w każdym ze światowych miast-gigantów wszędzie trzeba iść i iść albo jechać i jechać godzinami, metrem, autobusem, taksówką. Największy to kłopot dla tych, którzy mieszkają w nowych wielkich dzielnicach, jakimi obudowano centrum metropolii. Ale nikogo te problemy nie zrażają. Wszyscy chcą mieszkać w Moskwie, Moskwa to Mekka. Miasto liczy około dziesięciu milionów ludzi, a drugie dziesięć milionów przyjeżdża tu codziennie służbowo albo na zakupy. Pisarz moskiewski Władimir Sorokin nazywa swoich sąsiadów, swoich pobratymców, obywateli stolicy (zresztą w ogóle mieszkańców miast rosyjskich) — miejskim chłopstwem. Ludzie ci to socjologiczny fenomen. Kiedyś wyszli ze wsi, ale na wieś nie mogą powrócić — wieś już nie istnieje, została zniszczona, zastąpiły ją kołchozy. Ale przecież zachowała się wśród tych ludzi jakaś pamięć, jakieś nawyki i odruchy. Paradoksalnie, duch wsi rosyjskiej przetrwał nie na rozległych nadwołżańskich polach, ale w kilkunastopiętrowych wieżowcach nowych dzielnic Moskwy: Bielajewa, Miedwiedkowa, Golianowa. Wszędzie trudno tam trafić, a nocą, jeżeli ktoś nie zna dobrze miejsca, nie sposób tam trafić w ogóle. Mówi o tym jedna z czastuszek kierowców taksówek:</p>
    <p>Zawiozę cię do tundry</p>
    <p>nawet do Iwanowa</p>
    <p>zawiozę cię gdzie zechcesz</p>
    <p>byle nie do Golianowa (Miedwiedkowa, Boberowa itd.).</p>
    <p>Przylecieć do Moskwy w końcu 1989 to wjechać w świat zdominowany przez rozmnożone, nieokiełznane słowo. Po latach milczenia, knebla i cenzury tamy pękają i burzliwe, potężne, wszechobecne potoki słów zalewają wszystko. Inteligencja rosyjska jest znowu (albo raczej — po raz pierwszy) w swoim żywiole, a żywiołem tym jest nie kończąca się, niestrudzona, zażarta, szaleńcza dyskusja. Jakże oni to kochają, jakże jest im z tym dobrze! Gdzie tylko ktoś zapowie jakąś dyskusję, już ciągną tam nieprzeliczone tłumy. Przedmiotem dyskusji może być teraz wszystko, ale oczywiście tematem decydującym jest przeszłość. A co Lenin, a co Trocki, a co Bucharin. Równie ważni jak politycy są tu poeci. Czy Mandelsztam umarł w łagrze z głodu, czy wskutek epidemii? Kto jest winien samobójstwa Cwietajewej? Sprawy te roztrząsane są godzinami, do białego rana.</p>
    <p>Najwięcej czasu spędza się jednak przed telewizorami, ponieważ dzień i noc trwa transmisja z obrad Rady Najwyższej. Kilka przyczyn złożyło się jednocześnie na wybuch tych pasji politycznych. Po pierwsze, politykę na szczytach władzy otaczała tu od wieków szczelna, niemal mistyczna tajemniczość. Władców, którzy decydowali o życiu lub śmierci ludzi, ludzie ci nie widzieli nigdy na oczy. A tu można ich teraz zobaczyć, jak złoszczą się, wymachują rękami, jak im się skrzywił krawat, jak dłubią w uchu. Po drugie, śledząc takie obrady wysokiego gremium Rosjanie mają po raz pierwszy poczucie uczestnictwa w czymś ważnym.</p>
    <p>I wreszcie — pierestrojka zbiegła się z rozwojem telewizji w tym kraju. Telewizja nadała pierestrojce wymiar, jakiego nie miało dotąd żadne wydarzenie w historii Imperium.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>ŚWIĄTYNIA I PAŁAC</p>
    </title>
    <p>(Jeszcze w Moskwie)</p>
    <p>Ilekroć tamtędy przejeżdżam, nie mogę oderwać wzroku od tego miejsca. Wpatruję się z natężeniem, jakbym chciał coś zobaczyć, przez mgłę, przez czas, choć oczywiście niczego zobaczyć nie można.</p>
    <p>Żeby tam dotrzeć, trzeba jadąc Leninskim Prospektem (gdzie mieszkam) w stronę centrum miasta, minąć Kamienny) Most i zaraz skręcić na prawo w dół, a potem znowu w prawo i wyjechać na ciągnący się wzdłuż rzeki bulwar zwany Nabiereżnaja. Tam właśnie, tuż za światłami, tuż za rozpiętym wysoko wiaduktem, znajduje się, ogrodzone płotem, to miejsce.</p>
    <p>Zimą w powietrzu unoszą się tam kłęby białej pary. Para ta bije z wielkiego basenu, czynnego cały rok, ponieważ woda jest podgrzewana. Kiedy mrozy dochodzą do trzydziestu stopni poniżej zera, basen staje się rajem dla specjalnej kategorii ludzi, którzy znajdują najwyższą satysfakcję życiową w tym, że kąpią się na takim strasznym mrozie w odkrytym basenie. I nic? I żyją! Że są z tego naprawdę zadowoleni, widzimy po sposobie, w jaki wychodzą z wody i przechadzają się skrajem basenu: ich ruchy są energiczne, sylwetki — sprężyste, pierś wysunięta do przodu, głowa uniesiona do góry.</p>
    <p>Jesień 1812 roku. Napoleon na czele swojej rozbitej i zdziesiątkowanej armii opuścił Moskwę i uchodzi z Rosji. Poniósł druzgocącą klęskę. Rosjanie rozwijają ofensywę, triumfują. Panujący wówczas car Aleksander I, żeby wyrazić wdzięczność Opatrzności, że „uratowała Rosję od grożącej jej zagłady”, postanawia wybudować w Moskwie świątynię „pod wezwaniem tego, który zbawił Rosję” — pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela.</p>
    <p>Świątynia ma być tak wielka, jak wielka jest wdzięczność cara dla Syna Bożego — ma być więc olbrzymia, gigantyczna.</p>
    <p>Jednakże ponieważ car był zajęty podbojem Azerbejdżanu i Besarabii, a także z powodu bałaganu i może zwyczajnie zapomnienia, świątyni za jego życia nie postawiono. Dopiero następca i brat Aleksandra I — Mikołaj I, w piątym roku sprawowania swojej imperatorskiej władzy, a więc w 1830, podjął na nowo ideę zbudowania owej świątyni wdzięczności. W dwa lata później car zatwierdził projekt budowy, przedstawiony mu przez architekta Konstantina Tona. Przez sześć lat Mikołaj I zastanawiał się, gdzieby tę świątynię postawić. W końcu zdecydował się i wybrał to właśnie miejsce, w którym dziś specjalna kategoria ludzi, kąpiąc się w odkrytym basenie w czasie tęgich mrozów, daje dowody swojej dzielności i hartu. Miejsce to miało dwie zalety: leżało blisko Kremla, a po drugie — tuż obok płynęła rzeka, w której prawosławny Lud Boży mógł dokonywać swoich tradycyjnych, religijnych ablucji.</p>
    <p>Wkrótce car powołał Komitet Budowy Świątyni Chrystusa Zbawiciela i prace ruszyły na wielką skalę.</p>
    <p>Budowa trwała nieprzerwanie 45 lat.</p>
    <p>Pieczę nad nią sprawował Mikołaj I, który jednak zmarł w 1855 roku, w tajemniczych okolicznościach. Dzieło ojca prowadził dalej jego syn — car Aleksander II, ten wszakże zginął w zamachu bombowym w marcu 1881. Na szczęście stałą i gorliwą troskę o stan budowy przejawiał również następny car, syn Aleksandra II — Aleksander III. Żaden z nich nie szczędził tej ambitnej (i zdawałoby się — wiekopomnej) sprawie czasu ni pieniędzy. Nie tylko Moskwa, nie tylko Rosja, ale i świat cały przyglądał się w zdumieniu i niemym podziwie tej budowie. Carowie przychodzili i odchodzili, stare pokolenia marły, a nowe zaludniały świat. Rosja coraz to rzucała się w odmęty kolejnych wojen i podbojów albo cierpiała z powodu powracających fal głodu i epidemii, a jednak nic nie mogło przerwać, a nawet opóźnić prac nad tym unikalnym i niebywałym dziełem.</p>
    <p>Poświęcenie świątyni odbywa się w obecności cara Aleksandra III 26 maja 1883. Zebrani, choć zewnętrzna strona budowli, powstającej latami na ich oczach, była im przecież znana, teraz, po wejściu do wnętrza, wydają okrzyk uniesienia i zachwytu. Podane przez architektów cyfry podnoszą jeszcze ten nastrój niezwykłości i ekstazy.</p>
    <p>Bo rzeczywiście. Świątynia Chrystusa Zbawiciela ma ponad 30 pięter. Jej ściany mają 3,2 metra szerokości — zbudowano je z 40 milionów cegieł. Ściany te — na zewnątrz i wewnątrz — pokrywają płyty z marmurów attajskich i podolskich oraz z fińskiego granitu. Płyty, na całej powierzchni świątyni, są przymocowane do cegieł za pomocą specjalnych ołowianych uchwytów. Święty przybytek wieńczy gigantyczna kopuła, pokryta miedzianą blachą, a waga tej blachy wynosi 176 ton. Na szczycie stoi trzypiętrowy krzyż. Kopułę otaczają 4 dzwonnice, w których wisi 14 dzwonów o łącznej wadze 65 ton. Główny dzwon waży 24 tony (największy polski dzwon — „Zygmunt” na Wawelu — waży 8 ton). Do wnętrza cerkwi prowadzi 12 wrót wykutych z brązu. Ich łączna waga wynosi 140 ton.</p>
    <p>Najbardziej imponujące jest wnętrze. Oświetlają je świece umieszczone w trzech tysiącach świeczników. A ponadto ponieważ zwyczajem prawosławnym wierni wchodzą do cerkwi i zapalają swoje świece, a wiernych tych świątynia może każdorazowo pomieścić kilkanaście tysięcy — łuny biją z okien świątyni na wielką odległość.</p>
    <p>Ale we wnętrzu — co jest we wnętrzu? Po wejściu widzimy przed sobą gigantyczny i olśniewający ikonostas, na który zużyto 422 kilogramy złota. Ikonostas odbija owo rozmigotane światło tysięcy łojowych świeczek, a jego intensywny i władczy blask wprowadza nas niepostrzeżenie w natchnione i pokorne skupienie.</p>
    <p>Ściany, w ich części dolnej, pokrywa 177 płyt marmurowych, na których wyryto następujące dane:</p>
    <p>— daty i miejsca bitew oręża rosyjskiego;</p>
    <p>— nazwy walczących tam pułków i dywizji oraz nazwiska ich dowódców;</p>
    <p>— liczby zabitych i rannych;</p>
    <p>— kto i jakie otrzymał odznaczenia, w szczególności, komu przyznano Krzyż Świętego Jerzego.</p>
    <p>Wyżej, ponad marmurowymi płytami, aż do szczytu kopuły powierzchnię ścian pokrywały obrazy, namalowane specjalną techniką na białych tynkach. Były tam portrety świętych, sceny z życia Chrystusa i apostołów, motywy biblijne. Autorzy tych dzieł to najsławniejsi malarze rosyjscy owej epoki — Bruni i Wiereszczagin, Kramskoj i Litowczenko, Siedow i Surikow.</p>
    <p>Ta imponująca i okazała świątynia, jedyne w swoim rodzaju i rozmachu dzieło architektury, prawdziwa chluba sztuki rosyjskiej, istniała 48 lat — do połowy 1931, kiedy to Stalin postanowił ją zburzyć. Nie odbyło się to w tak drastycznie prostacki sposób, że oto Stalin ogłosił wszem i wobec: — A teraz zburzymy Świątynię Chrystusa Zbawiciela!</p>
    <p>Nie! Gdzieżby!</p>
    <p>Żadnych takich wystąpień i oświadczeń! Po prostu 18 lipca 1931 w „Prawdzie” ukazała się wiadomość, że władze ZSRR podjęły decyzję o zbudowaniu w Moskwie Pałacu Sowietów. Wiadomość zawierała też informację, gdzie ów Pałac ma stanąć. Ludziom postronnym wymieniony adres nie mówił nic, natomiast mieszkańcom Moskwy mówił on wszystko, a mianowicie — Pałac ma być zbudowany w miejscu, w którym stoi świątynia. Dlaczego akurat w tym miejscu? Moskwa jest przecież olbrzymim miastem, dużo tam pustych terenów, nawet w pobliżu Kremla są wolne, nie zabudowane place, można więc było wybrać naprawdę znakomitą lokalizację. A jednak — nie, jednak chodzi dokładnie o ten skrawek ziemi, na którym stoi Świątynia Chrystusa Zbawiciela!</p>
    <p>Dlaczego?</p>
    <p>Samo wyjaśnienie, że rządzi teraz ateizm, że trwa walka z religią, że zamykają cerkwie i klasztory, było oczywiście słuszne, ale nie tłumaczyło wszystkiego. W końcu w Moskwie jest mnóstwo cerkwi, nawet na Kremlu są cerkwie, a jednak palec Wodza spoczął właśnie na tym jednym miejscu, tam, gdzie wznosiła się imponująca sylwetka świątyni, którą zbudowali carowie Wszechrosji, aby podziękować Bogu, że zmusił Napoleona do odwrotu i ocalił ich Imperium.</p>
    <p>Stalin poleca zburzyć największy obiekt sakralny Moskwy. Dajmy na chwilę pole naszej wyobraźni. Jest rok 1931- Wyobraźmy sobie, że Mussolini, który w tym czasie rządzi Włochami, poleca zburzyć w Rzymie Bazylikę Świętego Piotra. Wyobraźmy sobie, że Paul Doumer, który jest w tym czasie prezydentem Francji, poleca zburzyć w Paryżu Katedrę Notre Damę. Wyobraźmy sobie, że Marszałek Piłsudski poleca zburzyć w Częstochowie Klasztor Jasnogórski.</p>
    <p>Czy możemy sobie coś takiego wyobrazić?</p>
    <p>Nie.</p>
    <p>W ciągu jednej nocy olbrzymi plac wokół świątyni otaczają płotem i już od świtu przystępują do pracy. Dzieło zburzenia świątyni można by — stosując kryteria akustyki — podzielić na: a) etap cichy, b) etap głośny. W czasie etapu cichego władza rabuje świątynię. Wiemy, jakie w tej cerkwi były skarby. Samego złota prawie pół tony. A ileż ton srebra, mosiądzu, emalii, ametystów? Ileż diamentów i szmaragdów, turkusów i topazów! Ile bezcennych ikon i zdobnych ewangelii, ile pastorałów i kadzielnic! A kolekcje złotem i srebrem tkanych szat liturgicznych, owych tiar, ornatów, pasów, trzewików wysadzanych drogimi kamieniami!</p>
    <p>Wszystko to teraz trzeba było pozdejmować ze ścian i z ołtarzy, powyjmować z szaf i z komód, z ram i z zawiasów. Wszystko to trzeba było wywieźć i schować — a to w magazynach Kremla, a to w sejfach NKWD. Najwięcej pracy było przy zdejmowaniu marmurów. Marmury przyspawane ołowiem do ceglanych ścian nie chciały ustępować, nie dawały się oderwać. Trwało to tygodniami, nie wiemy, czy ta zwłoka denerwowała Stalina. Jeżeli tak — trudno byłoby się temu dziwić. Stalin bowiem miał w tym czasie dziesiątki spraw na głowie. Przede wszystkim kierował akcją uśmiercenia głodem dziesięciu milionów ludzi na Ukrainie. Uśmiercenie dziesięciu milionów ludzi przy ówczesnym stanie techniki nie było łatwym zadaniem. Nie znano jeszcze komór gazowych, nie znano broni masowej zagłady. Fakty mówią, że przebieg tej akcji był przedmiotem jego szczególnego zainteresowania. Stalin był człowiekiem podejrzliwym, nikomu nie ufał, sam czytał meldunki z Ukrainy, beształ opieszałych, wydawał nowe polecenia i dekrety, a to przecież musiało kosztować dużo czasu i nerwów.</p>
    <p>Jednocześnie generalny sekretarz czuwał nad ambitnie pomyślaną rozbudową sieci łagrów — wielkie zadanie w tak ogromnym kraju, tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę ciężki klimat, ogrom trudności transportowych i brak wszelkich materiałów budowlanych. A czas naglił — Wódz obmyślał już swoją pierwszą wielką czystkę: gdzieś trzeba było pomieścić miliony skazanych. W tej sytuacji trudno byłoby nawet mieć do Stalina pretensję, gdyby na przykład nieco osłabił swój nadzór i zainteresowanie postępami w burzeniu Świątyni Chrystusa Zbawiciela. W końcu miał on już po pięćdziesiątce i musiał czuć w kościach lata morderczej walki o władzę.</p>
    <p>A jednak — nie!</p>
    <p>Wszystko wskazuje na to, że Stalin nawet na moment nie zaniedbał tej sprawy. Można sądzić, że był on świadom, jak ogromne było stojące przed nim i jego ludźmi wyzwanie. Chodziło przecież o to, aby dysponując jedynie bardzo zacofaną i prymitywną techniką, zburzyć zaledwie w cztery miesiące (taki termin wyznaczono na tę straszliwą operację) to, co z niezwykłym wysiłkiem i nadzwyczajnym poświęceniem budowano 45 lat.</p>
    <p>A przecież i to okazało się możliwe! I kiedy wreszcie świątynia została już ogołocona ze wszystkiego, co dało się wywieźć z jej olśniewającego przebogatego wnętrza, z jej skarbca i garderoby, z jej szaf i skrytek, z ołtarzy i dzwonnic, ze wszystkiego, co dało się zerwać z ikonostasu, ze ścian i wrót, co dało się odkuć, odrąbać, odkręcić, wyciągnąć, wyważyć, wydłubać i wyłamać, kiedy, powiadam, sprawnorękie brygady, pracując dniem i nocą, dokonały ostatecznie swojego dzieła — burzyciele zobaczyli przed sobą widok przejmujący: oto stali we wnętrzu gigantycznej, ponurej i odpychającej skorupy z cegieł, na której to tu, to tam tkwiły uczepione, jak insekty do skóry monstrualnego zwierza, postacie robotników na rusztowaniach.</p>
    <p>Analogia z rozdzierającą wizją Gianbattisty Piranesiego nasuwała się sama przez się.</p>
    <p>Zaczyna się drugi akt dramatu Świątyni Chrystusa Zbawiciela. Dotąd chodziło o to, żeby ją ograbić i zniszczyć, teraz — aby ją zburzyć i zrównać z ziemią. Tutaj jednak powstał prawdziwy problem techniczny, jak zburzyć tak gigantyczną budowlę stojącą w środku miasta? Najprościej byłoby zbombardować, ale to nie wchodziło w grę, gdyż w pobliżu cerkwi mieszczą się różne ambasady, a przede wszystkim niedaleko jest Kreml. A niechby pilot źle trafił?</p>
    <p>Próbowano kuć młotkiem. Ale młotek tu do niczego. Jak można rozkuć młotkiem stumetrowe ściany, których grubość przekracza trzy metry! Oczywiście, w magazynach Armii Czerwonej są dostateczne zapasy dynamitu, aby podłożyć ładunki pod świątynię i wysadzić całą budowlę w powietrze. Tak, ale jeżeli źle się obliczy i w powietrze wyleci pół miasta, a co najgorsze — wyleci Kreml?</p>
    <p>W końcu postanawiają (bardzo przytomnie!) pójść drogą eksperymentów i doświadczeń. A więc kują dziurę i wkładają kostkę trotylu. Huknęło, błysnęło, poszedł kurz. Kiedy tuman opadł, zbierają się, patrzą, mierzą — ile wyrwało. Teraz kują większą dziurę i zakładają dwie kostki. Odpowiednio głośniej huknęło, jaśniej błysnęło, poszedł większy kurz. I tak krok po kroku, kostka po kostce, metr po metrze. To zwalą kawałek kopuły, to wysadzą szczyt dzwonnicy, to skruszą fragment ściany. Liczą na to, że tymi wstrząsami tak rozchwieją całą konstrukcję, tak rozluźnią i osłabią jej strukturę, że później wystarczy jeden mocny ładunek i wielka świątynia legnie w gruzach.</p>
    <p>A co o tym mówią mieszkańcy Moskwy (jest ich w tym czasie trzy miliony)? Przecież burzą ich Bazylikę Świętego Piotra, ich Katedrę Notre Damę, ich Klasztor Jasnogórski.</p>
    <p>Co mówią?</p>
    <p>Nic nie mówią.</p>
    <p>Życie toczy się dalej. Rano dorośli śpieszą do pracy, dzieci idą do szkoły, babcie stają w kolejkach. Coraz to zabierają a to kogoś z domu, a to znajomego z pracy, a to sąsiada.</p>
    <p>Ot, życie, takie ono jest.</p>
    <p>Pewną aktywność przejawiają tylko mieszkańcy domów sąsiadujących ze świątynią. A mianowicie w wolnych chwilach wychodzą na balkony albo wdrapują się na dachy swoich kamienic i przyglądają się pracy burzycieli — strzałowych i tych, co młotkami rozbijają figury świętych, portale i attyki.</p>
    <p>Patrzą, przyglądają się, milczą, bo o czym tu mówić?</p>
    <p>Nikt nie protestuje, nie manifestuje, nie pikietuje. Zresztą Koba by takich rzeczy nie tolerował.</p>
    <p>Śmierć świątyni następuje 5 grudnia 1931. Od rana miastem wstrząsa seria potężnych detonacji. Gdzie stała cerkiew, po południu wznosi się i dymi wysoka góra gruzu. „Straszna cisza panowała w tym miejscu”, zanotował jeden ze świadków zdarzenia. Nad Moskwą przesunęła się ciężka chmura dymu i pyłu. Zdjęcie, które zachowało się z tego dnia, jest tak nieudolnie zrobione, tak stare i wyblakłe, że trudno po nim zorientować się, czy była już zima, czy był śnieg.</p>
    <p>Natychmiast ogłoszono konkurs na projekt Pałacu Sowietów, który (jak pamiętamy) miał stanąć dokładnie na miejscu Świątyni Chrystusa Zbawiciela. Spośród zgłoszonych projektów Stalin wybrał od razu pracę dwóch architektów — Jofona i Szczuko. Nie sposób dziś ustalić, czy Koba powiedział im wcześniej, o co mu chodzi, czy też Jofon i Szczuko sami wiedzieli (lub domyślali się), co jest największą ambicją i szczytem marzeń generalnego sekretarza. A największą ambicją i szczytem marzeń Stalina było dokładnie to samo, co stanowiło największą ambicję i szczyt marzeń wszystkich przywódców radzieckich, a mianowicie — dogonić i prześcignąć Stany Zjednoczone!</p>
    <p>Bo oczywiście i Anglia jest ważna, i Francja, i Niemcy, i Włochy, ale jeżeli spojrzeć na mapę świata, wszystko to są kraje małe, nawet bardzo małe. Duża jest dopiero Ameryka. Prześcignąć Francję dla takiego mocarstwa jak ZSRR — jakiż to honor? Natomiast prześcignąć Amerykę — to tak, to już jest rzeczywiście coś!</p>
    <p>Stalin rzecz jasna rozumie, że nie może prześcignąć Ameryki w czymś takim, jak na przykład budowa autostrad czy produkcja samochodów. Ale uważa, że można by znaleźć takie dziedziny, w których, zebrawszy wszystkie siły, dałoby się Stany Zjednoczone dogonić i prześcignąć! Idąc za tą myślą, zręcznie podchwyconą przez Jofona i Szczuko, dochodzi do trafnego wniosku, że czymś takim, czym mógłby Ameryce pograć na nosie, byłoby postawienie budynku większego niż największy gmach w Stanach Zjednoczonych (był nim wówczas Empire State Building w Nowym Jorku) i — żeby już Amerykę pogrążyć do końca — umieszczenie na szczycie owej budowli posągu wyższego niż Statua Wolności.</p>
    <p>I oto 4 czerwca 1933 podpisuje on do realizacji projekt Jofona i Szczuko, będący owym śmiałym wyzwaniem rzuconym Ameryce, a więc — konstrukcja Pałacu Sowietów będzie sześć razy cięższa od konstrukcji Empire State Building, a wieńczyć ją będzie posąg Lenina, trzy razy wyższy (ponad sto metrów wysoki) i dwa i pół raza cięższy niż Statua Wolności. Inne wskaźniki przyjęte przez Kobę mogą również zaimponować i przyprawić o zawrót głowy:</p>
    <p>— wysokość pałacu, łącznie z wieńczącą ją statuą Lenina 415 metrów (około 150 pięter) ;</p>
    <p>— ciężar pałacu — 1,5 miliona ton;</p>
    <p>— pojemność pałacu — 7 milionów metrów sześciennych, co równa się łącznej pojemności sześciu największych wówczas drapaczy chmur w Nowym Jorku.</p>
    <p>Posąg Lenina:</p>
    <p>— długość palca wskazującego Włodzimierza Iljicza — 6 metrów;</p>
    <p>— długość stopy — 14 metrów;</p>
    <p>— szerokość ramion — 32 metry;</p>
    <p>— ciężar posągu — 6 tysięcy ton. Przewidziano między innymi import fajansowych płyt z Hiszpanii i majoliki z Florencji. W ogóle znaczna liczba urządzeń miała być importowana z zagranicy.</p>
    <p>Przypomnijmy datę, bo jest istotna: czerwiec 1933. Czerwiec 1933 to jeden z tych miesięcy, kiedy pola i drogi Ukrainy zasłane są dziesiątkami tysięcy trupów ludzi zmarłych z głodu, a wypadki (dziś ujawnione) zjadania własnych dzieci przez kobiety oszalałe z głodu i nieświadome już swoich czynów nie są rzadkością. Z głodu umierają zresztą wówczas nie tylko na Ukrainie. Umierają i na Powołżu, i na Syberii, na Uralu i nad Morzem Białym.</p>
    <p>Tak, to działo się wszystko razem — i zburzenie świątyni, i miliony ludzi zamorzonych na śmierć, i pałac, który miał przyćmić Amerykę, i kanibalizm owych nieszczęsnych matek.</p>
    <p>Z powodu budowy Pałacu Sowietów rodziły się dwa pytania: pierwsze — dlaczego ma być aż taki ogromny, drugie — dlaczego ma stanąć dokładnie tam, gdzie wznosiła się Świątynia Chrystusa Zbawiciela.</p>
    <p>Dlaczego taki ogromny, już wiemy — chodziło o to, żeby dogonić i prześcignąć. A dlaczego ta lokalizacja? (Dodajmy, że świątynia stała na fatalnym gruncie, na tak zwanej kurzawce, to znaczy na ziemi ruchomej, niestałej, porowatej, ciągle podchodzącej wodą. Gleba to dla budownictwa zdradliwa, kapryśna, podwajająca koszta każdej inwestycji, choć koszta, co prawda, nie miały tu żadnego znaczenia.)</p>
    <p>Długo głowiłem się nad znalezieniem odpowiedzi, aż wyratowała mnie wizyta w Irkucku. Miałem tam ze sobą stary przewodnik po mieście. Była w nim fotografia wielkiego placu, na którym stała bardzo dekoracyjna cerkiew — sobór katedralny z 1894 roku. Odnalazłem plac, ale nie zobaczyłem soboru. — Gdzie jest ta cerkiew? — spytałem jakiegoś przechodnia, pokazując mu w przewodniku fotografię soboru. — A tu — odpowiedział niechętnie i wskazał palcem na ciężką, szarą budowlę, nad którą powiewała czerwona flaga. Mieścił się tu komitet obwodowy rządzącej partii. Podszedłem bliżej, porównując widok placu utrwalony na fotografii z jego stanem obecnym. Tak, wszystko się zgadzało — gmach komitetu partyjnego został zbudowany na fundamentach soboru katedralnego.</p>
    <p>Car jest Bogiem — w tej dwoistej naturze Władzy Najwyższej w Rosji leżała jej stabilność, trwałość i siła. Władza ta mogła wszystko, ponieważ miała sankcje Niebios. Car był wysłannikiem i pomazańcem Wszechmogącego, więcej — był jego uosobieniem, ziemskim odbiciem. Tylko ten, kto utrzymywał (i jakoś to udowadniał), że jego władza ma bosko-ludzką naturę, mógł tu sprawować rządy, prowadzić za sobą lud, liczyć na jego posłuszeństwo i oddanie. Stąd tylu w historii Rosji carów-samozwańców, fałszywych proroków, nawiedzonych i fanatycznych świątobliwców — wszyscy oni mogą sprawować rząd dusz, ponieważ dotknął ich palec boży. Ten palec boży jest w tym wypadku jedyną legitymacją władzy.</p>
    <p>Bolszewicy usiłują wpasować się w tę tradycję, zaczerpnąć z jej życiodajnych i sprawdzonych źródeł. Bolszewizm to oczywiście kolejny samozwaniec, ale samozwaniec idący dalej: nie jest on już jedynie ziemskim odbiciem Boga, on jest Bogiem. Aby to osiągnąć, aby wykreować się na nowego Boga, trzeba zburzyć Domy dawnego Boga (zburzyć albo pozbawić rangi miejsc świętych, zamieniając je w składy paliw czy magazyny meblowe), a na ich fundamentach wznieść nowe świątynie, nowe obiekty admiracji i kultu — Domy Partii, Pałace Sowietów, Komitety. W tej transformacji, a ściślej — w tej rewolucji, operuje się prostą i radykalną zamianą symboli. Oto w tym miejscu (stała tu cerkiew), gdzie przepełniony żarliwą wiarą oddawałeś hołd Wszechmogącemu (który jest w niebie), będziesz teraz (stoi tu Dom Partii) oddawać hołd Wszechmogącemu (który jest na ziemi). Słowem, zmienia się sceneria, ale w historii, która się toczy na jej tle, pozostaje nie zmieniona zasada główna — zasada kultu. Toteż nieprzypadkowo, kiedy po śmierci Stalina krytykowano jego rządy, sięgnięto do terminologii ze słownika teologicznego — kult jednostki.</p>
    <p>Autor krytycznej biografii o Stalinie — Roj Miedwiediew, pisał:</p>
    <p>„W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku nawet wśród marksistów istniał prąd «bogotwórców», reprezentowany wtedy przez Anatolija Łunaczarskiego, Wadima Bazarowa i nawet Maksima Gorkiego. Uważali oni za swoje zadanie utworzenie na podstawie marksizmu-leninizmu jakiejś ”proletariackiej religii bez Boga». Stalin faktycznie przejął i nawet wykonał to zadanie, ale z istotnymi poprawkami. Przyczynił się do stworzenia na podstawie marksizmu czegoś w rodzaju religii, ale z Bogiem, przy czym wszechmogącym, wszechwiedzącym, a groźnym Bogiem nowej religii ogłoszony został sam Stalin”.</p>
    <p>Plany Stalina dotyczące budowy Pałacu Sowietów skomplikował niespokojny i nieprzychylny bieg wydarzeń. W tym samym bowiem czasie, kiedy gensek myśli skupić się na budowie pałacu, ożywiają się (z zupełnie innych powodów) resztki (nieśmiałej i słabej, ale jednak) opozycji antystalinowskiej. Nawet najmniejsza opozycja jest w warunkach tamtego systemu bardzo groźna i Stalin musi zająć się walką z tą spędzającą mu sen z oczu zmorą. W kilka miesięcy po zatwierdzeniu projektu Jofona — Szczuko umiera szef GPU — Mienżyński, a jego miejsce z nominacji Stalina zajmuje krwiożerczy oprawca, zresztą aptekarz z Łodzi — Henryk Jagoda. Wkrótce, z inspiracji Stalina, ginie jego główny konkurent — Kirów, a śmierć ta jest dla genseka hasłem do pierwszej wielkiej masakry, która do historii przechodzi pod złagodzonym terminem czystki. Potem są tak zwane wielkie procesy moskiewskie, w których Stalin rozprawia się ze swoimi najbliższymi współpracownikami, potem przychodzi następna masakra — w roku 1937, potem zajmuje się on zaborem Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, wojną z Finlandią, wreszcie — drugą wojną światową. Tuż po wojnie musi przesiedlać różne narody, które posądza o zdradę (Krymskich Tatarów, Czeczeńców, Inguszów itd.), musi nadzorować wywózkę na Sybir i do Kazachstanu całych transportów Polaków, Litwinów, Niemców, Ukraińców, musi organizować nowe procesy i masakry, a potem robi się już stary, dostaje wylewu krwi do mózgu i umiera. Wobec takiego nawału zajęć nie sposób oczekiwać, aby mógł spokojnie zająć się budową pałacu. Ponieważ ostatnimi laty nie miał zwyczaju opuszczać Kremla, jest niemal pewne, że nie zajrzał nawet na plac przyszłej budowy, aby zobaczyć, <emphasis>co się</emphasis> na nim dzieje.</p>
    <p>A nie działo się dobrze.</p>
    <p>W głębokim wykopie stała woda, w której chłopcy z okolicy próbowali łapać ryby. Czy były ryby — nie wiem. 2 czasem rozmnożyło się tam mnóstwo żab. Woda pokryła się zieloną rzęsą. Latem plac zarastała gęstwa chwastów — łopianów, lebiody, pokrzyw. Miejscami wyrosły też kępy krzaków. Krzaki dawały schronienie miejscowym pijakom i prostytutkom. Co się działo na placu, było widać z ulicy coraz lepiej, bo ludzie rozbierali płot, kradnąc drewno na opał, aż nic już nie zasłaniało żałosnego śmietnika, który się rozpanoszył tuż pod bokiem Kremla.</p>
    <p>W końcu bodaj Chruszczow kazał — wykorzystując fundamenty Świątyni Chrystusa Zbawiciela — zbudować w nich odkryty basen, dający tyle radości owym dumnym z siebie osiłkom, którzy przy trzydziestostopniowym mrozie przechadzają się skrajem basenu, wypinając wysoko swoją nagą pierś. Czasami znikają w kłębach gęstej pary, która zimą unosi się wysoko nad tym niezwykłym miejscem.</p>
    <p>Przewodniczącym komisji powołanej przez Stalina dla zburzenia i wymazania z mapy Moskwy i Rosji Świątyni Chrystusa Zbawiciela był Wiaczesław Mołotow. Ten sam, który w kilka lat później podpisał (wraz z Ribbentropem) pakt o wymazaniu Polski z mapy świata.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>PATRZYMY, PŁACZEMY</p>
    </title>
    <p>Lecę na południe, na Zakaukazie, w strony znajome, ale dawno (ponad dwadzieścia lat) nie widziane. Z początku myślałem pojechać starym szlakiem Tbilisi—Erewan—Baku, ale czasy zmieniły się, między Erewanem i Baku nie ma komunikacji, wybieram więc inny wariant: najpierw Erewan, potem Tbilisi, a stamtąd — do Baku.</p>
    <p>W samolocie sąsiad po prawej stronie to Leonid P. — moskiewski demokrata. Moskiewscy demokraci to nowa kategoria ludzi — produkt pierestrojki. Nie są to dysydenci. Dysydenci (nigdy nie było ich wielu, przeciw zbrojnej interwencji w Czechosłowacji w 1968 r. protestowało na placu Czerwonym w Moskwie sześć osób) albo wyemigrowali, albo — jak Marczenko — siedzą w więzieniach. Demokraci wywodzą się z inteligencji, najczęściej z kół akademickich czy literackich, zwalczają rządzącą nomenklaturę i komunizm.</p>
    <p>Demokrata zachodni i demokrata moskiewski są to dwie różne formacje myślowe. Umysł demokraty zachodniego porusza się swobodnie wśród problemów współczesnego świata, zastanawia się nad tym, jak żyć dobrze i szczęśliwie, jak sprawić, aby nowoczesna technika służyła człowiekowi coraz lepiej, i co zrobić, aby każdy z nas wytworzył coraz więcej dóbr materialnych i wartości duchowych. Wszystko to są jednak sprawy, które znajdują się poza polem widzenia demokraty moskiewskiego. Jego interesuje tylko jedna rzecz: jak zwalczyć komunizm. Na ten temat może z energią i z pasją rozprawiać godzinami, snuć projekty, przedstawiać propozycje i plany, nieświadom, że w tym momencie już sam po raz wtóry jest ofiarą komunizmu: po raz pierwszy był nią z przymusu, uwięziony przez system, a teraz stał się nią dobrowolnie, ponieważ dał się uwięzić w problematyce komunizmu. Taka jest bowiem szatańska natura wszelkiego zła — że bez naszej wiedzy i zgody potrafi nas ono zaślepić i wcisnąć w swój kaftan.</p>
    <p>Obserwowałem sale w Londynie i w Toronto, w Rotterdamie i w Santander, kiedy występowali moskiewscy demokraci. Było to zderzenie umysłów wolnych (słuchacze) z umysłami porażonymi obsesją (mówcy). Słuchano ich z uprzejmą uwagą, ale też z rosnącym przekonaniem, że każda ze stron — mimo że obie uważają się za demokratów — porusza się w innym świecie, że słuchacze rozmyślają nad tym, jak podnieść swój komfort i zadowolenie z życia, natomiast mówcy zajęci są szukaniem odpowiedzi na pytanie sformułowane przez Sołżenicyna: jak weszliśmy w to bagno (tj. w komunizm).</p>
    <p>Przez pierwszą połowę drogi Leonid P. przekonuje mnie, że gdyby Trocki więcej słuchał doradców, miałby szansę wygrać ze Stalinem. Niestety, Trocki był bardzo zarozumiały, pewny siebie i nawet opryskliwy. Tym zrażał sobie ludzi, a przecież było wielu takich, którzy mimo to gotowi byli oddać za niego życie. Załóżmy, że Trocki zwycięża. Co byłoby wtedy? Mówię, że nie wiem. Nie wiesz? — ożywia się. — Warto by o tym podyskutować!</p>
    <p>W drugiej połowie drogi mój sąsiad zastanawia się, czy Armenia odłączy się od Imperium, czy nie. Jako demokrata godzi się na odłączenie, jako moskwianin wolałby, żeby do tego nie doszło. Najlepiej, mówi, gdyby udało się przepędzić komunistów i wszystko gruntownie zdemokratyzować. Zapala się do tej myśli, ale na wszelki wypadek pyta, co o tym myślę.</p>
    <p>Odpowiadam mu na to, że, szczerze mówiąc, nie wierzę, aby można było zdemokratyzować Imperium, które tworzono setki lat drogą podboju i aneksji. Nie czas sięgać tu do historii tak odległych jak Rzym czy nawet Turcja. Weźmy przykład nowszy i znany mi z własnych przeżyć — Iran w latach siedemdziesiątych. Przecież rewolucja przeciw szachowi zaczęła się w Iranie jako ruch demokratyczny, ruch liberalny, skierowany przeciw policyjnej dyktaturze. Ale Iran to państwo wielonarodowościowe, rządzone przez Persów, którzy sprawują władzę nad mieszkającymi w tym państwie mniejszymi społecznościami Arabów, Azerów, Beludżów, Kurdów itd. Otóż te właśnie uciskane narody, słysząc, że w Teheranie ktoś mówi o demokracji, natychmiast przekładają to hasło na hasło niepodległości, od razu chcą się odłączyć i utworzyć własne państwa! Iranowi grozi rozpad, utrata kilku ważnych prowincji, zejście do statusu państwa kadłubowego. Ale wtedy właśnie dochodzi do głosu nacjonalizm wielkoperski, pełnię władzy przejmują jego strażnicy — kler szyicki z ajatollahem Chomeinim na czele, słowo „demokracja” znika z transparentów, a rewolucja kończy się serią krwawych ekspedycji antyazerskich, antykurdyjskich itd., zwycięstwem władzy autorytarnej. I Iran pozostaje w nie zmienionych granicach. Po prostu — kończę, bo już schodzimy do lądowania — istnieje nie dająca się rozwiązać sprzeczność między sztywną i apodyktyczną naturą Imperium a elastyczną i tolerancyjną naturą demokracji. Mniejszości etniczne zamieszkujące Imperium będą wykorzystywać najlżejszy powiew demokracji, aby się oderwać, uniezależnić, usamodzielnić. Dla nich na hasło „demokracja” odzew jest jeden — „wolność”. Wolność rozumiana jako odłączenie. To oczywiście z kolei wywołuje sprzeciw narodu panującego, który, aby utrzymać swoją uprzywilejowaną pozycję, gotów jest uciec się do użycia siły, do rozwiązań autorytarnych.</p>
    <p>Koła samolotu dotykają ziemi i w tym momencie trzystu pasażerów wielkiego, ociężałego AN-86 jakby za dotknięciem prądu elektrycznego zrywa się z foteli i wśród ryku radości, przepychając się łokciami i napierając jedni na drugich, pędzi do wyjścia! A przecież dopiero jesteśmy na początku pasa startowego, jeszcze samolot pędzi, kadłub chwieje się i kołysze, koła podskakują, amortyzatory łoskoczą, stewardesy krzyczą, błagają i grożą, próbują siłą wciskać ludzi w fotele, ale nic to, wszystko na próżno, tego tłumu już nikt nie powstrzyma, żywioł ruszył i zawładnął sytuacją.</p>
    <p>Jakoś szczęśliwie dotoczyliśmy się w pobliże dworca, podstawiono schodki, i tu nowy atak szaleństwa, bo moi współpasażerowie, przeskakując stopnie, nie tyle zeszli, ile jakby spadli na dół, na asfalt i, obładowani torbami, koszami, tobołkami, pognali do budynku, gdzie czekał już na nich gęsty, zbity, rozgorączkowany tłum, i teraz obie te rozpalone, rozedrgane, rozwibrowane ciżby ludzkie rzuciły się na siebie z takim impetem, furią i opętaniem, że patrzyłem na tę scenę jak urzeczony, oniemiały. Szarpaniom, ściskaniom, szamotaniom, okrzykom nie było końca.</p>
    <p>Ormianie! Oni muszą być razem. Szukają się po całym świecie i — tragiczny paradoks ich losu — im bardziej powiększa się i rozdrabnia ich diaspora, tym bardziej rośnie ich wzajemna do siebie tęsknota, chęć i potrzeba bycia razem. Dopiero znając tę cechę natury ormiańskiej można zrozumieć, jak bolesnym kolcem jest dla nich sprawa Górnego Karabachu — mieszkać o kilkanaście kilometrów od siebie i nie móc być razem! Wieczna zadra, wieczna rana, wieczny stygmat.</p>
    <p>Z tego tłumu jakimś cudem wyrywa mnie mój dobry ormiański anioł Walery Wartanian i wiezie do miasta, do jakiegoś mieszkania, w którym jest pełno ludzi (żyją tu wielkimi rodzinami), zgromadzonych wokół dużego, rozłożystego stołu, zastawionego wszelkim jadłem — mięsiwem, chlebem, serami, cebulą, pili-pili, w ogóle różną zieleniną, a także ciastami, cukrami, butelkami wina i koniaku. Ale tak tu było zawsze. Czy jest coś nowego? Nowe jest to, że oto wchodzą do pokoju dzieci, które z wielkim przejęciem, a nawet zaciętością, śpiewają pieśń o fedainach. Bohaterami dnia są mianowicie młodzi fedaini, którzy, nie szczędząc życia, pójdą walczyć o wolność Górnego Karabachu.</p>
    <p>No tak, teraz rozumiem, że przyjechałem do innej Armenii, do Armenii z fedainami. Ta inność ma zresztą wiele znamion i form, zwróci na nią uwagę każdy, kto, jak ja, odwiedza Erewan po latach.</p>
    <p>Po pierwsze — z małej i sennej mieściny zrobiło się duże miasto. Miasto ruchliwe, hałaśliwe, kolorowe — bardzo wschodnie. Jakbyśmy byli w Damaszku, w Istambule, w Teheranie. Na bazarach tłoczno, na jezdniach pełno samochodów, które <emphasis>jeżdżą,</emphasis> jak chcą, obowiązuje tu tylko jeden przepis, odpowiada ten, kto stuknął. Kakofonia klaksonów, trąbią wszyscy, każdy trąbi, jakby chciał w ten sposób potwierdzić, że jedzie. Tu i tam otwierają się nowe bary, szaszłykarnie, restauracyjki. Krzyki, wołania, kłótnie, targi, gestykulacje. Bałagan. Takie kraje reagują na wszelką odwilż wzmożonym bałaganem (często denerwującym, ale i dającym życiu jakiś smak). Trudny do określenia zapach wschodniego miasta, tumany kurzu, malaryczne psy na skwerach, upał, duszno, tu i tam, na chodnikach, na ścianach, w bramach, pod drzewami skrawki ożywczego, chłodnego cienia.</p>
    <p>Po drugie — z ulic zniknęła niemal cała symbolika rosyjska i sowiecka. Rosyjskie napisy, plakaty, portrety — tego już nie ma. Miasto przeżywa okres intensywnej i skrupulatnej derusyfikacji. Dużo Rosjan wyjeżdża, zamykają rosyjskie szkoły, rosyjskie teatry. Nie ma rosyjskich gazet ani książek. Przestają również uczyć rosyjskiego w szkołach ormiańskich. Ale ponieważ brakuje nauczycieli angielskiego i francuskiego, coraz bardziej zamykają się w swoim arcytrudnym języku, coraz bardziej izolują się od świata. Z dziećmi mogę już porozumieć się tylko za pośrednictwem starszych, którzy znają rosyjski.</p>
    <p>Po trzecie — fedaini. Chodzą po ulicach grupami, <emphasis>jeżdżą</emphasis> w ciężarówkach, w różnych punktach miasta mają swoje posterunki. Dla kogoś, kto znał zwyczaje starego Imperium, właśnie widok tych fedainów jest może najbardziej niezwykły. Tu uzbrojonym mógł być tylko żołnierz Armii Czerwonej. Jeszcze kilka lat temu za posiadanie broni groził łagier albo — najczęściej — rozstrzelanie. A teraz, mówią, w Armenii jest aż 37 własnych, narodowych armii. Armia to duże słowo, ale rzeczywiście widzi się wielu młodych ludzi z bronią. Ubrani są najprzedziwniej, fantastycznie, w co kto ma, byleby to coś przypominało mundur albo ad hoc zaimprowizowany strój partyzanta. Jak się rozpoznają, kto z której armii? Myślę, że po twarzach. Sądzę, że w tym małym kraju wszyscy się znają.</p>
    <p>Ale tu i tam życie toczy się jak dawniej. Oto naprzeciw hotelu, w którym mieszkam, burzą starą dzielnicę Erewanu. Burzą stare domki, jakieś podcienia, altanki, wiszące ogródki, klomby i grządki, miniaturowe strumyki i wodospady, przykryte dywanami kwiatów daszki, obrośnięte gęstym winem płoty, burzą drewniane schody, niszczą stojące pod ścianami ławeczki, demolują drewutnie i kurniki, bramy i furtki. Wszystko to znika z oczu. Ludzie patrzą, jak buldożery napierają na ten latami rzeźbiony krajobraz (na tym miejscu postawią betonowe pudła wielkiej płyty), jak tratują i obracają w śmietnik te zielone, ciche i przytulne uliczki, zaułki i zakątki. Ludzie stoją i płaczą. I ja też stoję wśród nich i płaczę.</p>
    <p>Wszystko minęło — i ZSRR, i Radziecka Socjalistyczna Republika Armenii, i komunizm, ale myślenie, to myślenie, którego pierwszą zasadą jest, by najpierw, co się da, zniszczyć, to myślenie pozostało, czuje się dobrze, kwitnie.</p>
    <p>Hrant Matewosjan, ich wybitny pisarz. Rocznik 1935. Szczupły, wysoki, nieco pochylony. Ma wiecznie zatroskaną minę i wiecznie zatroskane są jego myśli. Dotyczą one przyszłości Ormian. Jest ich na świecie dziesięć milionów. Czy mają szansę przetrwać? Przede wszystkim — przetrwać w Armenii, gdzie jest ich tylko trzy miliony, a coraz to nowe tysiące i tysiące emigrują. Czy nie czeka ich los Żydów: będą egzystować, ale tylko w diasporze, tylko jako wypędzeni, skazani na swoje getta, rozrzucone po wszystkich kontynentach?</p>
    <p>Z Ormianami można właściwie porozmawiać tylko o Ormianach. Można dowiedzieć <emphasis>się,</emphasis> w których mieszkają krajach, jakie mają nazwiska i adresy. Można na przykład zapytać: a czy w Senegalu są jacyś Ormianie? Chwila namysłu i odpowiedź: była jedna Ormianka, żona francuskiego lekarza, ale już wyjechała i mieszka w Marsylii.</p>
    <p>Ormianie wszędzie starają się spełniać dobre uczynki. Czy wiedziałem, że lekarz próbujący odratować Mickiewicza, którego truli Turcy, był Ormianinem? Nie wiedziałem? Przecież to fakt historyczny!</p>
    <p>Ale z Matewosjanem nie rozmawiamy ani o Senegalu, ani o Mickiewiczu. Mówimy o przeszłości. Czy istnieje możliwość, żeby przeszłość minęła? Przeszłość ormiańska to tragiczne drzewo, które nadal rzuca cień. Gdyby nie było przeszłości i rzezi półtora miliona Ormian w 1915 roku, można by porozumieć się z Turkami, porozumieć się z islamem i żyć spokojnie. A tak? W tej rozmowie nie możemy jednak niczego rozstrzygnąć ani znaleźć odpowiedzi na żadne pytanie. Przypomina mi się zdanie francuskiego filozofa Antoine Cournota, że trudności nie rozwiązujemy, a tylko je przemieszczamy. „Sztuka wyjaśnienia, mówi Cournot, tak jak sztuka prowadzenia rokowań, to często po prostu sztuka przemieszczania trudności. Jest, chciałoby się rzec, w pewnych rzeczach jakaś nietykalna rezerwa niepojętości, której kombinacje inteligencji ludzkiej nie są w stanie ani usunąć, ani zmniejszyć, tylko wyłącznie na różny sposób rozmieścić, czasem pozostawiając wszystko w półoświetleniu, kiedy indziej rozjaśniając niektóre punkty kosztem innych, które zalewa ciemność jeszcze głębsza niż przedtem”.</p>
    <p>Kiedy żegnamy się, Matewosjan mówi: Dzwoń do mnie, dzwoń i wołaj — Hrant, chcę herbaty!</p>
    <p>Wracam do hotelu. Jest wczesnojesienny wieczór, ciepły, łagodny. Tłumy spacerujących ludzi. Jakaś życzliwość tych ulic, tego miasta. W jednym z zaułków, w głębinach ciemności, żarzą się węgle. Przy żelaznym piecyku siedzi mały chłopiec. Piecze szaszłyki. Jego duże, czarne oczy wpatrzone w ogień. Jego zafascynowane, prawie nieprzytomne spojrzenie, jakby poza miejscem, poza czasem.</p>
    <p>Tigran Mansurian, kompozytor. Jego koncerty wiolonczelowe grały orkiestry symfoniczne Bostonu i Londynu. Skomponował ostatnio Le tombeau dla uczczenia pamięci 12-letniej skrzypaczki Siranus Matosjan, która zginęła w czasie trzęsienia ziemi w Spitaku.</p>
    <p>Tu? — powtarza pytanie. Ta część świata to pustynia kulturalna. Mamy wielką śpiewaczkę Araks Dawtian, jeden z dziesięciu najlepszych sopranów świata. Ale tu nikt jej nie zna, nikt o niej nie słyszał. Musiałaby śpiewać do pustej sali. Tu? Tu potrafią naciskać cyngiel — to łatwe. Kiedy kończy się rok, mówię sobie — jakie to szczęście, jeszcze jeden rok minął! Mansurian — ożywiony, nerwowy, sama wrażliwość.</p>
    <p>Nie ma swojej płyty, jeszcze się nie doczekał. To nikogo tu nie obchodzi.</p>
    <p>Wygląda przez okno. Mieszka na czwartym piętrze w jednym z tych okropnych bloków z ery Breżniewa, które są tak tandetnie postawione, tak krzywe, koślawe i obskurne, że powinny być rozebrane, nim jeszcze oddano je lokatorom. To nie do wiary, ale w miejsce wind wbudowano klatki górnicze, a kłęby instalacji elektrycznej, miast wewnątrz murów, zwisają na zewnątrz ścian albo leżą na skraju schodów. Ponieważ nie ma strychów, a pralki posiada tylko elita, ludzie rozwieszają bieliznę na sznurach i drutach rozciągniętych między balkonami, między kamienicami i ulicami. Kiedy nastaje cudowny dzień, bo w sklepach pojawi się mydło, wszędzie odbywa się pranie i wieszanie bielizny. Jeżeli wieje wiatr, bielizna wydyma się, faluje i łopoce, a miasta Armenii przypominają eskadry potężnych żaglowców, płynących po rozkołysanym morzu ku odległym brzegom.</p>
    <p>Przed domem Mansuriana rośnie kępa wysokich topoli. Z okna widać ich rozedrgane, srebrzące się w słońcu liście. Mój świat, mówi mi Mansurian, kiedy siedzimy w jego ciasnym, schludnym mieszkaniu, to Debussy i te liście. Mogę słuchać ich muzyki bez przerwy. Milknie, przechyla głowę, wskazuje palcem w stronę okna. Słyszysz?, pyta i uśmiecha się. Na głębokim tle muzycznym, jakie daje powracający, rytmiczny poszum drzew, słychać rozłożony na lekki i ruchliwy drobiazg tonalny szelest kruchych, niespokojnych liści, przenizany, przeplatany wysokim, wibrującym świergotem ptactwa.</p>
    <p>Jeszcze Walery wiezie mnie 30 kilometrów na wschód od Erewanu — do Garni. Nie mam zupełnie czasu, ale okazuje się, że jazda do Garni jest czymś kategorycznie, radykalnie obowiązkowym! Człowiek jest tu niewolnikiem — musi być pokorny, uległy, posłuszny, inaczej nic nie zobaczy, niczego się nie dowie.</p>
    <p>Jak okiem sięgnąć — nagie, kamieniste wzgórza, obłe, gładzone wiatrem miliony lat, jakby z innej planety, z Księżyca. Ani śladu człowieka, ani śladu drzewa. I nagle, na szczycie wzgórza — krowa. Nieruchoma, wrośnięta w ziemię jak kamień. Czym się żywi to biedne zwierzę? Przecież tu nic nie ma, ani trawy, ani liści. Porzucona, jakby zapomniana przez wszystkich krowa. Zdana na samą siebie, na własną cierpliwość, na własne szczęście. Tu dopiero można zrozumieć Jesienina, który, siedząc w Paryżu, marzył o tym, żeby można objąć krowę za szyję!</p>
    <p>Po drodze Walery zatrzymał się, żeby pokazać mi miejsce, w któiym lubił spędzać czas Egisze Czarenc. Czarenc — ich największy poeta, zamordowany przez Stalina w 1937 roku.</p>
    <p>„Więc kiedy stąpasz po swym wonnym polu</p>
    <p>I wiosna kroczy u twojego boku”.</p>
    <p>Widok z tego miejsca przestronny, wysoki. Góry i góry, mgiełka, światło, pastelowa jasność — impresjonizm.</p>
    <p>Gari to świątynia zbudowana ponad dwa tysiące lat temu na cześć pięknego boga słońca — Heliosa. Muszę zobaczyć Gari, bo a nuż mam jakieś wątpliwości, czy Armenia rzeczywiście należy do świata śródziemnomorskiego, świata starożytnej Grecji i Rzymu. Więc proszę — dowód. A jeszcze wokół ruiny twierdzy — twierdzy, która wiekami powstrzymywała różnych Mongołów, Tatarów, wszelką rozbestwioną Azję. Oto, co znaczyła kolonizacja w czasach Gari. Znaczyła budować drogi, których używa się nadal, znaczyła budować faktorie, wznosić wspaniałe jońskie świątynie. A dziś co znaczy? Dziś znaczy dawać kałasznikowy do ręki bosonogim, głodnym, oszalałym z nienawiści ludziom!</p>
    <p>Teraz autobusem z Erewanu do Gruzji, do Tbilisi. Przy wyjeździe z miasta drogowskaz:</p>
    <p>Tbilisi — 253 km</p>
    <p>Moskwa — 1971 km.</p>
    <p>Szosa biegnie wzdłuż jeziora Sewan. W miejscu, w którym niemal styka się z wodą, gromada chłopców zatrzymuje autobus — sprzedają ryby. Pasażerowie rzucają się do wyjścia i, jak to zawsze w Imperium, gdziekolwiek pojawi się jakiś towar, od razu tworzy się zasapane i wrzeszczące kłębowisko ludzkie, od razu zaczyna się walka. Teraz też jedni drugim wyrywają ryby, ale pojedynek to trudny, a zwycięstwo niepewne i nigdy ostateczne, bo ryby są śliskie, w dodatku jeszcze żywe, sprawne, silne, więc wymykają się, niektórzy próbują chować je za pazuchę albo po kieszeniach, ale też, bestie, albo same wymykają się, albo jakiś chciwy a zręczny współpasażer porwie je dla siebie.</p>
    <p>Wojna rybio-ludzka kończy się impasem. Połowa ludzi zostaje z mokrymi, oślizłymi, ale pustymi rękoma. Reszta ugniata swoje, jeszcze skaczące, ale już zdychające zdobycze, gdzie się da. Autobus śmierdzi jak rybny targ, ale najważniejsze — jedziemy dalej.</p>
    <p>Wziąłem ze sobą na drogę „Księgę dziejów” — dzieło późnośredniowiecznego historyka ormiańskiego, Arakela z Tebryzu. W rozdziale LIII autor wprowadza nas w tajemniczy i kolorowy świat kamieni szlachetnych:</p>
    <p>„Kajc, czyli korund (rubin), właściwości jego są takie: jeżeli człowiek weźmie go do ust, minie mu pragnienie; a' jeżeli roztopić złoto i wrzucić korund do roztopionego złota, nie spali się i nietknięta pozostanie zarówno jego barwa, jak i blask. I jeszcze powiedziane jest, kto nosi przy sobie korund, ten bywa miły ludziom; i jeszcze korund dobry jest przy udarze”.</p>
    <p>Jedziemy nad jakimiś przepaściami, w dole strumienie, w górze kopiaste śniegi, aż w pewnym momencie zakręt i kontrola graniczna. Wojsko. Rosjanie. Wchodzą do autobusu, rozglądają się, czegoś szukają. Wiadomo czego — broni. Wtem jakiś Ormianin czy Gruzin zaczyna na nich krzyczeć, że zatrzymują autobus, zabierają czas itd. Krzyczy i krzyczy. Teraz, myślę, ten czerwonoarmista zastrzeli go na miejscu. Ale gdzie tam — nie te czasy! Czerwonoarmista tłumaczy się, przeprasza, mówi, że rozkaz — cały patrol szybko znika, dalej pełzamy po górach.</p>
    <p>„Agat, czyli ajnul-hurr. Posiada wszystkie właściwości korundu. Ktokolwiek go nosi, nie zachoruje na trąd, świerzb i podobne choroby. Majątek i mienie jego nie podupadnie, on sam i słowa jego miłe będą ludziom. Dobrze jest nosić agat dla przysporzenia rozsądku. I ile by wypił wina, człowiek, który nosi agat, nie straci rozumu. Tak powiadają, ale ja w to nie wierzę, albowiem wino to mleko lwa i kto je pije łapczywie, ten wyzbywa się sławy, rozumu i mienia”.</p>
    <p>Jesteśmy w Gruzji. Zresztą nie trzeba napisów w innym już, gruzińskim alfabecie. Wystarczy rozejrzeć się po okolicy. W porównaniu z Armenią Gruzja to zamożność, to lepsze, bardziej dostatnie domy, większe winnice, dorodne stada owiec i krów, duże plantacje tytoniu, zielone, soczyste łąki.</p>
    <p>Droga ciągle w górach, kręta, przylepiona do stromych zboczy. Lasy już jesienne, wielobarwne, wzorzyste. Ryby, zapach jak na rybim targu.</p>
    <p>„Diament. Jeśli zaś zapytasz o właściwości diamentu, to są one takie: gdy człowiek ma plamistą cerę, diament spędza plamy. Ten, kto nosi diament, bywa miły królom, słowa jego budzą szacunek, nie boi się zła, nie będzie cierpiał na bóle żołądka ani na świerzb, nie będzie go zawodziła pamięć i będzie żył wiecznie. Jeżeli diament utłuc na kowadle i podać człowiekowi, można otruć go jak trucizną”.</p>
    <p>Jeszcze wysoko, na szczyt góry, i nagle, z tego miejsca, widać w dole miasto.</p>
    <p>To Tbilisi.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>CZŁOWIEK NA ASFALTOWEJ GÓRZE</p>
    </title>
    <p>Kiedyś, kiedyś Tbilisi było miastem jednej ulicy — alei Rustawelego, która ciągnęła się kilometrami, dnem krętej doliny. Samym swoim położeniem wśród zielonych i wygrzanych słońcem gór Tbilisi przypominało jeden z tych zacisznych, a chętnie odwiedzanych kurortów, w które obfitują szwajcarskie i włoskie Alpy. W całym Imperium trzeba było stać w kolejce, aby kupić butelkę wody mineralnej, a tu można było pić tę wodę wprost ze źródeł, których pełno w mieście.</p>
    <p>Zachodni kraniec alei Rustawelego kończył się rozłożoną na małych i łagodnych wzgórzach dzielnicą Solołaki, dzielnicą ażurowych, pastelowych domków, werand, balkonów i ogródków. Nawet dziś tu i tam Solołaki zachowało trochę minionego uroku. Natomiast wschodni kraniec alei jeszcze do niedawna, nim powstała tam nowa dzielnica, ginął w otaczającym miasto lesie.</p>
    <p>W ostatnich latach Tbilisi bardzo się zmieniło. Gruzja, podobnie jak i reszta południowych obszarów Imperium, przyjęła typowy dla całego Trzeciego Świata model rozwoju. Polega on na gwałtownej, nienaturalnej rozbudowie stolicy, kosztem zaniedbania i dalszego zubożenia prowincji. Między stolicą a resztą kraju powstają we wszystkich dziedzinach monstrualne dysproporcje.</p>
    <p>Jedna czwarta obywateli Gruzji mieszka dziś w Tbilisi, jedna trzecia obywateli Armenii — w Erewanie. Przyjmując te same proporcje, w Waszyngtonie powinno mieszkać ponad 50 milionów ludzi, w Warszawie — 8-10 milionów.</p>
    <p>Życie na prowincji jest symbolem wegetacji, biedy, beznadziei. Stąd pęd do zamieszkania w dużym mieście, przede wszystkim — w stolicy. Tu jest perspektywa lepszej egzystencji, awansu, kariery. W rezultacie stare Tbilisi, Erewan, Baku itd. obrosły gigantycznymi dzielnicami tandetnych bieda-bloków, postawionych bez żadnej dbałości, tanio i byle jak. Nic się w tych blokach nie domyka, nie dokręca. Nic do siebie nie pasuje. Co prawda różnice w jakości tych domów są wyraźne. Najlepiej budują w Moskwie. Gorzej — w pozostałej, europejskiej części Imperium. Najniższy standard przypada domom Gruzinów, Uzbeków, Jakutów, Buriatów.</p>
    <p>Czy pamiętacie „Ziemię, planetę ludzi” Saint-Exupery'ego? Jest rok 1926. Autor, początkujący pilot, ma odbyć lot z Tuluzy, przez Hiszpanię, do Dakaru. Technika lotnicza jest w powijakach, samoloty psują się, lotnik musi być przygotowany do lądowania w każdej chwili, w każdym miejscu. Saint-Exupery studiuje mapę swojej trasy, ale mapa ta nic mu nie mówi, jest abstrakcyjna, ogólna, „jałowa”. Postanawia poradzić się starszego kolegi, Henry Guillaumeta, który zna tę trasę na pamięć. Jakże dziwną lekcję geografii — wspomina autor — dał mi wówczas Guillaumet... Nie mówił o Kadyksie, ale o trzech drzewkach pomarańczowych rosnących na skraju pola pod Kadyksem: Strzeż się tych drzew, zaznacz je na swojej mapie»... I od tej chwili trzy drzewka pomarańczowe zajmowały na mojej mapie więcej miejsca niż Sierra Nevada”.</p>
    <p>Guillaumet zwraca mu uwagę na strumień, który gdzieś hen płynie, ukryty wśród traw. „«Strzeż się tego strumienia, psuje cale pole, zaznacz go sobie na mapie”. Wijąc się wśród traw w tym raju błogosławionego pola, gdzie mógłbym szukać ratunku, czyha na mnie o dwa tysiące kilometrów stąd. Przy pierwszej okazji przemieniłby mnie w snop płomieni... Przybierałem także postawę obronną wobec trzydziestu baranów rozrzuconych jak w tyralierze na zboczu wzniesienia... Myślisz, że nic nie ma na tej łące, i nagle — pac! Trzydzieści baranów pakuje ci się pod koła...”</p>
    <p>Myślę, że każdy Gruzin, każdy mieszkaniec Kaukazu ma w swojej pamięci zakodowaną taką mapę. Uczył się jej szczegółów od dziecka — w swoim domu, w swojej wsi, na swojej ulicy. Jest to mapa-memento, mapa zagrożeń. Tylko że mapa mieszkańca Kaukazu nie ostrzega go przed drzewkami pomarańczowymi, strumieniem lub stadem baranów, ale przed kimś z innego klanu, z innego plemienia, z innej narodowości. „Uważaj, to dom, w którym mieszka Osetyjczyk...”, „To wioska Abchazów, staraj się ją omijać...”, „Nie chodź tą ścieżką, bo nie jesteś Gruzinem. Gruzini ci nie przebaczą...”</p>
    <p>Kiedy rozmawia się z tymi ludźmi, uderza, jak każdy z nich ma doskonałą, drobiazgową wiedzę o swojej okolicy. Gdzie kto mieszka, z jakiego plemienia, ilu ich jest, jakie były między nimi stosunki kiedyś, wczoraj, jakie są dzisiaj. Ta nieprawdopodobnie szczegółowa wiedza o innych dotyczy tylko mieszkańców najbliższej okolicy. Co jest poza jej granicami (zresztą trudnymi do określenia), tego już nikt nie wie i — co najważniejsze — wcale się nie interesuje. Świat mieszkańca Kaukazu jest zamknięty, ciasny, ograniczony do jego wioski, do jego doliny. Ojczyzną jest to, co można ogarnąć jednym spojrzeniem, co można przemierzyć w jeden dzień. Kaukaz to przebogata mozaika etniczna, utkana z nieskończonej liczby drobnych, czasem miniaturowych grup, klanów, plemion, rzadko — narodów (choć ze względu na prestiż i szacunek określenie „naród” jest tu w powszechnym użyciu, nawet gdy mowa o małych społecznościach).</p>
    <p>Drugie, co zwraca uwagę, to odwieczność panujących tu sądów, tyrania stereotypów. Tu wszystko zostało ustalone, określone, zdefiniowane jeszcze w czasach, które toną w pomroce dziejów. Nikt nie jest w stanie tak naprawdę odpowiedzieć, dlaczego Ormianie i Azerowie tak bardzo się nienawidzą. Nienawidzą się i tyle! Każdy to wie, każdy to wchłonął z mlekiem matki. Tej niezmienności sądów sprzyjała i wzajemna izolacja (góry!), i fakt, że cały rejon Kaukazu był wciśnięty między bardzo zacofane kraje — Iran, Rosję i Turcję. Kontakt z liberalną i demokratyczną myślą Zachodu był niemożliwy, a sąsiedzi nie dostarczali budujących przykładów, nie było od kogo się uczyć.</p>
    <p>Ludzi tu mieszkających cechuje też jakaś zaskakująca i niepojęta huśtawka emocjonalna, nieobliczalna, nagła zmiana nastroju. Na ogół są oni życzliwi, gościnni, przecież współżyją, w miarę spokojnie, latami. Aż nagle, nagle coś się stało. Co? Nawet nie pytają, nawet nie słuchają, tylko łapią za kindżały i szable (teraz za automaty i bazuki) i rozdygotani, rozcietrzewieni pędzą na wroga i nie spoczną, dopóki nie zobaczą krwi. A przecież każdy z nich, wzięty z osobna, jest miły, grzeczny, ma dobre serce. Doprawdy, można uwierzyć, że gdzieś tam musi kręcić się i podżegać do waśni diabeł. A potem wszystko nagle się uspokaja, powraca status quo ante, powraca codzienność, zwyczajność i po prostu — prowincjonalna nuda.</p>
    <p>Latem roku 1990 w kilku punktach przy alei Rustawelego siedzą ludzie, trzymając transparenty, plakaty, fotografie, w taki sposób, że kto przechodzi obok, a byłby ciekaw, może wszystko dokładnie przeczytać i zobaczyć. Jest to forma protestu, albo zwyczajnie — zwrócenia na swój problem publicznej uwagi, którą znam jeszcze z Iranu i Libanu, a którą wszędzie przyjęto nazywać z angielska: sit-in.</p>
    <p>Liczba ludzi uczestnicząca w danym sit-in może być różna — od kilku osób do kilku i więcej tysięcy. Zdarzają się też sit-in jednoosobowe, ale są mało skuteczne: poważna sprawa wymaga jednak liczebnego zaplecza. (Grupy w alei Rustawelego mają po kilkadziesiąt osób.) Najczęściej sit-in organizują na stopniach urzędów (żeby zmusić władzę do działania) albo na stopniach cerkwi czy meczetów (bo tam jest najbezpieczniej).</p>
    <p>Najprościej mówiąc, sit-in polega na tym, że się siedzi, eksponując publicznie swoje postulaty. I już. I tyle. Sit-in jest formą działania niesłychanie spokojną i łagodną. Nikt tu nie krzyczy, nikt nie wygraża pięścią, nie przeklina, nie wzywa Pana Boga na świadka. Ci, którzy uczestniczą w sit-in, milczą. Starają się nie rozmawiać ani między sobą, ani z przechodniami. Są skupieni, czuwają. Sit-in to przedziwne połączenie protestu i akceptacji, buntu i pokory. Uczestnicy sit-in w gruncie rzeczy akceptują rzeczywistość w jej najogólniejszych zarysach, chcą tylko wnieść własne korektury i zaznaczyć swoją w niej obecność. Przyjmują, że świat jest niesprawiedliwy, i tylko nadmiar tej niesprawiedliwości to jest to, co budzi ich sprzeciw. Gdyby ktoś chciał, chętnie przystąpiliby do rokowań. Tak naprawdę o to im w głębi serca chodzi — potrzeba im jakiegoś społecznego psychoanalityka, który by odniósł się do nich ciepło i spojrzał życzliwie na ich obolałe dusze.</p>
    <p>Sit-in jest bardzo wschodnią formą protestu. W Europie manifestanci idą ławą, ale taka manifestacja szybko rozchodzi się i znika. W Argentynie manifestanci chodzą w kółko, ale to też długo nie może trwać. Natomiast forma sit-in ma dwie mocne strony. Po pierwsze, jest to forma długotrwała. Siedząc można manifestować tygodniami i miesiącami. Do tego, oczywiście, potrzeba ludzi Wschodu — ich kamiennej cierpliwości, ich zdumiewającej wytrzymałości i uporu. Po drugie, usunąć ludzi siedzących jest trudniej, niż rozpędzić maszerujący tłum.</p>
    <p>Ale dlaczegóż gonić tych biednych ludzi, którzy siedzą na stopniach Urzędu Rady Miejskiej? Przecież nikomu nic złego nie robią. Na ogół są to ubrane na czarno kobiety, które chcą podzielić się tragiczną wiadomością: oto córkę zabili w czasie manifestacji, oto syna zabili w Armii Czerwonej. Zauważyłem, że kobiety te, wyciągające przed siebie zdjęcia swoich poległych dzieci, chciałyby, żeby ludzie zatrzymywali się, brali do ręki owe fotografie, przyglądali się młodym, czasem jakże pięknym twarzom. Dla nas może jest to sytuacja trudna, ale tutaj, w Gruzji — nie, tutaj żałobę celebaije się otwarcie, jest ona aktem publicznej i rozdzierającej manifestacji.</p>
    <p>Obok nieszczęsnych matek rozsiadły się i inne grupy sit-in. Są to grupy niepodległościowe, które domagają się dla swoich narodów samodzielności, chcą same decydować o swoim losie. Więc na przykład sto tysięcy Abchazów chce porzucić Gruzję i utworzyć własne państwo. Trudno im się dziwić. Abchazja to jeden z najpiękniejszych zakątków świata, druga Riwiera, drugie Monako. Otóż Abchazi wpadli na ten sam pomysł, który dwadzieścia lat wcześniej przyszedł do głowy mieszkańcom wspaniałej i wiecznie słonecznej wyspy na Morzu Karaibskim o nazwie Antigua. Wyspa była brytyjską kolonią. Mieszkańcy Antigui utworzyli w latach siedemdziesiątych partię narodowowyzwoleńczą, ogłosili niepodległość i wydzierżawili wyspę sieci hoteli Hiltona. Londyn musiał wysłać zbrojną ekspedycję (400 policjantów), żeby rozwiązać partię i unieważnić kontrakt. Otóż tu, na Kaukazie — podobnie: wyzwoleni Abchazi mogliby znaleźć na Zachodzie jakąś firmę hotelarską, podpisać z nią umowę i zacząć wreszcie dobrze żyć!</p>
    <p>Ale czy Gruzja odda Abchazję, skoro to taki łakomy kąsek? Gruzinów jest cztery miliony, a Abchazów tylko sto tysięcy. Łatwo przewidzieć, czyje szansę są większe.</p>
    <p>Sprawa Abchazji (i jej ambicji wyzwoleńczych) mówi najlepiej, dlaczego nagle na Kaukazie (i nie tylko tam) zawrzało, dlaczego Kaukaz stanął w płomieniach. Otóż dlatego, że zbiegły się tam dwie rzeczy, tworząc natychmiast tak gwałtowną mieszankę wybuchową. Po raz pierwszy pojawiło się tam pojęcie interesu i po raz pierwszy znalazła się na rynku łatwo dostępna broń.</p>
    <p>W państwie takim jak były ZSRR istniał tylko jeden interes — interes państwa totalitarnego. Wszystko było mu bezwzględnie podporządkowane, wszystkie inne interesy zwalczane i niszczone w sposób najbardziej radykalny. I oto państwo-monopolista nagle i nieodwołalnie upada. Natychmiast setki, tysiące różnych interesów większych i mniejszych, prywatnych, grupowych, narodowych podnosi głowę, identyfikuje się, określa i stanowczo domaga się dawno odmawianych im praw. W państwie demokratycznym oczywiście też są krocie różnych interesów, ale sprzeczności i konflikty między nimi są rozwiązywane czy łagodzone przez doświadczone, wypróbowane instytucje publiczne i państwowe. Tu natomiast takich instytucji nie ma (i prędko nie będzie!). Jak więc rozwiązywać naturalne sprzeczności interesów, skoro nie można już tego robić metodą knuta i przesiedleń?</p>
    <p>I oto w miejsce nie istniejących jeszcze instytucji rozjemczych pojawia się droga najprostsza, droga siły. Takiemu rozwiązaniu sprzyja fakt, że wraz z rozpadem dawnego mocarstwa i rozluźnieniem dyscypliny w armii na czarnym lynku pojawiło się mnóstwo wszelkiej broni, do wozów pancernych i czołgów włącznie. Kto żyw więc zbroi się i ostrzy miecze. Ale w kraju tym łatwiej o pistolet i granat niż o koszulę czy czapkę. Dlatego drogami krążą armie i oddziały, które trudno rozpoznać i zidentyfikować, trudno ustalić, kto jest kim, o co mu chodzi, o co walczy. Odradza się formuła samozwaństwa, typowa dla czasów chaosu i zamętu. Pojawiają się i znikają jacyś wodzowie, jacyś liderzy, odnowiciele, zbawiciele.</p>
    <p>Najlepszą próbą jest odwiedzać takie kraje co kilka miesięcy. Za każdym razem widzi się nowe twarze, słyszy nowe nazwiska. A co stało się z tymi poprzednimi? Nie wiadomo. Może się ukrywają? Może otworzyli prywatną firmę? Może zapowiadają, że wrócą lada moment? Nie przypadkiem na placach zabaw dla dzieci kolejka, w której pędzi się w górę i w dół na złamanie karku, nazywa się „Russian Mountain”. Wagoniki suną z taką szybkością, że nie sposób dostrzec żadnej twarzy pasażera, wszyscy gdzieś przelatują, znikają. Tak jest w tutejszej polityce. Kogoś wybiorą, ale zaraz wypędzą. Nie potrwa długo, a wypędzony wróci, żeby wygonić tego, co zajął jego miejsce. Na fotografiach gwardia tego, co wrócił, unosi pistolety w triumfującym geście. W tym czasie nowy wypędzony umyka pod osłoną nocy ze swoją gwardią.</p>
    <p>„Badacz tureckiej i mongolskiej historii w tej części świata — pisze m.in. o Kaukazie znakomity historyk brytyjski sir Olaf Caroe — znajduje się w sytuacji człowieka, który stojąc na balkonie obserwuje chaotyczne i nie dające się przewidzieć zachowania tłumu zebranego z jakiejś wielkiej okazji. Jedne grupy spotykają się i <emphasis>łączą,</emphasis> inne mieszają się ze sobą, a potem rozpadają. Nagle pojawił się jakiś obiekt zainteresowania i cały tłum zaczyna zmierzać w jednym kierunku tylko po to, żeby za chwilę znowu się rozpełznąć. Jakiś mówca gromadzi na moment garstkę słuchaczy. Tu i tam konflikty polityczne i personalne stają się zaczynem tumultu. A potem następuje rzeź i zniszczenie, choć okresami pojawiają się również zdrowy rozsądek i twórcze działania”.</p>
    <p>Stolica Abchazji — Suchumi, miasto palm i bougain-villi. Byłem tam w 1967 roku. Notatka z tamtego czasu: w Suchumi Guram zabrał mnie na smażoną rybę do restauracji „Dioskuria”. Urocze to miejsce. Lokal jest zbudowany na skałach, zatopionych w Morzu Czarnym. A skały, o które się opiera, są ruinami greckiej kolonii — Dioskurii, istniejącej tu 25 wieków temu. Siedząc przy stoliku, można oglądać pogrążone na dnie morza miasto, zamienione teraz w jakieś monstrualne akwarium, którego ulicami przeciągają gromady tłustych, leniwych ryb.</p>
    <p>Ciekawe, czy Dioskuria stoi nadal na dnie morza, czy też, przetrwawszy tam dwa i pół tysiąca lat, została ostatecznie zmieciona przez gruzińsko-abchaskie rakiety.</p>
    <p>Z moim gospodarzem Giją Sartanią (jest on młodym pisarzem i tłumaczem) jedziemy za miasto, aby odbyć pielgrzymkę do kościółka Świętej Niny w Santawro. Chrześcijaństwo jest w Gruzji religią prastarą, bo zakorzenioną tu już w IV wieku, i ów kościółek w tym właśnie czasie został zbudowany. Potem jesteśmy we wzniesionym o dwieście lat później kościele w Dżwari. A jednak, mimo tej różnicy dwóch wieków, oba kościoły są do siebie podobne, są dziełem tej samej wyobraźni i wrażliwości, która, jak widać, nie zmieniała się przez stulecia.</p>
    <p>Wejść do tych kościółków dziś, to cofnąć się w czasie o tysiąc lat. Rzecz w tym, że były one dotąd albo zamknięte, albo zamienione na muzea ateizmu czy składy paliw lub zboża. A przed tym doszczętnie je zrabowano, pozostawiając gołe, surowe ściany. W takim stanie zostały teraz oddane wiernym. I wszystko jakby wróciło do wieku katakumb. Oto w pustych, nagich murach gromadzą się pierwsi chrześcijanie.</p>
    <p>„Ściemniało się tymczasem zupełnie, że zaś księżyc jeszcze nie wszedł, więc drogę trudno przyszłoby im znaleźć, gdyby nie to, że, jak przewidział Chilo, wskazywali ją sami chrześcijanie. Jakoż na prawo, na lewo i na przodzie widać było ciemne postaci, zdążające ostrożnie ku piaszczystym wądołom. Niektórzy z owych ludzi nieśli latarki, okrywając je jednak ile możności płaszczami, inni, <emphasis>znający</emphasis> lepiej drogę, szli po ciemku”.</p>
    <p>To z „Quo vadis” Sienkiewicza. Ale z Giją jesteśmy teraz świadkami podobnego misterium. Bo w tym pustym, lodowato zimnym kościółku w Dżwari jest tylko jeden przyniesiony z zewnątrz przedmiot — stojący na kamiennym, nagim ołtarzu mały metalowy krzyż. Przed ołtarzem pochyla się kapłan, ma kaptur na głowie. Jest cisza, słychać tylko odgłos wody ściekającej po ścianach. I powolne kroki wchodzących ze świecami kilku kobiet. Blask tych świec rozjaśnia półmrok kościółka. Jedna z kobiet wyjmuje z torby pszenny placek i łamie się z każdym z obecnych. Coś jest przejmującego w tym przepełnionym wilgocią i mrokiem wnętrzu, w tej milczącej scenie z pszennym chlebem, w tym dziwnym zachowaniu się kapłana, który się nie odwrócił ani na nas nie spojrzał.</p>
    <p>O świcie autobusem z Tbilisi do Baku. Prawie cały czas doliną między Wielkim i Małym Kaukazem. Bohater tej trywialnej, komicznej epopei nazywa się Rewaz Galidze, jest tęgim, a nawet grubym mężczyzną po pięćdziesiątce, kierowcą naszego autobusu. Nie wiem, czy być kierowcą autobusu to dla niego awans czy degradacja, dość że od razu powiedział mi, iż wiele lat prowadził TIR-y do różnych krajów Europy, że więc ma, a jakże, światowy szlif i obycie. W autobusie, który na trasie pięciuset kilometrów był zawsze pełny, a pasażerowie często się w nim zmieniali, jedynymi osobami, które miały legalnie wykupione bilety, były dwie Rosjanki jadące do Kirowabadu i ja. Reszta płaciła Rewazowi wyznaczone przez niego sumy, a on otrzymane zwitki rubli upychał po wszystkich kieszeniach. Rewaz był autentycznym królem tej trasy, jej niekwestionowanym panem i władcą.</p>
    <p>Dzień był chmurny i deszczowy, a okolica jak na tamtą część świata — ludna. Toteż coraz to spotykaliśmy stojące przy szosie grupy zmokniętych i zmarzniętych ludzi. <emphasis>Zawsze</emphasis> obładowani paczkami albo trzymając na sznurku barana lub kozę, na widok autobusu błagalnie wyciągali rękę w geście żebraczym. Nie żebrali o kopiejki czy garść ryżu, tylko błagali Rewaza, żeby okazał im odrobinę litości i zabrał ich ze sobą. Można domyślać się, że ludzie ci stoją tak całymi dniami, bo autobusy chodzą tu rzadko, droga jest niebezpieczna, obok toczą się walki (Azerowie z Ormianami), mijamy spalone wraki samochodów, więc odważny Rewaz jest tu naprawdę monopolistą!</p>
    <p>I, oczywiście, korzysta z sytuacji. Rewaz prowadzi cały czas coś w rodzaju okrutnej licytacji. A mianowicie, napotkawszy na trasie grupę chętnych do jazdy, zatrzymuje się i pyta — ile płacą i na jaką odległość. Jeżeli płacą dużo, a dystans jest krótki, Rewaz wyrzuca z autobusu tych, co płacą gorzej, mimo że do domu mają jeszcze sto kilometrów! I to wyrzuca pobierając mimo wszystko opłatę!</p>
    <p>Mnie Rewaz nie wyrzuca, gdyż — po pierwsze — jestem jedynym pasażerem, który ma bilet (Rosjanki już wysiadły), po drugie jestem cudzoziemcem, po trzecie — mam blisko czterdzieści stopni gorączki i umieram. Im bliżej Baku, tym bezwzględność Rewaza rośnie. Na początku trasy jechało jeszcze wielu jego pobratymców Gruzinów — z nimi Rewaz się liczył, teraz cały autobus to azerscy chłopi — jacyś spłoszeni, nieśmiali, zahukani. Bieda tych ludzi jest przygnębiająca, smutno jest patrzeć na nich, i kiedy jeden z nich, widząc, że mam gorączkę, wyjmuje z koszyka i podaje mi butelkę lemoniady, wzruszenie ściska mi gardło.</p>
    <p>Jesteśmy już blisko Baku. Koszmarny pejzaż: ogromne połacie ziemi zalane smolą, zasypane żużlem i stosami bezładnie rzuconych płyt betonowych. Wszędzie leje się ciężka, bakijska ropa, płynie strumieniami, tworzy cuchnące kałuże, zastoiny, jeziora, zatoki. Na powierzchni morza ropa, a plaże — przecież jeszcze pamiętam tu żółty piasek! — czarne, tłuste, pokryte smarami i sadzą.</p>
    <p>Żeby dotrzeć do Baku, które leży w zatoce, trzeba jeszcze wspiąć się stromą i krętą drogą na otaczające miasto wzgórza. Na jednym z zakrętów scena, która pozwala mi spojrzeć ciepło na Rewaza. Pośród tego ciemnoasfaltowego, smolistego i lepkiego krajobrazu stoi bryła betonu, a na niej przez kogoś wniesiony żywy człowiek, tylko człowiek bez nóg, jego korpus jest wstawiony w drewnianą skrzynkę od owoców.</p>
    <p>Jestem świadkiem jakiegoś rytuału, najwyraźniej ustalonego przez długą tradycję. Bo kiedy dojeżdżamy do tego miejsca, Rewaz zatrzymuje autobus, pozdrawia tego mężczyznę i wciska mu w kieszeń koszuli solidny zwitek rubli.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>UCIECZKA PRZED SAMYM SOBĄ</p>
    </title>
    <p>W Baku zatrzymałem się w mieszkaniu Rosjanki, której udało się stąd wyjechać, kiedy w mieście zaczęły się rozruchy, grabieże i podpalenia. Spotkałem ją w Moskwie, gdzie zamieszkała u swojej rodziny. Dając mi klucz do mieszkania, powiedziała z determinacją: Już tam nigdy nie wrócę. Była nadal wystraszona, przerażona miastem wydanym na łup agresywnych i brutalnych bojówek. Opowiadała, że dostała się na lotnisko tylko dzięki temu, że zgodził się zabrać ją kierowca karetki pogotowia — inaczej nie ośmieliłaby się pokazać na ulicy.</p>
    <p>Autobusem Rewaza dotarliśmy już o zmierzchu do dworca w Baku. Przyjeżdżające z prowincji autobusy wpełzają wśród natrętnej kakofonii klaksonów w gęsty, ruchliwy tłum, w mrowie witających i żegnających, między leżące tu wszędzie sterty tobołków, toreb i worków, między sprzedawców pomidorów, ogórków i szaszłyków, między gromady dzieci proszących o bakszysz, między niemrawych i otępiałych policjantów z pałkami w ręku. Wschód, prawdziwy Wschód, pachnący anyżem i kardamonem, baranim łojem i smażoną papryką, jakiś Isfahan czy Kirkuk, Izmir czy Herat, świat egzotyczny, gwarny, osobliwy, zajęty sobą i w sobie zamknięty, niedostępny dla nikogo z zewnątrz. Gdziekolwiek spotkają się jego ludzie, od razu powstaje tam kolorowe, ruchliwe zbiegowisko, bazar, suk, rynek, od razu pełno jest pokrzykiwania, skakania sobie do oczu, kłótni, ale potem (cierpliwości!) wszystko zamienia się w spokój, w tanią restauracyjkę, w pogawędkę, w przyjazne kiwanie głową, w szklaneczkę miętowej herbaty, w kostkę cukru.</p>
    <p>Na tej stacji szybko zorientowałem się w beznadziejności swojego położenia. Jak dostać się stąd do domu, który nie wiem dokładnie gdzie jest, mając w dodatku ciężką walizkę z książkami (okropna mania kupowania wszędzie książek) i czterdzieści stopni gorączki? Czy możecie mi uprzejmie powiedzieć, pytam każdego napotkanego człowieka, pociągając go za rękaw lub chwytając za poły chałatu, gdzie jest ulica Pouchina 117? Ale ludzie wyrywają się, odpychają mnie z niecierpliwością, pędzą dalej. W końcu uświadamiam sobie, że nic się od nich nie dowiem, bo to przybysze z terenu, chłopi z kołchozów, handlarze tkanin i owoców z Dagestanu, z Czeczeno-Inguszii czy nawet odległej Kabardyno-Bałkarii. Skądże mają ci zahukani i oszołomieni wielkim miastem górale z Kaukazu wiedzieć, gdzie jest Pouchina 117? Dalej więc snuję się w kółko, ledwie żywy, przede wszystkim z pragnienia. Nie ma co pić. Jest już wieczór i jedyny beczkowóz z kwasem chlebowym stoi pusty.</p>
    <p>Nie ma żadnej taksówki. Zrezygnowany i załamany staję w końcu na ulicy i wyciągam rękę, w której trzymam ołówek kulkowy firmy BIC. Nie stoję długo. Dzieci mają wzrok sokołów. Jedno takie dziecko, jadąc z ojcem samochodem, dostrzegło człowieka, który najwyraźniej chce mu podarować długopis firmy BIC. Na prośbę dziecka ojciec zatrzymuje się. Wtedy pytam go o ulicę Pouchina 117. Biorą mnie do samochodu, jedziemy. Jedziemy długo, jesteśmy daleko od stacji autobusowej. Zatrzymujemy się w jakiejś starej części miasta, przy starej, ciemnej ulicy. Tu w pojęciu zabytkowej starości nie ma nic ze snobizmu, nic z kokieterii, nic ze splendoru i ceny antyku. Tu stary dom to znaczy dom nie tknięty żadną naprawą, żadnym remontem przez 73 lata.</p>
    <p>Wchodzę w ciemną bramę, w ciemne podwórko, potykam się o stosy śmieci. Słyszę głos kobiety. Pyta, czego szukam. Po jakimś czasie przychodzi do mnie, bierze mnie za rękę i prowadzi do niewidocznych w ciemnościach drzwi. Czemu, dziwi się, macie taką gorącą rękę, mężczyzno?</p>
    <p>(Coraz rzadziej mówią tu — towarzysz, ale też nie potrafią powiedzieć — pan, bo to ciągle brzmi zbyt burżuazyjnie, a forma — ty, wobec osoby, której się nie zna dobrze, jest niegrzeczna. Więc zwracają się do siebie per — kobieto, mężczyzno.)</p>
    <p>Bo mam gorączkę, odpowiadam. Po omacku natrafiamy na drzwi zamknięte kłódką. Wchodzimy, kobieta zapala światło. Widzę łóżko. Wiecie, mówię do niej, są takie amerykańskie pocztówki, na których znajduje się napis: SZCZĘŚCIEM JEST... a potem różne rysunki wyobrażają, co jest szczęściem. Otóż teraz, mówię, szczęściem jest zobaczyć łóżko.</p>
    <p>Tak, jesteście rzeczywiście chorzy, mówi kobieta i za jakiś czas przynosi mi czajnik gorącej herbaty, a na tacy całą kolekcję różnych konfitur i cukierków.</p>
    <p>Pyta mnie, jakiej jestem narodowości.</p>
    <p>Jak chłopi na całym świecie zaczynają rozmowę od rozważań na temat plonów, a Anglicy wszelką wymianę zdań od dyskusji na temat pogody, tak w Imperium pierwszym krokiem w nawiązaniu kontaktu między ludźmi jest wzajemne ustalenie swojej narodowości. Od tego bowiem będzie bardzo wiele zależało.</p>
    <p>W większości wypadków kryteria są jasne i czytelne. Oto Rosjanin, oto Kazach, oto Tatar, oto Uzbek. Ale jest duży procent obywateli tego państwa, którym autoidentyfikacja sprawia poważne trudności, którzy — inaczej mówiąc — nie czują się cząstką żadnego narodu. Oto przykład mojego znajomego, Rusłana, inżyniera z Czelabińska. Jego dziadek był Rosjaninem, babka — Gruzinką. Ich syn, a ojciec Rusłana, zdecydował, że będzie Gruzinem. Ożenił się z Tatarką. Z miłości do matki Rusłan uznał się za Tatara. W czasie studiów w Omsku ożenił się z koleżanką — Uzbeczką. Mają teraz syna — Mutara. Jakiej narodowości jest Mutar?</p>
    <p>Czasem te drzewa genealogiczne są jeszcze bardziej zawiłe i skomplikowane, tak że wielu nie czuje się związanymi z jakąkolwiek narodowością. To jest właśnie ów homo sovieticus — nie ze względu na typ świadomości czy postawę, ale dlatego, że jego jedynym wyznacznikiem społecznym była przynależność do państwa sowieckiego. Po upadku tego państwa ludzie ci poszukują dziś nowej identyfikacji (ci, którzy się nad tym w ogóle zastanawiają).</p>
    <p>Ów etniczny homo sovieticus jest produktem historii ZSRR, której znaczną część wypełniają nieustanne, intensywne i masowe migracje, przemieszczenia, przesiedlenia i wędrówki ludności. Ruch ten zaczyna się w XIX wieku zasiedlaniem i zsyłkami na Syberię oraz ekspansją kolonialną w Azji, ale przybiera na sile dopiero po roku 1917. Miliony ludzi tracą dach nad głową i zapełniają drogi. Jedni wracają z frontów pierwszej wojny światowej, inni ruszają na fronty wielkiej wojny domowej. Głód 1921 roku zmusza następne miliony do wędrówek w poszukiwaniu kawałka chleba. Dzieci, którym wojna i rewolucja zabrały rodziców, owe miliony nieszczęsnych bezprizornych tworzą krucjaty głodowe, które przemierzają kraj we wszystkich kierunkach. A potem rzesze robotników w poszukiwaniu pracy i chleba jadą na Ural i w inne zakątki kraju, gdzie można zatrudnić się przy budowie fabryk, hut, kopalń, zapór wodnych. Przez ponad czterdzieści lat dziesiątki milionów ludzi odbywają swoje męczeńskie podróże do niezliczonych łagrów i więzień rozsianych po całym terytorium mocarstwa. Wybucha druga wojna światowa i następne potoki ludzkie przemieszczają się we wszystkich kierunkach, razem z liniami frontów. W tym samym czasie, na zapleczu tych frontów, Beria kieruje deportacją w głąb Kazachstanu i na Syberię Polaków i Greków, Niemców i Kałmuków. W rezultacie całe narody znalazły się na obcych sobie ziemiach, w nieznanym otoczeniu, w biedzie i głodzie. Jednym z celów tych operacji było stworzenie człowieka wykorzenionego, wyrwanego ze swojej kultury, ze swojego otoczenia i pejzażu, a tym samym bardziej bezbronnego i posłusznego wobec nakazów reżimu.</p>
    <p>A do tego obrazu nieustannych i masowych wędrówek ludów — najczęściej przymusowych — dodajmy bardziej już dobrowolne dziesiątki „zaciągów komsomolskich”, multum migracji odbywających się pod hasłami: „ojczyzna potrzebuje metalu”, „zaorać ugory”, „pokonać tajgę” itd. Pamiętajmy też o falach uchodźców, jakie ruszają po każdym konflikcie etnicznym i rozlewają się po kraju.</p>
    <p>I dziś tysiące ludzi nadal koczują na lotniskach, na dworcach, w barakach, w slumsach i pod namiotami. Duch i atmosfera koczownictwa są tu ciągle obecne i żywe, a czastuszka, którą można często usłyszeć, brzmi: Moim adresem nie jest numer domu ani nazwa ulicy, ani nazwa miasta, moim adresem jest Związek Radziecki.</p>
    <p>A jednak, mimo tych wielkich i nieprzerwanych migracji, mimo trwającego od pokoleń przemieszania ras, <emphasis>raczę}</emphasis> podobieństwo i uniformizm typów ludzkich niż ich różnorodność i kontrast przykuwają uwagę tych, którzy po raz pierwszy zetkną się z mieszkańcami Imperium:</p>
    <p>„Ci ludzie wydawali się być wszyscy tacy sami. Zarówno mężczyźni i kobiety noszą ten sam rodzaj kurtki, w sposób oczywisty ciepłej, i te same robocze, wysokie buty. Ich twarze również <emphasis>wydają</emphasis> się być jednakowe. Są one skupione i bez chęci nawiązania kontaktu. Nie wiadomo, czy są zadowoleni, czy poirytowani. Niemożliwe jest nawet stwierdzenie, czy są oni zaciekawieni. To są dziwni ludzie” (Ksawery Pruszyński „Noc na Kremlu”).</p>
    <p>Lęk Rosjanki z Pouchina 117 jest obawą na wyrost: Rosjan tu nie tykają. Może Uzbek bić się z Tadżykiem, Buriat z Czeczeńcem, ale Rosjanina nie ruszą. Już Mickiewicz zastanawiał się nad zjawiskiem, które wydawało się, na pierwszy rzut oka, niepojętym: oto jeden carski urzędnik pędzi na katorgę całą kolumnę Tuwińców (plemię syberyjskie) i nikt z tych nieszczęsnych poddanych nie zbuntuje się. A przecież mogliby bez żadnych przeszkód owego urzędnika zabić i rozpierzchnąć się po lesie. Tymczasem idą posłusznie, pokornie spełniają jego rozkazy, w milczeniu znoszą wyzwiska. Bo, tłumaczy Mickiewicz, w oczach zniewolonych Tuwińców urzędnik ten jest personifikacją potęgi wielkiego państwa, którego boją się, które budzi ich lęk, strach, grozę. Podnieść rękę na urzędnika, to podnieść rękę na mocarstwo, a na to żaden z nich się nie zdobędzie. Pisarz tunezyjski Albert Memmi w swojej książce „Portrait du Colonise” dokładnie przedstawia ów złożony zespół nienawiści, ale i lęku, charakterystyczny dla stosunku człowieka skolonizowanego wobec jego władcy — kolonizatora. Lęk, zauważa Memmi, będzie w ostatecznym rachunku zawsze dominować nad nienawiścią, będzie ją tłumić i paraliżować.</p>
    <p>Wystarczy zobaczyć takie miasta, przez które świeżo przetoczyła się fala walk etnicznych — choćby Fergane czy Osz. Wśród spalonych i zdewastowanych domów Uzbeków, Karakałpaków czy Tadżyków widać nietknięte domy Rosjan. Kto bowiem stoi za biednym Karaczajem, którego zaatakuje rozsierdzony Turkmen? Najwyżej — drugi Karaczaj. A za Rosjaninem — kałasznikow, czołg, bomba nuklearna.</p>
    <p>A jednak moja Rosjanka z Baku, przy pierwszym poruszeniu ulicy, przy pierwszych odgłosach nadciągających bojówek, które — wszyscy to wiedzą — idą rozbijać głowy Ormianom, tylko Ormianom, pakuje w pośpiechu walizki i pędzi na lotnisko, szczęśliwa, że udało jej się wydostać z piekła. Gdzie jednak jest to piekło? Gdzie się ono znajduje?</p>
    <p>Ono znajduje się w niej, w jej świadomości.</p>
    <p>Przypomina mi się Afryka, lata sześćdziesiąte, sceny na lotniskach Algieru, Leopoldville i Usumbury, potem, w latach siedemdziesiątych, te same sceny na lotniskach w Luandzie i Lourenço Marques. Koczujące na tobołkach, nieprzytomne ze zmęczenia i ze strachu tłumy białych uciekinierów. To wczorajsi kolonizatorzy, władcy tych ziem. Dzisiaj natomiast ich jedynym pragnieniem jest wyjechać stąd, wyjechać natychmiast, zostawiając wszystko — tonące w kwiatach domy, ogrody, baseny, żaglówki. Skąd ten rozpaczliwy pośpiech i determinacja? Cóż ich nagle gna do Europy? Jakaż tytaniczna siła wyrzuca ich tak gwałtownie i bezwzględnie z tych wygrzanych tropikalnym słońcem, wygodnych, wspaniałych miejsc na Ziemi? Może tubylcy rozpoczęli masowe rzezie swoich białych panów? Może ich luksusowe dzielnice stanęły w płomieniach? Nie, nic się takiego nie dzieje.</p>
    <p>To w świadomości kolonizatora odezwało się jego piekło, piekło wewnętrzne. To obudziło się i wydostało na powierzchnię jego nieczyste sumienie, skrywane i usypiane dotąd na tysiąc sposobów, a często po prostu niezbyt jasno i dokładnie uświadamiane. To nieczyste sumienie nie musi dotyczyć każdej jednostki składającej się na rzeszę kolonizatorów. Wielu tych ludzi czuje się — i jest — najzupełniej niewinnymi. Ale są oni ofiarami sytuacji, którą sami współtworzą, a mianowicie sytuacji kolonialnej, której istotą jest zasada asymetrii i podporządkowania człowieka skolonizowanego kolonizatorowi. Paradoks polega tu na tym, że, choćbym nie chciał i nawet protestował, jestem kolonizatorem przez sam fakt przynależności do narodu, który kolonizuje innych. Tylko za cenę wyrzeczenia się własnej ojczyzny i narodu, a czasem za cenę zmiany koloru skóry (teoretyczna hipoteza), mógłbym pozbyć się tej skazy, tego odium. Ale ponieważ są to wybory niemożliwe, tu i tam na lotniskach robi się tłoczno i nerwowo: kilkanaście lat temu na lotnisku w Luandzie, teraz — w 1990 roku — na lotnisku w Baku.</p>
    <p>Jednakże przed kim uciekacie?</p>
    <p>Czy nie przed samymi sobą?</p>
    <p>Ale istnieje różnica między Portugalczykiem i Francuzem opuszczającym Afrykę a Rosjaninem, który powinien wyjechać ze słonecznego Baku czy pięknej, secesyjnej Rygi do takiego ponurego, przeraźliwie zimnego Norylska czy przygnębiająco brudnego i zadymionego Czelabińska. Że nie chcą wyjeżdżać z Estonii czy Armenii? Ja im się nie dziwię! Żeby się ratować, w swoich dawnych koloniach tworzą różnego typu związki i partie, których hasłem jest — pozostać, nie ruszyć się na krok! Rosjanka z Pouchina 117 jest raczej wyjątkiem, a to dlatego, że znajduje się w luksusowej sytuacji — ma rodzinę z mieszkaniem, i to w Moskwie!</p>
    <p>Baku:</p>
    <p>lubię to miasto, jest zbudowane dla ludzi, nie przeciw ludziom (tak, są miasta zbudowane przeciw ludziom). Można tu całymi dniami spacerować, Baku ciekawi i przyciąga. Ma piękne bulwary, ma kilka ulic wspaniałej secesji, którą tu zaszczepił król nafty pan Alfred Nobel. Zresztą można tu zobaczyć wszelkie możliwe style architektoniczne. Przy głównym bulwarze wznosi się kilka jasnych, luksusowych i wielkich kamienic — to domy, które dla swojej kamaryli postawił władca Azerbejdżanu Gajdar Alijew. Słynna to postać. Alijew był najpierw szefem KGB Azerbejdżanu, potem, w latach siedemdziesiątych, pierwszym sekretarzem partii komunistycznej w tejże republice. Był pupilem Breżniewa, który mianował go wicepremierem ZSRR. Z tego stanowiska w 1987 roku usunął go Gorbaczow. Jak wspomniałem, Alijew należał do ludzi Breżniewa — grupę tę cechował wysoki stopień korupcji, upodobanie we wschodnim przepychu, wszelkiego rodzaju deprawacja. W ich praktykowaniu korupcji nie było cienia żenady, przeciwnie, cechowała je wyzywająca, prowokacyjna ostentacja. Przykładem tego jest właśnie owa kolonia bloków — apartamentów, postawiona w najważniejszym, najbardziej reprezentacyjnym punkcie miasta. Wszystkie mieszkania rozdzielał Alijew według ułożonych przez siebie list — on też osobiście wręczał wybrańcom klucze. Kryterium przydziału było proste — najlepsze apartamenty dostawała najbliższa rodzina, za nią szli kuzyni i wyższe osobistości klanu Alijewa. Na tych ziemiach, jak kilka tysięcy lat temu, więzi plemienne nadal są najważniejsze.</p>
    <p>Byłem w jednym z takich apartamentów. Jego gospodarz pracował w tutejszym parlamencie, ale rzecz w tym, że był kuzynem Alijewa. Otóż ten człowiek, który oficjalnie zarabiał grosze, miał ustawione wzdłuż ścian całe baterie sprzętu elektronicznego, różnego rodzaju kolumny, telewizory, odtwarzacze, wzmacniacze, głośniki, światełka, Bóg wie co. Zresztą, nawet żeby miał miliony rubli, nie mógłby takich rzeczy kupić w sklepie, bo tam ich nie ma. Stół był zastawiony wszelkim jadłem, łakociami, daktylami, fistaszkami. Najbardziej gospodarz zżymał się na Sacharowa. Sacharow? Po co nam Sacharow? On ma żonę Ormiankę! Ale poza tym jednym problemem (to znaczy poza Sacharowem) wszystko było w porządku. Gospodarz częstował mnie a to serem z Holandii, a to krewetkami z Wysp Bahama. Siedział zadowolony w otoczeniu rodziny. Ze wszystkich stron elektronika mrugała do niego kolorowymi oczkami.</p>
    <p>Następnego dnia rozmowa z profesorem Ayudinem Mirsalinoglu Mamedowem. Ciekawy, mądry, ucieszony, bo właśnie po raz pierwszy od 1917 roku pozwolono im założyć Kulturalne Towarzystwo Turkologiczne. Profesor od lat redaguje czasopismo poświęcone turkologii. Nie wszyscy wiedzą, że język turecki (lub: języki tureckie) jest drugim, po rosyjskim, językiem Imperium. W języku tym mówi tam około 60 milionów ludzi. Azerbejdżanin nie tylko porozumie się w Ankarze, ale także w Taszkencie i w Jakucku. Wszędzie żyją jego turkojęzyczni bracia. W jakimś sensie były ZSRR to słowiańsko-tureckie mocarstwo. Pomysł Sołżenicyna polegał na tym, żeby się pozbyć elementu tureckiego, żeby zostało tylko mocarstwo słowiańskie.</p>
    <p>Azerbejdżanie nazywają się tak dopiero od 1937 roku. Przedtem wpisywano im do dowodu osobistego — Turek. Teraz czują się Azerbejdżanami, Turkami i muzułmanami.</p>
    <p>Największych zniszczeń, mówi Mamedow, komunizm dokonał w świadomości ludzi. Ludzie nie chcą dobrze pracować i dobrze żyć. Chcą źle pracować i źle żyć. Ot, i cała prawda.</p>
    <p>Weźmy uniwersytety. Cztery lata studiowania materializmu dialektycznego, cztery lata wkuwania historii KPZR, cztery lata zgłębiania naukowego komunizmu — i wszystko okazało się fałszem!</p>
    <p>Po 73 latach bolszewizmu ludzie nie wiedzą, co to jest swoboda myślenia, i na jej miejsce podstawiają swobodę działania. A swoboda działania oznacza u nas swobodę zabijania. Ot, i cała pierestrojka, całe nowe myślenie.</p>
    <p>Jak został zbudowany komunizm? Komunizm zbudował Stalin przy pomocy bezprizornych. Miliony osieroconych, głodnych i bosych dzieci błąkało się po drogach Rosji. Kradli, co się dało. Stalin zamknął ich w internatach. Tam nauczyli się nienawiści, a kiedy dorośli, zostali ubrani w mundury NKWD. NKWD trzymało naród w zwierzęcym strachu. Ot, i masz komunizm.</p>
    <p>Co to jest szachownica Stalina? On tak porozsiedlał narody, tak je pomieszał i poprzestawiał, że teraz nie można nikogo ruszyć, żeby nie ruszyć kogoś innego, żeby go nie skrzywdzić. Jest trzydzieści sześć konfliktów granicznych, a może nawet i więcej. Ot, i masz szachownicę Stalina, naszą największą biedę.</p>
    <p>Mała restauracyjka w centrum Baku. Turecka? Irańska? Arabska? Azerbejdżańska? W tych stronach świata wszystkie te lokaliki są do siebie podobne. Mały, osobny pokoik. Szaszłyk, ryż, pomidory i lemoniada. Obiad z przywódcą Frontu Narodowego Azerbejdżanu, pisarzem Jusifem Samedoglu. Próbuje żeglować między dyktaturą lokalnych kacyków a islamskimi fundamentalistami. Ale trudne to czasy dla liberałów, dla ludzi środka, dla tych, którzy by chcieli wszystkich objąć i uściskać. Wiem, co może powiedzieć mi o sytuacji, więc nie pytam go o nią, pytam, czy coś pisze. Zrezygnowany macha ręką. Kolejny z tych, którzy rzucili literaturę na pożarcie polityce. Zresztą — jak pisać? Pisał cyrylicą, teraz cyrylicę zniosą. Będą używać albo alfabetu łacińskiego, jak w Turcji, albo cofną się do arabskiego, nie wiadomo. A co z książkami, które napisał cyrylicą? Przekładać na inny alfabet? Kto to będzie robić? Czy to warto? Pisarz w sile wieku zostaje z pustymi rękoma, z dorobkiem, który będzie nieczytelny.</p>
    <p>Po raz pierwszy w życiu leciałem samolotem, w którym panował tłok jak w miejskim autobusie w godzinie szczytu. Na lotnisku w Baku rozwścieczony i zdecydowany na wszystko tłum wdarł się do kabiny i ani myślał ustąpić. Kapitan krzyczał, groził i klął — nie pomogło. Ludzie stali w przejściach ściśnięci, głusi na to, co się do nich mówiło. W końcu kapitan machnął ręką, zamknął drzwi do swojej kabiny, uruchomił silniki i wystartował.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>WORKUTA, ZAMARZNĄĆ W OGNIU</p>
    </title>
    <p>Miała być Workuta i noc, a tymczasem lądujemy w dzień, w słońcu. Musi więc być to jakieś inne lotnisko.</p>
    <p>Jakie?</p>
    <p>Ruszam się niespokojnie w moim fotelu, ale zaraz widzę, że niespokojny jestem tylko ja, nikomu więcej nawet nie drgnie powieka. Przeleciałem w tym kraju samolotami może sto tysięcy kilometrów. Dwie obserwacje z tych podróży: samoloty są zawsze pełne — na każdym lotnisku na każdy rejs oczekuje, czasem tygodniami, mnóstwo ludzi, nie ma więc mowy, żeby gdzieś został pusty fotel. Po drugie — w czasie całego lotu panuje w kabinie zupełna cisza. Pasażerowie siedzą nieruchomo, milczą. Jeżeli słychać gdzieś gwar, wybuchy śmiechu i brzęk szkła — to znaczy, że leci grupa Polaków: nie wiedzieć dlaczego podróż wprawia ich w stan bezgranicznej euforii, amoku.</p>
    <p>Tak, to nie Workuta, to Syktywkar.</p>
    <p>Gdzie jest ten Syktywkar, nie wiedziałem, a mapy zapomniałem ze sobą wziąć. Po śniegu dobrnęliśmy do budynku lotniska. Wewnątrz było gorąco, duszno i tłoczno. Ani mowy, żeby znaleźć kawałek wolnej ławki. Wszystkie ławki pełne śpiących ludzi, śpiących tak głęboko i spokojnie, a nawet, chciałbym powiedzieć, tak ostatecznie, jakby dawno już pożegnali się z wszelką nadzieją, że kiedyś stąd odlecą.</p>
    <p>Postanowiłem pilnować się pasażerów mojego samolotu, aby nie odlecieli i nie zostawili mnie samego. Stanęliśmy pośrodku wielkiej sali, bo nawet miejsca pod ścianami były zajęte.</p>
    <p>Stanęliśmy i tyle.</p>
    <p>Stanęliśmy i stoimy.</p>
    <p>Miałem na sobie kożuch (leciałem przecież za Koło Podbiegunowe), więc w tym ścisku i ukropie ogrzanej, a nie wietrzonej sali zacząłem ociekać potem. Zdjąć kożuch? Ale co z nim zrobić? W ręku trzymam torby, a wieszaków żadnych nie ma. Stoimy już ponad godzinę i ta czynność stania staje się coraz trudniejsza do zniesienia.</p>
    <p>Jednakże nie duszność i pot były najgorsze. Najgorsze było to, że nie wiedziałem — co dalej. Jak długo mam tak stać w Syktywkarze? Następną godzinę? Dobę? Resztę życia? I właściwie — dlaczego ja tu stoję? Dlaczego nie polecieliśmy do Workuty? Czy kiedyś tam polecimy? Kiedy? Czy jest szansa, żeby zdjąć kożuch, usiąść i napić się herbaty? Czy to będzie możliwe?</p>
    <p>Rozejrzałem się po swoich sąsiadach.</p>
    <p>Stali patrząc nieruchomo przed siebie. Właśnie tak: stali patrząc nieruchomo przed siebie. Nie widać było po nich żadnego zniecierpliwienia. Żadnego niepokoju, zdenerwowania, złości. Przede wszystkim — o nic nie pytali, o nic, nikogo. A może nie pytali, bo wiedzieli?</p>
    <p>Zagadnąłem jednego z nich, czy wie, kiedy polecimy? Jeżeli nagle zadać tu komuś pytanie, trzeba cierpliwie poczekać. Widać bowiem po twarzy zapytanego, że dopiero pod wpływem bodźca (pytania) człowiek ten jak gdyby budzi się, ożywia i zaczyna odbywać mozolną podróż z jakiejś innej planety na Ziemię.</p>
    <p>A to wymaga czasu. Następnie na jego twarzy pojawia się lekkie i nawet rozbawione zdziwienie — po co się dureń pyta?</p>
    <p>Nie ulega wątpliwości, że zapytany, nazywając pytającego durniem, ma świętą rację. Całe bowiem doświadczenie uczy go, że z zadawania pytań nie płynie żaden pożytek, że człowiek i tak dowie się tylko tyle, ile — i bez zadawania pytań — powiedzą mu (albo raczej: nie powiedzą) i że przeciwnie — zadawanie pytań jest bardzo niebezpieczne, bo zadając je człowiek może ściągnąć sobie na głowę wielkie nieszczęście.</p>
    <p>Co prawda od epoki stalinizmu minęło trochę czasu, ale jej pamięć jest żywa, a nauki, tradycja i nawyki z tamtego okresu pozostały, utrwaliły się w świadomości i będą długo wpływać na zachowania ludzi. Iluż z nich (czy ich rodzin, znajomych itd.) poszło do łagrów za to, że w czasie zebrania, czy nawet w prywatnej rozmowie, zapytało o to i owo? Ilu z tego powodu złamało sobie karierę. Ilu straciło pracę. Ilu straciło życie.</p>
    <p>Latami w całej biurokracji i w policji panował rozwinięty system śledzenia i donoszenia, dotyczący jednej tylko sprawy: czy ktoś pytał? O co pytał? Podać nazwisko tego, kto pytał.</p>
    <p>Rozmowa dwóch najbliższych przyjaciół przed zebraniem:</p>
    <p>— Wiesz, chciałbym na zebraniu zapytać.</p>
    <p>— Proszę cię, nie rób tego, przecież cię posadzą! Albo rozmowa dwóch innych przyjaciół:</p>
    <p>— Fiedia, chcę ci coś poradzić.</p>
    <p>— Słucham cię.</p>
    <p>— Zauważyłem, że za dużo pytasz. Chcesz sobie zaszkodzić? Bądź rozsądny, opanuj się, przestań pytać!</p>
    <p>W literaturze (choćby u Grossmana) sceny opisujące powrót z łagrów do domu. Człowiek wrócił po dziesięciu latach wycierpianych w łagrze syberyjskim. Siada pierwszego wieczoru przy rodzinnym stole razem z żoną, z dziećmi, z rodzicami. Jedzą wspólną kolację, może nawet toczy się jakaś rozmowa, ale nikt nie pyta przybysza, gdzie przez te lata był, co robił, co przeżył.</p>
    <p>Po co pytać?</p>
    <p>Mądre zdanie Eklezjasty: „Kto gromadzi wiedzę, gromadzi ból”.</p>
    <p>Rozwijając tę gorzką myśl, Karl Popper napisał kiedyś, że (cytuję z pamięci) niewiedza nie jest prostym i biernym brakiem wiedzy, ale jest postawą aktywną, jest odmową przyjęcia wiedzy, niechęcią do wejścia w jej posiadanie, jest jej odrzuceniem. (Słowem: niewiedza jest raczej antywiedzą).</p>
    <p>Rozległa i, zdawałoby się, tak niezbędna życiu strefa pytań była nie tylko zakazanym polem minowym, ale wręcz wrogą i nienawistną częścią mowy, a to dlatego, że monopol na zadawanie pytań był w praktyce sowieckiej zarezerwowany dla oficerów śledczych. Kiedyś jadąc pociągiem z Odessy do Kiszyniowa wdałem się w rozmowę z sąsiadem z przedziału. Był kołchoźnikiem z Przydniestrza. Pytałem go a to o pracę, a to o dom, a to o zarobki. W miarę zadawania pytań jego nieufność do mnie rosła, wreszcie spojrzał na mnie podejrzliwie i burknął: — A co to, wy śledczy jesteście czy jak? I nie chciał więcej rozmawiać.</p>
    <p>No właśnie! Gdyby śledczy, to w porządku, śledczemu wolno, śledczy od tego jest, żeby pytać. Ale taki zwyczajny człowiek? Taki, co siedzi w przedziale pociągu z Odessy do Kiszyniowa?</p>
    <p>— To ja tu jestem od zadawania pytań! — krzyczy do przerażonej, uwięzionej niewinnie Eugenii Ginzburg oficer śledczy Liwanow (Eugenia Ginzburg — „Stroma ściana”). Tak, tylko on, śledczy, ma prawo zadawać pytania.</p>
    <p>Wszyscy jednak wiedzą, że pytanie oficera śledczego nie jest pytaniem akademickim, bezinteresownym, zadanym po to, aby mozolnym, choć intrygującym wysiłkiem zgłębiać mroczne tajemnice naszego bytu. W każdym pytaniu śledczego jest przecież ukryty śmiercionośny ładunek, pytanie jest zadawane po to, aby cię zniszczyć, wdeptać w ziemię, unicestwić. Nie przypadkiem określenie „krzyżowy ogień pytań” jest wzięte ze słownika walki, frontu, wojny, śmierci.</p>
    <p>W rezultacie w Imperium było coraz mniej i mniej ludzi zadających pytania i coraz mniej i mniej wszelkich pytań. Ponieważ forma pytająca języka była zawłaszczona przez śledczych, przez tzw. organa, przez dyktaturę, już sama tonacja zdania wyrażająca chęć dowiedzenia się czegoś sygnalizowała zagrożenie, mogła zapowiadać złowieszcze fatum.</p>
    <p>Dlatego też stopniowo zanikła i sztuka formułowania pytań (bo to jest sztuka!, patrz — studium Romana Ingardena „O pytaniach esencjonalnych') i nawet sama potrzeba ich zadawania. Wszystko coraz bardziej przedstawiało się takim, jakim miało być. Zwyciężyła nie dająca się zakwestionować ani podważyć oczywistość. A skoro się tak stało, pytań już po prostu nie było.</p>
    <p>W ich miejsce pojawiła się nieskończona ilość powiedzeń, zawołań i zwrotów wyrażających aprobatę tego, co jest, obojętność, brak zdziwienia, pokorne przyzwolenie, rezygnację.</p>
    <p>A niech tam! A co tam! Wszystko możliwe! No i dobra! Co ma być, to będzie! Wsiewo mira nie pierejebiosz! Pożyjesz zobaczysz! Naczalstwo łutsze znajet! Życie! Takie ono i jest! Lepszego nie trzeba! Pokorne cielę dwie matki ssie! Ptaka w locie nie złapiesz! itd., itp., jako że język to przebogaty.</p>
    <p>Jednakże cywilizacja, która nie zadaje pytań, która wyrzuca poza swój obręb cały — wyrażający się właśnie pytaniami — świat niepokoju, krytycyzmu i poszukiwań, jest cywilizacją stojącą w miejscu, sparaliżowaną, nieruchomą. I o to też ludziom z Kremla chodziło, ponieważ najłatwiej jest panować nad światem nieruchomym i niemym.</p>
    <p>Po kilku godzinach w Syktywkarze odlecieliśmy do Workuty (do dziś nie wiem, po co był ten przystanek i to beznadziejne, nużące czekanie). Przelot tą trasą wieczorem jest najwyższym przeżyciem artystycznym, malarskim. Samolot po osiągnięciu wysokości kilku tysięcy metrów wlatuje nagle za kulisy jakiegoś wielkiego, kosmicznego teatru. Nie widzimy sceny, która gdzieś na ziemi tonie w ciemnościach. Widzimy tylko rozwieszone w niebie świetliste kurtyny. Są to lekkie, pastelowe kurtyny, wysokie na kilkaset kilometrów, w żółtawych i zielonkawych odcieniach.</p>
    <p>Kurtyny te promieniują pulsującym, rozedrganym światłem.</p>
    <p>Samolot jakby zagubił się w tych jasnych, barwnych draperiach, jakby zmylił drogę, stracił orientację i zaczął niespokojnie krążyć wśród rozpiętych w niebie kolorowych i sfałdowanych materii. Zieleń! Najbardziej uderzająca była zieleń! „Zieleń i błękit potęgują swój kolor w półcieniu” — to Leonardo da Vinci w swoim „Traktacie o malarstwie”. I rzeczywiście, na tle czarnego, smoliście, przepastnie czarnego nieba zieleń traciła swój naturalny spokój i równowagę i przybierała tony tak intensywne, tak władcze, że inne kolory gasły przy niej, schodziły na dalszy plan.</p>
    <p>Byliśmy już nad lotniskiem, kiedy całe teatrum zorzy polarnej nagle zgasło, rozpłynęło się w mroku.</p>
    <p>Temperatura minus 35 stopni. Od razu poczułem zimno. Od razu zaciekłe kąsanie mrozu, trudności z oddechem, dreszcze. Wszyscy się jakoś porozjeżdżali. Pusty plac przed małym budynkiem lotniska. Pusty i słabo oświetlony. Co robić? Wiedziałem, że długo na tym mrozie nie wytrzymam. W budynku był posterunek milicji. Schowany w ogromnym kożuchu milicjant powiedział, że zaraz przyjedzie autobus, którym mogę pojechać do miasta, do hotelu. — Tu jest tylko jeden hotel — dodał — łatwo trafisz.</p>
    <p>Mały, stary autobus, zatłoczony, upchany, ubity. Ludzie szczelnie okryci, otuleni, omotani w kożuchy, futra, chusty, wojłoki — duże, zesztywniałe, nieruchawe kokony. Gdy autobus hamuje, kokony gwałtownie przechylają się do przodu, gdy nagle rusza — przechylają się do tyłu. Na każdym przystanku kilka kokonów znika w ciemnościach, na ich miejsce pojawiają się inne (to znaczy: domyślamy się, że inne, gdyż wszystkie kokony wyglądają podobnie). Czasem coś ugniata nam nogi tak mocno, że czujemy, iż pękają kości — to jakieś kokoniątko przesuwa się do wyjścia. Pytanie o hotel należy kierować w górną część kokona — to jest do widocznego przed nami kulistego obiektu, zupełnie, jakbyśmy mówili do mikrofonu. Trzeba wytężyć słuch, gdyż odpowiedź nie będzie skierowana do nas, lecz w tym kierunku, w którym z kokona wydobywa się głos. Mankamentem takiego podróżowania jest to, że można jechać obok bardzo pięknej dziewczyny i nie mieć o tym pojęcia — nie widać żadnej twarzy. Nie widać również, gdzie jesteśmy — wszystkie okna pokrywa gruby szron i przebogate, rokokowe bukiety białych kwiatów. Mój pobyt wśród kokonów nie trwa długo, bo oto, po półgodzinie, dojeżdżamy gdzieś w pobliże hotelu. Kiedy z łoskotem otwierają się drzwi, kokony życzliwie rozsuwają się na boki, aby przybysz z dalekich stron mógł wymotać się z wnętrza autobusu, wysiąść i zapaść się w mrok i mróz.</p>
    <p>Żaden Luwr, żadne zamki nad Loarą nie mogą dostarczyć tylu przyjemnych i niezapomnianych wrażeń, <emphasis>co</emphasis> ponure i ubogie wnętrze hotelu „Workuta”. Działa tu odwieczne prawo względności. Wjazd do Luwru z Paryża nie jest przejściem z ziemi do nieba, natomiast wejście z ulicy do holu hotelowego w Workucie — jest. Hol ratuje nam życie, bo jest w nim ciepło, a ciepło jest rzeczą w tym mieście najcenniejszą.</p>
    <p>Dostaję klucz i biegnę do swojego pokoju. Ledwie jednak wszedłem, jeszcze szybciej wybiegłem: okno było nie tylko otwarte, ale jego ramy otaczała gruba, masywna powłoka lodu. Ani mowy, żeby je zamknąć. Pędzę do pokojówki z tą hiobową wieścią. Pokojówka zupełnie nie dziwi się. — Te okna u nas takie są — uspokaja mnie, nie chce, żebym się denerwował. Co poradzisz, takie jest życie, takie są okna w hotelu „Workuta”.</p>
    <p>Stare leninowskie pytanie (a może nawet sięgające jeszcze czasów Dobrolubowa i Czernyszewskiego) — co robić? Długo naradzamy się. W końcu widzę, że żaden pomysł nie przyjdzie jej do głowy, dopóki nie sięgnę do moich zapasów drogocennej wody kolońskiej Madę in New York. Od razu jej umysł rozświetla prosta i praktyczna idea. Pokojówka znika na jakiś czas, po czym wyłania się z ciemności korytarza niosąc siekierę tak samo triumfalnie, jak potrząsali swoimi tomahawkami wodzowie Indian po wygranej bitwie z Jankesami.</p>
    <p>Przystępujemy do dzieła. Jest to praca, której nie powstydziłby się żaden szwajcarski zegarmistrz. Chodzi o to, żeby odkuć z ram okiennych ogromne bryły lodu, nie naruszając jednak szyby. Jeżeli stłuczemy szybę, cała praca na nic, szybę — objaśnia pokojówka — będzie można wstawić dopiero latem, to jest za pół roku, kiedy mnie już tu dawno nie będzie. — A do tego czasu? — Do tego czasu będziemy się męczyć — odpowiada, wzrusza ramionami i wzdycha. Trwało to długo, ale wyrąbaliśmy w prostokątnej, lodowej ramie rowki na tyle głębokie, że okno, wsparte do tego celu przeznaczoną, a leżącą pod łóżkiem deską, dało się jako tako przymknąć. Żeby dodać mi otuchy, przyniosła jeszcze garnek z gorącą wodą. Para buchająca z tego garnka miała przez jakiś czas ogrzewać pokój.</p>
    <p>Miałem telefon do człowieka, z którym chciałem się spotkać. Zadzwoniłem. Coś zachrypiało na drugim końcu. — Genadij Nikołajewicz? — zapytałem. Zachrypiało, że tak. Ucieszyłem się, on też się ucieszył, wiedział, że przyjadę, czekał. — Wsiadaj w autobus i przyjeżdżaj — powiedział. Pomyślałem, że przecież noc, ale zaraz uświadomiłem sobie, że o tej porze roku tu zawsze panuje noc, i powiedziałem: — Już idę.</p>
    <p>Powiedziałem: idę, nie zdając sobie sprawy, że idę w śmierć.</p>
    <p>Problem, dramat i makabra Workuty wzięły się z połączenia węgla z bolszewizmem. Workuta leży w republice Korni, za Kołem Polarnym.</p>
    <p>W latach dwudziestych odkryto tu wielkie złoża węgla. Szybko zaczęło powstawać zagłębie węglowe. Budowano je głównie rękoma skazańców, ofiar stalinowskiego terroru. Powstawały dziesiątki łagrów. Wkrótce Workuta, obok Magadanu, stała się nazwą-symbolem, nazwą budzącą strach i przerażenie, miejscem upiornej i często bezpowrotnej zsyłki. Składał się na to terror NKWD panujący w łagrach, mordercza praca w kopalniach, głód, jaki dziesiątkował więźniów, i koszmarne, trudne do wytrzymania zimno. Bo chodziło tu o zimno dręczące ludzi bezbronnych, półnagich, chronicznie głodnych, krańcowo wycieńczonych, oddanych na pastwę najbardziej wymyślnego okrucieństwa.</p>
    <p>Dzisiaj Workuta jest nadal zagłębiem węglowym. Tworzy je trzynaście kopalń, rozłożonych w dużym pierścieniu wokół miasta. Przy każdej kopalni znajduje się osiedle górnicze, część tych osiedli to dawne łagry, w których nadal mieszkają ludzie. Osiedla i kopalnie połączone są szosą-obwodnicą, po której krążą dwa autobusy — każdy w przeciwną stronę. Ponieważ samochód jest tu ciągle rzadkością, autobus jest jedynym środkiem komunikacji.</p>
    <p>Tak więc i ja pojechałem takim autobusem do Genadija Nikołajewicza, wiedząc tylko, że mam rozpytywać się o Komsomolskij Posiołek, dom numer 6. Po godzinie kierowca zatrzymał się w miejscu, które miało być przystankiem Komsomolskij Posiołek, otworzył drzwi kabiny i wskazał mi kierunek, w którym powinienem iść, ale wskazał tak niewyraźnie, że mogło wynikać, iż mam iść w stronę jednej z miliona gwiazd tworzących Drogę Mleczną. Z drugiej strony, jak się zaraz przekonałem, jego gest i tak nie miał żadnego znaczenia, gdyż po wyjściu z autobusu szybko straciłem orientację, gdzie jestem.</p>
    <p>Najpierw uświadomiłem sobie, że stoję wśród zupełnych ciemności. Z początku nie widziałem nic, ale kiedy mój wzrok zaczął przyzwyczajać się do mroku, zobaczyłem, że otaczają mnie wielkie góry śniegu. W wierzchołki tych gór uderzały co chwilę potężne fale wiatru, które podrywały ku niebu ogromne tumany śniegu; wyglądało to, jakby raz po raz na szczytach wybuchały gejzery białej lawy. Wszędzie tylko góry śniegu, żadnych świateł, żadnych ludzi. I mróz tak straszny, że nie byłem w stanie głębiej odetchnąć, głębszy oddech powodował rozdzierający ból w płucach.</p>
    <p>Instynkt samozachowawczy powinien powiedzieć mi, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest nie ruszać się z przystanku, czekać na następny autobus, który musi kiedyś nadejść (choć było już po północy). Ale instynkt mnie zawiódł i popychany jakąś zgubną ciekawością, a może najzwyczajniej bezmyślnością, ruszyłem w poszukiwaniu Komsomolskiego Posiołka, a w nim domu numer 6. Ta bezmyślność wynikała z tego, że nie zdawałem sobie sprawy, co to znaczy znaleźć się nocą za Kołem Polarnym, na śnieżnej pustyni, w mrozie, który mnie trzymał za twarz i dusił tak, że nie mogłem oddychać.</p>
    <p>Szedłem przed siebie nie wiedząc, gdzie jestem i co dalej robić. Wybierałem sobie za cel jakąś górę, ale nim zdołałem się do niej zbliżyć — brnąc w głębokim śniegu, dusząc się i coraz bardziej słabnąc — góra znikała. To trwająca wichura, owa złowroga polarna purga, przenosiła góry śniegu z miejsca na miejsce, zmieniała ich położenie, ich kompozycję, zmieniała cały krajobraz. Nie miałem o co zaczepić wzroku; nie miałem żadnego punktu orientacyjnego.</p>
    <p>W pewnym momencie zobaczyłem pod sobą dół, a w dole drewniany, parterowy dom. Zjechałem, a trochę stoczyłem się po oblodzonym stoku góry — w dół. Ale był to sklep, jakiś sklep zamknięty na cztery spusty. Miejsce zdawało się zaciszne i przytulne i chciałem nawet tu zostać, kiedy przypomniały mi się wszystkie ostrzeżenia polarników, którzy mówili, że taka ciepła nisza na śnieżnej pustyni — to grób.</p>
    <p>Wygrzebałem się więc na górę i ruszyłem dalej. Ale dokąd? Dokąd iść? Widziałem już coraz mniej, bo śnieg zalepiał mi twarz, zasypywał oczy. Miałem tylko świadomość tego, że muszę iść, że jeżeli położę się, to zginę. I strach, zwierzęcy strach człowieka zaszczutego przez jakąś straszną siłę, której nie może ani rozpoznać, ani nic jej przeciwstawić, i która — czuje to — pcha go, coraz słabszego i bezwładnego, w białą otchłań.</p>
    <p>Będąc już u kresu sił, ale co chwila zrywając się, żeby jeszcze zrobić kilka kroków, zobaczyłem szamocącą się z wichurą, pochyloną, skuloną sylwetkę kobiety. Dowlokłem się do niej i wykrztusiłem: — Dom numer 6. Powtórzyłem: — Dom numer 6 — z taką nadzieją w głosie, jakby pod tym adresem kryło się całe moje zbawienie.</p>
    <p>— Idziesz w złą stronę, mężczyzno — powiedziała, przekrzykując wiatr. — Idziesz w stronę kopalni, a to trzeba iść o... tam — i, jak kierowca autobusu, wskazała mi ręką jedną z miliona gwiazd, z których składa się Droga Mleczna.</p>
    <p>— Ale ja też tam idę — powiedziała. — Chodź, pokażę ci, gdzie to.</p>
    <p>Do domu, w którym mieszka Genadij Nikołajewicz, wchodzi się tak jak do innych domów tutejszego osiedla. A więc: jeżeli zobaczymy z daleka górę śniegu, możemy domyślać się, że w jej wnętrzu, na jej dnie, stoi dom. Trzeba wdrapać się na szczyt góry. Pod nami, w dole, będzie widać dach piętrowego budynku. Z wierzchołka góry do drzwi prowadzą wygrzebane w śnieżnolodowej ścianie schody. Z wielkim mozołem, lękiem i ostrożnością schodzimy w dół. Tam, z pomocą mieszkańców, mocując się ze zwałami śniegu, rozchylamy drzwi na tyle, żeby wejść do środka.</p>
    <p>Przybycie każdej osoby jest tu tak niezwykłym wydarzeniem, że na jej przywitanie wychodzą wszyscy mieszkańcy domu (jest tu kilka mieszkań). Każdy prosi, żeby zajrzeć do niego bodaj na chwilę.</p>
    <p>Genadij Nikołajewicz, górnik, właśnie skończył lat 50 i przeszedł na emeryturę. Tak wczesna emerytura jest jednym z przywilejów, jakie otrzymuje się za pracę w tych strasznych, polarnych warunkach. Przywilejów zresztą wątpliwych — tylko 20 procent górników dożywa tu 50 lat. Duża, rozdęta klatka piersiowa. Kiedy mówi, chrypi i poświstuje — ma zaawansowaną pylicę. Przyjechał tu do pracy, gdy miał 16 lat. Łagier? Nie, u nich, w kołchozie pod Kurskiem, był głód. Ktoś mu powiedział: Chcesz jeść, jedź do Workuty, tam podobno dają jeść. I rzeczywiście, mógł kupić chleb, a czasem i kawałek mięsa. Teraz jest gorzej, bo jedyne, co można dostać, to mięso renifera, twarde jak kamień. Szkoda zębów!, mówi Genadij Nikołajewicz i pokazuje w uśmiechu swoje zęby. Część jest złotych, a część srebrnych. Tu kolor zębów jest ważny, pokazuje miejsce w hierarchii społecznej. Im wyższa persona, tym więcej złotych zębów. Niżej postawieni mają zęby srebrne. Najniżej — zęby sztuczne, przypominające kolorem i wyglądem naturalne. Korci mnie, żeby spytać, jakie zęby miał Stalin. Ale znam odpowiedź: nie wiadomo, Stalin nigdy się nie uśmiechał.</p>
    <p>Pytam go o baraki, które widziałem po drodze. A, to stare łagry, objaśnia. Ale widziałem światła w oknach! Tak, mówi, bo tam mieszkają ludzie. Lagry zamknęli w tym sensie, że nie ma wyroków, nie ma strażników, nie ma znęcania się. Dużo dawnych łagierników wyjechało. Ale część została — nie mają gdzie wyjechać, nie mają rodzin, znajomych. A tu jest i dach nad głową, i praca, i koledzy. Workuta jest ich jedynym miejscem na ziemi.</p>
    <p>Dla Genadija Nikołajewicza granica między łagrem a światem poza łagrem nie jest zbyt wyraźna. Nie jest to granica między niewolą a wolnością. Chodzi tu raczej o różny stopień zniewolenia. Bo mówi się, że przyjechał on do Workuty dobrowolnie. Dobrowolnie?</p>
    <p>Przyjechał wypędzony z domu batem głodu! Albo mówi się, że mógł stąd w każdej chwili wyjechać. Wyjechać? A dokąd? A gdzie by mieszkał? Z czego żył? Genadij Nikołajewicz skłania się raczej do opinii Iwana Sołoniewicza, jednego z nielicznych łagierników, któremu jeszcze w 1934 roku udało się zbiec na Zachód: cała Rosja była w łagrze.</p>
    <p>Wie, że przyjechałem tu, ponieważ jest strajk górników. Ich kopalnia już zakończyła strajk, ale inne jeszcze stoją. Jeżeli chcę, możemy pójść do kopalni. Pogrążamy się w morzu ciemności, w śniegu, w lodowatej wichurze. Trzymamy się, żeby wiatr nie zwalił nas z nóg albo nie rzucił w przeciwne strony.</p>
    <p>Będąc w Workucie, po raz pierwszy odczułem zimno nie jako przenikliwy, przejmujący chłód, ale jako ostry ból ciała. Z bólu pękała mi głowa. Nogi i ręce bolały tak, że nie mogłem ich dotknąć.</p>
    <p>W gęstej i porywistej zadymce coraz to majaczyły jakieś cienie ludzkie, jakieś zamazane sylwetki, skulone, zgięte wpół postacie.</p>
    <p>To druga zmiana, wykrzyczał mi w ucho zadyszany Genadij Nikołajewicz, druga zmiana wraca do domu.</p>
    <p>Mijaliśmy ludzi, którzy miesiącami nie widzą światła dziennego. Idą do kopalni w ciemnościach, na dole, w podziemiach też jest ciemno i kiedy wracają z pracy, otacza ich mrok. Są jak załoga łodzi podwodnej — tylko zegarki oraz narastające zmęczenie, głód i senność mówią im o upływie czasu.</p>
    <p>Kopalnia „Komsomolskaja” — oblodzone ściany, oblodzone konstrukcje, nikłe światełka, pod nogami czarna, mokra maź. Kobiety rozdzielające wózki, przestawiające jakieś dźwignie, belki, podpory. Chcesz z nimi rozmawiać?, pyta Genadij Nikołajewicz. Ale o czym rozmawiać? Takie zimno, taki mrok, taki smutek. I one, zajęte, ociężałe, zmęczone, może coś je martwi, może coś je boli? Niechże je uszanuję, niechże im ulżę przynajmniej w ten sposób, że nie będę od nich niczego chciał, żadnego dodatkowego wysiłku, choćby tak znikomego, jak odpowiedź na jakieś rutynowe pytanie.</p>
    <p>W domu czekali już na mnie dwaj młodzi górnicy, Jewgenij Aleksiejewicz i Michaił Michajłowicz. Wezmą mnie do kopalni „Wargaszowskaja”, gdzie nadal trwa strajk i gdzie odbędzie się zebranie, ale jeszcze mamy dużo czasu. Michaił, szczupły, wysoki brunet, ciągle w ruchu, ciągle rozgorączkowany, jest wściekły, że jego kopalnia (ta, w której byłem przed chwilą) przerwała strajk. A przerwała, ponieważ dyrektor obiecał, że będzie lepsze zaopatrzenie. Ten naród do niczego nie dojdzie, mówi zniechęcony Michaił. Dla tych ludzi ważne jest tylko jedno — pażrat' (pojeść). Pażrat'!, wpada w furię i woła: pażrat'! pażrat'! pażrat'!, tak sugestywnie, że czuje się, jak wzbiera ślina. Głód, oto co nami porusza, oto nasz wściekły pies.</p>
    <p>Najwyraźniej chce dać mi do zrozumienia, że on — Michaił, jest inny, zrobiony z droższej materii. Z dumą wyciąga z szuflady w komodzie rzecz, którą uważa za najcenniejszą — piękne, zdobne, siergiejewskie wydanie Biblii z roku 1900. Przygląda mi się, czy aby potrafię zdumieć się i zachwycić. Następnie otwiera wielką księgę na chybił trafił i na chybił trafił czyta:</p>
    <p>„A ty nabierz sobie pszenicy, jęczmienia, bobu, soczewicy, jagieł i wyki, i włożysz je w naczynie jedno i sporządzisz sobie chleb...”</p>
    <p>Przerwał zaskoczony i zły. Nawet Biblia mówi o tym, jak pażrat'!</p>
    <p>Co jeszcze czytasz?, pytam go później. Czyta Vauvenarguesa. Pokazuje mi leningradzkie wydanie w zielonej płóciennej oprawie z 1988 roku. Są tu różne ciekawe rzeczy, mówi o zbiorze aforyzmów francuskiego myśliciela z XVIII wieku. „Niewola tak poniża ludzi, że aż się w niej rozmiłowują”. Jakaż to prawda!, kiwa głową. Natomiast w innym miejscu Francuz mówi tak: „Niewiele zyskujemy chytrością”. Z tym nie można się zgodzić. U nas chytrością dojdziesz do wszystkiego.</p>
    <p>Zaczęli schodzić się sąsiedzi, w pokoiku Michaiła Michajłowicza zrobiło się ciasno. Jewgenij Aleksiejewicz włączył stojący na komodzie kolorowy telewizor. Wielkie, ciemnowiśniowe pudło zawarczało tak groźnie, jakby za chwilę miało się zjeżyć. Dynamo-Spartak, objaśnił mi po cichu Jewgenij Aleksiejewicz, bo inni już dawno wiedzieli.</p>
    <p>Wpatrywałem się w ekran. Nie było na nim żadnego określonego obrazu, tylko po szklanej, wypukłej krzywiźnie we wszystkich kierunkach przelatywały nerwowo tysiące różnobarwnych iskier. Telewizor był zepsuty, ale jeżeli taki aparat zepsuje się w Komsomolskim Posiołku, nie ma sposobu, żeby go naprawić.</p>
    <p>Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Kilkanaście osób wpatrywało się z napięciem w roziskrzony ekran, na którym coraz to wybuchały snopy iskier, jak z ogniska, gdy rzuci ktoś suchy jałowiec. Plamki, kreski, ziarenka świateł tańczyły, migały i pulsowały jak eteryczna i ruchliwa fatamorgana. Cóż to było za bogactwo form świetlnych, jakaż ich niestrudzona i zwariowana pantomima. Wszystkie te migotania zdawały się szalone i nielogiczne, ale nie miałem racji. Tymi wędrówkami kolorowych drobin, ich nieustannym ruchem i błyskawiczną zmianą kierunków rządził doskonały porządek. Oto lewa część ekranu zaczynała się nagle iskrzyć na czerwono, czerwień tam wibrowała, falowała, szalała i nagle w pokoju rozlegał się krzyk: Goool! Dynamo strzeliło! Skąd wiesz, że strzeliło, spytałem zdenerwowany Jewgenija Aleksiejewicza, tym bardziej że w aparacie nie działał również dźwięk. Jak to skąd?, odparł zdumiony, przecież Dynamo ma czerwone koszulki! Po jakimś czasie na drugim krańcu ekranu pojawiło się wielkie stężenie błękitu (kolor Spartaka) i pokój jęknął: Wyrównali! (jako że zebrani kibicowali drużynie Dynamo). W czasie przerwy iskierki uspokoiły się, a nawet znieruchomiały, rozłożone równomiernie na całej powierzchni ekranu, aby potem zerwać się do nowych piruetów i harców, ale zrobiło się późno — i musieliśmy już jechać na zebranie.</p>
    <p>To, co połyskuje na tle białych, lodowatych ciemności, to światła „Wargaszowskiej” — najbardziej na północ wysuniętej kopalni Zjednoczenia Workutaugol. 180 kilometrów stąd zaczyna się Morze Karskie (jest ono częścią Oceanu Lodowatego).</p>
    <p>Przez wartownię przeszedłem ubrany w górniczą tiełogrejkę, a twarz ukryłem w ogromnej uszance z reniferowej skóry. Potem juz nikt mnie nie pytał o przepustkę czy legitymację, a nawet ktoś uprzejmie wskazał, gdzie jest sala zebrań. Była to standardowa sala z gipsowym Leninem, z transparentami o zwycięstwie komunizmu i stołem prezydialnym pokrytym czerwonym płótnem.</p>
    <p>Sala mieściła około trzystu osób. Było pełno. Atmosfera zaciekawienia, ale i pewnego niepokoju: doświadczenie nauczyło tych ludzi, że z władzą zaczynać to nie żarty. Z drugiej strony, w Moskwie ogłosili, że jest nowe myślenie, więc może coś się zmieni.</p>
    <p>Od początku zebrania — zamieszanie, tumult, bałagan. Kto ma zebranie prowadzić? Kto ma prawo udzielania innym głosu? Kto ma prawo decydować, że najpierw będzie mówić ten wysoki, a dopiero później ten niski, czy że najpierw ten z końca sali, a dopiero później ta z lewej strony, która od dawna przecież domaga się głosu? I w ogóle — jaki jest cel naszego zebrania? Zebraliśmy się — i co? Ogłosiliśmy strajk — i co?</p>
    <p>Od razu rzucał się w oczy brak przywódców. Coraz to ktoś próbował tym zgromadzeniem pokierować. Kozłów! Niech Kozłów prowadzi! Kozłów zbiera myśli, kręci się, duka. Nie może zdecydować się, komu dać pierwszeństwo głosu — temu, który pyta, kiedy wstawią szyby w magazynie nr 5, czy temu, który wykrzykuje na całą salę pytanie, kiedy zostaną opublikowane wszystkie tomy Lenina? Pietrow!, wołają niezadowoleni z Kozłowa. Dawajcie Piętrowa! Ale i Pietrow duka. Pietrow też się poci, też nie wie, co zrobić z napierającą salą.</p>
    <p>W końcu jednak znajduje się wyjście. I oczywiście — wiadomo, jakie wyjście. Oczywiście — pojawia się dyrekcja. Kilku dyrektorów wchodzi na salę, na której strajkujący zdążyli już rozpiąć dwa hasła: Precz z biurokracją! Precz z Partokracją! (właśnie tak — małe b, a duże P). Konsterncja wśród strajkujących, ale nie wśród dyrektorów. Dyrektorzy bowiem uśmiechają się ironicznie, jakby chcieli powiedzieć — ano właśnie! precz, precz z nami, a bez nas ani kroku zrobić nie potraficie!</p>
    <p>I cóż tu dużo mówić — dyrektorzy mają rację. Nigdzie tak dobrze nie widać podziału społeczeństwa na klasę rządzących i rządzonych jak tutaj. Podział ten zresztą trwa co najmniej od czasów Piotra Wielkiego. Zmieniają się tylko nazwy klas, ale relacja zależności, asymetrii i poddaństwa między nimi pozostaje ta sama. Ot, taka prosta, zdawałoby się, rzecz — wiedza o tym, jak zorganizować i przeprowadzić zebranie — jest już zmonopolizowana przez klasę panującą. I rzeczywiście, po wejściu na salę Naczelny Dyrektor staje za stołem prezydialnym z taką swobodą ruchów i taką władczą pewnością siebie, z jaką Richard Strauss czy Arturo Toscanini stawali za pulpitem dyrygenckim.</p>
    <p>Sala cichnie.</p>
    <p>Kto prosi o głos?, pyta spokojnie Dyrektor. Podnosi się kilka rąk. Dyrektor ustala kolejność, a kogoś, kto próbuje się wyrwać przed innych, karci i usadza jednym spojrzeniem. Ale przede wszystkim sam zabiera głos.</p>
    <p>Zebranie trwa już pięć godzin, mówi, do czego doszliście?</p>
    <p>Głosy z sali: Ano, do niczego.</p>
    <p>A właśnie, niby to martwi się Dyrektor, właśnie — do niczego. A ja załatwiłem sprawę kopalni. Tak, załatwiłem! Wczoraj wróciłem z Moskwy (tu powiedzieć, że było się w Moskwie, od razu podnosi człowieka o kilka oczek w hierarchii).</p>
    <p>Zawiesza głos, wpatruje się w znieruchomiałą salę i po chwili mówi z patosem: Będziemy my, my sami, bez żadnego pośrednictwa Moskwy, eksportować nasz węgiel do Anglii i Ameryki! My, prosto z „Wargaszowskiej”!</p>
    <p>Na sali ożywienie, tumult, radość. Co to znaczy — do Ameryki? To znaczy — że dolary! A co to znaczy — dolary? To znaczy wszystko, dosłownie wszystko!</p>
    <p>Widzę, jak tych biednych, zmarzniętych ludzi, ludzi, którzy tygodniami nie oglądają światła dziennego, ten człowiek, który wczoraj wrócił z Moskwy, zwodzi i nabiera. Widzę, ale nic nie mogę na to poradzić, nie mogę wstać i zawołać: ludzie, nie wierzcie mu! Nie mogę choćby dlatego, żeby nie odbierać im tej odrobiny ciepła, jaka kryje się w myśli, że „Wargaszowska” będzie eksportować węgiel do Anglii i Ameryki.</p>
    <p>Po uchwaleniu, że kończą strajk, Michaił zawiózł mnie zdezelowanym, ale chyżym moskwiczem do miasta, do hotelu. Jest to trzydzieści kilometrów drogi, pokrytej grubym i gładkim lodem. Michaił pędził z szybkością stu kilometrów na godzinę. Jechaliśmy i żyliśmy do pierwszego kamienia, jaki mógł sterczeć przed nami. Na tej drodze przy tej szybkości kamień oznaczał śmierć. Patrząc przed siebie myślałem: aha, więc tak wygląda twój ostatni obraz świata — ta ciemność, te światła reflektorów i ta podnosząca się przed nami błyszcząca klinga lodowatej drogi, która za moment potnie nas na kawałki.</p>
    <p>Przyjechałem do Workuty, żeby zobaczyć strajk, ale przyjechałem też, żeby odbyć pielgrzymkę. Bo Workuta jest miejscem męczeństwa, jest miejscem świętym.</p>
    <p>W łagrach Workuty zginęły setki tysięcy ludzi. Ilu dokładnie? Tego nikt nie policzy. Pierwszych łagierników przywieziono tu w 1932 roku, ostatnich zwolniono w 1959- Najwięcej ludzi zginęło przy budowie linii kolejowej, którą dziś wywozi się stąd węgiel do Archangielska, Murmańska i Petersburga. To przy tej budowie jeden z oficerów NKWD powiedział: Zabraknie podkładów? Nie szkodzi! Wy posłużycie jako podkłady!</p>
    <p>I tak właściwie było. Jest to linia kolejowa, wzdłuż której setkami kilometrów ciągnie się niewidoczny dziś dla gołego oka cmentarz. Tylko ci, którzy pójdą przez dotykającą nasypu tundrę (możliwe jest to tylko przez 2-3 miesiące w roku, kiedy nie ma śniegu), odnajdą w niej to tu, to tam zmurszałe paliki z przybitą drewnianą deszczułką. Jeżeli na deszczułce odczytają na przykład napis A 81, oznacza to, że w tym miejscu jest pochowanych tysiąc ludzi. Te symbole A 52, A 81 potrzebne były księgowym łagrów do statystyk: liczba zabitych i zmarłych pozwalała zmniejszać liczbę wydawanych porcji chleba.</p>
    <p>Człowiek nie ginął tu od jakiejś jednej, szczególnej broni, ale był ofiarą struktury okrucieństwa, zbudowanej i nadzorowanej przez NKWD.</p>
    <p>Tu, na Północy, największym wrogiem skazańca było (obok NKWD) zimno:</p>
    <p>„Straszna, nieludzka, katorżnicza praca. W blasku płonących ognisk, wśród polarnej nocy, migały setki, tysiące łopat, odrzucających zgarnięty spychaczem śnieg na dalszą odległość od toru. Jak długo starczyło rozsądku i sił, by cały czas być w ruchu, tak długo były szansę przeżycia, przetrwania. Ale każdego dnia, wokół roznieconych ognisk, gromadziło się po kilka czy kilkanaście skurczonych, opatulonych we wszystkie posiadane szmaty istot ludzkich. Obsiadali kręgiem zbawcze ciepło płynące od wesoło strzelających szczap i trwali bez ruchu. To były już żywe trupy. Nic nie było w stanie uratować zdrowia i życia tych ludzi. Ogrzewani z jednej strony żarem ogniska, wędzeni gryzącym dymem gorejących gałęzi, z drugiej strony narażeni byli na działanie kilkudziesięciostopniowego mrozu. Żaden organizm nie mógł wytrzymać takich zmian temperatury zachodzących w jego wnętrzu. Rozgrzana w naczyniach krwionośnych twarzy, dłoni, piersi i brzucha krew wpompowywana była osłabionym sercem w doprowadzone prawie do stanu hibernacji ciało. W człowieku coś się działo, czego sam nie mógł określić, ogarniała go senność, mdłości, opanowywał go coraz większy chłód. Przysuwał się więc coraz bliżej ognia, prawie doń wchodził. Po kilku godzinach takiego siedzenia przy ognisku tkwiły już tylko zwłoki lub też dogorywający człowiek. Nie było siły, by ruszyć tych ludzi od ognia. Ani stosowanie przemocy, bicie, ani próby rozruszania tężejących mięśni i stygnącej krwi — nic nie pomagało. Po odciągnięciu siłą od ognia walili się jak kłoda w śnieg i trwali bez ruchu. Nie było dnia, by na nosiłkach nie wniesiono do obozu kilku lub kilkunastu zesztywniałych trupów” (Marian Marek Bilewicz — „Wyszedłem z mroku”).</p>
    <p>Chodziłem po ciemnej, mroźnej i zasypanej śniegiem Workucie. Wystarczy przejść do końca głównej ulicy, aby na horyzoncie zobaczyć podłużne, płaskie zabudowania — to baraki starych łagrów. A te dwie wiekowe kobiety na przystanku autobusowym? Która z nich siedziała w łagrze, a która była jej dozorczynią? Wiek i bieda godzi je teraz, niedługo zamarznięta ziemia pogodzi je ostatecznie i na zawsze. Brnę przez zaspy, mijam jednakowe uliczki i domy, nie bardzo już wiem, gdzie jestem. Cały czas mam przed oczyma wizję Mikołaja Fiodorowa.</p>
    <p>Fiodorow był filozofem, wizjonerem, wielu Rosjan uważa, że był świętym. Całe życie niczego nie miał, w mroźnym klimacie Rosji nie miał nawet palta. Był bibliotekarzem w Moskwie. Mieszkał w małym pokoiku, spał w nim na twardej skrzyni, pod głowę podkładał sobie książki. Żył w latach 1828-1903. Wszędzie chodził piechotą. Umarł, ponieważ był wielki mróz i ktoś poradził mu, żeby jednak włożył kożuch i pojechał sankami. Na drugi dzień dostał zapalenia płuc i umarł. Fiodorow uważał, że sława i popularność są objawami bezwstydu, i swoje teksty drukował pod pseudonimem, a najczęściej nie drukował wcale. Po śmierci mistrza jego dwaj uczniowie zebrali prace Fiodorowa i wydali je w tomie „Filozofia wspólnej sprawy”, w nakładzie 480 egzemplarzy, i książkę rozdali ludziom.</p>
    <p>Fiodorow uważał, że fundamentem wiary chrześcijańskiej jest idea zmartwychwstania, wynikająca z przekonania o wieczności życia.</p>
    <p>Przejęty tą myślą, poświęcił się rozważaniom, w jaki sposób wskrzesić wszystkich ludzi zmarłych. Wszystkich, którzy umarli kiedykolwiek, na całej ziemi. Wierzył, że to jest możliwe. Twierdził, że da się to osiągnąć, jeżeli człowiek opanuje siły przyrody. Siły przyrody, póki są ślepe i niezależne, są groźne, przeciwne człowiekowi. Żeby bronić się przed nimi, człowiek rozwinął w sobie instynkt samozachowawczy. Działanie tego instynktu jest źródłem wrogości między ludźmi, wojen, woli zabijania. Jeżeli rozwiniemy naukę i podporządkujemy sobie przyrodę, instynkt samozachowawczy zaniknie — nie będzie czego się bać. Na Ziemi zapanuje królestwo przyjaźni i miłości. Właśnie nauka pozwoli nam wskrzesić wszystkich zmarłych. Ponieważ ludzkość jest jedną rodziną, której nie może przedzielać bariera śmierci. Dopiero zwycięstwo nad śmiercią, wydarcie jej wszystkich, których ona zabrała, będzie prawdziwym triumfem człowieka.</p>
    <p>Ale jak wyglądałby powrót zmarłych Workuty? Czy nagle na ulicach miasta pojawiłyby się pędzone przez strażników kolumny nędzarzy? Wygłodniałe, okryte szmatami cienie ludzkie? Pochód szkieletów? Mikołaj Fiodorow marzył, żeby ich wszystkich przywrócić życiu. Ale — jakiemu życiu?</p>
    <p>Przy jednej z ulic zobaczyłem drewnianą budkę. Smagły Azerbejdżanin sprzedawał jedyne kwiaty, jakie można tu kupić — czerwone goździki. Wybierz mi, powiedziałem, najładniejsze, jakie masz. Wybrał mi tuzin goździków i zawinął dokładnie w gazetę. Chciałem je gdzieś położyć, ale nie wiedziałem gdzie. Myślałem — wetknę je w jakąś zaspę śniegu, ale wszędzie byli ludzie i czułem, że to będzie niezręcznie. Poszedłem dalej, ale na następnej ulicy — to samo: dużo ludzi. Tymczasem kwiaty zaczęły marznąć i sztywnieć. Chciałem znaleźć jakieś puste podwórko, ale wszędzie bawiły się dzieci. Bałem się, że znajdą goździki i je zabiorą. Dalej błąkałem się po ulicach i zaułkach. Czułem palcami, jak kwiaty robią się sztywne i kruche jak szkło. Więc poszedłem za miasto i tam, już spokojnie, położyłem kwiaty między zaspami śniegu.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>JUTRO BUNT BASZKIRÓW</p>
    </title>
    <p>Z Workuty wróciłem do Moskwy, żeby trochę się ogrzać, ale również i po to, aby dowiedzieć się, jakie to nowe wiatry wieją na szczytach władzy.</p>
    <p>Przede wszystkim — na szczytach władzy imperialnej. W takim bowiem państwie jak były ZSRR (dzisiaj — WNP, jutro — ?) istnieje warstwa ludzi powołanych do tego, żeby wyłącznie myśleć w skali imperialnej i szerzej — globalnej. Ludziom tym nie można zadawać pytań w rodzaju: Co słychać w Workucie?, ponieważ zupełnie nie potrafią na nie odpowiedzieć. Będą nawet dziwić się: A jakie to ma znaczenie, co słychać w Workucie? Od tego, co tam się dzieje, Imperium nie zawali się!</p>
    <p>Oni natomiast istnieją tylko dla jednego celu — aby zapewnić trwałość i rozwój Imperium, niezależnie od tego, jaką obierze ono aktualnie nazwę (a nawet gdyby założyć jego rozpad, ich zadaniem będzie jak najszybciej znowu postawić je na nogi).</p>
    <p>W małych i średnich krajach świata nie ma odpowiednika warstwy, o której tu mowa. W krajach takich elity zajęte są swoimi sprawami wewnętrznymi, swoimi lokalnymi rozgrywkami, swoim zamkniętym podwórkiem. Natomiast w Imperium warstwa rządząca (ale często i lud) ma zupełnie inną skalę myślenia, właśnie skalę imperialną i szerzej — globalną, skalę wielkich cyfr, wielkich przestrzeni, kontynentów i oceanów, południków i równoleżników geograficznych, atmosfery i stratosfery, ba — Kosmosu.</p>
    <p>W Europie Zachodniej dziwiono się, że stare i ubogie kobiety w Moskwie (pokazywano to w telewizji) wychodziły z kolejki po chleb, rezygnowały z chleba i szły ulicą, skandując hasło: Nie oddamy Wysp Kurylskich!</p>
    <p>Ale dlaczego się dziwić? Wyspy Kurylskie to część Imperium, a Imperium zostało zbudowane kosztem wyżywienia i przyodziewku tych kobiet, ich przeciekających butów i zimnych mieszkań, a najsmutniejsze — kosztem krwi i życia ich mężów i synów. A teraz to oddawać? Nigdy. Przenigdy.</p>
    <p>Między Rosjaninem i jego Imperium istnieje silna i żywa symbioza, losy mocarstwa to coś, czym się Rosjanin prawdziwie i głęboko przejmuje. Dziś także!</p>
    <p>Na świecie drukowane są dwie mapy kuli ziemskiej.</p>
    <p>Jedną rozpowszechnia „The National Geographic” (USA) — na tej mapie, pośrodku, w miejscu centralnym, leży kontynent amerykański, otoczony przez dwa oceany — Atlantyk i Pacyfik. Były Związek Radziecki jest rozcięty wpół i rozmieszczony dyskretnie po obu krańcach mapy, tak aby nie straszył dzieci amerykańskich swoim ogromem. Zupełnie inną mapę świata drukuje Instytut Geografii w Moskwie. Na tej mapie, pośrodku, w miejscu centralnym, leży były Związek Radziecki, który jest tak duży, że przygniata nas swoimi rozmiarami, natomiast Amerykę rozcięto na pół i rozmieszczono dyskretnie po obu krańcach mapy, aby dziecko rosyjskie nie pomyślało sobie: Boże! Ależ ta Ameryka jest wielka!</p>
    <p>Tak oto dwie mapy kształtują od pokoleń dwie różne wizje świata.</p>
    <p>W czasie wędrówek po obszarach Imperium zwróciło moją uwagę między innymi to, że nawet w opuszczonych i zapadłych miasteczkach, nawet w pustych niemal księgarniach z reguły była do kupienia wielka mapa tego kraju, na której reszta świata znajdowała się jakby na drugim planie, na marginesie, w cieniu.</p>
    <p>Mapa ta jest dla Rosjan rodzajem wizualnej rekompensaty, swoistą emocjonalną sublimacją, a także przedmiotem nie skrywanej dumy.</p>
    <p>Służy ona także do tłumaczenia i usprawiedliwiania wszelkich niedostatków, błędów, biedy i marazmu. Za duży kraj, żeby dało się go zreformować! — tłumaczą przeciwnicy reform. Za duży kraj, żeby dało się go posprzątać! — rozkładają ręce dozorcy od Brześcia do Władywostoku. Za duży kraj, żeby wszędzie dostarczyć towar! — burczą ekspedientki w pustych sklepach.</p>
    <p>Wielki rozmiar, który wszystko wyjaśnia i rozgrzesza. Pewnie, gdybyśmy byli takim małym krajem jak Szwajcaria, też wszystko chodziłoby u nas jak w zegarku! Patrzcie, jaka ta Holandia malutka, żadna sztuka mieć dobrobyt w państwie, które ledwie widać na mapie! A weź u nas i spróbuj dać każdemu, co by chciał — każdemu u nas nie dasz!</p>
    <p>Nim jednak zdążyłem w Moskwie rozejrzeć się, zasięgnąć języka, odbyć kilka ważnych i pouczających rozmów, gruchnęła wiadomość, że duże, milionowe miasto, położone między Wołgą a Uralem — Ufa, zostało zatrute. Nie to, że wyziewy, spaliny i tak dalej, bo to jest codzienne i powszechne, ale zatrute ciężko, groźnie, śmiertelnie.</p>
    <p>Nowy Czarnobyl!, skomentował kolega, który mi tę wiadomość przekazał.</p>
    <p>Lecę, odparłem. Jeżeli dostanę miejsce, to lecę jutro.</p>
    <p>Wszyscy, którzy w Moskwie wsiadali do samolotu lecącego do Ufy, byli obładowani butelkami, bańkami, kanistrami z wodą. Ufa bowiem była zatruta fenolem. Kto napije się tamtejszej wody, powiedział kolega, rozchoruje się albo umrze.</p>
    <p>Ufa jest stolicą Baszkirii, republiki autonomicznej u zachodnich podnóży Uralu. Na południe stąd rozciąga się Kazachstan, na wschód — Syberia, a na zachód — Tatarstan. Przyroda była tu piękna, pokryte lasami góry, sześćset rzek i strumieni, tysiąc jezior. Krocie wszelkich czworonogów, chmary ruchliwego ptactwa, zatrzęsienie pracowitych pszczół. Aż pojawiła się chemia. Baszkiria została przekształcona w poligon chemiczny, w centrum przemysłu chemicznego byłego ZSRR. Niebo pokryły dymy, w powietrzu zawisnął pył, rzekami popłynął fenol. Fenol, jak przeczytałem w encyklopedii, jest brunatnym, bardzo trującym kwasem potrzebnym w produkcji materiałów wybuchowych, tworzyw sztucznych, barwników, garbników i stu innych rzeczy. Ponieważ zakłady chemiczne są tu zbudowane tandetnie, różne filtry i oczyszczalnie traktowano jako wymysł i fanaberie purystów od ekologii, fenol ciągle uciekał do rzek, ale uciekał po cichu, żeby trucie ludzi było rozłożone w czasie, żeby pomór nie zwalił nagle z nóg całego miasta.</p>
    <p>Ale właśnie teraz to się dokładnie stało. Ludzie, odkręcając krany, zobaczyli, że cieknie z nich ruda, mętna substancja, i poczuli, że mieszkania wypełniają się potwornym odorem. Fenol! Fenol!, poszło od domu do domu, od ulicy do ulicy.</p>
    <p>Nie było jednak widać paniki. Ludzie przyjmują tu wszelkie nieszczęścia, nawet te spowodowane bezdusznością i głupotą panujących, jako ekscesy wszechmocnej i kapryśnej przyrody, takie jak powodzie, trzęsienia ziemi czy wyjątkowo ostre zimy. Bezmyślność lub brutalność władzy to po prostu jeszcze jeden z kataklizmów, których nie szczędzi natura. Trzeba to rozumieć; trzeba się z tym godzić.</p>
    <p>Na ulicach, na placach, na skwerach stały kilometrowe kolejki. Były to dziwne kolejki, bo nie przyssane do żadnego sklepu ani instytucji. Ludzie stali w oczekiwaniu na cysterny, które miały przywieźć wodę. Skąd, kiedy i ile tej wody — nikt nie wiedział.</p>
    <p>Była cisza i panował porządek. Na przodzie stały kobiety ciężarne. Istniała wśród nich pewna hierarchia — pierwszeństwo przypadało tym, u których wypukłość brzucha była najwyraźniej zaznaczona. Następny sektor to kobiety z małymi dziećmi. Za nimi stały kobiety, które były same (tu pierwszeństwo miały staruszki). Potem zaczynała się część męska — bez żadnych określonych podziałów i preferencji.</p>
    <p>Kiedy przyjeżdżała cysterna, każdy mógł brać tyle wody, ile chciał. Ale na jak długo mogło jej wystarczyć? Dzień? Dwa? Nikt nie umiał odpowiedzieć na pytanie — co dalej? W tym kraju prasa, radio i telewizja roją się od historii, które zaczynają się i nie mają końca. Wybuchają walki w Ferganie: są zabici i ranni, miasto stoi w ogniu. Ale następnego dnia Fergana znika z pola widzenia — nigdzie nie <emphasis>można</emphasis> się dowiedzieć, co tam się dzieje. Strajk w Kuzbasie! Wielkie wydarzenie, bo to ogromne zagłębie węglowe. Ten strajk wybuchł dwa lata temu. Co się później stało? Został zakończony? Trwa nadal?</p>
    <p>Wędrując ulicami Ufy, trafiłem do muzeum. Wiedziałem, że jestem na ziemi Baszkirów, ale co to dziś znaczy być Baszkirem? Doktor Rim Janguzin pokazuje mi, co ostatnio znalazł w pobliskich górach, w ruinach starych osad, nad brzegami rzek. Oto baszkirski miecz, oto baszkirski naszyjnik, a to gliniany dzban na wodę i mleko. I jeszcze łódka, którą Baszkirzy pływali w XVII wieku, i zdobna uprząż, jaką nosiły ich konie. Mogę też obejrzeć drewnianą sochę, spróchniały już ul i stare sidła na dziką zwierzynę.</p>
    <p>Wszystkie te rzeczy zostały zrobione przez Baszkirów, mówi doktor Janguzin, a w jego głosie brzmi duma. Potem siedzimy w jego gabinecie, w którym pełno baszkirskich tkanin (każde plemię, a było ich 31, miało swój ornament), baszkirskich monet i pierścieni, szabel i sierpów. Przez okno można zobaczyć ulicę, kolejkę po wodę, a w tle, daleko, wysokie kominy fabryk. I słuchając doktora Janguzina, który z przejęciem mówi o zaginionym raju Baszkirii, wyraźnie już widzę, że rzeczywistość tego miasta ma dwa, coraz bardziej wchodzące w konflikt, plany.</p>
    <p>Na jednym planie jest chemia, synteza i organika, fenol i materiały wybuchowe. Władcami tego świata są Rosjanie, rządzi nim jakieś ministerstwo w Moskwie.</p>
    <p>Inny plan zajmuje rodząca się (a ściślej — odradzająca się) świadomość narodowa Baszkirów.</p>
    <p>Bowiem przez świat przetacza się dziś rewolucja nacjonalistyczna. Na jej falach wpłyniemy w wiek XXI. Ale już w tej chwili jej odgłosy docierają również do Baszkirii i poruszają tam wrażliwe i ambitne serca.</p>
    <p>Baszkirów jest około miliona. Jakie mają zająć miejsce, jaką przyjąć postawę w świecie współczesnym? Uznać, że po trzystu latach rusyfikacji nie są już Baszkirami? To niemożliwe! Żaden terror, żadne prześladowania i łagry nie wypleniły z Baszkirów ich baszkirskości. Sama rusyfikacja jest też w odwrocie, coraz mniej małych Baszkirów chce uczyć się rosyjskiego. A więc umacniać swoją odrębność, swoje poczucie narodowe? Ale z tego wynikną bardzo poważne konsekwencje! Bo jeśli taki wyzwolony, myślący i świadom swojego interesu narodowego Baszkir rozejrzy się wokół siebie — co zobaczy, co stwierdzi?</p>
    <p>Stwierdzi przede wszystkim, że z historycznej Baszkirii, która, jego zdaniem, rozciągała się od Wołgi po Ural, tylko połowa ziem znajduje się w granicach obecnej republiki autonomicznej. Część dawnej Baszkirii należy dziś do Kazachstanu, część do Tatarstanu, a część do Federacji Rosyjskiej (której zresztą i obecna republika Baszkirii jest częścią). Jeżeli świadomy Baszkir wypowie to wszystko głośno, od razu będzie miał trzech wrogów — Tatarów, Kazachów i Rosjan. Rzecz w tym, że nacjonalizm nie może istnieć w stanie bezkonfliktowym, nie może istnieć jako byt wolny od pretensji i roszczeń. Tam, gdzie się objawi nacjonalizm jednego ludu, od razu, jak spod ziemi, wyrosną tego ludu wrogowie, a tym samym powstanie zaczyn konfliktu i wojny.</p>
    <p>Jednocześnie, rozglądając się wokół siebie, nasz świadomy Baszkir stwierdzi, że jego piękny, zielony kraj został zamieniony w wielką halę fabryczną, której wyziewy zatruwają powietrze. Rozmyślając nad tym obrotem rzeczy, przypomni on sobie, że nikt go nie pytał, czy godzi się, żeby jego kraj zamienić na zakład chemiczny. Więcej — Baszkir uświadomi sobie, że z tej olbrzymiej, a jakże szkodliwej produkcji chemicznej nie ma on żadnych korzyści, Imperium bowiem nie płaci nic swoim wewnętrznym koloniom. Otóż to — szybko bowiem zda on sobie sprawę z kolonialnego położenia swojej Baszkirii, z tego, że rozkrzewione tu „Agrochimy” i „Chimstroje” trochę przypominają mu Union Miniere w Katandze czy Mifermę w Mauretanii.</p>
    <p>Jednakże, doszedłszy do tych wywrotowych i rewolucyjnych stwierdzeń, co Baszkir ma dalej robić? Jak Guliwer budzi się, żeby odkryć, że jest omotany tysiącem nici tak gęsto, iż nie może wykonać żadnego ruchu. Co robić? Zażądać zamknięcia fabryk? Przecież tu mieści się blisko połowa produkcji chemicznej całego Imperium! Wsiąść na konia, wynieść się w góry? A co tam robić, z czego żyć?</p>
    <p>Świadomość myślącego Baszkira jest rozdwojona, pogrążona w sprzecznościach. Rośnie w nim pragnienie samodzielności i nie widzi drogi, żeby je zaspokoić. Ma pewność, że siedzi na worku złota, ale jest biedakiem. Nawet na dużych mapach Imperium jego mała, prywatna ojczyzna jest roztopiona, zagubiona w wielkich przestrzeniach. Baszkir chce ją odnaleźć, zakreślić jej granice, ogrodzić ją wysokim płotem. Jemu też udziela się ów panujący wśród innych mniejszych narodów Imperium nastrój — przede wszystkim odłączyć się, oddzielić chińskim murem, tak jakby oddech każdego innoplemieńca zatruwał powietrze jak fenol. Bo w swoich rozbudzonych ambicjach Baszkir nie jest sam. Imperium przypomina dziś powierzchnię jeziora, na którego dnie zaczyna ożywać wulkan. Na spokojnej, gładkiej wodzie raptem pojawiają się bąble. Z czasem jest ich coraz więcej. Tu i tam woda zaczyna wrzeć. W głębi słychać stłumione pomruki.</p>
    <p>Takich małych narodów i plemion jak Baszkirzy jest dziś w Imperium dziesiątki. I wszystkie one coraz uporczywiej i śmielej myślą nad tym, jakby wziąć udział w uczcie bogów. Zastanawiają się nad tym w chwilach optymizmu. Ale potem przychodzi czas zwątpienia, rozpaczliwe poczucie bezsiły i długie okresy załamania.</p>
    <p>Rim Achmedow. Dał mi swoją książkę „Słowo o rzekach, jeziorach i trawach”, wydaną w 1990 r. w Ufie. Ludzie na różne sposoby rozwiązywali tu problem: system a ja. Jedni władzę popierali, inni byli w opozycji, a wielu po prostu szukało sobie jakiegoś azylu — im dalej od polityki, tym lepiej (być może najdalej na tej drodze zaszło pewne małżeństwo zoologów w b. Leningradzie, które jako przedmiot specjalizacji obrało sobie mimikę małp).</p>
    <p>Pozornie, ale tylko pozornie, takim tematem-azylem była przyroda. Mistrzem opisów przyrody był za życia Stalina Michaił Priszwin. W dobie, kiedy nie było jeszcze telewizji ani kolorowej fotografii, proza Priszwina nie miała konkurentów i lśniła wszystkimi kolorami jesiennego lasu, kamyków na dnie strumieni, grzybich kapturów i ptasich piór. Myślałem, że te opisy kropel rosy i kwiatu czeremchy były rodzajem uniku, spokojnego azylu. Powiedziałem o tym poetce rosyjskiej Gali Korniłowej. Ależ skąd! — zaprotestowała. To było pisanie opozycyjne! Kremlowi chodziło o to, żeby zniszczyć nasz język, a język Priszwina był bogaty, wspanialy. Chcieli, żeby wszystko było nijakie, bez wyrazu, szare, a u niego Rosja jest taka barwna, okazała, niepowtarzalna! Myśmy w tych latach czytali Priszwina, żeby nie zapominać naszego prawdziwego języka, bo zastępowano go nowomową.</p>
    <p>I coś podobnego jest z prozą Rima Achmedowa. Rim nie pisze o osiągnięciach władzy radzieckiej — o chemii, o przewodach plastikowych, o kranach i garbnikach. Rim tego w ogóle nie dostrzega. Przeciwnie, w opozycji do niszczycieli jego Baszkirii opisuje to, co jeszcze ocalało z jej przyrody, więc leszcze w rzece Sutołoka, drzewa na górze Nurtau, polną, ukwieconą drogę do chutoru Janty-Turmusz. Pływa łódką albo z namiotem i psem wędruje po swoim kraju.</p>
    <p>Jego ulubioną rośliną są trawy. Achmedow jest zielarzem, zbiera trawy, suszy je, miesza, czymś tam doprawia i robi lekarstwa. Mówi mi, że jeżeli jest jedno lekarstwo dla wszystkich, to znaczy, że jest ono złe i nie może być skuteczne. Każde lekarstwo musi być dobrane indywidualnie, po rozmowie z chorym. Rozmowa taka jest potrzebna, aby w zależności od osoby dobrać jej taki rodzaj trawy, który rozbudzi w niej siły do walki z chorobą. Bez tego wyleczenie jest niemożliwe.</p>
    <p>Stworzeniem, które Achmedow najlepiej z dzieciństwa pamięta, jest mały złotozielony żuczek — Cryptocephalus sericeus. Rim znalazł go na liściu głuchej pokrzywy, głuchej — to znaczy takiej, która nie parzy.</p>
    <p>I choć przeżył już sześćdziesiąt lat, nigdy więcej nie udało mu się takiego żuczka znaleźć.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>MISTERIUM ROSYJSKIE</p>
    </title>
    <p>Ufa — to początek mojej uralsko-syberyjskiej podróży. Trasa: Moskwa—Ufa—Swierdłowsk—Irkuck— —Jakuck—Magadan—Norylsk—Moskwa. Łącznie (wliczając doraźne, lokalne wyprawy) około 20 tysięcy kilometrów przez śnieżną pustynię. O tej porze roku (jest kwiecień) nawet tutejsze rzeki to tylko ciągnące się setkami kilometrów bryły lodu. I tylko od czasu do czasu, jak oazy na Gobi czy Saharze — miasta, zamknięte w sobie, żyjące własnym życiem, jakby nie powiązane, nie połączone z niczym.</p>
    <p>Świat jest już przyzwyczajony do tego, że płonie Kaukaz, że raz po raz wybuchają krwawe zamieszki w republikach azjatyckich (Tadżykistan, Uzbekistan itd.), że walki toczą się po obu stronach Dniestru. Wszystkie te kolizje, ruchawki i wojny to konflikty na odległych peryferiach byłego ZSRR, to zdarzenia, które dzieją się niejako na zewnątrz Rosji, poza jej organizmem.</p>
    <p>Ale budzenie się świadomości narodowej Baszkirów odsłania nam nowy, narastający w Imperium konflikt. Wystarczy spojrzeć na mapę: Baszkiria, z jej mieszkańcami stojącymi w kolejkach po szklankę wody do picia, z doktorem Janguzinem i jego zbiorem starych szabel, z Rimem Achmedowem, który może wyleczyć was miksturą z miejscowych traw, ta Baszkiria leży wewnątrz Federacji Rosyjskiej. I oto teraz Baszkirzy (a razem z nimi inne, nierosyjskie ludy żyjące w państwie rosyjskim) zaczynają podnosić głos, domagać się praw, żądać samodzielności.</p>
    <p>Słowem — po rozpadzie ZSRR rysuje się perspektywa rozpadu Federacji Rosyjskiej albo, inaczej mówiąc, po pierwszej fazie dekolonizacji, obejmującej były Związek Radziecki, zaczyna się druga jej faza — dekolonizacja Federacji Rosyjskiej.</p>
    <p>Bowiem na obszarze tej Federacji mieszka dziś kilkadziesiąt narodów i plemion nierosyjskich, które coraz wyraźniej manifestują swoją opozycję wobec Moskwy i coraz dobitniej podkreślają odrębność swoich interesów. Ten ruch narodowej emancypacji rozwija się z rosnącą siłą i lawinową prędkością wśród Baszkirów i Buriatów, Czeczeńców i Inguszów, Czuwaszów i Koriaków, Tatarów i Mordwinów, Jakutów i Tuwinców.</p>
    <p>Konflikt narasta.</p>
    <p>Będzie nabierał on rozmiarów i znaczenia, choćby i dlatego, że te wiekami prześladowane, uciskane i rusyfikowane narody i plemiona szybko obecnie rozrastają się, natomiast procent rdzennych Rosjan wśród mieszkańców Federacji spada od lat — Rosjanie mają bardzo niski przyrost naturalny. Toteż daje się odczuwać, że ogarnia ich niepokój, niepewność i frustracja.</p>
    <p>W Irkucku widzę plakat, który zaprasza na widowisko teatralne pt. SŁOWO O ROSJI.</p>
    <p>Kupuję bilet, idę.</p>
    <p>Widowisko odbywa się w cerkwi, która dawniej nazywała się Muzeum Ateizmu.</p>
    <p>O cerkwiach:</p>
    <p>paradoksalnie, najlepiej zachowały się cerkwie, które bolszewicy zamienili na centra walki z religią — z prawosławiem, z popami, z klasztorami i właśnie... z cerkwiami. Centra te, nazywane muzeami ateizmu, stały się siedzibą stałych wystaw, które objaśniały, że religia to opium narodu. Odpowiednie rysunki i napisy mówiły, że Adam i Ewa to postacie z bajek, że księża palili kobiety na stosach, że papieże mieli kochanki, a w klasztorach gnieździli się homoseksualiści. Wystaw tych, zrobionych zresztą według jednego, na najwyższym szczeblu zatwierdzonego scenariusza, było w całym kraju tysiące i jeżeli dawnymi laty przyjeżdżało się do Imperium, zwiedzenie muzeum ateizmu należało do żelaznych punktów programu.</p>
    <p>Cudzoziemcy po zwiedzeniu takiego muzeum wyrażali czasem oburzenie, że miejsce kultu Boga zamieniono w siedzibę walki z Bogiem. Niesłusznie! Załóżmy, że jakiejś cerkwi wyznaczono rolę walki z Bogiem, tj. zamieniono ją w muzeum ateizmu. Pracę dostawały tam żony miejscowych notabli, które dbały o to, aby mieć ciepło — w oknach były więc szyby, drzwi domykały się, palił się piecyk. Panowała też tam względna czystość — ściany od czasu do czasu bielono, podłogę od czasu do czasu zamiatano. Zupełnie inaczej wyglądał los cerkwi, którym nie kazano walczyć z Bogiem. Te cerkwie zamieniano na stajnie, na obory, na składy paliw, na magazyny. W pięknym kościele Franciszkanów w Niesterowie koło Lwowa urządzono warsztaty naprawy motocykli. Ani tego kościoła, ani tysięcy cerkwi, w których latami trzymano ropę naftową i sztuczne nawozy — nie da się odratować. Nie da się również uratować cerkwi, które pięćdziesiąt, siedemdziesiąt lat temu zostały obrabowane, zdewastowane, zamknięte, wystawione na niszczycielskie działania mrozu, deszczu i wiatru, porzucone szczurom i ptakom. Może uda się ocalić bóżnicę w Drohobyczu — ma ona mocny dach i mieści się w niej skład mebli, a więc nie niszczy jej żadna chemia. Dzisiaj większość cerkwi uratowanych to właśnie wczorajsze muzea ateizmu (w ostatnich latach często zmieniano im nazwę na muzea ikon).</p>
    <p>O ikonach:</p>
    <p>ta sama dzika i żywiołowa, a potem już zimna i metodyczna barbaria, która zrujnowała i zburzyła cerkwie, zniszczyła również ikonę.</p>
    <p>Ile ikon padło jej ofiarą?</p>
    <p>Od października 1917 po nasze dni zniszczono w Rosji dwadzieścia — trzydzieści milionów ikon!</p>
    <p>Liczbę tę podaje rosyjski historyk sztuki — A. Kuzniecow w miesięczniku „Moskwa” (1, 1990). Kuzniecow wymienia, do czego używano ikon:</p>
    <p>w wojsku — jako tarcze na strzelnicach,</p>
    <p>w kopalniach — jako chodników w korytarzach zalewanych wodą,</p>
    <p>w handlu — jako materiału do robienia skrzynek na ziemniaki,</p>
    <p>w kuchniach — jako desek kuchennych do krajania mięsa i jarzyn,</p>
    <p>w mieszkaniach — do palenia zimą w piecach i piecykach.</p>
    <p>Masowo też, dodaje autor, palono ikony na stosach albo wywożono je na wiejskie i miejskie śmietniska.</p>
    <p>Cerkiew w Irkucku (ta ocalona, ta nie zburzona, żeby zbudować na jej fundamentach gmach komitetu partyjnego) ma wysokie, pobielone ściany, na których tle jarzą się połyskujące ciemnym werniksem ikony. Z mrocznych, oprawnych w srebrne fryzy i ramy malowideł patrzą na nas twarze świętych, ewangelistów, apostołów i mistyków, które za chwilę, kiedy światło przygaśnie, cofną się w skrytą i zagadkową ciemność obrazów.</p>
    <p>W nawie rozstawiono ogrodowe ławki. Siedzi na nich około dwustu osób — wszystkie miejsca zajęte. Ludzie chowają się w płaszcze, marzną, to Irkuck, wschodnia Syberia.</p>
    <p>Na scenę, którą urządzono w prezbiterium, wychodzi teraz siedmiu młodych, rosłych mężczyzn. Ubrani są w staroruskie lniane koszule przepasane krajką i w bufiaste lniane spodnie wpuszczone w wysokie juchtowe buty. Uczesani są po starosłowiańsku, z grzywką, na pazia i mają długie brody. Trzech z nich trzyma fanfary takie, w jakie dęli trębacze drużyny księcia Włodzimierza, a jeden coraz to bije w werbel. Na czele tej bojowej trupy stoi Wódz, Chorąży, Ideolog. Ten wygłasza coś w rodzaju hymnu do Rosji, który miejscami przemienia się w śmiały i wyniosły referat historyczny, a miejscami w żarliwą antyfonę przerywaną długą litanią do Rosji, donośnie skandowaną przez staroruskich wojów, a kończącą się każdorazowo rykiem fanfar i eksplozjami werblowego łoskotu.</p>
    <p>— Rosjo! — wołają wojowie — byłaś zawsze wielka i święta! Chwała ci, Rosjo! (Fanfary, werbel, wojowie kreślą znak krzyża, kłaniają się do ziemi).</p>
    <p>— Tak — mówi Chorąży — Rosja była potężna, a naród rosyjski przewodził światu!</p>
    <p>— Całemu światu! — wołają wojowie (fanfary, werbel, krzyż, pokłony).</p>
    <p>— Królowie z Europy i ze wszystkich kontynentów przyjeżdżali bić pokłony naszym carom, zwozili im dary ze złota, srebra i drogocennych kamieni! (pokłony, werbel).</p>
    <p>— Ale wielkość Rosji budziła nienawiść jej wrogów. Wrogowie Rosji od dawna czyhali na jej zgubę, pragnęli jej zagłady!</p>
    <p>Chorąży zawiesił głos i rozejrzał się po sali. Wszyscy siedzieliśmy nieruchomo, wpatrzeni i zasłuchani. I nagle w tej cerkiewno głębokiej ciszy, unosząc się na palcach, jakby chciał zerwać się do lotu, i prężąc ciało, krzyknął:</p>
    <p>— Rewolucja Październikowa!</p>
    <p>Krzyknął tak, że poczułem na plecach mróz.</p>
    <p>— Rewolucja Październikowa była międzynarodowym spiskiem przeciw narodowi rosyjskiemu! I po chwili:</p>
    <p>— Rewolucja Październikowa miała zetrzeć Rosję z powierzchni ziemi!</p>
    <p>— Rosjo, chcieli cię zgładzić! — zawtórowali wojowie (fanfary, werbel, pokłony).</p>
    <p>— Wszyscy sprzysięgli się, powiedział Ideolog, wszyscy wzięli udział w spisku, Łotysze, Żydzi, Polacy, Niemcy, Ukraińcy, Anglicy, Hiszpanie, wszyscy chcieli zagłady narodu rosyjskiego! Trzy siły, uzupełnił, stały na czele tej zmowy — imperializm, bolszewizm i syjonizm. To były diabły, które zgotowały nam siedemdziesiąt trzy lata piekła!</p>
    <p>— Precz, precz, szatany, ratuj się, Rosjo, ratuj! — wołali wojowie żegnając się krzyżem, dmąc w fanfary i bijąc w werbel.</p>
    <p>Najbardziej Ideologa złościli Żydzi.</p>
    <p>— Żydzi, zawołał głosem najwyższej ironii i oburzęnia, chcą sobie przywłaszczyć holocaust. Ale przecież prawdziwy holocaust został popełniony na narodzie rosyjskim!</p>
    <p>Odczekawszy, aż wojowie odśpiewają pieśń na temat siły i nieśmiertelności ziemi rosyjskiej, Ideolog przeprowadził następujący wywód:</p>
    <p>— W 1914 roku, powiedział, było na świecie sto pięćdziesiąt milionów Rosjan. Jak obliczyli nasi uczeni, gdyby ci Rosjanie normalnie żyli i rozmnażali się, byłoby ich dziś ponad trzysta milionów. A ilu jest nas w rzeczywistości? zapytał zwracając się do audytorium i zaraz odpowiedział: jest nas tylko sto pięćdziesiąt milionów. Więc pytam, gdzie jest sto pięćdziesiąt milionów Rosjan, sto pięćdziesiąt milionów naszych braci i sióstr? Zginęli, zostali zamordowani, rozstrzelani, zamęczeni, albo nawet nigdy nie przyszli na świat, gdyż ich młodym rodzicom wsadzono kulę w głowę, nim zdołali doczekać się potomstwa.</p>
    <p>Coś więcej chcę powiedzieć. Pytam was, jeżeli chcą zniszczyć jakiś naród, w kogo najpierw uderzają? Uderzają w najlepszych, w najzdolniejszych, w najmądrzejszych. W Rosji było podobnie. Zginęła najlepsza połowa naszego narodu. Oto prawdziwy holocaust. Imperialiści, bolszewicy i syjoniści, ta międzynarodówka oprawców i szatanów nie mogła znieść, żeby Rosjanie byli największym białym narodem na świecie! Największym!</p>
    <p>Zaryczały fanfary i załomotał werbel.</p>
    <p>Spojrzałem po ludziach. Siedzieli zasłuchani, ale ich twarze nic nie wyrażały, żadnych emocji, żadnych wzruszeń. Nie odzywali się, wtuleni w palta, owinięci w szale i szaliki, nie poruszali się. Wokół nas, na białych ścianach ciemniały rozwieszone rzędami ikony, a w prezbiterium siedmiu młodych Rosjan śpiewało pieśń o zagładzie swojego narodu.</p>
    <p>Kiedy ucichł śpiew, Chorąży powiedział:</p>
    <p>— Świat powinien ukorzyć się i prosić Rosję, aby mu wybaczyła, że zadał jej ten straszny cios, że ugodził w nią Rewolucją Październikową jak zatrutym mieczem.</p>
    <p>— Niech narody proszą Rosję o przebaczenie! zawołali wojowie.</p>
    <p>— Świat musi oczyścić się z tej winy, z tego grzechu, jaki popełnił wobec Rosji!</p>
    <p>Boże, pomyślałem, Ty mu zamroczyłeś rozum. Bardzo zmarzłem, ale nie chciałem wyjść, czekałem, co będzie dalej.</p>
    <p>— Lud Rosji od razu wystąpił przeciw bolszewikom, mówił Ideolog. Wszędzie wybuchały powstania i bunty, w każdym powiecie, w każdej guberni. Czytam, co pisze jeden żołnierz, który walczył przeciw rosyjskim chłopom w guberni Tambowskiej: „Brałem udział w wielu bitwach z Niemcami, pisze ten żołnierz, ale czegoś podobnego nie widziałem. Karabin maszynowy kładzie ludzi rzędami, a oni idą naprzód, jakby niczego nie widzieli, idą po trupach, idą po rannych, idą przebojem, oczy przerażające, matki niosą dzieci przed sobą, wołają Matko Święta, Orędowniczko, ratuj, zmiłuj się, wszyscy giniemy w Twojej obronie. Nie było już w nich żadnego lęku”.</p>
    <p>Chorąży schował kartkę z cytatem. Dalej panowała cisza.</p>
    <p>— Armia bolszewików, powiedział spokojnym głosem Ideolog, wymordowała w latach wojennego komunizmu ponad dziesięć milionów rosyjskich chłopów. Drugie tyle wymarło wtedy z głodu. Dziś wszystko próbują zwalić na Stalina. A przecież wtedy Stalin nie miał jeszcze władzy. Faktycznie rządzili pan Bronstein i pan Dzierżyński. Żaden z nich nie był Rosjaninem.</p>
    <p>— Spisek trwa! — zawołał Chorąży i wskazał palcem na olbrzymie drzwi cerkwi, jakby za chwilę mieli wpaść międzynarodowi spiskowcy i osadzić nas w więzieniu.</p>
    <p>— Spisek trwa, powtórzył, i naród ginie. (Długie, żałobne łomotanie werbla). Cisza, zupełna cisza na sali.</p>
    <p>Znowu zabiera głos Ideolog, który tym razem rzeczowym tonem mówi o tym, że w Imperium Rosjanom żyje się najgorzej. Jeżeli średnia długość życia wynosi na Litwie siedemdziesiąt dwa i pół roku, to w Rosji wynosi ona lat sześćdziesiąt osiem. Litwin! Litwin żyje o pięć lat dłużej niż Rosjanin! Nie chodziło mu o to, że ktoś żyje dłużej od kogoś innego. Rzecz była w tym, że taki mały Litwin żyje dłużej niż taki wielki Rosjanin!</p>
    <p>Głównie szło mu o to, że Rosja, rdzenna Rosja, wyludnia się. W pięciu najbardziej rosyjskich obwodach Imperium (pskowskim, tulskim, twerskim, tambowskim, iwanowskim) ludności systematycznie ubywa. Stara Rosja pustoszeje. Najbardziej pustoszeje wieś. Ostatnio co roku ubywa dziesięć procent ludności wiejskiej. Pełno jest martwych wsi. Jedziesz latem, a tu tylko w jednym miejscu grzeją się na przyzbie stare baby. Chłopów nie ma żadnych, nawet starych. Nie widać konia, nie widać kury, w ogóle żadnej chudoby. A w zimie nawet tych bab nie zobaczysz. W zimie jakby pomór przeszedł.</p>
    <p>— Jakie jest wyjście? — zapytał wpatrując się w audytorium tak intensywnie, jakby jechał kilka tysięcy kilometrów z Moskwy do Irkucka w nadziei, że tu właśnie dostanie odpowiedź na dręczące go pytanie. Ale myśmy siedzieli w milczeniu. Paru mężczyzn poruszyło się, jakby poczuli się w obowiązku zabrać głos i dać jakąś zbawczą radę, ale i oni za moment znieruchomieli.</p>
    <p>— Rosja jest mądra i wieczna, odpowiedział na nasze zakłopotane i niezaradne milczenie Chorąży. Rosja znajdzie wyjście, Rosja będzie ocalona.</p>
    <p>Miał program, jak to określił — „reanimacji Rosji”. Sprowadzał się on głównie do tego, żeby przesiedlić Rosjan do Rosji. Żeby wrócili, jak powiedział, do „opustoszałej kolebki Rosji”. Nie jest to łatwe nie tylko dlatego, że Rosjanie raczej starają się z Rosji wyjechać, niż tu wrócić, ale również ze względu na rozmiary i koszta tej operacji: poza granicami Federacji Rosyjskiej mieszkają 24 miliony Rosjan.</p>
    <p>— Wracajcie, wracajcie na łono matki Rosji! zawołali wojowie kreśląc się znakiem krzyża i bijąc pokłony do ziemi. Nawa jednak nie zareagowała w żaden pozytywny sposób.</p>
    <p>W czasie tej wielkiej akcji powrotu Rosjan do Rosji trzeba będzie uważać, żeby przy okazji nie przesiedlili się tu jacyś Uzbecy, Turkmeni czy Gruzini.</p>
    <p>— Rosja dla Rosjan! zawołał Chorąży (fanfary, werbel, krzyż).</p>
    <p>Była to ważna deklaracja. Chodzi o to, że świadomość współczesnego Rosjanina rozdziera sprzeczność nie do pogodzenia. To sprzeczność między kryterium krwi i kryterium ziemi. Do czego dążyć? W kryterium krwi chodzi o utrzymanie etnicznej czystości narodu rosyjskiego. Ale taka etnicznie czysta Rosja to tylko część dzisiejszego Imperium. A co z resztą? W kryterium ziemi chodzi o utrzymanie obecnego Imperium. Ale wówczas nie może być mowy o utrzymaniu etnicznej czystości Rosjan.</p>
    <p>Sprzeczności, sprzeczności.</p>
    <p>Ideolog rozumie to i rzuciwszy hasło — Rosja dla Rosjan — zaraz się z niego wycofuje.</p>
    <p>— Rosja, woła, musi pozostać wielkim światowym mocarstwem! Chcą, żebyśmy się stali jak Indianie w amerykańskim rezerwacie. Próbują nas upijać, próbują nas zatruwać. Ale my nie staniemy się Indianami. Nie będziemy bananową republiką! (Fanfary, dużo werbla).</p>
    <p>Pogroził nam pięścią:</p>
    <p>— Nie tańczcie pod muzyczkę Zachodu! Nie wieszajcie sobie na szyjach butelek coca-coli! (sam werbel).</p>
    <p>— Naszym celem jest ocalenie narodowopaństwowe, powiedział z naciskiem, zdecydowanie, mocno. Naszym celem jest: jedno państwo, jedno terytorium, jeden duch, jedna Rosja! (Bardzo dużo fanfar, bardzo dużo werbla).</p>
    <p>— Już niedługo, dodał z nadzieją, ale i z przekonaniem w głosie, naród będzie miał dosyć tego pluralistycznego chaosu, całej tej rozchełstanej maskarady i zrozumie, że ratunek może przynieść tylko Car!</p>
    <p>Zaczęła się kolejna litania do Rosji.</p>
    <p>— Rosjo, wybacz nam grzechy, powiedział Chorąży, grzech niewiary, grzech słabości, grzech utraty celu. Ślubujemy przywrócić ci wielkość, ślubujemy przywrócić ci siłę, ślubujemy ci wierność. Niech słońce twoje, Rosjo, świeci nad światem w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego! (Długie fanfary, donośny werbel, krzyże i krzyże, pokłony i pokłony).</p>
    <p>Wyszedłem na dwór, była mroźna, gwiaździsta noc, piękna, bo bez wiatru. Wracałem do hotelu, który leżał w tym samym kierunku co jezioro Bajkał. Wczoraj, z Olegiem Woroninem, wspaniałym, dzielnym, młodym naukowcem tutejszego uniwersytetu, pojechaliśmy autobusem nad jezioro, do miejscowości Listwianka. Padał gęsty deszcz ze śniegiem, przysłaniając wszystko.</p>
    <p>Jezioro zamarznięte, z lodu wystają zardzewiałe kadłuby barek. Drugiego brzegu nie widać, nawet całej Listwianki dobrze nie widać. W osadzie są dwa sklepy i bar — wszystko zamknięte. Ani się gdzie podziać, ani co z sobą zrobić. Czekając na autobus, chodziliśmy kilka godzin po pustej drodze. Podobno jest tu wszędzie pięknie, góry, las, woda, ale trzeba przyjechać w lecie, kiedy jest słońce.</p>
    <p>Wróciliśmy do miasta ledwie żywi, właściwie Bajkału nie widziałem na oczy. Ale kupiłem w Irkucku książkę, z której się mogę o nim wiele dowiedzieć. Autor — G. I. Gagazji pisze, że Bajkał jest bardzo głębokim jeziorem, ma masę wody. Zapytuje — gdyby ludzkość miała do dyspozycji tylko wodę z Bajkału, jak długo mogłaby jeszcze żyć? I odpowiada: czterdzieści lat.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>SKACZĄC PRZEZ KAŁUŻE</p>
    </title>
    <p>Jak masz na imię?</p>
    <p>Tania.</p>
    <p>A ile masz lat?</p>
    <p>Za dwa miesiące skończę dziesięć.</p>
    <p>Co teraz robisz?</p>
    <p>Teraz? W tej chwili? Bawię się.</p>
    <p>A jak się bawisz?</p>
    <p>Przeskakuję kałuże.</p>
    <p>I nie boisz się, że wpadniesz pod samochód?</p>
    <p>Przecież tu żaden samochód nie przejedzie!</p>
    <p>Tania ma rację. Od wczoraj zelżał mróz, w południe jest nawet dwa stopnie ciepła i całe miasto pogrąża się w błocie. Miasto Jakuck, prawdziwy syberyjski Kuwejt, stolica przebogatej, leżącej na złocie i diamentach republiki. Połowa tych wszystkich diamentowo-brylantowych cudów, którymi zdobią się bogate panie na całym świecie albo które można oglądać na wystawach sklepów jubilerskich Nowego Jorku, Paryża i Amsterdamu, pochodzi właśnie z Jakucji (nie mówiąc o diamentach, których używa się przy wierceniach geologicznych i skrawaniu metali).</p>
    <p>Tania ma bladą twarzyczkę. Zimą ciągle tu ciemno, a nawet kiedy pokaże się słońce, nie czuje się, żeby ono grzało, świeci jasno, razi w oczy, ale jest dalekie i chłodne. Dziewczynka ubrana jest w przykusy płaszcz w dużą zielonobrązową kratę. Trudno, przecież nie można mieć co roku nowego płaszcza. Skąd by mama wzięła na to pieniądze? A nawet gdyby miała tyle pieniędzy — Tania uśmiecha się marzycielsko — to kto będzie stać w kolejkach i czekać, aż do Jakucka przywiozą płaszcze dokładnie dla dziesięcioletnich dziewczynek? W dodatku tak szczupłych i wysokich.</p>
    <p>Tania to wszystko bardzo dorośle rozważa i osądza.</p>
    <p>Tak samo ze skakaniem przez kałuże. Skakać trzeba tak dokładnie i celnie, żeby nie wpaść do wody i nie zamoczyć butów, bo skąd wziąć buty na zmianę?</p>
    <p>Pewnie, zgadzam się, w dodatku mogłabyś się zaziębić i dostać grypy.</p>
    <p>Zaziębić się?, zdumiewa się dziewczynka, teraz, kiedy już topnieją lody i robi się ciepło? Ty pewnie nie wiesz, co to jest prawdziwe zimno.</p>
    <p>I mała Sybiraczka patrzy z wyraźną, choć dyskretną wyższością na człowieka, który jest już starszy, ale zdaje się nie mieć pojęcia, co to jest wielki mróz.</p>
    <p>Wielki mróz, tłumaczy mi, poznaje się po tym, że w powietrzu wisi jasna, świecąca mgła. Kiedy człowiek idzie, w tej mgle robi się korytarz. Korytarz ma kształt sylwetki przechodzącej osoby. Człowiek przechodzi, ale korytarz zostaje, tkwi w mgle nieruchomo. Wielkie chłopisko robi wielki korytarz, a małe dziecko — mały korytarzyk. Tania robi wąski korytarz, ponieważ jest szczupła, ale, jak na jej wiek, jest to korytarz wysoki — to zrozumiałe, przecież dziewczynka jest najwyższa w klasie. Idąc rano, według tych korytarzy Tania orientuje się, czy jej koleżanki poszły już do szkoły — wszystkie wiedzą, jak wyglądają korytarze ich najbliższych sąsiadek i przyjaciółek.</p>
    <p>A oto szeroki, niski korytarz o wyraźnej, zdecydowanej linii — znak, że poszła już Kławdia Matwiejewna, kierowniczka szkoły.</p>
    <p>Jeżeli rano nie ma żadnych korytarzy, które wysokością odpowiadałyby wzrostowi uczniów z podstawówki, to znaczy, że mróz jest tak wielki, iż nie ma lekcji i dzieci siedzą w domu.</p>
    <p>Czasem widzi się korytarz, który jest bardzo nierówny i potem nagle się urywa. To znaczy — Tania zniża głos — że szedł jakiś pijak, potknął się i upadł. W wielki mróz pijacy często zamarzają. Wtedy taki korytarz wygląda jak ślepa uliczka.</p>
    <p>Wcale nie żałuję, że przyjechałem do Jakucka, skoro mogłem tu spotkać taką wspaniałą, mądrą dziewczynkę, i to spotkać przypadkowo, kiedy chodziłem ulicami dzielnicy, która nazywa się Założnaja. Po prostu Tania była jedyną żywą istotą, jaką zobaczyłem w pustym pejzażu tej dzielnicy (było południe, ludzie o tej porze są w pracy), a ponieważ zgubiłem drogę, chciałem spytać, którędy iść do ulicy Krupskiej, gdzie miałem spotkanie.</p>
    <p>A to ja cię zaprowadzę, powiedziała ochoczo Tania, bo możesz sam nie trafić. W praktyce oznaczało to, że musiałem przyłączyć się do jej zabawy, ponieważ dojść do ulicy Krupskiej można tylko w jeden sposób — skacząc przez kałuże.</p>
    <p>Oto dzielnica Założnaja:</p>
    <p>prostopadle wytyczone szerokie ulice. Ani tu asfaltu, ani nawet bruku. Każda z tych ulic jest podłużnym, płaskim, grząskim archipelagiem kałuż, bajorek, błotnistych zastoisk. Nie ma chodników, nie ma nawet kładek z desek, jakie były u nas w Pińsku. Wzdłuż tych ulic stoją drewniane, parterowe domki. Są to stare domki, ich drewno jest sczerniałe, mokre, próchniejące. Okna maleńkie, szyby grube w ramach wyłożonych watą, wojłokiem, szmatami. Z powodu tych szyb ma się wrażenie, że domki te patrzą na nas jakby przez grube okulary noszone przez babcie, które ledwie widzą.</p>
    <p>W dzielnicy Założnej mróz jest zbawieniem.</p>
    <p>Mróz trzyma tu otoczenie, środowisko, glebę w rygorystycznej dyscyplinie, w żelaznym porządku, w mocnej i stabilnej równowadze. Osadzone na zamarzniętej, twardej jak beton ziemi, domy stoją prosto i pewnie, po ulicach można chodzić i jeździć, koła nie grzęzną w oślizłych trzęsawiskach, buty nie zostają w mazistej brei.</p>
    <p>Wystarczy jednak, żeby przyszedł dzień taki jak ten, w którym spotkałem Tanie, to znaczy: wystarczy, żeby przyszło ciepło.</p>
    <p>Wypuszczone z uchwytów mrozu domki wiotczeją i osuwają się w głąb ziemi. Domki te już od wielu lat stoją znacznie poniżej poziomu ulicy, ponieważ, postawione kiedyś na wieczne] zmarzlinie, swoim ciepłem wyrobiły sobie w zlodowaciałej glebie nisze, w których z każdym rokiem pogrążają się coraz bardziej. Każdy domek stoi w osobnym i coraz głębszym dołku.</p>
    <p>Teraz fala kwietniowego ciepła uderza w dzielnicę Założną i jej koślawe, biedne domki wykrzywiają się, pokracznieją, rozłażą i przysiadają jeszcze niżej ziemi. Cała dzielnica kurczy się, maleje, zapada tak, że w niektórych miejscach widzimy już tylko dachy — jakby wielka flota łodzi podwodnych stopniowo zanurzała się w morzu.</p>
    <p>A to widzisz?, pyta Tania.</p>
    <p>Spojrzałem tam, gdzie pokazywała mi ręką, i zobaczyłem rzecz następującą: rozmarznięte, rozpaciane błocko zaczyna z ulicy wężykami, strumykami, rowkami, szczelinami spływać wprost do stojących tu domków. Przyroda jest na Syberii ekstremalna, wszystko jest tu gwałtowne i skrajne, więc jeżeli błoto w Jakucku zalewa domy, to nie jest to żadne kapanie, ciurkanie rozwodnionej szarociemnej mazi, tylko atak rozpacianej lawiny, która nagle i niepowstrzymanie rusza w kierunku ganków i drzwi, zapełnia przejścia i podwórza. Ulice jakby występują z brzegów i wlewają się do domków Założnej.</p>
    <p>W domu chodzi się w błocie, błoto pokrywa podłogę, jest wszędzie. Trochę nieprzyjemnie pachnie, dodaje Tania, bo Założna nie ma kanalizacji, więc w tym wszystkim są różne rzeczy, marszczy czoło, szuka odpowiednich słów, w końcu kapituluje i stwierdza — po prostu różne rzeczy.</p>
    <p>Jeszcze na jedno mam zwrócić uwagę, na wetknięte w ziemię to tu, to tam tabliczki, ostrzegające, że nigdzie nie wolno tu kopać. Dlaczego? A dlatego, że przewody elektryczne idą ot tak, po prostu włożone w ziemię, i jeżeli ktoś wbije łopatę i trafi w drut, to prąd go zabije. Tak że w Założnej można utytłać się po pas, uszargać i umazać w błocie, ale także wpaść do ścieku, a nawet — zginąć. Dlatego zimą jest bezpieczniej, zimą nikomu nie przyjdzie do głowy kopać ziemię.</p>
    <p>Już dochodząc do ulicy Krupskiej, spotkaliśmy przy jakimś domku babcię, która dziarskimi ruchami próbowała miotłą zatrzymać potok wypełzającego na ganek błota.</p>
    <p>Ciężka praca, powiedziałem, żeby zacząć rozmowę.</p>
    <p>A, odparła wzruszając ramionami, zawsze wiosna taka straszna. Wszystko płynie.</p>
    <p>Zapanowało milczenie.</p>
    <p>Jak się żyje?, zadałem najbardziej banalne i idiotyczne pytanie, ot, żeby jakoś podtrzymać rozmowę.</p>
    <p>Babcia wyprostowała się, wsparła ręce na trzonku miotły, spojrzała na mnie, uśmiechnęła się nawet i powiedziała rzecz, która jest samym sednem rosyjskiej filozofii życia: Kak żywiom?, powtórzyła z namysłem i dodała głosem, w którym była i duma, i determinacja, i cierpienie, i radość — Dyszym!</p>
    <p>Podobnie jak dzielnice slumsów w Ameryce Łacińskiej (Favelas w Rio de Janeiro, Callapas w Santiago de Chile itd.) dzielnica Założna w Jakucku jest zamkniętą strukturą. Bieda, brud i błoto tworzą tu jednolity, koherentny, spójny krajobraz, w którym wszystkie elementy wiążą się wzajemnie, są współzależne. Jak okiem sięgnąć, nie ma tu żadnych kontrastów, żaden symbol dobrobytu nie wynosi się ponad pejzaż ubóstwa. Istotą takich zamkniętych struktur jest to, że nie można tu poprawić jakiejś jednej poszczególnej rzeczy — natychmiast na przeszkodzie staną inne elementy i ogniwa struktury. Nie można na przykład sprawić, aby ludzie mieli czyste buty: wszechobecne błocko na to nie pozwoli.</p>
    <p>Dzielnicę Założna można tylko zburzyć, a jej mieszkańców przenieść do nowych domów. Rzecz jednak w tym, że te nowe, ostatnio zbudowane domy nie są wiele lepsze. Być może są nawet gorsze. Ledwie zbudowane bloki z wielkiej płyty są już krzywe, popękane, tynk płatami poodpadał ze ścian. Woda ciepła i zimna, cała kanalizacja prowadzona jest rurami, które biegną na zewnątrz domów i przecinają podwórza, place, ulice we wszystkich kierunkach. Rury te, owinięte w pakuły i szmaty, w różne blachy i taśmy metalowe, powiązane dodatkowo drutem i sznurami — widać wszędzie.</p>
    <p>Rury często pękają. Jeżeli jest zima (dziewięć miesięcy w roku), w miejscu pęknięcia tworzy się szybko ogromna góra lodowa, której nikt później nie usuwa. Góry te widać to tu, to tam — masywne, ciężkie, połyskujące w słońcu. Ta gmatwanina rur, przewodów, kolanek, kranów, wśród której przechodzą ulice, sprawia, że nowe dzielnice Jakucka wyglądają jak wielkie hale fabryczne, których nie zdążono jeszcze pokryć dachem.</p>
    <p>W jednej z takich hal-dzielnic stoi długa, cierpliwa kolejka. Podchodzę bliżej, do stoiska, przy którym pracują dwie ubrane w białe fartuchy sprzedawczynie. Chcę zobaczyć, co sprzedają, na co czeka ten tłum skulonych i tupiących nogami ludzi. Sprzedają tort. Jeden rodzaj tortu, jeden typ, z jednym, identycznym wzorkiem z różowego kremu. Tort bierze się ot tak prosto w ręce. Ciasto nie rozleci się, jest zamarznięte na kość.</p>
    <p>Zamiast diamentów, złota i Kuwejtu znalazłem więc dzielnicę Założną i całe biedne miasto. Gdyby Jakuck miał diamenty! Ale on ich nie ogląda i nie dotyka. Wprost z kopalń są one wywożone do Moskwy, aby opłacać nimi produkcję czołgów i rakiet i światową politykę Imperium.</p>
    <p>Wracam na ulicę Oktiabrską, do swojego hotelu. Mój pokój ma numer 506. Żeby otworzyć drzwi, trzeba wiele razy starać się przekręcić klucz. Od 8 do 16 prób. Wynik 8 jest optymistyczny, ale wynik 16 też jest w jakiś sposób optymistyczny, gdyż za szesnastym razem otworzą się już na pewno. Najgorzej, że nie dają się zamknąć od wewnątrz, a są tak zawieszone, że nie zamknięte same otwierają się na korytarz. Nie miałem wyjścia i poprosiłem lokatora sąsiedniego pokoju (Buriat, technik), aby zamknął moje drzwi. Odtąd utarł się pewien rytuał: pukałem do sąsiada, sąsiad wychodził, razem otwieraliśmy drzwi, sąsiad zamykał.</p>
    <p>W małej łazieneczce w kranie nad umywalką jest woda zimna i gorąca, natomiast w prysznicu — tylko gorąca. Nie wiedząc o tym, otworzyłem prysznic. Z hukiem lunął kipiący wrzątek. Ponieważ w łazience i w pokoju jest zimno, natychmiast buchnęła para, zrobiło się biało. Straciłem widoczność. Rzuciłem się do prysznica, ale nie dał się zakręcić. Rzuciłem się do okna, żeby wypuścić parę, ale okno nie otwiera się, jest zalepione plastrami, a klamka do otwierania — wyjęta i zabrana. Jeżeli otworzę drzwi, para buchnie na korytarz, wywołam zamieszanie i skandal. Ale dlaczego skandal? Jaka w tym moja wina? Już myślę o tym, jak tu tłumaczyć się i bronić. Tak w tym kraju wszystko jest jakoś pomyślane, ustawione, ułożone, że szary człowiek, cokolwiek by robił, w jakim by znalazł się położeniu, w jakich tarapatach i biedach — zawsze będzie mieć poczucie winy. Ponieważ (jak powiedziałem) w pokoju jest zimno, para natychmiast skrapla się na ścianach, na szybach, na szkle jakiegoś obrazka i na kawałku lusterka. Robię jeszcze wysiłek tak wielki, że mokry, wpół uduszony i poparzony wkońcu zakręcam kran prysznica, przysięgając sobie niczego więcej nie dotykać. Wilgotno, wszędzie pełno wody, ale przez moment trochę cieplej.</p>
    <p>Wyszedłem na korytarz, żeby sprawdzić, czy nikt nie zauważył kataklizmu, który wstrząsnął moim pokojem. Ale było pusto, martwo. W świetlicy włączony był telewizor, którego nikt nie oglądał. Pisarz Włodzimierz Sołouchin mówił: „Z winy Lenina w Związku Radzieckim popłynęła rzeka krwi, wylał się ocean krwi”. Pisarz powiedział, że zginęło 66 milionów ludzi, nie licząc ofiar drugiej wojny światowej. „To wszystko, powiedział Sołouchin, zrobiono w imię stworzenia raju na ziemi. I zakończył „Raju! Ha, ha! A dziś chodzimy bez spodni”.</p>
    <p>Po nim wystąpił robotnik, który, mimo iż Lenin się już nie liczy, z dumą poinformował, że właśnie przeczytał 55 tomów Włodzimierza Iljicza zaledwie w kilka wieczorów. „To bardzo proste, powiedział wyraźnie z siebie zadowolony, każdy tom czytałem nie dłużej niż godzinę. Po prostu wiedziałem, że Lenin najważniejsze rzeczy w swoich tekstach pisał kursywą. Więc szybko kartkowałem książki i czytałem tylko kursywę. Wszystkim radzę!”, zachęcał pustą salę hotelu Jakuck”.</p>
    <p>Na koniec Jurij Lubimow, dyrektor moskiewskiego teatru Na Tagance, powiedział tonem krytyki, ale i z rozpaczą: „Straciliśmy rozum, straciliśmy sumienie, straciliśmy honor. Rozglądam się wokół i widzę barbarzyństwo!”. Potężny, aktorski głos Lubimowa wypełniał świetlicę, wychodził na korytarz i hol.</p>
    <p>W holu jedyną gazetą zagraniczną, jaką sprzedawał hotelowy kiosk, była francuska „L’Humanite”. Kupiłem gazetę dla jednego zdjęcia, na które normalnie nie zwróciłbym najmniejszej uwagi. Ale teraz siedziałem w swoim pokoju i wpatrywałem się w fotografię na ostatniej stronicy. Na zdjęciu widać było elegancką i czystą autostradę L’Autoroute A6, którą ciągnęły nie kończące się kolumny eleganckich i czystych samochodów. Wszystko mnie nagle fascynowało: i białe pasy na jezdni, i duże, wyraźne napisy, i jasne światła latarń. Wszystko było umyte, wszystko wyczyszczone, wszystko do siebie pasowało.</p>
    <p>„Le grand weekend pascal, mówił podpis, est commence”.</p>
    <p>Ludzie mają dość Paryża, chcą odpocząć.</p>
    <p>To tak daleko, myślałem patrząc na fotografię, jakby na Wenus.</p>
    <p>I zabrałem się do sprzątania łazienki pełnej wody.</p>
    <p>Rano goście hotelowi mogą w barze kupić śniadanie. O tej porze goście są najczęściej ubrani w dresy. Stoją w kolejce. Panuje zupełna cisza. Jeżeli ktoś chce odezwać się do sąsiada, mówi szeptem. Ta cisza może być czasem myląca, zdradliwa, Bo oto ni z tego, ni z owego wybucha krzyk, wrzask, awantura! Dwie rzeczy cechują takie sytuacje. Pierwsza to zupełna (najczęściej) irracjonalność przyczyny. O co poszło? Co się stało? Dlaczego? — nie sposób ustalić, nikt nie wie, wszyscy wzruszają ramionami. Atmosfera jest tak naładowana konfliktem jak chmura piorunami i najmniejszy drobiazg może wyzwolić niszczycielskie energie. Druga, że spięcie ma od razu najwyższą temperaturę — nie ma żadnych stopni pośrednich, żadnych przycinków, dąsów, fochów, grymasów, tylko z ciszy — od razu wrzask, jak skok w przepaść! Jakby ta wojna mogła rozegrać się tylko na jednej częstotliwości, ani milimetr niżej, ani wyżej. Trwa to straszne, rozjuszone, nieprzytomne rugatielstwo jakąś chwilę i tak samo nagle jak się zaczęło — gaśnie. Znowu zapada cisza. Znowu jeżeli ktoś chce odezwać się do sąsiada, mówi szeptem.</p>
    <p>I oto przychodzi moment, kiedy stajemy przed obliczem bufetowej. Scena składa się z minimum słów i ma bardzo rzeczowy charakter. Bufetowa patrzy na gościa i milczy — oznacza to, że czeka na zamówienie. Nie ma tu żadnych dzień dobry ani co słychać — gość od razu przystępuje do <emphasis>rzeczy.</emphasis> Jeżeli wybór jest jaki taki, mówi: szklanka śmietany, jajko, twaróg, ogórek, chleb.</p>
    <p>Nie mówi dziękuję, nie mówi w ogóle nic zbędnego. Bufetowa podaje, bierze pieniądze. Też bez słowa. Zamyka kasę i patrzy na następnego gościa.</p>
    <p>Ludzie jedzą tu szybko, gwałtownie, połykają wszystko w minutę. Choć byłem w barach kilkakrotnie pierwszy, zawsze wychodziłem ostatni. Ci, którzy przyszli po mnie, zjedli i dawno już poszli. Nie wiem, na ile dochodzi tu do głosu, tak głęboko zakodowane w pamięci zbiorowej, widmo ciągle powracającego głodu, podświadomy lęk, że może już jutro nie będzie nic do jedzenia.</p>
    <p>Wieczór u Włodzimierza Fiodorowa. Fiodorow to wybitna postać tutejszego świata kultury. Jest redaktorem naczelnym miejscowego dwumiesięcznika „Zwiezda Wostoka”. W piśmie tym czytam reportaż o wsi jakuckiej — Syktiach (latem z Jakucka sześć dni statkiem, Leną, na północ). We wsi panuje gruźlica, kto może ucieka, po bochenek chleba trzeba jechać dwieście kilometrów przez bezdroża, przez śniegi, tajgę — do miasteczka Kiusiur.</p>
    <p>Mieszkanko Fiodorowa (żona, on, dwie córki), bardzo zadbane, gustowne, przytulne, ma 30 metrów kwadratowych. Ale żona i córki wyjechały, więc spędzamy wieczór sami. Fiodorow urodził się w Jakucji, nad Leną, zna całą republikę, przeszedł ją wzdłuż i wszerz. Nosi w swoim doświadczeniu, w swojej wyobraźni jakiś świat, który jest mi nie znany i niedostępny. Tajga, rzeki, jeziora — nigdy tam nie byłem, nie wiem, co człowiek czuje po zabiciu niedźwiedzia albo kiedy chodzi głodny i nagle złapie wielką rybę.</p>
    <p>Ciągle mam na końcu języka pytanie o Jakutów i jakoś mi niezręcznie to pytanie postawić. W Jakucji Jakuci są w mniejszości, jest ich 400 tysięcy. Jakie są ich stosunki z Rosjanami? Rosjanie są tu dopiero od XVII wieku. Dopiero i zarazem — już. Czy Fiodorow uważa, że jest tu jakiś problem? Czy uważa, że istnieje coś takiego, jak sytuacja kolonialna? Kolonialna zależność i wyzysk?</p>
    <p>Jak to! odpowie Fiodorow, Jakucja to jego kraj, tu się urodził i wychował, tu mieszka i pracuje. Jest to argument Afrykanerów z Południowej Afryki: tam się urodzili, nie mają innej ojczyzny! Poza tym Rosjanie i Jakuci są tu jednakowo wyzyskiwani, a wyzyskuje ich wielkie państwo-Imperium. To ono zabiera im diamenty i każe mieszkać w Założnej.</p>
    <p>Jakucja mimo upływu lat jest pełna świeżego bólu. Było tu wiele łagrów, głównie przy kopalniach złota. Jeżeli więzień oddawał złoto ponad normę, dostawał za gram złota gram spirytusu albo gram tytoniu czy chleba. Pieniło się oszustwo, które nagminnie praktykowali nadzorcy. Ale jeden z nich, Pawłów, za 300 gramów złota przyniósł kiedyś 300 gramów spirytusu i więźniowie stwierdzili, że alkohol nie jest rozpuszczony w wodzie, jest uczciwie wysokoprocentowy. Wieść o czynie Pawłowa rozeszła się po łagrach, on sam przeszedł do legendy, a ten niezwykły epizod jest, jak widać, do dzisiaj opowiadany w republice.</p>
    <p>Fiodorow mówi i o rzeczach strasznych. Kiedy uciekali kryminaliści, namawiali kogoś z więźniów politycznych — naiwnych i nie zorientowanych — aby szedł z nimi. W ten sposób zabezpieczali się przed grożącą im śmiercią z głodu. W jakimś momencie zabijali ofiarę i dzielili się zdobyczą.</p>
    <p>Jeżeli zciarzyła się ucieczka, NKWD zawiadamiało o tym miejscową ludność. Wystarczyło dostarczyć władzy prawą rękę dla porównania odcisków palców. Za jednego zabitego dawali woreczek mąki. Dużo przypadkowych ludzi zginęło przy tej okazji, dużo myśliwych, podróżnych i geologów.</p>
    <p>Stalin kazał budować drogę między Jakuckiem i Magadanem. Dwa tysiące kilometrów przez tajgę i wieczną zmarzlinę. Zaczęli budować jednocześnie z obu końców. Przychodziło lato, roztopy, zmarzlina puszczała, ziemia podchodziła wodą, zmieniała się w trzęsawisko, droga tonęła. Razem z drogą tonęli więźniowie, którzy przy niej pracowali. Stalin kazał zaczynać od nowa. Ale skończyło się tak samo. Więc kazał jeszcze raz. Te drogi nigdy się nie spotkały, a ich budowniczowie może spotkali się w niebie.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>KOŁYMA, MGŁA I MGŁA</p>
    </title>
    <p>Cztery dni czekałem na lotnisku w Jakucku, żeby mój samolot odleciał do Magadanu. Na Kołymie szalały burze śnieżne, wszystko tam podobno zawiało, zasypało, i z tego powodu wstrzymano zaplanowane loty.</p>
    <p>Tak wygląda podróżowanie po Syberii.</p>
    <p>Większość lotnisk jest źle oświetlona, maszyny, które tam latają, są stare i często się psują, czasem trzeba również czekać gdzieś hen, na krańcach kontynentu, żeby dowieźli do samolotów paliwo. Cały czas, będąc w podróży, człowiek żyje w napięciu, w nerwach, w lęku, że przez te nieoczekiwane postoje i zwłoki straci jakieś połączenie, jakąś rezerwację i wtedy dramat, nieszczęście, katastrofa, bo tu nie wolno grymasić, zamieniać biletów, wybierać innych terminów i tras, można natomiast ugrzęznąć na całe tygodnie na przypadkowym, nieznanym i zawsze zatłoczonym lotnisku, bez szansy, żeby wydostać się szybko (wszystkie bilety są na miesiące naprzód wyprzedane), co wówczas z sobą zrobić, gdzie mieszkać, z czego żyć?</p>
    <p>W takiej właśnie sytuacji jestem teraz w Jakucku. Wrócić do miasta też nie mogę, bo a nuż na Kołymie burza nagle ucichnie? Jeżeli burza ucichnie, samolot natychmiast odleci, musimy więc trzymać się go rękami i nogami, bo jeśli ucieknie, jeśli odfrunie — jesteśmy straceni.</p>
    <p>Pozostaje więc siedzieć i czekać.</p>
    <p>Oczywiście, okropna to bezczynność i nieznośna nuda tak siedzieć bez ruchu, w stanie myślowego odrętwienia, nic właściwie nie robiąc, ale z drugiej strony czyż nie w ten bierny i apatyczny sposób spędzają czas miliony i miliony ludzi na kuli ziemskiej? I to od lat, od stuleci? Niezależnie od religii, od kultur i ras? Wystarczy, że w Ameryce Południowej udamy się w Andy albo przejdziemy zakurzonymi uliczkami Piury czy popłyniemy rzeką Orinoko — wszędzie napotkamy biedne, gliniane wioski, osady i miasteczka, i zobaczymy, jak wielu ludzi siedzi na przyzbach domów, na kamieniach i ławkach, siedzi bez ruchu, nic właściwie nie robiąc. Jedźmy z Ameryki Południowej do Afryki, odwiedźmy samotne oazy na Saharze i ciągnące się wzdłuż Zatoki Gwinejskiej wioski czarnych rybaków, odwiedźmy tajemniczych Pigmejów w dżungli Konga, małą mieścinę Mwenzo w Zambii, urodziwe plemię Dinka w Sudanie — wszędzie zobaczymy, że ludzie siedzą, czasem odezwą się jakimś słowem, wieczorem ogrzeją się przy ognisku, ale właściwie nie robią nic, tylko bezczynnie i nieruchomo siedzą, będąc poza tym (możemy przypuszczać) w stanie myślowego odrętwienia. A czy w Azji jest inaczej? Czy jadąc drogą z Karaczi do Lahore albo z Bombaju do Madrasu lub z Dżakarty do Malangu — nie uderzy nas, że tysiące, ba, miliony Pakistańczyków, Hindusów, Indonezyjczyków i innych Azjatów siedzą bezczynnie, bez ruchu, i przyglądają się nie wiadomo czemu? Lećmy na Filipiny i na Samoa, odwiedźmy niezmierzone obszary Yukonu i egzotyczną Jamajkę — wszędzie, wszędzie ten sam widok ludzi siedzących bez ruchu, całymi godzinami, na starych krzesłach, na kawałkach desek, na plastikowych skrzynkach, w cieniu topoli i mangowców, opartych o ściany slumsów, o płoty i framugi okien, niezależnie od pory dnia i roku, od tego, czy świeci słońce, czy pada deszcz, ludzi osowiałych i nijakich, jakby w stanie chronicznej drzemki, właściwie nic nie robiących, tkwiących tak bez potrzeby i celu, a także (można przyjąć) pogrążonych w myślowym odrętwieniu.</p>
    <p>A tu, wokół mnie, na lotnisku w Jakucku? Czyż nie to samo? Tłum ludzi siedzący bez słowa, bez ruchu, ociężały tłum, który nie drgnie, który, mam wrażenie, nawet nie oddycha. Przestańmy więc denerwować się i miotać, przestańmy zamęczać stewardesy pytaniami, na które i tak nie mają odpowiedzi, i wzorem naszych braci i sióstr z sennej wioski San Juan pod Valdivią, z przygniecionych upałem osad na pustyni Gobi i z zaśmieconych przedmieść Szirazu — usiądźmy bez ruchu, patrząc wszystko jedno gdzie i zapadając się z każdą godziną głębiej i głębiej w stan myślowego odrętwienia.</p>
    <p>Po czterech dniach burza na Kołymie cichnie, zażywna stewardesa biega po sali, budzi śpiących, woła donośnie: Magadan! Komu w Magadan? Pospiesznie, nerwowo zbieramy swoje torby, worki, paczki, kuferki i okręcając się szalami, zapinając kożuchy i wciskając uszanki na głowy — bezładnie pędzimy do samolotu, który zaraz kołuje na pas startowy. Lecimy. Obok mnie siedzi kobieta — leci odwiedzić syna, który na Kołymie służy w wojsku. Jest zmartwiona jego listami, wynika z nich, że źle znosi diedowszczynę.</p>
    <p>Czy słyszałem o diedowszczynie? Tak, słyszałem. To system znęcania się podoficerów i starszych roczników żołnierzy nad rekrutami. Jeden ze złośliwych nowotworów toczących Armię Czerwoną. Społeczeństwo sowieckie sprowadzone do rozmiarów plutonu czy kompanii i ubrane w mundur. Istota tego społeczeństwa: znęcanie się silnego nad słabszym. Rekrut jest słabszy, więc starsi rangą czy stażem w armii robią z niego swojego niewolnika, pariasa, czyścibuta, spluwaczkę. Rekrut musi się wkupić w nową, zdziczałą społeczność, musi utracić osobowość i godność. W tym celu rekruta maltretują, gnębią, łamią, niszczą. Biją go i katują. Czasem nie wytrzymuje pastwienia się i szczucia, okrucieństwa i terroru, próbuje uciekać albo popełnia samobójstwo. Rekrut, który przemęczy się i przetrwa bezlitosny karcer diedowszczyny, będzie żyć tylko jedną myślą — odkuć się, zemścić, wziąć odwet za swoje upokorzenia, za to, że tarzali go w błocie i w kale, że musiał wąchać onuce kaprali, że kopali go buciorami w twarz. Ale na kim wczorajszy rekrut weźmie odwet? Komu będzie zabierać paczki z domu, komu odbije nerki? Oczywiście — słabszemu od siebie, a więc — nowemu rekrutowi.</p>
    <p>Ten tradycyjny już, zwyczajowy sadyzm ma dziś nowe pożywki, bo w armii rozgorzały konflikty etniczne i religijne: Uzbek zabija Tadżyka, pluton prawosławnych (Rosjanie) ściera się z plutonem muzułmanów (Tatarzy), szamanista (Mordwin) wbija nóż w plecy ateiście (Niemcowi).</p>
    <p>Strwożone, przerażone matki zaczęły się organizować w różne związki i stowarzyszenia, aby zmusić władze do walki z diedowszczyną. Można je spotkać na różnych demonstracjach i pochodach, jak idą niosąc przed sobą dwie fotografie: na jednej młody chłopiec, zdjęcie zostawione matce na pamiątkę, kiedy szedł do wojska, na drugiej ta sama twarz, ta sama głowa — już w trumnie. Jeżeli matka jest w miarę zamożna, te zdjęcia są oprawione w ramki, za szkłem. Ale widzi się też kobiety biedne, które niosą liche, wystrzępione fotografie. Deszcz i śnieg zmywa już i zaciera rysy młodej twarzy. Jeżeli, przechodząc, zatrzymacie się na chwilę, kobieta podziękuje wam za ten gest.</p>
    <p>Sąsiadka z samolotu mówi mi o udrękach swojego syna-rekruta szeptem, na ucho: zdradza przecież tajemnice wielkiej armii. Nie wiem, czy czytała studium Michajłowskiego o Dostojewskim. Stary, wielki tekst napisany w 1882 roku. Michajłowski był rosyjskim eseistą, myślicielem. Odrzucał Dostojewskiego, nazywał go „okrutnym talentem”, ale jednocześnie podziwiał jego przenikliwość, jego geniusz. Michajłowski pisze, że Dostojewski odkrył w człowieku cechę straszną — niepotrzebne okrucieństwo. Że w człowieku jest skłonność do zadawania innym cierpienia — bez przyczyny i bez celu. Człowiek zadręcza drugiego bez żadnego powodu, tylko dlatego, że dręczenie daje mu rozkosz, do której nigdy głośno się nie przyzna. Cecha ta (niepotrzebne okrucieństwo), połączona z władzą i pychą, stworzyła najokrutniejsze tyranie świata. Odkrycia tego, podkreśla Michajłowski, dokonał Dostojewski, który w opowiadaniu „Wieś Stiepańczykowo i jej mieszkańcy” opisał małą, prowincjonalną kreaturę— Fomę Opiskina, dręczyciela, potwora, tyrana. „Dajcie Fomie Opiskinowi władzę Iwana Groźnego lub Nerona, pisze Michajłowski, a nie ustąpi im w niczym i zadziwi świat swoimi zbrodniami”. Ponad pół wieku przed umocnieniem się Stalina na Kremlu i przed dojściem Hitlera do władzy Dostojewski z proroczą intuicją dostrzegł w postaci Fomy Opiskina protoplastę obu tych tyranów.</p>
    <p>Foma, pastwiąc się nad swoimi ofiarami, zaspokaja potrzebę znęcania się, dręczenia, sprawiania bólu. Foma to człowiek niepraktyczny („jest mu potrzebne to, co niepotrzebne”), zadając innym cierpienia nie osiąga nic — nie można więc rozpatrywać go w żadnych kategoriach racjonalnych, pragmatycznych. Nie myśli o tym, że znęcanie się nad ludźmi nie ma celu i do niczego nie prowadzi — ważny jest sam proces znęcania się, samo tyranizowanie, uprawianie okrucieństwa dla okrucieństwa. Istotna dla oprawcy jest tu sama czynność męczenia innych, samo sadystyczne działanie, samo bycie okrutnym. Foma „bez żadnej przyczyny bije zupełnie niewinnego człowieka”. To sprawia mu rozkosz i daje poczucie władzy absolutnej. W tej czystej, nieskalanej bezinteresowności zadawania cierpienia, określonej przez Michajłowskiego jako „niepotrzebne okrucieństwo”, widzi on wielkie psychologiczne odkrycie Dostojewskiego.</p>
    <p>Ale dlaczego, zastanawia się Michajłowski, ludzie typu Fomy Opiskina znajdowali dla siebie taki podatny grunt w Rosji? Bo, odpowiada, „główną cechą Rosjanina, utrwaloną w narodzie rosyjskim — jest bezustanne dążenie do cierpienia”. Tak, to musiał być Rosjanin, żeby opisać postać Fomy, żeby odkryć jego mroczną duszę, którą przepełnia „nieposkromiona, samoistna złość”, żeby pokazać nam jego straszne, niepojęte Podziemie.</p>
    <p>Pod skrzydłami samolotu przesuwa się biała, nieruchoma płaszczyzna, gdzieniegdzie poznaczona ciemnymi plamami lasów, przestrzeń monotonna i pusta, pagórki łagodne, w kształcie płaskich, przysadzistych kopców — nic, na czym można by zatrzymać oko, nic, co by przyciągnęło uwagę. To Kołyma.</p>
    <p>W Magadanie z lotniska do miasta jest ponad 50 kilometrów, na szczęście złapałem taksówkę, poobijaną, rdzewiejącą wołgę. Jechałem z duszą na ramieniu, gdyż nie miałem do miasta przepustki, bałem się, że mnie zawrócą z drogi, a od tak dawna myślałem o tym, żeby tu przyjechać, zobaczyć to najstraszniejsze, obok Oświęcimia, miejsce na świecie. Jechaliśmy ośnieżoną szosą, między wzgórzami, czasem mijając rzadkie sosnowe zagajniki. Z jednego z tych zagajników wyszło nagle dwóch młodych ludzi w ciemnych okularach, w eleganckich, zachodnich płaszczach z podniesionymi kołnierzami. Typy jak ze sztampowego, kryminalnego filmu. Zatrzymali nas i pytają, czy weźmiemy ich do miasta. Kierowca spojrzał na mnie, ale byłem zdania, że nie ma się nad czym zastanawiać i trzeba ich wziąć. Okazało się, że zesłał ich dobry anioł, bo dziesięć kilometrów dalej był punkt kontrolny i musieliśmy stanąć. Widząc z daleka milicjantów zdjąłem i schowałem okulary. Tutaj noszą szkła w żółtej lub brązowej plastikowej oprawie, a moja oprawa jest metalowa, lekka, od razu zwraca uwagę, że inna, nie stąd, i kiedy chcę się zgubić — chowam okulary. W mojej bawełnianej tiełogrejce i reniferowej uszance wyglądałem jak ktoś z Omska czy z Tomska. W istocie, milicjanci od razu zainteresowali się tymi w ciemnych okularach, zaczęła się kłótnia, awantura, szamotanina, wywlekanie ich z samochodu. Słowem, zatrzymali tych młodych, a nam kazali jechać.</p>
    <p>Kaukaska mafia, określił tych zatrzymanych kierówca taksówki. Słowo „mafia” robi teraz błyskawiczną karierę. Coraz częściej zastępuje ono słowo „naród”. Tam, gdzie żyło kiedyś „w zgodzie i braterstwie” sto narodów, teraz pojawiło się sto mafii. Narody zniknęły, przestały istnieć. Na ich miejsce pojawiły się trzy wielkie mafie — mafia ruska, mafia kaukaska i mafia azjatycka. Te wielkie mafie dzielą się na nieskończoną liczbę mniejszych mafii. Są więc mafie czeczeńskie i gruzińskie, tatarskie i uzbeckie, czelabińskie i odeskie. Te mniejsze mafie dzielą się na jeszcze mniejsze, te z kolei na zupełnie małe. Małe, ale groźne, uzbrojone w pistolety i noże. Są więc mafie operujące w skali kraju, w skali republiki, w skali miasta, dzielnicy, jednej ulicy, ba — jednego podwórka. Geografia mafii jest bardzo skomplikowana, ale kto do jakiej mafii należy — inni mafioso dokładnie wiedzą, od tego rozeznania zależy przecież ich życie. Wszystkie mafie mają dwie cechy: a) ich członkowie nie pracują, a dobrze żyją, b) ciągle załatwiają porachunki. Kradnie, przemyca albo załatwia porachunki — tak wygląda codzienne życie członka mafii.</p>
    <p>Ta obsesja mafii: natrętne myślenie w mafijnych kategoriach — nie jest tak zupełnie wzięta z powietrza, ma ona swoje głębokie, tragiczne korzenie. Wielki kataklizm końca lat dwudziestych: wojna światowa, październik 1917, potem wojna domowa i masowy głód</p>
    <p>— pozbawiły w Rosji miliony dzieci ich rodziców i domu. Te miliony sierot, miliony bezprizornych, krążyły drogami kraju, po wsiach i miastach, szukając jedzenia i dachu naci głową (to różnica jednak być głodnym i bezdomnym w Afryce i w Rosji, w Rosji bez ciepłego kąta zamarza się na śmierć). Wielu z tych bezprizornych żyło z kradzieży i rabunku. Z czasem część z nich wcielono do NKWD, gdzie stali się instrumentem stalinowskich represji, a część przemieniła się w zawodowych złodziei — ci później byli w łagrach prawą ręką nadzorców z NKWD i terroryzowali więźniów politycznych. Skala tej patologii jest ważna: i w jednym, i w drugim wypadku były to, na przestrzeni lat, miliony ludzi. Dziadkami wielu dzisiejszych mafioso w Rosji są owi bezdomni i często bezimienni bezprizorni. Oderwanie się od swojej przeszłości nie było łatwe, a czasem wręcz niemożliwe. Kto raz popadł w konflikt z władzą, ten swój konfliktowy status przekazywał synowi i wnukowi. To jest właśnie specyfika postsowieckiego społeczeństwa w byłym ZSRR — że istnieją tam nie jednostki, nie elementy przestępcze, ale cała, posiadająca rodowód i tradycję inną niż reszta społeczeństwa, kryminalna warstwa ludzi. Każdy kolejny kryzys — druga wojna światowa, powojenne czystki, korupcja epoki Breżniewa, rozpad ZSRR — uzupełniał i zwiększał szeregi tej warstwy.</p>
    <p>O mafiach w Imperium można by długo. Temat intrygujący, jeżeli ktoś się tym pasjonuje. Maniakalne, uporczywe widzenie świata jako wielkiej, totalnej struktury mafijnej (Kto próbuje odłączyć się od Gruzji? Mafia abchaska. Kto atakuje Ormian? Mafia azerbejdżańska, itd.) ma dwa dodatkowe źródła. Pierwszym jest upowszechniana latami przez stalinizm spiskowa teoria dziejów (za wszystkim, co się dzieje niedobrego, stoją spiski, organizacje, mafie), a drugim jest tradycja, praktyka i klimat ogólnej tajemniczości, charakteryzujące życie polityczne i społeczne w tym państwie (Kto był u władzy? Mafia Gorbaczowa. Kto będzie rządzić na Kremlu za kilka lat? Jakaś inna mafia!).</p>
    <p>W mieście nikt mnie już o nic nie pytał. Mimo że recepcjonistka hotelu „Magadan” była surowa i patrzyła na mnie (nie wiem dlaczego) z naganą, dała mi widny i ciepły pokój numer 256. Z okna widziałem ośnieżoną ulicę i przystanek autobusowy, a dalej mur, za którym było stare więzienie.</p>
    <p>Do Magadanu można przyjechać jak ci trzej Japończycy z firmy tekstylnej w Sapporo, których spotykam w hotelu.</p>
    <p>Nie wiedzą, gdzie są.</p>
    <p>Handlują, kłaniają się, uprzejmi, czyści, wydajni. Chcą sprzedać swoje tekstylia — to jest to, co ich tutaj sprowadza. Ale można także przyjechać z zupełnie innym niż eleganckie tkaniny bagażem — to znaczy z bagażem wiedzy o miejscu, w którym właśnie rozmawiam z Japończykami. Rzecz w tym, że stoimy na ludzkich kościach. I gdyby nawet pod wpływem tej świadomości odskoczyć na krok albo nawet odbiec na kilkaset metrów, niczego to nie zmieni: wszędzie cmentarz i cmentarz.</p>
    <p>Magadan jest stolicą północno-wschodniego obszaru Syberii, nazwanego Kołymą od płynącej tu rzeki — Kołymy. Ziemia wielkich mrozów, wiecznej zmarzliny, ciemności — pusty, jałowy, prawie bezludny teren, dawniej odwiedzany tylko przez małe plemiona koczownicze — Czukczów, Ewenków, Jakutów. Kołyma wzbudziła zainteresowanie Moskwy dopiero w naszym stuleciu, kiedy rozeszła się wieść, że jest tam złoto. Jesienią 1929 roku nad Zatoką Nogajewa (Morze Ochockie, stanowiące część Pacyfiku) zbudowano tu pierwszą bazę-osadę. Taki był początek Magadanu. W tym czasie można tu było dostać się tylko morzem z Władywostoku lub Nachodki, płynąc na północ 8-10 dni.</p>
    <p>11 listopada 1931 KC WKP(b) podejmuje uchwałę o utworzeniu na Kołymie trustu wydobycia złota, srebra i innych metali — Dalstroj. W trzy miesiące później do Zatoki Nogajewa wpływa statek „Sachalin”, na którym przybywa pierwszy dyrektor Dalstroju — łotewski komunista, generał GPU, Edward Berzin. Berzin ma wówczas 38 lat. Będzie żyć jeszcze pięć lat. Od przyjazdu Berzina liczy się początek gehenny, która pod nazwą Kołymy przejdzie, razem z Oświęcimiem, Treblinką, Hiroszimą i Workutą, do historii największych koszmarów XX wieku. W potocznym języku rosyjskim nazwa Kołymy przemieniła się w przedziwny sposób w słowo-pocieszenie. A mianowicie, kiedy jest naprawdę źle, okropnie, strasznie, Rosjanin pociesza Rosjanina: Nie rozpaczaj, na Kołymie było gorzej!</p>
    <p>Na mroźnej pustyni Kołymy potrzeba jednak ludzi do pracy. Dlatego, jednocześnie z Dalstrojem, Moskwa powołuje tam do życia zarząd Północno-Wschodnich Obozów Pracy Poprawczej (USWITŁag). USWITŁag spełniał tę samą rolę wobec Dalstroju, co obóz koncentracyjny Oświęcim-Brzezinka wobec IG Farben — dostarczał niewolników.</p>
    <p>Początek Magadanu to jednocześnie początek wielkiego terroru epoki Stalina. Miliony ludzi dostają się do więzień. Na Ukrainie dziesięć milionów chłopów ginie z głodu. Ale nie wszyscy jeszcze umarli. Niezliczone tłumy „kułaków” i innych „wrogów ludu” można by wysłać na Kołymę, ale wąskim gardłem jest transport. Jedna tylko linia kolejowa prowadzi do Władywostoku, kilka tylko statków kursuje stąd do portu w Magadanie. Tą właśnie drogą, nieustannie przez 25 lat, trwa przewóz żywych szkieletów ludzkich z całego Imperium do Magadanu.</p>
    <p>Żywych, a także już martwych. Warłam Szałamow opowiada o statku „Kim”, który wiózł w ładowniach trzy tysiące więźniów. Kiedy zbuntowali się, konwojenci zalali ładownie wodą. Byl czterdziestostopniowy mróz. Do Magadanu dowieziono zamarznięte bryły. Inny statek, wiozący tysiące zesłańców, ugrzązł w lodach Arktyki. Dopłynął do portu po roku — nikt z więzionych już nie żył.</p>
    <p>Oto statek „Dżurma”, który wiezie skazane kobiety, dopłynął do Magadanu. Wiele z tych kobiet z głodu i wycieńczenia już umiera. Takich ludzi, już w stanie powolnej agonii, nazywa się w języku łagrów dochodiagami.</p>
    <p>„Dochodiagów wynoszono po kolei na noszach. Wynoszono i układano na brzegu rzędami, z pewnością dla ułatwienia sprawozdawczości, żeby uniknąć bałaganu przy wystawianiu aktów zgonu. Leżałyśmy na kamieniach i oglądałyśmy się za naszym etapem, który wlókł się do miasta na męki wspólnej łaźni i dezynfekcji” (Eugenia Ginzburg — „Stroma ściana”).</p>
    <p>Do transportu dostawali się ludzie już wycieńczeni miesiącami więzienia, śledztwa, głodu i bicia. Teraz następowały tygodnie męki w zatłoczonych, bydlęcych wagonach, w brudzie, w obłędzie pragnienia (bo nie dawano im pić). Nie wiedzieli, dokąd jadą i co ich czeka na końcu podróży. Kto przeżył tę gehennę, był w Magadanie pędzony do wielkiego łagru etapowego. Tu odbywał się targ niewolników. Komendanci łagrów, rozmieszczonych przy kopalniach, przychodzili i wybierali dla siebie najbardziej jeszcze sprawnych fizycznie więźniów. Kto z komendantów stał wyżej w hierarchii władzy — wybierał sobie silniejszych skazańców.</p>
    <p>Łagrów albo — jak nazywają je również — arktycznych obozów śmierci (Conquest) było w Magadanie i na Kołymie sto sześćdziesiąt. W ciągu lat skazańcy zmieniali się, ale w każdym momencie przebywało w tych obozach około pół miliona ludzi. Z nich — jedna trzecia umierała na miejscu, inni, po odbyciu lat katorgi, wyjeżdżali jako fizyczne kaleki lub osoby o trwałych urazach psychicznych. Kto przeżył Magadan i Kołymę, nigdy już nie był tym, kim był kiedyś.</p>
    <p>Łagier był sadystycznie i zarazem precyzyjnie pomyślaną strukturą, mającą na celu zniszczenie i zagładę człowieka w taki sposób, aby przed śmiercią doznał on największych upokorzeń, cierpień i męczarni. Była to kolczasta sieć zniszczenia, z której, raz dostawszy się w nią, człowiek często nie mógł się już wyplątać. Składała się ona z następujących elementów:</p>
    <p>zimno — odziany w nędzne i cienkie łachmany skazaniec ciągle cierpiał z zimna, zamarzał;</p>
    <p>głód — zimno to odczuwał tym dotkliwiej, że był bez przerwy zwierzęco, obsesyjnie głodny, mając jako wyżywienie kawałek chleba i wodę;</p>
    <p>katorżnicza praca — głodny i zmarznięty musiał ciężko, katorżniczo, ponad siły pracować, kopiąc i wożąc taczkami ziemię, tłukąc kamienie, ścinając las;</p>
    <p>brak snu — zmarzniętemu, głodnemu, umęczonemu pracą i najczęściej choremu — odbierano sen. Mógł spać krótko, w lodowatym baraku, na deskach, w łachmanach, w których pracował;</p>
    <p>brud — nie wolno mu było myć się, zresztą nie było kiedy i gdzie, był pokryty skorupą lepkiego brudu i potu, śmierdział, cuchnął nie do zniesienia;</p>
    <p>robactwo — cały czas żarło go robactwo. W łachmanach gnieździły się wszy, prycze w barakach oblepiały pluskwy, latem zamęczały go roje komarów i strasznych syberyjskich muszek, atakujących całymi chmurami;</p>
    <p>sadyzm NKWD — nieustannie pastwili się nad nim konwojenci i strażnicy — dozór NKWD. Krzyczeli, bili pięściami w twarz, kopali, szczuli psami i z błahego powodu — rozstrzeliwali;</p>
    <p>terror kryminalistów — więźniów politycznych terroryzowali, okradali i znęcali się nad nimi — kryminaliści. Do nich należała faktyczna władza niższego szczebla;</p>
    <p>poczucie krzywdy — psychiczną torturą było znosić poczucie najgłębszej krzywdy. Ci wszyscy więźniowie polityczni byli najzupełniej niewinni, nie zrobili nic złego;</p>
    <p>tęsknota i strach — wszystkich męczyła tęsknota do najbliższych, do domu (wyroki sięgały 25 lat), zupełne odcięcie od świata, niewiadome, coraz straszniejsze jutro, strach, że każdego dnia nastąpi śmierć.</p>
    <p>„To straszne zobaczyć łagier — pisał Warłam Szałamow, który spędził w łagrach dwadzieścia lat, z tego większość na Kołymie. — Żaden człowiek na świecie nie powinien znać łagrów. W lagrowym doświadczeniu wszystko jest negatywne — co do jednej minuty. Człowiek staje się jedynie gorszy. I nie może być inaczej. W łagrze jest wiele tego, o czym człowiek nie powinien wiedzieć. Ale ujrzeć dno życia — to nie jest najstraszniejsze. Najstraszniejsze jest to, gdy owo dno staje się własnością człowieka, gdy miara jego moralności zapożyczona jest z łagrowego doświadczenia, kiedy zastosowanie w życiu znajduje moralność kryminalistów. Gdy rozum człowieka stara się nie tylko usprawiedliwić owe łagrowe uczucia, ale też im służyć”.</p>
    <p>I dalej :</p>
    <p>„Łagier był dla człowieka wielką próbą charakteru, zwykłej ludzkiej moralności, i dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzi nie wytrzymywało tej próby. Wraz z tymi, co nie wytrzymywali, umierali ci, co zdołali wytrzymać, starając się być lepszymi niż wszyscy, twardszymi dla samych siebie...” (Warłam Szałamow — „Opowiadania kołymskie”).</p>
    <p>1 grudnia 1937 Berzin zostaje odwołany do Moskwy. Stalin uznał, że ten oprawca postępował jednak zbyt łagodnie, kazał go aresztować i rozstrzelać. Na jego miejsce, tegoż samego 1 grudnia, dopływa do Magadanu statek „Mikołaj Jeżów” który przywozi dwóch nowych władców Kołymy — dyrektora Dalstroju pułkownika Karpa Pawlowa (zastrzelił się w 1956 r.) i jego zastępcę, szefa kołymskich obozów śmierci — pułkownika Stiepana Garanina. Garanin ma 39 lat. Będzie jeszcze żyć jeden rok.</p>
    <p>Garanin to czarna legenda Kołymy.</p>
    <p>„Iwanie Kuźmiczu, czy pamiętacie Garanina?</p>
    <p>Czy pamiętam? Dobre sobie. Przecież widziałem go z bliska, tak jak ciebie teraz oglądam. Obchodził kolumnę więźniów. I był nie sam, ze świtą. Zanim się zjawił, przekazywano przez telefon: może tu zajechać, żeby osobiście przeprowadzić inspekcję łagru. Był jeszcze w Magadanie, kiedy myśmy już stali na baczność. Wszystko wyczyszczone, wymalowane, posypane żółtym piaskiem. Komenda ciska się we wszystkie strony, nie mogąc opanować nerwów. Nagle szept: jadą, jadą. Brama łagru otwarta szeroko. A on wjeżdża w nią swoją kolumną — kilka samochodów osobowych, kilka ciężarówek z ochroną osobistą. Wysiada z pierwszego wozu, a świta błyskawicznie ustawia się po bokach. Wszyscy z mauzerami, w półkożuszkach. On sam w niedźwiedzim futrze. Mina groźna. Wzrok pijany i ciężki jak ołów. Komendant naszego łagru, major, podbiega do niego i składa meldunek drżącym głosem: ”Towarzyszu komendancie USWITŁagu NKWD. Wydzielony podobóz łagru do przeglądu.</p>
    <p>— Czy są tu więźniowie, którzy wymigują się od pracy? —. «Są» z lękiem odpowiada major. I wychodzi z szeregu ze dwunastu ludzi. — «Ach tak, nie chcecie pracować, kurwa wasza mać?». I już ma w ręku pistolet. Bach! Bach! Bach! Położył wszystkich. Kto się poruszył, tego dobiła świta. «A są tu rekordziści, tacy, co przekraczają normę? Przodownicy pracy?». «Są, towarzyszu naczelniku USWITŁagu NKWD» —. Radosny, wesoły szereg przodowników. Oni nie mają się czego lękać. Garanin podchodzi do nich ze swoją świtą, ciągle jeszcze trzymając w ręce mauzer z pustym magazynkiem. Nie odwracając się, podaje go do tyłu swojej świcie. Dostaje od nich nowy, załadowany pistolet, który chowa do drewnianej kabury, ale ręki nie spuszcza z kolby. «A więc przodownicy pracy? Przekraczacie normy?». «Tak» — odpowiadają. A on znowu ich pyta: «Wrogowie ludu przekraczają normy? Hm... Wy, przeklęci wrogowie ludu! Takich trzeba likwidować...» I znowu: Bach! Bach! Bach! I znowu z dziesięciu ludzi leży kałuży kałuży krwi. A on jakby poweselał, oczy zrobiły mu się spokojniejsze. Nasycił się krwią. Komendant łagru prowadzi drogich, szanownych gości do stołówki na przygotowaną ucztę. I cieszy się, że sam uniknął kuli. Kiedy Garanin miał ochotę, strzelał i do komendantów łagrów. Straszna to była samowola, kiedy naczelnikiem był Garanin. Ludzie padali jak muchy” (Anatolij Żygulin — „Czarne kamienie” ).</p>
    <p>Garanin rozstrzeliwał kilku, kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu ludzi dziennie. Mordując, śmiał się albo śpiewał wesołe czastuszki. Beria kazał go rozstrzelać nagle i nie wiadomo dlaczego, niby japońskiego szpiega. A można przecież sądzić, że ten tęgi, rosły osiłek, syn białoruskiego chłopa, kowal z zawodu, półanalfabeta, nie wiedział nawet, że istnieje taki kraj — Japonia.</p>
    <p>Przyjeżdżając do Magadanu, miałem ze sobą numery trzech telefonów. Zadzwoniłem. Pierwszy telefon — młody, męski głos odpowiedział, że ta kobieta już nie żyje. Drugi — cisza, nikt nie podnosił słuchawki. Wykręciłem trzeci numer: 23344. Odezwał się niski, pogodny głos. Przedstawiłem się i usłyszałem odpowiedź tak życzliwą, nawet — radosną, jakby tamten, po drugiej stronie linii (nie znałem go osobiście), czekał latami na moją wizytę. Umówiliśmy się na spotkanie. Spróbuje pożyczyć gdzieś wóz terenowy, abyśmy mogli trochę pojeździć, coś zobaczyć.</p>
    <p>Rano przyjechał zielony gazik. Kierowcą była kobieta, która powiedziała, że ma 47 lat. Dziwne, ale nie zapamiętałem jej imienia (może nie podała go w ogóle), tylko ten wiek. 47 lat wyglądała na masywną, krzepką niewiastę, w której wszystko było wysunięte do przodu, wypukłe, wybałuszone, przede wszystkim — oczy i piersi. Miała potężne, silne ramiona i nie mogłem wyobrazić sobie rozmiarów mężczyzny, przy którym poczułaby się nieśmiałym, słabym maleństwem. Nic (a myślę również, że nikt) nie mogłoby się jej oprzeć.</p>
    <p>Koło kierowcy siedział mój wczorajszy rozmówca — Albert Miłtachutdinow, pisarz, który spędził na Kołymie całe dorosłe życie — ponad 30 lat — zajmując się tu pisaniem, a także geografią tej części Syberii. (Ponieważ na Kołymę można było kiedyś dostać się tylko od strony morza, utarło się mówić o niej jak o wyspie, co jeszcze bardziej podkreślało izolację tego miejsca od reszty świata. Kto wyjeżdżał z Kołymy, mówił: jadę na kontynent.)</p>
    <p>Pojechali!, powiedziała pytając-rozkazując 47 lat. Ledwie ruszyliśmy, zaczęła zachwycać się Rumunami. Molodcy Rumyni!, wołała. Obcięli Ceausescu głowę! (Choć było to już dawno, nadal robiło to na niej wrażenie.) Kiedy obetniemy głowy tym, co siedzą na Kremlu?</p>
    <p>Od razu — obciąć głowy. Pomyślałem: jestem na Kołymie, tu się mówi takim językiem. Byłem przerażony nie tyle jej słowami, ile faktem, że trzymając kierownicę jedną ręką, drugą pokazywała, jak należy obcinać głowy, a jechaliśmy ulicą o tak strasznych dziurach, wybojach i rozpadliskach, że czułem się jak astronauta w komorze próżniowej — jechałem nie wiedząc, gdzie mam głowę, gdzie nogi, to wóz stawał sztorcem, jakby startując w niebo, to leciał w bezdenną przepaść. Ale 47 lat nie przejmowała się drogą, miała ważniejszy problem. Ach, jak oni nas duraczyli!, mówiła z wściekłością. Jak oni nas duraczyli!</p>
    <p>Jej impet, jej furia, wszystkie działa jej nienawiści były wymierzone w Kreml. Tam byli ci, którzy przez 47 lat robili z niej idiotkę, głosząc jakieś niestworzone rzeczy, w które kazali jej wierzyć.</p>
    <p>Ale my ich dostaniemy! — upajała się swoja oślepiającą, gniewną wizją.</p>
    <p>Dojechaliśmy do Zatoki Nogajewa i zatrzymaliśmy się nad wodą, koło porzuconych, rdzewiejących kutrów. Jest to miejsce-symbol, miejsce-dokument, o takim ciężarze, jak brama do obozu w Oświęcimiu czy rampa kolejowa w Treblince. Ta zatoka, brama i rampa są to trzy różne scenografie tej samej sceny: zejścia do piekieł.</p>
    <p>Spośród milionów ludzi, których wyrzucono na ten kamienisty, zasypany żwirem brzeg, na którym teraz stoimy, trzy miliony nie wróciły już nigdy.</p>
    <p>Zatoka wygląda jak wielkie jezioro o spokojnej, szarobrunatnej powierzchni. Wejście do niej, z Morza Ochockiego, które oddziela ją od Japonii, jest tak wąskie, że, jak mówią, nawet w okresie sztormów nie ma tu wielkiej fali. Ze wszystkich stron widać ciemnoszare, niemal czarne wzgórza o łagodnych zboczach, nagie, bez śladu zieleni, jakby dawno porzucone hałdy węgla lub żużlu. Świat ponury, monotonny, martwy. Bez drzew, bez ptaków. Nie widać żadnego ruchu, nie słychać żadnych odgłosów. Chmury niskie, pełzające ziemią, zawsze jakby ciągnęły w naszym kierunku, na nas. To otoczenie prowokuje do skrajnych zachowań, można tu wpaść w szał, w obłęd albo w najbardziej przygniatającą depresję; najtrudniej ocalić normalność i wiarę, że natura może być życzliwa, że nie chce nas się pozbyć. W takim miejscu jak Kołyma przyroda brata się z oprawcą, pomaga mu w niszczeniu bezbronnej i niewinnej ofiary, wysługuje się zbrodniarzom, płaszczy się przed nimi, podsuwając im coraz to nowe narzędzia tortur — trzaskający mróz, lodowate wichry, piętrowe śniegi, ogromne, nie dające się przejść zimne pustynie.</p>
    <p>Więc do tej zatoki dopływały statki wiozące w swoich lukach stłoczonych, półżywych z głodu i duchoty więźniów. Ci, którzy jeszcze poruszali się, schodzili trapami na brzeg. Wtedy właśnie po raz pierwszy widzieli zatokę. Pierwsze wrażenie odnotowane w dziesiątkach wspomnień: stąd się już nie wróci. Formowano ich w kolumny. Zaczynało się liczenie więźniów. Wielu strażników było właściwie analfabetami, dodawanie większych liczb sprawiało im ogromne trudności. Apel trwał godzinami. Półnadzy zesłańcy stali nieruchomo, chłostani wichurą, w śnieżycy. Wreszcie rozlegało się rutynowe ostrzeżenie konwojentów: Krok w lewo lub krok w prawo uważa się za próbę ucieczki — strzelamy bez uprzedzenia! Formuła ta była identyczna na całym obszarze ZSRR. Dwustumilionowy naród musiał kroczyć zwartą kolumną w nakazanym kierunku. Każde odchylenie w lewo lub w prawo oznaczało śmierć.</p>
    <p>Znad zatoki pędzono ich teraz główną ulicą Magadanu, przy której stoi dziś mój hotel. Była to pierwsza ulica w mieście. Zbudował ją Berzin i dał jej swoje nazwisko — szefowie NKWD dawali swoje nazwiska miastom, placom, fabrykom, szkołom, z wolna (czy nawet — szybko) powstawał prawdziwy NKWD-land. W 1935 roku Berzin otworzył w Magadanie Park Kultury, dając mu nazwisko swojego przełożonego, szefa NKWD —Jagody. W trzy lata później i Berzin, i Jagoda zostali rozstrzelani. Ulicę Berzina nazwano ulicą Stalina, a Park Jagody dostał imię nowego szefa NKWD —Jeżowa. W rok później rozstrzelano Jeżowa i park dostał imię Stalina. W 1956 roku ulicę Stalina zamieniono na Marksa, a park Stalina nazwano parkiem Lenina. Na jak długo — nie wiadomo. Rada miejska wpadła jednak na dobry pomysł i nadaje ulicom nazwy apolityczne. Jest więc Gazetnaja, Pocztowaja, Garażnaja, Nabiereżnaja. Przecież gazety, poczta, garaże i nabrzeża będą zawsze.</p>
    <p>Umęczone kolumny, po przejściu ulicą Berzina-Stalina, znikały w bramach łagrów tranzytowych, których w mieście i najbliższej okolicy istniało kilka. W Magadanie było do niedawna zaledwie parę murowanych budynków i całe miasto, składające się z licznych drewnianych domków, nad którymi wznosiły się wieżyczki strażnicze, wyglądało jak wielki, rozrzucony na wzgórzach łagier, zimą zasypany śniegiem, latem tonący w błocie.</p>
    <p>Po kilku dniach więzienne kolumny szły dalej, popędzane krzykiem konwojentów, kolbami, ujadaniem psów. Najważniejsze było dojść na miejsce, bo kto osłabł i padał — był dobijany. Kolumny posuwały się w głąb Kołymy, do wyznaczonych im obozów i prymitywnych, łopatami i kilofami drążonych kopalń złota, platyny, srebra, ołowiu, uranu. Ruszały z Magadanu czasem codziennie, czasem co tydzień, przez dziesiątki lat, jedna za drugą, setna za setną, tysięczna za tysięczną, idąc do miejsc przeznaczenia jedyną tu drogą — Północną — i kolejno znikając w wiecznie panującej, gęstej i zimnej mgle.</p>
    <p>Albercie, spytałem, czy możemy zobaczyć stare łagry? Znad zatoki pojechaliśmy w górę, szlakiem więźniów — do miasta.</p>
    <p>47 lat przeklinała miejscową biurokrację. Otóż Magadan i stan Alaska nawiązały współpracę. Zaproszono na dwa tygodnie grupę dzieci amerykańskich. Każde dziecko miało mieszkać z jakąś rosyjską rodziną. W mieście doszło do wojny, bo każdy chciał mieć takie dziecko u siebie. Oczywiście, nie szło tylko o małego Amerykanina, choć ludzie są tu nad wyraz szczodrzy. Rzecz w tym, że komu przyznano takiego zamorskiego gościa, tam natychmiast odbywał się remont kamienicy, malowanie ścian, wkręcanie żarówek na klatkach schodowych, wstawianie szyb w oknach, zamiatanie podwórza, reperowanie kanalizacji, naprawa kranów, wymiana zlewów i wanien, oliwienie zamków i zawiasów w drzwiach. Właśnie ktoś z bloku, w którym mieszkała 47 lat, starał się o małego Jankesa, ale, jak powiedziała nam wśród krzyków, śmiechu i przekleństw, dał za małą łapówkę. Więc klatka schodowa jest nadal ciemna i nie ma ciepłej wody.</p>
    <p>W ogóle żyje się ciężko.</p>
    <p>Mieszkaniec Magadanu K. I. Iwanienko skarży się w liście do swojej gazety: „Kilka dni temu w czasopiśmie «Krestianka» przeczytałem swój horoskop, z którego wynikało, że istnieje prawdopodobieństwo, iż uda mi się zakupić coś drogiego, ale użytecznego. Toteż ustawiłem się przed drzwiami sklepu «Melodia», nim jeszcze został otwarty, z nadzieją, że kupię telewizor. Niestety, nie udało się. Ale obok jest przecież sklep z obuwiem, więc pędzę kupić buty. Niestety, i tu mi się nie udało. Poszedłem do trzech kolejnych sklepów warzywnych — nigdzie nie było kartofli. Zacząłem chodzić od sklepu do sklepu, aby kupić cokolwiek, nawet żeby już niekoniecznie było drogie i niekoniecznie potrzebne, ale nigdzie nic nie dostałem. W końcu znalazłem się w sklepie nr 13, zwanym powszechnie «Trzy świnki». Sprzedawali piwo. Cóż, kiedy okazało się, że piwo sprzedają tylko wówczas, jeżeli ktoś przyniesie sobie z domu kufel” („Magadanskaja Prawda”, 27 IV 1990).</p>
    <p>Nie musieliśmy daleko jechać. Puste łagry pozostały w starych dzielnicach, przy zaśnieżonych ulicach bez chodników i latarń. Część z nich przemieniono w jakieś składy i magazyny. Reszta niszczeje i rozsypuje się. Stoją jeszcze, widoczne to tu, to tam, wieżyczki wartownicze, krzywe, pochylone, butwiejące. W śniegu i błocie leżą rozbite bramy, płoty i słupy, bez drutu już — drut rozkradli. Większość baraków została rozebrana na drewno, na opał, kilka stoi jeszcze, ale są puste, bez drzwi i okien.</p>
    <p>Wszędzie, w Workucie, w Norylsku, w Magadanie, uderza nędza lagrowego świata, jego skrajna, żebracza bieda, nieudolna, niedbała prowizorka, niechlujstwo i prymitywizm. To świat sklecony z łat i łachmanów, pozbijany zardzewiałymi gwoździami zwykłym toporem, powiązany parcianym sznurem, ściągnięty byle jakim drutem.</p>
    <p>Żeby zatrzeć ślad zbrodni, nic tu nie trzeba rozkuwać, rozbierać, wysadzać w powietrze. Połowa archipelagu GUŁAG już zatonęła w bagnach i w błocie. Połowę łagrów na Syberii zarósł las, a drogi do nich rozmyły wiosenne wody. W miastach na miejscu wielu łagrów stoją już nowe dzielnice, fabryki, stadiony sportowe.</p>
    <p>Latem, jeżeli ktoś będzie jechać przez Kołymę drogą Północną — na Karamken, Strelkę, Bolszewik, a będzie wiedział, w którym miejscu, zasłonięte lasami i wzgórzami, są stare łagry, znajdzie tam stosy murszejących drągów, kawałek żelaznej szyny, resztki gliny, z której zbudowana była kuchnia. Wątpliwe, żeby znalazł jakiś przedmiot mogący mieć użytek — nie będzie tam ani łyżki, ani miski, kilofa ni łopaty, cegły ni deski, to wszystko zostało zabrane jeszcze przez więźniów lub ich konwojentów albo później rozebrane przez miejscową ludność, bo każda z tych rzeczy ma tu swoją cenę, swoją wartość.</p>
    <p>Za kilka lat świat łagrów zatrze za sobą ostatnie ślady.</p>
    <p>Albercie, spytałem znowu, czy w Magadanie nie zostało nic z tamtych lat? Żadnego materialnego świadectwa?</p>
    <p>Zamyślił się. Właściwie nic, powiedział po chwili. Siedziba Dalstroju została zburzona. Koszary NKWD — zburzone. Więzienie śledcze — zburzone. Wszędzie już stoją nowe domy albo biegną tamtędy nowe ulice.</p>
    <p>Ale jest ciągle jeden dom, ten zachował się, bo stoi trochę na uboczu, schowany między blokami dzielnicy mieszkaniowej. To dawny Dom Szkolenia Politycznego kadry NKWD kołymskich łagrów.</p>
    <p>Wspinając się po olbrzymich zwałach śniegu, poszliśmy do tego domu. Jest piętrowy, stary i wydaje się dziś mały. W głównej sali kilkanaście szkolnych uczennic, bladych i poważnych, ćwiczyło w skupieniu figury baletowe.</p>
    <p>W tej właśnie sali odbywały się odprawy morderców. Tu ustalano częstotliwość i rozmiary egzekucji. Tu przychodzili Garanin i Pawłów, Nikiszow i Jegorow. Setki innych, których lufy naganów były jeszcze ciepłe.</p>
    <p>Na ich oczach, z ich pomocą, a czasem z ich ręki — zginęły trzy miliony ludzi.</p>
    <p>Chodziliśmy po pustym budynku. A tu?, zapytałem Alberta, pokazując jakieś drzwi.</p>
    <p>Za drzwiami była ubikacja oprawców. Miała wielkość średniego pokoju. Żadnych muszli klozetowych. Tylko w betonowej, nierówno położonej podłodze sześć owalnych dziur. Szare, pełne brunatnych zacieków ściany. Połamany kran.</p>
    <p>To wszystko, co pozostało, Albercie? To wszystko, odpowiedział.</p>
    <p>Mam ze sobą dwie książki: Warłama Szałamowa „Opowiadania kołymskie” i Aleksandra Weissberga-Cybulskiego „Wielką czystkę”. Pasjonujące jest zestawienie tych autorów, ich światopoglądów i postaw. Porównanie to pozwala choć trochę wniknąć w myślenie rosyjskie, w jego zagadkę i specyfikę. Obie książki są opowieścią-dokumentem o tym samym doświadczeniu ofiary bolszewickiej represji, ale jakże różne są umysły ich autorów!</p>
    <p>Obaj należą do tego samego pokolenia (Weissberg urodzony w 1901 r., Szałamow — w 1907). Obaj zostają aresztowani w 1937 r. (Szałamow, już po raz drugi, w Moskwie, Weissberg w Charkowie, gdzie pracuje jako inżynier kontraktowy). Obaj zamęczani, torturowani, gnębieni, upokarzani przez NKWD. Zupełnie niewinni, czyści, uczciwi ludzie.</p>
    <p>Ale tu zaczynają się różnice.</p>
    <p>Pytanie jest następujące: co będzie w nas przeważać, decydować o naszym stosunku do życia, do rzeczywistości? Cywilizacja, tradycja, w której wyrośliśmy, czy też wiara, ideologia, którą posiadamy i wyznajemy?</p>
    <p>Austriak Weissberg jest człowiekiem Zachodu, wychowanym w duchu kartezjańskiego racjonalizmu, w duchu myśli dociekliwej i krytycznej.</p>
    <p>Szałamow jest Rosjaninem z krwi i kości, nigdy z Rosji nie wyjechał, z myślą zachodnią stykał się sporadycznie, wszystko jest w nim od początku do końca rosyjskie.</p>
    <p>Jednocześnie człowiek Zachodu — Weissberg, jest gorliwym i przekonanym komunistą, a człowiek Rosji, dla którego Moskwa jest najbliższym mu miastem świata — Szałamow, jest głębokim antykomunistą.</p>
    <p>Jak każdy z nich odniesie się teraz do swojej sytuacji ofiary barbarzyńskich represji, „niepotrzebnego okrucieństwa”, do całego otaczającego ich koszmarnego świata stalinowskich czystek, więzień, łagrów, egzekucji?</p>
    <p>Weissberg jest przekonany, że trafił do domu wariatów, że oficerowie śledczy NKWD to ludzie obłąkani, że Sowiety epoki Stalina to świat obłędu, paranoi, absurdu. To, co się tu dzieje — pisze — „jest kompletnie bez sensu, są to wybryki rozpasanego aparatu, urągające wszelkiej racjonalnej interpretacji”. Albo: „Złapałem się za głowę. Czy dostałem się do domu wariatów?” Albo: „Wszystko jest przecież najczystszym szaleństwem. Brak mi po prostu słów na scharakteryzowanie tego”. Rok 1937: „Nastąpił wyścig obłędu”. Itd., itd. Przy czym ani na moment nie odstępuje wówczas od swoich przekonań: Jestem niemieckim komunistą, rzuca oficerowi śledczemu, i przybyłem do tego kraju, by wziąć udział w budowaniu socjalizmu. Jestem patriotą Związku Sowieckiego”.</p>
    <p>Przekonany, że jest w domu wariatów, że jest w upiornej krainie obłędu i surrealistycznej paranoi, Weissberg nie załamuje się, jego umysł zachodniego racjonalisty w najstraszniejszych warunkach zatłoczonych, brudnych i ociekających krwią więzień pracuje intensywnie — szuka racjonalnego, rozsądnego wytłumaczenia tego, co się wokół niego dzieje. W każdej celi, do której go wrzucają, Weissberg próbuje dyskutować, pytać, chce wymieniać opinie.</p>
    <p>Ale jego rosyjscy współtowarzysze niedoli właśnie na Weissberga patrzą jak na wariata! Czego się rzucasz?, mówią. Co tu próbujesz zwojować? Cierp i sieciź cicho!</p>
    <p>Między tymi dwiema postawami nie ma żadnej komunikacji, żadnego języka. Dlatego nie wiem, czy Weissberg i Szałamow mogliby się porozumieć.</p>
    <p>Ponieważ dla Szałamowa wszystko, co go otacza, jest częścią świata natury. Łagry należą do porządku natury, a nie do porządku ludzkiego. Czy człowiek może buntować się przeciw temu, że nastały wielkie mrozy albo że przyszła straszna powódź? Jeżeli przyszła powódź, a ktoś zacznie wygrażać rzece, to powiedzą, że jest obłąkany, że uciekł z domu wariatów. Jeżeli przyszła powódź, trzeba wejść na najwyższe drzewo i czekać cierpliwie, aż woda opadnie. To jest racjonalność, to jest jedyne rozsądne działanie. Jeżeli człowiek trafił do łagru, nie powinien buntować się, bo za to go rozstrzelają, tylko tak żyć, żeby przetrwać. Może woda w rzece kiedyś opadnie, może z łagru kiedyś wypuszczą. Nic więcej zrobić nie da się i nawet nie trzeba.</p>
    <p>W „Opowiadaniach kołymskich” świat poza drutami łagru właściwie nie istnieje. Wiadomość o końcu drugiej wojny światowej dociera tu z opóźnieniem i nie wywołuje wrażenia. Prawdziwym i jedynym światem jest łagier. Łagier to zborna i logiczna struktura. Dlaczego Weissberg dopatrywał się w tym wszystkim absurdu? Gdyby łagier był absurdalny, rozleciałby się natychmiast. Tyle że logika łagru jest logiką morderstwa, jest inną racjonałnością niż ta, której poszukiwał austriacki inżynier-komunista.</p>
    <p>To umysł Szałamowa jest racjonalny i logiczny, a umysł Weissberga zbłąkany, zagubiony w abstrakcjach.</p>
    <p>„Każda ingerencja w to, co niesie los, w wolę bogów, była czymś, co nie przystoi i sprzeczne jest z kodeksem postępowania w łagrze”, wspomina Szałamow. I w domyśle — kto sądzi, że można zachowywać się inaczej, ten nigdy nie dotknął prawdziwego dna życia, nigdy nie przyszło mu dogorywać w „świecie bez bohaterów”.</p>
    <p>Tę różnicę postaw Szałamowa i Weissberga wobec świata represji, „innego świata” (Herling-Grudziński), do którego zostali wtrąceni, objaśnia może największy filozof rosyjski Władimir Sołowjow: „Przeciwstawność dwu kultur — wschodniej i zachodniej — zarysowała się ostro już u zarania dziejów ludzkości. Jeżeli Wschód budował fundamenty swej kultury na bezwzględnym podporządkowaniu człowieka sile wyższej, nadprzyrodzoności, to na Zachodzie przeciwnie, człowiek pozostawiony był inwencji własnej, pozwalającej na szeroką twórczość samorodną”.</p>
    <p>Po ulicach Magadanu chodzi się wysokimi korytarzami wykopanymi w śniegu. Jest wąsko, przy mijaniu trzeba przystawać, przepuszczać drugą osobę. Czasem zdarzy mi się tak stanąć oko w oko z jakimś starszym mężczyzną. Zawsze, zawsze przychodzi mi wtedy do głowy pytanie: A wy kim byliście? Katem czy ofiarą?</p>
    <p>I dlaczego mnie to intryguje i porusza? Dlaczego nie potrafię spojrzeć na tego człowieka zwyczajnie, bez tej nieznośnej i natrętnej ciekawości? Gdybym jednak zdobył się na odwagę i zadał mu to pytanie, a on zachowałby się szczerze, mógłbym usłyszeć odpowiedź: Widzicie, macie przed sobą i kata, i ofiarę.</p>
    <p>W tym też była cecha stalinizmu — że w wielu wypadkach nie sposób oddzielić tych dwóch ról. Najpierw ktoś bił jako oficer śledczy, potem siedział i był bity, po wyroku wychodził i mścił się, itd. Był to świat zamkniętego kręgu, z którego istniało tylko jedno wyjście — śmierć. Była to koszmarna gra, w której przegrali wszyscy.</p>
    <p>Zapuściłem się daleko, nad zatokę. W tym miejscu nie było już słychać miasta. Przede wszystkim nie było słychać Kołymy. Gdzieś za wzgórzem schodzącym do zatoki, w ciszy i ciemnościach leżeli jej zmarli. W którymś ze wspomnień przeczytałem, że wieczna zmarzlina Kołymy tak konserwuje zwłoki, iż twarze pogrzebanych zachowują nawet swój wyraz. Twarze ludzi, którzy zobaczyli to, czego, jak ostrzegał Szałamow, człowiek nie powinien widzieć.</p>
    <p>Pomyślałem o straszliwej bezużyteczności cierpienia. Miłość zostawia swoje dzieło — to następne pokolenia przychodzące na świat, trwanie ludzkości. Ale cierpienie? Tak wielka część ludzkiego przeżycia, bolesna i najtrudniejsza, przechodzi i nie zostawia śladu. Gdyby zebrać energię cierpienia, jaką dały tu z siebie miliony ludzi, i przemienić ją w siłę tworzenia, można by z naszej planety stworzyć kwitnący ogród.</p>
    <p>Ale co zostało?</p>
    <p>Zardzewiałe kadłuby statków, butwiejące wieżyczki strażnicze, głębokie doły, z których kiedyś wydobywano jakaś rudę. Ponura, martwa pustka. Nigdzie nikogo, bo umęczone kolumny już przeszły i zniknęły w wiecznej zimnej mgle.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>KREML: CZARODZIEJSKA GÓRA</p>
    </title>
    <p>Do Moskwy wracałem z Magadanu przez Norylsk. Z Kołymy do Norylska leci się ponad trzy godziny nad północną Syberią. Było jasne, słoneczne południe, powietrze tak przezroczyste i rozświetlone, że dawało efekt wielkiego przybliżenia — jakby patrzyło się na ziemię przez powiększające szkło.</p>
    <p>W dole, jak okiem sięgnąć, biel i biel, gładka, napięta płaszczyzna wypolerowana wiatrami na najwyższy, absolutny połysk. Po tej oślepiającej i martwej gładziźnie pełza mozolnie samotne, drobne, ciemno-błękitne żyjątko — cień naszego samolotu, ruchomy znak, że nasz samolot leci, że żyjemy.</p>
    <p>Biel, jak każdy kolor, jest sama w sobie nieopisywalna. Ona istnieje, ale zaczyna się wyodrębniać i poddawać definicji dopiero w zestawie z innymi kolorami. A tu nie ma żadnych innych barw. Jest tylko nieobjęty biały Kosmos i wtopiony w jego wnętrze, jak owad w bryłę bursztynu, mikroskopijny cień naszego IŁ-62.</p>
    <p>Ale w pewnej chwili widać, że pod nami, na jasnej, czystej powierzchni pojawia się linia. Jakiś czas biegnie samotnie. Ale oto widzimy i drugą linię. Teraz ciągną się one równolegle, prosto, do miejsca, w którym przetnie je linia wyrazista, mocna. Jakiś czas nic się nie dzieje, trzy linie rozpięte na płaskim, rozległym tle. Nagle biały bezkres zaczyna pokrywać się coraz to nowymi liniami, już ich więcej i więcej, już gęściej i gęściej rozłożone. Jednolita dotąd, monotonnie jednostajna równina łamie się i formuje w kwadraty, prostokąty, romby i trójkąty, w zawiłą, to piętrzącą się, to rozpełzającą we wszystkie strony geometryczną strukturę — to Norylsk, górniczo-metalurgiczne zagłębie Syberii: polski Śląsk, niemiecka Ruhra, amerykański Pittsburgh, tyle że za Kołem Polarnym.</p>
    <p>Między Norylskiem a Moskwą leży Ural. W czasie lotu nad tymi górami następuje zmiana pory roku. Dotąd była zima i zima, a teraz minąwszy szczyty Uralu od razu wlatuje się w wiosnę. Ziemia odzyskuje swoją — naturalną w tych okolicach — szarobrunatną barwę, koryta rzek wypełniają się ruchliwym srebrem, tu i tam leżą płaty jasnej zieleni. Po drodze będą jeszcze jakieś miasta, będzie Wołga, będą lasy, a za lasami — Moskwa.</p>
    <p>W Moskwie wpadam od razu w wir dyskusji, stołecznych plotek, polemik i swarów. Wszędzie spotkania, mityngi, narady i sympozja. Koło pomnika Puszkina codziennie od rana do nocy stoją jacyś ludzie, przekrzykują się, wtykają sobie palce do oczu, podsuwają pod nos garście ulotek. Ten czas to raj dla dyskutantów, dla złotoustych, dla polemistów i gadułów, kaznodziejów i oratorów, szermierzy słowa i poszukiwaczy prawdy. Takich ulicznych klubów dyskusyjnych są w tym kraju dziesiątki, setki. Zaciekłych dyskutantów zobaczycie na placach Lwowa i Omska, Archangielska i Karagandy, wszędzie. Wszystko to wygląda tak, jak na starych fotografiach z rewolucji lutowej 1917 roku.</p>
    <p>Choć mnóstwo w tych słownych gejzerach ciekawych i nawet niezwykłych, któregoś dnia postanawiam wymknąć się polemistom i dyskutantom i pójść na Kreml.</p>
    <p>O tym, żeby pójść na Kreml, myślałem od dawna. Zamiar ten odżywał zawsze, ilekroć jadąc do śródmieścia z Alei Lenina (gdzie mieszkałem) mijałem wznoszące się po prawej stronie wyniosłe mury, budowle i wieże Kremla. To, co mnie wówczas zawsze uderzało, to ogromne kamienne pustkowia otaczające zewsząd zespół kremlowski — wielkie, nie kończące się place, szerokie mosty, betonowe nabrzeża, ciągnące się kilometrami bezludne, pokryte asfaltem i płytami rozległe obszary.</p>
    <p>Na tych rozpościerających się wokół placach rozrzucone to tu, to tam stada samochodów zrywają się co chwila do biegu, pędzą na skróty i w pośpiechu znikają w gardzielach ulic, zaczynających się gdzieś daleko stąd. Rzadko rozstawieni milicjanci przezornie ustępują z drogi. Ale poza nimi nie można tu spotkać żywego ducha, mimo że jesteśmy w środku dziesięciomilionowego miasta. Tę pustynność odczuwa się zwłaszcza w niedzielę lub w czasie złej pogody. Wicher hula po pustkowiach, pędząc ze sobą deszcz lub śnieg. Czasem zapuszczałem się na te odludzia. Dołem toczyła swoje szare wody rzeka Moskwa. Z boku miałem ołowiany masyw domu dla elity — jedynego domu mieszkalnego w tej okolicy. Byłem zawieszony w pustce rozdzielającej władzę niedostępną (Kreml) od żywej tkanki miasta. Nie było tu ruchu i gwaru ulic — raczej cisza i bezkres stepu.</p>
    <p>Moskiewski Kreml to wielki, ogrodzony ceglanym i kamiennym murem, stojący na wzgórzu zespół średniowiecznych i nowożytnych budowli. Potężny mur kremlowski wieńczy dwadzieścia wież różnej wielkości, z których największe to — Spasska, Nikolska, Narożna, Troicka i Borowicka. Wewnątrz muru znajdują się różne budynki rządowe oraz cerkwie i sobory zamienione później na muzea. Ale przede wszystkim Kreml to miejsce urzędowania, a często i rezydencja Najważniejszej Osoby w Imperium. Poczynając od roku 1918, kiedy to Lenin przeniósł stolicę z Petersburga do Moskwy (decydowały względy bezpieczeństwa: Petersburg zbyt blisko morza, zbyt blisko Europy), Rosja była i jest rządzona z wyżyn Kremla.</p>
    <p>Najbliżej do murów Kremla jest od strony placu Czerwonego. Tu również, jeśli dzień jest słoneczny i ciepły, spotyka się najwięcej ludzi. Z jednej strony placu stoi długa, długa kolejka do mauzoleum Lenina. Z drugiej — jest Wieża Spasska. Bramą tej wieży coraz to wylatują na wielkiej szybkości czarne rządowe ziły. Wszystkie są jednakowe (z tym że najważniejsze nie mają numerów rejestracyjnych), ale kto w nich jedzie — nie wiadomo, bo okna są zasłonięte firankami. Maszyny te wyjeżdżają tak często, że można sądzić, iż na Kremlu znajduje się fabryka samochodów i że raz po raz opuszcza taśmę nowy egzemplarz.</p>
    <p>Wejść na Kreml, ot tak, po prostu wejść, bez powodu i celu — nie sposób. Dostać się tu można tylko w trzech wypadkach: a) do muzeum, w zbiorowej wycieczce z miejsca pracy — jest to forma wyróżnienia i nagrody, b) na jeden z różnego rodzaju ważnych zjazdów, jakie się tu od czasu do czasu odbywają — wchodzą wówczas delegaci i akredytowani dziennikarze, c) na wezwanie któregoś z urzędujących tu dygnitarzy. W każdym z tych wypadków po przejściu przez bramę obowiązuje poruszanie się najkrótszą trasą do oznaczonego miejsca — tam i z powrotem.</p>
    <p>Spróbowałem od strony zachodniej, od bramy Troickiej, bo wiem, że to wejście dla ludzi, którzy przychodzą tu pieszo, dla szaraczków. Zatrzymało mnie dwóch oficerów milicji: przepustka! Pokazałem akredytację prasową. To za mało! Przepustka na Kreml! Gdzie idziecie? Na zjazd małych narodów Syberii.</p>
    <p>W istocie był taki zjazd. Odesłali mnie, żebym przyniósł przepustkę. Była godzina czwarta po południu. Z Kremla tą samą bramą wychodzili z pracy drobni urzędnicy, sekretarki, woźni. Wszyscy nieśli torby wypchane zakupami z kremlowskich sklepów, siatki pełne skarbów prawdziwych — wędlin, serów, pomarańcz. Obładowani kołysali się w stronę odległych przystanków autobusowych i stacji metra.</p>
    <p>Następnego dnia o tej samej porze zjawiłem się w bramie Troickiej z przepustką. Obejrzeli, porównali fotografię z oryginałem i upewnili się, że wiem, gdzie odbywa się zjazd, w którym budynku. W rzeczywistości nie wiedziałem, bo też nie miałem zamiaru przysłuchiwać się debatom Sybiraków, chciałem zobaczyć Kreml.</p>
    <p>Ale nie było to proste, o czym się zaraz przekonałem. Otóż<sub>;</sub> minąwszy półmrok głębokiej i masywnej bramy, zobaczyłem przed sobą, już będąc wewnątrz, wielkie kamienne przestrzenie. Przede mną rozpościerała się równina dawnego placu Senackiego. Po prawej stronie miałem nowoczesną marmurową bryłę Pałacu Zjazdów, a po lewej — podłużny, na żółto pomalowany budynek Arsenału. Wszędzie było pusto i wszędzie czysto. Chodniki najwyraźniej świeżo zamiecione, krzewy równo, pod jeden wzorzec przycięte, krawężniki pobielone wapnem. Gdy zaszumiał wiatr, na placu i chodnikach pojawiały się suche liście, ale i one wydawały mi się czyste. Ta aseptyczna i surowa czystość w dziwny sposób pogłębiała pustkę i bezludzie tego miejsca. Miałem wrażenie, że jestem tu sam, że nikogo już nie obchodzę. Ale to właśnie było złudzeniem.</p>
    <p>Na wprost mnie, nieco z lewa, stał budynek, który mnie najbardziej interesował — to XVIII-wieczny Pałac Senatu, a później siedziba rządu ZSRR. Budynek ten, wzniesiony na planie trójkąta, znajdował się wewnątrz samego Kremla. Stąd rządził Lenin, Stalin i Breżniew. Byli więc oni osłonięci przed resztą miasta i kraju niejako podwójną gardą: najpierw izolowała ich olbrzymia, pusta przestrzeń rozległych placów i odkrytych, nagich przestrzeni otaczających wzniesienie, na którym stoi Kreml, a potem — już wewnątrz warowni — byli oni chronieni potężnym, ceglanym murem kremłowskim i innymi budynkami stojącymi obok.</p>
    <p>Nie dość na tym!</p>
    <p>Już w 1920 roku wielki pisarz angielski Herbert G. Wells, który odwiedził wówczas Lenina na Kremlu, zauważył trzecią zaporę ochraniającą przywódców:</p>
    <p>„Pamiętam Kreml z 1914 roku, kiedy można było zwiedzać go bez żadnych przeszkód, podobnie jak pałac w Windsor; wszędzie spotykało się wtedy niewielkie grupy pielgrzymów i turystów. Dziś dostęp do Kremla zamknięto i dostać się tam jest bardzo trudno. Formalności rozpoczęły się z chwilą zbliżenia się do bramy kremlowskiej. Zanim trafiliśmy do Lenina, musieliśmy przejść przez pięć czy sześć pokoi, gdzie nasze przepustki były sprawdzane raz po raz”. (H. G. Wells — „Rosja we mgle”).</p>
    <p>Ale i na tym nie dość!</p>
    <p>Ani bezludne place wokół Kremla, ani mury i bramy warowni, ani puste przestrzenie wewnątrz twierdzy, ani kontrole w budynkach i pokojach nie dawały przywódcom poczucia bezpieczeństwa. Przyszło zejść pod powierzchnię, zaryć się pod ziemię:</p>
    <p>Jeszcze przed drugą wojną światową między Kremlem a gmachem KC na placu Nogina, a także niektórymi innymi budynkami w centrum miasta, zbudowano długie przejścia podziemne, żeby członkowie rządu i wyżsi dowódcy wojskowi mogli przechodzić z jednego kwartału w pobliżu Kremla do drugiego nie wychodząc na ulicę... Admirał Isakow wspomina: - Idziemy ze Stalinem długimi kremlowskimi korytarzami, na ich skrzyżowaniach stoją wartownicy i zgodnie z regulaminem służby wewnętrznej spotykają i odprowadzają wzrokiem każdego przechodzącego, dopóki w myślach nie oddadzą go pod opiekę następnemu wartownikowi. Ledwo zdążyłem o tym pomyśleć, jak Stalin powiedział z zaprawioną goryczą nienawiścią: — Ochraniają... A sami tylko patrzeć, jak strzelą w plecy-” (Roj Miedwiediew — „Pod osąd historii”).</p>
    <p>No dobrze — powierzchnia globu zabezpieczona, wewnątrz murów też wszystko pod kontrolą, pod ziemią nikt się nie przekopie, czy jednak nic nie grozi z powietrza? Ale i o tym pomyślano. Niebo nad Kremlem jest szczelnie chronione. Dopiero w bałaganie pierestrojki powstały tu niedopatrzenia i kiedy młody Niemiec — Rust — wylądował nagle, Gorbaczow musiał ukarać paru generałów za luki w ochronie napowietrznej Kremla.</p>
    <p>Ta ochrona przywódców, mimo że jeszcze w 1920 roku dziecinnie liberalna i prowizoryczna, nasunęła Wellsowi pewną niepokojącą go refleksję:</p>
    <p>„Bardzo możliwe, że wszystko to niezbędne jest dla zapewnienia Leninowi osobistego bezpieczeństwa, ale też utrudnia przecież utrzymanie bezpośredniej łączności między Rosją a nim i — co wydaje się jeszcze ważniejsze, o ile chodzi o skuteczność oddziaływania rządu — łączność między nim a Rosją. Jeżeli bowiem to, co dociera do Lenina, przepuszczane jest przez pewien filtr, to również wszystko, co wychodzi od niego, musi być przefiltrowane, przy czym w toku takich operacji mogą nastąpić poważne zniekształcenia”.</p>
    <p>Być może uwaga o tym, że zbyt szczelna izolacja przywódców może mieć dla ich myślenia fatalne skutki, nasunęła mu się po tym, kiedy tego dystyngowanego Anglika o nienagannych manierach, przestrzegającego porannych spacerów i popołudniowej herbaty z mlekiem, Lenin zaatakował serią pytań:</p>
    <p>„Dlaczego w Anglii nie wybucha rewolucja? Dlaczego nic nie robicie, aby ją przygotować? Dlaczego nie obalacie ustroju kapitalistycznego i nie zabieracie się do budowy komunistycznego państwa? Po to, by nasza rewolucja przyniosła dodatnie wyniki, cały Zachód również musi dokonać rewolucji! Dlaczego jej nie wywołujecie?”</p>
    <p>Poszedłem w kierunku Pałacu Senatu. Z początku nikt mnie nie zatrzymywał, zresztą wokół nie widziałem żadnych ludzi. W panującej tu ciszy mogłem słyszeć odgłosy własnych kroków, mimo woli stąpałem tak, aby nie robić hałasu. Tak, to właśnie w tym budynku, który widziałem przed sobą, było mieszkanie Stalina. To tu jego żona, Nadieżda Alliłujewą, popełniła samobójstwo:</p>
    <p>„Współżycie Nadieżdy Alliłujewej ze Stalinem stawało się coraz trudniejsze. 8 listopada (1932) na Kremlu zebrała się grupa zaprzyjaźnionych rodzin przywódców bolszewickich, żeby uczcić piętnastą rocznicę Października. Była tu również Nadieżda Alliłujewą, Stalin jednak się spóźniał. Gdy przyszedł, Nadieżda pozwoliła sobie na ironiczną uwagę pod jego adresem. Stalin wybuchnął gniewem i odpowiedział impertynencją. Czasami palił nie fajkę, lecz papierosy. Chcąc wyładować na żonie swój gniew, nagle rzucił w jej twarz palący się papieros, który wpadł w wycięcie sukni. Nadieżda wyciągnęła papieros i skoczyła na nogi, ale Stalin szybko się odwrócił i wyszedł. Niemal w ślad za nim wyszła Nadieżda. Jak się okazało, Stalin pojechał na daczę, a Nadieżda do mieszkania kremlowskiego. Uroczystość była zepsuta, a w kilka godzin później stało się jeszcze coś gorszego... Rano niania Świetlany i gospodyni Stalina Karolina Tiel pierwsze ujrzały Nadieżdę Alliłujewą leżącą koło swojego łóżka w kałuży krwi z malutkim pistoletem w ręku” (Roj Miedwiediew — „Pod osąd historii”).</p>
    <p>Odtąd Stalin żył sam, a w jego otoczeniu byli niemal sami mężczyźni. A przecież trzeba było się bawić, zwłaszcza kiedy przychodziły długie zimowe noce, a po pustkowiach Kremla szalała śnieżyca i wył wicher.</p>
    <p>„Stalin skończył spóźniony obiad wznosząc toast na cześć Lenina:</p>
    <p>— Wypijmy za Włodzimierza Iljicza, naszego wodza, naszego nauczyciela — nasze wszystko!</p>
    <p>Powstaliśmy i milcząc uroczyście wypiliśmy, o czym po pijanemu wkrótce zapomnieliśmy. Stalin jednak miał nadal poważny, uroczysty, a nawet chmurny wyraz twarzy. Odeszliśmy od stołu, lecz nim zaczęliśmy się rozchodzić, Stalin podszedł do wielkiego, automatycznego patefonu. Próbował nawet tańczyć jakieś swoje narodowe tańce. Nie był zresztą pozbawiony poczucia rytmu. Wkrótce jednak przerwał z pełnym rezygnacji wyjaśnieniem:</p>
    <p>— Wiek mnie przyłapał i jestem już starym człowiekiem.</p>
    <p>Lecz jego druhowie lub lepiej powiedziawszy — dworacy, zaczęli go zapewniać:</p>
    <p>— Nie, nie, nonsens. Wyglądacie świetnie. Trzymacie się nad podziw. Tak jest, jak na wasz wiek...</p>
    <p>Potem Stalin puścił płytę, na której koloraturowemu szczebiotowi śpiewaczki towarzyszyło wycie i szczekanie psów. Śmiał się z przesadną, nieumiarkowaną uciechą...” (Milovan Dżilas — ..Rozmowy ze Stalinem”).</p>
    <p>„Stalin nastawił muzykę taneczną i zaczęliśmy tańczyć. Jedynym dobrym tancerzem wśród nas był Anastas Iwanowicz Mikojan. Tańczył Mikojan, potem tańczył Woroszyłow, tańczyli wszyscy. Ja nigdy nie przesuwałem nóg, tańczę jak krowa na lodzie, ale ja także tańczyłem. Kaganowicz tańczył. To także tancerz nie lepszej klasy niż ja. Malenkow taki sam, Bułganin kiedyś tańczył, pewnie w młodości. Przytupywał w takt coś rosyjskiego. Stalin także tańczył — przesuwał nogi i rozkładał ręce... Śpiewaliśmy, znaczy się. Śpiewaliśmy, to znaczy wtórowaliśmy płytom, które nastawiał Stalin. Potem pojawiła się Swietłanka [córka Stalina — przyp. R.K.]... Stalin od razu zażądał, żeby tańczyła. Tańczyła, znaczy się. Potem już się zmęczyła, widziałem, jak ledwie, ledwie się rusza... Stalin już chwiał się na nogach i mówi: No, Swietłanka, tańcz! A ona: Już przecież tańczyłam, tatusiu, zmęczyłam się. Ale Stalin chwycił ją tak, za włosy, całą garścią, znaczy się za czub, że tak powiem, i pociągnął, znaczy się, bardzo... pociągnął, szarpał i szarpał” (N. Chruszczow — „ Fragmenty wspomnień”).</p>
    <p>Szedłem w stronę Pałacu Senatu, kiedy nagle wyrosło przede mną dwóch ludzi. Młodzi, dobrze zbudowani, w szarych garniturach. Nie wiem, skąd się wzięli, takie to było momentalne. Momentalne, zdecydowane, stanowcze. Jeden z nich uniósł rękę, dając znak — stop. Nic więcej, ale wszystko to wyglądało bardzo poważnie i ostatecznie. Nie zadali żadnego pytania — była to scena bez słów. Stałem chwilę, zastanawiając się, co robić, w końcu zawróciłem i zacząłem iść w stronę Arsenału (XVIII wiek itd., ale w tym momencie nie miało to znaczenia).</p>
    <p>Szedłem, a dogasające słońce świeciło mi w oczy. Może dlatego tak późno zobaczyłem przed sobą dwóch ludzi. Młodzi, dobrze zbudowani, w szarych garniturach. Tacy sami jak ich poprzednicy, nawet identyczni, ale oczywiście inni. Jeden z nich uniósł rękę w wyćwiczonym geście — stop. Stanąłem, znowu sekundy wahania, ale potem skręciłem w bok. Natychmiast zniknęli.</p>
    <p>Nie wiedziałem, dokąd pójść, gdzie się podziać — Kreml znałem tylko z fotografii, z albumów. Ale dostrzegłem znaną mi ze zdjęć prostokątną sylwetkę Pałacu Zjazdów. Ruszyłem w tym kierunku. Zjazd Sybiraków odbywał się jednak w innym budynku, bo kiedy tylko podszedłem bliżej, stanęło przede mną dwóch młodych ludzi. Dobrze zbudowani, w szarych garniturach. Poza tym wewnątrz pałacu było ciemno, a wszystkie drzwi wejściowe zamknięte. Postanowiłem ruszyć na południe, ponieważ tam właśnie widziałem połyskujące kopuły cerkwi i soborów. Miałem nadzieję, że może tam gdzieś pozwolą mi wejść i coś <emphasis>zobaczyć.</emphasis></p>
    <p>Na tym etapie wędrówki doszedłem do wniosku, że mogę liczyć na powodzenie swojej wyprawy, jeżeli wszędzie będę szedł zdecydowanym krokiem i nawet z pewnym pośpiechem, poruszając się po linii prostej od punktu A do wcześniej wybranego punktu B.</p>
    <p>Ale i ten sposób nie uwolnił mnie od spotkań z coraz to nowymi tandemami dobrze zbudowanych ludzi w szarych garniturach. Było to tak, jakbym idąc niechcący naciskał jakiś sekretny kamień i uwalniał niewidoczną sprężynę, która wyrzucała w moją stronę dwóch bliźniaczo podobnych ludzi. Cofałem się lub skręcałem w bok, a oni z równą szybkością, z jaką się pojawiali — natychmiast znikali.</p>
    <p>Nadal wszędzie było pusto.</p>
    <p>Zerwał się przedwieczorny wiatr, w panującej tu ciszy słychać było tylko jego sporadyczne poszumy i zawodzenia. Szedłem przez plac Soborowy, minąwszy po drodze olbrzymi Sobór Uspieński i wyniosłą dzwonnicę Iwana Wielkiego. Człowiek wszędzie czuje się tu mały, przygnieciony ogromem tych świątyń, oszołomiony ich unikalną architekturą.</p>
    <p>W końcu doszedłem do Wieży Borowickiej, bardzo strzeżonej, bo przez jej bramę wjeżdżają na Kreml najwyżsi przywódcy. Chciałem zobaczyć to miejsce, bo właśnie czytałem książkę o Berii, a 25 czerwca 1953 Beria wjechał tędy na Kreml po raz ostatni. Stalin nie żył już od czterech miesięcy. Jego miejsce zajął Chruszczow. Chruszczow bał się, że Beria go zastrzeli i obejmie władzę, więc chciał uprzedzić ten cios i aresztować Berię. W książce, o której wspomniałem („Beria: koniec kariery”), ówczesny dowódca okręgu Moskwy, marszałek K. G. Moskalenko, wspomina: „25 czerwca o 9-ej rano z Kremla zadzwonił do mnie Chruszczow. Powiedział, żebym wziął zaufanych łudzi i przyjechał na Kreml do gabinetu premiera Malenkowa, w którym kiedyś urzędował Stalin. Dodał, żebym wziął ze sobą mapy, a także cygara. Powiedziałem, że nie palę, rzuciłem palenie jeszcze w czasie wojny. Chruszczow roześmiał się i powiedział, że będą potrzebne cygara, ale nie te, które mam na myśli. Dopiero wówczas domyśliłem się, że chodzi o to, abym wziął ze sobą broń”.</p>
    <p>Chruszczow mówi o cygarach, nie może powiedzieć o pistoletach, ponieważ wszyscy wszystkich podsłuchują, sprawa może się od razu wydać.</p>
    <p>O 11-ej Moskalenko i jego ludzie przyjeżdżają limuzyną marszałka Bułganina (wówczas — ministra obrony) na Kreml. Czekają. „Po kilku minutach wyszli do nas Chruszczow, Bułganin, Malenkow i Mołotow. Zaczęli opowiadać, że w ostatnim okresie Beria zachowuje się bezczelnie wobec innych członków Biura Politycznego, szpieguje ich, podsłuchuje rozmowy telefoniczne, szpicluje, podpatruje, kto do kogo jeździ, z kim spotykają się członkowie Biura, odnosi się do nich grubiańsko itd. Powiedzieli nam, że zaraz odbędzie się posiedzenie Biura Politycznego i że wówczas na dany nam sygnał mamy wejść i aresztować Berię”. Dalej relacjonuje marszałek G. K. Żuków: „Razem z Moskalenko, jego adiutantem i generałami Niedielinym i Batickim siedzę w pokoju i czekam na dwa dzwonki, które są umówionym sygnałem. Uprzedzono mnie, że Beria jest fizycznie silny i że zna chwyty dżiu-dżitsu.</p>
    <p>— To nic, odpowiedziałem, ja też mam siłę. Minęła godzina, ale nie słychać żadnego dzwonka.</p>
    <p>Zacząłem się niepokoić, czy aby Beria wszystkich nie przechytrzył. Ale oto i dzwonki. Wstaję, idziemy do sali posiedzeń Biura. Beria siedzi za stołem, pośrodku. Moi generałowie okrążają stół. Podchodzę do Berii z tyłu i rozkazuję:</p>
    <p>— Wstać! Jesteście aresztowani.</p>
    <p>Beria jeszcze nie zdążył wstać, kiedy wykręciłem mu ręce do tyłu i pociągnąłem je w górę, tak żeby nie mógł ich wyrwać. Patrzę na niego, a on blady, bledziutki. I oszołomiony.</p>
    <p>Prowadzimy go do poczekalni, potem do drugiego pokoju. Tu robimy mu szczegółową rewizję. Aha, zapomniałem. W chwili, kiedy wykręciłem Berii ręce, szybko sięgnąłem do jego pasa, żeby sprawdzić, czy aby nie ma przy sobie broni.</p>
    <p>Trzymaliśmy Berię w zamkniętym pokoju do dziesiątej wieczór, a potem pod osłoną ciemności wywieźliśmy go z Kremla, zawiniętego w dywan i rzuconego na podłogę samochodu. Chodziło o to, zęby nie zauważyła go ochrona Kremla i nie zawiadomiła ludzi Berii”.</p>
    <p>Potem Berię sądzili, ale nie za jego zbrodnie, tylko że chciał przejąć władzę. I zaraz go rozstrzelali.</p>
    <p>Berię wywoził z Kremla Moskalenko przez bramę w Wieży Nikolskiej, położonej najbliżej miasta.</p>
    <p>Tą samą bramą wychodzę teraz na ulicę Twerską (dawniej Gorkiego). Ulicą idzie manifestacja młodzieży, podchodzę bliżej, żeby posłuchać, co skandują. Idą, trzymają się za ręce i wołają: Coca-cola ura!!!</p>
    <p>W tę samą stronę, w górę Twerskiej, ciągną zmęczeni i głodni ludzie, którzy stali dziś w kolejce kilka godzin, żeby wejść do mauzoleum i zobaczyć Lenina. Idą stanąć do drugiej kolejki — do McDonalda, po hamburgera z keczupem i frytkami.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>PUŁAPKA</p>
    </title>
    <p>Historia ta wydarzyła się latem 1990 r. Nie mogłem opisać jej wcześniej, aby nie narazić na represje ludzi, którzy mi wówczas pomogli.</p>
    <p>W przeddzień wyjazdu do Erewanu spotkałem się w Moskwie z Galiną Starowojtową. (Galina Wasiljewna Starowojtową, profesor Uniwersytetu w Petersburgu. Wówczas — deputowana do Rady Najwyższej ZSRR z ramienia Armenii. Następnie doradca Borysa Jelcyna do spraw narodowości). Widziałem ją wówczas po raz pierwszy. Była postawną kobietą, miała ujmujący sposób bycia i ciepły, życzliwy uśmiech. Wiedziałem, że następnego dnia leci do Erewanu. Spotkamy się tam, powiedziała. I dodała: może uda mi się wam pomóc, ale nie wiem, zobaczymy.</p>
    <p>Sceptyczny ton w jej głosie był dla mnie zrozumiały. Chodziło bowiem o to, że chciałem dostać się do Górnego Karabachu. Tymczasem sprawa była właściwie beznadziejna. Dostęp drogą lądową nie istniał: cały okręg Górnego Karabachu — który jest ormiańską enklawą na terytorium Azerbejdżanu — był otoczony przez oddziały Armii Czerwonej i milicji azerbejdżańskiej. Pilnowały one wszystkich przejść, szos, traktów i ścieżek, pilnowały szczelin i uskoków skalnych, przełęczy, przepaści i turni. Nie było mowy, aby przedrzeć się przez tę czujną, gęsto rozstawioną sieć. Ci, którzy znali te strony, nawet nie podejmowali takich prób. Zostawała więc droga powietrzna, a mianowicie — z Erewanu do stolicy Górnego Karabachu, Stepanakertu, latał od czasu do czasu (bardzo nieregularnie) mały samolot Aerofłotu. Ale i tu nie miałem szans. Nie chodziło jedynie o to, że, aby dostać miejsce w samolocie, ludzie koczują tygodniami na lotnisku w Erewanie (nie miałem na to ani czasu, ani pieniędzy). Ważniejsze jeszcze, że, aby kupić bilet, trzeba mieć paszport sowiecki z dowodem zameldowania w Górnym Karabachu, albo — z Moskwy — zgodę sztabu generalnego armii. W moim wypadku żaden z tych dokumentów nie wchodził w grę.</p>
    <p>Przyleciałem do Erewanu nocą. Cały następny dzień spędziłem w hotelu, czekając na telefon. Miałem ze sobą kroniki staroormiańskie. Teksty tysiącletnie, piękne, ale nie da się ich wiele przeczytać, tyle tam rozpaczy, tyle bólu i łez. Los Ormian: wieki prześladowań, wieki poniewierki, diaspora, tułaczka, pogromy. To wszystko zapisane w kronikach. Na każdej stronicy ktoś modli się o przetrwanie, ktoś błaga o życie. Na każdej stronicy trwoga, w każdym wierszu drżenie i lęk.</p>
    <p>Następnego dnia rano zadzwonił telefon. Usłyszałem głos Galiny Starowojtowej. Od wczoraj, powiedziała, myślimy o was. Zastanawiamy się, szukamy drogi. Czekajcie cierpliwie, aż przyjdzie do was młody człowiek.</p>
    <p>Młody człowiek nazywał się Guren. Był dobrze zbudowanym, krępym mężczyzną, o energicznych, zamaszystych ruchach. Kiedy wszedł i spojrzał na mnie, od razu stropił się. Co się stało?, spytałem. Otworzył teczkę, w której miał kilka paszportów sowieckich. Były to paszporty Ormian, ale Ormian kilkunastoletnich, najstarszy miał 24 lata. Żaden z nich już nie żył. Tego spalili w Sumgaicie, powiedział Guren, a tego udusili w Górnym Karabachu. A ten? Ten nie wiem, jak zginął. Z fotografii wpatrywały się w nas oczy jednakowo czarne, poważne, skupione. W końcu Guren wybrał paszport, w którym zdjęcie było nieco zamazane (woda? pot?), i ten kazał mi zabrać.</p>
    <p>Następnie wsadził mnie do zupełnie rozpadającego się moskwicza, w którym nie funkcjonowało już nic poza silnikiem i (miałem nadzieję!) hamulcami, i ruszyliśmy przez miasto. Od razu poczułem się w swoim Trzecim Świecie, to znaczy jakbym znalazł się na ulicy w Teheranie, w Kalkucie czy w Lagos, gdzie nikt nie przestrzega żadnych przepisów, żadnych świateł ani znaków, a jednak cały ów obłąkany, chaotyczny, oszalały ruch ma jakąś wewnętrzną (ukrytą przed okiem Europejczyka) logikę i sens, które sprawiają, że choć każdy jedzie jak chce, w dowolnie przez siebie wybrany sposób, w poprzek, do tyłu, zygzakiem, wkoło, w końcu jakoś wszyscy (w każdym razie większość) docierają do celu. My też — cząstka owej cuchnącej spalinami, zdezelowanej i roztrąbionej lawiny — zmierzaliśmy do swojego celu. Dokąd — nie miałem pojęcia. Ale doświadczenie uczyło, że ilekroć jacyś ludzie brali mnie na ryzykowną, niepewną, nieprawdopodobną wyprawę, nie należało zadawać pytań. Jeżeli pytasz, to znaczy — nie ufasz im, nie jesteś pewien, boisz się. A przecież mówiłeś, że chciałeś. Decyduj się — jesteś gotów na wszystko czy nie? Poza tym — nie ma czasu! Jest zbyt późno na rozterki, na wahania, na alternatywy.</p>
    <p>Stara kamienica w centrum miasta. Guren prowadzi mnie na drugie piętro. Typowe mieszkanie w tym mocarstwie — zagracone, zatłoczone. Codzienna mordercza walka, aby utrzymać choć odrobinę czystości i ładu. Walka bez sojuszników — bez mydła, bez proszków, często — bez wody. Nawet — najczęściej bez wody, ponieważ miasto wysycha, woda pojawia się rzadko, to tu, to tam, trzeba jej szukać, trzeba na nią czekać. W mieszkaniu, w którym teraz jestem, balkon zamieniono na werandę, szklane ściany werandy wychodzą na zadrzewione podwórze, w tym właśnie miejscu stoi stół i siedzi kilka osób. Znam tylko jedną z nich — Galinę Starowojtową. Inni to w większości młodzi brodacze. Obecność młodych brodaczy wskazuje, że gdzieś w okolicy musi przebiegać front, jakiś front — o wolność, o władzę. W Armenii są nawet dwa fronty — z Imperium i z Azerbejdżanem. W mieście pełno fedainów — stoją na ulicach, jeżdżą ciężarówkami, uzbrojeni jak się da, ubrani byle jak, ale wszyscy właśnie — z brodami. Fedaini siedzący za stołem witają mnie bardzo serdecznie, ale po pierwszych wylewnościach wszyscy nieruchomieją, zapada cisza.</p>
    <p>Ryszard, słyszę czyjś głos, polecisz dzisiaj do Stepanakertu. Tym samym samolotem, co deputowana Starowojtową. Ale polecisz jako pilot. I nie musicie znać się z Galiną Wasiljewną. Rozumiesz?</p>
    <p>Oczywiście, powiedziałem, rozumiem. Brzmiało to prawie tak, jakbym złożył uroczystą, solenną przysięgę. Nie byłem w tym mieszkaniu długo, bo Guren powiedział, że pora jechać na lotnisko.</p>
    <p>Czy mam opisać lotnisko w Erewanie (które znam zresztą z różnych okazji)? Czy mam opisać poranek na tym lotnisku? To, jak budzi się tłum setek i tysięcy ludzi, którzy spali na ławkach, na posadzce lastriko, na kamiennych schodach? Jak ludzie ci zaczynają się podnosić wśród wyzwisk, przekleństw, płaczu niemowląt? A od kiedyż oni tu śpią? No, jedni nie tak dawno, dopiero pierwszą noc. A ci wymięci, zarośnięci, skołtunieni? Ci — od tygodnia. A ci, do których nie można nawet zbliżyć się, bo tak strasznie śmierdzą? Ci — od miesiąca. No więc oni wszyscy, jak jeden mąż, budzą się, rozglądają, drapią, ziewają. Jakiś mężczyzna wstaje i próbuje wepchnąć koszulę w spodnie. Jakaś kobieta stara się swoje włosy wcisnąć pod chustkę. Czarne, lśniące włosy, wspaniałe, jak u Szeherezady. To jest czas, kiedy wszyscy chcieliby za potrzebą. Zaczyna się rozglądanie, coraz bardziej niespokojne rozglądanie — gdzie by tu pójść, gdzie skryć się, gdzie przycupnąć? Na lotnisku są cztery ubikacje. Gdyby nawet przyjąć optymistycznie, że są one czynne, i tak trzeba by kilku godzin, aby wszyscy mogli je odwiedzić. Niestety, są one nieczynne, a ściślej mówiąc nie da się z nich korzystać. Rzecz w tym, że kiedyś, kiedyś zatkały się sedesy. Skoro zatkały się i urosła w nich wyniosła góra, ludzie zaczęli zapełniać miejsce koło sedesów. Z niezwykłą, zdumiewającą drobiazgowością wypełnili każdy centymetr kwadratowy podłogi. Ponieważ nie mogli już znaleźć dla siebie żadnego pola działania w okolicach sedesów, zaczęli posuwać się dalej, rozprzestrzeniać, ze zrozumiałą, bo naturalną determinacją opanowywać nowe tereny, coraz szerzej i szerzej.</p>
    <p>No dobrze, załóżmy, że dorośli poszukiwacze ustronnego miejsca, na widok tych cuchnących konstrukcji, które zastygły u drzwi czterech ubikacji, powściągną na kilka godzin swoją potrzebę. Ale dzieci? Przecież małe dzieci — muszą. Ta roczna dziewczynka — musi, ale nawet ten pięcioletni chłopczyk, choć już tak duży — też musi. Czy jednak jest sens opisywać komendanta lotniska, który chodzi i złości się na dzieci, że bez większego wstydu załatwiają się po kątach?</p>
    <p>Część ludzi biega to tu, to tam i próbuje dowiedzieć się o jakiś samolot. Czy będzie? Kiedy będzie? itd. O to, czy są miejsca — nie pytają, bo wiadomo, że miejsc nigdy nie ma. Ci, co biegają jak zwariowani i próbują się czegoś dowiedzieć, to nowicjusze, naiwni i niedoświadczeni, którzy prawdopodobnie spędzili tu dopiero jedną-dwie noce. Weterani nie ruszają się nigdzie. Wiedzą, że to nie ma sensu, i wolą pilnować swoich miejsc na ławkach. Siedzą na nich nieruchomi, autyczni, bez kontaktu z otoczeniem, jak ludzie w zakładach dla umysłowo chorych.</p>
    <p>Czy opisywać sceny w małym, zatłoczonym pokoiku, w którym przyjmuje się reklamacje? Ormianin, który pełni tu dyżur, sądząc po wyglądzie, musiał być jakimś bokserem, łamaczem podków, zapaśnikiem. Ale tylko taki gladiator jest w stanie fizycznie powstrzymać napierający, pomstujący, wygrażający tłum, którego wzniesione pięści coraz to suną w stronę Ormianina, jak potok śmiercionośnych kamieni. W tym tłumie ileż nieszczęść, ile dramatów. Ta kobieta musi dziś zdążyć na Ural, na pogrzeb syna, który zginął w wojsku. Nie podejmuję się opisać jej krzyku, jej twarzy, palców wczepionych we włosy. Ten mężczyzna nagle stracił wzrok. Musi lecieć do Kijowa, na operację. To jedyna szansa, aby nie został niewidomym na zawsze. Pod ścianą pokoiku stoi cicha kolejka kobiet, które też powinny jakoś odlecieć. Stoją spokojnie, im nie wolno się denerwować. Brzuchy wysokie, w każdej chwili może zacząć się poród.</p>
    <p>Przecisnęliśmy się z Gurenem przez ludzką gęstwinę, przez tłum na coś (na kogoś?) uporczywie, zaciekle napierający i dostaliśmy się do pokoju pilotów. Na nasz widok jeden z nich wstał i przywitał się. Był szczupły, nieco ode mnie wyższy. Nazywał się Suren. Powiedział, abym poszedł za nim. Zaprowadził mnie na parking, do swojego samochodu. W bagażniku miał mundur — kurtkę i spodnie. Całą noc prasowałem, powiedział z dumą. Jeszcze musimy zdobyć naramienniki i czapkę, dodał. Przebrałem się w samochodzie, a moje ubranie włożyliśmy w torbę plastikową. Wróciliśmy do budynku, Suren odnalazł jakąś stewardesę, widziałem, że coś jej mówi. Zniknęła, a my czekaliśmy na nią, rozmawiając o czymś takim jak pogoda. W końcu przyszła i kiwnęła głową, żebym poszedł za nią. Miała klucz do szatni pilotów. Tam dobrała mi odpowiednie naramienniki i czapkę. Miałem lecieć jako kapitan samolotu. Wyprowadziła mnie na korytarz i powiedziała: ja tu zostanę w szatni, a ty idź sam do Surena. Nie chciała, żeby nas widziano razem.</p>
    <p>Poszedłem, ale zaraz zderzyłem się z nieoczekiwaną sytuacją. Bo ledwie pokazałem się w sali lotniska, ludzie, widząc pilota, rzucili się na mnie z pytaniami, dokąd lecimy, kiedy i czy ich zabierzemy.</p>
    <p>Z rym jeszcze jakoś bym sobie poradził, ale oto, roztrącając pasażerów, przecisnęło się do mnie dwóch ludzi, w dodatku — jak się zaraz okazało — dwóch konkurentów, którzy niemal jednocześnie powiedzieli do mnie tonem stanowczym: wszystkie bilety na samolot — tylko przeze mnie! (Słowem, posiadanie biletu legalnie kupionego było zaledwie jakby wstępnym albo nawet przedwstępnym krokiem na cierniowej drodze zdobycia papierka mającego rzeczywistą wartość biletu prawomocnego. O tym, czy ktoś poleci czy nie, decydowała łapówka dana jednej z mafii, której liderów miałem właśnie przed sobą. Oto dokładnie sytuacja, w której gubi się wielu ludzi z Zachodu, skłonnych traktować wszelką rzeczywistość dokładnie tak, jak ona wydaje im się przedstawiać: przejrzystą, czytelną i logiczną. Mając taką filozofię człowiek z Zachodu wrzucony w świat sowiecki co chwilę traci grunt pod nogami, dopóki ktoś nie wytłumaczy mu, iż rzeczywistość, którą widzi, wcale nie jest jedyną i — najpewniej — nie najważniejszą, i że tu istnieje wielość najprzeróżniejszych rzeczywistości, splatających się w monstrualny i nie dający się rozsupłać węzeł, którego istotą jest wielologiczność: dziwaczna konfuzja najbardziej ze sobą sprzecznych systemów logicznych, mylnie niekiedy nazywana nielogicznością czy alogicznością przez tych, którzy zakładają, że istnieje tylko jeden system logiczny).</p>
    <p>Świadomość tego, że każde potknięcie może mieć teraz, w mojej sytuacji, fatalne skutki, zmusiła mnie do zdecydowanych działań. Odsunąłem wszystkich na bok i poszedłem do pokoju pilotów. Suren przedstawił mnie drugiemu pilotowi, z którym mieliśmy polecieć. Miał na imię Awerik. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Awerik wiedział, jak wielkie ryzyko kryje się w całej operacji, ale coś w tym wszystkim zafascynowało go i od pierwszej chwili był zdecydowany na wszystko. Wiedział, że jeżeli mnie schwytają, oni również pójdą do więzienia, poznają okrucieństwa gułagu. Ale wtedy, kiedy go spotkałem, był pogodny i pełen energii. Zupełne przeciwieństwo Surena — ten był zawsze opanowany, zamknięty w sobie, małomówny.</p>
    <p>Samolot, który pilotują Suren i Awerik, to mały odrzutowiec JAK-40, przeznaczony dla 26 pasażerów. W Erewanie, w czasie odlotu, nie było kłopotów. Autobus zawiózł nas razem z pasażerami do samolotu, który stał daleko od budynku lotniska. Wśród pasażerów zobaczyłem Starowojtową i Gurena (leciał jako jej asystent). Resztę stanowili umęczeni Ormianie, tak już wyczerpani, iż nie umieli okazać radości, że wracają do domu. Suren, Awerik i ja weszliśmy do kabiny i zamknęliśmy drzwi. Suren zaczął uruchamiać silniki. Nastrój w kabinie był dobry, ponieważ cały plan mojej wyprawy opierał się na dosyć mocnych podstawach. Oto wysoka osobistość radziecka, bardzo znana i popularna deputowana do Rady Najwyższej, odwiedza swój okręg wyborczy, wiezie dary dla szkół, chce spotkać się z tymi, którzy na nią głosowali — jest więc zrozumiałe, że będzie przyjmowana z radością i szacunkiem, a ja — w tym nastroju ogólnej gościnności i serdeczności — będę występować jako — być może — jej osobisty pilot (gdyby ten wariant nie powiódł się, miałem udawać, że Starowojtowej nie znam).</p>
    <p>Trasę z Erewanu do Stepanakertu nasz mały odrzutowiec pokonuje w trzy kwadranse. Leci się między dwoma górskimi pasmami Górnego Karabachu (bo jest również niższy, Dolny Karabach). Górny i Dolny Karabach tworzą wschodnią odnogę Kaukazu, która coraz bardziej łagodnymi skłonami, jakby stopniowo tracąc wigor i impet, przejdzie w dolinę rzeki Kury. Jeszcze dwieście-trzysta kilometrów bardziej na wschód, a jasne wody tej rzeki wpłyną do ciemnego, zalanego ropą naftową Morza Kaspijskiego.</p>
    <p>Przy sterach Suren i Awerik. Siedzimy w kabinie, jak w unoszącej się w powietrzu loży, z której ogląda się niezwykły teatr pantomimy — tańczące góry. Ten taniec jest powolny, somnambuliczny, niemal nieruchomy, a jednak te milczące, skamieniałe postacie przesuwają się, zmieniają swoje położenie, obracają się, pochylają nisko do ziemi albo prostują wysoko — do chmur. Pary, grupy, korowody, coraz to nowe i nowe. Dookoła — Szwajcaria. Tu pasą się stada owiec, tu pędzą strumyki, tu zielenią się lasy i polany.</p>
    <p>Z tej kontemplacji wyrywa nas głos kontrolera lotniska w Stepanakercie — schodzimy do lądowania. Już widać małą dolinę, ledwie widoczną linię zabudowy, a potem, po chwili, Suren pokazuje mi palcem nitkę pasa startowego. Ten pas okaże się nierówny i bardzo krótki, żaden większy samolot nie mógłby tu wylądować. W istocie, lądujemy na samym końcu tego pasa, dalej zaczyna się już skalne rumowisko. Powoli kołujemy w stronę baraku — to port lotniczy. W miarę jak zbliżamy się, miny Surena i Awerika tężeją: wszystko jest otoczone wojskiem. Jest pełno milicji. W Górnym Karabachu panuje stan wojenny, a okręgiem zarządza komisarz wojskowy. Wojska to jednostki KGB sprowadzone tu z głębi Rosji. Nigdy tu tylu nie było, mruczy Suren. Ledwie wyłączył silniki, a już widzę, jak samolot otaczają uzbrojeni komandosi i podchodzą jacyś oficerowie. Suren mówi coś do Awerika i pokazuje mnie. Awerik kiwa porozumiewawczo głową. Idź przede mną, mówi Awerik. Wychodzimy z kabiny. Jedyne drzwi w tym samolocie znajdują się w jego ogonie. Awerik otwiera te drzwi, schodki opadają do ziemi. Czuję uderzenie tropikalnego powietrza i widzę gromadzących się przy schodkach żołnierzy. Wychodź, wychodź i od razu idź przed siebie, słyszę głos Awerika.</p>
    <p>Wiem, teraz już nie mogę przez sekundę zawahać się, zrobić niepewnego gestu, niepotrzebnego ruchu. Zbiegam więc po schodkach na dół, mijam oficerów stłoczonych już przy wyjściu, mijam komandosów i milicjantów, idę przed siebie. Obok mnie idzie Awerik, który (liczę na to) wie, co robić dalej. Najważniejsze, że nikt nas nie woła, nie każe zatrzymać się. Wychodzimy prosto na rząd wozów pancernych i siedzących w cieniu tych wozów żołnierzy. I tu nas nikt nie zatrzymuje — jesteśmy w końcu w mundurach pilotów, wszyscy widzieli, że przyprowadziliśmy przed chwilą samolot. Idziemy wzdłuż tych wozów około stu metrów, aż dochodzimy do bramy, przy której stoi drewniany domek. Tu mieści się coś w rodzaju baru, w którym jest jedna tylko rzecz — ciepła lemoniada. Awerik kupuje mi szklankę lemoniady (w zamieszaniu zapomniałem wziąć pieniądze) i mówi mi, siedź tu i czekaj, a sam, bez pożegnania — znika. Po jakimś czasie zjawił się młody, nie znany mi brodacz, który, przechodząc koło mnie, rzucił przez zęby: siedź tu i nie ruszaj się, odtąd jesteś pod moją opieką, i — zniknął.</p>
    <p>Czekanie w tym barze zaczęło się jednak przedłużać, coraz bardziej siedziałem jak na rozżarzonych węglach. W barze było kilka stolików, ale pustych, siedziałem tu tylko ja. Ruch był jednak duży, bez przerwy ktoś tu przychodził pić lemoniadę. Największym zagrożeniem były patrole wojskowe. Wyobraźcie sobie: małe, prowizoryczne lotnisko na głębokiej prowincji, wysoko w górach. Czasem przyleci mały samolot, który zresztą zaraz odlatuje. Jedyna atrakcja to bar, który sprzedaje lemoniadę. Jest gorąco, wszystkim chce się pić. Najbardziej chce się pić patrolom wojskowym, ponieważ chodzą one w hełmach, w kamizelkach kuloodpornych i jeszcze dźwigają mnóstwo żelastwa. Cóż mają te patrole do roboty? Nic właściwie — chodzić i węszyć, chodzić i szukać, podglądać, wypytywać. I oto w tej śmiertelnej nudzie i bezdziejstwie nadarza im się taki kęs: w barze (jedynym!), w pustym barze siedzi pilot Aeroflotu. A tak by podejść i zapytać. Powiedzmy — skąd to? Albo powiedzmy — dokąd to? Zapytać przecież można, zwłaszcza jeżeli jest się patrolem wojskowym na służbie, w warunkach stanu wojennego, w tak zapalnym miejscu, jakim jest Górny Karabach. Tu bardzo rzadko ktoś przyjeżdża. Tu trudno przyjechać. Tu tak każdego nie wpuszczają.</p>
    <p>Jeżeli zaczepi mnie patrol rosyjski — pół biedy: udam Ormianina, mówię po rosyjsku, ale z ormiańskim akcentem. Jeżeli zaczepi mnie patrol ormiański — też pół biedy: mówię po rosyjsku z takim akcentem, jakbym był Litwinem czy Łotyszem. Największym lękiem napawały mnie patrole mieszane, rosyjsko-ormiańskie. Tu już bym się nie wymknął.</p>
    <p>Drugi kłopot polegał na tym, że nie miałem żadnych dokumentów. Owszem, z kieszeni mojej bluzy wystawał skraj paszportu sowieckiego. Ale był to paszport młodego Ormianina zamordowanego w Sumgaicie.</p>
    <p>Po godzinie pojawił się brodacz. Słuchaj, powiedziałem, nie mogę tu siedzieć, mnie tu złapią. Widziałem, że jest zdenerwowany. Siedź, odpowiedział, nie ma wyjścia, siedź. I zniknął. Mimo że upał, wcisnąłem czapę na oczy i udałem, że drzemię. Była to czapa duża, imponująca, pełna różnych obszyć, naszyć i dębowych liści. Traktowałem ją teraz jako rodzaj tarczy, jako parawan, za który mogłem się ukryć. Starałem się również przyjąć taką pozę, która zniechęcałaby do wszelkich kontaktów. Pozę jakiegoś chama, mruka, obrzydliwca, taką, która sygnalizowałaby każdemu — lepiej nie podchodź!</p>
    <p>Po dwóch godzinach siedzenia w tym barze usłyszałem łoskot odlatującego samolotu. Poczułem się jeszcze bardziej samotny i schwytany w potrzask. Na szczęście zjawił się brodacz i powiedział: chodź za mną. Wyszedłem z baru z takim uczuciem, jakbym opuszczał mury ciężkiego więzienia. Poszliśmy wzdłuż drogi prowadzącej z lotniska do miasta, ale nie dalej niż sto metrów, do miejsca, gdzie przy drodze, ale w dole, był parking. Przy wjeździe na parking, w cieniu przydrożnego drzewa siedział stary Ormianin. Wymienili z moim brodaczem porozumiewawcze skinienia głowy i mój przewodnik zaprowadził mnie do żółtej, kanarkowożółtej łady, powiedział: siedź tu, nie ruszaj się, i — zniknął. Z jednej strony poczułem się tu swobodniej niż w barze, gdzie przez cały czas byłem jak żywy cel wystawiony na strzał, z drugiej jednak, w samochodzie, który stał cały dzień na słońcu, było jak w piecu. Chciałem wyjść z wozu i przejść się po parkingu, kiedy stary, siedzący w kucki w cieniu drzewa syknął: nie wychodź, oni tu obok są! Rzeczywiście, może pięćdziesiąt metrów dalej był szlaban, a przy nim posterunek wojskowy. Nic prostszego niż widząc męczącego się w słońcu pilota Aerofłotu zaprosić go do namiotu na łyk orzeźwiającej herbaty, no i choćby dla podtrzymania rozmowy wypytać — a kto, a co, a jak, a dokąd. Przecież rozmawiać trzeba, to naturalne, to ludzkie — rozmawiać, zwłaszcza teraz, kiedy jest głasnost', teraz można pogadać nawet z obcym człowiekiem.</p>
    <p>Najgorsze, że nadal nie wiedziałem, co się dzieje. Wyraźnie nasz optymistyczny plan, ustalony jeszcze w Erewanie, nie powiódł się. Starowojtową mieli powitać na lotnisku miejscowi notable. Ta uroczystość trwałaby kwadrans, no, może pół godziny. Następnie mieliśmy samochodami udać się do miasta, zjeść obiad, wręczyć dziatwie szkolnej podarki, zwiedzić park, spotkać się z mieszkańcami Stepanakertu. Miało więc być ciepło, gościnnie, idyllicznie. Tymczasem przy samolocie nie czekali nas żadni notable, tylko komandosi KGB. Nie było w ogóle atmosfery powitania, wpadliśmy prosto w zasadzkę.</p>
    <p>Zapytałem starego (cały czas siedział pod drzewem, wpatrzony w stronę lotniska, nawet kiedy wymieniał ze mną jakieś słowa nie poruszał głową), czy Starowojtową pojechała już do miasta, ale on odpowiedział strapionym głosem, że — nie. To znaczy, wnioskowałem, albo trzymają ją na lotnisku, albo kazali jej wrócić naszym samolotem do Erewanu. Ale Ormianin tego nie wiedział.</p>
    <p>Ten stary Ormianin w cieniu przydrożnego drzewa. Wszystkie konspiracje Wschodu opierają się na takich ludziach. Tkwią nieruchomo jak głazy w kamiennym pejzażu tej ziemi. Siedzą oparci o laski w glinianych zaułkach orientalnych miast. Wszystko widzą, wszystko wiedzą. Nic nie może wyprowadzić ich z równowagi. Nikomu nie uda się ich oszukać. Nikomu — pokonać. Teraz też, dzięki obecności tego człowieka pod drzewem, było mi raźniej.</p>
    <p>Obmyślałem historię na wypadek, kiedy mnie złapią.</p>
    <p>Skąd wziąłeś mundur?, spyta mnie śledczy.</p>
    <p>Skąd? Kupiłem w Warszawie. Od Rosjan możecie tam kupić mundur, jaki chcecie. Kapitana, pułkownika, nawet generała. Broń też możecie kupić, ale jak widzicie — nie mam broni.</p>
    <p>Jeżeli to prawda, co mówisz, dlaczego kupiłeś mundur pilota Aerofłotu?</p>
    <p>Ponieważ od dawna chciałem dostać się do Górnego Karabachu, a wiedziałem, że nie ma innego sposobu, aby tu się znaleźć. Za wszelką cenę pragnąłem być w tym miejscu, ponieważ zawsze przejmował mnie los ludów skazanych na zagładę, a mieszkańcy Górnego Karabachu są skazani na zagładę.</p>
    <p>Tak myślicie?, spyta śledczy.</p>
    <p>Niestety. Boję się, że tak. To mała wyspa chrześcijan, którą za kilka lat zaleje ocean islamskiego fundamentalizmu. Fale tego oceanu już się podnoszą. Nie widzicie?</p>
    <p>Skąd wzięliście paszport tego człowieka z Sumgaitu?</p>
    <p>Ten paszport leżał na parapecie na lotnisku w Erewanie. Nikt się nim nie interesował.</p>
    <p>Kto wpuścił was do samolotu?</p>
    <p>Nikt mnie nie wpuszczał, sam wszedłem. Wsiadłem do autobusu razem z pasażerami i razem weszliśmy na pokład. Dziwne by było, gdyby pasażerowie pytali pilota, dlaczego leci samolotem.</p>
    <p>Dyżurny, woła śledczy milicjanta, odprowadzić aresztowanego do celi!</p>
    <p>Miałem dużo czasu, więc układałem różne inne warianty zeznań, w których chodziło mi tylko o jedno — nikogo w to nie wciągać, nikogo nie obciążać.</p>
    <p>Od naszego lądowania minęły cztery godziny, kiedy od strony miasta nadjechała czarna limuzyna i zatrzymała się w pewnej odległości przed posterunkiem. Był to wóz, którym w Imperium jeżdżą tylko wyżsi urzędnicy, więc pomyślałem — aha, już przysłali samochód, więc pewnie wpuszczą Starowojtową do miasta. Chwilę potem zjawił się nagle brodacz (cały czas bardzo napięty, konspiracyjny) i powiedział: Idź zdecydowanie! Nie musiał tego mówić — wiedziałem, że w takich sytuacjach iść zdecydowanie to połowa sukcesu.</p>
    <p>Wsiedliśmy energicznie trzaskając drzwiczkami i wóz natychmiast ruszył. Jechaliśmy w stronę miasta, kilka kilometrów szosą asfaltową, wzdłuż której stały to wozy pancerne, to tankietki, okolica przypominała wielki obóz wojskowy. Nagle na szosie pojawiły się wysokie, ciężkie bloki betonowe, ułożone w labirynt. Samochód musiał tu zwolnić i ostrożnie przeciskać się między blokami, a stojący tu żołnierze przeprowadzali kontrolę pojazdu. Brodacz na widok tej przeszkody powiedział: połóż się i udawaj nieprzytomnie pijanego. Nic innego nie umiał wymyślić. Natychmiast zwaliłem się na tylne siedzenie i przykryłem czapką twarz. Usłyszałem, jak brodacz mówi do żołnierza, który wsadził głowę do samochodu: pijany. Pijany i zmęczony.</p>
    <p>Znowu pędziliśmy w stronę miasta, mając po prawej stronie zbocze wzgórza, a po lewej — głęboki rozdół i na jego dnie nitkę martwej linii kolejowej. Możesz już usiąść, powiedział brodacz, ale jeżeli nas zatrzymają, znowu udawaj pijanego. Ale posterunki, które mijaliśmy, pozwalały nam jechać dalej. Zaczęły się uliczki zadrzewione, cieniste, przecinające się pod kątem prostym. W pewnej chwili samochód wjechał na dziedziniec otoczony blokami mieszkalnymi i brodacz powiedział: wysiadaj. Wyskoczyłem, samochód razem z brodaczem natychmiast odjechał, ale nawet nie zdążyłem się rozejrzeć, kiedy podbiegła do mnie starsza kobieta, pociągnęła mnie za rękę i wcisnęła do jakiejś klatki schodowej, zdoławszy tylko powiedzieć: trzecie piętro, i zniknęła. Wszedłem na trzecie piętro, a tu już otworzyły się drzwi i znalazłem się w jakimś mieszkaniu, w otoczeniu tłumu kobiet i dzieci, wszyscy krzyczeli z radości, ściskali mnie, obejmowali, wołali coś do mnie, widziałem twarze rozpromienione, triumfujące. Łobuzy! Kanalie! Okupanci!, unosiły się kobiety. Jak długo będą nas tak jeszcze męczyć, trzymać w niewoli!, przeklinały, wyzywały reżim, grzejąc mi, wśród tych nie kończących się i coraz bardziej wymyślnych przekleństw i gróźb, dawno wystygły obiad.</p>
    <p>Weszło kilku mężczyzn, ci też objęli mnie i wyściskali. Z ich przyjściem cały harmider uciszył się momentalnie, dzieci gdzieś pochowały się po kątach, kobiety przestały lamentować i złorzeczyć. Mogłem przebrać się. Dali mi jakieś cywilne ubranie (gospodarza domu? któregoś z sąsiadów?).</p>
    <p>Wieczór będzie upływać na rozmowach. Po to tu przyjechałem. Przyjechałem, żeby spotkać się z ludźmi z Komitetu Karabachskiego, którym nie wolno stąd wyjechać, którzy są skazani na milczenie, na bezgłośny opór, a chcieliby, aby świat poznał los miejscowych Ormian, ich niedolę, ich dramat. Ta chęć, by nasz głos gdzieś dotarł, to znamienna potrzeba ludzi uwięzionych, którzy jak deski ratunku trzymają się wiary w sprawiedliwość świata, są przekonani, że być usłyszanym to być zrozumianym, a tym samym dowieść swojej racji i wygrać sprawę.</p>
    <p>Zaczyna zmierzchać. Siedzimy w dużym pokoju, przy długim, ciężkim stole. To typowe mieszkanie ormiańskie: stół jest najważniejszym meblem, jest punktem centralnym domowego ogniska. Stół powinien być zawsze zastawiony, czym kto ma, czym chata bogata, ale żeby nie był pusty, ponieważ jego nagość odstręcza łudzi, mrozi rozmowę. Im bardziej stół zastawiony, tym większą okazujemy innym życzliwość i szacunek.</p>
    <p>Naszym pytaniem jest, mówi jeden z obecnych, jak przetrwać? Wisi ono nad Ormianami setki lat. Od wieków mamy własną kulturę, własny język i alfabet. Od siedemnastu wieków religia chrześcijańska jest religią narodową Ormian. Ale nasza kultura ma charakter pasywny, jest kulturą getta, obronnej fortyfikacji, nigdy nie narzucaliśmy innym naszych obyczajów, naszego sposobu życia. Nie znane nam jest ani poczucie misji, ani chęć panowania. Tymczasem znaleźliśmy się w otoczeniu ludów, które, niosąc sztandar Proroka, zawsze chciały zawładnąć tą częścią świata. W ich oczach jesteśmy zatrutym cierniem w zdrowym ciele islamu. Myślą oni, jak usunąć ten cierń, to znaczy, jak zgładzić nas z powierzchni ziemi.</p>
    <p>W najgorszej sytuacji jest Górny Karabach, odzywa się ktoś inny. Kiedyś byliśmy nieodłączną częścią terytorium Armenii, ale w dwudziestym roku weszły tu wojska tureckie i wycięły w pień ludność ormiańską, która mieszkała między granicą dzisiejszej republiki Armenii a Górnym Karabachem. Natomiast nasi przodkowie uratowali się ukryci w górach Karabachu. Wyludniony pas ziemi między Armenią i Karabachem zasiedlili Turcy Kaukascy, to jest Azerbejdżanie. Ten pas ma szerokości zaledwie trzynaście kilometrów, ale jest obsadzony przez nich i nie można tamtędy przejechać ani przejść. W ten sposób staliśmy się chrześcijańską wyspą w sercu islamskiej republiki Azerbejdżanu. W dodatku Azerbejdżanie to szyici, ich natchnieniem jest Chomeini, oni nie ustąpią, dopóki nie rozprawią się z nami.</p>
    <p>Stalin, dodaje siedzący obok mnie człowiek, Stalin dobrze znał Kaukaz. On przecież sam jest z Kaukazu. Wiedział, że w tych górach mieszka sto narodów, które zawsze ze sobą prowadziły wojny. To zaułek świata zamknięty na cztery spusty, odcięty przez dwa morza — Czarne i Kaspijskie, zabarykadowany przez dwa niebotyczne pasma gór. Kto tu dotrze? Kto odważy się wejść w głąb? Stalin umiał dolewać oliwy do ognia. Wiedział, że Górny Karabach będzie zawsze kością niezgody między Turkami i Ormianami. Dlatego nie połączył Górnego Karabachu z Armenią, ale pozostawił nasz okręg w środku Azerbejdżanu, pod władzą Baku. W ten sposób Moskwa zajęła pozycję najwyższego arbitra.</p>
    <p>Mimo że żyjemy tak daleko od Paryża i Rzymu, mówi starszy mężczyzna z samego końca stołu, jesteśmy częścią chrześcijańskiej Europy, a właściwie — jej końcem. Spójrzmy na mapę, argumentuje. Zachodnia część Europy kończy się wyraźną linią wybrzeży — dalej jest Atlantyk. Ale na Wschodzie? Gdzie tu wytyczyć granice? Na Wschodzie ta sprawa nie jest jasna. Tu Europa rozpływa się, rozrzedza, rozcieka. Musimy przyjąć jakieś kryterium. W tym wypadku, moim zdaniem, kryterium nie jest geograficzne, ale kulturowe. Europa sięga do miejsca, w którym żyją ludzie wierni ideałom chrześcijaństwa. My, Ormianie, jesteśmy takim najbardziej na południowy wschód wysuniętym narodem.</p>
    <p>Są dwie linie konfrontacji między Europą a światem islamu, dodał jakiś Ormianin z tego samego końca stołu. Jedna przebiega wzdłuż Morza Śródziemnego, druga — grzbietami Kaukazu. Jeżeli wziąć pod uwagę, że coraz więcej Turków i Algierczyków mieszka w Europie, można przyjąć, że nasze dzieci dożyją chwili, kiedy Stepanakert będzie jednym z nielicznych już miast chrześcijańskich na świecie.</p>
    <p>O ile dotrwamy, odezwało się jednocześnie kilka głosów. Żeby dowieść, iż nie jest to takie pewne, gospodarz domu poprowadził mnie do okna. Było już ciemno. Zawieszone wysoko w niebie błyszczały rzędy świateł. Tam na górze, powiedział, leży azerbejdżańskie miasteczko Szusza. Mają nas jak na dłoni, w każdej chwili mogą nas ostrzelać.</p>
    <p>Niepewność, lęk, nienawiść, tym się tu oddychało.</p>
    <p>Ormianie, mówi jeden z uczestników spotkania, nigdy nie pogodzili się z utratą Górnego Karabachu. Co kilka lat w Armenii wybuchały na tym tle rozruchy i powstania. Mimo okrucieństw Stalina, mimo represji Breżniewa. W czerwcu 1988 r. Rada Najwyższa Armenii przychyliła się do prośby Rady Najwyższej Okręgu Górnego Karabachu o przyłączenie nas do Armenii. Baku powiedziało — nie. Moskwa będzie zawsze brać stronę silniejszego, a Azerbejdżan jest od nas o wiele silniejszy. Górny Karabach zajmuje tylko pięć procent powierzchni Azerbejdżanu i mieszka tu zaledwie trzy procent ludności republiki. Moskwa wykorzystała fakt, że Baku zagroziło zajęciem Górnego Karabachu, ogłosiła stan wojenny i wprowadziła tu swoje wojska. Jesteśmy w pułapce. Znajdujemy się pod okupacją Moskwy, ale jeżeli Moskwa stąd wyjdzie, dostaniemy się pod okupację Baku.</p>
    <p>W trakcie tej rozmowy zrobił się na klatce schodowej ruch, otworzyły się drzwi i w otoczeniu kilku osób weszła Starowojtowa. Była zmęczona i spięta, choć starała się zachować spokój i stworzyć pogodny, bezchmurny nastrój. Opowiedziała nam swoją historię. Otóż ledwie wyszła z samolotu, została aresztowana przez kilku oficerów — wysłanników głównego komendanta wojskowego Górnego Karabachu. Oświadczyli jej, że nie miała prawa wlecieć do Stepanakertu, i usiłowali nakłonić ją, aby wróciła do Erewanu. Ale Starowojtowa zaprotestowała i oświadczyła, że wróci, jeżeli wniosą ją do samolotu. Oficerowie zdali sobie sprawę, że będzie to problem. Raz, że Starowojtowa jest kobietą słusznej postury, a dwa, że wybuchnie skandal na pól świata. Zaczęły się nie kończące się konsultacje i namysły — co robić? Sprężyną całej akcji był I sekretarz KC Kompartii — Ajaz Mutalibow (Mutalibow jest obecnie prezydentem Azerbejdżanu), który dzwonił z Baku do Gorbaczowa i zapowiadał ofensywę na Stepanakert, jeżeli nie wyrzucą stamtąd Starowojtowej. A Moskwa chciała mieć dobre stosunki z Mutalibowem, z islamem, z Turcją, z Bliskim Wschodem itd., co tam Starowojtowa i Górny Karabach! Starowojtowa grała na zwłokę, chciała bowiem za wszelką cenę zostać tu i spotkać się z ludźmi. Chciała, aby czuli, że ktoś o nich pamięta. Miała mocny argument: piloci, widząc, co się dzieje, i korzystając z zamieszania, odlecieli. Wiedzieli, że lotnisko w Stepanakercie nie ma oświetlenia i jest zbyt późno, aby mogli tego samego dnia lądować raz jeszcze.</p>
    <p>Starowojtowa miała w Baku swoich przeciwników, ponieważ Azerbejdżanie, podobnie jak Ormianie, dzielą ludzkość na dwa przeciwstawne obozy:</p>
    <p>Dla Ormian sojusznikiem jest ten, kto uważa, że Górny Karabach jest problemem. Reszta — to wrogowie.</p>
    <p>Dla Azerbejdżan sojusznikiem jest ten, kto uważa, że Górny Karabach nie jest problemem. Reszta — to wrogowie.</p>
    <p>Zwraca uwagę skrajność i ostateczność tych stanowisk. Bo nawet nie chodzi o to, żeby, będąc wśród Ormian, powiedzieć: uważam, że Azerbejdżanie mają rację, albo, będąc wśród Azerbejdżan, powiedzieć: uważam, że Ormianie mają rację. Nic takiego nie wchodzi w grę — znienawidzą i zabiją! Wystarczy w złym miejscu albo wśród niewłaściwych ludzi powiedzieć: jest problem! (czy: nie ma problemu!), aby narazić się na uduszenie, powieszenie, ukamienowanie, spalenie.</p>
    <p>Nie jest również do pomyślenia, aby w Baku czy Erewanie wystąpić z następującą mową: słuchajcie, dziesiątki lat temu (kto z nas jeszcze żyje, kto by te czasy pamiętał?) jakiś turecki pasza i równie dziki Stalin wrzucili w nasze kaukaskie gniazdo to straszne kukułcze jajo i odtąd cały wiek męczymy się i zabijamy, a oni tam w swoich zatęchłych grobach chichoczą, że aż się rozlega. A przecież w takiej żyjemy biedzie, tyle wokół zacofania i brudu, więc pogódźmy się i weźmy się wreszcie do jakiejś pracy!</p>
    <p>Więc ten ktoś nigdy by do końca owej mowy nie dotrwał, bo ledwie by się obie strony zmiarkowały, co chce powiedzieć, a już nieszczęsny moralista i negocjator zostałby pozbawiony życia.</p>
    <p>Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy.</p>
    <p>Pierwsza — to plaga nacjonalizmu.</p>
    <p>Druga — to plaga rasizmu.</p>
    <p>Trzecia — to plaga religijnego fundamentalizmu.</p>
    <p>Te trzy plagi mają tę samą cechę, wspólny mianownik — jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność. Do umysłu porażonego jedną z tych plag nie sposób dotrzeć. W takiej głowie pali się święty stos, który tylko czeka na ofiary. Wszelka próba spokojnej rozmowy będzie mijać się z celem. Nie o rozmowę mu chodzi, tylko o deklarację. Żebyś mu przytaknął, przyznał rację, podpisał akces. Inaczej w jego oczach nie masz znaczenia, nie istniejesz, ponieważ liczysz się tylko jako narzędzie, jako instrument, jako oręż. Nie ma ludzi — jest sprawa.</p>
    <p>Umysł tknięty taką zarazą to umysł zamknięty, jednowymiarowy, monotematyczny, obracający się wyłącznie wokół jednego wątku — swojego wroga. Myśl o wrogu żywi nas, pozwala nam istnieć. Dlatego wróg jest zawsze obecny, jest zawsze z nami. Kiedy pod Erewaniem miejscowy przewodnik pokazuje mi jedną ze starych bazylik ormiańskich, kończy swoje objaśnienia pogardliwą uwagą: czy tacy Azerbejdżanie mogliby zbudować taką bazylikę? Kiedy później, w Baku, miejscowy przewodnik pokazuje mi rząd zdobnych, secesyjnych kamienic, kończy swoje objaśnienie pogardliwą uwagą: czy Ormianie mogliby zbudować takie kamienice?</p>
    <p>Z drugiej strony, i Ormianom, i Azerbejdżanom jest czego zazdrościć. Nie trapi ich myśl o złożoności świata ani o tym, że los człowieka jest niepewny i kruchy. Obcy jest im niepokój, jaki zwykle towarzyszy takim pytaniom, jak: co jest prawdą? Co jest dobrem? Co — sprawiedliwością? Nie znane im są rozterki, jakie gnębią tych, którzy zwykli zadawać sobie pytanie: czy aby mam rację?</p>
    <p>Ich świat jest mały — to kilka dolin i gór. Ich świat jest prosty — po jednej stronie my, dobrzy ludzie, po drugiej oni, nasi wrogowie. Ich światem rządzi czytelne prawo wyłączności — albo my, albo oni.</p>
    <p>A jeżeli jest jeszcze jakiś inny świat, czego mogliby od niego chcieć? Żeby dał im spokój. Spokój jest im potrzebny, aby jedni drugim mogli dokładnie rachować kości.</p>
    <p>Rano obudziło mnie słońce, zerwałem się z łóżka i podszedłem do okna. Stanąłem oniemiały. Znajdowałem się w jednym z najpiękniejszych zakątków świata! To było jak gdzieś w Alpach, w Pirenejach, w Rodopach, jakby w Andorze, w San Marino czy Cortinie D'Ampezzo. Z powodu napięcia wczoraj nie widziałem otaczających mnie krajobrazów. Dopiero teraz zobaczyłem, co tu się wokół mnie dzieje. Słońce, wszędzie słońce. Ciepło, ale zarazem rzeźwo, górsko. Wszędzie błękit, intensywny, głęboki, przejrzysty, kobaltowy. Powietrze czyste, krystaliczne, jasne. Daleko, wysoko — góry w białym śniegu. I bliżej też góry, ale już zielone, całe w mocnej zieleni, w kosodrzewinach, w murawach, w łąkach, w smugach.</p>
    <p>W tym urzekającym, soczystym pejzażu tkwią odrapane, niszczejące bloki betonowych osiedli Stepanakertu, ciężka, wielka płyta, niezdarnie i niechlujnie poskładana, byle jaka, obskurna. W miejscu, w którym spałem, bloki tworzą zamknięty czworobok. Między budynkami, między balkonami mieszkańcy przeciągnęli stalowe linki; na tych linkach poruszają się bloczki, do bloczków przyczepiona jest susząca się bielizna. Manipulując odpowiednio bloczkami, można swoją bieliznę tak przesuwać, aby postępowała ona za ruchem słońca — wówczas wcześniej wyschnie. Ponieważ miejsca nie jest zbyt wiele, musi tu obowiązywać jakiś harmonogram, jakiś uzgodniony grafik — kiedy, kto, ile może swojej bielizny wywiesić. Po jej rodzaju, składzie i wyglądzie można wiele dowiedzieć się o życiu intymnym swoich sąsiadów. Można też zasięgnąć ważnej informacji handlowej. Gdzie też sąsiadka z naprzeciwka dostała takie delikatne rajstopy? Sieć owych linek rozciągnięta nad podwórzem, nad rosnącymi tu drzewami jest tak zmyślna i zawiła, że pewnie tylko miejscowe kobiety potrafią zręcznie i płynnie kierować całą tą, ożywiającą się co jakiś czas i ruszającą to naprzód, to w bok lub wstecz, paradą koszul i spodni, majtek i pończoch.</p>
    <p>Starowojtowa wraca do Erewanu i od rana w mieszkaniu, w którym jestem ukryty, trwa narada Ormian — co zrobić ze mną? Jak mnie stąd wywieźć? Meldunki przynoszone z lotniska przez różnych umyślnych brzmią fatalnie. Komendant wojskowy Górnego Karabachu (generał, którego nazwiska nigdy nie zapamiętałem), chcąc uśmierzyć gniew sekretarza Mutalibowa i jego sojuszników w Moskwie, postanowił urządzić demonstrację siły: zrobić wszystko, aby Starowojtowej nie chciało się tu więcej przyjeżdżać, aby wyjechała stąd w atmosferze zastraszenia i wrogości. Po drodze do lotniska kontrolują każdy samochód, na samym lotnisku pełno wojska, komandosów rozstawili nawet wzdłuż pasa startowego.</p>
    <p>Widzę, że moi Ormianie są zdenerwowani i zaczynają się kłócić. Nie rozumiem treści tych sporów, ale z pewnością chodzi o mnie, ponieważ coraz to przerywają dyskusję, żeby rzucić w moją stronę: ubierz się w mundur! (Ubieram się.) Po jakimś czasie: nie! Włóż cywilne ubranie! (Wkładam.) Po kolejnej rundzie kłótni: nie! Wkładaj z powrotem mundur! Wykonuję posłusznie te sprzeczne rozkazy, ponieważ czuję, że sytuacja jest rzeczywiście poważna: jestem w pułapce. Przez tak gęsto zastawioną sieć nie przedrę się do samolotu.</p>
    <p>W dodatku sprawę komplikuje fakt, że wieść o przyjeździe Starowojtowej (która jest tu ogromnie popularna) rozeszła się po miasteczku i przed naszym domem gromadzi się tłum ludzi. Jeżeli tłum, to zaraz zjawi się wojsko, jeżeli przyjdzie wojsko, zaczną dochodzić, dlaczego gromadzi się tłum itd., po nitce do kłębka — czyli do naszej kryjówki. Ormianie denerwują się coraz bardziej, temperatura ich kłótni podnosi się gwałtownie.</p>
    <p>Wreszcie przychodzi jeden z umyślnych (a jest to ów wspaniały brodacz, który wczoraj wywiózł mnie z lotniska) i o czymś informuje Ormian. Ormianie natychmiast uciszają się i wyglądają przez okno. Po jakimś czasie jeden z nich mówi do mnie: widzisz ten wóz milicyjny z kręcącym się kogutem? Na dachu wozu stojącego przed naszym budynkiem kręci się wolno błękitny kogut. Zejdziesz na dół, mówi Ormianin, przedostaniesz się przez tłum i w tym samochodzie usiądziesz na tylnym siedzeniu, za kierowcą. Musisz zachowywać się bardzo zdecydowanie.</p>
    <p>Teraz, w mundurze pilota Aerofłotu, schodzę na podwórze, widzę twarze tłoczących się tu ludzi, przepycham się i idę prosto do wozu milicyjnego. W wozie jest tylko kierowca, sierżant, Ormianin. Siadam z tyłu i czekam. Pojawia się Starowojtowa, otacza ją tłum. Ale nadjeżdża patrol wojskowy — blondyni, więc Rosjanie: robi się niebezpiecznie. Starowojtowa przerywa wiec i wsiada do stojącej obok wołgi. Do mojego wozu dosiada się z tyłu dwóch milicjantów, Ormian, a obok kierowcy zajmuje miejsce kapitan milicji — też Ormianin.</p>
    <p>Ruszamy pierwsi, wołga za nami. Patrole po drodze zdezorientowane, bo niby powinny kontrolować, ale z drugiej strony — to przecież wóz milicyjny pod sygnałem. Jakoś przejeżdżamy przez labirynt bloków betonowych, a potem przez uchylony szlaban. Żołnierze w tych patrolach to wszystko młodzi, rośli blondyni — Słowianie. Niebieskoocy, rosyjskojęzyczni.</p>
    <p>Słońce, gorąco, zbliża się południe.</p>
    <p>Kapitan, który siedzi przy kierowcy — bardzo spięty. Wie, ile w tym momencie ryzykuje. Myślę, że wszyscy wiemy. Choć jedziemy dość szybko, droga staje się psychiczną Golgotą, wydłuża się w nieskończoność.</p>
    <p>Wreszcie — lotnisko. Widzę stojący JAK-40. Jest samolot! Ale jakże do niego daleko! Bo trzeba pokonać najtrudniejszą przeszkodę — bramę prowadzącą na pas startowy. Przy bramie — tłok: komandosi, oficerowie. Zatrzymujemy się wcześniej, za nami staje samochód wiozący Starowojtową. Jeden z milicjantów wysiada, ona zajmuje jego miejsce. Dojeżdżamy do bramy i natychmiast jesteśmy otoczeni przez wojsko. Wtedy kapitan wyjmuje legitymację i mówi: Kapitan Sarowian z komendy miasta. Mam rozkaz komendanta wojskowego dowieźć deputowaną Starowojtową do samolotu. I zaczyna to w kółko powtarzać tłoczącym się do naszych okien żołnierzom. Kapitan Sarowian z komendy miasta. Mam rozkaz, itd., itd.</p>
    <p>Powoli wojskowi rozstępują się i uchylają szlaban. Jedziemy w stronę samolotu. Starowojtową zatrzymuje samochód i mówi: pójdę pożegnać się z komendantem lotniska, a wy tymczasem umieśćcie Ryszarda w samolocie.</p>
    <p>Przy schodkach samolotu stoją Suren i Awerik. Wejdź do kabiny, mówi Suren (ale mówi to cicho, bo pełno wszędzie wojska), usiądź za sterami i włóż słuchawki. Wchodzę do wnętrza, w którym żołnierz kontroluje wykrywaczem min ściany i podłogę — szuka, czy nie przywieźli broni.</p>
    <p>Po jakimś czasie wpuszczają pasażerów. Potem wsiada Starowojtowa. Są już i Suren, i Awerik.</p>
    <p>Piloci uruchamiają silniki i wolno kołują na start. Można jeszcze nas zawrócić?, pytam Surena. Można, mówi. Po obu stronach pasa startowego równo rozstawieni komandosi, ich maskowane gałązkami rozmarynu hełmy.</p>
    <p>Startujemy na wschód, w słońce, w góry, w śnieg, a potem robimy nawrót i lecimy na zachód, tam, gdzie Erewan i Ararat. Minęło może pół godziny, kiedy w słuchawkach rozległ się chrypiący głos. Suren włączył swój mikrofon. Przez chwilę rozmawiali. Potem Suren zdjął słuchawki i powiedział do mnie: już nas nie zawrócą. Już jesteś wolny.</p>
    <p>Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i podał mi swoją chusteczkę.</p>
    <p>Dopiero wtedy poczułem, że spod mojej wielkiej czapy ścieka mi po twarzy pot.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>AZJA ŚRODKOWA, ZAGŁADA MORZA</p>
    </title>
    <p>Samolot zatacza szeroki łuk i kiedy jego skrzydło pochyla się, widać ciągnące się w dole, zmarszczone wiatrem ławice piasku. To nowa pustynia Aral-Kum, a ściślej — dno znikającego z powierzchni ziemi morza.</p>
    <p>Patrząc na mapę świata, jeżeli prowadzić wzrok z zachodu na wschód, zobaczymy w południowej części kontynentu euroazjatyckiego łańcuch czterech mórz: najpierw Morze Śródziemne, które przechodzi dalej w Morze Czarne, potem, za górami Kaukazu, rozciąga się Morze Kaspijskie i wreszcie, najbardziej na wschód wysunięte, leży Morze Aralskie.</p>
    <p>Morze Aralskie czerpie wodę z dwóch rzek: Syr-darii i Amu-darii. Są to długie rzeki — Syr-daria ma 2212 km, a Amu-daria 1450 km — przecinające całą Azję Środkową.</p>
    <p>Azja Środkowa to pustynie i pustynie, pola brunatnych, zwietrzałych kamieni, żar słoneczny z nieba, burze piaskowe.</p>
    <p>Ale świat Syr-darii i Amu-darii jest inny. Wzdłuż obu rzek ciągną się pola uprawne, obfite sady; wszędzie tu zatrzęsienie drzew orzechowych, jabłoni, figowców, palm i granatów.</p>
    <p>Wielką było przyjemnością usiąść w cieniu własnego ogródka, pod daszkiem przewiewnej werandy i cieszyć się spokojem rzeźwego wieczoru.</p>
    <p>Wody Syr-darii i Amu-darii oraz ich dopływów pozwoliły powstać i rozkwitnąć słynnym miastom — Bucharze i Chiwie, Kokandzie i Samarkandzie. Tędy też przechodziły objuczone karawany Jedwabnego Szlaku, dzięki którym nabierały wagi i kolorytu targi w Wenecji i Florencji, w Nicei i Sewilli.</p>
    <p>W drugiej połowie XIX wieku ziemie, przez które płyną obie rzeki, zostały podbite przez wojska carskie, dowodzone przez generała Michaiła Czerniajewa, i stały się częścią Imperium rosyjskiego czy raczej — jego południową kolonią, nazwaną Turkiestanem, jako że miejscowa ludność mówi (z wyjątkiem Tadżyków) językami tureckimi. Wiarą niepodzielnie tam panującą jest islam — religia gorących klimatów i pustyń.</p>
    <p>W roku 1917 antycarską rewoltę w Turkiestanie wzniecają nie Uzbecy czy Kirgizi, tylko miejscowi kolonowie — Rosjanie, i w ten sposób zachowują władzę, tym razem już jako bolszewicy. W 1924 roku Turkiestan zostaje podzielony na pięć republik: Turkmenię, Tadżykistan, Uzbekistan, Kirgizję i (w różnych etapach) Kazachstan.</p>
    <p>Ofiarą represji w latach rządów Stalina padła masa chłopów, kler muzułmański i niemal cała (nieliczna zresztą) inteligencja. Tę ostatnią zastąpili Rosjanie z Centrum oraz miejscowy narybek zasymilowanych (tzw. obruszczonych) działaczy i biurokratów — Uzbeków, Tadżyków, Turkmenów itd.</p>
    <p>Odstępując od masowych represji, Chruszczow, a później Breżniew wprowadzili nową politykę dominacji w swoich koloniach. Na czele każdej instytucji stawał z reguły miejscowy obruszczony, ale jego zastępcą był zawsze Rosjanin, odbierający polecenia bezpośrednio z Moskwy. Drugą zasadą nowej polityki było odrodzenie miejscowych starych struktur plemiennych i oddawanie władzy zaufanym i zaprzedanym klanom. Później, już w latach pierestrojki, zdumiewały komunikaty prokuratury generalnej byłego ZSRR o walce ze straszliwą korupcją, która panowała w azjatyckich republikach Imperium, do więzień wsadzano całe składy miejscowych KC i rad ministrów. Jak to — wszyscy kradli? A wszyscy, bo pod nazwą KC czy innej instytucji rządzącej kryła się starszyzna panującego, skoligaconego i powiązanego wielkimi interesami klanu. Jeżeli były jakieś klany rywalizujące, a nie mogły dojść do porozumienia, wybuchała lokalna wojna domowa, jak ta w 1992 roku w Tadżykistanie. Na czele każdej republiki stał wezyr — I sekretarz KC miejscowej partii. Zgodnie z tradycją wschodnią jego władza była dożywotnia. Diumuchammed Kunajew był I sekretarzem Kazachstanu 26 lat, aż musiał go zdjąć Gorbaczow. Szafar Raszidow był I sekretarzem Uzbekistanu 24 lata, aż do śmierci w 1983 roku. Gajdar Alijew był szefem KGB, a potem I sekretarzem Azerbejdżanu przez 23 lata. Przejazd każdego z nich przez miasto był wydarzeniem na długo zapamiętanym, długo wspominanym. Wymyślony kiedyś przez Anglików w Azji i w Afryce system indirect rule, przejęty przez Moskwę, pozwalał jej na pełną samowolę.</p>
    <p>Ta dygresja o systemie władzy pozwoli lepiej zrozumieć niebywałą historię zagłady morza, jej tło i okoliczności.</p>
    <p>Woda jest warunkiem życia, zwłaszcza w tropiku, na pustyni, ponieważ jest jej tak mało. Jeżeli mam wodę tylko na jedno pole, nie mogę uprawiać dwóch pól, jeżeli mam wodę na jedno drzewo, nie mogę posadzić dwóch drzew. Każdy kubek wody jest wypity kosztem jakiejś rośliny, roślina uschnie, ponieważ wypiłem wodę potrzebną jej do życia. Cały czas między ludźmi, roślinami i zwierzętami trwa tu walka o przetrwanie, o kroplę wody, bez której nie ma istnienia.</p>
    <p>Wałka, ale i współpraca, ponieważ wszystko opiera się tu na kruchej i chwiejnej równowadze, której naruszenie grozi śmiercią. Jeżeli wielbłądy wypiją zbyt dużo wody, nie starczy jej dla wołów, woły wymrą z pragnienia. Jeżeli wymrą woły, zginą owce, bo kto będzie ciągnął kierat napędzający wodę na łąki? Jeżeli zginą owce, jakie mięso będzie jadł i czym się okryje człowiek? Jeżeli człowiek będzie nagi i słaby, kto zasieje pola? Jeżeli nikt nie będzie uprawiać pól, zagarnie je pustynia. Wszystko zasypią piaski, zniknie życie.</p>
    <p>Bawełnę uprawiali tu od lat. Płótno z bawełny jest lekkie i mocne, a także zdrowe, bo chłodzi ciało. Od wieków miała ona dobrą cenę, gdyż nigdy nie uprawiano jej zbyt wiele — zawsze barierą był (i jest) chroniczny w tropiku brak wody. Aby uprawić nowe pole bawełny, trzeba by zabrać wodę ogrodom, wyciąć lasy, wybić bydło. Ale jak i z czego wówczas żyć, co jeść? Wszyscy znają ten dylemat od tysięcy lat — w Indiach, w Chinach, w Ameryce, w Afryce. A w Moskwie? I w Moskwie znają!</p>
    <p>Początek katastrofy przypada na lata sześćdziesiąte. Trzeba było odtąd dwóch dziesięcioleci, żeby połowę żyznych oaz Uzbekistanu zamienić w pustynię. Więc najpierw sprowadzono z całego Imperium buldożery. Rozgrzane, metalowe karaluchy rozpełzły się po piaszczystych równinach. Poczynając od brzegów Syr-darii i Amu-darii, stalowe tarany zaczęły ryć w piasku głębokie rowy i szczeliny, którymi następnie puszczono wodę z rzek. Musieli tych rowów wykopać nieskończoną ilość (kopią je zresztą nadal), jeśli pamiętać, że łączna długość Syr-darii i Amu-darii wynosi 3662 kilometry! Teraz, wzdłuż tych kanałów, kołchoźnicy mieli zasadzić bawełnę. Z początku robili to na pustynnych nieużytkach, ale ponieważ białego włókna było ciągle mało, władza nakazała oddawać bawełnie pola uprawne, ogrody i sady. Łatwo wyobrazić sobie rozpacz i przerażenie chłopów, którym odbiera się jedyne, co mają — krzak porzeczki, morelę, odrobinę cienia. Na wsiach sadzili bawełnę wprost pod oknami domów, na dawnych grządkach kwiatów, na podwórzach, przy płotach. Sadzili zamiast pomidorów i cebuli, zamiast oliwek i arbuzów. Samoloty i helikoptery latały zrzucając na te tonące w bawełnie wioski lawiny nawozów sztucznych, chmury trujących pestycydów. Ludzie krztusili się, nie mieli czym oddychać, ślepli.</p>
    <p>Chruszczow chciał mieć swoje zaorane ugory w Kazachstanie, Breżniew — swoją krainę bawełny w Uzbekistanie. Obaj byli bardzo przywiązani do swoich pomysłów, a nikt nie ośmielał się pytać, jaka jest ich cena.</p>
    <p>Obraz ziemi zmieniał się szybko. Znikały pola ryżu i pszenicy, zielone łąki, zagony jarmużu i papryki, plantacje brzoskwiń i cytryn. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, rosła bawełna. Dziesiątkami, setkami kilometrów ciągnęły się jej pola, jej białe, puszyste morze. Krzak bawełny rośnie kilka miesięcy, potem przychodzi okres zbiorów.</p>
    <p>„W okresie zbiorów bawełny w Azji Środkowej wszystko zamiera. Na dwa-trzy miesiące zamykają szkoły, instytuty, urzędy. Przedsiębiorstwa i fabryki pracują na pół obrotu: wszyscy idą zbierać bawełnę, pracować pod palącym słońcem. I dzieci ze szkół, i studenci, i karmiące matki, i starcy, i lekarze, i nauczyciele. Nikt, pod żadnym pozorem i w żadnym wypadku, nie będzie zwolniony z tego obowiązku. Istnieje wśród nas takie powiedzenie: jeżeli nie posadzisz bawełny — posadzą ciebie, jeżeli nie zbierzesz bawełny — zabiorą ciebie. W okresie zbiorów wszyscy mówią o bawełnie, wszyscy śledzą informacje o wykonaniu planu. Gazety, radio, telewizja, wszystko służy jednej bogini — bawełnie. W Środkowej Azji około dwudziestu milionów ludzi mieszka na wsi. Dwie trzecie pracuje przy bawełnie i właściwie nigdzie poza tym. Rolnicy, ogrodnicy, sadownicy, wszyscy musieli zmienić zawód — pracują jako robotnicy plantacji bawełnianych. Do pracy przy bawełnie goni ich przymus i strach. Przymus i strach, bo przecież nie pieniądze. Przy zbiorze bawełny <emphasis>zarabia się</emphasis> grosze. A praca jest męcząca i monotonna. Żeby wykonać dzienną normę, człowiek musi się schylić 10-12 tysięcy razy. Potworny, czterdziestostopniowy upał, oddychanie powietrzem, które cuchnie jadowitą chemią, susza i ciągłe pragnienie wyniszczają człowieka, szczególnie kobiety i dzieci. Ale przecież im więcej bawełny, tym nasz kraj szczęśliwszy i bogatszy! A tak naprawdę? Tak naprawdę to ludzie płacą zdrowiem i życiem za dobre samopoczucie i mocną pozycję garstki zdemoralizowanych karierowiczów” (Grigorij Rezniczenko — „Aralska katastrofa”).</p>
    <p>Aluzja do zdemoralizowanych karierowiczów: było powszechnie wiadome, że ludzie Breżniewa w Moskwie i Raszydowa w Taszkiencie podawali wzajemnie uzgodnione, fałszywe dane o zbiorach bawełny. Chodziło o propagandę i o pieniądze — obie mafie, a właściwie jedna, bawełniana mafia, brały do kieszeni krociowe sumy za fikcyjne setki tysięcy ton bawełny.</p>
    <p>Mafioso wzbogacili się, ale miliony ich pobratymców, nieszczęsnych zbieraczy bawełny, poszły z torbami. Rzecz w tym, że praca przy bawełnie jest tylko sezonowa, to najwyżej jeden kwartał w roku, a co robić później? Nie ma już ani sadów, ani ogrodów, nie ma kóz i owiec. Miliony ludzi chodzą bez pracy i bez żadnej szansy, żeby ją dostać. Życie przygasło, dostaje tylko gorączki w okresie zbiorów, jesienią, a potem pogrąża się w ciężkiej, rozgrzanej, dusznej, tropikalnej martwocie.</p>
    <p>Typowo kolonialna sytuacja: kolonia dostarcza surowca, metropolia wyrabia z niego gotowe produkty. Co najwyżej 10 procent bawełny zebranej w Uzbekistanie jest przerabiane w tej republice. Resztę wysyłają do fabryk włókienniczych w centralnych częściach Imperium. Jeżeli przestać uprawiać bawełnę w Uzbekistanie, staną zagłębia włókiennicze w Rosji.</p>
    <p>Ponieważ dyrektywa Moskwy brzmiała (i brzmi nadal) — coraz więcej bawełny, w Uzbekistanie ciągle zwiększali obszar zasiewów i ilość wylanej na pola wody. Nie było mowy o żadnych technologiach, o drenach, rurach, przewodach i temu podobnych wymysłach. Po prostu wypuszczali z rzek wodę, woda rozlewała się po polach. Nim jednak dopłynęła do zagonów bawełny, już jedna trzecia ginęła, wsiąkając bezużytecznie w piasek.</p>
    <p>Wiadomo, że kilka, kilkanaście metrów pod każdą pustynią leżą wielkie złoża stężonej soli. Jeżeli doprowadzić do niej wodę, razem z wilgocią sól zacznie wydobywać się na powierzchnię. I to właśnie stało się teraz w Uzbekistanie. Utajona, przygnieciona, ukryta głęboko sól ruszyła w górę, zaczęła wydobywać się na wolność. Złotą ziemię Uzbekistanu, którą zasnuła najpierw biel bawełny, teraz pokryła błyszczącą skorupą biel soli.</p>
    <p>Zresztą nie trzeba rozglądać się po ziemi. Kiedy zawieje wiatr, sól czuje się na wargach, na języku. Szczypie w oczy.</p>
    <p>Wody Syr-darii i Amu-darii, zamiast płynąć do Morza Aralskiego, były z woli człowieka trwonione po drodze, na olbrzymim dystansie ponad trzech tysięcy kilometrów rozlewane po polach, po nie kończących się pustyniach. Z tego powodu spokojny i szeroki nurt obu potężnych rzek — jedynego źródła życia w tej części świata — zamiast w miarę ich biegu rosnąć i ogromnieć (jak to ma w swoim zwyczaju przyroda), zaczął maleć, kurczyć się, zwężać i spłycać, aż, nie dochodząc do morza, przemieniał się w słone, zatrute i rozpaciane rozlewiska, w gąbczaste i cuchnące zagony, w zdradliwe zastoiny i rzęsy, aby w końcu zapaść się pod ziemię i zniknąć ludziom z oczu.</p>
    <p>Ta osada nazywa się Mujnak i jeszcze kilka lat temu była morskim portem rybackim. Teraz stoi w środku pustyni, morze jest stąd 60-80 kilometrów. W pobliżu osady, tam, gdzie był port, stoją na piaszczystych wydmach rdzewiejące kadłuby rybackich statków, trawlerów, kutrów, barek i łodzi. Mimo iż farba łuszczy się i odpada, można jeszcze odczytać niektóre nazwy: „Estonia”, „Dagestan”, „Nachodka”. Pusto, nikogo nie ma w pobliżu.</p>
    <p>W ciągu ostatnich dwudziestu lat Morze Aralskie, którego z Mujnaka nawet nie widać, straciło jedną trzecią swojej powierzchni i dwie trzecie pojemności. Inni obliczają, że została już tylko połowa powierzchni morza. Poziom wody spadł w tym czasie o trzynaście metrów. Pustynie, w jakie przekształciło się jego wczorajsze dno, sięgają już trzech milionów hektarów. Z tych pustyń ciągłe tu wichry i burze piaskowe rocznie wyrzucają w przestrzeń siedemdziesiąt pięć milionów ton soli i trucizn pochodzących z nawozów sztucznych, naniesionych tu dawniej przez rzeki.</p>
    <p>Smutna to osada — Mujnak. Leżała kiedyś w miejscu, gdzie piękna, życiodajna Amu-daria wpadała do Morza Aralskiego, niezwykłego morza w sercu wielkich pustyń. Dzisiaj nie ma już ani rzeki, ani morza. W osadzie wyschła zieleń, zdechły psy. Połowa ludzi wyjechała, ci, co zostali, nie mają gdzie się ruszyć. Nie pracują, bo to rybacy, a ryby nie ma. Ze 178 gatunków ryb i frutti di marę zostało już tylko 38. Zresztą do morza daleko, jak tam się dostać przez pustynię? Jeżeli nie wieje silny wiatr, ludzie siedzą na ławeczkach, oparci o odrapane i kruszące się ściany swoich lichych domków. Nie sposób dociec, z czego żyją, trudno się nawet z nimi porozumieć. To Karakałpakowie, ledwie mówią po rosyjsku, dzieci nie mówią już po rosyjsku wcale. Ci pod ścianami, jeżeli się do nich uśmiechnąć, zrobią się jeszcze bardziej ponurzy, a kobiety zasłonią twarz. I rzeczywiście, uśmiech wygląda tu fałszywie, śmiech zabrzmiałby jak zgrzyt zardzewiałego gwoździa o szkło.</p>
    <p>Dzieci bawią się w piasku jakimś plastikowym kubełkiem bez rączki. Obdarte, chude, markotne. Nie byłem w najbliższym szpitalu, który jest po drugiej stronie morza, ale pokazali mi w Taszkiencie świeży film z tego szpitala. Na tysiąc urodzonych dzieci umiera od razu sto. A te, które przeżyją? Lekarz bierze do ręki białe szkieleciki, żywe jeszcze, choć trudno się zorientować, czy żywe.</p>
    <p>Połowa ludzi ma tu żółtaczkę. Ci, którzy mają żółtaczkę, a dostaną jeszcze dyzenterii, od razu umierają. Ale jak tu zachować odrobinę czystości? Na kartki na miesiąc wypada tu jeden kawałek mydła na osobę i — już bez kartek — wiadro wody dziennie.</p>
    <p>Morze Aralskie i jego dopływy dawały utrzymanie trzem milionom ludzi. Ale losy tego morza i jego dwóch rzek wpływają na sytuację wszystkich mieszkańców tego regionu, których jest trzydzieści dwa miliony.</p>
    <p>Władza radziecka od dawna myślała, jakby tu zaradzić nieszczęściu, zagładzie Morza Aralskiego, zniszczeniu Uzbekistanu i połowy Azji Środkowej. Wiadome jest przecież, że problem w tym, iż niebywały rozwój upraw bawełny doprowadził do tragicznego deficytu wody, który niszczy dużą część świata (co do dziś jest ukrywane). Trzeba więc <emphasis>znaleźć</emphasis> wodę, tysiące kilometrów sześciennych wody, bo inaczej Uzbecy umrą ź pragnienia, pola bawełny zasypie piasek, staną zagłębia włókiennicze Rosji itd. Ale skąd wziąć tyle wody? Najpierw pomyślano, żeby wysadzić w powietrze góry Pamiru i Tien-szanu (skąd dwie rzeki biorą początek). Pod wpływem gigantycznych wybuchów ruszą z tych gór lawiny, wielkie jak Nil i Amazonka, które, spływając na dół, w cieplejsze regiony planety, przemienia się w wodę, woda wpłynie do wysychających rzek, rzeki dopłyną do morza i wszystko będzie, jak to kiedyś było — to znaczy dobrze, to znaczy normalnie. Projekt ten jednak miał dwie słabe strony. Po pierwsze, góry tak olbrzymie jak Pamir i Tien-szan można by wysadzić tylko przy użyciu bomb nuklearnych, a straszliwe eksplozje i trzęsienia ziemi, jakie by temu towarzyszyły, mogłyby zostać źle przyjęte przez opinię światową. Był jednak ważniejszy powód, dla którego zrezygnowano w końcu z tego pomysłu, ten mianowicie, że wysadzenie w powietrze masywów Pamiru i Tien-szanu uruchomiłoby wielkie masy wody zamrożonej w lodowcach, ale uruchomiłoby tylko jednorazowo i to w takich ilościach, że mogłyby one zatopić znaczną część ZSRR. Ale wyjścia szukano dalej.</p>
    <p>W Taszkiencie przyjął mnie generalny dyrektor zjednoczenia „Saniiri” — Wiktor Duchowyj. Zjednoczenie to jest jedną z licznych komórek Ministerstwa Gospodarki Wodnej byłego ZSRR, które zajmuje się Morzem Aralskim oraz Syr-darią i Amu-darią, a jak się zajmuje, to właśnie widzimy. Trzeba zdać sobie sprawę, co to znaczy ministerstwo w Imperium. Otóż ministerstwo, o którym mowa, zatrudnia dwa miliony osób. Codziennie rano dwa miliony osób wstają z łóżek, idą do pracy, siadają za biurkami, wyjmują papier i ołówek i coś muszą zacząć robić. Szczęśliwcy, którzy mają pracę w terenie. Ci wyciągają jakieś instrumenty miernicze, jakieś lupy i sekstanse, suwaki i łaty, i wszystko dokładnie mierzą i liczą. Ale nawet uwzględniając, że na świecie jest tyle rzeczy do zmierzenia i policzenia, nie jest łatwo znaleźć pracę dla dwóch milionów ludzi. Dlatego nad każdym, nawet zupełnie fantastycznym pomysłem pracuje tu masa ekspertów i urzędników.</p>
    <p>W swoim gabinecie dyrektor Duchowyj podszedł do dużej mapy wiszącej na ścianie. Była to mapa byłego ZSRR i kontynentu euroazjatyckiego. Duchowyj: sympatyczny, energiczny pan, o bardzo miłym sposobie bycia. Jest wyjście, powiedział do mnie, proszę spojrzeć. I pociągnął dłonią po mapie z góry w dół. Trzeba po prostu, skomentował ruch swojej dłoni, skierować bieg wielkich rzek syberyjskich z północy na południe. Wtedy woda popłynie do nas.</p>
    <p>Potem sprawdziłem, jak to daleko <emphasis>do</emphasis> tych rzek. Do najbliższej trzeba kopać kanał długości dwóch i pół tysiąca kilometrów.</p>
    <p>Pisząc to wszystko, zadzwoniłem do Anwara, inżyniera ze zjednoczenia, którym kieruje Duchowyj. Co nowego?, spytałem. Normalnie, powiedział, pracujemy. Nad czym?, spytałem znowu. Jak skierować wody syberyjskich rzek w naszą stronę!</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>POMONA MIASTECZKA DROHOBYCZ</p>
    </title>
    <p>W Doniecku widziałem kobietę sprzedającą krowie racice. Było to na jednej z głównych ulic — Uniwersyteckiej. Stała zmarznięta, rozcierała ręce, a przed nią na stole leżało kilka par złuszczonych krowich racic. Podszedłem i spytałem, do czego one służą. Można na nich ugotować zupę, odpowiedziała, w racicach jest tłuszcz.</p>
    <p>Nieco dalej jest dom towarowy „Biały Łabędź”. Tutaj, w świecie handlu, rozogniony i zdeterminowany tłum spełnia tę samą funkcję, którą na Zachodzie sprawuje kolorowa reklama — przyciąga klientów. Oto masa ludzi pędzi do stoiska na parterze, napiera, szturmuje. Przywieźli buty. Poszedłem przyjrzeć się z bliska. Sprzedawali buty po jednej parze na osobę. Wszystko jedno — jaką parę, wszystko jedno — komu, bo sprzedawczynie nie <emphasis>zaglądały</emphasis> nawet, co jest w pudełkach. Każdy chwytał pudełko, wyrywał się z tłumu i stawał z boku, w miejscu, gdzie natychmiast, utworzył się punkt wymiany. Stopniowo, drogą łańcuszkowych transakcji, dyskusji i kompromisów, ludzie zbliżali się tam do ideału, którym było — mieć takie buty, jakie są każdemu potrzebne.</p>
    <p>Profesor ekonomii Galina Gobierna powiedziała mi, jak wygląda podział dochodu fabryki lub kopalni w Doniecku: 54 procent zabiera Moskwa, 30 procent zabiera Kijów, 11 procent zabierają władze Doniecka, 5 procent pozostaje dla zakładu pracy.</p>
    <p>Zapytałem stojącą na przystanku dziewczynę, którędy iść do dworca kolejowego. A to wam pokażę, zaproponowała. Mimo że było to śródmieście, brnęliśmy po kostki w błocie. Było pochmurno, zacinał wiatr.</p>
    <p>Donieck to centrum zagłębia górniczego Ukrainy, w niektórych dzielnicach hałdy węgla i żużlu leżą wprost na ulicy. Czarny pył osiada na ścianach domów, tworząc na fasadach ciągnących się kilometrami jednakowych bloków ciemne smugi, szaroolowiane zacieki, brunatne, rdzawe liszaje.</p>
    <p>Podoba wam się Donieck?, spytała niepewnie dziewczyna. Ludzie są wrażliwi na takie sprawy, odczuwają przykrość, jeżeli powie się im coś krytycznego. Zacząłem gorączkowo i pilnie szukać jasnych stron miasta, ale widocznie nie było w moim głosie szczerości, bo kiedy zamilkłem, odpowiedziała z determinacją, nawet hardo: Ale za to w lecie w naszym mieście kwitną róże. Milion róż. Możecie sobie wyobrazić? Milion róż!</p>
    <p>Czekając na pociąg, spędziłem na dworcu w Doniecku połowę nocy. Wieczorem wszystko tu jest już zamknięte: i jedyny bar, w którym sprzedają herbatę z cukrem, i kiosk z gazetami, i kasy biletowe. W dużej, ledwie oświetlonej sali śpią na drewnianych ławkach ciasno usadzeni i rozłożeni ludzie. Zmęczeni podróżą i czekaniem, spoczywają w czasie snu w najbardziej niezwykłych, katatonicznych pozycjach. Owinięci w szale i chusty, schowani w uszanki i w palta, wyglądają z daleka jak rozłożone rzędami, nieruchome, pękate tobołki, tłumoki, zawiniątka.</p>
    <p>Cisza, zaduch i mrok.</p>
    <p>Ale nagle, w kącie sali, z niewidocznych głębi jednego z tych tobołków wydobywa się krzyk. Kobieta zrywa się, krąży po sali, miota się bezradnie. Wory! Wory!, woła zrozpaczona. Pewnie obudziła się i poczuła, że nie ma torebki. Jakiś czas kołuje między ławkami, biega, dziwi się na głos — że <emphasis>jakże,</emphasis> dlaczego jej właśnie? Wzywa Boga na pomoc, ale nikt się nie rusza, więc błąka się jeszcze jakiś czas, rozczochrana, zaspana, w końcu wraca na swoje miejsce, sadowi się, zwija w tobołek i milknie.</p>
    <p>Za chwilę jednak — znowu, w jakimś innym miejscu, inny głos, równie trwożny, przerażony: Wory! Wory! I jakaś biegająca między nami kobieta pokazuje, że ma puste ręce, ale nikt tego nie widzi, wszyscy skuleni, pochowani, pozwijani w kłębki.</p>
    <p>Tylko siedząca koło mnie babcia na moment otwiera oko, mówi ni to do mnie, ni to do siebie: Żyt' straszno!, jeszcze mocniej przyciska do siebie ceratową torbę i znów zapada w swój płytki, czujny sen.</p>
    <p>W naszym przedziale jechała kobieta do Odessy, na ślub syna. Mieszkała gdzieś na Syberii, nad Leną. W przedziale jadą zwykle dwie, cztery albo sześć osób. Kobiety i mężczyźni razem. Zwyczaje są surowe. Najpierw kobiety ścielą sobie łóżka i przebierają się, potem — mężczyźni. Kiedyś jako strój wieczorowo-nocny popularne były piżamy, teraz, coraz częściej — dresy. Czas w przedziale kolejowym spędza się przyjemnie. Wszyscy częstują się nawzajem, dzielą się, czym kto ma, a to pierogami, a to pieczonym kurczakiem, a to chlebem i serem. Zdarzyło mi się jechać z panią, która wiozła zupę oraz miseczki i łyżki — specjalnie, żeby poczęstować innych. Zwykle w przedziale znajdzie się butelka wódki albo koniaku, ktoś zawsze pomyśli, żeby wziąć ją na drogę. Bywało tak, że nie miałem nic do jedzenia, od razu inni oddawali mi, co mieli. Dawniej ludzie bali się siebie nawzajem i w przedziale panowało milczenie, ale teraz jest głasnost' i wszyscy mówią, jeden przez drugiego. Kiedy już pękną tamy, osłabnie wzajemna nieufność, zaczynają się opowieści, zwierzenia, wymiana zdań.</p>
    <p>Syberię nazywają największym więzieniem na świecie. Tu car zsyłał setki tysięcy swoich poddanych, tu bolszewicy więzili miliony niewinnych ludzi. Ale nasza Sybiraczka, Kławdia Mironowa, uważa Syberię za miejsce azylu, za oazę wolności. Niezmierzone przestrzenie, ogromna tajga i brak dróg ułatwiały izolację, dawały schronienie, pozwalały zniknąć z oczu. A to, mówi Kławdia Mironowa, przechowały się tu całe komuny innowierców. I cara przeżyły, i bolszewików — nikt nie wiedział, gdzie są. A to, opowiada, dopłynął kiedyś do nich człowiek na łódce. Miał ze sobą papier i farbki, miał ołówki i kredki. Płynął Leną, zatrzymywał się w wioskach i w chutorach i z małych, szkolnych albo paszportowych zdjęć malował matkom portrety ich synów, którzy zginęli na wojnie. Każda płaciła mu, ile mogła. Z tego żył, od nikogo nie zależał. A ona sama, Kławdia Mironowa? Kiedy pędzili wszystkich do kołchozu, ona nocą z mężem, z krową i dwoma prosiakami uciekli głęboko w tajgę. Tam się osiedlili, zbudowali szałas, a potem nawet domek i zagrodę. Przez cały stalinizm, mówi z dumą, nie widziała obcego człowieka. Jako tajemnicę przetrwania podaje swoją sztukę robienia weków ze słoniny. Słonina — oto w czym tkwi sekret życia. Sekret życia i warunek wolności. Jeżeli nie będziecie mieć słoniny — to znaczy, jeżeli nie będziecie mieć tej podstawowej, elementarnej zamożności — nie będziecie wolni. Oto, co mówi Kławdia Mironowa, dzieląc się z nami swoim największym doświadczeniem. Potem tłumaczy, jak trzeba parzyć bańki i słoje, aby słoninę dobrze zawekować. Jakich użyć ziół, które można zebrać w tajdze. Podaje proporcje i sposób przyrządzenia wywaru. Objaśnia, jak wypatroszyć prosiaka i jak go pokroić.</p>
    <p>Widzę przez okno zatopione w równolegle z torami biegnącej niby to drodze zgrupowanie artyleryjskie działa średniego kalibru. Z błota wystaje kilkanaście nowych jeszcze luf i osłon, reszta już pogrążyła się w bagnie i w wodzie. I zaraz, w kilka minut później, może dwadzieścia wozów pancernych też zatopionych. Nigdzie żywego ducha, pustkowia i pustkowia, płaska ukraińska równina.</p>
    <p>Aż do samej Odessy jemy słoninę, którą Kławdia Mironowa kroi ostrym kozikiem z wielkiego połcia i kładzie nam na chleb jej pożywne, pachnące płaty.</p>
    <p>Tym razem nie zatrzymuję się w Odessie (właśnie oświetla ją ciepłe, wczesnowiosenne, popołudniowe słońce), bo po co? Żeby znowu błądzić i szukać śladów Mołdawianki, jej dziurawych, pokrzywionych ulic? Żeby patrzeć, czy gdzieś nie przesunie się cień Froima Gracza lub Beni Krzyka — prawdziwego Króla? Żeby odnajdywać miejsca, które lubił Izaak Babel?</p>
    <p>Myśleć o tym, jak idzie na rozstrzelanie bez okularów i nie widzi własnej śmierci?</p>
    <p>Kolejka podmiejska, która jeździ z Odessy do Kiszyniowa, jest zrujnowanym, pozbijanym gwoździami i blachą, połatanym deskami i dziurawą dyktą rupieciem. Wszędzie ślady zniszczeń. Ile już razy każdy wagon był demolowany, rozbijany, łamany i pruty? Wewnątrz typowo podmiejska ferajna: kolesie, żule, suki, błatniacy. Ich jest ten pociąg, ten peron, ten świat. Napierają, ryczą ze śmiechu, ale ryczą niewesoło, jest to ryk ostrzegawczy, agresywny, który ma cię sprowokować. Słowo daję, ponieważ stoimy w ścisku, czekam, aż poczuję pod żebrem ukłucie noża albo zobaczę żyletkę przy swoim oku. Tak do Tiraspola. Ferajna wysiada, dalej jadą już tylko chłopi rumuńscy, potulni, milczący, wpatrzeni w gęstniejący za oknami zmierzch.</p>
    <p>„Ranek cały spędziliśmy na oglądaniu szczegółowym Kiszyniowa. We wszystkim mieszanina i zbiegowisko najdziwaczniejsze; napisy francuskie, polskie, ruskie, niemieckie, ormiańskie krzyżują się na szyldach ulicznych. Język wszędzie panujący, uliczny, jest mołdawski, tj. rumuński, i w tym języku wywołują roznoszący swój towar, bułki (franzoli), gruszki, kawony i inne owoce (wszystkie sprzedaje się na wagę). Na zajezdnym domie, w którym staliśmy, jedna z desek nosiła napis polski; był faktor, jak u nas Żydek, a najęty dorożkarz okazał się rodem z Wilna. Gospodarz domu miał nazwisko włoskie. We wszystkim podobna mieszanina; i nie dziw, że Kiszyniów przedstawia w sobie to, co jest cechą zaludnienia całej Besarabii: zbiegowisko najróżniejszego pochodzenia ludzi. Obok niedobitków Wschodu przemyka się wytworność we fraku z Wiednia sprowadzonym i żółtych glansowanych rękawiczkach, tak jak obok golami ormiańskiej gra szejne-katarynka arie Donizettiego i Belliniego, walce Straussa...” (Józef Ignacy Kraszewski — „Wspomnienia Odessy, Jedynasu i Budżaku”).</p>
    <p>Co zostało z tamtego Kiszyniowa? Dzisiaj są to dwa miasta. Jedno zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach — osiedla wysokich bloków, pokryte jasną wapienną płytą. To miasto szeregowych mrówkowców dość szybko wypiera i znosi z powierzchni stary Kiszyniów — urocze, na zielonych wzgórzach rozłożone południowo-wschodnie miasteczko, z którego zostało jeszcze kilka sennych zaułków, trochę prostopadle przecinających się uliczek. Po tych uliczkach można chodzić bez końca. Jeżeli świeci słońce, toną one w cieniu starych, rozłożystych wiązów, jesionów i kasztanów. Po obu stronach jezdni aż gęsto od bzów i jaśminów, berberysu i forsycji. Idąc tędy, widzi się w głębi podwórka, ogródki, altanki i werandy, ukwiecone, ciepłe, życzliwe.</p>
    <p>Krętą i stromą drogą pojechaliśmy wieczorem na cmentarz. Było bardzo ciemno. Siąpił deszcz. Przy głównej bramie stał ledwie widoczny w ciemnościach barak, w którym mieszkał dozorca cmentarza. W baraku ma też pokoik ksiądz Antoni Anglonietis, młody, mówiący po polsku Litwin, który od kilku lat pełni swoją posługę w Kiszyniowie. Ksiądz zaprowadził mnie do stojącej obok starej, zniszczonej kaplicy cmentarnej, a kiedy ją obejrzeliśmy, otworzył skryte drzwiczki i po schodach zeszliśmy do katakumb, w których mieściła się przestronna i nawet dobrze oświetlona kaplica. Katakumby i kaplicę zbudowali po kryjomu miejscowi wierni — Niemcy, jako ukryte miejsce modlitwy. Budowali je latami, nocą albo w święta, w wielkiej konspiracji, aby nie wykryły ich władze. Wydobytą ziemię rozrzucali po otaczających cmentarz wzgórzach w różnych miejscach, bo świeża góra ziemi mogłaby wzbudzić podejrzenie.</p>
    <p>Potem ksiądz, wysoki, szczupły blondyn o energicznych, zamaszystych ruchach, zawiózł mnie swoim rozklekotanym moskwiczem do kościoła w centrum starego Kiszyniowa. Otworzył masywne wrota i zapalił światła. Władze dopiero oddały kościół, w którym dawniej był jakiś magazyn, ale już wierni zdążyli postawić prosty ołtarz i wybielić ściany.</p>
    <p>Było jasno, cicho i pusto.</p>
    <p>Kiedy szliśmy, wokół dźwięczało wysokie echo naszych kroków. Stanęliśmy przed prezbiterium.</p>
    <p>Zostałem sam, powiedział ksiądz. Wszyscy moi wierni, tysiąc pięciuset Niemców, właśnie wyjechali z Kiszyniowa.</p>
    <p>Zaprowadzili mnie do jakiegoś domu, gdzie w dużej, betonowej i ciemnej piwnicy pracował Leonid Niedow. Niedow poszedł do łagru na siedem lat, ponieważ powiedział: „Za Rumuna było więcej kiełbasy”. Kiedy wyszedł w 1964 roku, Sołżenicyn przysłał mu z Riazania depeszę: „Wsiej duszoj pozdrawlajem, radujemsia”. W tym czasie usunęli Chruszczowa, władzę na Kremlu objął Breżniew. Po wyjściu z łagru głodny i bezrobotny Niedow zastanawiał się, z czego będzie żyć. Ponieważ miał jakieś zdolności plastyczne (powiedzmy: pewną plastyczną zręczność), postanowił odlewać z ołowiu figurki przywódców partii, a następnie sprzedawać je instytucjom i ludziom na rynku. Był to niezły pomysł, w tamtych czasach kto by odmówił kupna podobnych dewocjonaliów, mógłby zostać oskarżony, że jest wrogiem władzy radzieckiej. Zaczął od Lenina, ale że miał mało ołowiu i brakowało mu doświadczenia, figurki Włodzimierza Iljicza wypadły małe, tak małe jak ołowiane żołnierzyki. Niedow wystraszył się, ponieważ od razu wyobraził sobie, za co powędruje znowu do łagru.</p>
    <p>Lenin jest wielki, powie śledczy, a u ciebie on wypada nie większy niż ołowiany żołnierzyk.</p>
    <p>Tak się przeraziłem, opowiadał mi dalej Niedow, że w nocy wrzuciłem do kociołka i stopiłem cały zapas figurek Lenina. No dobrze, ale kogo teraz odlewać? Stalina — nie, bo potępiony, Chruszczow — potępiony, stanęło na Breżniewie. Ale teraz Niedow był już ostrożny — zadbał o znaczny zapas ołowiu, a także zrobił większą formę. W ten sposób, dzięki Breżniewom, których odlewał w różnych postaciach — a to główek, a to popiersi, a to w planie amerykańskim — przeżył dwadzieścia lat. Kiedy zszedłem do ciemnej, aż czarnej piwnicy, przy rozpalonym piecu odlewniczym, niczym krzepki i pracowity Hefajstos, stał w dławiących, trujących oparach gorącego ołowiu ledwie widoczny za osłoną dymu Niedow. Była to już nowa epoka i Niedow przetapiał Breżniewów na figurki Świętego Jerzego i lokalnego patrona — Świętego Stefana.</p>
    <p>Nocą z Kiszyniowa do Kijowa. Nie śpię, czekam, aż pociąg zatrzyma się na stacji w Winnicy. Jest trzecia nad ranem. Głębokie ciemności, kilka słabych latarń ledwie oświetla stary dworzec. Jakieś nieruchome postacie na peronie. Siąpi deszcz, krople ściekają po szybie. Nic więcej nie widać, reszta, ta straszna reszta, jest tam, za budynkiem stacji, w głębinie nocy. Winnica to miejsce masowego mordu — inny Katyń, na terenie Ukrainy. W latach 1937-38 NKWD rozstrzelało tu tysiące i tysiące ludzi. Ilu dokładnie — nie wiadomo. Jeszcze w 1943 roku Niemcy odkopali zwłoki 9432 ofiar i dalszą ekshumację zawieszono — do dziś. W grobach leżą głównie Ukraińcy i Polacy. W jednym miejscu, w samym mieście, obok kępy starych dębów odkopano 13 masowych grobów. Leży w nich 1383 zabitych ludzi. Na grobach owych 1383 ofiar, zamordowanych strzałem w tył głowy, zrobiono natychmiast Park Kultury i Wypoczynku. Po zakończeniu egzekucji na kilku grobach zbudowano estrady dla potańcówek, a na jednym gabinet śmiechu.</p>
    <p>W Kijowie mieszkam przy Bulwarze Drużby Narodów, u starszej pani — M.Ż. Mam swój mały i ciepły pokoik, pełen książek, w tym również po hiszpańsku, gdyż gospodyni jest tłumaczką z tego języka. Maleńka ubikacja, jak większość jej podobnych w tym kraju, jest od podłogi do sufitu wypełniona rolkami papieru toaletowego i torebkami proszku do prania. Poczciwa M.Ż. dba o mnie i nawet kiedy wracam bardzo późno, i odgrzewa mi jakąś zupę, w której jest zawsze kawałek mięsa z kością. Właśnie kiedy jem zupę, M.Ż. opowiada mi, jakim cudem zdobyła to mięso z kością, bo, oczywiście, jest to najprawdziwszy cud — M.Ż. i ja wiemy o tym dobrze.</p>
    <p>Wspominam M.Ż., ponieważ niedawno musiałem powiedzieć grupie ludzi, co to jest dramat, dramat losu, dramat życia, a także dać jakiś przykład. Dla mnie przykładem jest M.Ż. Dziesięć lat temu mąż M.Ż. wyemigrował do Nowego Jorku. Najpierw biedował, ale potem pomogła mu gmina żydowska i mąż M.Ż., o którym może ona teraz powiedzieć — były mąż, stanął na nogach. Jedyną bliską osobą, która została mojej gospodyni, jest jej wnuczka. Wnuczka ma piętnaście lat. M.Ż. jest już bardzo chora, za dużo waży i ma trudności z chodzeniem. Jednego dnia wracam, a M.Ż. trzyma w ręku list i jest wyraźnie zdenerwowana. To list od jej męża, byłego męża, który pisze — przyślij mi naszą wnuczkę, ja ją tu wykształcę, ja ją rozwinę, dam jej wszystko. M.Ż. dobrze rozumie, że jej mąż, były mąż, ma rację: jaka przyszłość może czekać jej wnuczkę w Kijowie? A to dziecko jest takie zdolne! Ale jeśli wnuczka pojedzie, M.Ż. zostanie sama, zupełnie sama, a, co tu dużo mówić, trzeba się liczyć z okropnymi prawami wieku, trzeba patrzeć życiu w twarz. Z drugiej jednak strony, czy wolno odebrać wnuczce taką złotą szansę? Przecież mogłaby tam i zostać lekarzem, i grać na skrzypcach, i poznać bogatego człowieka.</p>
    <p>I co pan o tym wszystkim myśli? pyta mnie zrozpaczona M.Ż. Patrzę, jak drży jej pełne ciało, jak ciągle czyta zdanie po zdaniu ów radosno-złowieszczy list (którego treść przez cały dzień skrywa przed wnuczką) i czuję, że stanąłem w środku ludzkiego dramatu. Milczę, a potem zaczynam prosić M.Ż. o przebaczenie. Proszę mi wybaczyć, mówię, proszę się nie gniewać, ale ja naprawdę nie wiem, co odpowiedzieć.</p>
    <p>Polityka tak tu teraz panuje nad wszystkim, że odruchowo chciałem tę relację zacząć od streszczenia kolejnej uchwały, którą przyjął właśnie parlament Ukrainy, lub od rozmowy z jednym z miejscowych działaczy, ale zaraz pomyślałem, że nie, jednak na początek powiem co innego, a mianowicie pochwalę Kijów jako miasto. Jest to jedyne z wielkich miast w dawnym ZSRR, w którym ulice służą nie do pośpiesznego przemykania się do domu, ale do chodzenia, do spacerowania. Podobnie jest może tylko w Petersburgu, ale tam przeszkadza klimat znacznie chłodniejszy, wietrzny, deszczysty lub mroźny. Natomiast Kijów jest ciepły, zaciszny, wygrzany w słońcu. Po południu w śródmieściu widzi się tłum ludzi, i to tłumy wcale nie polityczne, nie wiecujące, ale zwyczajnie tysiące przechodniów, którzy wyszli z dusznych, ciasnych biur i mieszkań, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Kijów poza tym jest miastem, w którym zachowały się ślady dawnych kawiarń. Można w nich — odstawszy swoje w kolejkach — dostać szklankę herbaty i ciastko, rzecz np. w Moskwie nie do pomyślenia.</p>
    <p>Miasto leży na wzgórzach, niektóre ulice są kręte i bardzo strome. Ze szczytów wzgórz widać dolinę Dniepru i sam Dniepr — rzekę rozległą jak Amazonka, jak Nil, spokojną, powolną, o nie kończącej się liczbie odnóg, zatok i wysp. Kiedy Ukraińcy staną się zamożni, pełno będzie tu żaglówek i jachtów — na razie jest głucho i pustawo.</p>
    <p>Architektura Kijowa to temat na osobną opowieść. Można tu zobaczyć wszystkie epoki i style — od cudem uratowanych średniowiecznych klasztorów i cerkwi po straszliwy, stalinowski socrealizm. A pomiędzy tym i barok, i neoklasycyzm, i przede wszystkim bujna, przebogata secesja. Jakież to musiało być kiedyś piękne miasto! Dewastacja tej architektonicznej perły zaczęła się po roku 1917 i trwa praktycznie do dziś. Któregoś dnia kupiłem sobie wydany ostatnio przez miłośników Starego Kijowa niezwykły dokument — plan miasta i spis celowo zburzonych budynków, kościołów, pałaców, cmentarzy. Spis wymienia 254 obiekty, zrównane przez bolszewików z ziemią, aby zatrzeć ślady kultury Kijowa. 254 obiekty — toż to całe miasto! Na szczęście nieudolność i niewydajność systemu działały tu na korzyść sztuki. Reżym nie był w stanie wszystkiego zniszczyć, zostało jeszcze wiele cerkwi i budynków, które przyciągają naszą uwagę i budzą podziw.</p>
    <p>Ten zewnętrzny urok miasta nie powinien jednak mylić. W wielu domach, ba, w całych osiedlach, mieszka się fatalnie. Klatki schodowe brudne, szyby powybijane, w oficynach i na podwórkach ciemno, bo żarówki bądź skradzione, bądź stłuczone. W wielu domach nie ma albo wody zimnej, albo ciepłej, albo w ogóle żadnej. Powszechną plagą tych mieszkań są karaluchy i wszelkie inne natarczywe robactwo. Mieszkałem tam i odwiedzałem moich znajomych, wiem, jak to wygląda. Tzw. człowiek radziecki to przede wszystkim człowiek śmiertelnie umęczony, jeżeli nawet nie ma on siły cieszyć się uzyskaną właśnie wolnością, nie można mu się dziwić. To długodystansowiec, który dobiegł do mety i padł umordowany, niezdolny nawet unieść ręki w geście zwycięstwa.</p>
    <p>Wspominam o tych utrapieniach i zmorach codziennego bytowania, ponieważ w powodzi informacji, jakie płyną w świat o wydarzeniach w byłym ZSRR, zupełnie brak obrazów życia zwykłych ludzi, tych milionów i milionów skołatanych, wyniszczonych i ubogich obywateli poszukujących jedzenia, okrycia, a często po prostu dachu nad głową. Niewiele może ich już ucieszyć, wzbudzić radość i entuzjazm.</p>
    <p>Kijowski Kreszczatik to coś w rodzaju miejscowych Pól Elizejskich. Kiedyś było tam kilka dobrze zaopatrzonych księgarń, ale teraz w księgarniach pusto: klasyków marksizmu-leninizmu już nie drukują i nie sprzedają, a nowej literatury jeszcze nie ma. Po prostu — okres przejściowy. Wszystko tłumaczy się teraz jednym określeniem-kluczem: okres przejściowy. Komunizm rozpadł się, a co będzie dalej — zobaczymy. Każdy wypełnia przyszłość swoją własną wizją, ilu ludzi — tyle oczekiwań, nadziei i marzeń. Ale są tysiące, a może i miliony takich, którzy nie mają złudzeń. Ci dzień i noc oblegają tłumem konsulaty innych państw (w Moskwie widziałem gromadę ludzi nawet przed ambasadą Konga. Do Konga? A niech będzie Kongo! Byleby dalej od tego... i tu nieprzyzwoite, bardzo niepatriotyczne słowo). Ludzie radzieccy przypominają sobie teraz, że nie są żadnymi obywatelami ZSRR, tylko po prostu Grekami, Niemcami, Żydami, Hindusami, Hiszpanami, Anglikami, Francuzami itd. i że najzwyczajniej w świecie chcą wrócić do swoich krajów, do swoich symbolicznych domów, na ziemię swoich praprzodków. Chcą wyjechać i porzucić dorobek swojego życia? Jaki dorobek? — odpowiadają zdumieni. W tym kraju nikt się nigdy niczego nie dorobił! No, może kilku lat zsyłki, może ciemnego kąta w komunalnym mieszkaniu, może emerytury w wysokości 3 dolarów miesięcznie.</p>
    <p>W połowie Kreszczatika jest plac (wczoraj — Rewolucji Październikowej, teraz — Niepodległości) wznoszący się pod górę do miejsca, w którym dziś jeszcze (jest 31 sierpnia 1991) stoi pomnik Lenina. Dziś jeszcze, ponieważ właśnie od rana robotnicy montują dźwig — będą zdejmować pomnik. Operacji tej przygląda się gawiedź miejska oraz kilkanaście ekip telewizji zachodniej, które nudzą się w Kijowie setnie, a oto nareszcie będą miały zajęcie. Pomnik trzeba <emphasis>zdjąć,</emphasis> ponieważ, poza wszystkim, na kamiennej postaci Wodza Rewolucji pojawiły się nieprzychylne mu napisy w rodzaju — KAT, SS czy — najłagodniej — LUCYFER. Pomników Lenina są na Ukrainie krocie, podają, że 5 tysięcy. Skąd wzięto tę liczbę? To proste. Wystarczy dodać liczbę fabryk, szkół, szpitali, kołchozów, jednostek wojskowych, portów, dworców, uczelni, wiosek, miasteczek, miast, skrzyżowań dróg, większych placów, mostów, parków itd. itp., wystarczy to wszystko zsumować wiedząc, że wszędzie musiał stać pomnik Lenina, a otrzymamy ową liczbę pięciu tysięcy.</p>
    <p>Zresztą ze stawianiem pomników Lenina bywały kłopoty wcale nie mniejsze niż teraz z ich zdejmowaniem. W sąsiadującej z Ukrainą Mołdowie poznałem człowieka, który spędził 10 lat w łagrze za to, że musiał umieścić w świetlicy na piętrze ciężkie popiersie Lenina. Drzwi były za wąskie, więc ów nieszczęśnik postanowił wciągnąć popiersie przez balkon, okręcając szyję autora „Marksizmu i empiriokrytycyzmu” grubym sznurem. Jeszcze nie zdążył odsupłać pętli, a już wrzucili go na dno więziennego lochu.</p>
    <p>Jeżeli miniemy pomnik i pójdziemy jeszcze wyżej w górę, dojdziemy do małej i zacisznej uliczki imienia Ordżonikidze, na której (symbolicznie) rozegrała się cała obecna rewolucja ukraińska. Na początku tej uliczki stoi niepozorny i dość zniszczony pałacyk — siedziba Związku Pisarzy Ukrainy, kwatera główna rewolucji. Natomiast w pobliżu, niemal naprzeciw, wznosi się potężne, gigantyczne, przygniatające gmaszysko KC Komunistycznej Partii Ukrainy — miejsce urzędowania tych, którzy byli postrachem republiki — Kaganowicza, Szczerbickiego, Iwaszko. Dwa domy — architektoniczny Dawid i Goliat, częste między nimi zmagania i finał tym razem pomyślny: Dawid pokonał Goliata.</p>
    <p>W pałacyku przy Ordżonikidze byłem przed rokiem, ponieważ powiedziano mi, że tu mogę spotkać przywódcę Ludowego Ruchu Ukrainy na Rzecz Przebudowy (RUCH), poetę Iwana Dracza. RUCH powstał stosunkowo późno — we wrześniu 1989, a weszły do niego różne ugrupowania niezależne i opozycyjne, latami prześladowane i tępione, z których głównym była Ukraińska Grupa Helsińska. Jest charakterystyczne, że do gnębionych i zwalczanych należało Towarzystwo Języka Ukraińskiego. Jak każda rewolucja, tak i ta, na Ukrainie, rozgrywała się m.in. o język. Połowa mieszkańców 52-milionowej Ukrainy albo nie mówi po ukraińsku, albo zna go słabo. 350 lat rusyfikacji musiało dać taki wynik. Przez całe dziesięciolecia obowiązywał zakaz drukowania książek po ukraińsku. Już w 1876 Aleksander II poleca, aby nauka w szkołach na Ukrainie odbywała się tylko po rosyjsku. Niedawno, bo kilka miesięcy temu, byłem w trzecim co do wielkości mieście Ukrainy — Doniecku. Drugi rok trwała tam walka o otwarcie bodaj jednej szkoły powszechnej z językiem ukraińskim. Nauczycielki zbierały dzieci w parku i tam uczyły je ukraińskiego. Uczyć ukraińskiego? Toż to była kontrrewolucja, imperialistyczna intryga!</p>
    <p>W tymże Doniecku, w czasie jakiejś manifestacji, młody działacz RUCH-u odważył się wyjąć spod marynarki i unieść do góry żółto-niebieską flagę ukraińską. Ludzie patrzyli zdumieni, oszołomieni. „Niech się przyzwyczajają”, powiedział do mnie porozumiewawczo.</p>
    <p>W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że są dwie Ukrainy: zachodnia i wschodnia. Zachodnia (dawna Galicja, tereny, które wchodziły w skład przedwojennej Polski) jest bardziej „ukraińska” niż wschodnia. Jej mieszkańcy mówią po ukraińsku, czują się stuprocentowymi Ukraińcami, są z tego dumni. Tu przetrwał duch narodu, jego osobowość, jego kultura. Inaczej wygląda to na Ukrainie Wschodniej — terytorialnie większej niż Zachodnia. Tu mieszka ponad 13 milionów rdzennych Rosjan i co najmniej drugie tyle pół-Rosjan, tu rusyfikacja była bardziej intensywna i brutalna, tu Stalin wymordował niemal całą inteligencję. W latach 1932-33 Stalin zagłodził na śmierć kilka milionów chłopów ukraińskich i kazał rozstrzelać dziesiątki tysięcy ukraińskich inteligentów. Uratowali się ci, którzy uciekli za granicę. Kultura ukraińska przechowała się lepiej w Toronto i Vancouver niż w Doniecku i Charkowie.</p>
    <p>Różnice między Ukrainą Zachodnią (zwaną ukraińskim Piemontem) a Wschodnią widoczne były i teraz, w miesiącach walki o niepodległość. Wychodzący w Moskwie miesięcznik „Drużba narodów” (nr 4/90) podaje: w Kijowie, który liczy 3 miliony mieszkańców, na manifestację niepodległościową przyjdzie 40 tys. ludzi, a we Lwowie (stolica zachodniej Ukrainy), który liczy 1 mln mieszkańców, na manifestację przyjdzie 300 tysięcy. W Doniecku, który jest większy niż Lwów, na manifestację przyjdzie 5 tysięcy.</p>
    <p>Wracam na ulicę Ordżonikidze, do pałacyku literatów. Do Iwana Dracza trudno dostać się. Jego pokój oblegają dziesiątki ludzi. Przyjechali tu z całej Ukrainy, chcą podzielić się swoimi kłopotami, szukają porady i pomocy. Widzę, że nie ma szansy na rozmowę. Późnym wieczorem, już z hotelu, dzwonię do niego do domu. „Spróbujmy jutro” — mówi zmęczonym głosem.</p>
    <p>Jest świetnym poetą, o znacznym dorobku, ale teraz nie ma czasu na pisanie. Trzeba odłożyć poezję, a ratować Ukrainę, jej kulturę — mówi. Rusyfikacja posunęła się tak daleko, że za kilka lat nie miałby kto czytać ukraińskiej literatury. Zresztą tę literaturę trzeba dopiero przywrócić tutejszemu czytelnikowi. Przeciętny Ukrainiec nie zna nawet nazwisk ich największych pisarzy XX wieku — Mykoły Chwylowego i Wołodymira Wynnyczenki. Byty to nazwiska, które reżym chciał skazać na zapomnienie. Ilu mieszkańców Ukrainy miało dostęp do wierszy Wasyla Stusa, Aleksego Tichego, Jurii Litwina — ukraińskich poetów zamordowanych w ostatnich latach przez KGB?</p>
    <p>Książki w języku ukraińskim stanowią tylko 20 procent książek tutaj drukowanych. Reszta — to głównie książki rosyjskie. Jeszcze w 1863 Moskwa wydała zakaz drukowania na Ukrainie jakichkolwiek książek po ukraińsku z wyjątkiem dzieł literatury pięknej.</p>
    <p>Któryś kolejny raz przyjechałem do Kijowa w końcu stycznia 1990. Moi rozmówcy byli bardzo przejęci tym, co opowiadali. A wszyscy opowiadali o jednym — o tym, że 21 stycznia, w rocznicę proklamowania krótkotrwałej niepodległości Ukrainy w 1918 roku, setki tysięcy ludzi podało sobie ręce i utworzyło łańcuch długości ponad 500 kilometrów między Kijowem, Lwowem i Iwano-Frankowskiem. Dzisiaj, wobec tego, co stało się w sierpniu 1991, wobec zawalenia się całej połaci świata (a dla wielu ludzi — całego świata), takie wydarzenie, jak utworzenie łańcucha z rąk nawet długości 500 kilometrów, może wydawać się błahym gestem, ale dla moich rozmówców był to wstrząs, cud, rewolucja. Z kilku przyczyn. A więc — po raz pierwszy została przeprowadzona wielka akcja nie z polecenia KC, ale z inicjatywy młodej, niezależnej organizacji — RUCH. Tak, okazało się, że tzw. „kierownicza rola partii” to fikcja, że kierowniczą rolę sprawują organizacje, które powołało do życia samo społeczeństwo i ich tylko to społeczeństwo chce słuchać. Po drugie — okazało się, że Ukraińcy zachowali pamięć o swojej pierwszej niepodległości, pamięć, którą bolszewia przez 70 lat próbowała wymazać. Ten łańcuch miał więc wielkie znaczenie psychologiczne. Zacisnął się on wokół największej zmory sowietyzmu, jaką jest poczucie bezwyjściowości, beznadziejności. Od tego momentu na Ukrainie historia przyspiesza swój bieg. Jeszcze w styczniu Papież Jan Paweł II zatwierdza strukturę Ukraińskiej Cerkwi Katolickiej (stosunki między czterema wspólnotami chrześcijańskimi — Ukraińską Cerkwią Katolicką, Kościołem Rzymskokatolickim, Cerkwią Prawosławną i Ukraińskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym — to osobny, pełen napięć, emocji i bólu rozdział w życiu współczesnej Ukrainy). W marcu odbywają się w całej republice wybory do rad wszystkich szczebli. W trzech obwodach (znowu — jest to zachodnia Ukraina) władzę zdobywa opozycja demokratyczna (jakby cieszył się mój ulubiony pisarz ukraiński, twórca idei Ukrainy demokratycznej — Wynnyczenko!). Wreszcie przychodzi dzień 16 czerwca — parlament uchwala Deklarację o suwerenności USRR. Deklaracja ustala wyższość praw republiki nad ustawodawstwem ZSRR, a także prawo republiki do posiadania własnej armii i własnej waluty. Deklaracja głosi, że Ukraina będzie państwem neutralnym i bezatomowym (to ostatnie ma wielkie znaczenie, gdyż na terenie republiki znajdują się wielkie arsenały broni masowej zagłady). Przy całym swoim przełomowym znaczeniu i historycznej wymowie, Deklaracja z 16 czerwca jest w owym momencie bardziej proklamacją intencji niż dokumentem stwierdzającym stan faktyczny.</p>
    <p>Toteż walka trwa nadal. Jesienią wybuchają strajki górników i studentów. Studenci okupują centrum Kijowa, domagają się ustąpienia sowieckich liderów republiki. W ciągu tegoż roku na Ukrainie powstaje około 20 partii politycznych, z których wielką rolę odgrywa Ukraińska Partia Republikańska i m.in. Ukraińska Partia Zielonych (Czarnobyl leży tylko 80 km na północ od Kijowa!).</p>
    <p>Przychodzi 19 sierpnia 1991.</p>
    <p>Próba zamachu stanu w Moskwie. Na Ukrainie panuje spokój, Ukraina czeka. Ale w kilka dni później w Kijowie zbiera się Rada Najwyższa Ukrainy, która 24 sierpnia, „kontynuując tysiącletnią tradycję państwowości”, proklamuje „utworzenie samodzielnego państwa ukraińskiego — Ukrainy”. Proklamacja dodaje, że „terytorium Ukrainy jest niepodzielne i nietykalne”. W nawale wydarzeń, jakie toczą się wówczas przez świat z szybkością i siłą potężnej lawiny, ten fakt, że Europie przybywa nagle wielkie (w standardach naszego kontynentu) państwo, nie wywołuje oszałamiającego wrażenia. Nasza wyobraźnia (prawo to opisał kiedyś Walter Lippmann) pozostaje w tyle za wydarzeniami, potrzebuje czasu, aby zgłębić ich sens i ogarnąć wymiar.</p>
    <p>Ale Rosjanie pojęli w lot, co się stało. Oto przyglądam się w Moskwie sesji Rady Najwyższej ZSRR. Moment jest dramatyczny, ponieważ przemawia Łukianow, dotychczasowy przewodniczący tej Rady, prawa ręka Gorbaczowa, teraz oskarżony o to, że był ideowym przywódcą spisku przeciw Gorbaczowowi. Na tej zwykle hałaśliwej sali panuje idealna cisza. Nagle prowadzący sesję deputowany Łaptin przerywa obrady i mówi nerwowym głosem: „Towarzysze, są wydarzenia w Kijowie. Musi tam natychmiast lecieć delegacja Rady Najwyższej Rosji i ZSRR!” Na czele delegacji odlatują — zastępca Jelcyna, Ruckoj, i burmistrz Petersburga — Sobczak. Obaj odegrali wiodącą rolę w obaleniu neostalinowskiego puczu, ale obaj są Rosjanami i rozumieją, czym jest Rosja bez Ukrainy. „Bez Ukrainy — pisał jeszcze w latach trzydziestych polski historyk J. Wąsowicz — Moskwa zostaje zepchnięta do lasów północy”.</p>
    <p>Przyszłość Ukrainy będzie rozwijać się w dwóch kierunkach. Pierwszy — to stosunki Ukrainy z Rosją, drugi — to stosunki Ukrainy z Europą i ze światem. Jeżeli relacje te będą układały się pomyślnie, szansę Ukrainy są ogromne. Jest to bowiem kraj żyznej ziemi i cennych surowców, obdarzony ciepłym, przychylnym klimatem. Jest to duży, ponad 50-milionowy naród — mocny, prężny i ambitny.</p>
    <p>Jesienią 1990 roku Aleksander Sołżenicyn ogłosił swój projekt państwa, jakie jego zdaniem powinno powstać na miejsce ZSRR. Tytuł tej publikacji — Jak zbudować Rosję?” Sołżenicyn proponuje, aby przyszłe państwo składało się z Rosji, Białorusi, Ukrainy i północnego Kazachstanu. Resztę oddajmy, proponował Sołżenicyn, ponieważ „nie mamy siły na peryferie”.</p>
    <p>Ukraińcy odrzucili ten projekt. .Jedynym rozwiązaniem problemu ukraińskiego — napisał ostatnio jeden z ukraińskich dysydentów, Leonid Pluszcz — jest stworzenie własnego państwa, które zorganizuje mechanizmy obronne i odpowiednie środki dla rozwoju kultury”. Ukraińscy intelektualiści, którzy bali się rosyjskich komunistów, teraz śledzą czujnie postawę rosyjskich demokratów. Związanym z tym niepokojom daje wyraz jeden ze świetnych ukraińskich eseistów, Mikołaj Riabczuk, który pisząc o programie rosyjskiego Ruchu Reform Demokratycznych zadaje wręcz pytanie — „Imper-demokraci” zamiast „Imper-komunistów”? W podobnym duchu wypowiedziała się w początkach września wdowa po Sacharowie — Irena Bonner. Boję się tego, powiedziała, co tkwi w Rosjanach, ich „ducha ekspansji i dominacji”.</p>
    <p>A stosunki Ukrainy ze światem? Przede wszystkim do roku 1917, a na znacznych obszarach aż do roku 1939, Ukraina to był jeden z najbarwniejszych na świecie kobierców kultur, religii, języków, przebogaty, kolorowy ogród, w który ludzie z Zachodu zagłębiali się ze zdumieniem i fascynacją. Ileż tu ciągle mimo dewastacji i zniszczeń śladów polskich, rosyjskich, żydowskich, węgierskich, włoskich, austriackich, niemieckich, rumuńskich. We wrześniu byłem na polskim cmentarzu w Żytomierzu (150 km od Kijowa na drodze do Lwowa). Grób syna Moniuszki, żony Kraszewskiego, siostry Paderewskiego, rodziny Conrada. Grobowiec rodziny generała Dąbrowskiego, służący do niedawna za przygodny dom publiczny.</p>
    <p>Siłą Ukrainy jest jej emigracja. Duża część pszenicy kanadyjskiej rośnie na polach ukraińskich farmerów w Albercie i Ontario. Ukraińcy tworzą wpływowe, ekonomicznie i kulturalnie silne społeczności w Detroit, Nowym Jorku i Los Angeles. Także w Europie Zachodniej. Ci emigranci są bardzo przywiązani do Ukrainy, patriotyzm ukraiński ma chłopską cechę: jest silnie zakorzeniony w ziemi rodzimej. Już dzisiaj w Kijowie pełno Ukraińców z Kanady i USA. Chcą zakładać banki i przedsiębiorstwa, chcą handlować, otwierać wydawnictwa. Już wkrótce Ukraina będzie miała własne linie lotnicze, własną flotę morską. Własną walutę i armię.</p>
    <p>Zapytany o przyszłą Ukrainę, jeden z jej przywódców — Michaiło Horyń, powiedział nam w Kijowie: „Chcemy, aby Ukraina była państwem światłym, dobrym, demokratycznym i humanistycznym”.</p>
    <p>Światłym, dobrym, demokratycznym i humanistycznym.</p>
    <p>Amen.</p>
    <p>Lwów. Któregoś wieczora ksiądz Ludwik Kamielowski zabiera mnie do swojego domu. Mieszka z matką i właśnie chce, abym ją poznał.</p>
    <p>Pani Bronisława jest starszą kobietą o ciepłej, dobrotliwej twarzy. Pochylona, dźwigająca niewidoczny ciężar, mówi spokojnym, zrównoważonym głosem, jakby to, co opowiada, dotyczyło jej, ale w jakimś innym wcieleniu, z którym ona, ta, która teraz siedzi przede mną, nie ma już właściwie wiele wspólnego. Kiedy myślałem o niej później, przypomniało mi się zdanie starego Paula Claudela: „Patrzę na swoje dawne życie jak na oddalającą się wyspę”. Szalone przyspieszenie i przemienność historii, co jest istotą czasu, w którym żyjemy, sprawia, że w wielu z nas żyje jednocześnie kilka postaci, niemal obojętnych sobie, a nawet nawzajem sprzecznych.</p>
    <p>Pani Bronisława urodziła dziesięcioro dzieci. Sześcioro z nich umarło na jej rękach z głodu. Jest ona kobiecym wcieleniem Hioba, Hioba epoki Wielkiego Głodu. To, że właśnie ona — kobieta — przeżyła ów kataklizm, potwierdza tylko tę prawdę, że Wielki Głód pochłonął najwięcej ofiar spośród dzieci i mężczyzn. Kobiety okazały się stosunkowo najsilniejsze, najbardziej odporne. Jaki ten Pan Bóg dobry, mówi w pewnej chwili pani Bronisława, że on mnie tyle dał siły!</p>
    <p>Tu, w małym mieszkanku, oglądam sceny Wielkiego Głodu oczyma matki księdza Ludwika (ksiądz jest jej najmłodszym dzieckiem). Nie pytam ani o imiona zmarłych, ani czy istnieją ich mogiłki, bo myślę, że nie powinienem pytać o nic i słuchać tylko tego, co będzie mi zwierzone.</p>
    <p>Najpierw krótko o historii Wielkiego Głodu: Na początku 1929 roku XVI Konferencja WKP(b) zatwierdza program powszechnej kolektywizacji. Stalin postanawia, że do jesieni 1930 roku całe chłopstwo w jego państwie (co oznacza wówczas trzy czwarte społeczeństwa, ponad sto milionów ludzi) ma znaleźć się w kołchozach. Ale chłopi nie chcą wstępować do kołchozów. Wówczas Stalin dławi ich opór dwiema metodami. Setki tysięcy chłopów osadza w łagrach albo przymusowo wywozi i osiedla na Syberii, resztę chce zmusić głodem do posłuszeństwa.</p>
    <p>Główny cios spadł na Ukrainę, na tę ziemię, gdzie we wsi Butryn, powiat Szepietówka, mieszkała ze swoim mężem Józefem i z dziećmi pani Bronisława.</p>
    <p>Formalnie rzeczy przedstawiały się tak: Moskwa ustaliła dla każdej wsi wysokość obowiązkowych dostaw dla państwa zboża, ziemniaków, mięsa itd. Rozmiary tych dostaw były znacznie większe niż wszelkie realne plony i zbioiy osiągane na tych ziemiach. Zrozumiałe, że chłopi nie byli w stanie wykonać narzuconego im planu. Wówczas siłą, zwykle — siłą militarną, zaczęto odbierać im i konfiskować wszystko, co było na wsi do zjedzenia. Chłopi nie mieli co jeść i nie mieli co siać. Od roku 1930 zaczął się masowy i śmiertelny głód, który trwał przez siedem lat, zbierając najbardziej ponure żniwo w 1933 roku. Większość demografów i historyków jest dziś zgodna, że w tych latach Stalin uśmiercił głodem około dziesięciu milionów ludzi.</p>
    <p>„Straszne i różnorodne są postacie głodu. Głód stał się regułą życia. W całym kraju tylko jednostki miały dostateczną ilość pożywienia. Byli to najwyżsi przywódcy oraz ludożercy. Ale obie te kategorie stanowiły znikomą część społeczeństwa. Miliony głodnych były gotowe na wszystko, byle dostać kawałek chleba... Głód rozdzielał ludzi. Wielu z nich utraciło zdolność współczucia, chęć pomocy innym... Na zdjęciach z tego okresu widzimy ludzi przechodzących obojętnie obok leżącego w rynsztoku dziecka, widzimy kobiety, które rozmawiają spokojnie obok walających się na drodze trupów, widzimy woźniców rozsiadłych na wozach, z których wystają martwe ręce i nogi... Sześcioletnia Tania Pokidko zerwała na grządce sąsiada — Gawryły Turko główkę czosnku. Ten zbił ją tak, że kiedy dowlokła się do domu — umarła. Jej ojciec — Stiepan, były czerwony partyzant, wziął czworo swoich opuchłych już z głodu dzieci i poszedł do władz powiatowych prosić o pomoc. Kiedy mu odmówiono, powiedział do sekretarza rady powiatowej, Połońskiego: «Lepiej je zjedzcie, niż mam patrzeć, jak się męczą». I powiesił się na drzewie przed budynkiem rady. Chłopka Fiedorczuk zlitowała się nad dziećmi sąsiada — sześcioletnim Nikołą i dwuletnią Olą, i obiecała, że będzie im dawać po kubku mleka dziennie. Ale dzieci mleka nie dostawały, gdyż ich ojciec powiedział żonie: «U wszystkich sąsiadów dzieci dawno pomarły, dlaczego mamy karmić nasze? Trzeba ratować się samemu, póki nie jest za późno». Siedmioletni chłopak kradnie na bazarze rybę. Rozwścieczony tłum pędzi za nim, dopada go, rozdeptuje i rozchodzi się dopiero wówczas, kiedy ciało dziecka leży już martwe. Chłop Wasyl Łuczko żył z żoną Oksaną, z jedenastoletnią córką i dwoma synami — sześcio- i czteroletnim. Jego żona, kobieta energiczna, jeździła do Połtawy szukać żywności. Kiedyś zachodzi do Wasyla jego sąsiad i widzi, że starszy chłopiec wisi we framudze drzwi.</p>
    <p>Coś ty zrobił, Wasyl?</p>
    <p>Powiesiłem chłopca.</p>
    <p>A gdzie drugi?</p>
    <p>Drugi leży w komorze, powiesiłem go jeszcze wczoraj.</p>
    <p>Dlaczegoś to zrobił?</p>
    <p>Nie ma co jeść. Kiedy Oksana przywozi chleb, wszystko oddaje dzieciom. A teraz, kiedy przywiezie, mnie też da zjeść...</p>
    <p>Straszne tragedie rozgrywały się wówczas, kiedy ci, którzy jeździli do innych regionów, aby zdobyć pożywienie, po powrocie nie zastawali już nikogo żywego. Wsią rządziła śmierć. Zawczasu wykopywano zbiorowe mogiły na kilkadziesiąt trupów — nikt nie wątpił, że za kilka dni doły te wypełnią się i trzeba będzie kopać nowe... wozy wożące zwłoki do tych mogił stały się powszechnym elementem wiejskiego pejzażu... po domach chodzili przedstawiciele władzy, pytając, kto umarł, i jeśli tak, pomagali wieźć ciało do wspólnego dołu... Co ludzie jedli? Żołędzie uchodziły za delikates. Poza tym otręby, plewy, liście buraków, liście drzew, wióry, trociny, koty, psy, wrony, dżdżownice, żaby. Wiosną, kiedy pojawiała się trawa, dyzenteria i biegunka brały jeszcze większe żniwo niż głód. W połowie lat trzydziestych sytuacja ludności wiejskiej stała się tak straszna, że kogo wtrącili do więzienia, uważał się za wybrańca losu — przynajmniej dostawał tam kawałek chleba” (Siergiej Maksudow — „Zwienja”, Moskwa 1991).</p>
    <p>Żeby złamać opór chłopski, we wsiach zamykano sklepy, szkoły i ośrodki zdrowia. Chłopom nie wolno było wyjeżdżać z wiosek, nie wpuszczano ich do miast. Przy drogach, przed wjazdem do wiosek uznanych za opozycyjne, umieszczono tablice: Tu nie wolno zatrzymywać się, nie wolno z nikim rozmawiać! Z wiosek leżących wzdłuż torów kolejowych chłopi wychodzili, kiedy nadjeżdżał pociąg. Padali na kolana, wznosili ręce, wołali: Chleba! Chleba! Załoga pociągu miała obowiązek zamykać okna, zaciągać zasłonki.</p>
    <p>Wymierały całe rodziny, potem — całe wsie: „Zawyła wieś, widząc, że zbliża się śmierć. W całej wsi wyli chłopi — nie był to głos rozumu czy duszy, to było jak szum liści na wietrze czy jak szelest słomy. Złość mnie wtedy brała: dlaczego oni tak żałośnie wyją, ludźmi już nie są, a krzyczą tak żałośnie. Wychodziłam czasem w pole i nasłuchiwałam: wyją. Szłam dalej, no, jakby już ucichło, ale robię jeszcze kilka kroków i znów słyszę — to już sąsiednia wieś wyje. I wydaje mi się, że cała ziemia wyje razem z ludźmi. Boga nie ma, więc kto usłyszy?” (Wasilij Grossman — „Wszystko płynie”).</p>
    <p>Pani Bronisława mówi, że najgorsze zaczęło się latem 1932. Wyszła wówczas ustawa, którą chłopi nazwali ustawą o kiosku. Tę ustawę wymyślił i napisał Stalin. Mówiła ona o ochronie mienia kołchozowego. Według niej można było wymierzyć kilka lat łagru albo nawet rozstrzelać, jeżeli ktoś ukradł choćby kłosek zboża albo marchewkę czy buraka. Podobna kara czekała traktorzystę, jeżeli zepsuł mu się traktor, albo kołchoźnika, jeżeli zgubił motykę lub łopatę.</p>
    <p>Tę ustawę ogłoszono na początku sierpnia, kiedy zboże stało jeszcze na polach. W wielu miejscach, tam, gdzie rosła pszenica albo żyto, zbudowano wieżyczki strażnicze. Na wieżyczkach stali enkawudziści z bronią gotową do strzału — mieli odpędzać każdego, kto by chciał zerwać w polu choćby klosek. Skrajem pól i po drogach jeździły na koniach patrole NKWD — pilnowały zbiorów. Nawet pionierów przysyłali do pilnowania, ale ich potem zabrali — to były dzieci, a dzieci ginęło najwięcej, nie tylko z głodu, ale także dlatego, że porywali ich ludożercy.</p>
    <p>Więc ludzie widzieli zboże, widzieli kłosy. Kto miał jeszcze siły, wychodził z chałupy zobaczyć rosnące łany. Ale chłopi musieli stać z daleka od pola. Wiedzieli, że jeśli kto zbliży się do pola — huknie strzał. A lata wtedy wypadały gorące, upalne, słoneczne. Z okna chałupy widziało się z daleka tkwiące na horyzoncie czarne plamy — były to odziane w łachmany, trawione gorączką i głodowym tyfusem ludzkie szkielety. Niektórzy nie wracali już do wsi, zostawali tam na zawsze.</p>
    <p>Zdarzało się, wspomina pani Bronisława, że pod enkawudzistą padł koń, bo ich zwierzyna też była chuda i słaba. Widziało się nad łanem zboża sylwetkę enkawudzisty, który siedział na koniu. Siedział, rozglądał się, a potem nagle znikał. Po prostu padł pod nim koń. Wtedy następował rzadki moment nadziei, bo wśród enkawudzistów robiło się zamieszanie i to były takie sekundy, że można było dopaść zboża i zerwać trochę kłosków. To już było coś, na dzień, na dwa, ale jednak — coś.</p>
    <p>Śmierć była z głodu, ale była też z jedzenia. Czasem z miasta przyjeżdżała brygada agitacyjna i przywoziła chleb. Ludzie rzucali się, jedli, jedli, a potem krzyczeli, zwijali się z bólu. A byli wśród nich tacy, którzy od razu umierali.</p>
    <p>Najgorsze były rewizje. Zrywali podłogi, ryli każdy kawałek ogródka, kopali w polu. Szukali, czy gdzieś nie ma ukrytego jedzenia. Wtedy zabierali wszystko, a gospodarza brali do więzienia. Jej męża, o którym mówi — Józik, brali sześć razy. Chodziła do gminy, klęczała, płakała. Była szczęśliwą kobietą, bo jakoś go wypuszczali. A była szczęśliwa dlatego, że wierzyła w Boga. Bóg człowieka nigdy nie opuści, mówi mi z przekonaniem. Ona jest tego najlepszym przykładem. Bo później zesłali ją do Kazachstanu, a męża wzięli na wojnę. W Kazachstanie było tak ciężko jak na Ukrainie, a w dodatku gorszy klimat. Osiem kilometrów szła do kołchozu do pracy przez lód i wicher. Że męża zabili u Niemczyny, tego była pewna. I patrzcie, a tu mój mąż z wojny spadł! A ja myślała dawno, że on nie żyje! Z tego właśnie spotkania urodził się ksiądz Ludwik, który siedzi tu z nami i uśmiecha się.</p>
    <p>Co bolszewiki wyprawiali, tego nie opowiesz. Przywiózł ktoś z miasta gazetę. A tam na zdjęciu zboże wielkie. I napisane, że miasta głodują, że kolejki dzień i noc po chleb, bo chłopi lenią się, nie chcą zboża zbierać, wszystko marnuje się w polu. Nienawiść do chłopów była straszna, a przecież oni umierali z głodu! Kiedy wieźli ich do transportu na Kazachstan, jechali przez puste wsie. Okna zabite deskami, drzwi otwarte, kołyszą się i skrzypią na wietrze. Ludzi żadnych, może tylko jaki enkawudzista. Żadnego bydła — bydło wyrżnięte albo padło. Nawet pies nie zaszczeka — psy dawno zjedzone.</p>
    <p>Maksudow uważa, że zbrodnia ludobójstwa, jaką był Wielki Głód na Ukrainie, który oficjalnie nazywał się kolektywizacją rolnictwa i budowaniem ustroju kołchozowego, rzuciła na to rolnictwo tak straszne przekleństwo, że nie podniosło się ono i nie stanęło na nogi do dnia dzisiejszego: „Ale życie zwycięzców w tej okrutnej wojnie, pisze, okazało się nie tak znów wesołe. Było to bowiem zwycięstwo pyrrusowe. Produkcja ziarna, która w latach 1923-28 prawie podwoiła się, po kolektywizacji utrzymywała się przez 25 lat na tym samym niskim poziomie, choć liczba ludności oczywiście rosła. Hodowla bydła nigdy już nie otrząsnęła się z tego ciosu, jakim było wyrżnięcie lub zagłodzenie ponad stu milionów koni, krów, byków, owiec i świń. Nie ulega wątpliwości, że trwający w ZSRR kryzys rolnictwa sięga swoimi korzeniami tych odległych lat, tego «zwycięstwa», które okazało się klęską. Ziemia i chłopi wzięli odwet, taki, na jaki było ich stać, na tych, którzy ich pokonali. Ziemia przestała rodzić, a chłopi utracili zamiłowanie do pracy na roli. Była to straszna, ale sprawiedliwa zemsta”.</p>
    <p>Historycy w różny sposób objaśniają ludobójstwo na Ukrainie (i północnym Kaukazie). Historycy rosyjscy widzą w tym narzędzie niszczenia tradycyjnego społeczeństwa rosyjskiego i budowania na jego miejsce bezkształtnej, uległej, półniewolniczej masy homo sovieticus. Historycy ukraińscy (m.in. Walentin Moroz) uważają, że celem Stalina było ratowanie Imperium. Imperium nie może istnieć bez Ukrainy. Tymczasem lata dwudzieste to dekada odrodzenia narodowych ambicji ukraińskich, które rozwija się pod hasłem: Z daleka od Moskwy! Głównym depozytariuszem ducha ukraińskiego jest chłopstwo. Żeby złamać tego ducha, Stalin musi zniszczyć chłopstwo. Chłopów-Ukraińców było wówczas około 30 milionów. Technicznie można by znaczną ich część unicestwić budując sieć komór gazowych, ale Stalin nie popełnił tego błędu. Ten, kto budował komory, brał na siebie całą winę, okrywał się hańbą mordercy. Natomiast Stalin obarczył winą za zbrodnię same ofiary: umieracie z głodu, bo nie chcecie pracować, nie widzicie korzyści, jakie daje kołchoz. W dodatku, żalił się, przez was głoduje ludność miast, kobiety nie mogą karmić niemowląt, bo nie mają mleka, dzieci nie mogą chodzić do szkoły, bo są zbyt słabe.</p>
    <p>Wieś ukraińska konała w milczeniu, w izolacji od świata, gryząc korę drzew i łyko własnych łapci, otoczona pogardą i nienawiścią ludzi z miast, stojących na ulicach w nie kończących się kolejkach po chleb.</p>
    <p>We Lwowie wstaję nad ranem. Kiedy wychodzę na ulicę, jest jeszcze ciemno. Ale oto daleko kołysze się światełko: <emphasis>zbliża,</emphasis> się pierwszy tramwaj. Tramwajem jadę na dworzec i kupuję bilet na pociąg podmiejski do Drohobycza. Kiedy przyjeżdżam, jest już jasny dzień, a nawet, między rzednącymi chmurami, pojawia się blade słońce (jest luty). Na peronie czekają na mnie Leszek Galas i Alfred Szrejer. Pan Galas spieszy się do pracy, ale pan Szrejer jest już emerytem i może mi poświęcić swój dzień.</p>
    <p>Do Drohobycza ciągną pielgrzymki, ponieważ jest to miasteczko, w którym żył, tworzył i zginął Bruno Schulz. Właśnie pan Szrejer był uczniem Schulza, który, poza tym, że pisał i malował, uczył w Gimnazjum im. Władysława Jagiełły robót ręcznych i rysunku. Kiedy nie chciało nam się nic robić na lekcji, prosiliśmy, aby opowiedział nam bajkę. Przerywał lekcję i opowiadał, bardzo to lubił.</p>
    <p>Schulz mieszkał w parterowym domku przy ulicy Floriańskiej 12, skąd miał do gimnazjum na ulicy Zielonej bardzo blisko, może kilkaset metrów, wystarczyło przejść przez dwie małe uliczki i piękny, stary skwer. Niedaleko stoi kościół i znowu skwer. Za tym kościołem, na skraju skweru, jest dziś piekarnia. W tym miejscu, w 1942 roku, na ulicy — gestapowiec Karl Günter zastrzelił Bruno Schulza. Gunter miał mały, damski pistolet.</p>
    <p>Życie wielkiego Schulza upłynęło więc w tym małym miasteczku, a nawet w zupełnie małym trójkącie między Floriańską, Zieloną i skwerem przy piekarni. Dzisiaj ludzie mogą przejść tę trasę w kilka minut, zastanawiając się nad tajemnicą niezwykłej wyobraźni Schulza. Ale wątpliwe, żeby doszli do jasnych i rozumnych konkluzji. Raz jeden to piękne miasteczko odsłoniło swoje niezwykłe sekrety. Raz jeden i tylko Bruno Schulzowi, który był jego czujną i wrażliwą cząstką, jego dyskretnym, w milczeniu przesuwającym się duchem.</p>
    <p>Dlatego zupełnie niedorzeczne jest moje pytanie: Panie Alfredzie, a w którym miejscu były sklepy cynamonowe? Szrejer przystaje, w jego wzroku jest mieszanina zaskoczenia, ironii i nawet nagany. Gdzie były sklepy cynamonowe?, powtarza. Przecież one były w wyobraźni Schulza! Tam świeciły. Tam pachniały w taki niepowtarzalny sposób!</p>
    <p>Pan Szrejer chce mi pokazać swoje włości, a ściślej to, co kiedyś należało do jego rodziny. Więc ta apteka była własnością jego dziadka, a ten dom miał jego ojciec, który robił doktorat z chemii w Zurychu i był kierownikiem laboratorium rafinerii ropy naftowej w Jaśle.</p>
    <p>Jego rodzina zginęła w getcie, a ocaleli ci, którzy mieszkają w Argentynie.</p>
    <p>Sam pan Alfred po wojnie przez szesnaście lat grał na skrzypcach i śpiewał w orkiestrze kinowej, najpierw kina „Kirów” (dawniej — „Wanda”), a potem w kinie „Komsomolec” (dawniej — „Sztuka”). Potem uczył w szkole muzyki.</p>
    <p>A tu, mówi pan Alfred, bo chodzimy już bardzo długo po miasteczku, tu była bóżnica, obecnie — skład mebli. Te suche badyle, które pan widzi? W lecie rośnie tu wielkie zielsko. Czy mogła tu mieć swoje łóżko ta zidiociała dziewczyna Tłuja? Może mogła mieć.</p>
    <p>Wszystko jest takie niejasne, takie niepojęte. Schulz pisał „Sklepy cynamonowe” w 1933 roku. Był to najstraszniejszy rok Wielkiego Głodu na Ukrainie, a więc niedaleko od Drohobycza. Schulz o tej wielkiej tragedii, tak skrywanej przed światem, z pewnością nic nie wiedział. Ale jakie działają tu siły, jakie prądy, jakie nie znane nam samym skojarzenia, związki i opozycje, które sprawiają, że jego książka zaczyna się wielką, odurzającą wizją sytości?</p>
    <p>„Adela wracała w świetliste poranki, jak Pomona z ognia dnia rozżagwionego, wysypując z koszyka barwną urodę słońca — lśniące, pełne wody pod przejrzystą skórką czereśnie, tajemnicze, czerwone wiśnie, których woń przekraczała to, co ziszczało się w smaku; morele, w których miąższu złotym był rdzeń drugich popołudni; a obok tej czystej poezji owoców wyładowywała nabrzmiałe siłą i pożywnością płaty mięsa z klawiaturą żeber cielęcych, wodorosty jarzyn, niby zabite głowonogi i meduzy — surowy materiał obiadu o smaku jeszcze nie uformowanym i jałowym, wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim i polnym”.</p>
   </section>
   <section>
    <title>
     <p>POWRÓT DO RODZINNEGO MIASTA</p>
    </title>
    <p>Pierwszy raz w Petersburgu. Jest sierpień, a mimo to panuje chłód i siąpi deszcz. Dostojewski uważał, że chmurna skandynawska pogoda jest cechą tego miasta: „Szary, jesienny dzień, zamglony i błotnisty, tak ponuro i z takim krzywym uśmiechem zajrzał przez mętną szybę do pokoju, że pan Goładkin całkiem już nie mógł wątpić, że nie znajduje się w jakimś tam królestwie za siedmioma górami, lecz w mieście Petersburgu...” (F. Dostojewski — „Sobowtór”).</p>
    <p>Autor „Notatek z podziemia” często sugerował, że rozdrażnienia, złości i melancholie jego bohaterów mają swój związek z klimatem i nastrojem miasta: „Od samego rana zaczęło mi dokuczać jakieś dziwne przygnębienie. Wydało mi się nagle, że mnie, samotnego, wszyscy opuszczają i że wszyscy odwracają się ode mnie. Naturalnie, każdy ma prawo zapytać: któż to ci wszyscy? Bo przecież już osiem lat mieszkam w Petersburgu i nie umiałem zawrzeć prawie żadnej znajomości” (F. Dostojewski — „Białe noce”).</p>
    <p>Szedłem z dworca (przyjechałem nocnym pociągiem z Moskwy), myśląc o panu Goładkinie i jego niezwykłych przygodach. Nie tylko zresztą o nim. Petersburg tak wiele razy pojawiał się w powieściach, w wierszach i w legendach, że wydaje się być miastem tyle rzeczywistym, co wymyślonym, a siła talentu Puszkina, Gogola i Dostojewskiego sprawia, że momentami ich bohaterowie są dla nas bardziej realni niż ci, których właśnie mijamy idąc ulicą.</p>
    <p>Ulica nazywa się Newski Prospekt i przecina stary Petersburg ze wschodu na zachód. Im bardziej <emphasis>zbliża</emphasis> się ona do Newy, tym stojące po obu jej stronach kamienice, gmachy i budowle stają się większe i bogatsze. To sama architektura, coraz bardziej okazała i dostojna, zapowiada, że dochodzimy do miejsca wagi szczególnej, doniosłej, najwyższej. I rzeczywiście, na końcu Newskiego Prospektu, z prawej strony, nagle jakby ktoś odsłonił kurtynę, otwiera się rozległa panorama placu Pałacowego.</p>
    <p>Imponujący widok!</p>
    <p>Po lewej stronie placu, wzdłuż całej jego długości ciągnie się zielona, szafirowo-biała, zdobna w przemyślne koronki, ażury i pilastry bryła Pałacu Zimowego — siedziba carów.</p>
    <p>Naprzeciwko, po drugiej stronie placu stoi długi, pokryty jasną ochrą, masywny gmach Sztabu Generalnego.</p>
    <p>A między tymi wspaniałymi budowlami leży rozległa, płaska i pusta, tak wielka, że chciałbym powiedzieć — niezmierzona, przestrzeń placu Pałacowego. Coś tam na jej końcu się majaczy, gdzieś tam przewinie się jakiś pojazd, przejdzie jakiś człowiek, ale wszystko to tylko podkreśla ogrom tego miejsca, jego niewzruszoną, nieruchomą statykę.</p>
    <p>Widok tego placu, jego koncepcja, plan i kompozycja mają w sobie głęboką symbolikę mówiącą więcej o tym kraju niż dziesiątki rozpraw i podręczników. Ponieważ plac ten jest egzemplifikacją charakteru i struktury władzy. Jej formę najwyższą symbolizuje Pałac Zimowy — siedziba panującego. Natomiast jej prawym ramieniem, najważniejszym i jedynym, nie jest ani władza duchowa (nie widać tu cerkwi), ani władza przedstawicielska (nie widać budynku parlamentu), ale armia, wojsko, oręż (gmach Sztabu Generalnego).</p>
    <p>Monarcha i jego armia — czy to dlatego orzeł rosyjski, herb i symbol państwa, ma dwie głowy, a nie jedną?</p>
    <p>Po ulicach starego Petersburga można chodzić bez końca. Tyle tu ciekawej architektury, tyle kanałów, tyle skwerów, tyle zakątków. Stąd wyjechał Puszkin na swój śmiertelny pojedynek (róg Newskiego Prospektu i Mojki), tu Achmatowa pisała swoje wstrząsające „Requiem”, tędy jeździł karetą bohater powieści „Petersburg” Andrieja Biełego — Apollon Apollonowicz Ableuchow, który powiedział: Poza Petersburgiem — nie ma nic. Kiedy tak wędruję ulicami zabudowanymi tysiącami solidnych mieszczańskich kamienic, ciągle nasuwa mi się pytanie, jak w takiej twierdzy kapitału, własności prywatnej i bogactwa mogli zwyciężyć bolszewicy? Przecież w tych domach mieściła się ogromna siła społeczna, wielkie interesy, finansowa i organizacyjna potęga! Gdzież byli ci wszyscy ludzie, co myśleli, co robili, kiedy Lenin sięgnął po władzę?</p>
    <p>Historyk amerykański — Richard Pipes — tak odpowiada:</p>
    <p>„Curzio Malaparte opisuje dezorientację i zdumienie angielskiego pisarza Israela Zangwilla, który bawił z wizytą we Włoszech, kiedy faszyści przejmowali tam władzę. Zaskoczony brakiem barykad, walk ulicznych i trupów na chodnikach, Zangwill nie chciał uwierzyć, że jest świadkiem rewolucji. Jednakże, jak twierdzi Malaparte, cechą charakterystyczną współczesnych rewolucji jest właśnie to, że całą operację przeprowadzają wyszkolone grupy uderzeniowe, które w sposób bezkrwawy i niemal po cichu opanowują ważne punkty strategiczne. Atak jest przeprowadzony z taką chirurgiczną precyzją, że społeczeństwo nie ma pojęcia o tym, co się wydarzyło.</p>
    <p>Opis ten pasuje również do przewrotu październikowego w Rosji (który Malaparte studiował i traktował jako jeden z modeli coup d'etat). W październiku bowiem bolszewicy zrezygnowali z masowych zbrojnych demonstracji i starć ulicznych, które organizowali na polecenie Lenina w kwietniu i w lipcu tegoż roku, a zaniechali ich dlatego, że tłum okazał się trudny do kontrolowania, a ponadto prowokował on władze do kontruderzenia. Zamiast tego, oparli się teraz o małe, zdyscyplinowane oddziały żołnierzy i robotników dowodzone przez Organizację Militarną partii, działającą pod kryptonimem Komitetu Wojskowo-Rewolucyjnego. Oddziały te zajęły główne komunikacyjne i transportowe punkty Piotrogrodu oraz zakłady użyteczności publicznej miasta — a więc newralgiczne punkty każdej współczesnej metropolii. Zorganizowanie kontrataku ze strony rządu uniemożliwili oni po prostu przecinając połączenie telefoniczne między rządem a Sztabem Generalnym. Cała operacja była przeprowadzona tak gładko i sprawnie, że dokładnie w czasie jej trwania kawiarnie i restauracje, a także opera, teatry i kina, były oblężone przez tłumy, które poszukiwały zabawy i rozrywki” (R. Pipes — „The Russian Revolution”).</p>
    <p>Od razu przypomina się zdumienie Alexisa de Tocqueville'a, kiedy pisze o nastrojach w przededniu rewolucji francuskiej: Jest rzeczą zadziwiającą, w jak niezwykłym poczuciu bezpieczeństwa żyli ci wszyscy mieszkańcy najwyższych i średnich pięter społecznego gmachu w chwili, kiedy wybuchła rewolucja; w całej naiwności ducha rozprawiają o cnotach ludu, o jego łagodności, przywiązaniu, o jego niewinnych uciechach, kiedy już wisi nad nimi rok 93: komiczny i straszny to widok” (A. de Tocqueville — „Dawny ustrój i rewolucja”).</p>
    <p>Inny kraniec Europy, 125 lat różnicy, a jednak są podobieństwa. W obu wypadkach tym, którzy ruszają do szturmu, przynosi zwycięstwo ten sam czynnik — czynnik zaskoczenia.</p>
    <p>Ale celem mojej wyprawy nie był Petersburg, lecz położony 150 kilometrów na południe Nowogród Wielki i mieszkający tam profesor Aleksander Pietrowicz Greków.</p>
    <p>Nowogród był w średniowieczu słynnym miastem, czymś w rodzaju Florencji czy Amsterdamu Północy — dynamicznym skupiskiem handlu i rzemiosł, kwitnącym wiekami ośrodkiem wszelkich sztuk, zwłaszcza architektury sakralnej i malarstwa ikon. Istniał tu unikalny ustrój polityczny. Przez 400 lat (XI—XV wiek) Nowogród był rodzajem niezależnej, samorządnej republiki feudalnej, w której najwyższą władzą był wiec ludności miejskiej i okolicznego wolnego chłopstwa. Ludność wybierała księcia, który sprawował w jej imieniu rządy i mógł być w każdej chwili odwołany. Jak na te czasy i na tę część świata były to zwyczaje niebywałe. Symbolem wolności i samodzielności tego miasta-państwa był wielki dzwon, którym zwoływano mieszkańców na wiec. Toteż kiedy Iwan III moskiewski podbił ostatecznie Nowogród w 1478 roku i nakazał ów dzwon usunąć, oznaczało to, że miasto utraciło swoją niezależność. Są historycy, którzy uważają, że był to jeden z tych dziejowych momentów, które rozstrzygnęły o kierunku, w jakim poszła Moskwa i Rosja. Nowogród był miastem demokratycznym, ludowładczym, otwartym na świat, utrzymującym kontakty z całą Europą. Moskwa byta ekspansywna, przesiąknięta wpływami mongolskimi, wroga wobec Europy, wchodząca już z wolna w mroczną epokę Iwana Groźnego. Gdyby więc Rosja poszła drogą nowogrodzką, mogłaby stać się innym państwem niż to, na którego czele stanęła Moskwa. Ale stało się inaczej.</p>
    <p>Wołodia P. żyje z tego, że pod pękatym, odlanym z ciemnego brązu pomnikiem Tysiąclecia Rosji robi pamiątkowe zdjęcia wycieczkom, które przyjechały do Nowogrodu zobaczyć arcydzieło starej architektury i malarstwa — miejscowy kreml (kreml to rodzaj cytadeli eklezjastycznej, otoczone murami skupisko cerkwi, klasztorów i budynków gospodarczych, kiedyś — siedziba władzy książęcej). Ponieważ dolną część pomnika tworzą rzeźby postaci 129 wielkich Rosjan, Wołodia może zrobić wam zdjęcie na tle takiej grupy sław i bohaterów, jaką sobie wybierzecie. Jeżeli będzie to wycieczka wojskowych, Wołodia ustawi ich na tle Aleksandra Newskiego, Dymitra Dońskiego, Aleksandra Suworowa, Michaiła Kutuzowa i Iwana Paskiewicza. Jeżeli przyjedzie wycieczka jakiegoś Związku Literatów, będą mieli w tle Michaiła Łomonosowa, Iwana Kryłowa, Aleksandra Gribojedowa i Michaiła Lermontowa. Nauczyciele zobaczą, że na fotografii zrobionej przez Wołodię znajdują się w towarzystwie Cyryla i Metodego, Maksyma Greka i Tichona Zadońskiego. Wycieczkę działaczy państwowych i gospodarczych Wołodia rozstawi pomiędzy Michaiłem Romanowem — twórcą dynastii, a szczupłą, z wdziękiem siedzącą Katarzyną II, zamyślonym Piotrem I i dumnie wyprostowanym Mikołajem I.</p>
    <p>Zajęcie Wołodi musi mu przynosić niezłe profity, bo kiedy bierze mnie do siebie do domu, widzę w jego kawalerskim mieszkaniu opalizujące ciemnym metalem rozliczne baterie, kolumny i wieże wszelkich Panasoniców, JVC i Sonnych, które gospodarz natychmiast uruchamia. Jest też ładna i zgrabna dziewczyna, która już po chwili rozmowy prosi mnie zupełnie serio, abym wstawił się za nią i namówił Wołodię do żeniaczki. Bo on się za nic nie chce ze mną ożenić!, tłumaczy strapiona i trochę nadąsana.</p>
    <p>Wróciliśmy na kreml, pod pomnik. Jakaś wycieczka szkolna czekając na Wołodię, który obiecał im zdjęcie (Wołodia jest tu jedynym fotografem), stała w siąpiącym deszczu, pochylona nad stolikiem, za którym Anna Andrejewna sprzedawała pamiątkowe pocztówki. Kiedy dzieci poszły ustawiać się do fotografii, zacząłem wybierać dla siebie widokówki. Nie wiem, co było przyczyną, ale w pewnej chwili Anna Andrejewna, kobieta lat może czterdziestu, a może sześćdziesięciu, wyciąga do mnie z przykusych rękawów płaszcza swoje dłonie.</p>
    <p>Patrzcie, mówi do mnie wzburzona i zrozpaczona, patrzcie, zrobili mi męskie ręce!</p>
    <p>Pokazuje swoje żylaste, szorstkie, masywne dłonie i powtarza: Zrobili mi męskie ręce!</p>
    <p>W jej ustach brzmi to jak najstraszniejsze oskarżenie, jak horror, jak przekleństwo.</p>
    <p>Od młodej dziewczyny, wyjaśnia krzycząc i wybuchając płaczem, musiałam pracować jako ślusarz. Całe życie — jako ślusarz.</p>
    <p>I dziś patrzcie, mówi mi z mieszaniną bólu i grozy w głosie, dziś mam męskie ręce!</p>
    <p>I choć obcuje z nimi od dzieciństwa, choć widzi je codziennie, patrzy na swoje dłonie z mieszaniną wstydu i przerażenia.</p>
    <p>Szczupła, drobna Anna Andrejewna, kobieta o siwiejących włosach i bladej mizernej twarzy, wygraża przy mnie stalowymi pięściami mocnego spracowanego ślusarza.</p>
    <p>A jednak w tym swoim przeklętym losie odnajduje w końcu pewną jasną iskierkę, kruszynę jakiejś ludzkiej satysfakcji, bo za moment dodaje:</p>
    <p>Zrobili mi męskie dłonie, zrobili mnie stalinistką, ale komunistką nigdy mnie nie zrobili!</p>
    <p>Powoli uspokaja się, a kiedy odchodzę, mówi już zwykłym głosem, łagodna i pogodzona:</p>
    <p>Żeby jeszcze trochę dali pożyć normalnie.</p>
    <p>Trzeba minąć wielki Sobór Sofijski (arcydzieło, XI w.) i pójść w głąb kremla, przejść przez różne podwórza i dziedzińce, aż dojdzie się do wielkiego, starego budynku, w którego podziemiach pracuje profesor Greków i jego żona Walentina Borisowna. Jest to rozległe pomieszczenie, a właściwie kilka połączonych piwnic, w których stoi rząd długich i obszernych stołów pokrytych stosami drobnych kawałków muru. Wszędzie palą się światła, inaczej byłoby tu mrocznie, a nawet ciemno. Przy każdym stole siedzą dwie-trzy osoby, z których każda coraz to wybiera kawałek muru i przygląda mu się uważnie. Panuje zupełna, uważna i skupiona cisza, rzadko tylko — i jest to ważny moment — przerywana okrzykiem:</p>
    <p>Mam oko Eliasza!</p>
    <p>Mam błękit! To chyba męczennicy Paraskiewej!</p>
    <p>I zaczyna się dyskusja, narady, porównywania.</p>
    <p>A oto, co się tu dzieje:</p>
    <p>W pobliżu kremla nowogrodzkiego stało wiele pomniejszych cerkwi i klasztorów. Należała do nich cerkiew Przemienienia Pańskiego zbudowana w połowie XIV wieku na małym wzgórzu o trzy kilometry od kremla. W 1380 roku grupa anonimowych malarzy (prawdopodobnie Serbów) ozdobiła wnętrze cerkwi wspaniałymi freskami. Powierzchnia tych fresków wynosiła około 350 metrów kwadratowych. W czasie drugiej wojny światowej Rosjanie zamienili cerkiew na bunkier i punkt obserwacji artyleryjskiej (jest to jedyne wzniesienie na płaskiej, pokrytej łąkami, bezdrzewnej równinie), w który Niemcy ciągle strzelali z dział i moździerzy. Ponieważ bili w cerkiew ponad dwa i pół roku, kiedy zakończyła się wojna, zamiast świątyni leżała na wzgórzu ponad pięciometrowa góra gruzu. Przez następnych dwadzieścia lat góra porastała trawą, zielskiem i krzakami, aż w roku 1965 ktoś zaczął w tym gruzie grzebać i wynajdywać małe, kolorowe fragmenty fresków. Przez następnych kilka lat przekopali uważnie 300 metrów sześciennych gruzu i odsiali z niego 10 metrów sześciennych kolorowego drobiazgu, który przewieziono do nowogrodzkiego kremla, do tego miejsca, w którym profesor Greków z żoną i grupą entuzjastów próbują od dwudziestu lat na nowo poskładać z owych kamyczków, kęsków i drobinek, dokładnie rozbitych i przemielonych przez ogień artyleryjski, stare, czternastowieczne freski, w których anonimowi malarze (prawdopodobnie Serbowie) przekazali swoją wizję Przemienienia Pańskiego.</p>
    <p>Wzdłuż ścian całej pracowni rozmieszczone są drewniane ramy, w których leżą znalezione już fragmenty a to głowy Chrystusa, a to aureoli Świętego Jefrema, a to szaty młodego męczennika.</p>
    <p>Największa trudność, mówi profesor że freski nie były nigdy dokładnie sfotografowane, że nie ma dokumentacji, że czasem trzeba opierać się na chwiejnym i złudnym świadectwie naocznych świadków.</p>
    <p>Rozmawiając z Aleksandrem Pietrowiczem mam świadomość, że w tej chwili obcuję z człowiekiem o szczególnej i niezwykłej wyobraźni. Wyobraźnię tę muszą wypełniać tysiące znaków zapytania, dylematów. Ta kostka muru, na której zachował się ślad płomyka: czy jest to fragment płomienia, w którym objawia się Bóg, czy przeciwnie, jest to część ognia piekielnego, do którego Najwyższy strąci zatwardziałych i niepoprawnych grzeszników. A ta kruszyna muru, na której zachował się wyraźny ślad łzy? Czy to łza Matki, kiedy składa Syna Człowieczego do grobu, czy łza szczęścia na twarzy jednej z niewiast, kiedy dowiaduje się, że Chrystus zmartwychwstał?</p>
    <p>„A po sześciu dniach, mówi Ewangelia świętego Mateusza, wziął Jezus Piotra i Jakuba i Jana, brata jego, i wyprowadził ich na górę wysoką osobno. I przemienił się przed nimi. A oblicze jego rozjaśniało jak słońce, szaty zaś jego stały się białe jak śnieg” (Mat. 17, 1-2).</p>
    <p>Które z tych złotych promieni, rozsypanych na jednym ze stołów, są częścią owego słońca? Które z tych białych odłamków, leżących w jednej ze skrzynek, to fragmenty tych szat, które stały się białe jak śnieg?</p>
    <p>„Kto by zaś zgorszył jednego z tych małych, którzy we mnie wierzą, lepiej by mu było, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego i zatopiono go w głębokościach morskich” (Mat. 18, 6).</p>
    <p>Czy te odłamki fal, które ktoś tu ogląda uważnie pod żarówką, symbolizują właśnie te groźne głębokości morskie, czy raczej są obrazem morza, po którym Chrystus idzie suchą stopą do swoich uczniów?</p>
    <p>„Co wam się zdaje? Gdyby kto miał sto owiec, a zabłądziłaby jedna z nich, czy nie opuszcza dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie idzie szukać tej, która zabłądziła?” (Mat. 18,13).</p>
    <p>Czy ten lok wełny, którego rysunek zachował się na jednym z fragmentów, należy do jednej z owych dziewięćdziesięciu dziewięciu grzecznych i posłusznych owieczek, czy też jest śladem lekkomyślnej i niesfornej owieczki, której cierpliwy Pasterz szuka po górach?</p>
    <p>I tak patrząc, jak z tysięcy drobin, grudek i okruszyn, z pyłków, cząstek i kamyków profesor i jego uczniowie od lat składają zagubione obrazy świętych, ludzi i legend, czuję się, jakbym w tym chłodnym i zakurzonym podziemiu był świadkiem narodzin nieba i ziemi, wszystkich kolorów i kształtów, aniołów i królów, światła i ciemności, dobra i zła.</p>
    <p>Z Nowogrodu do Mińska, na zjazd Frontu Narodowego Białorusi. Na zjazd ten wziął mnie ich wielki pisarz — Wasyli Bykau. Bykau jest wysokim, rosłym mężczyzną, małomównym, nawet milczącym, ale milczącym życzliwie, przyjaźnie. Bohater jednej z jego powieści („Piaskowisko”) — Agiejew — bardzo przypomina z wyglądu i zachowania samego Wasyla. Agiejew odwiedza swoje rodzinne miasteczko, szuka śladów przeszłości:</p>
    <p>„Rozejrzał się. Plac zmienił się nie do poznania, ale cerkiew pozostała i ona właśnie pomogła mu zorientować się w terenie. Należało teraz skręcić w zaułek i pójść ulicą w dół. Starając się opanować niepokój, Agiejew szybkim krokiem skierował się w stronę przedmieścia, najpierw na Zieloną, doskonale mu znaną uliczkę, zabudowaną typowymi, drewnianymi domkami z malutkimi ogródkami i sadami, sięgającymi do głębokiego jaru ze strumykiem i starymi drzewami na zboczach” (W. Bykau — „Piaskowisko”).</p>
    <p>W całej Białorusi, która jest krajem równinnym, płaskim jak spokojne morze, w lecie zielonym i szafirowym od chabrów, a w zimie białym i czarnym od wron, pełno takich miasteczek jak to, które odwiedza Agiejew. Białoruś jest krajem rolniczym, chłopskim i język białoruski przechował się właśnie na wsi. Znajduje to wyraz i w czasie obrad zjazdu. Wielu delegatów z miasta mówi kilka zdań po białorusku, a potem przeprasza i przechodzi na rosyjski — w tym języku łatwiej im mówić. Delegaci z wiosek nie mają tych trudności. Ważne dla Moskwy strategiczne położenie Białorusi sprawiło, że i carat, i bolszewicy prowadzili tu metodyczną, brutalną i zaciekłą politykę rusyfikacji. W latach trzydziestych rozstrzelano albo wywieziono prawie całą inteligencję białoruską. Masakry organizował zaufany Berii i jego przyjaciel, Gruzin Canawa. Tych, którzy ginęli, oskarżono, że są agentami Polski. Moskwie chodziło o to, aby Białoruś zamieszkała rosyjskojęzyczna ludność, nawet nie naród rosyjski, tylko rosyjskojęzyczna ludność.</p>
    <p>Na zjeździe mówi się dużo o skutkach katastrofy w Czarnobylu. Bo fala radioaktywna z elektrowni uderzyła przede wszystkim w Białoruś. Wychodzący w Mińsku miesięcznik „Nemań” drukuje zdjęcie białoruskiego chłopca urodzonego po eksplozji w Czarnobylu. Chłopiec jest porcelanowo biały, ma wielkie, czarne i smutne oczy i zamiast włosów — jasny puch na całej głowie.</p>
    <p>Zamieniam się w słuch, kiedy jeden z delegatów rozważa, która dominacja jest dla Białorusi groźniejsza — Rosji czy Polski? I dochodzi do wniosku, że Polski, bo Polska jest bardziej atrakcyjna.</p>
    <p>Cały dzień autobusem z Mińska, do mojego rodzinnego Pińska. Ten sam pejzaż od rana do wieczora, jakby stało się w miejscu. Gdzieś tylko płytkie i kręte koryto Niemna. Gdzieś prosta linia Kanału Ogińskiego.</p>
    <p>Pińsk. Czuję się jak Agiejew:</p>
    <p>„Starając się opanować niepokój, Agiejew szybkim krokiem skierował się w stronę przedmieścia, najpierw na Zieloną, doskonale mu znaną uliczkę, zabudowaną typowymi, drewnianymi domkami z malutkimi ogródkami i sadami, sięgającymi do głębokiego jaru ze strumykiem i starymi drzewami na zboczach”.</p>
    <p>W południe poszedłem do kościoła. Po mszy, kiedy wychodzili ludzie, podszedłem i spytałem, czy ktoś pamięta moich rodziców, którzy uczyli tu w szkole. I powiedziałem, jak się nazywam. Okazało się, że ci, którzy wychodzili ze mszy, to byli uczniowie mojej mamy i taty, starsi o pięćdziesiąt lat.</p>
    <p>Wróciłem do domu swojego dzieciństwa.</p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>III CIĄG DALSZY TRWA (1992-1993)</p>
   </title>
   <section>
    <title>
     <p>CIĄG DALSZY TRWA</p>
    </title>
    <p>Wiek XX w historii współczesnej zaczęła Rosja rewolucją 1905 roku i zamyka go rewolucją, która skończyła się rozpadem ZSRR w 1991 roku.</p>
    <p>Historia w tym kraju jest żywym wulkanem, ciągle burzy się i trwa i nie widać, żeby chciała się uspokoić, zęby chciała odetchnąć.</p>
    <p>Pisarz rosyjski Jurij Boriew porównał historię ZSRR do jadącego pociągu:</p>
    <p>„Pociąg jedzie w świetlaną przyszłość. Prowadzi go Lenin. Nagle — stop, dalej nie ma torów. Lenin wezwał do dodatkowej pracy w soboty, położono szyny i pociąg pojechał dalej. Teraz poprowadził gc Stalin. Znów skończyła się droga. Stalin kazał rozstrzelać połowę konduktorów i pasażerów, a resztę zmusił do kładzenia nowych torów. Pociąg ruszył. Stalina zastąpił Chruszczow, a kiedy skończyły się szyny, polecił rozbierać te, po których pociąg już przejechał, i układać je przed parowozem. Chruszczowa zamienił Breźniew. Kiedy znowu skończył się tor, Breżniew decyduje się zasłonić okna i tak kołysać wagonami, żeby pasażerowie myśleli, iż pociąg jedzie dalej” (J. Boriew — „Staliniada”).</p>
    <p>I tak dochodzimy do Epoki Trzech Pogrzebów (Breżniewa, Andropowa, Czernienki), w której pasażerowie pociągu nie mają nawet złudzenia, że gdzieś jadą. Ale oto w kwietniu 1985 pociąg rusza znowu. Jest to jednak jego ostatnia podróż. Potrwa ona sześć i pól lat. Tym razem maszynistą jest Gorbaczow, a na lokomotywie wymalowane jest hasło: Głasnost' — Pierestrojka.</p>
    <p>O Rosji tym łatwiej jest mówić, im bardziej nazwie tej nadaje się sens abstrakcyjny. „Rosja szuka drogi”, „Rosja mówi — nie”, „Rosja idzie na prawo” itd. Na tak wysokim szczeblu ogólności wiele problemów traci na znaczeniu, przestaje się liczyć, znika. Ideologiczno-państwowa makroskala odsuwa na margines i unieważnia codzienną, trudną i dokuczliwą mikroskalę. Czy Rosja pozostanie supermocarstwem? W zestawieniu z tak wielkim pytaniem jakie znaczenie ma sprawa, która nurtuje Annę Andrejewną z Nowogrodu, a mianowicie — czy dadzą jej jeszcze pożyć normalnie? Język wszechobecnej polityki usuwa ze środków masowego przekazu, a co gorsze — i z naszej pamięci, słownictwo, w którym można wyrazić czyjeś prywatne kłopoty, czyjś osobisty dramat, czyjś jednostkowy ból. Ktoś nie ma dachu nad głową? Tym się już nie zajmujemy, to sprawa dla Armii Zbawienia czy Czerwonego Krzyża.</p>
    <p>A jednak nie da się uniknąć tego abstrakcyjnego podejścia. Ogromną skalę dziejących się wydarzeń można przedstawić tylko używając języka i pojęć ogólnych, syntetyzujących, właśnie — abstrakcyjnych, mając świadomość, że raz po raz będzie się wpadać w pułapkę uproszczeń i łatwo podważalnych twierdzeń.</p>
    <p>Są pisarze, którzy nadają pojęciu „Rosja” sens mistyczny, wymiar tajemniczego, niezgłębionego sacrum. Poeta Fiodor Tiutczew pisze, że „Rosji nie można pojąć rozumem... w Rosję można tylko wierzyć”. Dostojewski uważa, że Rosja jest dla Europy czymś zagadkowym i niepojętym. „Dla Europy Rosja to jedna z zagadek Sfinksa. Zachód prędzej wynajdzie perpetuum mobile lub eliksir życia, niż zgłębi istotę rosyjskości, ducha Rosji, jej charakter i nastawienie”.</p>
    <p>Wiara w Rosję przybiera niekiedy zabarwienie religijne. W Moskwie widziałem manifestację, w czasie której wielki tłum wygłaszał litanię do Rosji z takim nabożeństwem, z jakim pielgrzymki na Jasnej Górze mówią litanię do Matki Boskiej.</p>
    <p>Inni pisarze rosyjscy podkreślają, że Rosja nie jest podobna do żadnego innego kraju, że powinno się traktować ją jako coś wyjątkowego, jako odrębny i unikalny fenomen. „Gdy mówi się o Rosji, pisze Piotr Czaadajew, często sądzi się, że jest ona państwem takim jak inne; w istocie jest zupełnie inaczej. Rosja jest całym odrębnym światem”. To samo twierdzi Konstanty Aksakow. „Rosja, pisze on, to kraj najzupełniej samoistny, ani trochę podobny do państw i krajów europejskich”.</p>
    <p>Z początku nie myślałem o wielkiej podróży. Chciałem tylko pojechać za Kaukaz, tam, gdzie byłem dwie dekady wcześniej, w końcu lat sześćdziesiątych. Tamten mały obszar, podbity przez Rosję, a potem siłą wcielony do ZSRR, ciekawił mnie rzeczywiście, ponieważ to, co interesuje, mnie najbardziej, to mentalna i polityczna dekolonizacja świata, a tam, za Kaukazem, taki się właśnie proces rozwijał. Wiek XX to nie tylko wiek totalitaryzmów i wojen światowych, ale także największa w dziejach epoka dekolonizacji: na mapie świata pojawia się ponad sto nowych państw, całe kontynenty zdobywają — co najmniej formalną — niepodległość. Rodzi się Trzeci Świat i zaczyna się wielka eksplozja demograficzna — ludność krajów słabo rozwiniętych rośnie odtąd w tempie trzykrotnie szybszym niż krajów zamożnych. Wynika z tego tuzin problemów, które będą zmartwieniem XXI wieku.</p>
    <p>Ten sam proces ekspansji Trzeciego Świata, który spowodował rozpad imperiów kolonialnych Anglii, Francji i Portugalii, dawał się już odczuwać i wewnątrz ostatniego kolonialnego imperium na ziemi — w ZSRR. W końcu lat osiemdziesiątych nierosyjska ludność tego państwa stanowiła blisko połowę jego mieszkańców, podczas gdy elita władzy składała się w 95 procentach z Rosjan lub zrusyfikowanych przedstawicieli mniejszości narodowych. Było już tylko kwestią czasu, kiedy świadomość tego faktu stanie się dla owych mniejszości sygnałem do wystąpień emancypacyjnych.</p>
    <p>Więc początkowo planowałem pojechać, jak dawniej, z Moskwy do Gruzji, a potem — do Armenii i Azerbejdżanu. Ale powiedziano mi, że to niemożliwe. Granica między Armenią i Azerbejdżanem jest zamknięta, trwa wojna, na którą nikt nie ma wpływu.</p>
    <p>Był to dla mnie szok.</p>
    <p>Żeby ktoś tu oświadczył, iż na to, co dzieje się w ZSRR, Moskwa nie ma wpływu? To właśnie, to przyznanie się władzy imperialnej do jakiejś niemożności, było dla mnie prawdziwą rewolucją! Przecież pamiętam, jak dwadzieścia lat temu, będąc w Azerbejdżanie, zamiast kołchozu im. Kirowa chciałem zobaczyć kołchoz im. Swierdłowa, ale usłyszałem odpowiedź, że to niemożliwe: Taki program dała nam Moskwa, nie możemy niczego zmienić. Zaczęły się telefony, pytania, wyjaśnienia. W końcu przyszła odpowiedź: Zgoda, niech będzie Swierdłowa. A przecież szło o drobiazg, o głupstwo. Ale system polegał na tej drobiazgowości, psychopatycznie szczegółowej kontroli wszystkiego, obsesyjnej chęci panowania nad wszystkim. Jurij Boriew mówi, jakimi m.in. sprawami zajmował się Stalin. Wydawał on zarządzenia w rodzaju: „Przekazać maszynę do szycia należącą do zakładu krawieckiego numer 1 fabryce numer 7. J. Stalin”.</p>
    <p>A tu wielkie wydarzenie: dwie republiki zamykają granice i prowadzą wojnę, a Moskwa nic nie może poradzić!</p>
    <p>Drugi szok przeżyłem w dzień później, kiedy przyleciałem do Erewanu. Poszedłem na spacer i nagle spotykam na ulicach uzbrojone grupy brodatych ludzi. Widzę, że nie jest to Armia Czerwona. Przechodnie mówią, że to oddziały samodzielnej ormiańskiej armii wyzwoleńczej. Było dla mnie czymś niepojętym zobaczyć w Imperium jakieś wojska, które nie były częścią Armii Czerwonej ani KGB. Znając ten kraj i system z dawnych lat, czekałem, kiedy dywizje wojsk rosyjskich ruszą na stolicę Armenii, zmasakrują młodych Ormian, a tysiące mieszkańców miasta przesiedlą za karę na Syberię. Ale nic takiego nie następowało.</p>
    <p>Trzecim zaskoczeniem, jeszcze tegoż dnia wieczorem, była scena, którą zobaczyłem na ekranie telewizora. Trwała relacja z obrad Rady Najwyższej. Jeden z deputowanych zaczął gwałtownie kłócić się z sekretarzem generalnym KC — Gorbaczowem. Zmartwiałem. Kłócić się z sekretarzem generalnym? Kiedyś groziło to rozstrzelaniem. Później — złamaniem kariery do końca życia. A teraz — deputowany zszedł z mównicy zbierając dużo oklasków.</p>
    <p>Podsumowując to wszystko, pomyślałem: koniec Sowietów! Dla mnie Imperium rozpadło się wówczas, jesienią 1989, na trasie Moskwa — Erewan. Wszystko, co zdarzyło się później, było już tylko dorzucaniem odłamków do wcześniej usypanego rumowiska.</p>
    <p>Myślę, że tylko ci, dla których stalinizm-breżniewizm jest częścią doświadczenia ich życia, mogą dostrzec i zrozumieć głębię, niezwykłość i wielkość tej przemiany i tego przewrotu, jaki dokonał się w latach 1985-91 w ZSRR. Spotykałem tam na moich szlakach młodych kolegów reporterów. To, <emphasis>co</emphasis> widzieli, było dla nich ciekawe, ale normalne i oczywiste. Dla mnie wszystko było niesłychane i zdumiewające, nie wierzyłem własnym oczom.</p>
    <p>Kilka zdań o roku 1985.</p>
    <p>Kryzys systemu komunistycznego, w tym — ZSRR, staje się w tym czasie coraz głębszy, wyraźniejszy, ostrzejszy:</p>
    <p>— przeżywa się i zamiera związany z Moskwą ruch narodowowyzwoleńczy w krajach Trzeciego Świata;</p>
    <p>— rozpadają się i tracą znaczenie partie komunistyczne w krajach zachodnich;</p>
    <p>— „Solidarność” w Polsce, mimo represji stanu wojennego, stwarza w systemie realnego socjalizmu wyłom trwały i rozszerzający się;</p>
    <p>— Moskwa coraz bardziej przegrywa wyścig zbrojeń z Zachodem, coraz wyraźniej zostaje w tyle ze swoją przestarzałą technologią i niską wydajnością pracy, traci pozycję za pozycją w grze o świat.</p>
    <p>W miarę jak supermocarstwo traci siły i pogrąża się w zmierzchu, razem z nim odchodzi cała generacja przywódców. W ciągu kilku lat poprzedzających historyczny rok 1985 umierają kolejno Kułaków, Raszidow, Susłow, Breżniew, Kosygin, Ustinow, Andropow. Ostatni z tej grupy, Czernienko, umiera 11 marca 1985 roku. Inni, jak Gromyko i Griszin, są już coraz bardziej niedołężni albo, jak Romanów, toną w alkoholizmie czy, jak Alijew — w monstrualnej korupcji.</p>
    <p>Istnieje w tym kraju także opinia publiczna, choć w latach przedpierestrojkowych wyrażana inaczej niż w krajach demokratycznych. Ludzie wypowiadali swoje zdanie milczeniem, a nie mówieniem. Ale sposób, w jaki milczeli, był ważny i mówił wiele. Sposób, w jaki na kogoś czy na coś patrzyli, miał swoją wymowę. Gdzie pojawiali się, a gdzie ich nie było. Sposób (powolny), w jaki się na przymusowe zebranie schodzili, i sposób (momentalny), w jaki się rozchodzili. Mimo pogardy i arogancji władzy wobec społeczeństwa, jednocześnie zwracała ona uwagę na rodzaj milczenia, jaki w tymże społeczeństwie panował. W Petersburgu spotkałem studenta, który na miejskim zjeździe Komsomołu (w epoce Breżniewa) miał funkcję „odpowiedzialnego za nastrój na sali”. Otóż opinię społeczną roku 1985 najlepiej wyraża tytuł filmu zrobionego w końcu lat osiemdziesiątych przez rosyjskiego reżysera Stanisława Goworuchina — „Tak żyt' nielzia”.</p>
    <p>A wszystkie te kryzysy, w jakich pogrążone jest wówczas Imperium, i na arenie międzynarodowej, i w życiu wewnętrznym, dzieją się w warunkach powszechnej, codziennej biedy ludzkiej, w ogólnym materialnym niedostatku i beznadziei. Trzeba bowiem pamiętać, że to, co nazywało się „przywilejem klasy rządzącej”, było przywilejem względnym, istniejącym na tle nędzy. Mieszkaniec kraju zamożnego często uśmiałby się z takich przywilejów. Gdzieś na Ukrainie wybuchł skandal, ponieważ jakiemuś pracownikowi instancji partyjnej otworzył się w czasie jazdy bagażnik i przechodnie zauważyli, że w bagażniku tym jest kiełbasa. Sam byłem w Ufie świadkiem innego skandalu — chodziło tam o to, że na rynku sprzedawano zgniłe jabłka, a pracownikom aparatu — co prawda robaczywe, ale nie zgniłe! Ileż to razy na progach mieszkań, w których przyszło mi się zatrzymać, gospodarze witali mnie słowami: „Riszard, izwini naszu sowietskuju niszczetu!” (wybacz naszą sowiecką nędzę). Czasem wieczorami tematem rozmowy był poziom i jakość życia w krajach zamożnych. Na końcu moich opowieści Rosjanie uśmiechają się i mówią z pewną rezygnacją w głosie: „Eto nie dla nas...”.</p>
    <p>W takiej to sytuacji, w marcu 1985, sekretarzem generalnym KC KPZR zostaje wybrany, z rekomendacji Andrieja Gromyki, Michaił Gorbaczow. W miesiąc później na kwietniowym plenum partii wygłasza referat, którym otwiera epokę pierestrojki i głasnosti. W jakimś sensie pierestrojka i głasnost' to sztuczne płuca, podłączone do coraz mniej wydolnego, ginącego organizmu ZSRR. Dzięki nim ZSRR przeżyje jeszcze sześć i pół roku. Wspominam o tym, ponieważ wrogowie Gorbaczowa twierdzą, że stanął na czele kwitnącego ZSRR, a doprowadził do jego rozpadu. Było akurat przeciwnie — ZSRR rozpadał się dawno, a Gorbaczow przedłużył jego żywot, na ile to było możliwe. Wspominam też i dlatego, że (jest to jeden z paradoksów świata) dokładnie przed rozpadem ZSRR upowszechniła się w sowietologii zachodniej, a zwłaszcza wśród części sowietologów amerykańskich, teoria, że ZSRR reprezentuje model najbardziej stabilnego i trwałego systemu na świecie. Głównym przedstawicielem tej szkoły myślenia jest profesor Duke University, Jerry F. Hough. Jak pisze Theodore Draper („The New York Review of Books”, 11 VI 1992), wśród politologów amerykańskich nie było nikogo, kto przewidywałby rozpad ZSRR.</p>
    <p>Stąd, kiedy w końcu roku 1991 ZSRR przestaje istnieć, na świecie słychać głosy konsternacji i zaskoczenia. Jak to — taki stabilny i rozleciał się? Taki niepodzielny i rozsypał się? Z dnia na dzień? Ale to „z dnia na dzień” dotyczyło już tylko aktu finalnego. W rzeczywistości proces rozpadu zaczął się znacznie wcześniej.</p>
    <p>Dla mnie pierestrojka była połączeniem dwóch wielkich procesów, jakim zostało poddane społeczeństwo Imperium:</p>
    <p>— była masową kuracją odwykową od lęku, oraz</p>
    <p>— zbiorową podróżą do świata informacji.</p>
    <p>Ktoś, kto nie był wychowany w atmosferze powszechnego, zwierzęcego lęku i w świecie bez informacji, będzie miał trudności w zrozumieniu, o co tu chodzi.</p>
    <p>Fundamentem Imperium sowieckiego był terror i jego nieodłączna, drżąca latorośl — strach. Ponieważ Kreml zarzuca politykę masowego terroru wraz ze śmiercią Stalina i Berii, można powiedzieć, że ich odejście jest początkiem końca Imperium. Odwilż chruszczowowska, a potem lata zastoju łagodzą nieco koszmar strachu epoki Stalina, jednakże nie likwidują go w stopniu radykalnym. Trwają prześladowania dysydentów, wyrzucają z pracy, jeżeli ktoś myśli inaczej, niż trzeba, szaleje cenzura itd. Dopiero pierestrojka i głasnost' wnoszą tu zasadniczą zmianę. Ludzie po raz pierwszy zaczynają wyrażać własne opinie publicznie, mieć zdanie — krytykować i postulować. Ludzie się oczywiście tym zachłystują i upajają, co jednak na dalszą metę staje się niesłychanie męczące, gdyż wszyscy i wszędzie bez przerwy mówią, mówią i mówią. Albo — piszą, piszą i piszą. Zalew słów, miliardy słów na salach zebrań, na wszystkich falach eteru, na tonach, setkach ton kartek papieru. Tej przeobfitości mowy, temu wzburzonemu słowotokowi sprzyja i sam język rosyjski o frazie szerokiej, rozległej, nieskończonej jak ziemia rosyjska. Żadnej tu kartezjańskiej dyscypliny, żadnej aforystycznej ascezy. Trzeba brnąć i brnąć przez strumień czyjegoś wykładu albo przez wiele stron tekstu, żeby dotrzeć do zdania o wielkiej wartości. Ileż trzeba się natrudzić, żeby dotrzeć do tej perły!</p>
    <p>Nie tylko wolno mówić, chodzi o to, że jest już i o czym mówić. Bo jednocześnie zaczęła się podróż do świata informacji. Mówiąc bardzo ogólnie i upraszczając jedną z zasadniczych różnic między pierwszą połową naszego wieku a połową drugą (dotyczy to zwłaszcza lat ostatnich) jest ta — w każdej z tych epok żyło (i żyje) się w zupełnie różnym świecie informacyjnym. Pod tym względem człowiek żyjący w pierwszej połowie wieku, zwłaszcza w ZSRR, był bliższy człowiekowi jaskiniowemu niż temu, który siedzi dziś przy komputerze i naciskając klawisze może otrzymać natychmiast wszystkie informacje. Na tę różnicę zwraca uwagę jeden z rosyjskich pisarzy dysydentów, Lew Kopieliew, w swojej książce „Bożyszcza mojej młodości”, w której pisze, że pod względem informacyjnym nawet dorośli byli wówczas dziećmi, podczas gdy dziś — nawet dzieci są dorosłymi. Ludzie naprawdę mało wówczas wiedzieli. Jednym z rzeczywistych przywilejów był właśnie dostęp do informacji. Archiwa KGB były bardziej strzeżone niż arsenały broni masowej zagłady. Jeden z dziennikarzy rosyjskich (nie pamiętam jego nazwiska) wspomina, że kiedy po inwazji sowieckiej na Czechosłowację spytał Breżniewa, co wolno pisać o sytuacji w tym kraju, ten odpowiedział mu: „Piszcie wszystko, ale tylko w jednym egzemplarzu i wysyłajcie tylko do mnie”.</p>
    <p>A tu nagle pojawiają się wzmianki i o Katyniu, i o Kuropatach, i o Sołowkach.</p>
    <p>Po pięciu latach wielkiego wysiłku i napięcia Gorbaczow jest coraz bardziej zmęczony, zagubiony i zdenerwowany. Widać, że traci inicjatywę i dynamizm, a jego polityka, tak dotąd twórcza i w warunkach Rosji nowatorska i niezwykła, zaczyna charakteryzować się rutyną, brakiem zdecydowania, ustępliwovścią. W grudniu 1990 jego minister spraw zagranicznych i wypróbowany sojusznik — Eduard Szewardnadze ostrzega publicznie, że w kraju siły konserwy przygotowują zamach stanu, i podaje się do dymisji. Ale Gorbaczow nie reaguje na ten alarm. Jego otoczenie to teraz ludzie, których sam powołał do najwyższych stanowisk, a którzy wkrótce go zdradzą i wystąpią przeciw niemu. To wszystko biurokraci partyjni, neostalinowska reakcja.</p>
    <p>Przychodzi rozstrzygający rok 1991, który wejdzie do annałów najnowszej historii świata. Zaczyna się on krwawymi wydarzeniami w Wilnie i w Rydze. Wojska KGB atakują czołgami bezbronną manifestację w Wilnie — ginie kilkanaście osób, są dziesiątki rannych. Litwini otaczają betonowymi zaporami budynek swojego parlamentu. Kiedy tam wchodzę, wnętrze przypomina pomieszczenia warownego zamku w okresie oblężenia. Worki z piaskiem w oknach, wszędzie czuwają młodzi ochotnicy z bronią w ręku — w każdej chwili oczekują ataku z zewnątrz. Spięty, ale opanowany i spokojny prezydent Landsbergis jest między nimi, dodaje im otuchy. Podobnie jak w Wilnie, betonowe zapory chronią budynki narodowych już parlamentów w Rydze i w Tallinie. Najbardziej imponujące są barykady w Tallinie. Żeby dostać się do parlamentu, trzeba przejść przez korytarze zbudowane przemyślnie jak labirynt Minosa.</p>
    <p>Kto odpowiada za krew przelaną w Wilnie i w Rydze? — pytają demokraci w Moskwie i wskazują na szefa KGB Kriuczkowa i ministra spraw wewnętrznych — Pugo. Ale Gorbaczow nie wyrzuca ich z rządu. Brak mu siły? Nie wie, co robić?</p>
    <p>Latem wyjeżdża z rodziną na odpoczynek, na Krym.</p>
    <p>Całe jego otoczenie, z wiceprezydentem Janajewem na czele, rusza do ataku. 19 sierpnia zaczyna się trzydniowy pucz. Czołgi otaczają tzw. Biały Dom — siedzibę rządu i parlamentu Federacji Rosyjskiej oraz miejsce urzędowania jej prezydenta — Borysa Jelcyna. Jelcyn potępia zamachowców i organizuje obronę Białego Domu.</p>
    <p>Pucz zostaje stłumiony, a jego organizatorzy idą do więzienia. Okazuje się, że czołgiści wysłani w bój o władzę nad nuklearnym supermocarstwem od dwóch dni nie dostają nic do jedzenia. Wielu z nich nie ma butów — chodzi w tenisówkach. Kobiety, które bronią siedziby władz Rosji, litują się nad głodnymi czołgistami, rozjeżdżają się do domów i przywożą im coś do jedzenia. Nakarmieni czołgiści zapewniają litościwe niewiasty, że nie będą strzelać — i dotrzymują obietnicy. W kilka dni później prasa moskiewska informuje, że kiedy zaczynał się pucz, matka przywódcy zamachu — Janajewa leżała w szpitalu Kremla. Na wiadomość o przewrocie, który dał władzę jej synowi, pacjenci szpitala zwlekli się z łóżek i poszli do staruszki składać jej najszczersze gratulacje. Kiedy przewrót nie udał się, a Janajewa osadzili w areszcie, ci sami pacjenci znowu zwlekli się z łóżek, ale tym razem udali się do dyrektora, kategorycznie żądając wyrzucenia staruszki ze szpitala.</p>
    <p>Gorbaczow wraca z Krymu. W niedzielę, 25 sierpnia, odbywa się w Moskwie pogrzeb trzech Rosjan — ofiar ostatnich wydarzeń. Milion ludzi przychodzi pod Kreml, skąd zaczyna się pochód, aby oddać im cześć. Słyszę z oddali dobiegający mnie przez głośnik czyjś głos. Ale w tłumie ludzie rozmawiają, nikt nie zwraca uwagi. Kto przemawia? — pytam, Ktoś odpowiada: Gorbaczow. I rozmawia dalej. Już nikt Gorbaczowa nie słucha, przestał ludzi interesować.</p>
    <p>Historia dzieje się na naszych oczach, w każdej chwili, w każdej godzinie. W czasie tego pogrzebu jestem świadkiem narodzin nowej klasy. Kiedy stoimy na Prospekcie Kalinina w oczekiwaniu na czoło pogrzebu, podchodzi wysoki, młody człowiek w lichym, ceratowym płaszczu i mówi:</p>
    <p>— Obrońcy Białego Domu, wystąp!</p>
    <p>Milczenie, nikt się nie rusza. Po którymś jednak kolejnym wezwaniu wychodzi z tłumu, sądząc po wyglądzie — student. Za nim, po chwili, ktoś następny. I tak zaczęła się zbierać coraz większa gromada owych obrońców. W końcu człowiek w ceratowym płaszczu zorientował się, że ci chętni zaczynają tworzyć nowy tłum, i przerwał nabór. Zaczął spisywać nazwiska ochotników i kazał im przyjść na zebranie w najbliższy wtorek. Utworzą organizację czy ruch Obrońców Białego Domu. Dostaną znaczki i legitymacje. A za ileś tam lat będą ministrami, generałami, ambasadorami.</p>
    <p>Po puczu sierpniowym Gorbaczow ustępuje ze stanowiska sekretarza generalnego KPZR. Wkrótce potem Jelcyn rozwiązuje i delegalizuje partię komunistyczną. Jestem w tym czasie w Kijowie. Potężny gmach ukraińskiego KC świeci pustką. Przed głównym wejściem stoją dwaj policjanci, którzy na każde zadane im pytanie odpowiadają milczeniem i wzruszeniem ramion. A gdzie jest podpora systemu, aparat partyjny? Już zdążyli objąć nowe stanowiska w administracji państwowej i gospodarczej albo stanęli na czele spółek mieszanych — forpoczty rodzącego się kapitalizmu.</p>
    <p>Gorbaczow musi czuć się coraz bardziej osamotniony. Nadal jest ogromnie popularny na Zachodzie. Zachód chciałby dobrze żyć z władcami Kremla, ale ma jeden warunek: żeby to byli ludzie sympatyczni, żeby się uśmiechali, żeby chodzili dobrze ubrani, rozluźnieni, pogodni, dowcipni, uprzejmi. I oto po sześciuset latach beznadziejnych oczekiwań — pojawia się taki człowiek: Gorbaczow! Londyn i Paryż, Waszyngton i Bonn — wszyscy otwierają ramiona, cieszą się. Jakież odkrycie! Jaka ulga!</p>
    <p>Starsze Panie, amerykańskie turystki, ruszają strumieniem do Rosji:</p>
    <p>— Let's go to Moscou! Let's have a lunch with Gorbi!</p>
    <p>Rosjanie patrzą na to wszystko wielkimi oczyma.</p>
    <p>Rosyjskie rówieśnice amerykańskich turystek, stojące godzinami w kolejkach po kawałek mięsa albo sera, myślą o genseku z mniejszym entuzjazmem.</p>
    <p>Musi on oczywiście być tego świadom. Musi czuć rosnącą wokół niego pustkę. Jednym z filarów systemu jest tzw. telefonnoje prawo. Wyższy stanowiskiem dzwoni do niższego i wydaje mu polecenia. Smirnowa wyrzucić z pracy. Korsakowa — rozstrzelać. Niższy nie pytając o nic musi to wykonać. Jeżeli odmówi — sam będzie wyrzucony albo rozstrzelany. Dzięki takiej zasadzie komunikacji nie ma później żadnego dokumentu, żadnego dowodu decyzji. Odpowiedzialność rozpłynęła się w powietrzu. Telefonnoje prawo działa i w odwrotnym kierunku. Niższy, nim podejmie jakąś decyzję, dzwoni do wyższego i prosi o zgodę.</p>
    <p>Otóż właśnie m.in. po liczbie telefonów z dołu do góry, po ich rodzaju i znaczeniu, wyższy orientuje się, czy jeszcze jest ważny. Wielu bossów partyjnych pisze we wspomnieniach, że o tym, iż szykowano ich upadek, wnioskowali stąd, że telefony na ich biurku odzywały się coraz rzadziej, aż zamilkły na dobre. Oznaczało to koniec kariery, degradację, dymisję, a kiedyś — zagładę.</p>
    <p>W końcu 1991 roku telefony w gabinecie Gorbaczowa dzwonią coraz rzadziej. Ośrodek władzy nad krajem przesunął się już gdzie indziej: od 12 czerwca prezydentem Federacji Rosyjskiej jest Borys Jelcyn, który stopniowo przejmuje ster rządów nad większą częścią terytoriów Imperium.</p>
    <p>To właśnie Jelcyn w listopadzie zawiesza i delegalizuje rządzącą partię komunistyczną (liczy ona w tym momencie blisko dwadzieścia milionów członków). To z jego inicjatywy, bez wiedzy (w każdym razie — bez zgody) Gorbaczowa, na początku grudnia spotykają się w Białowieży przywódcy Federacji Rosyjskiej oraz republik Białorusi i Ukrainy i postanawiają utworzyć nowy <emphasis>związek</emphasis> — Wspólnotę Niepodległych Państw. Dwa tygodnie później do tej inicjatywy przyłączają się przywódcy pięciu republik środkowoazjatyckich. Zaczyna się wyłaniać kształt nowego Imperium.</p>
    <p>Gorbaczow zostaje sam.</p>
    <p>25 grudnia składa rezygnację z funkcji prezydenta ZSRR. Z Kremla zdejmują czerwoną flagę z sierpem i młotem.</p>
    <p>ZSRR przestaje istnieć.</p>
    <p>Losy pierestrojki i proces upadku Imperium śledziłem jednocześnie na dwóch ekranach:</p>
    <p>— na ekranie telewizora (a raczej dziesiątków telewizorów, bo ciągle zmieniałem miasta, dworce, hotele i mieszkania) oraz</p>
    <p>— na ekranie otaczającej mnie w tej podróży codziennej, zwyczajnej rzeczywistości kraju.</p>
    <p>Było to niezwykłe zderzenie dwóch teatrów:</p>
    <p>— teatru wielkiej polityki (telewizja transmitowała godzinami obrady Rady Najwyższej, różnorodnych zjazdów i konferencji najwyższego szczebla) oraz</p>
    <p>— teatru przyziemnego bytowania — kolejek o ciemnym i lodowatym poranku, nocy w zimnych mieszkaniach na Syberii, radości, że otworzyli stołówkę i będzie można zjeść talerz ciepłej zupy.</p>
    <p>To schizofreniczne egzystowanie w dwóch różnych światach skierowało moją uwagę na zasadniczą, a nawet przepastną różnicę, jaka występuje w naszej epoce między czasem kultury materialnej (albo codziennego życia) a czasem wydarzeń politycznych. W średniowieczu oba te czasy miały mniej więcej zbieżny, zgodny rytm: miasta budowano wiekami i dynastie trwały wiekami.</p>
    <p>Dziś jest inaczej: miasta nadal budują się przez dziesięciolecia, ale władcy często zmieniają się co kilka lat lub nawet kilka miesięcy. Scena polityczna obraca się wielokrotnie szybciej niż scena naszego codziennego bytowania. Zmieniają się ustroje, zmieniają się partie rządzące i ich przywódcy, a człowiek żyje, jak żył, nadal nie ma mieszkania albo pracy, nadal domy stoją odrapane, a w jezdniach są dziury, nadal od świtu do nocy trwa mozolne wiązanie końca z końcem.</p>
    <p>Może dlatego wielu ludzi odwraca się od polityki: to dla nich inny świat, żyjący rytmem różnym niż ten, w którym upływa życie przeciętnego człowieka.</p>
    <p>Telewizja przyczyniła się walnie do upadku Imperium. Przez sam fakt, że pokazywała przywódców jako normalnych ludzi, że każdy mógł ich zobaczyć z bliska, widzieć, jak się kłócą i denerwują, jak się mylą i pocą, jak wygrywają, ale również jak przegrywają — przez samo to odsłonięcie kurtyny i wpuszczenie ludu do najwyższych i najbardziej ekskluzywnych salonów dokona się zbawczy i wyzwoleńczy proces desakralizacji władzy.</p>
    <p>Albowiem uznanie sakralnego charakteru władzy było jednym z kanonów kultury politycznej Rosjan. Jeszcze do połowy XIX wieku portrety cara — jako świętego — wisiały w cerkwiach. Bolszewicy chętnie i skwapliwie przejęli tę tradycję. Życie przywódców otaczała największa tajemnica. Przywódca przypominał faraona-mumię. Chodził sztywno, nie uśmiechał się, milczał, patrzył w nieokreśloną przestrzeń. Sztaby sowietologów określały układ sił na Kremlu badając, w jakiej kolejności występują w komunikatach nazwiska przywódców. I mieli rację, ponieważ szczegółowe i sztywne instrukcje ustalały, w jakiej kolejności, ile razy, na której stronie gazety i jaka czcionką można wydrukować nazwisko danego przywódcy. Funkcjonariusze protokołu partyjnego czuwali nad tym z obsesyjną czujnością. O, patrzcie, Mikojan wszedł na trybunę przed Ustinowem, coś w tym jest! I cała Moskwa trzęsła się od plotek i domysłów.</p>
    <p>Rosnąca rola telewizji w polityce sprawia, że na świecie zmienił się kierunek ataku wszelkich zamachowców: dawniej szturmowali oni pałace prezydentów, siedziby rządu i parlamentu, teraz starają się przede wszystkim opanować budynek stacji telewizyjnej. Walki w Wilnie i w Tbilisi, w Bukareszcie i w Limie toczyły się o stacje telewizyjne, a nie o pałac prezydenta. Scenariusz najnowszego filmu o zamachu stanu: czołgi ruszają o świcie, żeby zdobyć stację telewizyjną, natomiast prezydent śpi spokojnie, a w parlamencie jest ciemno, nie ma żywego ducha; zamachowcy jadą tam, gdzie jest rzeczywista władza.</p>
    <p>Każdy proces wielkiej przemiany, transformacji ustrojowej, społecznej rewolucji, dzieli się na trzy etapy:</p>
    <p>— okres niszczenia starego systemu,</p>
    <p>— okres przejściowy,</p>
    <p>— okres budowania nowego porządku.</p>
    <p>Byłe imperium sowieckie znajduje się obecnie w okresie przejściowym, w którym mieszają się elementy starego systemu i zręby nowego porządku. To pojęcie okresu przejściowego jest dziś odpowiedzią na wszystko. Źle się dzieje? Trudno, jest okres przejściowy. Szwankuje zaopatrzenie? To zrozumiałe, jest okres przejściowy. Rządzą starzy bonzowie? Nie martw się, to tylko okres przejściowy.</p>
    <p>Zważywszy na ogrom kraju i jego zapóźnienie, a także na fakt, że głębokie procesy dziejowe trwają długo, można przyjąć, że okres przejściowy utrzyma się tam przez wiele lat.</p>
    <p>Głównym zadaniem, treścią i ideą okresu przejściowego jest wielka reforma ekonomiczna i polityczna, zmiana ustroju i stworzenie nowej jakości życia.</p>
    <p>Dwaj historycy: rosyjski — Natan Ejdelman i amerykański Richard Pipes, określili dwie cechy zasadnicze wszystkich reform w Rosji na przestrzeni jej dziejów.</p>
    <p>Ejdelman: reformy w Rosji miały zawsze charakter odgórny. Hasło musiało <emphasis>paść</emphasis> z samego wierzchołka władzy, stopniowo schodzić w dół i tam być realizowane. Ta odgórność reform w Rosji decydowała o ich ograniczonym charakterze. W pewnym momencie reforma słabła, grzęzła, stawała w miejscu.</p>
    <p>Pipes: reformy w Rosji są wymuszane przez okoliczności i siły zewnętrzne. Taką okolicznością może być porażka Rosji na arenie międzynarodowej, jej nadmierna marginalizacja w grze o świat. Ta malejąca rola Rosji w świecie jest argumentem dla obozu reform, który przekonuje konserwatystów i oponentów, że należy usprawnić i zmodernizować kraj, aby mógł on odzyskać międzynarodową pozycję.</p>
    <p>Tak było dotychczas. Jak będzie w przyszłości — pokaże czas.</p>
    <p>Jak wspomniałem, sowietolodzy amerykańscy nie przewidzieli nagłego upadku ZSRR. Ale nawet ci ludzie, którzy wierzyli i prorokowali, że mocarstwo to kiedyś upadnie, podnosili obawy, że bolszewicy, nim oddadzą władzę i odejdą, podpalą kraj i utopią go w morzu krwi.</p>
    <p>Nic takiego nie nastąpiło.</p>
    <p>Upadek komunizmu dokonał się w tym państwie stosunkowo bezkrwawo, a w rdzennej Rosji — zupełnie bezkrwawo. Wielka Ukraina ogłosiła niepodległość bez jednego wystrzału karabinowego. Podobnie — Białoruś.</p>
    <p>W istocie, w świecie współczesnym obserwujemy rozszerzające się zjawisko aksamitnych rewolucji, rewolucji bezkrwawych, albo — jak to określał Isaac Deutscher — nie dokończonych.</p>
    <p>Ich cechą jest to, że choć stare siły odchodzą, to nie odchodzą zupełnie, a walce nowego ze starym towarzyszą jednocześnie różnorodne procesy adaptacyjne, zachodzące po obu stronach barykady. Dominuje zasada unikania drapieżnych, krwiożerczych konfrontacji.</p>
    <p>Ciekawe, że krew leje się dziś tam, gdzie do natarcia rusza zaślepiony nacjonalizm albo religijny fundamentalizm czy zoologiczny rasizm, a więc trzy czarne chmury, które mogą zaćmić niebo XXI wieku. Natomiast tam, gdzie chodzi o zmianę ustroju społecznego i towarzyszące jej różne formy walki klasowej, tam proces transformacji przebiega znacznie łagodniej i właśnie — bezkrwawo.</p>
    <p>Wracając do Rosji:</p>
    <p>co dzisiaj, w roku 1993, pozostało ze starego systemu, z byłego ZSRR? Pozostały:</p>
    <p>— stara nomenklatura. Jest ona nadal u władzy. Jest to biurokracja państwowa, gospodarcza, wojskowa i policyjna. Łącznie, jak obliczają rosyjscy socjologowie — około 18 milionów ludzi. Dla tej nomenklatury nie ma na razie alternatywy. Opozycja — jako zorganizowana siła polityczna — nie istniała. Dysydentów było niewielu i większość z nich wyjechała. Upłynie jakiś czas, nim ukształtuje się inna, nowa klasa polityczna. Taki proces trwa zawsze latami;</p>
    <p>— pozostały dwie olbrzymie armie: armia rosyjska (dawniej Czerwona) oraz wojska wewnętrzne. Pozostały wojska pograniczne i kolejowe. Lotnictwo i marynarka wojenna. Łącznie kilka milionów ludzi:</p>
    <p>— pozostało potężne KGB i milicja;</p>
    <p>— w rękach państwa znajduje się nadal cały średni i ciężki przemysł, w tym rozbudowany wojskowo-przemysłowy kompleks, wielka zbrojeniówka zatrudniająca około 16 milionów ludzi w produkcji i w instytutach badawczych. Kapitanowie tego przemysłu odgrywają w życiu politycznym ważną i aktywną rolę;</p>
    <p>— państwo jest ciągle właścicielem ziemi. W rolnictwie panują kołchozy i sowchozy;</p>
    <p>— pozostała cała sfera starych nawyków myślowych, zachowań społecznych i poglądów światłoćmiących wpajanych ludziom przez dziesiątki lat;</p>
    <p>— pozostało stare prawo.</p>
    <p>Oprócz tych instytucji starego ustroju pozostała jeszcze wielka i tragiczna spuścizna po komunizmie — jest nią świadomość o ofiarach terroru i represji, o prześladowaniach, które zaczęły się w 1917 roku i trwały dziesiątki lat, przybierając w różnych latach charakter masowej eksterminacji. Zajmujący się tą problematyką historycy i demografowie różnią się znacznie w ocenie skali popełnionego mordu. Ocena minimum została sformułowana przez demografa Siergieja Maksudowa. Według niego w latach 1918-1953 (łącznie z ofiarami I i II wojny światowej) zginęły 54 miliony obywateli ZSRR. Ocenę maksimum podaje prof. I. Kurganow, któiy obliczył, że w latach 1918-1958 w łagrach, w więzieniach i na frontach obu wojen światowych zginęło łącznie 110,7 miliona obywateli ZSRR („Znamia”, 1/1990).</p>
    <p>Innym rodzajem spuścizny, jaki pozostawił tu po sobie system totalitarny, jest powszechna bieda tego społeczeństwa. Bieda mieszkań, bieda ubrań, bieda kuchni, bieda życia.</p>
    <p>Trzecią spuścizną po starym systemie jest zatrważająca demoralizacja znacznych grup społecznych — eskalacja wszelkiego rodzaju gangów, terror zbrojnych band, przestępcze rządy reketu. Poza tym — powszechna obecność najróżniejszych mafii, sięgających wysokich ogniw władzy. Aktywny i bezczelny czarny rynek bronią, z rakietami włącznie. Wyzywające i przerażające złodziejstwo. Nagminna korupcja. Pijaństwo, gwałt, cynizm oraz wszechwładne, najpospolitsze chamstwo.</p>
    <p>Wreszcie czwartą spuścizną są zniszczenia ekologiczne — zadymione miasta, powszechny brak wentylacji w miejscach pracy, zatrute rzeki i jeziora, składowiska odpadów. I przede wszystkim — 15 przestarzałych i przeciążonych elektrowni atomowych: 15 potencjalnych Czarnobylów, których jednak nie można zamknąć, gdyż oświetlają one wiele miast i dają energię wielu fabrykom.</p>
    <p>Okres przejściowy, w którym Imperium jest obecnie i w którym na lata pozostanie, zaczął się faktycznie w końcu roku 1991. W tym trwającym obecnie okresie jeszcze wyraźniej może wystąpić różnica między czasem kultury materialnej a czasem wydarzeń politycznych. Tych ostatnich będzie zapewne dużo, postępu materialnego — znacznie mniej.</p>
    <p>Co dzieje się na scenie politycznej? Toczy się tu zaciekła walka różnych grup o władzę. Grupy antyjelcynowskie chcą obalić prezydenta Jelcyna i jego władzę. Trudno wyraźnie określić, która z tych grup stojących po obu stronach barykady jest postępowa, a która konserwatywna, trudno odpowiedzieć, czy takie kryteria mają tu w ogóle sens i zastosowanie. Oficjalnie twierdzi się, że grupa Jelcyna chce reformy, a grupy opozycyjne (działające głównie w parlamencie) — nie.</p>
    <p>Ale czy tak jest w istocie? Potrzeba reformy jest dziś koniecznością obiektywną, jest przymusem czasu i sytuacji i każda ekipa, która będzie tam u władzy, musi jakoś reformować i zmieniać rozsypującą się gospodarkę, ponieważ inaczej kraj zginie, a razem z nim i owa ekipa.</p>
    <p>Oczywiście, pozostaje sprawa tempa reformy. Ale jak to obliczyć i określić? Znawcy twierdzą, że w roku 1992 Rosja zrobiła krok naprzód, ale że krok ten mógł być większy, a nawet — znacznie większy. Słowem — niby zrobiła krok, ale w gruncie <emphasis>rzeczy</emphasis> drepce w miejscu. W rezultacie — społeczeństwo tego kraju jest zmęczone i rozczarowane. Może rozczarowane dlatego, że Jelcyn i wielu doradzających mu ekspertów zachodnich oceniało szansę reformy zbyt optymistycznie, zapominając, że reforma to zmiana rzeczywistości, która przez 70 lat została krwią i <emphasis>żelazem</emphasis> uformowana w granitową skałę. A skruszyć taką skałę — ileż to trzeba czasu, sił i pieniędzy! Dla mnie zapóźnienie tego kraju, jego niedostatek, zaniedbania i zniszczenie są tak wielkie, że rok to zbyt krótki okres, aby oczekiwać wyraźnego postępu. Poczekajmy dziesięć, dwadzieścia lat.</p>
    <p>A jednak już ten rok rozczarowań wystarczył, aby zwarzyć atmosferę polityczną kraju.</p>
    <p>O pierestrojce i głasnosti wszyscy zapomnieli. Obóz demokracji, tak aktywny w walce z komunizmem, został odsunięty na margines sceny politycznej i znajduje się bądź w rozsypce, bądź w zapomnieniu. W ogóle coraz mniej mówi się dziś w Rosji o demokracji.</p>
    <p>W społeczeństwie panuje nastrój biernego wyczekiwania i apatii, panuje apolityczność.</p>
    <p>Górę biorą siły, których hasłem jest konsolidacja</p>
    <p>władzy (zwłaszcza — władzy centralnej) i mocne, wielkie państwo. Jest to klimat sprzyjający umacnianiu się autorytarnych metod rządzenia, przychylny wszelkim formom dyktatury.</p>
    <p>A przyszłość?</p>
    <p>Trudne pytanie. Prawie żadne prognozy na temat współczesnego świata nie sprawdzają się. Futurologia przeżywa kryzys, utraciła prestiż. Wyobraźnia ludzka, kształtowana tysiącami lat przez świat mały, prosty i statyczny, nie obejmuje dziś, nie jest w stanie sprostać otaczającej ją rzeczywistości, która w gwałtownym tempie ogromnieje (zwłaszcza dzięki postępom elektroniki i przyrostowi informacji), w której wszystkiego jest coraz więcej, w której miliony cząstek, elementów, jednostek i bytów są w ciągłym ruchu, w walce, w nowych konfiguracjach, układach i zbiorach, czego już ani uchwycić, ani zatrzymać, ani opisać — nie sposób.</p>
    <p>Mimo tych trudności można przyjąć, że trzy procesy będą dominować na scenie życia rosyjskiego.</p>
    <p>Pierwszy — to walka między siłami integracji i dezintegracji. Nacjonalizm. Rosjanie będą chcieli utrzymać duże i silne państwo, państwo mocarstwowe i imperialne, natomiast różne mniejszości nierosyjskie mogą coraz wyraźniej dążyć do własnych, autonomicznych celów. Mniejszości te stanowią obecnie tylko 20 procent ludności Federacji Rosyjskiej (80 procent to Rosjanie, których w Federacji mieszka 120 milionów), ale ludność nierosyjska przyrasta tam pięciokrotnie szybciej niż rosyjska, co oznacza, że procentowy udział Rosjan będzie szybko maleć. Podobnie kurczy się zasięg języka rosyjskiego. Coraz mniej ludzi na obszarze ZSRR mówi po rosyjsku i coraz rzadziej uczy się rosyjskiego. W kilku miejscach w czasie swojej podróży miałem kłopoty w porozumienia się po rosyjsku, zwłaszcza gdy byli to młodzi ludzie. Starsi lepiej znają rosyjski, młodzi — mniej, a małe dzieci — już prawie wcale.</p>
    <p>(Jeszcze o Rosjanach: poza granicami Federacji Rosyjskiej mieszka 26 milionów Rosjan. Ich przyszłość jest niepewna i niejasna. Rosjanie ci mieszkają głównie na Ukrainie i w Kazachstanie).</p>
    <p>Proces „azjatyzacji” Federacji Rosyjskiej, spowodowany szybkim przyrostem ludności nierosyjskiej, przyspieszany jest także przez emigrację Niemców, a zwłaszcza liczną emigrację Żydów. Ci ostatni czują się zagrożeni narastającym antysemityzmem, widmem nowych prześladowań i pogromów. Ta walka między siłami integracji i dezintegracji może rozegrać się również wokół granic międzyrepublikańskich. Granice na tych obszarach, na których istniał ZSRR, to dziś potencjalna bomba zegarowa. W latach 1921-1980 ówczesne republiki związkowe dokonały między sobą ponad 90 zmian terytorialnych i rewizji granic. W roku 1990 między tymi republikami istniało ponad 50 sporów granicznych, dzisiaj liczba tych konfliktów jest znacznie większa. Wiele z tych granic, podobnie jak w Afryce, przecinało ziemie zamieszkane przez ten sam lud (tak właśnie jest z granicą między Tadżykistanem i Uzbekistanem).</p>
    <p>Inną płaszczyzną konfliktów może stać się konfrontacja między chrześcijaństwem i islamem. Islam odradza się gwałtownie, jest religią ludów mówiących w językach tureckich, a liczą one na terytorium byłego ZSRR około 60 milionów.</p>
    <p>Drugim procesem, obok walki sił integracji i dezintegracji, będzie postępujące w społeczeństwie zróżnicowanie materialnych warunków życia. Na jednym biegunie będą gromadzić się bogaci (coraz bogatsi), na drugim — biedni (coraz biedniejsi). Jak w każdym społeczeństwie mającym niski poziom życia, tak i w Rosji kontrasty będą szczególnie ostre, rzucające się w oczy, wyzywające. Będzie to kapitalizm czy pseudo-kapitalizm w swojej najbardziej pierwotnej, bezwzględnej, agresywnej formie.</p>
    <p>Trzecim procesem będzie sam rozwój. Rozwój ten określam niezgrabnym terminem — rozwój enklawowy. Otóż jeżeli jesteśmy w kraju wysoko rozwiniętym, np. w Holandii czy Szwajcarii, zwróci naszą uwagę, że cała otaczająca nas rzeczywistość materialna jest wysoko rozwinięta: domy są czysto pomalowane, szyby wszędzie wprawione, asfalt na szosach równy, a pasy zaznaczone, sklepy wszędzie dobrze zaopatrzone, w restauracjach jest ciepło i schludnie, latarnie na ulicach świecą się, a trawa na trawnikach jest równo wystrzyżona. W kraju o rozwoju enklawowym pejzaż wygląda inaczej. Tam luksusowy bank stoi wśród odrapanych kamienic, elegancki hotel otaczają brudne ulice zabudowane slumsami, z jasno oświetlonego lotniska wjeżdża się w ciemności ponurego, nieprzytulnego miasta, obok błyszczącej wystawy sklepu Diora — brudne, puste i wygaszone wystawy tubylczych sklepów, obok imponujących aut — stare, śmierdzące, zatłoczone autobusy miejskie. Bo kapitał (głównie obcy) wybudował swoje pachnące i świecące azyle, właśnie owe doskonałe enklawy, ale reszty kraju ani nie może, ani nie myśli rozwijać.</p>
    <p>Wśród Rosjan trwa dyskusja — co robić? Jedni mówią: wrócić do korzeni, do starej Rosji. Solżenicyn twierdzi, że carska Rosja była wspaniałym krajem, ,,bogatym i kwitnącym” (A. Sołżenicyn - Jak odbudować Rosję?”), niestety, przyszli bolszewicy i wszystko zniszczyli. Jednakże świadkowie tamtej epoki dają mniej sielankowy obraz Rosji:</p>
    <p>„I znów po latach tylu przemierzam twoje drogi,</p>
    <p>I znów cię odnajduję, tę samą, bez zmiany!</p>
    <p>Martwotę twoją, bezruch i bezsens. Twe odłogi</p>
    <p>I chaty bez poszycia, i zmurszałe ściany,</p>
    <p>Twą nędzę, zaduch, nudę, ten sam co dawniej brud,</p>
    <p>I niewolniczy wzrok, to czelny, to zgnębiony.</p>
    <p>I choć z niewoli został uwolniony,</p>
    <p>Z wolnością nie wie, co ma począć — lud...</p>
    <p>I wszystko po dawnemu”.</p>
    <p>(Iwan Turgieniew — „Sen”. Tłum. Aleksander Wat)</p>
    <p>A Antoni Czechów w 1890 roku pisał: „...zamęczyliśmy w więzieniach miliony ludzi, zamęczyli za nic, bezmyślnie, po barbarzyńsku; gnaliśmy po mrozie zakutych w kajdany ludzi dziesiątki tysięcy wiorst, zarażaliśmy ich syfilisem, deprawowali, mnożyli przestępców i to wszystko szło na karb zapijaczonych strażników więziennych. Teraz cała kulturalna Europa wie, że nie strażnicy są winni, tylko my wszyscy, ale to nas nie obchodzi, to nieciekawe” („Listy”, t. I).</p>
    <p>Wrócić do starej kultury? Ale kultura rosyjska była albo arystokratyczna, albo wiejska, chłopska — tymczasem nie ma już ani arystokracji, ani chłopstwa. Klasa średnia, mieszczaństwo było tu zawsze nieliczne i często — cudzoziemskie.</p>
    <p>Problemy, dylematy, które stoją przed tym społeczeństwem, przede wszystkim przed inteligencją, przed gronem demokratów.</p>
    <p>Np. społeczeństwo a państwo. Jak wciągać społeczeństwo do współrządzenia krajem? Jak demokratyzować państwo?</p>
    <p>Ziemia rosyjska, jej właściwości i zasoby stoją po stronie państwa. Bo gleba rdzennej Rosji jest licha, klimat zimny, dzień przez większą część roku — krótki. W tych warunkach naturalnych ziemia daje marne plony, coraz to powracają lata głodu, chłop jest biedny, zbyt biedny, żeby się uniezależnić. Pan albo państwo mieli nad nim zawsze wielką władzę. Chłop tonął w długach, nie miał co jeść, był niewolnikiem.</p>
    <p>Jednocześnie jest to ziemia bogata w surowce — w ropę naftową, w gaz, w rudy żelaza. Ale są to właśnie surowce, których eksploatację i zyski łatwo monopolizować, w wypadku silnego państwa biurokratyczno-autorytarnego — monopolizować przez państwo. Tak więc i bieda gleby, i jej bogactwa są przeciw ludowi, a wspierają władzę. To jeden z wielkich paradoksów Rosji.</p>
    <p>A jednak przyszłość rysuje się dla tego kraju optymistycznie. Wielkie społeczeństwa mają wielką siłę wewnętrzną. Mają one w sobie dość żywotnej energii i niewyczerpanych zasobów wszelkiej mocy, aby podnieść się z najdotkliwszych porażek i wyjść z najcięższych kryzysów.</p>
    <p>Chiny umiały podnieść się z dna poniżenia i głodu i zacząć rozwijać się samodzielnie i pomyślnie. Podobnie — Indie. Podobnie Brazylia i Indonezja. Liczebność tych narodów, ich spójna kultura, ich zdolność trwania i ambicja tworzenia dają, nawet w trudnych warunkach, zdumiewające rezultaty. To ogólne prawo rozwoju ludzkości odnosi się z pewnością i do Rosji. I jeszcze jedno: Zachód, który Rosja fascynuje, ale i napawa lękiem, gotów jest zawsze przyjść jej z pomocą, choćby w interesie własnego spokoju. <emphasis>Zachód</emphasis> odmówi innym, ale Rosji pomoże zawsze.</p>
    <p>Polami Rosji, zimą, Mikołaj z „Wojny i pokoju” Lwł Tołstoja prowadzi swoją trojkę:</p>
    <p>„Znów wstrzymując konie Mikołaj obejrzał się: dookoła była wciąż ta sama, na wskroś przepojona księżycowym światłem, zaczarowana równina z rozsypanymi po niej gwiazdami.</p>
    <p>Zachar krzyczy, żebym wziął na lewo; a dlaczego na lewo? pomyślał Mikołaj. — Czyż jedziemy do Mielukowów?</p>
    <p>Jedziemy Bóg wie dokąd i Bóg wie, co się z nami dzieje!”</p>
   </section>
  </section>
  <section>
   <title>
    <p>KSIĄŻKI CYTOWANE W „IMPERIUM”</p>
   </title>
   <p>Arakel z Tebryzu, <emphasis>Księga dziejów,</emphasis> tłum. W. Dąbrowski i A. Mandalian, PIW, Warszawa 1981.</p>
   <p><emphasis>Beria -. koniec kariery,</emphasis> red. W. F. Niekrasowa, IPL, Moskwa 1991.</p>
   <p><emphasis>Biblia,</emphasis> tłum. Jakuba Wujka, Wyd. Ojców Franciszkanów, Wisconsin 1982.</p>
   <p>Biełyj Andriej, <emphasis>Kocio Letajew,</emphasis> tłum. M. Leśniewska, Czytelnik, Warszawa 1976.</p>
   <p>Bilewicz Marian Marek, <emphasis>Wyszedłem z mroku,</emphasis> LSW, Warszawa 1989.</p>
   <p>Billington James <emphasis>“The Icon and the Axe”,</emphasis> Vintage Books, New York 1966.</p>
   <p>Boriew Jurij, <emphasis>Staliniada,</emphasis> Sowiecki] Pisatiel, Moskwa 1990.</p>
   <p>Bykau Wasyli, <emphasis>Piaskowisko,</emphasis> tłum. E.P. Melech, PIW, Warszawa 1990.</p>
   <p>Cendrars Blaise, <emphasis>Proza transsyberyjskiej kolei i małej Żanny z Francji</emphasis> (w. A. Ważyk, <emphasis>Wybór przekładów,</emphasis> Czytelnik, Warszawa 1979).</p>
   <p>Chateaubriand Francois Renę de, <emphasis>Pamiętniki zza grobu,</emphasis> tłum. J. Guze, PIW, Warszawa 1991.</p>
   <p>Chruszczow Nikita S., <emphasis>Fragmenty wspomnień,</emphasis> Krąg, Warszawa 1984.</p>
   <p>Claudel Paul, <emphasis>Dzienniki,</emphasis> tłum. J. Rogoziński, PAX, Warszawa 1977.</p>
   <p>Cournot Antoine A., <emphasis>Essai sur les fondements de nos connaissances,</emphasis> Paris 1851.</p>
   <p>Czarenc Egisze, <emphasis>Poezje wybrane,</emphasis> red. A. Mandalian, tłum. W. Woroszylski, PIW, Warszawa 1962.</p>
   <p>Czechów Antoni, <emphasis>Listy,</emphasis> t.1-2, tłum. N. Gałczyńska, A. Sarachanowa, WL, Kraków 1988.</p>
   <p>Deutscher Isaac, <emphasis>Russta, China, and the West 1953-1966,</emphasis> Pengum Books, London 1970</p>
   <p>Dzilas Milovan, <emphasis>Rozmowy ze Stalinem,</emphasis> tłum A Oołkosz, Iskry, Warszawa 1991</p>
   <p>Dostojewski Fiodor, <emphasis>Białe noce,</emphasis> tłum W Bromewski, PIW, Warszawa 1963</p>
   <p>Dostojewski Fiodor, <emphasis>O literaturze i sztuce,</emphasis> tłum M Leśniewska, WL, Kraków 1976</p>
   <p>Dostojewski Fiodor, <emphasis>Sobowtór,</emphasis> tłum S Pollak, PIW, Warszawa 1962</p>
   <p>Ejdelman Natan, <emphasis>Rewolucja s wierchu' w Rossu,</emphasis> Kniga, Moskwa 1989</p>
   <p>Ginzburg Eugenia, <emphasis>Stroma ściana,</emphasis> tłum A Mandahan, Czytelnik, Warszawa 1990</p>
   <p>Greków A P, <emphasis>Freski cerkwi Spasa Preobrazenija na Kowalewie,</emphasis> Iskusstwo, Moskwa 1987</p>
   <p>Grossman Wasilij, <emphasis>Wszystko płynie,</emphasis> tłum W Bienkowska, Współpraca, Warszawa 1990</p>
   <p>Grzegorz z Nareku, Księga <emphasis>śpiewów załobhwych,</emphasis> red A Mandalian, PIW, Warszawa 1990</p>
   <p>Herling-Grudzinski Gustaw, <emphasis>Inny świat,</emphasis> Czytelnik, Warszawa 1989</p>
   <p>Hough Jerry F, <emphasis>Opening up the Soviet Economy,</emphasis> The Brookmgs Institution, 1988</p>
   <p>Iłowańska-Alberti Irina, <emphasis>Razruszenije Chrama Chnsta Spasitiela,</emphasis> Overseas Publ Interchange Ltd, London 1988</p>
   <p>Ingarden Roman, <emphasis>Z teorii języka i filozoficznych podstaw logiki,</emphasis> PWN, Warszawa 1972</p>
   <p>Kapuścinski Ryszard, <emphasis>Kirgiz schodzi z konia,</emphasis> Czytelnik, Warszawa 1968</p>
   <p>Kraszewski Józef I, <emphasis>Wspomnienia Odessy fedynasu i Budzaku,</emphasis> PIW, Warszawa 1985</p>
   <p>Leonardo da Vinci, <emphasis>Traktat o malarstwie</emphasis> (w M Rzepińska, <emphasis>Historia koloru w dziejach malarstwa europejskiego),</emphasis> WL, Kraków 1983</p>
   <p>Lippmann Walter, <emphasis>The Public Philosophy,</emphasis> A Mentor Book, New York 1955</p>
   <p><emphasis>Magadan, konspekt proszłogo,</emphasis> Magadan 1989 Memmi Albert, <emphasis>Portrait du Colonise,</emphasis> Buchet /Chastel, Corrua 1957 Michajłowski Mikołaj, <emphasis>Okrutny talent</emphasis> (w <emphasis>Okrutny talent,</emphasis></p>
   <p>wybór Z Podgórzec), WL, Kraków 1984 Mickiewicz Adam, <emphasis>Dzielą,</emphasis> t X, Czytelnik, Warszawa 1952 Miedwiediew Roj, <emphasis>Pod osąd historii,</emphasis> 11-2, Bellona, Warszawa 1990 Mlynar Zdenek, <emphasis>Mróz ze Wschodu,</emphasis> tłum P Heartman, NO W, Warszawa 1989</p>
   <p>Monn Edgar, <emphasis>O naturze Związku Radzieckiego,</emphasis> Volumen, Warszawa 1990</p>
   <p>Pipes Richard, <emphasis>The Russian Revolution,</emphasis> Alfred A Knopf, New York 1990</p>
   <p>Pruszynski Ksawery, <emphasis>Noc na Kremlu,</emphasis> tłum J Roszko, M Wójtowicz, Rój, Warszawa 1989</p>
   <p>Saint-Exupery Antoine de, <emphasis>Ziemia, planeta ludzi,</emphasis> tłum W i Z Bienkowscy, WL, Kraków 1971</p>
   <p>Schulz Bruno, <emphasis>Proza</emphasis>, WL, Kraków 1973 Sienkiewicz Henryk, <emphasis>Quo vadis? Wybór pism</emphasis>, t XI, PIW, Warszawa 1955</p>
   <p>Sołowiow Władimir, <emphasis>Wybór pism,</emphasis> 11-3, ,W drodze', Poznań 1988</p>
   <p>Sołzenicyn Aleksander, <emphasis>Jak odbudować Rosję</emphasis>, tłum J Zychowicz, Arka, Kraków 1991 <emphasis>Sudba Arała,</emphasis> Mexnat, Taszkient 1988</p>
   <p>Szałamow Warłam, <emphasis>Opowiadania kołymskie,</emphasis> 11-3, tłum J Baczynski, Atext, Gdańsk 1991</p>
   <p>Tiutczew Fiodor, <emphasis>Sto wierszy,</emphasis> wybór R Luźny, WL, Kraków1989</p>
   <p>Tocqueville Alexis de, <emphasis>Dawny ustrój i rewolucja,</emphasis> tłum A Wolska, Czytelnik, Warszawa 1970</p>
   <p>Tołstoj Lew, <emphasis>Wojna i pokój,</emphasis> 11-4, tłum Z Petersowa, Czytelnik, Warszawa 1950</p>
   <p>Turgieniew Iwan, <emphasis>Sen</emphasis> (w: Aleksander Wat, <emphasis>Poezje zebrane),</emphasis> Znak, Kraków 1992. Vauvenargues Luc de Clapiers <emphasis>deUwagi i myśli,</emphasis> tłum. J. Kasprowicz, Księgarnia Polska B. Potonieckiego, Lwów 1909.</p>
   <p>Walicki Andrzej, <emphasis>W kręgu konserwatywnej utopii,</emphasis> PWN, Warszawa 1964.</p>
   <p>Weil Simone, <emphasis>Myśli,</emphasis> wybór A. Olędzka-Frybesowa, PAX, Warszawa 1985.</p>
   <p>Wells Herbert G., <emphasis>Rosja we mgle,</emphasis> flum. J. Brodzki, Książka i Wiedza, Warszawa 1967. Weissberg-Cybulski Aleksander, <emphasis>Wielka czystka,</emphasis> tłum. A. Ciołkosz, Czytelnik, Warszawa 1990.</p>
   <p>Wojnowicz Władimir, <emphasis>Moskwa 2042,</emphasis> tłum. H. Broniatowska, PIW, Warszawa 1992. Żygulin Anatolij, <emphasis>Czarne kamienie,</emphasis> tłum. E. P. Melech, PIW, Warszawa 1992.</p>
  </section>
 </body>
 <binary id="imperium.jpg" content-type="image/jpeg">/9j/4AAQSkZJRgABAQAAAQABAAD/2wBDAAIBAQEBAQIBAQECAgICAgQDAgICAgUEBAMEBgUG
BgYFBgYGBwkIBgcJBwYGCAsICQoKCgoKBggLDAsKDAkKCgr/2wBDAQICAgICAgUDAwUKBwYH
CgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgoKCgr/wAAR
CALMAdIDASIAAhEBAxEB/8QAHwAAAQUBAQEBAQEAAAAAAAAAAAECAwQFBgcICQoL/8QAtRAA
AgEDAwIEAwUFBAQAAAF9AQIDAAQRBRIhMUEGE1FhByJxFDKBkaEII0KxwRVS0fAkM2JyggkK
FhcYGRolJicoKSo0NTY3ODk6Q0RFRkdISUpTVFVWV1hZWmNkZWZnaGlqc3R1dnd4eXqDhIWG
h4iJipKTlJWWl5iZmqKjpKWmp6ipqrKztLW2t7i5usLDxMXGx8jJytLT1NXW19jZ2uHi4+Tl
5ufo6erx8vP09fb3+Pn6/8QAHwEAAwEBAQEBAQEBAQAAAAAAAAECAwQFBgcICQoL/8QAtREA
AgECBAQDBAcFBAQAAQJ3AAECAxEEBSExBhJBUQdhcRMiMoEIFEKRobHBCSMzUvAVYnLRChYk
NOEl8RcYGRomJygpKjU2Nzg5OkNERUZHSElKU1RVVldYWVpjZGVmZ2hpanN0dXZ3eHl6goOE
hYaHiImKkpOUlZaXmJmaoqOkpaanqKmqsrO0tba3uLm6wsPExcbHyMnK0tPU1dbX2Nna4uPk
5ebn6Onq8vP09fb3+Pn6/9oADAMBAAIRAxEAPwD1TwJZO2sw6pHbWZ8oAPNgsQDgbAvqehPQ
V7bd6nPZiL+1p4dOLbI1uLeI3BgcMhNq6oSTHtwQ4G3OR2rxf4c3N1aarHc/6NDsT5rjepA3
HG0DOcnpntXrzR6hp9tFJDf6hY3EZ8iZtLtluPsy/f8Asbg7wxx84kHIBxkYNcOOaeJkj30n
ZWOW8HJaWXxN1KzW2WUTeIJjcQRLskjJU/uAcEPETk7/AFYg1P8AGBW0K2ju7nV1sYpWW1ju
LW0Aj++m6yABH7gH7r4wcHrVWPUbRviwslvYPawNcq0cP2wSG1DhiYkZXPmKeSWBwN2K1vjd
qlpFaWxbUUtsFI98lqWjVVKlLcNuJCr1SYADLMM15tKb95lSVkcubGxggT7Za2VpBp7NGtza
xCS90yRlBEUC4xNZnPDlT8jvzgVbksUtoJftFu9i0E4dxpyRNFo0xMzI1iSuJbd2yZQv3cnO
DknIh1TSLCOO4e1+yfYhLai+jYvc6QrRsfsSAsTNAeQJQQFWRh7iRPEOn6dbzMbn7FHZzECK
JTKdEDNL8kBDn7RFIWyxHRWbmqTtuc7gjVk0xf7WuZbuF9OusvJOng9POS3bcdk9g5+YyksR
JHuO1D1xgCLS10K+hgW4XUrhru0SW6a2toke4UCIG4hBQL9uBCmSIfPkNgnimW+r2+g660Vq
0WgzWNzIbs6RB50elyOBtvLZ0J+0SPkK6KjYTBI5zUK69prXBlvNYjcBFu79re1c7/8AUY1W
2O4g3hABaAAEFG4ByKqye5EuboX5tEsLu0tbye/vbiK9twLi0maLyb6ERoAz/uv3WoIpXCnE
jFThh3WQadb6dZldY1Sf7VJJDKt3a+Xb6jCkM37m8Zo/3N4pLKDIC+5o/m61We4VJ0t7uCzn
a4giu9kDsE1KHyl/0pW5AvF5Kp/eyOmannv9PAFkdRurpdQLOialaiOLX4wlwA16uf3F6p4X
pvIXBolyKyS1Gn5CX2nwRJbPNPDNFZj7JaXN1bqJY4zNIgt9ZUxN5aHb5e9l6op/2qo3bWli
buYv4mtYtOvbd7ObUbENNprmSHMd6PKLSWRADKwDjajYUcYm1TVbO1FpqsQ0+6N+hhsry6gO
dVfzpQbbVcAiP5Qo3d3jBz81ZcGvWclvfPpHivVLMRyWdvFNc6eryrJ5sBew1BSpAtgTlHP8
BkGRUWsvesMsQ6ZotjaX1tBZ+J7Y2MEV3aLbW6vJYu5hyYjtG+wcBSACY8xH5AWqDUbbTo9L
urKO11aNXlk1CSPTVVZYJgk5F9ZgqC9v8xLou0Ln7pxRb6vbafDdrHda5p3lWq2pOm2+57GR
vI3WzMq5k09mG+N+QpjOV5ou47aI31tdW1zbvYTSG6+yWCySadI0dywktFUEz2T5DPj7ocj2
pSbSSiK7eyI73+zY7ndNDqwaW1Zr21t2JhmzJK/2iwKjAUtmRlCodsjAZxVyew1G/nnS6ls7
9bjYt8dPnbbqkSiPYbcqmUukK4baM5GSPm4qXphtbV4XvJ4hBBIdR0/S7UstkFmmkW506RkY
tArNvZFxtRiv8NTXkcLXN8L3SYpGuZmnlXQohLHcpGYSZ9PkRci6TBLr94hgeoIBBp6iu7mh
b/2rMsc8msaPe3l1EIZkZGWPV4FFqPIjAXal4hVPmRvMO/JXk06aGSOy09bLWIW+23T2sd5c
u6WGp25iQfYbpXUGO5AxGWODuCMOeuPbSadqkcUIsjczalbw3Qigsglvqsapa4mtwY1MN+qx
uGOVyUbntVtXj1PTLGPT769+06nM8X9my6aWtdaH2dEaKQMhEWobQ6+YVOXRcPzVp3C9pXJd
btfKlGtWz2lm1pYHTm1S8c7rD5bkf2XqUZADMVxEszAE+WhJJ5qW/wBRbTJYkk1OxsY9ItCj
yzwl77wszzyxtHer964tSV8sNggptJIxUMxkkc3yW0M6yQNpcN9rGl+VugCXf+g6nlARcKCm
ydeORz1JZqjappuoaXJYy6Op07RjaQ3OoQF7nTWkuZU+w6soQiSFlCxCUIpyI2ycmmo9kJu5
oadfPpOspo8k66Ld6RKkk9reyGc6L5q2oF6OMXOnSbn/AHYyyAjOKg0zU7qwl0vzbiyhWJo7
66n0+FpVtSRETq1uRnzLVywDwHcyh2IBAqWyuWh8SpBJpK2sWjXUUtuNfsN1zoayJbI0N2wQ
+fpxy6qyfOm0EYAxUfh3UHsZNHjl0mw02Ozv479Wa2Mq6W8wTbeK3l4m0uRmKtn5kEmSwAGK
u0rGblaVhsniWfVPD8dmniXTNVRL+7vJLHSHVJL1Alwf7S06Yf6vYY8yQc/NBgL+8NR6/NPd
6vbXTWF7dr4p0dDM9vqG2y8RGKS5/e2zDabW52FZVU9W3oT2qhFqGqQ+H/sM+laPKYdTutQB
0CDfcRhPtG2/092DrNCjIVlQmTPlv93fy3V44Lu5j06OPU3n1LT/ADtQ0zSg8dlqpSaeQXel
AqRBKIys+GVMruUZ28HMXoWrrWdR1azvbiz8V2F5PqV7bRuLtTFF4iAMa+VIGYfZrxN2wyKV
LbgckVSjm1Ke30zWIN8xvlNhLfXVwMaiitAi2Vwpf5ZVwyeZnIKo2Pm5ualc69q5lW/0/StV
m1SOIyJDb+XB4gVXg4tiFHk3qhsOueSQQvHFZVa5bSb2102e/l1mJ7Vb2cGK21ZP3ANnInWK
7yPLLgcSRqejZrK9pXZSfu3HS63rP9iW+pM81uhlks4tYljMq25Eab9Mv0L7ZFD5/fghhuVs
Dk0up6xc2skl9B4oELaVp4ilnmRbiXRM/av9FlV5AbqB2XAl+fbtRgRmq6bbOx0jUdPuLwTT
RtbW19cGRbeSNERG0++BO5ZAXEBkIPRCSKmlFxBqb6tJ4ps7UaZZLaQ31xYMH0lMXcZ0/Usn
98Dh41lYE/u0II3Vo3bZhzMsahdajbX409dWksho5LtaRz+bLojPO2y6gk8wfarZw2GVj8gY
g4xV+A2h8YTWzaVceHblb2K+vLPTn84ROqW4/tKybd84OcSQgMdhB+YEGsjUvtljcSIurW+m
R6dE8wtnhk3+GZmnZXR9znzrOQtjPIUSqRgEmprfTItE1ZoYdOk0ERXMF2tqLh3bQrjEKLqM
BDfPbk7Y2wp4Iz0pJ67DTuQ6JdRyyW902qic31st9m1TYb+KFU/4mMQaQFL6F8BosDcoI25q
3bXRlh/0u7/tODUnkZri1gEa6qoNyRJIpI8m8Q7dmB82E61Fb30F0kbpawHzI2vruCzvyySS
ooX+1rXfJ8pGCHhGJPk6EDNMlm0S5mYy2Mk0l5LILg6dfO0ep4FwyX0A3fu5oyh/duA2GIHG
KqCSuS20yxfXl3qV/ePaazc6i15qskRfVLYxm+Ill/0e8VgDHtzmOUEccDOMU99bshp9zd6h
q2oxym6t4RfNbNjIeEi3vl2jfb5b7zA5VmOKW6nfXdYL3dzBrc+oXVxBJcrKYo/EASQ/upE3
qIJlBBDEYOQRyTnKh1hreymktfFklst1Lb21rfT226K92PADp18peTyTHu2CX5dysx3cCiRT
di9aXetadqVgY5oofst3FCst3OG+xTZg/wBHmBT59PkBwj5HJHzDukLwLpN39ps/slsiNOza
HLHNLpNwwfbLF+7JlsHC/MQSEOcg9KpNbE6taXELs7W0yWdvbXkQTDMsW/SLj96Q8OcFJfXb
8x4qGI2ljptxcRzT+GW0/egEVmHfSpWWTNsfmPm2Uy5JcKUDDnbmsk7Mzd31Nq5g0e1XUo7g
6hAIrWe4nh8PMHa3nK3INzYNGgaS1dd28KRjzFyCAcwX6W15YXNhrOhpqUVzdwXuq2tpcIGv
/mZPtukmOIbpiuPMQYYNwRxuqIi1s7S7nhurvSYtIZluZ9HhUzaF5i3BZYFV2aS1k+ckJuUB
sg9RTb6eEWqnUby4URMs93DpKIHslEn/AB92JQnduJDMsXzAMcjIIoaugSkupY0kaJqWu2m6
XV9SF9EPtcUcqmHUYFkhKNBIYwqX8IKNInyMfLYFzVO2j0q1gsbqfT9VnmuY5NNm+1Tki9gC
AmwlfaVF3s5j5Jb5cPUcMgXULMy3N6rC4iluE0mODbLADbeXqNiQSFvR8m+MYkKiQHNRW0sF
5ZWYurrULuW4nTzytuq/2jbIMFmJQbdSjCkJuwSFGG5qoq65im7lk3Vrb20bJDexG3nkstPl
1e5eHy4dlzmzviVbYzKHEZO7JZfmXHD2vjZz21vbatBCul2irZPdyt9o0QieaPZqSYLGMklN
xXAymNw5qpCWvYbl7bUTqrebcJBP4ls0jN8M3mYL8FSI58N+5c7s7hzycuv47tbXTL0WemSL
bWotra7uEAkx50irb6ojIRgqNgZQvzKh5oS9wrdBZyJGbwWfhjV7OPSLq1ljR7g+boEzyW7t
OwIXzLRwAwAOeMY5NPF/qEOladaW19DbfZppbv8AsuCJpJbZCsTfbomGG+zDcZdhJXa5XArO
tbZrKCYaXZa3ZPC9qtu8SBmsZC0R8i7G1fOtGHzrneNqsNtTSlYrWzs7TyobK2u5ZIIIixvd
FuHjh+dsR5l0453ghQAjqM4BFKL1sCVjQ1bTZYru4trnwrqam5sY7yW1hn3LOY4JD9usmUgK
kWd+w8lJCBnbU11bvM4X+w2vpNVtpblzYyFV19Ve4bz7bD/uXTlyh5JLDPAAin09oJ3F3pmu
LEmnxSTWwkaRrYiKZftVkdmWt1O4sgA+VxlWAp1xp9vdyXMc+h3Ur3cUs102jSZjvHVpyt3Y
LtCrg7t8YC5LkYOKGh/MntL+61SO5uV1+C4n1G9t0WV4MLqo3+WITuH7qbB8okEEnDZ701tZ
ngS61WTxfBa7khtWk1PT/M+0xqYF+wy78hbiPd/rflLK5OTilBLTTGaS3uX1GaCO5iS7MY1r
gJus+F8qfJEbIADuA45zVOLULiPSmurHVbQi6slgkn1mdxHqdsZIQbPLKCl/HkhmOSc/xAnC
XMtGQ9XY0ZLsTQveW8gs3toGsYnuYXb+zW2SBtNnG795vBGyQdP5TxWZ02OfVj4Zey/sDUJo
V1Fro+d4ckAm3QyKGbzYyWDAgjCytkHHGRqFhp+nwfamhvYYo45bS3ur+72JbK8cgOm3aAZM
5KnZJypDD5uKvpBLY2tvrlto2sabNY3z28N5cvmPS8ecHhuwNxKZZiGw2Fl5+7Vcq6FN2VjW
jVYEZb7w35Mej3dvcEJNltC3uT9ohJY+ZC5AkCggqwbHWmWMK2etw6fHv04QSw300UUyzfY0
cW5GowYc742JAeEBiFcnBwapPp9vp5R7Pw3rFgNKvYZIpRqIeTw+zHd5kqj/AFlu+fMCDJAD
cc4qeH+z4dRENra3GlRQJBfql07yHS5HWH/iYIvCyWTB1BA/hAyoqotN7GbbRDFbm80YwPK2
oCeL7Y7wMsYvEC7TqMY8xfLuI8ENDhNwH3ec1NfQR3ckbSeF7S5OrwbjIkyoniABJWEqnKmG
TjzACXG7cpxVWK4mvNOa2urNdYaWA39zHpMsgjn2IB/atpk58terwjJ6jHAp9xZ3N2HY+Hbm
5N7GJHWK9aFNYjLyYmtucRNGwD7f4vMwT8pob1sPVD55re9toybGKZNTPl2s8kwRdaO5swzg
n9xIMbgckF0I6Gs46naC4ilvNfCKzRWJv723DLN88QFnON3CqxAEpwCGzmr8Ulzqskt7L4dn
1GfUYH/tDaxg/t2JZC5VMEmGVRiQjLco44zVWZ7m5tILqO8lJvVS3tJLjHkajEHi/wBClVgT
HOuCnmggnJORxUzUVsNJt7lZ7uK0sJ5B4jW0a2i+zC4kAkFuAFJsnwzDaOCrnGQThu1Y15Ad
Pnu3jnks5La0njkto5VY2e9HYQ5GTJE2AQ44UitnUGn0/T/tB1GOwXZ9jik1ZQQoGwfYZ1Zv
mmjxlZTyeucVQ1Ga8ha4aBJ4YYtPuYYrSYufsoZZCYXzktG2Mo+Mcds1C5ebYt7Hzh4nlSTx
LqMkuk2jO19MWJtycnec855oq/rtpqTa3eGO9uApupNoC5wNxor104HGe+eBrMJfrf28SR+W
mfNLY2AnGPckcD3Oe1enX+oI3h57FdSg03yoANmqxmWK2ZW3pHPjnzs/MHHYYzg1wngZrbTN
RjNxbxlGUkO8e6MFhjLrjp6H1r0mDUdFtdBc6I2mxztbSpCdVhAVVxgi4OB8xz8u4r8ueKyx
0W8Sz0ou6OSubW4tPHP225L27RSFI384ubZiSdhBJ3B87gccAgZrrfiwzSeGbYajdW0ZiSOB
hOg8uNg6t5Ee5v8AXqDkMMZ3da44MkviW1v11iGz8ptplYMY4MHIDDaBJu5wTjjAFdx8WLG3
1bwmLKWC38xXDWwmifyBhg4ibK4F1/GpJJKnG3ArzKEeaMkEnZHnEd5rdmtvf3st1AlsJYTq
c8G4WCeXn7NcBj+9lLFf3gORuzjCk1rWV9r9jbyRpeS2cVizRGadFuX0hZElAEx3YuN44Dfw
DHXGKxdOt5JbKyvdL1CNJbaK4isLq5ikNsqMhUR3Y2587naDtPMi88CtXT1vNLtA9pZ3FpHb
yutnPqUUh/sR8SFor4EAyqScrkcBgSMVqknojCUrE1reXlhcx6c2tS6QmnRyGSFl81tNJwPP
6n7TG4YrsKsE3A4HWo4Nb1dtLtZV1G4dbONL2K7tmCiFT5ZOoA7yJY2BJNu57sMLUljBqlhc
nVLa+fTIbWR5Im1i0Pl6Szj5WumwRNbTAFUBGEODxg1TnfVbCCO+eO7V4J47u4n0+3crazny
SNSXgiS0ZVJEYJA+cd8UCbNGRNc06Zra30O9skaCHURpyajvF6PIRn1K2YSDaUyGMXIdWPBx
VS5vtW1Oz+z22r/ak1Kb7XHbrM0EfiFVWci8RxLm0mj2bTHwG29O9PuNNm0m+vNP03wBrMSx
xw3t3Yifc7P5Py6pauMbYo+ph6sHA7U7V/7Va4kmTw5fXn9pwLe39kryRf24T55S/tT0iVSw
Yxnn5yvQChtuwLl3K8v+liK3D+cniLEJvJdQMcPiV1mkCxTYmBtZV2jaykEMpHAIBpHVFfzr
u8+IzrcXf2azNxqSiVdUAliVrK92sfLKEgCVtuVkY7zjFaIa91vUpf8AiSajqp1WPzm8qPyo
vEASWRjHHGWH2eeMBiCByynHXFO0+817bcSx6pFs1SG2gs5NRsvl1oK8Q+wMC2IrlNzJvypZ
ZODwKmV11/EXxMz11u4W01c2/ja/0yNNPSyT7ZAJ2t2HlM2mzqXcyQA48uYjJ5AYZxTbuKSx
skvpLy40+DT72WA6hBMZ5NCzazn7Kg3s01m4OQzdELD+HIkbVPEOlR31y+tTaUsumCw0+W+i
80xPG8e7S5kkJ+ePDGOY4JDHLLkGn6y5s4bST+wp9Oax1Ke2ttQFycaTK9tNusZdz5kiO5cP
n7krkjI4lPmQRnpYr3ccllG3/E+TTV0q2MojgAkXR3aeTCxtvxPaS7iG2k4Vucc0X+iDTPFd
7Fd6ZJ4cRdTe6uLDTJRKLGUGEf2jYsGBPJAdFDZQ9D1qbU/t9gwhYNax6c+1bW4BZtDkklk2
K/7wGS2k6E5wFY+lRzW50DWryG50G90KGDV47ieBbwyjSJC8A+22x3ASRthkeMKDtC9cgklF
tA9WM0uKOG70qaLxhKqTW32q6srC0UKCjWw/tGwwSDL80byQ7t27zf3fIpZdfEmk6VFq3jKS
/GovKJ7SOwKQasEjX/SoH6RagAoO07CZIyNpLVPp8tm+nw2t1OI44ljvZ7fR5yptubLGqWrB
/mbA+eIcY/hFSRf2hruk22gprGn3ov7me4u9JceUNTh8gSi9s5t37q4wrSPHuXEsJGzmrgna
xLTUrkN7LbRyxPL4gaZtT1JraO6vLXZHq0ard83ec+ReKGaL51XLGEjOaZqsD31rZaneXtvF
En+h6VqFwFYXyPIwNjqSYwh3oYwzAchM/MQa0Jr3TtS0W6it/GtvfnVdRe6WyvwEt/EgK3S+
Y+SfKvQoZGQGM744yAetR6ilnDb6fqdoEvU1W3a3h1S5uUC62RdcW18dwET/ACjEhb/WqvrT
GMOqwxa9PfQ+KL4S6ZfxR2lxr9gjvZs6Wymzv+CWsWwu1mBQMjg44p2kCzsjb29nA9k1neW9
zYx30EZ/seWQRq8TcDfpcmWT5TsRiCNuRTrnXrHUtTmv/wDhM2uxcsllbX2qwbHfalmzafqC
ZBEOORMfukP8xxkwRXdvazWV1JEiC3uYbWOK8wGs5GXnT5sP+9tHxhZPZaaTkBVuNJt7ez1O
afSbvR1iv7u5aPToo5zp1wPtC/arBgN09o+CJlByrDJBy2bSC0u7y30HVNS1s2ws/tD2VlCH
W3nSWYi80ptp2gbmkKDH7uXoQhFMOseHbe21KHTdTfRDYanc+ZaWyq7aHcMtwvysMeZaz5O/
CkK2c4zmrf2+2tNUS31Hxxe6YtnEbpFsrcbtLdJ5R5lnIgbfC250ba0gEboSFGatKLWo0rma
YLe6thaFBetqCJcXcNkiRpqCq9soutPYLgXYypkjAByjcHjC2rmSHTtPtIby9OsA72hQJZar
GfswJVQh+z35CYyV5liOHOadbWdkdOjtJtbRmjj+23sOlqM2yk24XUNPVCQXO2NnEZLctkZG
KZbvbjTNN0e48T3l3FcFpZ7WytVMF1H/AKMY721cDAusBXKgq4dZhtBrOUUtbFW0IbxYdRsr
WaWS+le8mmgja7gK22oZg8ryrtRGBHd7f3bPs5bY24cVY1G3uL+7t7u1u9PT7NpMdms8luB9
nQfaR9n1JcHLOQFV9ow6Z71Hdalbf2PDFbeKPt7313cM+myQKLPxBbGM7ZCzAiO/2pt5KkyR
qe5FTvbx6reWkVlJpF39p0+QWVxfTxldUh/0kvb3sZT5LjYOCp4eKTIzjLvGWpD93cg1CK+s
ms47UWiR2UUojjnDG+0VjcbBHeKEzLb7nMe7HCsjdqj062s7bXBpsFnc2K2V1C8tvrAkmfTS
yWo812wQ9i/+qI3DBAbAzVq4s76SDSpbe2s0b5o7C5vinmJIbnH2TUFKYKMN0YYbQWWMnOc0
2xlF1qQ1Gwu0uI7W8jit4tXbzLjSrwLbr9mnLpmSyfYFCjABKkEHOLjLXQCCG3vU0y48+wkj
lt7dryW10wGQ7kjJTVLUlSskTLxJGCQRuPpSTSfIttdRx3H9qXDztb6fOym/IScpeWTDhSpQ
ho/vfKBjpVm0sDp1hJ5dpb6bFC7NJGkgEujzOrfv0yh3WUhKlo8FQC2CcUtzbPLpdzo93oel
xeZqLyXFhpZw8UxjuG+12IVOUwNzLh1zE3IzSkna7ArTSWuo6nIs0D6k+pXUodrKdlg1sb2x
Lb7gClwm1cq2OQRnoKFubaPzZ9P1G2SfUora3SS+3NBrqpJCghcMQ0NxHvVWc7SNwIJGRU9/
aateXEiy2emyvcSGe6t9KJjW9AkYi5sAI2CN13qm45XJAGMTXDubS8Rv7E1Jrn7O/mt8kWsx
DyVP2f5RtvFUhWVSxJkQ7AemadynqMtVh1Cewji0ue4WTfYwrdXLZmRRCx02di52yqciOTkE
ouBzVHTNOistPibT4dSsfskgsbb7bf75NMZxN/oE+XCvDJuzuOAPMbjIGNtdOt5NTsVsyl6l
xCscJiMudQhCwk2bgKAl5E21wx2t2xgGsxbVhYrc6brkDp9lkSO6v4ZQ8TkT79LvVZSjSHqs
hORjKk0re9ckjv8AQ7XTbKPU4fDk2kf2ZcGO11a2u9x8Myv558sjzMSwOzYHK43sMNtpPsV9
pLzfbPDbaVHpMpurmDT79PM0AySKxu7ZjL86PhiyPt24bBq0NNs7HT4jLpl/a/ZLiaCO7u0e
WPSWkFwWs71GGZVyWCyYI2vyOOGyadcaTc7NMvJ9MexuvMigv0aSbRmaRBvck/v7WQnAU5wH
wOeDUbWfmW2mRNYav4d1mS3m8N/2T9llhvdRtLTU1IgULb41OzYyZd2YMrx9NhwdxYUINXNt
He3Mss8TpHdGWC4GbqFFBGoJtfEd1ETnaB86jkZ4qZtNTRvEf2E6ffeH4bW/juUtJ98/9mu3
2ZBewjJDW7keXJEwwAVYDjNZ+mQvI0LnXlWeIG6ni0+KQpPGjHGrW4Z9qlcbZIQNvBypBqVz
Rehm0r6k11dQ6oi6i99Y662oPMi3V0BCNViDXO8SoCDHcRlgUGAcZ44wZhaNqd6txBo2n3cl
xAYbTUrq4H/EyCyNvtbtQwxIFGFI5LR9iao3lxJqVvd3F14ks75b7UJZJls7Zo11IK1yBdxB
GGyeEFgQu37gyp3Crk80erapLJb6np+qz3+qyQvOtpIBrgE+5on+dVEyuMjGxsENls4ocbu5
tpy2GW0UhtXlm1O+VZEtreOUne4VGizZXjL1t1K/I5GdjMMDOaS0sgYbW3uNO0uJ7S4ljhvB
Iu+xuVjiC2b5O17booJAPlyr6Uw+I7TT9GGqWvjSJWf7NaQ3c9uzLeqpt0aynOTtdd6qchDt
kPzcZCtLYiaxkk1tIJ4nlsLfVLu2EnlSLDGo0m7/AHnKAfKH9P4tuHKsupm9yRd8NjNCbm3s
f7OB81I5yw0yT97tEAIwbRg/7xWzwGwRtqzdWT2b3H9pW9usNtNLJfWuhyEy2hdp9lxYZUkw
tlg6ZPPcYqiFtLTczeKrrTV0+B7dluLVVk8PlvtB+xffPmW75fJ+cYOcjNWjf6TaXM73Otaj
o0unRTyzQaREJzoryGYnyArMTBJ+83bQwBxkLSjJXFbS5bs4ZZbKbTTYaTcNM9vcy21m/Nwm
VAubMYVjKQNrp82JQpIGajt9K+3289rI/h7UJr2zt2UXjBIr2NGixOgXBW7U/K6jJIZSV4qv
aiBrCWCHSPt25rO+uILCRIWtS0seNQtDvbc0u0OyNj94hGQxFJbWA1Kyu430LTdXWSD7Xd2d
tsiE8QaP/iZwkklJyCQ6EdQuSK0s3G4FqGK7uLcCL+x3LW7LYPqG8JcxhJsRXoC/JdYzsdtp
4IANTSaTBuFzayi28+9lS1uL8NDApCTEW+pjA3OpLIspGdrL061l20lmbci01h9Qe+id9paO
M61BGJd00u8/LdRjJCsQxK/LVq01i0uLaT7D4km1U6hfYtYby1UJrip5w23Sv8qzAh13SbNx
8vqKq3NoBFa2sNrYRzztdaco1GFobiQM32BxMD5d+ojAuLMtuKOQcIRjIqZLO6064WOG4jH2
C6t2Zpy7vps5WDMpPlAyaYwZsdCgYHjFOsb+FFiuU166uYbiRLazudThCJfsk6BrC/XsilV2
s+1cEbTjFP07WdDae0ns/EUgjtpo7XT7m/ij8y1udkKfYLncM/ZSDGATiPl+eBlNImXvaFe7
hu4rF49W0ZIJLeV7m6bRYCXjk2Hy720PlsXscf6yPJJGaZcaTps00lvHo+p27fZUmureCdtj
qDcET6cdpKhSxYx/JmN8YPNORNEtdNlkXUbjSUtHdcLEHl0W6K58kDGZLM5YNgsn3c5BrSEi
6fevFf32q2628C/a7WOGF00qUeb81jkZki+b5gmB5bJkcUJJhHmSsUotOkvWEMpvmneT9/JZ
RtHHdx+YWb7I3/LGfIDj5VyN65waSyhmuoCBrWms94YYxJfwhbTU1EkXCKVHl3XJRjncWYHn
FWL+bT7ZPs91c3/7gPLLbWYAWH96GE9icFS/R9igEq7DtTdOnKNc2Rjt72O+iUzw2ckJS4iK
RtFcorFNk4YBZNu5lLqdhxgjeiLSuVrjTIHhDi6E8LoIxJqcJb5FXcsV18o23SEDbJ3AIPBr
ndU06GzuZbadHW1aCS3il1oEyYcSFoboEDDZAaJsj7vGeldW8qXtt9ulhtbqS7sxMWdgV1BQ
gG+QRqP9MU4BPy5GTt4NY+sT3EtrHdW93Z3IkZltZbtMG6jy7NHNwp3qD8pyD8rDaeKmzT0K
6HlV7ougreSq8c2RK2druRnPrjmit2+YpezJHd3QUSsFAhzxn6UV6iRjzRPQvCukrLq0Fnc2
qtFNhSJEOxsdd+RyBXov/CGSaHdve+HLbS7hp4fke+l8tL0Y6yNkMrKSoGOoJFedeHprdr6z
f7XNJukOyPIJl74OWHHGa9Kl1WO7sX+z3K6mtxbsr288IC321fvNyWj8vOM4xWGYW+sSOuld
pHI6dZ+II/EscuoGzBi1BnaKZlaNSCf9Z+P3STyOK6n4niE6D5kmi75JcO9tby7FKblBmdsD
FwCcqP7mPWsLQpby78WG1tWFyxlIMFyV2NgcrIQeNvQZ61e+KTaPeeELKGbW9RKCZblFW1Xe
pVlAvTtfnYQAY+TsGdpGK4sOockmnqVKVlocjFptldRRWsdzLeG43ymO5QC0vx5bqDck4UT9
tpXO7yuc81O8OnSWVmfsV68lzqMqWkmpRtsuHTzDjVAQAdgyNxDfKy88ZqpHdrJaaVpdl4rl
vjqUU13/AGdFZ/6JrSbCPtil2+SRVBO1mViyKQoLYq9NPC9l5b+KZ9UOq3bbftaJt10r5oAu
d5xGy8p8wQkeWT61cVZmTd9yxphc6klwItPjUEpFc6tIWcORtMd7lFzbEFhEQwwSvNRWumNp
9ikskkds0O3D2seVtuYDyBES2lNwdvO0nILVJpptTq1vJo97JfyXzfZ7aTUVWN711Cn7Hdbm
JRUxmNsDJ6Z7xRxwafFDKb66t1EywILhYm+z3GYT9im2/esDkEOQRyw7ZBrFMi0Sa+tbO6vl
tobXX4JILaOeeDzNktu5g/4+LRhG2+wyCsicHaU+SmXv2OSO60u9/tO33aaDNBaoxRuJ902n
kL8sfz7mTC5V+nAwrX9gkbrJrusSQWUccJkuYQ0mkzNE4EMAUfPpzcqzDsB71PeXmnCRVmu9
SP8AZlvn7PbWm5tI3CfBsWI/eW5bhkz91lOOBTSTC2pn2+lx3khsJTZlpLuFzZ2NuI11AiST
EmnsE/dTkDDhDnd1FS2tvfXOm3G+60C7+2WdpHKtwNkWpxiSFfLg+RSl6u7y3HLEup2nbkS6
xokl3BPqmn6RZC4guoZ9Qt7XTdzRJvci401tvMmw8qRw3PHWq66Smoafe2beG9JuUlghvZLY
QNEkqo0AF3ZjbkXQGVkjIIyVwPlyM0uUekWU5rFX067gTUbJprjTRaP/AGvHsW5VDGRbyuyr
i8ixt3kgsrcg1NJZ2ri38vQ9SS6e7ljsvtT7xEohuIjY3kbIPOZN+zftO5JVOfkFTXFnLf2t
/FaWGh3Q1DRflXU4gIr1U2bDLuVSL5GG1lBIdTyrcCoL2xln0gNZLeFo70xW8V/E32eVUFwp
hv8A5QVuY8siyFDgGP5uBUtXfNsStWPk0+5j8qdNIubWKHUH0/deKWfT908mLW6wD51vKpYK
38AIPy4xUFpYzaTfPdWsGqaNbabq4MkWqr5o0h3EQV2wCJbeXaYmx02B8ZzSTy31oZryfW7u
czaq9oDqBJZAZZCLfUwEO4HOIpexb6Yt2l4tvq011pc99bz2V8II18VxmR7IlYkMN0Sf3lrJ
/q1YuAki8BS1JaPzC6UrFOxvdestNie60u7iXTZ1nmNjCsjadva223kJXK3Fu4LkxnJXdweR
Vnbr8kUdglnEJhePfT6bDF5dxxbmRdRsmYZKMMStGQRkMp+8KzJLaWPRlkXUH0qW0t4HaSEb
n0tpfsjGQgpmTTpcg7DlVPPrmVpLqw0l7e6gQ29k7X8VhC/7y2drZv8ASbaVVJWzMiKSpyF+
boDy1zKa1KaTNRZdWuNOlsbTUNIu7m71B7uTSDbGBtYRYrthe2DoMxS4RSYsn95AuR8xoeC/
vruCG00+5uJNetFzPG5+y+KI47kAIsYINrdpEM9xvhxkE18rfFv9tr9sj4VeFrzV/il+xDot
lomo6stxarZ+IvmkvTHdKbvT5YCRtYEyY2bCYj9zOKg+Hv7Uv7eX7StjB48+BH7OXg+PQ9eh
ltYbnVddaOz1W8huMTXemDCytOHB3J5YUEOBvrsjQitfaR+//wC1OaVWopW5H9y/+SPsG+k1
PVtRvJoddtdbj1iS2trbUrmzNvHqRU2mLG5iBBguQJCPOGP9Y3XArMN5rO1tRtbgyxxIYI5t
RgZdsihD/Zd6SfmO5QUuRhu4yDivmfxL/wAFIf2kvhF4zt9A/bA/ZAsRb+JLWFItU8Kao8kX
iOK38jzFs3bdFLfDCuY28pjnBHp9F+A/HXwv+L/w6g+Knw58RW+s+H9W0SS2s9UuLsxJPEgH
maTeIynyL+HcQFf5xsBVitKVKUIe0i1JeWv+X5FQqqcrNNeq/wCH/Mv6je6vYNqdxd6hNp6W
zzW0j3sfmy6Q7i7ItbhjgXEL7QN7KCCBzkUkd5faLrZuJvFEennRbdormza2Bm8O75HXJBx9
qtiW8ogl9qOjArim3iaVZCLV0uCgtZ5rB7m9mBjjRlux9jvMg7c7ZFRjuB8zOVxRGdP0spbt
qUdudKwILu6Qi40HNxt8vUE+YmFsiMMQRtdTlhUWfLdo3Vh1zbRaLYrFeabPpj6Gwvbq2iUt
JozObJhqNq4cieCTeWKdi3rzTTceTBY2S6okaQ3Ml3c6barnYGFpJ/aVi5fmTB3+TkfMHG2o
7c6dp4dLCx1HTP7LEUhtSSZtCdhak3I/562cgcYCllwp+UZqbfPZG3W2aa2S0C6jLZieSV7J
Ctuf7St2UfvbVgxzHzgk85qGk0ClF7EN7e+foLWEniKykluppp5tOQLFDqqiF2N9BIWJiuWV
d5jDLiWP7uCah1e3sZtQtm/s3T7xdc04+TdzSbYfEK7rokz4YeReKMEDcSZA45Bqw7a42nIl
tPYy3f22XULfTrVAlzcp5UrrqNkDyRhC5jXK5jdSBuNFwviHUbu3stPtpL2PVbc3Hl2cvlR6
88b3LfbbMZItZkUK/lc5wy8YNJKKIn70dCvImlX1xYazHo1tcrrFsbODVHnKDWR5wH2a9Ab9
0xAXEm4kSIMAZqBdYs742+rvq0t1JG8Vs13qIRZYsi0X+z70bhmAlTtlxj5eSaurDqK6vY6n
Fpl1c3Gt2xhluDEbe08SRrOGVNgObW5C78ODw8eMfMKLXV9R1K7MiW73b3RS0826Cot9sEB+
wzKOI5x+9AmHUseDmnaLCNuXUzo9U0m3/wBKnuZtLXTrZrZbiZQ0ukS7GxbckmaycHYzYwvI
IprpZQaHe2s3h+O2g0vVpZLoacymbQnZbht9tg/vLZztbGQMM/rVm1vNfs7VTbQagkQiGnxT
akY3ML4Y/wBm3R3YlWTYCs/DqSpA5qctPY2q3smi6hZLpd9LaWuqC7886GD5/wDo8gZh5sDB
1xv2EAuMHaKVmroelypJFpcOpHTZpPsq28oupLWxRSluPO3Lfae4GHJBDMi8lXb8LcCC/wBC
1LTbDRNA1FJYLS9uLSCRYRdwA26teWJReLogkOnPzBD1p39p6lpc8cLatJp76UBPc2NsN8ui
ETgNdwMzqZ4iWKmPcw2SdAeDYi06S+0i+0fUNB8z+zreHUPsC6iAbNC1uft9oQzFmYgsY+Bu
VBn5qIpX5eo7xS3K/kaRfrZywC6uo7+6DH7IQsWqRxpAFcbU+XU1VM54ZmjcZ5pG+yXlpJei
9a+e6hlgFxqsAEV/Gq3Obe9/dfu7wdY3zuOduSKSwW6Zra0nuHnuhcvqE1pZzxxfa4ykLDU7
Zg5QXOFDNGDkMGyCCaaltq91FLZxyW+oz6jvuEiuLmJINettlwVnkTd+7vFyNu04yOOAwLjd
a2I5orqTRvZkw3EVze28iXZigm1KNhauqSXKNaaohjAEgyAjtz90hhxlptZFSA2EaJGl1JHa
jUnZbixcyRBre8zEBJA3RC+ANyYz1qW5jlvJGIhF+dTtma3a+vkEWtwqbhSt9GH+W7jDY3L9
7YcjINVjo8jW1qk8llLFc+ZaWd/fXUbNdMskYNnfnkNGCu1DnI+T2oae9ilblbJrSW6svE4h
01b6zS01KNfL1hyzaXMUgUku6kyWkgXZjKruKN8pFZumQTzWcSXaafEbO8+2TG0clbaXaQl/
EfLObRhjzYwSpBclqs22rwXviBIbXxA+owW15DaI+tqPtGnTPHb4sLnIBls5MHbNyFbGKrWV
npsUcdymkWNhLaylJdt0kq6fI4kKsuVBezkGRIB0OeeopRfvWQ/depLPp+qX9xdfYxpRabUG
uLgaGS6MyvcbL632hsGMAh0BIbyiDjtnRfEjwZ4t+J2tfDSz8e+FdV8Uxu15q+haFdiR9TtY
7jKmJYt/l3EZDZVDuxt4ArkP2hv2e9M+PHhGTwTq2v6p4PFpr5kmu/BmsLFNZGTz4/NXepWa
2ZXxIjZwVJUjJr41/wCCZnwwXwb+2pq/9teEYbC40fwZqTNLDIFa5WK/W3N3a4DmKQqkmVO4
lgecEY3pUoTjJyv5djNznz2Vrdz9B0uL+0tdQhttd0CRrttOCx31qRBrEYNuot84Hl3KZVN+
d+JQSPlqKbRb+a9gW21OC6ll/wBFtbrzJt1xD5MaSaXcjACzooAV22lgOmRktmstTtob1JNN
0K5uJba1cQeeEh1OEG2CSwsuNs+1irbd+S6HaOaWeJbi+t4JoUnNykMdvLZqAdShRFby2ITC
3qYyM4YlCeCTXNKPr9xs0issAgcfZNcFkltBLaxy6pZswsObn/Qbk/dO5d21m5OOD2q4xvvD
upK9x4si0ZLK3ntrfzonmfw8zm4f7LdK2fNglyzI38JUYIzWa0EV5aRahp05kc201tbXGtrh
GUC4LW978h2y8nypCW4I54q1D9qso3u49StrZ7aKeGNtdi+e2AeXdaXu6NRkj54mLZO3Geaz
SXQjW1jRi0Vr/TV/0t5FtnikebTHwdGdpI5ftS7julgdh5mOxyOxqP7It5Be2+qxpcukK300
FjO6TW5DRZ1i2O7DwuNrNHnGUPAwar6fHa6ZCurSx3FslhdRrJNpr7f7Od5Ynb7QoUNJYuv7
5MlshWA4NT6XbzNc28YlGkizuBcvGV85rF3WLbex/J8+nPkhlPADZ4q9kZNyvoWJ75763u7e
88Si9e5El3LbQ2+z+1lRZP8AiYW5BG14jy0Yx9zlecVoaew1yO4sLjWLPUV1m4eVLLy9sfiB
QZ0fy3DAwzJ0OCpJUHBrNubg3cd2l7exsZZJbm5tNEHM5VZwt9YEA/JHtxLGDzgnnjF2RLiZ
723ury01cX7C4nj0h/LTW41kmxPYMV/czRn74yCSeOauDdrMqLb3G29teSSWt/DG122t28UQ
1WWULF4ixMqfYJE3gwyqF2+YDt3RDIGcmAz3F1bJe2ly0/mww2S394TmVwtuG0m6QSjB2ldk
/PPJOKsNpuizHTdRGkTanDr0Pkz6hbXqrDq0YnRlSFCN0d0CFIyFy0TDPz5qpFNFcouoeTJI
zaclsZ7m5mii1SzxbBtMuCF+S/iD5UnOduQaSeuo0rll1bTLRb20lubSOxVrD7RcrvfRJPKK
/wBmTAS/vYJM7Vk9Hz24vXOtXMVx9ol1We0TS7dNzPChn8OSHzY2A5/fq/8AqyAWIXYw4NZy
6eLaxtNStdP1lkglm0y3v76+I+zwBGVtNvcD/XbiY1kXdt81D/CaVYLKCaOcao0CacPLt555
GS50Il5l+z3rDLSI5VotzAhPXGKuKjdkSk07A1/qGnXP2ee+mg/syAz3FrHGjNojCdQLu2YP
i4jAPKh3+WTpxTf7NN/YTwz+DluNqQ3skFpNhlUmEjUbc5blxktEdoDIvTpT9TvbOyks40sW
t20u7drK3MrNdeHpTIOZwg3SWjA474VhjvitBpNhNYTW+l+FbxIotlytnb6hIktldHyHN/E3
/LSJxyADuzEBjmotfqVHme49tP8AtsUiw2a6i2oWYvV8u7WMaxHtAXUhtY+XMPutGOMMc4xX
PeIra3vrma9uLVb/APtCQySS3VxiLVghlHmEZIt5oiMEfxHkYzXTahp6X9nqVlaeE7u9e8gN
5cQaddMi38jDjULdmzsVuUdOMEj0FZ3iqdtQWa7fw/c6gNRPm3NpDOVXUx84MkQJISVCNzKc
5+bFSm+Y12RjJPdOodddtVBGQrx8j6+9FU4Z50hRI7+32hQF8zaGx789aK9RMw5YnVaVaXcJ
giELz+YdmyMDLjOcZB455P0r0G5nv7jw3JC+mSaqs0JR5bTapuWRSVER6KU/i/vA1wPkW0Nt
A0l3JHEXwWSNgxBPQYyRzjPtXWTQxSaNO93cRXwMOGj0dAkb9f8AUtgIkowd+DlgQKjNIr65
Kx2Yed6SMzQUeTx7cW8+iTyhnVUiaUq0g8leHOTgpkjgc5rovix9nuPDdncizvrqGK4DGK23
NMuHVBNhckxKAVkTpgAk1x3hqLPxMkudNsZLiC8skCWokdDKUXbtOfuyJ/F6+9dN8Q7WW/0S
yjOrPa27mR5L22Mi3Ak8xNrAFCDan7kqjAIzyDzXnYf3acn3Kn8OiOI0601Kc2ehRwWV7ZfZ
5ZH0K2kIk1E7Cy3FjL/BHhclVcAGNeDvbHRo+rXVm7iWPUH1K6f/AEd8RJ4mVRIu1WaTNrKq
gIcFQSg6nis2y00z6cdI1W1spF/eNcWFirLLzEx8/TnhUP8AZvlV2jjyoKOMjPNwx6nNPPY6
lq1lq51N/MuoLZZiviCMecBJYsqgLIg+WRYv4kyR3qrXdznUm9yXSbhtbuYJDEurx3braie4
kSOPUmTbnTZAzsIpoiDiTGGK8ZyM1LSeOC0VbW5eFWtxp7td3YIdgYidIkBk4Tn/AFuON3DU
kNmJXnbVtT0vV/7TxbvNpwk8jXok8sC1jCqoS7iwCWX5iTyDyKgsF3xkWXieyuUWNYIbm4jZ
/tmwwqNLmPAWYBk2sMSHcQTxmm7CasXB4lEdxc3Nl4+uXnt7WG0kup08sWZaI+XasCyiSJvu
NJ823aDvG4mptS1+TSrlVPj29tGsNLEMypboG8Nu4nUIgd8XcDOqqW+faFVsjvDf6vcalM3m
fEKzKLpa28N61m4/s5vII/s256EtIAfmYFgY/vU658T3H29Jz4+sbYWUHkOy2brP4akkFwn2
efLDz43P7sO28ABeRS96MWF0iSH7Y8UynSwI9PuoZHuLXUsT6MhLA3Nrlj54ZRuCsQEZSoJz
im/aLkpJbanaR3gW3S+WG0kYi03PbEarZsJcNMxbfJCDgEccZFSS20llFPeal4RuYBo+pW/2
hrQmWTwu7ylhcKzOTLCw/ebCRjLDPaq/l3ukW9xZ6voV1aJpzRXs1hb3BmfTtxtSmqW7eZ86
thmMOQAQB35S5nuinZdChCk2oWeqpHolhrjzaK0wM1wsEGqKANt6m1zsulyUeIjAGGJ4pdUu
EsbUWC63eNLq13+7trmFVttZCJOf9Lc7hDcoFKHlcnyyetXL/TtRu7HUoLz4eW2rxzacb4wW
1+FW6UjC6rF87BH5CtEPkAblhUlxa6nf6TBDpRN+t3dNJ9nMyga0sUdyPtBG8mG5RWTIQ4by
+c8gTyJEp2INRWxmV2ntYdSt9VSW1gk1CJVOpoSVa3u03/JImcxyE5JC1HYfY73XVitr5tT8
qWK2jOvllkd/LgxbXIIB8og4jkO794nB4NXL7SPEmoQrJBpCa1HeqfLEt5sGtorM7Qyor5jk
jA4ZMk7TnABqHT5bzWfECTzaUdZ+2uEtru+lVRqMipCJLC5WM7VZdoZXAP7wA4wwNU5WjYL3
ZTsYjp2k2dqPD1vZyW7m2+0eYjJbNIlsfJlTIJsWDkiY/d4/u067Q26pcDRBbmwmPMccbvZy
vDMxQKcCezJU5YEMM56EZbpWkappWkaTb6ZoptYZ1e00i8vNSWTyZV8kNpFzvbDWxZSqnh9r
rgEHg1aZri4hurFZoIY1hgZ7qZVn0G58uVDaPuwsllJnAk67V4+6aSTsCnc+ef8AgpHpdpb/
AABWxv8AwUkVnbeN421GbS78ltPieC9QXtucf6RbMMnYADvyvUg11n7BGn6LZfsj+FvC1jJd
X1smr61LBo8akpHbrrTLHc6bIAVadUKSFPl3Ycc4zXMf8FLr6Lwt8DLDXX8NraSaZ45jjntr
XVgjaLNLFfbViV5FMtrKCQIn4MgI5HB5z9mP9rT4YfCD4A+HfAvxA0bx7Z6vpmoa1qWu+GtC
8Oy3KeG4m1Z7gzWc8ZKCVFBdopHyoLKQBgnsjFzw+lkzGc+Wd3sey/tT+CtH+I37LnjLR9W8
HWesf2fpKa/pMGn6h5DXF1bvbvFd2TNgw3KMWSWIk/LJg8DFeKf8Er5YLDUvi34E8Narpl94
Um8L+HtR0+41aLFve3c9uTLKXfHl3BO4mPPCdjipvFvxS+LH7ckNx8Dvg3+zpd2HhhI7DXfH
V14g1m2sLi90+OeAJeWVuspmiDyrEZUjD7yY1DKCK+gPgx8GF+C3w+1nQra50/xdrOuaQda8
Ra5dSCGHXpI41iF4kYYi1kgUCMW6ggIpyM7jSt9XTpy1b1f/AA5KftHzLY5i6/bv/YtfUZ9K
P7R/gJ79POtBFexTn5I2u1NrqDrAUE+QFSUZ3MR13GtX4f8A7TPwC+I/jHTvCXwu+LPhLWdT
i0vztOgkikWeO2NwU8jUFki8soEUxl8Rtny3Gc5Hiv8AwUX+B+iwfCOP43+DfCGgre6VexWm
p6jYWkMK67odxcTCa31AR4jF5bvsdZGwwwckDg99+wX4k0L4g/s7+HvEWk/D/RLDxHpkt/oO
parqEUKvrwW+fbBqzIGDedEVEcwY5eIEY61o/Yzouahb57fgJpRqWUrr0Oz+Jf7Tf7K/wQ8R
weD/AIrfGaLwdqkO280az8Q2lx9qsIyLbclzsiffYs2djHcg2PwOBWN4G/az/Yr8f65ZeCvh
/wDtFRyard3DNpGmW0cqXdvOY43aSIGHMlgwUkOp2jy/uDdR+2N4x0T4ffADxv4uNvJql5ba
Yuj+GbbxNpkctyuqXcNnbwadeI43PayMx8t1PyvHkEdoP2YP2YPCn7N3ws8MeHdK8IaVZ6rb
WECeKNd1CzgbWNL1aZIDcxPMI9zaaW2hYz8oRh82cmsoxhGGsd/P8fvLSqXvGXysdL8ZvjJ8
C/gV8PrbUPjJ4v0/Q7O51+Vk0+GYvq63Dq5+06UkKeZc2ztiQBFKDDLlTlT5h4j/AOCk/wCy
v4d1RLLxl4T+KVla6lelrpn8DS2q3U5kuRHf6cSPlBLM7xqqMPMZSp214x4S+K2i23/BQDxd
8UP2gfhlfWNjoPibWvDOj+KWvmk03wfKgjW2MEWwqtqpcszEsAbonI4NfafjrwhF478J674P
8W6bHqmiXqyDVbLRGS7gIc3QGpaO2GUsGG9gpb5ozg1tKKpJKMOZdXd/ozFJyk+aVn2sv1Q3
wZ4s8GfEbQdO8X/DjXL/AMRaXr8MlzBeaariy8QxR3QVhbIyK1veoyZZSqfPE4POa8k1b/go
H8DfAf7Q3i/4NfF/Uzo8Wh2OnLp2vNaSFPElwbe3a50/bFG3kX0WFZJTtYsjbsdT0v7MXwav
/gH8GvCPwg1z4l614lurSS7uzeWK7bPUEkv0nSbTtyN5dyAQ5BwWkEn3s4qp+z5+yd4Q+B1z
f+JtWj07xd431/VG1fWfG6WMaLrUMphkdbaNwwt7yLIddhWQ7nDAjC1kp0oJ+62ui/4P/ALc
ZyaSdjkZf+Clf7DEeqw2sfxsvruP7OFe41HQLwcEsG0m+xHiS7bI8uZd207ctg103wy/bK/Z
L+JnivTPhn8PPiZrzeINY1C6h0BtW0S4SSz+W6kFpesy7JlkG5o2BfCuwJUDjnP23/2m/Bn7
NHgzTvD3hzVrNvE3iOU22j6jdaNCzWGlMZ4p7y/hEQIvIM7IDwXdRziPNc/+wN8FL7SPA+kf
Gzx7rV3PqQsRZeEptUsWH2SxZLpWk1WORTvlljfbBKCVFu4Od1Wo01T5pQUX/iv/AO2oyhSq
zqX501191f8ADn03c3U2m+TqOpX0ekWeiK0l7BqEsYn8METp/pEztjzrQDI+fICSDnIArxOf
9vP9myO7lXwZ4X+JHjJLOcf6R8O/CN3qEOmXUf2cfa4LslI5YJCrARg/K0ajHz15h+2t8MP2
of2ofjvoHwH0Hwhqlj8OfD8dqdS8QagZBp1vJNIryT6gwX/SkhB8mOMjO5kYqR81fU3hXwz4
d+E3gyDwX4B0q70bRfD9nD9jsNLeUPpeRaf6U+FXzLaVjvLNn5iRUKVKmr/E/Vpfg1c6oQbe
rat23OQ/Z6/bY+Av7VH2nwn8NvG+oW+raVJNqlz4X1jTBZ3yoojD6hbHedwB+dolbch3gpg1
6Fc+Rq+ltps2prdyajMZ5NNkXamrbYpz9qgJfMMwXJKKVO+MfL81fF/hfwX4h8O/8Fare/Xw
fbadYnxvqzSXNltWa9L6XFJPexKw3eQrMj+WigNvkBJxx9cfEbR9a8U+BNT8E2njQ6auqXM3
mXPhlRFqDJ5UrjUdKeRDsYxoSUAIHluBjNPEezSTj7qe/UVNzcXfVmd4v+NfwW0P4yeGvgTq
nii31DxX45tmj0XSrOSS4Os7WuWSa4UOPsMoUZDMcsd2cZrj/iH+3H+yJ8NPFbeDPGXxWSS+
LJa6lcW+lzT2l04ki3aXfzW7+XbyIFI80Z2lBuIORXxpafA/X/CH7ZcH7Nvwx+IXiu61nUPG
tnHpXjOOTZJeQNp9xNJcQMiZju2hYhQxVSEc4yuR9PfGb/gnN+z/APFvwlpPh/wxomueGZxY
Gwh1zQ2UHxLbfaELW06zBg94HeR2lbGZN3LB+HKOFppcybTXcS9vJO0kj6IsdT0jxJeWeo2P
jCHxJBerbWdtq9wAvniSC2dNOudpG6NkKulwVb5lPJzXi/xJ/bV/ZL+DOr3XgvVPHvm+J9I8
+AeGfDNm2rXWnXA81TpoFu/lzRT8luQIiTnacivOP26vjtqHwq8DeGf2dPgz4qvLWHVdDsNJ
1nxP4ehla4h0NUht7bSjChGzUJpP3YmG0hPMIIJr039lT9mTQv2P/hrDoXhjS7Sx8U+RJF4h
8W3Wmq9zDePHKx02fJz5LEARyqRtJ3OSc4jko0Yc/Le+ye3zHedSeuiX4/5FXSP27P2X7DWL
M+ONJ8W/C03Woh0Xxr4VvLODSmeaVVeK8yYpIZd4DK5GBu7jB+Y/+Cc8ehx/t8eNnsdNvdOh
j0bWbwyWD700+N9UiaO6tTuVpBjaSuM4z1r7zv2k8Radd+DvFcanTX1VbXUtG8SML1NNhlM6
tb3KOSLqGTK8/eQ4Yfd4+IP+Ce2k6L8PP2y7zT9Ae/0lbDRfEi31ze6uLu4054tWgghnf5sy
wiPYijqyl3II66U5xlCaiuX02+7/AIJEo2mmfbOns8lvfra+ENO1ITRW17PbQ3a+TJGPs2L6
0IJAlY5DRgD5wCegqa10G0ku1lsLOQx3IhuYpLIxt/aYRd/2xVJzHqCbWJXhiAw9qhayfVdM
v0ufCdnqiW1jBdT2lveNGLXc9v8A8TK2bcw/eLyYhja6LyM1KNWsbu4S5tWjWSdYr2aa0ncy
XLRp8uqW6CT93MuSJYMbmw3Brz2ttTqWwrodRllksUXUvtTSpGNThVBqSbZ8xS7wojuFxmPd
ksr+9Mii0iUW7xx2s7XUU1rBc6rH5JuCjSKYL/g+VOmF2P8AxAcZzU4v7bUzJHG0OuPexTyR
hJDAms+Wlz+8UF1EF3CVICMqhl5GKRrnw1eAGe4jv5dXIhj+1yNFD4gEbugWbLn7POpAG5zk
lsgkHFaJStYlu5Np6JptgFsrl7IkLbWrXUcIXeHg3WGoKFKm2+YtHMeoXoCBU2ltaQT2RXSr
TTv7PuVjiuAhZ9NnKoREUABl06QttEvGNwBxis5b/T/It9T0+0t2tp2Wzhu7xz5Vy++D/Qbo
eYfLILDZIcrwpAFTWksUgtJdNs4YngkayS7uJGaTS5GVFOm3I34ktWZtqzDAXcnU4NN8qXmI
t37Xmkm7k1TS9LRbaeSS4axjXMG/znWe3BU+bBlQJuSVIcj71XhJuhu2n0TT1d2Wa6t9LQSI
GErjzrEhfmcFRvQk8qSGANYsl0LO9awvtMj0+XT75vtGb5Wn0VnM4UQjdiW2nGVl4AQs4xyQ
da7sF0271TTLrw5FpKW90t7Mmj3W5tJjeVv9JtAWDSBmIDDFVFaCV2X21HT71IUl0ia/e6QN
eRRoPsN9GJ4sS2YI+S66kYReQ4JPSqwMk9tPc2cWhma9sEj33u3yNQXZHsQLtULqAyEKqcsC
PlqpBcWnlWun3Wp3MUkQW6Om2pHkRxNNA326wfG0XAJEnlhskmVSBUtzaX8tpeWkXh3SdUe6
0iOZ7e4dYYb2AmPF5ERnZeKSflHI3DtU3bY03fYLyC1u9Jh1GaS8Pn3UkEct3E0dhdKIGQ2d
8oj/AHV31hDMhO9o2z0q9dllkj1BrrTzFATaJdX9sVltgXmxb6kCpB3YMYdlX95HnnOaqXP2
ZrR9m+5a9cs1leIq2msKIWXzbjjYl6oVlzx+8RDnmpp4Dfzwahbw20peF7e3muyqJfATSjyr
9W5imwBtfu6k/wAWa2kr9CJRbdx9ulvaXkTwtBby2B8rFw+2604+apVL5Snz2xBO09MFeeKq
zafpq6JcFNKvlgtXhZo9Puc3OnbvJKyEgL5lm+N6YzgIeOamtHjF3Alvp9nJLDLJbwXGowqj
s42lrS8AGPL5YI+c8KcnPFSC/i03R2mlsryzktURNunwqJ7eUvE/kSKAPNtiDujPIZFcAEjF
ZWS3RpC9rkoszcW11BeR3m9ITKU8P3YxNJtwbuzYKpFlIoAMfZ+cVm+JfPv1CtILk3CK8kkM
wRbjmRRLZkABAMYkHXIPHNXXuLi2a6v9RNzZtbq8lw+gwhntXIOVgwg82ycAnJzhuKo+KpI0
WSC40u2EdvMs97BYICIQ5fbPYjZ8yvwzqc4Ocd6LLsW2jmBqlig2F9MyOP8AVH/CircOj6lL
EsqafpzhlBDrcEBvcDbxRXorY5uQ3YQkdrDdIyAKcM24ZHPPBHSu4S1gk02Tzrm3ZYYHN0ui
TbltQVOJoiBkuQcSKD0I4Fee/av7Psbe5srj7OwK4lMYcpk9cHv2r0GNJLO1t5rS2/sxYQX3
6JhpLZmUg3EfIEjOOHXBwOaecNLFPuddD4NDmdMIh8dae1wUk3WTM32Xhp02gjgc+d/f5NdH
8SYLtPC9ld2l9aW8kLKsV5G67o5HZf8ARxvG3yJMKjtjA5O4YrA0rT7eTxrYo0MMcc1m9wJY
J1aWbIXc67R8sp6v0rtfiBFbQafYm4jsoEEIh+2WkEckduXKbbc5zvgY7N7dVJPPFeTRlHkf
qbSTUUcRpTvLpiWc2j2tq9oqm+sNMnzNYu8bOr2TbWMkAJ+cDcOH5GcF1lZ2tlfXdhcgyCTF
xc2umjCbvMkfz9IZU+V24ZlCqSA3XFULewOgWrQ31vJpttZ5jlTTVjkudEykrZtjlmntZMFp
CpOMnPANaN5DDPczaD/aOqWxhgS4kt9MgDxWTl3cS6YwPz8HeVQr8jt1xVc2rOSTSnYJbGKO
VtkNrLcXLhmfTk2293bgpte0/cjbfrxvUbWyOSecY2g6TZwzNLB4bw91O0ryYHlamhMCo3MZ
8jUWI+uSeea2odP0qN5JjcTlpYYpby301o2gZS8ZF5Yqqc3Z+TzI1wwORznIpXNvZ3hsoNUb
VrwX0EzC28qKODVYc2/79HKgpqAAwUYBmaPbuyRl3TW1huSW5dvjHJdyXUmoaBJL9kig8+O0
xGFa3Ja2v8qwW4kxiN8KVdG4y3KXt7PBNHdxatpWyw0ny4ZLu1In0Zm89DbakApLblHlqSo+
YKwqnc2txqlwguvst1by2SwQT2UkQi1W0aElhfh4yIL4BB5YYKWdeMHkpeTXqi38y4eSK1sz
b6Zqt00fnSqzTh7fWEMRMUpCFVLj7yoeepU42SaRkubmv0NK4sLNbKaOfwvrlsukahbva3Ea
kyaEzyBm+1EgG4hPMidfkLjGBVd9Ght7CexXwvq1sunRwXUMVpI73NgzyWbfawWAM1hIBnyw
SVKYA+apobK2sNLlm0P/AISiEW+p20a3GpYR7XD7mg1BSmZrcH94h/eAIWGAKzNQvk07T7lT
o3iKBLKe3jxZSnztJmd4GBJZQZLGRFDoF3D90QFGcVSWi/zNG7yZd1DT0bS75YvDEuoW9xYS
XotLCdg7FUZf7RtTkAQEEBoB0x0p11BZ3uni3n1SKS4vbsyoluzIdZKx3X+k2zjmF1+cMqkD
enI5qvdDSDZXUdxY6l5Bs2u1trKUlg5R917aAIN9lgNuQEEbs7MirWoXdqNOhsboW92smsPL
dWlnO6XN+zW9yqXunPsGOhDKByUII6GptcylK+wMp1GOGW21iLUYtTnigu5oGaD+2Y/OZQIX
BAgvI3xnG3dz2JzFo6X+qeItPY6adW/tFEtZZYSbePVxGlsGtXIJWG8QASK3VihGTkZuXUgl
M9wNTttQN/fWguoY4GWLXQG+V7U7R5NwpARgAMsBkYPEdvGt3e20n2ODVzeTxxFreGSJdaQR
wHyhxtivYSEck4LYPGOqb6MuOyKdrBCmj2gjieCOVHsVOpSs6zMFg3aTc4bgN96O4yGUYBIx
TtYni883Nl4ydPsNnEkV7cxszWCtb3Ef9n3qcGSJ9gRpedpRGyKqaM0C6Oiw6vtZbdbU2+q2
8v7wbU3aZc4OVlGCyTDHDfKegqfV9VbT57i5XxlaIkGnCFbq6tAjQb4ZlNhehhtlEirt81gD
uTO4E8KPLY0SR4F/wUbuLfRvg1oFzp0WlKdN8ZWimLxJKHtvD6yHUd0cwZ8XlpkmRBkgMFHf
Fdp+xFrUp/Z10IvrzQrpPinxBLLa21sUl0sNrSubyLc5a5gYyHCOW/dvjtg+Xf8ABSX4z+BJ
fhZ4f8H+Efij8P8AW9Vi12F4tCv9Strn+xoozei4t7ldxWaEKwVHkbcCseCc13H7Fnxb+FVx
8MB8OLn43+GNP1vQvGesm80S5v4U1Hw7Jc6jDNBcQl2X7Vay7sKACoXGBniuv2VWdFJq79Di
lUUal+a3zPCfjfLrH7J/x6t7Xwz8I9T1LRdR8Q2Hjfw9deEZCs0kM7pFqNoJRIR5WQjw2qhV
SQox7Y+1PCuseGfid4B/4TjwnZ22u6d4i8L/ANtafPHJ5TX8JWQx6ggJIjuhlo5oVHXccivL
v2x/ghrvxb+BuqXHgzTnbxX4Shh8UeHYtLAWW3vIli/0u3YsQ8NzF8skI+7Iq424FeEf8E8P
2tPD8Gi+Jfg58YvFGiR6XrNnceIfBc1xMumWwLqDcrCHYLayBm4gAVHBl4z0d1Wo6r3o+aKa
UGm+p9leKdK0Lxp4VvdC8QyLrVl4nuZIL/T9QiMdv4ihK3Ks84LFYL5ULIwJBZhGwBJr4q/Y
V1DSP2dv2ndX+AOvz6nqEeo+V4Qvm8Uaottb6jdQzy3GnQQqXAil+ysgDMOJCMYDV9uz3T6j
4cktF8R2+qWWpXMM6w+Vui16MrcBZ1kDnyLhRwyoyhiiHBzXyL/wUk8B6j4V8YaL+0doNhBr
g1srper6yLOTfdTWKF7Cdtjq1neoWaPznxu8pQTyczh5WnytaM0nbk51qej/ABIuLf8AaM/b
p8FfCT+2INY8O/C6GPxT4wuNTWWKXUb2WK2j0/RtQRcCMo2ZFmbIzuzz19nRY4rXT7q6sY3n
0uU2y3eoXpee0jZE/wCJZeDd89kxZ1WcfKAAcfLXkH7B2n+O9e+FF78dfiZq2n6h4x+L+tpr
fiG9W1FoLlGhtY7fTLpCwKI8SeckgyFdiMkmvUJ7q8XQpNTsZr62eOwnsrG9ujvexuRbFf7L
uAX/AHkLfL5cp5O4DuMTVknVSW2wQi7cz33PG/2l/wBg34d/GK31Hx7oz654F8Q21zPYapq2
g30dwbeGRZ2WG5iVl+1WjBVHnIyMYychvLGPmbxL+z3+2F+wnd3njfwLqOr22geH7vN/qfgD
xB/aGn6Uokd4rkadPwbSU7mdlGCd65BbNesf8E3f2mPDur/CT/hRvxR8Rpovinwf4mvLbTb7
U9aW0urC0lFxILXE7g3ccUzupXcHSN34IFex/tJftDfCL4R/DHUx4v03TNW1Rp3s9F8IeF9c
h1HVLa5nWcBLSCN5Gns5CyzZYoECv14B3jHEUmlB3j+BlUlRqp8ySf4jf2YP2l/Dn7Sfw5Y6
hFDpfiDw9fzW3ibwtoKFYNPuDcROt/pcjAh/OiYTfZ1csrK46Lk9X8bPil4N+CXgrXvHXj7w
9a3Avre1lstM0bUlWDX754ojG9gz8RXsg3l0HCx/Pk+WRXkv7AH7OvjH9l74Hyv8V9SbQ9dv
pk1nxT4Rtgo/4RqygWMRXtrMZD9ok8tmllXfxvMeBgV8t/tEftF+Ef2uf2ibLTr7XrTwp4Zt
riNtEtZtSS30u0tFSITeJVk87ab2aLdstyoMatGpZgWYOEIVavPbboOUXCnFX9f+HOt/Zl+C
Nx+3V+01qn7TXxnmutV0bTr/AM28AuVFvrF7EgePTUCjajQKC23qwIGSZTX3yjRajc3d3ZRw
XiS3ctvJJqxMIZP3u2G6GMKcBWhkU9Mrx0rxHwL+0b+wT8I/Cek/DDwN+0l4BXStP0jfbtFr
BjXV7dTOXvZsZ2aiGKOcHDtuxkcVw3i79u3w78Yf2lfhb8EP2d/GKeJbPWvHwk8Q+KbWT7LZ
69YDzvL0+bIVsrvZmcIM7QvrTarTk5VbpeYRq0VG0Hf01Ppnxx458D/CnwzD8RPiteaJoOia
XaLbTa1rF0UWJ2kXFrdp1fdhkXaN27YxxgmvJNK8dftEfH1YtU+HHgVfgz4ILI9p4q8ZabFc
+IpIpI7cSIljjy4NPdWDx3E6sNpHy9K8e/bK1/wO37Xfhlfjv4IlvfDmiaXp174P0Z5w0fie
SK4MmoWFxvPkx3rYij85sr5UOMAyCvWLD/gpV+zV4y0fTofgxoHiDxx4omPl6V4P0jSXa8hl
aOJTp960o8pNPyHQXO4iNQp28Ueyap/u7ebdvwvsRGrep77flueOeAPCNt8P/wDgpF4f8K3f
w5lj0vRvFOs2Vh4svtQe4vZbiTT47madJmGLm2jkYOcpyl0wHCDH2jqNksmhXVrLZ6bcW0d0
1ze21hLuugRDcn7dpuFxJBhQ7IFbHlyDIzivz3XxZN+y5+29YfGH9pf4dHRPEf8AwlUuraze
aXr32qx0/SbyLy47ezgIzd20GXWbZzgEjIUE/Zvhf47+CPHvwZ1H4yeIfB9n4B8L2PiR/ses
eJ7+3spoYGWQRajZK4B+xyvjakgLt+8wCDiorQlKKcGmvk7/ACNqb3TR81eJZYZP+CrKaFNN
q1wLn4pafftpdnEyWWqBtCmDX1kRF+6k2jOwFcZkOOa+yTAZbDT1ittRu7rUYGE06ZWz1hFl
g/1ClP3N1hQVJUZeKTnmvz+8V/tV/AyX9vt/jI3xXSXwnb/FXTbmU6FCGhKJpstrLqOmuqiT
y0kkwYwgLAsxUgA194+EfGHg/wCJHhXR9W8BePz4n07UUdVvNCuo5bC+KywEyWpC4S6VgGMe
EYMkgzzUYiM1CN77dxwUedq34HxV+3Drlv4X/bWvfH/irVLe6sbjSfAlxFqGk2YW2ubS3v4f
tEUuAfs14hBJYbBneBjIB+6tRt7S8ea7tI2ntHuJ47S91PdL5ccouHS0vGKnczhg8UpJxvAB
6V8+ft3/ALMGr/HrwfYeOPAnh22uPF2mWLJaR2cEQtvEliYozNYyqyCNb5DtljDj/WKQCu4V
5N+yn/wUd8PfDnwxJ8E/2p7XxRbXfhOyms4fEV7pjSY0uJJkGn61bMnmJcoS6x3ADYVowWG3
caUfrNJJP3l0va/+Zm/9nla2jPtyCWXRFiurrS7+1e01eO2gnuolmj05XaUtBdo65mQnayuM
4VuPu18M/sDwWGhft4Xx0jT7jS530zxY989zF9pWzca5Eh88bSPsigKqkHJyTkEYHs9v/wAF
G/gN4knXwp+zjaeO/iB4rbVIF0vRrbw9JaWsbeZJiDV7i5TbBGu5m3kSYjY4xgV8tfs2+Kta
/Zp/aw8Q6vqGi+MPFWs2em6xp83hfwharcTwa1JfiRIZQVzDYkrv3y7gVcMF+biqdKVPmUrJ
vzQ3NTs1+R+jknmXFkLvVPDly/2OGKcR6eNs2mSl42+0o64822fc7LGRxnbk5FC3mvW0ttFd
X1tbxmQ3m6CDGfkwNTs92W8kFQZICT/GO4rH8J3Or3fgaHXtQ8GeJ/DmstpFpd6j4fs9RWS5
0G6mWKQoJiNt1ZvtO0hsZQjbk1rLGLPUQLS2urPe0d9IjZ3RNsMn9pWi45tgCRIq4IyuV+U1
wTSTOmD5o3RJ/ararBe210bfUX1C8ma6Olq0S60qPcf6Ta4YeVPCNxKrgMEAIOafHe3F9FM6
eJLbV3vpyrwxWQKa8okYHZhswXC5MbY2HgH5s4qPUdKlu5ZIdTsprr7SZZbm30a6ZF1AI1yU
u7JlG1Hi2Ykiz1z1FTW9zNqcafatVtL+51K6AkVpHRddAlCboOB5Fyp+VwBwVBxzQldXFbS4
KGF1Fd2XiKKQXoSxN7LHiPVGBt9tjcAMMSg7F3HaxznJxUOnanBqc0Lx+I4JJgy6cs0luwYO
Yx/xKrsbx8rhRtYgncmA5OKlaO11S1hklRZ5NQ3WbXrKUj1AILf/AIl8o42XQyMScdqljt11
bUo7a41CK8MaQWInDCOSJXjH/EuvU4Ikbb+7n6hlx6U1y63JTTehTj09Y2jBuhp5068nt4oJ
/mbSmmMxNvKBJ+8t52JBcA7WOflzirwgfQ7y+hWe48PtpE4uWtlzLL4fkaQgXMbZHnQyHKsA
pA4+XrUVvpyxDZDY38TWV7Lbxm+uXdtP85rgfZrkD70NwCdrc7WYjrUlzYx6aJ7KLw9q2mHT
b0zW73V7vm0NXlCvIwziWCRhhsHKHqKv3rA9/Mu2ZvLGSz0K716W3SJDdHT7WDmzbzLc/wBp
2zbzuJO1ygLACV/lGOVsIU1KC5tobe21VdQ0sXL6Y1y0aXAKBV1SBgW2ykgK0ZwDgcLVeVLn
Tbh7E6HeWC6ddLepa29y5bS23wBr6PJAeMlhuVPmXYP7xqdtHXV4LqxHhSa8P2VNSFnbagQC
ZEUpqVuwJO0/daM4bO3OBzQtClJKOpalluZdNS1j1W7vFvpHke0mjVk1pfKfN2Jd48u4AHKb
lLPGo2ndzAt3Dd7Hn1ZtQGoPsimuIwo1rbJJuguAzjy5UOdu/b2OT0qO9TT57OKyvdC/tGHU
ZnvLmwa5df7a/cuxvoGMn7mRPLJaMnczKeOhqwsct7dvcPaLqo1KR1aaIPHDrwiZ12lXfMUi
bQ2X+9zzzQ5Rk9RSJrOb7drUM1nfXd5eXE726NqiKv8Aasce3NldKW+QxqQY3IAYdCcYrKhu
bm20yWOw17VLMW0UVpFP9nWWSzVfKY6dLGpctCoIaJ9pGGcBvS9pUVrr99bhdBj1Nr0vAz3V
00Mup7CjfZm3MSksXylcqwOz1JJr2V81rpMtzBqDaM1tbJa/b2gMwTaIium3A3kbVydk6hcq
xAIIofLYiKmmTQ3lrpsF6ia9qGktbW0kTy2UayPpjMhKwIvzeZat8zArkBlHOSRWb4gmjsGn
hl1K8t3tQsrWdkqn+y95c+dakEiSGQncUXJXcc4rQhvLjR0vZJvELaH/AGenktMLRrldGfaz
GyOGbzYG+8Jf4fl+YVW12O4sHuoo7W3s2snErRWlxIz6BvZv3yOZP30M2S2ADtDkcr1mKUmu
5b3MW30WwuLeO4bwpbSF0DGQXKgPkZzjtmiugsbPzrGGY+Do2LxKSUuY9pyO2T0or0hGWLEX
Gnw26phhMuGk6YDcgrkHHNdhLF/YOivZnQhpQsgZm8tWkm0pW4+1KVciVX6FQMr3Fc9pdtZR
WsEk9xDb+W283NzMwVMHHzAAnBJrob+70y0gW/t9PuImtXMkTrdNu08Px9sfDfPC3TavI7iq
ztKOKbNcM06ehk6a18njez1GbSLa1DWhliuI5c+YjcLcKoPVzyU4IFdr8RZbR5NOWbRIop4V
NvHPYSnyLfcEH2NlLAsJeT5nQMeRkVxEFxbx67o+rWdrHautpMZHa6LlTuGJkIIDBiR7jPNd
V8QoZTZaW39ji2KwvbAC43JErgH7PIA/LznLIcEKeOteRR92k5I6Z/CczpqaOlqEl8PSadDY
/IWc+bLoyOsrCMoHBkickhiPuh2z0p4utN/tCPSn1KZBbxq8OkR2rMNDAdw1xZS7tt0mSAqK
2QpbsDVCzc6FbRX1m93pa6dCojvL6ZjPofmm4++GdfOS4UgHgbOePS/LqItpoLOXXFthpynd
pxAlk8PgsdlxG6vmWPJOQWf5JBwDxVW5nc5pJNi6fHIZZbeLwrpUJieK5ngs7hYvKUuhGoWm
1iJJ253xYJDCMY6Uy6voJodPhfWJLp7pJLiTSBCq2moIVhP22B2G1L0LztPzGZWXnOKtyQSa
hp09ovhaCdrWO3vptNW7z/ZwdoiNVtHEjCQvj5ojtKsqfNnNVdQn0++hsdOt9cgaG7S5uv7A
ijVEnLCCQapbTbzsm4Mhh3hiwYFepq1BLdEtWF1fQ2tr+71c+HtMuPt1tEA/20eVqyiB/muk
biC728oARl93GTUV63mXLbLK0kE0BVZr9VT7W3+kAwaruBETquNrHblgCM5NN1+yGqb4ptE0
a7Or6eT5TybY9YCRyt9p3A/ubpMEqOcksM0+W3e5vZJrHStM1CTUbOWGCW+mWCPXggnBjuwz
E206bQQxzu2scc1LUUyYsL6eCx0mPUJ9S1i1MOuWVpFdtF5iwnfu+y6iABmBQQVkfcPKJ4wK
X7OIdLumtIPEmjxp5EdrPp1skklqxe3ZrWYgDzbF8b4m+YYRsCiC/wBP07TDIusPp7G4s7Of
z9Nbyr8Fv+PTU0BO1V3MElHBj+btivm/9qL9lPwx8R/DPjz4paf8WfiJ4T1nT/DQuBb6Df77
CCa0iikSwubfIItnUBo5lbHys2Aeu1L2U52m7LyV39xNRz5W4Wv5u34n0mvh/VQlx5uhyQeX
ayXPlWMYLwEpKTNZ7Y9slnwC467Wbin/AGGe4sbqyFtpMn2jV/MlsrFR9oOI7jNxp+E+ZCRk
rg4MZ9a/N/8AY4+EfhD9pvxLf6X4p8f+Lrabw74WXUbs+D/FcirZ/aYUWK1jDPIZbYSea8si
AFROUIr750TwSfDnwsHw5spftllpDNYXMuoavJNqCw+TcK08FzhTOhjTf5jABCjjK1dSnThU
5YvXzVvu1dzGlOvJc0opL1v+iOzbSdfaGZW0ax1BdQ1C1MsccPlDUm3bRLZsFASVhuVhz85X
is/SvDl5JqtlJcaTeXceoPCN9k4iXUYkS3YKgKr5d9EACTlN+0gE5IHwd4H/AGJfC/7SXxC1
CX9nfx14nh+E+nXcFrceNb3xfNd3GvXaKVml8PJNGonKkrHJI4YJJHgD5hj6G/Zy/Yk+DPwC
+IWm/ErwveeM9W1JLNY5WvPFcs6ahA6Qbp7aIIireRbmYxfwgnByBWVZYeC0bb9P+CdELyjz
HptiIJdGsp7SR5xNatYxz6lL8l8gWMnTpzsPl3YzmOTJJ4+Y1p63eXTzfa11TSth0mOyTUrm
1MhjR0uh9h1BChAdwpVXwMMv+3mmLFdPojokdpqCTWS2wnvoFVdYhCK32aT92DDqKdA3Rxg/
NU+ti51fVJiuoeHZpP7IgihuLpFYXUWLjNreDGEusZ2v8hBhf5T0rDRtWGm0ea6X+yv+yt4f
1BJNG+BPw505PsjxzyXPhSOW40yc3Vwhi1FHUhlLLtEiquPlPTmtV/2a/wBm+1ubTxXq37Ov
hmyvfDl9Z3cFxF4aia40K5WWDZcKwQefCceYnB24IOeld1qNtqVvqlo9xf6PZtZ6bss9Su49
5tG+0TL9l1VGUBlZSYg+E+aIMSdwqOz02Wy0KO9DLaJZm2kt8qzzaI7NC5WdioM9qxjV03Aq
AeOM0Rpwa5nq/UbnJ/8ADIhk08y+HNQli0G/LafAuoyLozKzWruYW+2xk4MlrKednJVlGRzX
EX37LX7MPjPVNR1PX/2Z/B2u3+q2VzqN9NF4fiQalveU/wBpR/KNqsQRJGMEFieK7mZLSws9
VSW0miWLT5Z5E0tnZtPd0iK3KDA32c3D7FygzxnFJ9mtoo9WSbRri887T7nUG/sUmEzq6Tf8
TC1OFCxM3yPGpAy2cZFW2tyY3jsUfDOlaP4d8BWHgvwnBp9jp5lhisdFsohDHf2qecgktccw
yIAVeNWBLRLkEtivE/25Y7n46eJfAf7IsPidbt/id4ijuvG13YwLF/auhWckUgeJTjybgyxF
GwFLcEj5sV2v7XsHx/8AFHwBv9D/AGX/ABQYfF2seJLO9W0sJYbG81618yQzS6bNMmyKZwm1
0xklD3avNP2JP2bvjZ4V8f8AjD9pT9pEX2u+KfiAlvZaRaarew3FzdafBLE8ixTxApHeLtAK
psyIjkDIrajOlFXUve6Izk6lWWq0R9IW1+1z4llto9T0rUI7gW9hpstnY+TBqNuILUjTpY/l
WGVF2OjhR8xYZOMVny2SQ6Mk9nraWixqbFJdThYGPCnGk3XzYyV+aObvnAYYAF6G8sfFWsXt
7HqNp4gi1HyIpb7TrfYmop5VufskqdLe6QqZFb5Tu3Ke2Y9Etry3gR9E0OQwPE9ih1J9pYYZ
W0+6AJHmBvuTKTgyYwax5WtGayV1ocR8XvgV8Eviba3d58VPhV4f1I2GoGEanrmkiafw++Ll
haTPkTSwlshXDEFXYnIAxd+Hv7O3wX+CM11rPwn+AmieDptO1SKb+1PDdpFHdaE0jTMQsjFn
uLZwpYKrrnDrzgiuvkt9QUI8OlXti1pI9taXeooJH00E3aiyvB/y8IQ4CydlkwelRSNFLplt
fHRtW0htM1KGKz1e1kZ28NyMzsocHHnW7EhgBnALcYzVKN1Z/cJN/MivLHSL+1tdHbUYLeGz
hmnn0uCRpH06NpLdjeWj5/fQEOcwkv8AJJINvFc/c/Av4LTz3/h/TvgL4XtXubRLpdMtNFsz
FdAwQ4v7KQKN7KxYeXgttz1IFdHNrsfhzT9N1PUNah0qHRbSa8v7V2CzeG3QwySXscjYE9pt
UyNGTgK7HtXz54q/aD+Nv7UN9d/D39jDwRrtl4Ws9l7rnxMEZtLcRYjM1zozyASeS2X+4rOV
cBCo5L5IuSc3ypdb/p1IVSS0W56rL8Mf2cdSm1Ky0XwX8P8AWdWt9PmbUrDTdLshLcL/AKUq
zOi/NZ3aNg+U6puIxjnAu6T4I+FlpqKarpfgbwldXMsrwWN9B4et7BNWPmSgx3CqF+xXC5K5
XG7OPSvOP2Tf2JdK/ZPfxP4uguNX8TeK/Emi3Emo6rbfu4tQtzJKwu7DILrKrLD5qSlnOCQV
ya9rlk13VGljl05b1dTmM9orKYI9eQSMCVJP+iXKKMEc7yn3Qc1bnSm7xvbz6/5F3q2tJv7z
L8V+BPA3xF0XSv8AhNfh/ouv6XM5ht5vFVtHPDfskkANlfpJloCFLKJc8FEbjOaqeB/CfgP4
eaDHp3w00HStAsYQtvG1nYx2xjPlRg6beBCDJbHGEuGJ5XqcVu3UKCPTtSg0FZrvV4Xh/ta5
kEcWtN5kGbO4XdiCUjeglBI3IpAGaZLrV28lxq0GqgLOn2M39yiqcqsY/s+9VXyAMELdgde4
5NYzhGPvdf6+RUTHvvC3hTVjYT6r4G0O/Oh6mRZXepW0FzLoM5jIEKby260ZgFEqlflfB6Yq
9478B6d4lsZrHx98NtMubBNUzMZ44520yZfPaMxxShlntdwjYMQCmJB2Fcx8eB42u/gp4rsv
hprMmneK20a6tNCvGuPLuNMuXilAtG+YCSJ1VlS5OQrMuTxx5H/wTt+HX7Qvw9+FHiqX486R
rWladZa3Zr4Wj1vVxc3vhxjHc/aZI181nktJCF43DdukOCAMu1P2b5pe92JbqqSsrruezTfB
/wCERk8u5+E/hSBlYvrNna6HYMloTNJtu7EmMtIvzc85ALKR0Na3h3QNC8GQWHhLR9JtNOhi
SWebw/pVnDDY4aaB3vbEqoVZwyB8D+LOQc5qxdXVmGS1TXYbRdMlacWOnvvfRf35Zbm0dXJm
Rs8ou4BXOcbcVzXj74zfCr4N+Ah4z+JHxPfSdC0mUT3ljFYGcgvJbGO60+RG/e3LHBFuH5LS
rtGM04RctLP7xTqpK7dzeXTdREp8/TNNU3lj9ouPKuo/s9/brEhF4SDiG6XCsWHHIJ46co2l
/BX4+QP4xsbbwD47SQTWJ1qZbW8S9KmcNaXreWXW5XcpRgdpAGM8182eP9B/bI/b7hTQNF0c
fCn4T6gwuxba4ghv/FMaxnOqC3jcSNcbNjC3XZGDnO8jFe5fs6fstfDL9mrwJc+C/AHiXVdZ
k8Q6q19rF3qUaKPENxHFcRjci7Vtp4lVxGh2sSF5YmqqwoRjy815eW3+f4hF15rmWkfzO90z
w34V8JaBc6P4E0y30ayn1FBb29no8MME+1pd1tqaQoo3ISdjnIKPxjANXLHS4tJkgXT7PS7F
pr997XLIt3HL5tuGjv1VQJ7bB27iOAyHPFH2q21KyvPs3i6+uvtetqix3enBItRAkfEV4rYM
bJuba7FN0bDkhas3NvHdw2l4v2a4SEPHBqGqhTcqFmt1+y3yAcQYOwvngFGOQQayagvhNVKy
0ZWgaK0067tYU1XTUgs0iFtp0nmTWrZhb5gFUvYvjchBbaV+6a8e/ag/bQ0z9lqWPRpvgN4p
8T6mbWO9s7jTLBTp0d00UiwywXLxEvaSMp82ILuXL7ecV7IGg0mO5fTr3VdOW20tIoja2Ikn
tmJiLW7gAl7JsgiTkDbj+KvHP29rdpf2OfH1jb2QNnJFagxWs0a3VldvcxMJLNMBZbVwWZTg
Eb2A4yKqldzu1f1MpqMoNXenY2/2Pf2g/EP7T3wdm+IXirwho+nX8Xiq9sZtF8K+aY5kjEjq
2mtKpZnQPtkBJ3bBnBNeq2dtcXizRXVpaamNRlSS+VEMJ1dVlx52nsEXyrpOFkiwSSOw+avn
v/gmfoN1Yfsr6v4W8V399GyfEPUpLpNKitnuLH92WS4slUHejbCZFQ9V6V9CX9xFJFEZ5zM9
4EvbuK1sUKSMky7L3T2VABMwI8yNNpOGzyuaqtKLneKt6bExhzUV2GWsllfWtsZWvb3+01a0
ufsrhYdViEdviFT5YWHUF+UkkA7k+98wFPjEWs6nZxRhtRAiSytr/SV3faIHhB+xXfy5S8LI
SjkAh0OQCeaGdOmS0eyM7m8Cs0MJRIb2LbCv7srHgXyqV4OH3KQSQa4r9qPwx8YvGn7P/iXT
/gxIkfi7U9CFnoeq6QUh+3cYe2uCV2wXzIr+U+V+ckfKTURnC6U9F3CMHHY9EvbSWxsFbVrH
XobixvZoIVvkIWOOYzs9teEqxAlYN5LkthnAypSnTXVjvui9h4hthps7GAaxcK0+nl5lXfdY
B327qQOrAMDlRXzv/wAE3vA/7S3gr4Z+KdH+PWj69aWDa8kPg7SfFrRzzQRlLhbqG/Uo8iLM
7K0BdiA4JXGMn6KklgCTagtvrBEdwy28usIHltizoDHdFoyWtZOxJfBHRc8aT5IytCXMu46f
O1ecbPsRR2sFhdyo3h3X7GKyZb2O2uJGM+my5gQXQKErNbHPzKCSPLPy/NVu3sLebSr63i8I
6/LAulxahDb6XegSLIemoWrZG+3bGCowchMr1NNgWxtNSOnRzeILdtOmSS2h1OLfNYf8e+0y
Ahy9njAON2DGfl54dHY6VA15Ja6Hrqwx2JuZ7fTJyk9s8o/4+bZ2C+dZt0ZFPVQQmc1DfmNu
yJb26t72wZ7u1vpYNWdb69hjuWRL9gsuNUtGBBQJg+ZFw2fug4ObLWen6nqNxZam39qjU55o
3utPnMKa5sc8RnIWKaMgFlcKGU8EZpl4LMRRg29zM0ifbJJbWIlbkp5jLf2nyZaJAHMqDGA2
cZzUjXx1CW9s4Ik1F764bzJNCUfZ9Z8t+HtJMEQzp/Hk/MEX1prRCbUVYfb+VrLwTx2M+rrf
o0O9LgwDV0jKEwBgcwXUOFO7GG2MBndmqn2m3ttLe++1x6bcNbCzjk1WVmiZEEZOmTKcgyqp
4mI+ZH4Iq5HA19qK3l5o17qX9oBCZrWMRpqQj8oeXGu1Tb3cTKS7cB9p5zmoY7/UF0j7Ta3K
J9othZ276xGpinCmICwlBX5buM52ycllIwan5jir2uyH+1o9OjaS2trnTvssbWVqb+6M6aWj
AldNuFVz5qsw+SUblG4dMcVNYij0tpibGbSLfTLgm2huZi8nh4yOxZpDu/0iCRjhdmCm/BA7
z2Ud7LBFdQ6dfWzxFrOAaop823Vw6tY3eB87lsIkpHG5TnAqtfabcaVKRa2Wp2EVhdN9na8l
Fy2kM7vuadR/rIXB4H8B5rSD1Ha7aNPTdHmfTrdv+EXv+YEPyz8dB05oq5pGjWR0m1Munauj
fZ03It+CFO0cA0V6SSJb1Kmkq8Nj5y6pBGdn371SYkOc5fB5Arc1V/MtVvG1aBYkIeG6WNx9
nkPBmlBBzbnkKDxk1z2lzxNpivFDBkAc3pYRKc8b8c49629YWzEUV6CJDIFU3whG4sGGfOGw
gWYz8ucnnJrTPEvrOvYvB/Dcy9AsZF1i1itr2Nv3ElwsjOwEW4hTMoP8DdgOK6r4naOkMdpG
1pCDHbBI7eSU5IfH7mXIYic4LxtzjGOK5LwKTb61A8YYvHYGRIi4GxzI2W2lRmAjGBjGK6/4
pPY339l2baXqTzy2+DZ7QDPGuGZ3YoQs6Eb4mznCqOK8Oin7LQ6Z/CcVY21/back9prjwx2i
bbfUPEcW+WzeRZCIb9QSknn5PlsPulf4c1dtoLjSrprGTUodOazIaX9w5udFYTYWSUk4ljO5
kVXztSRccCszQ/seq2Vvqr6nqt/cOZYra8vYhicMZcreIUbDP84iOXxkYYbavSX1nab0WXVr
A6dcg2M1zcZGnh5Mf6Z8rExFlAVsvxuGBimnfU5lzLQl0/S3+wywHQjc+Ssd29tC+2XRmJjP
9pwlifMikCBzHwVKrjHIMqXV75NppDeIYpFYy3jW8WmgSkkRONTgkDbsEkSmANt3Bsp2FBLS
J1mEXhXXVSwuYri3iW6aKWxmJicXIA+Z4WADKo4PlsdoDVM8/n6fClza3CwxTSX8lrZ5W4hf
Ecn9pW2FBNoSdxQfNweBWuskk9EX0uRXMdtf2bxTaml1c6rH9qa3s4tsfiFEWc/bocSqI54s
OSqlS237pzUvlHXL93s7mLxLNq8V5IbdYgkHiiGNpcsw83Md1AQ3y7Qx9CM1HqWmabfQSWF5
od1fPqUH2y6itdSKJqjqJyNQs3OBGVOdyNsJ3EDOKVok1jUZ3l8GtrL6zZT3FzBYXfkpr5h8
7M0XzboJ4R94FSW3Mc8CpcYJ2E9iO01m4s9HuBN4zuhK1/ZWcE1/pqtFqOyRV+wXmWYQPESI
xISg8tjh8cjnvjNe2tp8IfGl9B451W3SLwbqNlHemw8yWIfY/wDkHXOWbdEuMRzkEZDAPXRW
GrywWCNBqrwx6vJbWwi1FCyar5csa/YZ8k+RNHnyzL8uUYHJHFc/8TNaksPhR4qLeJXs3bwj
qWmw3txCXZ9tqCdKu0MjAbM/JcfxLk7qnlTemhGnQ+Uf+CZ+keK7bxNfX/ifxxpEkNt8LrP+
zbrw9HAX8MStHE66dcAbTJBJbqGd/mUAbmcZ49C8Z+IJf29NW1/4R/CjW5LT4P8Ag3xZFD8U
PGnh3UEGoXGoSJcONL0oK7eZYMVdpJh94eYFzivEP2afhB4g+LC6X4IXxJqXgjQ4/h5DpvjD
TdK1/wA2/j01IYmFlO/nZhN5JIV+0qCVtQAQ3Aqv4x8H/Ef/AIJ8fGpNT0rQdZutC8N3N2/h
aRbqJ7C20mKOUSWF3HEUaSQP8yzqRgMcAliD381KU/Z3an0b6GCjWcbq1j738PeGfB3hDRLP
wt4U0LTbO0sGtpINE0BUiisIFniVbjS1Xgt8ytJD1DAtnJqfS5Ha6tb0CQNfz21w40jDLcqE
tSLyz7JfLwXhypOGGDmuc+GvxG8BfFnwBY/Eb4Y6PJBpeoE6hDa2lyTLocqzwLPPbqGxLKrb
fMgBV1IBPQmtKO2b7M8CaLFvkWPU/L0q+coF2W5S+tNrYkmyzboD84wPm4NcMoyjLle5r7ri
rHk/7SX7X3gj9ne0tPAcuhS+OfGniOyjSy8JadGI49UimZo4JLiVl22uoCRSFjHzvxhR1qz4
m+H37fvxCWy1S++OHwr8E6nrGhpDbaHpfgcanYibyrjbBf3d1IXW7+XhkUL5gk2jkE5dp+xh
8MJP2jtQ/an8X3d74s1jVZZNV03Rrm7jt7MsLdRHdwhcOb6DDBYZM4zwdwBr1L4j+Pfhn8JX
sNb+Kl/4fsYtY0u2+yR3V0Xl8ROfOCCKAEyvd8qUCqwLmRcjrVqrLSNJa97GXIoq85fieSfs
b/tPfGP4s+MG+DP7TvgDQ9P8TaToco0Hxc9j9mh8QW0N5NDcQ6nBjYG4yksYRW8vJGa9c8f/
ABQ+HnwE+GmqePfH+uah4b0fRmsbaS7l06S4uLOXzIHjtbqJEzcW5YAxEgqYwwIAya+V/wBh
CW28S/tnaz40TwHrOkN4n8IazMp8aXMhh1q3bUW/dTRSYa0kU7RGCzhXjkUgZr7Hju9Mg0aZ
l1LVYTDNZxRS3diryxuslq4tdQTBVoF/gYjBjDjOauo3zJtL7rfghw2sfJnhf/gpFNr/AI3H
j7wv8OdW0r4ZWGj32m2dnbQRTa9q2vyxW4toIVHyx6dKzoUjJZAu5mxjbXSfEM/8FV/Gj32r
eE/Dng34X6dLaz3kmg6XPBd6nEj+epcTyp5YtZN7B0jICSFcccjzn9ma40/TP+CjfiXQANQs
LDRrjxi1lG0JI05y1tItvgZjNirNvVgvyBwM19n30Gl6bbXsC3eraXFYwzPINOjMkmmPIlxz
Bt/1ljKQwIGUGVI61Veo4SXs0ou3ZP8AMzhCLk27v5nyb4U/bF/a/wDhJr118N/2xPhhpev+
HiJNc1vU9P0SHT9Ts7WMzEXdi8OLe6bZEZJYkUkMuAQxJr6U16513xx8OBrHwO8R6HdX2tW0
V74a1QWb3OnaortbGO6s4k24ulG4OgIO9SvbFedftl+AovGP7PvifULR0ttZ8JRnXdDv9Mii
kksZQJVlubAMuJIZYfNWWNemeV3KM8n/AME7ENn4P8VfATW9UludP0jXYNa8MppcaqU0+9dG
WeyUM4SUywmXYrb9knzDccVN1WpczSUl20v8jePLTnypaepmW/7Zf7U3gz9u7w38APi2nw88
RWPiPU9NtNS1Hwf4ffT/AO07G8t4GhltyzF4L9XHmGM7QCrjPOK+mII1h06LyZbm4E0j2+dW
tiiXJVGJsLs7SBdjgxz5JIKfPXyH8XfFHim//wCClPhTQbDXAmlXl94K1DU7fTrOEi9YlUS7
tnChor2MiMvGCM/NhepH10u64xBqckz3F0ZbW5klRETVFRZcRy5QiLUFHAbG5iFIbmiu0+Vo
pJXkfM37WX7Qv7d37NtpYeI7Pxd4E17S77ULy1WdvBUwuNOWMXcjW+sQs7LIwjDgTrjayA8Z
FfQvwu8Uar44+Dnh74i31trOm3uqaXpeoXUwZiujyzkyGG8VhmW2O5vLZi/yvt57eD/8FJNG
m8SaV4Gnt9Pg1+UyaxFHDMVja7QWN4yQ6pHIAguUZXIYgljERyevqn7NMr237N/w8vb/AMXa
u2p2ugafBLqepWQNujF2V7fVImQ4tyciFyCoHQDinNt0L9TJLlk2zjPix8e/iHrPxmT9j79n
C30m31rTrKO78Xa94otWvx4FjmWB/MjgK5v7YRgsY3Hlqk6Kd2Ob/jP4A/tgjwzcQ+Af23PG
0eqaPpQu7bw1ceF9Mi011MSKk1osMKGC0chQsak7CACp614f+098K/jH8D/2ho/2ofhGdd0/
SILlb4appWmPqd7pU3l2kMmn6vbE/vNMMYRo3VCjpINxyBjY+G//AAVg+FFzp9xofxh8Iavp
Er6akkOqfD68a5jtJZI08yUW022dbPh1ZQzqGj+WM5AraMKjgpUGlbppd+re6M5wpPSpG6+b
/Jo9k/Ys+MHxS/aQ+COta18W7WS58Q6J4j1fS9ci0OH7INRngjkU6jBEoCW8paVo5okAVvvY
pf2kP2uPDn7PekWXheDQtS8deMvFzxJ4b8I6LK8R8QM0uyKQsgzZSK/ysAN8jKSOCTXo/gTx
J4I+I+it478C3lxrehanpl1qv23wjtij1CTE6y39kRHGVU7DHcQOEZWcblO3n4z/AGFLCH45
/tp6r+0B4/hHiPWdV0W48Ty2thcm1kW4e8eytl05gAPOhtlzgYUMzcA8iabbcp1UlJdNP0SX
4FWXKow2+f6ns1l8LP22/iDp1rrvxh/asuvBF1rdr5cOhfC7w7bpZ3D7rZGtZri63FbzKgM2
zG+PIfnnzjX/AI+/tt/sl/tAaH4D+JvxN074n+CvGWp2Wl6bq+v6bHBc3InaJHsZPKUPb6jC
GJDuzQOMkA5yPrbZPqdpbwxx3t81/C5IUeWmqxgW+FhLxgQ3i4O7KrlozjOcVhfEDwF4K+Jb
aQvxC0C08RQ22pWkulXToxgnuIIVZbS4RB+6vVJJWViuTwe1KGKxEZNyfMn0stPS6ZpGlTgt
Fr6nOftG/tSad8AbuLQL3wZ4l1TU7xfsVjcf8I9IbKylMz262WqXS5SPcSCsqguOuBnNc1+x
x8X/AIz/ABT8L+OfF3xnjurS+03x2ieH4hYso8MabJazMllLE4DyrlUbLnedzZPGK7L9oTUE
/wCFC+NLy5u/EVjMnhzWLB7+WPeyosM0hsLpOQ8oIDRyYYbiuWGM14r/AMEwLy2uvhf4313T
9S8WX+7x9YNa+INd8zzop305g9vdqZG81SzYDBnUCY8jbU+0h7CXu2a+bfqwacaie51P7UH7
dOufs/8AjFfhP4A+Gd7c+KtKt2vY9R1O2aLRvDSsTI8xu8n7bbshYmNThDhSRgg8d8Nv2of2
wviB8KdJ+BXguw0TxB8SdAN3feN9d8ZadFZ2HhZHvkexvbcJxeSmJVmWFR8sbKSh79r/AMFG
te1jwt+yZrl5pWk6nZrpviSwSCF5DM2iPNc7JYpomGLqCeJm+Xk4DKcYpf2D9TfUP2YLHxfZ
aJ5Eup+L9b1XV9PTSVGpaWyXUCQ3avHteeCNIAFiONqgqOMZqM3HDX5Y/dczlGTqPVnlHxb8
J/8ABWT4aS3Xjlf2j7LWQYbTWbrQNOuYpLVQsaNJqqW8kab4VVizJGQFXcxUgV7F+yH+07e/
tPfDi71vxte2Vp4rttSaLxBBpUZSx8Rp/pElpq9mA5EZbbIVAwC0PG4GvT9U0V5HvPDU3g3U
VQ6Ub2/0sXBaO4V7Zx/aFmxYbQMtuhOCVdfSvjP/AIJUa5rmpePPG2l3zXN0k3gnS7gf6CIW
uo7S7vFjuLcIQqmFXDDqJMsDUc9SrSl7Sz5dU7JP006GnLTp1E1/wD6P/ay/azsf2cPhvqXj
yPVo/EfiHWNeWw0fw5JblYtfnQPKwujuTykij3sXARmUqMntx/hL4EftJ/GXwHoHxK+NH7Wn
ivSdR1nTYnsbb4e3Fppthp/mfZ/LsZgQz3IAKRvIz4OEznANbP7avwO+JH7QfhHZ4BvItc1a
y1q9uNHtYIIbWHxTFLbvDcWMbOStrcor5VsKWBK8HBr5h+Cn7b37Qn7OFtb/AAz+L/wl13xB
a6TFFZaPb+ILCbT9VubRnhhbSzcJ8kipHGuySQHmNQD0zdLnnStTajL+vQUvcbk48y/L0PYP
hV4r/av/AGe/2xdI+A3xK/aT1XxJ4F8Q+CtRbQ9c8QacJ7yzeCJH+wydQIo5EVS+WUo4OV6D
0b9uwW97+xz4+fU9NgjtrU29pql5azeZc6NvuYjtgG/E9sMl0fIAUvyMVe+Bf7Vvwn+PF02h
+EdV1bw/4istOW0bRvE1hFHeW0UsUebIgyGO4hOY8zRkOAVLKoNU/wBtuziH7I/jPU7nw9Nb
yaI9pAdSjufMn8PFbyMtEqFz50GCWHIyrtxhaU3WVWLqrX+vNhTcHBuJzX/BNTTY4f2YdXu4
dIsIotP+I+qMZ7KVHudIicHZNAqllmUhVZhkEHeDisb9u/42/G34Km1u/hn+1bbaVqeoR2ra
D8JtK8Cw39zcz/aEEuo6XPhi3mIRNsYYBDoAcccr8Ev2h4fg38GtQ8A+A/AGvDxFa+I9Q1aL
Wr/TJZrfwDZSyymG/wBXeNszRyBGk2Aqcctlcg9h+wNfeDPFt1e/FLxd4ivtV+M+mmSPxlfX
QWe50qya5zb3WkuDs+zSQyhggJbaxUhRtFN3i5TS5vL/ADIblJqDJfgnoH/BRC+ntPEnx0/a
I0PTLC7EGpyeCtM8I29xLexIsBeRZgixw35RTvRCShDZHp0/7VX7Ymnfs12dteQ/Ba/8Q3Wu
6YtzY6haExaFdR7pNh1C62sbe8jbBVEGTuwSAQa9cS/MlnYrHr7uVaS+W0hc4bMcLHULaUt8
lwGzJ9lDYYhgBiuC/a6h1XTP2Y/iBFBptmtvqngGe5kMV7iy18BSftbqHH2edQBJsyS4Vl/h
FYUqjdW7SZrOEYxstPQ5b/gnj8cPjL+0v8KfFfjn4n+Jv7V1RPHU9jp6aukVqHgNoJvsM4QD
aUMjGHc27A6mvoCytL65Qy2zx3lveTLaWV3qt6jlpCV32V5x/qsghcAEHnJzXy5/wSpupLn4
BeIobXWbDWDeeN1tomt4/JtdX2WCkQXSybTFcxgsVlIw5JwWxX01a+RqMS35v3vTflbA/a5V
DXpjkjIsdRXkRoo4jl+XPGDnBp1JylWaY4pJaF6ULPcLdwavfrHbvbxRSav+8uNOkYwr9nly
p32LhACwyMgEY7V1jaze5tLn+07B7WzMU8ugJ5ktg+WysDAKWsm7Nk4bIx6vtFvWuLe/tbsX
y7Y7L7Tf3EaSLMVjB0+cKcPA2MFs5yQQTk0xphpdnLcST3ekxWULWMsmjXHn3GlbgcWbDOTa
EEMGYEqevFTzt7lGgx2Waw3ciQ+UBJJstxIkBbzQl3Z7Yh/o5PMsfDfMSvWpr7T7k+IbwTaP
b4mvxcJ/wi9sDHcKxBWexOCqzKflcbsnjGeRVX7Pd2VsI7JbeEWcgS58m7DLpxfzHVoVyQbS
QsDIrE7cOVIAwLlsL/QtUu7ZdCtLFYLwzXVl4fuhPHCPNws9iTzJI2TvjUE8ZA6004PRC0Tb
HW7urQSJpz3EYlS6kOmwFRdxBoystrlB5V2CCXbjPzDpVS5jvZ9Ka2Gieat3aoqxahprCG8i
Hlthsx/JqMZ3Avja/wAoOas26alcRbba6tSBundorsqke543W5sgqlhcE7lkjJIBYfKOajlu
LjVILdrvV7eWC4G5bd7tUjusxrmWR9gMGoqQcIu3cexNQ0+rZMHBO6K5t55IXuTbzXsNy+yB
b/j+0CI3Vre9IX5boLgRyj+LZzzzT1LRbDT7RtVsLrVUSK7kZJdUikV9zTPujvgocSW7DlOT
tbJyOQLrrcXcESm+eZL2ZlledgBqICuGjvQRmK8AAKEBdzKPrUWr3EN9HNfW9/eagXuXjWXU
IlR2G8gQ36MpIiz80bnJ3EjJ7XGVmjVrW502j2dk2k2rLruroDbJhMn5flHHSip9F1GRdHtF
TxheIBbRgI1pkr8o4JPJor0eVmPtEc14duGuNCVEiE5KApEVCqzZ4DHHA5/Ctu4ZLLT/ADLn
VDLcTERYuIlZbhwc/ZnUj5bcds8HrWBo0dpZ+H8/ZEfKbRbkZWYZHDDjg/WtfVmtJNIFw/iJ
ZHuStuJjCFhuXyMWZyRgKcfNwPc1vn6SxHyNcH8Bl+EbeSS5gurG4k8v7PKkNw0YLJIJQCrg
L/qAMgHHdTXafE230+80+zsluNRUygXDO9uY5Zgqj942BzMpA2KSNwA55rmPAdoiam9tdT4i
T90hZhujbgmFyODFngH0ro/irqgvLuwEWsSzQzQ5dJ4ws96EUnz0OQY3gK5QEHeI8c14NFv2
R1ztynFwy3UVpZWWp+Mb7U7o3EiNeXGjxwxaoh84mK4GG8mQbv3BYk5IAK4ObN7qR0+dBLrW
oyXf9oCPT7nV0GZSTuWG+yjf6MCCys28AhxjgGo5tV1fUDbXR8VJf/aLmSIQS2CxjXIU85mW
QAbYZIyfk8zBYEYJJqWK4kvo5I7PxreapMtysMFzrFqIftqGUN9kuFb5Yk6bJnAGS5zVrRtP
qc7Vr2IJLq3axm+y3niCJbS7gCSmVPOtXJi/1+AC1mQuYz8wARgFwaktEtI3aKW91KCK2vEu
HZFBe1kYR5uoHCZk04hudvA/u8mq7SMum6lbaZ4w1X/R54YbW6k0wmWOLfE5sbpeM24yNkg3
IuG+XBptpaXVpd7Lh7qKGC6Xyo7pUVNMdggELYVhPpxJbLrhcsuADk0+XS1xO9kiyk1o6T27
WN1cPdKZ72PQ70lbwR+e32vT22jdChU+YgI247iodS0aPWpb3T4bO+v5NTt55Lv+yLryxqpQ
zBbyykMYKSRlgskbbc7iOcZpIluLW3ujqtjLZSfvJZoNDRJfs0n77Fzp7+W26EgZmXew64Jz
mpZ7q0t9Zupbq2usR2kt5cjw7B5UeGMoW509tilQFGJUyM574pXW1hWt1I9NvYp9JjtY9Rik
n1WS2t4rfVJTt10RvChtFJUNBeRhxGScZ3KckVzvxB1ozfD3xItqk1wdQ8JX2nQteu4ivUFm
MaRdqw3RXMZLqJhw3BBOcVvRWc+p6XLFLNYaj9uht5lWSwKJriIYCpt2MaGK+Rd0bk/eYA84
zXkX7QXjL9sC5u5/AXwd/Zp0jxHY63pL6cPEniHxKtoJ4ZbdUa1e1ZQVvomDDzSdrFARuJFO
EW5atJeZDUnKy19Dxj/gnlaeGdL8Xt9j/t2C6HwwslgsNYunKaZBsUyRagu1TumfdHExJHkh
D8uMV9CfH74M/Dv4z/CnVfh/4hstU0C3t9Td9I1Y30j3HhK7LziKZyhJlhZwGBXgoSpWvmj4
DfAD9u39nbxRF8R/h58INF8RXWoaZ/wjmoW/iXxPEd9okZMcV5NEimeZXRVjkDYVQOT1r678
NX/jq/8ADOn6r4q8Gjw14iUldR0v7V/aUel3JkmLWU9xs/0qBgylJBnZvIzwTV1fZcylTkpf
oKEakbJo+IP2Zfi74y/YB+LWqfDj4ya5ZWXh6LU7MeJ9OXU5bibRp7ibMfiqxBOZ4JMZmiXI
KSAY3196adqljJbWVzpmsw/ZpoYtRsBY3byRKskUBGqWcof59wyxj54GNpNfKXxs+F/7XP7Q
GqaRc6/+yt8LNNj8ONJHKup+JxNqdrY/aTshkuIoizWqySedsCZUMqhwARVn9mvwf/wU0/Z6
8JTfCub4ceCvEfhjTpLa50vTb7xdL5vhxTJAWureRYw81ofmP2VgQm4gHBxV1p4SvbmmlLbe
9/8AIy/eqV1B2/rU7T9oH9pjxrffEiy/ZT/Z98UeH4/GmrXSXWtandublLGF4gP7UsovMAGo
JEWneFsKFjIK5II7L4bfsufDb4PeLIvGOntqXi7xRr2mo8njfxlrbXd1rmDcGWS3lcgaa6tl
0hjwAxkQscA14B+0z+zj+1N4f+P+ofHn9mO08N6hrOs6pJrGnzNfxWt7pF+Ujb7db+c2yW3a
KMhY+RteaJ1GQa9L0/4Z/ty/F/S28PftI+PtE8J6PrFml3qXhr4Y2qW154oVTO7H7budbQYU
O8cPMiFkDCs5qgope0su1veBRnGrbl+beh5J+wnr3h/Xf2+PFGsi51HU5vEum+IF0zVvEd7J
Haa9ajUSTHG27EO1tuyRiAcPgKW+b7VtfEdvc6DcXB8TXFvNMtrbwy6pCXNwyNbE2d+vzbdh
OFk4DRtLhjivlC//AGPv2kPht+0TbeMv2Srjwnpmja3YfZNGu9WGyzsrIS4ext7AhjltzEtk
/OOTnFfRngSz8T+EfhGdJ8Z/G7VfF+rOLf7Z4o8SW0YfXJXuIGa2uY1yLZoWcxLIm392x5OD
RUnSqq8Ja9rFuFVK7R8t/s73droH/BQ7xF4gvfG93p1tcX3jTSBaypunsZDHaSLYMhZ1e2bD
So4Vd6ofnzxX2Pc6+LWGS4XV5NNmsbGe2n+xRfaDpDSi7IijQti402Q4O4Z8vcvSvhHQ5vHP
if8AbI8aeB/hR8R/D3h3xVB4t1y+k17xXpH2mOOK1e1dbKZkJe4ZvmjDLyLd2J+9x9I6z8cP
23/AloYpP2VPC13qlkJ7P+3dF+JyLYaaG+0/uJIblBI9u3y7cklQAA2RTn71rySfmKDt9lv0
E/bh+Idh8Lf2TfG3iHU5oYrmKFNO0630+4Z5rW4vTIgfTsEmZCGMpXjYUYZPWuG/4Jp+CdF8
NeA/Efxc8MaBcWel+JvEVrd6LptrJK0v2C1aJG1OzkaQ5kklaRjEMnAGcnJrLvf2Rf2if2mf
iRZfFH9tXxDpujaT4U1lP7C+Hfga8kuY9BjYtI6/aZGPmI7KCTksy7kVlHFfS1/oMKaE+n2n
heC2i0WXT3h03Sbtv+KfVTblbrT8OQ8TjcfL4AYbTnNRKUIx5IP1fT5GsYzcuaSPjX9okWvh
f/gor4Z+JOp67JpmnaM3g3WXGl2wa11OD7SIJL6Mbhi4gMhZ4vvKc8YPH2pqzPcfaoG83U4r
6SaWFZNkX29Y/OUo4OPJvo9uUyAxBXrwT4H+2L+yJb/tLaRp8mk+IYfDni60so7vS7i3ctaa
jbOiN5+5XJQs3zFQCyMCfm5FeffD7Qf+Csf9g3fg678YeCNQ0+XTGFnqfiye3vXu44UcG6WS
MCVryEK0YR0VmA65IrVToVYJSnZr+tCJQrQlzRje50f/AAVHsLTxN4Q8F6SunW93c6g2s3th
cQSxxnUY7Wyuci7EkiohRmXcd2/zI3wCWr2n9mQzj9nT4SXX9vWk0Oo+FNMtIdW1QRtHfN5o
BttSwNgQNlFl3clQckmvnr9pD9gf47/FHR9Bhk+I0/jvxZ4k1EXHiTxL4x1j7Hpd5BHBcYii
tF+WE7tzKuWdpAQ33uPWP2Tf2ar39mLTtMsrr4ueIPHFlrmnJYW1p4hmEOjy7LwMLQwF2+zS
AjaJC52PGFC/NgU5YbktzN2CdOok29Eb/wCzp8bdH+Pvw/u/Guh+FU8OzeEvFd74dn+3XUc1
1ZeXJaRx/avlw1k45XI4U9eKp/En9mf4U/FKbV9ZvvDjeGPFNhZi60jxN4Q0a3n1HSL2J1lj
G0AJd6bK8fAcHjjIzXiXw2/Zx/aa/ZW+Iep/EH9njxF4T8TeHdfuZ21Hw946uZ7OeMl4XjsL
iRGI2J5hVZ1IBTaSPlNeg6hqv7bPxG8K3fhOysPBnwXszpU9hqHiW21S417VrKN4382ytkiC
xiBwTsnckIxOCODWclQlJWnby6gnXS5HFvzW1vPzOO/4Jc6/Fcah8R7TT7SL/hHmsLXU57Tw
RcHbZatKt/Bcy2O4k+XMiq80QYBGkjBBK15n+z/4vX9k39q+48IfEfRYn8O6a8fhq88QWFws
LQ2V5cSXdpdWKjcxlZjG8rEYSSNxhQa+u/gP8E/hj+zx4GHw58A6fPp8OnR3M2oaxYosl/Je
MkoN0jJhZ7eZFHQbUYqMdSeF/ah/Yl+H/wC1X4YaS7SLQ/EujGNdM1rTIIw5gmkDHYif61GK
glRgpIDjritIV4SqXlsJ0uWNk9V9x7nejVybdbq4W7lu7VJ5DZgLbaijJbbbiydV+S+Crh8A
hmJ9cUuoJf3eovem40qeO8s4G862YrbXgEAAjmGCsN8cq6P8pzkbSeK+O/Afwi/4KgfATRP+
FbfCzx34F8Q+GyIpdL03XL5ZrK0t1EDi7sDIouIrjcQGhVzt7jFekaN+y58cfix4r07xb+2D
8YdP12xt7y01LTvAXw9gNjod9NCm+KW4kXDT3kZAkVMbCwOetNxwt7xqX9NWO9W1uT53sd/8
ebl1+BXjO3Oo3Tzf2JqMSz6jaEkuILhhbahH5RWS6AGUc/eAAyeBXjH/AATQ1q71P4SeMJtT
1DXoSninToLW81m1TypohZzIFvYVRcI2flZlZgj84IGO5/aX8K/tafFBbrwv8DviN4P0rQdY
0yW01S/8RaW7aleOZLh5Irg7PLSfyziM438jkivNfgp8Av24fgL4lvJvD/x18B6noviTVrb+
3rHXtGu5TdPE06OJ9sYMM4QyAZ+TDocEKDWEalBU3GUtfSX6hLmklaNzvP8Agog0Gk/sj+Id
RvrzxJpyQ65Y24ntW8+e1aSYP9iut6r51tKT8rHcUUNgVY/Yj1maf9lrTNR+0QW8kXiTXmlW
IE6jpzfa4AzSEIPtFmB/Dt/1ZxkYxXL/ALUXwo/a2+K/9r+DfCPxY8F6H4K+2pBp0OseG5p7
wocj7NrDlWXYjOGjZQVw2Qw28s/ZY+EH7XX7P9vpfg/xt8Qfh5q/gK11O71C9uo7OUa5pNzK
sJeLb5QLWhby2JZSm1j2xTcqUqLgp/Oz+7sCpz5+a34n0E0Eiz3EFtpOvwPBpy3KWedzRn7K
228tH+bdbjJDRHA27cjjNfFn/BK/VdT8QfEfxcXna5S08EWEatLBtadoL+83SWarGpjEbMS0
PIfLAnHT6M+Po/aJayOifAPxHpekGHTX/t2bxlplxdT6TG0BUS6aIl2mDa7AjGBlG2YFfPPw
H/Yr/bN/Zv8AE9x4v8BfFTwLe6pNZC21GHVNPu7q3uLdZJZFltCkS/KrhmKx4PzncCKmlKlG
lKMpb+T/AELqRlKSaV7fI+mPG3xq0DRf2nPCf7O2qeH11Z/iPZanfWeq6LN5MV9PaSoyWcaA
ELcbVkPmgq2VVSOa6zWPBHhXxnpuj6N4i8GX+twzQPLFDqsQe01EKlvmBc/Pa3IUNtmTBV4c
huTXif7T/wCyJ4n+PnjTQPit4B+L9x4b8beGlBsZNHgeTT7p/tEbm4091USRzowGQMuyfKwr
a03xR/wUUMeg6JfeEfhZdtfGQL4mi8QajBa6hloSJktI4sRXuAjbQVy6ONw3GiSw9SmrSSfX
f8DJKtBt2/E8M+M3guP4Bftd/D7wJ8KU8QSXmrT2tx4ctbx/PbzZ76C3u7K8k27pZGt7Rtsz
N9wDca+h/wBu4WFh+yp418RDwpqYh028SBb4Yk/s7F2pFlMpJa7Qq424B3CVcAkACj8If2Xb
nwv48uv2gvid8SL3x3491O3+ztrN9ax2ul2cbRbDaQ23lloL7C7I7gsX47EnOR+1L8Jv2sPj
Hp+o+F/Bfxc8P6P4Ma4hjtY9f0e5e7E8bSMLLWJdhVh5iYVlGQHj5GM1uqsHJJuyXW17/Ilq
ra/f8C5+wvN4Z1D4DeI/FaQ648Vx46vBqmta2Fm1HTXXegTUY8BbiERyqqpyFjdx13Cvnr9o
HT/F3/BOb4zaJ47+HU9jp2kWEST6LY20RkvVT7R5lzaXNysn723RJg8SncWjMaqMxMa9X/Zo
/Zy/bS/Z01+70y6+Lng+88K3XiUahqlve6beSz6Zcyl2n85vLUuH6jzBKgBHCgZrc/bH+B/7
S37RXhLSfhB8MPEfw+0rwlbQRapf2viPdLq+majHPGRJIwiLGx+dSGUfdkwflXiVOjGvzRlp
6WHDnnFpqz83c9Z+FPxg8F/Hb4S6H8QfA+vW97pOsW099caApxNZypHA0k6usmY5UcbzbE9Q
2FweeY/a0j09/wBmr4iW2ixJFd6v4HuLkQwXe6DXQscji8T5lWGRCCSjckMRyoIHgf7O/wCy
3+3p+zHPNdfCn45fC97PVJBqWs6DqdndXBiuFWMyanDbrEJHiCkMWjZQV3cEV69+1R8Lf2vf
jm118J/hr448Dad4E8QaZBJ4gsW0+4+26myCR7ifTpPLYw2chUKyrgov38gmk1hnPmUrLfYG
qsI8so39Grf5nO/8Es47Jvgv48huPEFlqzaj8STE0UU/k2msFbBCbcPuAgaPJKvwGPAJzX0z
DqdtJM72vjdXa/MVql1exkJqwV0UWNwC37kqG8sSgpvDbsnFfKH7KP7OP7cX7MviPVPD3hTx
v8MtY8LeKvEhu9Y8OFJ3ivREzx+Zp83lq0E6RqEaPdglVJ6Yr6tn1DUNXn1C3+02c63y2iQ2
95ZBE1iHzETyO4gu4mYxs6EAlw2MLSr1IynzQ1XpYuCmo2krfiZcd3Z3kdpfXfiVQhkj04Xt
5GVZl2QgaVOocKYiDsFye3O7NaWnXlr4btpZovHB0NLPTXskup7MzyaXHhyNNlDM/nwAqzJO
FIyMbgOBaS+8Sn7PqduyTy3g/s83EkQFvPGBCosJo+Nl1vLRmdeCQGxzU0es39lDcTXPiW1s
Le30qWySfVIA32HG8/YrnccSSYVSsoCnA45rNJlb7opztY6NALiWTTtPOnzBGZc40MyeeuyN
RN/pNlOdpZlOEWYjGARTpP7I8N3+qWp8Oaf4dk0+++0T6Zp9wZ10ks6hb61bK+a0mVDxgKRt
U8g83n1vUbIQyQmKGXR3+zRyXgYxaWrrJ/odx82LqCYBArHlNykHgikhuNT0a4Omafpk2hwa
NdSBLK9uEml8PSPJ/wAfLMJALm2fLfu35XkjtVLTXczmraJFeJLHVxf/AGLwNp/mQ+TeyQ6d
er/oqM8ZXU4cNy7c74mwFaNQXBIzNeLavH5moeHLG8k1OIXMsMd6Eh1Xag26gkm4mC5HzAwH
Jzg7uM1INP8A7Qtmn8RaXcXElu8eoS41Hd/ZZdoS2pQkMd0LnLGEH5GXHQ4NfUWWVbq5e/F4
l1Gbye0huD5epBYz/wATKB92Y2TbuaIYLDt6Jvm1iOPu7l7UItLixe3Wh210dYEcgDXZjGuI
kbl3wz/uLhVAcDLbiGXPOKzNT1HwvqHmXUN/b6w15eGzGoEvEL4Ici2u06xFRhhL/Ey1pxWm
lXD5uCS99ELhLm0vSE1qNUkf7RFub9zPFkSBcnPK9eKpavew308hj8V2GqR3sjRGe2QxQ6sY
5CDa4BQQSqWVyxVch+Cc4pwV5GqdzvNCIXRLNY/iQyKLWPaj2LEqNo4PHWipNEttGbRrRh4r
t1zaxnD2aZHyjr8vWivRUjn5ZdjjdHmlbQAYGG824CKhy0uSPlGehPrVzWZHurRJLZopZ3h+
zTxlD5Uy8E2YwcI/TMhrO0G3htvDSmQeQDAuXjJLA8HC4yS3pW5rt9f6lZjT5dQsUzDCjRhA
B5LnbtAA3G5OSDnODg4roz//AHj5HRg/guZngueC71OW4gtmkLols0sdyD5m1cC3fJztHHzZ
7VufFOwu7zTraRoL8ieNHmm04Yll2MNkkWPuCNgQy4+YE5xkmsXwpo082pPc2+lTB5rXyicM
qyKr7PKwcFZ16Egda6L4saa3/CN212NcnNwlm2+7srN5VtmCkZtyB8uFUCXG4tk968OlGXsd
Dpm7I5WNfFep27Wlxpkl/PqMhNymnTJHBqiIZGAjO9QpiGGXb1IGelWZLnV9ZaOc3Y8Swai7
W1lexlIU1bYyudOmXKEOCN2dud7FQSME5/2FWNxbPYT3AncTG00hmjW6CmRi+nA8QOgY7wgX
fghupqxeNqep6hePqWizam18pElxokZgtdegyh2RIP8Aj2uk5ZnHXBXtylHuYvUgXxNHZ+H2
u38Xrp/MNn9suFEieYWiU6ZcbGbCKMBZCADkncMZpkeoQN4ittPi0+zWOG5FosUhTbpVwoUt
pspEpDWkhPyScgACrCy6na2Hn3GqRRG+ht7eO61JE8u/VPLH2N1OQs6dBNlWbcfmyKXTrbWY
Lu1Y6HqCy3BFisFwoYHAX/iW3TAnMmMCOc5P3AQcmrcYJe6K2tykZ49BtvtF3YSeGp7O9k8y
Gzk85tGmf7QAsYyDPbSLgSArlGwe9WU+x6ZI0Ed0+nyWM8rzx6JF550xpHkYXOmg5MkUgcGS
MMQNxAAOKdd6jrOjabLAkOqaRZ6fNJA7aoiynQGdZ/8ARJwzgXMMnylGxlD0xilF7r+mWj28
6anpq6dJ8s9vdebL4dcu+1wGf/SYHHIViAACOazuwsrlWA6edNndLazuYnENxcPaR70aJngJ
v7AFQFuiNzPE2BuT24oqBctbQSs9zHLJHcSLbBVGpxqkWbmIgbo9TjkXJXI3lCBz11IdV1lF
iiubq4t5IQLy7traRc2WTbuNUs2Mv+kBizF7Y7k5wABVGeTxP9pggv45TJOYbp20+62LqCBY
mGpW373dHcR4VzCDz6EcUr66g4pswpDYtdwSWWv311DfzTBG1GLjWECXRaK6VlJiuUOGhb5i
VZMkYrWbW4tTgE2m+IJZUlvzFbXesKD9oAnlBtr5NvPBJjfOBng9KllebUbmQDXpNRiurmWS
RQiomsCJrjL4LqYLuEglMBS4VeDTpY4r25e6t9Zj1k3OqTW4l1C3W2TVF8+QtbXIJUxSpkPG
SBnPGauFmt/vJdo6sbJb3ckmk6ysunqtv5sSy3CZurCQXMQ8m9BB8yDJ2glASJIzuO3NNhh0
m2025jOl6xpzWiW+VijYzaW5WFi5YqrPZuF3KMnaExtPSi0W4uP7Hl/4R20fzf8ARbbWr90U
zOtxbj7Hfxk8RnJTeTyPLOOhBFeRQaVPf32qanYLFplvDA9tCJJLJwYQ1ncFfmktOjRuQQFV
gaLdyd9SW4srsaKtjqOnCJrTUpZL2G2tsXdoWh3i8iULl7ZmxLjb91iuRUepaXYnUHt4rDVm
ZtON1e6bDGSJNhuWF7YkIQgRju2DZlZSMHGKkktdQOkw3D2VqkVjqEsT3cN9G8umS+SSEBz8
1mxIZT0MTkDBGKdqFsLe5e3urm7g+y2TPHDZIpk0xvMvP9IsXGTJbHJ3qvARuRxUe63drUdr
DYrS9vNTWwuNPuL5r6AzXkVmzCDWbYS+Z9os8p+4mX5WcEAZB5OKgsjrt9oM+mWkK6hdajFZ
fZFlsvLTWI42iXyjwNtyPmjLry28kA0NYXdvrcFq7tC6mWe6g0y5VVhYvgXulkfd+Y5kVW2j
eR9OL+J3wiv/AIy/DT/hEIvHesaWVksL7z/Cmuf2c+qxZhQiKTb+7lydrxqMiby329cqm1s9
utiNZQ03Plf9nTX7/WP+CneuaNptzOHj1XxdZwHXbBRCdyRLHZM7YLXW5HTcWOF27c5Nfdlx
b3FqoSOxubO6sY5rSH7VExbTgVu1Om3IZT5iguqxydQNp7V8sj/glp+zZapJN4f17xdLPHby
zW99c+LQGuYQS7CRvKBS9Ri25gd7AkjkV9EeE/C7+B/A1n4MsfGuramNNtJbOG98Y6p9oup4
w13/AKHqEhQZnUHEUhAbCrgmtqtSjUfu307oUaMovV372Ld1aWq2R1NNO1nTGsdZjgtrmQmV
tD3Ft8EoGDNGGIkBXPyswIOKJtPksdPuI9T8N6ppq6bqVjIfJk3PoMjvBuuIyMGa2Yq0gXPy
7NvOeS9e0tJ5Rd3mpW4XX44IbjUJhOtly/8Ao9/nBdAWyrEHKPjjFMjto7SzuJ7m41XTDYz2
G2cOZ5NIcPbHfc5GZbYja6jDAIpGOtYxibpcuiLthp2qadqoh1DS57RdOuba+uoIpfMjtS8a
AarakkB4nI+eHGAGPB4qra2N7PpN5E1u9009vNqEg0yXylvY9su3ULYq+0TREfNGMZVQSOeL
FjDsuEijC2xtBBNFHIxkbTXMabrmM7Pm06TnCH5U3duM0JrJDb3jT2ksI8ua7mstCdgok2z/
APE1sxsOYQV2yR5IO08mqs7pi5Ey3e2k2qajbbvD099cX9gbhVhu2WLxBBvuC8keGHkzqoEo
U5+YuO5FJJDFc6rYRx2D30utwbIZ5pHSHxNGl0v7mQA4huF2E7858yPAxnFQa/bCTWxby6Rq
1x9r0wS3ttYOTFeyRyzuL6yCj92wDCTGFyJmGDipmaxm1KxivNL1DUxrWmkyKZZFt/ECmZWW
eDgbZ1KhyNqktG4DE1rK0W7rcfKlsUXIl0BdVtdYYSvHBaWt7f2zHzHQ2oNjdlWIVkBAWXg7
S3JxUkN9JpqX0aa4ulCCzmtYvtkZkNrLsd2sZlZm3RjO+OU8nkbhROLKbSZpftVtcC7tbWFv
tFy6xavGvkRm3dioC3Me9YyTz0OTzVi3mtLGwmeyuY4WXS5bSC+1hGaNk2Mf7NuNyjZMhB8t
8844OKS5vs7C5ES2ctpaXzTzak+jtYWl0k80UJkbRSyzHygQzCa0l5K/KwDY+7VeGxtk0Ga4
m0VFjsbq3uLh9NnUtpZdwy3Nrhz5sUq5kKZXa+4ZycVZ0y7h0+9Bt7mTRltLe5ton1KOR/7F
kbz99jcZBEkUhBeNzwNo56VXtB5Om/a5dCurSPTriBori1cM2gSSFHMuGOZ7aXHmKpPGSKlR
5dGTZLRC6iDsMOo6QLVYjb3DxW8uWtkKW5/tK1bd+8DA/PCpyCB1ourGS01WW4l0COFpoIby
b+z7lWjulRd3222ww23Cg5KfMXUsM5FNhuz9og0+SQ2S27xXD26pI50+QrARqEBP3rd8htgy
AW6AirVzBa6X4kbzdL/saS+8q5uIFk3pOyoR/aduVPRCMmMjJR++M0+hUUkjNuprXWLaVo9P
tNYa6SeQGd/sv9rRoZ8uwZgYrqPbkKw+cUxHTXbY3Wnarb3c2oXOyE3vEOrshmTbdZfME6DA
znDcc9qmv7e91dSt5qdveG5luHmhs7eQf2nGhnH2qIBxski+YFY8cIpIO6neZdaq8jXHiy31
SW+cs0kFvg69iWQblKMCJo+eEKlsZIqJQlbRDSaVjPivrSKIJF4suITfTw29i17apsuzHJGD
ZX4y20pkKrHaGRuG4xVp7CC3sLDVf7PhtUSSSOK/urmPzbabyoB9kuF6PbnBXdnlGTjip7XU
7w2s0dt4w0/Ukurm3iQXSsV1qMSRr9l3E/upUBADjacMM55qOJbc6Rp97vKeVcTWUWsT/LHd
xssSf2Zcru4z/qy2ecA8YBogo9BXs7EF7DBbwvIuqztBaWqW5a8vIWuNIbyShtgeslmwbB3Z
G3GDwaivNMFg96F021sI4GmNzFp90udMdvOKz2fU+Uysd68dCB05nvbyTTPP8/xmlq9hpbW9
vdXds5l0sCKRDp1wCT5sbDOJGDY28MMg0kSLaSzRr4oOkS2cNw8cPkCVtAdxNvjUbm8yCcZ+
Y7lHykYJ4HZCU9SE2Gp2sdxJPoFhbLayQtqEWlXaqEQvEUvLM/wyNzu+8MjtxTrmz1COFdMu
p/NnEDSXFmoU2l9GVgY3VrIgIjucKrYGAG3NzkgU7YRx25R9aNi1kkN7JFp+4/2MWkhI1CBi
5LQykDcBuxknaMczxnzrW1s4/E728cUbXtzZQRnMKgQS/wBoWpLYbIxLsVurP8nampLYqOqu
PuLHUHvCvkafd/a7UmF1khMWpW3ltmRiR8t6gIZSOuG4yDUayXD26Qfa1ma7uJfsT3boI9Qt
vKuAYb8BMLdqNwV2AOdnXZ809xomoX0TWo0Kxu5JLY3Qt4JgiahAFYf2ghVgVnQ4IH3SCM4q
dbDxNfTyRnSba+utVLyssmoqsfiKMCcCecbsxXEQdQNnBwc9DTlJtibsJLc29u8l9pOr30Ba
/SOxXUYFUzorvug1BduwEEkI0mQFcYOBwyWO0gtdNDGe3gsb54NFvbyONLu2lLxBra+IQhbY
l/lYjbgjOeMXodQ1KS0mlh1BbiPUJ0+yjVJECa4odkMN0Uz5ciZaLIIJGDzimW0t24t5DpDb
r2U6Za6jd3Cbr51eBf7LvRvwsYCMiuckjyzjkGiTVtiHqinLp9jJpSSCAwadayyzLftbomqa
fOVj3FAq/vbMZBzgr5bEng4Dryx0eOGW31W51IJCWuLqO2k+e2nKy4urLavz2rAHzBEQq5BK
npSNpSLodvrVv4ajgFhNJBFq8s/mXGkyGNF+yTpvw1sc7Sdw+QgkfKKsGVbW3uoLuygs208r
5sbAPJoDstwPLtlD4urGUgbnH3AxzRo1awJaWJr6BTPdteRyNLMd17bWNykqXKDdi5stiYMg
wTIsZDDkN0qxbj7RBe2++DVZIWjTUY7m7Qi+ti0YWS02JzcKCqkDcQxGR3Fa7sLfTJrqxv8A
wlFpRimaaaG1uElTTGZyFubeRWHnRs2PMVcbc55B51Lrw9LHc6nHJ8OtLheIQ3E1vb3R3Wse
6FVvbQ95Aw5j+UBljOeau190aNtaFC0stPm0+wmt47u6F3bqqSRBFg1K1AiXYyiMiPUQq7c7
d4liPzHdV6Gz1CwuXuNMuLaWdbd7W21DX7eNY57X95utb5QqMl6nUMScp61QGpw20FjPBLO/
2x3mk0y2t0js9QVo4nF1FIWxHdEDIiyMyBl5rTE17dpNb6Joml6rNf6RK6nUJvLj1qOMS7pp
9h/c3sZ/gbKsCSapx03REtEQ3VnBpul28lrpcsX2S9FnatqD7ktBicPZ6iDGPMwWxG+GwsiH
qualitDBdXSQC+05NO1Q+QurKXudKkYqT9tDqfOtH425LY56A1V/tK3jtJLe1EjtPKtullq9
gn2TU41Eq+XqQCkRSRn5Fkx/dYcMabDcwyWqmewSdWmFtZ3mp2CZU+ZHm3vduSsQY/LKDgqN
2OM1GwndFmGAaXB9gR7mBbfEiCJ23Wbu0SmXIUF7R+CF6DI96S91CSTT1LWhlkin+0xQW6Hz
gzIR9rtvl+e3zyw9AR1poto4dFh1U2UNvDBdmGN7hm8yGRjEDbygKc2h3Y835SV2MMkVX1CG
8h02SO4sbe2t7S686aa0WMy6bKysR5G9D59mW4Yn5sFgfdN32GuVq5oi889kWSCWJpJkury2
gg3W9w0ayYutPbkqFIDPGQMpn61FqUF1HJdXE02mOt5cN5sGnIWhvUEpHk2xTmK7XdlskgqB
wMClkht5pjYrctBPbmOafTYlDJprHzF8/T3K4kj3nDr3RskcZqHVbJF1G8M9pbW8jyM0mnWk
QVEXzABNasAxFxkEFQfu84pwbiykj13wyl63hvT2PjDQzmxiOWgTJ+Qdcmiq/h21sz4fsSuk
6Mw+xxYYuOfkHP3qK9j2K7mHOzzjSFt7Tw3vlgaJVjDNMo4ix/EuQeRWzrOnQz6D/wAS3w1Z
XztGkri5mCukZbmZWC5aZv7vY4rM0eInwx5izhdkSkSXPKQ8j5+Dzjrird4gutGUy+EheCHb
LEsTFTH8wIvk56tgkLxyoqs/cViVddDowPwXI/BDQyQeXaSXCRD7skrDMiZySPlH+kfQA+ta
vxTt7fVdHigtNSgtZ9PhDp9mjBFjvVwDHjmVWzmQchWJz0xXNeBLu18+ZZ7YzsVaYyPCSjK2
3NwpyQZSRnYDnitz4i67ZWMFtFNpJicwvjU9haLSwEyRKVI3JNnBzgKxxyRXg0daR0yTsc9a
+HQ9oYtP021tmt7hmubNQv2mGPExMumvhi0hA3MuZOc1cewuheEJGHM7rJPbaJcD7LcoGhIm
08KmY73OfMKk9SMYOBREFlDpss1p4OkgWxvfNkllk3z6HuMjCa3XIE+7ggAjn5e9Pu5dLikZ
j4V0qB9qTS2FgFkRE3xAXto5b95MQ2TDxyORwadk9V+Zhq9Sxptpc3VtcWdhfaVerd2cXmNe
ZWDUAvlcKNqiO9GMPjLFiGKkiobO3lnSxtZH1CcPI0HlTXKKb1Qv/HpcsE+W+ABRHOC20ZIq
GR7q7s5n0bwzpLs1rBcGziuiY51JiH2uLccLcYJDRj+8vBxUFnJZ3c0RXSoboXe52D2q7dQh
C5MhwpNtfqQcLjDtnBGaFUaewie4jhtLULC9/m2nkhtLjXLwA2inz2lstS2q2BJuzE43fewS
NvCSafbaIqvZ6Jqtimn35Wwury4aQ6M7O+Y7ocl4GXaykbvldhgUQShYisccWpPdyTRadf6/
pnk/b0/fMbfUiykxzDGYpAcNuOT1y6W1hgEMkL6jp6y3yWdtdXMIRI5FeT/RtUCxDMa8lHIY
bGXkdQ3aKuxrcpTv4b06L7Imh6np8dnMtzJuvZHm0C4f7OBcqoG6W0YsDlW4CHcOcVKP7EiD
6bJpFxp8W2C6ubdr52S1cJEf7VtmBGYgX+dB82Cp6Uq2ptLUBUls1spoiyNHm40qTbbkmYeU
TJZMTkZ3AKehqE21vp+pfZ4GvLaSzuYZ5LC+Ik/syUxxL9ogJjO+1OSrqdoCsCVAxWTkugS3
KF09sTHJ4hE1xNMJJZLvSbxhDqfkyTY1C3w4KzwFSXhYAsvC+laeqvJrE9zd6jf6drs17czx
zy6fcGKHXwkrEFVJAhuYcbhvChwxAzmq2oWq2cV3dxrp5jnvzcTnTGJjY+ZcBby1Ow/KmzZK
uT/q8k14Z+0x4B/bAkbxV44+H/7ct1oenAm/07w5pmg2zWl9Bbr+9it7hVYrKrIX3MCcN0rS
k4yajPT5XMavOknFH0Cg0STVbe8Pk6mbvFjJeT6gYl1mHfauLO4R2BgdQ3yyONpMY9ah0rVN
LsNLmNv4pt9LK6ZDaWd3cwu/mAvCW0q8RiwVRuwkvCEZwykV8V/s1aj+3/8AtO+JtR8OeKf2
09b0aJ9LjmudU0SGxvU8SK14LUw2hijCWdygDZLM5YYwOhr6j8R6b8SvEvwJ1H4f237SV5pO
s3/hu106T4gvYQC71CRPI3RzxFdiXQPG5CMiQ45yarEU6NOpbmv8v+CRB1Jt3jpbv1OyOn6R
DFZ3SaaLOWyvbqzFxPdEixHlMp0+ZQ3z2+SwSQEqUcHAwaW81Lw/psscf2dLU2lxMkMAZpW0
eUtODGAGxPbSYB3R9BKQRivzy/aJ+Mv7Y/7MPxM1fR7b9tvxfqt5o2jWl1a3d3aItt9nYKqa
TqCCNleaR1kjWTOCApzya+8vhl8W7T41/CHwp8adF1eOKy1HSYj5j8y6LdlrlJ9Pu1C7ZYxK
hCSKAEG3noKdWhGCU4u666WM6NSrKTVRWa7Gul/pFj4iEMkB0b7PfSzxnThvfS2ZiouLbDMJ
oJBt3BQSueVIzWfpkdtf+F9Q+z+FNOvWeysb+5trKfBCM0Ie9tASf3hGRJC33ZAhyM8bsn26
01CFLXxKNJhsDJIiTv8AaH0V5GIVGYZEtpKPlRsMIyw9zXh37VnxS8WfDP4BXGk/D9Il8YeI
prS08KpbXLu9hdzeRK2sWu0sWiEKNNIBwjqpyM8xCKqM1m0o3se3XGnza3aa2sfgrT9UlutH
a4jgM3krfwjbi6iOCFuVJIeJgwIPUYqN7zSJpJLm00HT71Ly3uLeI3tqUGoxhbhTb3QDH7Pe
IVUDk7z6ZFfCX7Nngv42ftL+JfEXgfUf2zvimsnhvwsviTV7/R/FfOqXVzIkaXtlC7BTGE3k
qACTsOBX1B8ZfgX4y+Kg8PJ4d/ax+IWhTaYvl3l74ZulhPjBf3ub25XeFgv1ZASQRuB4UMa3
nDDUp25n56ExlUmvdivvPRdQ1TTsxyaVfGN31m1htn1KzzDdQh2jNvqBB/dSIxChmGSGU9aL
GH7Lb20qQTaYlpNbwW17d2Jb7E4mti1rfkjDWzbm2OwPC+1fBvgi7/ao+Lnx4b4D3/7ePi26
0zxB4vNrNfSaqILvVZIDcEwICNsNwqwEMcoFEoBDNg17r40/ZA+I2taS+q/Cv9u/4uaVqN88
MSXXi/xa15Z6iY3tgLC9WPY1ttJcLKmSeCeDSmqEJJKbd/7v/BKg6/LpFfee4WsltbX1qZz9
iNtNGhW5jVX0m4cAeVIMEyWLjPtgjHQ1LE8UcFzY3Ok3OnNBNczXMFlCk7aZIVmzPbEL+8sH
JXep7se5r5E+Fn7dfx3+A/xVtvgH+234rbXUN3b6ZN4gv7VDdaOZCBaxXMysovrFwOJziROu
TzX0X+0L8K9X+I2gL4X039oTxb4DbRbmctqHhi+i86zd45R9muN7f6TYHau1+qgg9uFVowp8
rb917WHGq5Jxtqd7q+mwSiNb3+04UjshNPa2cLbLZhLcsLmybaQIwX3Mq4ykuCOKijso767s
dPSO8ud8fnXVhbRAW86C5jdrnTfk+R92JCqAE4fNfAeoaX+0fpn7SEnwdsP28/HtlYaL41tv
Cj3raxPJc6PBcQzSrcpEZAs8DbfKVlZ1y4zjbXvl7+xf4wmbT9Pn/wCChnxqBs7fzTZ2erQx
yaevnRr9qs2DASoSQxUEkK7HrWs6WFhHWctfK/8A7cvyHD2s72S+89/trSWfRJ5LbTobv7Zb
w+cpsWWPU0XyF3xfKPLuVG5XXHUrnpRDb6hd27WqWlrdTXumvFaPdhRBfxCJy1rdfu8xXqAA
qepIzg9D8F/td/CD9rT9m3wDdfFPwd+1l468SaND9lmnlHi2a1lsZmjXF6FjdkPmZ8ts/dco
GHOa+q/iH8M9S+O3wMs/Cd/8QNX0m91Tw1p+p3us+Fr1beXVlht1cuyuTifLkSITznI4FZqF
GMY1FNtegL2t7WX3nqVhpU0OtI+nW9pbOLW5htLnWuqj/SD9jvflXD7lzEzEZ2kDOcVX03Sd
Q/s7yvs95p9zpk1ssdwICw0stIv7u7UxjfblzujLBhg4r86vj5p3xd+Anxmk+FWi/tJ/EvxY
tzpiyWUZ154Ly9ScSBpL8K7CP7KygthT5meCCa+irn/gnf4OurW3t7v9qX4xS31u1vb2+o6l
4zU4KMBJaXUKJhEGQ6ncQQoPGeNXQoQleTf3f8EyjOvKXupeep9ES6VeWNnDHaquny2qRy/Z
5CfO0t2Fr+9dfLJksWySAMqAenFOmt47XUnjhZYHjW0kls7iUyC2cRsEu4DtObUEjft2gowy
ARmvhX/hcn7Wn/BP/wCIlj4P+IvjS3+IngiOOORbTxTdrDdXUTeWjwW7yt5kITPIDNEECdQR
X2h4b8W+DfjB4Csdf8Caor6Prmip/Z+qxOgudPSeCRQEY5BgBBHmjO0nBGKmVKKipxleL+8q
E25WaszUvNF1aGxu4tb8PmKZ3aa9t9GgOZ3jNwEvrMgMQiIMSIGYHy896k/sebU5LhNU0C6u
xqKmeSXT7fYmrhbh8XFi+0LDJyGIOP4gQRivg/8AaJ/ZguP2U7zS2tf2q/Fml6Xq+sT2F1Lq
mvyF9PMeZEkspInH2gSKrRsjJlXZjnHTv/2V/wBki11Wz8MftCa/8fPiPrRhnk1HS/D0Oup9
m0sJfyohgKmRb3Kossg+VGDN34pyhR5OdSf3EL2zqWaVvX/7VfmfWFnpWr6hCYg9tqL6l5EN
wUhPka2qyQ7Y4MIDDdohKt79j1DbfQNVvNO07Uj4dv5ftontY9RupGFveJ5cKmxcbflugAFD
FfvKCCM8/Pn7VH7JunfFfUPEfxs1X4ka9Y65H4Skmg0fw3rJj0qVLeEETWceFPn5ILxAgbxn
mvn/APZi/Zisf2hvFTeGvG/xR8c2mlJ4Jh1fTtFi12WKW/WVoY0nMoMkcd0679qlQSVCtgAE
xCnhZU25OWm+j/D3v0Ll7TmtZfeff7yTWK6g9tqtlp/kaRcW1rfa9blvs6gPmwu02rm4UruS
TIJweuaNJmLXirpt7b6XLYRXUcC3kEk39jXBEjNa3AIO6GTG+NugIA71j+CvCa+CfAVr4H0f
U7a/Om+FHsLTVPGEqtc6jDEZMR3zFV23yYGCPlKrjBrlfjZ8ELD44aJbeB/EHirV/D0dhcSy
Wt/pWpG1uoXEco+x35WIB1IbdGxIDADvxXPJ079Uh8jVmlqegWNlrNpGsb6fPBNYvFcHy0lL
6LcSPCWnbK/PazfeAGQMkEcVHJZX0FpY6Rdrb2y6eDNLp8aSPd6XlbdxfQ7cNJb5PmCPnAdg
OmK/P3wF+xZquv8A7U3iD9nzxD8d/G1po/hLQLDVxqUN/dPdtBcywKEuXLhY4SeVdQ6gLnaD
0+tPiF+zBoXxB+EHhX4Na7458T6Xp3hOdbjT9Qh11l1KC4WKFQ93cCLNzYtuDqSPlDDBHNaf
u4tK7+4S9pKLuerXnhnW7S1Md94euYy2lpfz2cLsqysIpN2pWsikEIoKkxDqDjBxxQubC2ub
uazEltfHUbGW5jjimeFNaMf2s/ards/uJIxligKlsYwa/NS3uPjJ+z944vvEvwu8feONdl8D
/Eia0uWm1RyT9mkVIY4I2Drc20izM8ioF+UqvydT+ml/q58QaJH4r0dNHu7HVZRqYg0tVWSd
XaRk1GxXaQsce3MgQSANA4OMmt50UoqUeoU5zk7SJ9Lf+2bKW30fxNp2qTa1IEaLU5Ps8XiX
DNlUOR9lnP3CV25O09yaZokVvqstjbxu2sHUVSznnnkdDrCq1sh06cBv3U8XAWVhhigBJ6lz
x3+oWerabqMGiar9p1FHmtdJxCurhXOyewIBKTBdyEDd8yocDNfNH/BR3xr8WPFVvY/AL4Y6
9Nqck1lFrXxG1bwpqttbPc6EpgjtkUPjyrrz/M3hSXf5cpk1lTpKpK0tEKVSyuj6fh8G6va6
XY6zdeENTe3jE1l/aNwrGO32xIp0u5CncVwfLM2cAFWxgVXvr3TbaOOJXjiXSrcW0Es07btC
aX7RiymAOZIpNpTeu9BwT6D4K/YT/ZZu/jJDffEf4g/F/wAe6FrvhLX7WGy099cnhtJU+zRX
ENpc3MjM6u0biMRquCGwTuwo+/J9Wvru8Mg8VaDA1vp22z1C6VydNDrcBrDUsqBIz4MatIEI
MXA6GqrQhCbUW/mioybVhr2trokk5/sW80gaTeA/Zbi4EjeH3dmVZMo4WS2mzz5eMbjkCrVx
4fsNN1DUdPn+HF5o6ac0d15MOpBn0zeYkF+mCu9MqBtUAkIh3HPOWqwWpRDN9kghYvHFKZ2k
0OYuwKXG8ZMErEqpb5RuBB5q7b2Wl6Zd3VtAZtHjglguorW6vJJJNNlYwqL3cMiS3YqsZHCj
5WIBzWajJmkbRQkWoW97pEWiXNyjKzyXUmifZji4KpHJ9vt5SwZG24lEe/JIYbQalVDqE0ll
deE4dYa8sHu3SS9Kxa0iLMDfxhj8kiYIMbDJL9cCqz3ZTSrfTZL6w+xif7Xc2UAJmtnAVzfw
twTbknzscqEZ8H5amkjW7W4tL22k1WVyZLq30l3zq20TFdRsySAAq5Z1UgfIfUUrsq6Y631z
TbnTVFv4ka6XUb+MJDJCJIvEaqJAFuDuYW8qjKE70yUU80kusRTmW6t/FzS/bJhaQ3F/GpOq
KCF+xToWYIUyY9xKZXnd6rdX6HSJXHirSdUh1u9Uy2cdq7Q+IjunUPbsSv2abKrGVUr86g4O
aeb2+u1uJf8AhLtNl+1yw25ku7fauqbXVfspLEeVcLkxMwwSWB5xyNvsJ76gIpbOKK9tBBGz
K1nDqJu1BLqEU6bKm87VxmLeCSRt46EumtNTtrf7S1gbWLTi1r9rgv0Z9LlKYFoRIfmtnDAE
kbgGzjrUc2l3Ecdpf6dpM6vchrWLUbtz5UkYWEDTpxnd5uAU80HGVU+9RXNvDptlHK0Nxp6W
0k1raX1y5dtF/dNi0uFLYly2F8wngSg46YiIaX0N4OCBBe6hPbx6fGpkUhN2gOSyjy2PM0Tg
7CcnC9cdKzdVgWxnvBL5mlmCZ7mbT2VXbT8OA15CF5be2FO3nnp0qf8AtER2SFdVhjuNLUxG
3kj/AH3h/cZFKXILBpInIEQOWHzK3FVLhtMsr+4ii0OfTGs7hp3hvLgtcWDsyYuQwYb4T90r
j7y571SV2Ca1Vj1bw5puhT+HrCdfBDzh7KJhNtiHmZQfNgnIz1xRWz4YsLCTw1p0jabdyFrG
EmSKQhG+Qcrz0PaivVUWRY8s0kRReFvNaSIkRAgSoGVenzN7CrHiNIp9Lga5t7jUYhIkq/Zl
McltJwftJJb/AFBxwB0xxVfTI9Qg8J+Zbwhv3YKMGzggjrx0o8UmK00iG6VdTQtInmSWEfzN
KWHLDjdD6Y9+DW2fpfWPkPAyfJYPCMdhJrbyy67DJ5tpHcFlOAx/5+l+bAXI7Vp/E1Lv+ydO
nS+S1lghZDLdI/kRK4PN11LBx88eQfmUYxWb4AigvzHHeTOXjgL+WV2osmP9auRzF1+XGevF
a/xGjNxpmn21tBdMJFk+ww7l2zsFLHziykoDgmMnPbvXh0LeyO6T0OQt75vsDX0Ul7aixvCY
tRuopC3heTMn76VS/wC8hlYb1yOA2eRxS3l0thc2ltc6xBYfZWNzNpkdszPpDiSFv7TgfzMy
REkSCPcw2yEBcjNQab9lLSX+k/2hbva37CK+nkObVg772vI9vMR/hxu4VuB3eYI4XtdA07dZ
xWAE8Fs87m70uRZY/wB+x27nswG3AYI2SDuMVF1Z6HKr2Fitpdcs5YZPDQ1O4+ypdXNtayGI
smIiNZt2Mr7g+CHT2HK8VObi3vLa2WLVkvBfs08wgXyxqKpGf9NjbzP3dyuMmIEFnQAD5qoP
BpdxZ3sb+F9SkSzZJ2tEvHR4ZcRt9ut8KN1mSOVG0nirEtw6hYJZzeWuovJdXFlDeSRXF1OF
DpfWchGUGRloiwzsI61Su9xomg1Cy1L7RA2pw6zHrbzx/wCnwrHD4giBuQY7tg4NtNESChwD
yOvNKLOaOa2iOsyStdXJtrQ6hFGE1lVmbFlf/PhHjzhJPlLAKR7tv1iv7V2kjh1BdSkMl3FH
dyxLroC3H763bcRFKjKAUbqcj0qIzz6jeWR+xXl+NWXypJ7jUXVNd2S4WIlnIiuoe27OduOM
4qXd7oRWhtdLhtrfU/7Kjc20720V5dIvmopFvixu0LEfZxuIE/A6enCTLpbatBDH5d2ljcQI
sGsoEl0p3iQLAxOTNaOAYzMCQnynIzUkWqWEn2drzRrXdK6WkN3c3R8uU4t8abcjzAY2+YqH
zsPyHiki115J0uLTXobiOwjhtUa+ws2ksUwLCclgZIJNoTzBvwVzk8UlypK4XuZumw3emG50
rUfBen6Wz3DzyLG+5rM7p/3kRIImgLIgmB5GJCCNwNYHxs0mDTvhL4zsr/w3pqQT6Lf3Nxb2
suRGgjcC4tH2tnGcOp3cAd66K4hj0q+urCDRLfRRY6jKzoZxK+jzyPc7WXEi+bbS9JRgbCWJ
rmfiza2+nfDLxto+oeD00pYtMv5Z7O3ny9ivlMDc27CQebGx4ZOCBggnNVd3TJk3y6o+Wf8A
gkpJph1jxlYW/hPw/bQ3PhvR5JINGu3lF6hvR+/tC+cSxq2NmeQASM8V9lWC3uoaTfRmx0i5
urvSoISboCAXpjaPMe3C7LnBwy88ScAgV8af8EiZrBtf8f6cfC0FpFL4W0PULq2tNR83Yfta
hb2zJ2hxsZlaLrwuGyK+zZNNg1y21RLTwvpmoyX2kwXk9sL5wl0VMe26tWJYrMoB3wnOARng
ZrXF6VdCItch8t+OfhiP2ivj1+0f8PlhS5vW8AaFp+g20dvmT7ZCk89vC5MY8q8R0CKQAvXO
d2aq/wDBJD4yWtz4N8TfALTNULvokX9teG/7dsuI4JzLHf6dcAoSQtwsbxSpkEs1ei/s0atL
rP7Sf7QWvRX0dz9r8b6fa2lpb7d12ttZtucEndFfLgbVBALIwHJr5y+K/izVf2Rf+CjcXj+a
O21TQtW1eS+sp9WsPs5udGvGlhvLW5c4KGF5GeNQMkhSa2pycm6b6pfeZy05ZM/QrTGkh1fS
2srWy086fFc2sMmqxYNkzEA2l38oDxvkiOTK4YDngV803az/ABl/aD8VeP2W9Phz4JeCLmx8
P3GhpE6WXiS/t1a6n3EbprZYsYCk7TuByMV7J8cPixonwE+G+q/GY21nfWWgabKujR6kw3XT
OY1i027Xrvcspik77RgmvPf2cfhfqfwP/Y0Tw94vkFhrl3peqa1r+pQ2oEun6peoszwXSgZa
3IMe1yGUYPrWNNOEVfRg3zS8j53/AOCNGo48f+PoJ1EcX/CJWk8lzENskMjXJB1S2wpJtuF3
RjIGG4FfeX2jU3luPPNveBrmSV49PDA3gRp/9MtWA+V04LR8hgoIAzXwN/wR30W/0v4weNzq
NtY2XleD9NNzeWtzFJHZytcsUuECggWrBgHjHPUsQRX3fENRla/hhg08KmrPLfQaYw3R7ZZw
L2zfa2ETO10+bKxk5HSniXJ1ren5FUorlv1PhP8AZb1+e/8A+CiJ0i10vSNbfUvH+ssk1rZu
kl+scdyZkR2QeRdcq5TOGxnk5r7wsTdTC0ul8PXl9dX9uIVllYpFrtustuPsjgcRTgb1DHI3
RjoSM/n54Muvi1H+11d23wd+EXh7WfEMHxCubi3th4hFvb6jMHvRJcRSKTJbO0RfcRuX5FAA
zivdfFv7Xf7Q+k6Tp/hy4/4J7eMn8W39qVVItYjuNE1ZvMh8ueGaBfllJRGyNp3JjcAxrWtB
VrWmlp10FTm4tpJv0PEP+CpFt4b1P422VyLLUby9svhxBE2oxuYp41N1Iv2C7CjBkCHYkjcH
fHx0r7q05/Edt4E8PX0kGrRyRadb6bFfajlpNPla0YPpt3yNykkAOeBvzjivmL4OfstfEv4z
eJ4vjR+08moaTezsL278O69NYzRa7eReWIQXt4xJZvGqL+5kO75QAOCW+n9bNzLZQahfWmoy
XN1qt1b/AG66YvbzKUkBsb/5BvnBPlLKVPDo2awqTVoxWyLhGWrfU+P9V1zWdF/4KcWOgvEt
vbS/GGzaG7S18/UNDlj0+Ty7W4YHMlqBPlFkXBLbiwK4r7UT+09OvNMiutNeAaWZotQs7dG+
1eG5GmjYXUZD5mtnznZkgCQjIxiviL4j6V4u8Rftj+LvAvgUf2Gnib4h2Giah44tZoJ73Sk+
wvIbO+ilj3E4ClZo9hDbMk9K9N139iH49C00+3sP+Cg3xJs7bShLDKdQieS80hnniKi6MbBn
t8sowRsIY46V0TdPli6ja06Rv+qM4qfM1FaHpV5r/hf4z+Jfi3+yn40+Ekl/Z+GvDuky+J4I
dVE0M0N+FDzwgsCjYUMUGPmKncDXYyQXUWm3miXHh8an9l0ESC0srrEOpwxwlI7+JmdvKlCi
NZI+eT1xXzr+x14Buvhj8XPjl4G+IGmahqeo6PpXh+7GuweXHcLHOA4uE2qCbeQqGEZZiGj6
nJr6J1DQ7C80nUhdaJc38D6fLczw6Om6VGKNi9t1fYAj52sgIwcEVzzacko7FwUklc+NP20/
E91pP7R+v2Fnokusadr+g6P5s1hBKdQ1GPZcKhWUSYtpIm4mA3b40ZTgEivuQ3s+syzi111V
uLm6tks5rk7Bq4Em1rWfLssbofk5KsVYHJ4r4K/bQsxfftI6wRBcSQyeEraRtQ09XF1dK1vc
BLqzQRHZJ5hUzLkkEE4HJr0z46+Lf+ClXwv8Fax431D4x/C3UfD8kcP/AAkV/o2gbbyW2j2q
ky+amBOMiN9i797A7SvI6eSnNxcpWfcycpxl7kb/AHIz/wDgoV4sivPGHw28Nw+KtJ03UdAl
urlpPEcvnLG80UEUOkTRqzFmZ1d4zuTcoB3dK9o/ZM8I6r4D/Zs+HHgLxRpIg1DSdBtbO9g1
JfJuNFupTM39nTIX3NA28L5pztJweRXj/wCx98NfhH8Rb3xF42+JfiufxL428PazaidfGU/2
uH96LZ7aaUsil7oI2zzHzsyVAG2vqqU3k2pLKb9hj/Qtkv70IWMgbTbndwzNtGybOeF61FR8
toK68y1Zq7Pkf/gqv4hs/C3w08M2t/pCaFND4v1JIrKYvdSaSzwSjfaBGDSrIMjcAAjli3Ne
u/sS6vaWP7Hnw0lg1e4hFr4ZaV7O0hMr6Op1GZvOtyGzcLlsMAzHa3IHNcT/AMFA9MmvPDnh
u1g0rTLSLS/EGqG2PiqSQ2miyeRIw89lzvik4KkDAkOw16B+xZrOs2H7K/w/tJNb+yXek6NO
stskBMmjh9TuA20EBprctxg7iqsvQCqb/wBmS7BB+8dD8W7myvfhPr6yXsaSR+FdSutQsrS1
Vo7EeTGV1K0O7EjnIdokO7hgQMc/NH/BOjx9Z+KfEfiOW08WwXtsPCcE66dJMzzXErNaiW+8
xpG+zzM0RMdvkEBDwd3H0/8AELU5v+FW6lby6l5Ys/Deq3P9mWn+v0wvCN91EST5sMmSfLyy
gStwuK+Qv+CWcOv2HxX+JOl3EouVj8C6NdMISbaWYmSP/TYFAG0BgF8vADYB71EG/ZS1HK/t
Uz7UgksdWnurOLQ9P1qXUtHnZV1JhEmqonmfvZsFtl0meVwdylu/NM0y6hvLq1g0+1hulMc1
vA+ozbHusK+62u2A3JJHwYWP31FWZLO61KG50y40Y6w1zbz3T20MhhW7VRJi7jbJ2MhA3qOc
c9RUGmRarrOpyQNZjX5L0MslpcXOP7ZjRG4IDERzw4ADYy6jnkVzOTdrm2l7ngfwwkNt/wAF
DfiLv1i+sTH8IPD6w25sWaGVvtcIMFy5GPsobJR3U5QtyDXutrqVnALJvJ8hYJkgM0kayT2M
myIPZSI2RJYEgjeeNpGK8N+GWuXUf/BQH4hRw+Ovs9u3wZ8P24trmOWRrxRfwD7LMwJ8sRn5
fNbbuViQeK91n1iTT/L1+LWZY44ITBHfSQu5t3WFHOm3C78tHwds5ODjqe21S7lH5foYxbuz
5D+F1lqniv8AZ6+JHxR8E6jc2+raB8X9Y1LT7p9Mjnn0yzf9xe21nuwJLeSBnjbJ2qNpXBGR
7B+wJ4vi1j4Kan8LdV8Ivos3gXVPtNtpsbo17pml3iXdzZTWbruyo3SrKu7GBkjkVj/8E7mt
H/ZufUNW8QRv/bHivWpJ47fGLWO4lkhW0Y7lLQyRkq7fOEwCW6CvGv2e7TTP2Uf2sNX8LeIj
H4ci0jxLN4Tvlu9ed5bK0eGa40+9SJ5B5qSzeVGDEMYkdMdzu5fFHczlbRr5n3bcQWo07U5t
Y0HTLyxWVbzVX0thEYYM7zdWAUffCpl06eYqnK8ivkB7ef4qfsk/H39sXxV8N9N125+I9jap
pWgx2ZgNxoOmXFtHbXlqYgD9pMg86ZVGGaMZXDE16d+2j4n1nUPhG3wP8C6THbeKPiBrEGj2
N3p1wZP+EeiZg9zfwFWO6Iw8NtwVYHqwqb9pfwj4f+H37Dninwl4V8Dyz6NoXhLTFgsvCupM
JgiPamO/tXO45kYFpo/kZcLlhk1nFqKSe7/IpwjY4b/gl/eyS/Bvxto2q65Nq7SeOj5ltf2s
Rsr6KTSrc/vtm9UvsAANncJFXDZ6fUb298s1oWs9Fkgm0xYdNuZiPLkz9oBt9U3KQs3A2khf
nQkgsdx+W/8AgllbaLZfAbxpo2m63aarZt42W4t7GCQG11Ff7Mhla5WZj+7uAS+AW3krjkkG
vqKS3l8+2urvw7aXSX+nP5Es8u1NaQeef3pZ8QTpjIJ3bjvXIxRWk5VHc1go8iFtso0E1uZ4
Nk0kVqupMDLE5YB7bUR5eDAeVifsCp54xo2NiIriRtOvWWGCW3S1XX7gibTLlmgAWQFDus22
hM7lTcMnBNZot4Lma3ubfTbK6kuD9mgl1G4MS6keAbW6y+Yig27ZeVJVegqzZ6noer3TXsml
Wl8gKWjajfR+XLgm236Zdxs2TCCSVmGUYqOOKxTl1G7AtnqMWl2yXmm6Ha2cM8nmXNvMHu7C
4Cq3mKn3ZLRnIYZXBjlIDkCptS0XUHs5jcwQW0MUzXF/9gfabd9kxW6tBtysGG+dV3DCtlvl
rPttKittJ0/VH8JackFpeSxSXk0mTp+5VH2SX5sG152hwQBHIDjgVPJpVnpaTRray6WdPvS8
jWk6SzaC5N0M25H+ttZAHDkAgcnoeRqy0KSSNSay1KKw1KDXrHSJ1uyLjUYbH92btSZF+2ae
EUgN8oLBfM+aNjkZp6wasiakuoP4evp5zGHNmwSPUojsC/ZiuALraMMBvy+0lRzVVILfRre5
gh0PTraO0vBLdWemSJIbBJPM/wBJsuoZXAD7RkK+Rxk1Lpum+YLn7J4X0q/eQw3VxbWKLGDG
THtvrRl/5anBLrzhwvc1LU2S9WPtLWSaGFreG6vJZhshll8xIL6AIgaGQbQEu9oK8rkumQR0
qBHsPs0UkMepRXCSXA068nDfZ41ETqLe9ULlpx9wOFbO5CSOKQSW13Da2qQ3N+8ziWPZGFgu
V2xN5y8BUueM8DIdT/ep13HEkaOfEFzI9+8wiW4iQWGr/u5MfbONsVyq5TLDO5IzVWSeglzL
c05Yr6WG2B094zBIV0iWW1Jl08tvVor8YJkDghVIXjAYmsu9gSe9kZrLU4haXO1brVcNPZzb
o9yzEZMtsQQQFJO7JwO2kl5FcQicz2jiWLyFuL4eW2oDdKfK1FSNoCEfu2wCTj1zRqdzfi7G
pLq11IyZg3akcXO7MZNtcDvbBSSH6EnFUk7pjW12e5+ErC2bwrphksr4sdPh3GDhCfLH3cnO
PT2oq/4XknHhnTgNdvYh9hhxFDECifIOFO3kDtRXrJOxz8zPCtFih/4Rhog3ytGAY1cgHOPv
YB4qHxNNJZaFE9pr+qwEsI1mtYRINwK/6OyAZEI9eRycVNpDXX/CMB/Lhx5YyjHaXHH86Z4s
e8h06L/TWsmYCOKVZgwyvK2pOGXbk53kZ5xkVfECvW+R0YGPuC+AHtgkSHEQVA8arsZ45Odw
wFz5OfoBWr41lt5rKxiE0jPclkRGiT/Tx83mREsB5ZXrHn8OtZXgqxvvIMtxpUCShBHIYJgW
ViT+4x/zzPTd15ro/F2mGWzhh8q4YSQfvINyj7WEBKiNg67DEehzlsd68Kir0dDrkrI4Hw5q
Ues2gvJPG1xeTNfzJFdS2ZEN0A7gQ3QfdsiGcLIxYcPgACrsekvDa28kdxtt4dgtL+88tr61
CzIRBcjYwNoFbG/AAUg8ggCroC+INXsHN7e22qNdX08UUkCQw/2p87yCzlUbfK2gsQwAYs7j
kEVo2sUzzWe3w1AGYNZW+oSXEfzS7oQLS6XlRHxs3Kc7Qh6moS6GLUm9ylNahbF3jbWbLyYY
FlFjh5LZ9qZ8vYgZrE9NykgEDCmnFxaxfZ47m1MUlw9xPp1gcXEp8tt09ltQF4eC7YBwA2SO
aRlt45VunZ9PW122czWVyom02cqn+hlVz5lkeCWI4B5zzUV8kul2Mk9/ZabZQafPI13PaXKL
PpkzI5VrVUz50LHBGc4BkBIzQ5WaQ0rK5oanaajO7osVpdW9zcA3NrYK4l1HEcp+06dhAQCF
BZADyhz1qJ0lfVQ1rpV/d3GoQl7zyYmjtNahMwwYQyAQXAxnJAJMbDPrWvII7eFxH4ZsZEg1
INdxaZMEuLDdHcEXOn7f9YhI3FNr7WVhkZq296t5Pb21wl5cCVQ81nYxhLS4RpYybrTW2/u7
k/K+wBeRJyelN6bkblJbPVHFn5lrc3F1Pbm3tWmtiseoxqID9jkU8RXSlWUSk9R2NQvc6rd6
nJeWN/YzrJbR2tpqD2HluQYQsmlX6ocmVsYDkE5QEEZqO8sxd29jHObud7u1lIikt2W01BSL
bBDCL9zqI2EElcGVCdxJxWe0rXett9u8O6Xfx6xawJHqOmN/yEFihO5L9dpW3vOAUOEYyRtx
hqpxu72AWGCyjtftWjaybOHTp5xanVo5/M0eR3n32l1u+V4ZsvtZvlzgLisP412b2HwR8WPZ
3ltpv2bR7uWKz8idm0eZoyPOzuLNBIBjHbcOnWtm1urvUvMv9KeS8nxNDaahryvEskjPOTb3
reW/7tuRGx3YPpjFeJ/tFftp/ss/DHRPFXwk8QeNZ4PFENjcWMWl3dlIGsbqSIZtbid1VZ7c
7gQ6hlUdvSqVOdSVoohvl07njv8AwRu04QeK/G1/aaJc6DbDwnply1ofMefTfLu4/wDiYW2X
+eIkjzEGdoYEgkZr7Si0+x1KwurS/wBHOrk28d1LFaXXkq6F1C6lbHLAE8h0wOg5HFfnl+w/
+2D8M/gN8TNT1j42+K9Qktb7RIbXRL0x/wBp3Gj3iSRzSyOiAeZbXG1AQflHy/KK+uPGv7an
7LHw5+GegfFXxR4wv7rw74rs559BjsNGnhuPtMZA86AzBD5bnC7AxUEAgnFdWKo1JVLpb+pn
CcYJ3Rj/ALF15c6l4p+N/iqSK8uRqfxnvLm+mthsbULCGEpHfwt5p/0qI4ZosHPqa5D/AIKc
/B+f4k/Cy1+Jdog8UnR9WuYbho0CJrFlcTsrBxvHlSwTeXIQFBKAgcivNP2Nf26vh18G7rxT
ofxxn1Ox0rxd46n8Vafrdho00zWUt0JM3JiUZCD5S4UFT5bZXkGvsrXfDnh34vfDu80u413Q
tQsfFlncHzfDYkS01mJ3laO6tN4BgniyMqQCwGCOmcKsHQqqVxU3zWiz5L+FnjbW/wBsC/8A
gp+yx4r0mbV18HXU9z8QL3WJjYp4os9PliisbW42SEswYqMrn51AIyDX1/4yTVZPBWqtY6lc
WK3Hhy+tFvNSljkEcwgUnTLzDnMIZDsf73zLj0rxj9gL9njxz8GfA2qa98Y/EFre+KfFOoJZ
pp+rwwlNS0+2uQUhSeAf6PcNJI0rEEMwddwzVr9qP9tb4MfBPw5rvgrVrjxDq/i2fwxIlnDF
oEzw3kc1qESyv5GOxAjKf9IGcbRk5NVN+3rLl6fIlv2cdTwb/gkN5Fj8a/Ed6bFobzS/CVvb
tevIVisJGn2ixeN32mybcApPOSxNfdN1bw6Zq9yX0Y6SdP1lmuYGcPJpkplnCyW7Bhvt3X5Z
R0yDnFfnv+yR+0b4G/Zr8YxeOvHvg9o9JvvBUWgtc+HLG9lmhaNVlFvfRTJGlxHIRInnKSw4
YHivqP4j/t+/s9/Bnw54e8b61YeJ4LXxIbu68OwWGiSTzWaCVgInLOqGKcOAyNkrl2wdtOqn
OelvvCM+RWaPnT4H6Xe6X/wUYhEvhDVdPsLvx/qGrS2dvPGzRsv2pV1CxUnzBCHBDD7nXrkV
9zST262lpaWniG6mMqSXM2lQEC2vUP2dvOtG5UTkKrbBghkf1xX5v+AP2ofCvww/aq0/463m
keMbXTbXxVPrGs6OZHmm8MmSaVUh0+RQqXUBS4DtG20grjDda++Pg5+0Z8Nf2gPh1a+Jvhjr
upNZWc8qX+k3uhy2V5ZyK1u5u7NnOJcbt/lozdWyBkGjEU2pJprbun+TY6E0npe509tZM9zP
ClhpeoLeaO00oNwqR6nGoP71WXlL1MtuHfIBo1si58OR20Oqif7VqbCA3fNnqyCCVQlz1WO8
Ckxlum5VPUUimy1+31KGTT1v3vNMN15NtKyR3Tcj7fASTsuMgiSI+zcYrhvj/wDtI+CfgT4P
spPGtv4j1tfEuoXIhs9H07zjqDR28uZXYsRBdA4UjcpLhSBg1zKHtHZfovzsjacuRar7tfyP
mfUfD+hX3/BRVPE9z4dsrq9/4W5ptro+qXzc3MR0+bzNPvEVxskj+8XA+bavSvtmORxqOj7J
LQLBcNbWl7dANPb/ADRb7G/+UCSE4Oxm24yOTgV+bfi/4l+P/iB8f5/2jvAPww8StJqHi5dX
0qw1fw3fmLVRbxeWtnemEkJcOhI8zb948EY5+ntP/wCCjnw1vNQtJNU/Z0+LKX0L+RKJ/Ckr
rfgeUXs7tzj5YtpWOQgFgo4rrqU3OyUk2u8or9TGNR03ecX9z/Wx7tY6Xo+nafquoxRQ2M7W
MMUmoWSb7iwaLYVjncKHltOTIitkKu4dDWf8P/iT8Ovin4FuPH3gbxiLvRZGu7Q3mgBl+zTq
0kM08K7FJtHYH5eQPwr5N+MP7e/ivxx8GNf+G/wl+Cvj7wk19ojaYniLXtFu2uoYpQFe2hjg
idZFCgbJWZSqs2BmvYvhr4wtP2Sv2KfDcnjjw94kgn8OeGUTUbTQNFW4u9Pmut7bPJ3DfZuS
rGTnY5G7riplShGHK2ubyaf5MpOTlzHiP7asviTSP2ptX1h/AttePb+GtPuL7xRpF+bcWPnR
TQi6tQyFQChZ3jCkMyHBSvt3V9EtNU8O6zpOtJpeo2+qiKPUrG0QJFrUDqkRkttoxFKU+Vh8
wLbTtFfnt8dvizqHx0+KWr+KtH+EfjHTYrCCCaxsV8K6hO2kSJBIrXEYt8K6zM6MY8MihjnI
yD9a/Af9qjQ/2h21vw7afBTxpoN9Y29pe6va6zohtreVSYkMllKQAszd42UHcOOlXOlorNae
ZKkrpNany/8ADiDx9+x5+17qWiQ6VZ3ejWs9tpGt30GLaHWNDupFFpKI2f57pSNzsucfNlF6
197Xunwf2xbT6fLZ3drPaxxWtxDFmO5h2Pizn+QZuB96OT5T8owB1r5f/wCCkXwP07xx4R0r
4xwfDR/Fd5ossVvrlrYRSJJdaa4H+lARAsJ0YGOQbTtEueK5j9i79u1IvDfhn4DfEH4U+LtT
1u3i/szRdU0TTGdNSsYFlaIXnmhTDewr8sbqSG2qCQc1XIsRRTv7y8x+9SqbXj6Hbf8ABRfT
tb1LwZ4Uk0zT7K73eLL6FovFYWOGxV4JJGju3bKsrHLREtyzADmvRv2LbmeL9lvwHDqElrps
9hpV1gTQYk0R/wC0pw0dwAo3wk5TJAyChr5S/bN/acs/2sPDPh6D4ZfBzx3dWVt4junTXPEP
hp1F5PtcJa3KRxtnb87hs7hgAV67+xZ+1Vrtj4L8EfBvxl+zb40ju7OOTSIvFVzoUpt2Sa6d
xJqAdQ0SBsxlgMjarEnNL2TVHlcldeZn7T372a+R7z8StNlm+HV/pkV8FC6LqESwAYvdOd0Q
CR22nNqS5wSpwsq4NfH/APwSvbR7b4l+N9DitZdYvrn4dWeo3WoaPcJbLuE0Kme1j8tC0Cj9
3ICwyyBkXBr7UuJXtk0m8g0zS4oo/Ot5Z3QSTQMWhV1uYwPmtiCAXUA7XRsnGK+INT/Zc+Mn
7Jnx8uPj1+zlpVzJoUZea8t9Kszey6fHNIDNZzQgCa701iPkaJWdSVDDK854eUOWUJ9djSft
E01rY+6bpG1RrtLi0udUaWwuLl49KkKNdHZMPtVsSAVTGQ8Y9/SoVMN/dW8clncXy6haN5q2
1wY21fYDskiyP3c8PRgcbgCRyK+Ybf8A4KnfCewsrn/hbXwI8eeD7y1inN7BpmiCQQXbxyjz
bJnSF2tnHLI4DLuzg4ybyft3eOvjRqdx4M/Ze/ZQ8aa5rklr50mtahBHZWULKo8u8gG1BvAJ
Dr5qbiP4sEVEsNODTk0l3v8AoP2ylpFNvtY2fh7qF3J+338T9ZXX7BEg+FnhywuF1JQZLuUX
cLC0STP7uZFyrvkZ3A44Jr2Lxnres6T4S1nW1vLeWJPD92nm3Fo3kzxrasws7kDpODwJhwQf
evOP2Svgb4h+Afw911/F/jW08VeLvHt9b6p4r1S+tSq37o8KR21s7IrCeDc0b5zuZwwGAK5H
9rf9qHXPCB1z4CeCvgP421rxFrvhqazstah0t10+S0mtzE24RQs7XcO5k4AO7Ge1XG1Wr7rV
l1egnzRhZrXsb3/BOIX0X7GPgX7Ne6KslzpFwCLUkCMT3Nx/ol3n7zy7FXzcYRkXnmvN/wDg
oT8O9X0f4raP8VvD2haXps11pmpaVdf8JGoKaHdxJI9nLNOoJkGwYiyV/eRpjNR/sc/tDfEP
4S+B/B/7PnxY/ZY8aS2NgItM0LxDoPh24Ait55JHWDUI5ouJOSRMpBBU7gCua9y/a2+E83xt
+DniTwBYyX8WpYB8N32rSgxWV0lzJNAlzIVYbJCrhJMybPNIIG2rmvZ1udNW8uqFGPNTSat6
nmP7NHivxV+0r+0XeftC+L4LzRdC+FWlWmleHrS01A/8SXWZipu9RkRlDSo4aSRY2bEfmhWB
5Fegft4X9rp37IHjjU/EGlavHHb2do882iXgjltXmmtv9Ngcsf3Ew/1ijBUDg81f/Zo+EVh8
APg5oXhLVbmaHW7O7l1DXr2VW3WuoXNxGZWu2KkzW3zRqsmHGB90A14r+1L+054g1jRtW+BH
gT9nL4qadbPqq2t/4gj8PSzC1jRo5JBbosTC5trgIqoXOwKM7ecUotVanPdJebS0+bRpJKMb
M1P+CXWqT6x8IvHDarPpywX/AI8Fz/ZtmMSXX/Eqi2XsB+UIAFDhAecFcZ5P1I9t/acrSyQN
ONU09zcLbBlXxAqLORdR4b93Im5mx7EegHwh+xJ8dPFH7MHg/X/hx4//AGY/Hk+h+I/ER1S3
uNB8O3Ml9bXIh2tNGGgUSRFQHK5UYVhwcCvuS8DXd/uFlfXSS2rSyx2TBY7lv3u2a1BA8sgs
RJGSvLfxYqMRFqd1Zp9mv0Ji24qLWxoWttcX11aQDXk1Nr7zLSEzQ7V1yNFDC3YhspPDk8gK
xHOSM1bguZL23TV4PF/nyiKCzjurmPZ9sQGFTpk6gjEilRg/KxEmdzDBOHpFvpepTxand6Fq
cst3xP8AYiIo9SWLGNoZR5c8fVh8pPzYJyKtW0cE1ml5Lpl3Ibu3htXNzc/LdBfs5Fq+ScXA
+Xa/Q7QSRk1irW0NErsnbTobWKLUYCIIYFktoPEUrlfsKmPY2nzIeqgMIjk/dI68ESyxPoNz
LOviYaTb6Si25S4Uu3h8t9ob7NId2Whl+dVJ3jodwqoLWD7BHqNlomoqwlktlvL66ZIhH5bR
vYXa9Q+G8oNh8AqwPpp3IsfPLaZqsNjLZQmK0l1DZmwjkMyyWV4G+8rkuEJBAK/LjNUopg3o
RTfZoYntZvMsLjRbiNmjVt8nhl5DIftEYWU+dBKcE7Tlc9ckirEOlWEqXNlpfg8F7KWC+itd
O1Ni+mMzRML6B8ksJMbtgC4YD5jmoppLzTLqJLPV4LRNLG+0W7VpH0ZndsrNvJLQMTxvyuCu
DRDpJFnc2Nwl7I2nzRXEUOk3LRy6XKTE32lWJy9s4VHCHK9ccVOj1BqzJJGs5Y47L+xoJ4rj
N6mmJMAsmEjY6lbvuwG53m3J3EgjqM0++1SK50OSyuhayDUZdzaS0oitPEYKyfvDJz9knwrY
jdgQ6gYO4VN5t9NapBJ4h025VsXojtGYsVIRjqFuc58sHDGMHbkN3qPX9au5I5bZPEumXS6p
I81xYhdo1gBJD9qs5CcW0ilOUXGWjyRzQ5RjuKTZLGNKukE76db3zXfmIPtRKrrCpvASTLH7
NNHheXyGK8dag1TVbPUI4biymt7yO52RC6u1O64VfLY2U4+/HtDYE/3W2gVah1aG6jmeG/S+
+3OjMVlMf9qBWbhCD+4mVSPZiKrXGo6jqN4LmXUbW9Nz+7kkisgiXagp+5cZ/czjpuO373fi
qjZtMGtLn0p4VjVfC+mqLwRAWEOIxEWCfIOM55x60VH4b8USxeHbCMX8ChbKIBZLUMw+QcE9
z70V7aqaGPJrueJ6KsUvg7zks2bbGNgjbqOOKreJook0WOSJ49OYRLHPE6mRYwTzEOwkOclu
MZ61d8MxqnhV2kgbAQAeW+GY8YHSqms/YI9IVJ7iexdl8qEaoWZFwRmJj1EpJOGOOMc0s/d6
/wAjXAt8pN8PbV0aSWaHKRxi3+0NOWKgg/uTlySCOC2cjNbfxYs00aziMQufLurGMfZLZ2aW
Xyt5K2w3/M8fBHrisPwFY21tdRXjaddQosH2WYy3e6VUOf3DY5JJ6N7iui+Kb6dF4bs7E2Oo
SlAXEULHzx94hLdlyyypjDdjz1rwqUuWB2Su0efw2d9qwAmW21aO+u2iS402ARRaiomLm0+U
gpIoIk37QwYEHIHNhNId4bYXfhy7klmj+y2F9JMFju1DRj+z5lVjzhGiLA7jsQ7elRLp2gW7
D+ytOmuIb+URBtN1J1t9WIkVvIiLYaK7Rj1IAOMZwcF40u3ngsdUXRtXdb63EDXkl5IIbsMY
o1spgD8l1uXZ5qn7yqfU1nKUr2aIvcRdOvbkG5t4rqCWBTZedP8AesgyBfsEh3kvEw2AMTkB
hxxT4dHvbC0F/eeD4bR7C6lgaa2uVP8AYW9GPksC582AlvvEqdsjcccVRZ2cVvFM95c26w5s
/tepXMjizyhH9m3Y3nc7EkJOeQTwwwMSJpcunaaFawubWG1klh+3314WfRCVl/cS7pP3ykkB
WJHDH+7xVuo7NodqvhtbOynguPCflTaPqfnSNp14BLojsJWFxB8xMkBzuKkqQQQM01JQmopp
Wo3n71C11PZacqvFGBJE323T2HHmciQxhs8uCKmudKgstOke58O3lodHvg6XNrqJeXQd5kJe
PLEzRMcttJHDEDNVLtja3Ntp763dw3NiGvJrG0G5dPXfETe2sgcCdSG3GDc2AzAD5c0mo2bR
kkk73KiXdreaJaWbXs98J1a4NlBATaXwb7M3nwH/AJZXny5IyNssbcnNLPDpc87XbWNmJ9Ut
EKXNjI6xawsaM5Wbcv8Ao98pXK46uSMjOamh1KZjpkA8U3E00xlu20uAkQ3AVYGN5ayhvkmI
JfySwy5dduDUEV1f6g7aeIPOa/DSw7J1jj1kLHOTOMvi2vF2p+7B5PFCWvvDdrkK6hb3mpT6
lc3zXZnlmijvdYsijy7pZt1pqChcA/MPLcA/eGaguLXSrpILy9huoJrPULaK1k1DR45zZlmX
MFyCjfJnDKwB+XcCBjixJPrF/eNNBqC6gL6SaD7VdAQx6kwedTFeLn/RrhAMK643EA9Tii61
uSy0S7n1Xxnf2hlv7S1E15GHjmcOgEF6qjjaCSJcDKbyTxTtFb6jba1uNi020t4I55dNubcW
1ykiNcaQssllPstw3mnyz5toxV8HlgFx2qPVrDRLfSruLW4b22/syHzdltpyy/2bIeRLECn/
AB6Pk4UH5T1WrLxa7PDFcWepuTCrQS3lxIskkDbbfdbXSgkPaekgG7Y+c1HPdX0EF7De6lqE
CQ6XJC0Figmksj837lDz59m6qChbO0gDvUezhFWSJ2Yks2oRKivHcTNBqf8AaM5stO3iMqZv
9OtSIx+5IZWeAjBUkAc029heWbVItR0aO6ivb170jRLHIvIYpCI7qxcqdkkYADRnIIHqKruk
wRVFy3l2kkc5YSZW0DLMy3Nv8u57RwAXiOQAG6Yq1NYzRXV/aJb21mRfSXMNro10dpPmMTPY
NggKcHeg4PPrWaUIPRESsSWiXOr6fLZxS6Xe/wBr3Fuxi8gwnWohIgD22UBguVBZHXkZwccZ
Fexu/ESWHlWt3DdRajCLVZp43SG/wqkWVwMEwXaPkeYOG9Oaitoo3tlNzo2k3zXfkXRhiiaE
34EkI+02JAHlXAPyyIM84YKOakikF4IJLVYrn7cGAxC6Q6oFj5gcbcx3o5AfGSV4rSPL1Fq2
WoNe8RS6pHNHqr3Aa1itYpJI/mwySBtPu49p2yEqVWTjDA5yDmq9wLqBbl9GN/Etlq9xb4vY
GaWy3u4Ftc4BWSCVcBWGdhJ9MVYntor2/hvXi+0w3iw28E6LIBL8kjtZXA2/JOQMo2Fw6e9N
mv7Rp7yG2vb9v+Jpc2ovNTi3PDmVsWt6Ap8xXzmOQZ2FutJRW4223YiS+1KxmuREutWEGmyp
EjyxlptGdmiyxbJFxbyDchQ8qVPTijVJ9Us7VrG60e+gbSnjnuIhCJXsXkWH/S4mPEkJYPmF
ufmI3YIp0gsZLq/lsrnWLT7NdRxltWiLSae5MXyz43C4t3GRt5IZc4HNM1WxgtL+6OnJq9vD
apClxaN80+k/JFiZX2kXFrlWXym54BwMnN8sbXsK8VozOY6o1tfWmueGmeK3ha6lhskEbbmD
FNQtSeFHADQ9ehBwa04Z9ZTTV8q9M0txqQvGSJPLXUx5bqt1A68wSr+7LRZI3J71UayRI7+y
1Ox1U/Z9MLvDpO8PChEgFzblgMQNwGhzwSOD0pt5FqLWP9myWE91ukN20VrblHu49sx+3WjB
cQ7cozw9SQRjmlruynZ7FrULjX7rVA9re3t7/aN44hWW7KJqyLK23GGzazIpI+X72MVDY6t4
l1S+sZp9Q1HUIL1vL3vOUGqLGIw1tKA58m4j52uv39oyMmq8lrNfXvnNYvffaZZOLSBYk1QC
QMJbfH/HtcID8wA+bBqfRxfX9/bsun/bhehfLcR/Z/7ZCmElVAGIryMKTuON2OtKSTd7AnKJ
Vttd1ey0K8lm8VanaWrWS2yzX06yCPbsJtrgMxB25BWbglSRmmzanf2KXEsXiueyitrOe2hu
JFWRrB2jctbSqWcSQNt3pK3QjqBUsNvKuiT2xtgTLpv2aOTVYNy3OCgNlcHnDoQVV+6vmpIY
57a1nktomtFjspLSKS/jRvsblW26fcsOGQE5SX8CacUkik7xI21zxBA0ay6ldWn9myDf9kuB
N/ZQkJxLE3mZmtZQcFWyFBOCNuKVUvJNCv7bX9MuHWxe1upI7a8Y/YBvQm7tWcncGAJKNgBs
YJBquNLmsLYNeaXPp/8AZNwYztl8x9DJkyFwW/0m2kzjDZ2ZPpUksH2K0v4U0u5tntBb3JWx
vPMfTMvEfOi5IlhY8mNgNuB1zVpWYrpFiGHU44bqykhS4ka1knZbC6CLcKFjP22Ah8rOdoLx
g7DgHg1cvNS1y+KJJLd3sd9bJdMkl+Eg1iFTN/pAPmZS8jG0/KMErz0rNNhPdusM4jLyPJev
ptm4QEeUji9tZNxAJIyYs4yMYo1CwN1deXsF0b+I3NtFbz7U1Mqs+byHD/uLhATmMYDY6Ghp
Ia7k8l3rt1qLX9jdf2i92Z3sZ7vUgkWrIPMPlXI3fJOpJClQD8pzTrSSW8m0u5aJUN4THBc3
17k3J84D7PeAN8vdNytkkKSKp6hbQ3qTNbyJfNqpeaKTywlvrm1pciUZUWtynRc4D4B5zVo2
8jTaLM+nWtyl/byRG5vbgpHrGZVAguE3fuJMoVzu4dAQPmqOSC6Ck3YabDMulXlvpljDKkrW
q3t3cIZBIpiUW90CceSD8m8EZVkOOKoreW9vo1/Jc6je6f8AYbZxKLACSfTWIB8tVHL2zEbl
c91OetXZY5YYNJvV06Ro7iOeyXU7u6C+cyLCos7td33AfkL5wVCNUUGoJpukT3M2t3enLDpr
QSuq/aJrLOf9DcAt5luQMpJgjKkZGarlVybsff6m6x3EEt/I0cCyveQ28ol+yllmIms+oe3f
I3DoNw4qPTtSaXUIxq2oaqsC4lLaMok8kyLgTWmOobI8wDGAT1xT5b5re7Ef9qS26Wun3Gfs
f7x9PV0n/wBSdx8+2fAPOdhKjgCqli9pZXVrAL+axMVvuL6eqsLXcF/fQoS3mK3V05xzgek8
sbXihr3tyHS4bZ9CEBhfUI7m0hlk8232+eqtAC0RC4F2qhg64GdueSKmuJbeC1e1ivTI08Cy
qTbkR3oVdpY7fu3g6HrkgZNP0e41VdEd47gXDIkFwAk6RgMHgxexc/64jIeMjALdOasve6zJ
bRn+0A8kkhuozG4VbhduDOAOYrgYyV+4SPu81XNcVrFSa9kv9Wt4rR5fPntkNuzW5T7TEGuA
YrncuEus/cZRjzOcjdTJJra91OcpJql2JbmW3tbjXdO3JEd8rG3vwFy6tuV4mBJAerk1/cW+
oRXj6uty1x5mHt2wupBJZ+ZFOUhuQp+RBhSwAo1W3ma81L+ztdmvkfU/3batCIUvXVnxHfDr
GQrEwyLjgBSeBTTadxXu7jLacWcVjcy27xR2908SLf28kktjKHi/dX6bTutz0UrnjacHBpkL
XGmQmGGLXdNjtMRTRpKzS2DgQ7t3HzWTEEhRyNvQVGBqdwLe+Ag23zmCaXULzMkp8yBVg1KM
dY+SgkGDgoQRzTWNzbaW0t5qM9u8GYvMkbzZrc+XD/o8y7cS2LdnILDP3qV9bgpO1yea7u9H
tpibSf8A0S5lN3DYxuLu2BiOZbU4G63b74BBwNy8EjJaNatdTxxWmo/Z/sklzO+kW5iDGQTh
brTywXCHKrLHuU/MCM4qOSxuTpAnuc28thbOI76zlMlzpyNFJgQ5B860OAcHOASp7VZ0hpYN
SFlNqN3bNbWc8tva6fAXjto/3w3WJK/6t9x8yMn5Sy+lNdWtym5SWouni4d1up/7QvUmVZpm
sR5TXK4GJol2rsuFIxIOAcEUuj3Mc+mDfodw6XtnGIUuowVvUBhxH3Md2vIyM5pmjxSXc1s9
ve3b5QTRjT4Vz/B++g3ABZl/5aoCARmk0rSLLVNCa1t3gC3lijeXO/yXOzyQJY84MN6pG1wv
XKnHeiN3LQbtazL2lM11DFJI2oBbo7I4ZogIbtPLZfIvAVAW66oH2kfcOec1ol7JbuBLM20k
ttCYgL+DzGjDPOv2bUlIOGI+VW4+ZQQawpLOK+sQTdT3aX4KCOdY1XUHSOUATHbiO+UAjJ+8
dhBrYWJr9i8txazyzRNBDeTLEr3ZLzAQ6kMExSDHyuwGZB1ycmrT6EpWJILOO0ubOe103UYo
rZpUt2uAu7TiTkpcgr++hO8becKMccU3T7W204l7nTNRsPsbIJHRFeSzbfESzYA821ypKoCd
hQjHNMgFuA9zFqmplFufJD6jahlPzkm31BWXmDBO1iCAGxnpieOVdPa5tzrfiezNqYPJa4t1
MlpjySYJkIBmsuhjPK43jAzSSv8A8OKUlcfHa3OnQuE0qdHgkaUwxp+98zCj7XBxhbduN0eA
CDxzUVzJe3MK21xrVgWvrmSY20EDrLqBVZStxYFuVBCZMRBAKMO9TPZaa4ltYIdajuI4vNiN
i3720dkUBYSyrvsnBx1Khtg2jBpdb0e2uIJba0tnRZ5XuTDA3+mWs21y0unrGuZ4X2tkIp2M
G+6c5pRfYUZLmKOrzePXZrzwdLpt1JfTCWS1vbDy7W9iQkF7LygWiucYclhg7WAAxVK68afE
Wz19otW+EzXP2o4Gr6PdxXVlqEaOi7VJw8V5k7tjZO3PHSurtEtnkitS98ouIfPVbO2Ijdgx
YT6ayhWilzktGAu7dIOcZqrezRSIY4ZWZr0fvJoVAtrlgsfzhcERXvI3YHUZzzwlGakuVltr
qfQXhnXSPDenhrzT4iLGLMUy5dPkHDfL1Heit7wdqU48I6UJLvSlb+zYNyz3B3g+Wv3uevr7
0V7F/MiyueA6IZx4Ol2XDs3lYHlsQe3cc1W1l5Y/D0cUgjjjSIFE1RC6SL8uVkY4zMcfKc9M
delXdCYweEZGJaIiP/WRjce3Qdvwqj4ms7eTSGlih8zzBiddWKmGbgfvGYY2TjoAc9jXRxDF
usrBgfhZN4BRXMFy91s3xOhmkSXMIyc2rrwPM7h8Z5FdD8XLa8g8MpqMVzLHbRabIbhIImZo
kSNifIwpYyqOTgZPJPauV+Hk1u0lvLDp966y27BWlUAHDH9242g+dxkN3GOa6n4g3+jLoEVv
qVpqULW0TSRfY7ZmuLYlGzIsmMM+OJAOQG5NfP0k5U2dkr20OJhsNUiV2vU06SS5lRJkg8wR
anBlP3cOwfJdLyCyHeSRkZqM6TfWUSOkqySTL9ni1dbhjZajHiILZtEcGK7G1UMvDblB4Ymo
D9nu2YX2nXCxylWuRYuPLuo/3e2S3KJhb44G8LhwQw3ZIIgnhWR4oEhuT9riKotzPi2v4CkY
CNsX5L/C7d23d5iD5juNQr20ZilNaFu2g1FHLrq1jEfLa2Sa4Vx5CPuH9nXanrPlsI5+YY4N
RtcSwWCzxzJbvZK8O+9Mq/2QzLMHtL1ScyiQblV2JPII9nf2TBLbhrW8tHM9qYY31XPlyQqr
g2d5kYN3tP7t2IfI4zt5fE92LhmbUrOHyojFE1+hJiBEg8i+VlG8kuQjPtI28Um9Nv8AgjfM
lqMaKCCzlvItH1WybS9RDLI108knh8b2Jafn9/bMrBlxghWYc4NSYh0iS006OOaxt9NuWu1s
La7kefQ1aWBluoW3/v7dt+4IGyA/+9TiJbCNJ7C6nhW3mVbWaAu7aS/mMXh1FWUedACWZNwI
CtgZXmkL3KJZ2z6jYWL2GJozEWkk0iRpISLk8Az2bHkochVkx2ppXWjM5OyGzNYXFnDpSXtq
VeKa6m8PxXTiUv5cMhvrKfcOn+s8osDlSu0nmsq8/sbWEms5tKin+2QvdMFvGT+2CqykXcZd
iI5gUOYn+dtxAOcVpZnmt7G0fxBpNyf3l21hZqUmP7uJhfWMzEHyjxIICSPvLxVe/wBTvZC4
u7mK4kud19Ilu+1dTIE6m9syOYpF4LxdSV6d6Neo09GVbyfw3qcySWYtb6S+jkga4MssMWuB
WkASdWf/AEe4Tbld/wB89+ar/wBu6VNb33l61uc3ENtHNqFoxj1BFeEi1vNzExOochZfl3Lu
AJwRVm9u7m6knW9vrO/+1zSfvLGPyV1JUZjuiAINvcRqM7f4ynvUd5Pc6heXuow+LdPvhdX0
CkvH5CajloAYXUEeTMA24SEAESP83y8mregw+z2SNpWsWmlxNFmS3TVbu5cG3ZFiDWV0u/LQ
jBTeWH7soe1RB9O063upY9UutLt7G0niBQmV9OZvMP2V13t51m4AKNj5W6nnNMv9t1pdj4ji
hkJRJ7STUbptwUmKJfsd4jH7u4BDKTypRh60+yv5rEXV4+uzaeINPktVlljEz2iOsubSbJPm
QkqCkhGBjqKcroCK5Kw6e11bmO1j07UUa4NjIWn0yR0nbzYVJIlsZdwYrjGC4BFOm2W9zqCL
pNmRFqENzLa6RIWMCM+ftmmeo4+dTnjseDVyWG4ggOoW6tHLpl4IkvLe/wDn0jdHOWhCFyJr
RjyuTgqzjsKhtZ9Y02yeW2s7m2TRrqJon0u73SaIGldlmtssfOtHBJ8tvdc9BWS0JluQWo0m
+h8oLbXa3McN4y2hKeYokg/02wPRZto/eRdMg+9RwXy3emR263RuJrsyTCBH8u31QLCQWUqM
w36sOgxuxU1trlyiafZ/2kr3FpI939lsrgHy1JgLXunyu5EpOSzW7E8bxgU1Ly/FlFaSeRei
7V7hbW1mEUd6BDl7y3bd+5vFwGMeQCR0oEnYnuDLPLb39liSPUbWBYbq1kHl6mNs58q6HPkX
uTlHGP3isMdDTWvFn1C/u7HxJPL52rzQifWI9nmsZGzb3qFSBvHMMvG1j1IwAXkCiV2l0pCd
RtYgt9GSqa2g85jIyhx5F6mAyjJywYZHSoXZp9eupbfXDfm51GeKKe6UQG/IcsbW9VyNjj70
LHGW4ycUragktyfULr7XqepXset6qsSS+R5+rRESWshMBEN8rKfMtz0DZbBU4xkimXGtR2uq
NNcanrNutiY0kTU4g11pT+Xb7VkJU+fZkqVwem3sTUGoalcSXF5fW2vXUqMkcYudciUPHMPs
+ba+QnPksD8smOvQ81Yur8XE00n/AAk2oK0NtDDJ/a0I+1aefLg2RXO4YmsSQV3Akg85Ga0U
m42FyqTuyL+0Vil1Wwvl1mzNpp8gkNgDI9s7GTEkOAP9EcHlcna2OOlQXc1xb2qQmW4ZoGNz
cm3gIEYPmr9vshsykeGDSwngjdxjGLDtd6elx9qu9QtFgsJYQ1qgll09yZR5aFcmaycYxnOC
Bn1qsZxJYwi4cx/ZInuEjgcBrYkyEXFsdrF7cknfGemSMDFD+Gxdkh89vNdapPbT29vfC+vp
HEOkjy47/ZKP39kwVvKuI8/OAx3DjFM0iwjlvLBv7NuLyO4TzJRaqyJqaoITuiTYBDdx4BYA
rv5Oe1Pnt4zdXS3mn+WtxfPPeW+jYOCrrm6sWIJEq5/eBWyRjPSmaPDpt1qVjFeXLSC+ZCsu
lhRHfqnlBLqzwoIu0/5aRqQSA3WiLdtGMZZBDoVwdPu43huLCWFRqsEipOiqg+zyDjbcxHjz
Ax3Kc84oZL63jkVfM3CF7D/iZRkqFxIv9n3m1MEsBiOUgkfLzTtNeOXSJ8XVvevd6fJG0l1I
FXUkUDCHC5jvFX8WHrVSx0/TGaJLGa7uHeA2cQvmysyDzN1leHb8lyOQkj5OSuCOaFHS4LRW
LUVla6fdEwW11pyWbGHz7tmkl0wuT+7mHPn28n3Rn7p54p4WXSYzHNpd/pK2KRSRBzI8mkSk
wbblSP8AXWz45Q8DcOOMmRrzTP7SuSLfUrdoL8wwTaovmfZ0d9pjvBtbEchGASSoPpURRLJJ
YIE1KzhtFQ2q3DZfSmzEGEuVO+2Py4J3Abeg4qr63E0mCXqTWdnGLyGFo5JJnto493lHylc3
cJxkxk/vPL5GS4xT7ppbw3NtamKeW6Q3pis0LLqATzyb62KkbGQEkqvJK4IqNrK1ntreyiiD
wJc3Er6dExNzaEIj+fCyjLwgESAYIxkY7VPPpsd08ltBZXkpktpLmVNPkWM3smJQt7aHYABk
jevA+bvihu4JWGSu0wuQusx38mr3UbrAit5OuKPM5XkLHMnzLwVyQOCaheZr8Wl/bxrcx6lG
1vBqcjsi61mUf6LKjMNsuQFJBGSoxg5NWJ1ub3S3RzbXcup38U9zYb1ifVsGRfMtzgeVNnKs
o43J71G9guoXtvdS6bPfJqyEvJtEdtrQ8xMwhf8AljcgJ94AfMnXk5RLdxIv7PghhubOXYxd
7ey1S5t22XAAjU6fdKzfKRgR5HUBeRjNSvq/2Kx1O4t/EP2SK20U25me3Ly6e3LG0lQsTsGN
yOc/MpG7B4q2Igls7e+KvKbp5LFbm6LCK9OyEf2dOv8ADLxsEncgGhNQkstM1LUI9bNmINLk
tTcXtlvewG5j9iuRyHKj5kf+IZAND5mrk3V7Ft9RsrSWaO48TSWTWNnKsccMDSPpErrNmNMM
xmt3OSCQ2DtGQDiqNtcrFHbGTWHtmskFxOtnGP8AiVsxX/SoB5h3o7FdyfMBubgYqe21N7eT
y59Uism02wuIwJoDKNJDJMwgcf8ALWFx86OclSqrnmqlrLp6W0LCNrY2ghuS1tub7AztGftC
gn97FIDnb/DuI7U2/esaJWFs7S5XQ76B4BcSJBbXdza285zGpkhC31uNzcuB8yHA3AdOKkms
5buzuUhFreSXWmfabq2WQRpfIDxdrlz5dyBkFeB07Uq218/h28huPCb3xtra3u54Yr0RNbBm
iP2yHcx3JIFBKDGGRcEZqv8AZJJBd40m21ZJ9LN0bVZ/L+2fMxF2CScN0Dxkcdcgih6aAnqW
5Lm6kmjmjnNzDfRtciUXKAamivNmWRd42XkWSUweSp47VYkdNWu71RqP9pPqN1JDbT6pIlv/
AGgyOxaC8QYMbL96JgAecc1lmB123VuPPivVMsmWK/2sEebFyfnHlXUPOFX77LjnOKu3nn6j
rF99r1e31U3mpeQt1Jbm3j1Q7uIZsEeSyZLI4A3cjNNK4NJijT1uzo99babYM8qGCHUL68Xf
csHhUWd8obHlkrsDg8nyz1Iqm9tqiaVBAlvb26Q3Elot9czCUI4SLNlOobP2ZjhUc5yrL0I4
kjng+zaTdvpHmeYzWSajNMdl+N8G6zu035iUAY3g5BSNsZOaW+WDTNPtL67slT7LO9g2qmfc
0CGNR9hnQMd8Y4VXJ+6VOKmzewoaaEBE9ppMt3NZW1lHYlkuXhut8+k+Ysm0QZ+9bEspO4ZT
5h1rRiuLjS7wya1Ktqtlv+2rpkgkNizeZtntABmWGRGxIvOGGRnFUxcRaGZf+JobMaUJYElB
8yXSxJHOGiADHz7Z89eQOKvaLqkGk6nGlh4lXT1sg7wmGPeNPaTeC8K5YSW8ob58A7DjgYpq
8WNvQNJt300xanbzTJulS6kbTZQpEY8vbe2yY+/wBKg4OTwM0trYnXvDbWB0qx1WOe0S7U31
yVa4VXjQTg4G26RcxsB1BQkcVHoN1suNOe21hYBDKt7Ili2fKJ8sfbYFyeDkpLH2ycrxUmk6
Qs1rqELWq6ss0JuHhlm2/aCGjUXsXI2zLjy5F2jOQevNCbTskS3ckmiub63UpHDNLqEYe3a4
dfL1KIJIMzAcR3SjAB4OasXFvd3l7Bq4sdKm+12z26XU+6OS8RZJR5N6OiPxgOMEyLnnNR3l
tc6hBLZLaQ3S3dt9oCrd7ItTVVmUXAO7Ed0gKsVBwQCecECZYLia+juz4dtbiTUbZljuvtIR
NZIaT5JPmzFOq9cE/vFPArSLd9gvoJ9tsZbON7FnkNxdCCJtVhClZFkAFpfLtOIenlyDrham
i1a3gjLr4j1jQ9k1vAlxa2HmyxTAQb7eZDGd1r/EjHoNwAqu+o6jqV3LqFlJFqMF3Klsbu7u
QpvTlD9iuVyNhU7lWRecc81IdQuYftFzceI7izQiO1kuJVjuGJHlBbGdPmBhwBtmxuAJ55rO
DSlsIsQ6ha2kt5HqJ1mGSyhaKddKiYvA5ByY9qDdaMM454OBgVYv5mm065XS9PtJ2srtnme0
jIvIgfMJm08FACpyrOuOGDjjNF1qUFgLy6fxNfWItbXyS9na+bJaKy5NsqAHzbZuodgx3KAS
Kp3kN9PaSXMNnFt0663JcwYW50cEyfvLJM/OjYDMhyR8wq22yYwXMjZsLyIxxb7bVsFTLdWV
tHmFd0gIm0/5Rsly25lJXguOcZqnPBflEmey2Quw8vybb9zLGETLAbPlux91+ACQcdDU1tfX
cl1bynXr6Exkyy20cYEcDMebmxbP7xzk7oz0DvxxVQSlikr6o5LKJ1McgMUrbYx9pUj7txnl
kHBYk4p0m3I0krH0b4PudXHhLSxDo1syf2dBsaVW3EeWuCcDr60Vk+FNRtD4W00vCZydPhzO
92VMh2D5iOxPXFFekQeZ6A88XhRzOAqmP5mQ5IAA6e/pVXXdOu7/AEWZLQWs5MG8w6tjbIuB
mTjGZh2HP0q/4ctFPhN0WVANmUDnsD1yKj8Q6e2p+H0s/sn2+KWIzxW9zMEaZ1GftKMf9Wy4
wF7gV3cQJqp8iMG7mR8OZvPaDYbwtHC6xyyx4KrnOG+XIk9D24rsPH2pM/h0xWN7PaNHZsLe
byPNuLRgj7ZjkZbc2VkVccHPNc18O7ub+0IJJ9RmcGFmaVwF8xQxzI4A/wBaMED1xXUeL72P
+y7e5g1Zij27y295JEyvCzZG98ckychkI4wDXzuH/hHdJnnllbXsdxHa6hBKwWFJLmNQmBEf
LK3lpxzd/LkofmBwCPTPtHknWHTra/uHkuLN5zpkdq0UV3Cqxgyr8mI70fe28EuODk4rVgkk
ubMXdpEZVglS6m2Nh7clk/0+2OSXkJ5MZOQVxgE80pGtNZkgN/em4e5SS4eKLkTgKhOoxndg
XI2hmiPzbhwM1k2RdWuOitmubYtbWKXn2u0xCbkCRL1dj4W8G0+XeBSShbB3ZHHGTdA9vBBb
w3VzHLFNDbT6vY7zJhpQ1tfAxZkb5gYmG7bkHPNPNnKbphDbQK17bL5TWkqtHq8axMxuG5/0
e7TllVuS/ABPFRW1zPehvJ124v2muHQvf2YRNXiXzQwug+PLuE6IzBckIRmje3kPpckieytY
kvrW51yzRrxLZpLiyLmJwxxHfqF/ex4+6cMVUnirNnEmnmI6joElkdNZSiTW6yy2Ds8K5kPl
4ls27KMke2KrvqLWys83jy/kWS/W0t7rVLLCXQEpAgv1ZeikkK7ggI5IOFqwslnBCyW9/qdm
tsIUtp5rAtNbOGh3W9yNuZLUgAq+GQhTjjilJW1uZtpDLqW9s7e0gitdOhaAzXz6WsTSXlow
hQ/a7YlRvtcHzDGR0Zlzk1Dc315E0kCaRdF5oVupbaOEbLqQecTeWLbMRqPkkaJ+SHIHTNVd
Wt4E0yKExTJYW7zTQ3tlGj6ho8/loxVV2DzbM5yGA27Cwzj5ajmtbSW9vbG6n1Vfs1pFcXlj
aW242T4mIuNOCoFeAEncq7QFYHBxTUFe7LjsTahJezXNwWitJkuLozAWcZCagiuy+bbfKfJm
jH3lOd2zGKqy6ndTSahBa3miait9LGtugsikWoOGgJgUjiG4CtkeocjB21JfrbS3QkuYJZRP
H5t2umRqYrohzi6smWMDeOroApBDjBouoYr++upL1ILqS7uYkuV0pk8jUVUQyAx/L+7ugWDB
RtyDgY6CltYmbaWgx76dYrXUo4pyboNaxahImFl/dIBY3SYBWTI8oykEE7GGM0jzy2qPJDqf
2SOOCW0FxdWyv9l3JL/oNzzlwQp2yH2561WlmsYbGx86XVJTctLCHuoglvqEW1VMEgKYS4wC
m4r95FO404iOG3Ms1zqMUkc72dvcXkS7HgP2hTYXYKHEhwQshzjcvPFJ2sLcmaM29k9wmnT2
xsr8R/bY5yzaKGEuIGUsTNAxICkEYSVxg7aS7hNvZS3dxp15pxsLyKZLywmaSXw7M0pc7Mt+
+t2H7xcEAfMO+Kjvln0e3adLPU7eKwv/ACLK9uBn+zgPODWt6gXLL82FYBwUl/2aWUJpFnc3
flavpZ0+/t0hmSF5m0JxKG2zAL++tyCHTG4AFsjsMmrgRQ6uIH021m19Y44TNPJZWkJ36fJu
hYXtpIWy8TfKxQFgA78DFMjjgks47Wa/jnW5Vp7q2s1JM6rEf+JlafOP36phiqkfMpG0mlmF
3bWVkGlitn06RpZLSzQvcaXkwMbqNsBpLck79g3ALIR/Cahnh1ObSIoftULTCWW6+zWpBk3G
At9vs2xk/d3GIHnByM04aakJXLt8NNtz/aF3pIlkvtMicmLKRa+gMp+2RYkHkXScvtBOSTju
Ka17pmo6tLOjW2qvdXUtu9212YRrGCoWK4Vj+5mQkFWYbX5xiob+C781nuILoPf2azzmBmaK
/AMrC7tsYKSJt3+Xj5ssvI4qzN9qvtXvxdS2+qf2hNiP7FD5MWrIHXKYUgQzxfeBOCelNvqJ
6FaYW1zbG+uUE9xLHHbxXWo3EqNdEPCptLr58xsucLI2VYoCKHvi14WTWPtTRQxWtnqV3EVl
gd40/wCJfervXfAw+XzeQCByaht9Uia38l7tJTdxLEjymRBqaho/9FmB4imQkAOeCOc0+XUI
5hHrF2ss9wluLM38twSHjEQJ066H3gwyAJMFW4J9aadlcCaO+ktrK6+03F7o5tLWdSLeE3Em
muTKGtSNzCW1P3lfBAbHNQ3IU28UsV9NYNBGs2YI1f8As25ZnG6HEhD2U4+/tyBuOduKVNRt
rF5pYdVbR5baxmhgnmJlWBQXP2CZeQUIyVccccEECni6Sy0tFlt5LYaddJFIYbrKaVLKXBQL
vxJazMfvKQBvORxTbuikgurVdNu7yzubSXR5Y7z7VPbWEom+yP5qD7VZuTucHgOgB4IzxUcF
vbXNjJPbySJcCOK9uILCKJVLB4QuoWBVvlkOFLqmGyWyKfDapo+oamsejTad/ZN950sMd4Wk
0xmZMXEDCQeZGx4cYHQdarzFV86STwuJ1tokupI7K7+4SY/9Mtjv5PBLL0+7zQnYodcxabdu
1rNef2hFdwMxRYI1XUFCnM67sbLxRkYO1yRjHIqs0Uc9w12+pvdNcsYYWkRQmpxgSHybgcGO
+T5tm/5j8uDRrUN/Mrwx6Kl6ZoWuLiGOfdFeQ7HH2pfn4uV4yB6VJcjU5pgRbeYup2kbW85v
FQatGjSjzHIfKXaKQQRnleemKa5ovQLRWxLNc25vr66g1vUrpZNQMMN1rEK4ILjNteoy8I4J
2M2Rv6EGpPNt4rm6jh1K+aO32xxNfxbpbRm8nEVxwd9rwRnJ2lRzjAFe6v8AUr/VpZGlGpRz
3bRwzzTKv2w5UvZ3igqExglG67qWW+W9mMtrr0txuEUCS6mnlyxSMIz9luAR80J2AZ5GeQee
G731AXUfMt9GSaSztEgiuGMpRA1xYsIwxliIUCS2B+bGM7SwzgVPdLC11cWr2Fy8iWkk81vp
E+2QH96Bc2TgDMJPDID/ABcg7RTEQJYny7Wxgjt7p45JjIok0+Voz8uW62ueOeArEZOKbeC7
iuLz7Xp1zbJaW9z5lvp86ySae7eYBLa4OWtXB+ZAxANVHYTdtyaNI9R0UW1tBFdJqE0M91ps
cflz3rEuv2iz+QYkypDoAcMp45zRawrNHbPeCa8M4cTNBclIdWjLxENEu3EN0vU8AlkIORUN
zJeRWMq3FlYyYuIZZorf924ByRcWhH3c4+dTkb1Y8ZqzJLNOfLWO2nd1WSVbAlIryMtERJbD
/lncjbyVzyQcc1Nm9iCvDN5rWdyFutQa5/cLNHOY11CIon+jSKY/3d2oGAxHO3k80zTriysL
TUL4XEdn5NjNClxq8zAbUYkWVwMDE6clZASSp4PFMt7XzLtbxXjvvOMYkEA8sajGqoN2MfJe
Lt5bgk9qLC4v4IdSjTU7WKM6fNFFNqyYMgVmYxXGQMTrkMG3ZZQRhqFo9RJWdyXz7K0mNppU
7aTNZrNHbpq05lFiHV3NrOMfOp5eKQkjBxnNVZha2axl7ZrVLQxzyrHdO39nF5IszEEfPA5O
4YzjngVetzc2LG4srqwgjWynjQ3oUi24kL2tyGUEjq0bnbwByc5qrp9s4itIJr+2s/sBRovM
Q7tOdjGf3uVzJA3ykFvlG7AJxR12GMi0uOfRtUXTfDF0I7WGCRYLC/KtaSu8TC6Q5AaFxk7Q
wZTHjGGp17YyX1pqUI0Ce7Yac1w8FrcIqzk5H2yE8fK7DDRnB6c8Zpkummfw9dSStcRm1WBJ
JLRS72OTGVmOQC9vIVVgBkDaR3qrLdXM82oxatayt5tjJcNHpKMBOfnBuoAox5Rz88fbqOlV
yt7BH3Se6ksp0id9KuLiS5txczutw6/2mEeY/bIstlZothJQkEndjNXWlj1nWLmSK5sdck1W
WSOO4huGjj19lw7QNGWHkTxbsqQvNZuoR308kc5eGeS4bzy1ojqmosHmIu7b5RtZAPmTuVIw
c4p80lxqevXV3mw1D+1b3AksIfLtdZCuh8uDH+onjOTu4zyD0qFyyHLexp21tJfW2kz/ANlv
d/bkZY7u9ujGmqxhog1rMM5ilUKyblLHMSYHNQzWUyWNjOmmTRSeZPa22o3dyAgZYl/4l1wV
PUYMYkPzYKnAqvBaQywaFqMmjXdxd6kJIP7Q88xwao6vCPs2BkxzHbtMnHzICp5pJbeU6Xa6
hHZ3kh864tl1CV8wkABDYXCn5jMD+7EpBzkNnuLajbYmV1YspNqOk2096L640uG1tpYlvVmE
7aWSZN1s6PuMsDAqwdsEEHHSpoLu80yZGvo/sMNsp3SxhLgaUZN2JUG5jJby5GVI+UnjpVKI
vYrd3Ona2NMntdPu7VpbyBpm0/csx+xXSnd5hJBeOZs8pgEbjVnTkhs57eGK+ih+w8mcTPL/
AGSJDy5BP762k3EgchM44p20sOyWhYsJGiWH7RI+nlAlzJHBiQQbhGovoQGPmI3/AC0h2sOc
4o0iC21rSr+1axtNXb+zFvzF5xg8zlB9uh2khJRtxJHtXkA/Kag0iOTQtRhgOtpYLazRyK4c
yPYmRIQLmMch7eTcQyHON+cDGaZaW1tr2hT6bqGiHWgLM3kcFveeSM7gDewHO3sVePjkBuM0
JWdkK6vYto+iXrG2t5UvE1K1Mxt2k2xaqV87/SIyG/dTJ3U8tnoc1elsrO9vbbVZNIhurfWb
RhHqEU7Rr4gAkYsrYKiC4QfMCGI3oeMmqCTXc1pJsu/tAv4nuhDaylDq2wzAXcLbt0JXA3oO
pXpzVhGtEv3vYdOFw2rYZ9QiysOtDzHyVG4eVMFAfJBJZStCjBbjSinfqCvod9Ni58SvrnmX
C2k89yoiF2R5ZW2nCbPLAHzJJjhgxyecyaNrenRWx+yaxNBMkK2gu7yLc3AiIsZzk5j4JFx0
GSM1oPqV7fX1wLfxZBqL3zRwhY1Ea3S/IBa4BXyJcElZAMjdjnioBNqt3bG+nv22XAMDXN3A
Mqw8sNZTxq2Fk3AjzuvzZxzSjGC6FNpqxJd6rYWNhLFL4kvdISwhe1eRIy8mmht2bRQSfOtj
jcsmCA20Ag1DcpaCB7/UNAV5NJvyl1qFsGM+kbjKRNAgY/aImyGwOmXBrQGr6jbx3UEviSPT
zFaNDvurISmzzuBtpAWImU7Qwm4OVHPaq93b6naRG/mtJ447GRksrpRltDbc5MrEMftMZGCA
cELxninbmdkxQSSsOhv9PSCKOe4S3SHFz/Z9uC4075h/pVs+cyhwdxQHAGfcHNk1qweN4Lay
g8qVkud9iNySfKmLiNT/AMtOuY+34Vq6Tc3FvbwWdxrH2J4f9Ia3kAf7KX/5bht5MlvIScJg
hd2McVTu55ZbZXk1XzUlSO4eaCNSJ0bZ/pkLbsLxwYVGM9ucU4NpKSE3aR6P4c8VWsHh6whb
S3kKWUSmR4wC2EHJGeCfSiuV03xc1vp1vb/2pO+yBF3gKobAAzjIx9MCivaVdiOk8PosvhmZ
fKjkAXgFwvp3pPENveXHhlYL/S7fUJZ081rV73yxd7RxIpLfIUwPlHXFN8K2UreDp0jt/NPk
4YZ5NMvdOhuPDZtJbt5DcRBmjVTmZlGQ0TnAQJxkd8V058nKrr2M8GY3gxrm71eBYJoZJTuk
KvKMSoGOHxuOHXsM8+9dt46SH/hFF11boieENKJlZVmQFCBPMhJDq5ymzb8u0HnpXEeDoIo9
dguX1KO6+0u8jyxKQk2GwHI3YUp/49Xea1foPDcV2PEPlSxSmRdVkt0eJAyshkkVicJJwgAH
ylc96+bor93Y9CWx5rp8Ul5F9judBW5W0RLlZbO7VTbA+WTqEKhiv7wL/qhtwyds0yQ2sOlv
FZkmOTF99l3qkd4Cq51RJDIAkucEwjBLdiDmrc0kzWss8OmXcz2dyl1cx210oeyLOh/tFSG+
eFwMiMbdpUcjNJdWGqSRNYDQri8cot7cWLXCBmHljGqwsT6hcxnj06ZrOUUle5ivia6ET28R
luLk+E7ZzqFuJ/OF0FTWkQOxlPzjy5lGZAu5iWDKKLO70fWFF2NTi1SLUmcQ3F3GV/tMBpf3
NyNwMUiZ+R+pwKtf2fdx39wsfhmeOW6iS7u/JuNq6xEN7fb4MsArxZEnlgszbiuQM4bbXV7r
Eey3tRrbXxlNrJaTxQ/20Iy+47VfNvKnUEdduCMihW6DbSWhUutWsLaxa5bxMYxeXkSRnVbP
zI9RdWCmC66mMrkgScFlbg8GlGs2UVpIU8S3dgFCQLdTQbpYCvlYtbhQSGtwVGxyPmUH0rTm
1PVr2AxTa5Gw1GeKKGW5RPK1LDLi3fD5t5UJK+YCuQScjODQfVZBb3F7ceNWtmeOC3eS+gSZ
XKvF/odyAzcpjAm4Lqzc02r6CuluUr+4g/s+PUGtLW3S1Z4Zbu3VJLjSW8sfu8A/vLU/eDcg
IzjFQ3N/bi4e0PiDV4o7ewLNZJbh5NOH74brJgCJYDu5AzhZFGM1Z1WfVILA6pJbvBJZSS28
urLeBmskMJAtJY958233YG/IOxs4JGaJb+SxllvrTxbfQfY7ICUFFaTR2ImwVBYefAxXbwW4
CngildbFKyMifUYRJPCbZQskbXEy2EAeIgMrC6tFK8vnBkTHGGpLue2+0TrcRpFPIYWu49Lt
Tsuoh5TefBnkXCnnbkcHA6YF26udVivfJd7i3nhjFwttp8o/0QEruurVy581DnLRZOFY9Kgk
bVX2NOqW0rxx3PlWVzvSRQtti6tW3FvN65iJPU8UJpmcrtFGa7ll0a3uEv8AUbyCdzDd2/2U
La6kjRFF4I+S7wME/eLp15qFJ9PkkUWt87vNLJHAL23DRX8BE+baclMJdAbgjPljuXDcVNcN
O+nW1vdap9rNyJpYLSaMCG+JiD/aIX3AR3QVd2wlcyKRg5AqSaFZpZHtkgvPtcblFuJVjTUk
X7T/AK1Sf3d0oHy98jFVzaWZNpCXRtYbGabTdW1Y41EQ2tzdWW6PYPOVrTUFZchgcqDIG+WR
WyMZp7XlvpUVxdw3mp6bHbtBBBJdxAtYOHU+TeqVJeAsQyMdwK5HGKVbxNTtZLhNfLy317tt
zfwBY73/AF2IL05ISYAEAtjquDVcXNvDpj3kOtXdmitFDFNqK7kkAkjzZ3y9DtOSjkD5Saxv
qNJvqMUx2ljptpFJa2YtWYxb8yXGjygRHecRnzbQEkjI+7IPm4qBoJTpdtp8kenW4N9NLNDa
Sfv7RzCxN5bnZ80GSJNgBGNw3CrUv2WHStMEekRRDTBJCl3s3XGnyfuisE6EYe1yXGTg7Hxz
gVHAbH+wIoJtHggGm3s7OLIl7ywzEWV40YYltgxGOPukip5m2STzTSi7K3RWVXVHvrJLh2S5
w8xF/YDy8IF5do19GqTVUurm/vGu47K8mubgSk2COkerRh1IlhZR8kyd9uSRjIFVHdke6s5I
J1aI/aHgtIxmJgZSt7YPjmIgjenbdUkItHv41u9MIN2zXEkWmwFY7hVZc3Fo7KPLkXGXU4zy
Rmq6agMeW6htr1lvNMu1vIbceVMGKaqoaMBeg2ToNoznJ3ZKnFDfapIzdRahpk5ePyoZ7lWU
XEaKAbKY4AEwzjc3z59aIofttnfpaaVZX8l1aW3+jvF5Samsbxc2+UGLpBuR1PJJzziny/2c
bBHUFmvN0MUr2xSK+RY1UQSAKBHdqcoWI5YA7hVJtaAMkuLvR57q5ttUs1K2M8dmdUhI+zrm
RjZz5Ayy5Yq7YJC+9I8e7yGtpobcWzlI/Nd2/slmLlrKcAZkgk3HazZChgVNS3ckLy308FxH
KsttdWsVxf25QSKDK32a4yAROvUNnkDHPele6aqaLBe2ME1qbaVbWH7RAWVYm35s7kiP5kOc
RuQ2Aw6YzT5r6NlrVFi2a0h1a5tdMLaF9iuzMloyvLNoTuUBlBY/vIGYbSDlRnpmqctnCttJ
LJbyMkCCXbpshxpxzEVu4AzEPE4wxUYweBxVg2n2TVZZY21SxTTrkGI6mpeTRzJ5W5Z22t51
u3TOTt64FVNRgXTbGSe302/gFrHC8dxZSFzpjuIszMSB51o/DY7dKStzeQ+tgu7KzmaRZY3d
5Ldp0tIt6C4IRz9tt8OCsi4yYxjJByKdPpyzbZrGGWY3VsnmmBiItYKmRhOgD/ublOGCj7xB
HPNWLyOaTT57SZEaNnkmmt4Yn+VdrsL63+UEoACWQZ6HHepDp91HrhgQxu8ttG9xBCpEGoKP
MYXVqeqvGDvKgDOcZNUlLqN2KWqXEuo6leS3+t2+oPczCIP9naFdZRSjG3mxIojkQ4ZHwDu4
ycVHc3wnjupv+EvW7dY44kub2yIEyOsZ+xXSgj5cgYcjJYN85q5ewXk0moWi3Gl3crzmLbGG
RNQVChVFOcRzp1DKQSG6VFLdteR3Mg1ayut8K20FxCSiXWUQmzmIOFkP3gWxyx6Yp3bdiXaw
yW7iieVJPEE1ukFqiWt3dWmZ7PdEVazkO7mIjIzggYwWxVi5+16feXMceqy6cbWynEUEViZJ
NLJMm6KPDNuhclvm+YZ2dKW7v53SbUj4isnNtZRQwX88DgxBomBsrgdw4GA55BXqeDTrS4eC
/nhh1UWAt7GZHtXJlk0xj5xNvh8+ajckZB+6pBGaa5idHsVpbmAW/neei+Ube4u49Oi/e6ez
hiJ7YZO5H6si5IOc4NVPsqx3MH2+C7kE7rNfWunGMRooaIC9tOc+YPlZlX5vvcVdlu5bWKO3
XU0smtLbfP8AIzPpsjtvWdMN80UpJJHO3ngDNMhtbK1uprO9kmsWtHWe7hswrmzBWILe2xD5
IORuUZwCeDSbT0E1oM0t3k1K3FwbiU3ciOJLXav22NVG26Tg7bnHLLw/B4pmn6zdyWdy9lCm
pPdwXCSSatKirdxqZN3ncBhcRE5G4bzGepFWNMmjNxH9t1CSKQvHc7LL5hMAoK6hb4bBuNo+
aPIP3gU5pukBr37QJNRXU5L2CYeRNH5KamgEhExwdsdwnKkFVJU9KEtBLYWykvI7pJ4YLZz9
lmtUGpTJslUb91peZXIdBzG/XbUcUX2KcSWiPaPDsSNp+TbE+V+4uAVO+3Y8qx+XBHSp5otN
vZ2BuIr17tXhQ6mYwl+BvUw3TZ+SdDkIxxu4NRbtOurJFi1uQpGYba2luol6/uw1ldg8+XkA
I5+X5eGo1uDaRHGV0a21BJf7YsVjhjUiIfvLRm8r93JhcyWx6q2CoKEY5pNY07T/AC7zyk1K
BkRrgQ2P+uhlaNx59sFXMluyliwU7ccleDSXl1ZpY3xsPE2pRC2hgVJJbbM1q7Kh+zy5J8y2
OPlkAK54zRdweSlyzSLALQtvKqou9Mfy5Dtj+8stsfmIPTYSPWtG1tYhOTfkMuEspY7mLU4r
lvk+0yx6bgl23yEXNniPawDbi6JjGTwcUSHStS1a4F1ZXhlvWDXo0qbbDqe1lAktdsYAnHBd
U2k89abNZ2kczRRWmyGCPzZLeylBNuzNKTPY4JEiNjLJ0HPA60kenrDN5N5p8U0YCPINMbDS
bpEIuNPbtLnG9eTk4wBzRdPoadbktlFHfw6JdG31C9Lq6yrLelI9QXMW2OMKu1LhgijcQp8y
E/ONwy8HUG0qCPy5rhbmSeNJLi4PkXUAiVRbSgx/u7xQGjLFSSwUhuaisCs1npK2VxcTeaj7
4UKJHcAtCS1vn7twWGQvZ1Yck1buZI59Itd1/JMLieVJg0axwXeIguXU/wCrux905AJkVTnm
oV4v3kNxYsd1NphnlstXj0/bZTQWN7q8xY2i/vT9mvVZR+8DAtGxYk7cZ55n0+C5hhtJIr2z
RrMO1q1zljptw/zlLglcSW8uT5fRVLDBNRQ6fcx3lysKWLstnPClzqKbEk2yS/LeAYMc6kZV
iemRzmrmiWzWs1tc2XlL5TvCkWpPkR5P/HtdYA3xMCTC/QcVblZEuK3YthZ3MM+n39lq9nYr
GYpwssRf7BK6xr5khYZa0kyF+bCgyA54qMNc3+iSpquoWkkZgklnELOjK/yqt7CV58jG0OmS
uQehqXT7q4tEtYZE09J7KZVkiuMBYg4hB8wFd7WLKeGB+XjnipLWxtoNI1CC+0y+ga1tHke3
0zEjxMzgF4HwpNo4XruIDDvmhy2aFyRepDbRgCYHUNPmZlFxeR2Od8rZl23dpsG5BtJLKmV+
Ruc1buEvTfRSXuuadK93CReRWaMV1NVnYrcWoxxMmGLLHnJQ56mqt54et7iO6eMXbgxSzrFp
hAkVgZyLmxO0Ax85dOP4sg9asva2k9xIEW3eS4ma5aCGPfFdsJQwm04KhAnB+d4xg/Kw5yan
mbBq2xelvp7y5uFfVdO1BrifyTLYW5EerQ5jcwoVz5dyH53DDfNwMdIXs5Zdl6upxXIAMNpq
c0MkdveQ7I1FnIuQftSj5dx+Y5HORRPE0+pXU8c+j3kF8yKsWkQuq3mBASIuGCXq5yMYGHIx
xVNGaeGBzYXE6XEh/eXCsLe4UpGoEh2gLc9ULbM+YqHcQTSuzRKL2L73d/p6GbRvFlnaiyj8
qGPXLV/9EHzlrK65H7xiPkLjOVGCeRRfGe4soZ7tZLNbe6Z7W/uEdG0ht7sYLsE5KE7irEFd
rD8GXsTAyT2lmsrBpYI4tZtg0KJ848i93KCJefldc8sp9asR2lxDEqWulalaPBIiQNcpu8gZ
lJhv8DlBjcjkHjGDVKU47C0WxY026Wxvo0OpQWi2z7h9qQl7N2IBkJfJMEnG0cqN+QBio7zU
HgZGF28Hkh7o+TCJBhVX/TYiSQICSSyjoc8U7SZLhbuO3WxitY7cBvs2sRN/oDsqcysQN1q3
SM5ABI5FV3nvxpwvYjbxosKzTPBCXiVmCAXEB/it2H3kJOGz7UQ3tqTFxk9TObVolYq2oQuQ
cF1ibDe/HFFRyCHzG36zbg5ORGh2j6cdKK9G5Wh6v4Yt5LvwfM0Fq0paLK+W+Cee2DVe5s9T
ttFVL2xuDDKjbhBMSZIwOJIQw2gIRlgeTg1f8DQr/wAI5KogYr9mPzRHJHPpVTUlnbQpEiuV
aSNQ86ZIdFHO63BT7g/5aDJ4r1s+dqiZlg9jC8PRXt3rkEUDtc+ZLI++3wiShWB3gD7pXrjv
XealNcvoP22cw+SZcLdyQkRu2D+8lGD+7b7oyQAwzzXCeGLMTa1G8k0MjSbi8VhH8rsG4kQg
cED73Y16Fqumx3/gSaeJoDOszL5sj7IbpmUjEp2gRo2MKxIAcdRXzNLZnoPY8umsYL/TN0ml
XdxJbtHM09hKY30wlo2W6PAMlpIEBEfIVlIz81VbiK1YvE8dwxjtRfiC0lMcsxMa/wDExs2x
gWpC5NvnBwQRxVqPTootNDy6TqcItmQyDS32mzkyjkSNtHm2JwGXG8ZVuCTSW8l/b6dJaBJI
Ak/2idIItzxS4ytxADHhrEkHch6Bjxzis7N6I5kPvUu0vIg9jOGu7Vb61eylJS+KGSQXtquf
3Qj4kaPoyF07AVnxvpt0blrySy1f+1ppvtB0ci2h1JkeTCwEFRDIh7gKW3Y5zWk6JaTvZWem
3ELkJcyRPGWg3BpWE+n5BCRAkOyYUGNiMcUTzzXK3tvLHpkn2q7y66GFKXBDsBLakKwEiHhg
SykAcCm1a1ykrldLyzeIS23iC3vINREdvLulCrqeyWHFuVLZtbiMHaZON+e/BqWPWGFm4tvF
1mgkhjsoZdUtTIlyI3hH2G4yeJULYWX5dwJIbg1pST6heiUz2emyf2gyrutLQRR6iqyRhfs/
yDyroZfI+6cEcgYqG7mk1S0uHuxYRrewrDN9rsiqXI3RYtnyuI7pSWG4cHzDwMCjW9xNX0Ma
/gsI4bXWxZNGLa6kshqc187/ANn4iP8AoEyCTMsTZKiTP3HJ5Ap02px2kjRTal9lFjbPEuWe
afQWP2lfJbDn7TavjYsqZ+XAPap72aQJDrENneQzRu9mmrXcZMKAQMFtbuJAN8g4UuAThg2M
DNH2zUluf3mqWWjvp1lPDDcalbZfS3xMTbXWRieJwP3b54wMnNQo2dyrXM2GbwzDf/2bNH/Z
/wBnlS4BhLz/ANnF1ULcw7XHnRSFvmRMFQMms6JrC6sJbNtNEZjghvNlhOwCbfIP2q2O/Lkh
23QDDjYOa2IdYu7W4todRuYrBLJcnfaeaNPMiJiUEHMltLnAU52bhzgVS0w3sNmLuK9uHkt4
kud0Cbmtg3kZvoSesbkkPCeM5FXryJIkoi9tLvQhaSajFOLmSWcadEWWK5byixuIHY/JMcE+
USG3DByeaWUWV9HmKwF+b6Jn8qW6eIX4QXH70kuDDcrjID53ZOCM1buhdXGkpayaratIZ57i
Wyhj2sf3JYX1o45wdofy89VIxg0lz5N9HJFdWNzfvqFqZ3t7W5Ea6iwe4b7TDkhUkQpko3zH
JwQRgKSArFbmVYJrKQTm8cKxlmZINWCtIBHcHzD5NwuDhuCcA85p13e38djcTHXmgS9aCNH1
NSy3Z3xboLsgny3UnaJPlJU53cU+6bRNUvJootM+3tqFs8kqLeFE1sK7hmBLYSdDg7ZOpJwe
Rl9rJBqGjyCHUQTfxQwhtRm/daltljVYn3k/Z54zhdxwCvQ4zWMlYCvNHqTW8N7Jfm337rc6
hdyB2V/LgxaXqK+WgySFm67ShznNQPbSW9ra3M2nyRpaXksJvHuUlu9Kl8mTCcsTLaZVWDk5
2q3XFXbIQSQ2epWCSDKm1huby5XBfbEP7Nu1MnCj5lSQErgrx3qr5MMmhWeoDRbyzl03VJrN
damvV+0aU/lSKLSVGfEsGTjeGwFc8U466ENWLWtyatBczE3TBrWIM2yZDJYhzLl7Zs/vbZjy
wbOApweKYZdXsNQ8o2T2otZWlls7K+EgiRthF3Zls8Ek71OVOeCKZrZ1WKNWX/R4rL5JGSQt
NochlkwIsviW2kLchjhQxxkVDd2mo27TRwaPLpn9n3AnurO0u+NNd2jxdWj7ssjbTvQgKD35
ptdBCtpl80eqWMlhbX5jS3uZbeHUMrMXMJ+12WclZs/eUEjLIeooupr5dOgiiv5JhdeZvROb
fUV8sBZN3SK745HdlHc0mpWF3c3urQX3geNUgggnvLKyuw4THlH7dZkkASHByvTGz5uarzu0
uiLpN3rqSy3MrXUdhM48jVCYifOjbJVLvADbVYfvB05p31uVGxbnuLi7lmnktrC6a8WaNGv5
9q3DqJT5dxkYS6UdOOQDnNVLxwuhR28F09hvnSC3a4XNvvV2DWV98uFYZOxyCNpXpToo5tXu
fMGlW2prqVjOxilutg1dUE+JJcs226TkcDLbSDiiK8sEsImj1+5aG8uY4Y5L0B4btU3L9nvV
w2yWPIAY4yuPSluUtEPt7goZZba4S1K7Y45tQuWd7GZXjHkXQ2HzYSANvUbT1qyNLs9NsYry
9urTTY7W6+yt5t8I5dNlYRERPlf3lo/ylYyOA4wa8H/bZ+K/ir4LfA4al8O9cNpquteILbw/
Y3N7BvkgjkZd9vc53ZAABSXkBAceleefFL9kv9jz4E+A4PGP7QHizxbrt3PJFazX1z4rnkv5
rtYo3+zi1iKq1p1w3ylY2BLcV0Qw9OUU5Xu9rfqSm1PXY+stVt9M0LTr9NS1DTtOt9PvN96F
v0zp7kPtmhYA7YiGDeXzxkY5pb250D7RJbTeLLT7TbWkE13ZRanB8u1pGF5bA5EO3IkZCFyp
wMjp8T+F/Af/AATt8TeLLfwZ4p+BvjHwvd6vbI1inibVbkRzeYjtFJbyRTlTbsADzjPPfrn6
nc/8E14XPiQfAX4l31jbK1pdzjS9RNnNKsrR+ZZS+eFaPOSVJ5HHUVrDDxWkqcvvS/NmVSc4
uy1+Un+SZ9zavr/hCbXb3TbnXvDMl3IhnmtrDU4Y01GzDIxliYllimQ8kjrnGKzm1/wddpcE
eO/CFwb6wjksJI9Tt4U1WDZGWXhsJKMg7xg8nivjSzt/+CZ/iHRdd8a6P+zB4jm07wsbRNX8
tb1B5M8iKjW5kugElQ58wMfu4POK3/gz8Iv+CcX7Q+oazpXgD9nvZf6Rp6XT2t7bXcSXsJ2o
zR4uGPnBwep746EVo8PQheThKy80/wAmEak5afo1+aX4n1mvjDwTfeII9Gtvil4WvLzUdKWP
SHtbyJmuEWEiS2mXcQZOQQx2tuHHNX7yzWyvntpb23g+w2s6QXF1amVtPJEm61lHDMCw+Vug
Kjmvl3Sf2Rf2LPibe+JfCnw6+EDaPqfhq+g00eLdCnvbeOHUmgdjAG81w8yMVDZUAN65r0j9
hn4l/Efxp8K76T4iX5lv/DGsXWgxa7rLEpP5XmhkmT/lmTtVlJxyTyc1lUpw+xdPszT3ovTV
HqE1gUjt5HuooJbFC64BY6ZLIMlhzl4Jcjk5Chjili0230nVbmzk01tFFo0VyIVnLvYjbEPt
duQR5iDABj7gg0XT/wBmmyvWmW2S3k2SGQbzpJlKkeaNn7y2lJ+VucbjzxT5QdOkmglsrzSk
sZ47hUmYStpjYjVp88+Zbn7pXsNprBqwlJyWqILe+srC7tre4uILQFlvZks5RKrDYMX9vliN
xH34cE43fKcVVt0j1Vb2ytjBq013aXNxCqT/AGeHUFQy7Z0BOIp0ztKADcuOATVmxnvLUpPL
L9nS1nN9Jb2iK/lA8f2jbnB3QHPzxHPU9KlKw3y3dvDAt2J5Li+ji0642fbsLMftlqT9xkCg
NESM7eBU2QGbHfaZfW8dw9zFdx3ke1vOZlOpgMw2zYf9xPHztJ+8SuM5qaLU7We7kM2rC5Rp
YY/OvYGRp+YgbW7XIAXAyH/vA81bkvJLy0H/ABO01B76Xlo18v8AtVVON8a9YbiNeoPDleRx
UNxqbQ6reXqeKYtUju5oowj2ypFet+6H2dym0wyFWLB8ZBLCqTaJlHmKkyWcCXNzb6rGTFF9
lWS5hfzLdPKQrY3Az88GeEk5x9BUOoytJAL6LSoNunahJG88gaSXT8K+Y+DiS3Oc5GMKzda0
otZ1Ceyu7+08RpeSz2SWommtQoLeUhWyuRu+9w2JsDB65zmotbkaW2j1G50mdWs9UltYdRnf
dJp+I5E+yzICDIg4G/PKMTjC0OC3RnFuLsUgukWOpy6UmnwWUnnvPClqPtAshmTbNakkedG+
BuHBXcfWrOd+m3ry+GrCMQz207QWEoZrYM4xc2ZBHmbjy8Xy7WGN1OgvZ7bU1S61GbT/AOyx
cYjJM0mjbvN+VCSxnhYbux2/L9ajfTtPvvC10x0uKVdOltpTPbzbpNKWRlP2mAbjuEgwxVSu
JFKnGaqOzNhLkC9t47tdMS5huEac6dbQb7Zigjb7XatyBPtfPlbgdyle2adc6nY3GnpC2n2k
6X7tP9jmiP2e8AiP78vnMV1wQY+oYDrkGnrLZ6faWduNbKIfNuHsbNi3lN5cLfbLaQHlxw4i
LHJLrtplxqUGpbbaS7+2Ney/afK3KsN9+6fN5ktiG4HBMXHK9Kjn5lYpSLVuker3E23TtOuZ
ZbKZYJ9QlAS+RDKP9JGcpOmB2IxuPQ1b8OJ9sWyitdGsGkjt2hX7YSrSHHzW1yuRwo5iccHa
vrVCxvbLWLy+0toLHWJLuznKrcThV1XY8i7pIzkwTx7gNp5Klie1WdHaw1a5tY0tbK8F3F9m
aO+zCbjZj/Q7jqY2ibJjfaQ4UDAzRH3b+YXuJamaO0tIpdKt4ZLRhaw3M9oC8JVYs28q97Qh
mIk5YAj+6Kvw30VhaXlukN9Ym301s/2faCV7VmYN5IOP31o+Dtb+9kY5qppt7c22nJbW6QxC
BhBJG8BcwMvlbrSRQQTbckrNj61Z/wCEi0yCx1CaLxLqenW9rZGB/sNm3m6cwbJtmB3FrYjl
JSMZzyKq9htJll57ZYbi5GmzWxhjkmD6MFMtmzedslteAXgkHDDIIZsEYps0m+V4pVlgK75r
q20xECQspGy7sPk3Bj/y1RcEEMBniobfULNVvrV9XuLBrOxnMlxpqCd7Is0r/ugMiaCQc4UE
AlelB1Wzgc2smoCSK3jE7mGDzDb7yh+2WTAgSB1ZS68Y+bAFTewuVGpiCPU3tXtY4ZLmZZJY
9IdWS4UCH95EGXi7TchwPmKkY6VV09BcLB5qahdQ3odgEeP7FqUflqnmygpmK9XGA2AfMQHq
auXFnbQazeJf29hbv+4ujFpsxdWhAiIvbckA+erBgY+pXaOwqql/pUlpFZ2mrTzJen7WkMcX
l2up/u0/fliCI7jAzsyD5icA5qmryBqy0GLFYvlhBqkiyyvHby6qCsF18sg8u/3x5WdfuqXG
T+7O6r01rY3FqEspbp1S5eISajPhnZGkP2XUcgnyzzsZ8ghu1Pvry2uoJLYeIJZzqVw6i1v4
f3OrjEqk3fy7YbnkDGVIKpjd0pbRTqEzFpre9EiywRSasixveAB/3N1x8u0/ccc8H1qlFpXE
lch0yPTo5La5t/NjuLa4WKzGsqzG3kKITBcEqSbJxgRtnGQMY4qC4T/iVSS3CyWhRkaSMkvH
C52ndFhRmzYcZzxz1NXNGt4YDZxtpNsxZ4rcRXhGWOxN1lK2MLB0MUpYc7fpVNI7O0sBZLpM
Vs1vMsS2sjAPZMUBMK/L89s2c7+zbqqLa0RCjZmQNRugAJdS0ncB83kuQmf9n29KKr3kcy3c
qpZadEBI2I4ssqDPQE8kDsaK7rSKa1PfPAq26+GJZEtbmPFs37yEgnH0rF1S5tYtOMbXkMUs
HLN5C7rDcOPKOPmRhjzPrXR/DS4VdFlzIYiIGHmKN4X8PSsTxOJ5dJBjmVvscWQVIVrLdnOd
z4cSZIIP/wBavXz2LdiME1cx/DAmn1SCV9OihEgLhLYKkitnGEA3YGeT7eldtcTXmm+G57W1
sdLurm6uljSGb7l3lWJgJGNiYG5SCTvB5rzvwWsNlqsNtPYRWJGVaOIBhH83AUjB578dDXoe
qW9td+FNR0fUtIEcV1KtqtlDc7PPwpIihkJxG658xWwct8tfOUlozukeZG6/0SJ7VVtxcBLW
333a5ScSRkWU64+e0OCADjAbg+k6xXDxSxG2t7aOAmAvFfI0mlXLLxBGxAzZt8p2NzhjhqrH
yIbRrlte+zO8cNi1xKvnefFuhI02ceYeVADb+By3zcAUXSW2mCS9knEB05DaEtEJH0tdhU6a
T5hMtuQSQ+DjO0kYrJxtqYyTew+7sLxZ94s7aBLd0ivYDdJINJuC0zRm0JTi1cnDjkbdwBBG
SSWTWs10kunaTp8aTM97FpsjEWh3NiW1JDEd965b7v8ADUsVvHDKMKITpbG2Nu8isNIVpJtk
EZBzNBITg9dqv14qKHSLXSZp7d9DTQRYXjytDHMZH0nc7f6VatuUSBujxlRtxkZzQmr3CzUU
T6gJrW7fTbu1hubhI2e5treVkt5YPMicT2TFSFuDgkgZ5z71X+y6tbNdN5Oi3bz2CO4Dt5Op
QARHj5Mrejn5vVuVpZW0yT7No8mpTq1shuW0SyQGOzQzQkXdo+7Dvht6oG3cvkYplzpUUk32
RY7G6a5iE32WK48qO9AWIi8iZWwl7wcp/eBBqW7vTZiKkiGe0Rbd0+03KP8AY7u5kf7FeQ/Z
5V+z3gEYH2oAldxAJIA4OMpYG+tb2KZ7jQYoTpdzDY3usuzCEss2bW/bYpY5B8tmK/dwM1JL
cQMptE1N777QXlgtLtFFtqcflTKXnI4iuwRznBYhetLp1jPf6q8uk6HYXstzZXEUbavcCP8A
tBB5oMN7zlJojjyz3A/Clawne5R0eG5trvTk+06daiJGTbewn/QJHiRWjlBUF7aXgxk4A3rh
qgtY7qPRXuZ53iS3WG4nRI8SadIRAftKZX97aOozt5H1qx4atpTd6YItPs4SgFtbLqODsBVN
9pcyY/1WR+6kHTK96zrX7Ppulpb3Nott9jQoZ7eETNaM5iYwtxmS0fG5c5UYIpx5Y62FKNye
Oa3j06XTbqysdsFw13EbNGaSLKSEXtrhcGHPzFAMcEGm6tHBDdFPsDMZrZLmWODc8d4qyTn7
bZlVym0HzGTjIJHNMlsbKwt4Z0062tmsJzKrpErSWLNHKNyKARLYsQCR1AJ60jT2cMBsZbS5
UWsaXC6fHEXNoVknY3FgQD5kIOGMZIzGwPvRzbtoa0Q2YXly6zQmzvBdytmKGMrHrVuWY/aY
Dt/dSI28MoySy8ip7A395ZXUOn3Wi6k92kKQRXEY8vWUWWJSiEEbLhR8pxljvBI44hvrez8y
6sRpFo6Xdy980ekqzIZC7A3FkxHLAqDJERjI4PJzF5c+ovqVxb6Lpd9/aH2WeeOzuDEt8d0I
86zyP3cwzhkO7DY9KzbuJ67Dlgtr7TluLHUrGSFrE2sD3lq0cd2gWAfYJx0SdeAHwGOCc8VW
nEKWQ1BdPmt1S9ubD+0bj50spvKkzY3cZ5dMkKH/ALrk4+XNXWdNUgub2Cy8Pyy6tpSGZLoG
NNTCCNSoyB5V4hJDAZB3ZAqPWJ4YVj1KJXimnl+ziW8tyIJisUo+z3bKvyzr9wPgjkHIzikS
TTK0CRwW2qW8cem2n2cpJ+8m0cvJIfs8wz/pEDZ2gtnCsOarTBrF2UpJZNp0izCza7kkfS3Z
ocTRuCfOtpAMGM8Lz6VYleOJrO6EOkW4h037Kk9ygD2J8xx9nvlC8q3CK/ynKg1DcPdae9u3
2ZIEtyyqt5ZEy6cXMWY7rCfvbWTcQrDkZzT5bq9ws7FW/h0611S/guNAuLEC1huPsSagd1nx
ETcwMMBgCMbMD5duc0+e5vbnSY7Sxv7S4d7me7l0iEhXnjaNt99anqHxiXy1JG5SMUt+I9Nv
7hYrW709dOSGf7PqFtvfTcxxjz42wfMtskqyHHY4HFRyWzppkbm00oi3uJL65t7Rt89q20t9
tg4y8Bxv2AHjcuaEVy8y0HtDZXl1OkiRX0t/ayTSCGXyk1RV8/FygJ/dXCZ5UYLZ96adUebT
orhvFdsxvZofJ/tCULDq4XcgSZyx8mccp1QnCkE064uFdLpjYW9yl3J9qK6e2DchWnzdWjFf
k2bVLRnqB2qS/uLy90mf7JPYak2pXcckkARY01sI3E0XQwzYJRlXGSvcU+RXuWmrWPAf+ChD
fbvgRFLbaxDcL/wmGjRRyXm4y3Si5hBt5Bk7J1YgB+N0ZJzXg3/BTWLVdR+Leh2ykpY6V4WZ
opJn3TRPI+yW1mUsRtJGA+T8oBxxXvf/AAUFv59V/Z4vb611Szu0k8QaMXu7wlDqAjuIflxg
eXcoT5ef4lY1kft8fs9Wfxm8Bab8W7TxB/Zt54dt3juNUvot8d1Y+WpewlUnMcsWHRHxtI64
yDXRSn7Plv3M5Rbb8jkPCf7Ei/ELT/Bvx2s/iPPpFg2maa2tae1oZZYbiKPJjicSBfs0gRAW
x8oD4Fc7+2M9p8J/Afhf9lXTPHlzdWugw6jr+pxzQKsmmzSyyyRrCEYJLb/M7g5Jwc4qX4df
tWonhPwj4A8eeO9V+G+h+E1QXmqaHp15d6lqdvGrGK0lZY9kUUociQLklX4Ncv4+j8a/Fy4+
IPx6tr3wna6Xpd/Bdaq0892NS0G0nDW9taXELxl5Ymx0GCoYcr0rejSrRk3JuXbR6fcVzqcl
F7I9v/ZJ+FHhvRPganwu+ISJaap8Q7ebX9U0Ge8UXzac6xwpd2u75nZFIZozx82Rivl3wt4v
+IX7GXxrmTTbSC71Pw2txbx2UFxiHXIHZdrswyyzMPKcDON2eOteveE/2qtPH7Rug/Fz4o3U
GkaN4X0S7trK08F+ENVuX0tXSBRe4kyNhMYUjIGPfmuT/a/8DeIbjxHH+0LpUiX3h3x4tjqO
jWmlmWO5uFWCOT7a6NwuQufL7E8+odGM6dRua330e4ve5Gj7A+BPwpPwp+Glj4T1OGG41nW4
jq3iJpJy0OsXtyJJJ5JGwDDcoxCJjuuD1Fcd/wAE+xPb6X8QdSi0xAL74k6rBba1rE48rUij
PmC5jB/cyRlgVfnfmuj+CH7U+qfHi9iXSvgv400mOW3F1/a2qwRf2dqRRTmVJo3/AHVwchvL
GQdvPtl/sOG/urH4owh7rV2n+LOseXBqEipaajhOqL/ywmj4B2j5scgdaxlFwlK7IpvRM9eg
vbW3tYFWxtmTabNRqVsXKMWX/Rro4wYuSYpOSMjPSltLm0tLh5oIZvKsLiNGk1W0eWW0crFg
XAAJa0IJXcDlcDGBxTnvbifTPOtbpwJpYoYYb1VT7QVdM2U6hsRlOdkuQCCOc09r8TS3E58R
30gEkVvFdXsIDDckWbG7VyCITgYYgrkferFJD1IBdabplnIkmjSWotZnmjFpaq8lhNIuQ6ZU
CaxbBI6MM4waSfzlS7KaRZKHuvtT2+j2h3PnzQbux3J80OVy8bjI5A60y7Om2VreR2usalZx
W0OxVERd9OkIy1o+CxktGGdr8gYPIp17Jok2lXT3N7fWX2J/NvILMqZNKmbzgJLXBLPbPk7g
u5QQM4p7DSbJL2SbU57u1aOCU3I82eKytMx3oRyFurJwuY5QAGkRs5KYFR3jXd7d3lwLjTry
e/ghgl+zQEJqUapCxij2qTHc8llIxw3Tgio2vLd7kWN9Pcq5s/PvrS2ij2RsZSftlkwGHXgM
4U5AbOOKkmsJ0urm11iC3BnaJmitFRku4QsbefbsBgXC5VioOcZwSDgF0hPYS5luppZtQWfT
r6G809LRLmO2Ma3Ci2DfZZ8IQtwQMhsD5l6c1XmOmm1OotFqEU0d69tb30oIWBUinU2l2igF
iASgkAJw2e1WbqBriMrqK2109xZAlraZFh1OLy8HjH7u7X7yAYzzis+7YCNpbbULm7ErbvMu
pE8q9i2TBornjas4AcDfyTjmpt1JirLUupdtpmqqy6l/Za2Ec8Ec+o4kbTt29vs0+V/exyAE
ox+6VUd6pJ9sGmG5lsryCTTPJ8q9tA2dHEjI/mMAf3sEgPmhckqQy9qv2LKup272N7FbkLc2
1tda9BvEG4EPb3qHBBJXMbluOgNZ6pbaZp0hspb/AEya2ltks3iAMViXljLfbAVybZyBIm8M
NpYDHWmmkW1Yt/2leQxwpJNOhgD3ssNsrvJZgrETqUTDG63GfM8og43MM026XUhEIUvJChk+
3zwwIQs+VYjVbZ/+WcfAZ4uQe9RiytLTbaiLUILPT5hOkbygT6dMyxt9obC5axIYHjKgL90g
0+e307TIpLUxPBsnhuC0UxkMM48wG7hwnzWRB+cDgDqtEZR5kwTsXIrfUtXub3SZrCTVft0N
1PLFaMIY9T2NJGLqDj90ynarqc7gQeMVNodvNrc9tBewXGpR34EBiSURf2isKDdbk/8ALO4i
zy//AC0A6ZqJorGXULuPUbK9uxOt3NdW2kXeBcMpeP7TZSKQAOXWRAwA3g8kDF3R7Gyu7i1u
IbG+uWuLdDcvDPganHHjbJbyMAVuo+DICVJAILHNCTeqBu7ItBvdYuYreWC7mWVYxZQvNFv3
sqx/8S6cFuJBkhZxzzmr8uu6lawai1xrs2l+Tpr2rXFxY+Z9ibLE2UxGRK3G5ZSBwDzzisC3
v4ms4rlhNIWSK2BubjZHMoVQbKUt0vFBwM5zgHdzWvbarpksFxc2viaxtnGivbJLq1wwiVUc
lrC6BH/HyBuZDndgcZppWHf3ritdX9sty13rs+mrpltLBNFFbBzpgYSFYizZM0bqAVYj5NuM
jFS+fqkckUS6ytnFpMbzM0EJLaMXZCtyuH/fW0gb/VnO0PweMUkk8Oj3cj2l0libOOW1hfV5
NzaXJIZibe+4wyOyExtk8HHFQ3UsKyxTwA6c+mvmNbiRy2hyO6DfcnbiSykLLtXk/PkUxu7W
hftrefTp3tpdHk0YQiO9ktLG5ErWoIiI1G3O5Q2CQDGR8ykEgmo7LVnktbexvPGMzSSyyzPZ
21uRFdt5akX8LM2FfGJTGGBBRsqadpq6dayC0eO4sVsDBdrFJcSM+nSHyR9qUkHfZt0KDONv
TmpJY2j06JG1GxljErXC2FqnzkGMMbq3Zhkw7lEwTBAw65GTSYpJ3G3HiKHULT7HeeJ21eLU
rgkrGqsupoVfMu7cNky7W7oT5a/KSav6PbjWbwOuqLr8199ohS3bGzXlRT8jgn5JYuvQZXnH
NZ+o3tzM91b3OoW9xHfXUktxp8MTJLqX+tPn2ZGGQfKSQNwBiIIG6pEhutQ1CeGSxGrjUlkM
01i/lrrEUWQDCTgRTQ5G4EjIPtU6oIvUlsIdJljtrK3l+1JLKtja2tyEXz2UJu0yUluCvy7G
xgnGM1AhRrKGOGwe2WNDbi3Vti2D8f6FNuYnaSfvDIyegHAt6RaRiKGS3sHkhubVbVGkDE3h
jEP/ABLy244uoyBtc8sQMcZzQnP2i2huIrS4EDWY8hbtGVlXCg2lxk58/spJJxjrgVUU5SKd
luYs1tfRzOn/AAj1hDtYjyQqME5+7nvjpmii5thDcSRL4eeMK5AjkYblwehz3or1OYi6ufQn
w3uXbw5Ikhij/wBHYK284z747Vz3iRreHS4YbyCVJkP7qbzmZYQ+ceafR+innHtXQfC6Ujw+
wYKCYWIVjkZ9z6Vy3iuT7JYbbeREDt5f7+fgMeolO04U/wAHoa9TPpNRTMsGZnhlY7LUI7iH
RZLTybhsCa7LtHyB1JywPoOleg3qXcPgqfdpVx5dzOIrnT47pi80eGcR23GPPB+YZxxXm3hE
XC6jHNJG8KRTyoItQQkwNkfeP8QPQGvSXnhbwLqMN3byxobhCLYzb5RsBbEJCnM/OV7EcV85
SacWd+jPMV1Z4Y5Zpp44LeeJYIJ713dbqANEFspA4Hl3a5OWAxzwalN1p1hay3ketto8lraN
bm7vLeWZbBeM6fOmfmfjIkHTPUGmeetxavfaDqWmxy3UEJ3X4Pl38RaMNECUAW7BwDjPDjjj
NQHWGtbOabT/ABXY6ZMNPaAXWtW5lSIA82t2uAv2hAAQxILKCM1jezMpNrYurbQWUoVbxrOK
yYRwJKZGOis7S/6HLJ5n7xJ8lVdgQobOR0DLYvo0kzW95J4fWzmkllglQyvokjF1E7YYLKkm
AhAXjGSMnJhmRoJHVlWAwgwxma4P/EvZ2lU212SPnWTOI3P3QyntU6X8enak0kFzeaa9pdFj
HqM5mk0rcT+8lwCssEgwAMHawyQM0nZMGm0rCR6klutnYTeIPKS3ga8FvawgS6WfMiIvY23Z
lQltxj3MAJG+UAVKl1DNYWFpqPiATQu0lxLY2tqwYnYjf2pC4fk9JDEpxnPy1Um1DV4ZLO1k
1O2s4tMVrgWsPN3YMWiP2kHGZoDvz5ZOCre2KZJqCy2MWmT6hbuEka5fTbd3EiOERhfW7HBe
LBD+UOBkrii7vqibPYJzeO81u2s/2l/aKzXD2yoBb63CFl/0kfvBsnVd3y5XkDjmksoodcvC
1vZw69JeCcFLwrGNYjAk3CQ7v3U8RGQCuW75FKz3GpQ3MV5pn2rzbKa7CW8oVdQwsoW9ibI8
pgSFMfA5zkUi2tvfaxJaS6Rd6rHqySO9mZPJbVCokUyAliIbiI5BHRhnkUroVmlqZelwxfar
WwssztIRbW8F4oXztqpmxnO87WTAMbEc44JqrGILbQ7pbHXLuyaHT/L2pCJTanMTGymXcQYR
99JMYALAGp9PsV1KXT/K05tTjuiscFvPOQ96kaJutHJbMc0ePkbBztGBg1l2N4dD026K6q9v
D9jFtFNdw7yBmLFpLgkAIcbHwMqTyMYoumCfu3ZZ1VovsZmGsm2ktUyl7JEDJpspSYeQPmxL
Zsc/MMgA+lI+sRyXS6ZH4iuoUsLTE0CID/ZDl5sSWknHm2+ThgCcRt7UlzeRHT5g+t/Z57GF
ohKYubdisu6xmXOfKb5tr8qcdeaZPrH2e9Qf2/5TW0X+jg2w8zTmaSVfKJJG+ByTGzfNhNvP
NJ7D3JVt5raW5jfw7FpqRz+bfW+mXgKWMpfi7sSTwjMPnU5HX1zVWbT5buyvIr3w3p16wW3n
lXS7kRsnz24F7ZkElXIDbkxjfsOaNQiFnc3269k0qOzn86RYIjK2kuWH7632sS8MhwHXDBTj
gdaria1nsrjneyRRTvbae4EtiN1vtvrP5iGV8AtGCMEdulQ3bdCSsaN1Hfy6fOsGh6bq8klo
s8sIuVt11ONVjQXEJUEC4wcMAMHgkiqk/wBoewitra8Mc1zxDBNsSx1OIRSjE+CfLu0BKFuM
naeCMU6KzN9o11bx6Baar5uni5lsobjyBcKAo+12x3HbMQcPGAMEA5GKqSXml7BY2mpJc/br
gstjfqQmpRiO4G4uG/dXQ4ByQd6rwc0mw5UXjZ6heXcDw6TbP5tiYre4uZQ32pA7bra9QZzJ
12kEYK5xzWf9m8WW72xadTZuwgtprmVTJbAeWPstw2MNESAqEjjKnNXEm09Lmx1G0t4Zo7yx
NvHeXE7EamA7Ax3ahh5Uy465PzLnuaq6dqNgksE9pMCjOtl512h3SECEmzu13f6s7R5Uh69j
SV3pcLpaDnbUZL826ywusHlxxSai8bS2LlYwIp/W1b7oJPcEHjFcR8Yvjp4O/Z/0jRtW8YfD
3WLmK68QXFtb2nhWxF5d6feeXI67Y15kt3IJVQB8u7k11dvq2mvaiddQkRYYY7WSW9hO+zYq
v7iUHBa3ODtc5Ax1rkf2ifBuu+Ifh+2qeDbJW13wrqcer+H5IbpxPYX9sHkELBOZbSQEqOny
SkdsVrTbhJX1QnHojE8E/t1fAvxVoE2qa14N8R+HIrbUFm1pptHa6i0FxvAuJHhDOkRO0kSR
r1bsc165p2p6T4r0CTxD4ettF1ew1e6S6trjRLlZor9AcCexlUYzwA0bZwy9BXmMOh/CX9o/
w/p/xs8LreaHqtzC17YeIvCxaHVNAml3iWONx/x8WwfKy28yuuAcgZzXneiWfizwz40l8N+H
F0Xwl8RLo/bYrbSrcx+F/H9urjfPFax5W3uVT/WLHh0c7hvXIre1Od0lZofvxkrbG7+37HPq
P7NPiK6ns9MuHu7vR5JZ1i2LexpdwfvoOMpcJu2Mo5YtkDiu4+Mfg3xB48+EuteD9Pmghm8Q
aRNpwu7mIra3qy26xqjxKAVnX7pbGSVzu5rzP9ov4rWnj/8AZX8c6/B4JTT9Z8OXult4w8IN
fL5mnytc2yi5t2H+sjZMtuGVcFTweK6/46/tZ/A/4Jy2Xg/4qeKL21v7qxjvI47LQZ7qy1Kz
aILgPGuxLsBOn3wQD3xR7Oq+WMVr8g5lc+V/2otZ1T4W3154J1D4tzWU2j+AItMWyk0hTaXh
jsjEkczNlhLuXClgcYUg16r8dPhrf6V8B/iH8adT8YNdXXiHwj4cS0E0BWfQng8tXF3gHzkk
Zgytjv8AjXnHxhk8c/thfGbxTdfspTQ6lay+ELe1ZPEJh08XayiSNDKk6gmXgKHJXkDp39z+
Ml7Y/EH9iXU7XSPFmgM2m6JBpcms3t8IIYb61dBNY3TlQGcyIUUEYYkYJ4rSSceWHVbkxd3f
oeJfso6n430O88YaboXwh8T+L7bVdOhtbm60W/jstQ8OxTT7HuZ45xiWJmfcoTO0D5uDXW/t
v+HYfgv8JPh54I8Gz+IYodAvUW0jaZGndkthsulYAJIjnIK8D1GK4L9m60+OWhfDXxV8Z/h1
pfgnUNOudHkstX1HxR4saO70ErhnN3GqFmjfPyBuMMhyMV0cMul/Hz9m7wD8KfhH8RtJTV/A
umpqHijzGni/suOK3KvPHPJCVlhBK/KCTg571rOKfvNXswcveS2PRf2OfiP4Q8F/s1295488
Q3UcWpePDapDcLMpnupkbyZbYgbQqlWXHCnPbiu0/Yz0vT93xV0YW1xq4n+KerSSQQSEG9Pl
owniY8o4JJZcA43Cvnn9nyx+KvxI+H7/AAJ8DnwVd6JpHizTPEmqSS6uw1SGZX877ZYbYwk1
swXcF2l8ghscCvZ/hb8VvAPwgt/jV49+I2oySadB8Wbs3Uelblm1GaWGMRf2cEX5pyWXMYwT
vweBWclF6JEvmi9dj2661/S7LQm8R65qaJZfZhFe3ur34ht72ONl/cyu7DypouxJAbAwTmvM
vGn7cHw28PWEPibR9G1DxXZ6hPHZabrN6G0yPX0wm6wjWX9/dvgZR1jKMwwXrz7Vm8d/ETVt
MuvjHp9n4n+I2uTxT+CfhuXM2iaFao6ot/qBUKGvUAAYuDukARAeTXsHh34SaJ8PNV1L4ieI
fF8fiPxJe2kb6t8QPEC+VJfRCKN5LErt22AQAlBGExt5yTmp5KcHa3MyGpP3noiH4I/tQ2nx
M13VPh/4h+G3iX4b6zpuhNe6YuvCO4WbSXby1tbkglYW8xW2bgpxyCOa9CeOSwF0t7O1kdLk
aFLm3kaSXRDIZTtTMn76B8dOgBNeY/sxTa9r+leKP2hbthZxeM5nsdAXVZXmj/sO1RltrK5G
BieXLypI2GwQcg8H024kOnO10kVzax2U6xW80ssjHSQzShra4PBeNz0bpzyKyqO872sXHbQZ
LFcRtb27a49s2mQtN/Z8bKDpm6QjzoG3fvImJ+ZQxARzwMU3WNJl0/UNS0zUPDy2y2z293Ja
w3JZYkCQj7dbHeoZ1Lcp1ZSoyaUTReTBYs5g/s5QVtid1xo6l8DeRzJA5O3Izw+egpmt6fHp
Mt2s3hy/svswhu447e+DPpzBIs3cK5wyjIDKuGwqnnNTIEmtyHUNPw00cnhKzk+2WCzg29zi
3v8AYhK3cfPyTgHOwZJBIzxT9T0q9Myi40Wwuhe2O6C5a5YRal8sshdgW+SdQFYKd28lxkGq
d9pvlteRt4LvIXNpHcPaW1/kOEjZvt9vlh909U+9tPHPFTahbwRXBkbwZcyR6nbB5Y4rzC6v
gSyfaEyy+XKu3ftOT8zKORSu7F2Q7QdKjm1m2/s7R7O98y3mjhN/JtXUAjHMcyl8xyrwVJzn
BqKysRZaaunz6ZawSQPDAIpWBSZhLGPs94GPyw7XHly9CoGMEUttaQ6tqVqtnpEWqveR3CLJ
dTso1gLuO2RScxTx4BAOd20gGodMuYbeO0nGkPI1zbiyxqF6dt0U8kNZXIZsx+WWHlytwQox
waQ3ZktlAbFYi1hDFBFNtS7uv9dZSGOP9xKGOXs8nAlA4UjiluQ8/m7rKGyWK5Uyr5aN9ilI
kxsGf31jJgguMY3YNPe/sJbxBYxxSxCSG2S51BHhkJaBD9guV3qREy/KJuV3L0p5litJY4bf
TIxPZTGzjN3qJ3adI3mgWZAfEtrJjHm9AGII4GFJ36kpAsBtdbuU1Cxl0+UPcPMmjfvHt8+Y
omtGHJQ8LKM43HNXtJkie4iurpLgpLAk0v8AYqq0hX5R9rstowblflMqLg4z1qvbW8GiX17a
31udISzklKzWTSSPpnmCTPljkyQvgh8Dhuo5yLdlb2saEw2P2NbKJNQn/sucM9kvyH+0LLnb
K0gPzwdcjvmtIu0Qe5T+zvd2m1bax1EXtoqyGeJY0v4wqDzMbMJqK8fIOD6Vb02OS7tZZrLT
dCuTPpTLDJqEKqLlPmI+0HA8q9XB+QcEFuKLu1uPPlt9W8OWDzz26XiW9rMgjuovLQ/2hC4O
BeAEExD73HpTo7OG8szcJoFpfrf6c5tyt0scWrIqy5nkDMPIukxnZ0YlhkUP1EWLS+V7uCBt
Is3Plta2X9o23lxyrmUNb6hgDypAQpRxx1JxupY4bu1gt1t9I0yVIQIopNTiBdHOwNa3wQDb
AMkRyrz8iZz1qr5+k3SgwRyy/bLoQQR3cBjh1dcSDy7vGRburcZbG7cpHWnw6va35tL+xujN
GZTaRXN1bbWnI8rdZXoPMcYB+SQjnijXkTuX0NOBpYYRbnT44UsJI/LN1DtmsSwjO2TAIktC
GbDjB20v2Zm0wwR2tiltb3jTT29tGHuLQEKxkgBT57Uk+ZnaTsZsEYqLT9SsJrNLx9TmIgkS
Bbie0VpraQCPdZTDO5rXglXIxhfy0WWLTbJdSht7SBLG+WOW6toybnT5SnMcSdJbfLHDEcxu
QeRTTfLYmTZT1Sxvlsbq1ubLT8Q3vm3VtpiiO4Vf3jLcWJYbpUwNxGG+62MVYtYpp7mS4nX7
SWtzNJNp1ruRyPuzW6lVyy5/ervGVPXikumuFtZnTS0iSwviXbRoRJPp0hMg3Wg24eB8gkHG
MuOc0ukvapevYTxXWnSRzNMW02MBIt2AtzZsq5yxGJFXpnmojFpiV7JlrTGsbnybm3srkRzy
5kAg2RSQgRnYiPGWhvY+c/MxIH3ulZ+oQ2eoW0MRaWWSe1k8hWbC3sK4/wBaSny3ag4Hc/K2
epq/ptzBcww20Wq3KyjbcEtbBHUKsZW+jVgD9rGP3iYBOGzWX9us/sNq0WuSSx3du11GHtgv
9olE2G4w3MVzGQVweq4NaJ8ug22zLuI7OK4eNND1EqrkAyuxcjP8XHX1oqOeW0nmedrHUZS7
FjLJnc+T1PuaK7OZmbvc9y+CXiHVNU0B0ubBIQ1udmX3KSfw96xvF/7yMQJbQspJUC4jBVn7
iU7eB/dPrVb9nTUtdmsTYav4fjijERCzLJ94AY5FW/Gf2OGBA8UpBZoyVKn7U2T+7m/uKOoP
rivcz6LlTVicDrM5vwI92+oonl3RSG6kXZfqSY14+82CGB7eleg6hILfwnfQ2yOyxyRtILmH
dLEuSd8Z2/NMDyFPylfTrXDeDNRhub5ABfSfvnQC+ZQueMqQc/L6Z7iu1u5In8IX5n1S7jhh
u1DO7qJo8ZPnrn+MHA2ckqPSvl8Pb2ep6ErWPOnW61CzufK0bSw1ysWWu4wsVyuYz5yDH7u6
wWVo/mGGHy8VNKLqYTz29vo29rMQRNqkIVLgIPlW6BUBbpB83Gdyk4HaoxpsWord20dumprJ
DFc3dk06RJLb740+3RDP/HxyN0ecA7SQM1Ys5be7s7tJP+Jq1xbMI21Zlgjv0Tc2bkEBo7oA
EYPLADg1m7vVGbcdgmtbf7T5gs7d0WJrSHz7QZQBpR9nug0Y/ecbYpMDsTnOarWaSRXKy2kt
xb/Y7hxFJriFp7RskbbgbSHgfovzHDA9sCrrwRuht47hpWm3wx/2oFH2tQz5hvztwsq4xEx6
8dDUV6Y/7RlktL+eWSK+aMHWJASucK0N9lOIuhU9AejEcBe70BKwovJZbeygg1XToWgjkkhg
IJudOl3RfvJAUy9sxJXnCqHUk4FVZZb67ttP026uNMVhLLMyRozXVszJG32mHjLWzHDlAChU
t83FTmbUtOg09YzY2scIdPOdR9qtWDw480BTm1BJ+YqQVYc8cLdW/maHa3E8NnGLOeSUmKNf
tVhJ5aHzohtO+zOd2MEBHKhu1TzEvcoXcJuvtC3EUGoFop5rmxsYpFkuGJkX7ZbNjAQgsrKn
y5GCAcVI9xLcaoouEj1GW4/fG3s43EmrqgcNLbnHyzxYG8DGRwcmkvbG2aG5mk0SdybW4kkO
gDa2HEwElq5UYgbcFZc8MQecCo2sVGAbdpRPtmaSyUh7oBXRZ7Q7AYplBG8fxc01dgkn1K1l
aW93e6XOqS6mLkCLcisi3yARgwEHmO5i4IY9QDms2xntbHw9cxtqy6XG1kluDeIWWUCRM2sm
CwWRAQyPwSrHmrlpBK2q2Ustg13JcLGEuII/K+3xxrEc4CjZcpjk5+bBGTVTTlkn0O8Swlji
M9qLf/iapkShTGRbsccTpuG18ncrd8UyeVvoOniv7WciGUK0CtYfaDw1k584CznG4h4242yZ
OAeO9R3s922oQxxaqbn7Pb/ZJbSWMeZpZaSVPs7gY8yOQ/uy53YUqe1JLIZDeK88OyNJLaNr
mIgRf6//AEO4yPmbIwr9ePepLoC5vbKPz4CEhECbt6zWTtPMrW10Ah3CRVMQYjsp96Ur20GN
S1udClktW0XU9JXTLzylZpFkbSi7LtbOf3sDnIKkDbg1Bfxzw27wXWg3FstjtlngsZ1Z9LZm
tlN3CScvE4UloiQFPQ805ra3sNf1FLKHXNPewvWRhrO5209mdCBKCD51tIMjnhSpOBzTri3R
IYoXv5LL7EDLJDGGkl0oE2uJAx5mtWyCFO5drcgYrNX6gLc6bDcWuowaz4Ou5za2xuL2DTZO
AcLnUbY7vkJJy8fHYg1DqMuoJpX9kHUpbuee8a6NoQFTWkMcoF1FJuzHOPlLBSPnRTg81KLU
wrcWc9he+YLIzi3065djGoH/AB9WmMFoWGCYs4BAI9Kbe5exGmJNayLd6kzf2eowb0+XOftN
qwKmJzgFoxn51+7lqa1VxN2J7E6ne3VvHNpVxff2hZSTlmJih1yJNwycH9zcx4z3JKHPWodL
bUZbqxRLdrz7ZtVPtBMZvQix77O4Ct8kqHdskA3NgDBzRp1s9xfeVd28urNeWxZo4pCi6qFy
xmUfdinjOAQOWyQTmofCS+fqemAQ3V6k+I0Ls0Yv9ixFrWbJIS4hxujf+IAZzSV43YX0OQ+I
vxw8D/B/w1d+Lfij4zh0iwS0NvDJqw3SvLGoLWUiL80q5+5IAD83PFeS2v7d+j/E6aLU/hZ4
S8N6Zb296ltFr/xE+KFpp11Fu3IIGtIt8z2+du1m2nBOegNdB8c/gFqXj0aP498Fa3Dp/inw
zKV8P6j4ggF1azkKN+lX0RBBRhxHNgFM5FN8LfF/4T/Eu6X4U/Hv4Y6f4Q+IdpeGCTSfFVlb
yQXPEqxxW8rjbdwbuFI+dQ+GGBmumnKChdRu/wAfkYyi21d/Mx/hzon7Vnwq8ZeMvHvhH4d+
AfEWg61qKXs/hvwX46kaTRp1BDXNnNcJ5dxHNkh42IGcHir3ij4zfBH406XD8LPjGniT4Va/
9rhu9Ah16M2k2iX5KGK+0e+RjDNg4LxhxkFhjFdHqP7LPwb0zUP7T0jwS3gTUI3cS6n4Pu5N
LvdJZ5GDI6wMqTwMcDcVbAANYmq+BP2k/Cuh3fgbVrqx+Lnh2FI11Lwl400+3TU7e38xD5sF
0P3N6rBvuTKpBz8wOKuNaM37+/mtfk1oaKlUitH/AMH1PGv2mbOb4i/CHxX4p8a6ba6P8SvA
EFhb+P00bKw69o0k0Ah1G35zJHLtEuz/AJZyZUEA4r0n9u6zj1n9m+w8Nafq8ayX3ifQVCx2
Z+yzmRdnnlQSY7hd2GQEFmxxzXifxe8B/D1/BHiHxZ8M/EnjCxg0TS4rfxR8MtTmIvvD1lLc
xSG5jE5cz2DsAdqsVibG1tvFfR/7S3gzxx8U/gloWi+C7U32oT6poOsG0s4I0ivLKNkkfULZ
mkAEqphmjByxBwMnFVKUVKLV7IuL9nfufJPwF8bXn7P37R62mvS6Uhj8SzaH4isLq0k3ahE5
aIzTlyQjbtrJkgqcHivUL/w94Auv2IvG1j41e/tdKg+KGoQ2mpWcEd1ceaNRTy1vIpGCuFY5
Uk8ryDnin/ttfss/Erx/8Z9R+Jfwc0a11i28Q2YOsPcXkUEd7cxPIqyOGYbJmRQpB25IHpVu
z/Zu+OV3+xTqHwmvPDNlJ4k17XTeQ2l5qkawXyi7hYQzybtkMihTt3nOcYPNU6tGaV5ailFu
7Mr9nqHwBD8GvjbeeGPHGra7d3elONR8SP4bfTrR1NqojtVgdmbysjDM42k5xxzXnHwg8a+M
bTw54njttUv/ABZLdfDjUdPuE8Oqhl0GN0txLPMvDXFphVXC8/Lnoa9p/Z9/Zs+L/g74ZfFT
T/iDDbWGoeKNPW305rfVIpIHl+zmM2lwqjEUROwhnG0/Mc81lfsy/svfHjwXqOsaV8V47HQL
C4+H91okd/pEsT3EEl1HGFhYRpmS3AXhsEA5GeRRCpBOSTITSjZm5/wTv8DfAtvD+rfELwD4
r1rVNcjitNK1uwv7eG3n0jELSB7NY8i4gkdSwkxyEZTyOczwImh+Cvix8W/2iPibqF5faB4D
8YT3GgeHdHfHn6vcW6ILu0QBQZvmRAM7huYjkCtH9jz9mP8AaL/Z98dahZ+OPBugXXh3UIo7
bU9X0nWwLrSZoFkaKezgx88MhyWU8Y3c5zXnU/ijwZrPxv8AGmj+LfFmpSeG7Lx7LrlvoHgK
IS6rruosnkQx2SqGHljazyMCNg5PIFCScm09wTutT3X4T+Kz4CtNXi1rzfiX8TfGTWtz4y0n
w5EZXIZlW1t1lZUjsDbJtjYSHLtlipJzWP8AHr4gyfEnwrrPw2+Lfx+8H+ApdQto4NT8O+F5
31/V9as1KsllIscQjinGNpjCAsVxvOcVteHvhB8Svij4Yn074qavpXhfw0zw3Q+Gnw8vfsjX
cQdR51xfoPNnuiP9YsW0bwAc16f8NPhD4N+HOlarpvwZ+F3hmxtJbRHlSzsREb6FfLJn+0bd
4vFOQ244yc4rJSjsld/13TDlk0tbWPGYvjL+0VpGlafP8MLPxT4itY0TTVh8TfAuPSLWeBIZ
AlnLKt1G0UoUBVYqTyCG7V1vws/bF1rUvGNr8Mv2i/2cfEnw38RajfmHw3f3V6t5ZXLIpaSG
baGeM98kOACfm4NJ8Q/2l/A/9pr8PPhPZXPxE8by3Atxo2klJtPmhKOp/tW4x5UM8ZBDYJc4
BXnitP4K/CXV/Ceu3fxX+JniOPVvHWq5tPtptnaw02H94DpSJJGSI84Pm/ec8sRwKudRwhac
YrtZa/fp+Qm+Z3uz0zUbBYrm3h027trYadE8ccdyM3ekfvlG2cKuZbdtwAJGMMCDSRP5V5dQ
Ml/beS8U5hZzKdPIWNReJ1EkI+6y8Erg4qveSyNb2UcNrawpAHSK4uoAZ7NywHkXnyndCQSq
tgdvQVHcIS7G3iMLW1zAFjnkJl02bykw5JQlrRsBSpGORyK53ZPQa1Vyee1sfJvYG0C/hSKx
Ey29ve7/AJgpJvLbg5iA5MeAQD0OKivtNhjvGibwlqM32+ySWeCO8DQ6nIvnst1bZ4RsZYqd
pO5h2plybiKKZltI4Ixb+fcQyTP/AKMwSQCWBtnzW4znaoK4BBPepdT02xvQ1rs1GKVbYNeW
cRLRTkmVhcWTKrHC7txUD7pI5HNJagV7PS7DVr+GO38Ntq8epW7GSOG9ZItVVP8AnmzcxyxD
khx/eAJqCF4rqwthcWVwzahD9jU3k5xfsgiB0+Ukny5Y8AK5OGCDB5rTtoQ+sQW13pR1UXNw
7sNDLKmpKAoM9v8AKFjkjPDLuUEE9DVOzsk1C1EltZXV5HeRtFCLmA/8TRYxDm1I2kxXkQGA
2fnVOpq0rBqSrdTalIsSa2mpb1gt4LyeHyzLmJR/ZtwMjDNyRLzh80xLmeeRd9gsn2eRrGNb
yZj9iLeb/wAS6UFsujjgS9utTXf2i6vSEZdShvLZYLW6FkSt4nl8Wc2wER3GRvEnykMGHpVa
9iuZrPzfIuGjQSw21zdRNvtwokDadc8fOxz8sx9sGk5XNC7p9sdP1S4Mkk/h5LK8kh3i4859
HaTzABgkiaKXODlcKR+NWNKtbnRbdboWAtv7PKXc32abcdLJeM/2jCA2ZEf5iYuFAGBjoaFn
qF094bvSra502ITSRwzXsf2htJMhfMM56TRSEqQc5TjBPNWbG2n06JIbnS7zTjZTJMY5pGlb
R5mMRF18o/fWsm05i5CnIp7Ih7mhqWk3kN1cQWvhBYwGivZbfT7kmG5IiUjUIGyCrqRkR4wQ
4BzjNWFjv71bm2i8O+dLqFu928VvfCMauVWQ/aB8wMcy5DbVBVsYPtSfTdOgnuYYPDN3p86x
JLdWVgzBmIRWF7AoONq85TP3SOOKlnszJzcaJdv9ptTctbQXDFdTGyU/aLZuDGy8MVHY45pc
2pSVi6uqa7fSrDcarNNLqkyG2hDrjWceZtDFSUglU4QkMpJUYzVnTjq2pXqSyTG7l1K58kyS
lYhrDDYfsMyqxEEkYDYmXlu4rOku1uo3t7nxJayHUZ4mhslt9i62v7xcwyN/qZMZVgCvzAGr
mjadM2t2DXennWVvYmhJZzEmsogjxbkE4huYscuR89W2n0JbuJb6jNFHMdb165glQRWvnrbB
8OBFu0+baX3bCRicgMysfm4q5LPqCRx65FaT262e+zTxAbhJW03dHzZuhfDx52gSE5KsCOVJ
D4LyOy04pFrD2CPBHZWs2pWW+G42lF/sx/mytwjEATZUMrdaa1sRDAItHvLKS3lks47y5uGY
2D7G22M4LkyfeKBwcBZATnrSXvOyJew68gu7Z52nm+z3GmXG37TBd7zpKkSjylQO3nwtwQSe
BkEnbUunXs+nzmBdZe0+zK0sEFtIZvsIkODNF8xMkbjKsoBCg5wKivrJ4LkyWmnNZf2dNjzj
dAyaBI7vi3kUvmeNyeCwUjJFWrNZ7S/mt7+2bR4rR5nmUzpMdMMn/LXkt5sMoypQrwR61PKw
hPSxDp+qPC1jcXXiiY26xx3izSqJG+9HjUV+curg/LJEAcZY7KrXl2+oaRClz4mt9VgvY2n3
GEr/AGl8mDOpbb5TRgBWjwM4BxWrpi3VnaW8l7dmMW4S8N1aSRPE0TIm3U4lDZKuMh4tuDk8
cVlSaZd39s12ltHfia3MqS2s3y3ylNoubdc7YgBhZI8DJUZIyQHd2Kckc6TaOdw8W6i2ec7A
ufw7fSirUjmWRpf7YEm5ifMMuC3vjPGaK7US5K563+zvZunh1S9208nkctKoHPufpSfEWG2t
9LKDT1f7QPL8wT4NzhiSp+Ybcdcn6VrfArS9S0/SWinkW4HlYG0bSeMDv6VT8c6Yk2lzTS6R
dBJiUeaO4AFyoOfLXBBVgec85xXu56v3aMsG9bo4TwiyzaxHdQXzalvkOGuIfL3Nx+7ZSQV2
j+LvxXo1xJK3gzUUEU8gjnjuZry43RSW4GQbgjI37DwRjJX1rzXwpcK2tx7tRTUi87IjRuUa
fH/LItkYK469yK9USOTUvBeq3MyyF22Si7BLLGVJUTSAn5oh9xh3zXy+HXuWZ6EldHkl5pkF
zbXdve+GJLw/ZFv5LcagwBB8sf2nbEP8qHIBjIzwp385qcXOmamXkg8NLetc2ImSITh01fCO
xvVLN+6uEII8tuSScHGDSWVlBbLcCfw3eiKJ2uLi1luwGhmRYv8ATYAxx9lAypHGcKccZp11
dWckZin1GK7a9U3E2nxSOP7Wby3xfW8md0XTcUG0ZQgg8YzlypNmd2tnoSNc295M9q+h2+oG
5t5QGmnKLrSBpMeblyI5UYAjdnJJ5AqSH7Hqc9rdLZQ3jSoYI7i/jEZ1Af8APldIzDywoPyu
chiARjOSra6lzdbn1O1v5NQBBkV3RdbjUyhcDcDbyIcZyRnHenrqMV9Ek9rrH2yS+dIo3klE
Y1Ngwxayqz4jdDxvO0txzQn7qbG7vYrtYjytJ1RPD2nGCNZETUrrDsjiSNPslwMkLEMlGJ6K
Yz0qs4uf7IsJU0Oysktp5QLksks+kylVPksuT5lqCeuR+7bPbFX21HS5LSx164sbJAzSWkuq
XV0xEzloc6fcqWGARlS4Y42q1UmvdPfTUkubWKCOzu5Lc6m0hkex/dgC1ly3zxH7m/cPlOec
UkkpMyae9zPvrWOKK8+12l5pptobk3NnoW0y6c8iSr/ozKR5ltKMdemVzUCX0EgjMt7chRD5
9zFYWiqEfJxdWoH3d3SRFxgk9a0bnU9Nt7PUrOLxJc6V/Z+m3Y8uOLz301v3x8hRlvPgfJYH
B2kAggVni6tt26LxALO5soXu5UgUSfYsrJturfa58yGXI8xVzsJ6ZqfeWxfulfTorSc2l3Nd
3khmt0mk/s6TAnC+SRPAoXidRt3rwxCtk1Dp9paT27k+fcNNZGGQOkSx3sQEagEso23aE+u4
7epzRYzyQnTgutQzSmKG5ke2gG+U7bfF/a5bBkwG8yE9lbiorSS11LS79ooobySaBLnYT5Yu
kUxqZ+vyzqSVZAAcFSelPl93cXuvYdMLVJf7Qu7+7kZ/tFoZZgmLpAJwYJyV+S4+VtpfqSuD
U13BaSXkMaSXIWCV7ItcxAHJkkH2a6ULlWP3VLZPKkMTzUaXthcxXS2ht7w3EV0Y/tY2pfRg
zqEmwfkuUzgZ65PrTb2SOeUyWkG+OSXyFkkUBrkrLKDBdBj8k45Eb9ztwam1v+HYveH3Go2U
GoT3Ems6uHtdTWKC71Lcfs3mSJmC53Kd0Ln7jOXVWJGBik3aZY6fDaS3z2cVo0zabLJLuutI
BMAZJQFJltTuQ9CoVsgbeKLueS5168uotYu7sSXnkJca7GEkVfMhP2e83DPlMR8knOGB5GaY
hFnoOnTPYW0cVur28l5Lcq01nuEH7mcEEPCN2N39wocnFQ37wO5LqWnW0trKLp9YtktoI51i
tHLPYzbMmaMhQ0tmwyp2EAFRlafq1s/kXGlQRO9tc3AmubWGYGQSMs/+m2LBB+6cgsU/vLjg
0mqlbSEXO9rGK3MgV7Z136efKJYLwRLaHhunTNP1CGKW0njurO1DRSPNNa2cof7OR9oIubMq
u2WB+SU7HNEbku5Wmtw+txLeTX1209o0lw8E/wC6vygIW7gYKPKlQDDp8pPOc9ag8PZ1JdOu
Lm3vroyMkTSWwZf7R2hCE6fu7iL1b7wU4PNaWkus2qmOO7ljUwCV5NJZSkg27Rc2xCgjBO2V
AQeT6Vl6MWLaXe3JvZ/PC/abjT1CtcxokWGQbQFuYiPmHBZR15qhJ62KUS20unLK0UrSC2a3
R7qd9t2irg2cpK8ToMYY9V78Vy/xH+FvgX4oaFL4U8eeDJNWsftOLKHW4mk8gjzf9FlwNyup
OElQ9GBB4rprK3uJNNu9lza3MpsDHJ/aI8r7akY6HJGy5TcPmyS6sODUWr3Uen6cb651CKGJ
WZmuLxcxiJFuCbW6G0bZwMhZB6etKN+bzNU1Hc8E+IegfFP4CWmjw/s7fHXxZHqN8WtPDHw5
8TW0WtiOUsfMgc3G2aO0VM75WdgqkHk8Vj+Kfi9+2tB44Hwm8GeI/AfiLxToFykev2ul+Cbo
xeDS/l4kubxpRGyOSSqJyRjIGav+DNc8efHDxZe6x8MtdTTdW17Tltr7xZfsJJPBXh3zG8jS
Xj2MHvLrDMWbBTKOTnAPtXgL4b+D/g/4SHgv4eaHNouk2M6CYTT+ZLZSF4i0l9IyE3UcpJPm
Ofl9uldfPPlSteXmr2IcYXu9F5aHivxB/Ze1rXfCmp+OP2kvjj4oa98LaZLcvbeEbS3sLDRW
ZVfzYQwLTwNx8jt/CPl5zXhXge6+JXhC1T4N+Hf2qtW0S+m0iDVNF8H2vieGeC5d1y224Ysm
n3IzxbOAhLLhhk19GeL9X1D9q0eI/A3wu17VLHwZ4dtXXXPE1oguY72/VFEen27EK0tiJAry
t8ygJtANcdYab4b+Jfwv0j4B+E/2etah8RaO2mr4n05NDSCHQ2gbfc6nHeEKs1rcAEiEPljI
OOK2oTrwbvJtjfsmr2SXoYuj+G/2p/in4h13wd8If2n/ABomoadB9r1zwz8RNYi0zUtWkl3k
G1t4IzujTG1pQxXftIOM13Hw0+C3jj4w+AdI8cRftcfGW2l8QWrG5sr7UrQi6lglCT2rOicO
jRnDHIbYCMZpfi94F8E+B9LS/wBI8f8AhXVNCtJ5JtF8LeJ/GaaVrWnRSeaBNoGrBvOtkyW3
WkgeNXBGQGrF+AX7Qvi7w7Y+HPAPwV+GfjD4maCGlj+wPo0ulXqRM28uL0/6HcyFizb12yEr
yTkUVYYiotW0/O6/TUzvC/u2aNv4k/AbxP4I8G6v8RvE37Ynxj1GwtNKYs6atbRyXCQxgmxl
Qp8jErxJ7KeleW+JPDXx9+Gcnh3UvjD+15471pfFmnw2reEvBniInxDYrcRb4YtkiBblM7Q8
gChSMhsdfQPj78fdTh0W60n4w/EPR/A9tqOnSW8/hrwwn9s+IdZhKxobS6lwLbT5SOPM25z1
J60fB74cfDzxPafadE+IPg7w1o1/o8NnPbeGPF8N5reqoIipsNX1TeHjDKMNBAAqlSN3NVD6
zQp3ldr5/wCRHLSlJvlS+48f1/S9Vsb3VvBmq/FT4tya1vdIfC/hzxPPq83hYKjZbU5bfO/u
fs8HGSQTgGu9/ZK+HPwu8ePeaf8AD34s+M/Cfi74dvNE2ueF9S+y3J06Zt0V5FbTryoLGOWJ
hmPJ67q9G1rV/DH7OvjF/G3wu0Tw8/h+50eDQ00mz8cWOnz+HZreSVo0zK+y4hYSYck7gDnJ
NVLb4A/EuLQR8cfDOqaf4f8AilY+KbrX9On025F7Y6Ul0sanTpJwP9LspolG5z9xssvSlOtO
UffbV9rPbzZpGKirxS+4zviB4K/bi+Gi/aYfjfrfirwtbSRXGtQaBoemDXNPgYqRfWKMmy4Y
/wASoQ27HeuaHgLw54w1y1+I/wAXfjT4p+MPww1SzhcXM/iOTT/7Hu2dFNxfWtttQgsRDMjj
dExQnIJNe7fB/wCPXgD4wWt94Un8H3nhTxfo0sf/AAkHgPUp2W+0e5V4w91ZGVl+2QOV8xfL
PYZz3zPi58EtV8P3uv8Aj7wP8M4tYkntGf4keBraeRIfFmmumyW/hQPtj1BRlhwC20KexrN1
K8XyzbXn0ZLjTlrbU9H0PwT4e8A+G4PCngzSLXT9MS7Ij0mxs0gtLhAjlJH2HEdyB8u4kZba
ec1egvU+yzbdbuN82oLFA2oKojuTmQeTe/8APKRc4DHGcrzXm37KvxS0D4gfBqTwtpHildcb
w3qsmmrb3Nyxm1qwCO1reOWffFdCIhHjYhlkhIweteoDVIpLe4RtT+2HUNRjWNb9dkWsqDIA
s2W/cyAZRiWU8I1c0oNVHdlxtJXKt7AjWcGqLZREm3aE31xOPOnXzFX7PepnBUZ2hwepQ0t0
9ubsvDqV9utBBGsl/BmeyJhjxHIGGJbYkBW5Izkg1EJ7V7S0miaJhco1tFqdxckfbgHjX7Nd
Dd8jqflDliMquOuabN4gtXn+1P4jLIk0VnJc3kQimiIjQfZblScPCf8Anp6jOaTuxpDnGmQR
yRXxkhjgtpADEBvsXIbCQ9f9CYsw447EVFd6aftccSkxQW6AyW0V4M2RMkjCW02fdiO45Xpt
+XjimXOs2NtJd2//AAkc1oltC8ThRvfTdwcm3GN3m2rhdyvj5T/EKr3sllp6M9xqfkPb3GV+
xpmTTSXmw1rhiJYHDDcOdu4jFNaFGlD5lvrjxXukKjJcPNcWehTBHkBUYubMqQUIzh03ZO7j
iq9pbailqIrlY5vPjDxpBcbHugDEA9vlflvU2kNjJYkZByaiWS0tr4SvfR6c1tO1yVsCcQFg
gWezOT8r7hvQAnrwKh8rSjC0crW10s1mk4+zlVSRVSEi7t/mwLrrvXgllJNO7E7s1NQWS5u2
mFxpTy3VvEXksbjbbXx8kYQkKRHe8AqSFbdkY61HP9vufN8u+tkk8uSOR9VlEauuZN1vdRhV
H2tSAyyZBIU4BqG+LyajJHe2Gjz3F5pCN5VtcD7PqCLD/rV/553gO4qOp5FTuLXVpbi1tLHS
tQa70ySONr5fLjvlQSAmbH+qvI8KcfxAse9CTYtbj9PtJohLJJrUMJiVY4Z9RnU/ZWMh/c6k
NmZIiCRGT0DdatERw2kNwZlt/wCz1DFrpt81j/qMmYlD51i2eAcgAg5NU9F1WFJrYRabp95G
S1pFNqcQDzEPhra+BP7kDgxyD0HrViHULmys9KvE0GxS3HmQw3l0qsLeXMSm2u1H3bY7sCXG
QuxscVT2KaVyae2gs7iaH7HqFnJHbxT/AGYy+bLaARfLcQEA7rYYw6jAK7Tir11FbWjmwn0j
U2mktHlkhtiG86MRyt9osMjAVDlmjG3Kt0PSqa32ko0scULItp5ZZZbceZYOUBACFSZLTqr4
OAMdKnur20t0W0tZb3/R4pZTaLGJG0+X94BJZ7gQ9v03AH7rjHbMpMmRPb30uorPp63mkait
/dJM9tDGVbUUPmAyWJAXaw2/MuDhx2zVuwisdZvra0aD7cdQOVms5RGL9VEJAh+UbLmPAL9M
jcAaqGO05jFlbMMJcvHa6eVK7ZHzcWTY5+XY5Rsck4zyas28lvK6xfZY7oXIWSaLT7UoZVAj
IuLM7VPnqWYuu5cAEA1aso6guVl7QtQltLeR4dWs7eO6iW2lXVY8pKAYwbR/lAW6QEjfk7lc
EZwKextIoCYbsRPbT+UlzeXMgSCREcC3vFMfMuMqsjA/XiqukajDc6XJHawW04udNj3QXtqw
N3ErL8pcgFbtSHUq2QRt5NWHu/Jui1votsxkjaOCPUbEeVcLiQeRd4XKTKwBUj5DuIPWldCa
H3V9p73Jhtbt4WtJ3ihk1S5MhtMtMDBfDbmXcQQhO7bxyKkg8vTtaWE2/wDZqwSTNC2pyeY1
k7d5jjEltIOFLfcfGMVUuLky3EV/Z2EksKhotPN9YKJAu9g1re4jwGxjynTI5GTyTWjoE5td
YM1jbmBbcy28cniOxEcsasRiK7cghrVsssciuCGGMgcU9W9SUkth2gvBAtlbpfxJiSO7fZDl
RuWPF6uMj7K4O1owNqkk8YzWXqmkfa7KWOO6gMkrGWKXSVZEMQBUS2gOdkRC7ZVHUgtnpV/T
nu7VLOKWK2hht7xQxawwttK6JgZVNv2BwxG/OQW+9xULW82kxTwiwtIhEVdlsrcbLQOpKm1J
zuhc4LZLfMW55FG+oWV7mJcAyzvIfFGmMWcncLVeeevSirr6vMrlZItKZgcM0UQ2k+o46elF
di2B2ue+/Cq3kGlsWRVHkkbVyK5jxxpkktvN5VvfPIMmfj92654MQwcOO5wOK6v4URy/2RuK
nb5ZB46DnvXM+M5Y/ssscU0iiJixiQbRAucb4TjLSeo9K+gzyKcEY4LRo4PQre8PiQwNIt9C
fmYWmFMhyPlx/Cw79zXqFk6L4XvJfIcwm6RnkWMsFcY2mRdv+pxkOPXt3rzGwezs/EsSwREP
gsfs8IXeu7rGAMiQ/wAWa9Fiv7oeHLlbeea3DTqk0sabo5d/S3kJG0Qv0ZsHaa+Uo9T0nojz
PUr22RnmuINRT7O6+busw728/wAixtGBGd1nwQU5PbHQVHfzT6Zp0vkwW9u8MsslzpWlaePt
EylCfPsgVz9nJAfZgkAHpmnvdy299dajF4w1NpLaL7KTGiJJafu0K2h3Z3wFsbm5UELyDT9R
l1BNMnLR2UUNhdTO8lpcB7jTmMbORZgZDRZAZWIbAMgz0FZy0ZmkthX1C/mu7pptLnuIrkPJ
KumWhRLkhnIkswU3RMBjeCecHGMU77dfS2rZvNOkk1J4Y0hktvLXUsMB5UOcGO5XJVjnO7Bw
RUcNjbQy3iS2lwkUcMs88eiDesAYt+9sSNvD5/erkfePGOKghR7qyktmsobuGbyJpI5cb7qH
gCW2+UHz9vyuMHDqDgYqHNspqysWpry/vZ4dVt7G7lur6BrOW5niCw30YKAWrgY8u4xld+OG
XdkZ5ZNd6j9nj1aH7RHKDJarfXTI0ZQxY+xXcRHMoIwJR1yGqJba3migZrC+nkuA5kfyStrq
CAQjOCmIrzaCPugl0PzYqOFrsMgstLnmmvFZLea4tmEd6nl7WtblQhxcjBAbjkr82OrlKKsZ
PckvtTuLWS6vJfED6a1npM1tHPdWvmS2igS5tJuCJkK7dkpHHlqM/NVOHULuxkS0l8RR2SWd
pKE80ea1gTncC5z51q4ORkELuC54BqdZrgwTy2IksXFndWlndavag7VVnY207YA8xRtdG3cg
YzziqUc1+k7OIksJLZJIo5dSgHlWkhVmeGUhRvgkPKZPy8ZNTeXUCtHquoxG0kub3eiCKbzN
PTcsbMYcXUJByYWBy0Z4BYgVB9lu7nSr9W00XkwtBcBLe5MalvNjK3cQywIPR0IGMKaZpkV/
Zx29teaRd272Kws4SD/j2ZzCfOQjPmQNt37Occj2pbmwnfS9VXVvCuoTiC1SV/7Nl2Nbylhi
5ibgGJ8YMec5x64pp3KaSViJrWfW5L6wFob83FjcO0Dz+WtzhpsS5ydkqkgMMYPJpl5MY5jP
dMJDeRm3SWaVg2pqsjAiX95iO5j429mIB6nFW9U0ye5S/iu/DV3fm50iS5PlymIXYLS7bmMn
Gw7WAeM/3jzxSy293dqANOuGGqWiS72lAN8I3PzD/nnNGOevJTvQ0SR3upw3WsG4nv4NSaec
W4uLxGj+258oi2uRuAQjqkhGM5Byeagi06G2sLDVBocKROJbeDUbmTqFEK/Y7gbydnVN27ge
WcECr0hvrvxIylm1KPUJPKjaOIJFfKDEzQHGCsi4JUnGSxHNRQ6V9o0rS5k0i7L3Cz21vqEk
rCG7X9yPsk8efkIK7Cx4G1W71nLcCrIsNrZ22o2emR2n2HULiFHWbd9kYxsGtJkDfNbsTkEY
wrZAqIW9hYzTWEtibWGG8klMcL+ZJpMo84boir/vLeQgE4wBk5HNWL+H7PYQat/Z86fY9Snt
Wv5J8i3zGwFnOmQWQNld46qc4zU5VoLq4iub02LWS3EfkyxtIdNdhL+5zkmSF+oJ6GneyIbu
RWd3bLIpjc2kyOlzLLp8YZ7JiMC4tsNl423YkTB245FVLGSKw1K2bULJIpnW2uLifTYdpYDy
z9rttrDEwLfvY8E7ckelXdNupbW+g8+4itTbopdVQypY+YUXzEJYl4ZCcMpB2kk4GKztKuzA
+nQS3SwxieKf/R1YiMAJi7gwxVs42yR44AzjHQT0JSkpXII0TUbC/gs9OsNSllsJXJuIfIW8
RDgTjJ+W5Q4DAr8ykEdK86/aq0jx/wCIfghrGg/DfQxea/rFh9ltIjcxwrqMDGUP5ru22O7h
wcA43jpjNekRJPfRapCmmDUGntjdbI5tiTY3KLqPkhZFwVeMgHG08UlzJa6lA9umkQSpdxsQ
kl2qpqfl+b++5b93cRgDKty2Tg0Rb5rmuvQ8G+Gf/DQfw1+HWl+CvA37LHhOxksrMw2ut698
QAV1u4Pyu98IoyfNcZUAlcMqgdAau3vwJ+Kfxmt3t/2jfjb5+lxTpE3g7wratZaZIuYz9k1G
aQmeWLsHYhcr2r2G50Qxy2l6dFt5nu7V4BceeAuqopz5cqk/u5V/hyT86+9LHPZalqEtzC0F
+kssUEF3fqYjL8sf+i3SNgqBk7ZCCCw9619rO7asvkr/AH7kqNJy21M3RtD8PeBfCzaL4Tu7
zRbfTdPjttNhsLb5rBR5R8iUICXtzjIfkHnJNeYfG/8AZI8C/FO5vfG3hy7udD8Qw2qlru2t
3kiMnzNtmt1ZPtFjLzypypxx2r1vT7mCLTr25tppbEpDJb21xdSh/JYeWfsdwu7mHj5HxgDI
qWG9FrczNFqUumPa2kkO+GPe1o53MYxndvtH6qw4U+lTzSunc2td3Z89eB5tB0qwvPC3gf8A
4J72E3im1ZYfEN1b2VvZaXby/OUvrC6kDzmCQAuURTggjg12GqfCz49/FKNbf4z/ABnuNK0S
aMzReEPhrEbBbhS8Z3x3mC0rgAMVjEZPzA16vILafS7+6v8ATJJ4Ib9I57i0uAXsJGaQ+fbg
E7ojw23I6OPanXcflGO1nuEEtuyy3VhbSgxW8ZaNhe2Tg5weCyk4XcRxWjnKMVZJP+ur1M+R
Jatv1bPCvC37M/ij4RQS6f8As2/Fu602z1UFrnQPEGhxavY6s52nJlcLPFcDuA2SV61T1rwv
4x1S7+2/Fn9hn4c+NHEQtpNU8K31pavqESqc+ZDcwfurrAIwz5BGc17sILtdUjtJUtpZpUiu
PklxHeRALi5jOfllAxux9aH0NkhnMen2TC7yVYXCiO+QB/8AWDPE65+8OoIzSVWo9Hr/AF3E
4xk72PDvhf8AAbwN8QrqHxT40/ZssfBPh3QdeeLw94X1nQrSSXULpS6tLqbRjhUyViXDAlgx
OAK+gLjQWtZJv7M1C5t4FlVEe4cF9OYsgEF0mzEtu2flz93PGKbEVNqFjuNv2y6IgWY7oL1Q
JP3FyR9yVQ2A3U4HORT7GW7hW1x5MY8xbaC7uZtxVtyZt7v1HHyOfUUNuUtSnocd8VvgH8OP
i5pH2Tx34Y1QXGmzW40/VtNlaPU9BcvCxeK6UBzbNjcFyQACMcmuLj+Cf7TPgiGe28KftLeI
r3S7WL7Xb2Gt+HIdTubZSVCTRXGY5GtyAe5IPY17JI00M9w9lfNCI7gQRT5V3spQ0Z8icbeb
YnBViMAEioy0Ns9/LNc31rKlkAJbaMebaTMisYwoA32jkAj+EFegpQlODtF29dfzIcYy3PKv
2fvg38UPh14n8WeNvG/i/wAMarL4yu1v7+Dw3oUmn3F1dAOVvIOfL27V3MpUlmVvu5r1d7u5
u0e1S8s7yS+1CIixjfym1ePLqstv8v7uX+EgA8oKjW40+PS57a6a6SF5BPPHZKoms5SkrG4t
QgzLblgSQvTn3p89nFe6VewR6bDdwXV5DPe2lvIiySE7sT6eyoByRkqvO4EAA0pVG37zux2f
RaEMl699c7mS5nmvoGUTuhSHWFBjDQbQD5d0vILdyM4otb28uA7XGqRSLNGlo1xdWo/ffKp+
w3CnGyUZIEnHJz7VDCVuWtyLi8vPtKAyta7FTUVAjAaEBQPtCjaSg2tkEc0sMkNzBDLDLLc/
aVWFN86FL+ARj/RnOzKXQ4Kq2Hyv3qFzS2BuxJ9u1eCG+hvNZW2WDSZrZby+twTbbd5+xT84
kOACkuMjGKmWbxLBb/a1Sa0j0+byFmaIyjSi/m5jlO79/C4xtYcgEYJxVW084SSyaTfwLcrZ
NBbXOqovlyQjzc2lyNgK3C/MQzEsR64pDAmmWizwrqEDR3n2aOQuo/s9iz5hu02gui53KxDf
Iw9KHohlq11LUNOu7M3d1Lp/2J/3yyReY+lK/lgSElj9ot5N7KMg7Rz2qhFd6jFp5aO5ufKs
IFuw1u27yB+7H9oRENl1bLF4uAC5HFWbWS5sNUtTAx0/7LIDC2oAN/Z0jBAyzhkCtbSAkKcg
AntVGF5otOlu7i0ufKhWO4LWLbmsJH8nN4uVPnWsm0kqCcbcUJt6gWJ4ZIJpreHT5UaaJLy4
tLabcJv3RLX0DF/lkXrs7g+1WbhV1ZZYri0GtC9tpLl4YrkRx6kUMo+0YLERzopAMYHzAk9q
r3ulWzu5t9Punie0iu5LKNzt3LG5+22zYx5anIKdwxGKsXui3NwJ7a40aW9jv1ku4Y9OuPL+
3N+9zdwZA27ejIMZwafSwm7Bbzx3Woo6ar9vOoFYIZL64ESawgIBtZ2L/JIhGFZsElRzTrW5
hudPs9VmCqs4axg1W5uARcvmMf2ddgvuCEDYJd2Pu4x1qGR5L1ZGa4j1NdRZUkKx7U1hUZB5
UJwPIukB6nrt71Yj1C5uLAagdPmluL63e1urp7Y+RqSLsItZEAzFcZ+USYHzqT/FinfSwrtl
+71C1E8l9F4wuh9htoLTffQt5li/l4S2mQsC0D/dMvzAbAd3U1bW8NpJj/hLbqzSztmWWPy1
d9MJaTasYOPtEJYbCQXwNrBh0rJvNe+y3p1F9e88NZQ2ck8uk4EKPGwFpdDO5nYghXP3Wye9
XoNcvI2F5b+KIrYWVvJDIl7a5m0gEyjyblM5lRmAUMOhCkMOlOOwnfqWYLww3cTxazcWctjE
Hu7eKMOumlmZRLasrETxknlct8rdsVb0fW54L23tLzV5rN4nNyy2EZkWCQeWftUDK5L7sndF
g8M3y8VUtdVaN7YJ4mtI10uLPl/YzI+jB3KAvtwZ4CcLgk8MpDDpVqC5V5bOa9vvsEllKk90
q2hP2L5Y/wDSg+SJIH3EGPDFQ3tRe5elia2mtpdIGkyXsWoQ3VmLoo0pAuFAT/S4juH+lKAw
aDA+6Dgc02OWYCXdqUd4t7iSZJJm8vV4Asn75zuAguF2rhVPLL0p9rrM0enRae2owzDa12Y7
RcmTaARqdvIDtAX+OE5zt6DNW9Rs9avrprFoFM17Ck7Q2d00X9rhUkJuLd8qIXUqshTkN935
uy2YPYZNetqNzNLDqL3S37lDJOoA1FFc/JdAMBDOgOI+BuwKvWL2eq6hDLJqiags9zJDBPq8
Lo8rEITbXAOD5eBuR8Y3gjPrUlF7Pc3Fz9uW6a9ZtstiVji1gRM33QXH2eWMcnu+B15qxput
Ravdm+steOvw6ldNbuxCwi+b5T9kZWI2yKCXVtnPzLk1SlF7GZP4cstKh8iKF4ojEUtPs8xJ
W1f5QbFiT81mSMpJ2J56VXnt2juJIJ7CfTpLWN0mgRGlbS5GDBo41OPNhk655AJyKs2+oy2y
reR6gqLGVtFE8nG0gD+zZ1389flnGCNwycAkUr3UpbKQf2fr91biwzEILkq0uiKUbdazsxBm
BIwrHOMAhuapatXEzKuNL1MTuD4csfvn/Vk7evb2ooufD2uG5kI8HAfOeBfJxz/v0V28qFY+
ifhOudFKx3KLth7Hk1z/AIwW+XS5BeGXy1cyBLRgxtlB/wBaMkGRvVOlXPgVNdzaL509sB+7
JYyZB6dxWb4ytY7USyT6dcoiu0iFJ9wgzwblhuHy+gHNe/nf8NGWD0sjiPDzz22t2s0ZPG5n
eGXc6gniRAT988ZWvR4L5l8H6hM+sPH5l3DAYCSFui7EfZ924eXv6lwRsPcZrzHQ/s8urwXl
paSoFkZ3nafOOeJ1UH7pxnaTmvTIrnRR4Qv7Bo5QkhW38iJ9huCxyYV+bh5Ccg89OcV8tTvZ
2PR2PN9VvLa8V54PFMNzJbRLAZprZopNM3RrmxlXK+YsuNplw2CoJY0+60uSCJrqHQ/s50+4
kT7bDqG6XQnMchWKIFv9IhPGeR8sj8cUajrFrFdwNc61ZXW1Vh+2wBo/JLR4NncBCN0sq8eY
wBBQ5Peql1Fo1pAb20sPssmnTiDdPeMf7IfE37mRQcyh2Vl3Jx8/tWEr31C5buo44JbuOe4O
lPZLPIYdLBnNgXZv3lsysTIjjO5QDs3DPSsCFLy2tLe30/QLnUi13FKJbafElhE/zrfLhjje
VIZGwFkAzjNbllq2n6VcyvEJdG/s+SaSK4huPOk0YvkZbqs8MuDkKrBTjOMimTadpN5ZG8TT
I5PsN7BevLHe+XJAJGBW9VVfE0b5VjGpBVhjqah6iasULOOW6vokkgu1nW4mlFnbyJ5FyoED
C8hYH93dEjIizncTnrihIJboRNY3f2z7eqyON4iTVGCspaRTgRagm3IxtyQBipZJ9Ka2MFzD
bFXhW7S3humCyJsjzfW5DYEg5BgPznHXjNQzz6BeMPOsbWYXkKTh7TB+3hNxF3D+8+S4jIJ8
onLcgGm7pGT0HQqL2K9z5NyJ7a9AutaPkfa3QzfLdLwROo+ZScFlBX5qpwx4urdpobMr5bQC
G9l+WMMmPslzwMwtuJhkYgrwMnNPhZ9Vm1C609tN1tru2vI7iaePyRqyJ5vLoSSs8ZAYZA3x
k9KZpMKtf2gh0WwO+3a2Q3iFDcdC1pcpu+XaWxHJ32jjkUk5eTEncxrSzGk6VaB0ksTa2kQj
xIHNn/x7nLjbuezYgEZ4Xd1qzNukhvor+xvolSwRpDY3DebbiTGTFjAktmKhtoJwy06OTStP
tLaGexjtGs44oFklTcbaVhETBMq/et+TiQcgY44qobyOO3v1g+06dJaQMsQtU8x7d8ljHj+O
2fqGxlTkY5oipPVlN3NfT9IstVsNSsxcSysLS5WSHSdRRD5jeYRNAPlKowLBozjk9MipJfCN
5NYQLJNHcKT5p2tH/pLeZkXEHH7uRerrgbvQ1w3hHRdQ1zxHrml2fhW7nvr3V5hFBpFr5k0h
8olGgBAJQcblyK7t/wBmr48Tw7Z/ghqToWDyXCS2UayNgMJoCzgowGSykc8ipqVaEZWcrMah
NxukPm8Lz3GqSRX1hbXCTyBHXT7xY0vB+7YCME/up1ILbuOCV4qvD4TklttPS50+6uwyyJLf
LdosV4pRFWOVf4ZeANxH3kByM1Ncfs2fHCWe7tdY+C8haWNXmxd2cQuEGw74x5h2SDrknnP4
U+1/Zd+PQ0u3ii+EVw/mFlKnXLBY3jKgbSpk+VsqVzjO5c1n7Wm1a6+9L82ChNu1is3hdbS0
ttRis5uZpoS91eqsdxGsTj7NMvJyclAxBxlSDVPTvDr21zJZW9wbUW8dytvcXs6O0C5dlt5R
n51Y5ZWBIyeorSu/2ZP2g0tbe5j+DV2C0jKHl1uw8l02sVimHm8Njjdg5yDxTrL9lD9oa4uE
hHwxt0ASZbd73xFp7GIfN+5cJJ84BIKt2PBock5f8FP8marDVmr2K+laBeW1xYvLewWDQ7Wj
uZ7xJFsGO0klSSHgl65/hPpVLS9Ke0uIW+2QWCJdCchL4SLYOQv+lR5yGR+QU7BjxxWpZ/sm
/G+O0j1GD4cadbhMyID4hsnWA4ViSA2WRgG4P3c9al0P9kn49Xl5BZW/w20eIxzAiNvEdsy2
74UNIvHzxt0KdgQc1M8TQi9weHrLoc3L4euNRtr+zu7O0vd1uz+VbXipllLj7VHk/IxX5WTO
DtBqWPQzLZy2TXyXC3A8x4WlUNeoplAuozu/dTpn5lB5wOua2U/Yv+O84uUv/AegyQPM6xrF
4ljjYSncVlUBG2ggEFM87atD9j748slxayeHtCuHZd5B8RIrSOMkSx/ueCAVyvGRis1isNJ2
v+DM3SmuhzN34dLzwXKC1MtxarHLcG+UJqwyDvcBsxTqBuBOcsuMjNLd2U87TTSeL9PuZtsa
wGSREXUF/dkwzfNgHIyDgHJPpXTXP7Gnx71BYbmLSPDPmyW7C8RvFhCTncCrgLbnYcqc4Gci
q9/+xj8epp5Jb2PwTNHPHtkL680InUBG8o/uMAjBbeOe9ddNOorwBU6knZROO/sf7UZLiz8X
2MspAtba7vHQu5MQBsJlLYKDaAJCM/7VPjTGozCHxlp1jHaWT20Md1KkhtZTuJtGQttaE9Vc
9D0NbviX9lD4oeFfDt1rXiDUfBdrFZwv9puZvEUrNJAF2+RIBbfNg/KH64wc159ZtpNwr3mj
/FLwpMkNt9nJ+0XEwj65tzm2BkUbgQ/UYPpU1PZ0oOdR2S3ZtHBYqbtGDZ0dnpNqmlzSp4gt
7UQagrrdWF/GZNIl3MSEUsfMhYkn6Mas6ba2MDafFeeMNKtDBulEMN0rnTi7I3nW7BiXjcgF
kOQAxGKu+EP2XfFvjHwZB8Q/D/i7wpBpaTuLbUzrF3nT9jsHRo2hDSL1OCM88ZGKs+Af2aG8
X2ltrfgL49fD67gtzvRIJ7wrasygl1DQgtv2PlW+77Vy08yy2tUlCnUUnHe15W9bXt8yJ4bE
Q3izmhofh+WWKGbxPpSxylJWW1udoR9oX7bbgNw/A3x9DzximHSrUQSWk/ifSLwSq7yRmaNV
vEBfEygMNlwuOnGcDiu8tv2LvHq3EKp8UfA/yXG+YWP20sjAD/SEUoMHDAFckYarEv7G/jOG
K6jn+JHgWRJVacwKmo5ucFgJdqx8OvIwP7tdcalCovdevo/8jL2dZr4GcR5NpqVk0z+KtOuJ
Lu6HnQ3dwqLqSgv/AKw5/dyKTgsNpOBnNTWlhpV0sm/xFp1z9oixG97fLt1AKUxaXI3cYwdr
Lzn2rr1/ZI8eXOnS2ln8UvBF0JLsSziaw1LFx0yxO3KvggHb6AkVLL+xj8SLi5Ec3xN8G3Ly
N5d1L9n1LF4pZQsUg2fLtZMbh7HrWsrRndu3yZpDD139lnDR6THBbxC117TAjxJBZ3V9qSNK
CpjzaXIU/NDwQrHLdDU0Gn2Nv5t9J4ot9OFvEYEmGpRyNZNj/j1cvnNuw5Rj0I5rptQ/Yy+K
VvcZn+I/giWB1EcjyW+opJIuFJtWULygGG39fenWf7G/xWR3nsviV4NikUC2d4be+m8mI7lW
IhshkBA5+8N3vXO8ThU/iV/U3WAxTV+U5O50nTYrDzH1fS7YQShjLBqaM+muwlO+3XPzWzbh
kdgz44o/szTDYzpJNort9uilaK21crJaMrZEtkf7rdSpxznnmuwi/Yk+I50lJh8Q/Ba+UzSW
sttZahus12szRqXfOx9xyDkcHFTt+xT40ltrmwPxD8KW/l3sckIt7K7/ANAbK8o3mZYHIJzj
GaX1nDPrcX1LF9jgrmz8NzwuX8SaT5cr7rhIbgYDboyLq25/dy5B3KRjI60sUHhm2S5+0TeH
7iGWCOORbe4VFvCEH71cH5LjrweGJ6jFd7/wxR40vmSB/iN4bjRMzQi3024IQso2un7zd821
u/Wq7fsU+N4ZGmb4h6BCs6IJ1h0O42ugUZkGZwRIAd3HOMmnCtTbsk/m7kfVMRf4TjGttFme
Qx33hqRptLMZa8l2x3QUPkS4zsmxtIx1IbOc1WtIdHS1W8g1SCHbfQoHjMbRTRKzh471CMkq
G4KjlSCORivQW/YS8WxX0v8AaXj/AMKuksHlTRjQbhjcsA4EvM/EgPGOvzHkZpx/Yr1aNWMP
xhs0SRA29fB07x3eFD4m3XBJbDMFI2/dPPapdajB3kn9z/OxSweKk7KJ55aWug2GpWJh13Qy
YXMcUt7KQUjYoGjuPkO6HkhG+8pwc8U2KLRrbRmjXxDaW00MB+yS6fKjJHIZFJWTcg8y0fmQ
L8xByOQBXoFl+xRrEWpW4ufi5pUyQkOfN8JS5mQyBPIkBuMOowvoQHU9qltf2Ini06a1t/jK
0MP2RmQ6Z4X+aPI3iH5pyrwgqcKccqecGl9cwVvit63/AFSNP7Nxn8v4o8wthoURuory/sYQ
zyzf6GisLSXDYkhBTDWrk5KHOCcdK1dFs/CmsSy6Pa65o6XF3ds8dnGwjknIEn720JTAQgZM
bd9w4Br0m1/YZ8+4lKftBTW8m0q8q+EgDbkrg7R9oJ8ttwYryBg+1eJeG4Wm8SC4nmgURarM
s01gFWSBgZVElugyNjAZK84ORWtOrRqq9N3Oerh6mHSU9zauo7wX95p13odndpdzRyzpYAIt
6qsq7rIsvyzjJ3KcgEcCq8TM88FxDbXE15qERi3Om201KIBCIBhR5V6MMAwXlkJBIOKsXmiX
SG7F/wCGY/JhnWe7sNKuU2qDIh+1WAyTHJ2cc5PQU2CHTI7aLQ59ZeZ5UNxPawAfZL6LamLm
3YqQl6u0MQCDu3dc1qtDBlzU7u6cGeb+zLsSWyLHd3UGEZfKbNteKqZ89gPlc7fmXpU8FvdR
hNStG01xBavDBPc2cm6zA80mK9XbwCAAHOOVzznjPun0CW8i86/ga5nsM2t158Zi1O2ZGYif
cAI7sANsDckjjBzV+zbRrm9W7ttUkEk9vOljJdWyRpqCoZd0V+JB+6lUhlQyfewCDzRaL3BK
xLF58UOnsraZCtpE0Jgu4iLvRw0v3bwbcvbtuVQwVSBsOTU+j6v9i1Kyla4gsYrXDB7iFmWx
Yxx4lJChZLR9zAMcFcjJqrZRWkFvo8ls7mKKc2+k3d+kS3GTIM2+ogjAhHKh+nKnPSrGkPYL
eWTRXgUR3ixBtYjjdrWUiI+VNhQHsm6KQQAcc0Xa2GaulaxI1mqwS27zJcfa3ewtpJGL+Xn7
dasEINtwS8WSfvDPSrGo2zFZo00G/t1nhjnuYbXegu2BkIurAkbotmdzRnGUbkYANZ1lBglf
Osrfy5gyyWIDiyuGT5JoQULfYHIxImWH3vmqefyS81uHvLKKO3b+07CWdmjs5QJMT6ezIf3O
4ksAANnGB1qo3k29iH8RJcl72d4pNSiuWu5lZlgjZDqgR2+a1AXCTR/xgctg+tT6fY3up61J
NfahY6lJqDNHI1lZGODUkBR1hB/5Y3SY3krgnccgUy60S+Ml2dUlsVfzBJqkWjuFhYj7lxZk
RkrwTvxnJHam2Gm6pc3avNJo/nSRrMv2CYqk8IaMpLbAISl2p+8AcnIAC9BPu9Sy9pNnPalE
tdWijTf9jhmuoSsfllVI06bOVE/TbJkOQe9S6kYbqUiPxPArW1jGjRalbbZLJfnUwXZYYZxy
is5PKA5G4VT022vX05YHfTJA9uosjMw8m+g2j91MGTi8Xqshw4JIA7VPq2pXWpNbpPqNpLJ9
nMdoLyJ96EbwY7z5dpfjaNwXlDW1OMWrPYyd7mRceF1+0Sf8UbMPnPAulOOfXNFQSrZiVhJp
V/u3Hdi4Yc/980V3WiZezdz6F+EUnnaFi0kVso2Tv5I5rA8U3EcNhOI9OeJTKcicA4+YfvJS
QdsOegBHsK0fgPFejRBc3cfLRZYytz061m+NEmS0njt7Qm2kkYf6SAzOc/dYkZEGeh9a9/O0
vZqwYT4kcPokkBvo/NsmaSCXzGkjcAKSf9Z0AMfoPSu8tEtp/COo3D3NopZohsdBnDSZ2x/K
f3rYBjAGBjkYrgvDtlaNfRyXEFwjJOxAij4Bzja+3GYe4Neg21uYPBV8sOiWlxIyjbHOWSSN
d2XljwpLSYwUU8HH418pSasz0Xfoec6ql+moXF3KPDsqT26xQmOHZG6mPPl3K4Ypdvxt4UBs
7l71VurjyW886rpflCEW6XF0gY2TeXKy2+oKBvDlkCqx2/Mg4IJp+rWkiXtxeNoeizJPAiyS
MzBJf3Zw0xw2244+RemWIPeq8xvodl//AGd4fmins1RJL1MK4CSfJfqAds3HBAX5gRggmuaa
ld2Y2kmaWlX32a8jvINTg097GCVJpL62Esml5ZlaK7BG1ldT+7YAYKqaisVNpYwObpEisFiu
BNDjfYMZEzclTxJaS79wjB+XJFGlGNdSEkFtYWqwCS3E2qIqPA+TtjvVwvyMMmJwV+4Mk5qL
dcCGEBbCGaCHEjGEZtiTGd0ybcSWLhmKMPmAI7rRHRX6kyLizXdtiGa8No8FwLxrZViDRgpG
ftsLZ+aEkkmHGSD7VUltomuo/I1iIRyTtdSwW1tgNw7fbrVAcoq8FoTkNzxU76mY5BbfYbiz
Ns0cksFykc01rJ5aAzxEJiS0OSCh+bkH6wSyyysEuI0tDDdfa5dkDERpiULfWjbQTCCFZ4sH
+I9KaM2lYrXMUc8l9ZTC01sXFtfPHDpsnkx6uqLNgxJnEU0WMbNqlk56dMzS3sdYiiiEcGoQ
3MXkCCe+ZTeqigm2bc/yzxncFf8AiwOua2JreTWze2l5ZnW47w3L7ND2RNcmMzL9os5DxFLE
cK8fRlOaow75GE0lkt6uqvHvSRPL/tIgrmPIP7i8jyfnB+fb0zSvF7EWfQyrSUmzF3baxLCs
1jDav9tw5jwsObK5XdyvDBZuvo1V9Y16Oy066urjxZNbtBY+Wl1eW3mtB8rYtnGS0qEAbZTn
BUDPNattfSPHDNb66lwlxbRQm6mhK/aFCRE2k4JXZKDx5pGc5HOah1nVJBFJJHexgCM2pku7
f/j3bY5FnPzmRScBZhgrjOetPoMt/sqNJqX7QVhJaxssY1udXi86TEDNayEKmDu8s4HXpX2d
ELSMW/22EQzQyLIsqFn5Vhk/N6qw9uDXxv8AsqRXUH7RGl3EuhNH9n8WSoyz3ZZrENbyZXnJ
dMEFT6Zr7Fiu0ktLfy4RJOIFU+TMdy5QgYGcAFk+o/GvPxOLwdGrar23f/BPUwEXKm3bqWPs
0sSswvjGskaBEG12Zip6HoMsoyPeorq8soTEk15KrpM00sUcAYKQ6SHoMb9ueDwAPxo1G5eC
3lZQ7mEl/LVlL58xCGCnDHCu3T0rOuo3vrP+zbuWR4kQRyuvysWIePIBJB5Vec55r5+picDW
k3Rr29GrHqU6Km7lyaDMcSNeme5mlKkMpKs43xjI7N8wqCOKbUUJSS2Ma2zvG3zo4+VGw2Rn
O5HrPmktbR4rpwpDf6QEkVQ+CUlKKGOD91zxyMVDq3iHTY2EFppxuZvK8v5WVA0WWjOCxx0d
SPXce9TTx+ZYdKMpRknt71zVUIW91nQadC9tcx6fPHCCJyEy8nI8xsLk4yNrgVSVI7dbZJ5b
kEEq0QUDYWViTk8Y+QEe4rI0XXNVvVjlfRomiSzZkE92HYnykZQ4xjcGjZePrUD6zK6bYbdh
5chZiYV3R7Zvu7gM/cm4Y8AcgGu/D5pim261H3fK4LB1ns0aKXCQt50tuoYv5gczbowvmBtx
C9DtduPrUl5qRfS1ljgt0RlJZ1m2r910XHOW+ZR3x0NZj2sE9vJqVnqRhBiKyiQtkS7CgcED
DAmMjJ/LmszU/FNlrLLNb3G8JIDHL5crEbXSUOvHGFYkEentW2KzLLaMVz3i/Lz+aCOGlN2t
sWZ9ftJ7lJ9sE0qu7QiNAcoTG/BHJzzj8fWtSe9jvZptNvHWQ3RAmRljOfvqTj1A21z5tJFk
2yNNIQ6iNF3Fyx8yNmODwM7CSfXIpuu3Rm8nUVkURRbJo5hHyQqpKcAHoRuHTPFcn1vCVpx9
jib3ezdn+ZoqNN6pWOW/aB1eLw78FfEd9qfiIW2+zMLySAu4ikMcjhBt5O0EDjCnnoK+A/it
8Zk+DvjLWfCeki8uZdINlFcjQBLcBmupJCVlvljZQyRSRsVjGBuAUk5r71+P0OkeIPhF4i8L
QyWs8k0CpZ+dKIFnlSTYERnb5W5HQ5bOB1r5m8bfs8aj8QPDVhrR8C23xD0f+zlk1Dwnr2vS
WUSFlWfEKwKGQK6OMISwZcc14WbZxPAY+NLFTvB+lvmezhMvx9ek54aUU13OG8PeP9C8S/Cm
fxzcyfG21sLiR133fge/az1Bo4U2lpiQDiRWG4p6V6P+xF8Tp/EXjKTSNM1nWktFupImXWbQ
2842gHy3ilIIXbLw45bnOKyDpPiC7+DE/ge6/Zy0bU/D/hieO6n+3+JrhPsaRy/JHBDNGJgF
WUMzPuLbffFX/wBlbwxrHh3xnpXiq48H6Volhqc9wLb7HOjwzzPblllEkqLOfmgIbeAAWAA7
1GGz7KXUkq9NJSTtaV/Tq7MmWW5lSjz1pabvSP6an1LpXibUbJbdIkfY4cEEn5CUxncDnbuj
znntmrCagmqytdrKT95jOiqoJEqSDamehV/4eMH1rJs9LSbVhqEESr5EuySV7htsRD72YLjj
KzZBHpWjpVm9rob2GnXs7psZJbZVMgyAy5UkgnLoMjjk159CWSY5e0p1nFp7Xa/T9SalKC+z
qaDasIrNYZ5IGRMKqsCSzEOjEYHDblUc5qa71S3kuUeVFeWSAmMo5O8FUkGCOOCCT3BrPlvr
oQS3aR3JffI5tzG4w2Y3UsATtO0tUOo6ukl5baeryBpBJAqJJtVX3NEAp4w2SPrX0tOeNUX7
CspWW2hzRwy51ci1jxfp+mwXF5qHia3s7NboxoJ25lcGSIhVAyxyycd+K8+h/aM0W5v10+w1
eSa5fgQNcqSn3XLFWAITMb/L1B6VwPxh8Watd/GA248uQQ3EkQitgWeSLakw+UHdklJV+X5m
YDBFbV54m+Fn/CLXYvf2UdU0W0kuBZ/a4PBtrDeRt86m4P73z9qrIPnG4huT1rwsZxvm+W1l
CrQVRetvwep6FDA+2vys9u8O61ZalJFf2D7rKSTEUwGQF85lxnAKnY44PStPT/ETfZxa6hpt
x5MFuqeaXY8mN1wOOBuj65NeLfs0eMLq802/8FyQapG0UP8AxK4dTtmWa4VY1bLDdlmfy2OA
B0zXtVlDbPv8qCaOUz5UwSBvtCCYE5U5PCzHkHnGa9unxPga9WnTxVBx51e6vbX0fQ4K1CUG
9C7bPZ208L21yxtUn3QWwlZmUl0kXdgDKAO3BOPUGrUS2JEdld27JHFlCLmYgyMVkj+U5+ft
jPBxxVVUF0zaQ0iwo6eXGCVV95VovlbHGWjGOuM1UF7Fewf2pJcHht4SOcmXHyzAg4CngOuO
205r2JYbK6keenWlH1b/AMzn9k5rXZGjc3unQStdWkGWOSVaN5ZFJRJSEG4AE7Tnvx0oj3Q3
aQWVv8iziSWONt29DKy7sjBz+8XByOCfSqklhBalbTz2M0mxJvJRRuXLxhi3YjerYHrRNqUT
6aboNmIHzPIEaFZ22q4K4AIO6JgM85NTTwuIprnw9bmt0u/8zGdKNly6kl3fRS2kY1SeIzpC
C5vF+cL5JYqxUknBiPPXIFRiGzMwvJNSEsROCssqhSBJnuenly/d7Zpt3qMzanJM8SXCLccq
kWTIfMKjOXG07Zwe4IBqpN4nVBIC0ZklgCecikKrPDyoXB+YPARz14rlrZrmMX/tNG67nTHD
SWxreGbiSXWESJ/sw6R5ClQTG8Wzb3QMmVHHPevh7wRa3S3AuTGIY7bU7pnvozvk07MlwVZA
D+8Rz856YYle1fbvhi7s08UxXFvPIkS3KybTv2kCZJctyTgrKc9gRXxz4UsLC01Z5rWVrU6d
rd3G1+qFm0bM9ySoQt+9icMrZyMZI4r1srxdPFUpctPks+1jw87pum4k4W7jiu7aLR4B9nuI
p5bWCYf6CpaNvtdkQ58wkZbZnAYEdaSHWHNnbWf9pXDqZ5bz+zUTKP8AIh+2W8oztn6P5W4H
eGG2prvT4I2vIH8PXEEljPHOyWk7AaPvkjP2qPLHzEkAMnl8BWAGeeSSfUZdPTTj+9EbtqU+
k2eFLxBY2Go28gfcSWG8xZK7s4r1OV7nz93cdJZ211cSWr6BYySazaLKyRTjytYVY5iJSS37
q5UneoBJ3bl+mlYxvfXe+Mw6it9HMqyzMiJq8SFy4nDSDyZ4xkoSPm2k57VXbRZTMVj8MR3b
X1slzGq3irHrSbZT9pB3/uZkLA7VBBO4ZHQWLCyu7+68yLw4mry31vNua7mWEauilyGcB2WO
eLeANoOecgc0rS6FO4gbRYRbyLcR+bOr2lvc3Fmim+w8YNleEsQm3K4ckI2FOas6Uba9eAWe
ryzm3uEtrdr6NBlykQXT7k5ysRBXa+NuRkH1htYZ51iis9He5XUsW6Nc3Q336KYybC4HmfIY
yCAw+Yhcd6n0hBdyWV5Boslz5jxaaYWu9hmCxx/8SiU7zkAqdkh3H7pKmqs+XVEpytqJNbaT
pUcjy3smmTWZdZkitUZtNZgT9nC4zJaygnLjKluuM0t5JptnNHDPrl5bf2UwM6Q221tJBaUF
bJgD5sbZwwyRs2njpTo55NN0dYbezvNLhs1kszPcXqyPpbsGP2BgZFDW7kghyFwHyBwMWrj7
esoT/hI72xTR4gsyPMjS+HXPmKFjJYC5hcEKTJnapXBBFEZJDs2rlW1srazuvLMl1pjWUrXM
T6RbjFsrOSJ7LjkPnEqryAx4qRdNsp4J4LRxJG7fa1jhjEeFxEftsB24S+U5BXrwPrVyf7fo
Ikjv9RfSVs2EzRwSi4/sze3FzF8zNKkuTuTBC7vl9ahsG1CExRWF3LsSIXa2plHCEQt9vicv
xIRkmBuCSRtxWHtHz26FWahdkVjDpd1CsJmac3se+a2u0XZqAVR+9lOPkvVIPr82Oat6zEJr
VTb2MU8dzYqoeeMK2ppiTAu9wxHIAQcD7zIW5zQmqaldW1u66wl5NOjzRWisvlamgjGbsSbs
Qz7RkQ7gu5CNpzUOv6ldi5kl0ywhnfULNG8wOrPrwXzgD5e4CCZRhmCnAKsOMV0JqOxNtLlN
7aIuTFd68UJ+U/Z26du1FWl10lQX8aasDjkC2iIB+ueaK7rsyPfvgzFJJovkiFX/AHJB3456
+1cr41ilttPuDLYxyo0jR5lbBuuf9Qx/hTuH9q6L9ni/TUdGWT96oEBYg4wxwevoOa5/4g31
3JbSQWkTyiSdoy4uFAnx/wAu+C3GOuetfQ507U0Z4Re8jhPDepW9ncwvbXJjljkwyRoH78I+
OsY7H616FZ3FxN4av5JIknxMsgkbBaMK4JuFGQcx5yijlunSvPfCQaSSNYZTzI0Pl5VskMB5
TY4A5xnOSK9CigMXhC/lur1UaKRXiufs+PLkRgPOHPCQ5wRyMHOK+Wp2sz0meX36xzXFy0nh
KBvtsRdYdQlCxaqojLfbA5OUkXO5E6HeR1FOudNuWMV//wAI/pt1Bc6aTaXE1+E/tIBZWP2r
BxbyDHTnDbh3FPvBbtDP9n1C23Xdsb65tzG7LqqohB1GAlvmRPvbBhcqflNOuY9OvVjuktLd
rrUrZTFchB5fiZF8394hLARugy2D1K9ecVzvcH7zuNs/sQ1GJ7LTbK7hmhmt45NWwq3XrDeo
D8hQcRuCNxUdMmoraazisrF4LTSrfykW3jlljHD/ALseRcYQ5tMMQknGMjB4qbT3kvruAWN/
HrEl+05thc7I01jYfntpuT5bRAfKSp3dvWotMu7mTTre20q0jhMkP2WGK/nUK8pMRk0q53Nj
yR/A2BlWXvSJaS2J7gW97+5E89squiO2qH/SNMuPKjVOSjbrPJ2MQRj5Tgd6yRatb3n2bNhb
3Freq1xGo80Wc6+aUurX5CWtWBO5RleCCaW6e7vpn1KzvJJ54oEtftOqSRh9OfyQq2jq/wAz
wN90t8wO1SDxVS9luYLW5uPskGnx6bK5njS4Rzos37zaIuCTaMD8ynOMnnijTqQ2T3CXHn30
2qaXAii4umvrXw8XDTDMoW7sdqkKQCySKrH7vOOBWZHPLNAjpLbX0ksUay20TlTqUQ2bHjXy
8C6XADbctkZIya12g1CC8nhvrODT5Le4kuZItFvtzWRkEn+lWJ2kCNw+ZEwVO1ulUJbKWUS2
Fzp+nzSqkU7xafJGI7oYjK3ll8pCzf3tp5IFQ371mJOxXvL6XUXuEg8RaRqLLYW8Zla3Kpfo
UiP2WXjCTEEMDw27PGaoajcXEdvN9n1eydfsrJDNex4aNWjlV7W5BGN4zwWwx28VZ1aXUr66
eV00K4ubmyhMMiOBBqMZiibYp2ny7rq69CDkAdaq6tHFdWrfu9Nmaa0KR3MyArcqYZh5N1lc
LLnOHOCGX3FNyurDjbqav7LVjcQ/HPTk/sgQSQ+I7hYnkkdTZyC2kIjJJBbB6E5GGr6+sIim
HtEFt5gEn2cWmPK+YOQxPLDazYOcHtXx5+y75Gn/ABv0u7NtqPyeK8I1w7N5OIHBjnyFBIzw
cHgjsK+sLO5unWL7fZRRmP8Aco7FS8ThXhIK78EHCnLYxu9hXzmcSxVN81Kipq2v+X/DH0OU
w5qMrdzQe0vZbU295dz7lBDeXbq2AVMYZeScbgvHoay73xEI7UM9yZFFuZ5OACgIjmUZwFA4
YDPpSxeK7RrV5/st2j/M5MJIIyI5lAwMbch8HkcVma7e6bbxpp0mn3sKDcBKt0ryEb2h5yBn
iRWOQASTgjgV8DjMTlVJ8+Iwso99z2qdGezItZ8S6WZjZWskQcRIizNJ+9ZfmiDAgfKSsqke
4qrZeILPUrG3lS/jZjvRi0oVmd1Unjox3wsOR/FWdreoQ2zjU7rT7iRnC5t4w078xbwAsYJQ
Kbck+hYDiuB8TftJ/D7w9sufBUVrqtrDOJBLfSz2yCFSsm5QFDFwtwflP3ivoK+ajUw+aYxy
wNadJRdrO9k/O6Z2unSpxs1qewW+u2ZAtLCFJo4JSVkcZVfn3sD6ExzEADjjtiqlpcx6hG32
lRBLHDHFDAYlZkJV0Zcjj70akcn73T08W+HPxwutb8RjRPEtjFDaXGYBPBp1xCYZGhaLDszH
/lpGoOP7w5ya9P0/VLRInn8otDbzP5cl3BKrkHZIAcsv99x8w7Cvp6Ga8SYKqqbxMJetvy0/
I5VSptPkumaeqX7eUl1G8sagmSQSW5ZmbIm27OQRhmAzVaK0u57aTT4JC0vETHYy7gN0GW+b
b1Kjb3qE69Ncw/ZrpXKwRtHghkQZ3W4jzgNkDaeCcDJJArLXVVuJJbyWOOO7u4lmG9ApXcFk
I3OcuMxEYB56161fM85xKUq+HjNdWkrf5/gXTotSvc1U1PViHFxJaMZYhNN5TbmXCq+cdsGN
gccZqU6ltuS94xkMUkfnNaMD5eSYtygkZ+VkJA5qCCOL7SjzaTEfJJXYsse8plgSvTJCTDng
HBFLcrJfXflJDK5EYkMUcSyK2IFymM5VmaPn0xxXhZjWyyj+8rUpU7bWua0kcz8b7mPxh8NN
Tg1CK4MSTw3kk62/muqhQ28DJAAeA4K8jdxivPvBeu+JL+Jb+xM/kaZfZSWW+SDzk81mj3BS
wDCK4BJ65Q5PNek+L/DWqJ4evR4asJnu44WdbTcqyTosi55JwwKykMpxuxxXzdqfxEW/tR4O
s9CIur1ZIryB9VFtMPMUwGIKRsJ/c9GI5YdetfJ4/C0swlGWCqOTffp959DlmPjhU07JHaeK
fEGpnV2htv2sbay86EJ4j0u9sM/ZZApDCG4jjZJG3xgbXYCMNncDxUY8R3z/ABIh1HxBBLcW
trqKT/alme7ju4Iys0MiuigEssx+UZyF5JxVbVfiT8NfD2gpp9h4z8eaPc2CBtL0+11SZEtI
RIJDFs8sxzOQ7BsjaR1bpXJ+F/G+k33iRvB/gTUdW1NbeZLHS7KRcMkhRkeOMqu4orlSSdrK
GIBIrXCYfNKVSE4pzS/mSSv5NK1/ma18XGzV1aXkfRWlJdpqKxRXTW8rxYngErSukrFotzZZ
ioDIMDoCcdq6LRdZmtbOW9uZ8pHceY8pG4Lys/XgEAF+mBkVz2k3R0aeG3muwzLtF+3kkGSV
dkzImW+bBLHcecD3rf0iC3tIbhx9lkjLyRiGVcKu1nibapJwSGQkDAPpX12Aq4eFRrHYZxTW
6X46S/Q+dqqVm10J9ce4jtxZ2RZN6qkITaXwA0RbJOTjch5B4z1rnLvU7e+lWCbVZzJPaBJp
TaRQhXKLIozydm9G5JHUVtXV7Ymz8kM0800IkgigxC0e5FkUAtksAY5Mn0HSsmbTLXWENnNe
oUb5JwLtXXy/M4bkYOFkXqMjr7VyzxnDuEx/Jh5NSl11YqT0fMtGfO2q+FvGfhD4tix1HU/s
kWj3Mqv5lsIZiGka2AzjGGWbgrkg8iukm8XePfEVxPrWg/FLUba70pY4m0CK+tzJdRLkFI32
b4v9S2UJ5H1rX+Ns1nd+I9J0e/1ZSvlSyQ2X9oCVsiMuuRsbKb4SOTxnpk5rzy78TeEk1c+G
9KaxW801VNwquiSRn/WE7tozhJwcdcjGKzxmEeMrqVGab9F/kaQxUcHFwWxr/D7Rviv4k+LN
r4r07xW93pa3byxXP2TyYILKObzHQuGPnXG2YjBKnsM19L+HrR9KtBK0koV85+0XXm5kdShw
FHADRxnA/v14T8INY1+A3mheH5mSCO3xOTIEdpChgyEwCAzxlicdK9X0zx9b29uHuLfgqszs
G3HDNHIHKHtjeNwPG3PevVrYniDB1YUYwi4ximvdTfn2MlFVqTqQfqdhZ6rdXd4l3Zz2s6lD
Oxjutm8ApcqjKFJAGXycZ4xSXeraNDIZ7nUGlKXHl3iQSy7ZAS9uWwSMYDp1G4kelcfpvxk8
Fvq8OlHxVbecsqxLNFECgBkeJkB2Y+UFD1I5yTV608S6fqzRXtlDCJHRnKpaswaTaJhlzxnM
TLgevXrXbic/pqkoYrCvzfLb7uxjSg3PyNq68SXD6hDfRRRqAklxFaG4uEUMVVyclSGIMDgc
E9iKmufE9hNYnbbG4K3QOVDsQhlP7w/KCVMU655zu9MVheLfE9hYSfa/IiuEgVN29yZYolkI
+XBwfkmGepABqhos8mrMukajE1lPPb4tARJIh3RlG/iwSXhBAx0NeZHGZI6EkqjpXfmtfv1L
dCElzSX3HS3dxpltbSXSaHCSIAGfrKSFOELLnDb4sDH94Zq7dTrJLNeXXkAxx+dG9xFIVZUM
co3ELgjEzAgcjGelczqt5eW6w3WnWU3ltIUDsnzLGzo+cEDJMcr49Npqxam6tgsdxbPG7Srb
ykglRgSW6tnDBn+SM9eA3IrSlj8VODWGxqlZXtK33bL9SXQjGJ1PhjQ79tZhe51CZ0QR26XD
WaRFnKPAzOEzjlVYAHBGK+OvB0yWWsPdylbdoNTuFNzcKPKst80/FwCP3iMfnBAOA2D0r620
BrqfUoLi3vpFlWdJmikiBRy5S4wW2gBSVbp06V8m+HbS7/4SRbvTzaRvb6ndwRPd258pV+1T
ny7wKPnGDlGGeK+94er5lWwr+t2bVrNW2sfOZ6mo09dC4Y5J45Z7LSroNp8sEqQxSBpNLLSR
sJQxx5kDEGRQcgAFcDOKLZxLbfZFuvLhUtcm0hk8uWN2UFdRgbHNvkDdCDgEHjHFBubWK1k/
tC2vLAaaqgm1tB51oS8fFzsUCW2+bcjHnaDwcUfZWiiEMmmiE2kfms0duC8EhUHz0+TElmzE
k5G4bvYCvf1j8z53QmlladZJGIme5gM81tZSso1Bh5xN3ZnA8kKAHeMYBweK0LVbHUJlETDU
/tcUxe1tm8v+0XTfh4ADthkjJKvyNwYn0qhf3c1zBPFPbyOwbz7iCCzZn48z/SLFwvMQwhZH
wTnA4NX4ZPPuljurJmiuIna6bQYNv2mMFhHPZuyAodpXfkjIJwSRTT1sBHF5bzrJdFmS8SNG
aSLP2za0QEBJ/wBXcRt8pcfO2c5PFTaVNbXMtneSW7XgljgtpGbdGLj93GPsMuSCLlT8yzdS
VxTdPiFza3E8dlp9wLtLeWGS7tikd9sKYWIkKUu1wVbOctg4OKe1vGJI8aZue5hWJUhtSDcR
rGmYWAj+S+UrlSMAjIyDQ0+4m7EwuYtNhMYuJtPjsw8ELakDK1kGVy1ncKW2zb8syNklclQR
20ri4S1u1/4quOA6XbqEma33y6AN0wEdwS266jborPuwoUis+yjm1K3kvor2SJGhkhsLvWrQ
tlcPutLtZAN0+/5423Z2/LmrYvLwGD/iXND9h/d2w1C0lZ9Il3SA293lf3qt0RjkcLk0J8uq
3JvJvRk9rdw2sws5dRbSRYOssbzuLkaWHIHnspc+bDJ/cIO0leKiiu3aFbWSG5eSKJLuVLSU
742xFjUotr8ocA+VjjJXvTbEzaTdrqNra3dksN1uka9tzLHZSMwzJcggfaLZwSdq52Dk420t
hNeJA6PoV4EiRS8EW5pYJmWM/aQwAJtiVOIc9u2KOvNbU0cpONmXit3faY2mPm/W4D3FzZ26
gG/QoMX1u4z5e3asnlqR8w546Vtc0xL69ngj0Oa6bUrNJJrhbwRRax8zktGQxMMnO9jk5Bbk
YxT4pry9sn0wO04ud8n2NQ0V1dps3G6tcH5YejmMHGFYdzUut2PnTlp4Lu6a4iUmSzkZYdSB
Mh3WpJGxsn5gB0LDtVytKzsZpJGeL64UBW8ZNGQOYxoe7b7Z3849e9FQw6ppqRKj+ObSMhQD
H9nHy+3XtRXYZvc+hvgbBbJoO2Hz0/dsCkfA78cdq43xzapd2s/2SLzJS5j2MWAlUN/qlJ4E
q9c8E11f7PcF1F4f/eXU7SeSQ6GM4OB+Yyc/Wuc8bL5lk8TafcyFZSAkIYF8NkCIkfLMDyTn
kV9BnqbpKxnhL3RwHgWacSx6YshQGUoY5VJdx/zyznhh03e9ekxyxReFtVCW12ZI0VY9hbcz
rINpOM5jjOd4I+YV5z4XnY30YjtZygYxyRSRHcwH/LPDYO/n7wr0mTyj4bnuo7HUciSNZGtk
DFVBGMr/AHF/5aY5OK+Xo/Bqek+h5ZeaXBd28+mJYXDiRPOFrbM/+kuNwW6t+OIE6FRSrp0W
sxOLq5+0f2lETciMybdYCtITJa4PWNtxYLjcykHipr3SVEc+n/ZNRubUkyLbWEI/dN8y77d+
D9nbupbOXHFVJELT3FudJ1W4W93SvsiC/a8PJiS0OAI8ZG4AZbHQ9a55J8xCerRbhtY9Uumu
k8Q2utvfkw3AijEMetKgB8oHBCTxEEEgc96qw2thDbxWUGpIN8aWcUF0w/fIDGP7Ndw2AygA
q52nB+8MVbawW7165uLrRdR1A3sBZmsm8qLVQgAUW4JHlzREHzMn5wrcDpVS0unu9NtLZbG9
u49SiS2hN4vFwIzGDYs2QI7lMsqvkZxxnOaNL6oCOW/tbh5p5vE8LNZoLWK9ntvLa2JjUfYr
hd2Sj4wZDkBk+90NU5NSh0+G4ll1640q40mOa2jlMDSSaVvWcm0OC3nWr9VYAheOQWzWk99e
3W7VLfXRcSQW62LXc1spEYMaj7HdqCMynhRLnIIzznjP1XVLzR7O6upvEM+i/ZbSazDamguB
YZWXFlc/MfOVxtdJivBj25FQ0r3uZyTK0t5a6VctbNKkQtboXGyxhLPpbNK/+lWRD4kikP3l
BO3JzVWZ7JStpbTRQzbRdzafYqPKUgxk3dkxODIQctGvo3HGRdnmvtMnGn213LYxaaGUDAkm
0ZC/yyx/vCLu1kB4VslfY4NVZtU1Gaz0+K+1URy2luZ2sbUF2tCzwk3dpIWAkB5ZomJGGcYo
uy0tCvrslok8jJoWnD7dbpLPDaIwjv8AZEN08bMB5V0pBKx5wQzCqerTrqGnxzpp9rOt5bZt
LqFxt1BfKlJSQH/VzcdP7wPTvoaxcX6vcvbWxQzW8N09ta6irxzsI0Ju7d937uZWG7YAQQ2D
nms++t7y6iuo7LQYppbu3NyyrfqsWq5ikJnQhgUnQ7XAXP3WBqW7ErQ0v2Y57XVvi7YQXWvX
80d54ieILNYqodVt5F/fKeCRkjoTgDNfSGkarp11FBJNMXYWm+GWQJkFoxP5bSAEAZizwejC
vmv9njWtaHxIsrptVuJRLrskwlaZUM6ojHbKPmw65K5GMkc17v4W1me0tYJWvfLSM+R5bvvd
nHmRrlQ23HK/NwcDHSvjOKHmEakZYepy6bXt/X3H1OR01KhJvozeuxZabdXEc99FmSQqIGbG
Y1fDehbCS4woIOM9qydQ1Ge6g+1FZJIkgCebbZMcZeItubBB5eFWx0HNUpvFbW2j3N4Lorty
8UMs2BD8sLlRhi7DIY4z/FRJqenTXU+mzRL5S3Ri8mJgVEP2kogfc28/LIfmHI6A9a+BzCtn
0aajUqc/Wzaa+eiZ9FSpRTTG+I/EDfD/AMK6r4i0qKGVk0+RpofOeCN13o20vCjScrM2AvJO
BnmvmO+m8YeGIdNtG8IHUtAkvETXvEGn6rCl1ZxOHiW3jknDgXLxxxsqqN8YBL4GK918VWmq
+PvB1v4YTVYP35WS4dTjylEMi5QFx8p8lCQ2STyTwDXnek2NjoHinVfFuraTp2tCR3ttPj0/
SIDb6dJuicv5bAIsjo4DlcnaBlsE159HEZfgsLKeLoJzlqko2u/Nq34lxw1bFVE+ay+5nH3v
iHxi9gNbudC16D7UrCz/AOEmZ5o7mMEXClWY/OE2Eb16s2eBXuXhr4zeHPFcdpps9ndNdmCG
wuZY0jcXcgQoyDe2VADKDIeBjPauCuLK71TVoNP1ywZ7HTQ04it9bci8eSB7ZimWP2YIY1BT
cEJBxxxXmXxdutJnvNR1yTxXaRz32oXS2Gg2s7QTWltGsCxytPI0cW0sZGCx7sg56kmu/KsX
keYNQq0rSSbVn7t3olpy/c7fqRmmGnhYOdGV9vn3PevG3x48IeHNPvNWvptEJ+ys0doss19d
3TeWsojTYVjjZpF4JyACSeKfF8fdJ0y2NxfeA00qaJy8sQ1h3EUZkjjIcMpBGyYr8pA44718
ryWdubfybW7V9s32WW4voogOZzbrGG8o7QIzzhscgnIrmPEfjfUtMFz5Oi3VrIrHDyhh5jvg
4L7dpO6LKsG+bGPlr7TLchrxjzU6t/8AyW3pq397Z89LHVaj926Ptnw98ePCbyve36y6fGY8
wT3JjkEplEkaxhkA8skwqwLdc84rrbTxf4a1a2g1CLXNkU0h8xZkw24FJCjbRjjeynHtmvg+
x+OPxC0AJYeAvhfoV/NLCTP4h8QasIjpHluxeVY5Q29WEmTwSAMK2M1h3XxG/aI8UX8Gs6t+
0r4kElxbqyw+EhZWVqP9F3BSPn3gsn4jng1w5lkWc1K7TqWiuspc1/JKzt8/vN6WOdrPV/cf
bPxj+KGh/DD4ZT+IbPVJZPLuWt11CbZBZaZIUkRXd5AuNzIGBIO4gYzXwD8Sf2ev23vEdhZe
OPjJ4R07V/CGoSSajLcx+NdPvbq6iG64URJF8/nEEsivx8pHarupaVqQWfWb6MeLDbSktb+M
Yor9ZyGjVmWGUiON2Ej/AHAq5wSQAa6LW/8AhWbXdt4E+H2gTaZHoJhg0aXxdYppNxpcoMiS
wQSWskhiCuBh2yjBvlABpYNU8qko+zg23rLl6Lz5vd9ba9i+eliWlVlY8Ln0D40QWzWHwp+N
2sanp96rW0Wh3Ot3dndwfvDbiO4Ks0KNyP8AVsAVBIya+n/2P/A3xa/ZY8dWnjoXDeI/COtw
vY6vdaRp8cbabqoKSzwAEmWRRIpzJtw4yMk1R0rSPi7b+HNc+JHiT4RaBrHxF/tODUtKTw/4
pFvYwaVui+0LHvUQy3MgY5nkUqhY9DXMSeKdR8U6drOsrovjL4Uy6Jqdm3hbT/DNzZznxHcl
5EmuLvURlI0UBVCqpEgUcN90ejPM45qnTwqjCOqk1Z3ffRqS9UROnRwMVOUvee39J6fqfb+k
3PhnW75ZbQQTIbspJbIka3CYmaEh4XYOjBHCn5c/LxWxpl7Z2umGXbIstpCWiaS0MeZdpcDl
jxujHFfAfhv4/fHPQdUB1P4mWWuQSgui6voMTyKAguNheFVCDcGIlWIHOS3XNe7fCP8AbF8N
eK5pfh/4707WfD2pvdLZW8GqTLJbAkmMLHdBCHQiQHaW3KQOMZr5/F5BxFgLzwlVtebTv6bf
ij0sPmFDENRnofQGvXunWkjajfJBZ/ZAsjyXLAtEVaMsFZTkkidgFArzz4w/HG507TZbXwbZ
3FvtfZFeyqI5GPzxmdYuQceWh2t6VyPxj8bXsR/sK2nO/TizywMA/lzPBGfkYjJK+Vk8dTxX
mvizUrjVdbTVLo7riSVljhthuxm4U7QmBsG1znJyO1VlrVGjfGUE5P8Aux2/AnF1ZqryU5e6
ReLviN428TeKdStPFV1qIhnvvtVjeWd2giuVbymeGYjA3fPJhPukEdxWDrGmx3OnabpMP9q3
t9fMbS1sntjbhQWZJJzMpZVjEaRjJG4t8oqePTtO1a2W1vbqCGRRxIXLTwvslPn/ALwgrjyw
QOR71bsILOa9g0fUHt7kyOpsZ4oGEV0wdZEYKckEeYcqfqCcmvSWJyurKLiuRrolb5GFCeHo
03e0uZdVqn5HW/Bq38Z/Dqxfxt4i064mNnFmKYyTtFbq0YuCzOyDngqMqQM984rutU8Z+IfF
ej6bZ3mui109L2JnSeJ4JniR2jEcmwHK4lQgHGSMkYzWlo/7V+ufD3wsvgGPw9CzrZyzLe/b
JW8wCN4JFEO1UbayqwVuCeK8htPiSfEWqP4lsSUa/vHmEd3MpIYeQSCEyFx852YGAcVhQp5j
mcqjmvZ2+GSnuvTldvS5lCpQptcjfoezarqui3Xwye5074YNpV5a3yJdX17brFcvMyhVCuAz
SRM0ZOQQvI4rb+H+oS3ST6HLplqjpebYLeUsREizKskLMqhANkjfiR3rzfw7q2q6mU0fSfFF
pHBPbvDYXesWwlVoRcOJLcopby8qxUMQcEDp0rQ+CJuNA8IR37apvuJFM1wlnG5it02SygHz
F3ebuhVmbkdK8qOA4lwWFnGVXm16tSv956CxGHr14ypWWmtz0vxTHfRX1rcX0SR2gVY9k1zz
b7zLHnjqG8hGA7bcc1zlxeLfyW+rQ3UNrI7i5+0KHfeSUuduTxHyZQOR98DFVb74g61c3S2m
i2891bpdC5DyMkfmbHWVwu5SDj7QV5P3egGay9O8S6la2Nxa6bePp8cxQMY3WZlcQTQkEsgU
hmjBCY6gelcmKxGLhQUsTTTnstNPus1r6F067jVstYdTuPBfirUPC2sjRn1FJLRJhGlw53B7
cu8G4KScNgqeO6H1rs21bVNEuTqtl5wWeSSWGSC3DIZPKWXJA6/MhOe+/FeYWN/feL/Eo1G7
mtlu41ae4MgZTHGsltIjKqxheNz4XsCcnmvVtNkZUgsVsi8jybNxYKrp58sQdMk7m2hTgDoO
OK2+tZC4QdWCVS1na6/JIIWlKTj8NzofCnimyGp28cUFu6xagOW2D90snl7OuARHIwPcmvlz
wwtpa+IAsV+0qDV7uGNLm3XZdH7RPuiuz/Dg48vI5XGDX0x4QvdLme2vI7dmNwY5ZBEgiV2k
WOYLvK/J8yH7w5HIr5p0gXFx4mItLaCR7rXL4Qq17j7XtuZj5F0pOV2dEbA4PrX6Dwn9X+rz
dKTa039D5riFR9xRJ7fUdOsreaebxRqtrBuijS6uLAO6nzIv9GvQBxb8gK5BAG6oQYNM09bm
SOS0S2uHtmngbdc6fIUyItnHnae/PQcKT6Uq6mHtpbxPE19bPLHFCbqS0WQTYkh/0S8BJxCp
4ST5SU3c8VceDWJLEajDePD9kuHtpb23m3zWBMRAtXV2xLaEkAS5yEbjO2vrdz5p7FdNRS0a
fzJrqyjigaR1srZz9jb96A9iSMvbk4LA9AOa0dLu9Nt79LK91XVrZjYPLMdHjdhArMf3+n7R
hoyWBdBjCv7VTF5q1hIkEep3NqbGFwRaMZZNJc+eD5Bz/pVs+FDE5KjHpWpFetAdOli8Rara
NYWEnmx2MMbiwzK4d7HfkXAJfcY8thHJ2jaKEnfe4kyHT/tsmmGO0jsNSNxbwzD7QNguMPGf
tFsV63BQMrrtI3qpA4NWUnkD2dyzSiK5aKUiCEKt6qJHmYnbmPUo+RgYDEUlvoVxrtlLpj+H
bS/kgt4L828t5jLb4mN1bAfdmcB90ZACyBemal097m4mhBlNxHfCK7Qwzfu7vCLi+U7jsv0w
uYeAxGccmqXckW7s4ZdNu72DUrG/jmtbmFJvEUOxbxVMj/6T90x3UZBKsWJeP6Va+ySx3IWz
ntJZJVaGRdU+YXIIkJivMxjdgkCJs9ARzRbLe6nbXsSpY659ss7jyG10Lbx34VpATcgbTFdo
QMLldynoe8Ol2lvIWtprFJzKkkEa6ivkmfYZS1vcbcNHJGRmNiBuXOMmq8xK6ZI0cQa5t5ft
8c8EqKpuY9wCFlPl3LBBvtDyUIDYXIA5qGG02QslxNPD9nSOO4YgtcQkrDsVXKANYbhnuMdQ
KdJYTWtvObbV723lhuRDFvhjCRtvjf7LeDbzbZGY3IxsJ6daVhaw2E15Jr2p2zW21bZ009ZJ
bVi0YNr5ZGXtm3AB+UPpRo9wu2yzYWd0lgsctvapDLK73EVjMn2yGQqSJLHCgG23ANjacDzB
0p3iGB7m4aCBr2Oe4t1WdrO5DW4w8rNNp4xg5PJVQuAT6VYtB9mtZbeW22RW0wM/2GJXubR9
rZEChSstucgkqCAN3bIpmsvbwXRsZNJyiRLLJDZ2WY7I5cbrPH+sLfeKkYIb1FCV9hxV3qVE
nZUCjUvCZAHWe2Uv/wAC46+vvRU9tbyNbxssvhUAoCBJcSKw47jy+D7UV1ohwVz3b9nzUPP0
Rcs7q0J3IQBuGD/LNcx42WKLTpRNO6qksjJDZyAumWA3R55Evrg9K7P4B3dm2jC2tIlQCFhz
GSSMHpXB/EK9soLWQNFFA6SPNmIEzQZbAnXAOScAbBzX0eeJxpojCfEjktCgc3MN3p07yqQM
b48SNzyq8cS+/Wu/Xyz4VvLkT3cMjsiJJby4O7eoEUnGcHpIcdOtcT4duLabUVuPMgu91sp8
9XKnGeWUEf6z/ZxzXc2+q6NHoOoNcRpEZFjjHlIWzk8xsB2cffPRMA818vTSUWd0m7Hl95cy
XE97Z6zfTlIIivkaM+JNN8xGxFb9N9udvzHdjJQY4qtItwzm0e5aUCRnMFncqJhu8wiTTiBh
Sf4goOHDU/xDqWkaWLqdb4aatjbGCC7t7WSS505tjBrMv0mikZc+Zj5cj1qokJaG/wB/huz8
ixuTJOtookOmo+8iazZjibcpD7eisCO9cz3FHcvQRSrqUKajG04IYlNPmIhK7Ubz7Q7VEdyC
N0q5Gfm564r2MbS6cLdZUuLXUFhV43l2i5AMQVANv7u9Q4Hmg7jkHLU5pbCO+kMlkqArHcSx
aKWdYY/3ZF7ZnjL95YwcgZ64qvY3UtzYSyaYY7xpLGOdhNGUa9gVowzplRtuQAUMY3fNsNQ0
pFNWLs1hHcTTXZm02R57dbe4uPJxFc/u/wDUXIxxcsV+WQ4YMG9aqyGHS7e5ubfUm0ySEzWJ
m1y2EixAif8A0O8GOMkK0cuQeMZ7UlzKLu4fUPs9q7zWCfZpls2WPUY9mCk67Mw3inA64yCM
nNQT3K+ez216dlxLPa2rappxlRwVm/0W72x7hICwMcgyBnHQ0SSSSQtBl3A9is26yvtPGn6g
A3mku/h55CSC43Az20meB2BPXFQ3bXVlDDa+e0SW6+c+nbCbrSx5sYNzCwfdLASWbaCcLIR/
DzEt4ltdSJHBqUJib7NbXOoWAzAQ4YwXg2YuIcHKnkgKR2p1zdTS2tkBHFB/Ze7MTKft+lyr
JCVLfLmezIJ4I4R8Z+XFTdEtsoaxpR04XrReFr61WCCO41C2t2LpGojU/a7dsg/KzYKY6MOf
Sh4j0y3kkndvDUl2bkGd4/Pwl4u2T9/CysCkikq4U5B3kdjWtrkFnpuqXqpZ6tZNb2kUsgim
kzajyE2zwMoO6JTkMmBlSvB4rL1bSIme8jh8P6mh8n7TdWtvO0asu2fbdWRA+QfNuK4GQ+O3
EyTew1qkyz8CLMH4rQw3VjM6XerTItwpVEv08hsM6sQY5OQe5DK2K9XtfFF1NpFvem3tpFuY
xt+0ziMMzKJRkqfmGYXHbIzXjvwghu/+ExM9vHLLcNfzTR3e8mO/AgZ1kAIyknG/BB+bcPUV
2Wny3F9BGgt7chfNJWbUsxFIvLbajMFG/wAuaUAd8d6+B4ywtOpOnKbkvNLQ+mySs4UZJa6m
5J4js7Td5dvtto7tVBMi7VHnshyuCMbZl75OFNOi1S53NIrBrqO22ERXX72OQxEnIUZwXiTn
tu9a4z+0BPLb2Vq8EQvyVOZn3RyEyW7RKm3DMWgi+hPFTaVqs11Jca3avGp+zGWR5LiTarAr
dbCCQRgCXoMDmvifqsOZSp4pxa7pW+Z7KrOLud1q6XFxKup6dp8RjtpCRvuiZVCNE0auypuI
AnmAUgg8DJrj7v4b2vifxM19pWofYb1pHjubnMkiOm1rTG3aoQ/u05C5B9as2du92N1hFDdC
W7VRIiTlzErPE6bTt6+ZERyBwpzUUthrksj31hY+ZOqlkaMMjF1iWTsDuUSxsc5++SPr6WFy
/MqtNv2sKkQjiprS5WX4baZeOPEFxZm9umlSe7FpqM6RqzmObO0EIEGHUAj+Ik15D4us9a8K
6JHqFt4N0DxLe/8ACSSwxWXi4SXlqy+bciWKeKTKo6I0TxsAoIVcV7VHbXVpcpZ20KPAbkea
ZbJlWKKIhA3oQIpyc8/0GB478H6f4vsv7E1PTN1w+77NdWMU5uVuTmIS/uyd5zBgB1IBfoAa
0dOrh6q9thk4q1+Te3yNLzxMbXs0nboj58ntPDekfDtfiLr3xE0fEOpG3j0y3ljtpZJTAJm2
26MXRPMQIpKnPPbpieO/iHKNVvdAhuNGcWtyJLsrKLj7KSU/0aONXwdqT8swO44GBjm98VdW
XS/GE2jWHii71BEhZ75tLgD2t0pdX8sFog6sqO6OCwOQVzxXE3fhxbTT5bnQJ5/+Jeqq0U1l
iMxqHBEYJGSWWIAHPOOa+owtLBU4Rc4yi3to/kfM1qsnKUXut7Mra3rFnpt1DPNb2EklrcxC
5mvZgQ0QDRM/I3gqygqoBC8561e8J63oV1DE2ra3pk91d3bLAkFyhSKNpUEdurbeHYM4JxlR
gdBmvBvi/wDEDQte1fRpbPWZtQOmXTm4sxp0jSpPIUaaLyQMO4YscA4YZzxmvVvhhpWvyac2
pt4o0230q0DRWvirxPqihIsHyCzyFBscrKCADwQF6DNexXwToYZVFWab7o4oS5m4r8T1CD4c
6jfQxprdlC6z5jkzc5Zo9sisrlQSAQkZ6Z6Z616A37O/j/UfCV38a/D3wkWTQbG0gm1S5up/
mZ4IxI5igGZrogE/cHzdADg15DpnibwZBdxz+GPi9beIrzzxDHNpLXEjxuwVjGvlrsJ3RZPJ
GN2GyK7TXZNI1rwXpvi+TXfEGmQzrPBMZ7q9gknt0uZZI7m3EWXYRszgkZLJ3O018rmEMyhK
NRTjZ332a89j1cDGFRSpxXN37feZ3iTXU+H/AIph+HHgq08LpIulLrviOw16C8CRzXYa3gt4
mA3WMhQrI0pHzMBmM1Ba+DvhZ420fxR41sPF1jo13oixf8JR4a1nR5NomljRonSO1+ZVBXb9
qjHlncABvJWm/GT4geHLL4n3L3fhjxTruoaz4X0/VkOlWwkuJLSG2EUkjyc78TxgMG67gRjk
Vxt78dvAXwc+II8c2XxL1/wd4htLPGgX+o6UqvEd6TNZeaqYubVxKRJCTldwYMCMDsweDcqE
Z+ylztaONrX+W505nWdHFzp8seVOyutlZbeevzOc8c2138K/FkvhrXdKt7GaW6cRmO3DzW8Z
fy41LNtZQwcbcjLBhk9QNC18e28Qj0aW+tpLm/vo5E0e/wBwlV1geeXMThhJEr24JYOMn5VB
zXR3A8MfH34ST/ETw74Lvp9WJ2SQ6dFBLJb3yxvFJFNIuHcEkSxupG8FeMgmvnbVvFa6FqUe
tXWoyG0vLX7JepNYRtd2wBSQrGmd8Upy6DOTtLZAzX1GGWHxya5pQqRsmmup4uKfspLl2eqa
2Ps7w/8AFLR9e8Pt4vv9Yt7xYUMupXN3CqyRhEV1dsqGYPHIcHAwAAcVl6D8UPCfir/iZ2F1
JE8kKQSCfYTDK0bxrgqWzkoh3Adua5L4CanodxeNoYt4JE1q2ja2ku59v2XaDG0S74gZAYgv
GWO5QOorX8E+GvEen2h1HSfEcuoWuobJI3XR2gkt5drTPhy374Ns4ZPuhWHByK8aeEqxrzUa
yt0TO+jWlOkmmdNe6rZ21+0h1S0jRDI9289sm1sPGVZZFUnaQ0nB96niin1COHT31tZ7dpAG
h2qzSOZHgjaNghclUjUgLjB64rB/srWUuGtXvwr5SG4h+0DzohlkCKPL2y7lZPmP3fl70ur6
zL4bVWN5LFIyAh9rkBggIQEIP3rSoePXJzjivOrYes6ik6aklro7/gXzSb6FTWPF/jDx/Z3f
gy+8QwTa9YRy6hpdxbsXt9TtvMWcSBSd6sCpjkUAqpxxjOM3TNe8R23wy07T7vTby31rWLv7
DLb6ZcEuimaRHU5ALybGUNGD1GcnpVeK+0/Vtb0rw74g+Hi3VpfXhtY9SiaS2udLjeREjPmx
MJIxslIYrzg57muV8bfCjxjofxD0fw38MvEWu6Zc6zbtpuiwy3KyW9ldtM6XO2WZDMi/u1k+
VQWJxv5zXTKlgq8UqlKUNG79NCZU3e8Umz2vRLfxD4UsoNB0S4vXuLCGYQsLRkAkS3DBgu1s
DzY+ATnqO5rvdE16GK+jurndbRPbyme9VT9nk8xkQpwcY2TOC2AOgGcZrkvCF34ZvLGf7D40
Ek9qrRy3kbsyzybUnZXAyAxyynacgZGc1u+Hm8BvoeqaTqGqXNtqYhzo7aXA8xnZBJCweNmC
KiyPDkk55BHSvn5VcPNNynO6drW1t0evT8jWnGkpatJmnrukeJrCWW0s9Dk+zr5KNdC3kcwl
/MhC53DtBGQScD0JNZkPiPUtT1Gy1eTTvtJtvOums1iePz5Mpchd5yqquW5OAQSBUeh67fQx
apd3EcqIkUIgs75YZJnP2dWMqoJC3NwsuAw680+Dw1etfSRQX8iW8c8kUyMIXRUZhEqKRj5f
Klxg524z717NJ13DkU4Sa25jGcpRfxb+eh0HhnR/H3hGOzl16C8il1DfBJqV/oUiRMFZ08rc
21R8skZBZuhU4ORXo2keNJdVil1Aa7bQTW0TTvawRxb4nW3SVTtTJT5o2B56HA5JryQnVlsG
tNX1nUzHJIsM0S6kFV2ZWGEh3FCQ1upGB9BXZ/DW90uLVl1K8uZJhGskoLNEvy5W5DAjAI8q
WRCmPu98rVVcu+t4OpPE4aMprrB3uv8AM7sLi5UZqCej+Z7DoGteGv8AhMIksIoyZLpUkiZh
mRFmUBSMkYWOfaOOoHTrXhXhXTIH8dQWDaS2LrWb63uC9wFXUTFcygKyliY2j7FuuTivZfCG
tQWmr2emX8K75fs1vNbXKKQzKHjYngEfvBCzH+9srxvw8rX3jGCefRpbx7rVb3zm4Caqgmkw
B2SSPnPPzdcivY4XweFwtCcaFJw1V72106WS2PNz6c5OPMrFtDY2bPbTaubNrhFtLltTO77a
RsAtJOcK6ZAWQ7cg5zjNRWFjaabZ2+tQ6BLbGxlls5tUnuWLWMbIf+JdOobPlkkpvyVAdcA4
q/ZTMtvPaQ3AihvrSOGxfU7UsLsB4/8AQyT0nTDLuzggnBOMFljBLb29rHNp2o2s8UktpZ6k
y7khUxupsp1JBdgTs8zBGGVuor6mz2PnXqWJo7LT7aWzW2lsk0+UpFi5Z5dFDeZ+4yDiaFzy
CMbdxGDV221OO2l+xwXz+dZWhuYtPR2EumNvUNNC+R568jKgnhu2MVUaOaxtgUs76wW0mKQT
XEpl/solpP3UuMedHIrDB427sYxyLUkurf6H9ss5oo9NLeXIjMZdH3yjbJIwIMkHJXGOQ4xV
xbijOSfQWXQX1CN7ZPAEsptWju3W0vRus/MELi8gbPO4Dc0fBDxLk81Jb22myssUWiNN9qtE
1AWcV+BHeFELf2ih3fu5VHWM9emTiqMdmkVpdWk3hvWrAWSwyR28E7ZsnZoSLhG3kNCxBYdT
8mCPmq6jWFxcPps3hy+R3h/tG4gt3OJJRFkajbENyuCQVyGOc4wKlOUSlF9S4IB4qWa01LRb
TXH1K0klkivZNiayVMqfaZEyTDOpxlccqWNOg0ibWLiL7P4fGqSXMMscsNxKI31gJ5uYZvnO
yeDACHB8wAnFQLDpGtJeWf8AYeo6pJdwy3j21nfiFdUYLIi3lu5xtK8hkOG/eHqBVnTbKzvL
+LfoV3qAvrcrKhuNqayI2K5OXOyeDjdkfMN2Miq1ZMlpYg019QsrNrUaneWZaOGBIZ4PNMyo
0e6yuDubCRklVckBo24PAxJZajb2NlcTPrdxprw2iWzzLGZHs2AjZrLAJ/cj7yMw2nBGavXD
jT7QwW+soNky20i6lIzC7TdHts5ArHypItwQSZXchBB4wa0msW2m6VczQeLltkgtVt1vbiMO
YGXy82cylifkxkSEZxn5zTvZ2DbQsW2lAWX9rw2FvamxcxrqFmVebTCyv8kAUnzIXyrewd6b
rzz2kxUa2LOGzQvLYW8a7NIIdz5tuf40yegJwrHoRUlkdLtbBL1blLJNOLRG+ij3DRSQ4+ys
wY7omySpGSA3XB4Na1F9Puzp02uRWqWOWexEOX0cs7DIPJaGTJ253gZAGDTjo/UadmJbaQZr
aOaP4cadOroCs7akymQEfewDgZ64opE8PahcoLmDwrFOkg3JOHI8wHkNjzeM9aK7LIHue1/s
26dBB4aWG5kkYrCcMRwSBXNeOAs1lc2jaq1q8c7SNFsy8ILf8fOc8r0Gwg+tdl+z5IZvDZkE
0MmLZiDgcADrXH+M7qZ7KW08w2/lzNISSH2EtjziR1i7FTxX0Wd+9TRhhPiRxnh6/aLUY2mv
kuVCLI0kZBHU/vAO7f7OK75r6T/hGNRWDUoLeThg09t5isCQdjJkAvJ0HI2e1cF4fklt9UW1
mt/NZoxIsiJsUAHiYKDgj/Z6V3ravqKeFdR8q9tmYw4aK/ttyThiOCFOQX6IM8NXy0NIs9GS
ujyy91/VLbUNUN94vh02G3j8u3la2Mj6dE0Tf6NdRHhnbayiQ7wphX5gDmoW+22OnpeLZAxa
NfbxNE7zy+HPvl5EwWW5hdWEijcMHeh6Vbup9Tg1W+vbGXRLWeKINHPqbbktv3RAW8TOQzMh
VScANGRj5ua91cGGBbrWdJ1O2Gn3m5JWLLLoi/vGLzhMC4iIxIg4/dkqc1ySV5mVtSCK+Swk
i026102iRobpYbeYM2mu2zF/asHbzVk3HfB8wVWPGBVHw+x1HTxBDaW2qLJZQ3KCO8Me1w0Q
TUbcg5jmyCrpj7wU4rTt9T8QWdwLT7U0ENm5nWF2Dy2AkeIm7J/5a2jkn90Rhd+MYqjHBd3+
jSQy+F4tY2RLdPbROQYd3lg30DBidrbfuDGGUYPNEojbZMltrmrpfWc2mWctxfWzXJgkvGj/
ALTVRta4+U5jugT8yDhuuBimSlZ4WE+rtd/bZCkBuZBs1FUa4Uw3RX/UzpggNweE545beWDa
rZ3VrcaCdX+0aWLsW9tOIjfqqbE1JG3kxuM7WjI4znPFLdXCC1e3l103TX2oAyC4hCjW48TA
tK24+XcLtZDgqxKqec1myIyvLcilN411GyaxdtFPqCxrcarKkolYuA1lqSEfLH1Cy8EBupqH
zJJNL06SfSLW3S3R4rbUJXSW4018wqbe54O+ANnDn/lmy5LVLcvDcyvFHrEV/NcXi21vLf2o
EGrr5gH2S8+YbCpI2sduOuTis2fSfsel2OonRwsVuz20Gp6iiu8n+rQ6feLuwF6KJM8Da2Mc
he6mW3Yhvo7Sz1KSGO71Czazhj8y1uyS+mhodqyQllJltQcg4OMFeOKbfRvHbz24S/ikjRpp
IbdAXgOLndcWbhSHi7sgxkHGOKjvtVsophIFjVLKzhjikubNhLpZKEG3Zd+ZLbhgXBIQ45II
p+ozaek95byWUVvJYGWaWOBmkfT8idVkhIb/AEq3fC7h8uA5FF7yuNaq4fCKEWfi63vJLqNX
bU2u/N4FtciNTI0sJ/g4yxUY6kc10euWsFhDpdhca3c/6ROsKta3URdgpcFguwkt+/jOfTae
1Y3wWggu/HFpa2qLaW0mrE3VnFIHt7ZHTY01mzAhlIfcV4wM8ZFZdxo3iKPT5rjw/rMPiCzN
zFbz3yebZI9yGePLLIuSP3KdOMheDk18zn1vbU4qvGD10knZr/P0Payr+HK6+ZqtahobM/2o
0d3dCUWQUKzmTyUIA2jKt58Mv/As8g1Fba3Eb+41eP7Nc/ZU2vFdXoaZo/OESxY5ZmMcx5wG
OOcCubfV3twmsmXS7SWBmle4ihK+ZENl0yoespBd2JXByDxis7Wrwa7cWtjo99b2GmRTWlpC
hvplWVwssTxF2CmMMXUh26cL718xVwOMdTmThNfO3yuevzOCV31PRdI8Y6PH5ei6tp15pd7c
CNdTSaOZiqy5QLuA4O6CMnGRnrU7eK/BZd9cvtfknhW/Z7SxeJo3VUAuxI7HC7NrSLsbBzwB
wTXI6D4w8X3lkV1XVLjFhGky3VxrLKUVgjLHt2HKlo5OAccmrd/rd1eyS2OpwWciNIQriRp4
HH2hljAJ+8pglySR07GuKrUpU3y1MNKzevLJ2+6xtKU5aXuuh0lj48tbS7MNjb3jxafYtPLq
xtYpYYWiQwGJYgTLJ/rIW3IpU46givL/ANoP4h+JfA2jSeJB4kXT7zUbQTW8EOjeRIqMFIET
5cglxNtyM5HPWukkurSK4isNKNjYXGqW0KKixPFJLGyksLeT5SuXtgCuMbse9eBfGrx1FfyD
Ur3xALyaC8KLEdPlmRIARcDYyKdhCOQTnbkEfNSynDUKuZOUeaEV0f8Am1f8Tlx1eFDDezlG
7frc4nXPEOp6VBdzWFnbPbzW2fJsYtrwJ5hjjcnOyd2jmDFwoGQScAc838UfiXbWXguaC7in
tpLmMy2rX1hyz/Kr+XsY9Gg6rjcRnjNdNrnhXxPd+HdOtNE8O30WnJpPzyRaZZNBdFzIkrq7
neGLeWAwOFz6nFeAfEC18Z6349l8MfEx73StP0+2W91J7Gymu0trIBAJAMru2qWIXJxlic4r
9HwNDD4hqXtLqP6HztOcOj389TD0p9Y8afES88R6Tpt5ctD5mr6xN9tMdxFbBkeWRpF2dA45
XlBkdjn0j4X241G3+zeLNf07Ub6Jm/ss648VxDbkkglItuGcttJc/MBz0HHOeLPhv4a8IfEn
T/DOg+OLXW7K4064ig+0xQxeW24iKGaUkqZJYtrFBksNq16T8JLbW7dZb1Phtb3K6hbSNcxy
6TAqJHlJI4sSxoiqTE5YKSQAOccV62MnKphlKCTVtNky6dKKlZyX5/geu6B4d8N6bavq+j2i
6nAtwJ2ngmMYvWAVwZSgA3bGlGfRB6mvRIfjZ46+FGtWupfDfXoLj/hG/h/Zx6nFJqcMifZb
m9uLdESGYAzIivH5kiMCrDoBxXB+HvEGsaXdRxeI/FB0vbMpa30K5ihSABmHzLnYq7Jo/nI6
HgDv3Nppfwa8YaJ4X8Z+KvGVxpi+HrLU9A8QRaz4evdQa0iuJBcQzmO2h/0y0SVDyxASQ4JF
fmGbqnVnF18M2tb2d1+e56+DpVKk+WU7Lurr8keceK7vWfiC3g34kaPqQmmsdS1vStVl0+6N
vcwOwW6MEfmAFYiFcqEbrlVHJpPBXijx/oGuarY6HqfhnV7O4sV09rT4gaFZ67DPC8hLNklT
BlDHgDLcYcgYre8eaL4M0n4Wi8s/HEni+28W/FC6lk1mfw5LBbRXQMcURS1AP2VHEhPlgsy5
3Z5rkYf2XvAni577Snn8D6Tf2GmtdSHXtdl0231glxbi2h2DY8mVRsP2UZBJ41y2eDjhLVJS
hBNpJxelrbp2b3OnO0/aU5Qd7xTv33Wv3HF6L4x8KfAH4sWqTfDXVtFt/HFotp4t0W1tNmk3
AZT5MlpEF2W86XGMKj5CMee9eTfHXwHrmifFK58CeMEvNFli1CVJzqMYlWHMTFZStsZSSsbI
uMlsEH1r0bxH4evtFjdvs+oppD3bzTaPGDqbyRblBU7yBAm1S4kHy5J5wa5z47eCrvVvhBof
x6kS5u9QbydPuPGN5qUkTXDZdBp6QSFmZoAkQkZWVRkZznj7fBuOGrwkpqXOrO+7fQ8SdOpV
ouMdlr5I2PBfiO9stA0j4iaHp1zq5ikU6leXWnsAiC2+zeXDZo/J84KQSQxOWOCTX0B8Ktei
8ReBrK58R3Ubp9onsreSGBIoQi3Cli3zZ6PMMkcbT2FfOfhXxrp2vTHUD4h01YnktoxoT2ZW
VXVQ37uNFJSInd8wbBwWO3v7X8APEN5pfgHTLG51OG1uLO5v7DVZbq5idnlRyiyGV0VMmK5H
EZJVEJ6msMfTn7JqpQUle1lo/vLwi5allroekT6fZWukQ6uotpIZzFbbrDU1BhZllVi5ViMk
wx4IHcHvXLa5oOgWnkX8t7YWtyl+JXjkSVzIocXWSMsrM2XUOw4IIwa9A02LU/HukPBYz2sN
vel4YLi6nhEkhMaO0kaAq7kfZ5NrkY7d81Q8a/C6/wDDHiC28/x9F5M7LNDFbRCJIrfzmO9x
lmO6Nx8zFQATgHrXxVbE4F1/YxlOMl0u3+aR7P1DFfVVVUFZHL+MPC9rdWUWh6XbWl1JDcNA
smZAbhPKeIP5kRST/WSRHAzggHHFVdU8NeIPFer2mm2Nppzxzwxj7fckSXiSm3jyGZpGbHmL
NgAlh0bmuh0nRpb6w0+wurK21DFmJFJuFgMzvC4kADkiJvOhRshuRjpmoPEvi+30cX9xot4t
vGkST2itK42xx7ZWQbWAMhDyfOSBgHnmvSw9aKh7KlWd/NdzklGpzXehFBrPgnwTZtof9p2e
l21nZGCaWJ1hS1gafYX3EbSDAw3DGcDk0Wc/iS28Uahpd1qWnGwFlEsNxY2W+YGQP+5CoQUy
beMlyWJ3hs8g1x+n+O55vF9r4a8OXFvr1pdLHZzpHpbTMJSj25bLSHzQ+Y1VRxxuJz17e48A
avZzXun6/pN9oF891dXF3Zea0s8aOEZI/kkKRv5ccgwTxuxweK6OSvQg4znTlJ/zNc33EU6U
5T5o7FD4banpep+JNe0rUW1SS+uGjupw9kjiBQDdyIWXA2qkrfKuc5VTyDnsfCuj6R4O0b7P
ZaQqq96XuD/Z5WSN9rWpldmO1vmeIlj6r6Csrwd4Q8PaHq02paDpFzOXWMKZ552ZLcTFNu4y
YceTJGSOCdoz0qxf+Pbu3Wz0lNOku7yRH+0OlvNGID5RkEI8tsv+8twWPHPPU1i51K2LbhRV
rK9kjWolGmk0ro0da1CaCMIltEqyOXgMFvDIyMhiYZK4HLpMPTGfWuj8JXtl/wAJJay7VKrc
TRD7MsRbDPJbBipbGzypIieo5z0rjLfW7e88SwxTaVfG3S4815CypKYkZZTIAxBUYuD97J46
ZrufCusx3mqWfh+zuhIlzBsjtriJZC9ysTW8YZ3ZRvWaNBtHBBXNdFV0I05crqQflqvwM6bT
qXcbnoXhXxPp2sanawTWP2YqqyMgSLfvbEpaPcxx++tyNucDPTpXnvhaSO+8Vwa1ZLPdLcax
eShNOO37SxuJCHtCMBZlyA4BG7v1rt7DxZf2+tWrXMtrM32g3McUdvAgRt8UwIUKcYUz5yc8
NXIeFrixt/G62dt9pt47bXbxyLAbTCpnbFxaY5aQgjeOwHHFelw24fVW4VufyfTv+Jhns+eS
lZ/Mm022nuLF4bC6gvEureNoo9XAiE2PK2LHxhL1MmNj8xOVJBqGzlmhsYzF9ucTyybJNTfy
7aRlRh9muTtH+lgfuw2zOSpBFXJ7Q6pDqEVtp2m6wr2UU7tcRPFFcpviH2qM8FboAESDHXac
cVnm801rYxtbLcm6VzBYX1vGIb5AsmZJXAxDfqFZQOr4HrX0sZtadT5++ly758Esk0ttfyQY
nMBuNXDjyMtMBDqClcuTyI2YZ546cW0it0vZHmu4rKOylMEqSu4msmaWPAvQ2d1oW+5kAfMO
eKo3mpQGaMWVl9p89nis9TvYthujvfMF4Ap8mTOPLOTuLf7Wa1LHUdOl1T7RDZebA1xJawX+
p2wjcFmj/cXgAOyMKfklBPToO1K/Ulu5FHDLGjfbYdS229tCqtaEPLZhhA289PMtTgMB8wAQ
jbzVlbbS/PaIMYpkh837LbvzGwifFzbgqA9n1yBgDPTtVHT7u2S2F/dvqWmvHbxxOba2JZW3
RfubhSMNaEMxD+ikEcVajt7NyWaxjiitroiabaDLZSbXwYBtPmWJwCWOGVZCfSnCKtdlXsjV
FsFvJ7WWye6muElf7Lo7FHu2CTYubLC4VQDhxkdalkDm8ka+sNRvGnxJNJbQsGvo1YlZLc5H
lyR4xKcjdziqs8LZvLbWNJt4TAHJGl3AlnQEy4m019h8yLHEinsT262raexh1QR3Mk1uV/eN
LosuAuW4ubAKo+b5wJkBH8RxT52tCXqyS3a61mOa106Btt1DEtu9xbAHUkDJiAB+UuY8MpbJ
LZJGdtRNBcmw2yM1mbqxEFnea1YiSGQLtK2UxOB56MuPMPLhsc1FY3Mc1q4gvkuknRZENw2H
m+aEb4lCDy78E4kAzuyrY61LGt0gnmtv7Mu/ttmu46qxSG5O1eJxhQl8oxuOQcc4JGSeYm7C
aNpk9rDGLbT7yymiSS3s5HUv/ZxPmD7LMCR5wbf8jDOAy9ujtWutPspo9thPZ20Uz24S7syZ
dPkJdjHM/HmQsCWXOeBxwCKtRNflDbnU/s8u/a0V9KJInCrL+6vCVGZBn5JOMADGeKW4h1O7
tftTz2sEkqeWr311+9k2u37q8LgeYmc7CwXjGDSWrFcbb2+mm3Qt8OdWc7Bl4dYbY3HVeOnp
RVW10jU1to1Og642IwN1ret5R46phfu+ntiiu3lFbU+gvgBcWT6CrxWSDFsd21zkHHX+tcd4
6iFrbyzSebH/AKUz27XLB0jOcbnI48n1zXUfs16S9roqqk3mKImJLtgYwR2rlPiBHJa/aRZi
X7O1wwmaaJnEWT/ESP8AUHv7mvos71grGWE+JHK6FbH7bxNcRbYBNMbcbgrlj8yk/eT2H5V2
lr9jfQb6yaJnFxCPku0PluSR8ynacFukf+2DXF+FLn7Hrk1utm+I4chUHyE5xvTH/LP2yfpX
eW5t4/DGq2htPOa7tmEMN4MJM6kMWXapIAUHYuPvda+Wjueg7nkFzp2hve3Os2lvBdytaZju
55dq5ZGG2+jyxhYiPYnyhRKoOPmNLO8ujQWuqx3Hia2S31NhDfXVyqm3yzkpqEYB3xqSWVjv
wjEELwBa1eO2l1o3aRuXubUiC7Fqmy/jzINl/uVtkgXAUgYL9OuaS0u49Os2fTPE2tR7b0QB
77TNnnKGz5V+u0howGIViGwjdsVzt67ENO5FaaaLJijxahYtalJbdL9i8+lysYj5khIxLYsG
4APTnArPn0lG02d73w1qXmxRw3DwWGoFJEZ/Jczwv1a3Yq2E4wVH46FlL4ctQjxXuq20Fg6R
rLNauXsZAIwI5oypZrQ8Yf5gMEYHAqGNdOt7G7tYH1y1kSNWQacAJLaUtGQULKPNtGwCD0yo
wnNTLpYpK3Uinht5LK9s4NKu9QW6tWu5LS0maFrkmM5v7clsqvRWjBHJyaW58nUIJ7aLV4pj
ql2FW3miCrrOBMA6MW/cTgAK4yPmRSc5xS6hbaYllqUTaRr0iyWbSSJpzHzY5Cjf6XaFVXdA
cYdAUwSPlNVZ4nureeHfDffbbxXkgiiaN9UUtKvn2pUAxyH+JAPvp05qHGaV3sTrclmv7uMX
H2fxREZdRvbeGRtQhJj1pQ4HkSnfiCVD8hcbMht2TisW4hCWuna4bAq7ebanV7q4Yxu2YV/s
66HmfLyNnm5II2MQOtbEF9I6Xgj17Tbm9vZ4FEMkLKmvIrqu2M4Hk3K/6tsY3bgSMio7i3RL
mC9sLxJpLrNrFfzxyC21EMkCmwuVOBHcgAKHxu+UHrU2TY9Gc7fajeR6gTd66GWysY4PMnXb
LpzGJwIJyjAyRNjBc7scHJzSXMtvCboXerPpbadFNEGlt2uH0rd5zImEfdNbSYwCM7TjpVzW
GvJJpdVj1u2EcEYgtLi5tiJbQiNlawus4DAjIDuC2U64IqK91FtKe5tz4itLVILWdYFmid30
4Ms2beUNndExDBSwIyqkMM07ILpaEfwg0pdf8RrolpZhftWqSxrHBL5xgaSL5ZbdmfDKxb7n
G3PNUfiz4KvdN1S28TGy1/UoU80SLdaNJHdJIIoJg0YUiMRlFlAcfNlGwCaPBdzHdSX04uzA
gvBcXAsUbZADCr+dHtYny3/HANZ3gm28aeJ7G1gsfHmmmPTPs1qlvrOqFXhYzShZcxRsHKid
AoYDO4DkCvj+JozhVp1ZW9mr3v3e22p9Dk84ewlBx5nfR9hND8YeFLC7trjTNOht4LlfLtG1
bTprmQZeSB2w/wAjKEdDwOBjkdaYdBvHm0z+3LLUY97pcXbXsRVJ2+xvPlVJJz5kTYdhjnjq
K1df+FnxR8OaB/wlHj2PTLuxsSVv20q7hupbTdbhFeRtsZKtNEBtUfxA9RUI+E/jDU/EemeO
NO8Fx3kEbTG2vr/VQguYCwQrh3G6NVmO0r8u5Rkmvk5VuGrOpzODfZpK/ZX1Pb9lipvk5H+D
/G9jb8HeIfCGj6pt8VeH7u9srK4iNtJFOZF2eaXJaOU5ZBFOAOm0jqawfFeq+GLu/eHwuktl
ay26xs97GqvFMbZ4WHyOQw8xIxvA/iHTFV9Xj0LxlqEHhnwn8Fb231uUPa313ea/BcvcmAvb
IVVyPLiBiGdxzkDGcima94E8U+EoBHqujR2c13cPJHFBrUd4JMFLpogAdsTbfvKcr8wwRgir
oYbCVMXGVHEtSf2XvbvYzqJKglP4fkvxuS6D4suNJ1F9b8O6v9rubmDZslW2dlhWSB1QS3Eu
Il2vOfkG/IPrXyd/wkQ0bxprml6zP/ZbJqMqyLdXhRLSNZJYRuhkYyYK7GbsQw4Oa9ePi1Zt
b07wtdWKl2lisoOZAu8tKmTsQxgDdGcjj5cd685/bO/Z+8WfDvxvb/H6z8WaJf8Ahi42S6oE
uXkkttYe2UK0w2Kw84xYjDjYjAAkZyPp8BVr4TGvDV5pua93Td9vmePiKH1mm5wd1HfXYyfF
+iaL8bdCtdd8c6KPEkNux/s+K6unsbO0Vys4klj+TCssbAq2V78EisD4bfC74I3XxO1LwJfa
loMWoato3mW1jpE1yYkvFlL28UZZpGHm71DAqV2ZHHWt7w7J4e1u0sdP1mymgCSK4hXMD3UK
NsWMxt93ic4wzHK5yc0zxRpOiahZLpdt8PphDPayw2+n6NaF72HzrUwmeNxKrPKGh6yMVLEH
APFdyqYiEnRlBx810+RxU4RhTUlZs87tvhvY2XhpvBV7oDSa5riC6gn85FtZ7yEGR2QtgRor
xNGSCWPHoK6vwdq9z4k0PT21u3tH5aeaaKWVLhFMgXyGCfKp2SmQNgMFz1BxXIaR4QvbD4eW
/hq7lvLi40HTJbzR7O+tkjltbKc+aqsjkBycuCPncFTjI5qx4KsrPVvCdto2vWqraw+UY4L3
VDETIUb50UruUkRIr5JUDGBXp1KeGrUn7SbTvvY2cdFK1j6J8NaT4asvCdxP4o8QWtlbx6e9
1qGoy6fK5WERNFyTjktCif7RKhRnFdne6nBpWqaX4sh1nxXdWd3IGtdN1m+u4LTw9Y3MsNxJ
ujbaVgkjMmfMyyFccVw3w+kTxZ4H1/RrCO21fV4NIF/YQRSo8TRwSw3Yi82NjuOAQGwMYUHH
JruPhH8RrH4taNIk9tBf3VrbLBqBivEkkliO6AONx3SPG0myQYO1sDBBU1+b5kqmGqTqwlzR
g/eW2nkj7PJsLRng4Um2uZN3T6r7JQl1nwz8TtL8C6P4ejmvtBm8R3OoT31rfSywpcaZbPHC
ZEb5oy8kkJPOGKL2Fc9438TeFvDyRz+LNOSVk1FY7aPVLGzUs5jWfb+/YBNp3nOQOQcFiRWf
8YtO8XeKvFreDvhtqH9k+GNPujqmo6h5LWr6lcyxxxm2tGjO/JWOQbdqqCjMT0pG+GfhXV43
8Oa94VOqQaebOztl1CVb11dJXfEkk6ZkBV0zjHOMnFepgm6dKNWouZO7aXxJPzWl/Q83MqNW
eItB+7FKOv6eRxelTS/EvxUvhLRLqSa6uriO0le7Cb440Lxthl2hkVJwP7oG0ZNav7WngXRd
D/ZhvPDWg6MIIPDer2d1p1vEyyvDLINmwmNyr+aI5GYkZG2uo8KfDjWNGvLDU9Q8O6pp+oWl
n5eieKNHs1up9OsihnfS7y2DD7Rat5JRZF/eKdvXAI8V+O/xX8C/E/xTYeHPCGq+IHs57O6f
VbDUNQezhhvFd2hLwTKNxSN2A3nKlhzXfRg8fnFJU4ONOHvPTr6mMp0MJls42TnLTXexwXwo
17xFa3cUkHj7Tltp2OdJTMohiOB9pJOAAiMy+WGJ+Ygg16/8NfF/hLXPGul6NFqUVzaahaXU
jJpmp7YZGit8p8ihtsrPEQVxlhtGeOfOvgB4D16FoviJrGhXmhpFbEaXM2miey3Na8XDSMcp
ucD5egzxXXHUdWvfEmnPptnbJql7qsa2kGgbZ4xK48wKcSKDvVZDjqDhcEV9RjVh8Ti5RpTt
K2+2p85QjyKLe9z6aTWtPtHbX7N5Y7JLSS4uWe+K3EVvHsyofHmfMLhVAQHjdxUXxW+Lnhi2
OhJdavosehXsC2LX9tIzSWd0Y3jEzxmQzzpwEcFAwABA6E8Zpvj7w7r3hOS+1nR71J2toYHv
PMWOB5JC0TPb/vWLSbowNrDaH2+mKoaGfhV4p8MXnhF/DGoWelWV7aXltcLZrDLCsf717f7T
FhneQblkkxuOewxXzNTCYyNaNecruOjaSvb+rH0VHG8sHC/xdGdf8R/E32aM3/hnxTp2qF7X
cuoaVqBktVgaSObKhWBDna6sp+Ybex4rjrjW/EXieZ9P1+x+yeVFlJLSUiOVWaSIxjDFlBTZ
lcnKnB6VDpreDJ/F2peAbDT9PXwxZ21vp+oWNrJ5c2k3u6bM1vIGHnPi4jVgwbcFwTmtBPhB
pVppFtqUHiLxE0rRmF7Owhsm8yUqubphLIAoAiYGMc5I5zXZSqfV4P2tHmfe2v4W19TgqupL
4ZK2x6f8Hbjw34Y8KWnjfQ5reWwu4YZkn+yqz2cIjWZre3Y/6pt8bMfUYHoKf4l+Inh3VL6b
XNJ0xZo7ae4ubu4jnSFZwkzsZHVgqqwjuI1CgnOecVzfhHVX0HUb7wtNDGjo6TaRcxQLa2sw
89Yy5Uq247ZTux025LYFW/Fdl4a8Raxa6JqSMYItIWNJbIqVivGLRNuDhVmBEKFgQQwIwBXk
VcNkU8V7SrCSlLrd6fI6HiajoKMtl5FfVvGNhb6PJ9hurjTdQaKS1GnJbrMA/wBn+zsVUyKu
RKgBJ9gpzVbT9J1vVkk8SXUqJYS3Us4srfW/3sZLQSGSWObLyKR5u0Bv7wArR8Cah4G07xxF
qGp2U2uWFlNBcXU9zKsTR23ni8aHao5djkb1BCtxnmqHiHVPDzaHcQT2d6Lb+02iXGqqiWuZ
JkUNII/Ml2+dFyQ3JwB3G1CjgMNLkwtdpu26MJwpyftHv+Rq+GdZtJ9OELa8mozz3JkijuLU
meS3d5IIwqsF3JuVeW5wy88Ve0PXbnRpB4lvbi2h1KYhbW1F2uIi4W9KJ87AtujY5A5IzXLa
A3iTUdIhudUuLh1naWS1W5jyR+6TIyhDowdJPkB6c9civcfhD8GtOu9cutK1S+uru0sEjsbq
P7KFlnKuy+ZGchtnlTpgqQWDYzW2b5ni8kwTr1JKUOyS19PM68DgJ42taDsYXgzxvDomsWzv
qzPHDeQ2kbm2PkNLGZFIWTZhsi4QHPPOCatfDnUb+DxNp1tqWpyW1xY3d39oQIshgUykCRBk
mUn5t6YO0HivQPGHwj8NHWlvPClne2Jvdtvpd/cXqoZpPswKw4kcrI4kt/mVsuVYZYCuC8HX
Mf8AwmFheteNYyjWLq7ngFpgac0kuWuE6lkY8leQAxGBW3CWdxzenVlGj7NJrpa5y8SYGpg/
ZqTTuXLRpNRSTTJtNg1aCKKO6SBrzZsUiLN9bkE4c8hojgZx03EVJpt3d30MUA8RNPBfXIuC
sgVRfonmA3Qw2YLuMIuIRw7JjBzVq4s7e6s3TUrO3vQbdbh0tol/c58sLqMbAnKNhQ6cfMF6
Y5rQ3fm2kKy+J4rhry5e6RYrYodR2iXbfxNvG2VMZZBt5HKkV9imm9UfKtaE9xPJLcXVtH4m
k1RL+5YK0tr5CaiyvKHjnX5TBIoIMT4XPyg54rShubma9me11ee5lvJxbJLfWqxC7KvEwtbl
Rt8pSpbZJ1LbhuI4qpc6hNcG+uX8UDUTd3TBLmOAR/2qyMTtYBlMckXODhCwKnLZq5GU1nW3
kOt/bJryf7IizRIkWpPvif7HKvy7Sq4dHwCxzya0iuwlZblW0vkttILv4guLAGBIfmjSX5gI
i9rMBuzFzlJiASu4ZzUqwW+j22+5jWKGxuTHPdPPzp3mRyYtyvPm2j8ASDlUbPO2mWmo29rD
ix1+KHZZpaGWe2WSRXUp/oEqswzGCDtkwOCfm5xVmKMw2DXayeRbWdwbVdQdhI+kFonzYFGY
+dbsWZRKWOEk77RRsrIUmmh8t4mnS3Vpd6KLR7O62TeUTPLZFg5RrUgD7VEdo3gbdoYmr0E0
CansWIWPlyFlbT2M32VjjFxaYA37gcSIcFcA81V1C60y0We1n1abRjpiN5kdovmHQyfOwIWU
s0sEmSpIDAErnAHE+j6vp8eoMr+IJYGiYSTG2jEsdpvKgXEQAbzFk3KJFTft3kkDaaa16CWx
FbPYahbvPD4fsbh0T7RMFlCSXEZaEmeMgYW6C8mM+gye1SppaX6fa08O6JdrfWQeMSTkQ6hF
sUeZIf4bsHhlH94nGBxFbX2mTtHHdakjSO0d6yRoojQfuSuoW+SP9I/vQjnKsCoxVdhLNpV1
Z28Fnrfm2ZuWilHlR6mqbgboFSfLuwQVdNuNoHHek2hW5mXLhdSiEVtZi1murreul6dqMkZT
U0QSForrcoC3CdEPAIAxyOVjs3vbaC8i07T7r7aPLhu7y4UveFHbdZ34cBCVO5QcKeAMnINL
A9reaQ8VrfLdLqMxeOxv9iQ6uUEoCTAt+6uEB2Dld22M5NMvYtFub1gLqS6W/ja3/tC9LRm/
VJB/otzFgGKRPl2uSc4HXrVR5rXYuVEkdzYQRrBOviKF0UK8VpcDykI6qny/dHQe2KKsWniS
G0tYrRfEeswCKNUEMaArHgY2g45A6UVteqGh75+zaVXw2JLiLa4tpNqqp44H8ua43x/cSSx3
FzDeS+Ws5U/aCQpbP+rII5iY8bs/L1rt/wBnm9S+8OhraJUUWzfOHz26muR8VwRy2ly1pIby
Rrp4h5qAAAnmFj08s+vbFfTZ0+WCZlhOjOB0FbCPWXQAwNDH8sUJBUktyBx/q675Xv7rwzep
BbfbFlRQ9oZlhBRWByknBAXIdMHJZfSvPPD5/s/xPLHHDbw/KyywhA/lHd/q0wfmT3r0nTor
VfDepSyaQ1zGIRJNDkozKpBzGeh2feXHJOQK+XhqrnpS2PILvU3upnur/Uo7xb9fKF410PJ1
QRtONtwoIFqY/lxj7xBIIp3myBpjca1fSPPfiFJdRTzILj5sLFfY+5ECwCyNwUf2rOj1HSbs
PbyRWdzNe+akUlmWjsNYCyTEKPMOIJE2ru3ffZ/lxUsF3pVuxkstae3jvnjtz9pU+Rqkm4R+
RdBgWttuQolbGQNwNc0m72uTbQu2xQTi+F7NlAsYn1Aq72xPkA2s4GN9oTkJIB0KnPNQNFb2
VrPHPcX8UEFuExagyT2YzHwgCZazJHDHIyCBTEuNOSSPfaxIpYWXnXCbWU5jBsrjDf6vkhZx
8vyg9RTsQQWtz5dnLZQWy+XNOuPM08kDdbP82J7VsD98owNxJqW7WEPmu7a0a8jmOr2ht7KQ
STaHHm4t2Kvh4MKubVx1AxhiMg1HfW802jXyHThPEt4LqaO0tCJJ0LybbuzO0FGZSrMMEB1y
cZpbSeCC5uDPqd/piWcDx5tWEtxp2RICsIUnzLVwo55Cnbzk0t7pUyjc8TO1tdCYyWDgPaLu
mC3Ngejbwf3kR3YYEYFS7PsD1M61m1IRXPmWljePNcwPcQPaPB/acZYBnt/lUpcBMhwepG4L
xmmwjz4jL/Z0s8l1iGISQNsvY1SINDJH5eEuwFx5oGDjqc1LNo816htDpGn3cck1vL9n+0eS
drSJmez2kbZyM715AbHAyagM995cdqupS3i3KGT7M1yEj1EIkWZB8n7u+TjOMeuDmnGXKTym
cyXbSx3kMNzuMT21rc31iQ4ZRLmzvMDDv02yDrkfSpdQF7pkqXSq9haLbXEFtdajZu6WTOZj
9luMr86P9+NyeCuMiprv+1n8udEs7xLmIGOSaYKl8gWXMd0pGBcLgbWyCCDx0qtfrfyXZubd
9KDXOnSwxSareDDBXnP2W8yAGkXJVHO3BUjndU9Li+IyPhto9jc6pNpfiMzaTF/aIhvL+GMt
HpXmRLulAx+8i53jBJABWvUfhDq/gTwZ4c07wz8N/FWleNL6WQzpqvhd0AuZJIfJClmOIVRr
dxtc7huBAGa8z+GE8g1CfVhaakjWmorI8OkSlprciFSY9wA4yMocdMdetTSfGbxr431GPwv8
E/AHinUpVmITTNKmtI7nyAYZnMtxKSzNtlKtt+9k5zXw3GdfMVSp0sLZ3vdS5VC3d3V2162P
rOHqGHnSnOrKyvtb+tD66vPCXw+8U+ELS1+MvhvSbi3u4vtT2jXpeBZMknc/ytKQkhbO7ORx
0zXlHjT9mnwt4v0rV7j4bfD7w3Yateacmnpb+IfOmsrq2KqhtyGZms/9QjRunHzZYHJNVdD8
W6xpHwss/hV4kmtNV8RWl0w8QT31208dtiWS0ihUlVjlVU27WiG0eWdw717Bo3iDV5/hDaeO
7tkj1CS1hEZMxLyW/wBpTyt5QkDcgbJzjqDgYr8kxKzvBRSq0qc1zaW006bbnqe2nh56Nq/f
Y+LtH+F3iG2ez0345+EvGeh2N3f3s50bw5EHEd3EiTrcSPBG7fZm3OrBiiZCuFOK8e8T2Pgr
wTLqngo6JqV7Lo0k9je3emX7vEzpE1o82dvzqWmiI4xgFc5FfTH7R/jzxZD4j8T6da6nqNrb
3epfZLWwi1WRFa3ika2fZCysI3Ecis5UksccAV8c678R/AUsUcvjK21Dw99lfz7WGWeVY9Si
YSESNNkOIpntwRGyn5iegwa+1yChicXOVWvSaSsrRurdtN/xsVmH1OGHhH7T3OW8b+ML/TfE
jXky20JhnivI7cxxhhNtiVYpDMyruJjdsIoUBBjBrR1n4p6f4rW88MfEfSLW70S5K2ElvYqB
Pebp9rrh33RgwvuDAvhhu4BBrzLxbr3hrxd4vt7220lNJkgsGiJ1KYzWlwiuJRvWMY3eXL8v
z7j32k1Fo2vazBaPqEErT2UdnHCRLYSXbC5YeWhLycIrN8yYL7QCpyeK/TVgcHVpRd3GS79P
1PmoXVVqK02fYbBrcPge8XTdY8UWxBtF/sTV9XtnczWsj/u2LhizuBEqOSVzzzkYr2KHUPCe
vXFrDodvY2NzC7SRarp1uAJE3CXzVn3AkES42pnBU7gMGvDPipZSabr8/gPV9DsDJo26e8mQ
spidnDb/ACwoySrENGAQx54Navhmx8LaTbPpcel3l/LHaWMsdtqFx5Rvlndx5s12CsNlpZkC
BovnnYKwLIDW2Mo1fZqdOpeWxnTh7Oo03Zd2tD0/UPhtoWiganfHVxbyMs8F7DBFdBmH7hnG
JcpA7KybQC7nkcDJ8L8Z6/8AEDwJby6PLosxklPkaVewv85HDJsl2s3mFWYFe/QZxXpGmeL9
S8VnUNQ1fVtHsza3kcWpTackZhvZCocw24hO1o8weWiRFcLjJOSa1B8Mn8CfDtfj6PD4XUtN
vlOnTXlw8kNhC26N42tU6uvmxgyZyrcA8E1y0q2JwMoxxajKUnZK52PDTxkXKkrRW7Rzf7LX
g79om8+M/hzW7rUte8Oabosa32o6tf6lHFFZWcaNG8Uy7z5YlBCBZEVnVycV3PgWXVPC/wC1
FP8AtGy+IvDvgLw7rmrXVz4Q0HX55Ybi+spgsr3Num1ls4XeAMZnKsxZQq0/wn4o+Hfjjwp4
c+EPjrxhJ4O1W18StfeJNI023kXTPEMUqjzIC5LYCyxRrJ5rfJu4GGr3fwNJrfjrxZfJPGt5
px1eLUHl8T6paSBo0ZY41t7a1UxW9oPNBVC++QRjgcivkc4zH2WLqSxFLkvFxa5el+jffvuu
lj7DK8qwFTAwdKqnZp/Frzei7fieP6v8VvEVt4kk+HltqjaT4y8RGaCwh0vTDeTaLB5jb9Sl
dmAV3SZdr42qobjJru/Dei3/AIX1R/D/AIQMniGw0OwjTV9VNtfOFuJrdN0jeUjRzygwkYd1
5c8DpXgvxu+OXj2w8f8AiHwx4K8Q3V1NFrDadeajplhmF0JES2m9IXlmVjEGf51B3BQPT7F+
DHwf0bwt+zVH8TtHt9U1/wAQ2GvS2fiK41Cea5j0y1SNbx/s1lM4iUMJGDMo2oFxWeLpU8Fg
ac4T5eZfDdO/m+3ax4suWrjWp3aT3asrdj58/ad+JPxT+HXhrSbfW/CvivTIdTugdP8AE8Fw
P7PRxJtSyc+aZkJSbAaXYycheMV4J4otND8ReHv7B8baNNqEdrdrCdeF0jXdu+4xBJCWMk8e
UI3HcQCM19GfFfUPiX8dfDVr4K8C2lwmiSavbw2lvJ4b06O0LqJY2lSCCPzAdxXl2J8w544N
fOqeD/HGleD9B8YsTa6fPdSWUNpqEUccVy0TBngZioETPmQB2OS4wMivp8kqzhgFGbhz36N9
dtLnm4qhOc5OGq/I9N17T4dHuNRu5Rb/AGHUI1aRLHaUEO9XWMrnb/qwQWVTgDg54rza003W
tf8Aino3hbQI9Pt7lLiWeHUbK1KxgwxvjK7VMbvuhX5jkBvcZ2rbXfC/hL+3/DeseK7GfR9K
1D7No9zqlv8AaLmO3OYvIcrkuY3cE7SVYAEcCq37N3xAsYPEHiUeIrmwXWPE0ttaafqhnmYy
7UM0kcUjuUiLtEh2shJ454ArtjCrhcPVqVKV9N/U8x+/iEunY7m9n1LwuvlG/tLfUrdDJLpV
vboII7yIrMkDO8jNvO51I4xwRjgVkTa38StK1e41TwdommG3isGtDfazEn2aJ2ieCVVkX55C
u9SrAA74+WGDnQ8Xa6sPhnxRPqQlv59Ft5LmbTllCi4kmmYRMrqVI2iVCzrzhMd6zfgt8Btc
8f8AgWz8U/E/xlaaQddskjaBd818lpsdgkM7ZWLe8GAI0yobLMSTXHHEZZQw8qtVuKvbXXz0
SPReHeIqqlTTu/MyPhvZXvhzwRDrazXdswukE3iVdSEmmTQlll+y3cao0qISjf6Qn33P3gBX
sPwU+IVvbeKY/B/xS00acEsprg6tYynULe4s3kbbNbqoR2VDKpkjKF1HzbjnNY//AAyP4h8E
eGbK88AeN/D2qJp8AM2hSWtxZC4jjxIymbLBhtnxtdCTsyCAcV8/XnxT8XRTXfhrS9TaHTtF
vma3ntplv5LAFFtXiS72pvgBxw3dQMEgGtKFWOdKbw1ZSXpZrsvXsRVpVcurRjUjvufX2teO
7OwOnW+iaho19d6M33ore4jWS48gmRds6jCmSNYxg4+bp69n4t+HksgtvHXhDRstJpkVy2mz
wEtlkW6bY69D++YY3fwfL6V4R8JtXufjBq0Z+HB07Ur2SZrT+z9k28OzJcFzwdkRRZV8zG1c
MM5r62+Emh6tYaRp3g7UdT0t4bdTp8lzpsNw4S3VpFRYmch8pHKmHxlgPl7V85m1PMqKjTpR
UnHe7W2nY7cPGhN36M8Utry6/tFLO1tDH5ulXFhAsNuIH8xkezT5nOXLMysM9Dg1NdT2VvHc
6Jp0VjYByhnWDLBIsoWDucIxLQMCuSdxBrq/2kf2Udf+DHhfSPjHfaxZeLvDF1fRvPJZCWxu
oY9hl2gO7OVEkS7mA3KDz1rMtfg9428bWNzdeBPgFrNnbyOZrOXxXqENt9njjcFYlcsBMWS4
YDcBhcck1yxzDJqVONXFxUel3K2q33ep0xwGMxCkqEeZeSbX3rb52EsL++0jxBpi+HZ/Jt5J
43EAQholaYgBZFJJBjlDHcDyTXsPhzxZPouuTxW95At5c2Jt4JblII4PtrW++RGIYMxja2jI
dBj5yMZr511z4V/HDwjo1vFr/wCzzqzCxjdNQvPDlxb3TTb4WtwBIjltsflEkqoIOeRjNbfw
en8DeDrrxDr1p8VZNXFjA90mmyRJLKircJLvQyDBUxmQNgk9wxFZZs8kzXBSdGtp0cVz2fS/
vBhoYrLa8VWp8v3q57rZ2NzYLe33j/xifFTXemtFY6dbX263FkZEkuLl7tgwt5ds5WMqkbgD
gNg1keA7bUdL1OytbNBEmk6nLtt5pTI9k4l4m3sB5scigc4HIzjFeUfDLxtoHiDW9c0D4d6X
pdxEPEVq1nq9lro2ak0jSLGXXAdwCFJDDqhOMHn07wtNd33ij+0CLgXsmrSSfaZnYrDP5wLS
yhl+eGQ5ZeT0xgV7HBuDrYRVYzq897PZJp+SvovLY8nP8ZHFKCStZu3p67mjZK9zYMj6ZO1y
sT3L2tm7RPbhxEwvLcggPb5ByOM4GR3pJJrmSSGac/aEvrg3IWKLIvgpm/0+AA/KYwCzpgBs
HINN+xWSWzWk+jalHCP3xihlIlt3Kj/S7f5TvtT3TOB/dqZ4tOswbd7SSdvMe6kktpCFupEM
pF7a4TAjQhvNj4GM8HFfcLmT8j5l7FndJe3V7dW+s22pi6uJIzLZr5MOqojsSqKrfupocZBA
QuOucYq/Y3kmuawy6bcWurNdsICyBol1MIYWEGGG2KZN3mI4HzYKnpWfqsOnapcXk+sR/a57
yUiZtDvWhh1NUY7XtSqkJPGRuZeNwHXBxVt5E8SeJys12uq3EkixPc6S5iXUYwInNuigYju4
2KylsjcMj1FawtFeRLdyf7XfNafa4bqK1d4Pscc12pkjhYqh/s2UBgQ5Iyk4H8XpUt9Pq0UE
evQ6DeWMlhO9nJrFwFlj01dkg+xXUZz5w6AS5ziQEfcqrpTmeFJJbFIXeH7LtuQxhmi2g/YH
AHy3OD8smT0GSOlWJ9N03TrRLyPRNTia3v3t4NXvpWENiuyUNZX0f/LSQbyBJhuJAc8CmIu2
+oahp95GFvhYNpdo8TrLAtxPogZpQFbLf6VC+MjP3eO4qWwcxSrbPqjaTBpxS4MZiEy6aHZQ
LlSGYzQSFypj2ts8zIz2rgfZbWSKLUY9KOj+YYbm6be+iF5JB5VzuX99DIQUBYHBVSDyDT9M
OpaTqUEdnc29i1q/ni0uYmaTR5pGhBmkLg+bbT5AVT8o8xcEFSaEuwr6sNOvdTt4rVJ9Vhe2
WX7cstqi5jiPlYvonVixyxIeAjaMlgBmkjhvNQspIdPthrSmE3dvGrRwySlcj7UMn5JFOVdS
FDAAnHWn6fDP56Xdvr9hDGT9qljig2xQyHZnUFVc4gYYEkfKZzkcGkmSe5057nWrODU8273F
1Z6DvVp/4Bf223jYi/JIi4HBOASDTTt0uVe9mXLW7ki0+TTDq9pM9xdZSwktjFHqaqJFADFi
LedApB+ZSWReoJFVtWkvNavl1K11u3vU1C5+z+fIogXUCmM2zIH/AHMqFgPMPDZHbBp6Xl5K
i6ePEOn339oXZ821SNtuuqRJ88BIBR02srbcfNGM9ak1YzSXak6raaoblhDcNCWjj1WIFf8A
R1wQBcowxlcM24E5o5hX1JLf+xfITzvG2pWz7But/wCzA3lHHKbt3OOme+KKjt9e1OzgSzHx
b0e18pAn2a43eZFgY2Nlc7h0Oeciiush7nu37MOgnSfD5ijZxm2bIkOPTAJz0xXM+JrxobW9
thfSCIyvGFYL5bZOTbk8YLdm56V2H7L2oQax4cJkRgxtX4c9eAOR+NcvryNcWN9aR30MrJPI
jxRRZzHnm3OeBLkZB619DnekEjPC7o4PQPsKa5FbJbS26wJ5ahAGNsxP+qPzZZT1zjjNeoWF
xKvhjUjFM5EOn/MlvIFeIKwYhd3GV4Y9crkV5ZoukzW2s/6Ncm122xVDMpSWLLf6htvBYjof
evV/Dk9mfC96018qxpai3MiQs0kPQheM/dJDMT1TNfMw3PQl7p4Tpr6omljThFp6zXt1PHJZ
6Ap8nUikk2Y4WOPKmQEFsDBPHap4r6SUEz63bb7+6SO4guVCrq/zKrQBxkW06FthYY3bgQc1
HBo1tY20lnBp1vAks08k2i6MmVugJJSJdPkAG2UE7pFB6EZ71J5Kz2Uu+O11KTUzCJ4o0lUa
kEaNWjt9oAju1HDkck4JHGa5mrSJadxILmG8ghZ4/N81PsEV4blm84gRgaZcbyQsyk7fOYlS
UB7morfV9LRgl/p08EsGbGaW7nbNkGT/AI8p4y2SrcqJFzGBgn1qVGe+uLa9i1W3mFzvtLe/
kVlt9RjEcQWzkTAK3eAY/MHO9Qe9ElylwxvD4o02CS0EdvaXN6CgijKFG027JJAl6bX+9kHH
ND1dhcrK9xcaPYJdR2c7aKLC1lhglF0ZjpZPmubSQbmEsMmCVdBtUnHHBqlcDRbSGeE2Mdub
CcTLJbajvbSyWci5h2ylZYpchiqkbSSCetW5bx9Lilx4q06wWxgkt0nurLe2lsfOzaXMbdQc
Eq7dCoAPOKgE0lrfR2a3dtZzWk+PK8h3XQ2kkccfMd9tIxOM/Ku4cjpWcm+S/QrZEc1i0tte
w3vgaxuI7S7t7q4tIb9Znt42MeL21IY/fxyvGGQc81TuYr+YLFkTrMwmurO1njEGoR/ZlC30
RDfJdADDDPLdalWOIWkrLoslz/Z0sF40NlqA36YzSQn7VAS/zxOcsYwRtZMd6rXV80lnaWT6
pBKtxNPcHT4EKl2MSMb22cPw/wApbyweGVl281KaAXUtDvrqNDL4ctrl73T2lSb7egj1qIJL
874bCXKZyCo6r9ahv9CmuryC8t/DNletc6a0aXF9Ip/tBA0gaKcZwJgOhXJLRtkHNPea3nQq
l1BdJews8qRzeVHquwT/AOkx4kAhnTJzH3wQaXWLeyvbi1N3oSXIvNPdBdpceTHqyiRztc7/
AN3L0IJLDepHGatpNaiTk90Yvwosrc63Npq6hcacZNWjgBt5+bfMa/JKQNoVWHyFgcKTxWJp
reN7XX9H034WeL7TxfrGk6q0b+Hosi8urm1uAjFVVNxthE0bfaFKJiMkkjg7PhL+1Zb/AFLT
dK8YzRXN/ew2ttPNETJuaFEEUp+bDIWwDxlSeataBpXgX9kf4O3+m/FjxvDr3iTUtOsyxCww
mSAzPatpluyHzWUIivK0jMiupUgL1+J4rinKmoR55dIdX5n2PDaf1Wo5JKF9ZGh4Z/aO8SeF
/EVzfeOH0K81CaB3fw9qdys8YeaKR93nMDIZBcxOwwhTD7ARXrvwz/aQ+E2h+Ar621bVpv7R
jhMzRy6TOy3sKKnl+TGinYAkxXyjhmOcDAr428a/tf6p44tWt7v4eaDdaKLGCG2t/MlvrlNk
qXCTi5Koyv8AK3yKfLAJwtcX4d8SeJPB3xEu/G3gf4p+ZDcTSZ0u+01rlrZG3IUzuSOVF+Qh
ceZ8vBPNfNU+EoYy0cZSeG2douWrvs3+e91pob42vlq/3RSdu639NWe9ftQ/EDxfN4Fg0W28
ZW994oTV9S/tK4AeMR3skKW+xnYbEKGO3YLjksc46HxK+/Ye+Ifxd8OxfEpdP1Gd9Q8uePxJ
cRhJZXdQSI1TM0+VE54jVAuAK7Hwx438O/BL4E2/xe1r4fWPjTUtV8SQWHhDwRrmqyC48Var
KguLqe0gRf3KiYJuZiVTY65J219SfAb4s+OPFult8PP2jf2Xf+FKSeIJFSHxD4I8eJNaM6lQ
to80SLNp8/lTjbISUyCCRxX1VKlhctmnHFKE5bKTSlPTpd3fylY4Ic1VXhRlJdWotpfm/wAD
84fiV+xx8dfCHiK41OXwhrR0y6SOzj1Gy0BlCs7bGiDoP3e1FjZmZdo3d68/trazaexvbnVV
1DUG1UOumWcEszTlX+0yDywxJ8vyipwAFJJr9Efi14a+H/wq+Llj8PYfEvjPxFqmqpqNzFY+
I9FuWudQtoYcCGK+jOy9CvDvJjcMVyCDk184ftW/CX4X+DfiTpfijw/4lg1HR9R8F21/ot80
sscnlXMzPJCsEcvnpcASSqIQQMLkkANXbleb47FzjSmk1tqo3+/X8GViMNTpxvB9L7NfofKX
i2Hw/wCKvHupahZzXkcDajLLJbavpMkMcIdssAGJkbEbqfxHSrGv6r4Ms/DL3sWlXd3qAmX7
PrMUjWr2wIKsxZTlot6hhDIu0Aljyak03xZHZX9sdP06e/bT5orfTrHUIowziOWRCl05bG5/
keTcxDEDnCivS/H1ze+C30/4rfGq+HiDRJJIL7w94B0DxNZy2+uXcy/aJZrm3hQGHT4mwr7y
5yNoIyAfoqsuWcacqS17P0PN5uTDOWl/lf5XR3P7BXhX4TfFfUR8SfjNrE9zdWji18O6FbxR
2Nn5YKs+6TBUyOrsS7fOw5XAFVv2+/jKW1PTvhT8MX/tJ7m5B1Gz0nBMU0cnlTQKkcYIVykL
LuH8OQATmvJfgZ4p+M3w/vm8XeHPH/hfwrZ3fiGYWujf8I89xBNcEFPtFrbhP3kUccuM7oxg
LlegrrtI8YapcaveQ/CmDyNR1rNzq/jDVpk/tG6cR5WW4mnRoLO18yMgQoN+VwuTXydXK3S4
jeYV3JwS92O6g+v3dD0nnP8AwkQwdGDi+u2pxl5pGsXnjZfEeufDDVtSMl0Lm30R/Kt4r9in
2hPPZfljUMfnA/eOBzivTPhXq2ofCHwv478ZJYJZ3VxdJBBpdrqDvY+cymNpo7Zm8pXjaRNr
rg5B9cVYvW0S1F2up6vdeMbvStLe4fUNP1L7PaRSM4YW8UCKs80kiuV3ybAABgnGKP2jNP1L
w1+yhBFpl9q9ncXsunz3cU8rSS3t3cyDzbY5jC/6xEUYOU2Yyc1vmGNpY1Qw/O/fkumnX8BZ
bCOHjKr1iu+mp71+z94zufCn7OekQDwpZWOlrpMskElvqryTXlw7747maUBZY5Xkjm65bDgZ
xgVd8CaxfeFfh94h0Xwh9juX1HVPs0d7qF5cvHGm4Jc3ErQqXLm3uBvKqP8AUjrzXkmhfCD4
a/FW+8K/Hn4MQXXw/wBUt9KnuLa5i09ZItWJjRbi3v7eXP2hFleVCcl/L5GDgV2/hXwne6JY
WumaPdJHdWkjpLFpExNrbTsr2zJG7AbQMKVJwwGATmvhauGpxqyhHlcpt3jazvfW9m032dz6
emsViKCVRLlsrPv69mWP2hvhx8Xfhl8SpPFHh34LeDvEl5qGk2es22q2Xje5t5LVyWkikt0N
uIwkkkPmHGT82Dzmvna9+LPhe2+G3i/QPFunSpcahdzw2Xh1buWeKKV3aeR5rnA+VDI6jgZV
V2g5OPs39o2HxN4Y8L+AtZu4fDl1dyfD2K1RXWQizeCRZ4VJZxklJHVjjDZzX54a9qN7r+l6
nYnw7HZXEVqsVzFPblo4ohLJ575GHZFR/lBzgYwxr6HI8EqjnDEUpJwcbSTadvNO6+6x42MU
sNCNSGl7p3d18ux5n4r12fxNq194juruF0umjNxIECAOI1AIySG5Uc4wd1e8fsxeFtG0/wAB
yXc1hBFqU3iWG7+2bVhlsTBa5t5IsAlWKTShlUfOD6gV5xq/gPXdG8c6h4z1qz0K4eeGW/td
N0rU/NW1DWxkTcZUC7kEf+q5OTg9Kv8A7PvxHuPC3iib4fvDpc1hqV79q81YSshuggjjYSAo
IkBlUFjyMdxivusxTxWAcaNRq1n8kfO4adOnXTnsz1f4weHLDVfhVdWi+bJHq8EkM6XV+ltD
Gke4JcEsvmM2YY1VThBvIPzEVpQXHjfwdoWhW3wkvtR0zw5di0jvYdNu7eExwugl4hMEjqPl
fLbgTu6+l747Wms32iXmlfDrx+keoaRDA7x3BtvsV5bi0ZJtrK7NKoZXcnB6qSARkcPB8WfE
o8JaJ4X+HfgZtUa6s/8AiTWc1nKs1yqyrAuyK2hJeERGTazSZc8+1fKOhjMThockoyV38S01
+R9DRq4L2rcm/lb/ADPZNP1z4reG/ihB4F1P4dRyaNaW0trO9rdvJNLbrGUa4Nymfs0RSaHJ
mB5xjg18w3/w9f4RR/8ACLeMzJFrF7cXF/b2JNvdwmBSTCjMny7QUUlXX5s5Ar2u++M2pzfD
64bS9CutG1u61ieyTSJra4gaO6lYK9vKske6UERIxOSqKQByDXlnxLl0DxV4lNz4TuNPvI7S
XzNZmsoFKWUzhJ2iBRQ7Hh1+dSERFAxmteHcJi8PXlCpTiotW93S9n+QszeFlTjKE7yPRP2E
73Vz498YeIb3w6zXWjeExZWd3ZwTJBMbu6CLIsYJUFrdpn2gKBjpjmvoDxL8d9c8B3i6N4Es
7GG/GyO+1SW1MjQyFFg228ZIGEeGMmQnI3HArj/2WtN0zwt+zv4etfDDWuptqV1cahqc9nN0
vTJJbm3dlLH91b+VtBAyTnAyWq1rmgQWupf2pa6b5szEzWbFGjyTArg5k2q2JEdTySDk96+a
z2vhZ5s5VaUo2ejUrHZk2FVaC9or/qfSXwe+K3xX+M/wve18aX+lX2hNq32jTLWTQVR2EKrd
SAuufMjyWUKVySAdxHFd/punafqU8luRaySyqwaaO1IR41kNuzhjgE7WhbjHIryv9mnxFfXP
w7v7WwW10m80bW5J5LFoUuliiknDRsQHy8eyZ1JVlbAyMkYr0z4falo/ii2vofDNqi3McRkK
QTNPDbybZImlR3xujaaCLjAIYn0Nfh3E2KxVfHVHVk/ddl5L9dOqPv8ADYejh8JalFRXW2/z
NXwt4b0D4ohtNt4La7i1N3k1W5igMcYgKLK7ytx8rOjDK4OAR618UfGr4c2XhP4keIvDP7Pt
7fT6b4ajnxbato1oralpjfKjxRKY3Zo1mMkbllUou5x0z9jf2j4Is/BfiUN8QG8L6xqumPfw
vc2FosJVQlzcWZWUhbg/NJhVZT5cvGa+MfjL8Tbzx14itPh94I12Kw+H+h6lHb6No/8AZ1ql
/qMksEqtqUrH96knKssKyFAioOo4+z4Ho5lCDhQ5JRl715K+na/6HxvEWIhVxE4qfvKyUXf7
79Pk0zndX+HPxUvvF8/xE1XwFDpj+K5rK+g8UaHq8Talp0N3stYlWEAQuStvIzuFZlaRtqkc
17r8LY47i7tLyfSr3TYvtsyQ2jzGQwMJgvk3HADw7QCrbSCA3FeA+B/gp8SL7w/L8Vfg38Xv
7UsovKAl026E11BKsImjcJIzSKUlVwxAAVicZFfQ3w50PVPC+s22j3GtajLd2Oota3NvdQDc
06SgvDMeP3YLAq7Y4Zxnrj9qyGtTqTnaUW0krRVreqPjM3w9alSg5rR6p9y/DG6M1uZRYLAY
RMsrDdZO2ADEfL+axY4JJ7EEYxUzpkPq721ooiumkujYhW2Or3AFxZExHfApGJ0J7MeM5Mlm
9tY6hCul6zdRraXUdtAZsbrEsvzWb78lrRsgA8xg/wAXNOFzpqGaK43WEluzTSLYQKRYSMZl
3QN/y1t5eUl2g7TndivplFy1PnpNNKxdWCEXt9FcR2ql5y01vo77kuYw2VlsGKN++TrJGGPy
qCMVZkgubnX3N5bQ3E1zFG8x8Px4guApiPmW5A4u0LB2wylkYjpxVP8AdRm+FzpEdpJC6z3V
tpskTDTkJAF1YsMCZt2DIinKqSRWgr6T/aDJf6bDZJiG4m/4Rt1kztWDF5aspDfaV/iTJJjO
BnFWl0tcm+titpQsLnybdbK5uZZYWWa2uEAjukVQDEwCYXUF6KCfmVR8/NSG7t47G1uHTW/N
l1F4EubyMpbXMaJMDBeqVPl3OG2gurn5ojuAWodPM1yscH2qO7FxZmYx3v7g30YBzM5bBjvo
iB8p5Ix1rSS4/wBFjS11a9lurq+8y2Sfmw1mIidT9vP3Uu0LMoYgMT5RyMVcSJaRFXVdM0+e
yZtQWLybVorCe7lP2mwDyOvkaqjISAOYwzZHK49adpcttaXFuLSK6s0sZ42todXjEj6c7GEP
9qG0k2TjBU7ioI/ho1KDW9Tks9N0/TdD1CGa0dNPvNVvU+0X0iySZs9SiZQEwoKhgV3PGCM8
ZgttL1K7it7y0S1IWVYrO4v7pCfNLQB7O6YgbrfchCMQCMqc1naz2HD4SzpU0EckM9veW8LR
p50jGFiIX+RTdKTHh7FgzKwzxwTjFWY7maaC7XUNInupGtZJZD4ZjYFy6SL9qtc4DQn7j/P9
7nnpVfQ9NvrG/iS1trON1uWVYryRGFlckIHtwdv/AB4ORx0I3daXKWWjXl3qdqdIt0gm+0DR
Z1ebT52LjfAVBZrRxjf/ALWSemKptvdEv39iWaxijtpLR9LS5W4uvtkkdvZhZtQTa4F3p/7v
Eb/d8xMEboycDOal1BRNezvIEu3nka4n+x2OItQiHl8wIV3Q3arnLHALKe1V59EjvreSJtPt
v3F2b2aSzuvLlsC6uDPpo4ADD/WoMjKtwOtaM+m60uoSeRFFE8RM8tvokw2qn7o/abXBIFzw
S6gnO4fLzw7vYSg0xbXX9RtLaO0h1m1CRRhEF3YKZQAMDedhy3r75oqex0vxHNZQyr4c8HXA
aJSLieba8uR95hv4Y9SPU0VtySLvqfQX7M+nW0OgssNuCyWr4KrjJ/GuB8RRXrQagY9OBZpp
FR45Pl+9yGO3/W+nNd9+zhdW+p6GXQSyKtm/zxnHOO2etec+LCqvfQQi4VzKxCuQqTLk/Mf7
sw6gHkmvps6jypGWE3Rx+gXN1d60IdQgvCYYfLSSWJS+0k/LIpHLnPBr0m3jki8D3bveW6PB
b7YTFGSYuRhX44bP3iP4TXlPh24tLvxGlvfXl24ePZCbtSzMAxJWY4wJO4zXrU7Inhe/AuhA
IreJ4rhYlf5SwBEqnALN91umF5r5qDbZ3vU8b1K2tl1SexkhljjZpmlbT1DG0+d9s1m56kk7
ZV3AgAHmqEAWaxGn32nWE7SvFKywQFTIFaLEtmdn/H6MbZEORlQfer1/plvpes3EbXE9i8Mk
s32TTmM7We5nxPbhjl9/3JF5wCpx0qoLq11JYpJHW9DrHczRRIu9VDRKLy3GBtvOB5kY5Byc
cVzS+MBZppJ5E/4kkTtf2hM0MEZ+xXw2od4jIBivQflztA8xcZORSLPb4luxo2myPLpwtj9t
sGWOcbD+6ujtzHd5X5WHGSQc5pllcWM6Wdiuq3khukkuTaNGhsr5PLTdODj5LwqCSvB8xDzk
1XmstQ1a2eXTFsJ5JbcSQzXEoAv7fYwbzwAfLuh1Ujpg8Eg5mTaegFq2DOsjWZsIIxZSWaHV
rcp5RAlH2e8ZgB53yBkcFQQhHOahZbrSXh82ysrO3tIHhX7Zp+RpwJYiG5ITEtuwx5UgweFy
c80WunSXKOtjBp9w09vOLd9XZVW6jUTsy3QIXbNGcFGyM4Iwc8s0y+vzfKLJ9K8oO6xw6oGJ
ticGS2uRtVtmeYjxgFQCai0u4nZ6ENtYTraIq2Fw82nS289vdaTFkWIZoS0rK6gT2kgJYKCz
DDLg8VV+0C+it7C8TT0kju5bw2MFrieHcqlry2IAzD0fyyDgMw4qzFK9uGlknubQqEHnWh/4
8JC0LbpR5YDWjHay4zwTnjmoL6Ca6sYormCwhWC7kkkVGzPYSNGpFzDtjy9pnEmCCAGK7sCn
eUdN/kQ2o6FeWNfOCQt56Xcst0F09Ni3gUTj7XZMV+TBA3RNnJXBHNV5ZriG8hml0l5BqFtK
HRZgsWqDzG5hGf8AR58Dfx1Ybfomq2N/ia2u/sZdpHnnj01CFdyZsXVk2wlV5JZVLKfLYccV
HZ2t8uriC6uILg31vJNeWlvGyLegyE+daDbhJFcbyFz3GOaUZS5dBxVje/Z/1JNf+MemrH4w
0u5N94m00SiXTlU6h5aRDy5VIAWYE7WbgNuLdq+RP2y/iTa+NfHPiX4mWOj2Phuw1fxLZ6XZ
aTNci5XSo7kxsSqRqI3cSxvKRjlpMZY4r6X8EeJNe0K7vfEFveeGdQlheGeJ1jdY7wrGijGM
Yb+8OuDkBdtfHnhzRNN1fxHdeD7PSjerD8SbCXUbIExreRvdeZEyMTuVvKb5G+7hMngV5uNw
2HnWjiKkrOC7Hp4SpUVCUI9Xt0Ldjok1jdT+ENCsbCa3spXtri5htGtQXSQwCQpKwOQkg452
kZPpV7wq+oSx3YtLK1trURjyIWTaizqAztE0f3/MaAEZPVmORnFfQP7Pv7CsOn6VHqHxj0bS
df8AEdxA7vpFxL5lhp8fkvIjXJbabyd/LXc27y94KhcDJ9psvgf8NdLmFq3wq8CzHT0zbRwa
Tb2scAGyQqNzFcBLg8pn7x5r4+vndONeVKhWU2+97/dZnt0cLyU+ZysfMnwz+IGn+HviB4Q1
PQtKh1DWNF0vXbqS61jw1OY7BLm/haeRpgzzRW6GRyTGhbDDAVRmvoPWrT4nfE3wxpGhWl/p
McdtdN/wmPhPwdft9qltcSwym3lkKJeQqscMjQsFZiACc80XH7NPhnwVqNr4j8N+G7rwrr2n
6cbGxtHus2kyurwmN7dlZgS6RsskZzkBSCOK4zVfi74+8LfELVdQ8bjX7nQLHS/Oisr7XrCy
s7Z7topHuYJUj+0XQ83zVVFG/eThcLx8JnLxWLxX1yFJS5PtSd3/AIfh0v63PqsqqYeGH9nK
T5m9d7W77WL2v+CdD+Cvw20/wv4m0vT7fQNIu9Q1fw1bafeNpptJTBCYoo5PMc26zEySPCWK
ySRr93Jz4n8X/CL3fw+sWjvNEuryx0t0trjSJg4kiiuZrP8AdzNCrSSCNmQSJyShPUivpa61
bS0+IVloniXTI9SXQYzqeti+ZngtrCxeYlpHZSWjIFuBnG9mCjrXmtz4l1O90vRr7WtW1y6s
vsQgtNKWxbzm1BrM6heMN23ZtnkUgEhIyHLbiuD7GR5p7XLefEQftbtre7tayvp5pXepnmUM
JTzJU4v3ZLV9F/W58YXHi3w9pus6trv/AAr+XVDp9sJpR51vbLbWmxFYv9rziX938odTIzuV
KGsa+0PVfiz8XNZ1zxlfA3ctzFFrluUSZ9MsFuBHb6XbmCIIWRWXJVQjliQAFr2r9sX4O+E/
BPjC48Q+GvGGotbXcsEfiyC7dzazawrJK9vGTECZ7cTlWkAZcFmB5rzHwf8AAX4h6noMHlya
do8d5BbG0uX1M3U90rwyqs6rE25U3DGHwxcDPev1rJsHLM4r6rze0trdNtW36vburHwWPlRp
1/3s7q7tdMv+HvCvi/4gXFhpfh/wfp8Pl3S2emO8skNvaRrDJI8b7yCJD5CSYUYYrg/exXR6
n4E8P+EL/V9FnuJ9VFtcpcXjzS4WacpFKpu9mQZcSybEDKsQYcZyx5XwP4n8CfDPUfE2taRY
X+qWVjJFp9jdPov2m4WZ7i32q0St/ETcFYlG5wAGbaOLPxr/AGvfB3xd8faX8NftE+g/C3SH
uLq8ih0u3trnXLi3BzC7OGeFGKxRgEbmUEH1MywmZqv+7nGUVunf+mZwrQpUr395/wBddjU+
HnhC38W3Gtadb6Eltf3WtrplvaaXMlt5trbosU1zLMN5SRUBbceG4wCTx6b4ttdUmaXUbTRo
2kAXWbGPLTYmguIbiNsHcEyqNy4xyTiuD/ZB8Z6d8Um8Q/EG/wDD1lHf6jPeizOm30a29lGy
W0rRRQgoZXKIEJ5CfvD14PcJBdaFq2oajLx5ciWkXl30LFATMjD+66hWjU8DIx0618XntavH
Mkpwsl+H3H2GSqFTBydr36aPT5HN/CzXfDtv8Q/E/wAGLjSJFuPEXiaTxR4Pk86SWK6sbrcL
i3hxtTekhQsq7Qdox3r0bTp4tUe31TUmsY72a5LRR3e6ONbloEuGKFRkSb0xhs7j0HFeOWng
i78Q+FfDXhrSvD+knWfB+rXcnhzVLe+KyJGttHPFbXO0lhG0rspkPGDlPu17J8MvFnhz4gaW
usWOkahaLqr28F3ZSCKS40BYrrY9sjrHnziWkXe2SUKdM5HkZ5Twsan1mneGydunZ6d1v5no
5Ym70pbL8EfUnxyni8Z/sZ+C510dYrU3WiLMjXPy2SefJZOzEo2/AlBbqOc9RX5Q/E2A+Crn
xJfalLeRNpz39jBJdSPPHK0J8uGKMsGadmZUGw/IFb7gCkV+kmjfGj4JXv7I2sfCD4hX+uPr
V8Lj7O2mWZlOny5M9vkq6bCZLbBBUN1wMcn85f2wJg/jnVfG1loWt6To+oa9Hdadc3Vgyaex
uYxLdbRI7mHPmDa4HIBPUZP0XCeCqU6rX1nmuk2m7vyur6HzOZ+zjCVPWyejd7EV/ov/AAkS
ambZWvbzVLgXEkF3p6vcTSpJFkWzeWuSvm8lTgY5AFeZXsvhrT/En/CW+MtO137LMrNrEVhE
xa5ZWeHzI5I0Lb2eMgpwQxZsAKK9G+HEfxv8baXHpXhv4eeIvFmkLZxwT6x4cnMs1kJ2ddqw
SlIpZ2KR5YEEgLkngVm/FDSvi38N7oeLtZ+HPjvwXqLqCdT1CxMMYXAKlZdzpAxYuxUAFw7Z
OBX3sKWLouSai4tW6XPn51HHVJpry0J/i7p+hDw2vxP8FaPotnbXE0NzHPpeo3WqRpblRL5o
eYSJhS5V8lc7TuGQK4Lw5rPjf4DyS+F/EfguHVdH8QW8F1FC8skdrqtnEpJ8i6Rd23LASbQN
pCjjiuy/Zh+KRg+I958KtQ3ajZa9PPFYQRqsAlLxGPynIATMo+UKMcqMHJrn/i94V174baRc
fB2xlA0WzvZdQ0a7gl86ZI77ymFvJnJMOIJFOzbuljJzxXNTlTliXgK1Oyeq81/mi6lZuEa9
NWe2m9/+CQxfELxL8RvFOqa5Za4vg6DTPD12fD+kaPqE7tbSNHHGYYwys0szu7MZHww/hbtW
rrF38PvCfiXw1rvxP1fXNb1CDzLbVraa3kil2rMLfypDLtYMEI3KAXcgrnvWR4b0DTPBX7Pd
5441ZXs7jxh4hi0vRrOWFkla2tZSbqVASOcMgJGdpUZPatz4h/FDxnBefD/9o7wRq9vbX0Wg
bZp4oohGk8UzRSOsF4HM0rlAZeDlmDjbUVI0JT5KTstUlstF39RRxSSTk7vr16/5H2r+zl8L
p31U+PtE8T+HfENtqGmQyxXOjaPd2SWREf2lYpHkwiSBYGVlKFmAwOOnb+J/C3iVtbnvPDVh
omqK2rme+8PeJbCdre3ga4jm22s9mpkhZhPuKFWBHO7g14x+w38fPFWq/DiG7+Kfiq1j0uXX
1h8XXZtf3NusDIyXghUqYZTHcMrAZUoWIHFfYWqfFbRf2fbXSPiF44/a98EOr6ey2HhSwt0u
YbwNGyIyR2qPeyEARgAIgH1r8ozfL85pYmrKElUcdGmr7eST77s+wlVo4bDwm5NKWq1S/wAj
jPgZ4Ul8LaIkeoWdpZanJbfYpY9M+3LbOrRywyMZpQTKqvChLyFdr8KKh+OXxE8RQ3MfjTUv
D+mxaAs0SaR8QvDN5IdR0HUpI4p43msoQ32q0jkLqZn2kBzuFYfif/grVrP9jJf+B/G/gGTS
7m7lge3bSry6e8d5YyoNuP3i8tIpUpuBHQGvFfjL8evH3jAS+NfE+ni0tkvYYtQvr6xmsxLC
00sQgtYwUMMW11RkKlyFUk8g18xgOFc7xeYrE46jGz6X1Xomo2t217anX/rFJYdUacNvtc17
+rvqbH7SH7VOq/EOCz+G2taRpt7baNeSPq13FbSRR6iVeS1Z0iQhUzFImMAgMF9CD5nF4y06
fUovH+nWF7cCwtjc6lYXVlvZLclMIXOd6h4ACRyoZtygEGucttQ8QMst9eBLa/uo2WxsdVLJ
FN/oxk8w78KozHxubGQCRkiuKtdWk8Ka8/ifbp9o2kWrDUpgrErp9xE8NwfKU/vCFnQhUJc7
Q3IFfqGX5LlOCwzoUaTil2e993bv6Hg4rH1KleVSTv5M+4f2afHsck02nPrc0smn6gl5Y6Df
3heJ9AFyGkWxKqGWSLzn3RS5UxSKRjFd14U1xdZ8aXWuvrRD6h4guVE1zGGe5QzALbygYChM
qUfCgq5wTjNfDfw+8beLfhpew6t4YvbS41XQ9PWXS5ryRpE8q5tjbOPNGWeKVduSOQSNuCK+
z/g7p2veELW08H+INSsnu7SSSxvZ4RmG6eN18y3Vs5XZuID9Src969PKspy/CY+eMoN80kk7
33XU8fMcbip4anRn8MW7d9TaWWC7uLea3vI82jixa4ncqbY7DnTpQXJeJuiyjOOM5p5W60SY
3MkD6WulzzrNtuCW0YyGYfImQJoZgcthRtJOasTh7+6hvLaXzD5n2SG4mkKrKDGQdMnVf4zj
CTYyCAec1nyxyWqykWMth9guybOW61LzDoqymbMNwFP76KfkDj5SxyOK+jUrOx4ltSzP9m0u
W4h/sddK/s5zctaW83mDSXZ0Aurfa4Do/G5RjAJB7Z1bGCXS9cFu+jQ6OzJDqEkWlSBlgOYF
/tK3+6zMN2GjAYmNgSDiqVzpy6Fc3MB0WfT/AOxLvzYZZlZ5NEMjqDMx3Ykgk4BCjHXPWprb
TIdHlNiNBfTI7eWC/W3tr8ltMkHkqb+LacSQndgxr82ApwRWiemxMrp3RSt2vblo2kl/tEXE
Jv8Aa0qqdUjVWAv0wQI7hBwY8LuAHGa2LeKa+2xwaquoi/vGMthNGFg8QLi5/eSlm/0e5XAX
YCpbajCs/wDsvS723fT5tDlu5LyCPUTFBfkrPMivu1K1bcAoGDuiO11JXrxi4DoGoWMunPYC
9bUphcixe4kX+2Qv2hftMLswEUibAdrfNnjJ4pJJ7lWutS3qGmW5u4Lu/wDDFvfR6rEttHql
7cqqa+yysTBeR5/czALjeWYb4x93NR2U6xr9tkuWuN0kdnBJdbgL795bg6ZdrniJSQqTDgjJ
B4q3qOmJqWoQXEPhm5v11+zeOS5lvdkPiUrKzAKM4huVPzAvkkq49KqR31gFMxvVnW+tobKS
9u3bbrCJJCosJgWJgljyo8w4GMsDg4oaV7dBcsSSwt9Ct1jlsLW2EMDnT0imd2a3BVR/Zj7m
+a0OBhyMDHBq5bWI8OQXkum3E2lNpcEkTSWX+kT6SHWVhBG2f3kMg5JwRv8Ac1Uhl0q+eIwW
SskPmWKXN5JmW3X5f+JRKd/3SCQso+XAXjrVjU1TT7aa80+b+wrjToJ7Pzr0NKNLQmRv7OnT
cVlikwxSQfdY9iAapWtZ/oKScdhj6Zp9pM95cNbQmyP2iMWaktpG9mP2iz+fDLN1kQZ2/MeQ
OdDWtD083smnTeGYtKltnN1HawXSyLGp8kJf2zDAEuBtZMZxg85rLtYtJ0a1k/4l7aUdMuxM
p+2+fJ4eMpb94pEg86CRiDtUAqGOat3kVvoF9d6Zc+EbjRHhvFvTYxaj5hsc+Uh1CE5USLwA
0YH8IO45NFola2Nqz0S4ntIpz4Q8Mzl41YzyXBDSZH3iM8E9aKor4aSdRP8A8KZS63jd9qi1
pQs2f4wCpwD1H1orW8xWR9Ifsx6JBYeG3CIxVLFyDC+ccD88V5x4uV5Y72W1hhmaSdpXjuJA
qyYJzIST8sg6gdzXc/spyN/wjEjtezJ/obkFVye1cLr11HMmpmG+mZxM7sqRgE4JzOBkY29c
fpX02d2v9xlhHc4ZZPN8UWJHkyCaL5JYiuJcEgmQDgP6ZxXpFvNNaeH7q/unhtWESKLhiGXD
/LmVcgAv9wjPAINefMFm8Q2ki3yl7q3SRdqfLfMM5m6jDjH6V6UlxaWvg6+uILoiSaNZEmWE
Ospb5QWQn+M5TB6da+apdWd54rqch0bU7i0ewudHXT5JZpFMpkl053d08xF+9KkpypG0lRtO
BjmA3UW2NItdeRdoutkEX7yyJ8rGowsGO53OC0YyQSflGBm1dLHZanK0Es2iraPO8VxdL502
ks5YF3TnzopQAoO1tpBOOaoW73josenXMzRWnl3zPDJtFmrGMpqkbB8yxSDOYhjac+uKwkrM
lvoSWmpLFBa2/wDbly8MjtOdNgtgFmPlqwvomPy+ZwHaLcG3qflzSPpzYkWS1WT+0LVbiOGG
VGh1dSj5uCSwMM4+ZgmQ2Rx6UljeapIY9Hl1hmnVTdSaTH8hnXCONSt5A+NmCJDCH6jbt5pb
jRLx7i6s9P8ADN5L9sjW6uYxeiOPU/kZlu4zvGCrENt5GG5PFZtWEnYjKWmpX0t7LLFqh1RJ
YvN1CBEi1dB52BchmylxGQdm4ZIHem6TYLPrFu1lHBOLppbW2k1cCJpSv/Lnd45VV2gxP0PF
WbuzvtTE4j0R9WbU4TJFALpY11yMCRgzYkxHLEDxjJOG9DUdtHe6rcwq2jf2udTsytuLu6Uf
2tGmD9mlxIQskW1trAEsV5FK8Qvrcz7aSysrJrjffaNPbtBbzxRwl1gDPCWguMj95ZZAZGxg
KW7VWuGhsLSCe0hghSwvJfOeOJXuLBjGPlAIw1mckdvlJHtV/Tb+a00qW3/tW40xZ7aCGze6
KyK5Rot2n3B3NsRc7VY44bGRxRf2Wrxobya3ewmtp2tPtb3yyGybbxYSgy4ktmJG12+YB+hx
UtX1TB2fQxtQS1trqe1kslj+zTs81npkLN9mDmYpc2JK8R72G+Pgc8dswX94yTXc1zoku2K4
ad4bKHMUimVSbuwJAMTHO5kGMndwa0riDVbeaULZixWwnaKeIakC2kbnkKiLcw822kBUENyu
04I21DKmpR6lMLhXs2hmka4srW6Df2erSDFxbFieD/GjjGeRSvbYtaKxjeCI7++1PU9N8P6V
pV7e30sCwQzxtEdRcwxoPLwo2zbjhhg9c9Aa87/Yr+Dt9pfiu++InjfwReWuoaZob+GlF/tZ
kdDNsPkHlbiNg0IPyjbgg4NevfAWPWD8RbdJNLt7m9j1SwlRIL07XZkiAnhbdkM/cZABPGK9
Gu31CH4kaxpt5cWFpZ6Bp8WpS20bPez2TTvLcf6TMXdVkHlyMq4+UsCSRXxfF+b1MDh/Z+zu
pRbv13t/Wx7uTU4zk2zU+HccniSM6uLrTzavfI3nX9oVtY4ZJBPDCApDxOEMvLcEsynnArb0
v/hIbq0PleGfCsttZq1vHFZanBLDvkE8XlzISShHlx4OBndyQAK57wP4cvJ/BA1XxfrEuiWq
2Krb399LbQpNbpDPGUkMzqgJMiOMjIzuAqgnxK+CfjTU18MeDfjn8NtX1m+FzE2n2utQ2oml
EcLpG6xsA7Axtgh9pPqSRX4jOnl2IxEq0qNRLTXl07X2l+Fn5n0FedCl7sqiXle3/tyEt/E+
iaBrgC6n/wAI9dSafJqP2dUS8tyGaO5ZVkbcygFZW3bs8NwMiuP8c6N421O/sbD4Y2OoXniR
9kOj21qbe3ur22eSdJ7NZbpNkYIkjkL8HjIr0cWUWmPfNc2drqunXspNxd6PfRQWsQNwYxHJ
sSQMPLuAfmJUhOOleX+E/iLpXgn9qfTJLvXEgttAEF5qV2t6Wt4rh4JQwnlc5SIG1AVlG3c1
fQ8M5dQxecfV6GIapzXvKVuvpJkVqkY4Z1Kb1jqrPyOD0vV/i94R+JdppXjf4E3epeFZftN1
rmhfCy9kv9V1O7sI3jim1GS5EQbTbWa2lkKQgebMFGH4B9I+LNtLovinRbmO9tE8E6GNR1ux
1Dw5a3Vw1v4OhSxc20zSr+/vrp5XLjh40c54BFeF/sNeKrf4u/ADwjN4V8Q67P4z0bxVrN9r
q6JevbX39l3ustqkE4kmCpO+ySbDLxgjAIyK7L4l/tT+NvHnx31Lwf8ADLxF8Qtf12+/tTR9
U+GXhzwHJaHToLc+SYZby7821CO7263EtuoZwX+aMqor9py7L8Tl+ClhpKHLB25tVzddr6p7
Pt5nzGKxHtJwqxk+aa1Xb+uhteFfhn8Lf2l/2fPiT4/+Ntxd+ING1rULfURc3n2iCTTtYdXl
aK0mn2xzRLm3jLEKAwMak8V846Bcar4Y1p/CEPhae1lsJklurSHTJmlsohcLc/u0cEh2RixD
sCFDHGSK+7PiafBH7LXwX8M/A6x+GnhnUoL/AEWeLV9BtkeWzu51igee4kWXdMNs6uVk3ZAV
VCjt4po/jPRfEHie41vWrnUtSsdQuy660Yg1rdlJmtd4VdrgeVIqlnwdq5Oa3h4j1eDXWhDB
upKcEnyu2uvbXZ/gdNHKo5lGPtJNJbdL/mfD3xb/AGO/2prrX7zQ/BfwN1O9hsrt7q7naU6e
l07+YsDpOzozjynSNkA3IX6jINN+I3wF8balpHhb4E+GfhDrWhTxT3WoXF/qumiS3e4uY4nu
Lh7h3YvBbIh8uNSXYKoyTmvuDwv4A+Dd94csPDPgWzvdNtrUyvbWxurqcmS6HnMVFzJvk/fW
zfKGOOCOOKq+IfCE2gRHQNdWPUdFuVYva3EUogKxSs7ZVpA0TbLhQNpzznpwfhFx7HF4pc0X
T1drqS1fW3M0/melPIsOkpHz78PfhBoPwpfwvoI1Ke50a1vr7SotX1tUikuka5COVYtsSJfM
j2ogHDHOTzXS6zcWt29/Yahp9tNevEq/Z7BI0Ny8u0owVyqlW+zAlTjkcZzVX4oWen6P4Lsr
/WdQ1OW1sbtIbDbasxindFiYPJHujASZE+faWJ2+9Qw6rqpbVfD/AIy0HQ9O1PQ7p7q6W9gD
G6WAZi3S4BA8uVwqrw79uCa6MRSqY6pCusQ5t9/6/U9jAezoSlTgtF2Kel+H/D8dpL44OuWe
g32mXxe01l7uSUBIboecrwQEedEqzEGNwQRkAjFT+N/iD4R0DxFrvgPw/wCL/DKW15Mby8vT
49trOd7t7QSNItsY3mit5HVMtlTvyo24BM2sCe3+A9xaaTcmO9OhTTz3DFYI4Z5TJG6s8g5Y
eXHlQSAMHq2KwNZ1b4SeKb3UNP8AGmn+D9WtfDK6b4hmnvdCv41Md55VzKPI8pmd1lWQlSWA
WQFAAlaYFzquSlS9rrol/l/wTLMVHnjBT5W1f+tUem/seeHNV+L3i/V9A/Z+0ew1i3tLeGXW
fEniK1W68P2+fKkR0eSFHu7olpUTZ5gVeWYcivln9tvw5rPw78b+J7Zk13w/4jAFv4utdLuP
tOl6xK1zLEEk2gLbSbFQ/KiABdozX2n+yB+0P4G8W+P9L+J+l+N7i98Pf6Rp+o3l1dyxtpER
37VmhljVo0CeWVfaDkqc9a+d/wBtT4pfDLWvi0bzxR4kur2e9tZbvU7a4tlmgbTLiPcDK7/N
JL5yMqbseXuGOSTXRlGIjTze0sO4t3T6ryvtseLmNKMqD95PbWz3fzZ4L8Gf2kNV+CB1e507
wrb6lLqkcTSvqV61qkO2SKYhVQHkumAwxg84zzXqvxm/aT1L4keA20jwpcajbO2nC68UaVf6
UZY4FDToqWsjAhowCnJ+Y5GW54+c9ctNP0a81TTfDJ1C8sft72tpql3AY2nESbisiKXUuiyg
N8xA2ZznNP0G9/tTXLC1e4M0V1p01kv2mZ28s+WVUvyAFD/MFPA3dDmv1RVG6Ps4zai7dD5j
khKXM/xOAsUkWBbS7guQI1jcfZiI5lZFWTKksTuBAII5Ujg5r3vwx4g8NfG7wPp3iX4465qG
h/2cW0XWb7QbC2RvEEu5GjuFmB8xpohKpCY5c4GAzEeKXKy6FeT216IhLaytJLLaxM4VmClc
jO0jZk4HQ+9dR8RNYtvD/wAK/DPw40yOCS8tLyXXbuMFWa2ubjao+eN8Oy+XuIxujwDkg4rk
x1GpUcFT+Lut7W/4YvD1Y0VeT+Rc+NfiPTdc+It1pnhPw7JZWXhu3h0qztNRs/sl5AVjy8vk
s7FHmdcu3O4qSc1q33grxL8QPhJ4UtPCWmXF3d22qazCY9I0yWZmM1xbBI5HCOomcu2GJjBC
4wQK66++FOo/tH+PrXxhp+o2NkjWmm/29f6tpclyWmuIVmgRYIMPcSEJM23IVY4ZHchRz9T/
AAA8L+DfhRfXH7OfgH4PajYab4l0qTTbzW/CXih73UfFF7aiW3e9kcTI9pbt9pjZQqjYOxCj
Ph4/NamBwcVSp81WNvdf46ry16fLc6aVFfWWqm3keKeBPAdj+x14G1PUvGXizRvEfjrVrqGA
fDuy1SCa30i8eKfL3kkbkyvbwpGzxL8nK5JxWF4i/aU+POhXmm+NfHnxNgt7yUOlpcWNrBZ2
800kaXe2dIFV4fkPmKdpLZwCcmn/ALR/i/Qb7WNKufCHwk0zwToo0O50LTxplpYWzXrWkiLe
qWUlmC3ER2GUiZ8MzNjKnyvWFuddsl0bStc0zTXgmimZpNPhc+asvlrM+3nf5R2tsyNrFgOc
niweXYTEXxGKg3Um7ttLZ9uit6X7tnbicXVdGNGmuWEdkrr5vXdnZ6Lc23hzWJ/FU2r3lleW
km8XN1p6NcrE8bNJOGt3H7zZcKBIOW3j+JSKj8L+JdQ+JPieJL7xFDqc2nx3d1a2k8EsiWhl
tVjEglc7mkPlKq5I53EY5Ncb4t8W6KnhVtVXWNS+xXmqAahLp2isiBNwVhHuUMVLKFDNwCa6
bTL651vU4tD8NaPcW9hCpmun0a2IiW1hkMqxNhhL5YRhucn5l3BOlelLD0btqo166WMKdSM9
HK73/wCHNoX99dT3N5e6bp8cFtq+6+t9CUNbkvLF5cjO7szRmNuRnPAA4GTFGPF0V3c+FNT0
fT7U/wBgmazkuYPPG6WZ43YMqnaOUWRuXRmBxxVa3g0zUbjStF1rUUtZLQHzo5pXSFG+cPLE
SCFhQCNVJOM4yap/DbxFqHxM+NV3q0cKrfw6de/2HYx2LSwbYirhAQ/7uPActnJYA44pUo1q
cZuMlJIVZNzUb2ubHwR8R6tZaJ/bxuLGWHQ7uPS71wmH+xROXRSxAMpVm2phckYLFSOfvH4N
3V4jwRnT1gna6Mcsaxq0NwqFBsjcDb5oAYl8/Nv77TXwr8NvD19caw2hazqqtcDxRJHqlsLz
bDpMP2nyljdUXMcLeYsgkXKlSAT1r7b/AGer+81bSNGl1Lyw8s7ySqkm5OGVTLADgeaCpyMc
gqeK6IOreSnC3VGeMilQjrdndxR3IvoGOk3kYuE8q2aOEfvY8EfZrjAwtyCf3cq5BYAE85qt
F5bp9rgsNRBhuZ4IprhFaWJXaQtb3Iw5k80sDGcnZv7AVORcWdxbQSPdSxXcmA0ibVvkVSS7
4H7u+Xgr0B28HvUFobgW0lxALm8jmupovNvplBuV3zExXmAwJIJ8hzzlucYrSKbWp5W5O8S6
bevqFrDqVrFaXOx21i3Mv9nO2z5rhfmE9u6jaVGdrKTgVr6PFNZ6jAj2d5YrYPAVa7iDtYMV
hXzg5XEtm2NuwkcY9KpWfkf2jcXGn3t+ym+Ebya1btvZyYyUug+7zLRh90g/K276VHZm+s7y
0mty8osp4of+JrFl9PzHF+6kBUbtPY4EecY3KdwxTXkBZxNJaiC6083cLCOa5+wWRUnh8X1s
RkCFQBuiy2cZ4p0hur0Xlq1uNTW6LXLxaXJ5R1mJHuD9q04n/VvHx5sf8W3jFM066uI5rXE9
vEYbiGczxAMtuSH2yR5DA2b42yLkgEEg81LfWkjJJp9xb2rK121yP7Et/M8nMs5W408nd+7G
Ns0eW5UnI3U/QltroX8afd3ELQ2815LqVkVUxTSJba6BJuK2w/5YXIwXLHA3xtg80y3vxd/a
Jo/Eumwtfi3tc3kfGoxqYB9nUNtCXSMdr/3i24Zptx5r+VBLYXEpuk8+4trFQbeX97kvaKyt
5c3G8AqoI3g561Pby3+rrfQm30TdqKRGbzrPbBeR/usNBuVSt4pOCBkAsPlwKB2s7jZNR06F
E1I+I7KzEFubQ3GqIwEahFP9nTqetxxlZcZIzzUs+vWNgZb5NfSxSzjkt4bjVIDJ/ZgK3Cta
XqkHzWf/AJZyjOAAMio1u9cvoJdRD6GZjpqRw/2jCYVuANuYJwUXZeowPQ8gkbTnl1xcajLB
PNoaW01xDHNBavq0QIBzLutdR+QDzjtwjrjJAJ6027is76kcWuWVrbSJ9uMMmjXDtHHM7btF
LsQXnPWW3mDAL94Dd1wKs6nc6fpWpz2kOg6jpT2kqXrWdzemWWxdhCv25WVvntyDtaMcnaGx
iqKQ3TW9oujWbwLBcSRWRvbTP2YNId0GoKUIlt2GfLZcFcAHpVoxXy3EsOkNdxW1ndkLDrSK
9zZXGIgY3LB91oTuXGSAQcADAoasricpc2xYtfCck9tHOPhlcz74w3n22sYjkyPvID0U9R7U
VCnhnTygN54H8dLMR+9WxkUQBu4jx/Bnp7YorrB7n1N+zhbTxeFGZXeIfYWw6D5eEHP0rzDx
MyPY6hGLgyZuC+2EFSGBOJFJ6qOcivR/2YNRS78GO8Go+WRYuAzjKnhQCR6V534mF19ivJ4p
hJuuHLLCeTjncg2f6v159RX0Od6y0M8JujhIPJh8R2LLo/lFkV2dJdwuev71OflA64r0y1sU
/wCEM1SWzlV/NiXYs5Pl3RJAz/s7vuqOzDNeZs9hdeJ7O2vbQoyYZFjtTGxBGVdCCd6A84+X
8a9Nt9svg/UYLtXuvPtGaeOdVRLg8AkHbhBj7uMfMBXzyS2R3njt3cWqa5Jdaa72YjvpVgfX
Y/ONs7MVY3OV+aB9u1ckBWHUYqGBms9sUtwYnt5VudygmWzmZof9LJ2/8eb9RHkhc9BjNTal
PANbN9p2tXt3cSXckVlc6jHGRdfePk3u9W/drztJYgt0weKqWi+G4IIHtH1PZAyC2uRaoZLa
VhEPLlGzP2T7pBbcgGflGRjkluK6Jk+3WsENhEq7UlNz9gRAZOEVvtkJXG2AH5tuOAGHOQKj
uNMstQN1ato1+s01n5zKj+Uk7BXb7RAw5UJnO3jcrYxxTGsNGhtNofUYvIdpw8SI89tO0Sln
QKhLWWCMsPkAzxSXTLM1xHeR6uDBaq08EB3G1kEbHzbTC/vIOfmA2ZV1Ow9KhxkTJoDDHcpL
alvtiX53ypC3lHVVHnfvbc/8sZAQchcZK5PNVHtl1CeKQqb837eWiwO8K6yI2GIQwI8q4j7s
OWI5q6FNxa3KS2puIpr0fb4dOuQXuD+9Il04+WA2Sp3JgcjGBjmEWVhqt2kireXkt7aD7TJb
FhDqKB4yGtgI1C3KcF1ADZDc81MoWs0JNXKcWpXenQLJBrkdj9stILe1m1GzaVbhVaENp0q7
sLKu4r5vyna33uKBZWUN0kFpZXBMMzWib7iTfbl9xOmzb3+dWxtV2ztO05PFLZuJIJjZvAyX
VvFDeNeT/utUiUQhLcgxZivYwxBPUgj7wzUNnb3MbwyS6Vfzs119khknkYnZtb/iX3I2HbNg
4RxnPBB4xU2mN2uUr2DT45pimly2UdjPLC8M8waTSJXkm2o6hgJLebLZJ4RmbipG0sWWtXko
0WTTUtLxJh/pDu+nuzqBMoyN6t9xhjjhqW7sYZpmn/s7U0NpeyWsTXczlrMu8oa3uBgiWOXO
UcbgpfBAxio7SGPSdea2gW605bS/IjluN7Ppm5hhpASfOhcjbx90rggZpS5r6sp3auhvwbt9
MTxrHcXXhtLqGDUtOuriO3uiY1UiL97H8x+/3CkYOOa9U8bLY/Dv4qT6p4e02y0S11rRI/7S
8i3hjijmineFlkSPIkZoJwTnJwvPrXk/wgurDTfHtpcX2g3FpBBqdhPeD7U4it1byN08ZJwY
XUk7eikD0rv/AI93XibRJdGmTwfp8kE/jFngu7XxHDFMkKK1uHjglJe5kdvIb5AFVSzN0r8u
8Q7rF4dwq8l4yVrpXa10X59j6HIpe7KNup+fP7dvxAvPiB+0xrNpbeG7DXLTwjBb6PpOhapp
lzLaG+ktxLPeMsaSfMHj2ASYwOBivLPBWo+KPF2pX8Mvw5jMSW+ZotO04GLEbfap2ZYQpjgC
sRuJx8uK+xPF3hTSNK+NnjbTb7wnomoXMvjTUdQvbrxL4ilt4LO3kENxHISrf6swyv2O5w4X
gVzvxD/aet/h/d+Iv2dbjwHZPpni28slD+GdZgt9O1mzYixaclkQQr88RYgt8itnJrvy/iHE
08JTwuFoqryxi2+ZLRbvfueusBQinVq1eXV6fldf0j5k8CfHJfCHiK80vwX4y1j4eeJIVW1R
dLuLqz8648p0a4EcbFRACFLF1yM+lfYn7N/j7xP+3J4U17wt461K91pXstRttavdLsHtbeG1
aOLy5FDDEkqtLOqfLkO5flRXzB8fPhp8Efhv43PiPTdUhn0zTLiW9/suxt3uX0gyTK8VlNKh
JuPNkjCKrNhVZTgjIrtP2FP2wIf2W9a1jWfjZpst54R8XXMKzaxpMEe+wv4ZpZJbx7MKrTxl
bgBkhb5FjyU4Fetm1H69ljxuCwrnWSTWnvNX1s3Z7XtqjxZVaeDxCjVlp1ttbvZH0L8N/wBl
jw3+xH4m8Qa/4a8VXmn/AAy8RaTa+H7Pxr440ybUb/wJ4gtp8WOpXkLbN+nSA+Wzx7UjBTdw
TXr3wo+B1z+x74qtGu/j7qfiLUbTRHbTNb8W6db6ZpFzb6jew6jfXEJsi7TSzPAyrPO4QttS
NWNbVhrPgj4iTf8ACf8Awp1rQ/EJh0qDOvaSPtljqFlJBIJLHakoWRWmhbcDHuj3jjdmvh/T
dM1XVfjd4i+FXivRjceEvhPrKy+Fbya7MASy80XcGlyq7N9uij+0+ZErhRbGBQuWzXjZBxJG
vgqlPE05QrU4r3paPtqrPmeyu3fyIxOEi8RF0neMu19P8vSz9Ue6ftS/tF6J8SPjRqfi6xk1
JNLiuYrHT7C/V5TDbxM0rtDgKVWRJ977s9QfpzGg6tF4o063SHVytrcWImmiubCRl3m3aJFa
RXJ3b4VPpyueleRfHbx1DYwaPZaz4hjFpfWU5v7KXy4yVMZgeeP5t8jERqTtBba2cYrpfgbc
a1eeFIvFuv3cRtL66WRIdMvo/KJbZcpar5yjkRIV2sCS2SSc8cWNwvtabxc6/vN9d3966Hfh
bQqqmnotj0/WLLSZHmj0m+l1GGRmmmQwhhMFeOSMN8wGCJZsBcH5TnirmiXUIs5NCvFu7mKR
WSPz/JWSPeXtiPlLlQDEvXkAqKr+FPCl9fbAtpbxQxp5aXP2mNEGDJFLIzNhVRRNCSx46egF
cXrv7Sv7PfgzWG8It8W7LXb6zgaWbTfC0M2sNEI1jk2SS26+SGEsb7vnY/MODXztKli8TeNH
960+iv8A8D5HsVKtOml735fpqYP7RPib4c6H4L1bxF43J/4RK3uIzq2mT2yy3LpcSJIkasql
n3AybXXG0qQa4j4c+KvA+tiD4V+MtZ1GfUtAFpBofiG0j+2W2teHndhBJOjKrM0ccsUO/POO
ScYru/Fnxq+EHxa+HHiHwZ4e121i1jTNF1C4/wCEX8UwDTtTkgVJIw8CSDbKzJMrjy3YxlAS
teG/B/4c6v4u+AvhgeFPFP8AZHjbSb29udA8R61D5v2uylO1dPnkIKnD28iKCAF+98uc19vg
qbjlijjsO4O6S+f2tO3Xv8jy4VHWxz9h73o+p3/jj41+HfE9jrPhnT/AHxFaPQyov00Tws8C
tKUihRRdT7be1i85XUTEvksHCtjFbH7M/wAUfE3iNdYsvEHhS8OpwWjJpugDUDfRx6fAUt2s
jfShmmeNbhpjJkZLkKEAAri9W+NqeK/CusfDH4kyyaD4rgiiuH8J68tzBYyqJxOgjXdsuY2j
JZcY68dc1538N9QvfBWr2+o3cUdtNpusWt9DfTQSgq65afbCmflGVQgkFQw4OMjuweV4OvgJ
0uSUJPVauV/PVJW80XOftMQpyk21p0VvJ2S1PsH4Z+D/AIdaZ4d1LwHZeD/Deupq/ilp9G8V
TPc2WpfvmIltJxJse4kVrdtkqll2sEHSvkv9pm/tPib+0TqQ0bVbZtB0q6ttPu9WtpJZYDGp
3N5zoVDurzFTEmWULzjk16t8WP20Ph347+FdnpCzeBbuw8MRyX+jeCPGHgu7ivLfylEh8m6t
2ZHYAvHtIBOzczA5J+Yf+FpT+KNdYWuheH9BskeR20zwxAEjW5aPyo5MyZBRQ+WAIbc3WtOH
Mtx2Hxk8Rzva1pWS9bNXv+BljMfQq4aOGe92/l0/4Y4+40vUL7xFqHgfT9JMWrvqANsIL6VY
h5cTmZUWXK/MEMhdmG3heSRWLF4haeFbuS61DzFkiksZJFZlD7RLwAAoB6beecsR2ro/irLE
mqve3tmtxa30SW7XMETQ7ZkiRmieSPKoxXjJyWwSM5rmSIhcK+iube3kkCyqzmUiJ24PqNke
BuCjIzkjNfpFKU5wV0vwPkakHCdrjxqNrqFxPC0UZkNzJ5plA2p8zKQXbIO0Y6Hvk8V0ei+D
PE3xC8V6JoHhTQNRtZvFrhPDU95aIiyRF41Fw0iARFEKyMz/ACjHHU1neDtR0AR2tj46+03U
dlO8+gvdTr/Z+j3DyiUtNZ/dnhk8pRIp7L05NekeD/j9dfD3xrY/EPw+kVzO102onSNCvdlo
Lo71W2MGMqkk7xyBVyCFAPBxXHiaknPkjC3Zm9OFN0nOTV0evyeMv2UPhPrc/wCznZanq8Wk
aHqsfhya/wDD+lSCbxVqAmZdR1G8mDjbAN8cKoCQYg4GFJz02neL/h5feLdP8d+F/FPhq18T
6hBBougrq3h+6bR5nS6+1PG88KwIty09uqlGJymRl6+RdJ02/k8LyWviHXLNtSuL5rO1vLW7
8iSWeSCRrpxFJgybp2+ckbS4A+Xbivp39jb4Val4c8T6H8Uvix8PdVtrSxuDc6Ta6jbmeG9k
hAlt5oVBcbEAc72A81iw3bQBXyOb4LL8Fhp4n6zOMl3ejlbzV7d1c1wUq70btfy1MP44fHP4
KeK/hzffAT4weLdZ0fxv4B13VNY8Iah4RsYrnSLie4uZLqKzjdZGYh47xkMkgDRCI7ixIA+d
PHieNtP0LS9R1S3sYonF5ZQWsWqJLPZ3EUSxziWBP3sDZ2FXlBD5yCCK9b/4KIeHPGHhr4ue
G08Wa1Dq9xe+HpRcReHtJkt7SyeS7l/dwpGMSDYQxYAFs5IOK81+GXwN134h6xYWsetaLodt
qSyy3txfXA86BEJaRDHNtbfhHI+YKgJZiOle5lWPorLKeIlUT5ltv8l/kkt92NYXF1cR7KLb
v3Vlb12E8LW82t6LHpEmpQ+VD4utrq8eKZnaePyUVWcHhcNnBb5Tk4GRmvXLdtO8KJq9u0l7
peq6hdm3jvoolBRTJJDOsUbfPcBoWi53KqBmJB4Fc74SsfAWhax4j174HajLqemeEdPgOl63
f6GLiDUfN3R3Fz5hCjy1Z41jV1OMlgAOa6GOxk8EeHrjxRdWt5JdSzTQO87Jd2aJtES3Pmxc
585GVFzhjzjissTiJVpXVNO/Tr9x00aToQtz9bfcUZ9e0f4VeEZLux0mLUvEGp2UcJnnsleG
1MoMio6mQtKg2ED6ElcCuf8AhbqdvZeJtV8TaVeXdy9lDH/ZcM9tFD9tncH7W/lxNtchZGIZ
SSVI4HStb4reGJV8N6NJa+OLKO3tDGuoWmoSzLFHLJIzR3V3cLlURkcqmMs33cc1x3gLUNd0
3V1mvLN7VksYzKwso3LR3BZEjVM/uiyIuAQGxyCDWtKhRlhpOUGubcym3PEJPod9oEj2eqPo
vie8t5rR9Lk2vHdoDE8dv5ZAjlAb5JVRunJUkcGvuj4GSxaxoOhTRanb3kSyvdXMsKCNZIyQ
ftMWcBZAflK4HGDXwTHPeG6i+IUbTRW+myZs4EA2tcmXz1RZ0ySOGLFskcLt+Y19y/sqXhPw
x8MS6lMUujLJLd2iwEvCxcZvF2nBJ+6Y/QDinTp4eNPni3zbNMnFqCVktbnqRsrq7lW4ayjn
ju4Ibh2tr1UF/EqsBdL83FyhA+VeDz7is+xtI9SaWWPU5tRivbqUwz3NwsLamivJuhuEOPJm
iJzGR1AGelXbFNOsbtbNNQWCSbyrstGxAuMbs3kJB+V14zGByCQVPNUpDBqUt1IuqLqD6jdS
5mQCFNVSOWTjPyCC4hwSnCb129a1tbW55rVjSstbl1LUFu4r99TW6uTbpeXzrHJeyK8Zexuo
yRheAY2A5JPPzCnWP20XdrK2m2zwAC0W6kuQ8odkiBsbgnhrfgGM43Bto5xUVxqelXurSavL
qlpqiXl35JvGhKJqShov9ElUBfLwQHEhHUnk07SLLS7q8s7qKQXmAlks8weM4WOEjTpuflC4
O2bBBZO/FVz2JILaG6toYmhi0+wjivhA5EqKlpMzNiIdjavuVmPBB3EHjFW7221aG1uxdW8F
h/Z+ok3q6fcoTYvvm23NpIR+8ifK+aCD8yuDiotOFla2cFuLOzgSwf7PNHeRCUWoYSYtHG4Z
t5wTmUDCMxzinSiHRftMUmntoi6Re7ma3PnNoO95gGiO5RcQTjG/5flPJHeghz1NC7uLq21B
bK4eYTWlsLjUdJsJAI7VTMC1zpp24Z+jFUJ+8wxzVnT7KSR7u0l0mwvSyQ3AihI8mdP3OLiA
cf6URkFegbBxUFxfWttFbWc+sPappX+ljTowkkmhDzf+Py2dW3TKQSdgdwA7ZAxikNrLfR39
laeGLC9iaO2vZoba4CrAzNCV1C2YMwDP1aP5cOBzRezJblzE+lJNdWl3HZWGl6os9h5iRXs6
eVqUSgAtKwx5eoJwChJOOccU24uLe43pb2QuTfxSxpJeXKINRbFxmO/BUeXcrtwhOGLKh5zk
xXmnx68L2OLwPZ3cl7aLexLHeIEvUJ4vkKl9kqklJI2G7DAkipbnULGdt02hx3j6hEzLLtSP
+11jM37wkv8AubiMKflYFnIIB5GDnfY0TTVyWGa2mtJWW/lnaS+EMc2tQLEWJkOYL87Tttzn
927H73oQautfGfUHNrPqFyijyVuda8tbqCTbCBbTMw5tiBjeTgEZ4qjaXGlzXEn22OHVmvpZ
IIZLqLyP7WG//jzuVLAxFBteOQ9Txnrm/qd4L+Nr9Lv+0C4S0W6vgEnYiOEHTZgSBsPASU9D
/EetXo43BmeNTvUGyW/8XQMOGhtQrRRn+6jA4KjoCOooq/aaxpVraRWz+NPEdgY41U2KWE0g
t8DHlhgxDBemcnOM0U7yF1Pp39lnRnsPCkp2BClg43StuOOML9K8w8Ryj7Dfxzy3CIZ2VjbQ
AGI7jhV3D/VHua9Y/ZnXf4e2LtwbFslz6qvAry/xNeT29tqEMWryReRO6DJB8ts8RYJGUbu3
bNfVZyv3hnhdjgJZBD4os4liup0ijRbiGaDesWc8Qnr5frg9M16hp8VtL4Y1LcqNJJbAQQSs
YklYc7Im/gQAZX1YYPWuAgBk8S2rz307NDEilXYILfr8kRY4dD3Iya9D0JLq58P6npSGS7E1
iyC1VzGVIG7ZG2RhR97IPtXz8bcx3HjxtrnUfEUsk17DqE13cSR+ZcQrbLeoHLLDOikCPYCG
VsZZh0qpa29i8dlLcKisXjtVS6jIMcoER+xSg4xaZBIcn06Y40dYuLjUPEmLt7XVYbySWGMT
TtEupIm4G3cbiYmjJJDAHdt6HiqGhT37pbKbYNHLIthLDc3uA20RZ02UmQ7ol5ZJsZPHriuO
StMh7jIIUe0zLZNbPY/u1KoJWs3KcQoP+Wli4I3P0X5h0pt7a7p5wL/U1ktbNBJblV2ac3zq
Vs2H34DuIYZ+5g1LFP8A2fCi6ha2dtNaSLBIUuWkGnb1P+hKVceZauMEyfw7iCOKdfXFvdK4
TVJFbTrbPkk5bSgRKBHHlgJ4WYBW2k4VlNEjOTSKX9i39vBcJb6RZj7LemSZbSePzbbAlO+w
CjEitgPtw2GRsEE5qFrOe6TMMFrLJm2ubk2M4VLgmSLbc2R25W5/hkAzk445q5LpVsivdw6b
b2y6fqBkl+wXLPJphbzMTWvz4lQgBiOxVxUS20NzNO8PhjTY3a4gup7bS7w7YSzRlbuyLMcu
4BLIRw4UVm4PewR1ZUlhyHCW+nXkF/aoVmvHXyL2NRDtBIjyl+pbaVPPQ4OKotDbS2q+V5jL
I3kBXiG65Vd2YJyI/lvVwTG5IJx71qXMOmyutrP4Y0y8i1G3R5IBGGjvI2WE/aYj/Ddr82U7
Y9hUAjiWNoF0+B4rwf6M0inbdqodgX/553i4yi9GBPIJqLtysWYupW0Ul5d3sc99cAXc8Ec+
sRlZhG7yN9nu8q2Q5OYnJO0sBkAVoxw2J8STtHPOJYr9os63ECYSQvyTgg7o3+6CWG1l96pz
3dlez3JaOK+ErzxxnVLUI95guDFNlch/+eLn+LHHepRLFa+N5rso9xt1VlDa/CTOm5I1MNyv
PyMMbG3D51xWdopji3yor/BC1t4/Hlhb3kU4gXVNPdLeImSMIwiJlAKnNtJj7gz97Aq38LPC
nxQv/F+tfBT45+LbTUNK8baTqGufCDUdT0BWayujePe+RGpAmjS32qFR8SYBAyoAqv8ACK6t
bTxpp00l6YUh1nTncQIoCEmM7hhc/ZzkkD+EkenGB/wVAiW6+CFr8PNBtdatL/QtOmudGsob
mVliNtLJHNdQXbyCR2UOgPLOxI2jA3V8BxolUxGHws4p+0uuZpabW/y0a3PXy6daFKUqe6d/
uPKPjh8atM0VrDxf8XLZfBXivTLaTRPiD4fvLCOR42iecRXHmPC0UltE0wKI672SXZk8GvIv
HXxF+ButeAra78WeEvhNaPo2hwFNY8Fancy25uXgRvtEemI4jtpDJGwaMAKXJyB25+9/4KJ/
tFfHPRovhv4u+IXh3Xraxg8ux8Vax4CWfVS7rHFHDc3MTbmjEm7E0aedkZPUivqL9pv/AIJz
fsvfssfs7aV8dtE+C/iDUfF/hvVdHm1p9R8TG9kvU+1obu6OnyK8Fz5i5xEVbh1yuQa46GFy
zh6VDC4yMlVm2o+zd0u15NLlS7Xlbqj0I4/EYhSqQXKktb9fTVXXZ21PiifxRa654auPiVf6
hqVn8NzczXOl6VqGPtfiLVrYiKBVY/8AHw4EokccrGq8EmvKfCWreK9f8VwXNnpVrK9n9oFv
pltLdwWYLD7P5PmmTKqzfekByecnnjuvip4j179uX9rXxJ4/07T9J0O/8VahNPFYkvDb2dnb
2/O87VVZDFb4LKqsz4BUZAr1n4WfsFfGfSIIfFmnWFm9rezQmDxF4guo7W12xEzvKLZz5xgd
JYSv7tm3pgcHNfo1HF4DLKXJUrKNWS0V72/zPGdKtjmpNOy7/wDA1PsP9nP4P+A/2WodHfwV
qGj3GuafpcP/AAlXiDSoIxB4nicC7mimKP8Av18uQ+TITuVox82Ca4T4weHNMvfhrrtoiT6Z
DdeMJhBYahPFJNYxRRFEt5SVXMQEkZLsd3zY3Gu0+HXw+8N/B/wD4f8AhdPryPeaRaCC3diy
NdOLa4hLLGELFBI+EULvBOPU1xX7SOuazrnhXxNK9l9jtZ/Dl1dSC5uJheyxjyJU42Y3bo2K
ocEheeDX5jKpmlXENcvMubV2Wq773PbpQlGS1W3e39ep4B+2BZyar4o+HsekeOWGnajrEULa
dG8KxmGS1jckSxhjFny3Rdu7IJAGTXp0Wp+EPhR4Zs/EmsTm6ujczQ6boWjyx/atUkExgUr5
ijavlzFzMceWgLHnAPj/AMW9emjk8P8Awo8PXOh6h4ZbU7G+8IalJockt1D9tma2uHjhCZtZ
IQS4ErfKWYIGJyvr3g7xR4N+Ivxb1G+8T2+q6l4Z8GNa6RY2GstNF5eoXFoLqa6jihAkdSIF
BZ253DPGM+xmHPRyyl7eneEU3K17tX0Wj0ZtltONbMJU6b5bu17HBfFzx5ffEnQPtnxF+Jnh
bQdB8sPbeAtX8WxrZbiAizzqihrycmAqY5MRJlWxnmqtz4w1Tw14b0o23i/QYvDGwnTp9Kmz
YsN5dY8JGAJAsxAXg8Hr1P1dd/D74NeINPh0CP4I2gsonS6EOl26R2bmGYu4htiNx2JcIwdn
Kux6HFcB+1H+y54Ob4KaD8NPBXwkuPB00lwGsr2XVFIvLqW2cK82GLJH9ojJLgK27co2jBPi
ZVxFkVatTws6coa7PlaX5u/nu+p9Ti8jeDpSnBp6X82//Ar/AJHx18SPFaxeDhrGk6t4b1O7
0S/t5buzldoEjmBdWlVXyzEOqZ2gEDHUE19gfBm/tPEHwXs7nQNLvV1aWO61K70u0gE93dws
6Sq2dgUCRHdmRR0Ax1NfLfxR/Zw12TwhpfwltrHwrqHirxXqUGg+GIfD1zdmYv58cspZZMoz
+XuZWHJDHJAr6i0L4SJaW8Ok6R4pgil0SKGwvDc2pje28qN7Ys6hgyzEwoD2OSBive4jqYee
DpQw9X7Ta6adLrseHllOVTHzlV916L/NXM34l/DfRfjTamD4u+HPFGjalE62/wBteJzJAyQt
aokYYnK4eI4XA+bA5HHiviP4Z2VhqE+n/FPxWZ557fzLHxDYQL5U8MkMQiMsf3sgROGEeWGB
nqTXvut/HPwzbwatpviq7vDNaiOaV1ihWKb50uFj2ocTMzeYx/2sADg1zHhK3XxzqWpXep+D
bGIvHaKltexBWijUzRhMAECQLLGzYPUgDFeZlWYZ3l9PmrRap323V/J7/LY9DGUaOJmow+Jd
7fpa/wCZ81ax8MdNOqXLana6BfxLvjbWL/TXO63Eh2v5IGPmUq29uQGzt9ed/sPWLkLqN/CB
LbxfbPNCosUMf3y+FK7cAKHLcZZQfmFfUfiT4OQ+KPAV5beEru3bWbTVpRZWsds1xbyE6fC7
bQsg8s74iWJG0bcMDmvIJdF8feDtYuvAtr4mvdL1TXtEtbW8nuhDFLcXSXeFeIW6kQRSpdKu
JBtOTk8V91gM5oYym1P41pbrY+axFCvQa0un1POvH9j4jsfh/rfgzQfEc9xoEtxB4m8S2QjF
lHt04CIXXzswkYreqoRcN8nI715tYWn2e7RprW1v2FuSqzyHyYgbd4klkMODlX2vjpnGa9H+
Oi6r4R1/RmisTY6hp8s0skN7taSCSBUiaPdgLIWMTA4ymcKGzXN65oUHhrW0s9O+KKm2vWTU
LO9h0+4SOW2kYSxiM8ONoLNJ5mwL5Y+9lSfo8NOhOmnGW589XhFVpNnKSExWLQ6TcSyxHUp5
Y7iaZcOSyIUPBwhDO4ZiTwRgVo6dY2rXFvpra3Z6ZJ9rMs0MVjMPJlB8uB8LwGJUEMpwudxF
Tz+HPC1hpy6k3jqZ7uS5VraeKNjaXyEyF5AxXkrsQELuXJ+c5NRrNcax5FjHIjcK4dI44VAJ
EzO7jJAwcndnaAAvXFdnPVg7JmHKmrK33nU+Bfht4o+KWsWvhDwNpttql3omhS3Mxu7yO2a3
Rm+0XckInk/0g7mYsEBeQcqrHp9p/C7wPF4A8C2/wZtL+K+fw1GsereKbm9uJxdyReYDBCMG
TDpcRAQIFCLGMsCa+F7fwV/wkkb2Wj2FrBNYJH58OoatHa+TJHGVDxtKRlSzqY2B+6ecENj6
W/ZG8TfHj4mlvBPxP+K2kyeGJrO9uJP+Ej1y3vNQuod0byRacvmedK7vEM5bCKCBwRXwvF/t
p4GVWcl7Onq01r527vsu56uXRarKEFdy2bkl+f6XZ9pfs9eFPh74j0fT5tZ8K3EV6ktpLpml
6hbhxbJPaiIS2MGWeNPMtZhIQxZ8Hdg16p8Ufgf4A1Kwt9Ql8HaDd6bLJLCZE0ONvs8Uk4eQ
klCxDJKGYkdvY1458KfFnjj4dfEy98Dahq2iar4Y0e7gh8FXkUck15a21vOS8NzO2wyFvtJC
45J6Fua9cX49aDo9pB4J1vxPPpV1qFoYIrmK6nVjcG2kMkXzneuJ41jMijCA455NfzlnLxdT
M4VKSlypXXLK6t92jXVH6HSU4Uorfumv10ufC/7Y3wH+HHwo8e6jdaLZfZf7W8LW0Wp6Lplq
Y11O7leSFcwSbUi3C2XMsWPk92FeRar4R+EfiW3uNY8XTrr17Z6d58Hh/wAOTDT7OAeYl2bZ
pm/dtIuHQBg+zJODX2F/wU0X4c6PH4Y/aW0zwzJLf2Gi6la6/dW/iH7WktlZyRXFsksEiliR
9plZCCMcbjjGPj61s/i14jsI/DXizU9AFtdgNp+n3/hWK4bTw9q0Qa5u3VVtyI9oBRiWLcMS
MV+48KVIY/J6VZV5aaNt2d1pa/l6o+Sx0KMarpqFkn5PT5nmur6j4W8K258M2Hwk0+w1a9jU
XUL+MRq624AdYvNt5I0i85VkVg4wU2jgA1g+HrNLbVtZ0y1Rp2jtjPI62gVbooqFGXa4UPuO
Bzg5wOleq/Fj4X+F/GWk23jPwJ8K7nzdJ1C4Fzr+g+Hry1S7RRAfN8ufG5YkSeMM3zSkhhwO
LHw1/Zw1DXtdsbr4OeLfCevy38YeCK9v1ttQBaWaKARGQFHaQbSdoyDgZ4r7V49YbDN8+vm7
q/rd/ceVDDzlWbhqltayuvkrGlpnw9sdV8Mz+HLySKGaa4McZjuJGtJ592wylRF1WOYEAH5i
SckAkfXH7H1hrXh34WeE/C82nfZDo8rqtm53NbncALljj95DlTlOo9jXx4q/tJfDLWj8O/jn
8ONQium0/wC0aBpGn3ro0TpAxFwggBE0amL58lcd/lzX1/8AshO998L/AAhqE8nnyOPMa5dG
DI77D5mWVibN+SEycMDxRRqYmrSk6klJOzTW2pjmHtPdhODi133PUJorx9bj8nTbywljMcs0
JjDMNisWu7ctwqKSpZDwUfPvUEN5qV2LorfwX0VxPJLGNMT/AI/1WSQF7bbkRSwFfmXncFXj
mpVktLO+EkGnatbCExSXVtOGmFrhSEuLYYYfZgTtcDGUIyvSkDyXUt5FcQpuNw8z/wBlxb47
pPMfbc6fw2DGSBKpyWC56YrqbZ5j00JrjVNRv9RnmOrW2qpfSun2vTYdkOpqSmbVVU4guEyx
38dSCpxV3Q9U1VtQgbUtKutQV4I4fMDCJ7gLHGr2EmOPtKnJE5wDjHfmjc2Tz3E13JpyXUty
+XGjoI4L5AYyWtgQfKvEAJJ444PHFWbSFr/7HMlpfy/aIlAkKeWl0E8kBGRQNl+u3HmDGSn3
gDyKTiKUVoN0m71Ga1imtLCeILC8FqbuLDR/M4NjN2cN8u2X+HIq5cwalpsks1hpWqafa2F8
8FrNfsbp9HmeSYmG4Gf38UnmKQT8o3cdKyFupYYTcx3vlJJbNAtxrIaNeNwSG6Ykhp+vluST
05OK1L6OWyuJ2e7uopI7gxhtVDN9mXfMPs+oqykTKdw8uQ7sA9eOG2orUXs4pFiG6v4Uto49
JudNttKuyXh+9L4aZnX9+SSDdW8nzgRnO0McfdqqNCjgt9Qi1PwRMrWctrOYbG4YNYOTARqE
bFsPHIVJ8rorKB3qQxJDILea5uY/sFyRHJfyvJdWDF0LLfMVxc2x58sHhQ2BzxUqRLDZXi6j
pur4ghhYPAxDWO4Qnz8MFL2jkb0UZ2mIjbyKFJvoJxTdy1e6XeLLeWup+Hby6P2Vb+e0tyYv
twIympxFmIjDZKtEDwcHNJ5NxfzgiAz/ANos00Y2hBrOzz2+1W5LfuJ4jglFBDFabNoxltb2
B9P1GeM2puDBpEpG9sN/plmxAxbOCcwj7r9qZdz3dlqs04lBE8qXDyWqOF1VFEwW+tRtHltH
jdKnG4qQQatNLrqC91WRZtpw7tb31xHdTX8xWFmjEK6wu/Itm+YCGRTysgALBsZbGK0FvLW6
cHUdYjuWnkW3S9kRvLvYiISbCRQ42SjoJD1xnPNZ1vc6hdadcaZFd2tzBLOyRDSbPZFqW18t
Fb4H7m5TO444ZWHFX4dUv5Xmt7K6029adIooprWRwl5AEhPlhcEw3Y3nHrkAdBTU1y2KVmU2
8TGxY2X/AAueSx8k7PsU1ujPb448tiUOSvQnJ6UVr2Pito7KGOPxl4Z2rEoX+0dNU3GMf8tS
WyZP72e+aKYrI+lf2ZUlPhhlj8pibJgRKwGRtXjnpXl/iefUrdrt4bFMieSKKUSqQhJ/1DAs
OD03V6v+y/tXwm4mttxNgchug+Va8s8Uy6VcxXcMqwrIbiSPzRIdoQkjySM/M3bPFfU5y0pP
1McM7HHW3kX+vQPFdECIeRLau+02jtxsQsfmU9CeeK9B0BJ77QNS0+3Z77y7Rk8iG4ERD4P7
lWzwB9/d36V5vp5jh8TRpZan9qigjWJYmTElkDnKE/x+mefrXpOj6ZHqHhy/hnWSdGtGie1t
JCk6rsJMatjO/OG3DnHFfPpXOxu55N4g0/UdS8RTJqXh+41P7ZFMr7JzGuqImW2r1VJYwMnA
bfsORzVDw9Y3F9NZRjRmuI3m+xxLcXf/AB8Iqxq+muA5+ZCuVl+bJUfLzV/WLSO78ReW8EWo
fb/MfyLC78sXxVvvW3AAuIyQ0i4G8ZHfFZOmaQkUtjPLavtuBHaYN4VW4ASEjT5CB+7ul6rL
3C9a5nH39SXsMWB9MskLWz2bWcv2KOT7QH+wSMpP9n43jdFLnd5hwVLnAGKS41qayKxR6pKI
9NthHIshTzdActKvl79wM8LAhGf5sAAkgg0mnlLWIrA32J4FNsy3sjZtFdX3adcLyC7nJSXJ
xvxxxiVEuYLwIdZQf2fbGKGaeMs+joTIpgu8EearjMe5uRtB9alt83kNfChbq2kggmT/AIR9
IILG/Vwba4ZptCZ/McvDl8yxtndgEYORzVZ9JAt5ov8AhFbXEMkF20dlc86cTJETe2TFyspc
AOY8jDrjPOKnTQ1t7GXUE8LXUDaRqSSW9yl3ltDUsxPVsyRsMkAHozdcVC2nJb2F7Hpnhe4j
GmyxXCw2l4WOkFnjK3SbXw6vw4VSv3cHJODDbvsL3k9CvBaG3eKZbnIaaK6lgspV8u4XEBF9
BiQlLnH3oh2zwetQC4eWGN2vLydpTuQlFia+CmRvNb5vkvIy3yLj5wBkYFXkk0dJ4UudHtoY
rme3utkc5kESsEP2+2G7nIbBQjcMdwMVmSR6fPp0ptpY79bgNLHLDK8ZvxGZf9MjAlHl3EWD
mMgM45GM4pc3kGttStrGqTSXN299qM1+ZL2ZFu7q3WNr8+ZJuhuB8vlyjOYmwCTwOBmnrc22
pa49004u5FnEAk1O3MXnAhD5NznDbMcxv1WRW7Gl1GQ6hfTOIRfi/kkVrxHATVlV5RslXzP3
c0ZPytgEtimvJFceIALTUo9VSW4Nvby3Y8oXnyxMbacEhlIwWR9p+YECs5FRelyl8NYLO58W
w2EtlaRxLf2SXUDAMrBtisjbcZgdScFcY3cZIroPjp8GPEfi74dwaZ4P0ia017wP4guYrbRY
NcS5TU9JmuVmDW7OoXzEiVDsCscAR5LVzngW5gHiO4kfWl0YRz20dzM8af6BIVUlWycGBeJA
xwOO2a2/hd+2T4R+L/j+/wDBsVpa3eh+GTHo9v8AFufXbG2OsTpK1r5htN6zWqSySKwLDaNo
cAhhj4Hjinm0qdKpgqanyptp6Wt2736nt5RVoQvGrpd6f8E5n9mL9n74N/ET4mad41vvhX4Z
bxZpXmR614ssLOOKWLymuI/N8kBYvOKvColCF0O4jGK7H9q/9p34TfDz7d8H2XV28SajpKXl
he6ZYSmDTUkjUpMbxQ0iy5gYiNeW3ljhTWl4e+Lfh/w3+0J4m1nU9E8K2qQ6Pb/2p4h0v4gW
RFyrzIonlsU3SRt9piKeYpKk5GD0rV8Y/sMeG/2k/H2tftAXOu6izXtnFoxjgvdQtE+ypIVM
kUKKFlbyZTGZWyoEeQOa/OZKWYY+E8fhKnuRT92Tav2309D23UdlySSVz4w/ZA/ZeTxn4g1r
9oP4i+HpNN0G61WS60/TdVkmhDWsD+Q007sY0hLeeHMpbOBtAya+tdP+EUfjDwP/AMLA1W6Z
heaQGtJ7C5ElvNG0RgEsZiLB1Bt0CAEg53H0r5V/bj0r4x/tFftEeGv2KvhhfBhpGmQf8JhD
bRTyW2iag/AS8k/1clvFb26TrG3IZgSrMa9p+BnwE+Ff7PFtL8P/AIc+JNe1vw9qEDXmo2fi
e9ikivoYESVri1SMxrYgiVwFXCEoMjdXrcQ4jCTo0qs8TKnWmrqKWsIdL3bs323M8JKpGUm4
fu11Z7Z4f8az+AtOj0jwHa22l2NtM8gtfCKSS6trW2SJ8G5mBa0iRZJSw5UnhWAryb9ojwF4
uuNe/wCFs6HZxSWV5c2+nXVqLp7qaykZbhV3PhVmkcxoT5eSuOpGSPX9etPD/wANtPuLPSPE
+mwJeR/ZporW2jke9YobVASWynymI4AIZj1yTXyd+3V8KPjb+1v8TvCcPwu8S2/hmwhgvrrw
rq1/r1wA2tpDFO0Zt7ZG+zy7FnjSWVvLGSAecH5nJq1bE5lFLFxjSindyd9tVppZ31vdnfWU
KGHdSlHnb/XseFftmfDHQz+z5Lqdp8NbJNU0ieEQW5uZ1gWG6kiuS6kSKxfzJHOG3YZjxnDD
mP2bfjjP8OPiHc+BvGOgxeFp9UjilnuNatx5iyxQyQeXJhlf7OYJVEcz7skEMeMV1fhPRPjn
r3gbxJ8EP2u/hLr0WoxzHS7DW/EMkdpDflpxA8TXIOJ50R0ZLpBsICA881Y+LP7NyfFP4aaX
4Q+OvxTtPEHjPR7g2/hTxBo9gJNQkE0W+OPUHR2ihVHt8PK+Vwyt8rbq/W8PVhHBfUsY1Vi2
7Ti772s01pp1T2PMp/Wo4xYmmrTts/Lo/Xoe1aZ8XvCPh+Sz0298Fzavda7YTNbLpWhb41tp
YEUyOkR3+dugI2IFwCW44NfPf7YXhfVPFPim28IeEPi943vPDthfpe6d4b8VaTcxz6Exuhuj
MgAkmVd8rgHiJeu7NN+EN/8AtoeCvCMng/Wvhp4P+JCaO0VtNdyeJB9rRRvaXy52REuFgimE
ZkRuC4w7Y48I+If7RHibxJ4UufBPhnwrN4dhnuc+Jrn/AISB7i7vpI02eUJFwqRBlDsAS3BV
iRWWS8MQw+aOrD3ktL3hJW9N4PvZJ9G3qenmXEUsRhFGrFp9mrWfy0t6nfeCP2vPEHwo/akj
+N1nrdpoVpaaVc2ugaj4j0pbq1zcRFXvLdXK48541HmKDIoBBwDkeq6z+1n4r+Jmu33xI+L3
jGTV4rm0Lm38MaElgLiWIq8c6m5CpvXzdj5YLIAMEdT8s/C74m6P4Mme48N+F7nRL2202S2g
vtInt9Ue4k3jc8lveR+WuEbP7go23HbJr2PS/j7r3jXw5H4a+I/iG71SbUpI3067ubAQQPEz
NaSRu6MwjfEUDLKiqBkoVbGa+ix2T4OWLVWMEpJW5nvbytZ/ifKU8VXlepdp9lsdNpGrWl3Z
NPcapKLTNxDb/brcrP5cUbJvkVd8QkV9uSD05Br08eLtD8N/BfTvHDRT3UGlRsp0+QbE895o
G3AgkkGR3UHJ+VFDc8D5w8Dahqtl8Q9T+Hum6VdSaXrzTajIl5riTPEI0iuHm3nb5yFEkG3a
pYMoGSDXev4qu38I3XhNPGNzDodykcUOmLDiNg0jvLHFJhtgxLGW2D5mTsQc8OPyrEVa0Ixm
mk099D3MJinOldbmn4Z+Lt94FnvdFtLDwtqNnDfyu1tNfSQFLqS5aJ5VEatNI5V12BI2+6xx
jJryv4t+MPFHjz4vXPji/wBUtTc3/wBm06CaHT7gCGKBUSILEP3jA+UzM/Vt2cjoOh1rT4/H
Ov2en6TLojX+mWDTTf2TZpaRySpbRqifZznzTI8YDS7laV3wQq5z5/4v/tXwnb33ikeMp9I1
Xw9fzaT9mufD0izfaHWWPZE6IYrZoopGDq7k/LuTpmvfwGFVKblKlq92edinW5OecmzzPxdq
g1zVVt9NvGlsrSOOPTpvsnktsErOznG4/MzuzHOSAMkipLTTrjx7o9rpfhPSTLqdvdn7Lopt
pJjDILf/AFOzftVHkRGwwAO4Z+WsC9tTpduVsreIfuBDa+RA8khlSHygY4zISybgGKk4Bc4r
1b4xaDpnhv40X/wP/t240XSvCek2ml6jqUUEK3+oySLDc3QkKBfPIlnmjXBUmGMKx+WvbrKh
SSVmrJtaeR4DqQhOzV2zG+K3w58dfCfxMNC+KnwtvPBV3eF5bvw1qUU8UyqpUmdi4Me2V5Hb
FudnGCvFctY6RPqNybmeKWZZ3it/OTT2kMyAKggITjaxjwDgEccHGa9Sf4QfFG20WU+GNZ1b
4gfDWCaSObU9Pv0ddNeRmKRW63MjtDNu8rEQY71Yq2CQa92/Yi/4J3fEf4peMbXSPip8NdXh
8MwTT3t1NY61bWElxdRQm5gtRIJWeEzgPHvKYQAgHvXi43PcFlWXvE4itFKOurSb8knY68Lh
FXny2trueI2v/CcW/wAOdC8VfEDSNVOjae15Z+EbuDSFlEIeeOY2cszI7RlWGEUKyOWIcjOB
9Ffs1fCz41/DT4mLf/GjwLrmlW+paR9m0O8vdK0aW1gtLguZQ1uwR4Jl/dSjygsgYOCpAFfZ
3iv4Q+B/g/4dh8T/AA6S+0rwrokVv4d1nw3qM010j2iTfZY/sjI21WG8NIq4aVlVycGvn/8A
b1074CaP8J7zxX8R7k297rsnnaf4htPDb/2hfSSRR5m8xVkljIAYF5fLTghR0J/LanGWMz/E
fUY0F7Opo3ZSaW6tG6X3N3PrsNlmGwmFljPa6x2u9DqvEHjWO88JX732r2LNeaXLdJd2+rKk
oYWcNwDhuVbzYyNrEYLADriuam+Knwli1W38ZeDPjJrV14iMjReItBh0zaI4FufIHnecGSzj
WO4Z2MPEu3J5Iqb4dfsPfC/wI7a3p/gzRfF0dpcRyWd3aWckun30DzRJbt9nAEsu6CZHeUyF
SVwMEV5x+3T+zn478Ha74d+MnxJ8Ux2iSW5a68PXVrJYpqOpi3fYHnRyZo4lgg8xWYKjGNBk
lq8nKsvyXGZh9WTnrdaRtd/ytXdtjvxuPxlHDKdTlcmtNdbHBfHr4yp4+vPFuheLvEeojSja
jSrWaBhEhJH2ZIgoJcB4oFfJG05bcDkVY0PT9a+I3xAXQHvrq4U3ds0sFrFGLPUIpZYJ1t4M
n9zDAfmZmj8tAGBbOFHifxC03w7qXia10fXtIa38I+EdP+2avfGPF0IjGs0dvL5PE9xJJLhc
84H8IANey+ANV05/gct1r+lXEN3rSv4bjk1vTY44Et4FAnuQc4RmVkJBHzMoJAwa/SsTgsvw
eDpww3uX2Vtvl37nyUK8nNzmiXxL8E9H1LV01PTv2pvGU3inUJfs2qHSraG306C88y5jkRUu
GM0oCoiLKyc/M4XGKyfgN8Q/AmjXtx8M/j34dms/EZhRo9CtbqPRbTUIdiXEbzXEC+eIs7m8
lHid2bJK9D0Hwf0Lxrr/AID8L6C3i25k8U+J9MlvLGaKRVtNPtfM3xRMqMHdtoaMZP3pMA44
r2+x/wCCcX7S+k6b/autfHbw5ZXk13LaWem6lC7iON5ljkST5S3FpKo3CTHAzmvn8wzPAYTD
yw2OxaV9t4tPo1bp3fQ9XA4LFV26mHVm/T8mcr8Q/G37Ofw88M3kHgPw9oVnNf2F4mmL4R0d
hezXnmyWvliQNuaERTBXlmf5yRnNei/syS3+mfD7w4bmJbUQyCGaOKTPkSqqB43Urk2ZZSOO
A2cGvH/Gv7JfjbwvILDxb4t8NRXt1dqVk0/XxP5yiNghePCH5jb/AOrY8cgmvfPhzpumaZeW
1lpsjPbw6oY7OafYGO6KJxaPhyBAVPyt90HPPFfT8MUqGHwNqVX2qk78129tFa/Q8vPquJnO
EKqS5eiR1MuItVKWl/qUEltGu0SOWWxfa+FiLD57Y9JFzgJt9M1Xnt3OoXtyJTARJLKbXQj5
n2Mh3Hm2DhTvPaVOQeaglurK1upLibxHdQfZokUmeNZG05yHUW7ZYE2z/Mpb51wByOtO1BLK
xv76C7u7vQ2tLsyalaWEUcjeH3JdUubN1x5scnIkVASvfGc19M1pufOydpFhrZGu0lv7CczS
uj3MenRhYJNrxEXNmQDsuiOSuMkqw6YoRLp4o/s91PMzFXaVH2Q6gnlw4kyVzFqQx0wMsvQ9
Kiee3S4s9Nuru7tJZIXunit4cwJ80TfbbJyzfvCNsm1DnmRccVZ0+4sYhDbf8JJcXY1C2Ext
hGphv4lWEC+jOQPtaqFJUFZMo3FKOwmoy3Izc38FvPPBfaVdtJYzxpea+yrHdwKXbbdnAH2x
NwIYnO0Hg1Zj0/UppDc6XPp7uxeO0bUBuDBZJD9k1L5dpYcrGxC52jrmiws5p7yRtNuoNSa5
tJJPI1FQsGrwjzN0kmcFLmMllIcbirZwRT5rewaWSZNQa8F6fsyx3UUf/EyAeUNaXjKQRLEc
+U7YyNuPWrSurky2HwJe3jQ38jW8Nstw0aSak+ZbaQMubW8yg3wEqfLJ2j7vPFT6Y06QkiSd
YprWBYjp5YyW0h8pldhgb7NiAykZAHTPIqxp0NsdWFxa3Et5JLNJaPPrkflvcHYgNrdYw3lh
QHjcZw4IHrVKwNvo1pIWvrqyMcKxeZpo3rC++FjbSheWsSRvjbGArOKUWuaxT3sWTpgtLS7j
urpbZPsz+f8A2JI37h3JYXFrhB/obDBKruVT60+7t9SiL3t3faX80qzXsOmnIdk84i70/wCQ
hRg/vo1DAlWPFULyO1s7W7nuRc6RBZxyI0mi5YWbkN8sHBL2EhI+7kKcepFTX7rZPMqQW8L2
MguWitIlH9nuTMVuLPACvA2P3oXJADFqq6kr7ERSjuWYjb3sl9DFc6dO9xcFbsaLKc36pgg2
h2ttuoxuDBdxKlcqAa0Lm4GqXryPcaVetCgSZtMKJHdqI4Txhf3d4pAYY+Y7uVwMHLubO1sH
vTNZ2sEaXDTyR6IkZSFQ2TdWjEEm5U8Oin7m09OK04JLq4vLx9Q0XSY3mijlf+wrrfDdwhIn
WeFznZdrywQHlWHTkUX92wuXW5Xin1NolaDx1prIVBQ3u9ZiO3mAx8P6j1zRU8WoxXcS3UXi
LQbhJVDrPeRgTSA8hpBs4c9T7k0VWpfU+rP2ZIbtvDTrazFw2nMBGsmAw2rkflXlXimK7DXD
wWNw0gncRylf3O3P+rYEE+Z2B9etes/ssQxnww28/ILE425LH5V5AryvxTbvML1bOzneVnlY
QysPs8qjJL5IwJccjIyTX0+dX5zDDI4W11qc+MbYf2lv2BYmVoPmi5xsk7FuwOK9Ps7aWTwr
q9wY7qXyrY+V9hhHnxkc7VOPmlzzzxtyK8l05PtfjG2bzLeZWjDwyQx8sCT/AK5SMiXsMYHt
Xs/hqGRdEv7u6nlt/IsHZbiC3Jlh4P7wgH55ARj6V4MJJux3NaHiupaqbnXpbPW7JTFdTedc
LocGxwvVZ7VnUFZVDHzVJGQDg/KKztOvTFY2k1roZkWeBPMZ9Pw9zErIfLJKjZeqA3zH5cA9
eDVzUEt9J8U7dRm1CyMEslwtragSLaEvxdWpB+Z33ZaPP3Wb0NZenxXupRfZraUXUksC3vlN
cFEuoz5eLuIqATfgkgxg4/2c9OWbtIXK7D3lv4rqCNLKeaPyfsttNfWG5WT5yba5wmXuCdqp
IOMsuTimGa7uFtry20iaNrZXj06e6tG86yf95i2vVVczlgVVWHAGCeMYmWUPutotRnujcx7o
V1AeVHqCqHHnXAxiK+QAbSCuSB1IGYWtY/tDNaakZlnUhZtTHy3P+twb9dpHnrkhGwMjHXAN
CcWIX7KCGuF0bVreWzvFKSuTu0slmws4wPMUlgykbuCQRioJtHnje/jvvCOqwGwMTI1q7iXS
nZ0Yzuwx5kLHLgDONpGOa0JIY7yzllN3q5ka6VY3u4jMiOpbMN6NoOxScqCGUow6YqqBZWiS
X5j1OH7KYRFdLHvmswZYtyXHygSwAgMmQ3yKwxk1Emtmg0YQPcQXFskVu1gyvBeKsrtMAxWM
fbYifvQZAzDtzhs4BGayby8N1bM76nHd+YZLmSLTfkF3tE6/bIADhWjAIZOCdmcVsxRm31C0
dZobaO1uhLHJLCrNYy+Wo837nzWUn3SARt3Z4xWTc2s0EcyXKacH+0SXshsI/MZpMSZvLdlU
kxrt2yJk/dY0pPlVrBZIoX7rPqd5JBqUFw960kitAzRx6ookclkAO2KWPnA+UMRSRXI1TVJr
kajbayl5NHAgVBCt2Q0J8lyoHlSLkOrsBk5GT3nujIJL5YYracXN7K00enO8kd5tkI8yA7Tt
ePALITtYJ0qMTXV7qU63E0VzHdSDzp7K2xHeoPKLIhIPlyqDu9xxjis2m3ZDaVrIxvh3PZXf
ipIf7deC2a7062aV93nW8bbAbR+TtKclZOQdo6VL8Sf+CVmqfBn4mL8fvB3xJn8aeEjMk1w7
+ALPVNUs4UZiZnjmBivYVCHewHngnco4xT/Bb+Im164udOFu15IllBayzW+BJcBcRQSgDCuT
hvM+7jmvQf2Y/jP8YP2XfGGnfB39sDStI8PaR4u13UI/CeuReKotQglu1KTPbXG0KbZnErtG
24hhxgbRXx3Fc4Rw8YfWPZyfN7qV+Zd0u6O/BOdOEm0nFPW/T5/8ArfB7Rvh3pfi99F8LaZZ
XmnaLJp2o6PNp/hqwsbRnecyNMtnCm9IQl0FG/eXlZnbZ5YA+uvCniGz8SWsPjq712BDBAX1
e1N5l7ZlDxSrIVdthUR9ASoZGxnPHnHxh+DE3juKDxt4Y8aazqk+iLP5EGkzRIl5ay7orvT5
nBJK7VSVckFXiUg5bAL7Uba5+C/irVZNVFp/Z/hp7/8AthtMR43tVdJ5FkjjGWzslj+bLEMS
TzX5xl1bFT5sLh8QpOCTV1Zy73uup7WIjQr041IOy232/BHi+t6P4W8NfE/xx448OaYlqnjb
V59Q1C90u4d47k4tmtHaOQlUUQvKMIPmeRievHODVI08CX1ppFpJqF1qUYjhilQx2d0hknth
GwjUsGJCDBwuVGeBk3bPV/BPjbwHptx4W8Yajd2j2yvHssmBa2h3C4K8ncAk8bFB84K/drk9
H1axTxO1zH4gnsLuLT4tUjsNcuVjhk3Wih0DM3JaeOT5QDjceh4p1IYmUnOthlJtp3T1+5tv
5WO1OcaMUqnuvTXv0PD9O/aR8cfGvxZZeBf2f/FmmeCPF+n6d/aN34e8WyG6utSvd0NxLYxq
U2xWzGJmFypLjDEKSAK774b/AB3t9Q/aX8SfBfxkmi6frfhnQrG6s9Jt/FzarHdSG8uJpZlU
RwjdHHNGrQnLGMoXGCareBf2Uvgf+xONS8XpqvxEjtJbu7k190v31Cxv7OO7CorW0a8LHFdN
tdGB6nuwrzn4WfAPxtpfxU8RftM/DXW9T1XwhqEQ3o9lNqGoGx1BHigd5GGYpIZbP52UfKhR
ckV6mIXCuOjUjKi4JK0bxs+bdq/n5p6dUZ4ZYylUik7vrro/Ox6J8Qbn/hNPFt1e6x9ve2uk
VZDczYjt1hsd0ISMRtsYSxbtq4UvxziuY1bRNdkXVzNpunW8N5bvFNBb+a8uoCKeIxrMECuU
2XLbcs2QxAXBxXW6tplp4y1OxvdGTR7838X2vTdcW+eaIRmVblZNwciQ/PKWifawy24gA1ga
B4f1PX9V/siLQYJL954Le+vlZ3WRl863kiVCehkEDjG1FO3BPBrzqNbCUMPy06jhy6Wa0S9d
j0fYyrSuldnz/wDt0T+LIPg14N+GnhGVYpPEWoW9rFpWkShGm8sNCtkChU+Vvj53AgkHJ+Wm
/s9/8EuPG/i3RIPij8ddY0jTPCgmW6HhvwxqTTavewkLN5nng+VaIVYkn53K54BOa9T1n9jD
456z+0tN8fJ/g/ouq6Vp+mST+GYb7xTbQz2l7DAJbMzQzNh4VmEzeTkDlickEV758M9E8S/B
+0s/Cvi6G+isJdDMOp+KLfy5YFvDIbUzY3uwysuWACp5ZAxgAV7+J4lxOFymnhsrxUJTl8Tu
r+i1tfpqYU8krKtKviKbt00Pm7x9+wl8H/ijpmq/8KO0+TwrfaR4kstEa/1C9e00SwtooZo7
hIoYQZL55H8vdIWVlkXBJVWrkv2dP+Cenie+t9S8WfGXxV4ntH0MQjQ18O+J7WFppBbG7+2P
Ook2oW3eWhUP82XGOK+uPGWq6j4cu7/SfDb3Oqm+tzqtoF1O2W1le6VXaUM3y/I9q7A4Ygse
9eceJvil4V+HPgjW/B/g6creWtu12v8AZUMTLbo1zvmvVKIQxYXWwBxukkZVGADiqGb8TPCu
lCnzJta3ba763TX3W7Ezw+CU3KSt+Rwmm/sdfDP4Q6yR4H1zV7y+tZLq10dPE2qW9/BayPcC
HCNHbozFjLnBOzLqDgCuS1678DeF/DsviTVfDl1pd5Kk1sttrcey8nKEB0ii2/u8GMOEAUkO
pwK95+JXxc+FVh8NJvjhrPxUtpLWOUWm+200xm71dbeQTQRxxgmRlnt4S0qrtyzjIxmvlFfG
v9peIda1a2gtNMuru4Ov3ELXU8iDzxHO5hEuXhaNpGDxdG59K9XLZ/2tBzrxlBwdnq3r56Gd
SvSwc4qNrPUyJvE8mveK9V1nxJoE9qLe/uLnS4ta0JZLVY5LhC4uTGrTRt5eW7DaAvQmuU8b
36t8MoTaa1PNOjB2e7ik2mSQzW6rGBwmIgXGQWIKg8Cur8dIsUdleXl7Pd3k+kxW2oTSapFM
LiSSGSOG3Ko6kkRCEsWUFSQO+a4b4safZWVhb6T4e8LwzwW83l3WoC4ieRZ2RCImkTD7QVk+
8CQNwJOK+2wVOEpR5ajXkzwatdVk2lpfseY32k29nY2dy2jSXGn3SzR272xB891Cy+WdhMmw
sQC/ytjgHNdv8ftNvtU8U6J421DR0kn8ReFLHUr+BkG9J7dZLG4ypIdMtErOGOX6+tc1rUdv
OSyxxJHDsiCwyqm4qzJlmH8RGAMf3V4zXdXPg7QrXwDaad8VvEMFpY2cB1OGfw2lhfa1fahO
jbEDtKH+zlYcSK5IjkJ+U7jj2arqU2qj963bdryPLdJ1J6KzG/s0ar8a7D4iaX4n+DWl2rav
ot80OnPqVnI9raXMskPlqxyqxs74O8EuyggDFfud8NPhXDo3gbRfhVr/AIhk1/xBo8ks+v6h
E628V7qU0TRai8mxApiRZ5BGu5SECjcAOfyb/YC8daqn7U/w/wDh38EvhZeXkUfjWMzX/ifU
7m6u44/LmaW5S3hWOzt2jik80MRIQUQbscV+jXxuurjxt4I0PxwmtXF3o97c2NlqWvWskcd6
tiwMUViswKtIXu4BJMy7RK0pU4VcV+JeJGJp18TChiMO1BpvmW6XZn0mWYX2jUaOrejb/RGH
8TNe+HGo/FfxD8SPD/iO5ttB1CLTnubKMNHHeyWGnzSQSCFycfvItokUDcBls4Rj8AftS/HL
Vfjb8cL6PWfsXhzwL4PtZotHXxAj+V4mdbpJpAfNCi5kTzIkCKS+3oCc19V/tneN9L023vPB
cM08OoaneXK6dos5RRcASxL5TbA5VI4bmVAQy/M4GTxXSfsdfsh+G/F3gHUNU0nx5pFhp81+
ZPDwn8OS6hJbRRbopxC9/IVDrKieXcRBc7GJLZFeBwzXy3IcGsyxMpXtyQT1t3afex7WdRqT
hDCR0jHfzZ2X7Ntt4y8OeFfg/rNv4q1C18Rap4M0m8vdA1fWmurfT2WOa0kjgJwIoZI0d1gP
CycEfLivmf8Ab68OeCfC3xV8V+H/AAr4FTSLHwxdWmntpd/qby2dxdFIbgSxI0hVIiLkt5UY
BLLvPUCvuPT/AAJFqnjTRdf8A3sL6HpMNrGupWVwkaWosnW5MUjuAWEjSE5G7mdg2cGvzk/a
h+JGhfET4x6r4yvreQWt/wCK9SkvUbUvNKlGkiVAzDamOAhZVJADAgKKvgd1cfn9WvRrc0Ve
3TRyX6XRxY+NGOHpwhulr/X+R4/8Q4tG0bxboMepfDa7v7SC+06FdL06/wDJutXj3yjd5rrs
i5RSFcEhUwTzw5PjDpmp2mvaD8ZLixe1Nmup+HBcw3EhKSrKb60tppZB5oaUAbGB37ZNh7VJ
oV7rHivw7da3aeI9e1+2g0uaQ3sMsSLpx2Rovlx3AIISZZIt65Y+YSBWH8b/AIc6tommaH48
1Gxt9Ris4me5sYpWNzBaNdKsXnSQRIApEp+YSFzxygFftsKU4zjRxCXN016/8E8JxqRbnB6f
qes/sufHNvgh8V4bP466zby2c8dtpdnd6fpCS2kVrbEw27LhhMYRFcgPhUP3WO4qTX2v45+J
3j7RvhvEnhTVreO9uri103Q/ESIlxbxRvDKj3iszHcQLUFCSRI2WIIAr8kNP0G9n1eSfwzpU
Ul1cXosB5szm9ublzJ5LvAXZ5APKAaQ/InAY817h8Ev2qLz4aeG7DwzJaavrGi6RcXF5Y6Je
EGxErW5MoiVSCTHLI7ja+xeQgJYmvjeKODcLmGNp4z2d5Ra5lbS2u36nqZfnNTDYadGprfby
PZ/Eniq2vvF2r+Nbzx1Lc2d9qctlpEsyPIsAt7mC48+d2BA3rJIV4KsCQMdK9v8AgxLZaw1n
rFvq8V3HPq8lmLtgVS7UMENuehEbABoyB/FgHivjTRrj4ajU9JsrLUJPEfhu2S4OpRaVo0gv
LMs0sIMqzIhlixNG0a5Vh5eewz9U/svXGh6r4I8PXPh7TdQk0qeWO3tnZFHnKqqptCAWUSBk
LK+7rwcGvp8ooYahTcafNpbS1kjx8bL2kebzO/1GzvtNvXW68axx/wBm2xskuJ7Jml0uNxKD
aTAt88UiZwxySVxuBNTr59nMYIdWk0q10uWaZfKhaSbwpI7ORKnJMlvNkg8tjIyBUd19rmvF
vbSz1KHy0ms7W4vY8fZ8iQfZ7kEnzAxb5H7bxzTNOd9Nia5j0TVtObSCq25mJlfSHZ23eYBx
PC4IPGdoJHavYcopWdzyZpCzzStHpumJrsVuYpJJxp9rAf8AiXuHhf7davuPmIc+YI9xGJXw
vykVPp9+wsk0+48QwzpOzTPpawZivhsixqMEhP7uQhdxiDAFlI2Ukl5e6daWdpd2b2LWu55L
NYw0+lNvjIuFcf66AEthMdHZeMCp47e9msTpEVzGxkt2uJNKjjKXG4BGTULVv+eRI8zyuQMl
eAa0VubyJViWKN76C6hj0Sy1xb2ze4W2ubwxR6kFMyrdBTuCTKDtdGXoScjs0s6s0MMzt/aM
pjQMMDVQkj4gn/eHypoGyEYEZ2jnBGXSWE2owT2k/h9tTkmt5rmS2tGEY1CNhKftsDEgLgEB
o+nzdaWS41WWdw9lc3gvpfNYxyGB9bgEjYdST+5uYgAx/v460K6jqNqLLtjc3ep6/wCVY6wN
XmuJTa2zaigjOpIpRzZzKeUdAd8cm3584+bNQ2VzHa6TNNp3iW4spIrRII5JIY2WB1aJm06f
e2DADt2S8fKzfMB00rW6PiDWjIVTxFDqVyUee1T7ONVKCNjAyYAhni+aRWI+bleeCa+nLqYt
UewieFZ4orCKW8l85C4EY/sudS3BUqyLIDwMdqa5k9CZWYlzewk3Dpr15pzWcD25lYJK2lsw
djZP85Ets4B5+ZcAHcOtQQ/2bZztFFPNpp0mUBoBCjDRpS8xURHefNtJS7hmXeArjdjBq2h1
uO5mmWa4t5oEewt1v7oSPYo3mA6dMN/71WIULNkMAw44pk9/FbTWjRWUsf2GBoAtzcea+hu7
zAwSMXHnwSlimeqDnttqXq7MTSe5G9ulhdX63kE+gPZXT3N1Y2siTrp+1lVb60JPzMeFkUZO
0cjGDWksZTUriyk046XcSxpdz2ekuskNzhIidRtz0WQZUtEOcHA3DGKb6cmhS3drHoMujCw1
E3kqi73PorttxfoAy+chGUeNscKeeasR6LqGhy3lvZeA59LEYivTpdpqBkER2wj7dbNn5lXD
DyyMFQvzGnqn5F2jZEJvHkPmL4+0W5Dci4l0+3Vpf9sgkEE9cHnmipJvDup38z30PhPTL5Jm
MiXv9oCP7QDyJNokwu7rjtnFFWpvuJqNz68/Zftivg2RlRwRYN/qh82Aq9PwryrXmhnju7NN
YuSWMkhtpJNq9c+aGztD99ue3SvXP2aY2/4RJ3RsN/Z5wUPK/KuTjqfpXlPiKaa1W+0691Ca
QSTPI8ax9Bn/AI+B8wbHqufwr6jOFeVjmwrseeXEU934ltJ2v1edowDMJuLsAk+a4B+WQDtk
gmvW/C+oyWHhrUruHWZLIRWjSfafI3BRsYea6kYL9se+a8vsbDzvFlu5x5kyK77IWEd4Mki4
A3fKfbrXqGizTRaNeNHrwikWCRkubiImJSEP7993AXtg96+fpwSmd6dzxjxRql3Z+I5FtNVa
zOnq93PbRYL6WC+DdxkufMVlbAiwRhzwKzbKK8vY5LZ9JguY40ju57U6iFDAmMJqULB8CRsn
fGMLnbzzW14hs3sPECraalBai2m83ypf9bYPvH76TcSWgYnA3lkAfpWHb6Mn2BtPh8PreQrH
HciwtxIjWbs6BdQhYsR5cu0HaMLlOMd+Z/xHYl2uSXEOrmVBezxaguoj7TCsl58mqRAuBeOu
/MU0Y2tsXgEegqtLF9t/e2q2V219FPJaTXFwgj1hVaUt5w3cSxknaQOfmziiSG7vFuWk1WG5
iu5VvDHBEyi/dfMP9oxHf8jJzujXAJQZXBqGaybVL69jutKtdca/E0s0QZo01VlaX99jJ8p4
92MBBlWJpNzWzEWLTU0ubYRJr22XUbiE2vnTBYb143YCG+6gKrEoDxlSOe9VWecRPcRa15Pn
FILNku4mRrhZIt9nd5A/0cMB5ZPAB5+8DTo7uKWzFvbX4hS6lhR7K9iR01Vo2KG3lYMfJkjz
5e4lS6kHJIpvzEySWmsPEtwkNoZrm3Ro7zZJEp065UyZVVGAsvBK5+bNHM2/eAbaRXVk8DrZ
aei217HEWmnX/RJ2WP8AdMWA/wBDc5+m5Tmqcqq1neSQ2mkWkVvc772C0kQnT5WEqpNASv7y
1Y4EoOcEPTtLtLaC+tZLKOJo4jHYL512QlkxSMtpzDzT5tuwJ2yHcRnqap3MLWVpvl0y1tpt
LvCsiyXS7NOaUz/IpLAm2nz8+R8rknIzUtLdvQCS+0+6TUNSabS9OhBv2+1Jpd4riMLK5Wez
baSTxsdRuyABxmmpEq69BbXOl2csV4Fa4i0M7fPQLH/pFqFX5bhSNzAHO1sYFQS6Alrqt1Y3
3hpdHm03UXM1tbXXnNpuJGC3VqchmLDKumOMA89aNO22+t2ljfX1xaLDLFdPHpGNyYSAC9tS
v/LX7pkj6lMms72dw63KXwiji/4SKz+ztDPazXemRLeSM4nuYhIp2S5T93cqM/Nyw29+p8i/
4KwX3hq1+NPgv4d+GvEXi7W/EnhyW8/tN47yW+tYLi5E0VtA0csny32XiZQi/KhQnBIFes/D
ixWTV11SK4mmiF3YyvOuFnkVBjJDAEXaHoepUfjUvw3/AGZ/2fNM+LOsftKeLPFcmvfEDxL4
jvfEEDHTbnTtK0O93hgFtxv867YRkb5HKbjvRQGU18xnsquFr0sXCjKs4KSjGNtXLvfp8z08
vVOrGUas4xi2r31+4i/4Jx+G/jTpXw21f4jeN/iZ450VbRYrHw54V8X34iRd0SSyTSB2Z7nf
MskSGX94BuKgjirv7YaeM9O8VyeGLP4uix8PW11E/wDwhmhMiHXNSuJ1h33DlY3a2hgmMht1
yN+0tzgHrPFGhfDvxz4caz13xHp2kXmvxL9tfToLm5t7UrPcCNnjlwsdwoztJ6MCoPSvNtc8
A/FjxP4Rm8J+K/j/AKLqNqZLK1jvbjw7dW0sMkIjHmTSKm6ORnUMzclxzu4r85y7Ks3zHPp4
6vh5UZSXK4uL262aTR9DicRk9DBujSnGaW1tNfuPjL4oat8YPhP4/wD+E8/Zv+Jt3p811c2k
+oeGLG5c2urTMoWWaSFm2yqZIFjkChc/3hiur8Rftufs4fG7wzY+EP2t/wBnnxV4X1S11BZ9
M8aeDHjv7nSm+3rO9zaPM6youG2mMCVQDjHG6vZvGf7It14nuLme8+IsEtzZagsttPBp88El
mGkDO8omWQ+W6Tv8q/K+MnkCvHPHf/BNv4u+I/Dmm+EdL8f+DCmjGXbqV7cal56oyFVkjjWP
YkDKFZio4ZenNfqdHh/LsdSp+1bjOO0rtS+b6+jR879ajBXpys3vrp92x1q/tSeAfjh8NJ/A
Vj+3z4Ll11dZjk0JvG3he+8LXMvzT5t551bypS4VY3mXgeYMqMV7F+yd+2Xrvw6Nr+x/8b/F
GmeH/Fmk32fCF/JrUV/omvWcsS3cemTaopXdI0Mrm3cKrqwUHcvFfP3wk/4Jdan4T+Jmn+Lf
jR8RvBt7pOiXH2yTR9Psb26/tRkbjf5qorWgZZDKOTgKOhNfTt3+zr8FbjxFfT+MPAHhfV5L
nSo9Mulk8I+Ytzp8UjnyoFEhVSgeI5TbICgAO3Ar57OslqYaM8PRhKvCWt7QTUtk7pRv6fI7
cLiOaSlOsoyW2jt8+nqdl40/ZD+Il14s0uPwP4vW10axvtSkutGi0ZbNdQeSOa1+y3DPIyDM
bovmKCCzgnrkcEPAv7R1r4TZvBPwU0/SPEn2KK51DTfEeoSRwW8UqRmO3S5iLIQJIZH3febZ
tIHSvatM8UfBv4d+AIfAvwg8J3hvY9Gih0W4nkmniVcQM8CSvMxwjDzDGQGIB5BArk/iPpfw
y+OnwYt/hl8Uda8ZXWpxRpNpniTRE+wXayo7tJASGKsQC4VHDbhtya/PHlvFrmqWJwSlBu17
e9b/AAqaT+Z9BhM/y7D1OdStpbrqZmhn4iXl3Y3Xxm/aP+Feq2VpKwufDOg6N5SrIJjhPPnu
NzbUnI+ZAQh6ZNdl4Wtori3Fppmjz24Noj/aoooJoGZrUlMIrFGbzINvXncM8CvMvDf7N/7H
WnfDRPh14r8HeLPGOjs0sMEfi+1tmNtOYSm3faJFNvLqhZyx3MQSwxXR/Df4afstfBnRrbRP
hl8Nr7QdNurtX1GJru5u5LCRGISPdPO5hVjlcqCuHI4zXJi+BcfiZN06FRPpaMIRa9VNu/qm
etheLcBBpSmlFrz5r38+hwP7TXgXxH8QLXUbnwB8QNV0OfS7qeJRpeoRwG1SK4WVC8YX95Eg
uiHTByu7GeK+OfFnhVfHvxN0X9jLwn4Um1nxP4g8Tf2l8XfHXmxRG/aNHj8qCOJxFFZ21uvm
qW+ZJdpIZhx+h/hy+0gQQQ6o+oXK7mi1CXUrTM0FuYgqxSTDlkclCJB83yc44FeNftAfsi/C
D4761ceOY/Hfinwrrt7Yra3ctpp1lNbMpnEizOxRZfs7o5hIjdWIJLEmvveGcj4hwdF0MWnG
C+BtrR9HK29uiel9eh4ecYjJ69b22Hqq7303Z89/tSfFv4eaj4nPhz4IWVncaF4F0S40LwW0
SSNa2t08kTXV0sqxtHdLHGhi3j70jSA5+Y14n8J/CesQ/EfX9E8V6LYtqm+yi1OO6sbg31pF
OJRNI0iMIolUSx7zJjIYCPkYr628I/sIeH/D5uINT+IV7qM1poyafow0N5pIrXTQswkNv5zl
RksqLgfJgjJLZGv8Ov2K/CngPRfEl7F8QE1fXPFGqxzCaWxnIvrKJFMCIs0xaXy3ilY5O8SY
AG0AV9rh6eJynLvqtOLn531b6tvzep4FWvRr4j2kpJf1sfKvhO1huPENpqdjrC2mm6PczX0d
hPeIwuJGhindha5BMQS3Km4VmAJVfvDbXB/F031/8QLuyvfCssWsbVt76PUSHuIXWWRm2+Xj
AAkAy5JIGSc190zfsi6XqvjB5NN+Kk8Wly3TrZWml+FYFj1GB3JmgWTcrRsDNnYABlSMHpXO
6p/wTt+F+q3QuF+Lmvedc+d5WqP4ehDXt9LFEsySkSApLknarDb/AHcGu3DVFdSr0mnte97I
554qjyOMWvxPgLUrG5u9Sa40rRxHdwQgQzRjy0jd0KpkZIyZEfA4OeelVUsIrTZM2lWEqD55
FuFLAlXRQChdfM3FtxAOcZyQK+8tU/4Jh/CSaCa2ufj3rlrZSWhjvJr3w1auzSiQS/Z8vIfJ
KgBQwwSCTmo5f+CT/wAKIECz/HbxFbCOLy9RurrwvZSCzuEeVUhIEg2KVVRvXJYhWJ4xXqU6
9Ceim18jic6L2Pn79hj43aT+zB+0d4f+MXibSxNYWl5PbSTxwzym1tpomhuZ1giP79wuDycA
qQO1frj8QtO0Txb4Tj8X6D4j1E6Vc2sHnWcTQLdKqX0eoQ36xX0sarEyyzOVBDshXb0r4Tv/
APgmV8OfOsn1D48+JLKbTjKdUuJ9FtZxDMzny28vzPliKkKAM8nJ9K9j+GXws8UfD7wrp3gn
xV8f9Q1+w0CVTo0vinwnYTy6BA8IgikgkUlpLUiRQEYv5ewAYAr844z4OxnEGNp4zB1kpRSj
JSbs0trJ6ad/M9LLcfh8HdSfppszl/2ktN+G2hP4e+HvjT4mWLDxf4uWG58Rppr2sVlpEEkl
uZb1UUyoqO8MbIzeW0zpyQcj7h/4QfXtM0LTfBWk+JL7w5B4f8O6fp1wui6dDavOIbaFgUkk
BVVXy2/doMAmRTnIavlX4HfAv4HfCLxXe/EObwnq/jXXHC6pe3niDxe+biVzDJLfMqjZcRu6
Iwt3BSIrnBYgj3LSf2mrbwz4ftPDXhT4YQE6bEbsOfEJD6qnlyo0ju8bMshYksOCOM5r4ziL
hbix0aGGwdBVYx3blCMX6K9122O5ZthnNzrTvfyZ0PizxR4yT4XXHj7xdrmiW0+i/aLhme3e
9W4+z3U0FtMHgfy0cq8LYXeoOFbvj8kvjVqmp6d4Ak17TZBdSa5f3SfahcDzZrh7ZIxJNCSP
lMgnkGCQGcj5cc/pr8VP2g7D4keBLz4c2vhKDS4NbWQ20NnfKkjAH50Vwi+RKssW4gjMm4jv
mvmvxV+y38AviDFa2tzP4phsri9jkj260kYnkWQSC3kEkRMSZd154cc5zzX0HAXDGMyl1auM
w6pylK9oyT0t3Xmc+LzPCVtVdnyJ4d0t9G8NWs+raJafY7jzIlN3I7SSxNci4MyxKTGxETDc
wAAU57VL8V49Q1L4S6dqNv8AbvtVjdWkF3BYSzG1iQpdRMsrErGZBKsZRCT8wUgAV9aXP7Jn
wR1q9095fEvjIXTBrM6tJr0C3aSvAsYimIj27ETCpIF7AHcDWRq37D/wJk0m+sb/AFzxhYf6
RJJqs1tqVtPK06yecI8eWQ0LMoYOqhgWZc4Ffojwi9vGpFu8XfXY8+WJw8o2X6nwZouga62n
T3FtJNcoltKzyGcPKhzG5ZTkbZDk5ZhtAbjniu4+Dnw41zxL8VYX1e5s9KhumbT5p2ZWfS4X
xAtzEGOYwpKDf1JlwOTmvqqP9gP9nrTGkht9W8UyIrGLUUbWrVkXLN5TbPLAmhyqseMr36Vv
af8AsN/BLwvrE1pd6n4u+0i9E2oGDXbd3njCIsbofJyWUoCSOm4Pya7qtTEuMvZyTYqdSjT+
3+Fzwn4V+Ir2y1LV7Kx15zLJpka2un6k8jiS8bzcrtdB5rFbdW8wfIcgcnJr6a/Zdgs7Dw7o
tpFqdzd2/wDacjLc2qBRcrlWwioNkdwpO5GyNydOlWrf4I/CCG6tb+08Oa3/AGlJsne6PiR1
Wa2RlaNYVRQnmhJXXaMPgOCTmuw8FaN4WsfENgfClj9itZLmG5t7ewuNxZVRU3jcN32pNoOC
MnOAccVxYeri1J+1ilcWLqwqJKEtBb+2A/0qx1R2F15iRPq8B8mbCz7otRQqx80bh5UmeDjk
06CNIJ3v55dQtZIbww213qMRmMOXbdb6ivljzYRnKNg4RznGBVq+sLm+unFisWpvdxTJG19M
iRa0gacvFdrwUuIzyhx74ODRo21V8u01WWBL+8jTSL29mWVb2RWcfYtSwMBUJMakgEqQPQ11
axVzhe1iC0m1BLLT1smtbM2TTGP9+ftmmSAwBWmypEllyeCvMci8nFTA31pp9tFcahp9vHbS
Nut4yftNm/lqTc252/PZFiHC7SApK7qfbWV7JDpWzSNOVrczQafd3jIHtpyYwbO6GNr22Q0e
eGKtH9ans7SbTdGjsZNB06zjtJ5Y/NjuQtzpk2B8qfKQ9oWPGekchGTitbWF0HanZSSRM1rf
2awC5Z7m20+aSORi0U+buxKr8kGGJZEyn7ps4OMwNY3sH2m4vLu2lzIGnXT53/0yIOWE1lhS
IpkAJkWMNv28hQTV1tPlg0u4ifSbO0tPtr/avsM6xz6bIUlPmWY5H2ckhipDYAcZ7U+XRLoX
N1JPp9gkcU6T6hDprACMmclLyw+X5TnG8DPf1qnFpXsBZt49UuvEc8txNp2pAXRjlOnBli1Q
BYnVbdRkw3cZwxKsSQ+CMA4gsYbqSEfZNRsrhL+IWscl5buFuNqxgWMvy4W8XjbKPn+bvVq5
ttVj1iRb3wvpjz2zrcXUWjzK0d1Ghixc2h2sUukOQQpJKFRiqY064NtJp72Wn39vqNhi3kEo
Fvqtt5ceNp2jZfKF64JJ9xikn7/qDHfZfME7xasvmeQ1vDdX9s+LdcSj+z7wMPnnPVJm+cbe
3FTzuJY7SMXNoVs0NsBd258/TsvMjWl+AMzo5BjDt0YBgc80T2N3cO0kE9nc+daSxWdxdyDZ
ewYkJtrkFAVu1DEhzhuCMeoIrLUZojZy6dMyQPDHLesfOSMPKptr9NuN2B5YOF+ZQwyTzMld
2JhLmdia00e30u7eLSbe90s2Wo+bI1+0lxLpcjsuLic4bzbVxmMr/Dt5HeprvSNPtTOkWm3u
j7fKmm0/z5Hktz5SD7ZAUOWtc/ej9B81FtbvIXbTryRPK1BlgbVyGm06b5cRXZ2/NaNxt3Y+
f64qdrQQSvYo81rEhG2OR3klsZTFGA4JXLWTYA6FcHJ4otpYp6MzZdCmlkaWe20W4dmJeeEs
qSE9WUKMAHqAOOaKguPDjrO6z6Ppu8OQ/wBnfEec87dqkbfTHGKK3VJW3G9z7Y/ZqRT4NZ1d
4mNicE9sqvSvIvEMPmwana+ZG8i3DSNE0bht2T+9DY5QgcgccGvYf2axGPBzuoCA2JO7HT5F
ryTxPc3MUd68s1+6LcOpZUbdGSThuAf3R7j9K+mzlNv5nLhtzzfTWlTx1Fao2fNeORoonfZJ
wf3qED7vsOK9Y8NxCW11C3lurOPzYpMiVWMcpKEZcgHER4BzxnrXkenQzDxtat9iljkJAnij
GU3A/KyfL8sftXr2nWM0+nX9ybG1laaNvkuhthm+UgBm24WFjwe5IFeBT93c9E8l8StdWeox
XEMUCJDcmVWaJGmtGWRVJlBX57YZPb7rDrjjmjp8OlWj29zoWoSwQLudLK48mSAt5bCeNiF3
WrADavJBTABrp/EcLXdxba1b6faPC83kW+oTwlpvM8wf6NcRgFRFjchbGdqrnOMjmI/smnwX
FyJdVs4wqLJcWtsTNBKoQGNF24ezwp2kZAYfdrmn8TZnKUk9CVEmleVVCuJsXMhtrRiJtrP/
AKdDlNwiXhnReMg5BFQXkEt1HNNceTqomSZW/swNAtyg8xRPbHopTO1wMbtwPHBD5IpPtTy3
ERtTazRyTTxWufssm6ZBPbfIR9jOR5g9HOAetJJYm4N7HqllJOU8yWdvD0WEkX94qzWcidQM
4kBcZ3IemamRKlJjImAszaWd1GyXFzGoieNz/aXVfJVtwKTqpCEg5PBOael7LcxOLbX4ZZpB
HFHcTW+1dTC+UGs3BOEnX5eQAfmPNMjS/VVto7Ge8EyLNK/2PC6jAHABtiEHk3CgnfkYJBbn
Gar4vdTZJDDNO01v85e2ZV1KIGD9yFKZivF2sPMHU85qJbM0voX9PSzn1SG2i1dryNfItIoJ
rUqxDKudOmG7AfgbXOTkDk4xWHcafpdlbtEif2escrQQ21xamQ6VLL5v+iyneN1vc5IyRgMf
4DxVopcnV4UhsZNWW7t4reCSKyePKhELWNycY+1YBKuwzuxzhs1Ru7Jrm3Wa00XUY40vJ7Wy
l1GUy+Q7tMXtbnZkSRzBlZGBIQydBip1JE+x2Gi6jKZkutAisbppjZPGTJoMjzEGZH37pI3w
MjaQCeQOSU0q4hsNWs4j4omtDazCeUQxE/YXIhMd7Dsch0kyokX5h85+TrUs2n3ehXRms9F1
XTrWx1GVme/l8+bTGZ+XbJPnRMBnZxt5x3qPQYNQ0nVbSK0jk0ZbaVXlMm2WOxZo4QtzjkNB
IVdGUD5Q2TStcDltE8S65oXiVZlVb1dTtre4E8NyLWZpIjg3AQggyKpGQADw3ynOKuj4g6tq
IW1bw69yLqWcxxxaimLnZ9oJkwVXFxHtcKPlJwnBBrU0mxvora2Dea89qsV5MbRcpLEVULfR
ANjcPlDxAY289qmjf7Q0lpHKb5LmczlLNtq3gjNyFu4cN+7miBwVx8wQZUYpSjNO1xcsb3sY
uqeJtQS4tJj4MikjvNNNvZXb6lCsWpkyTZS4O3KzZBKk/wASnPOaltfG2rR2UhstDuHjkuIo
FN1qaGO4dZVAiuxsJUKSqhjg7XHOAa17OI6gqRxWJvZ9TsZpYgLkLHrYjnmJkXa48udMB8f3
gfcVNGJLq2uA3idJpby7tjafa7bbHqvzqvlynJEUqFjGSCmVbOTgExzTbsmP5GFb+MZrew/t
K90G/ghWO3t7w3d/mRHLW4+z3HyNiEMco3TaGyaqy6lq8N8+k3ngryJbSYwXaT3K/wCiuUk2
smF/eWpH5emK7CW7uJNLvjP4thSOa1gtvPuIypnYG332d2mSFKscLKApKOxL5qk8WpjUP7Su
2ZWt5YrJjcgFrOdY5lNlcYf97bnbhZ+WG4cmqSqPaRDs0Ytx4m1CASw6j4OjgltbqR5UgvxL
5KZlAmhwmHQggSICOMmmaxqetwTajGng6yhaKSO48mO+JBTMYMtowQ5f++OTtAz0ro7qz1FU
nRo3sUtLyfKTsHfSMtMYtpJBeGUfK4bhSGxjFRanZrDPewiGTT0hkW8msrSbcdK+eEC6tJCw
3qwJEinHHp1I09mxKMDLnvvF/wDwlhuT4GiIkWGSP+xdUWUXEQjgfz7UbQPNQNvYZyUZhjis
7TvEXifUdND22giRGWQ2scuprCZmjRgynMeFvEUblOfmAGRXSNYSaN4nkjvEh06aPyr5oNJm
LhGRIMXlqMgmUE/Mg3ZibHOM1U027TVLd/Lu4b6O8hNwIHYxi8CxyEXS5PyXacho9oJXacd6
SVSOzKlG5l3OueLINLjuD4buZob7UmihuJL/AGQvJmdTFcjb8ky7du7HVoz0qLUPE/jRJYLm
Pw/YvaiT7OtzqGo42bpXQwX2Y8KpdfLDMF+cDBzW9bT2F9ZNi+jun1WVhBBcKiWetMnngNK5
JENx8hXJZCzBPWpJ9Ntp72w1n/hG7S9TULSSB7zUZCrakGZisV6d2UcKu0NkgyR8jmrScY3u
Ta+hhad4l8U288F3P4SigW1uEhupdS1Nt1hvNuoS9JizJbsXXYTgDIINUYdd8X6PJBY/8IpY
W01rdIGWbUCTYsyptl5i+ayk3cEnaC3UYrpNOhj8y1RdKjO1o7e2l1AKR/rLZTZX6hj5aAMP
Ll+6QgOB0qKPRba4TTBp2hRQx2twtspvb5PNspWVM2k2D81m5bako4GUG35atKb1TEoKMjmr
u+8YxNfQXngm2SWzt5bi4j03VGDujJLtuLchATC5BQ8kbhzUran4qvrK5X/hE7W8jnkju5Vt
r4q90D5h+2Wf7rJUFG3oOQR05rcj8jRvt8OoWcumPbRXO/7ApmuLGVlmYqq9XtpCMFu0mV6Y
NSz2EGmWNzeXOmwmCzvknuWsJxm3J37Lu0IyXhbG6Rf4SXPep99F2ijndS1bW7u8+yXfh6yu
WvZjhba9fytRA8nBgKx5juFyrFRgnaecUyfxB4pe5lNtoum3Ml4saxXEWqO0WojyYSsJxEAl
0qMDjgnaea6jVtJu9I1290a88OwmaM+fJHZXSqt1BmDbc2LAfPPHnLQnqoU55p+oob68aC80
TS5GvrWKR4tnlQ3oEEJ8yEgnZdjJcJnlTjtWqc4k3u9DmLTxP4hm057u30PRFMti1qJ9WvpD
G2xXzaTYjAS4QBiCSGYd2Ap+p6z4usjI114TsLf7K72hafU5ilmS0wFtd7o8AOQwjdsjLrg9
DXQSWNtNpt6bXSdMu7i4051EM6mJL6ONJcmQDDLdRHg9mRyeahvItPtnSO3jKjzWgiF+I1jl
j/eIba8yPlkG0qjN1ypzmk5zfYqOxzv/AAk3jK1vMw+ErS1OnMsE73t5OW0mVn2g3aGI/un3
AK24joeKu6TrHjex1CCGTw3pVq1psaVby6mY2m4w4mYmMGS3kD4BH3S4HarllZafC6eVqF9M
ttcrFZPqUQEkKmRQ1req68R5ICu4IAIIxgVY03S9OgkgtNNuL62ntZ4Y9PXUkybSdxbhoLnK
7/ssi7SkjEpkcEZxWXvSetvuKsYFnrvjUkQy+HbKOJYWmt/sV1INqsFKXUJ2EPCeQydQQR3F
Ty6j49vIzNL4Qt9RUW0k8cFjeSD7Uv7zF1C5UbASApTnBOfUVoxaRplnp11cWkmoIkMbXF1B
ZW4drCaRF/0iFtmJLJlB3YJQMvK5pVtVitdQtryw1FVjtZLiWHRkKqCfNAubWTap8huAV44Z
eKHePmK62M+7v/iDcSSSWPh+0uxep5tvEZHjbVo0dwZY3I/dzR4w2fvbSQKy5/EXxMuJImHg
e0uEv4w0M0d28cGpxh4wYNmD5EqkuPNB5I5AyK60W9u9zJeRD7bHcFZbn7KnltdoZH23VoSg
8uQZ2uBwTn1qv/ZN4bqCCOHULw3cYaSOFSsGoKGhP+j7V/0e72rktgbyhyTmknLy+4UrJK7M
a21P4h3M1pAvgNZWmkksUd7l185wqYtJBg/ODlRJ3ODjkVWXxF4usrK7v5vD1hpMNlaXED3t
1KzJZsoYG1cbWLZGx1cDAPBIrqbG2guv7KeTRtUu55iU3gNHFfQpFEnlSKFBjulCEeZtILR5
zk1X26dGb+a1ubvRkmtbi2t7/wAQQgLGdsubedpPlZwSsscgbG07c88Xapbcyckmczdax4sT
aLzw3ZpBppaC4uBJIDpfmM7JGcHMkMuMZ6KG44FWoda8c6Bc3OfANpoqabfs93bx6zLMLESA
KLlMAl0lwysNpC8HPNa7addS3TSXunXEE1vKIJCxkYaZK7ybrefap82CX7yN8wQMecCn6TaW
sWs3V3ZCXS0tbp1aLVAzNpkzAKWkGCJLabG0ZGFZQcAmpTnGWpo5S6HP2/iPxncG0sIdDsma
IJdvHBqbf6PHKYsXsJ6FjgkrwM/XBm8PeIviTpmt2F3b+ArSYBo76SS31Zne8tgcG8iAPMo7
rwp/StfQrGKwj00XGqwLDarFdrthy9sX+z4vUABV7VzhWjyUyfu5qCPR7SW3laDSZbkPYNeN
Z6XdmMXAHAv7VuigEsjxDAyBxS1b1KSS6G9qdnqOqXdwbLSIdUGoQPKqSXgii1mILMPNxu/c
zJuBwvBIwelUrJYnle0l1wu+sT21vbzX4iKa9hmU2dxtYiCVOYjJlSykHOaVI01SQtMHvY9S
gkmEVs5iXV1DXBS5tucwyKPvxjGSuantdRu76JzHrWn6kb1re2uIb2LamuhZAoiXIxb3YyYj
ICrMdrc4yKbE02yLybBF024n01U8xnso9Tu5gSHHkr/Z9ypckqf9UXDcAI2O9Mvbd9F0CDUI
9AaOHTp5bV7151a40g7cCzO5j5luM43EhjG564qaUaa9hbahexzI8rPY/wBo3b8XB2wKdPuF
Zsq5Hyb8jlFbnOabavp1ppaMLVLYWqraW1/dyEyWZIIFjMu8GX+5vGVIIPOKfK7kJ3dkixFG
0WmXF3N4ftbL7JdSD7ZazhpNHLJIdsS5G+I+YpO7bhWfO7BpbzTprA3NsdJtbM6bfLJLDp93
vOklpvlubTLch+jo/BAbFQZsLeKa7hklt1spjbtqH2oyNojHzwY5Fz+9jbdwQRxI2fu4q3Jp
sdlqDeYz6a2n3CSYt7hmfSS8q7plffiWGXdgo2QivwM0ddi3sXLjSJbXXbuJvC9vZR2sv2ya
zs7/AMxbNVMJF9Zk7cTqMgqcqVMfOaJLGO9gj0O9aK9N7DJdrYSALaX+EQ/bYmHCXWAGKgj5
geMmotZ0KfS9buLS40GTSJ7BlvYdPW8DNYN+6X+0YTuTuNjJgggjJPe0G0+RYNON2HWWZryT
TBEUSU+RG/2+3ffwxA8zyw4G4MNgrR2eysSR3sU2pTzLbolwdQikeE3fl7dWCCX95Nlv3d6g
zgHk/obFxaWslvANTsrScXlu8FrdTSpv1FcyBobtT/qpNvQ9fNQHvUMqI8s9qbCLUFvYHumV
X8tNa2mbbexAyHypo8YZCMn+HPUWPs4vzb38WnLdjU4ZCpkTCa6gZyUY7wYZUxu+bcd2eeRU
8qjsK9mOuntDO0j3sk4eRLaC71rYs0udm23vQVJ+zZ5BbHPftSWMiuRJbyOi2v7hzO264sn2
x5t+mWs+Rg4/1bdsU5ILHUXLC3t9XWe5SD7VMWh/tGMFP9ClYONjKWG13BUn65qX7PEBY3A0
i2aBGa2S4url3nt2+RRZy/NtKg/JvyPlIPIGKNy79DFudOtI7iSM+Ctm1yNls7NGvPRSOCvo
fSipXisLVzbf2VqVv5Z2+QJ0by8cbc7xnHTOB06CimkxNan3D+zPEv8AwiW3dsLWe3c/3R8q
9Qe1eP8Ai+e9jvL+PT/EFwsfnmM4iwFOSTCQf4D/AHua9q/Zpt47jwewWFyTZnbv4X7q8da8
Y8aXUg1C+nNxK+2eSPzQcAncQIiAQdx9a+rzaV38zlw/8S3Q8w0ySCT4gJFcau1q0W1TBHJv
8s5+4vP3OnJ9eor2jw3czXGj6papaJPvi8pow4HmcHEH3gF3dd+eMe9eQ2N0l142t47uF1iQ
LGPPj+aA5/1XJO4d93vXrGj2cQ0HV7R9Emlga1eJnWYqScZEaMQdrf7R4FeJBRuz0JXT0PIv
EFhcSeIUvYtFe5nvne1XUJyFj1JEPNlMqt8rY3JvRiw2ggDNZb3viDT7EPa3V8pKtp8E8t1G
JImAQDT3DMRsDr/rPvkMO1XPF+nWVvqR1S20nUmluAoZldjFdouzdAE+9FO65DPjGYtwJLYO
VG9obeDUU0jUI5mZ4UuZ5vMjIVFU2kwZt5fAMPmZ/iVh0rin8bRm+ZsJ5tWS6iZ4ZLcWlz5B
869VjpzMZGFuATmSB9yq275guSPuk1FbrPZ3VxDc6Y+kCyacTx6XfAyaduMgUwFid0LqcOGB
5XAFJLYzYWWbw7qMK21x5Vusjbn01z5o+xyYceaJBIoEozw3TqBXlthp2o3EsOgXmhwWlzKR
IriZtFaXeA5AZRIk3XBACkHHOahSvuJe5uWTHPY2rzK0INrtuZI7fUV3WKFuLq2IzsZhncOV
596z2s7xnitI5IjdPEs4htLxfKuoQIWW6tiB+6vMj5mBxznBBp9yL20sZIbjT7zTDp8v2ia1
hnj87SpDKoa9ibeC4fqyMdoPoSMrPYXzWb2VzpEipbpDqN5awsimACSH/iZQfvP9YMZ8v7py
BnpWcnfRji7q7Hz2V1PqlvPqEGmlTFBIh0uYKNTiSFcmQ7fkvAdrow2jhlAHNYc8U7W8kFjN
NcfaLqbyG1clDdgNcbrO9Qo2ZSpYwkk/eGG+UVqXUdzFrY87w4sIufJurhLO/BXUYgin7fCN
+5JkyrhV3ZDMCe1UI1k1qS6kj1JNYa9eVraVruOJtYhRp2YShseXcxZBQryMc8VLv0KjaTIZ
b6WbUJJtN1eUmK9kFu+rqWmtmEin7PeK6HzIXGDHuOAScEdKs6N9us9X068hksJGjuQiwaiM
/YZiIVKSkqrG2fChckKu9SCMUgnutRulu4tQtbuO8upYrO61B0d7qUSDdaXeehAB24wc4qPS
Y7tr7S7uDTLJ42na1SW9uFLB8QAWk5zgxk/cbg/dpxU29htJEdnp2p21jam+vLSzt4irSvFI
XFq5C7LtPkJFvgjcBlCGOW71ams7i4F1HerZFprlpri3tSVAKm6239oY0JVRnLBNyHyzuI61
SRo00wLHcSWjWkRWT7O6vJptwQvyMmMtasecdBgkg1bf7PDczW13utxDctJJHYsu6xkb7V+/
tsDL2rdWAwMZHUHNu925Ei6jpzy6k05+zSXBtXkv7aFnI1TEs7i8tQF+VlBkLCPJyvPBqzNq
N6lnqFsPEej6ibl7IRMm4x67EZIlVIg23ZMCWibaepXjJqteabbW7ylbWUBZXuLn7Ay7oCsk
+LvTsrkISQJVX15Hc2NMMep6Nf2V3YaPfC7vLCa6hs4lSSdCyAzWWVGJCDgoQcSAHGcVjazu
gI7q81KSzvprXXNOuzcabBb21xeBtmqwg24Fk+VXZdxk7MnDMsnTIzVSKQRIjCPMMk0llbTX
/mAwMFlzpF3wcswDhZGHVR1zVtLW6uNJuoJF07UWvNPhlmkZVSLVYIvswEybVXy7wBmSRTkb
mUgVE9o803nQQTzgSRwDzEWL7ZbATEWlwNuBfDOFfjdsByOTWsU9F0JaRYllW2s7rU7Kwm02
KO9lSB7zLppbvJMfIl2MfMhn3K4IwEO76VUu7W9tJjYtYT6dDp98IhB55c6FLJJE3nAlsy28
hzlABtOee1WnitohfXMP2g3EV/Nb2h1aAqrBjOXtL0BX3CbOYXyQhfjFO1NUtNQ1K4sJNRso
7e/EkEuqxjztP3ywhYr4gN5to5BVWydrKcgA0nuSr3K2nm60jVpb638N3mlrZXltLcWsVx5v
9nSEQx/bocnbLGcSRtEVGVxnJ2k1ZJL82EitpkkxRPtV3FYkxmXckix6pbEH5GXgNEOowK0t
NR31eSa3hudPEUlvM0Opzv5ulyEWpBfKnzrJzhOTgHaSBzWfpWlu+mOCyeXFb7p47MkGDeso
F3ARybXOFkjBK5TPBquVDTdx5i1r7FcWBtJr9bvVHmW1jHlnWISs7fbI/mPlyAMpZMc7B0qe
Sw1KWe2tYvDk+qT3mns6q0zRxeIoFlbeuQ37uVQVfnPzqwGOaRdHv7mBl3wTRhjK8GltIklw
VmukN7p8ijMSJn95GPlJHIwaJrKC51mxgubK/uW1C3ka5is/3MWpr5jsk1kwGbefGZMALkh1
LHNUtNBy0TcR2lia7sVj8wTvfWlutnNqS/JraLPBmxugGJhkQKyB8ZOMdaradbapcaNp95p+
mrMWeSytZr248tpCBHu0W5UthkBXiYnIBT5adpK31xZtNLe21y11b20Ek0w8pdajWS3wqYUC
O7UYR2X5myGOSKii0yc6dm4nWeOWEWwuJ5WCXK7IibC7GMC6UBcTn5yACDkUnFJ6EJya1HyR
Lb2k93M8/hyM21xZQTTSB20i7Inzp8uWPmwN95JcAZAzgUkongiubS80ptNksb4GQxNvOiXD
O5DxHzPntJgRuBxtBYAcVIPOSC/u9P1NLcJDeWUV9qqNIkJ2TsNNvcjDPhcxSkhsAKD81M1G
zlsrfzbWO6sjp92YFy0kr6C5lbbbzd57OfOFc5Cbuehp6S2ITlfUL2PT7PUdT0q58Ny6YkUo
uL7Tra6WQ6USbdRqFp8ylwSpDqQoIAyaW90q8Gq3Vm/h6yhdY4bjUdItr7fHJEYIduoWRBx5
qtkeUN3yMBnHNM1iKztNXv1t9L1DTzYXS3T2M85M+lMfs3+mIVP76FivlvHkcKD9bIsE0zXH
iktzp0CQ22ovDFJ5n9msYY1GowYHzxLkK6dArbsYFNXadzSyTI3Z7+zvo20ZNW+16XNc4iuF
SLU4Y45gbzBYlLpB8rAAEgc4xTbhZ7lWWOWHUG1WdI7QXe1YtehXzwsVw+WWC4T5lBJByqkZ
zzUbT9M1G1vbaaxTU/t0M13Pb6Xcny9TdEuVXVrccKrryrxcHuODVnU7jSrxZFubyPUI9auV
F5Yh2iTxEv74LdW8jgG3nXbh0Yj5kAwQwNSCbUinA11cTR3OliK8bUJVhtbjUpVB1QpKgksL
wK3DRqDsYZztHHNX9LiBvbGRPDn7i4kS2iN3cF5kmHkK2m3J/wCeQZP3Z55ZDjBrNjtrC71G
3e/tJtZj1gtZ3ty9+Yk8QqrxeXG5Y5huYiEOWxuKdfmqbw79ivRpsI0u81GZ86aLme9KnUYg
ICunTDedskQztlwVbyk5ouFhqaQttaqyoNMtmuXtfLa5TztNnKAeQ2f9ZZSHBwRkE8U66Qpb
3q6he6hpRsrO6huDoyh5rKQidVFuQpZ7RxgFSCFYAdqXS0tLfSITZaFMs1rctp7fbtRy0W9R
nTLlDJ80bHOycDZyuQKbd3NjoVvqU0lxL4ZuLOCcQ3l7M050/wAzzi1g67vnilALK23AJI+V
hmk7LUhLRscIJZoLqK90+G7gju4bi5ewKB4tzyYubAdAH/jjIIEinpmktF1O6gtrMRmR/lke
CwmASVWNuRd2DD7t1jl0zyWYDqcNvLW2ktb28t/CFysFjf20r3dndmSXw/kkloVD4lhl/wBZ
tXGDvHJqGcRJdzO2iGB7do7yeCwuxmyGLcrqNowcCXduy0YII2jknipeuppFJx1NCK9ivNO0
aa41LVJL25llkQQKqQX4EKZaNgNsd2VUfKQCZIzggnmk39pPHcz2ckF9JPY3cZn1kBYr0BZx
/pC8FLuJsHOQWQEEEcUl5qcl/Y2Vpa38c6XkrXDaQjMkFy/2dJPttvKGwkxXLiMsDvQrgNyB
9KvtSg1Ozl8NQ6y17p8h/eTmOLVwgnUXRQsfJuAeGU5yrtyMVSt1M507vUivLed7ffBAiIzx
pbJJIu2L95IGtb8lNpXJKxsccEYq7aSXF7ryhL50eOfbA2tx5e1crGGhu/lDNbvgBMsCGUEE
ZqjIBMscLbrlL8GG2S5k8ttVKPJ/ot0Wf9zPHtCoWJyRkdam0yxGpa3aR6fpVrdC7mljtbrV
mKSy4CbrO8UMSjIAVSQZyVGMdKiN3LUuMUtCPTRqOnnSpJjAqx3UZR5GG2yuJFg+bIQs1jNk
FSeEc4J7002kskN4LjSbtJU86aa20n59sjqVFzbHaCbZyNpTcQJEOc1PotilrBpp/sG3Vba4
EKQ3agtFIywO1pKdw3WkuCY2AyCU7ioYvsGm2V99qn1XRVgs5opYdKhM1xaTsC3lLty72cgA
YHG0ODnnNSrjcmiSKztFvrhblLqcywm6vF0+EFXmJnIurQbQChP30XbhmHBIOZbZkvbCaGae
K9bUAkl/HHJ5Z1Rg2wPaZVSk3RXjxksCMDOaFudPnnlknmlsvKt3uLy00mEs1rv89lmtNpLN
BJk71GNrH5h0qzbWs9/aTzQaZp94PMgubtLcqrRqWXF3ZkfdlbGGXB/eDPU1qlDXUE2yvFqT
vZQOlnJcvfmSFxPHiHUoCsR24ZB5V1ncoYrw8ZGSDVu31SW5iN1bWFsfMtlgha6sx5bbFJNv
cLt+S7yvyEAKT1wKrqsGpWVujai101yGk+zRYEV3HtiJuEABCXOF6fKQ6sO9FuyzW6ahbg6g
t5bl1cJHnUotrbpJMj5L+PHyoeuSCQTmhyaaC0E7jri6W1nfUZ43szaTvBZ3upWpS3SNjKRB
frGME/3Ww4KsDxg1Ze/vLeFrY2K2MVtIqCO5KtJpTvIAEu8IRJbybsIewI9KrW2qtHcTxaZe
pNLM7RWo1uHy0vHi83cl4wB8uXAzGTncHwDTor8yLDLZaRasvlGC2j1BAhly4LW11kHYAdwS
UcNtXIBNVayuxJtrU0YLWzsdauLYabf6O1o8c0FpqVyslxp0v7hftBKl99r0RhxtCglec09t
RtoNINo8iJZq/wBpbSLebdfW8m0N9rtm6taf8tNoBG0txwRUYu7K4vNlkXmW3mUW15rCE3Fv
JtjAgmLhv9EZWKb1OVZBwKSNbi302Bp7WxtraOYidk2+fYSlUwUOzBtd2DkryjN83GC1KVrC
srliddIbULwxy3ey9JvJooLkhbiQGRvt9vgAGNSG3hdrLn7pxTlls7jUblbezn1N75pDeLpt
4TFrRUsVktSAP3qcF1bBAOeaY8F4txd2l1Np1vLa3m6dYYVdbZmL7Z7ZimDb8/OBnjd8y9am
1DRo7gX4J0yF8SSXY09TIEjEjbbqzYK25kyQwJO4KASBzSuuonuh9hf295bxyPJLeLqY8sst
zIV1KIBVNrG2OLtMr8pAzjgnJoiSP7BZX1r9qJayeKCe8d4jNAEQG0m4BE+B5ZJBGcHOaqxa
DqyCYawNLupWlhknSynXbfDKbbmDanE/DKypnqvyr1q80d889nZ22q29xc3tk00QEmbW/i2B
csHXalxgBScAlwD1FEV72uxb0KvlWNp/okeueIrdYvkWCe1cvGBxtYgYyOhxxkUVMNYeMeWn
iGWJV4EVzDJ5iD+6/wC7+8Oh96K1XLYV9T7l/ZoEk3g5d0PmL9iwY1IG4bAa8Q8fW6jUdSd5
FKgMd8ceEZd5+Xlf9cOx6V7X+zFFDN4JETlwxsidq9SfLHIrxrxtZzXt5etHNJh0lcWzzAJI
A3+tzjKzeg68ZxX0WaK8jlw2tVnkunX0UfjeFXnbsqzSxnKjP3X45f3r2vTYDc+F76ZPtpFv
BIzrb58+NNv3k4OJs9OM4rw3TLi7HxEVlMFwXdPLmuiELrzw44/ecdTzjFe36Xq8mk6NcXUU
t2piXzJSHJe3G0r5yjHzyrnAXkkGvEpbM9J/FY8Z8SlH1SGV7vUBO8G9YYEd4pRuSTfE4XCX
O1Sc4BDK4z2rnmjmazUQxXs8zRuYpGZzFcJtX93IjIMXWAU3leHUHdnIrovFM9vFr0IiuJEK
5uUtIo8Rploj9qt36C45yU9SykVhW7zz2kMcetXct1cmWaKyvbby7S/wAPtDyKCIrv5D8v8A
fReDmuaSTnuS2QWpvY1huItL1SeHJhhW6iLSJ80u62vCyfNOwb93KOFLDleKd9lSzuJNS0CL
UrZY7yU251WEltOkctuW9xkSxOSCoJbbknipDPeXczCK6vbmK6n/AHVxeKUk1DBlJa9AT5bk
D/VcKd230qKaabVGMljf3MbyXrwrNrJyJWLSMIb/AHI37rvGxbOSQDgCpkktmSRSXMn2O0F9
fR262MbzRWjsZLvQpDOhMszEZntc8bWyoWQc8c1oEWO1SFbmW3Foyzx/Zy7S2hYQf8TCIg5e
2PBMY+XHHGKu2qSx2qATwx+TODZyXez7ZaN5qZjv8xkSWu4lclACrITngipcRWSQNB9p1GGP
TUS4EMsmZrAkw7mOY/3liQw5BIO37vPGT0eol7qGXmn2tpfTldFuNJcKl5dRWrmT7S4TJ1S0
+bjyidzREfMjY+YAYr30Z1eW6H21NYfUbqV3jsLcxQa0Y2uAskSqyiGaE5HG3cGHGKZPaQWd
5LIjajFEqxXUSREs9qRHkXdsVU+ZaAEbtuPl5CcGpbuVdXmvob20mupbhJJpl8PXB8q+WPz9
l5YDbgsuCJACDjpmodrj2I1gmu5RcjRJrufUHObm4k8tNYRZQRC43gRygjG/OSV7VSigncW0
9jo6viQW0U90h23IzaqbC5UyDgdFck9Mg1de1juLu3NxpdxqAvYnS4NtdFYtZUyAo8ShQVl2
jeysoO5Cuec1GkFjdS6bdLY3l6l1GtsbuWV1j1G2H2cfZWDYaOeNmC5IxujGD82aNJS3Y207
FRpIbHRLudfEEun/AGCyeOCd7J5pbNt2RYyqu7MWQSjkEZBXdzV0tY21zJFPq01gLKVnMrw7
m0qaQ3Q2KS53Wkn7whvmVRjJFNF/p2j6JdX6+IIdMK6U1ut7q5do2hV1L2FwhyUkQgsrA88k
GnT21va3zi2026tfsV39jtna4Y/Yg7XA/s+UFjmKUkqrDcuJBmqlzPcl7C3UkcN7PFLqh0q8
tJLuW9gggBbS5P3uZYthYvBIdysF3AEpkd6S0t7e40Ke/t7dblALa51BrALFLZvvj239nhjv
V9pLDOd4OQGUCpvKvtH1i9nszN4Yj025v1jkvV89tHaUzYhblhJBMqnPyALIgzioNHtjfaII
7zTi5tZ7K5M+nXGDpm6WJvPgAc74pQRLsBG11YfVJa2FFu9mWGitrrSrmKW2OsLcaZ5up29v
CsTSRZgEOrWm1sGbaVEijDFlyQDilWKwS8jvBrVzqE1/GrPK8aI2uRxibE7EnH21QGADYfco
4IJqvBBFJaXek3GirIn2RNQks7K8/wCPUkQA6pbgvhkdfvRgjDAc1dgee/kt7eS9ZrmdYbpr
izizHqcWblvt9uN423CY5Tq2CMGtFKysxJXdiD7fZzpc3UWuXFz52qTxpNeQbYtTj8yRjbXI
blJkYt5BYfxrtar1pfx3eq3S23iq5V7TU2hsZ9TtgvnrLJA32O+Dj/j3YlCjP8uS+CCKp3pu
JWvJWuhqEWoX8/kSpAIRfiOabdCVBQxTwdYyVVnGzBNXzf3Gra3dNLrsGqm+1L7Fa300C241
Nle3JsbhCVKnBGyQryWbrjlNJ6hdLQg8NbV12BtKkuI5I7i2gtI9VCl7N3SFfsdwWwfszAhU
cZTIHIwMVTZW62MN2nl6ZPBeREtI6N9gnIlAMbbSXsHAO7ORknOOcv0mSZ9T0qWGBrkO0VlC
13IfMSUQW+dMuBuJwOfLkwQTs60R2bxxwSx2iWptdWW2RZmyto80c3+hy/Mu6yn67sfKxbg9
K0S0Q+UfNBP5d9d3UEFsDdyPqUWkXCMLCd5LoLfWBKktbt/y1jOeVbnim3xRbz7HfK9w6Wrz
XtrYRsqv++D/AGvTztKrIG/eMiYyu4AYqCd59Et72HU9GOk/2VqDebJaSeZJoqtPd4lhAI86
2kXiQAfIytnINXnnjhvrGxutVu4hZ273E9vZRg/YP3+UutOfdtmHO4qrHMTuMcUONxJpJpmf
p7ajp63i31po9+ZTbSSxwOsUWowk2yC6sm2jbchSUkTJDF1OAaYYdYto5ryOPRbx5dIQNNMR
Gmo2yFFVFIUYvYwef728DacZq/Z6a8uhX9g/hixuoljtLqWC0vFSIRsbVBfWZBYFnJAdMACT
bmqcdil/o19b2fh+w1o3fh5LowuyxpqUa+WhvI2GQt4oOyRCM52knB4N5WFoJ5WrRTz3GmT6
DvnsZ4LC61G1XyL1QLgfYrxdoH2sZyjHa3yEYOeV1Cxm/s+RoLa2i8u5khsPtUa+ZalpGEmn
X58vDK+CsTtgjK4qmLwSy3FnJH5y39qyKtwiKusxxi6G24BJ8m/T+EnqcYq7PLpd6bq4jvBc
GS8ntI5dTRYhdETPmz1HcPvYwYJG65AByKaS5VcmW6Ib7Y15fG21C4sre0nSS3fW4y1xoszC
BR5+VfzLKTaIypbaGAPByKdpUjabqyjR3m0n7Jb2tw1pqQ81dPuFRI/tKNtO+x6xyR/KCrKe
MUtybWbVJr86rLO0U6Wttc6uojmhkkjts2l+rLzbsF+8QQHBOahtoGh8R21nZX80KxNbpE+r
ylpdMnMcaCOQNgSafIB5bHON2w/LTaUR7XYPa2U1jdGayiEDTS31yNIkIk8wfagL+zIQnyAP
llQFvuHPUA2PtN3eW9xaSzWd6Lq9aae0ssK2qANIGnsCqrsZlXDKA2GjzjBxVPbJarfvcpa6
en2yRpbjT1BawdxdqJ4AOWs5OPMAzghuTWnqVpBBpk815pem4+3JPfLpk/722LtJmfTyuSF4
yV+YAq3rUN3KasMuYZr+5+2GCbURqGyQvZnyYdaiV4mAgzGPIulwWLADPlsO5AqafYXshtzd
6NeXolSJPttvalftkKC3U25GB5d3EVb95n5tpGeatxxGX7O7QpdXDJ5lzZ2F1+7uIvNibz9O
Ow4mOzJVeSWYYIyRXskvINQs5ZbuOVyI5HNldYjukAgXzYRs+S+4UsoIznkc5qZpLQRBYw6j
AwlOlXF+Gia0t5LjdmWMK4fTphtJMhIzHNkj5gCe9NsrhdNiubbS7240m1W2u7a0u9dtzKtm
zeaTZXKtuU+YSJI5Q20HgFSaW0jt5445xJNqKXErBomBDXSEE+VI2wFbxSoZJCc8DJOBUNnM
91cz6ho9xMIbi2voYT4rtsCSJjcO0V1kZMmWLwuzZK5XnGKTlfYXLfUJrWRNNllu/Der6dc2
N7E0d9A7yLozszFg6HHnW7MVkULkqrMpyRVF4LiwkSJtIu9P8uVZpUi3Stp0gW3zdow+/FlW
JiwPcZrQlSC00pmvLq+sHt7yCFbguWt7M7yxt78CP5o8kmNmDDY2DjgiF7AQXk0Mdzcwywuj
xW90z/aLMiO2/wBY+wedZnA2g9Ae/NTZrc0SsS3Euq3Gkg6zaTy26yG4uNLt49k6v5SH+07R
858skK5j6DJ702fT4daa/ttQ8Javfi5sZ7grbXWDqLAS7b2EsQEGG2FTjPmE9hTWaOKJbVVM
BisvOkgtmX7Tb5txuubdghzZ8ZaIjAHIxiluIbK6fUftWn6pdQHT7iaSPRbgh2B+0r9qsmAG
ISSUZFZcEqSDinZk2u9Smtza3eqWsOreF77VF1aENeGYlTriKWTKMWws8ZGSGxnDYPFaOlrB
qd/psdro1zqZu1aCC9a5ZRqKRJEfIfed0dxF1BYYJTjO+syCBb4yWFwTepeRgm33kf2nGjEi
4sSsY8u4XpIOCSp9c1paSv8AaV/YztbSX0N5Iim509zGmqoogO2D5P3d7GRuJyCwUjNCTvcf
KVdNt4AunLD4UnjYXH2SIXMx8u5QiFjpNxhjtcBi0coBQ7V6E4qKw/tTSILmysvEV5oaR2T2
9teX1qZJdMbDsdPlUuVaJ+HSQKADkZBq3YhfsVhPZ2+o3Nu9uLXMrlRdoixf6HI5Uf6UhBKy
5524zSg7wbvQ7meFZ7aWytb7WLAurkebmzuQ33pdxDRyBuhC55pOQm0M0130y/ZzqX9k/YbW
ZVUxNI3h2d/tBe3UF3MlvN8zLkOB8vIp9lC0vnFozGLOWC5ne1hDHRWYoRf2+XO9JDhmC5wx
PAPBQSXPh2dZXifRIraGeCGXVoHkXTWJmJtrhjjzUYspjb+HAGak0yW4tWhllsL6CXTrmN47
iCAs2mTAo3n7CP39vIM/IMleT9LSb0HvEdHqLJaBb/UWMU6LfT29taqN42Qt/a9uA+S27axC
nIIcFOKsfaYb9Gu18SOwvYvMaSJAH1IK243ygEbpkBPAIY7CNppk1jP9jS21Xwpdwi1kW6kS
1hBkglPln7dEwOTHkNmLg+mamSPVxeGY2V59oWZL26mtY5Ct0Uzt1OFS2I1XI3xeh59q5VLc
krm5l1O7aK01+HUTeB41hMQ8rVkjMx3OGIAeP5gFKo2McMKI5baYGS08SSym4jFtA/2f5dRK
uM2c25lKOhHyk7Dt28nvPLFNrFxdJDp0OuQXLzTKulJ5aamitPtliJ+VZYi+wjgsrD0qGYXt
yBBFZXs39poyIjo//E0WN03QJz+7uYcYJJOdncU+a6SZXMasGoW+o6iyR+OlvHLw29rez2Sx
faDIsWbC4VivyOwXazKOWbLHbmmzi2tLWK4e5NrZ287wDWHgXzNOfaFNlMoJzESQA/I2nB4w
aa+oTa7rqzx6lHqf9oFbdb6wiCJe4EJk0uYIRtm2gyq5xyXAJ6FgS1EFtq8Vpc25AayTVrlj
5cCeWAtjcRl8swyUB+7tYZ6cTom2hNjrp7GC8Ci4kWS1byXg8mLZo7uZVEaneCbeUkqxXIGQ
eK0POvNMe6a/0U6U+mXPm3dvaTnztLBJUXVtgjezAYdQAcY5NVpolivHWG1+xGwDW0cFyd/9
mFhIptLj94d8cwO0SY+XcOgqKzDaZfSQadJLoK2F7I5iljMknhp2J/fnD4lik5XBDBeuACaF
JtWQtDY0nSbCeBtPg0i2ZklSY2mnOikZ8v8A0622nHmMB8yEgAoCDnFNvLO+ubC10y5HnW8p
M09g1qnlXytCh+2RNni4yu9l3AiROhzVawgibTZppLWVUh8q7lhsgXk0mQhSL8MGctBJtD4U
jpjHY3YZ/wC1bO2Da3p90buNriVbBX/eEBCdRgKvlOFEhRTj767etOztqzPmu7GX/btpJ86e
P7eYHkTXOnp5kn+03zfePU+9FVLnxnqDXEjL8TfClwC5xcLHxLz975SBz14AHNFbexj3G7XP
v39mR/L8BiVXCYsCwYRgtjYPzxXhPiTVrSS7uxLdtiQvJiNMchv9eB3f1H6V73+zpZhfh411
JLsC2LYkByVGwdq+cvF5e0u7uZdSjtVXdI2I8hTv4nwTyuf4cd6+izNpS+Zz4X+KefrY3F/4
yF7pUn2reVkLyQBRIo4805P3/UYr23RDFP4XvzFqa+aLJ5I5TGSIyEP75gpySDwV614oqPca
1DdLqA1CIMJHeN9okH/PUAcDH93Havb/AAvd3dp4Uubj7WghmhLF1HJG0gXL558sdCteJTgl
fU9J3Z4Z4pWxGrol/pzrGswnkhhuz5lqxMf+mId2JE5B2Kd/B4zk1ms9k9n/AGQY7SW2md7n
+w0lKpfNsBa/ik35jf5dxiJySgBBOCNXxQfK1v7LcTTwrG4nijmZle0kzGwu1Kkb7f5gdnPX
HTNYz3NvJpYs5tIk1NJJTeta2GoGNppPLJOpQlyAIQV2mLg557VzPl52Q7k8kUbXJe7jjv5b
5BIly5KDWY0aQi4f95+6uYgPlTqzDvnFVrxb25upXuNUudWNzdNCkl3bLENXjEjt9mugSogZ
CS0bsAD6mpopdH1GV7+3tftEV4fPnmjl+W/RWlH2pMnKtE4yUYb+Tjpiojd3mo3k+mz/APE6
fUmki8xZltTq4j3/ALkjcAkiHawLrhgeKiQdCGNJoGsNVtd1zCJnhttXvYoy92xlQGzvEc5j
TPyFmODwTjANZ9haaVJcww219Mr208UNhc3Nkga3c+VizuQ5y1qQUVWOY855GBWnY2YvhZ3x
0x3F9CbRNQe6ITVh5kZ+x3Hz7kddpXfljlFOOaZ/Y+pfbEkaxguDJKLQHUbwcnMf/EumAfPl
na2x+uSvGKykmDsZNzDZ6TBKs+p6vYJYwiSNLa1jlfSpijjEI2nzrIjILJlFxyAerNRaztpb
m3mj1FZFhe41Cx0u3iLWkjGc/adP2LiaM/NvWPkb+eRVq4smt7Jp1tRYfZI3g8yS+BbR5Hik
JtSdwD28hK9QOGJGcVXvdJmSG4b+zEsYdOuAJXtb9ZJtEaQXDLLbAt/qG3liDjG1+uKmSvsO
Nr6kLiJb603/ANoTGeF3ubWwRWivFEoIuLJdnyy9JGT5WBWRc5osSL1rN3F7M90z8NCVtr+N
TaYUfL+5uSFwTgfOnXmll0+W1uIdMvLJi1shurzTbK63Ki+aj/brIkHbINquVGRywxg0tvPc
ug0x79HedWnfTkYGyuEZbfFzbMuVWchUZlGCHDEA5IDi5KNmSkkWEiv10m9vtI1PRXnu9Ikt
w+rRhEuo1yfIl2opivEHR93zAt8rZpo0pjeAW+nyYjnFoqMSvlqZLlG028xHgscbYphkDKkl
etPisZLm1uohpGg6lLeaU3kte3X7jU4/LJLucDZeI3UjqCcqelTtp0xuFuFtLGeO6XyYEnug
GvIjNcbrW5KrgXCK5CPwd6EjkZJyroDV0Q2uNMur57DU5dBntNQvYNPuPE7ieO0STzmayvNo
IaKUrvicMdrqw4yKpWdhG+gJqlhY6lpr2AtJVSG7aVtJYzQEySLtG+1ff50ZGejDHPO5J5s/
iu5urORJV+0XcUDeJ0KyYbzHa2uyRl920SROG3DY4HGRWZam8trWB4ZINPUC3js5GZVewkMt
rI1vd4TD2zSABNwCgSDnnNS1eW4JRTVitfQww2M1xLol9BHaxw3zW1rK0r6bIIoQL2LCgvav
uBwrZBQfKc1LIkcmtPc3Fg1nIrRXc8kN6zpcECRhqNsMYZfm+dCAdr9OKlj0+ddJKvqEOnfY
4BtYIWbSZsQkOxCfvNPdjnBBXD8NxilminttaMcZW0FpFFLcW6wq32Nwsv8Aplt8h32o5Z48
H5XBOAM1fvdGLmihkF9YXFzcT3ckWoi+mkWaHTJWhj1XyXkUywKv+ruLYrkpwWGCAcirMt0n
iDxZdrNNZ61LcXi2h1CwnMMOuQl4XEBVgBDdxl1YFgFbkZBoljklmvnf7B9oGoTXFzb6am9L
lYppWS7sWAYtLCVZHVCSwjwQARU2u/2hca1qM8Fxok7aneMGi0+Ii01xFe1JW2IyI7tTtOFI
fEo+Xg1Tkr2ZGjd0VdJtLe/120Fppd1c/bJYNORpLhl+1qsEB/s2YNys8eG2NymY1wcNy7Tt
PsTp+lwy6Huawvls4orzUdv2eKQyN/ZVwCceU3zbJV+UeYM8qataJbXuo6lYSRC31XzLiOCO
a2geNdTiEMOIGAUeXex7UfcdrEemCTnwafbDT7Rra9UxRr9khku42JWFjciTSb75TiQ5zHLn
IKgDNaw032Dna3Hx2FrpVpJt0rUNJOha5P8AYpru680+H47ie7P2WQBgZLW4IPKjCsz7gBUV
1cHTb210mHU306HSUMj6bE+b3wywmAEsb7sXcBDDKhiNj5GMGp4JhatcXKXs+mix1W6hjk1m
NnOh+ZcXBayvjg+bbzHJR+dh6EVb1Ga9tZ7KFJW06PSwzgBDLdeHZGnBT7Tx/pFowfYr4wEd
eeDUbdR7lS10OT7Hq0V94RmEVktpezx2F5u/sp2e0P8AaVmxYiWOVF3+WSpVohzzy3UtJ1WX
T9a0/XPAR1CNtKF7Mthq4MVz9xf7atGZm2ySbdskRUAHYQ/Sqs9ta22lXTDwpfxRW0VrPGmm
TuH0WUy2zfaY3I/ewOEaVVBIVo9vIbm3bx2bWmo2t34Z1C7jSwS7jsNOvNpWVlVhqVqSABDK
AQ0QIIbGBVSbvogsQXmk6hLfTefZJeRXduJpJItT2rrkGJ1+27t5Ed7EWQ7QCpIOT2pbqXUt
R1S+RL6DVn1O7cQNcyqi62EkYyW06h1EU8QbdGVGSV+tNuUecy3FubhFv4nuvIgDo1/s+0H+
0bRcfI6c+ZCuN23gGk1NLHU9SuxDqdlqbazqmzy7JTbxa2EmOY1CkCG4hIYhhtLKwzk8VcXG
KtIzSd9S5NPf315eahN4gF1bXkSWUN5eOsYvmC2xfTr9AymMZwRLjJck55qNJrS61q1mt/EE
lxLAtna79bhIe3mMKL9gulyM2kigr5g3DfGrA5OKc2ovqk8s7X1vqU12BYtdSfuBqij7MWsL
iPeBHMN3yTf3ieecmWz1Oz1bxEk9rrCarbrBaWIlvU+zsu+PjTrkZBPmEY8zBxInU8VMmnqj
Qy7i0fQ7e5+0RLpg0+4m2yWwMp0ZphdYijG8Ga1mGQeBtO8VLNpVvBpd6E8P6ZHBpepJcMlk
p83RCzSMs+nsGPmwyAglDjawYZOeXRJeaNbv9lgu9Jj0/fabrqTzDpDN9pY20igjzYJcEhtu
EbOMVLciG2t5NTk0u8g/sfUk8q6iuPNm8Pq7zN8u5j5sZB3Dnuy89KzvaOw9WVJZ7ATwW51K
aEJF9rOk2SZhtA0sRa7sD0kdsiQojZX94MACo4ZLWeKFreVUF3DBewrbg+XLgWxN5Af4bsYw
UPPBGa1pLu8hfT4YvFf2V9OZ5H07yA40wO8Za6t3BIljO9TsJYFJ2GBtqtp1zdy6TbRWd6TL
bRx3z2cLbRB80A/tKAs3Q5bdb9MnOBmj4lcS1MYXkX2b7HJqEkj3SGSK4jAVr2Fd5aZgSNt6
mMhRyduOc1NY3C6jfPPZvZ64bmzuwkurW8kSX6K1x8k+AClwjEbCQNyNxmti51TUhNBZJqYR
y76hFLFAjLeqDI0l/bqz5hZCqs1sMAlfu1RRb+7vLiCTytYj1D7W6QwyfZYtSCGYmYDOYZIs
L8oUApg9sidW7JAm0/Iz4ja2TLMLmDD+VDGuoQ5W6Y/8sL7+55bEeXNjkEHGAaNSuba18llt
ZvLt5VSG4ubIJc2lw0NuTbXC8g2pJcCZSThfu8YFx5Li7tI0bVVK3skdvEbrZt1IRMoNpOpk
JhePLIsnG9QDnmq+oazPaXt55HjT7aIngtRc3MAVj+6hb7HdB2T9ywORN1Vi/wAxzwLlQ+ZJ
6hPqFnb26XCaWIUtFjd2ezRpbGUwncoVR+8tSdwZx03DA7VLLLpO+6d4LzTpI/tUiXOh2wM9
rKzTpm2GB51s+1dx4OXAwc1Kt9i5W6t9buozHYxW4vJLUBrQmAgWkiuwEsLHKtId2CqnOTmn
ajcHSmvLG51zUNKtreC5DfZisr6WWa4KxRhixltnC8Mwbaw6jNPlS6FabmZc2dv9juLe/wBG
glcSQuWhiVS7CTAuLPA+dirEshwMqcdKsWtikuoK95aaW32tUeaPTkRVuEDRKs9keNtyC43o
OeD9alkQxW8hlt4Zo7C5hla4spBItgrOWW4t/m/fJJjJT+AkirIs7CdpLabw7bl4jHPKlpdJ
IIo3EB+1W7AjzH+bLQjDDZ170mrO6VyW9SjbJb3l9ZLdXM8jSbTLLZbGa6CrAS4IwE1BPvYG
Cygjju1NOedbmS11WK5+0xzwZ1TiCfEUm6O6XBK3S7UKPzuQgENVrR7bS2vLeaXSra3DQxXM
j2JDbgoixd2+05+0KGO6DliufmOKhjlW7uJpptN0++e4WZpHlk8j+0VXzQBMn/LC5QqdoIyy
HOaTsNNS3Qi6bqK3yvZpayTy2s0VrLrjooYgzZt9QwB+8GP3chIJUHnmorS1vongxdC1eC6W
FY5pPNFqWKFrW7ITD2TMWMZ6AMvPBNa0OniS98xtC0u9kvbCUQTX7CIapEhmzFdgf6ueMgbe
7bTVSGz4lnspI7ae3mSCya4w6O4eJm0+8XILQ9kY5wDVRimvMT0IFsr6GC3nhkjEEapHJ/pT
Nd6e/lRbQSVy9ixHAYbQrct2q7DBq1okdvfSWEDR3XnNGZA8tq/lkia3G0n7E/BaIblxvG4E
ZNVdNkEcflafbQLbyNa21013mayfZEGs5cfesyx4B5Acdqt2ml6vYWUCw6DZW/2S+K+ZHOC2
myshJjjBzutTuGQx+4z4PFWlyyQWY+bymn1CaeK3+zuJWu7fw5MCzZaZRcWe3hFAYpIA55AJ
OcCmrbwanF5STC6NzEsk0Hllft8aOmHttqHybwBcORknI3AjNPurNLHUJbnVNGXTJbRJS/8A
ZDbpLLeJhvtQmC0Mi5Djk7lHU4qOCxha3kt4oIp1iK3Eyxna8iCRNl5b5GRcfJ+8A5JJJHNS
xGnam6udX3tHpd7AiQxM+kqVTUYcRORH8pWO9iY78gg7TtIAyBXs7KSOVZ7C8imReImvVlxL
AysGtLpSGBuvmOHyTtxjpV1XkN2sstraRySmC4M+lOZVmULEVuIvlwLpWIyoIyjEVHZrY6jF
b3CpeM9w+xzcJtWXZwRLvHyXSHLJknIwAcGmkn0Ac1l8hhT7Mrw+dDp1xf7sQR/vA9nd56OR
ykjnoPlzUbQtHPHPbXsVrFaBmtptRmMsmlO77vLunIy0bHdsZsL0xVgQXE2o3IhijG5JwLjX
YhCs8hWb91dHGRIOWiIYhlPfkUgt7a0uIFfCeS+yD+09i7Hz80F98n+oOT5ZIGOPXiVa4tEJ
plkulW0sqS3UEdpLHKv2KQ+bYl2jIuGGBvtHIDgAnADDHczWxuHtY7G5SznWSd7iW0s42853
2LILy1JI2wn/AFm3BABYCobCFtKtWkkt7vTXsmWN/KiG+1ZjGdlwu3cbM8FCdy4DDANTi6ew
iWG+0byPInYSJY24E1vIQGEkOAA9tuGcf3CfpVeTHaKuY1/P4plvppIdQ8OSI0rFZIXCowyc
FRjgHsPSipr7SrKa9mmk0G0LPKxY29iPLJJ/h/d/d9PaiteWZNz9C/gLYQQ/C1pV2I5siBKF
PH7s9QPwr5t8WHU7a4aW21eJPnZlQozYY5G+TI5hboAa+o/g1DLJ8J1iCBPNssKyc8+XnnFf
NXxHWW3s3doAiKXBN3EUbOSMsMcxenNfQ5j70pX6M5sKvfbPOFW6uNaWPUJoYNhQyRQSfJ/1
1GOdmONtet6KJrjwzcLpt9amcruSS5jJiPynBkHTyjjGBxnHNeOXKW9nrqQrHHvKKwS1j4jc
DrkjlO/WvX/DVp9v8Gzs9jbSCa1Adp4sxn5T1Uf8siT19a8qEVdno8zPFfEb30GuhpjZRmO4
8tJLnJ+zuQuS7Ff+PVjxjhcOPm4rJOpXM2nmOSGCOERCWaCwg+ZCqlFuYSg5tiANyjcPlbJz
Wj4lt0PiCG5FuFCMLd2ni2oCCm20cbcm3xuw/GDgVjf2dbSWc1tc2UqeSCjR6buL2kjIcGA4
y9s6/KRkneehrhmrMlsmuZpVuJrm8mspvtchmkazJRZ2zJm4tsDpGcllXOQrA4yKYt1/aiSX
FvqunahLO7RkWUcix62oZsLa45SaM9cHcQy9BRIJbcysditGBcTRw2LfuzvkAkssRZMZ485G
wAC3rmnxRT6lc3di6xXKzXG910rHlXABbDWjkNsmQnDEMMrgHjpL1SYdLjLeS3k1KG6kSGee
7D28epmKSKLVlDRf6LgH5LgEY3fKSV471Fp2nPd31siWi6thVs4WhEym5XETHTpsn5ZQMMsp
BOVPPSjyhcsgS2v2aeZB5XksLe8YNFmNAEwl5kE5Kj50bBOcUto5vrqK6e2mdZ4VgIaMo1xx
H/okhVAUugBlZBwcEZFQ9gtfQgksDpbtd+ZLp8VtbvAstw4mksFKTMLSZRJiRGGSHwCue2MV
S1HQxY2Vxd/2Rd28enXbqZ7W4AbQCwncqAGdpoXB3hSeAzAHjFXpXvNP2z2Oom3azSWK0uNT
s2P2ZCsxNldEn5nYF3STqNnWor5r1dP+1Pa3Vq2nTskeowu0j6NIFmLRXKA4liO7cOp2se3I
gpq+i3Ks1y2bHTZ9alt47JJpFtIld20t/Mjb7TbSK+6aPcd3lhmGyRvl+XFVbefTPNs9LXX5
oreYtd/Y7WzUgMBAf7QtZAxw2VEhizkESfLwa0p5tUs5rWwvdcs7cW0Zkgihike40eQSxkOc
8PFyBhsr5cvbbVWz1S6ENlp7a3phiVZJ5NNjty7wDETrdxTDkociTZlgN0gAwtBI+U2NzBHF
qF9HfRX6zy3dhFYgw6gPIkzcxKzALcqMkoCrkpgKcjDpYWlv55H8RyX0t9durn7Kv/E5ijku
v3rfMpF1E24x79rZC4B5pTcNdaYljqGuWU9tcXE001slq5aQNE5N7buGBU8eZsUj54yMZK1N
NcwteN/xVsU015cJN9pjt2A1aNJZ91wvzDbcIdxwNuSo4O7FNRk+gbC6TdT6j4hvHtdYuNbv
Lqa4W3Gr2yxjU4gJW8q6zja6jc0TsOQWAJ5zFZ29mJoGsfEc4ilEEFhNf2qI7/NaZsb8MTuh
VwhRj8gXBB+6BYkvbq+1a6nm8TaZqUtzq1xa26SW0kA1jbKzC3cZUQSpuJjYhQd3epIpYrpb
PWLfV4Wj1FI7XT9Qul3Ramwmtl/s+7DSAo4ZQquSCOcHgZvlsLRu6MuK002z06KL+0r+1j0+
MQRzXSIbrTHaKHFlOMfPp7grh8NGAPTmptRttP0+5aKLUr6AaXbWcn2a9RRNokqrcLm3YZ8y
yyWWRVJURsh6YpNTaCOyW+03xIgWCIWcct9E4NvujTfpV6rPkwHblZDwBn5ulSX2tzpLaWFz
4he2GnW8MSSXsOX0gstwgid3YefZuCYpJMuNqISeamyT0RBBrCxR61fWF5FBYPBeTXE8enyL
P9kKzOVvbKQryAFVZ4xkkJnkVYubKKTVJbPU9PSC4lmZ72LRhm3uUDQBLqybBAulbnapBKng
44FaUXdnf6lY6pZSaS+l3c12bC0j+0PpLOzH7VbEEGWJ9u2VRnGdx4JJVNQhXW205kGnyF1v
prfSFEsMbH7OyalYSBsM3K74gdwUMtW9NExtWZHpb2E+s6ajtest55KLLZjyhdpGIf3kJ2rt
v0GM52u2wjPzGpZG07V9F3y3l1LLMLiMy3+xY9Sg23GbedmX93erkmIsSzZUq1WbGayuLuz8
zWJC7yrdva21sViulSK3xe2pLf8AH2oGWjJDnYwwc1VvdGmuopHtdSstVkvLK5lVriNYYtUR
Gl5kx/q72Pn5cAlSMjHB0S9y5LimM1CQRyS3dtdahPIb9oLS41e1CrKqyXBls9RLK3lyk+Z5
cj7s+Yu0gg0WcNrYz2sdje3gbTD5Wj3l6Q1zp5Mi7rTUlZAfIYn5JG3Lg4GMcT3+ny3s815F
OJ3vrt7eA6wfLj1HbPcKbbUhn91cxnKxuwBYEEc4zPZRXcs1sLWTreSQWl3qcCbzKrAfYtSy
MqAdyxy8Hhcc9M2tAd0tDIuLG2sdC1GextfENtHYtZtbGFwH0mUvaSGOc7QZ7NgqOhG4EQON
vNOu7e2sdH1KaTRtfgjtdLjne30qT/SLOWRUZp4cKvmWcgU4QYAYKAvJBtWP+g6JdzWtxq1i
Y7O1iklSNZDbqZLUtb3aoR51qD+8icg/uzIKZqtzLYaTqWbnU9Hey09AJNMjE82mlyhCD5P3
+muRlDyFOQRTTk2Di+pJa2lzb30j6rJIuLg3tzLZrlWZPtJj1XTz5WRFwTLFwOTkVDe2FxcJ
q7w2a3Mmpzo93p9jJGx1Fo5WDmweFCgliPLbCHZSFK/xVJKiWN/PEscVrEjG9VbBUMVq++5I
uLEhSXszkNJGQQAWHGM0urWjK2q2d5aRJLNqPnGHTPm3qspHn6euxy00ZXbKoz8oBPBBFNq1
kxjma+1fVrqe01iz1SW5gijcRWrrFrUAW2xFHgDyrtQMlh8x8zlcg1BdT3Fzqn2seJNKuHks
rW3t7sWrGK7Rol32N0q42XJIUq3DBgT14qe9sbG7e+lntrO4j1J4mdNLgwl0dtplrYkHyrxd
2/A4KkjGBwySD7fq9tqRjtJZL4QW1x9mh2JdthT5ZDJ+6uztyOfvKRxmpd7ajUXuNSTUYVuG
GsQWgge5ispb6N3FrG5ud9hdM2dx+dirHn5SBSNaajYO9xZajDpbWN5G1rLcB2/sdvOfdBcK
+PMjYlthfjBHUEVJbC3vYpJo5ZJPNlmtA1+xIyGudtrdgKcSHkROc/exmpG0VrMmbz1WSzuZ
LaG41EZW1b7QSsN4rId8R6I5yAfoMSPYP9Lt49Pshq1ppsWnO95EjWTrNobiWNRI7N9+3Yvj
a4ZQlwOeMiKxtFu9CAkkaSCO2F06Wcbl9JuHa2I1BMktJbTbFPlglRyBjnNm3mubQ2E9u1ra
ixleSHz4t9zpgEkP7yVSD5toMsCQoOyROTjFRWln/Z+mzPJZahGYYgxSyQrLAX+zuWyiDfav
tEibSdpjIxgkU7xtZCiugMk80cH2vU4Gea6N3dQ2NvIUuWCybNUti2T5eCxdYzt+Q5FQ20Wo
atNqEN9Z2+vJqMNwZbWytmSPVgpmVb2AZCxGLcQyrjcOuDinXFlG8VxtsZyhR7kxaZAcM26X
FzbjYMQk43RjHJPFI1jILm4SHTJ3a9d7kx6QpT7W378C4sQV+QgFt6AgEYznFK/LdlcqI2S7
1Czmb7ZHeSalFHAWMTqNbWJkAhBBwtxEAFyNrHjNRavqNxf6hPc23i2w1HzXisRdrC8YvFMU
DGxmUkBXI2kOcHcW+bIxVy8aWaCSdYIbwX0ihmUPEmrKpjOLceXiK8jPLDA3YwetGsz3V/cy
3f2/Trp50ht/tmmwBYb5DFF/orqf9XOcblfAwZCvanNLlVibJSRQW8N3dtKni3g28Fok8sQA
geSFs2E6McuJCMCXnDIOea0ftp0h7t118aXLp8d1byLcQeeuhs/2n/R3G7EkL5JD/NsYKMry
BFdedqGuJJZXtpdTvp0FkzKm0gNGxFlPxxK+z5JMcOmOjU2K4GiTXjpPJp0enm4thNrEO8ac
j/aAbe7wCJVfhkcEbDweBSd3KxUge1QWs0pgks4dMuoGuJbYl5PDhMhZ5ocMxuI2ysgAJxlh
z0MzTQ2N59n/ALQisHt0SZoLeIt9gOLd49QtXDt5kb9Hi+YgMfl+Xl0thf2GmJPNous6fNol
9AsV3EuTo5MhJW5U4F3bsv7xDwQuV7VKZbtobG1jiFpFaSiZ7PyAW09H8kvOhP8ArLZwXIix
8u8UadCDP0+/0uWe0Fz4wV502Xk0cKZBVUjX+0IhuH7zGC8fXG4eXUVzem8guLefVLe+eaNp
2t9PRVj1aBEmxdZDL5dxCA67BtZxGvy8mr8d9cF7G2u7+zj8m4F7DJNZk+WrRpu1CNgTm367
oiCRubFRanJdLEIYJ9NlWW8e9SLSbb5b3b5pa+tHzhHi2gSQYPmCPIHJpcqHePQatqNZ1h7Q
fY9flvYLqJZn3RR64InlA80AnyZ4sgKNv7wEnHU1UtbvQbeEIPEUUCTvBaxm+6XG14ium3OS
diIxKLISpZCfm4ArVtJm8R6pc2dg1nr8OqXNzLbtoy/Zv7VMZckRhmHkTx7E3Lt/eKVOMg1D
E9xc2DTP4mtIo7/yIVtb612rqYDxh7Jzz5NxGXaMyggMrBs8U0rpkyelzOihsDDBfXGoxWlx
ZMLOO+uo382Jdkcf9m3Cl8SQcMFl5wozkjkS/wBmS6bo7S3+i2kEel3clr9sguDNJpW5W22x
6+ZCCdofeD5Ur9StWpW1FIDM+txqfJ+yNc3cC7SVjjxYzoW+aQ42i59Tmp7y4utOtjrN5HNa
vpmdP/taTy5v7MXY6rbXKNgXIO4KXLAkEMD8uKFo7lXulczyNN0WWeJtQTRFtVkEiWx+0DS2
kMv+pILGaKUck7TtYKTgcl0d1ib7TqV9HI8TRXj3FmxLWT+ZCBqdmC+HZw0ZkjU5XJ4GanGr
29pcS6fP4isrAWKzQoskYkk00sZcRMxys0b7Qyuc7SgyfWPTLqS1jijg12JI9NmN0fsSAixR
3h/0yA5P2iJ95LR8ld5GBtFNKVm2PlRaso7C01T7M9tbWhdbW6kg0mUyR4KQgahbgkgTcEOn
JC5GT1qbThay28c0OpG6Ew80SNkNqCodpnIwCt3Ew27cZdR0OKS0vhHNbQXbJp376K8DK2IW
crCwvoHDEMrdGh5wrt8tT25gSUWr6zDcyzILjbAzbZ9hx9pDDAjmjIIMSgFtpyDStLcltJ2L
Kwwa3d3EGnvaao90J43i1H9z9rCh8rN02yRNyny/MjHnAp9k9tdC2hTS7CaSZntkkuYts1xI
gI+zXSnBjUAfI4OGKD1qF7d9Z1S6tUjsNdN+LgxoLnyY7/YZCDsbmKeHO0jZtZTU+lGHVHiQ
o999r8yAi4b5b8REE28qbiFeE7tmAdy896vVx1E029CGzn0qwAuTJJp8mxLRZYbZpftBYR5s
blVDE2wDjZL3Unptq1NaX8OmrqMeywEEpt2mtJQz6YPLUG3K4IlgHADnrGSRgimabPNbWUc0
WtzWgm8vT2gmjMqsEEZ+xOBuwqj7kvyHZIw3ACmS2NrEY0MEtkbRjbi9juy/9mqUAFkQWJeI
g7Q2RhHz2o5Va66FNaXKV7p19DeTRReD9irKwVLXWgIlAPRARkL6Z7YorN1LQbmDUbiBfADw
hJ3UQpq5ZY8E/KDnkDpmitOdkNan6W/CpsfCzlEjH2LG4jIP7vvXzp8SIL5mMbTLMHJSVNQk
2iZc8q/y4CD+E8V9JeErCa3+E3kIyO500lfPyFJwRzjtXzT8R7PWWl+z2nh+0uXkgIVrm42p
cbclkf0UcYx3r6PGPmlLzbOXCu8meYeLtKVPFC3FlHC5HlgNFK22NSuNpBXBj969U8K2Mz+A
Tex3lgJTC0KQtf8AlqQP+WBU4KxkfxdeODXB674R1yd9p8r7QxRY0idWDHAzExI4i7c12+le
E9W1j4Yx6nb6Vby6jHp7WU1r5yKl0ASfs5bOR0yuOfSvJiuW53p3PI/GNxd3GtI07rIxlNrc
C7vgpYkxg20g6MucYfhuVNYzQSWenySXeqXdjBCn2VJtLnV7iwcjPkomCz27Abtx5Vgee1Tt
aaheaqlzqfhjyT5T2Jee42xu25B9klGTluChkzuxsOKiRP7G0+eSfWptEisIvs32u3k3vppf
rb7EyzwMCHDkZBPGOccL1kD2IdT029sJZFuGs0jteLiSGVcWQJk+e2ULmSGTPzgcL83Smslv
DdPLLoNtHHCXkki0eZiAo+USWpK8Pz84DdAD3rVMOoTzOGkjt59KjWZlW6jZtMDNJtkgJOWj
l6uP4c1DZ6ZDZXU0T6a+jpBI1yYtIvvtDWiMQourTgFyc/vYuTsK5ptJb7Ex5upif2HKscAt
Hiu1kiLy+XO6rcxHycSxfuzsuxtG7bk7uuMk0ul2uoy2zZm0+5litwbeS5lZDdxgx5hYmL93
dBuc5Lc8Vqw2aRLDGl7eOtwguEBA8yQL5OblcqNl6MAuoxnnmoLXSbOe3LxJY3wvbXYh1JBG
l+qqinzWCgrfxntlmZCuAw4rKavqi3oVxaX82b+31yyXfbzLBc6hCcqCJv8ARrz5OJsk4ZsN
lDjpg17jTBaWjkxz2flXC28d0m5l09iZm8i/QxjzoSWypKsVV+oArVvdJSSOSdriAmeCW3if
U2VVkcLchrXUfkB+0hgNjE5PY5yWiW3H2eYNLqemNDfx2rSXFrugRwX3QaihAJiUnKlg26Nh
93FTLViTuZrSTQ21pYLeWto9nC0hssH7dpOyWAi5PH721AbnPVJPRagFpLJaWlt51ihRxcfZ
Vhd54FKwubyFxy9sdwfowUM4P3a17uyu7C0tvteiyWsdhJ5W5rJmvtJlMkBUXH7rEtnksAQA
drAEnaRVeKC5jL2kejzLbWLb5IrK0eS4sZSqEPEyx4a1JBOwg8My8dKFFx1si0pLYr3Uv2vS
IVu9RsGkluJ5zYxQlpZQImZry2YAEoQu8qAQNjcCn6rb3Ek7yNq9vOt5qDXFzFbwH/TwjTn7
VbHPLwsGJVcZ8sAjmtKXS5G0u4s10eARGWS4udOtrYw3Ljy5v9KsMj5o84dkCnaVZeN2aju9
InkkmmQS+bI63jT2cJWC7WOaZ/tViCnyyRA7pIiMsFYDvRyJu5m5TuVJ3e/nv7GTWrDUG1C/
WD7JaxGJNeRJNwjT/nnPFuyvTIZc5o8uO6ezv3sfMGqSGxh1eX5ItaxJbbbK4TcDFPlNvmE4
DxgYAYk6d9pqatfahYw6rpupDV7sRIukSBY9T2Ou6O3bkwXUZIYZI3K+CPlpg8ORtYWOoOkt
9HqsHlJqJuCLbU0L2y/Z3GQbe9GwoX2n54wSSGqklezFz2+Iw9RubG60meVrzc7wrZxz3yuC
gaMH+zbv5gAc5Cz8KQM7uARLq93cxeQtx4oRxp1ktvEt5YYk03KXKLbXDFgZ4ZFxCz/MAAjb
u9aJKNGI7/VbSTz4RYW1/dOuyRghxYXiADbPnG2bgE5ps19ezWVwIdYgsvslgbSRrpvMbT5C
t0DZX0Z/1qOUVUuE4BVW9abp6asbd0YsSR+EtUuYWtjox0jUZptscrTyeHDLM+25gO7N3byb
isihf3fII5GVSTToY9N0w6qttFayS36aZZx5Wxw1pIb+xl3ZkD7/ADTDuYAGQbBjnfhvNO0v
VLoxah/ZqaTeMrwz/wCkyaEJXwrSJ0urSUgfdOUPNWI4Wgg063a/WCLT4ZbqfTI2SSXS90lq
7XdtgZntwJfMMJLZjnkXHHAo3loZ8yvYwI7nT2WG2N4rJKqXf9k2xfyrk+XF/wATCzcsNl0p
Vma3yCSCPaoVsrjxel7pqaPa63calZ3MypPI8EOsLmaNb0HJMN0uNrx4/wBW2cityG8ureGw
t49ds1URR6gNJssZP7mKSPUbK46BSqszWxPXepUZqQ6cdc0670WLSk1yK8t7u6tIba6+zxXg
V5Qt9Du3GORcIkkW3GBuyNprTkqJ6AmpanP6hqmmX2rSyeVDetqSPBdJf3LAa6VmmUJdbm/0
e+i2rsY/67I2gZFaPh62s9U16IWenwX8l+80Kyaq5iOphdkgtrxS2Y5lUbopTkOVxjOc27ue
41ywlgluGmTULpkaO4n/AHmq4kmGGYuPs15Bj5TlfMKrkcirFithqni4rbatFrS6pfSw2yzg
26aq6Kjva3ETELHNEf3kbFfn34BOMmvZ3ew2m0YNpfaPBYLJd2wsZ1SOydp082EgG3LWN2FJ
/d5dXSQqAY8kbSMGW2Sz0iznMNoNNezsprW2uoi1w0LSAE2MiB2860fJaOXjHA+XFS2uoafp
ugs0WvQaMqW8diy3MIeNSJLUfYblSzBFiZgY7ghcxM2GAGBFc6hY2NjdzReJ0tXs4v7Paa6j
M406VwStldRhyZLRiMJcjocYYciocYrdDINRt445hanwzaWUNldeYpjuA7aKWNwv7tt+biyY
438DZvfk4qPVdGuYJ9QsptBtLYtrskvk2kpL2xWbb9qtXHMmcYlQY+5nODWteJYxasdOuNTh
0+SzkJVfO87+x5JHuAEJD/6TYSHaGbJKq+eMU+Sz03Q7zU9DvbM6NPbau93d2dvNv+wAzfLf
2rMwFwrD5J48AgKDu5qFCSsxLRIx7vSblbu70yfwzYCW/EVyLa1lKLMoFsont2znzxkny+6b
CPu01JBcaxBc/ZIbtruG3wLdFYX0aYZpI8jEd9HjcBnsQMGuht/DlnpGr3VrPpNrpwnMV5PZ
aTKZoTF5dvi8spDje6gE+Wc5TbhjiqljDp1xJa2/2hpRdMk6izRoVvERObiBtw8u+XBJhABO
xuDmresi205XM9rFNUe6hmtjftcXMtpENQhWL7dhp2EV0MfJcYJaFt3zZGTnNS77MNdwLNLJ
LHeSW8M2qRJukYSrmG8J3HyzgeWxJxnB5FWIJrW4gkMWrXFz/aN00MPmxNENQMclwdk+7Hl3
adYWOC25Rk1NfmxvpLm+vdYN0bjWHsxNqNsUW8dpQfst7uUeXHgho5Dnng0SVo2GmmZ8MUUc
VlLYXKW8UUrNbT3MK/abT95GAl2gVkNqCwRmIGVZDkjFTtaXNnbX09o3iCzNlYxAtbsvmWRz
DIFkBA8ywZfu4JHybdvNW2gtonsdSSK1hihMtst3Pan7RDIJYv8ARb1BkG1wrIzgYK+Xx8vE
ry21hYXzDVtW057eyjjt3ESyyWZ/ck2rdN9gdmUIBHysP4ql2SIMjULCK3ttQa30zU4Uhspp
bi30/a7W5dJAHsztBaykzjaDjcV+UkZqteaVbTW9zFPHcCX7O80i6XKEbOZytxYHYGCbtxlR
Spwx64rZu0tdMk1S7W41OzSwtJlmOkhZmsiwlwLRVH7yyfJOBna+ABzUeoGzs7q9uV+zQCKD
z5m02JUezDPNi5047cOjc+bFjjJz6k3K20M+70cXOm3hmsp9QWUs92umyLIblVaP97Yjyxid
RtZ14Jw3Jpup2kH25L29ewl3xxwmfSnH2W/tzbxHymOxvKuyCWGMc54U8VrvNZi8uIkS0Oy5
d86RIHWTHlfvbPaD/pK8b1GflK9OgAmlyzy3TrpLyyxRYSyGYr6IxwtuVih23YzlBn1GBjBc
YeZMvdVzHu7OPVGgVJ7HVXawgghuLHhZFdGKwXACHbdNj92+FIdTgg5JnWygSW4kjuL6G4hu
ruGG41tfMRVd52+z3+VO4vuLRPlgNxFaNxaadd6lbySJpc8ktrEIzp8uWu4tjEJKNpWK8wp8
s4X96Gxtzgu8zSp7m7vEuNSnZ9VmiWPWAPs84DXBeLUNwbYzBi0LEsMlcEbcU4wUpWewnJJX
ZkzWEel2MrQ2fiKyW1uoEhmDc6S/mhsXicefDhgy8PhCw2+lu1sJGuYLK5eztfKnDRw3MTPN
pUoFvunOQA1mw24jI2hZOvBrQuF0Cz0W6ubeTxJHDZ3sEVtPe2x3wr5iMYdRQ8tGp5V2D/u9
2B0q0jaNayw2dvqUkaWd1/o8ct4WvbRwIPlnjKEyWeWB3YxsPQ8ATUactBKaexzsGnujwwXc
lpb+U63JUwktCxWNRfx5BzZtnJjHy8nnpUOoaXPHGn/Ey0q3BvXubiG3iYb3Tzcahan5v3aZ
YSopIbyznHBrodN03wtaTK0cuoWq28aSiNlD/ZJWVf3sOEJfTirfOowBnpxTHstAtbhrmOyt
i1jMblooWDxR7WnH2mwIjO+AAfvkycj8zl7ObZadjJmsJdUvrjXry70TVYp5Z5Lq38PSsF1R
ITNi5smyfLlhJZXCt8ykZGCKg0+1vbW3ubb+3NIuYLpYYYhc27K2pRh4lSyXIyl6mDGWBLtv
TPTNdVaaLosOuNvtNOUgzSGbwapijmCNKFuLRiP3UybtswDjepGcYxWdZrpi6fJbXF7pt7Fc
C3JW9sirX0aNEuYjtUJqCDKyZyGOGIPWrcWJSi5GIdO1BT5hv9OeRYTbR3MgYK6GJR9guR/B
dcgqWw4+bGcGrlhp8dnCZ7DVoLW4gma3gudSVmis12yE2N6jDa7AFgrN8xyOelXpLDTFnjeG
WSaS4tPIiaSxIhuCsagw3fyDN4OQsuOvJI72IrbS3R7Dy7jyngEdkb+IMhVvNX7NqAAIlmbd
iOXaeCOnFNR3CTb2MaS1vbfUVEl5p8SQRvHC13ZFpNPZnkzBdLgb1JU7H+XlF+Y7qh09LuCD
T5obvTreG1k+0TsbV2OnqxVfOcZzJauCdoXp5gw3y1t28mlWU8d1b6rFbRCKWGK91iAMtrte
T91dsuPMjIZWjYEFSoHeqdm0ourSXy3jaKZJYpYrfethI7QsXcNlprKT5iseSyDIwRiptZFR
9SrZNqK3VvYrZ2yKjLcSWkkGfJYrF/pkG5gHtnLtmM5KCQjJAFWbJ73yI5ILlbu1kczmOGPa
/wAucXcWw9EKAMmPmC9BmrFtaC3MMMUdxbizKTPbOoZrNgEzOARlrXAPycDaRwCKhiso8Pc/
a4WUsl0Jba1fDDa5+22gIJaFcDzY+mB2otdCe4+KzF9PdQxCPXFvzNNJDpcpt4tS8rzUWWIc
CKWL7jqBhgQafskuruGZbKa8nvYiJZA+xdUMXBgPz5jmiwPmx8wBGTmnPdWGpXz3c82k3n20
SefY6LI8a6ht83/SLfYfkMYLK4U8jBPUVGsNncKb0SpeGYMHWzm2HUgqgqYegE8YBB7nvnmp
SS2BK5VijmtbYRvvjaa3jtDFqnmFbiNFT/QXy2FlUEqshwpXGR3oQpbW0F3HaeTNBCIoZbud
nREZTiylbPJIZgGGRwvSr+iPJLFa2lhqxkeYrbgzqyzSoqx7bVs8C4XjkneVIx2qAWJlAuRq
NtAfKaNJrmNtqgAYt5lY4E3pu+btVLcroZdwPDdrcPat4P1+ExuVMIuR+7wcbeD26UUy8keO
7ljdriIrIwMT2srMhz0J7ketFaJLuRbU/UWy0lbf4dGKO1k+XTsAHp0NeHJp93rUb6f9nh1U
XETRxxXo2ebjrG/dSvY45r6UuIF/4RiREYqDCw+U/WvJvDWmw31xBp2oyPcR3szLN5pGcLyM
EAYNfRVZc92+5xYWfK2eQah8P7qS9MV4Ws4pCgQxEOsuODbuDkoo6A4XOavXugafovhpzZXC
yNJAkE8d8o23Ckc2x+b5SD91+MV6Nq17JYl4rWNFU6gbZlK5DJ+PQ+4xWR4j8ufwxDbTwK8d
3frZTocjMRyeCDkMOzDn3ridLRnbTlzI+S/EejaTZeJDPHpxAuLcwtdCYCF0LKDay/NxI2PL
Z8nnY3IrMQR6TH5uieMZ9FktIHtYpWX7Q+mDBItnPzB0OAwYg7WThlziu0+IdsllZzeJ0YvL
b6nFZmCUBoZozPHHmRcfM+0/e65Ga43WNY1HRLPxIdPuMNogkt7V5lEhkj2OwWTeD5mCBgnn
jrXAlbQ0Irm8tbBLiWbXRavpcxd2iO86WGMhdoSzkyxSOckDO0N2q3pU1tZakgttUfR2tUeW
dNHlMr6fE6jFzbYJMnmcrIgU4U/jUzaxdWUOsPZIkTeHrKGfSGGW8nzi4kQhiRIh3H5X3Y4x
jFTS3H2TVrvQ9LiW0TTdIt9T0yeEkyWs8jKJApcsCjB2BRgw54xUVOgWsUNGnLix87Wp5s3K
3KzLEw3qREFv49xBFz8xWWHGSATjiqdvbprViLeGaw1Nr6zZw9+fJS9X7vnsN37q8iI2GPA3
Jtan+GPGOqX8VgZIYEa5tPtjvHGQVu1aNBcrzhXxwRjYf7taXhy8svFGmi18R+H7C9guor83
VtNEwjlltnKxzlVYASbflJGAR24rOUWo3TAzYLS4upZ47Ox0i6/tGynjU6xIFF+saTZ+1uuP
IuUcDZg8gPwd1VysVsFwl3DI88NqjS2W+K7w7j7PqZ24CxkHZKd2YmD5440be9stYvF/tnw/
YXn9p/arfVjcQk/bhHFO8bS8/My9ARjgkHNRap4n1LRdMvtUsAg8i7t4bm2fc0V9bmcBYJ1J
/eIikovRlXgNT9ndbgQSaRqUP2LWLcR27w+ZbvNcHFzDuNt/ot5GQRLZFi6hyOUaM7uKqqNX
iuImmluLVrRViuHS5kkm06QxqR5eU/eWDEKdvON3DZrodTSy0vRLrV7bSbRrvSNUFpbXUsAd
3tCbQ/ZnJ+9HtYpzztwM8ZrOuNUGmzSNDplm5023jn08y2wJt4QVBtFP/PAhiChyfRhT9m0r
XE5O6KKiaWB7Wb7QTBduRLpELG6sN6XDrLYsVwbcsq7gcj5GH8QFQ3llc6fI7rp9xGfNF5cr
ZWu2KMedIReWIZP3QyyvJGcFgWGDmuqsltZZlg06xhsPO0qW9sXtAd2mMDeq0duXLbY28tdy
PvGeRiq2l3dxqVnpmo7lg+22M08UNvGojspELMTCCDsDnO5SSpDEYHGBU33G0rlBQNZv7yA6
THMt7d+fJ/ZGn5iuUVkO61YBvJuEO5txbayfLgFaW3ge7063nvrK5kk1S3m+0rNbbdO1PH2c
FYl2gwX3BydgBdCCWBFdL4dSHVtY0M2ttHp0OtaldwvbacmxLN4jb4ntyctFKVdkZsnK8Y4q
9omiWV/Z+Ho7wNJDrAlj1G2bHlSOAF88JjEcx8pG8xAp3DPej2eu5DSRxSWjajc3Sjw/b3f2
2BLWdTpoUXexA32W4Ur+7vsj5H+6d38VVZ5L29MzyyJaQ2clzDFda/ppeSw3G6/0XUV/5arI
VVopUZdjZ6gmuzj0DTtbi0m+1CLc+peIDot8FAAng3ALI2BzMmFKyn5gVBzSa3YxpBrV/dSP
dzafqX2Ay3xEz3lvKXZ47hmBMw/eMBuJIB45GaOWwlH3b3OP0y11KwQTXFtPpi6Vc+RbtcW4
uJdCMrkmO6+T/S7KUD5WA3JtGTxU0DywLp841C2tTatNdtp0Vv513pLk2ztdREj99afvC+wg
jy5mXnZXTa3pFt4Ql1H+yXcnQ9aht9Oa4w5SBy0hhbI/eJuThX3Ab39eJtQ0HTNH8S33hCwt
kSz0vSjq+nfIpe3nLICivjPldfkORyfbGyir6C5Ve5xFw0g0waS2o6eZVmkvptPiiKTMCkcg
v7Iry0TAeYYxkrtZCOaR7OC6t7q2uNGTWYb2C5vrqHT5vLTUNn2pPttqc/u2x+7kjGMg56Am
uxuLKw1HxFaeBrjT4FtrrSG1aC4ijCT2VwUDnyHH3FLZOCD95vU0mj6Tp/iLxFBo93bLDB4h
8NXGr3YtFEZhvArAyQkf6rcJH3AcHOevNW4JbgkkcRcafdXon+y3ctympXJzuBD6wI535Hzb
o7yBVORn5vL6NnB1bGy1TxF4ou3lv7bxAb6/8otCgt01YRxxsIymNsN1EDvR9oLhih3YArVn
W21H+z5b2xgf+37O5l1JREED3EE7CO5XbjZLkbiwxkk5Hao/h9rlx8QpYNQ8TWtvJJqniC90
q/8AJi8tZY4EDxS4XASYMgO9cdTxzWfs33KlpG5zRiuLfwwba5vhbG7tYtNabV4w0U7K1qV0
y63SZSRNxWOcYLK/OMVY1A6jaG4vo9VXTpYLVtPa+vVaRLJRGwGk38Zf94pKgx3BywIzuGa2
7K7mbSdN1SfZNJfaimjagJolZbu0AiVVkBHzMF2gP975F54517yRLCK5Q26XH9neIY/D8f2r
L+dp8kUn7mXJ/ebf4WPzDHWodN33HZWOMuYNR066bSZdWNp/ZtqkP2K7kMsmipM9wi29y+/d
c2chwgmO7YApDYpzWmp6RJqax2uqaCNN1Oaf7ObgSTaKDMF+1wkuvn27HKTIwIXG4dcnZu9W
ewvvENlFZwMfCssVjplw6EytaySSxNDK2f3ieWduD2ApfEOzRZ/GK2ESqfC+7VdFfJzbzSTP
FIvB5jdUXch4Jye5qVBpaMzi03ojFj0jUPD2sXVtpOi3Ol7Z1updFsrsTmNCLYtfWTMw3hSz
bocHKkH5gafp1vrNzqKRm+nkS5lS6AtFG27jVSyX1upYGO5TaGa3XKthvlycHsdXstP0zxBe
6Bp+nQxWo0g6zbRqD/o12scK7o+flBXaCPRF9Kw9M1+a91DQ4WsbeJdU0o6pJ9nVk8m9ii3p
cR4PyvuJPcHPSrjTVtx8yvY55rrV7sXDWeqTagmp30jtsURrqwQ3IbIZl+z3UWAY8BRIFQYN
XIdVn1u4vZY9dn1Bru/NuDeweUuobZfms7oEr5Q2nckoCn5yuTgVZtfFWqeI9N0q810Q3L6z
e3cGp7oQonMJmMcuEwFkUgfMuPpUFh4813VXsbnWBDdyX+utpGptKhH220DbkSQIQCVOMOAH
45J5y+XuNNQ6CXcF4t9Yak2n7pWDWf8AbF+waWVi1uosbuMnHlfejMoYHb5bHBOTVuZo9Khv
He+1u0jgso4IXGnG4msXAiLWj7SfNteNyPtwQpxW1Dr+qtpdt4ge6LXUWsyaTNI/zfabL9wP
Ikz94Y4yMNgDnin6fe679q1axs/E+oW32DTTBbTQzguIFETJESwIKqVBU43DJ5xWTgkXZMwr
/ZFBqC6Rr+p2og06RA1tbAy6ckgc/ZoM532jHeQVDKHjXlScVEYrW0uXu5bq9tBaQGa5GnwD
GkytLJme03H/AFMhZ2dU3fKw3Dg1ZvNX1iyh1J9K1i6tDYRQrZeTMWEMU7Tb4QH3Dy9yq4Bz
hgCDWTN4s8QXL3LvqUo+yaYL6xCuQLaWSRzJs54VsnIOeDSBq5o3mhzadqs9tdWdxE67p5I9
JWN0IVoyt3aHGFmHygqh3FOxBAqCC0vvJR7rQk8+WySTbaoqwX1uEXMq5UgXYU5VeDnPAHFM
1jWLzRfFraPpDG2gkje+RYJHXybpJIFEyYb5XKnB7EDpUGk+JNXuzpjPdsqaqm66ijJCC4WB
Ct0o/hmBGcj5c/w1UV52HZrc17jwzqF21tZPpltfwSW6tHJp4Aa8gWOQsZMgiO7wFaIggeYr
DFLLomqm7ubjThd3z6pdzJG/iGEhb4q85EGoKVJjbBV4nJPJxmrc2vX8zaMvyxjWIIhqXk5T
z5ClwwlJUjEiugdWGMMT1BxUt54s8STXV1FqeryXpvNQ8nUnuY0zex5kZFl2qNwQ/dxgj3rR
U763M2jLaK4n017iCfxBA91cww2EojkIjkSZd1tqeEAeFTyjOGzHnsKuXmn+IozZJ/Y1jCHj
8q21CSZXubaQGHEFyoj+a1J3KDxlHjO7pWz/AG/4m/4RbxBrLeJb1pNO1KK3eN5AyXsCyR7Y
pwR86qMqMYO1iCTVvUY4bTwwupRW8fnWJYQuUHMfmW6+S2PvR7JGTaeNuB2BrKdOz0Yk/esc
zD4e1G5gT7PbQWv2QtFIkCu8mmz7FwI2C82Dg8p0UHr1qa48L60jK0WiWqBbxpLlLVWVLNj5
oEtodpAtzvzLGCwIDNkHmtCa0P8AaVzYwXUsX2TTGntZYiA8SGJs24OP9Sf7hz160eIp5NOW
CbT9sAaznvbSOJQq2LI82Y4APuRuMh05DAn1NZbGlkZw8M6nBq8t5qHhqO0lglmOpWvh6685
mIMgivbDjkDcY5kViRtGSOKzk0LxGuLVfDwmD20LPb7djTxgwjzYWK5S+Ayrg/M+VO3mu+0J
FuPGWm2Wnqumw3dtfXUMemqIvsUsTEboDyYy4bD8ncAPSsp5bxNC0u4lv5ZW1LUzFP5u0hJo
zAou04+W4Ixlx1x0pNyXULLocwNA8TTxqYorR55Io5H5YQXxEC5WQAkR3gABDnDZ/h4NT32j
eJ7pmt4pLVTJaRiCe7Yg3RAmOLw8fvR/BKQpDxkAV0jXpvtKGvT2sIuJ5ora6Kx4WfMZAlde
hkUjKsMYJOODiqsHijUtQguE1JYbg28ttZXLSR836NJcJvnxgM4wGDLt+YZ9a1STV2S48pnw
2XiZL+QvPZmK4mkSOXVFIj37nZoL8NtB5/1chKEbeMiqS2GpWkC3dwHt4YpIka5jgZnspX8l
h5/y/vdOfDFBghVbhjtNdPJc3Fh4hvlMzTi1vls3Fw277TCwkYLKeC+wj5Dxt5FYmoGVBq90
txKHsUtkXEhAmgdUk+zyL0eJSvyrjgMwzzUaES2K1pDrdwNlxoGqn7PIqttQs9pKqICyNt/e
2RCf6oncMDrS/wBk6xbXryjwrqEIhuVaZYbQFBIDIBdW7YO215UyRHkqx6VZnF6+o3NpJrF4
7WeixXdtcPOTIg/dfuMnrFjA2nPAHNSytfxw22oW+sXcRuPD51aCJJvks3QOTBCCPlgYEhoz
kEcVNkaWVine6XcJqd3AdAmmXzZppV8ORvtnx5oElo4BMTpuAlUsA4I9AKbFpCtMJbzRtRMp
Adp7OB4476NWXZLDuVdl4nPmcruCtk1rWdrJfy2H2a/ubGLVLu9kFvYy7FspITJteDOTGSGK
tydw4NJPYy6hoFhrs2q3ivqMNy80ENwUiSWMswmRFwEkJT5mHJ3NnrWtlypk3sZWiMHhW1c3
apMqQmPV1y0qosarbyZ+YXQyAJATlcfMa2NU0zSBbPeLNH5pjeN9MeZpN6KoDRTEj/WAcAsO
PlO41nXWhRf2XFdvqF08t1dfZZJHlBYY8pRIDj/WY/iqXU7AWFhb3cV1K7vetZXHmsG8+NUw
Gfjl/wDa4PAp8sZU2+wNsovpukRuY4rTxIiqcKht8lR6ZzzRXQz+CbKOd0TWNSwrkD/Sz6/S
ipsK5//Z</binary>
</FictionBook>
